Nie-widzialne miasto - pod redakcją Marka Krajewskiego - ebook
Opis

NIEWIDZIALNE MIASTO. Fenomen społeczny ignorowany przez władze miejskie i badaczy społeczeństwa. Są to codzienne i prozaiczne działania mieszkańców, którzy przeobrażając przestrzeń, współkształtują miasto, odciskając swoje piętno w jego architekturze, ikonosferze oraz przestrzennej i funkcjonalnej organizacji. Takie na pozór nieważne aktywności wypełniają miasto tym, czego potrzebują sami mieszkańcy oraz ożywiają je i tworzą zeń przestrzeń życia. Wszystkie te spontaniczne działania pokazują, czego w mieście brakuje – są więc nie tylko materializacją ludzkiej kreatywności, ale też formą, poprzez którą artykułuje się potrzeby i krytykuje miejskie władze.

Redakcja: Marek Krajewski
Teksty: Monika Brzozowska-Brywczyńska, Marcin Drabek, Rafał Drozdowski, Tomasz Ferenc, Piotr Jakub Fereński, Maciej Frąckowiak, Katarzyna Kalinowska, Bogna Kietlińska, Marek Krajewski, Piotr Luczys, Krzysztof Olechnicki, Michał Podgórski, Waldemar Rapior, Łukasz Rogowski, Monika Rosińska.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 713

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Okładka

Strona tytułowa

pod redakcją Marka Krajewskiego

Nie-widzialne miasto

Warszawa 2012 Fundacja Bęc Zmiana

Strona redakcyjna

NIEWIDZIALNE MIASTO

Warszawa 2012

Wydanie pierwsze

REDAKCJA NAUKOWA

Marek Krajewski

RECENZJA NAUKOWA

Marek Wasilewski

KOORDYNACJA

Elżbieta Petruk, Bogna Świątkowska

REDAKCJA JĘZYKOWA I KOREKTA

Justyna Chmielewska, Paulina Sieniuć

PROJEKT GRAFICZNY I SKŁAD

Grzegorz LaszukK+ S

Anna HegmanK+ S

Fotografie umieszczone w niniejszej książce pochodzą z zasobów projektu Niewidzialne miasto / www.niewidzialnemiasto.pl

WYDAWCA

Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana

ul. Mokotowska 65/7

00-533 Warszawa

tel. 22 827 64 62

[email protected]

www.beczmiana.pl

ZAMÓWIENIA

[email protected]

DRUK

PW Stabil

ul. Nabielaka 16

31-410 Kraków

Książka ukazała się dzięki wsparciu Narodowego Centrum Nauki w ramach grantu badawczego NN116433837

Printed in Poland

ISBN 978-83-62418-19-0

PROLOG

Marek KrajewskiNIEWIDZIALNE MIASTO – USPOŁECZNIAJĄCA MOC FOTOGRAFII

Projekt Niewidzialne miasto[1] wziął się z prostego spostrzeżenia: mieszkańcy dużych polskich miast są „aktywnymi aktorami” wytwarzającymi i przeobrażającymi przestrzeń miejską. Spostrzeżenie to z pewnością nie było nowe ani oryginalne – wielokrotnie wyrażano je zwłaszcza w humanistycznych koncepcjach miasta [2], w idei codziennego urbanizmu[3], a także w nowszych, partycypacyjnie i subwersywnie zorientowanych teoriach dotyczących miejskich ruchów społecznych, subkultur, aktywności obywatelskich [4]. Tym, co jednak w nim nowe, jest odniesienie do codziennych, prozaicznych praktyk, które niosą ze sobą określone skutki materialne w postaci zmian w przestrzeniach wielkich miast – w tym, jak są one zorganizowane, jak wyglądają, jakie rodzaje estetyk w nich dominują, czyja kultura może się w nich objawiać w postaci obiektów, sposobów organizacji przestrzeni, wyglądów osób i miejsc. Spostrzeżenie to, wyrażone po raz pierwszy w tekście Niewidzialne miasto[5], choć na pierwszy rzut oka banalne i mało odkrywcze, okazało się bardzo zapładniające poznawczo. Być może chodziło o to, że skierowało ono uwagę badaczy na procesy i zjawiska traktowane dotąd jako zbyt błahe, by się nimi zajmować i poddawać je refleksji (takie jak: indywidualne modyfikacje blokowych balkonów, ozdoby umieszczane w oknach, ścieżki i skróty, namalowane wprost na murach domów piłkarskie bramki, osiedlowe ogródki i nieformalne miejsca spotkań sporządzone z tego, co pod ręką itd.). Być może spostrzeżenie owo ustawiło nieco inaczej perspektywę, z której obserwujemy i badamy miasto. Zazwyczaj bowiem, gdy myślimy o ponowoczesnym mieście, interesują nas miejskie polityki i reżimy, procesy rewitalizacyjne i gentryfikacja, przepływy kapitału, idei i władzy, procesy wytwarzania miasta rozumiane jako proces jego usensowienia i nadawania mu znaczeń; społeczna ekologia tego rodzaju przestrzeni i publiczne przestrzenie w ich obrębie; ich globalność i sieciowy charakter; nierówności, segregacja i idąca za tym walka o przestrzeń oraz wiele innych. Wspólne dla tego „zwyczajowego”, a poprzez to dominującego, myślenia o ponowoczesnym mieście jest albo pomijanie codziennych, prozaicznych działań jednostek usiłujących adaptować się do miejskiego środowiska, albo/i wpisywanie tego rodzaju praktyk w efektywne retorycznie, ale bardzo wąskie opozycje: strategie-taktyki, władza-opór, dominacja-subwersja itd., albo/i ignorowanie materialnego aspektu tego rodzaju codziennych praktyk i koncentrowanie się na ich ideologii, tekstualnym wymiarze, procesach wytwarzania znaczeń. Tego rodzaju zawężenie perspektywy szczególnie widoczne jest w polskim kontekście, w ramach którego poznawanie miasta silnie przenicowane jest przez myślenie tranzytoryjne (przechodnie, przejściowe) i makrosystemowe, brakuje zaś perspektywy, z której widać szczegóły, prozę życia, codzienną powtarzalność i eksces [6]. Efekt takiego wykalibrowania namysłu nad miastem i narzędzi poznawczych służących jego eksplorowaniu to między innymi niedostrzeganie ogromnego potencjału kreatywnego, jakim dysponują mieszkańcy, niezauważanie ich niezwykłej skuteczności w rekonstruowaniu najbliższego otoczenia, ale też (i po prostu) niedostrzeganie miasta – faktu kumulowania się efektów tych pozornie nieważnych, codziennych działań w postaci trendów zdolnych do przeobrażania miejskich terytoriów. Projekt Niewidzialne miasto zrodził się więc (i stąd jego nazwa) z potrzeby zwrócenia uwagi na procesy zachodzące w przestrzeniach dużych polskich miast, które są doskonale widoczne – doświadczamy ich, bądź ich efektów, wielokrotnie każdego dnia – ale które są przez nas ignorowane, unieważniane tylko dlatego, że są one zbyt prozaiczne, zdarzają się zbyt często, są zbyt oczywiste. Banalność jako powód niewidzialności dla badaczy części procesów zachodzących w dużych miastach to tylko jeden z wymiarów tego zjawiska. Innym jest to, co można nazwać niestosownością pewnych aspektów miasta i życia w nim jako przedmiotów socjologicznej analizy – to, co „niskie estetycznie”; to, co „mikroskopowe” i ulotne, zmysłowe i niepoważne; to, co tworzone przez dzieci i „dla” miejskiej flory i fauny, dla żartu i zabawy, z bezmyślności i pod wpływem impulsu. Tego rodzaju zjawiska, choć współtworzą życie w wielkim mieście i są jego najpełniejszym przykładem, umykają uwadze badaczy albo raczej nie są w ogóle brane pod uwagę jako potencjalne źródła informacji o tym, jak to życie przebiega, jak jest zróżnicowane, kto nadaje mu ton i w czyjej władzy ono pozostaje. Niewidzialność ta jest o tyle mało zaskakująca, że choć badacze miasta (zwłaszcza ci społecznie zaangażowani) zawsze penetrowali jego marginesy, to tylko te, które można nazwać nadwidzialnymi (a do których należą: skrajna bieda i ubóstwo, różnorodne formy wykluczenia społecznego, bezdomność, patologie związane z uzależnieniami, nierówności itd.), i te, które można było uznać za „normalne” na mocy aksjomatycznych założeń przyjmowanych w obrębie nauk społecznych (bieda jako skutek niesprawiedliwej dystrybucji bogactwa i wyzysku, wykluczenie jako efekt przemocy symbolicznej, bezdomność jako efekt niedostosowania społecznego itd.). W efekcie analizy tego rodzaju nie poświęcały zbyt wiele uwagi temu, co określamy tu mianem niewidzialnego miasta – codziennym spontanicznym działaniom mieszkańców, nakierowanym na uspołecznienie miasta i na uspołecznienie w mieście [7], działaniom, które pozostawiają ślady w tkance miasta – w tym, jak jest ono zorganizowane, jak wygląda, pachnie, brzmi, jakich wrażeń dotykowych nam dostarcza. Traktowanie pewnych aspektów życia w wielkim mieście jako banalnych i niestosownych przedmiotów analizy pozwala uprawiać „prawdziwą naukę”, której granice nie są jednak wyznaczone tylko przez doniosłość badanych zjawisk, ale również przez wykluczenie tego, co jest traktowane jako anomalia. Niewidzialne miasto skoncentrowane jest właśnie na anomaliach: na tym, co bywa ignorowane w swojej istotności zarówno przez władze miasta i instytucjonalne podmioty, które je wytwarzają, jak i przez dominującą wielkomiejską kulturę oraz jej kreatorów; na tym, co kosmopolitycznie zorientowani i socjalizowani do życia w globalnym świecie mieszkańcy traktują jako małomiasteczkowe i prowincjonalne, nieco zawstydzające; ale też na tym, co badacze zajmujący się miastem ignorują jako banalne i niestosowne. Anomalie te są nie tylko wszechobecne w polskich miastach i współtworzą ich specyfikę, ale także stanowią materialny ślad pozostawiany przez tych, którzy miasto „wytwarzają” podczas codziennych praktyk. Tym samym są one nie tylko fenomenem, który powinniśmy analizować, by można było uznać proces eksploracji miasta za kompletny, ale też zjawiskiem, które wymusza takie nań spojrzenie, w którego centrum znajdują się nie abstrakcyjne siły, relacje i przepływy wytwarzające reguły życia w mieście, ale konkretne osoby próbujące na co dzień je praktykować. Niewidzialne miasto jako projekt badawczy ma więc w sobie również istotny zamysł interwencyjny – jego celem jest dowartościowanie zwykłych, prozaicznych działań mieszkańców wielkich polskich miast jako jednej z najważniejszych sił, która je „wytwarza”; zaakcentowanie wyobraźni i kreatywności, drzemiących w mieszkańcach innowacyjnych potencji i talentów, ich umiejętności współdziałania w realizacji zadań, które polepszają jakość przestrzeni służących wspólnocie, poczucia humoru, zmyślności i sprytu, które służą im jako narzędzia radzenia sobie z oporną materią rzeczywistości.

Owo proste spostrzeżenie – mieszkańcy „tworzą” miasto poprzez codzienne działania – znalazło początkowo swój wyraz w potrzebie zebrania dokumentacji tego, co stanowi efekt takich procesów. Od 2007 roku, początkowo siłami pracowników, doktorantów i studentów Instytutu Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a potem z pomocą ponad trzystu osób z całej Polski, powstawała baza zdjęciowa, gromadząca dziś prawie siedem tysięcy fotografii i ulokowana na stronie internetowej www.niewidzialnemiasto.pl. Ten zwielokrotniony dowód na istnienie interesującego nas fenomenu został uporządkowany poprzez wprowadzenie szesnastu kategorii [8], w obrębie których ulokowany został materiał wizualny. Każde z wykonanych przez nas zdjęć zostało „wyposażone” w informacje na temat miejsca i daty jego wykonania oraz otagowane przez słowa klucze opisujące to, co jest na fotografii widoczne, oraz podsuwające pierwsze interpretacje fenomenów nań uchwyconych. Dzięki wsparciu firmy Metropolis cały materiał wizualny mógł być zaprezentowany szerszemu gronu osób nie tylko na stronie internetowej, ale też poprzez liczne pokazy i wystawy w galeriach czy w przestrzeni miejskiej. Projekt po raz pierwszy został zaprezentowany szerszej publiczności w Poznaniu w 2008 roku, na jednej ze ścian Galerii Miejskiej Arsenał, w postaci trwającej całą noc projekcji, ale także poprzez liczne artykuły prasowe publikowane przez lokalną „Gazetę Wyborczą” na przełomie lutego i marca 2008 roku [9]. Równocześnie próbowano stworzyć sieć osób fotografujących przejawy codziennego urbanizmu[10] w innych miejscach Polski. W kilku miastach – Toruniu, Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Krakowie, Kielcach, Tarnowie, Bydgoszczy – udało się zorganizować zespoły [11], których członkowie systematycznie uzupełniali bazę Niewidzialnego miasta oraz twórczo rozwijali samą ideę projektu, w innych miejscowościach zdjęcia były umieszczane na stronie przez osoby prywatne w sposób spontaniczny i mniej usystematyzowany. Projekt ten, co wydaje się szczególnie istotne, nie tylko rejestrował przejawy ludzkiej pomysłowości i wyobraźni przeobrażającej polskie miasta, ale także zdolności te pobudzał. Fotografowanie miasta z perspektywy tego, co niewidzialne, w naturalny sposób wymuszało współdziałanie, dzielenie się spostrzeżeniami i poradami, ale też pozwalało na odkrywanie poprzez każdą wykonywaną fotografię innej formy uspołeczniania miasta, kolejnego dowodu na to, że miasto żyje i to żyje dzięki jego mieszkańcom, którzy go nie tylko „używają”, ale też współtworzą, zostawiając w jego przestrzeni różnorodne ślady swoich aktywności.

Istotnym aspektem projektu były próby jego upublicznienia w postaci prezentacji multimedialnych, wystaw, publikacji, stron internetowych. Poprzez wszystkie te formy chcieliśmy pokazać dobrze znane nam miejsca z nieco innej niż zazwyczaj strony – mniej oficjalnej, mniej pocztówkowej i „zestetyzowanej”, ale za to w pełniejszy sposób ujawniającej, jak i czym żyje na co dzień miasto, jak się zmienia, co jest ważne dla jego mieszkańców i jakie są ich potrzeby. Tego rodzaju pokazy odbyły się między innymi we Wrocławiu (BWA Awangarda, lipiec 2008), Toruniu (Galeria Wozownia, październik 2008), Tarnowie (BWA, październik 2008), w Kielcach (Galeria Lakiernia, październik 2009), w Łodzi (Muzeum Historii Miasta, marzec 2011), ponownie w Poznaniu (Galeria Akademicka Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, kwiecień 2011 oraz w trakcie 7. Biennale Fotografii, Galeria Miejska Arsenał, 23 września – 30 października 2011). Dzięki wsparciu firmy Metropolis wydano też pięć katalogów z dokumentacją fotograficzną wykonaną w Poznaniu, we Wrocławiu, w Łodzi, Toruniu oraz w Tarnowie, projekt zaś – oprócz głównej strony internetowej – ma też swój fanpage na Facebooku, założono również bloga prezentującego założenia, narzędzia i wyniki badań dotyczące Niewidzialnego miasta (http://nmbadania.info).

Warto zauważyć, że wszystkie te działania – choć służyły przede wszystkim dokumentowaniu interesującego nas fenomenu – miały również ogromny i wieloaspektowy potencjał uspołeczniający. Po pierwsze, samo przeczesywanie miasta przez fotografujących w poszukiwaniu przejawów niewidzialnego miasta wiązało nas silnie z jego życiem i mieszkańcami. Odnajdywanie śladów oddolnej, spontanicznej aktywności w przestrzeniach wielkich miast wymuszało bowiem inny od narzuconego (przez sposób ich zorganizowania) model doświadczania miasta – podobny w swojej drobiazgowości i koncentracji na szczególe do tego, który pojawia się podczas spacerów, włóczenia się po mieście, a także do tego, który towarzyszy podróżnikom przemieszczającym się po nieznanym terytorium. Efektem praktykowania tej formy doświadczania (własnego) miasta było jego „uspołecznienie” – nauczenie się jego topografii, poznawanie nieodkrytych wcześniej zakamarków, ale też przyswojenie go jako przestrzeni życia innych ludzi, a nie tylko jako prostego układu ulic, linii komunikacyjnych, sieci składającej się z punktów usługowych, miejsc pracy i wypoczynku. Po drugie, uspołecznianie uruchamiane przez fotografowanie realizowało się też poprzez relacje, w które wchodziliśmy z mieszkańcami – twórcami niewidzialnego miasta. Rozmowy, dyskusje, wysłuchiwanie relacji i skarg, narzekań, prywatnych historii w znaczący sposób poszerzało nasze wyobrażenie o ludzkiej różnorodności, ale też rodziło pytanie o to, jak to możliwe, że ludzie tak odmienni mogą mieszkać tuż obok siebie, jak możliwy jest porządek kulturowy, skoro każdy z nas jest inny i unikalny. Ten drugi aspekt procesu uspołeczniania był dla nas o tyle istotny, że generował cały szereg pytań, na które szukaliśmy odpowiedzi w trakcie badań. Po trzecie, proces fotografowania wytworzył więzi pomiędzy tymi, którzy brali w nim udział – sprowokował nie tylko nowe znajomości i przyjaźnie, ale też był katalizatorem dyskusji i sporów, czasami konfliktów, pretekstem do spotkań i bycia ze sobą. Po czwarte w końcu, choć całe przedsięwzięcie wyrastało ze świata naukowego, to w tej pierwszej fazie prezentowane było przede wszystkim w przestrzeniach świata sztuki (w galeriach i muzeach) albo przy ich wydatnej pomocy. Mamy wrażenie, że doświadczenie to było pouczające dla wszystkich stron, bo projekt nie miał charakteru artystycznego, nie posiadały go również w naszym zamiarze zdjęcia, które traktowaliśmy jako wizualną „notatkę terenową”, ale jednocześnie stawał się on bardzo dobrą okazją, by skonfrontować koneserów sztuki z takimi formami kreatywności, które demonopolizują prawo do tworzenia zarezerwowane najczęściej dla artystów. Choć sama idea wystaw delegowanych[12] jest silnie obecna w świecie artystycznym od przynajmniej kilku lat, to pokazywanie przejawów kreatywności zwykłych ludzi, którym tworzenie towarzyszy na co dzień i to nie jako hobby, ale raczej jako jeden z wielu środków adaptacyjnych, wywoływało skrajne reakcje: od doszukiwania się tego, co „artystyczne”, w tym, co prozaiczne, poprzez koncentrację na tym, co nieporadne i kiczowate, a więc też zabawne, aż do sprzeciwu wobec prezentowania w świątyniach sztuki tego, co niskie pod względem estetycznym i kulturowym. Niezależnie od reakcji projekt socjalizował szerszą publiczność do nieco innego niż codzienne spojrzenia na miasto i do nieco innego niż zazwyczaj przekonania o społecznym rozkładzie talentów, zdolności do twórczego myślenia i wyobraźni.

W miarę jak baza zdjęciowa powiększała się, narastała też potrzeba dowiedzenia się czegoś więcej o tym, co na tych fotografiach zostało uwiecznione: o tym, dlaczego mieszkańcy dużych polskich miast ingerują w ich przestrzeń i dlaczego ją przeobrażają, jakie motywy stoją za ich działaniami oraz jakie konsekwencje – zarówno te indywidualne, jak i te społeczne – one za sobą pociągają; czy działania te mają jakiś wzorzec, czy też każde z nich ma indywidualny charakter; jaki jest stosunek władz miejskich i funkcjonariuszy, którzy je reprezentują, wobec tego rodzaju oddolnych, spontanicznych ingerencji; skąd się bierze specyficzna dla niewidzialnego miasta estetyka i w jakich relacjach pozostaje ona wobec tej, która dominuje w dużych polskich miastach; jaki jest stosunek twórców niewidzialnego miasta do innych aktorów działających w miejskich przestrzeniach, wobec przedmiotów, fauny i flory oraz innych aspektów składających się na kontekst, w obrębie którego oni funkcjonują; czy to, co nazwaliśmy niewidzialnym miastem, ma więziotwórcze i uspołeczniające konsekwencje, czy też przeciwnie – separuje jednostki, ustanawia pomiędzy nimi mury strzegące ich prywatności. Poszukiwania odpowiedzi na te i wiele innych pytań umożliwiły nam badania empiryczne, które pomiędzy 2008 a 2012 rokiem realizowaliśmy dzięki grantowi badawczemu uzyskanemu z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego [13].

Początkowym etapem badania była analiza zdjęć zgromadzonych w naszej bazie – zadanie o tyle kłopotliwe, że przedmiotem eksploracji miało stać się kilka tysięcy fotografii. Dlatego też pierwszym krokiem, który poczyniliśmy, było zredukowanie złożoności tego zbioru poprzez przyjęcie, iż fotografie zgromadzone w bazie będą przez nas traktowane jak „okna”, przez które po prostu widać to, co na nich przedstawione, jako reprezentacje obiektów, które na nich utrwalono [14], a więc że zrezygnujemy z analizy ich warstwy przedstawieniowej na rzecz analizy tego, co przedstawiają. Mówiąc jeszcze inaczej: przyjęliśmy, iż zdjęcia zgromadzone w bazie będą przede wszystkim traktowane jako notatka z terenowej eksploracji, którą należy poddać namysłowi i analizie.

Drugim krokiem w kierunku redukcji złożoności materiału było przejrzenie wszystkich fotografii umieszczonych w bazie oraz poszukiwanie podobieństw i różnic w miejskich interwencjach, które one dokumentowały. Na tej podstawie w każdej z szesnastu kategorii składających się na bazę wyodrębniono cztery-pięć typów interwencji, które wyczerpywały modusy realizacji tego, co stanowiło istotę każdej z kategorii (dla przykładu: w obrębie kategorii użyteczne wyróżniono cztery typy realizacji: reparacje, podstawienia, sublimacje i innowacje, a w obrębie kategorii bezpieczeństwo typy następujące: ostrzeżenia, pogróżki, bariery, unieruchomienia). Następnie w odniesieniu do każdego z tych typów wybraliśmy cztery-pięć zdjęć dokumentujących realizacje najpełniej je reprezentujące. W ten sposób zredukowaliśmy materiał badawczy do około 400 fotografii utrwalających możliwe modalności spontanicznych interwencji w przestrzeń miejską.

Punktem wyjścia do analizy tego wciąż złożonego materiału wizualnego było przyjęcie, że poszczególne realizacje w obrębie niewidzialnego miasta są formami, w których urzeczywistnia się nasz stosunek wobec nas samych, innych, świata przyrodniczego, przedmiotów, norm społecznych, estetycznych, kulturowych itd. Każda z tego typu interwencji w przestrzeń miejską daje się więc ulokować w obrębie różnorodnych wymiarów opisujących środowisko życia jednostek, sposób tego ulokowania zaś pozwala na odtworzenie wzorów, którym podporządkowane są oddolne przekształcenia przestrzeni dokonywane przez mieszkańców dużych polskich miast.

Abyśmy mogli wydobyć te wzory, każde z czterystu zdjęć, a dokładniej każda z utrwalonych na nich interwencji, było/a lokowane/a przez nas w obrębie skonstruowanej na potrzeby analizy konceptualnej przestrzeni, którą konstytuowały następujące wymiary: czas, przestrzeń, funkcja, relacje społeczne, materialność, wykonanie oraz formy. Wymiary te skonstruowane zostały przez nas w oparciu o pary opozycji, które precyzowały ich istotę. Dla przykładu wymiar czas konstytuowały następujące dychotomie: trwałe/tymczasowe, doczesność/unieśmiertelnianie, jednorazowe/cykliczne, powstrzymywanie zmiany / prowokowanie zmiany, wczoraj/dziś, a wymiar relacje społeczne: reprezentacja „ja” / reprezentacja „my”, elitaryzm/egalitaryzm, konformizm/dewiacja, naśladownictwo/oryginalność, legalne/nielegalne. Dodatkowo założyliśmy, że konkretne realizacje niewidzialnego miasta mogą być nieklasyfikowane w odniesieniu do pewnych opozycji albo mogą stanowić elementy mediacyjne, wieloznaczne, które da się przyporządkować do każdego z biegunów tego rodzaju dychotomii.

W efekcie tych zabiegów klasyfikacyjnych powstało czterysta profili zdjęć zawierających zakodowane w postaci ciągów cyfr ulokowanie każdej z realizacji w obrębie każdej z opozycji tworzących wielowymiarową przestrzeń opisującą relacje oddolnych interwencji z różnymi aspektami życia społecznego. Dzięki temu zabiegowi możliwe stało się porównywanie realizacji tworzących niewidzialne miasto, a tym samym określenie ogólnych wzorów rządzących spontanicznymi ingerencjami w przestrzeń miejską, oraz wskazanie na te z nich, które są najbardziej typowe i mogą zostać uznane za paradygmatyczne dla interesujących nas form przekształcania przestrzeni miejskiej.

Proces analizy skonstruowanych w ten sposób profili czterystu fotografii przebiegał w sposób dwutorowy. Po pierwsze, podporządkowany był on próbie „zlokalizowania” niewidzialnego miasta i realizacji przynależących do jego poszczególnych kategorii w sieciach relacji konstytuujących miasto. Było to możliwe poprzez obliczenie częstości lokowania poszczególnych wybranych do analizy interwencji w przestrzeń miejską na określonych biegunach opozycji składających się na opisane powyżej wymiary. Porównywanie sposobu umieszczenia zdjęć należących do poszczególnych kategorii niewidzialnego miasta w obrębie skonstruowanej przez nas przestrzeni pozwoliło na odtworzenie specyfiki relacji, w jakich pozostaje utrwalona na fotografii interwencja wobec czasu i przestrzeni, innych, materialności, estetyki itd.

Druga część analizy profili zdjęciowych polegała na wydobyciu tych z nich, które odnosiły się do najbardziej typowych ingerencji w miejską przestrzeń, a więc tych, których usytuowanie w przestrzeni relacji konstytuujących życie w mieście można uznać za najbardziej charakterystyczne dla oddolnych aktywności podejmowanych przez mieszkańców dużych polskich miast. Ponieważ położenie każdego z profili zdjęciowych w obrębie stworzonej przez nas wielowymiarowej przestrzeni relacji i definiujących je opozycji zostało zakodowane poprzez ciąg cyfr, możliwe stało się porównywanie tego rodzaju ciągów liczbowych oraz poszukiwanie pomiędzy nimi podobieństw i różnic, powtarzalności i idiosynkrazji. W efekcie tych zabiegów udało się wyłonić te profile zdjęciowe, które można uznać za typowe dla niewidzialnego miasta, a tym samym odtworzyć coś w rodzaju „przepisu” na spontaniczną i oddolną próbę modyfikacji wielkomiejskiej przestrzeni. Już sam fakt, że działanie takie było możliwe i skończyło się powodzeniem, pozwala dostrzec, iż spontaniczność, oddolność, pozainstytucjonalność, które wydawały się być cechami charakterystycznymi dla tego rodzaju działań, są względne, a one same podlegają również regulacjom oraz opierają się na akceptowanych i podzielanych wzorcach, działających z równie dużą siłą jak te o charakterze prawnym, instytucjonalnym, administracyjnym czy akademickim, których ekspresją jest widzialne miasto.

Odtworzenie tej specyficznej recepty na niewidzialne miasto miało dać również odpowiedź na inne pytanie, a mianowicie: jak to się dzieje, że pomimo ogromnego zróżnicowania realizacji, których dokumentacja znalazła się w naszej bazie fotografii, są one przez nas rozpoznawalne jako podobne do siebie, tworzące osobny zbiór zjawisk, dających się wyodrębnić spośród tysięcy innych składających się na życie dużego miasta. Znalezienie odpowiedzi na to pytanie było istotne nie tylko dlatego, że dzięki niej lepiej zrozumieliśmy, jak kategoryzowane są różnorodne elementy składające się na przestrzeń miejską, ale również dlatego, że dzięki niej czytelniejszy stał się dla nas specyficzny modus praktyk kulturowych, którego materializacjami są oddolne interwencje w przestrzeń miejską.

Drugim etapem badań było przeprowadzenie obserwacji (rekonesansów) oraz wywiadów pogłębionych (IDI) z „twórcami” niewidzialnego miasta, a także z osobami, które są ich sąsiadami oraz które na co dzień obcują z efektami ich aktywności. Badania te prowadzone były równolegle w Poznaniu, Warszawie, Łodzi, Toruniu oraz we Wrocławiu, a oba wspomniane tu ich aspekty opierały się na wcześniej przygotowanych kartach rekonesansu[15] oraz scenariuszach wywiadu. W każdym z wymienionych miast badaniami objętych zostało pięć miejsc, wytypowanych z uwagi na dwa kryteria: po pierwsze, wyjątkowej złożoności przeobrażeń miejskiej przestrzeni dokonanej przez mieszkańców; po drugie, specyficznej funkcji, którą tego typu realizacje miały pełnić. Oznacza to, że w każdym z miast przeprowadzono po pięć rozbudowanych rekonesansów oraz po piętnaście wywiadów pogłębionych. Wyniki tych eksploracji zostały następnie przedstawione przez badaczy terenowych w postaci dwudziestu pięciu mikroraportów – każdy zdawał relację z innego miejsca, które postanowiliśmy poddać analizie. Ta część badań została przez nas pomyślana przede wszystkim jako środek do: po pierwsze, stworzenia bardziej rozbudowanych deskrypcji realizacji składających się na niewidzialne miasto, deskrypcji, które uwzględniałyby ich szeroki społeczny i przestrzenny kontekst; po drugie, do odtworzenia motywów stojących za oddolnymi formami ingerowania w przestrzeń miejską; po trzecie, do odtworzenia społecznych konsekwencji tego rodzaju realizacji – w tym zwłaszcza ich wpływu na więzi sąsiedzkie, relacje z najbliższym otoczeniem, władzami miejskimi itd.; po czwarte, do próby odpowiedzi na pytanie, czy jednostki ingerujące w przestrzeń dużych miast odczuwają podobieństwo i powinowactwo z innymi osobami, które realizują podobne działania, czy są w ogóle świadome ich istnienia; po piąte, interesowało nas też, w jaki sposób „twórcy” niewidzialnego miasta postrzegają miasto, w którym żyją, jaki jest ich stosunek wobec niego, co uważają w nim za wartościowe, co zaś chcieliby zmienić.

Trzeci etap badań był próbą dowiedzenia się, co o procesach oddolnego, spontanicznego przeobrażania miasta przez samych mieszkańców myślą jego władze oraz osoby, które z racji pełnionych przez siebie funkcji odpowiadają za wygląd miasta i sposób jego funkcjonowania. Na potrzeby tej części badań przeprowadziliśmy w każdym z pięciu miast po sześć wywiadów eksperckich, naszymi rozmówcami zaś byli komendanci policji i straży miejskiej, plastycy, konserwatorzy i miejscy urbaniści, ale też „gospodarze domów”, przedstawiciele Miejskich Ośrodków Pomocy Rodzinie, dzielnicowi, a więc wszyscy ci, którzy egzekwują wprowadzenie w miastach instytucjonalnie określonego porządku i reguł. Interesowało nas w tym wypadku to, czy władze miast w ogóle dostrzegają analizowany przez nas fenomen, czy też jest on dla nich niewidzialny; a jeżeli go dostrzegają, to jaki jest ich stosunek wobec niego, czy traktują oddolne, spontaniczne ingerencje w przestrzeń miejską jako pożądane, czy też przeciwnie – jako coś, co uniemożliwia realizację własnych wizji tego, czym powinno być i jak winno wyglądać miasto; czy realizacje niewidzialnego miasta są przez władze dopuszczane tylko na obrzeżach, w miejscach słabo widocznych, niczyich, czy też zarządcy dostrzegają miejsce dla nich również w centralnych, reprezentacyjnych rejonach przestrzeni dużych miast.

Ostatni z elementów badań to zrealizowane przez nas filmowe portrety tych „twórców” niewidzialnego miasta, których nazwaliśmy społecznikami, a więc tych mieszkańców, którzy poświęcają cały swój wolny czas, talenty, umiejętności i wyobraźnię, a często też prywatne pieniądze po to, by ulepszać miasto, by czynić je bardziej użytecznym nie tylko dla siebie samego, ale też dla innych. Powstało pięć tego rodzaju filmów: Pewnie dlatego rosną – nakręcony we Wrocławiu portret ogrodnika amatora, który wyczarował pomiędzy blokami w dzielnicy Krzyki niezwykły ogród, gdzie pielgrzymują turyści i z którego dumni są mieszkańcy; Nic mi nie zaszkodzi to z kolei portret torunianki, która w starym maglu stworzyła bar otoczony ogrodem pełnym dziwnych obiektów, znalezisk, figur – lokal ten stał się dla mieszkańców ulicy Rybaki czymś w rodzaju domu kultury, miejsca zwierzeń, spędzania wolnego czasu; Dobre chęci to opowieść o gospodarzu jednej z łódzkich kamienic, który wspólnie z jej mieszkańcami zbudował w pustej studni podwórka miejsce spotkań, funkcjonujące zarówno jako przestrzeń życia towarzyskiego, wspólnego grillowania, ale też na przykład jako „outdoorowy pokój dziecięcy”, w którym uczniowie odrabiają lekcje i przygotowują się do zajęć; Zapraszamy ponownie to film o poznańskim szewcu, który ze swojego zawodu uczynił pasję, swój zakład zaś przekształcił w minigalerię, gdzie prezentuje obiekty wyczarowywane z resztek pozostających po naprawach obuwia; ostatni z filmów, zatytułowany po prostu Niewidzialne miasto, jest próbą stworzenia filmowej impresji na temat procesów oddolnego, spontanicznego przekształcania przestrzeni miejskiej. Zrealizowane przez nas w ramach projektu filmy pełniły w obrębie całego procesu badawczego rolę podwójną: z jednej strony stanowiły uzupełnienie wywiadów z twórcami nie­widzialnego miasta, pozwalające głębiej docierać do motywacji skutkujących przeobrażaniem miejskiej przestrzeni; z drugiej zaś – umożliwiały dostrzeżenie szerokiego, społecznego, przestrzennego kontekstu, w którym odbywają się tego rodzaju działania. Nie mniej istotną funkcją filmów była również rola popularyzatorska – dzięki nim projekt badawczy stawał się czytelniejszy dla osób, które po raz pierwszy się z nim stykały, rozbudzały one tym samym również zainteresowanie innymi aspektami naszego przedsięwzięcia [16].

Zależało nam na tym, by książka podsumowująca projekt nie była zwykłym raportem z badań (wszystkie stworzone przez nas raporty można zresztą znaleźć na blogu http://nmbadania.info), ale raczej publikacją, która z jednej strony przybliży czytelnikowi fenomen oddolnych, spontanicznych interwencji w przestrzeń miejską – ich specyfikę, motywy, które leżą u ich podstaw, i ich różnorodne konsekwencje; i która, z drugiej strony, udowodni, jak płodne poznawczo może być pochylenie się nad tym, co przez długi czas traktowaliśmy jako margines niegodny naszej uwagi – nad codziennymi, prozaicznymi działaniami zwykłych jednostek w przestrzeniach wielkich miast. Oddawana do rąk czytelnika książka składa się z pięciu zasadniczych części spiętych Prologiem oraz Epilogiem. W części pierwszej, zatytułowanej Lokalizując niewidzialne miasto, znalazły się teksty wychodzące od opisu kategorii porządkujących bazę zdjęciową i używające ich jako poręcznych metafor, za pomocą których można analizować i opisywać współczesne miasto, a także akcentować te aspekty oddolnych, spontanicznych działań w jego obrębie, które w trakcie badań wydały nam się najważniejsze. Czytelnik znajdzie tu artykuł Mai Brzozowskiej-Brywczyńskiej dotyczący dziecięcego spojrzenia leżącego u podstaw niewidzialnego miasta – miejsc dziecięcych traktowanych jako osobna kategoria ingerencji w przestrzeń dużych miast i jako okazja do namysłu nad tym, w jaki sposób dziecko ze swoją specyficzną kulturą i potrzebami jest dziś obecne w przestrzeniach wielkiego miasta. Tekst Rafała Drozdowskiego analizujący agory i kluby, a więc nieformalne miejsca spotkań tworzone przez samych mieszkańców, jest z kolei okazją do przyjrzenia się obecności idei bycia razem, wspólnoty tego, co publiczne, w wielokulturowym, zróżnicowanym mieście. Ogrodom, czyli kolejnej kategorii porządkującej interwencje w przestrzeń miejską udokumentowane w ramach projektu Niewidzialne miasto, poświęca swój tekst Krzysztof Olechnicki, który zieleńce, ogródki, przedogródki i klomby tworzone przez mieszkańców interpretuje w kategoriach zaproponowanych w obrębie estetyki środowiskowej, by wydobyć w ten sposób preferencje mieszkańców dużych polskich miast związane z ich naturalnym otoczeniem. Kategorii zwierzęce, a więc temu, czym są zwierzęta w wielkim mieście, i rytuałom troski, którymi są one otaczane, przygląda się Waldemar Rapior, zastanawiając się nad konsekwencjami zerwania więzi pomiędzy nami a światem przyrodniczym w procesie modernizacji. Tomasz Ferenc w tekście poświęconym mobilom zajmuje się z kolei „kulturą automobilną” obecną w wielkomiejskiej przestrzeni, jej zróżnicowaniem oraz sposobami radzenia sobie z „obecnością” samochodu przez mieszkańców dużych polskich miast. Z kolei Łukasz Rogowski natomiast w tekście poświęconym kategoriom sakralnym analizuje, w jaki sposób religia obecna jest w zdesakralizowanych współczesnych miastach oraz jak manifestowane są w nich przekonania religijne i wiara. Pierwszą część książki zamyka artykuł Michała Podgórskiego, który używając jako punktu wyjścia zdjęć zgromadzonych w kategorii reklama, stara się wprowadzić czytelnika w koncepcję kultury obocznej w doskonały sposób wyrażającej specyfikę analizowanego fenomenu oddolnych interwencji w przestrzeń miejską.

Ponieważ niewidzialne miasto stało się dla nas „widoczne” dzięki swojej specyficznej i wyrazistej wizualności, drugą część książki, zatytułowaną Estetyki i strategie tworzenia, postanowiliśmy poświęcić temu, co kształtuje ikonosferę miasta. Próbujemy tu odtworzyć reguły, które rządzą ową ikonosferą, zastanawiamy się też nad tym, czym różni się ona od dominujących – globalnych i kosmopolitycznych – wzorów estetycznych obecnych w przestrzeniach polskich miast, a także nad tym, w jaki sposób jest ona kreowana. Część ta składa się z czterech tekstów. Pierwszy z nich, autorstwa Bogny Kietlińskiej, jest próbą uporządkowania wzorów organizujących procesy tworzenia niewidzialnego miasta oraz wyodrębnia i poddaje analizie kilka ich podstawowych modusów. Drugi tekst, autorstwa Moniki Rosińskiej, to z kolei próba wyodrębnienia specyfiki praktyk projektowych leżących u podstaw realizacji składających się na niewidzialne miasto. Marek Krajewski w artykule Najbardziej typowa realizacja próbuje odtworzyć specyfikę jednej z interwencji w przestrzeń miejską, która w trakcie analizy została uznana za najpełniej realizującą ideę oddolnych, spontanicznych interwencji w przestrzeń miejską; tym samym autor stara się dookreślić specyfikę estetycznych śladów, które mieszkańcy dużych polskich miast pozostawiają w ich przestrzeniach. Ostatni z tekstów, również autorstwa Marka Krajewskiego, poświęcony jest malowaniu jako podstawowej praktyce przeobrażania przestrzeni miejskiej i odtworzeniu zawartego w tym działaniu społecznego potencjału..

Trzecia część książki, zatytułowana Działania i relacje, zawiera teksty, które opisują aktywności podejmowane przez mieszkańców w celu zmiany tkanki miasta, takie jak: prywatyzowanie, akty wandalizmu i taktyczne zawłaszczanie publicznych miejsc czy też przeprojektowywanie ram czasowo-przestrzennych organizujących codzienne działania, ale także artykuły ujawniające więziotwórczy, a zarazem odspołeczniający potencjał niewidzialnego miasta, poddające analizie relacje zawiązujące się w jego obrębie oraz te, które łączą mieszkańców i osoby reprezentujące instytucjonalne podmioty „wytwarzające miasto”. Czasowo-przestrzennym ramom działań w obrębie niewidzialnego miasta poświęcony jest tekst Piotra Luczysa, a relacjom sąsiedzkim kolejny, którego autorem jest Waldemar Rapior. Stosunkom, które zawiązują się w efekcie oddolnych, spontanicznych ingerencji w zurbanizowaną przestrzeń, panującym pomiędzy mieszkańcami a urzędnikami, strażnikami miejskimi czy policjantami, poświęcają swój tekst Maciej Frąckowiak i Rafał Drozdowski. Zamykający tę część artykuł autorstwa Bogny Kietlińskiej i Kasi Kalinowskiej jest próbą typologizowania możliwych form zaangażowania społecznego, które reprezentują mieszkańcy przekształcający w oddolny sposób przestrzeń miejską.

Czwarta część książki, Żyjąc niewidzialnym miastem – studia przypadków, zawiera dwa teksty stanowiące próbę ukazania tego, jak charakterystyczne dla niewidzialnego miasta sposoby myślenia i działania, a także obecne w nim taktyki, moralność i relacje z przedmiotami przeobrażają konkretne przestrzenie i ludzkie losy, relacje z otoczeniem i instytucjami. W pierwszym z tekstów, zatytułowanym Żeby tu było przyjemnie. Spontaniczna architektura krajobrazu na wrocławskich osiedlach Ołbin oraz Biskupin, Marcin Drabek oraz Piotr Jakub Fereński opowiadają o dwóch wrocławskich miejscach całkowicie przeobrażonych przez mieszkańców poprzez tworzone przez nich zieleńce, ogrody i inne formy miejskiego krajobrazu. W obu opisywanych przypadkach wspólnotowe działanie ingerujące w najbliższe otoczenie skutkuje nie tylko „uładnieniem” tego ostatniego, ale okazuje się być cichą rewolucją w sferze obyczajów i przyzwyczajeń. Z kolei tekst Macieja Frąckowiaka i Piotra Luczysa, zatytułowany Na oponach albo kilka uwag o taktykach ucieczki pod dywan, to relacja z życia jednej z poznańskich agor, utworzonej w sąsiedztwie wielkopłytowego blokowiska, a będącej równocześnie jednym z wielu przykładów odzyskiwania fragmentów przestrzeni miejskiej dla realizacji wspólnotowych potrzeb. Przykład niezwykle problematyczny, doskonale demonstrujący paradoksy, w które uwikłane jest niewidzialne miasto.

Ostatnia część książki – Ideologie niewidzialnego miasta – ma postać słownika, na który składa się kilkanaście haseł odnoszących się do pojęć, kategorii i metafor, jakie pojawiły się w trakcie analizowania zgromadzonego materiału empirycznego. Każdy element tego słownika zawiera poznawczo zapładniające kategorie, które nie tylko podsumowują w krótkich, kilkustronicowych tekstach efekty naszych eksploracji, ale też proponują czytelnikowi język, za pomocą którego współczesne miasto może być efektywnie opisywane.

W projekcie badawczym Niewidzialne miasto brały udział następujące osoby:

Poznań: Marek Krajewski, Rafał Drozdowski, Łukasz Rogowski, Maja Brzozowska-Brywczyńska, Maciej Frąckowiak, Waldemar Rapior, Jerzy Kaczmarek, Marta Zawodna, Piotr Luczys, Michał Podgórski, Monika Rosińska, Sławomir Hadryan, Mikołaj Musielak, Magdalena Balicka

Warszawa: Bogna Kietlińska, Katarzyna Kalinowska, Michał Bargielski

Łódź: Tomasz Ferenc, Marek Domański, Kamila Brzezińska, Joanna Jagielska, Dagna Kidoń, Piotr Krakowiak, Przemysław Kuć, Katarzyna Łuczak, Jan Rostocki, Alicja Zachert, Nadzieja Brykowska

Wrocław: Marcin Drabek, Piotr Jakub Fereński, Andrzej Jóźwik, Magda Grobelna, Agnieszka Pałczak, Justyna Kołodziej, Katarzyna Brzezińska

Toruń: Krzysztof Olechnicki, Agnieszka Andrzejewska, Paweł Gładziejewski, Magda Gniadek, Zuzanna Kopidurska, Sylwia Kowalczyk, Karolina Kowalska, Anna Kwiatkowska, Aleksandra Musiołek, Aleksander Pietkiewicz, Anna Simińska, Bartosz Siwula, Dominika Sudoł, Karolina Święcka, Ewelina Tylman, Miłosz Ukleja, Ludmiła Władyniak, Bartosz Wypych, Elżbieta Zalewska, Justyna Zielińska

Projekt Niewidzialne miasto nie mógłby się odbyć bez wparcia i życzliwej pomocy wielu osób oraz instytucji. Szczególne podziękowania kierujemy do Lecha Olszewskiego, współtwórcy projektu, jego dobrego ducha i naszego przyjaciela, a także właściciela firmy Metropolis, która finansowo, organizacyjnie, ale też merytorycznie i emocjonalnie wspierała nasze przedsięwzięcie i bez pomocy której nie mogłoby ono zaistnieć. Dziękujemy również Robertowi Depczyńskiemu z firmy Metropolis, który wspierał Niewidzialne miasto swoimi pomysłami i był niezastąpiony wszędzie tam, gdzie potrzebny był ktoś, kto zapanuje nad ogromem zdarzeń składających się na projekt.

Szczególne podziękowania kierujemy w stronę Adama Żebrowskiego, który zaprojektował logo i jest odpowiedzialny za identyfikację wizualną projektu, oraz Łukasza Knasieckiego i Arkadiusza Romańskiego z firmy Huncwot, którzy zaprojektowali i stworzyli stronę internetową projektu, a także do Ryszarda Rychlickiego, który zaprojektował kilka galeryjnych ekspozycji Niewidzialnego miasta.

Dziękujemy również osobom, bez których niemożliwe byłoby eksponowanie materiału zdjęciowego w galeriach i miejskiej przestrzeni: Joannie Górskiej i Rafałowi Góralskiemu (Galeria Rusz), Agnieszce Grysce (Galeria Wozownia w Toruniu), Zosi Starikiewicz (Galeria Miejska Arsenał w Poznaniu), Tomaszowi Siudakowi (Fundacja Kultury Wici), Joannie Stembalskiej, Markowi Puchale, Pawłowi Jarodzkiemu (Galeria BWA we Wrocławiu), Mai Jakóbczyk (Muzeum Miasta Łodzi), Jackowi Zydorowiczowi (Galeria Akademicka Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu) i wielu innym, często nieznanym nam z imienia i nazwiska, osobom odpowiedzialnym za montaż i obsługę poszczególnych ekspozycji.

Szczególnie mocno dziękujemy wszystkim, którzy poświęcali swój czas i uwagę na fotografowanie przejawów niewidzialnego miasta, a których znamy tylko i wyłącznie poprzez ich zdjęcia zamieszczone na stronie – to dzięki nim baza wizualna, która stanowi rdzeń całego przedsięwzięcia, jest tak rozległa i różnorodna.

[1] W niniejszej książce, gdy piszemy niewidzialne miasto, mamy na myśli fenomen społeczny, a gdy stosujemy zapis wielką literą: Niewidzialne miasto – mówimy o realizowanym przez nas projekcie.

[2] Szeroki przegląd tych koncepcji zob. B. Jałowiecki, M.S. Szczepański, Miasto i przestrzeń w perspektywie socjologicznej, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2002; U. Hannerz, Odkrywanie miasta. Antropologia obszarów miejskich, przeł. E. Klekot, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2006.

[3]Everyday Urbanism, red. J. Chase, J. Kaliski, M. Crawford, Monacelli Press, Nowy Jork 1999.

[4] M. de Certeau, Wynaleźć codzienność. Sztuki działania, przeł. K. Thiel-Jańczuk, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2008; S. Home, Gwałt na kulturze. Utopia, awangarda, kontrkultura. Od letryzmu do Class War, przeł. E. Mikina, Signum, Warszawa 1993; D. della Porta, M. Diani, Ruchy społeczne. Wprowadzenie, przeł. A. Sadza, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2009.

[5] M. Krajewski, Niewidzialne miasto, [w:] Czy społeczny bezruch? O społeczeństwie obywatelskim i aktywności we współczesnej Polsce, red. M. Nowak, M. Nowosielski, Instytut Zachodni, Poznań 2006.

[6] Tego rodzaju brak nie jest oczywiście zupełny – wystarczy przypomnieć tu choćby książkę Ewy Karpińskiej pt. Miejsce wyodrębnione ze świata. Przykład łódzkich kamienic czynszowych (Polskie Towarzystwo Ludoznawcze – Komitet Nauk Etnologicznych Polskiej Akademii Nauk, Łódź 2000) czy Rocha Sulimy pt. Antropologia codzienności (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2000).

[7] M. Krajewski, Miasto. Na tropach tego, co niewidzialne, „Przegląd Socjologiczny” 2011, t. LX, nr 2-3, s. 111-134.

[8] Wyodrębnione przez nas kategorie to: reklama (tu znalazły się zdjęcia prezentujące nieprofesjonalne formy promocji obecne w przestrzeni miejskiej), upiększenia (należą do niej fotografie dokumentujące oddolne formy estetyzacji przestrzeni miejskiej), użyteczne (kategoria ta zawiera fotografie poprawiania przez mieszkańców funkcjonalności miasta i najbliższego otoczenia), architektura (obejmuje przykłady oddolnej i nieprofesjonalnej architektury oraz form urbanistycznych), zwierzyniec (do tego zbioru włączono zdjęcia utrwalające działania mieszkańców na rzecz miejskiej fauny), bramy i ogrodzenia (tutaj zamieszczono fotografie przedstawiające samodzielnie wykonywane bramy, płoty, ogrodzenia i inne formy obrony prywatności), bezpieczeństwo (w tej kategorii znajdują się zdjęcia prezentujące różnorodne przejawy zwiększania przez mieszkańców poczucia bezpieczeństwa), protezy instytucji (kategoria ta zawiera fotografie ukazujące, w jaki sposób jednostki zastępują – poprzez udoskonalenia, wynalazki, interwencje w przestrzeń miejską – niesprawne lub działające niewłaściwie instytucje organizujące życie w mieście), agory i kluby (kategoria ta obejmuje dokumentację miejsc spotkań w przestrzeniach publicznych stworzonych przez samych mieszkańców), miejsca dziecięce (w tym zbiorze można znaleźć fotografie przedstawiające te interwencje w miejską przestrzeń, które służą zabawie i spędzaniu wolnego czasu przez dzieci), mobile (kategoria ta dokumentuje pojazdy stworzone lub zmodyfikowane przez ich użytkowników), sakralne (w tej grupie ulokowano zdjęcia materialnych przejawów nieformalnej, oddolnej religijności), ogrody (tu znajdują się fotografie przedstawiające zakładane i prowadzone przez mieszkańców zieleńce, klomby, ogrody i ogródki), polityczne (kategoria ta zawiera fotografie, na których utrwalono różne formy manifestowania poglądów i postaw politycznych w przestrzeni miejskiej), odświętne (tu umieszczono zdjęcia pokazujące rozmaite formy celebrowania w przestrzeni miejskiej świąt o charakterze zarówno świeckim, jak i religijnym), inne (w ostatniej kategorii znajdują się zdjęcia przedstawiające te formy interwencji w przestrzeń miejską, których nie można zaliczyć do żadnej z piętnastu wymienionych powyżej grup).

[9] W marcu 2008 lokalna „Gazeta Wyborcza” opublikowała kilka tekstów autorstwa Natalii Mazur poświęconych niewidzialnemu miastu. Cykl inicjował obszerny artykuł Miejsko czarodziejsko (15 marca 2008), na pewno jednym z ciekawszych tekstów był ten, którego podstawą była rozmowa na temat niewidzialnego miasta, jaką dziennikarka przeprowadziła z Marią Strzałko, pełniącą funkcję miejskiego konserwatora zabytków w Poznaniu; zapytana o interesujący nas fenomen urzędniczka odrzekła: To jest makabryczne! Trzeba by tabunu ludzi, mnóstwa kontroli, by ustrzec miasto przed taką estetyką [N. Mazur, Kto doceni elewację z pobitych talerzy, „Gazeta Wyborcza Poznań”, 18 lutego 2008, dokument elektroniczny: http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,36001,4940366.html]. Na przełomie lutego i marca 2008 roku „Gazeta Wyborcza” zorganizowała konkurs dla czytelników, którzy mieli tropić i fotografować przejawy niewidzialnego miasta w Poznaniu – w jego efekcie do redakcji nadesłano ponad dwieście zdjęć, które znalazły się potem w bazie fotograficznej projektu.

[10] Zob. Everyday Urbanism, dz. cyt.

[11] Opierały się one przede wszystkim na pracownikach naukowych, doktorantach, studentach skupionych wokół takich kierunków, jak socjologia, etnografia, kulturoznawstwo, ale także na zawodowych fotografach, osobach uczących się w wyższych szkołach o profilach artystycznych czy też pracujących w „zawodach kreatywnych” i mediach.

[12] Jedną z inspiracji dla projektu Niewidzialne miasto było przedsięwzięcie dwójki brytyjskich artystów, Jeremy’ego Dellera i Alana Kane’a, pt. Folk Archive, zainicjowane przez nich w 2000 roku, a polegające na dokumentowaniu i gromadzeniu obiektów tworzonych przez mieszkańców Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej po to, by upiększać najbliższe otoczenie, ale też znajdować okazję dla twórczej ekspresji. Istotnym elementem tego projektu były właśnie wystawy delegowane. Cenieni i powszechnie znani w świecie sztuki artyści, zapraszani przez galerie i muzea, by zorganizować w nich swoje indywidualne pokazy, zamiast własnych prac prezentowali dzieła „artystów dnia siódmego” zgromadzone w Folk Archive. Tym samym demonstrowali, że kreatywność oraz wyobraźnia nie są domeną artystów, bo każdy z nas potrafi być twórczy. Tego rodzaju wystawy były też manifestacjami potencjału drzemiącego w każdym społeczeństwie, potencjału, który odpowiednio ukierunkowany może prowadzić do jego radykalnej zmiany. Folk Archive był więc projektem głęboko upolitycznionym (znajdujemy w nim między innymi echa idei rzeźby społecznej Beuysa), przepojonym przekonaniem, że to zwykli ludzie, a nie politycy czy państwo, powinni i mogą zmieniać otaczający ich świat. Obu artystom udało się ponadto uchwycić to, co dopiero dziś stało się doskonale widoczne: odrodzenie rękodzieła, manualnych umiejętności, takich jak robienie na drutach, samodzielne szycie ubrań, rzeźbienie i stolarka, a także tych nowych form pracy rzemieślniczej, które bazują na ponownym wykorzystaniu odpadów współczesnej cywilizacji – takich jak tworzenie rzeźb i kwietników ze zużytych opon i butelek PET, upiększeń z fragmentów maszyn, konstruowanie pojazdów typu SAM z pozostałości po tych produkowanych fabrycznie itd.

[13] Mowa tu o projekcie badawczym zatytułowanym Niewidzialne miasto. Cele i konsekwencje pozainstytucjonalnych form modyfikowania przestrzeni dużych polskich miast oraz metodologiczne problemy ich badania z użyciem danych wizualnych, 2009-2012, grant MNiSW NN116433837.

[14] Świadomie przyjęliśmy tutaj postawę naiwnego patrzenia na zdjęcie, zgodnie z którą jest ono obiektywnym zapisem utrwalonego na nim fragmentu rzeczywistości, choć oczywiście zdajemy sobie sprawę, że fotografie to nie tylko indeksy, ale też ikony i symbole, że przedstawiają one raczej to, jak patrzy na świat wykonujący zdjęcie, niż świat sam w sobie, że podporządkowane są one „programom aparatu”, konwencjom wykonywania zdjęć itd. Szeroki przegląd rozważań na temat tego, czym jest zdjęcie, można znaleźć np. w: T. Wright, The Photography Handbook, Routledge, Londyn – Nowy Jork 1999.

[15] Dokumentacja wstępnego rozeznania. Karty takie po wypełnieniu zawierać miały podstawowe informacje o obserwowanym miejscu, materiały fotograficzne, zapis rozmów przeprowadzonych w miejscu obserwacji, informacje na temat pozyskanych kontaktów z osobami, z którymi można następnie przeprowadzić wywiady.

[16] Wszystkie filmy można oglądać na stronie http://nmbadania.info.

LOKALIZUJĄC NIEWIDZIALNE MIASTO

Maja Brzozowska-BrywczyńskaMIEJSCA DZIECIĘCE[*]

ZOBACZYĆ DZIECIĘCE W NIEWIDZIALNYM MIEŚCIE

Koślawe rysunki kreślone kolorową kredą na asfalcie, ogrodzone i obwarowane zakazami place zabaw, kiście pluszowych maskotek wiszące na gałęziach osiedlowego drzewka, zdemolowane huśtawki, tajne kryjówki, infantylne dekoracje przedszkolnych okien, rozmaite konstrukcje w sposób mniej lub bardziej oczywisty odsyłające do słowa klucza miejsc dziecięcych – zabawy. Dzieci w mieście bawią się. Jakie inne miałyby/mogłyby to być miejsca? – zastanawiam się, oglądając zdjęcia kolejnych tablic do gry w kosza i malowanych na murach bramek, przenosząc wzrok z piaskownicy na betonowy statek, przechodząc z jednego podwórka na kolejne, patrząc na, przez i za dziecięcość w niewidzialnym mieście.

Oczywistość dziecięcości-zabawy jest chyba jednak pozorna, bo, jeśli im się dobrze przyjrzeć, stare ramy huśtawek kryją nie tylko wielość warstw odchodzącej łuskami farby; są również wielowarstowe w wymiarze interpretacyjnym – odsyłają do licznych sensów przypisywanych funkcji i formie miejsc dziecięcych w (niewidzialnym) mieście. Co więcej, siłą rzeczy zaświadczają również o obecności/niewidzialości w tym mieście samego dziecka i wreszcie – mówią coś o dziecięcości jako możliwej i prawdopodobnej perspektywie patrzenia na niewidzialne miasto w ogóle.

Ten ostatni impuls interpretacyjny nie pojawia się zresztą znikąd, sugeruje go bowiem pewna liczba fotografii, które choć zaszeregowane do kategorii miejsc dziecięcych, nie tyle denotują, ile konotują tę dziecięcość, grając – mniej lub bardziej świadomie – skojarzeniami z dziećmi, dzieciństwem i zabawą. Mówiąc inaczej, są to zdjęcia, na których dziecięcość jest raczej efektem specyficznego kadrowania (nietypowe, pod kątem, z żabiej perspektywy – są swoistą zabawą spojrzeniem na niewidzialne miasto) i estetycznego wyboru (kolorowe, niepasujące do reszty, słodkie, infantylne, nieporadne, rozczulające) niż rejestracji faktycznych miejsc zabaw (choć czasami takie stylizowane ujęcie służy dodatkowemu podkreśleniu dziecięcego charakteru danej przestrzeni).

Zielony plastikowy fotel na tle szarej ściany (bo kontrast zieleni i szarości? życia, witalności i miejskiej betonowej pustyni? bo można usiąść, zatrzymać się na chwilę, pokontemplować rzeczywistość, a we współczesnym mieście nikt nie ma na to czasu? bo faktycznie bawią się tam dzieci, tylko akurat ich nie ma?). Stary miś siedzący na plastikowym krześle obok metalowej beczki (bo pluszowa zabawka, opuszczona, porzucona, rozczulająca?). Rząd betonowych rur (bo tylko dzieci potrafią oswoić beton jako materiał zabawy? bo potrzeba dziecięcej wyobraźni, żeby stały się pociągiem, statkiem, murem obronnym? bo dostrzegą je tylko dzieci? bo wywołują wspomnienia z naszego własnego dzieciństwa?). Postapokaliptyczny krajobraz na wysypisku śmieci (bo jest paradygmatycznym przykładem niebezpiecznej, ale też pociągającej ziemi niczyjej, przestrzeni czekającej na wypełnienie jej zabawą, wyspą skarbów, kryjówką przed dorosłymi?). Klomb w piaskownicy (bo to było kiedyś miejsce dziecięce i zdjęcie ma pokazywać zakrywanie niewidzialnych przestrzeni zabawy kolejnymi warstwami użytków i przeznaczeń? a może dlatego, że kwiaty posadzone w miejscu, którego dzieci już nie używają – bo ich nie ma, bo wyrosły? – uchronią to miejsce przed bardziej pragmatycznym abordażem? że są w pewnym sensie kontynuacją dziecięcości jako niewinności, troski o innych, delikatności?). Metalowy koń, podpisany zresztą takim właśnie tagiem (bo może służyć jako potencjalna okazja, pretekst do zabawy? bo nie wiadomo do końca, do czego służy, i wzbudził ciekawość w „wewnętrznym dziecku” rejestratora?). Odrapane drewniane drzwi prowadzące na skąpane słońcem podwórze (bo choć nic, co na nich widać, nie odsyła wprost do zabawy, zawiera w sobie jej obietnicę, kusi tajemnicą, zachęca do eksploracji przestrzeni na drugim planie, rozbudza ciekawość, ucząc bardziej uważnego doświadczania przestrzeni miasta?). Sfotografowany z żabiej perspektywy bałwan (towarzyszy mu komentarz: niemożliwe i przez to pociągające; co jest niemożliwe? że został postawiony na strzeżonym osiedlu pod latarnią? że dorosłym udało się obudzić w sobie dziecko i zrobić coś szalonego, nietypowego? czy bałwana należałoby więc odczytywać jako afirmację dziecięcości potencjalnie drzemiącej w każdym z nas?).

Z jednej strony w tym „udziecięcającym” spojrzeniu rejestratora można doszukać się jakiejś formy kolonizacji niewidzialnego miasta, która oparta jest na założeniu, że możemy je odnaleźć, sklasyfikować i zrozumieć, która wynika z nakładania na tę przestrzeń własnych wyobrażeń, czy to estetycznych, czy związanych z funkcją lub przeznaczeniem kadrowanych miejsc, w tym przypadku – dziecięcych. Odsyła ono jednak również do wysiłku włożonego w próbę wyobrażenia sobie dzieci w pewnych przestrzeniach (na zdecydowanej większości zdjęć dzieci nie są obecne, rejestrowane są więc raczej obiekty niż sposoby ich wykorzystania), poszukiwania tropów dziecięcości, w pewnym sensie wikłających zarówno rejestratorów, jak i interpretatorów w archeologię zabawy i dzieciństwa (także własnego). Są to wreszcie, być może, próby mniej literalnego odczytania kategorii miejsc dziecięcych – kreślące skądinąd interpretacyjnie płodną perspektywę, w ramach której tym, co decyduje o dziecięcości miejsc, jest zdeponowany w przestrzeni potencjał zabawy i demiurgiczna rola „udziecięcających” ją dzieci, nie zaś naoczność sprzętów służących do zabawy czy jednoznacznie kojarzących się z dziećmi.

Odnoszę wrażenie, że obecność „dziecięcego spojrzenia” (dającego się uchwycić w dużej mierze przez zderzenie subiektywności rejestratora z subiektywnością badacza – a zatem bardziej domniemanego niż bezdyskusyjnie stwierdzonego) wynika, pośrednio przynajmniej, z trudności związanych z jednoznaczną operacjonalizacją tytułowego i kluczowego dla projektu pojęcia niewidzialności. Kategoria miejsc dziecięcych pokazuje, że niewidzialne zazwyczaj nie oznacza niedostrzegalnego, ukrytego przed wzrokiem; wręcz przeciwnie – to właśnie widzialność tych miejsc stanowiła, jak sądzę, w większości przypadków impuls do ich sfotografowania. W niewidzialnym mieście widać miejsca dziecięce, bo „odstają” estetycznie od typowego formatu dziecięcego miejsca zabawy, bo wydają się nie na miejscu (a logika współczesnego miasta wyraża się m.in. w przestrzennej parcelacji codziennego życia), będąc jednocześnie jak najbardziej na miejscu - jeśli spojrzeć na nie przez pryzmat zarówno naszych własnych wspomnień z dzieciństwa, jak i wyobrażeń o dziecięcej wyobraźni, która posiada moc transformacji miejsc i przedmiotów. Obok tego specyficznego, retroestetycznego wyobrażenia dziecięcości istnienie „dziecięcego spojrzenia” można wyjaśnić również, sięgając do założeń fundujących projekt Niewidzialne miasto, jego interwencyjnego i swoiście emancypacyjnego charakteru, który nadawał kierunek oraz sens dokumentacji niewidzialnych przestrzeni: uratowanie od zapomnienia oddolnych, twórczych inicjatyw jednostek, stworzenie rejestru miejskiego folkloru, dowartościowanie działań „zwykłych” mieszkańców miast, którzy chcą i – wykorzystując to, co mają pod ręką – mogą zmieniać swoje najbliższe otoczenie. W tym kontekście „dziecięce spojrzenie” można by potraktować jako formę poszukiwania niewinności, naturalności, czystości, niezwykłości, tego, co nie zostało ujarzmione w przestrzeni miasta rządzonego „dorosłą” logiką (zakazów, regulaminów, opresyjnego formatowania miejskiej przestrzeni, jej prywatyzacji i komercjalizacji).

Być może to właśnie przez obecność zdjęć, będących efektem „dziecięcego” kadrowania, w analizie towarzyszyła mi nieustannie – raz rosnąca, raz malejąca – niepewność, niepokojące poczucie, że fotografie pokazują coś innego, niż widzę, że wystylizowane „dziecięce” spojrzenie przekłamuje rejestrowaną rzeczywistość, że nie sposób w naturalistyczny, w miarę obiektywny sposób dokonać analizy czyjegoś subiektywnego spojrzenia. Zakładane przez projekt poszukiwanie tego, co oddolne (a więc często niestandardowe, inne), tego, co znika, ulega zapomnieniu (a więc w pewien sposób przegrywa z dominującą, globalną estetyką miejską i dominującą logiką zarządzania przestrzenią), siłą rzeczy wpływa na kierunki fotograficznych poszukiwań, kadrowanie oraz wybór obiektów do zamknięcia w tych kadrach. Co jest w oku patrzącego, kiedy robi zdjęcie? Trudność dotarcia do subiektywności zdjęć była dużą przeszkodą, ale też stymulującym wyzwaniem podczas analizy fotografii – uruchamiała bowiem moje własne subiektywności, prowokowała do poszukiwania sensu tego, co widzę, i namysłu nad tym, jak patrzę.

Trudności z określeniem statusu obiektów, instalacji czy interwencji przedstawianych na zdjęciach w kategorii miejsca dziecięce wzmagał fakt, że w dużej mierze są one fragmentaryczne, często skupione na detalu, nie ukorzeniając przez to przykładów niewidzialnej dziecięcości w szerszym kontekście. Zapewne inaczej doświadcza się miasta, kiedy się takiej niewidzialności intencjonalnie poszukuje (jak zresztą w ogóle poszukuje się niewidzialności?), przychodząc doń z zewnątrz i najpewniej dokonując przy okazji kulturowych przejęzyczeń, przeinaczeń i egzotyzacji, inaczej zaś, kiedy się w tej przestrzeni po prostu jest. Stąd też rodzi się inne pytanie, które stale towarzyszy mi podczas przeglądania zdjęć: czy kiedy fotografuje się niewidzialne miasto, fotografowana jest moja codzienność, czy raczej swoista niecodzienna codzienność tubylców? Innymi słowy, czy da się sfotografować niewidzialne miasto „od wewnątrz”, będąc jego częścią? Czy dopiero dystans, odmienne przyzwyczajenia estetyczne i nawykowe sposoby doświadczania przestrzeni, a także założone w idei projektu tropy niewidzialności pozwalają ją dostrzec? Czy próbując znaleźć i odczytać miejsca dziecięce w niewidzialnym mieście, posiłkujemy się własnymi doświadczeniami z dzieciństwa (albo medialnymi formatami dzieciństwa – wzorami z literatury, filmów, programów interwencyjnych itd.)? Może więc patrzymy na nie przez pryzmat pewnych oczekiwań, dostrzegając je tam, gdzie niekoniecznie są obecne? Jest takie zdjęcie: dwa stare fotele i rama tapczanu ułożone na starej wykładzinie i wyliniałym dywanie, tuż przy kolorowych trzepakach i wiacie śmietnikowej, oznaczone tagami: dom, fotele, dziecięce, zabawa, torba, wykładzina. Czy skojarzenie tej instalacji z domem, domu z zabawą w dom, zabawy zaś z dziecięcością jest jedynym możliwym sposobem rozszyfrowania tej przestrzeni? Podobne zdjęcia znajdują się w kategorii agory i tam definiowane są raczej jako miejsca spotkań dorosłych, a nie dzieci. Na co więc patrzymy? Czy to miejsce dziecięce, czy dorosłe? Polimorficzne (wykorzystywane raz do zabawy, raz do dyskusji przy piwie) [1]? Jaką historię skrywa, jak się go faktycznie używa?

Może więc odkrywanie miejsc dziecięcych jest wynikiem refleksyjnego przyglądania się naszym własnym przestrzeniom miejskiej codzienności tak, jakby były one niewidzialne, starając się zauważyć to, czego nie widzimy na co dzień? Być może dlatego część zdjęć wydaje się „wykrojona” z szerszego kontekstu, bo wcale go nie potrzebuje, bo fotografujący wie, gdzie zdjęcie było zrobione, i faktyczny sens lub status danej realizacji wydaje mu się oczywisty i niewymagający komentarza – przecież wiadomo, że dzieci się w danym miejscu bawią – choć z samego zdjęcia nie wynika jednoznacznie, że mamy do czynienia z miejscem dziecięcym?

Próba sporządzenia etnografii niewidzialnego miasta z perspektywy katalogu zdjęć miejsc dziecięcych jest obarczona ryzykiem romantyzacji bądź demonizacji, mitologizacji i esencjalizacji. Jak bowiem w praktyce zestawić (zachowując złożoność stojących za nimi historii i lokalnych narracji) takie dwa zdjęcia, jak ogrodzony płotem spacerniak-piaskownica (któremu towarzyszy komentarz: więźniowie też mają swoje pięć minut na wybiegu, a ławeczka dla strażników) i dzieci biegające po dachach garaży albo bawiące się przy wiacie śmietnikowej? Obłędnie kolorowe wejście do „udziecięconego” budynku przedszkola i wiszący na odrapanej ścianie kosz do koszykówki wciśnięty między dwa kontenery na śmieci? (skomentowany z przymrużeniem oka lub ironią: dobre dla początkujących – jak nie trafisz do kosza na górze, zawsze może jeszcze wpaść do tego na dole). Traktuję więc tę kategorię i analizę zdeponowanych w jej ramach zdjęć przede wszystkim jako inspirację do bardziej zniuansowanego i urefleksyjnionego spojrzenia na dzieciństwo w mieście i jego przestrzenne formatowanie.

MIEJSCE DZIECIĘCE: DOSSIER

Miejsca dziecięce, choć tak różnorodne i niejednoznaczne, kreślące swoje własne narracje, często zaszyfrowane i nieczytelne do końca zarówno dla fotografa, jak i dla interpretatora, musiały zostać jednak w jakiś sposób uporządkowane. Porządkowanie opierało się na poszukiwaniu różnic i podobieństw pomiędzy poszczególnymi realizacjami oraz wyodrębnieniu w następnej kolejności kilku paradygmatycznych typów wypełniających definicję miejsc dziecięcych i dopasowaniu do nich możliwie najpełniejszych ilustracji fotograficznych. Z dziesiątek malowanych na murach bramek i obręczy do koszykówki, typowych osiedlowych placów zabaw, od-dziecięcych i dla-dziecięcych graffiti, malowanych kredą chodnikowych efemeryd, prywatnych ogrodów, chałupniczych przestrzeni zabawy, formalnych miejsc dziecięcych, podwórek, piaskownic i dziecięcych spojrzeń, wyłoniły się – opisywane w dalszej części – miejsca zabawy, miejsca dyscypliny, miejsca kompensacji oraz miejsca projekcji. Każdy z tych typów został następnie opisany w odniesieniu do kilku kluczowych wymiarów zbudowanych każdorazowo w oparciu o szereg opozycji. W ten sposób powstały profile miejsc dziecięcych umożliwiające zrekonstruowanie ich statusu w niewidzialnym mieście – ich związku z przestrzenią, czasem, normami społecznymi i estetycznymi, relacjami społecznymi, ich specyficznego uwzorowienia. Jak zatem wyglądają miejsca dziecięce w niewidzialnym mieście?

Są to miejsca konstruowane zazwyczaj na zasadzie brikolażu, oparte na utylizacji i twórczym przedefiniowaniu „miejskich śmieci” (opony, stare deski, zniszczone, niekompletne meble, betonowe rury, metalowe konstrukcje itd.; mało jest wśród zdjęć placów zabaw „z katalogu” – kolorowych, nowych, plastikowych; niewidzialne miejsca zabawy są więc raczej odnawiane niż nowe); konstruowane w większości samodzielnie, co nadaje im osobistego, swojskiego i lokalnego charakteru, ale też łatwiej rozbudza w rejestratorze nostalgiczne filtrowanie miasta. Często stanowią substytucję jakiegoś braku (placu zabaw „z prawdziwego zdarzenia”), a ich oryginalność wynika głównie z zastosowanych materiałów (choć są one jednocześnie typowe dla niewidzialnych miejsc dziecięcych). Zazwyczaj, jeśli przyjąć estetyczny probierz katalogowych placów zabaw, są one brzydkie i wykonane niestarannie – choć jednocześnie trudno stwierdzić, co ta brzydota i brak staranności miałyby konotować: czy byłyby świadectwem zaniedbania, niedowartościowania dziecięcości (i dziecięcych potrzeb) w niewidzialnym mieście, czy wprost przeciwnie – wyzwolenia jej z gorsetu dominującej kolorystyki i formy miejsc zabawy, oddania dzieciom sprawstwa w wytwarzaniu (nawet, jeśli nieporadnie) swoich własnych przestrzeni. Wiele zdjęć przedstawia takie właśnie patchworkowe, chałupniczo wykonane place zabaw, czy raczej przestrzenie zabawy: namalowany na drewnianych drzwiach domofon, stary fotel na drzewie, kolorowy malunek na szybie piwnicznego okienka, konstrukcja z opon i desek wzniesiona nad rozległą kałużą, karuzela z plastikowych krzesełek ogrodowych; zdecydowanie najwięcej takich przykładów „wykrojeń” to wspominane już kosze do koszykówki i bramki do gry w piłkę nożną – namalowane na ścianie, prowizoryczne, stare i noszące ślady zużycia. Mogą wywoływać uczucie przygnębienia, ale jeden z komentarzy pod zdjęciem bramki namalowanej na murze zgrabnie opisuje zwodniczość takiego pesymistycznego ujęcia (źródłem pesymizmu jest najczęściej „materialny” punkt odniesienia: „normalne” boisko, „normalny” plac zabaw i często także – estetyka porządku, bezpieczeństwa i kontroli): Niebezpieczeństwo takich zdjęć: nie zawsze chodzi o ilustrację smutnej rzeczywistości, czasem (bardziej) o wyraz optymistycznego podziwu dla tych kilku kresek wprowadzających śmiech na podwórko.

Niewidzialne miejsca dziecięce są raczej tymczasowe (a przynajmniej sprawiają takie wrażenie) niż trwałe i w zdecydowanej mierze zakotwiczone w codzienności, skupione na doczesnym tu i teraz, odtwarzane i ożywające cyklicznie, zmieniające się wraz z porami dnia, tygodnia, roku. Dobrym przykładem cyklicznego charakteru miejsc dziecięcych jest seria fotografii przedstawiająca osiedlowe piaskownice w okresie zimowym. Kiedy przyglądamy się im jako obiektom, widzimy zaniedbanie, pustkę, nieporządek (choć akurat część z nich przykryta jest starymi dywanami sugerującymi, że ktoś zdecydował się zabezpieczyć je na czas, kiedy nie są używane). Jednak jeśli spojrzeć na nie z perspektywy logiki zabawy, ta pustka czy (pozorne) zaniedbanie wydają się oczywiste i wiemy, że do wyczerpania definicji tych przestrzeni potrzebna jest analogiczna seria fotografii wykonanych wiosną lub latem, kiedy z dużym prawdopodobieństwem zapełnią się dziećmi. „Dopełnianie dziećmi” i fakt realizowania zabawy, definiujące wiele z dziecięcych miejsc w niewidzialnym mieście, sugeruje w pewnym sensie ich interwencyjny charakter. I faktycznie, modus operandi miejsc dziecięcych to prowokowanie zmiany – przez związane z nimi kolory, bajkową estetykę, niestandardowe sposoby wykorzystania otoczenia jako pretekstu do zabawy, siłą rzeczy redefiniują przestrzeń i (prze)znaczenie miejsc, w których się znajdują. Ta redefinicja wynika często z uderzającego kontrastu między dziecięcą, kolorową przestrzenią zabawy a otoczeniem, pobudzającego do dalszych refleksji nad kondycją miejskiego dzieciństwa oraz „uczłowieczającą” rolą dziecięcości i zabawy. Można lokować ją w rozdźwięku między niestandardowymi użytkami czynionymi z „miejskich śmieci” a wyobrażeniem o typowych miejscach zabawy. Kiedy patrzę na zdjęcie obwieszonego zabawkami drzewka na osiedlu, pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to détournement – coś ostentacyjnie nie na miejscu, coś, co wybija nas z nawykowego doświadczania miasta i zachęca do spojrzenia na miejską przestrzeń z perspektywy możliwości, twórczości, zmiany. Takie interwencje można traktować jako swoiste narzędzia zmiękczania, oswajania, ale też pozbawiania anonimowości surowej faktury miasta za pomocą dziecięcej estetyki i imaginarium.

Miejsca dziecięce w niewidzialnym mieście – zwłaszcza te, które nie zostały zamknięte (w przenośni i jak najbardziej dosłownie) w ramach placyku zabaw, są raczej interwencjami fragmentarycznymi, pojedynczymi, nie mają charakteru totalnego – zamkniętego świata dziecięcej zabawy. Przypominają raczej kolorowe (albo też: dziwne, niecodzienne, zabawne) przecinki w miejskiej narracji: pojedyncze huśtawki, pomalowane na kolorowo krawężniki, wygospodarowane w kącie podwórka miniaturowe piaskownice. Miejsca dziecięce w niewidzialnym mieście są więc często efektem „wykrojenia” wolnego, niezagospodarowanego kawałka przestrzeni, pojawiają się przy okazji, przyklejone do innych miejsc, nachodzą na nie, są polimorficzne, a przez to potencjalnie mediacyjne. Część z nich to miejsca dla dzieci, inne – choć nie zawsze wiadomo, które – są dziełem samych dzieci. Ten patchworkowy charakter miejsc dziecięcych w niewidzialnym mieście – ich międzyprzestrzenność, estetyczna inkongruencja, a nierzadko również trudność w rozszyfrowaniu ich autorstwa i przeznaczenia, sprawia, że odpowiedź na pytanie o to, czy są to przestrzenie egalitarne, otwarte, tworzone z myślą o innych, czy może raczej mają charakter zamknięty, stanowiąc reprezentację jednostkowej twórczości i powstając z pobudek egoistycznych (tylko dla „naszych” dzieciaków, tylko dla „swoich”, obcym wstęp wzbroniony), czy są wyrazem troski dorosłych o zapewnienie dzieciom jakiegoś miejsca do zabawy, czy efektem walki o przestrzeń między dziećmi i dorosłymi – pozostaje niejednoznaczna. Być może stanowią w tym względzie dobre odzwierciedlenie możliwej logiki funkcjonowania niewidzialnego miasta jako takiego – przestrzeni pozornie dostępnej, bo często nieogrodzonej, znajdującej się na uboczu widzialnego miasta, osieroconej przez instytucje i władze, wydawać by się mogło niczyjej – a jednak poprzecinanej całym szeregiem niewidzialnych granic, wydzielających w niej półprywatne, elitarne enklawy, zawłaszczane i odzyskiwane przez mieszkańców.

Za każdym uwiecznionym na zdjęciu miejscem stoi pewna szczególna, lokalna i niepowtarzalna historia. Choć więc zebranie ich razem w jednej kategorii daje nam jakieś wyobrażenie o niewidzialnym mieście rozpatrywanym przez pryzmat zabawy i dziecięcości, to jednocześnie oprócz unaocznienia pewnych w miarę powtarzalnych tropów (wspominane bramki, miejsca zabaw z „miejskich śmieci”, zaniedbane place zabaw, efemerydy malowane kredą na asfalcie, graffiti, piaskownice, podwórka, abordaże dorosłych przestrzeni) nie daje wciąż podstaw do ostatecznego rozstrzygnięcia, jaki jest status miejsc dziecięcych (i dziecięcości) w niewidzialnym mieście.

***

Miejsca dziecięce w ramach niewidzialnego miasta odsyłają do dwóch (jeśli do powyższej rekonstrukcji profilów dodać sygnalizowane wcześniej „dziecięce spojrzenie” na miejsca dziecięce) typów przestrzeni: faktycznych miejsc, w których realizowane są zabawy, oraz przestrzeni niekoniecznie przeznaczonych na zabawę, które jednak, w taki czy inny sposób, ewokują dziecięcość. Te ostatnie pozwalają wnioskować o pewnej bardziej ogólnej idei niewidzialnego miasta, kreślonej według dość intuicyjnych dychotomii, z których jedną jest właśnie dziecięcość/dorosłość (sugerująca, rzecz jasna, dalsze przeciwieństwa wynikające z zestawienia tych dwóch światów). A zatem obok pytania, które jest wyjściową ramą analizy miejsc dziecięcych, czyli: jak myśli się o dzieciach i ich miejscach w przestrzeni miejskiej?, pojawi się kolejne: w czym objawia się (bądź może się objawiać) dziecięcość niewidzialnego miasta? W pewnym sensie, z tych dwóch pytań wyłaniają się dwa poziomy myślenia o niewidzialnym mieście – zarówno jak o przestrzeni pewnych realizacji, których celem jest tak czy inaczej rozumiane uwłasnowolnienie przestrzeni, jak i o pewnym narzędziu symbolizującym relacje między taktycznością i strategicznością miasta [2].

Specyficzna, podwójna logika zabawy (z jednej strony będąca wyrazem swobodnej manipulacji rzeczywistością, która uruchamia nieskrępowaną wyobraźnię i jest doświadczalnym polem niemożliwego, z drugiej zaś – zmanipulowanej odpowiednią formą i funkcją miejsc dziecięcych strategią używania przestrzeni rekreacyjnej sprzęgniętą z projektami wychowawczymi) oraz podwójnie rozumiana dziecięcość miejsc dziecięcych (definiowanych jako miejsca, w których bawią się / przebywają dzieci bądź też – bardziej metaforycznie – jako specyficzny sposób patrzenia na przestrzeń niewidzialnego miasta) wyznaczają przestrzeń, w ramach której rozwijane są poniższe refleksje.

MIEJSCA GENIALNE I STRATEGICZNE

Obok kluczowej funkcji zabawy, miejsca dziecięce zdradza definiująca dziecięcość estetyka. To specyficzna paleta kolorów (pastele, wesołe, żywe barwy), to naiwność przedstawień wizualnych, które cechuje dążenie do „ładności”, to prostota motywów i oparte na tych elementach składowych strategie „kolorowania” rzeczywistości. Dziecięce murale, wyklejanki na oknach przedszkoli, panteon słodkich dziecięcych bohaterów; czasem wydaje się, że kolor w ogóle. To także swoista (urocza) nieporadność wytwarzania własnych miejsc dziecięcych naśladujących miejsca „dorosłe”, to rozczulające redefinicje przedmiotów, które w innym kontekście zostałyby przypisane do kategorii śmieci. To jednak również narzucona dziecięcości kolorystyka placów zabaw. Estetyka od-dziecięca i „udziecięcająca” wydzielająca w przestrzeni miasta niewidzialne i hiperwidzialne przestrzenie dziecięce.

Przy całej niejednoznaczności miejsc dziecięcych definiowanych według klucza zabawy można wskazać dwa kontrastujące ze sobą typy idealne: to miejsca strategiczne, odsyłające do sugestywnego podziału Michela de Certeau (Strategia zakłada istnienie miejsca, które mogłoby być opisane jako własność [un propre] i stanowić podstawę do regulowania stosunków z zewnętrznością[3]) i miejsca genialne (jak w Schulzowskiej genialnej epoce[4], kiedy to dzieciństwo staje się synonimem republiki marzeń, kiedy świata doświadcza się intensywnie, prawdziwie). Na ten prosty dychotomiczny podział nałożyć można (ale tylko ze świadomością ryzyka nadinterpretacji i symplifikacji złożonego charakteru miejsc dziecięcych) dwoistość niewidzialności – jako „niedowidzenia”, zaniedbania z jednej strony (to czynienie niewidzialnymi placów zabaw wpisanych w urbanistyczne i społeczne plany miasta, zużywanie się gwarantujących porządek i dyscyplinę zakazów), z drugiej zaś – dobrowolnego znikania, wymykania się, wnikania w szczeliny, nieopisane mapą fragmenty terytorium (to z kolei domniemane raison d’être miejsc genialnych).

Miejsca strategiczne są najczęściej przestrzeniami naznaczonymi przez reguły odgórnie zaordynowanej estetyki (tego, co ładne, dziecięce w potocznym rozumieniu, a więc głównie kolorowe i infantylne) oraz rozmaitych działań (b)lokujących przestrzeń zabawy: głównie zakazów i ograniczeń (płoty, furtki), które tyleż zapewniają bezpieczeństwo bawiącym się dzieciom, co wyizolowują przestrzeń zabawy z innych przestrzeni. Są więc dobitnymi przykładami tego, jak definiowana jest miejska kultura dziecięca, pokazując, co w przypadku placów zabaw widać bardzo wyraźnie, że kultura i miejsca dziecięce są często projektowane i zarządzane przez dorosłych, czyniąc dzieci nie tyle ich współtwórcami, ile raczej konsumentami czy wręcz zakładnikami. Znamionująca je „udziecięcona” estetyka może być (biorąc na barki ryzyko nadinterpretacji) subtelną formą projekcji pewnego preferowanego obrazu dziecka: infantylnego, słodkiego, naiwnego, kolorowego, beztroskiego, rzutując na „dziecięco zdefiniowaną” przestrzeń pewną oczekiwaną konfigurację społecznych ról. Miejsca strategiczne, poprzez wpisane w nie wyłączenie, sugerują pośrednio, że miasto nie jest dla dzieci. Teza być może nakreślona zbyt grubą kreską, ale trend polegający na „wygaszaniu” funkcji kultury ulicy i podwórka jako kultury drugiego domu (Colin Ward), na fizycznym oddalaniu miejsc zabawy od miejsca zamieszkania oraz ich profesjonalizacji i komercjalizacji wydaje się być wyraźny i jest siłą rzeczy równoległy do „wymazywania” czy też „niedowidzenia” dzieci w miejskiej przestrzeni (publicznej).

Miejsca genialne charakteryzuje logika wytwarzania (dziecięcej) Tymczasowej Strefy Autonomicznej (Ujmując rzecz metaforycznie, rozpościera się ona w obrębie wymiarów fraktalnych niewidzialnych dla kartografii Kontroli[5]), którą sygnalizuje, z jednej strony, specyficzna estetyka (mam tutaj na myśli głównie recyklingowość miejsc dziecięcych, brikolażowy, chałupniczy, być może nawet samodzielny charakter wyposażania miejsc zabawy), z drugiej zaś sugerowana przez nią potencjalność sposobów przekształcania przestrzeni, nieoczywistość miejsc jako miejsc zabawy (a do takiego ich zdefiniowania wymagana jest o wiele częściej niż w przypadku miejsc strategicznych praca wyobraźni polegająca na wywołaniu skojarzeń z dzieciństwem). W ramach genialnych wyrw w funkcjonalnej przestrzeni miasta można wskazać: (a) nieprawomocne, choć ciągle „dziecięce” estetyki (nie tyle dla dzieci, ile przez dzieci bądź z wykorzystaniem „dziecięcej” przewrotności); (b) „dziecięcą” logikę, to znaczy sposób zagospodarowywania przestrzeni dla „dziecięcych” celów: odkryć, marzeń i wyobraźni.

Podział strategiczne/genialne jest oczywiście, ze względu na to, co zostało powiedziane powyżej, niedoskonały, bo trudno w gąszczu dziecięcych przestrzeni i Tymczasowych Stref Autonomicznych nakreślić prostą linię przebiegającą wzdłuż tej samej dychotomii, która konstytuować by miała dziecięcość niewidzialnego miasta (czyli autentyczność, twórczość, radzenie sobie, oddolność, wspólnotowość, taktyczność itd. versus sztuczność, naśladownictwo, izolacja, strategiczność itd.). Niemniej jednak podział taki jest wygodny z uwagi na możliwość w miarę przejrzystego uporządkowania zdjęć. Czyni on również miejsca dziecięce – przez zarysowanie napięć między strategicznością i genialnością zabawy oraz dziecięcości – newralgicznymi przestrzeniami miasta. Biorąc zatem pod lupę wieloznaczną kategorię zabawy i rzutując ją na wymiar genialności/strategiczności, można wskazać kilka typów miejsc dziecięcych, które będą akcentowały różne jej (widzialne i niewidzialne) formy i definicje.

MIEJSCA ZABAWY

Zdjęcie przedstawia miniplac zabaw ulokowany na osiedlu mieszkaniowym. W skład placu wchodzi piaskownica (bez ławeczek, niczym niezabezpieczona, z piaskiem w połowie wysypanym poza jej granice), pomalowana na kolorowo metalowa rama do wspinania się (trzepak?), dwie pomalowane metalowe spirale, dalej fragment huśtawki i jeszcze jedna konstrukcja metalowa (także pomalowana na kilka kolorów). Placyk przecina wydeptana w trawie ścieżka prowadząca do stojącego tuż obok kontenera na śmieci. Placyk zajmuje przestrzeń między dwoma chodnikami, w bezpośrednim towarzystwie drogi osiedlowej (miejsc parkingowych pod blokiem). Teren miejsca zabaw nie jest w żaden sposób ogrodzony.

Miejsca zabawy