Wydawca: Videograf Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 130 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Nieczysta gra. Tajne służby a piłka nożna - Sebastian Ligarski, Grzegorz Majchrzak

Opracowana w oparciu o dokumenty IPN-u książka, która w okresie wzmożonego zainteresowania piłką nożną pokazuje inne, nie zawsze sportowe oblicze polskiego futbolu. Autorzy przybliżają czytelnikom działania aparatu władz wobec klubów, kibiców, dziennikarzy sportowych i piłkarzy. Pokazują zakres zaangażowania i ingerencji tajnych służb PRL-u w świat sportu, a tym samym również w futbol. Przypominają również kulisy niektórych meczów — na przykład pamiętnego spotkania Polska—ZSRR w drugiej rundzie mistrzostw świata w Hiszpanii, kiedy flagi Solidarności na stadionie w Barcelonie były świadectwem, że świat pamięta o tysiącach internowanych i uwięzionych. „Nieczysta gra” to zapis przez wiele lat skrywanych, do niedawna jeszcze tajnych faktów z dziejów polskiego futbolu.

Opinie o ebooku Nieczysta gra. Tajne służby a piłka nożna - Sebastian Ligarski, Grzegorz Majchrzak

Fragment ebooka Nieczysta gra. Tajne służby a piłka nożna - Sebastian Ligarski, Grzegorz Majchrzak

Redakcja i korekta

Anna Sakiewicz

Redakcja techniczna, skład, łamanie oraz opracowanie wersji elektronicznej

Grzegorz Bociek

Zdjęcie na okładce

©Jussi Santaniemi

Wydanie I, Chorzów 2013

Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA

Aleja Harcerska 3c, 41-500 Chorzów

tel. 32-348-31-33, 32-348-31-35

fax 32-348-31-25

office@videograf.pl

www.videograf.pl

Dystrybucja wersji drukowanej: DICTUM Sp. zo.o.

01-942 Warszawa, ul. Kabaretowa 21

tel. 22-663-98-13, fax 22-663-98-12

dystrybucja@dictum.pl

www.dictum.pl

© Wydawnictwa Videograf SA, Chorzów 2012

ISBN 978-83-7835-163-4

Wstęp

Piłka nożna to, jak mawiają niektórzy, „prosta gra”, budzi jednak wielkie emocje. Jedni ją kochają, inni nie cierpią. Mało kto pozostaje obojętny wobec okrągłej kuli ze skóry, wypełnionej powietrzem. Wykorzystywali to i nadal wykorzystują rządzący na całym świecie. W różny sposób i w różnym celu.

Piłka nożna bywa zapalnikiem konfliktów, czego przykładem jest chociażby wojna futbolowa między Salwadorem i Hondurasem w 1969 r. Czasem niestety staje się przyczyną innych, tragicznych wydarzeń, takich jak tragedia na stadionie Heysel w dniu 29 maja 1985 r., przed finałowym meczem Pucharu Europy między Juventusem Turyn i Liverpoolem, gdy w czasie zamieszek zginęło 39 osób. Niekiedy piłkarski pojedynek jest też wydarzeniem nie tylko sportowym, ale również politycznym, np. spotkania Turcja—Grecja czy Serbia—Chorwacja. Najczęściej jednak jest rywalizacją sportową, coraz rzadziej niestety czystą.

W Polsce Ludowej piłka nożna była uwikłana w polityczne zależności. Nie były przecież dziełem przypadku np. sukcesy klubów śląskich za rządów Edwarda Gierka w latach 70., czy klubów wojskowych za kadencji Wojciecha Jaruzelskiego dekadę później. Władze szczególnie bacznie zwracały uwagę na występy zagraniczne polskich drużyn klubowych (szczególnie te z zespołami zachodnimi) oraz na występy reprezentacji narodowej. Dla kibiców mecze były świętem, okazją do złapania oddechu, skierowania myśli na inny tor niż codzienne życie. W wielu miejscach tradycyjnym sposobem spędzania wolnego czasu była wizyta na stadionie. Sukcesy drużyn klubowych (np. Górnika Zabrze, Legii Warszawa czy Widzewa Łódź) czy polskiej reprezentacji przyciągały do futbolu dzieci i młodzież z całego kraju — od wielkich miast po małe wioski. Każdy chciał być Lubańskim, Deyną czy Bońkiem. Kluby, choć pozornie wydawało się, że są niezależne, uwikłane były w całą sieć skomplikowanych powiązań, których sznurki zawsze zbiegały się w Polskim Związku Piłki Nożnej. Stowarzyszeniu, które — mimo deklarowanej autonomii — objęte było systemem nomenklatury partyjnej i było ściśle kontrolowane przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą (i nie tylko zresztą).

Z pewnością najlepszy czas dla polskiej piłki nożnej to lata 70. i 80. Dwa brązowe medale na mistrzostwach świata (w 1974 r. w Niemczech i w 1982 r. w Hiszpanii). Mniej prestiżowe (państwa zachodnie wystawiały amatorów) złoto w Monachium w 1972 r. i srebro olimpijskie w Montrealu w 1976 r. Regularne występy polskich drużyn klubowych w kolejnych rundach europejskich pucharów. W tym takie sukcesy jak: finał Pucharu Zdobywców Pucharów Górnika Zabrze w sezonie 1969/1970, półfinał Pucharu Europy Mistrzów Krajowych — 1969/1970 Legii Warszawa czy półfinał Pucharu Europy Mistrzów Krajowych 1982/1983 Widzewa Łódź. To czas występów niezapomnianych gwiazd polskiego futbolu: Włodzimierza Lubańskiego, Kazimierza Deyny, Jana Tomaszewskiego, Zbigniewa Bońka, Grzegorza Laty, Józefa Młynarczyka, Andrzeja Szarmacha i wielu innych. To w końcu ewenement w postaci transferu Zbigniewa Bońka z Widzewa Łódź do Juventusu Turyn przed ukończeniem przez niego 30 roku życia. To wszystko tworzyło podatny grunt dla uprawnienia tej dyscypliny w Polsce. To również powodowało, że przedstawiciele władz chętnie pokazywali się wśród piłkarzy, uznając to za dobry sposób na legitymizowanie swoich działań (vide: powitanie reprezentacji Polski po powrocie z Hiszpanii w lipcu 1982 r. — w czasie, gdy tysiące osób siedziały w ośrodkach odosobnienia).

W książce tej staramy się przybliżyć działania aparatu władzy wobec klubów, kibiców, dziennikarzy sportowych i piłkarzy. Próbujemy pokazać zakres zaangażowania i ingerencji policji politycznej w PRL­‍-u, od której nie był wolny świat sportu, a tym samym również futbol. Przypominamy również kulisy niektórych meczów. Na przykład pamiętnego dla każdego polskiego kibica spotkania Polska—ZSRR w drugiej rundzie mistrzostw świata w Hiszpanii, kiedy to flagi Solidarności na stadionie w Barcelonie były świadectwem, że świat pamięta o tysiącach internowanych i uwięzionych. Pokazujemy inne oblicze polskiego futbolu. Przez wiele lat skrywane, do niedawna jeszcze tajne.

Niektóre artykuły zamieszczone w tej książce były już wcześniej publikowane, lecz dokonano w nich wielu uzupełnień i poprawek, gdyż nasz stan wiedzy na podejmowany temat nieustannie się zwiększa. Inne artykuły prezentowane są czytelnikom po raz pierwszy.

Życzymy Państwu ciekawej lektury podczas uczty każdego piłkarskiego kibica, jaką są Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej, po raz pierwszy rozgrywane w Polsce i na Ukrainie.

Sebastian Ligarski

Grzegorz Majchrzak

Grzegorz Majchrzak

Futbol pod specjalnym nadzorem

WPolsce Ludowej społeczeństwo znajdowało się pod czujnym okiem aparatu bezpieczeństwa (bezpieki). Podobnie różne dziedziny życia, tak odległe wydawałoby się od polityki, jak np. kultura i sztuka. Nie inaczej było oczywiście również ze sportem i sportowcami wszystkich dyscyplin. Piłka nożna i piłkarze nie byli tu żadnym wyjątkiem. Czuwali nad nimi nie tylko oficjele z Polskiego Związku Piłki Nożnej, ale również tajniacy ze Służby Bezpieczeństwa czy Wojskowej Służby Wewnętrznej. Z kolei o wyborze trenera kadry narodowej decydował Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej…

Jedna z najsłynniejszych afer w peerelowskiej piłce nożnej wybuchła w listopadzie 1980 r. Wówczas to bramkarz naszej narodowej reprezentacji, Józef Młynarczyk, spóźnił się na warszawskie lotnisko Okęcie. Przyczyna była prozaiczna — w nocy wraz z kilkoma innymi piłkarzami i dziennikarzami zabalował w warszawskiej Adrii. Oskarżono go, iż jest pijany. W jego obronie stanęła rada drużyny, czyli: Stanisław Terlecki, Zbigniew Boniek i Władysław Żmuda. Co prawda trener Ryszard Kulesza ustąpił, ale PZPN okazał się w tym przypadku wyjątkowo nieprzejednany — zawiesił wszystkich czterech piłkarzy, przyjął też dymisję złożoną przez selekcjonera. Co ciekawe, cała afera miała najprawdopodobniej tak zwane drugie dno. Otóż — według Terleckiego — została ona zorganizowana przez Służbę Bezpieczeństwa. A jej prawdziwym powodem była działalność rady drużyny, która nie podobała się władzom (notabene w tym czasie prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej był Marian Ryba, były naczelny prokurator wojskowy z lat 1956—1968). Domagała się ona (o zgrozo!) zorganizowania związku zawodowego piłkarzy, a przecież ci w PRL­‍-u byli „amatorami”! Ponadto część kadrowiczów zaproponowała rzecz niebywałą w realiach Polski Ludowej — spotkanie z papieżem Janem Pawłem II podczas wyjazdu do Włoch. Ostatecznie piłkarze (poza Stanisławem Terleckim, współorganizującym strajki w sprawie rejestracji Niezależnego Zrzeszenia Studentów na Uniwersytecie Łódzkim) ukorzyli się, skrócono im dyskwalifikację i mogli wyjechać na pamiętne mistrzostwa świata w Hiszpanii w 1982 r.

Dokumentacja zabezpieczenia meczu Polska—RFN, 10 X 1971 r. Archiwum IPN.

Plan zabezpieczenia Stadionu Dziesięciolecia podczas meczu Polska—Brazylia, 20 VI 1968 r. Archiwum IPN.

Wersja Terleckiego wydaje się bardzo prawdopodobna. Trzeba bowiem pamiętać, że wyjazdy naszych piłkarzy (podobnie zresztą jak sportowców uprawiających inne dyscypliny) odbywały się pod czujnym okiem bezpieki. Tak się działo nie tylko w przypadku meczów reprezentacji narodowej, ale również tych rozgrywanych przez nasze kluby poza granicami PRL-u (np. Boniek zapamiętał z zagranicznych wojaży „smutnego pana” towarzyszącego drużynie łódzkiego Widzewa). W razie potrzeby Służba Bezpieczeństwa „zabezpieczała” też mecze pucharowe rozgrywane w kraju, np. Lechia Gdańsk—Juventus Turyn we wrześniu 1983 r. czy Górnik Zabrze—Manchester United w marcu 1968 r.

Służba Bezpieczeństwa ściśle współpracowała zwładzami sportowymi. I tak np. podczas mistrzostw świata w piłce nożnej w Meksyku w 1986 r. polską ekipę „ochraniał” funkcjonariusz SB, Edward Kudybiński, który oficjalnie był przedstawicielem Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Turystyki. Tak na marginesie, to właśnie GKKFiT pokrywał koszty jego wyjazdu. Funkcjonariusz ten nie był bynajmniej sam. Korzystał z pomocy kolegi z wywiadu, płk. Adama Pacholczaka, oraz kilku (konkretnie pięciu) agentów. Nie udało się dotychczas ustalić ich tożsamości. Z całą pewnością znaleźli się oni między innymi w gronie sprawozdawców sportowych. Warto dodać, że wielu znanych dziennikarzy sportowych wokresie PRL­‍-u pracowało nie tylko dla redakcji sportowych, ale również dla resortu spraw wewnętrznych. Nie sposób w tym miejscu nie przypomnieć o współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa legendarnego i najbardziej chyba lubianego sprawozdawcy piłkarskiego, Jana Ciszewskiego, który komentował aż trzy mundiale z udziałem Polaków: w 1974 r. w Republice Federalnej Niemiec, w 1978 r. w Argentynie oraz w1982 r. w Hiszpanii. Na wszystkie te mistrzostwa świata wyjeżdżał już po zakończeniu współpracy z SB. Wcześniej jednak informował swych przełożonych z bezpieki między innymi o zachowaniach naszych futbolistów. Chociaż nie był chyba z nimi do końca szczery — relacjonując wyjazd na mecz AS Roma—Górnik Zabrze w 1970 r., stwierdzał: „Nie zauważyłem także ze strony «górników» żadnych prób szmuglu, ani prób nielegalnego przewożenia dewiz”. A trzeba w tym miejscu przypomnieć młodszym czytelnikom, że handel był właściwie nieodłącznym elementem zagranicznych wojaży w PRL­‍-u. Kombinowali ihandlowali wszyscy — piłkarze, trenerzy, działacze i dziennikarze.

Działo się tak, mimo że zarówno trener, jak i ekipa towarzysząca piłkarskiej kadrze byli starannie dobierani. Na przykład następcą Kazimierza Górskiego nie został bynajmniej (co wydawało się oczywiste) jego stały współpracownik i asystent podczas mundialu w 1974 r., Andrzej Strejlau, ale Jacek Gmoch. Decyzję taką podjęto nie w Polskim Związku Piłki Nożnej, jak można by się spodziewać, ale aż na szczytach peerelowskich władz — w Komitecie Centralnym Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. A na wyborze zaważył fakt, iż Strejlau (w przeciwieństwie do Gmocha) był bezpartyjny… W stanie wojennym zastępcą szefa ekipy wyjeżdżającej na mistrzostwa świata w Hiszpanii w 1982 r. został absolwent Akademii Spraw Wewnętrznych (autor pracy Środowisko demoralizujące dzieci i młodzież na podstawie badań własnych w dzielnicy Warszawa­‍-Śródmieście w latach 1973—1974) i komendant Milicji Obywatelskiej z Warszawy-Śródmieścia, Henryk Celak. W końcu przecież należało zachować czujność w tak trudnym momencie! Zresztą przedstawicieli resortu spraw wewnętrznych w polskiej piłce było zdecydowanie więcej. Szczególnie w pionie gwardyjskim (Wisła Kraków, Gwardia Warszawa), gdzie wysocy funkcjonariusze SB odgrywali znaczące role. Przykładowo: prezesem krakowskiej Wisły w latach 1985—1990 był, wielce zasłużony w walce z opozycją, Jerzy Gruba. W latach osiemdziesiątych pełnił on kolejno funkcje: komendanta wojewódzkiego Milicji Obywatelskiej w Katowicach (16 grudnia 1981 r. jego podwładni spacyfikowali kopalnię „Wujek”, od ich kul zginęło dziewięciu górników), a następnie zastępcy komendanta głównego MO i szefa Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Krakowie. Przedstawiciele resortu trafiali też do piłkarskiej centrali. Prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej w latach 1986—1989 był Zbigniew Jabłoński, były wysoki funkcjonariusz ministerstwa spraw wewnętrznych (zastępca komendanta stołecznego Milicji Obywatelskiej, komendant wojewódzki MO w Krakowie, dyrektor Biura Kryminalnego Komendy Głównej MO).

Zapewne niewiele osób zdaje sobie sprawę, że spotkania piłkarskie (szczególnie te z podtekstem politycznym) Telewizja Polska transmitowała na żywo jedynie w teorii. W praktyce bowiem relacje emitowano z kilkunasto- czy nawet kilkudziesięciosekundowym opóźnieniem. Pozwalało to na zastąpienie obrazu planszą w rodzaju: „Przepraszamy za usterki powstałe poza granicami kraju”. Tak na przykład postępowano podczas mundialu w 1982 r., w sytuacji, gdy hiszpańscy realizatorzy transmisji pokazywali trybuny, a na nich transparenty z napisem: „Solidarność”. Te próby blokowania przekazu nie zawsze się jednak udawały — do dziś internowani w stanie wojennym wspominają, jaki entuzjazm wzbudzały u nich takie obrazki. Podobnie dbano o to, by słuchacze czy telewidzowie nie mogli usłyszeć, ani tym bardziej zobaczyć, „szkodliwych treści” podczas spotkań polskich klubów. Tak było na przykład w 1983 r., kiedy kibice Lechii Gdańsk, podczas meczu Pucharu Zdobywców Pucharów ze słynnym Juventusem Turyn, owacyjnie powitali na trybunach Lecha Wałęsę, przewodniczącego zdelegalizowanej NSZZ Solidarność i „osobę prywatną”, jak go z lubością określał rzecznik prasowy rządu, Jerzy Urban. Dzień po wyemitowaniu przez TVP spreparowanej przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa tzw. rozmowy braci z jego udziałem nie można było przecież pokazać, jak gorąco wita go ponad 30 tysięcy osób. Transmisję drugiej połowy rozpoczęto więc z sześciominutowym poślizgiem.

Dokumentacja fotograficzna fragmentów meczu Polska—RFN. U góry milicjanci zabezpieczający sektory kibiców; u dołu Robert Gadocha walczy o piłkę, 10 X 1971 r. Archiwum IPN.

Dzielni funkcjonariusze SB starali się również ograniczać „szkodliwe” kontakty naszych futbolistów ze światem zewnętrznym i bynajmniej nie chodziło w tym przypadku o półświatek, ale o zachodnich „łowców talentów” oraz przedstawicieli polonii (szczególnie emigrantów politycznych). Oceniali również organizację wyjazdów oraz postawy działaczy i piłkarzy w ich trakcie. Podczas mistrzostw świata w Meksyku w 1986 r. solą w ich oku stał się Zbigniew Boniek. Temu zawodnikowi, od czterech lat przebywającemu na Zachodzie, zarzucano „negatywny wpływ zarówno na atmosferę wśród zawodników, jak i zapewne osiągnięty ostateczny rezultat”. „Opiekującemu” się kadrą Kudybińskiemu przeszkadzało na przykład kwestionowanie przez Bońka przyznania piłkarzom śmiesznie niskich premii dewizowych za udział w mundialu, a także za ewentualne sukcesy w jego trakcie.

Po tych, niezbyt udanych dla polskiej reprezentacji, mistrzostwach świata nie wybuchła afera na miarę tej na Okęciu sześć lat wcześniej. I to mimo tego, że były ku temu bardzo solidne podstawy. Otóż podczas powrotu z Meksyku do kraju dwaj nasi kadrowicze mieli znajdować się „ciągle” w stanie nietrzeźwym, a nawet powodować częste interwencje personelu pokładowego i samego kapitana samolotu. Uspokoił ich dopiero wspomniany wcześniej funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa. Niewykluczone, iż zdecydował w tym przypadku fakt, że zajmowali oni (podobnie jak zresztą zdecydowana większość futbolistów) „właściwą postawę polityczną”.

Zaznaczyć warto, że pod czujnym okiem SB znajdowali się nie tylko piłkarze, trenerzy i działacze, ale też kibice piłkarscy. Tym bardziej, że część z nich swe poparcie dla opozycji (zwłaszcza dla Solidarności) wyrażało nie tylko podczas spotkań piłkarskich, ale również podczas manifestacji patriotycznych (np. z okazji kolejnych rocznic podpisania porozumień sierpniowych). Warto w tym miejscu przypomnieć, że jedną z pierwszych ofiar stanu wojennego był kibic gdańskiej Lechii, Antoni Browarczyk. Część kibiców tego klubu zaangażowało się też w działalność podziemną, np. w ramach radykalnej Federacji Młodzieży Walczącej. Za swe przywiązanie otrzymywali nieraz od milicjantów bolesne lekcje — przykładowo, podczas spotkań wyjazdowych zatrzymywano pociąg z kibicami Lechii Gdańsk tylko po to, aby ich pobić…