84 osoby interesują się tą książką

Opis

Tessa O’Hara ustawiała właśnie świeżo upieczone babeczki na wystawie swojej cukierni, gdy zadźwięczał dzwonek przy drzwiach. Podniosła wzrok i ujrzała mężczyznę swoich marzeń. Nie minęła minuta, a on zaprosił ją na randkę. Zgodziła się bez wahania. Ale po czterech cudownych miesiącach Tess odkrywa, że jej ukochany to działający pod przykrywką detektyw z agencji antynarkotykowej, który bada powiązania jej byłego męża – narkotykowego bossa. Tess jest przekonana, że to koniec.

Ale agent Brock Lucas jest innego zdania. To człowiek z misją, oddany swojej pracy, spędził lata zajmując się światkiem przestępczym Denver, rozpracowywał najgorsze szumowiny. Jednak dopiero w czasie tych czterech miesięcy z Tess, która jest równie słodka jak jej babeczki, zaczyna naprawdę lubić swoją pracę. Podczas przesłuchania Brock dowiaduje się, że Tess skrywa przerażającą tajemnicę. Wtedy też postanawia, że pomoże jej walczyć z demonami przeszłości i będzie ją chronić.

Ta słodko-dzika para wspólnie stawi czoła wielu przeciwnościom, a los nie będzie ich oszczędzał: rodzinne problemy, śmiertelna choroba, a do tego nieustępliwy były mąż Tess i jędzowata była żona Brocka będą próbowali ich rozdzielić. Ale na tym nie koniec. Brock Lucas ma w sobie dzikość, nad którą w przeszłości nie zawsze umiał panować. Za błąd, który popełnił lata temu, przyjdzie zapłacić Tess.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 546

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału: Wild Man

Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redakcja: Grażyna Muszyńska

Redakcja techniczna: Anna Sawicka-Banaszkiewicz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Katarzyna Szajowska, Barbara Milanowska (Lingventa)

Copyright © 2011 by Kristen Ashley

All rights reserved.

For the cover illustration © iStockphoto.com/Geber86

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2018

© for the Polish translation by Anna Lisowska

ISBN 978-83-287-0874-7

Wydawnictwo Akurat

Wydanie I

Warszawa 2018

FRAGMENT

Erice Ann Moutaw Wynne i „Gibowi” Royowi Gilbertowi Moutaw

starszej siostrze i młodszemu bratu.

Ukształtowała nas miłość, lojalność i wspólne przeżycia.

I dzięki Bogu.

PrologDziki mężczyzna

– O Boże – westchnęłam, dochodząc. W głowie mi szumiało, a moje ciało wyprężyło się jak struna. Doświadczyłam rozkoszy, jakiej nigdy wcześniej nie czułam.

Kiedy ta cudowna chwila minęła, powoli otworzyłam oczy. Wciąż był na mnie i we mnie. Falował. Boże. O Boże! Jaki on był przystojny! Naprawdę piękny. I tak wspaniale było czuć go w sobie.

Wpatrywał się w moją twarz tymi niesamowitymi srebrzystoszarymi oczami. Jego spojrzenie było takie gorące, takie płomienne. A przy tym intensywne i świdrujące. Nigdy wcześniej tak na mnie nie patrzył, choć byliśmy razem już cztery miesiące.

Czułam na sobie to palące spojrzenie i wiedziałam, że ten wspaniały, szalony, dziki mężczyzna jest mój.

Mój.

– Jake – szepnęłam, obejmując go jeszcze mocniej. Zanurzyłam dłoń w jego gęstych ciemnych włosach. Na dźwięk swojego imienia zamknął oczy. Sprawiłam mu ból?

Jak to?

Ukrył twarz w mojej szyi i zaczął poruszać się coraz szybciej. Wchodził we mnie energicznie, czułam jego oddech na skórze. Myślami wędrowałam po jego muskularnym ciele, palcami muskałam plecy, ścisnęłam go z całej siły udami, jeszcze mocniej przyjmując go w siebie.

– Ja pierdolę, Tess – westchnął. Wbił się we mnie po raz ostatni i dochodząc, wydał z siebie długi jęk.

Trzymałam go mocno.

Poczułam na sobie jego ciężar.

Objęłam go z całych sił.

Wysunął się ze mnie i przetoczył na łóżko. Leżał na plecach i patrzył w sufit. Palcami ścisnął skronie. Zamknął oczy.

Och. Niedobrze.

– Jake? – powiedziałam czule.

– Tak? – jęknął. W jego głosie nie było czułości.

Nie otworzył oczu, wciąż ściskając skronie.

Ej, co to ma znaczyć?

Nagle poczułam się odsłonięta i zagubiona. I to chwilę po tym, jak myślałam, że w końcu znalazłam mężczyznę swoich marzeń. Był tuż obok, w moim łóżku, a wcześniej we mnie, ale cała radość raptem wyparowała. Chwyciłam brzeg kołdry i okryłam się nią.

– Wszystko w porządku? – szepnęłam.

– Nie – odburknął.

Zamarłam.

Opuścił dłoń i odwrócił się do mnie. Jego wzrok już nie płonął, nie było ani namiętności, ani czułości. Wahał się… Nie chciałam wierzyć własnym oczom… w jego spojrzeniu był żal.

O nie. O Boże! Tylko nie to.

Otuliłam się szczelniej kołdrą i pomyślałam, że Martha miała rację.

Niech to szlag. Naprawdę miała rację.

Popatrzył na moją dłoń, przyciskającą materiał do piersi. Jego tęczówki znów przybrały kolor ciekłej rtęci, nasze oczy się spotkały, a jego twarz złagodniała. Wyciągał ku mnie dłoń i wtedy zadzwonił telefon.

Zatrzymał się w pół ruchu.

– Ja pierdolę – wymamrotał wkurzony.

Odwrócił się na drugi bok i z kieszeni dżinsów wyjął telefon. Przyglądałam się zarysowi jego pleców, gładkiej skórze, wyrzeźbionym mięśniom i myślałam, że to wszystko nie dla mnie. Nic nie było już moje. Nic.

Byłam tego pewna.

Zawsze to wiedziałam.

Wiedziałam to od tej chwili, cztery miesiące temu, gdy popatrzył na mnie swoimi srebrnymi oczami. I potem, gdy nasze spojrzenia się spotkały, uśmiechnął się, tak leniwie i seksownie.

On był nie dla mnie. Na mnie nie czekał żaden mężczyzna ze snów. Ale był tak przystojny, że postanowiłam dać mu szansę.

– Co tam? – rzucił w słuchawkę, a ja poczułam, jak jego złość nagle wypełniła pokój, trąc o moją skórę niczym papier ścierny.

Przez te cztery wspólne miesiące nigdy nie ukrywał swoich nastrojów. Nawet na samym początku. Na kilometr było widać, kiedy był wściekły, ale było też od razu widać, jeśli coś sprawiło mu radość. Zawsze umiałam wyczytać, czy był w humorze do zabawy, czy coś go rozśmieszyło, czy raczej był zirytowany i rozkojarzony. Zawsze wiedziałam. Zupełnie jakby wpływał na atmosferę w całym pomieszczeniu.

Ktokolwiek właśnie do niego zadzwonił, z całą pewnością go wkurzył, i to porządnie.

– Daj mi godzinę – warknął do telefonu. Na chwilę zamilkł. – Nie, stary, mówię ci, że potrzebuję godziny – powiedział, po czym znów zrobił pauzę. – Ja pierdolę, chyba żartujesz. Dlaczego akurat teraz? – dodał i znów na chwilę zamilkł. – Kurwa, dlaczego? – przesunął się i usiadł na brzegu łóżka. Pochylił się, łokcie oparł na kolanach. – No, dobrze, niech ci będzie, dupku. Ale jeśli to spierdolisz, jeśli coś się jej stanie, to nie ręczę za siebie.

Po czym odłożył gwałtownie telefon i schylił się po dżinsy.

– Mała, muszę lecieć – powiedział, nawet się do mnie nie odwracając.

Zamknęłam oczy.

Tylko spokojnie. Jake miewał swoje humory, a gdy musiał lecieć, po prostu wychodził. Nie ma w tym nic niezwykłego.

Tylko spokojnie. Spotykamy się od czterech miesięcy i właśnie po raz pierwszy się kochaliśmy. Jasne, że trochę to dziwne. Zwłaszcza że był taki męski i dziki, ale wobec mnie zawsze był bardzo delikatny i czuły. Zupełnie jakby wiedział, że tego właśnie potrzebuję, spokojnych kolejnych kroków. Bardzo tego potrzebowałam, więc postanowiłam się tym nie przejmować.

Jasne, że się całowaliśmy i mizialiśmy. I to sporo. I często. I było bardzo przyjemnie. Było cudownie. Dłonią doprowadzał mnie do orgazmu, choć sam nie pozwolił mi na rewanż. Mówił, że lubi na mnie patrzeć, a sam chce dojść dopiero we mnie. Już samo to raz sprawiło, że niemal szczytowałam. Ale nigdy nie widział mnie nagiej, nawet częściowo. Dopiero teraz.

Każda dziewczyna mogłaby przecież oczekiwać, że po pierwszym razie z dzikim mężczyzną (zupełnie innym niż ci, których do tej pory znała, dzikusem, który dla niej potrafił okiełznać w sobie bestię i być wobec niej czuły i delikatny) ten mężczyzna zostanie przy niej, przynajmniej na trochę.

Ale nie Jake.

Na tyle go już poznałam.

Choć czułam też, że coś się zmieniło.

Byłam tego pewna.

– Tess – powiedział cicho, a ja otworzyłam oczy.

Trochę mi się rozmazywał, bo nie włożyłam okularów, ale i tak wiedziałam, że jest nieprawdopodobnie przystojny. Jego obraz wrył się już w moją pamięć i wiedziałam, że nie będę w stanie o nim zapomnieć.

– Tak? – odpowiedziałam.

Już kompletnie ubrany opierał się ręką o łóżko i właśnie pochylał się w moją stronę. Zamarłam. Przysunął się jeszcze odrobinę.

– Włóż okulary, skarbie – szepnął.

Musiałam chyba mrużyć oczy i domyślił się, że niewyraźnie widzę. Jemu mało co umykało.

Odwróciłam się i nie puszczając kołdry, znalazłam okulary na nocnej szafce.

W jego oczach nie było już wahania czy żalu. Patrzył na mnie z czułością. Miał minę, jaką sobie wyobrażałam, że powinien mieć, gdy myśli, że jestem słodka. Przynajmniej taką miałam nadzieję.

Podobało mu się, że noszę okulary. Powiedział mi bez ogródek, że nigdy nie był z okularnicą. Dodał, że to tak, jakby umawiał się ze słodką, seksowną nauczycielką.

Nigdy w życiu nie czułam się seksowna. Dopiero przy Jake’u.

– Później pogadamy, dobrze? – powiedział cicho.

– Jasne – odparłam, a w odpowiedzi na jego spojrzenie, ton głosu i słowa w moim sercu zaczęła kiełkować nadzieja.

– Tess, pogadamy później, dobrze? – powtórzył.

– No, tak – odparłam zaskoczona.

– Obiecaj mi to, mała.

Przyglądałam mu się przez chwilę, niepewna, czego właściwie oczekiwał. Zawsze byłam z nim szczera, choć Martha tyle razy mi mówiła, że nie powinnam. Graj trudną do zdobycia. Przetestuj go. Sprawdź, co się stanie. Nie pokazuj, jak bardzo ci zależy. Byłam już za stara na takie gierki, poza tym nigdy nie spotykałam się z mężczyzną takim jak Jake. Nie miałam najmniejszego zamiaru spieprzyć tego, podpuszczając go bez powodu. A teraz nie rozumiałam, o co mu chodzi i czemu potrzebował takiej obietnicy. Z drugiej strony, w końcu poprosił mnie o coś, a ja oddałabym mu wszystko. Naprawdę wszystko. I to już od samego początku.

– Obiecuję – szepnęłam.

Pokiwał głową.

– Sypiasz nago? – spytał.

Przebiegł mnie dreszcz, choć właściwie nie wiedziałam czemu. To nie było nic złego, ale nie było też miłe.

– Nie – odpowiedziałam.

– To włóż coś na siebie – polecił.

Rzuciłam mu zdziwione spojrzenie. Przyglądał mi się przez chwilę. Po czym pochylił się, wyciągnął rękę i ujął mnie za kark. Przyciągnął mnie do siebie i mocno pocałował. Uwolnił moje usta z pocałunku i odsunął się, ale tylko odrobinę. Wciąż unieruchamiając mnie swoim uściskiem, popatrzył mi głęboko w oczy.

– Później pogadamy – szepnął.

Nagle jego dłoni już nie było, nie było też Jake’a.

Zniknął.

Usłyszałam, jak zamykają się frontowe drzwi. Osunęłam się na łóżko i zapatrzyłam w sufit.

Niełatwo rozgryźć Jake’a Knoxa. I choć zdążyłam go już trochę poznać, nie miałam pojęcia, co się dzieje. Wszystko razem było jakieś takie… niepokorne.

Z drugiej strony, przecież sam Jake był niepokorny. Z tym swoim motocyklem i wysłużoną furgonetką, w motocyklowych butach, spranych T-shirtach i wytartych spodniach, które podkreślały jego figurę, a do tego wiecznie rozwichrzone, ciemnobrązowe przydługie włosy. I te jego srebrzystoszare oczy, z których można było wyczytać milion historii, choć jednocześnie przecież niczego nie zdradzały. I to, jak pił piwo i wychylał kolejne szoty, jak jadł ze smakiem, wył do księżyca i całował tak mocno, jakby wiedział, że to jego ostatnia chwila na ziemi, i chciał przeżyć każdy moment, jakby był ostatnim. Tak – Jake był dziki i niepokorny.

Życie z nim było jak jazda na mechanicznym byku, na którego kiedyś nierozważnie wsiadłam. Nie było sposobu, żeby przewidzieć, w którą stronę go zarzuci. Można było tylko się trzymać z całych sił i cieszyć z jazdy, póki trwała.

Musiałam się uspokoić.

Wszystko będzie dobrze.

Będzie dobrze.

Wstałam, włożyłam bieliznę i koszulę nocną, wróciłam do łóżka i zgasiłam światło. Nawet po takim cudownym, wspaniałym seksie długo nie mogłam zasnąć.

Kiedy mi się to w końcu udało, obudził mnie hałas wyważanych drzwi. Do domu wpadł cały szwadron mężczyzn w kamizelkach kuloodpornych, a chwilę później już jechałam z nimi na posterunek policji, żeby złożyć zeznania.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Wydawnictwo Akurat

imprint MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Dział zamówień: +4822 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz