Nieoczekiwana zmiana - Leanne Banks - ebook
Opis

 

Rafe Medici nie planował stałego związku ani tym bardziej założenia rodziny. Pewnego dnia dostrzega w gazecie zdjęcie dziecka z kobietą łudząco podobną do jego zmarłej kochanki Tabithy. Wiek i wygląd chłopca budzą w nim podejrzenia, że to on jest ojcem. Okazuje się, że kobietą na zdjęciu jest siostra bliźniaczka Tabithy, Nicole, która twierdzi, że to jej dziecko. Rafe jednak szybko odkrywa prawdę...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 151

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału: From Playboy to Papa!

Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2010

Redaktor serii: Dominik Osuch

Opracowanie redakcyjne: Dominik Osuch

Korekta: Lilianna Mieszczańska

© 2010 by Leanne Banks

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2012

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone.

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o.

00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25

Skład i łamanie: COMPTEXT®, Warszawa

ISBN 978-83-238-8519-1

GR – 948

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Ta kobieta wygląda jakoś znajomo, pomyślał Rafe. Wręcz nie mógł oderwać wzroku od jej zdjęcia wydrukowanego w dzisiejszej gazecie. No tak, jak mógł jej nie poznać. Tabitha. Przypomniał sobie w końcu jej imię.

Doskonale znał te długie blond włosy, choć teraz wyglądały na dosyć mocno przyciemnione. Jej szczupłe, wprost stworzone do seksu ciało wciąż go zachwycało. Błękitne oczy patrzyły na niego. Wiedziała, że jest atrakcyjna i nie miała żadnych skrupułów, aby tego nie wykorzystać. Okręciła go sobie wokół palca, a kiedy przestał być potrzebny…

– Co tam masz? – spytał Michael, podnosząc głowę znad rzędu szklanek.

– Ten facet, o którym ci wcześniej mówiłem, chce kupić dwa jachty, a jego przyjaciele kilka wydzierżawić. – Rafe skupił się na interesach. Nie przyznawał się nawet przed samym sobą, że uwielbia odbierać klientów ojcu Tabithy. – A co u ciebie? Dobrze idą interesy?

Michael uśmiechnął się i powiódł wzrokiem po swoim lokalu, który ze zwykłego baru przekształcił się w najbardziej oblegany lokal w Atlancie.

– Nieźle. Nie będę zaprzeczał.

– Jak to zwykle u nas bywa… Damien pewnie by się ze mną zgodził, ale teraz zajęty jest tylko swoją nowo poślubioną żoną.

Rafe często myślał o ślubie z Tabithą. Jak mógł być tak głupi i naiwny? – wciąż nie mógł sobie tego wybaczyć.

– Hej, mówię do ciebie! – zawołał Michael, machając dłonią tuż przy twarzy starszego brata. – Na co patrzysz?

Rafe zmrużył oczy, nagle zauważając małego chłopca, który stał tuż za Tabithą. – Znasz tego faceta na wózku inwalidzkim? – spytał Michael.

– Co? – Rafe zauważył jeszcze jedno zdjęcie przy t ym artykule – weterana wojennego na wózku inwalidzkim. Co robiła z nim Tabitha? – zastanowił się. Nie była typem samarytanki, raczej zepsutej i rozpieszczonej bogaczki.

Nagle Rafe zamarł i jeszcze raz spojrzał na małego chłopca. Miał ciemne kręcone włosy… Pomijając fakt, że Tabitha go zdradziła, mógłby być jego synem.

– Dziwnie się zachowujesz – powiedział cicho Michael, obserwując uważnie brata.

– Wiesz, gdzie to jest? – spytał Rafe, wskazując palcem fotografię.

– Jasne, ale nie spodziewaj się pięknej okolicy. Na pewno nie chciałbyś znaleźć się tam po zmierzchu.

Rafe zerknął na zegarek. Cholera, już jedenasta, zaklął w myślach. Musi poczekać do rana.

– O co chodzi?

– Nie jestem pewien, ale jutro wszystko się wyjaśni.

Nicole Livingstone otuliła się szczelniej płaszczem. Styczeń nie rozpieszczał pogodą, a nie lubiła marznąć. Mimo że Atlanta leży na ciepłym południu, zimy są chłodne. Szła szybkim krokiem do samochodu, gdy nagle spostrzegła wysokiego nieznajomego mężczyznę, który szedł w jej stronę.

Gdyby tylko była typem podrywaczki, ten facet byłby jej następną ofiarą. Mężczyzna miał na sobie czarną skórzaną kurtkę i był diabelnie przystojny. Ciemne włosy były odgarnięte do tyłu przez wiatr, więc doskonale widziała łuki czarnych brwi.

– Tabitha – powiedział, zatrzymując się przed nią. -Tabitha Livingstone.

Nicole podniosła zdziwiony wzrok. Skąd zna imię jej siostry? – zastanowiła się.

– Nie jestem…

– Nie gadaj głupot – przerwał jej. – Za dobrze się znamy, żebyś opowiadała mi jakieś bajki.

Nicole odetchnęła głęboko. Kiedyś bardziej irytowało ją, że ludzie mylą ją z Tabithą. Po śmierci siostry, obok irytacji pojawił się także ból.

– Nazywam się Nicole Livingstone, jestem siostrą Tabithy.

Obserwowała, jak na twarzy mężczyzny pojawia się najpierw niedowierzanie, później podejrzliwość.

– Tabitha nigdy nie mówiła, że ma siostrę.

– To już nie moja wina. Nie lubiła się chwalić, że ma siostrę bliźniaczkę.

– A gdzie ona jest?

Nicole zagryzła wargę. Myślała, że pogodziła się już z odejściem Tabithy, ale nadal czuła ból po jej stracie.

– Zmarła trzy lata temu.

– Nie wiedziałem… – wyjąkał osłupiały nieznajomy.

– Zmarła nagle. Wszyscy myśleliśmy, że nabawiła się gdzieś okropnej grypy. Lekarze nic nie mogli zrobić.

– Bardzo mi przykro – powiedział mężczyzna ze współczuciem.

– Dziękuję. A kim pan w ogóle jest?

– Przepraszam, nie przedstawiłem się. Nazywam się Rafe Medici.

Przed oczami Nicole pojawiła się twarz Tabithy… Słyszała bicie swojego serca. Podali sobie ręce. Nicole ze wszystkich sił starała się nie okazać swojego zdenerwowania.

Wyswobodziła dłoń i cofnęła się.

– Jeszcze raz dziękuję. Do widzenia.

Nie pozwolił jej odejść. Złapał ją za rękaw płaszcza, patrząc badawczo.

– Widziałem pani zdjęcie we wczorajszej gazecie. Tam był też chłopiec. To dziecko Tabithy?

– Jest moje – odpowiedziała spokojnie, choć miała wrażenie, że za chwilę zemdleje. – Joel jest moim synem.

– Czy Tabitha miała dzieci?

– Joel jest moim synem – powtórzyła dobitnie. -Muszę już iść.

Odwróciła się i szybkim krokiem odeszła. Stała już przy swoim samochodzie, gdy Rafe Medici znowu do niej podszedł. Nie mówiąc ani jednego słowa, otworzyła drzwi auta i wślizgnęła się do środka.

– Proszę mnie zostawić – warknęła.

– Mój ojciec zmarł, gdy byłem małym chłopcem. Nie chcę tego samego dla mojego syna.

Nicole przymknęła oczy. Zupełnie inaczej wyobrażała sobie tego mężczyznę. Tabitha twierdziła, że jest jedynie samcem o rozbuchanym ego.

– Proszę zostawić mnie w spokoju. Nie życzę sobie, żeby pan mnie napastował.

Rafe powoli cofnął dłoń, ani na chwilę nie spuszczając z niej wzroku. Nicole aż skurczyła się w sobie. Rafe ją przerażał. Górował nad nią nie tylko wzrostem, ale też pozycją.

– Na pewno się jeszcze zobaczymy.

Nicole głośno zatrzasnęła drzwi i szybko wyjechała na ulicę.

A już myślała, że ten facet nigdy się nie pojawi. Teraz, gdy Joel skończył cztery lata, przypomniał sobie… Dobre sobie, nie przyjechał nawet na pogrzeb Tabithy, więc czego tutaj szuka?

Przeklinała tego reportera, który zrobił im to zdjęcie. Nicole zawsze lubiła trzymać się na uboczu, to Tabitha była tą przebojową siostrą. Musiała wziąć tamtego dnia Joela ze sobą. Spotkanie z klientem było ważne, a Joel marzył, aby zobaczyć tę kolekcję dinozaurów. To przypadkowo zrobione zdjęcie wszystko zepsuło.

Nicole zacisnęła ręce na kierownicy. Może powinna wyjechać? – pomyślała. Wyjechać stąd jak najdalej, żeby Medici nigdy ich nie odnalazł. Joel był tylko małym nieśmiałym chłopcem. Dopiero co poszedł do przedszkola…

Zadrżała, przypominając sobie determinację wypisaną na twarzy Rafe’a. Nicole starała się skupić… Jej matka mieszka we Francji, więc przez chwilę mogłaby się tam zatrzymać. Pewnie nie byłaby zachwycona, ale przecież nie wyrzuci córki i wnuka z domu.

Tabitha lepiej dogadywała się z ojcem. Zawsze umiała sprzedać mu jakąś wyssaną z palca historię, aby tylko dostać trochę pieniędzy. Nicole zawsze trzymała się od niego z daleka, szczególnie po tym, co zrobił…

Wzięła głęboki wdech. Cokolwiek się stanie, musi chronić Joela.

Rafe dobrze wiedział, że kłamie. Odprowadził wzrokiem odjeżdżające auto. Gdyby mówiła prawdę, nie byłaby tak przerażona i nie jechałaby tak szybko, pomyślał. Ta Nicole sprawi mu o wiele więcej kłopotów niż jej siostra. Jeszcze parę minut temu nawet nie myślał, że jego życie w ciągu zaledwie kilku sekund aż tak bardzo się zmieni.

Tabitha na początku sprawiała wrażenie zakochanej. Dopiero później odkrył, że chodzi jej tylko o pieniądze, których Rafe’owi nigdy nie brakowało. Ojciec Tabithy również był majętnym człowiekiem, ale jej chciwość przekraczała wszelkie granice. Kiedyś nawet przekonała go, żeby dał jej szansę w swojej firmie. Udawała, że chce sprzedawać jachty, chcąc zdobyć ich ewentualnego kupca – hiszpańskiego księcia. Okazało się, że jest nieodrodną córką swojego ojca – Conrada Livingstone’a.

Idąc do swojego samochodu, obmyślał plan. Dojście prawdy nie będzie zbyt trudne. Od razu wyciągnął telefon i wybrał numer Michaela.

– Cześć, Rafe. Co słychać?

– Potrzebuję telefonu do jakiegoś dyskretnego prywatnego detektywa. Ma być dobry i szybki, pieniądze nie grają żadnej roli.

– Już się robi. Czy to ma jakiś związek z tą wczorajszą gazetą? – spytał Michael.

– Być może.

– Czy to oznacza, że zatrzymasz się u mnie przez jakiś czas?

– Jeśli nie będzie to dla ciebie zbyt wielki problem.

– Nie ma sprawy, i tak przez większość czasu mnie nie ma. Mam na oku niezły interes… Powiesz mi, o co chodzi z tym detektywem?

– Powiem, ale dopiero gdy uda mi się to wszystko wyjaśnić. Czekam na ten numer – powiedział krótko Rafe. Żądał odpowiedzi, i to jak najszybciej.

Zanim dostał raport od detektywa, skontaktował się z adwokatem.

– Kiedy Nicole Livingstone zostanie pozbawiona prawa do dziecka? – spytał po naświetleniu całej sytuacji.

– Na początek trzeba przeprowadzić test, aby dowieść pańskiego ojcostwa. Myślę, że nie będzie problemu z nakazem sądowym.

Rafe zacisnął zęby. Pomyślał o tych wszystkich latach, które mógł spędzić z własnym synem, gdyby ci piekielni Livingstone’owie go tego nie pozbawili. Och, na pewno nie zostawi tak tej sprawy. Zapłacą za jego wszystkie krzywdy.

– Ci ludzie mnie ośmieszyli i poniżyli. Chcę zabrać Joela tak szybko, jak to tylko możliwe.

– Uspokój się, Rafe. – Prawnik pojednawczo podniósł dłoń.

– Dlaczego? Właśnie pan powiedział, że nie będzie problemu z nakazem.

– Proszę pomyśleć o psychice tego dziecka. Nie będzie dla niego dobre, gdy wyrwie go pan nagle od osób, z którymi spędził całe dzieciństwo. Sądy biorą pod rozwagę przede wszystkim dobro dziecka. Nicole Livingstone wspaniale zajęła się chłopcem. Nie może się z tym pan nie zgodzić.

– No tak – wydusił z siebie niezadowolony Rafe.

– Możliwe, że od razu dostanie pan możliwość wywiezienia chłopca, ale proszę chwilę pomyśleć, co będzie dla niego najlepsze. Jak się poczuje, gdy ktoś wyrwie go z rąk kobiety, którą uważa za matkę?

Rafe odchylił się w fotelu. Sam kiedyś był w bardzo podobnej sytuacji. Stracił rodziców, gdy był dzieckiem, może nie tak małym jak Joel, ale wciąż dzieckiem. Nadal czuł smutek na myśl o rodzicach. Musiał przyznać, że Nicole była dla Joela wspaniałą matką.

Wyglądała na inny rodzaj kobiety niż Tabitha, ale kto wie, jaka jest naprawdę. Gdyby tak bardzo różniła się od swojej siostry i ojca, poinformowałaby go, że ma syna. Nie zrobiła tego…

Nawet nie miał ochoty na zemstę. Mógłby ich zniszczyć, ale to wciąż byli ludzie, którzy zajmowali się jego synem. Przez chwilę był pewien, że jak tylko sytuacja się wyjaśni, porwie Joela i nigdy nie da znaku życia Nicole. Teraz nie był już tego taki pewien. Miał syna i tylko jego dobrem będzie się kierował.

Swoją drogą, to znajomość z Nicole może okazać się potrzebna. Nie epatowała swoją kobiecością, ale miała w sobie coś, co sprawiło, że był nią zainteresowany jako kobietą, nie przyszywaną matką Joela. Cicha woda brzegi rwie, pomyślał. Nie zamierzał jednak jej uwieść. Joel był najważniejszy.

– Którą książkę dzisiaj ci poczytać? – spytała Nicole, pochylając się nad przebranym w kolorową piżamkę siostrzeńcem.

Patrząc, jak chłopiec przebiera wśród okładek, czuła, że gardło ściska jej się ze wzruszenia. Traktowała go jak syna. Był jej dzieckiem… Przekona o tym każdego.

– Aż cztery? Umawialiśmy się chyba na dwie?

– Ale ja lubię wszystkie. – Malec spojrzał z rozpaczą na wybrane przez siebie historyjki.

– No niech ci będzie, ale tylko dzisiaj – powiedziała Nicole, z radością patrząc, jak na twarzy chłopca wykwita szeroki uśmiech. Nie umiała mu niczego odmówić.

Ułożyli się wygodnie, a Joel podał jej książkę o gigantycznej truskawce i myszy, która chciała ją zjeść. Nicole czytała, ale jej myśli wciąż błądziły wokół Rafe’a. Zastanawiała się, kiedy znowu tu przyjedzie. Na samą myśl o nim drżała z lęku. Znów zaczęła zastanawiać się nad ucieczką z dzieckiem za granicę. To jednak nie rozwiąże problemu, a zapewne tylko go pogłębi.

Tabitha zmarła, jak tylko Joel skończył sześć miesięcy i od tamtej pory to ona była dla niego matką. To do niej przychodził z płaczem, gdy przewrócił się na podwórku, to ona była przy nim, gdy budził się w nocy. To ona wycierała zabrudzone czekoladą rączki.

Nicole była przy łóżku Tabithy, gdy ta rodziła. Poród był długi i trudny. Podejrzewano, że Tabitha zaraziła się czymś w szpitalu. Lekarze zapisywali jej leki, ale nie chciała ich brać. Myślała tylko, jak podrzucić noworodka siostrze i iść na jakąś imprezę. Któregoś wieczoru upadła i mimo szybkiego przetransportowania do szpitala zmarła.

Nicole od razu stała się rodziną zastępczą dla chłopca. Ojciec proponował, żeby przeniosła się do niego wraz z Joelem, ale odmówiła, bo był cholerykiem. Chciała chronić malca przed nadmiernym stresem.

Myśl o tym, że ich spokój może zostać zburzony, prześladowała ją jak natrętna mucha. Przy czwartej opowieści główka Joela opadła na jej ramię. Delikatnie wyślizgnęła się z jego objęć i przykryła go kołdrą. Lubiła patrzeć, jak spał. Pocałowała go po raz ostatni w czoło i wyszła z jego pokoju.

Po śmierci siostry obowiązki spadły na nią z ogromną siłą, nie pozwalając na chwilę wytchnienia. Była wtedy młodą dziewczyną, ale wiedziała, że nie ma wyboru. Teraz, po tych kilku latach trosk i radości dnia codziennego, nie zamieniłaby swojego życia na żadne inne. Joel był zdrowym, szczęśliwym dzieckiem. Był jej synem i jej radością.

Może i była trochę samotna, ale widocznie nie można w życiu mieć wszystkiego, powtarzała sobie. Mama mieszkała na drugim końcu świata, a na ojca nie mogła liczyć. Jedyną dorosłą osobą, z którą czasem spotykała się towarzysko, była kuzynka Julia. Czasem brakowało jej męskiego ramienia, ale musiała sobie z tym radzić. Przed śmiercią Tabithy spotykała się z jednym mężczyzną, ale gdy okazało się, że Nicole weźmie na wychowanie dziecko, uciekł. Nicole liczyła się z tym, że będzie jej trudno znaleźć kogoś wartościowego.

Wciąż jednak wierzyła, że pewnego dnia ktoś taki pojawi się w jej życiu.

Usiadła w końcu do pracy. Zdążyła przejrzeć zaledwie kilka umów, gdy ktoś głośno zapukał do drzwi. Nicole zerwała się z fotela, było kilka minut po ósmej. Popędziła, nie chcąc, aby kołatanie wyrwało Joela ze snu.

Nie patrząc przez wizjer, uchyliła drzwi. Koszmar zaczął się właśnie spełniać.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Joel jest moim synem – powiedział ostrym, stanowczym tonem.

– Joel należy do mnie. Nie masz prawa nazywać się jego ojcem – wysyczała zimnym tonem.

– Urodziła go Tabitha. Nawet się specjalnie nie dziwię, że mnie nie poinformowała. Byłem jej potrzebny tylko do zabawy.

– Tabitha przed śmiercią powiedziała, czego chce – kochającego i spokojnego domu dla Joela.

– Joel zasługuje na to, żeby znać swojego ojca – powiedział Rafe, nie skrywając złości. – Krzywdzisz go.

– Mogę cię zapewnić, że Joel w żaden sposób nie cierpi. Zajmuję się nim tak dobrze, jak tylko potrafię. Niczego mu nie brakuje.

– Nie zmienia to faktu, że on potrzebuje ojca. Nie zamierzasz nawet wpuścić mnie do środka? Rafe spojrzał ponad jej ramieniem w głąb domu.

Nicole przymknęła oczy ze złością, ale odsunęła się i Rafe przekroczył próg. Jego wysoka sylwetka zdawała się wypełniać cały mały przedpokój.

– Jeśli obudzisz mojego syna, nie zawaham się przed telefonem na policję.

– Nawet nie zamierzam podnosić głosu.

Nicole nie wiedziała, czy może mu wierzyć. Tabitha nigdy wprost nie powiedziała, że Rafe był agresywny, ale czasem wspominała, że ma gorący temperament.

– Chcę poznać swojego syna.

– Nie chcę, żebyś mieszał w życiu Joela. Jest szczęśliwym i bezpiecznym dzieckiem. Twoja obecność wywróci jego życie do góry nogami. Poza tym od razu widać, że nie masz pojęcia o dzieciach. Już jest od godziny w łóżku.

– Musi wiedzieć, że ma ojca. Im dłużej będziemy z tym zwlekać, tym gorzej dla niego. Już wkrótce będę miał pełnię władzy rodzicielskiej, a wtedy…

– Nie waż się mnie straszyć – powiedziała poważnie zdenerwowana Nicole. – Co możesz mu ofiarować? Gdzie mieszkasz? Pewnie na jakimś jachcie. Nie dasz sobie rady z małym chłopcem.

– Nie martw się o to. Zawsze mogę wynająć kogoś do pomocy.

– I ty śmiesz nazywać się ojcem? Wynająć pomoc?! Słyszałeś, co właśnie powiedziałeś? Tabitha miała rację. Nie umiesz kochać, a tylko kontrolować.

Rafe spojrzał na nią złowrogo.

– Co jeszcze mówiła o mnie Tabitha?

– Mówiła, że ją przerażasz. Opowiadała, jak się poznaliście w Miami i mieliście kilkumiesięczny romans. Twierdziła też, że jesteś przystojny i czarujący, ale twój trudny charakter bardzo ją męczył. Mówiła, że chcesz ją jedynie kontrolować.

Twarz Rafe’a pozostała spokojna, ale w jego oczach widać było silne emocje.

– Już sobie wyrobiłaś o mnie zdanie, a nawet mnie nie znasz.

– Dlaczego miałabym jej nie wierzyć? – spytała zaskoczona. – Była moją siostrą.

– Więc wiesz, że nie była ideałem. – Rafe postanowił się bronić.

– Nikt nie jest.

– Masz rację, ale niektórzy kłamią lepiej od innych.

– Sugerujesz, że Tabitha potrafiłaby mnie okłamać w tak ważnej sprawie?

– A ty twierdzisz, że Tabitha nigdy nikogo nie okłamała?

– Nie w tak poważnych kwestiach – powiedziała słabo Nicole, mając wrażenie, że zdradza siostrę.

– Nie znasz mnie, a już uważasz, że jestem draniem bez serca. Nie tylko pod względem urody jesteś podobna do siostry?

– Nie! – wykrzyknęła nerwowo. – Tabitha nade wszystko kochała życie i uważała, że się skończyło z chwilą przyjścia Joela na świat. Ja taka nie jestem. Teraz proszę, abyś opuścił mój dom.

– Jestem jego ojcem, Nicole. Pamiętaj, że twoja siostra nie zawsze mówiła całą prawdę. Jeśli okaże się, że jestem inny, to jak wytłumaczysz to mojemu synowi? Pewnego dnia spyta, gdzie jest jego ojciec i dlaczego go nigdy nie spotkał. Co mu wtedy odpowiesz?

– Muszę go chronić – powtórzyła po raz kolejny, choć czuła, że ziarno niepewności zostało w niej zasiane.

– Zastanów się nad naszą sytuacją. Za dwa dni przyjadę poznać mojego syna.

– To za wcześnie… – Chciała zaprotestować.

Usłyszała tylko trzask zamykanych drzwi.

Następnego dnia Nicole pojechała do swojej kuzynki Julii i wszystko jej opowiedziała.

– Powinnaś się jakoś z nim dogadać – stwierdziła Julia, biorąc kuzynkę za rękę.

– Muszę coś zrobić… Po prostu muszę.

– Możesz zrobić wiele rzeczy – powiedziała spokojnie Julia, podciągając spodnie do jogi. – ale niestety będziesz potrzebowała pieniędzy i bardzo dobrego prawnika. Musisz dogadać się z ojcem Joela. Nie wkraczaj na wojenną ścieżkę, bo to może się źle skończyć.

– A jeśli on nie będzie dobrym ojcem? – jęknęła Nicole. – Nie chcę, żeby się znęcał nad moim dzieckiem!

– To zmienia postać rzeczy. Czy ten człowiek jest agresywny? Co ci o nim mówiła Tabitha?

– Mówiła, że przypomina jej naszego ojca.

Julia powoli pokiwała głową. Wiedziała o wszystkich ciemnych stronach rodziny Nicole.

– Rozumiem, że cię to zmartwiło.

– To mało powiedziane. Jestem przerażona!

– Wiem, że byłyście z Tabithą bardzo blisko, ale sama wiesz, że często lubiła wyolbrzymiać pewne rzeczy.

– Ale coś tak ważnego?