Nieprzespane noce - Joanne Rock - ebook
Opis

Adelaide i Dempsey wyrośli w podłej dzielnicy Nowego Orleanu. On zrobił karierę jako trener drużyny futbolowej, ona pracowała jako jego asystentka. W końcu postanowiła otworzyć własną firmę. Dempsey, pragnąc ją zatrzymać do czasu wygrania mistrzostw, ogłasza ich zaręczyny. By uwiarygodnić sprawę przed mediami, Adelaide zgadza się przenieść do jego rezydencji. I już pierwszej nocy oboje nie potrafią zapanować nad pożądaniem…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 155

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Joanne Rock

Nieprzespane noce

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dempsey Reynaud się nie podda.

Wyszedłszy z szatni po przegranym meczu, trener New Orleans Hurricanes ruszył stawić czoło dziennikarzom w trakcie konferencji prasowej. Wynik meczu był bez znaczenia, ponieważ tego dnia nie wystawił najlepszych zawodników. Nie zamierzał informować o tym dziennikarzy, ale poprzysiągł sobie, że Hurricanes jeszcze się odegrają.

W najgorszym razie dotrą do finału, w najlepszym finał ten – Super Bowl – wygrają.

Będąc drugi rok pierwszym trenerem drużyny należącej do jego brata, miał sporo do udowodnienia. Nazwisko Reynaud znał cały Nowy Orlean, a on, jako Reynaud z nieprawego łoża, od wczesnego dzieciństwa musiał udowadniać, że jest go godzien, na długo nim wziął sobie za punkt honoru uczynić lokalną drużynę zwycięzcami Super Bowl.

Nadchodzący sezon ostatecznie przekona jego zagorzałych krytyków, zwłaszcza dziennikarzy sportowych, którzy twierdzili, że powołanie go na funkcję pierwszego trenera to nepotyzm. Nie mieli pojęcia, jak funkcjonuje ta rodzina oraz że jego starszy brat, Gervais, był gotowy jako pierwszy urwać mu głowę, gdyby nie odnosił sukcesów.

Jednak zdecydowanie ważniejsze było to, że jego miastu po prostu należał się tytuł mistrza. Wcale nie rodzinie miliardera, która uznała go za swojego, gdy miał trzynaście lat. Dążył do tego dla ludzi spragnionych sukcesu w życiu, zwykłych zjadaczy chleba pracujących w pocie czoła w takich miejscach jak Ósma Dzielnica, gdzie przyszedł na świat.

Takich jak jego asystentka, Adelaide Thibodeaux.

Stała przy wejściu, pięć metrów od niego, i z uprzejmym uśmiechem rozmawiała z miejscowym dziennikarzem sportowym. Dostrzegłszy Dempseya, przeprosiła dziennikarza, żeby stukając obcasami, podejść do niego. Miała na sobie czarną wąską spódnicę w złote prążki oraz złocisty top, całość, która nawiązywała do barw klubu, jednocześnie podkreślając jej smagłą karnację po kreolskich przodkach.

Wyprostowana i rzeczowa nie wyglądała jak bidula z najuboższej i najpodlejszej dzielnicy Nowego Orleanu. Jak ta, która w drodze ze szkoły dzieliła się z nim swoim lunchem, ponieważ jego kolejnym posiłkiem było dopiero szkolne śniadanie następnego poranka. Od tamtej pory wiele się zmieniło w ich życiu.

Długie sięgające pasa ciemne włosy związane w koński ogon, ciemne oczy, brwi i rzęsy podkreślały jej urodę. Na dodatek Adelaide okazała się nader kompetentna. Oraz była jego jedyną przyjaciółką płci żeńskiej.

Została asystentką już na początku jego kariery trenerskiej. Od początku płacił jej z własnej kieszeni. Jak przystało na Reynauda, ustalał własne zasady i wykorzystywał swoje walory, by osiągnąć sukces.

Cieszył się, że może ją zatrudnić po przeprowadzce z Atlanty do Tampa Bay, i dwa lata temu po powrocie do ich rodzinnego miasta, gdy Gervais, jego brat, kupił New Orleans Hurricanes.

Klub miał długą tradycję właścicieli o nazwisku Harbaugh i Gruden, a Reynaudowie w niczym im nie ustępowali. Zgarnęli miliardy na transporcie morskim, ale ich prawdziwą pasją był futbol. Tę obsesję mieli we krwi wbrew miejscowym mądralom, którzy twierdzili, że się na tym nie znają.

– Panie trenerze! – zawołała.

To, że posłużyła się jego funkcją, pozwalało się domyślać, że jest wzburzona. Czyżby dziennikarz wyprowadził ją z równowagi?

– Możesz mi poświęcić kilka minut, zanim wejdziesz na podium?

Podała mu plik notatek. Umówili się, że na czas spotkań z mediami będzie zostawiać jej swój telefon, nie tracąc czasu na czytanie najnowszych informacji. Miał zamiar poinformować dziennikarzy o planach na najbliższy sezon, by odwrócić ich uwagę od porażki, która nie pokazała, na co go stać.

– Wyskoczyło coś nieprzewidzianego? – Ściągnął brwi. Adelaide zna go wystarczająco długo, by wiedzieć, że po przegranej się streszcza.

Musi rozpocząć przygotowania do pierwszego poważnego meczu sezonu. Tego, który się liczy. Zauważył jednak jej sztywno wyprostowaną sylwetkę nie pasującą do przegranej na boisku, mimo że i ona nie lubiła porażek. Umiała lepiej niż on ukrywać emocje.

– Mam sprawę. – W uchu miała słuchawkę, a czarny kabelek ginął w jej ciemnych włosach. Zapewne słuchała koordynatora public relations. – Króciutką.

Rzadko domagała się uwagi, intuicyjnie znając swoje miejsce oraz jego potrzeby, do tego stopnia, że potrafiła zaplanować mu pracę na kilka tygodni jedynie na podstawie jego codziennych esemesów oraz mejli.

Jeżeli chce z nim teraz rozmawiać, to znaczy, że to coś pilnego.

– Jasne. Potrzebujesz czegoś?

– Przejdźmy gdzieś na bok.

Zadźwięczał mu w głowie sygnał ostrzegawczy.

Poprowadził ją do jednego z wolnych pokoi. Wyposażenie budynku nijak się miało do siedziby oraz bazy treningowej klubu w Metairie, w którą Reynaudowie zainwestowali miliony, by stworzyć tam warunki jak w prawdziwym domu. Mecz odbył się akurat tutaj, bo było to centrum miasta łatwiej dostępne dla fanów. Ciasna klitka, w której się teraz znaleźli, stanowiła ułamek przestrzeni zajmowanej przez jego gabinet.

– O co chodzi?

Zamknął za sobą drzwi. W pomieszczeniu znajdowało się tandetne biurko i przedpotopowy telefon z kablem. Ściany były tam tak cienkie, że słychać było, jak zawodnicy trzaskają drzwiami szafek w sąsiednim pokoju.

– Dempsey, przepraszam, że nie w porę, ale dłużej nie mogę tego przeciągać. – Wyjęła słuchawkę z ucha, jakby nie chciała słyszeć, co dzieje się na drugim końcu linii telefonicznej. – Próbowałam ci przekazać, że w tym sezonie mnie nie będzie, ale nie mogłam się przebić.

O czym ona mówi? Jeśli potrzebuje urlopu, wystarczyło zaznaczyć to w jego terminarzu.

– I teraz chcesz to załatwić? – Zawsze ma wszystko pod kontrolą, na boisku i poza nim. – Napisz mi esemesa z datami, kiedy weźmiesz wolne. Bierz tyle dni, ile trzeba, żeby doładować baterie. Jesteś tu niezastąpiona, więc musisz wrócić pełna sił. Adelaide, uważaj na siebie.

Odwrócił się, by wyjść zadowolony, że załatwił sprawę. Przecież czekali na niego dziennikarze.

Jednym susem zagrodziła mu drogę, zasłaniając drzwi swoją drobną posturą.

– Nie słuchasz mnie! Od dawna mnie nie słuchasz.

Hurricanes trenowali z manekinami od niej wyższymi, ale mało ją obchodziło, że Dempsey jest dwa razy wyższy.

– Czego nie usłyszałem? – westchnął.

– Chcę rozkręcić własny interes.

– Tak, wiem. Umówiliśmy się, że przedstawisz mi swój biznes plan.

Pamiętał o jej planach. Powiedziała mu o tym minionej zimy. Zamierzała specjalizować się w odzieży i akcesoriach dla fanek futbolu. Liczyła na to, że z czasem z jego pomocą uzyska prawo wyłączności na używanie logo klubu New Orleans Hurricanes.

Obawiał się, że Adelaide może stracić stabilność finansową osiągniętą ogromnym wysiłkiem, więc liczył wówczas, że po namyśle zda sobie sprawę, jak bardzo ryzykowny jest jej plan. Był pewien, że ją przekonał, gdy udało mu się ją namówić do powrotu na okres przedsezonowych rozgrywek. Poza tym była nieocenionym członkiem zespołu, który budował latami. Gdy w końcu skompletował wartościowych zawodników, czuł, że nadszedł czas, by wykorzystać ich talenty do osiągnięcia zwycięstwa.

To był właśnie ten czas.

– Mejle z moim biznes planem wysyłałam ci nie wiem ile razy. – Splotła ramiona na piersi.

O rany, jaka ona jest atrakcyjna.

Adelaide to twoja przyjaciółka, a to rzadkość, mówiło mu sumienie.

Seks to… seks. Adelaide to ktoś znacznie ważniejszy niż obiekt seksualny.

– To prawda. – Odkaszlnął. – Zapoznam się z nim zaraz po tej konferencji.

– Kłamiesz – prychnęła. – Znowu mnie zbywasz. Nie mogę cię do tego zmusić, tak samo jak do czytania esemesów i mejli od byłych dam twojego serca.

Blokując wyjście, mierzyła go wzrokiem. Od dawna okazywała niezadowolenie, że scedował na nią załatwianie takich spraw, ale potrzebował jej, by chroniła go przed porzuconymi kochankami. Żeby nie miały o czym donosić mediom, odwracając uwagę od drużyny.

Adelaide była w tym bardzo dobra. Jak i w wielu innych kwestiach. Kiedy nie było jej w pobliżu, tracił pewność siebie.

Poza tym cały czas poświęcał budowaniu zwycięskiego zespołu, żeby zdobyć uznanie klanu Reynaudów. Nie wystarczało samo nazwisko ojca. Jako bękart zawsze musiał starać się dwa razy bardziej.

Adelaide wspierała go w osiąganiu tego celu. On znał się na futbolu i finansach, ona na wszystkim innym. Zostali przyjaciółmi, od kiedy przegonił bandę łobuzów, którzy dopadli ją na cmentarzu. Ona była wtedy w drugiej klasie, on w trzeciej.

Z wdzięczności wkradła się w jego życie, aż stała się najbliższą przyjaciółką i zażartym obrońcą. Nawet wtedy, gdy jego nieobecny bogaty ojciec sobie o nim przypomniał, uwalniając go od nędznej egzystencji w Ósmej Dzielnicy, a matka zrzekła się go na zawsze, Adelaide trwała przy nim.

– W takim razie przejrzę swoją pocztę elektroniczną.

Powinien rozmówić się z Valentiną Rushnayą, szczególnie namolną modelką, z którą przez krótki czas się spotykał. Wyglądało na to, że im większa sława, tym trudniej takiej kobiecie pogodzić się z faktem, że została porzucona dla futbolu.

– Nie będziesz miał wyboru, dopóki nie zatrudnisz nowej asystentki – odparła, ale dla złagodzenia tych słów dodała z uśmiechem: – Dzięki za zrozumienie.

Zatrudnić nową asystentkę? O co tu chodzi?!

Adelaide stawia się, żeby dostać podwyżkę? Poważnie chce się zająć swoim biznesem akurat teraz, tuż przed rozpoczęciem sezonu?

– Nic nie zrozumiałem. – Postanowił przemówić jej do rozumu. – Potrzebujesz na start gotówki. Nawet bez czytania twojego planu wiem, że mocno nadwątlisz swoje oszczędności, zanim osiągniesz jakiekolwiek zyski. Addy, wszyscy kochają przegranych, ale musisz wiedzieć, że to ogromne ryzyko.

– To ja podejmuję decyzje – warknęła.

Czuł, że powoli traci cierpliwość.

– Połowa małych firm pada, a te, które nie padną, potrzebują poważnych nakładów. Popracuj jeszcze rok. Możesz wystąpić, o jaką chcesz podwyżkę, a ja ją klepnę. Zdobędziesz zabezpieczenie finansowe, które pozwoli firmie rozrosnąć się na tyle, żebyś dostała prawa do naszego logo.

A on zyska czas, żeby przekonać ją do rezygnacji z tego pomysłu. Teraz żyje się im dobrze, bardzo dobrze. Addy stanowi integralny element jego sukcesu, dzięki czemu on może robić to, na czym zna się najlepiej. Kierować zespołem.

Gwar na korytarzu się wzmagał, w miarę jak dziennikarze kończyli wywiady w szatni i szli wziąć udział w konferencji. Na niego też już pora.

– Psiakrew, nie chcę podwyżki…

– To znaczy, że nie myślisz jak człowiek interesu – wszedł jej w słowo.

Tak, był pełen uznania dla jej niezależności, nawet może uporu, ale nie dopuszczał do siebie myśli, że mógłby jej pozwolić na założenie firmy skazanej na niepowodzenie.

Tym bardziej że mogła tak dużo osiągnąć w tej pracy dla siebie i dla zespołu. Dla niego. Nie ma czasu na szukanie nowej asystentki, zwłaszcza że jako jego najstarsza przyjaciółka i osoba, która zna go jak nikt inny, Adelaide jest za dobra, by zamieniać ją na kogoś innego.

Ponad jej ramieniem sięgnął do klamki. Gdy się przesunęła, żeby mu to utrudnić, niechcący oparła się biodrem o jego dłoń.

Wstrzymała oddech.

Mógłby przysiąc, że na ułamek sekundy jej źrenice się rozszerzyły. Cofnął się pospiesznie.

– Cieszę się, że pracując u ciebie, miałam czas się zastanowić, co chcę robić w życiu. Że dużo podróżowałam i nawiązywałam kontakty, które mnie zainspirowały.

Mówiła, gestykulując, więc mógł się skoncentrować wyłącznie na jej dłoniach, a nie na wspomnieniu tego kilkusekundowego fizycznego kontaktu.

Jego wzrok padł na jej bransoletkę. Była to srebrna łyżeczka z lombardu, z której uformował bransoletkę i sprezentował jej na urodziny w czasach, gdy nie było go stać na nic innego.

Dlaczego ona nadal to nosi? Mimo szumu w uszach starał się słyszeć jej słowa.

– Dempsey, bądźmy szczerzy. Nie po to ukończyłam szkołę plastyczną, żeby do końca życia być twoją asystentką. Jak na „tymczasowe” zajęcie trwało to zdecydowanie za długo.

Zrozumiał aluzję. Namówił ją na tę pracę, tłumacząc, że będzie miała czas się zastanowić, co chce robić dalej. Było to, jeszcze zanim stała się niezastąpiona. Jeszcze przed sezonem, który mógł drużynie przynieść mistrzostwo oraz umocnić jego pozycję w rodzinie jako kogoś znaczącego więcej niż przyrodni brat.

Ciężko pracował na tę szansę przytarcia nosa bezlitosnym mediom, które życzyły mu jak najgorzej. Nadeszła jego chwila, a tandem, jaki tworzyli z Adelaide, był nie do pokonania. Zwycięstwo oznaczało nie tylko zapewnienie sobie należnego miejsca wśród Reynaudów. Miało też pokazać, ile wart jest każdy dzieciak z biednej Ósmej Dzielnicy, te wszystkie dzieciaki, których bogaci ojcowie nie wyrwali z tego koszmaru.

Jeżeli dzięki futbolowi nie uda mu się niczego zmienić na lepsze, to jego wieloletni trud pójdzie na marne.

– Nie możesz teraz odejść.

Nie pora o tym rozmawiać. Postawi na swoim.

– Odchodzę po tej konferencji. Obiecałam wrócić na czas przygotowań do sezonu, a teraz koniec. – Bawiła się bransoletką. – Źle zrobiłam, zwłaszcza jeżeli ma to nas skłócić. Obiecuję przekazać wszystkie dokumenty mojej następczyni.

Ale jest łaskawa! Ugryzł się w język, żeby nie zadrażniać sytuacji.

Zasłużył na coś więcej i ona o tym wie.

Jednak jeżeli podejmuje się przeprowadzić go przez tę konferencję, to on ma jeszcze czterdzieści minut, by przemówić jej do rozsądku. Czterdzieści minut na wymyślenie, jak ją zatrzymać na cały sezon.

– W takim razie dzięki za gotowość. – Kładąc dłonie na jej talii, odsunął ją od drzwi. – Muszę iść na konferencję.

Zaczerwieniła się, mimo że zawsze byli jedynie przyjaciółmi. Dbał o tę przyjaźń, bo było to coś wyjątkowego. Adelaide była wyjątkowa.

Nie przychodziło mu do głowy poświęcić tej przyjaźni dla czegoś tak ulotnego jak romans, aczkolwiek zdarzało się przez te lata, że ledwie oparł się pokusie.

Ale też nigdy nie dotykał jej tak jak teraz. Czuł, jak pulsują mu skronie. Tym razem jednak jej spojrzenie, to, jak zareagował na to jego organizm, sprawiły, że zaczął się zastanawiać…

– Jasne, konferencja musi się odbyć. – Przygryzając wargę, sięgnęła po słuchawkę. – Idziemy.

Ruszając za nią, poczuł nieodpartą chęć dotknięcia jej rozkołysanych bioder. Bez wątpienia będzie na niego zła, ale z czasem zrozumie, że chodziło mu wyłącznie o jej dobro.

W jego głowie zrodził się genialny plan. Wiedział już, jak ją zatrzymać, a jego realizację zapewnią mu media. Nie chciał sprawiać przykrości przyjaciółce, ale czuł, że jeżeli zna Adelaide tak dobrze, jak mu się wydaje, to ona go zrozumie.

Ryzykowna gra, ale do wygrania.

Poszło nadspodziewanie gładko.

Adelaide gratulowała sobie, stojąc pod ścianą wypełnionej po brzegi sali. Miała na myśli rozmowę z Dempseyem, człowiekiem prawie zawsze określanym w mediach jako ktoś, kto robi duże wrażenie. Powiedziała, co chciała powiedzieć, w końcu udało się jej wyrazić, o co jej chodzi, w sposób dla niego zrozumiały. Od kilku tygodni przygotowywała się do tej rozmowy, czekała na odpowiedni moment, bo trudno było rozmawiać z szefem na inny temat niż futbol lub biznes rodziny Reynaudów.

Sytuacja należała do delikatnych. Nie powinna zrażać do siebie Dempseya, ponieważ liczyła na jego pomoc, w miarę jak jej biznes będzie się rozrastał. I mimo że czuła, że są przyjaciółmi zdecydowanie za długo, by wątpić w jego pomoc… jednak nie była jej pewna.

Gdzieś się rozmyło to przeświadczenie towarzyszące jej, gdy w czasach gimnazjum przesiadywali na ganku, rozmawiając całymi godzinami.

Teraz był to tylko biznes, zawsze. Dempseyowi chyba to nie przeszkadzało, bo żył pracą, ale ona oczekiwała więcej od życia i od przyjaciół.

Niecierpliwie odliczała zatem minuty do końca ostatniego dnia swojej kariery asystentki. Niewykluczone, że zaprzyjaźnią się od nowa.

Było jej żal rozstawać się ze współpracownikami. Kochała sport. Polubiła futbol do tego stopnia, że nie mogła się doczekać otwarcia własnej firmy odzieżowej dla jego fanek. W pracy łączyła sztukę ze znajomością tej dyscypliny sportu, a jej projekty spotkały się z tak przychylnym odbiorem w sieci, że dzięki crowd fundingowi mogła tydzień temu zaprezentować swoją pierwszą kolekcję.

Była gotowa na następny krok.

Oraz rozstanie z Dempseyem.

Spojrzała w stronę podwyższenia, z którego trenerzy oraz kilku głównych zawodników odpowiadali na pytania. W tej chwili wszystkie kamery, mikrofony, dyktafony i reflektory były skierowane na Dempseya, twardego trenera i kiedyś jej przyjaciela, który nieświadomie od dziesięciu lat nie spełniał jej marzeń.

Zdecydowanie zbyt przystojny, bogaty i wpływowy. Być może rodzina nigdy go nie zaakceptuje, za to reszta świata już mówiła o nim z takim samym nabożeństwem jak o pozostałych braciach Reynaudach. Cała czwórka to gwiazdy uniwersyteckiego futbolu. Po studiach dwaj młodsi weszli do składu Narodowej Ligi Futbolowej, a dwaj starsi objęli kluczowe stanowiska w rodzinnym imperium futbolowym.

Dempsey omawiał właśnie przebieg gry oraz obrażenia odniesione przez zawodników. Ciemne włosy i ciemne oczy nie różniły go od przyrodnich braci, ale dołeczek w brodzie, ostre rysy i zaciśnięte wargi były odmienne. Poza tym mówił szybciej i z wyraźnym lokalnym akcentem.

Zbytnio nie analizowała aparycji mężczyzny, w którym jako nastolatka się podkochiwała. Kiedyś była gotowa stanąć na głowie, by zobaczył w niej kogoś więcej niż chudą, płaską jak deska koleżankę. A ten jeden raz, kiedy jej się to udało? Dostrzegł w niej narzędzie wzrostu skuteczności jego biznesu. Raz nawet tak ją nazwał.

Nie zauważył, kiedy przestał traktować ją jak przyjaciółkę, zapominając o długich rozmowach na temat prowadzenia interesów.

Bolało ją to bardziej niż to, że nie widział w niej kobiety.

– Adelaide…?

Usłyszała w słuchawce głos pracownicy odpowiedzialnej za PR, która bardzo szybko doceniła trenera z osobistą asystentką w odróżnieniu od wielu działaczy z pierwszej linii, z jakimi spotkała się w innych miastach.

– Dzwoni do mnie i esemesuje Valentina Rushnaya. Chce się skontaktować z Dempseyem. Grozi, że ujawni mediom jakieś kompromitujące szczegóły, jeżeli Dempsey nie zechce się z nią spotkać.

Adelaide przeszył zimny dreszcz. To ta supermodelka Dempseya. Była dla niej bardzo niemiła, nie chcąc przyjąć do wiadomości, że jej romans z Dempseyem należy do przeszłości mimo bransolety z brylantami, którą przesłał jej na pożegnanie.

Czasami Adelaide współczuła jego kobietom. Dobrze wiedziała, co się czuje, znalazłszy się w odstawce, gdy wcześniej miało się wrażenie, że jest się w centrum zainteresowania. Nawet przez krótki czas. Ale Valentiny nie było jej żal.

Odpowiadając szeptem do mikrofonu, wycofała się pod ścianę. Przestała słuchać Dempseya.

– Rozmawiałam z nim o tym. Zajmie się tym. – Nie wspomniała o swoich planach. – Cokolwiek Valentina powie, to albo nic nowego, albo nieprawda.

– Uwzględnimy w naszych planach takie spotkanie? – naciskała Carole. Stała w drugim końcu sali w tradycyjnym granatowym kostiumie i z blond włosami zaczesanymi w kok niczym kask zawodnika. – W przyszłym tygodniu w ramach akcji dobroczynnej Dempsey ma zbierać środki na rzecz fundacji Brighter NOLA. Myślę, że nie byłby zadowolony, gdyby tej babie udało się odwrócić uwagę mediów od takiego wydarzenia.

Adelaide byłaby również zawiedziona.

Na pomysł Fundacji Brighter NOLA wpadli razem. Jej celem było zapobieganie przemocy wśród małoletnich w opanowanych przez młodociane gangi dzielnicach Nowego Orleanu. Takich jak ta, w której oboje dorastali. Dokładniej takiej, w której on znalazł się przejściowo, ale ona utknęła na długo.

– Postaram się, żeby do tego nie doszło.

Dotrzyma słowa, nawet gdyby przyszło jej kontaktować się z Dempseyem po tym, jak dzisiaj opuści progi stadionu Silver Dome. Zanim zaczęła się z nim spotykać, podpisała zobowiązanie dotrzymania tajemnicy, więc kontakty z mediami mogą ją sporo kosztować.

Dempsey poinformował ją o tym w jednozdaniowym mejlu dwa tygodnie temu, gdy przypomniała mu o Valentinie. W załączniku przesłał nawet kopię dokumentu podpisanego przez Valentinę u progu gorącego romansu. W chwilach słabości wyobrażała sobie, że życie singla może być niełatwe dla bogatego i ustosunkowanego faceta. Musiał być praktyczny i ostrożny. Ale takie zobowiązanie ze wszystkimi konsekwencjami wiążącymi się z jego złamaniem wydało jej się przesadą.

Zważywszy jednak na liczbę kobiet, które pragnęły zaistnieć w jego życiu, najwyraźniej był to słaby straszak.

– Valentina ma więcej kasy niż większość jego przyjaciółek – zauważyła Carole. – Ale mam nadzieję, że ona straszy tylko nas, a nie… Czekaj. Powiedział, że ma coś ważnego do zakomunikowania.

Ze swojego miejsca Adelaide zobaczyła, że Carole wpatruje się w podium.

Wśród zebranych zapadła cisza. Dlaczego? Co przeoczyła? Sądząc po języku ich ciała, dziennikarze czekali w napięciu, co powie trener Hurricanes.

– Dzisiaj się zaręczyłem – rzucił rzeczowym tonem, jakby chodziło o obrażenia napastnika.

Przez salę przeszedł szum zdziwienia, a ona skamieniała. Zaręczył się?

Nogi się pod nią ugięły, aż musiała oprzeć się o ścianę. Ani słowem nie napomknął o jakichkolwiek zaręczynach. Zrobiło się jej przykro, że jej nie zaufał, że za nic ma ich przyjaźń. Zabolało ją, że nie zna takich szczegółów jego życia prywatnego…

– Z moją asystentką. – Spojrzał w jej stronę. – Z Adelaide Thibodeaux.

Tytuł oryginału: His Secretary’s Surprise Fiancé

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2016

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2016 by Joanne Rock

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o. Warszawa 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-2822-0

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.