Niedoświadczone widmo - H.G Wells - ebook

Niedoświadczone widmo ebook

H G Wells

0,0
8,49 zł

lub
Opis

Niedoświadczone widmo” to opowiadanie autorstwa Herberta George’a Wellsa, uznanego za jednego z pionierów gatunku science fiction.


“— Złapałem upiora!

— Złapał pan upiora?! — rzekł Sanderson. — Gdzież on jest?

A Evans, admirujący ogromnie Claytona, zawołał:

— Złapał pan upiora? Ach, jak to dobrze! Niech nam pan opowie, jak się to stało?

Clayton zgodził się, poprosił tylko, żeby zamknąć drzwi. Spojrzał na mnie, jakby z usprawiedliwieniem:

— Nikt nie podsłuchuje pode drzwiami, to pewne, ale poco straszyć służbę historiami o duchach. Za dużo jest tutaj ciemnych kątów i starych, dębowych boazeryj. A to moje widmo nie było właściwie prawdziwym upiorem. Nie przypuszczam, żeby tu się pojawiło jeszcze kiedykolwiek.

— To znaczy, że pan go nie zatrzymał? — zapytał Sanderson.

— Nie miałem serca — rzekł Clayton.”


Fragmenty z książki: Herbert George Wells. „Niedoświadczone widmo

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 20




Wydawnictwo Avia Artis

2020

ISBN: 978-83-8226-179-0
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

NIEDOŚWIADCZONE WIDMO

Żywo stoją mi jeszcze przed oczyma okoliczności, w których Clayton opowiedział nam swą ostatnią historję. Siedział wtedy przy kominku, w starym dębowym fotelu, a tuż obok Sanderson palił fajkę, noszącą toż samo, co i on, imię. Był też z nami Evans i najwspanialszy z aktorów, człowiek czarującej skromności — Wish.  Owej soboty przyszliśmy wszyscy przed południem do klubu „Mermaid“. Tylko Clayton nocował w klubie — i to dało początek jego historji. Graliśmy w golfa, póki się nie ściemniło, i po obiedzie odpoczywaliśmy w tym spokojnym, pogodnym nastroju, kiedy to chętnie słucha się zwierzeń i opowieści. Kiedy Clayton zaczął mówić, uważaliśmy, oczywiście, że zmyśla. Może i zmyślał — czytelnik będzie mógł wkrótce osądzić narówni ze mną. Zaczął opowiadanie, co prawda, w formie rzeczowej anegdoty, aleśmy to uznali za umiejętny chwyt dobrego opowiadacza.  — Słuchajcie — rzekł, patrząc przeciągle na deszcz iskier, sypiących się z polan drzewnych, gdy Sanderson poprawił ogień na kominku. — Wiecie, żem spędził tutaj noc sam jeden. Prócz mnie, nie było żywej duszy.  — Z wyjątkiem służby — zaznaczył Wish.  — Która śpi w innem skrzydle domu — dodał Clayton. — Tak. Otóż...  Pykał powoli cygaro, jakby zastanawiając się, czy ma mówić dalej. Potem powiedział spokojnie:  — Złapałem upiora!  — Złapał pan upiora?! — rzekł Sanderson. — Gdzież on jest?  A Evans, admirujący ogromnie Claytona, zawołał:  — Złapał pan upiora? Ach, jak to dobrze! Niech nam pan opowie, jak się to stało?  Clayton zgodził się, poprosił tylko, żeby zamknąć drzwi. Spojrzał na mnie, jakby z usprawiedliwieniem:  — Nikt nie podsłuchuje pode drzwiami, to pewne, ale poco straszyć służbę historiami o duchach. Za dużo jest tutaj ciemnych kątów i starych, dębowych boazeryj. A to moje widmo nie było właściwie prawdziwym upiorem. Nie przypuszczam, żeby tu się pojawiło jeszcze kiedykolwiek.  — To znaczy, że pan go nie zatrzymał? — zapytał Sanderson.  — Nie miałem serca — rzekł Clayton.  Sanderson wyraził zdziwienie, myśmy się roześmieli, a Clayton miał twarz zasmuconą.  — Wiem — powiedział, usiłując się uśmiechnąć, — Ale to był naprawdę duch; jestem tego tak pewny, jak tego, że was widzę w tej chwili. Nie żartuję. Wiem, co mówię.  Sanderson zaciągnął się z fajki i utkwiwszy w Claytonie skośne spojrzenie swych czerwonych oczek, zionął cienką smugą dymu, wymowniejszą, niż słowa.  Clayton zignorował ten komentarz.  — Jest to najdziwniejsze wydarzenie, jakie przytrafiło mi się w życiu. Wiecie dobrze, że nie wierzę w duchy ani w nic podobnego. Aż tu, nagle, znajduję takiego gościa w kącie i sam muszę się uporać z taką sprawą. Zamyślił się jeszcze głębiej, poczem obciął cygaro zabawnym instrumencikiem własnego wynalazku.