Niepokorna - Madeline Sheehan - ebook + książka

Niepokorna ebook

Sheehan Madeline

4,1

11 osób interesuje się tą książką

Opis

Metal i skóra. Lojalność i zdrada. Gniew i seks.
Eva Fox jest córką prezesa Klubu Motocyklowego Silver Demons. Wychowywana przez harleyowców, nie zna innego świata niż ten. Jej życie jest twarde jak źle wyprawiona skóra, surowe jak krajobraz pustyni i odurzające niczym zapach wiatru we włosach.
Deuce West to twardziel, emanujący testosteronem przywódca klubu Hell’s Horsemen. Podobnie jak Eva urodził się i dorastał wśród motocyklistów – ale na tym podobieństwa się kończą.
Los sprawia, że połączy ich miłość pełna pożądania i niepohamowanej namiętności. Gorzka i bolesna. Miłość, która nie zna granic.
To nie jest ckliwa love story. Nie znajdziecie w niej łzawych westchnień, listów pisanych o blasku księżyca, płatków róż rozsypanych pod stopy ukochanej i innych tego typu bzdur. To historia dzika i nieprzyzwoita. Pełna gniewu i nieokiełznanego seksu  rozgrywająca się w świecie władanym przez gwałtowne emocje oraz mroczne żądze. Surowa i szorstka opowieść o bezkresnej miłości, która wymaga poświęcenia i sprawia ból. Opowieść, która całkowicie druzgocze i zniewala czytelnika.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 300

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Tytuł oryginału: Undeniable

Copyright ©Madeline Sheehan, 2012

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2016

Copyright © for the Polish translationby Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2016

Redaktor prowadząca: Magdalena Genow-Jopek

Redakcja: Magdalena Wójcik

Korekta: Joanna Pawłowska

Skład i łamanie: Barbara Adamczyk

Projekt okładki i stron tytułowych: Dawid Czarczyński

Fotografia na okładce: © Artem Furman/iStock/Getty Images Plus

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

Wydanie elektroniczne 2016

eISBN 978-83-7976-495-2

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

fax: 61 853-80-75

[email protected]

www.czwartastrona.pl

Prolog

Spotykamy ludzi nie bez powodu. Potrzebujemy ich, by odmienić nasze życie, albo to my mamy zmienić ich życie.

Angel Flonis Harefa

Mark Twain powiedział: „Dwa najważniejsze dniw życiu człowieka to dzień, gdy przychodzi na świat,i ten,w którym odkrywa – po co”.

Nie pamiętam dnia,w którym się urodziłam, ale pamiętam dzień,w którym zrozumiałam po co.

Mówili na niego Deuce.

Był moim „po co”.

Oto nasza historia.

Nie jest piękna.

Niektóre jej części są wręcz paskudne.

Ale to nasza historia.

A ponieważ wierzę, że wszystko dzieje się po coś, nicw niej nie zmienię.

Rozdział1

Gdy po raz pierwszy spotkałam Deuce’a, miałam pięć lat. On miał dwadzieścia trzy; stało się tow dniu odwiedzinw więzieniu na Rikers Island[1]. Mój ojciec, Damon Fox,o przydomku Preacher – lider, czyli tak zwany prezydent cieszącego się złą sławą Klubu Motocyklowegoo nazwie Silver Demons, którego oddział macierzysty mieścił sięw nowojorskim East Village – odsiadywał pięcioletni wyrok za napadz broniąw rękui naruszenie nietykalności cielesnej. Nie była to pierwsza odsiadka mego ojca, ani też ostatnia. KM Silver Demons to słynna grupa notorycznych przestępców, którzy wiedli życie według zasad własnego kodeksu, całkowicie lekceważąc współczesne społeczeństwoi wszystko, co sięz nim wiąże.

Mój ojciec był człowiekiem wpływowymi sprawował władzę nad wszystkimi motocyklistami Silver Demons na całym świecie. Inni motocykliści szanowali go, ale przede wszystkim się go bali. Miał znajomościw rządziei powiązaniaz mafią. Najniebezpieczniejszyi budzący największy postrach był jednakz powodu powiązań ze zwykłymi szarymi ludźmi. Ludźmi spoza jego kręgu. Ludźmi, którzy załatwiali sprawy po cichu.

Sposób,w jaki się wysławiał, oraz jego zabójczy uśmiech zjednywały mu przyjaciół, gdziekolwiek się pojawił –a zważywszy na to, że jeździł na motocyklu, już będącw łonie mojej babci, gdy powiadam „gdziekolwiek”, oznacza to „wszędzie”.

Wady mego ojca, ciągłe przestępstwa, których się dopuszczał, oraz styl życia, jaki wiódłw klubie motocyklowym, nie były mi obce; nie znałam niczego innego.

Gdy szliśmy przez więzienną rozmównicęw Rikers, trzymałam za rękę mego wujka, „Jednookiego” Joe. Ponieważ miałam tylko ojca, wujek Joei ciocia Sylvia sprawowali nade mną opiekę tymczasową. Moja matka, Deborah „Darling” Reynolds, zostawiła nas kilka tygodni po moich narodzinach. Wielu mężczyzn załamuje się, sprawując opiekę nad dzieckiem, nie radząc sobiez odpowiedzialnością za noworodka, zwłaszcza motocykliści, którzy nie mogą wysiedziećw miejscu dłużej niż kilka tygodni, ciągnie ich bowiem otwarta przestrzeń.

Ale nie Preacher.

Poza tym, że od czasu do czasu siedziałw więzieniu, mój ojciec był dobrym tatąi nigdy niczego mi nie brakowało.

Preacher, ubranyw pomarańczowy kombinezon,z długimi brązowymi włosami związanymiw kucyk, natychmiast nas zauważyłi zerwał sięz miejsca. Miał na nadgarstkach kajdanki,a kostki nóg skute łańcuchem, co krępowało jego ruchy. Stojący za nim strażnik więzienny usadził goz powrotem.

– Eva – cicho powiedział tata, uśmiechając się do mnie, gdy gramoliłam się na niewygodne plastikowe krzesło. Usiadłszy, dyndałamw powietrzu obutymiw tenisówki stopamii ledwie sięgałam brodą ponad stół. Wujek Joe opadł na krzesło obok mniei otoczył mnie ramieniem, po czym zsunął nasze obydwa krzesła.

– Tatusiu – wyszeptałam, wstrzymując łzy. – Chcę cię uściskać. Ale wujek Joe mówi, że nie mogę. Dlaczego nie mogę?

Mój ojciec zamrugał.A potem jeszcze raz. Wtedy tego nie wiedziałam, ale mój duży, silny, twardyi szorstki ojciec starał się nie rozpłakać.

Wujek Joe ścisnął moje ramię.

– Dziewczynko – powiedział ochrypłym ze wzruszenia głosem – opowiedz tatusiowio tym, jak przeliterowałaś słowo „pszczoła”.

Z podniecenia zapomniałamo łzach.

– Wygrałam, tatusiu! Moja nauczycielka, pani Fredericks, mówi, że jestem jedynym dzieckiemw przedszkolu, które literuje tak dobrze jak trzecioklasiści!

Mój ojciec uśmiechnął się szeroko.

Widząc, że się uśmiecha, ciągnęłam:

– Czy wiesz, ile lat mają trzecioklasiści, tatusiu?

– Ile, dziecinko? – spytał ze śmiechem mój ojciec.

– Osiem – wyszeptałamz przejęciem. –A niektórzy nawet dziewięć!

– Jestemz ciebie dumny, córeczko – powiedział mój ojciecz błyskiemw oku.

Promieniałamz radości. Gdy się jest małym, rodzice są dla nas całym światem. Moim światem był ojciec. Byłam szczęśliwa, gdy on był szczęśliwy.

Wujek Joe znowu ścisnął moje ramię.

– Evo, kochanie, może przyniosłabyś tatusiowi cośz automatu,a ja zamienięz tatusiem kilka słów.

Typowa sytuacja.W klubie wszyscy wciąż „zamieniali kilka słów” – takich, których nie wolno mi było słuchać. Zazwyczajw ogóle się tym nie przejmowałam, ponieważ wszyscy motocykliści mnie kochali, wciąż mnie przytulali, nosili na baranai kupowali mi prezenty. Dla pięcioletniego brzdąca życiew takim klubie motocyklowym pełnym przyszywanych starszych bracii tatusiów to cośw rodzaju codziennego świętowania Gwiazdki.

Wzięłam pieniądze od wujka Joei podeszłam do automatu. Przede mną stały dwie osoby, więc zrobiłam to, co robiłam zawsze, gdy mi się nudziło – zaczęłam śpiewać.W przeciwieństwie do dzieciw moim wieku, które słuchały New Kids on the Block albo Debbie Gibson, ja słuchałam muzyki, którą grywanow klubie. Szczególnie lubiłam Summertime Janis Joplin. No więc, stałam, kręcąc tyłeczkiemi wyśpiewując Summertime, okropnie fałszując,i czekałamw kolejce po stęchłe chipsy ziemniaczanez automatuw rozmównicy więzienia Rikers Island.I wtedy usłyszałam:

– Lubisz także Hendrixa, dziecinko?

Obróciłam sięi stanęłam naprzeciw pary nóg odzianychw przetarte na kolanach dżinsy. Spojrzałam wyżeji aż szerzej otwarłam oczyz zachwytu. Był wysokii opalony. Miał mocno umięśnione ręcei nogi,a w pasie był cieniutki. Miał szerokie czołoi mocną kwadratową szczękę. Ogoloną prawie na łyso głowę porastał tylko meszek jasnych włosów. Ramiona miał wytatuowanew różne skomplikowane smoki. Nigdy dotąd nie widziałam tak pięknego mężczyzny.

W moim świecie istniały trzy typy mężczyzn: słabi – to jest tacy, którzy dostawszy od życia kopniaka, uciekająi się chowają; po prostu mężczyźni – to jest tacy, którzy mają odwagę, ale czasami, gdy życie daje im klapsa, polegają na innych;i prawdziwi mężczyźni – to jest tacy, którzy nie skarżą sięi nie płaczą, którzy nie tylko mają odwagę, alei wspierają innych. Mężczyźni, którzy samodzielnie podejmują decyzjei ponoszą wszystkie tego konsekwencje oraz odpowiadają za swoje czynyi słowa. Mężczyźni, którzy, gdy życie skopie im tyłek, oddają mu kopniakai idą dalej. Mężczyźni, którzy wiodą twarde życiei miewają nielekką śmierć.

Mężczyźni tacy jak mój ojcieci moi wujowie. Mężczyźni, których kochałam całym sercem.

Mężczyźni tacy jak Deuce.

– Lubię Hendrixa – odparłam. – Ale Janis rządzi. Prawie codziennie słucham piosenki Rose!

Uśmiechnął się szeroko, spoglądając na mnie,i dołeczki na jego policzkach przesłoniły mi cały świat.

– Podobasz mi się, dziecinko – powiedział, wciąż się uśmiechając. – Masz dobry gust, gdy chodzio muzykę,i masz na nogach tenisówki zamiast tych cholernie głupich wysokich trampek, które wszyscy teraz noszą.

Podobałam mu się. Był to bez wątpienia najlepszy dzieńw moim życiu.

– Nienawidzę wysokich trampek – powiedziałam, marszcząc nosek.

Przymrużył oko.

– Ja też.

Zaraz po powrocie do domu wyrzucę moje trampki.

Gdy przyszła moja kolej, wspięłam się na palcei wrzuciłam drobne do automatu. Bez pośpiechu studiowałam wybór przekąsek.W końcu zdecydowałam się na niewielką torebkę solonych orzeszków ziemnych. Ustępując miejsca, patrzyłam, jak piękny mężczyzna kupuje dwie paczki chipsów ziemniaczanych, trzy batonikii ogromne ciastkoz kawałeczkami czekolady.

– Jejku – powiedziałam. – Musisz być naprawdę głodny.

Roześmiał się.

– To nie dla mnie. – Obejrzał sięi wskazał na kogośw pokoju. – Dla mojego starego.

Chyłkiem zerknęłam na mojego ojcai na wujka Joe. Pochyleni ku sobie wciąż „zamieniali kilka słów”.

– Czy mogłabym go poznać? – spytałam.

Zaskoczony uniósł brwi.

– Hm, on jest ciut drażliwy.

Roześmiałam się. Wszyscy znani mi mężczyźni byli ciut drażliwi.

Wsunęłam rączkęw jego dłoń, gotowa na spotkaniez jego ojcem. Miał ciepłąi wygodną dłoń, jak moje łóżko, gdy przespałamw nim calutką noc.

Spojrzałw dół na nasze złączone dłonie. Minę miał nietęgą.

– Idziemy – powiedziałam, ciągnąc go za rękę.

Wzruszył ramionamii poprowadził mnie do pobliskiego stołu, przy którym siedział starszy mężczyznaz długą siwą brodąi ogoloną głową. Był skuty kajdankami tak samo jak mój ojciec.

Mój nowy przyjaciel puścił moją rękęi usiadł,a ja wgramoliłam się na krzesło obok niego.

– Cześć – powiedziałam radośnie.

– Masz mi coś do powiedzenia? – zapytał starszy mężczyzna, zwracając się do syna.

– Ona lubi Janis – odparł.

– Lubisz Janis, dziecinko?

Skinęłam głową.

–I Steppenwolf,i Three Dog Night,i Rolling Stones,i Billie Holiday…

– Billie Holiday? – przerwał miz niedowierzaniem.

Wsunęłam sobie do ust kilka orzeszkówi skinęłam głową.

– Ona rządzi.

Starszy mężczyzna uśmiechnął się od ucha do uchai cała jego twarz zupełnie się zmieniła. Od razu się zorientowałam, że dawno temu ten drażliwy stary człowiek był równie piękny jak jego syn.

– Lubię Billie Holiday – powiedział szorstko.

–A ja lubię ciebie – powiedziałam spontanicznie, ponieważ zawsze jestem spontaniczna. – Chcesz trochę fistaszków?

– Jasne, dziecinko – odparłz uśmiechem. –Z miłą chęcią.

Wysypałam trochę orzeszków na jego dłoń,a on od razu wpakował je sobie do ust.

– Eva!

Podskoczyłam, słysząc głos wujka Joe. Szybkim krokiem zmierzał przez pokójw moją stronę. Gdy podszedł do stołu, wszyscy wyglądali na wkurzonych.I wujek Joe,i moi dwaj nowi przyjaciele.

– Masz już ostatnie życzenie? – złowrogo wyszeptał wujek Joe, zwracając się do starszego mężczyzny. – Jeźdźcy nie zadzierająz Demonami.I niech tak, kurwa, zostanie.

– Aha – powiedział stary, spoglądając na mnie. – Musisz być córunią Preachera. Dużoo tobie opowiada. Cholernie się tobą szczyci.

Dumnie skinęłam głową.

– Tak. Jestem córunią Preachera.A jak dorosnę, będę taka jak on. Będę miała motocykl Fat Boy, ale mój będzie lśniący.I chcę mieć różowy kaskz czachami.I nie będę prezydentem klubu, tylko jego królową. Bo wyjdę za mąż za największego, najstraszliwszego motocyklistę na całym świecie,a on będzie mi na wszystko pozwalał, bo będzie mnie kochał do szaleństwa.

Wujek Joe wybuchnął śmiechem,a stary człowiekz rozbawieniem pokiwał głową.A piękny mężczyzna obrócił sięi pochylił nade mną.

– Dopilnuję, by tak się stało – wyszeptał.

Milczałam. Nie mogłam wydusićz siebie ani słowa. Byłam urzeczona zniewalającym spojrzeniem jego jasnoniebieskich oczu. Miał tęczówki nakrapiane białymi plamkami. Przypominały mi zamarzniętą taflę jeziora. Piękne niebieskie oczyo odcieniu lodu, które wciągały mnie do jakiegoś ciepłego, bezpiecznego miejsca, gdzie chciałam pozostać na zawsze.

Wyciągnął do mnie rękę. Czar prysnął.

– Nazywają mnie Deuce, skarbie.A mój staruszek to Reaper. Miło cię było poznać.

Podałam mu rękęi jego wielkie palce zamknęły się wokół niej.

– Eva – wyszeptałam. – Tak mam na imię.I wspaniale, ach, jak wspaniale było cię poznać.

Uśmiechnął się.I jego piękne oczy także się uśmiechnęły.A ja znów zupełnie sięw nich zatraciłam.

Potem wujek Joe podniósł mniei zarzucił sobie na ramię.

– Czyw tej twojej pieprzonej, cholernie drogiej prywatnej szkole nie uczą was, że nie wolno rozmawiaćz obcymi? – zapytał. – Będę musiał pogadaćz tymi drętwymi skurczybykami.I nie obejdzie się bez puszczeniaw ruch pięści.

– Pa! – wrzasnęłam, machając ręką jak szalona, gdy wujek Joe niósł mnie ku tacie.

Reaper pomachał mi skutymi rękamii obdarzył szerokim uśmiechem.

Deuce wstałi zasalutował mi dwoma palcami.

– Pa, kochanie.

Kochanie.

I powiedział to głośno. Byłam po uszy zakochana.

Deuce patrzył, jak Jednooki Joe, który całe życie spędziłw Klubie Motocyklowym Silver Demons, oddala sięz przerzuconym przez ramię dzieciakiem Preachera. Dzieciak uśmiechał sięi machał jak szalony. Deuce pokręcił głowąi uśmiechnął się,a potem, poważniejąc, zwróciłz powrotem ku swemu staremu.

Stary także już się nie uśmiechał.

– Miły dzieciak – burknął Reaper. – Lepiej by było, gdybym miał córeczkę zamiast dwóch pojebów.

Deuce przyglądał się swemu staremu. Przez chwilę odczuwał żal, że Reaper nigdy nie patrzył na swoje własne dzieciz takim uśmiechemi nigdy takz nimi nie rozmawiał jakz tą dziewuszką. Był zbyt zajęty wyżywaniem się na nich, bijąc Deuce’a i jego brata. Dawne, dobre czasy. Było, minęło.

– Preacher się rozwija – mruknął Reaper. – Wykolegował cięz tego interesuz Ruskimi. Dlaczego,u diabła, nie zabrałeś się za tow odpowiedniej chwili?

No właśnie. Dla swego ojca był tylko jego wice. Kimś, komu stary przekaże ten pieprzony młotek przewodniczącego, gdyw końcu –a to nie stanie się prędko – odwali kitę.

– Kapitan trasy Preachera mnie ubiegł. Dorwał to gówno, zanimw ogóleo tym usłyszałem.

Reaper przybrał lodowaty wyraz twarzy.

– Alez ciebie dupa wołowa. Powinienem był wziąć Casa na mojego wice. Trzeba było pozwolić, żeby ta cholerna cipa pozbyła się ciebie.

Matka Deuce’a była dziwką – nie taką, co to wystaje na chodniku, ale dziwką klubową. Miała szesnaście lat, gdy jego ojciec ją posiadł.A miał wtedy prawie trzydziestkę. Po narodzinach Deuce’a stary wyrzucił ją na ulicę tylkoz tym, co miała na sobie. Jedyną pamiątką, jaka zachowała się po matce, była niewyraźna fotografia bardzo młodej dziewczyny siedzącej na harleyu jego ojca.Z tyłu było napisane OLIVIA MARTIN. Deuce lubił sobie wyobrażać, że zaczęła gdzieś nowe życiez kimś innym, zupełnie niepodobnym do jego ojca. Że znalazła gdzieś spokóji rodzinę, która ją kocha.

Młodszy brat Deuce’a, Cas, był latoroślą innej zapłodnionej przez starego kurewki. Ta sama historia. Chociaż zdarzyła się później. Od dwudziestu trzech lat Deuce cierpliwie znosił to gówno. Teraz miarka się przebrała. Zerwał sięz krzesłai oparłszy dłonie na blacie stołu, pochylił się do przodu.

– Nikogo, dosłownie nikogo nie obchodzi, co sięz tobą dzieje, ty nędzny gnoju.W klubie szanuje się swego szefa, ale żadnegoz twoich chłopaków nie obchodzi, czy żyjesz, czy umarłeś. Dostałeś dożywocie, stary,i to ja kieruję tym gównem pod twoją nieobecność.A ponieważ robię to sto razy lepiej od ciebie, nie muszę tutaj przychodzić. Musiałem ci okazywać szacunek, ale właśnie straciłem ostatnią resztkę szacunku, który dla ciebie miałem.

– Ty zasrany gówniarzu – wysyczał Reaper. – Zapłacisz mi za…

– Nie. To ty zapłacisz. Gdy tylko stąd wyjdę, zapłacę, komu trzeba, żeby zrobił, co trzeba.

W oczach starego pojawił się strach. Deuce nigdy nie widział czegoś równie pięknego.

–I pamiętaj, gdy się będziesz wykrwawiał na śmierć, że to się dzieje na mój cholerny rozkaz.

Zanim stary zdążył cokolwiek odpowiedzieć, Deuce obrócił się na pięciei z walącym sercem, ciężko dysząc, przeszedł przez rozmównicę, zdecydowany wykończyć ojca.

– Deuce! – rozległ się piskliwy głosik. Obejrzał się. Pędziła ku niemu Eva. Tuż przed nim zatrzymała się gwałtowniei zasapana, wyciągnęła ku niemu rączkę. – Nie poczęstowałam cię – powiedziała bez tchu.

Pochylił sięi wziął od niej torebkęz fistaszkami.

Poczuł uciskw gardle.

Ten dzieciak, ten cholerny brzdąc, który go wcale nie znał, po prostu dał mu pierwszyw życiu prezent, nie oczekując nicw zamian. Żadnych przysług, żadnego poparcia. Całkowicie bezinteresownie. Okazało się, że jednak byłw błędzie. Istniały piękniejsze rzeczy niż strachw oczach ojca. Eva byłao wiele słodsza. Jeśli kiedykolwiek będzie miał dziecko, chce, aby było właśnie takie.

– Dzięki, kochanie – powiedział ochryple.

– Zobaczymy się jeszcze? – spytała, przechylając główkę na bok. Patrzyła na niego ogromnymi oczamii czekała na odpowiedź.

Zajrzałw te oczy, zadziwiające oczy, które były zbyt duże na jej małej twarzyczce. Wielkiei zamglone, szare jak burzowe niebo. Cholernie piękne.

Uśmiechnął się.

– Mam nadzieję, kochanie.

Posłała mu zabójczo uroczy uśmiechi potrząsając mysimi ogonkami, popędziłaz powrotem do ojcai wujka, którzy przeszywali Deuce’a morderczym wzrokiem.

Wsunął orzeszki do kieszenii wyszedł. Zadzwonił od razuz pierwszego automatu ulicznego. Po godzinie znalazł się chętny. Trzy dni później jego stary wykrwawił się pod prysznicem.

[1] Jedno z dziesięciu najcięższych więzień na świecie. Główny kompleks więzienny miasta Nowy Jork. Położone jest między dzielnicami Queens a Bronxem. Jest to istna wylęgarnia przemocy i agresji. (Wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki)

Rozdział2

Nim nasze drogi znowu się przecięły, upłynęło siedem lat.W tym czasie wypuszczono mego ojcaz więzienia,a ja zyskałam kłopotliwego niczym wrzód na dupie starszego bratao imieniu Frankie.

Franklin Deluva senior pełniłu mego ojca funkcję kapitana trasy. Zginął kilka lat temu, zderzywszy się czołowoz ciężarówką mack. Wcześniej jego żona zmarła na raka. Frankie nie miał żadnej rodziny, która chciałaby go przygarnąć. Ponieważ mój ojciec nie miał syna, wziął go pod swoje skrzydłai widział dla niego przyszłość wśród Demonów. Mój ojciec stawiał sprawę jasno. Jeśli Frankie utrzyma sięw tym kursie, pewnego dnia przejmie od niego młotek prezesa klubu. Co było fajne,a nawet wspaniałe, gdyby nie jeden wielki problem.

Frankie nieustannie był gniewny.

Przez cały czas był wkurzony.

Tak bardzo, że wciąż wdawał sięw bójki –w szkole,w klubie,w sklepie spożywczym, na chodniku. Walczyłby nawetz ceglanym murem, gdyby ten go wnerwił.

Od bójek ulicznych jego nieszczęsne piętnastoletnie ciało było całe pokryte bliznami. Odkądu nas zamieszkał, był szesnaście razy hospitalizowanyz powodu rozmaitych połamanych kości, zadanych nożem ran oraz licznych wstrząśnień mózgu.

Miał również poważne problemy psychiczne wynikającez utraty rodziców.

Gdy zamieszkałz moim ojcemi ze mną, miewał okropne koszmary. Budził się przerażony, zlany potem, wrzeszcząc na całe gardło. Koszmary zmieniły sięw nocne lęki,i Frankie zaczął przez sen okładać się pięściami po głowiei płakać. Mój ojciec musiał goz całych sił trzymać, aż się uspokoił lub całkiem oprzytomniał.

Pewnej nocy, gdy mój ojciec byłw trasie, Frankie zakradł się do mojego pokojui wślizgnął mi się do łóżka. Po raz pierwszy, odkądu nas zamieszkał, przespał spokojnie całą noc. Od tamtej pory już zawsze sypiałw moim łóżku.

A życie płynęło dalej.

Dwa tygodnie po moich dwunastych urodzinach ojciec uznał, że nadszedł czas, by Frankie wziął udziałw wyprawie klubowej. Gdy chłopak się dowiedział, że ja nie pojadę, dostał straszliwego atakui mój ojciec ustąpił. Jeśli chodziłoo Frankiego, ojciec był bardzo miękki.

Siedząc na tylnym siodełku motoru Frankiego, opuściłam Manhattan, zmierzając na północ stanu Illinois. Pierwszy przystanek mieliśmy na farmie, gdzie uprawiano dynie. Gdy się ma ojca, który wraz ze swoimi podwładnymi jest zamieszanyw nielegalne interesy,i muszą się gdzieś spotkać prywatnie, takie przestępcze zebrania na farmachz dyniami odbywają się częściej, niż byście podejrzewali. Te zgromadzenia zazwyczaj trwały kilka dni; dorośli przebywaliw domu,a dzieci na zewnątrz. Zawsze było mnóstwo wrzasków, bijatyki popijania. Oraz liczne dziwki.

Zaczęłam wcześnie dojrzewaći w wieku dwunastu lat wyglądałam raczej niezgrabnie – wysokai koścista,z wystającymi łokciamii kolanami oraz biustem rozmiaru C. Kilku chłopaków, którzy towarzyszyliw wyprawie swoim ojcom, wszędzie za mną łaziło, strzelając ramiączkami mojego biustonoszai wołając, że sobie wypchałam stanik. Uciekając przed nimi, schroniłam się na drzewie, gdzie siedziałam ze słuchawkami na uszach. Słuchając Rolling Stonesów, machałam nogamii kołysząc głową do rytmu, głośno sobie podśpiewywałam.W pewnej chwili poczułam, że ktoś chwycił mnie za obutąw tenisówkę stopę, więc ją cofnęłam.

– Odejdź, Frankie! – wrzasnęłam. On znów mnie chwycił za stopę,a ja zerwałamz uszu słuchawkii spojrzałam na niego gniewnym wzrokiem.

To nie był Frankie.

Z wyjątkiem włosów, które teraz miał gęste,o barwie piaskui sięgające aż do ramion, wyglądał dokładnie tak samo jak wtedy, gdy widziałam go po raz pierwszy.I wciąż był tak samo oszałamiająco piękny.

Uśmiechnął się szeroko, prezentując liczne dołeczkiw policzkach.

– Słyszałem, że gdzieś tu jesteś, kochanie. Pamiętasz mnie?

– Deuce – wyszeptałam, wpatrując sięw niego. –Z Rikers Island.

Wybuchnął śmiechem.

– Nie jestem stamtąd. Mam domw Montanie.W więzieniu tylko odwiedzałem mojego starego. Pamiętasz?

Skinęłam głową.

– Reapera. Lubiłam go.

Jego uśmiech zgasł.

– Już nie żyje.

Nigdy nie wiedziałam, co mam powiedzieć ludziom, którzy stracili kogoś bliskiego. Nic nie wydawało mi się odpowiednie. Ale widzącw lodowato niebieskich oczach Deuce’a odległe spojrzenie, musiałam coś powiedzieć.

– Miał kapitalny uśmiech – wydusiłamz siebie. – Zupełnie jak twój.

Spojrzał na mniez uśmiechem.

Ja także się uśmiechnęłam.

– Wiesz co? – powiedział, wyciągając cienki złoty łańcuszek spod swojej brudnej białej koszulki – Powinnaś to mieć. –I zdjął go sobie przez głowę.

Chwycił mnie za rękęi umieścił łańcuszekw mojej dłoni.

– Należał do mego starego – oznajmił. – Nigdy nie spotkałem nikogo, kto by powiedział coś miłegoo tym skurczybyku. Nawet jego matka. Dopiero teraz, ty. Myślę, że ci się należy.

Wzięłam łańcuszeki przyjrzałam się małemu medalionowi, który na nim wisiał. Widniały na nim insygnia klubu motocyklowego. Dookoła dosiadającego motocykl Harley personifikującego śmierć zakapturzonego Ponurego Żniwiarzaz kosąw ręce wygrawerowano napis: HELL’S HORSEMEN. Na rewersie przeczytałam REAPER.

– Tamtego dnia siedem lat temu po raz pierwszyw życiu zobaczyłem uśmiech na twarzy tego dupka.I po raz ostatni.

Znów nie wiedziałam, co mam na to odpowiedzieć. Więc milczałami po prostu włożyłam sobie łańcuszek na szyję.

– Dzięki – bąknęłami wepchnęłam medalion pod trykotową koszulkęz Jimim Hendrixem. – Podoba mi się.

Skinął głowąi spoglądającw dal, powiedział:

– Idę się przejść pomiędzy tymi dyniami, kochanie. Może się przyłączysz?

Zsunęłam słuchawki na szyję, przyczepiłam walkmana do kieszeni dżinsówi zeskoczyłamz gałęzi drzewa. Bez wahania wzięłam go za rękę, jakby to był mój ojciec albo Frankie. Zerknąłw dół, ale nie cofnął ręki. Jego długiei grube, ciepłe palce zamknęły się wokół moichi ruszyliśmy przed siebie.

Deuce wpatrywał sięw zachmurzone szare niebo, paląc jednego papierosa za drugim. Milczał.

– Jesteś smutny? – spytałam.

Zerknął na mniei zmarszczył brwi. Przygryzłam wargę. Czyżbym powiedziała coś niewłaściwego? Może on nie chce, żeby inni wiedzieli, że jest smutny. Serce biło mi coraz szybcieji szybciej. Poczułam, że moja dłoń robi się śliska od potu,a ponieważ trzymaliśmy się za ręce, zrobiło mi się głupioi pociłam się jeszcze bardziej.

– Umarł mój młodszy brat, kochanie. Kilka dni temu.

Przystanęłami objęłam gow pasie, ściskającz całych sił.

– Bardzo ci współczuję – szepnęłam.

Deuce wstrzymał oddech.

– Kochanie.

A potem padł na kolanai uściskał mnie tak, że nie mogłam złapać tchu, ale nie przejmowałam się tym, bo było mi tak przyjemnie,i wiedziałam, że on tego potrzebuje.

– Dobrez ciebie dziecko, kochanie. Dobrei słodkie – wyszeptał mi do ucha.

Odsunął sięi zajrzał miw oczy.

– Obiecaj mi, że się nie zmienisz, dobrze? Tyi ja, dziecinko, przyszliśmy na ten pieprzony świati tkwimy pomiędzy drogąa kierownicą. Tu należymyi tylko to znamy, ale czasem takie życie daje się nam we znaki. Obiecaj mi, że choćbyś widziała nie wiem coi zdarzały ci się choćby najgorsze gówniane rzeczy, nigdy nie staniesz się zgorzkniała.

Zapatrzyłam sięw jego niebieskie jak lód oczyi poczułam się ciepło, bezpieczniei wygodnie. Nie byłamw stanie oderwać od nich wzroku. Chciałam zabrać to poczucie, włożyć do kieszenii zawieźć do domu, gdzie będę je trzymała schowane pod poduszką, by korzystaćz niegow razie potrzeby.W końcu przypomniałam sobie, co powiedział,i skinęłam głową.

Musnął knykciami mój policzeki wstał. Znów wzięłam go za rękęi poszliśmy dalej. Deuce ciągle palił. Od czasu do czasu wskazywał mi nadzwyczajnie wielkie dynie.

– Czy oglądasz ten rysunkowy film It’s the Great Pumpkin Charlie Brown? – zapytał. – Ten pieprzony głupek naprawdę mnie rozśmiesza.

Uznałam, że ja także lubię tego pieprzonego głupka Charliego Browna,i obiecałam sobie, że po powrocie do domu będę oglądać wszystkie filmyo nim.

– Przebierzesz się jakoś na Halloween, kochanie?

– Jeszcze nie wiem – odparłam. – To nie jest takie łatwe. Raz na rok przebierasz sięi udajesz kogoś zupełnie innego niż ty. To niepowtarzalna okazja. Szkoda by było to zmarnować, co nie? Trzeba się dokładnie zastanowići wybrać coś odpowiedniego, żeby potem nie żałować, tylko mieć bajkowe wspomnienia.

Deuce przystanąłi wpatrywał się we mnie.

– Jak myślisz, kim mogłabyś być?

– Mayą Angelou – odparłam natychmiast. – Albo Eleanorą Roosevelt.

Omal się nie udławił ze śmiechu.

– Ale – dodałam pospiesznie – żeby się przebrać za Mayę Angelou, musiałabym sobie jakoś przyczernić skórę, ale tak, żeby nie obrazić Afroamerykanów. Więc chyba skończy się na tym, że będę Eleanorą Roosevelt. Nie, żebym miała coś przeciwko temu. To była wspaniała kobieta.

– Ile masz lat? – zapytał szorstko, waląc się pięściąw pierś.

– Dwanaście.

– Dwanaście? – powtórzył zdumiony.I pokręcił głową. – Kiedy cię poznałem, pomyślałem sobie, że jesteś bardzo rozsądnym dzieckiem. Teraz wiem, że miałem rację.

Stanęłamw pąsach. Ale super. Deuce – wnioskującz jego kamizelki – prezydent klubu motocyklowego Hell’s Horsemen, pomyślał, że jestem rozsądna. Nie do wiary.

–A ty ile masz lat? – spytałam.

– Trzydzieści, kochanie. – Spojrzał na mniei skrzywił się. – Stary, no nie?

Wzruszyłam ramionami.

– Mój tata ma trzydzieści siedem,a jest całkiem niezły.

Wybałuszył na mnie oczy.

– Musimy sobie coś wyjaśnić. Masz dwanaście lat. Na Halloween prawdopodobnie przebierzesz się za Eleanorę Roosevelt.I uważasz, że twój stary jest całkiem niezły?

Przytaknęłam milcząco.

Pokręcił głową, uśmiechającz niedowierzaniem.

– Cholera,a niech mnie.

Ścisnęło mniew żołądku. Nabija się ze mnie.

Wyrwałam rękęz jego dłonii skrzyżowałam ramiona na piersi.

– Wiem, że jestem dziwaczna.W szkole ciągle to słyszę. Tylko moja najlepsza przyjaciółka Kami tak nie uważa. Dzieciaki nienawidzą tego, czego słucham, bo to jest stara muzyka. Nienawidzą moich ubrań, bo się ubieram jak chłopak! Uważają mnie za dziwadło! No, dobra, powiedz to. Ty także uważasz mnie za dziwoląga, no nie?

Deuce uklęknął przede mną.

– Nie, kochanie. Nie jesteś dziwaczna. Masz dwanaście lat. Tamte dzieciaki nie dorastają ci do pięt. Dziewczyny sąo ciebie zazdrosne, bo jesteś taka cholernie ładna.A chłopaki, jak to chłopaki. Usiłująz tobą flirtować, ale nie mają zielonego pojęciao tym, jak się do tego zabrać.

Jesteś taka cholernie ładna.

– Jestem ładna?

Jego wargi zadrżały.

– Masz dopiero dwanaście lat,a już jesteś taka pociągająca. Tak, kochanie, jesteś ładna.A pewnego dnia staniesz się prawdziwą pięknością. Tak bardzo uszczęśliwisz jakiegoś chłopca, że będzie się czuł jak świnia utaplanaw gównie.

Wyszczerzyłam zębyw uśmiechu. Kto by pomyślał, że użytew jednym zdaniu słowa „świnia”i „gówno” wprawią dziewczynęw błogostan?

– Teraz już wiesz – powiedział cicho. – Tak właśnie to widzę. Nie ma nic lepszego niż uśmiech ładnej dziewczyny.

Wpatrywałam sięw niego.A on we mnie. Jego twardo spoglądające oczy złagodniały,a ja poczułam, że moje ciało topnieje jak masło. Coś się ze mną działo – coś ważnego,a nawet monumentalnego. Zmieniłam sięz dzieckaw nastolatkę.I chociaż zrozumiałam, coi dlaczego się stało, dopiero wtedy, gdy byłam dużo starsza, już stojąc pośrodku pola dyń, wiedziałam, że zmieniłam się bezpowrotnie.I że się zmieniłamz powodui dla tego mężczyzny.

– EVA! CO SIĘ DZIEJE, DO CHOLERY!

Obróciłam się.W naszym kierunku pędził Frankie, kopiąc nieszczęsne, Bogu ducha winne dynie, które rosły na jego drodze.

– Wspaniale – jęknęłam. – Frankie mnie znalazł.

– Twój chłopak? – zapytał Deuce, patrzącz wyraźnym zainteresowaniem na furię Frankiego.

Wybałuszyłam na niego oczy.

– Coś ty. To mój przyszywany brat.

Długie brązowe włosy Frankiego powiewały dookoła jego głowy, ciemnobrązowe oczy ze złości pociemniały jeszcze bardziej.W wieku zaledwie piętnastu lat mierzył ponad metr osiemdziesiąti miał posturę piłkarza trenującego futbol amerykański. Nie był jeszcze tak wysoki jak Deuce, ale nie wątpiłam, że pewnego dnia go przerośnie.

– Czy my się znamy? – wysyczał Frankie, przystając tuż przed Deuce’em.

Deuce uniósł brwii uśmiechnął sięz wyższością.

– Nie, chłopcze. Obawiam się, że nie mieliśmy przyjemności się poznać.

Frankie nie znosił, gdy się do niego zwracano per „chłopcze”, zwłaszczaw mojej obecności. Patrzyłam, jak zaciska dłoniew pięści.

Deuce już się nie uśmiechał.

– Posłuchaj no mnie.

– Nie słucham dorosłych mężczyzn,a już na pewno nie dupków, którzy udają, że są dorośli, po to, by zdjąć dziewczynie majtki.

Zamknęłam oczy. Deuce nie znał Frankiego, więc nie mógł wiedzieć, że Frankie usiłuje mi zaimponować. Wciąż to robił. Zanim zdążył zamachnąć się pięściąi zanim Deuce skopał mu tyłek, wepchnęłam się pomiędzy nichi objęłam Frankiegow pasie.

– Stęskniłam się za tobą – powiedziałam pospiesznie. – Szukałam cię wszędzie, ale nie mogłam cię znaleźć. Więc poprosiłam Deuce’a, żeby mi pomógł.

Frankie otoczył mnie ramionamii jego twarde ciało oklapło przy moim. Stracił całą swoją buńczuczność. Jedną dłoń zacisnął na moich włosach, drugą mocno trzymał mniew talii.

– Przepraszam – mruknął. – Po prostu myślałem… nie wiedziałem… masz się trzymać blisko mnie. Nie mogę cię chronić, do cholery, gdy nie wiem, gdzie się podziewasz. Gdyby ci się coś stało, dziecinko, zabiłbym się. Nie mogę żyć bez ciebie. Kurwa, nie mogę nawet myśleć, że odeszłaś. Wpadamw szał.

– Och, Frankie – wyszeptałam. – Musisz przestać się zamartwiać. Nic mi się nie stanie.I nigdy cię nie opuszczę.

Deuce wahał się, czy ma zostawić Evęz tym postrzelonym gówniarzem, ale wyglądało, że tylko ona potrafi nad nim zapanować, więc się oddalił. Wiedział, że dzieciaki takie jak Frankie dorastająi nadal mają źlew głowie – nie panują nad sobą, wściekają sięz byle powodui zazwyczaj nie dożywają trzydziestki. Przygarniając go, Preacher popełnił wielki błąd. Deuce’a gówno obchodziło, jak bardzo Preacher kocha tego chłopaka. Gdy sytuacja robi się gówniana –