Wydawca: Słowo/obraz terytoria Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 98 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Niebezpieczeństwa onanizmu - Jacques Louis Doussin-Dubreuil

Niebezpieczeństwa onanizmu Jacques’a Louisa Doussina-Dubreuila to – jak sam tytuł wskazuje – zatrważająca opowieść o zgubnych skutkach nałogu, który od niepamiętnych czasów wyniszcza nasze społeczeństwa. Praca wydana po raz pierwszy w 1825 roku przytacza liczne świadectwa spisane przez nadobnych młodzieńców, którzy powierzają uczonemu doktorowi sekretne szczegóły swoich niecnych praktyk oraz przerażające spustoszenia, jakie zwyczaj ten poczynił w ich życiu psychicznym i fizycznym. Powołując się na najuczeńszych mężów, od starożytnych po współczesnych, autor wyjaśnia, jak wykrywać onanistów, jak czuwać nad ich cnotą i jakie kuracje im aplikować. Opowiada też, jak wielką pomocą służy w tych zabiegach religia. Nade wszystko zaś przytacza niezliczone przykłady straszliwych dolegliwości, jakie wynikają z nałogu masturbacji – nałogu wiodącego wprost ku śmierci.

Opinie o ebooku Niebezpieczeństwa onanizmu - Jacques Louis Doussin-Dubreuil

Cytaty z ebooka Niebezpieczeństwa onanizmu - Jacques Louis Doussin-Dubreuil

Ten nieszczęsny młodzieniec, który umarł czternaście lat temu po czterdziestoośmiogodzinnej agonii, w  ostatnim roku żywota zdobył się na odwagę, by noce przepędzać w  krześle na siedząco, z  obrożą na szyi i  rękoma przywiązanymi osobno do dwóch poręczy krzesła. Powtarzał, że tylko tym sposobem zapanował w  końcu całkowicie nad nawykiem samobójczym, który do tego stopnia go zniewalał, że jego brat, który niniejsze szczegóły mi opowiedział, proszony o  pilnowanie chorego, często musiał własny, jakże czujny sen przerywać, by powstrzymywać brata wszelkimi sposobami dążącego do uwolnienia się z  więzów, by pochwycić dłońmi genitalia. Brat denata zapewnił mnie ponadto, że często choremu udawało się je zerwać.

Fragment ebooka Niebezpieczeństwa onanizmu - Jacques Louis Doussin-Dubreuil

DZIEŁA TEGO AU­TO­RA

znaj­dujące się u księga­rza Ro­re­ta

O epi­lep­sji w ogólności, a w szczególe o epi­lep­sji wywołanej przy­czy­na­mi mo­ral­ny­mi. 1 vol. in 12°, wy­da­nie dru­gie, 1825. Cena 3 fran­ki i 3 fran­ki 50 cen­tymów fran­co.

Nie­bez­pie­czeństwa ona­ni­zmu. 1 vol. in 12°, wy­da­nie trze­cie, 1825. Cena 1 frank 50 cen­tymów i 2 fran­ki por­to.

O upławach i upu­stach ślu­zo­wych oraz o ich skut­kach ze wska­za­nia­mi, jak im prze­ciw­działać. 1 vol. in 8°. Część pierw­sza, wy­da­nie dzie­wiąte. Cena 4 fran­ki i 5 franków fran­co.

Dru­ga część tego sa­me­go dzieła, czy­li Nowe spoj­rze­nie na przy­czy­ny i skut­ki upławów i upustów. 1 vol. in 8°. Cena 2 fran­ki i 2 fran­ki 50 cen­tymów fran­co i por­to.

O gruźlicy i jej najczęstszych przy­czy­nach oraz o spo­so­bach za­po­bie­ga­nia jej nieszczęśli­wym skut­kom. 1 vol. in 12°. Cena 3 fran­ki 50 cen­tymów i 4 fran­ki fran­co i por­to.

Tytuł ory­gi­nału: Let­tres sur les dan­gers de l’ona­ni­sme, et con­se­ils re­la­tifs au tra­ite­ment des ma­la­dies qui en résul­tent… * Pro­jekt gra­ficz­ny i typogra­ficz­ny: Sta­nisław Sa­lij * Skład i łama­nie: Alek­san­dra Dąbrow­ska * Opie­ka re­dak­cyj­na: Piotr Sit­kie­wicz © for the trans­la­tion by Krzysz­tof Rut­kow­ski * © by wy­daw­nic­two słowo/ob­raz te­ry­to­ria * wy­daw­nic­two słowo/ob­raz te­ry­to­ria sp. z o.o. w upadłości układo­wej * ul. Pniew­skie­go 4/1, 80-246 Gdańsk * tel. (058) 341 44 13, 345 47 07 * fax (058) 520 80 63 * e-mail:slo­wo-obraz@te­ry­to­ria.com.plwww.te­ry­to­ria.com.pl * ISBN 978-83-7453-161-0

UWA­GI WSTĘPNE

Listy poniżej za­miesz­czo­ne pisałem do młodzieńca, który me­dy­cy­nie poświęcić się za­mie­rzał, ale upra­wiał ona­nizm. Szczęśli­wie rzecz mi całą wy­znał w porę, by się z sa­mo­gwałtu wy­do­być. Długo się ociągałem z ich pu­bli­ko­wa­niem, bo prze­czy­taw­szy dzieła sławet­nych lu­dzi, którzy nie za­nie­dby­wa­li tej ma­te­rii, od­na­lazłem w nich licz­ne świa­dec­twa moc­no po­dob­ne do tych, które w poniższych li­stach się znaj­dują. Wy­znaję po­nad­to, że nie ośmie­liłbym się pisać po Tis­so­cie, Salt­zma­nie, Cam­pem, Got­tlie­bie Wo­ge­lu etc., gdy­bym nie zda­wał so­bie spra­wy ze skutków równie prze­raźli­wych, jak porażających, każdego dnia wywoływa­nych przez występek ma­stur­ba­cji.

Dzi­wić może, iż człowiek tak młody, jak wno­sić wy­pa­da, nie­wie­le po­nad dwa­dzieścia lat liczący, na wy­zna­nia w ma­te­rii jakże istot­nej wo­bec mnie się odważył, i że na­wet uczy­nić zdołałem z nie­go wspo­możycie­la jego własnych kam­ratów, wszak wia­do­mo prze­cie, iż młodzieńcy chętnie zwie­rzają się we własnym gro­nie, za­ta­jając pra­wie za­wsze swe czy­ny przed star­szy­mi. Do­dam, że leki, które mu za­le­cam, zbyt są lek­kie, by za­szko­dzić mogły, i po­wta­rzam mu często, aby zachęcał in­nych cho­rych w ciężkim sta­nie do wi­zyt u le­ka­rzy.

Po­wta­rzam, młodzi lu­dzie chętniej wy­znają swe przy­wa­ry sa­mym so­bie, z ogrom­nym zresztą wy­si­le­niem, i do­pie­ro w śmier­tel­nym za­grożeniu mówią biegłym o praw­dzi­wych źródłach swych do­le­gli­wości. Tak za­wsze się dzie­je w przy­pad­kach nie­ustan­nie po­na­wia­ne­go ona­ni­zmu. Wie­lu jest ta­kich, którzy wolą umrzeć, ni­cze­go nie po­wie­dziaw­szy, lub przy­znają się zbyt późno, by ich od śmier­ci ura­to­wać.

W tej właśnie chwi­li do­wie­działem się o zgo­nie syna je­dy­na­ka, lat piętnaście liczącego, którego dom znaj­do­wał się w po­bliżu mo­je­go. Nieszczęsny ten młodzian wy­znał ma­stur­bację do­pie­ro wte­dy, gdy po­czuł, iż żegna się z życiem.

Od cza­su dru­gie­go wy­da­nia tej pra­cy miałem spo­sob­ność le­czyć wie­lu młodych lu­dzi do­tkniętych epi­lepsją lub gruźlicą płucną na sku­tek ona­ni­zmu (1).

Przed­sta­wiam, podług mo­ich własnych ob­ser­wa­cji lub usta­leń au­torów wcześniej­szych, ob­ja­wy po­zwa­lające roz­po­znać spusz­czal­skich młodzieńców.

Tuszę, iż młodzi ko­le­dzy le­ka­rze, czy­tając ni­niej­sze dziełko, znajdą w nim kil­ka do­wodów i sfor­mułowań, które sporządzić można je­dy­nie po uważnych ba­da­niach, oraz liczę, że będzie ono skwa­pli­wie czy­ta­ne przez ojców ro­dzin oraz oso­by zaj­mujące się edu­kacją młodzieży.

(1) W roz­pra­wie opu­bli­ko­wa­nej rok temu (1824), do­tyczącej tej ostat­niej cho­ro­by, przy­to­czyłem wie­le faktów, które, mam na­dzieję, przy­czy­nią się do uzna­nia za ko­niecz­ność nad­zo­ro­wa­nia młodzieńców, w większości umy­kających naj­skru­pu­lat­niej­szym kon­tro­lom, aż do cza­su, gdy padną oni ofiarą naj­po­ważniej­szych scho­rzeń – wte­dy czy­nią gorz­kie wy­rzu­ty swo­im pre­cep­to­rom.

LI­STY O NIE­BEZ­PIE­CZEŃSTWACH ONA­NI­ZMU

LIST PIERW­SZY

Do Pana ***, stu­den­ta w Bor­de­aux

Paryż, 17 lu­te­go 1805

Ura­do­wałem się wiel­ce, Sza­now­ny Pa­nie, na wieść, że po­nie­chał Pan naj­zu­pełniej zgub­ne­go zwy­cza­ju, dzięki cze­mu unik­nie Pan przed­wcze­snej śmier­ci. Lecz niech Pan pamięta, że uzy­ska Pan całko­witą pew­ność sie­bie i w zupełności ko­rzy­stać Pan będzie z owoców od­nie­sio­ne­go zwy­cięstwa do­pie­ro wte­dy, gdy Pańska du­sza sta­nie się czy­sta. Kie­dy za­po­zna się Pan z ta­jem­ni­ca­mi me­dy­cy­ny, którą stu­dio­wać Pan za­mie­rza, do­pie­ro wte­dy poj­mie Pan, nad jak głęboką stanął Pan wprzódy otchłanią.

Nie za­mie­rzam ra­dzić, by od­sunął Pan przy­ja­ciół, którzy nakłoni­li Pana do występku ma­stur­ba­cji, upra­szam zaś jed­nak, by za­trosz­czył się Pan o ich los. Wie Pan prze­cież sam naj­le­piej, że to, co oni upra­wiają, wy­ma­ga na­sze­go współczu­cia, nie­chaj więc Pan śpie­szy z rozgłasza­niem wia­do­mości o zaszłej w Panu zmia­nie oraz o jej po­wo­dach, niech Pan przy­ja­ciół swych nakłoni, by po­szli Pana śla­dem i za­nie­cha­li pro­ce­de­ru za­dającego gwałt na­tu­rze. Niech Pan wi­do­mie im wy­sta­wi, ja­kie czy­ha na nich zło bez­den­ne. Niech im Pan wy­li­czy po­nad­to ko­rzyści płynące dla Pana z wszyst­kie­go, co do­tych­czas w tej ma­te­rii Panu po­wie­działem.

Nie wątpię, że na­po­tka Pan licz­ne kłopo­ty w prze­ko­ny­wa­niu przy­ja­ciół o nie­sto­sow­ności ich za­cho­wa­nia, i wy­klu­czyć nie mogę, że słowa, które do Pana kie­ro­wałem, uznają oni za prze­sad­ne, dołączam za­tem do tego li­stu kil­ka ustępów z ko­re­spon­den­cji na­desłanej lub przy­nie­sio­nej oso­biście przez cho­rych, którzy zna­leźli się w położeniu nieszczęsnym niewątpli­wie na sku­tek ona­ni­zmu właśnie.

Proszę przyjąć, Sza­now­ny Pa­nie etc.

USTĘP PIERW­SZY

„Mam dwa­dzieścia dwa lata i uro­dziłem się z ojca i z mat­ki wiel­ce cno­tli­wych. Do piętna­ste­go roku życia za­zna­wałem je­dy­nie nie­win­nych przy­jem­ności, o których tak miło wspo­mi­nać w star­szym wie­ku, je­dyną mą namiętnością była na­uka, je­dynym szczęściem po­do­ba­nie się tym, którym ist­nie­nie za­wdzięczam. Cze­muż jed­nak wszędzie czy­hają po­two­ry czer­piące radość z czy­nie­nia in­nych swy­mi współziom­ka­mi? Nie wierzę, Sza­now­ny Pa­nie, by los in­nych mógł równać się mo­je­mu, cho­ciaż od trzech lat za­prze­stałem, sta­now­czo za późno, ucie­ka­nia się do ha­nieb­nych prak­tyk, których skut­ki tak oka­zały się strasz­ne, iż życie moje zmie­niło się w kosz­mar. Sen zakłócają mi nie­ustan­nie prze­raźliwe wi­zje i często zda­wa mi się, że za­raz będę udu­szo­ny. Ner­wy moje w żałosnym znaj­dują się sta­nie, wy­da­lam z naj­większą trud­nością, wy­chudłem strasz­li­wie, płeć mam bladą, skóra mi ob­wisła, oczy me pod­bi­te i na poły za­py­ziałe tak, że na­wet przez dwie mi­nu­ty czy­tać nie po­tra­fię”.

USTĘP DRU­GI

„Po prze­czy­ta­niu Pańskiej książki o epi­lep­sji (1) oraz pra­cy Tis­so­ta zda­wa mi się, Sza­now­ny Pa­nie, że ma­stur­ba­cja, jakże często prze­ze mnie upra­wia­na, szczególnie w dzie­ciństwie, może być jedną z przy­czyn epi­lep­sji, na którą cier­pię od dwu­na­ste­go roku życia. Te­raz mam lat dwa­dzieścia czte­ry i pół, mierzę pięć stóp i pięć lub sześć cali, je­stem do­brze zbu­do­wa­ny i nie wyglądam na człowie­ka cho­re­go. W wie­ku lat dwu­na­stu od­czu­wałem bóle głowy ta­kie, jak­by ciężar jakiś uci­skał mi mózg. Krew mi pusz­cza­no, le­wa­ty­wy ro­bio­no, ale bóle głowy wra­cały i właśnie w wie­ku lat dwu­na­stu do­padł mnie pierw­szy atak epi­lep­sji. Odtąd powra­cają one od cza­su do cza­su. Kil­ka dni temu do­znałem ata­ku strasz­li­we­go. Tak, Sza­now­ny Pa­nie, nie wątpię – to po­nu­ry zwy­czaj dzie­cinny pro­wo­ko­wa­nia częstych po­lu­cji wywołał we mnie strasz­liwą cho­robę. Dla­te­go o po­moc zwra­cam się do Pana. Moja nieśmiałość jest bez­przykładna, naj­mniej­szy dro­biazg mnie prze­raża, pogróżki dzie­sięcio­let­nie­go dzie­cięcia wpra­wiają mnie w drżenie, do ni­cze­go przyłożyć się nie je­stem w sta­nie, naj­mniej­sze po­ru­sze­nie du­cha do­pro­wa­dza mnie do ata­ku. Niechże Pan użali się nade mną, litości błagam, strasz­liwy los cier­pię”.

USTĘP TRZE­CI

„Mam dwa­dzieścia trzy lata, od­da­wałem się ma­stur­ba­cji od czter­na­ste­go do osiem­na­ste­go roku życia, do cza­su, kie­dy pod broń mnie we­zwa­no. Niech Pan sam osądzi, jak wie­le wy­cier­piałem. Wygląd krzep­ki i zdro­wy nie po­zwo­lił mi na uwol­nie­nie się od mo­zol­nej służby dwu­let­niej. Nie sposób opi­sać, co wy­cier­piałem, ale moje cier­pie­nia ni­czym się wy­dają w porówna­niu z nieszczęścia­mi znie­pra­wio­nych prze­ze mnie kom­panów. Wie­lu spośród nich umarło w naj­strasz­liw­szych męczar­niach z po­wo­du za­szcze­pio­ne­go im prze­ze mnie występku, pogrążyw­szy ro­dzi­ny w nie­utu­lo­nym żalu”.

USTĘP CZWAR­TY

„Mam trzy­dzieści pięć lat, ka­wa­le­rem je­stem. Od cza­su przyjścia do ro­zu­mu od­czu­wam do­kucz­li­wości tak roz­ma­ite i tak po­wikłane, że trud­ność naj­większą spra­wia mi wska­za­nie ich przy­czyn. Muszę do­kucz­li­wości owe su­mien­nie wy­li­czyć w po­szu­ki­wa­niu ich źródła, sporządzić, jeśli rzec tak wy­pa­da, hi­sto­rię mej cho­ro­by.

Do­kucz­li­wości moje zaczęły się w wie­ku doj­rze­wa­nia. Wy­dają mi się re­zul­ta­tem ha­nieb­nych nad­werężeń, trwających pra­wie osiem­naście mie­sięcy. Zdałem so­bie sprawę z zaszłych we mnie zmian do­pie­ro wte­dy, gdy stra­ciłem pamięć i po­padłem w stu­por (2). Później na­wie­dziła mnie me­lan­cho­lia i po­czułem nie­po­kojące wa­po­ry, początko­wo bez poważnych wy­po­czwa­rzeń. Jed­nak stan mój rychło po­gor­szył się wyraźnie. Bóle się po­dwoiły, żołądek i trze­wia do­ku­czały mi sro­dze, mocz od­da­wałem z co­raz większym tru­dem, z pie­cze­niem prze­raźli­wie swędzącym. Całkiem za­prze­stałem ha­nieb­ne­go zwy­cza­ju, zażywałem prze­cha­dzek, wa­po­ry ustały, ale te­raz zno­wu żadne re­me­dium nie chro­ni mnie przed ich na­wro­tem. Jeśli zaś idzie o do­le­gli­wości żołądka i ner­wową tar­ga­ninę, to trwają one nadal, za­tem żyję od bli­sko lat dwu­dzie­stu roz­dzie­ra­ny słabym zdro­wiem i do­le­gli­wościa­mi okrut­ny­mi. Od­czu­wam, od lat wie­lu, bóle cza­sem roz­ległe, cza­sem kłujące w le­wej części głowy oraz lek­kie spa­zmy w pra­wej części ciała, a także upo­rczy­we za­par­cia, wy­ma­gające sto­so­wa­nia le­wa­tyw. Naj­mniej­sze zmia­ny ciśnie­nia, a nade wszyst­ko mgły, pogłębiają me cier­pie­nia. Ta­kie oto są przy­padłości, o których ule­cze­nie pro­si Sza­now­ne­go Pana człowiek do­brze uro­bio­ny, nieszczęśliwy z po­wo­du wstrętne­go upodo­ba­nia, od którego odwrócić go mogła je­dy­nie wia­ra, przez nędznych lu­dzi wyśmie­wa­na. Z pew­nością już za późno, by mógł on li­czyć na całko­wi­te wy­zdro­wie­nie”.

USTĘP PIĄTY

„Za­cho­wałem nie­win­ność do lat je­de­na­stu, do kie­dy kam­rat mój z pen­sji na­uczył mnie sa­mo­znisz­cza­nia, po­nie­waż od tej pory, aż do lat dwu­dzie­stu dwóch, od­da­wałem się ma­stur­ba­cji, cier­piałem ciągłe ka­tu­sze i wy­do­być się z pohańbie­nia nie po­tra­fiłem. Wy­chudłem strasz­li­wie. Niech Pan so­bie wy­sta­wi osob­ni­ka o ce­rze bla­dej, ołowia­nej, kościo­tru­pa pra­wie, po­kry­te­go tyl­ko skórą suchą i zmarsz­czoną. Oto w jaki smut­ny stan po­padłem. Chu­dość ni­czym, Sza­now­ny Pa­nie, w porówna­niu z boleścia­mi, które po­dwa­jają pamięć mej zbrod­ni; jęki bólem wywołane tak są strasz­li­we, że nikt u boku mego ani na­wet jed­nej nocy nie wy­trzy­ma. Wszyst­ko mnie brzy­dzi, często po­mstuję na ro­dziców i przy­ja­ciół, na­wet wte­dy, gdy świadczą mi posługi, bez których nie mógłbym się obejść. Nie proszę o ule­cze­nie, nie­możli­wym mi się ono dzi­siaj zda­wa, błagam jeno o ulżenie w cier­pie­niach, od których śmierć je­dy­nie uwol­nić mnie w zupełności zdoła”.

USTĘP SZÓSTY

„Pragnę, jeśli po­tra­fię, od­po­wie­dzieć na roz­licz­ne py­ta­nia z li­stu Sza­now­ne­go Pana z dnia dwu­na­ste­go bieżącego mie­siąca. Liczę trzy­dzieści dwa lata. Mnie jako pierw­sze­go z całej ro­dzi­ny do­tknęło nieszczęście, w którego kwe­stii o po­radę proszę. Zda­je mi się, że w mo­jej głowie zło nadal tkwi, całkiem ją obej­mu­je, kie­dy kry­zys nad­ciąga. Cerę mam bla­dawą, zęby spróchniałe w dziąsłach się gi­bające, skórę mam wyschłą nie­po­mier­nie, wypróżniam się z tru­dem i boleśnie. Oto opis ob­jawów do­le­gli­wości, po­da­ny przez przy­ja­cie­la, wie­lo­krot­ne­go świad­ka zda­rzeń: na­gle tył po­da­wałem, tupiąc stopą w podłogę, padałem na zie­mię, z człon­ka­mi ze­sztyw­niałymi, z zębami ściśniętymi, z języ­kiem przy­gry­zio­nym przez sie­ka­cze, ze zsi­niałą twarzą i rękami. Nie wątpię, Sza­now­ny Pa­nie, że stan mój nieszczęsny za­wdzięczam roz­licz­nym zma­zom, sa­me­mu so­bie za­da­wa­nym, bo przed­tem, za­nim szes­naście lat ukończyłem, zdro­wiem cie­szyłem się kwitnącym, któremu płeć ma świeża świad­czyła. Dużo cza­su upłynęło, za­nim pojąłem, jak w smętnym po­zo­staję położeniu”.

USTĘP SIÓDMY

„Czuję się w obo­wiązku wy­spo­wia­dać się Sza­now­ne­mu Panu ge­ne­ral­nie, by ze­chciał Pan oce­nić, jak bar­dzo po­nu­re jest moje położenie.

W wie­ku lat piętna­stu od­da­no mnie na pensję do miesz­czan, bym uczęszczał do gim­na­zjum. We­dle zwy­cza­ju przy­dzie­lo­no mi kam­ra­ta do łóżka. On za­po­znał mnie z tym, o czym wolałbym nie wie­dzieć przez całe moje życie, po­nie­waż do tej chwi­li byłem całkiem nie­win­ny. Od­da­wać się począłem ma­stur­ba­cji, ni­cze­go nie wiedząc o jej skut­kach. Po roku za­padłem na cho­robę, której przy­czyn nikt do­ciec nie po­tra­fił. Wsta­wałem wsze­la­ko z łóżka, ale życie moje zmie­niło się w pa­smo cier­pień, po­gar­sza­nych przez re­me­dia, które sto­so­wałem, by za­po­biec nie­ustającemu wy­cie­ko­wi wywołane­mu zgub­nym przy­zwy­cza­je­niem. Po­wie­działem o do­le­gli­wościach jed­ne­mu z mych ko­legów, który za­le­cił sto­so­wanie wy­wa­ru z wiązu stożko­wa­te­go, za­pew­niw­szy, że wie­lu już wy­war ów ule­czył w ciągu dwu­na­stu, naj­wyżej piętna­stu dni. Wy­war nie pomógł wca­le, za­tem po­pro­siłem o radę in­ne­go ko­legę, stu­den­ta chi­rur­gii, który kazał mi zażywać pigułki rtęcio­we oraz kąpie­le. Ku­ra­cja trwała pięć ty­go­dni i żad­nych nie od­niosła skutków. Esku­lap mój obie­cał wte­dy rychłe wy­le­cze­nie, jeśli zażywać za­cznę li­kier Van Swie­te­na. Zgo­dziłem się wy­pi­jać dwie i pół bu­tel­ki de­sty­lo­wa­nej wody, w której roz­pusz­czałem dwa­dzieścia pięć kro­pli owej wy­bo­ro­wej sub­stan­cji. Po wy­pi­ciu pół bu­tel­ki roz­two­ru odmówiłem dal­sze­go le­cze­nia, bo spusz­czałem się ciągle. Ufając nie­za­chwia­nie ko­le­dze i wierząc w jego oświe­co­ne rady, nie wahałem się zastąpić li­kieru Van Swie­te­na sto­so­wanymi przez wie­le dni z rzędu na­cie­ra­mi z sza­rej maści zwa­nej ne­apo­li­tanką. W końcu maść zastąpiłem li­mo­niadą pitą przez ko­lej­nych osiem dni.

Jak