Nieostrożna miłość - Peter Robinson - ebook + audiobook + książka

Nieostrożna miłość ebook i audiobook

Peter Robinson

3,9

Opis

„Robinson wyznaczył nowe, wysokie standardy. To jeden z najlepszych pisarzy”. The Times „Robinson opowiada historie, których już się nie pisze: inteligentne thrillery stanowiące wyzwanie dla umysłu i angażujące wszystkie emocje”. New York Times Book Review „Rzadko zdarza się pisarz, który potrafi przedstawić laikowi tajniki żmudnej, mrówczej pracy, jaką wykonują prawdziwi policjanci”. On Yorkshire Magazine W porzuconym samochodzie na wiejskiej drodze zostaje znalezione ciało studentki. Na pierwszy rzut oka sprawa wygląda na samobójstwo, ale ofiara nie miała nawet prawa jazdy, a jej ciało prawdopodobnie zostało skądś przeniesione. Komu mogło zależeć na tym, by dziewczynę znaleziono akurat tam? Kiedy – i dlaczego – naprawdę zmarła? Równocześnie do inspektora Banksa dociera informacja o kolejnym trupie. W parowie na dzikich wrzosowiskach leży martwy mężczyzna w drogim garniturze i pozbawiony jakiegokolwiek dowodu tożsamości. Czy po prostu potknął się i spadł? Ale co robił sam na wrzosowiskach, daleko od cywilizacji? Wątpliwości się mnożą, a obydwie sprawy zdają się nie mieć rozwiązania. Zespół Banksa otrzymuje mrożącą krew w żyłach wiadomość. Powrócił dawny wróg…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 417

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 10 godz. 30 min

Lektor: Wojciech Żołądkowicz

Popularność




CARELESS LOVE Copyright © 2018 by Peter Robinson All rights reserved
Copyright © 2020 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga Copyright © 2020 for the Polish translation by Mikołaj Kluza (under exclusive license to Wydawnictwo Sonia Draga)
Projekt graficzny okładki: Marcin Słociński
Redakcja: Mariusz Kulan
Korekta: Marta Chmarzyńska, Joanna Rodkiewicz, Iwona Wyrwisz
ISBN: 978-83-66460-67-6
Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.
Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórców i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.
Szanujmy cudzą własność i prawo!Polska Izba Książki
Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl
WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o.o. ul. Fitelberga 1, 40-588 Katowice tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28 e-mail: [email protected]/WydawnictwoSoniaDraga
E-wydanie 2020
Konwersja:eLitera s.c.
.
Nakładem Wydawnictwa Sonia Dragaukazały się następujące książki tego autora:
Blisko domu
Dzieci rewolucji
Groby niewinnych
Kameleon
Kiedy ucichnie muzyka
Mroczne miejsca
Niebezpieczny chłopak
Niebezpieczny romans
Odrzucona miłość
Pod powierzchnią
Podpalacz
Przyjaciółka diabła
Skrawek mego serca
Trucicielka
Ukryte w mroku
W mogile ciemnej

Sheili

„Przybądźcie piękne i łagodne panny

W czasu swym rozkwicie.

Uważajcie, uważajcie, nikogo do swego ogrodu nie wpuszczajcie.

Niech żaden kawaler wam tymianku nie skradnie.

Niech żaden kawaler wam tymianku nie skradnie”.

Gałązka tymianku[*]

Rozdział pierwszy

Szerokie wstęgi mgły spowijały dno doliny, przez którą nadkomisarz Alan Banks powoli jechał nieoznakowanym radiowozem, przeklinając fakt, że jego ukochane porsche zostało u mechanika. Znajdował się mniej więcej w połowie drogi na szczyt stromego wzgórza. Widoczność na krętej drodze nadal pozostawała dobra. Była zaledwie trzecia po południu, ale robiło się ciemno, gdyż słońce zniknęło za wzniesieniami na zachodzie.

– Tutaj są – rzuciła sierżant Winsome Jackman, gdy wyjechali zza zakrętu i ujrzeli radiowóz stojący za niebieskim renault megane. Auta blokowały jeden z dwóch pasów ruchu.

Banks zaparkował przy policyjnej taśmie, po czym oboje wysiedli i wyciągnęli odznaki. Jeden z policjantów rozmawiał z kobietą stojącą koło niebieskiego samochodu, zaś drugi patrzył na drogę, gotowy ostrzec kierowców, aby zwolnili.

Spojrzenia wszystkich skierowały się na Winsome. Nie tylko dlatego, że była piękna. Na Belderfell Pass rzadko widywano czarnoskóre kobiety o wzroście przekraczającym sto osiemdziesiąt centymetrów. Tak samo jak w całym Eastvale. Jak zwykle zupełnie się tym nie przejęła i poszła w kierunku pobocza, wyciągając notatnik i długopis.

W zatoczce stał rozbity ford focus, częściowo zasłonięty przez zarośla. Nikt nie został poważnie ranny w wypadku, ale samochód był uszkodzony: zderzak zmiażdżony, maska wygięta, a silnik częściowo wisiał z boku. Do kraksy doszło na odludziu, a warunki pogodowe w ostatnich dniach nie należały do najlepszych, przez co zabranie auta na lawecie zajmie sporo czasu. Dlatego policjant zostawił na przedniej szybie forda żółty znak POLICJA. Dzięki temu przejeżdżający kierowcy będą wiedzieć, że odpowiednie służby już wiedzą o zdarzeniu i zajmą się nim w stosownym czasie.

– Co wiemy? – zapytał Alan, zerkając na focusa.

– Ona jest tam – odpowiedział funkcjonariusz, wskazując kierunek ręką.

Kobieta za nim opierała się o maskę renault megane. Ręce skrzyżowała na piersi, wyglądała na rozdrażnioną.

Rozbity samochód był skierowany w niewłaściwą stronę. Nadkomisarz zajrzał przez okno od strony kierowcy. Siedziała tam młoda kobieta, miała szeroko otwarte oczy, patrzyła prosto przed siebie. Bez pomocy lekarza dało się stwierdzić, że nie żyje.

Banks włożył lateksowe rękawiczki i otworzył drzwi. Metal zazgrzytał. Pochylił się, aby dokładniej obejrzeć ciało. Blond włosy sięgały poniżej ramion, postrzępiona grzywka i duże okrągłe kolczyki okalały piękną twarz w kształcie serca. Usta były pomalowane na delikatny różowy kolor, zaś powieki podkreślone niebieskim cieniem. Kobieta miała na sobie czarną sukienkę bez ramion – taką, którą zwykle wkłada się na specjalne okazje, jak romantyczna kolacja w restauracji albo wyjście do teatru. Pozostałą część ubioru stanowiły sandały z paskiem, na wysokich koturnach, jednak nie tak wysokich, aby stwarzać problemy z zachowaniem równowagi. Całości dopełniała dobrana biżuteria. Dłonie trzymała na kolanach, bransoletka modułowa zdobiła prawy nadgarstek, a zegarek lewy. Pas nie był zapięty. Nadkomisarz nie widział nigdzie w samochodzie torebki ani kurtki. Kobieta miała bladą i gładką cerę. Banks nie zauważył żadnych obrażeń na jej ciele: siniaków, skaleczeń ani śladów krwi. Nie dostrzegł również niczego, co pomogłoby mu ustalić jej tożsamość. W schowku na rękawiczki znalazł kilka paragonów ze stacji benzynowych, gumę nikotynową i śrubokręt.

Alan zwrócił się do jednego z policjantów:

– Ma pan jakieś informacje na temat tego wypadku, posterunkowy...?

– Knowles, panie nadkomisarzu. Barry Knowles.

– Dobrze, Barry, co zatem możesz nam powiedzieć?

Policjant wskazał na partnera.

– Co pan chce usłyszeć? Razem z Tedem byliśmy na miejscu zdarzenia.

– Wszystko od początku. Na razie wiem tylko tyle, że ten focus brał udział w wypadku w ubiegły weekend.

– Zgadza się. – Knowles zerknął do notatek. – Doszło do niego w piątkowy wieczór. Na policję zadzwonił Trevor Vernon, właściciel tego auta, o dwudziestej drugiej trzydzieści siedem. Było wtedy mgliście i pan Vernon najechał na białego vana w ciasnym zakręcie. Mieli szczęście, że skończyło się tylko na siniakach. Gdyby któryś z samochodów wyniosło poza krawędź... – Machnął ręką w kierunku podstawy wzgórza i głośno przełknął.

Banks pamiętał, jak wcale nie tak dawno przybył helikopterem na to wzgórze, ponieważ ciężarówka pełna martwych zwierząt hodowlanych wypadła z drogi i poleciała w dół zbocza. Przebywanie w pobliżu tamtego miejsca przywołało wspomnienia przerażających obrazów, wśród których znajdowało się groteskowe połączenie mężczyzny, kierownicy i bloku silnika, bardziej pasujące do sceny z horroru inspirowanej twórczością H.R. Gigera niż do rzeczywistości.

– Kontynuuj – rzucił.

– Żaden z kierowców nie był pod wpływem alkoholu. Vana prowadził John Kelly, robotnik budowlany. Jechał wtedy późno do domu, przyznał, że się spieszył, ale podobno nie przekraczał dozwolonej prędkości. Pan i pani Vernon wracali z przedstawienia w Georgian Theatre w Richmond. Podczas antraktu oboje wypili po lampce wina, ale badanie alkomatem nie wykazało przekroczenia dopuszczalnego poziomu.

– Robotnik pracujący do wpół do jedenastej w piątkową noc? Cuda się niby zdarzają, ale...

Policjant wzruszył ramionami.

– Tak nam powiedział. Dał nam również adres nieruchomości, gdzie pracował.

– W porządku – skomentował Banks. – Co się z nimi stało?

– Wszyscy pojechali do szpitala Eastvale General, same niegroźne stłuczenia i obtarcia. No i oczywiście szok. Zbadano ich, a potem wypuszczono. Van nadawał się do jazdy, więc Kelly wrócił nim do swojego domu, ale focus... No cóż, sam pan widzi. Zabranie go na lawecie zajmie parę dni. Vernon narobił trochę zamieszania: twierdził, że to drugi kierowca zawinił, bo jechał zbyt szybko, ale zrzuciliśmy to na karb przeżytych emocji.

– Do której tutaj byliście?

– Koło północy zostawiliśmy znak na oknie tego auta i odjechaliśmy. – Ponownie zerknął do notesu. – Dokładnie dziewięć minut po północy.

– A co z dziewczyną?

Knowles zbladł.

– Nie mam pojęcia. Dyspozytor dostał zawiadomienie dzisiaj rano. Pani Brody – wskazał na stojącą za nim kobietę – poinformowała o porzuconym samochodzie. Sierżant Harris miał już odpowiedzieć, że o nim wiemy, dlatego zostawiliśmy znak POLICJA, ale wtedy usłyszał, że w środku znajduje się martwa kobieta. W piątkową noc z całą pewnością nie było tutaj żadnej dziewczyny. Żywej ani martwej.

Alan się uśmiechnął.

– Domyślam się, posterunkowy, bo inaczej z pewnością w raporcie znalazłaby się o niej notatka.

Funkcjonariusz się zaczerwienił i przestąpił z nogi na nogę.

– Tak, panie nadkomisarzu.

– Sprawdziliście wnętrze pojazdu?

– Nie. To znaczy my...

– W porządku. Czy zamknęliście w piątek samochód?

– Nie, próbowaliśmy, ale się nie dało. Drzwi były za mocno uszkodzone.

– Poznajecie denatkę?

– Nie – odparł Knowles. – Nigdy jej nie widzieliśmy.

Banks spojrzał na panią Brody, która dorównywała Winsome wzrostem. Wyglądała równie posągowo, miała krótkie kręcone brązowe włosy. Opisałby ją raczej jako przystojną niż piękną. Miała jakieś czterdzieści lat, nosiła czarne spodnie, koszulę i watowaną kurtkę. Na palcu jej lewej dłoni zobaczył ślubną obrączkę.

– Pani Brody?

– Proszę mi mówić Kirsten. – Pochyliła się i podała mu rękę.

W tym czasie Winsome skończyła oglądać rozbity samochód i podeszła do nich z notatnikiem i długopisem w ręce.

– Znalazła pani ciało?

Kobieta przysunęła rękę do szyi.

– Tak. To był straszny wstrząs. Pierwszy raz w życiu zobaczyłam martwą osobę poza domem pogrzebowym. Cieszę się, że moja komórka miała tutaj zasięg.

Mówiła ze szkockim akcentem. Banks zgadywał, że pochodzi z Edynburga. Zapewne z Morningside.

– Wiem, że to nie takie proste, ale czy ją pani rozpoznaje?

– Nie, nigdy jej nie widziałam.

– Dotykała pani ciała?

– Boże, nie.

– Skąd pewność, że była martwa?

– Nie miałam takiej całkowitej pewności. Ale ona się nie ruszała. Miała otwarte oczy i była strasznie blada. Ja po prostu... Nie mogłam nic zrobić. Nie otwierałam drzwi. Zapukałam w szybę, ale jak widać...

– Tak. – Dał jej chwilę na pozbieranie się, po czym zapytał: – Dlaczego się pani tutaj zatrzymała? Zakładam, że widziała pani znak POLICJA.

– Tak. Często je widuję na takich rzadko uczęszczanych drogach. Pracuję dla parku narodowego, więc sporo jeżdżę po podobnych terenach. Nie umiem tego do końca wyjaśnić. Po prostu coś mi nie pasowało. Może cień, który nie powinien się tam znaleźć, albo wiatr poruszył jej włosami, czy coś w tym guście? Nie wiem, dlaczego się zatrzymałam. Poczułam, że coś jest tutaj nie tak.

– Co wtedy pani zrobiła?

– Zatrzymałam się na poboczu, najdalej jak się dało, a potem poszłam przyjrzeć się temu autu. Nic nie jechało. Pamiętam ten brak ruchu po wyjściu z samochodu. Ciszę. Kiedy zobaczyłam tę kobietę, przestraszyłam się. Zrozumiałam, jak głupio się zachowałam. Chodzi mi o to, że ktoś mógł jej coś zrobić. I ten ktoś mógł nadal być w pobliżu.

– Widziała pani inne samochody?

– Nie. Nikt mnie nie minął, kiedy czekałam na radiowóz. Nikogo też nie spotkałam w czasie jazdy tutaj.

– Widziała albo poczuła pani coś dziwnego? Jakiś ruch? Dźwięk? Zapach?

– Nie. Nic nie zauważyłam. Wiem, że to zabrzmi głupio, ale nie chciałam jej tak zostawić. Wiedziałam, że ona nie żyje, a przynajmniej tak to wyglądało, ale... sama nie wiem... po prostu nie chciałam. Uspokoiłam się i zadzwoniłam na policję. Powiedzieli, że już wysyłają radiowóz i mam na niego zaczekać.

– Co robiła pani w tym czasie?

– Wróciłam do samochodu i zadzwoniłam do męża. Czeka na mnie.

– W porządku, to chyba na razie wszystko – rzucił Banks. – Czy może pani złożyć zeznania na komendzie w Eastvale? Najlepiej przy kubku mocnej, słodkiej herbaty? Proszę jechać za radiowozem.

Kiwnął na Knowlesa, a ten wsiadł do samochodu, zostawiając partnerowi zabezpieczenie terenu.

Kirsten skinęła głową i lekko się uśmiechnęła.

Banks patrzył, jak odjeżdżają, po czym spojrzał na zwłoki, a następnie zwrócił się do Winsome:

– Lepiej zadzwońmy po doktora Burnsa. A najlepiej po całą ekipę techników kryminalistycznych. I po Petera Darby’ego. Potrzebne nam zdjęcia i film. Niech Peter przygotuje fotkę denatki do pokazania w wieczornym wydaniu wiadomości. Zbierzemy odciski palców, próbkę DNA i dane dentystyczne, ale sprawdzenie tego potrwa, poza tym wątpię, żeby figurowała w naszej bazie. Musimy ustalić, kim ona była. Bóg jeden wie, w co wdepnęliśmy. Nie wiadomo, czy umarła w tym samochodzie, czy też nie żyła już, zanim tu trafiła. Jednego tylko jestem całkiem pewny: nie znalazła się tutaj z własnej woli.

Trevor i Nancy Vernonowie mieszkali w bliźniaku w stylu georgiańskim, tuż za Market Street, w tej samej części Eastvale, gdzie Banks żył z Sandrą, Tracy i Brianem, kiedy przeprowadzili się w te strony. Okolica nie zmieniła się zbytnio od czasu, gdy po rozwodzie przeniósł się do Newhope Cottage. Nadal królowały tutaj okna wykuszowe, drzwi z wstawkami z matowego szkła, firanki i dobrze utrzymane ogródki z krótko przyciętą trawą. Na Market Street ciągle funkcjonowały te same punkty usługowe: kiosk, w którym każdego ranka Banks kupował „Guardiana”, świetny sklep mięsny i warzywniak, salon fryzjerski Sandry, której nigdy nie polubił, piekarnia, gdzie sprzedawano wyśmienite bagietki, a także bukmacher, u którego obstawiał w tych rzadkich chwilach, kiedy dopadała go gorączka hazardu, na przykład podczas wyścigów Grand National albo Derby. Na rogu przyjmował chirurg szczękowy, który pomógł mu w ostatnio prowadzonej sprawie, a dalej znajdował się pub o nazwie Nag’s Head. Do owego lokalu poszedł tylko raz: uznał, że lepiej udać się gdzieś indziej w poszukiwaniu lepszego piwa, cichszej muzyki i przyjaźniejszej atmosfery.

Banks nacisnął dzwonek przy drzwiach i po chwili ujrzał za szybą rozmazaną postać. Otworzył mu na oko czterdziestoletni mężczyzna, który wyglądał na nieco zaskoczonego i poirytowanego jednocześnie. Nosił szary sweter w serek, a pod nim białą koszulę, i krawat. Włosy mu nieco rzedły, a w pasie miał znacznie więcej centymetrów, niż powinien.

– Pan Vernon? – zapytał nadkomisarz.

– Tak, to ja. Obawiam się, że to nie jest dobry moment, nie negocjuję żadnych transakcji finansowych na progu domu.

– To bardzo rozsądne z pana strony. – Banks wyciągnął odznakę. Winsome poszła w jego ślady.

– Policja? O co... A, na pewno chodzi o samochód. No jasne. Udało się wszystko załatwić? Przepraszam, proszę wejść do środka.

Poprowadził ich do korytarza i powiesił ich kurtki.

– Co się stało, tatusiu? – zapytała dziewczynka w wieku około dwunastu lat, wychylając się zza drzwi jadalni.

– Nic ważnego. Dokończ pracę domową, bo mama będzie zła.

Dziewczynka momentalnie zniknęła.

– Zapraszam. – Vernon wskazał im drogę do wygodnego, aczkolwiek niemal sterylnego salonu. – Skoczę tylko powiedzieć Nancy, o co chodzi.

– Mógłby pan poprosić żonę, żeby również do nas dołączyła? Chcielibyśmy z nią porozmawiać.

– A, dobrze. Jak pan chce. Proszę usiąść.

Banks i Winsome spojrzeli na siebie. Kobieta przewróciła oczami. Nadkomisarz zerknął na pejzaż nad elektrycznym kominkiem, a potem popatrzył przez okno. Dziwnie było tak obserwować przez firanki ulicę, na którą miał bardzo podobny widok przez wiele lat. Z całą pewnością ich domy niewiele różniło. Ich życie pewnie też. Dziecko albo dzieci – wnioskując z hałasów dochodzących z kuchni – regularne posiłki, codzienna rutyna. Chociaż w jego przypadku nigdy nie było tak całkiem regularnie i rutynowo. Praca nie pozwalała na to. To zresztą jeden z powodów jego wygnania z Raju do miejsca, gdzie teraz mieszkał. Sam.

Vernon po chwili wrócił wraz z żoną. Nosiła fartuch, w rękach trzymała ściereczkę kuchenną. Wyglądała na zabieganą, miała potargane włosy, ale widać było, że dba o siebie, a jej maniery są znacznie lepsze niż jej męża.

Trevor zatarł dłonie.

– Dobrze, na czym skończyliśmy? A, na samochodzie. Jakieś postępy?

– Postępy? – zapytała Winsome.

– Tak. Ten kretyn wyskoczył zza zakrętu jak jakiś cholerny świr. A warunki na drodze były fatalne.

– Cóż, w końcu jesteśmy w Yorkshire – odparła. – Należy brać poprawkę na pogodę.

Gospodarz spojrzał na nią z niedowierzaniem.

– Poprawkę? To wszystko, co ma pani do powiedzenia? Moja żona i ja braliśmy udział w poważnym wypadku. Chciałbym dodać, że doszło do niego nie z naszej winy. O mały włos byśmy zginęli. Nancy może poświadczyć. A pani mi tu mówi o poprawkach? Chciałbym się dowiedzieć, czy już postawiliście mu zarzuty? I jakie możemy dostać odszkodowanie? Oczywiście ponad wartość nowego auta.

– Jeśli chce pan wnieść oskarżenie przeciwko panu Kelly’emu, ma pan do tego prawo. To nie leży w naszej gestii – odparła Winsome.

Vernon spoglądał po kolei na siedzących przed nim policjantów.

– Kto tu jest treserem, a kto małpą? – rzucił kpiąco, po czym zasłonił usta dłonią. – O Boże, nie to miałem na myśli. Ja chciałem... Nie chciałem nikogo urazić. Ja...

Banks spojrzał na partnerkę, która po prostu uniosła brwi.

– Być może gdyby przestał pan na minutę paplać i nas posłuchał, to już by się pan dalej nie pogrążał.

Trevor powściągnął emocje.

– Tak, oczywiście. Zakładam, że przynajmniej zabierzecie go do mechanika na naprawę? Nie udało mi się od nikogo uzyskać informacji, kiedy to nastąpi. Oczywiście jeśli nie musicie najpierw wykonać badań kryminalistycznych.

– Badań kryminalistycznych? – powtórzyła Winsome. – Dlaczego mielibyśmy je robić?

– Żeby znaleźć dowód. Mam wam mówić, jak wykonywać waszą robotę?

– Dowód na co?

– Na to, że to nie moja wina. Musi być coś, co możecie znaleźć, jakaś rysa albo wgniecenie, które potwierdzą, że to on spowodował wypadek.

– Nie będziemy szukać niczego takiego. Ale rzeczywiście, zabierzemy samochód na badania kryminalistyczne.

– Ale przecież powiedziała pani... Nie rozumiem. Dlaczego? Kiedy dostanę z powrotem moje auto? Kiedy zostanie naprawione?

– Nie zajmujemy się ani transportem uszkodzonych pojazdów, ani naprawami – odparła Winsome.

– A z tego, co widziałem – wtrącił się Banks – pana samochód nadaje się tylko na złom.

– To co ja mam teraz zrobić?

– Odezwiemy się, kiedy technicy skończą badania. Wtedy będzie mógł pan zadzwonić do serwisu i wszystko załatwić – wyjaśniła policjantka.

– Czyli toja mam zapłacić, żeby odzyskać swoje auto po tym, jak już je zabierzecie?

– Tak to zazwyczaj wygląda. Ale nie o tym chcieliśmy rozmawiać. Nie ma żadnych dowodów na niebezpieczną jazdę. A poza tym, jak już próbowałam wcześniej powiedzieć, nie jesteśmy z drogówki. Zajmujemy się zabójstwami i poważnymi przestępstwami.

Vernon otworzył usta ze zdziwienia. Spojrzał osłupiały na żonę, która powoli pokręciła głową.

– Za-zabójstwami?

– I poważnymi przestępstwami – dodała Winsome.

– Nie rozumiem. Tobył wypadek. Nie wydaje mi się, żeby ten drugi kierowca zamierzał na nas wpaść. On po prostu jechał za szybko, prawda, kochanie? I nikt nie zginął. Nie doszło do żadnej próby morderstwa ani niczego takiego.

– Wiemy o tym – odparł Banks. – Jak już zasugerowałem, gdyby zechciał pan na chwilę zapomnieć o swoim samochodzie i nas posłuchać, to moglibyśmy do czegoś dojść. Winsome?

Na początku policjantka potwierdziła kilka podstawowych informacji: samochód należy do Trevora Vernona i brał udział w kolizji z białym vanem na Belderfell Pass w ubiegły piątek o dwudziestej drugiej trzydzieści siedem.

– Tak – powiedział Trevor. – Wracaliśmy do domu z Richmond. Obejrzeliśmy dość dobrą produkcję Bądźmy poważni na serio w Georgian Theatre. Myślałem, że właśnie dlatego tu jesteście, z powodu wypadku. Teraz już nie mam pojęcia, co tu robicie.

– Zaraz wszystko wyjaśnię – oznajmił nadkomisarz – Dzisiaj otrzymaliśmy zgłoszenie od patrolu z miejsca, gdzie jest teraz pański focus. Przejeżdżająca obok kobieta zauważyła coś dziwnego i postanowiła to sprawdzić. – Zrobił pauzę, aby wywołać odpowiedni efekt. – Za kierownicą zobaczyła martwą dziewczynę.

Vernonowie spojrzeli na siebie.

– Martwą dziewczynę? – powtórzyła Nancy.

Nie zabrzmiało to jak „Torebkę?”, ale podobnie. Z pewnością nie udają, że są w szoku, pomyślał Banks. Trevor zbladł.

– Tak. Nie wieźli państwo wtedy żadnego pasażera, prawda?

– Pasażera? Dobry Boże, nie, oczywiście, że nie. Dzieci zostały w domu z opiekunką. Sugeruje pan, że mieliśmy z tym coś wspólnego?

– Na razie jeszcze niczego nie sugeruję. Po prostu staram się wyjaśnić pewne kwestie. Aczkolwiek ktoś mógłby uznać, że bez wątpienia mieli państwo z tym coś wspólnego. W końcu ciało znaleziono w państwa samochodzie.

– Ale to zwyczajny przypadek – odparował Vernon. – To mógł być dowolny wóz, prawda?

– Być może. Próbujemy to ustalić.

– Kiedy zabierali nas do szpitala, w naszym focusie ani koło niego nie było żadnych zwłok. Policjanci z drogówki mogą to potwierdzić.

Banks kiwnął głową.

– Owszem. Gdy zostawili na szybie znak, nigdzie nie widzieli ciała.

– No więc? Czy to nie jest dowód? W jakikolwiek sposób ona się tam znalazła, doszło do tego, kiedy już nas tam nie było.

– Jeśli cokolwiek państwo wiedzą, najlepiej teraz to wyznać.

– Co pan ma na myśli? – zapytała Nancy. – Co mielibyśmy wiedzieć?

– Coś mogło się wydarzyć – zaczął nadkomisarz. – Załóżmy, czysto hipotetycznie, że potrącili państwo kogoś wcześniej. Podczas udzielania pomocy okazało się, że już jest za późno i dziewczyna nie żyje. Ludzie potrafią wpaść wówczas w panikę. Nie rozumieją, że najlepiej jest zgłosić się na policję. Boją się. Posterunkowy Knowles nie sprawdził bagażnika.

Banks wiedział, że denatka nie została przejechana. A przynajmniej doktor Burns nie znalazł żadnych śladów, które by na to wskazywały. Jednak Vernonowie nie mieli o tym pojęcia, chyba że widzieli ciało.

– Nie wierzę. Myśli pan, że cały czas mieliśmy trupa w bagażniku? To jakiś absurd – zaperzył się Trevor. – Załóżmy, że tak właśnie się stało, co oczywiście nie jest prawdą, to po co mielibyśmy przenosić zwłoki, aby znalazły się na widoku? I jak mielibyśmy dotrzeć do Belderfell Pass bez samochodu?

– Po prostu mówię, że ludzie zachowują się w takich sytuacjach irracjonalnie. Chcę tylko wiedzieć, czy jest coś, o czym nam państwo nie powiedzieli.

– Nie jesteśmy przestępcami – zapewniła Nancy drżącym głosem. – To jakieś szaleństwo. Nigdy nikogo nie skrzywdziliśmy, prawda, kochanie?

– Z całą pewnością nie. I wypraszam sobie takie insynuacje.

– Czy ma pan jakichś wrogów, panie Vernon? Kogoś, kto chciałby przysporzyć panu problemów?

– Chodzi panu o kogoś, kto by mnie wmieszał w taką sprawę?

– Tak.

– W takim razie nie, nie mam takich wrogów. Nancy też nie. Cała ta rozmowa jest absurdalna. W pracy zajmuję się płacami, a moja żona pracuje na pół etatu w Boots. Dzieci chodzą do Eastvale Comprehensive. Prowadzimy spokojne, zwyczajne życie. Takie rzeczy nie przydarzają się ludziom naszego pokroju. Jesteśmy porządnymi obywatelami.

Banks z doświadczenia wiedział, że często właśnie ludziom ich pokroju przydarzają się najgorsze rzeczy, ale się nie odezwał.

Winsome pokazała im zdjęcie ofiary, które zrobił Peter Darby. Na szczęście nie wymagało retuszu, wystarczyło skorygować jasność. I tak wygląda na martwą, pomyślał nadkomisarz.

– Znają ją państwo? Widzieli już ją państwo?

Pokręcili głowami.

– Czy to... wie pani... dziewczyna z samochodu? – zapytała Nancy.

Policjantka przytaknęła.

Pani Vernon dotknęła fotografii.

– Biedactwo. Wydaje się taka młoda.

– To prawda. – Banks dał znak partnerce, że już na nich czas, po czym oboje wstali. – Przepraszam, że przeszkodziliśmy państwu w obiedzie. I przepraszam, jeśli niektóre nasze pytania wprawiły państwa w zakłopotanie. Takie sprawy są bardzo trudne dla wszystkich. Możliwe, że jeszcze będziemy musieli z państwem porozmawiać. Nie muszą się państwo z nami sami kontaktować.

Gdy szli w kierunku auta, Winsome się odezwała.

– Nie wydaje mi się, aby mieli z tym coś wspólnego. A tobie?

Nadkomisarz pokręcił głową.

– Mnie też nie. Widziałaś ich reakcję, kiedy powiedziałem o zwłokach. To dupek pierwszej wody i na pewno ma kilku wrogów, ale nie jest mordercą. Wracajmy na posterunek, może dowiemy się czegoś po opublikowaniu zdjęcia w wieczornych wiadomościach.

Była siódma wieczorem. Banks niedawno wrócił na posterunek od Vernonów. Kirsten Brody złożyła zeznania: powiedziała to samo, co usłyszał od niej wcześniej. Zdjęcie zrobione przez Petera Darby’ego pokazano w wiadomościach lokalnej stacji ITV. Banks mógł teraz tylko pogrążyć się w bezcelowych spekulacjach. Stał po ciemku przy oknie w swoim biurze i patrzył na świąteczne lampki porozwieszane na rynku. W tle rozbrzmiewała sonata na wiolonczelę Rebekki Clarke.

Kirsten Brody mogła wsadzić ciało do samochodu przed zatelefonowaniem na policję, pomyślał nadkomisarz. Znajdowała się tam sama wystarczająco długo. Po co jednak miałaby to zrobić? Nie. To nie miało sensu. I nie będzie go miało, dopóki nie dowiedzą się więcej o ofierze. I jej śmierci. Zwłoki zostały przewiezione do kostnicy szpitala Eastvale General. Doktor Burns na miejscu stwierdził zgon, prawdopodobnie z powodu uduszenia wymiocinami, co wskazywałoby na przedawkowanie narkotyków. Przypadkowe lub celowe. Musieli poczekać na wyniki sekcji, aby dowiedzieć się więcej.

Lekarz nie miał pewności co do miejsca i czasu zgonu – ocenił, że kobieta zginęła dwa lub trzy dni przed tym, jak znaleziono jej zwłoki, czyli w sobotę lub niedzielę. Sporo możliwości. Banks liczył, że doktor Glendenning będzie w stanie podać więcej szczegółowych informacji, kiedy ciało trafi już na stół sekcyjny. Pogoda była kiepska aż do poniedziałku, więc niewiele osób jechało Belderfell Pass w ciągu weekendu. Miejscowi doskonale wiedzieli, jak bardzo zdradliwa jest ta trasa nawet przy korzystnych warunkach.

Gdyby nie „przeczucie” Kirsten Brody, ciało mogłoby pozostać niezauważone do momentu, gdy Trevor Vernon przestałby czekać na policję i sam zorganizował odholowanie swojego pojazdu. Jeśli ktoś wsadził zwłoki do tego auta albo zostawił tam dziewczynę, aby umarła, musiał wiedzieć, że nie minie wiele czasu, aż ktoś ją odnajdzie. W okolicy znajdowały się o wiele lepsze kryjówki niż rozbity focus, o którym wiedziała drogówka. Na razie nikt nie zgłosił zaginięcia młodej kobiety. Jeśli sama tam dotarła, to w jaki sposób? Nie mogła po prostu przyjść, szczególnie tak ubrana. To miejsce znajdowało się zbyt daleko. Ktoś musiał ją podwieźć i albo tam ją zostawił, albo porzucił.

Dzwonek telefonu przywołał Banksa do rzeczywistości.

– Chyba wiem, kim jest dziewczyna, której zdjęcie pokazano w dzisiejszym wydaniu wiadomości – powiedział rozmówca. – Nie mogę uwierzyć, że ona nie żyje.

– Zna ją pan?

– Adrienne Munro. Tak się nazywa.

– Czy była pańską przyjaciółką?

– Nie, studentką. Jestem wykładowcą biologii na Eastvale College. Adrienne była jedną z moich najzdolniejszych studentek. Nadal nie mogę uwierzyć, że ona nie żyje.

Studentka. To prawdopodobnie wyjaśnia, dlaczego nikt jeszcze nie zgłosił zaginięcia. Mogła mieszkać w akademiku albo wynajmować mieszkanie lub pokój w pobliżu kampusu.

– Czy może pan przyjechać do kostnicy i potwierdzić jej tożsamość, panie...?

– Stoller. Luke Stoller. Czy będę musiał ją oglądać?

– Może pan ją rozpoznać na nagraniu wideo. I tak będziemy musieli czekać na oficjalne potwierdzenie ze strony rodziny, ale bardzo by nam pan pomógł. Nie chcielibyśmy niepokoić rodziców tej dziewczyny, dopóki nie uzyskamy pewności, że to ich córka.

– Tak, oczywiście, rozumiem. Przyjadę. Nie wiem, dlaczego jestem taki wrażliwy. W końcu uczę biologii, wiele razy przeprowadziłem sekcję żaby. Po prostu... teraz to jest ktoś, kogo znałem. W dodatku taka młoda, pełna życia dziewczyna. Boże, ona miała dopiero dziewiętnaście lat. Właśnie rozpoczęła drugi rok nauki.

– Studiowała biologię?

– Nauki rolnicze. Biologia to jeden z obowiązkowych przedmiotów.

– Czy mógłbym z panem porozmawiać później, kiedy będę wiedział więcej o tej sprawie? Identyfikacja ofiary będzie dla nas wielkim krokiem naprzód.

– Możemy się spotkać w recepcji szpitala za jakieś piętnaście, dwadzieścia minut?

– Doskonale. – Banks się rozłączył i poszedł poszukać Winsome. Powinna bez trudu odnaleźć miejsce zamieszkania Adrienne Munro i adres jej rodziców.

Luke Stoller potwierdził tożsamość denatki, a Winsome ustaliła oba adresy. W czasie gdy czekali, aż rodzice dziewczyny przyjadą ze Stockton i oficjalnie zidentyfikują ofiarę, Banks i Winsome wzięli klucz od właściciela mieszkania, które wynajmowała studentka. Ruszyli ulicą wzdłuż budynków w stylu wiktoriańskim i dotarli do numeru dwadzieścia siedem, gdzie Adrienne miała pokój na drugim piętrze. Bezlistne gałęzie drzew czaiły się w słabym świetle latarni, a nad nimi rozpościerało się czyste, pełne gwiazd niebo. W budynku było ciepło, chodnik na schodach sprawiał wrażenie nowego i wysprzątanego, na ścianach wisiały reprodukcje dzieł wybitnych malarzy, a w powietrzu unosił się zapach curry, co nie dziwiło w domu wynajmowanym przez studentów. To niedrogie danie można kupić na wynos w wielu miejscach.

Pokój Adrienne był całkiem spory, ale skośny dach zabierał trochę przestrzeni, szczególnie nad łóżkiem. Wstawanie w środku nocy może się skończyć uderzeniem w głowę, jeśli ktoś nie zachowa wystarczającej ostrożności, pomyślał Banks, który obecnie musiał znacznie częściej niż w studenckich czasach wychodzić w nocy z łóżka.

Banks i Winsome włożyli lateksowe rękawiczki i zaczęli przeszukiwać pomieszczenie.

Przy pokoju znajdowała się łazienka: maleńka kabina prysznicowa, sedes i umywalka. Ledwie starczyło w niej miejsca na wąski wieszak z ręcznikami i cienkie półki. Mimo to zapewniała większy komfort niż wspólna łazienka na dole. W szafeczce znaleźli jedynie szczoteczkę, pastę do zębów, dezodorant, cążki do paznokci, depilator, kosmetyki i opakowanie paracetamolu. Nie odkryli żadnych leków na receptę ani środków antykoncepcyjnych, zarówno w toalecie, jak i w szafkach w pokoju. W umywalce, sedesie i pod prysznicem nie dostrzegli śladów po wymiocinach.

W pokoju panował porządek, łóżko było posłane, a umyte naczynia schły na suszarce. Banks przesunął palcem po talerzu: suchy. Całość sprawiała wrażenie przytulnego mieszkanka daleko od rodzinnego domu, schronienia pełnego ciepła i zapewniającego bezpieczeństwo. Nad niewielkim biurkiem wisiała półka z książkami, głównie podręcznikami na temat zwierząt i ich zachowań, ochrony dzikiej przyrody, oraz kilkoma powieściami autorstwa Philippy Gregory, Antonii Fraser i Bernarda Cornwella. Widocznie Adrienne lubiła powieści historyczne. Stały tam również trzy części wszechobecnej Gry o tron – egzemplarze w miękkich okładkach wyglądały na używane. Ilustrowany egzemplarz Czarnego Księcia sprawiał wrażenie wielokrotnie czytanego. Zapewne stanowił pamiątkę z dzieciństwa.

W szufladzie natrafili na paszport wydany w marcu ubiegłego roku, wyciąg bankowy z saldem wynoszącym dwa tysiące trzysta czterdzieści dwa funty – być może pozostałość pożyczki studenckiej – a także metrykę Adrienne, jej studencki bilet kolejowy, ubezpieczenie zdrowotne i inne dokumenty. Nie znaleźli prawa jazdy. W innej szufladzie leżało trochę biżuterii. Banks wyjął ją i podał Winsome, a ona włożyła ją do woreczka w celu późniejszego sprawdzenia. Wydawało się, że wszystko jest na swoim miejscu, w tym pokoju chyba nie wydarzyło się nic niespodziewanego. Mimo to zespół techników kryminalistycznych i tak będzie musiał dokładnie go sprawdzić. Banks uznał, że nie zawadzi, jeśli najpierw sam trochę pomyszkuje. Na blacie leżały laptop i smartfon. Nadinspektor poprosił Winsome, aby je również zabrała.

– To pewnie jeden z tych smartfonów, które odblokowuje się odciskiem palca – powiedział.

– Możemy zrobić to w kostnicy – odparła kobieta.

Banks spojrzał na nią.

– Tak, chyba tak. Po prostu wydaje mi się to... Czy ja wiem? Upiorne. Zupełnie jak w filmie, gdzie czarny charakter obcina facetowi kciuk, żeby się dostać do skarbca.

Winsome się uśmiechnęła.

– Nie musimy jej ucinać palca. I jeśli wolno mi dodać: oglądasz beznadziejne filmy.

– Pewnie masz rację. Tak czy inaczej, przekażemy komórkę technikom, może dostaniemy wydruki e-maili i SMS-ów na jutro, razem z listą kontaktów i billingiem.

Ściany były w żywych kolorach, dominowały żółć i pomarańcz. Banks wolał przygaszone odcienie niebieskiego i zieleni, czuł się tu nieco nieswojo. W pokoju wisiało kilka plakatów, ale nie z gwiazdami muzyki pop, tylko z dzikimi zwierzętami: lwami, lampartami, słoniami, a także mapa nieba i reprodukcja Pejzażu z upadkiem Ikara Bruegla. Znajdowały się tam również afisze reklamujące operę Tosca w Covent Garden, wykonanieVII symfonii Mahlera przez orkiestrę pod dyrekcją Simona Rattle’a w Barbican oraz koncert skrzypcowy Nicoli Benedetti w Royal Festival Hall. Żadnego Harry’ego Stylesa czy Justina Biebera. Poważna młoda dama.

Adrienne miała głośnik Bluetooth Dali Katch, parę słuchawek Bowers & Wilkins oraz przenośny odtwarzacz Astell & Kern AK70. Bardzo drogie gadżety. Nadkomisarz wziął do ręki AK70 i gwizdnął przez zęby. Zastanawiał się nad kupnem takiego sprzętu, kiedy Apple w swym okrucieństwie zrezygnowało z dalszej produkcji iPoda Classic. Przejrzał zawartość odtwarzacza. Kilka zespołów pop i piosenkarzy, o których w ogóle nie słyszał, z wyjątkiem Radiohead i Parquet Courts. Ale większość zbioru stanowiła klasyka: Beethoven, Brahms, Schubert, Bach, Czajkowski, Mozart, kilka oper Verdiego i Pucciniego, a także parę utworów skrzypcowych współczesnych artystów: Ligetiego, Tavenera i Johna Adamsa. Banks był pod wrażeniem. Skrzypce w futerale stały oparte o fotel, a obok leżały nuty: Après un rêve i Meditation z Thaïs Masseneta. Uzdolniona skrzypaczka i studentka nauk rolniczych. Im więcej dowiadywał się na temat Adrienne Munro, tym bardziej go interesowała.

Niewielką szafę na ubrania wypełniały wytarte jeansy, modne sweterki i koszulki oraz bardziej formalne spódnice i sukienki, podobne do tej, w której ją znaleziono. Wszystkie wysokiej jakości, ale nie od najlepszych projektantów. Była tam również niezła kolekcja butów: sportowe, eleganckie, sandały, szpilki, a także skórzane i zamszowe botki za kostkę. Łatwo się domyślić, na co dziewczyna wydawała pieniądze. Ubrania i gadżety. Ale jakimi funduszami dysponują obecnie studenci? Pracowała dorywczo? Miała zamożnych rodziców? Banks tak nie uważał.

Zastanawiał się również, czy z kimś się umawiała. Co prawda większość kobiet zarzekała się, że stroją się wyłącznie dla siebie, ale nadkomisarz uważał, że garderoba Adrienne miała w równej mierze sprawiać przyjemność jej samej i robić wrażenie na facetach. W pokoju nie znalazł jednak dowodów na istnienie jakiegoś mężczyzny w jej życiu: żadnych zgubionych męskich skarpetek, dodatkowej szczoteczki do zębów czy prezerwatyw.

Nie dostrzegł również niczego, co sugerowałoby zażywanie narkotyków. Po jakimkolwiek alkoholu także nie było śladu.

– Nie wygląda na to, aby umarła tutaj – skomentowała Winsome. – Chociaż właściwie nie wiem, po czym mielibyśmy to stwierdzić.

– Jeśli tu umarła, to nie na leżąco, wnioskując po zasłanym łóżku. A raczej rzadko do tego dochodzi, gdy siedzisz lub stoisz, prawda? Nie wydaje ci się dziwne, że ani tutaj, ani w samochodzie nie natknęliśmy się na jej torebkę?

– Fakt. Miałam o tym wspomnieć wcześniej. Większość dziewczyn w jej wieku nie rusza się na krok bez szminki, pieniędzy, karty kredytowej i kluczy. No i oczywiście bez komórki.

– Tak też sądziłem. A jednak zostawiła te przedmioty w mieszkaniu. Dlaczego? I gdzie jest reszta jej rzeczy osobistych?

– Wydaje mi się, że jeśli ktoś planuje popełnić samobójstwo, to nie myśli racjonalnie. To znaczy w taki sposób jak większość z nas. Tak czy inaczej, popytam – odpowiedziała Winsome.

– Kolejna zagadka na naszej liście. – Banks rozejrzał się po raz ostatni, aby sprawdzić, czy czegoś nie pominął. Zerknął na zegarek, po czym dotknął ramienia partnerki. – Chodź, lepiej zadzwońmy do dyspozytora i wezwijmy tutaj techników. I kogoś, kto będzie pilnował pokoju do ich przyjazdu. Powinniśmy jechać do kostnicy. Państwo Munro niebawem się tam zjawią, poczekamy na nich. Tyle jesteśmy im winni.

Banks dotarł do swojego Newhope Cottage po dwudziestej drugiej. Wcześniej podrzucił telefon i laptop Adrienne do działu informatyków, żeby od rana mogli się zabrać do pracy. Rodzice dziewczyny byli zbyt roztrzęsieni po identyfikacji i nie mógł od razu z nimi porozmawiać, więc załatwił im transport do Stockton – zamierzał ich przepytać następnego dnia. Widział, jak w mrocznej, zimnej kostnicy zapłakany pan Munro rozpoznał ciało swojej córki. Jego żona nie potrafiła na nie spojrzeć. Winsome zaproponowała im pomoc psychologa i nocleg, ale odmówili: uznali, że jedynie w swoim rodzinnym domu będą w stanie poczuć się „dobrze”. W końcu przystali na to, by zadzwonić do mieszkającej w Middlesbrough matki pani Munro – powiedziała, że będzie na nich czekać z gorącą herbatą.

Listonosz się nie pojawił, zanim Banks wyszedł z domu do pracy. Później też niczego nie dostarczył. Nadkomisarz nie zamawiał ostatnio żadnych płyt CD, ponieważ przerzucił się na format cyfrowy i ściągał interesującą go muzykę z sieci. Zdecydował się również na subskrypcję miesięcznika „Gramophone” w wersji elektronicznej i przechowywał go na swoim iPadzie. Podobała mu się możliwość przeglądania całego archiwum na jednym urządzeniu, ale tęsknił za przewracaniem kartek, dotykiem prawdziwego papieru, więc rozważał modyfikację zamówienia, aby otrzymywać również tradycyjny, drukowany egzemplarz. Przypomniał sobie odtwarzacz Astell & Kern należący do Adrienne i ponownie pomyślał o jego zakupie. Słuchanie muzyki online było w porządku, o ile pozostawał w zasięgu Wi-Fi. Chciał jednak mieć też do niej dostęp w samochodzie i podczas chodzenia po mieście, a na jego Classicu brakowało już powoli miejsca. Mógłby wykorzystać do tego celu smartfon, ale za bardzo kojarzył mu się z pracą.

W ciągu dnia zjadł jedynie kanapkę z szynką i pomidorem zakupioną w policyjnej kantynie, więc gdy tylko podkręcił nieco temperaturę na termostacie, ruszył do kuchni. W lodówce znalazł cheddara i camemberta. Krakersy z szafki były już nieco stare i zamiast chrupać, po prostu się wyginały, więc je wyrzucił. Sam ser również będzie dobry. Albo może raczej ser i kieliszek wina.

Włączył telewizor, aby pooglądać wiadomości, ale zaraz go zgasił. Wiadomości ze świata zawsze go przybijały, a w ostatnich dwóch czy trzech latach stały się nawet jeszcze gorsze. Wszystko przez paradę przerażających i niebezpiecznych klaunów rządzących w brytyjskiej i amerykańskiej polityce, wzrost zagrożenia wojną atomową i poczynania Rosji, która zaczęła wracać do swoich starych nawyków.

Banks poszedł do salonu i wybrał płytę Cheta Bakera – koncert z tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego trzeciego roku. Baker miał już wówczas za sobą swoje najlepsze dni, zniszczyły go narkotyki, a kilka lat później zginął w tajemniczych okolicznościach: wypadł z okna wysokiego budynku w Amsterdamie. Mimo to nadkomisarz uważał, że to wyśmienite nagranie, a artysta był wówczas w świetnej formie. Muzyka zaczęła płynąć z głośników, a Banks ruszył z winem i serem do oranżerii.

Za oknami długi grzbiet Techley Fell wyróżniał się na tle nocnego gwiaździstego nieba rozjaśnionego światłem półksiężyca. Banks potrafił rozpoznać jedynie Pas Oriona wskazujący Syriusza i słabą poświatę Wielkiej Mgławicy. To jedyna konstelacja oprócz Wielkiego Wozu, którą rozróżniał, pomimo młodzieńczej miłości do astronomii trwającej kilka semestrów. Jego teleskop wytrzymał niemal równie długo co mikroskop.

Gdy włączył lampę obok wiklinowego fotela, widok za oknem stracił swój urok. Zwiększył moc małego grzejnika, ponieważ w zimowe noce w pomieszczeniu panował chłód.

Mimo wszystko wiedział, że ma dużo szczęścia, skoro może tu mieszkać, i poprzysiągł sobie, że jeśli się stąd wyprowadzi, to tylko do kwatery na cmentarzu. Co prawda obyłby się bez śnieżyc, które paraliżowały okolicę, ale nie potrafił sobie wyobrazić miejsca, gdzie tak samo jak tu mógłby się rozkoszować wszystkimi porami roku: spadającymi liśćmi jesienią, pierwszymi listopadowymi mgłami, grudniowymi przymrozkami, opadami śniegu i hiacyntami na początku wiosny, upalnymi letnimi dniami, podczas których pszczoły krążyły wokół fuksji, a sikorki i zięby fruwały w ogrodzie, zaś wieczorami jaskółki i jerzyki przejmowały niebo. Większość ptaków pozostawała tutaj na zimę, oprócz rzeczonych jaskółek i jerzyków, które odlatywały do Afryki Południowej. Poza nimi było jeszcze mnóstwo drozdów i kosów. W ubiegłym tygodniu wcześnie rano udało mu się nawet zauważyć sowę siedzącą na płocie w jego ogródku. Nigdy wcześniej nie znalazł się tak blisko tego ptaka – to doświadczenie sprawiło, że czuł się dziwnie radosny przez cały dzień.

Przez większość czasu nie doskwierała mu samotność, mimo że minęło już ponad dwadzieścia lat od rozstania z Sandrą. Niekiedy jednak pragnął towarzystwa, kochanki, kogoś, z kim mógłby dzielić to wszystko. Czas na takie sprawy już mu się kończył, a nie ma na świecie nic bardziej żałosnego niż stary facet desperacko szukający miłości. Lepsza samotność od zostania pośmiewiskiem.

Kilka razy niemal stworzył nowy związek, ostatnio z Jenny Fuller, dawną przyjaciółką, niemal kochanką, która wróciła do kraju. Czas i odległość wszystko jednak zmieniły, Jenny jasno oznajmiła, że chce podtrzymać przyjaźń, ale nie zamierza znów zaczynać w miejscu, w którym rozstali się wiele lat wcześniej.

Linda Palmer, poetka, którą poznał podczas jednego ze śledztw, intrygowała go i pociągała wystarczająco mocno, aby zaczął się zastanawiać, czy nie zrodzi się między nimi coś więcej. Wyczuwał jednak w niej pewien dystans, silną aurę noli me tangere[1], którą wiązał głównie z okolicznościami, w jakich ją poznał: podczas dochodzenia w sprawie gwałtu na niej dokonanego przez celebrytę, gdy miała czternaście lat. A może po prostu jej się nie podobał.

Penny Cartwright, piosenkarka folkowa, również nie była nim zainteresowana i nie pozwalała mu zapomnieć o tym, że uznał ją za podejrzaną w sprawie o morderstwo, jednej z pierwszych, jakie prowadził w Eastvale. Mimo wszystko dobrze się dogadywali. Podziwiał jej talent i kiedy tylko mógł, przychodził do Dog and Gun, aby posłuchać, jak śpiewa, ale porzucił już nadzieję.

Była jeszcze Annie Cabbot.

Oboje od pewnego czasu byli samotni. Annie od zerwania z Nickiem Flemingiem, a on od rozstania z Orianą, swoją ostatnią kochanką. Zdał sobie sprawę, że od tego momentu minęło już parę lat. Kilka razy już się zdawało, że oboje z Annie zbliżają się do siebie, ale zawsze któreś z nich coś powstrzymywało. Być może strach przed odrzuceniem albo wręcz przeciwnie – strach przed związkiem. Żadne z nich nie miało pewności. Czasy się zmieniły, przepisy zabraniające nadużywania władzy w miejscu pracy niekiedy potrafiły zniszczyć szansę na miłość. Wszystko, co się między nimi wydarzyło w przeszłości, działo się z ich woli. Woli obojga. Chwilami Alan się zastanawiał, czy mogliby być ze sobą na zawsze. Nadal flirtowali przy różnych okazjach, a on niekiedy pragnął czegoś więcej. Ciągle coś do niej czuł.

Tego wieczora jednak był szczęśliwy, popijając wino, zajadając ser i słuchając trąbki Cheta Bakera. Rozparł się wygodnie w wiklinowym fotelu i zaczął analizować miniony dzień.

Dręczyła go sprawa Adrienne Munro. Po tylu latach ciągle jeszcze nie pozbył się tego strasznego uczucia, które ściskało i miażdżyło mu wnętrzności, gdy ofiarą okazywała się młoda dziewczyna. Przeżywał to także, kiedy patrzył na Lindę Palmer, mimo że byli przecież w podobnym wieku. Nie miał pojęcia, co się przydarzyło Adrienne, ale nie żyła, a to wyprowadzało go z równowagi.

Przy takich okazjach często myślał o swojej córce, Tracy. Gdy była w podobnym wieku, wypełniały ją nadzieja i przeświadczenie o własnej nieśmiertelności. Później przeżyła bardzo trudne chwile, między innymi niemal zabójczy związek z niebezpiecznym chłopakiem, ale wyszła z tego silniejsza i miała większą świadomość tego, co i jak chce osiągnąć. Obecnie robiła doktorat z historii w nieodległym Newcastle oraz pracowała na część etatu jako nauczycielka. Miała mieszkanie, porządnego faceta, którego Banks niemal akceptował, wszystko się dobrze układało. Chciał do niej zadzwonić, ale uznał, że trochę na to za późno. Zrobi to jutro.

Jego syn, Brian, wiecznie podróżował ze swoim zespołem The Blue Lamps albo nagrywał w studiu. Wyglądało na to, że sława go nie zmieniła, chociaż jednocześnie odbierała mu możliwość poznania kogoś wyjątkowego i zapuszczenia korzeni. Pewnego razu, gdy wypił nieco za dużo, przyznał się ojcu, że w trasie często jest samotny. Fanki niezbyt go interesowały, a życie gwiazdy rocka nie było wcale tak cudowne, jak to sobie wyobrażał, szczególnie teraz, kiedy miał trzydziestkę na karku.

Obraz Adrienne Munro siedzącej w samochodzie, patrzącej martwymi oczami przed siebie, wrył się Banksowi w pamięć bardziej niż wiele innych, znacznie brutalniejszych, które oglądał podczas wieloletniej pracy w policji. Na razie nasuwały mu się tylko pytania.

Wiele zależało od wyników sekcji zwłok, którą przeprowadzi doktor Glendenning, ale jego zdaniem gdzieś na wolności czaił się winny tej zbrodni. Nawet jeśli dziewczyna sama zażyła śmiertelną dawkę narkotyków, to ktoś musiał je dostarczyć, a poza tym ktoś musiał ją do tego doprowadzić. Nawet jeśli zmarła na skutek ataku serca albo wylewu, ktoś przeniósł jej ciało i umieścił je w porzuconym fordzie, być może nie upewniwszy się najpierw, czy rzeczywiście nie żyje. Dlaczego ta osoba to zrobiła, pozostawało tajemnicą. Być może to niesmaczny żart: pozostawienie zwłok w samochodzie opatrzonym policyjnym znakiem. A może ktoś chciał, aby szybko ją znaleziono, ale nie miał ochoty zostać wplątany w śledztwo? Sprawdzi to. Niepisana zasada postępowania w przypadku podejrzanych zgonów mówiła, że lepiej się zabezpieczyć i wdrożyć niepotrzebne procedury, niż nie zrobić tego i później żałować, gdyby się okazało, że jednak przypuszczenia od początku były właściwe.

Koncert Cheta Bakera dobiegł końca, a w kieliszku pokazało się dno. Banks poszedł do kuchni i nalał sobie następną kolejkę, po czym udał się do salonu i ze swojego komputerowego zbioru muzyki wybrał Après un rêve. Miał to też w wykonaniu Véronique Gens, ale wybrał wersję instrumentalną Nicoli Benedetti, której plakat widział na ścianie Adrienne. Do listy odtwarzania dodał jeszcze jej Meditation z Thaïs, a potem The Lark Ascending Vaughana Williamsa, a także Spiegel im Spiegel Arvo Pärta, ponieważ bardzo je lubił. Te utwory i kieliszek wina powinny go utulić do snu, chociaż wątpił, aby okazał się on głęboki i odprężający. To zdarzało się coraz rzadziej.

Rozdział drugi

Następnego ranka Banks był obecny przy sekcji zwłok Adrienne Munro, a Winsome czytała raporty z Belderfell Pass sporządzone przez techników kryminalistycznych. Detektyw Annie Cabot i detektyw Geraldine Masterson zostały wezwane do innego przypadku bardzo podejrzanego zgonu.

Postawiły samochód obok radiowozu na parkingu dla turystów przy Tetchley Moor i teraz z trudem brnęły pod wiatr przez plątaninę wrzosów i kolcolistów w kierunku oszołomionej grupy spacerowiczów. Gdyby nadal utrzymywały się takie mgły jak w ubiegłym tygodniu, to można by ich pomylić z antycznym kręgiem kamieni druidów, pomyślała Annie. Nadeszły jednak silne wiatry, zwłaszcza na wyżej położonych terenach, które przegoniły mleczne opary panoszące się w Dales od jakiegoś czasu i przyniosły w zamian znacznie niższą temperaturę. Teraz jasno świeciło słońce, a na błękitnym niebie ledwo było widać chmury, poskręcane niczym spirale DNA.

Wiatr zawodził, jego podmuchy sprawiły, że zimowy płaszcz ciasno owinął się wokół nóg Annie. Długie rude włosy Gerry zasłaniały jej twarz, mimo podejmowanych przez nią wysiłków, by je odgarnąć. Gdy obie podeszły bliżej grupy, Annie rozpoznała kilka twarzy z pubu Dog and Gun, w którym bywała z Banksem.

Posterunkowy Ernie Garret, który pierwszy przyjechał na miejsce, stał teraz nad wąwozem z dłońmi złączonymi na wysokości krocza – wyglądał jak piłkarz w murze przed rzutem wolnym. Annie i Gerry podeszły bliżej, obserwowane przez spacerowiczów. Jedna z osób, wstrząśnięta i pobladła, trzymała chusteczkę przy ustach.

Annie wychyliła się za krawędź wąwozu i zrozumiała, skąd taka reakcja. Na dole zobaczyła mężczyznę, który prawdopodobnie zgubił się we mgle i spadł z wysokości. Być może potknął się o pnącze albo korzeń, od których roiło się w okolicy. Leżał na plecach, głowę miał przekrzywioną pod dziwnym kątem. Zapewne skręcił kark podczas upadku. Na ziemi widniała również niezbyt duża kałuża krwi – przypuszczalnie mężczyzna uderzył potylicą w ostry kamień. Z całą pewnością nie żył, nawet laik potrafiłby to stwierdzić. Małe zwierzęta już się nim zainteresowały: na twarzy, uszach i dłoniach dało się dojrzeć ślady ugryzień.

Uwagę Annie przykuło jednak coś innego. Zmarły miał na sobie drogi szary garnitur, białą koszulę, krawat i czarne półbuty. To nietypowy strój na spacer – nikt przy zdrowych zmysłach nie ubrałby się tak na wycieczkę po Tetchley Moor, niezależnie od pory roku.

Swoją drogą, nikt przy zdrowych zmysłach w ogóle nie wybrałby się na Tetchley Moor w taką pogodę, jaka panowała tutaj od mniej więcej tygodnia.

Nikt, poza martwym mężczyzną w szarym garniturze.

Wyjście na drinka do pubu Unicorn po sekcji zwłok stało się swoistą tradycją. Lokal mieścił się naprzeciwko kostnicy. Zazwyczaj było w nim na tyle cicho, że dało się prowadzić prywatną rozmowę albo zatopić w rozmyślaniach.

Banks nie widział powodu, dla którego Winsome miałaby być obecna podczas sekcji, dlatego wysłał jej SMS-a, aby spotkała się z nim już po wszystkim. Czekając na nią, czytał raport od informatyków, który otrzymał po krótkiej porannej rozmowie. Nadal pracowali nad laptopem – zapewne trochę to jeszcze potrwa – ale udało im się dostać do komórki Adrienne bez konieczności wizyty w kostnicy po odcisk jej palca. Alan miał przed sobą wszystkie informacje.

E-maile, w większości wymieniane z rodziną lub przyjaciółmi, wyglądały zwyczajnie. Nie znalazł żadnego dowodu na to, żeby ktoś ją prześladował, straszył, molestował, czy w jakikolwiek inny sposób dręczył przy użyciu mediów społecznościowych. Dziewczyna otrzymywała za to mnóstwo automatycznych powiadomień o koncertach muzyki klasycznej, a także newslettery z Sage, Wigmore Hall i innych sal koncertowych.

Jeśli chodzi o aplikacje, Adrienne subskrybowała serwisy Idagio i Qobuz, umożliwiające ściąganie i strumieniowanie muzyki – większość zapisanych utworów stanowiły dzieła muzyki klasycznej. Kupiła również dostęp do koncertów na żywo w Filharmonii Berlińskiej. Banks wiedział, że kosztuje to około stu pięćdziesięciu euro rocznie. Sam się zastanawiał nad tym zakupem, ale zbyt rzadko przebywał w domu, aby cieszyć się takim luksusem. Chociaż może i tak w końcu się na to skusi. Po jakimś czasie nagrania trafiały do archiwum i można je było obejrzeć później. Wizja Patricii Kopatchinskiej tańczącej boso wokół Simona Rattle’a grającego koncert skrzypcowy Ligeti była niezwykle sugestywna.

Dziewczyna miała również konta na Facebooku i Twitterze, a także na Instagramie, Snapchacie i WhatsAppie, nie znalazł tam jednak niczego niezwykłego: zdjęcia z wesela, z balu, z wygłupiającymi się przyjaciółmi, z wakacji w Hiszpanii, z przyjęcia urodzinowego. Do tego wiadomości z Twittera dotyczące ulubionych muzyków lub wybitnych postaci świata nauki. Żadnych nagich ani pozowanych seksownych zdjęć. Adrienne nie miała Tindera czy innych aplikacji randkowych. Oczywiście trzeba będzie to dokładnie sprawdzić, także zawartość laptopa. Być może w jej prywatnych rzeczach znajdą w końcu jakąś wskazówkę, która pozwoli im zrozumieć, co dokładnie się wydarzyło. Zazwyczaj tak się właśnie działo. Martwym nie przysługiwała prywatność.

Pub jak zwykle był niemal pusty. Nie serwowano w nim jedzenia, zatem nie przychodzili do niego turyści. Lokal utrzymywał się więc wyłącznie dzięki sporo pijącym klientom oraz pracującym na trzy zmiany pracownikom szpitala. Niektórzy należeli do obu tych kategorii. Czasami do środka wśliznął się również jakiś uczeń z pobliskiej Eastvale Comprehensive School – Unicorn był znany z tego, że wielu nieletnich spróbowało w nim po raz pierwszy alkoholu.

Lokal nie był elegancki, nie mógł się równać z Queen’s Arms, reprezentował raczej typowe, podniszczone i brudne, wiktoriańskie puby na rogu ulicy, ale przynajmniej podawano w nim piwo Timothy Taylor, które pijał Banks. Kiedy nadkomisarz usiadł w rogu i zadrżał z zimna, uzmysłowił sobie, że właściciel stosuje jeszcze jedną sztuczkę, aby odstraszyć potencjalnych klientów: nie przejmuje się zbytnio ogrzewaniem.

Winsome dotarła na miejsce i podeszła do stolika z sokiem pomarańczowym w dłoni. Profilaktycznie nie zdjęła kurtki. Obecnie w ogóle nie piła alkoholu – nie żeby kiedykolwiek sporo piła – i Alan się zastanawiał, czy ma to związek z jej wyjściem za mąż za Terry’ego Gilchrista w marcu. Jeśli zamierza mu coś oznajmić, to zrobi to w swoim czasie. Małżeństwo zdecydowanie jej służyło. Zyskała większą pewność siebie i częściej się wypowiadała. Wcześniej wolała zatrzymywać swoje opinie dla siebie i Banks musiał z niej wszystko wyciągać na siłę. Obecnie mówiła, co myśli. Straciła również sporo ze swojej pruderyjności i czasami zaskakiwała go jakimś sprośnym komentarzem albo nawet – Boże uchowaj – przekleństwem. Bez wątpienia to wpływ Terry’ego, eksżołnierza.

– Mamy coś na jej komórce? – zapytała, usiadłszy w rogu naprzeciwko Banksa.

Stół znaczyły ślady po papierosach, pamiątka z czasów, gdy w pubach nie obowiązywał zakaz palenia.

– Nic nie znalazłem. Zwyczajne prywatne rzeczy i sprawy związane ze studiami. Nic szczególnego. Dostaniemy billingi i sprawdzimy, z kim rozmawiała.

– A co stwierdził patolog?

– Najprawdopodobniej Adrienne połknęła wystarczająco dużo pigułek nasennych, żeby umrzeć. – Doskonale pamiętał moment, kiedy doktor Glendenning rozciął żołądek denatki. Napił się szybko piwa, aby zalać nim napływającą do gardła żółć wywołaną tym wspomnieniem. Jej blade, piękne nagie ciało leżące na stole ze stali nierdzewnej. Marnotrawstwo życia. W tamtej chwili była jedynie pustą skorupą, bez osobowości, bez powabu, zupełnie jak ludzkich rozmiarów lalka. A powinny ją wypełniać życie, marzenia, nadzieje i muzyka. Pomyślał o pięknej melodii Après un rêve. – Prawdopodobnie jednak skończyła jak Jimi Hendrix: zanim zabiły ją pigułki nasenne, zadławiła się własnymi wymiocinami, zbyt mocno zamroczona, aby się przebudzić. Tak jak podejrzewał wcześniej doktor Burns. Jazz Singh zrobi badania toksykologiczne.

Kobieta się skrzywiła.

– Koszmarna śmierć. Chociaż zapewne nie miała świadomości tego, co się z nią dzieje.

– Tak. I trudno uznać to za przypadek. Zażyła ich o wiele za dużo. W dodatku na czczo.

– Samobójstwo?

– Na to wychodzi. Albo nie wiedziała, że te środki są aż tak silne. – Nadkomisarz powoli pokręcił głową. – Gdzie była i co widziała lub czego doświadczyła, że bała się tak bardzo, iż chciała się zabić?

– Nie wiemy przecież, czy zrobiła to ze strachu – odparła Winsome.

– Nie, masz rację. Mogła mieć na przykład depresję.

– W samochodzie nie znaleziono wymiocin, prawda?

– Nie.

– Może ktoś go zatem wysprzątał.

– Słusznie. Trzeba będzie o tym pamiętać.

– Mamy jeszcze coś interesującego? – zapytała Winsome. – Tatuaże, znamiona, znaki szczególne?

– Nie, żadnych tatuaży ani kolczyków. Jedynie małe znamię na prawym ramieniu.

– Być może ktoś ją zmusił do połknięcia tych tabletek?

– Możliwe. Ale trochę naciągane. Lekarz zbadał każdy centymetr jej skóry i nie znalazł niczego podejrzanego: siniaków, śladów po igłach i tak dalej. Nie wykrył również jakichkolwiek fizycznych czy medycznych powodów, dla których mogła chcieć się zabić. Cieszyła się dobrym zdrowiem, nie była w ciąży, nie miała zaburzeń odżywiania, problemów z sercem, tętniaka, choroby degeneracyjnej układu nerwowego, nieuleczalnego raka, wylewu, udaru czy czegokolwiek w tym stylu. Nie wiemy jeszcze nic o jej zdrowiu psychicznym. Ani tego, czy miała jakieś problemy natury uczuciowej.

– Każda dziewczyna w jej wieku ma jakieś problemy, wierz mi. Nawet jeśli nie są widoczne gołym okiem – powiedziała Winsome.

Banks rzucił jej ostre spojrzenie.

– Nie jesteś zbyt cyniczna?

– Nie jestem cyniczna. Tylko myślę realistycznie. Opieram się na doświadczeniu. To trudny wiek dla dziewczyn.

Banks pokiwał głową.