Wydawca: Wojciech Wilczyński Kategoria: Kryminał Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 132 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Nie proście o wybaczenie - Wojciech Wilczyński

Bohaterem opowiadania jest młody, nowojorski prawnik. Część zadań, które wykonuje, ma niejasny charakter. Dzieje się tak nie do końca z jego własnej woli. Ma skomplikowane życie osobiste i rozdarte uczuciami serce. Lawiruje między lojalnością a zdradą. W następstwie wydarzeń listopadowego wieczoru może bezpowrotnie stracić wszystko – wielkie pieniądze i kobiety, które kocha. Staje naprzeciwko największego wyzwania w swoim życiu. Podejmuje walkę o zachowanie status quo mierząc się z silniejszymi od siebie. Akcja opowiadania rozgrywa się pod koniec 2012 roku, podczas huraganu Sandy, którego skutki nie są bez wpływu na przebieg zdarzeń.

Opinie o ebooku Nie proście o wybaczenie - Wojciech Wilczyński

Fragment ebooka Nie proście o wybaczenie - Wojciech Wilczyński

Okładka

Strona redakcyjna

Okładkę i strony tytułowe projektowała

Katarzyna Barszczak

Copyright© Wojciech Wilczyński 2012

Warszawa, grudzień 2012

Nakład własny

Konwersja do formatu EPUB:

Legimi Sp. z o.o.

PROLOG

Alex Abbot – prawnik z kancelarii Abbot&Finney wypłynął z jacht klubu Sodus B. w sobotnią noc, przy niezbyt sprzyjającej pogodzie. Jezioro Ontario było niemal jego domem. Wiatr, który się wzmagał, nie stanowił problemu – wręcz przeciwnie, dodawał mu adrenaliny. Tę łódź i cały swój majątek zawdzięczał licznym zleceniom, od kilku lat przekazywanym mu przez jednego z klientów. Nie znał go osobiście. Sprawy tajemniczego Pana „X” nie widniały na oficjalnej liście zadań kancelarii. Ogromne korzyści, które Alex czerpał z tych zleceń, nigdy nie powiększyły sumy dochodów podlegających opodatkowaniu.

Po niecałej godzinie do jego jachtu podpłynęła jakaś łódź zgłaszając awarię. Dwaj obcy, natychmiast po wejściu na pokład, ogłuszyli go i nieprzytomnego wsunęli do worka wypełnionego czymś ciężkim. Worek w jednej chwili pogrążył się w rozkołysanym jeziorze.

Dlaczego tego dnia nie miał na sobie kamizelki – nikt nie wie. Przeszarżował – ocenili jego kumple, stare wygi z miejscowego klubu. Nawet nie zaasekurował się linką, mimo, że fale zalewały pokład. Jego łódź, dryfującą na Ontario, odnalazła załoga kutra wracającego z łowiska. Niemal tego samego dnia młody adwokat Michael Gardner otrzymał zaskakującą propozycję.

Część pierwsza

W jesienny, piątkowy wieczór zalane deszczem ulice Nowego Jorku zapełnili przechodnie. Otwarte parasole utrudniały płynny ruch na chodnikach i oglądanie tego, co oferowało miasto. Samochody bezradnie tłoczyły się na skrzyżowaniach. Wagony metra pracowicie pochłaniały napływające tłumy. Ludzkie fale nagle pojawiały się i znikały w pociągach pędzących ku przedmieściom. Narastał też ruch ku centrum, do ekskluzywnych domów towarowych, barów, restauracji, kin i teatrów.

Przyjezdnym z odległych rejonów miasta towarzyszyło poczucie wyróżnienia, wynikające z obecności w rozświetlonym centrum Manhattanu. Magia tego miejsca niezmiennie daje nowojorczykom i ich gościom dreszczyk emocji i oczekiwaną odmianę. Rozbłyskujące feerią reklam budynki i ulice zachęcają do korzystania z rozrywki, wieńczącej pracowity tydzień. Jak co wieczór, gasnące powoli światła wysokich biurowców spływały z najwyższych pięter wciąż niżej i niżej, ku arteriom, pulsującym teraz kolorami ze zwielokrotnioną siłą.

Tu, w weekendowym tłumie i zgiełku wielkiego miasta, trwają ludzkie zmagania z pragnieniem przeżycia czegoś niezwykłego, poszukiwaniem miłości i szczęścia. Wśród tętniących życiem ulic – każdego dnia rodzą się emocje i rozkwitają gorące uczucia, przeplatając się z zazdrością, zdradą i ludzkim nieszczęściem.

W Nowym Jorku, jak w każdej innej metropolii, przy zachowaniu pozorów poprawności, toczy się nieustannie bezwzględna walka o pieniądze i o władzę. Każdego dnia upadają wielkie fortuny, a nowe imperia rodzą się w często nader tajemniczych okolicznościach. Przeciętny mieszkaniec zazwyczaj nic o nich nie wie.

– Emily, doskonale wyglądasz w tej spódnicy – powiedziała Caroline patrząc na przyjaciółkę z zachwytem. Obcisła spódnica uwydatniała kształtne biodra Emily, nadając całej sylwetce pociągający wygląd.

– Idziesz gdzieś wieczorem? – spytała Caroline.

– Jeszcze nie wiem. Michael mówił, że może pójdziemy na „O północy w Paryżu” Allena, ale coś milczy, to dziwne, że po lunchu nie zadzwonił.

– Masz problem? Sama do niego zadzwoń! – Dla Caroline większość spraw wydawała się prosta.

– Może masz rację, ale musi być jakiś powód, wiec jeszcze poczekam – powiedziała Emily z nieco smutną miną.

– Jak chcesz – westchnęła Caroline, pijąc ze szklanki zimną colę z cytryną.

– Wiesz, że dawno nie byłam w kinie, ostatnio na „Slumdogu – milionerze z ulicy”. Masakra te Indie, nie wiem po co niektórzy tam się pchają.

Emily nie słuchała uważnie tego co mówi Caroline, myślała o Michaelu i o relacjach z nim. Przycichła ich gorąca miłość i to nie z jej winy. Ona nadal go kocha, jego bujne blond włosy, zawsze niesforne, które niedbale odgarnia z czoła. Lubi to, że Michael ubiera się modnie, że nosi markowe ubrania, ale krawat rzadko, tylko wtedy, gdy jest to konieczne – woli rozpiętą koszulę. Śpi bez pidżamy i to jest okej, bo twierdzi, że tak skóra lepiej oddycha. Podziwia jego wysportowaną sylwetkę i kocha ciepło, które promieniuje ze słów i gestów.

Uśmiech, który niemal nie znika z jego twarzy, gdy są razem, zawsze wprawia ją w dobry nastrój. Czuje się przy Michaelu bezpiecznie. Wciąż imponuje jej, że spośród tylu dziewczyn, które wcale nie przypadkiem, nieustannie kręciły się wokół niego – wybrał właśnie ją. Dziewczynę z małego miasteczka na zachodnim wybrzeżu.

Dlaczego nie dzwoni – dziwiła się, już dochodzi osiemnasta. Jeśli mają iść do kina, potrzebuje trochę czasu by się przebrać. Zadzwonił telefon. W słuchawce słychać było muzykę, w której dominował saksofon, dobiegały też głosy jakiejś rozmowy i zabrzmiał głośny śmiech kobiety.

– Halo – powiedziała. Z drugiej strony nie było odpowiedzi, a po chwili połączenie zostało przerwane. Przez głowę przebiegła jej myśl, że to zwykła pomyłka. Po chwili zrozumiała – ten ktoś nie odzywał się celowo. Chociaż może jednak nie słyszał – miała trochę wątpliwości. Odłożyła słuchawkę.

– Kto dzwonił? – spytała Caroline, która właśnie zebrała z biurka stos pism i dokumentów, wsuwając je z niechęcią do szuflady. Miała świadomość, że po weekendzie będzie musiała je wyjąć, i co gorsza – czytać.

– Nie wiem, bo nikt się nie odezwał – powiedziała Emily.

– No, czas na nas – oznajmiła, gdy w rogu monitora zegar dobiegł do osiemnastej, a na liście Lync gwałtownie ubywało nazwisk, opatrzonych seledynowym światełkiem. Biuro pustoszało w szybkim tempie. Nie spiesząc się, Emily zamknęła sejf i wyłączyła komputer, wcześniej sprawdzając, czy nie ma nowych wiadomości.

Nie lubiła, gdy pojawiają się tuż przed końcem pracy i wymagają pilnej odpowiedzi. Szczególnie w piątek, gdy zwykle wyruszają z Michaelem w miasto, spotkać się z przyjaciółmi. Zabierają wtedy czas, podczas którego jej stalowy Chrysler wiózłby ją już do domu – albo na umówione spotkanie. Tym razem było inaczej, miała nadzieję, że Michael coś napisał i informuje ją, co się dzieje. W skrzynce wiadomości przychodzących nie było nic nowego. Michael nie kontaktował się. Sięgnęła po IPhona – też nic. Ale dlaczego? Nie może – czy nie chce?

Nie są małżeństwem. Michael twierdzi, że to wcale nie jest im potrzebne, a nawet może coś popsuć. Nie upierała się, – nie chcąc zakłócać wspólnego szczęścia. Rzeczywiście – myślała – tak żyją miliony, mają dzieci i są szczęśliwi. Jeśli będą mieli dzieci – będą nosić nazwisko Michaela. Gardner – brzmi nieźle. Co nie jest zabronione jest dozwolone – twierdził zawsze. Nie miała powodu, by mu nie wierzyć. Był wziętym adwokatem a jego kancelaria cieszyła się doskonałą renomą. O pracy rozmawiali ze sobą niewiele. Reprezentował wiele firm, walczących o prawa do licencji, do produktu lub marki. Niekiedy wspominał, że wystąpił skutecznie w trudnych, niemal beznadziejnych sprawach. Potwierdzeniem tego była ich sytuacja materialna – stać ich było na dobre auta, urlopy w odległych zakątkach świata, mieszkali w apartamencie z pięknym widokiem na park.

Michael twierdził ostatnio, że teraz wybiera tylko te sprawy, które dobrze rokują finansowo, nie pochłaniając przy tym zbyt wiele czasu. Nie interesowała się nimi, miała swój jakże odrębny zawodowy świat, który pochłaniał ją bez reszty. Gdy Michael wracał z krótkich delegacji, nie miała zwyczaju wypytywać go o szczegóły. Wiedziała, że tak będzie lepiej. Wszyscy mamy prawo do swoich tajemnic. Sam zwykł mówić: „wszystko okej, padało, wiało, był upał, albo chłód, albo – były turbulencje, przez co nie doczytałem przed sprawą akt, ale to nic, bo jak zwykle – poradziłem sobie świetnie”.

Wychodząc z pokoju wprowadziła kod blokady. Caroline wyszła wcześniej, zaraz po rozmowie. Emily przeszła obok recepcji na piętrze, wsiadła do windy i zjechała na poziom podziemnego parkingu. W biurowcu nie było już prawie nikogo – kilkanaście, stojących w różnych miejscach aut cierpliwie czekało na swoich właścicieli. Część lamp się nie świeciła – „Za co im płacimy” – przemknęło jej przez głowę.

Gdy znalazła się za kierownicą, włączyła komórkę i wcisnęła kontakt – Michael. Sygnał pobiegł gdzieś w przestrzeń. Bardzo chciałaby wiedzieć, gdzie się rozlegnie. Po chwili, zestaw nagłaśniający zamiast regularnych sygnałów poprzedzających na-wiązanie połączenia wygenerował słowa: abonent ma wyłączony telefon, albo znajduje się poza zasięgiem, proszę spróbować później.

Część druga

Michael w trakcie lunchu odebrał dwa telefony – zignorował rozmówców mówiąc, że oddzwoni później. Suzy siedziała naprzeciwko i patrzyła na niego w sposób, który nieco go rozpraszał. Jej oczy wędrowały po całej jego sylwetce, jakby wciąż radośnie upewniając się co do trafności dokonanego wyboru. Miał poczucie, że Suzy uważnie analizuje każdy jego ruch, drgnienie powieki czy ton głosu. Nie miał wątpliwości, że dobrze mu z nią. Była spontaniczna i nieprzewidywalna. Była tą odmianą, której potrzebował. Wiedział, że wiele zawdzięcza Emily, ale uczucie do niej straciło wcześniejszą moc. Została w nim wdzięczność i ta cholerna poprawność, która wciąż nie pozwalała mu szczerze z nią porozmawiać. Zdawał sobie sprawę, że przez ostatnie pięć lat, gdy uparcie budował swoją pozycję, mógł zawsze liczyć na jej wsparcie i oddanie.

Decyzja o wspólnym dziecku była barierą, której nie chciał przekroczyć. Ich związek, jako wręcz wzorowy, był przedmiotem nieukrywanej zazdrości kolegi z kancelarii, ale Michaelowi ciążył coraz bardziej. Te same słowa i reakcje, te same pytania i te same odpowiedzi. Przekroczył trzy lata temu trzydziestkę i dotarła do niego silna i niepohamowana potrzeba przeżycia czegoś nowego z kobietą młodszą od Emily.

Suzy zawładnęła jego umysłem i ciałem, wdarła się w jego duszę. Jesteś moim „cicerone” – mówiła, głaszcząc tors Michaela, muskularne ramiona, całując czoło i włosy. Była niższa i delikatniej zbudowana od niemal dorównującej mu wzrostem Emily. Dziewczęca figura i młodość Suzy potęgowały w nim uczucie miłości i potrzebę opiekowania się nią. Nie potrafił ocenić, czy popycha go do niej tylko seks. Jest bardzo młoda, jej osobowość dopiero się kształtuje, myślał. Niedawno obchodzili w Nowym Jorku jej dwudzieste pierwsze urodziny. W domu powiedział, że leci do Bostonu. To były fantastyczne dwa dni. Chłonął ruchy smukłego i delikatnego ciała Suzy, podziwiał pewność siebie z jaką chodzi, z jaką mówi, wdzięk jej uśmiechu i gestów. Wsłuchiwał się w jej słowa, stale upewniając się, że ta naturalna, zgrabna blondynka krocząca obok niego, jest mu oddana i zakochana w nim bez reszty. Pozostałe sprawy były bez znaczenia – z jednym wyjątkiem.

Miał pełną świadomość, że bez wysokich zarobków nie poradziłby sobie z obecną sytuacją, i także w przyszłości.

Emily niewiele wiedziała o jego kancelarii i interesach. Przez dziewięć lat, które spędzili razem, udało mu się zbudować wysoki mur, nieprzezroczystą ścianę, która odgrodziła ją od wiedzy o jego klientach, kontaktach, procesach i... dochodach. Jego praca była tabu, którego przestrzegała. Tak było lepiej z wielu powodów. Wiedział, że tak jest bezpieczniej. Przez dni, tygodnie, miesiące i lata tworzył swoje, najpierw małe, a dziś imponujące nawet jemu samemu, finansowe imperium niezależności. Nikt z bliskich mu osób nie miał pojęcia o jego majątku. Nawet Ted – wspólnik z kancelarii.

Michael zwykł mawiać, że wiedza to pieniądze, ale nie precyzował co właściwie ma na myśli. Starannie dbał o to, by styl życia nie zdradzał jego faktycznego statusu.

Część trzecia

Ulice spowijała mgła. Wycieraczki włączały się samoczynnie, kropli deszczu wciąż przybywało. Po szybie płynęło coraz więcej drobnych strużek, a wyraźny widok żółtobrązowych liści na gałęziach mijanych drzew zastąpiły migające plamy jesiennych kolorów. Była zamyślona, ale zrozumiała słowa radiowego speakera czytającego wiadomości: „Huragan Sandy ma dotrzeć na wschodnie wybrzeże USA w poniedziałek. Meteorolodzy spodziewają się, że trzy ogniska żywiołu połączą się, tworząc megawir. Burza tropikalna Sandy, wciąż oddalona od USA, przybiera na sile i jeszcze w środę ma się stać huraganem. Meteorolodzy zwracają uwagę na potencjalną trasę cyklonu, który obecnie zmierza w kierunku Jamajki. Istnieje bowiem prawdopodobieństwo, że na początku przyszłego tygodnia Sandy zbliży się do Nowego Jorku lub nawet Bostonu”.

Może być nieciekawie, pomyślała, trzeba jak najlepiej wykorzystać ten weekend.

Gdy auto wjeżdżało do podziemia była już dziewiętnasta. Uwagę Emily zwrócił fakt, że brama była podniesiona. Zwykle uruchamiała ją pilotem, a po wjeździe zza szklanej ścianki witał ją przyjazny uśmiech recepcjonisty, gotowego pomóc przenieść do windy cięższe przedmioty. Tym razem nikogo nie było.

Zaparkowała na stanowisku 36, – sąsiednie miejsce należące do Michaela było puste. Gdy odpięła pas i zgasiła silnik, drzwi odblokowały się automatycznie. Nagle – ktoś je gwałtownie otworzył – nie zdołała zareagować. Wyszarpnięta zza kierownicy głośno krzyknęła i upadła na betonową posadzkę. Szok wywołany upadkiem dodatkowo spotęgował dziwny zapach paraliżujący oddech. Po krótkiej chwili nastąpiła ciemność.

Część czwarta

Po lunchu poszli do mieszkania, które wynajmował dla Suzy na Manhattanie. Razem spędzili późne popołudnie. Garnęli się do siebie z niezwykłą pożądliwością, jakby właśnie wybuchła wojna, a on musiał tego wieczora jechać na front. Gdy minęła osiemnasta, uznał, że zrobił błąd nie powiadamiając Emily o tym, że nie znajdzie czasu na pójście do kina. Będzie rozczarowana. Po dziewiętnastej ucałował Suzy na pożegnanie i wyszedł na ulicę. BMW stało zaparkowane przy sąsiedniej przecznicy. Ruszył ostro, – choć do apartamentu przy Central Park West, w którym mieszkali z Emily, nie było daleko.

Wciąż grał wobec niej rolę solidnego partnera, bo nie miał jeszcze w pełni gotowego planu rozstania. Jadąc uruchomił telefon, chcąc ją poinformować, że właśnie skończył pracę i jedzie do domu. Jednak nie uzyskał połączenia, podobnie za drugim i trzecim razem. W końcu dał spokój, do domu było już blisko. Długi sznur żółtych taksówek zajmował boczny pas jezdni.

Włączył radio. Z głośników zabrzmiał Eminem z czymś z Relapse, tytułu nie pamiętał. Zbyt zamyślony nie zwolnił przed pasami, z czego dopiero po chwili zdał sobie sprawę. Myśli nurtujące jego umysł oderwały go od rzeczywistości. Zdjął stopę z gazu. Lewą nogą beztrosko wystukiwał rytm. Auto toczyło się teraz powoli. Gdy pojawiło się na zjeździe do garażu było wpół do ósmej.

Powoli unosząca się brama stopniowo odsłaniała wypełnioną autami przestrzeń. O tej porze większość miejsc była już zajęta. Kamera termowizyjna wykazałaby strugi ciepła bijące z masek skrywających wciąż gorące silniki. Pokonał ostatni skręt i ujrzał wolne miejsce nr 36. Był niemile zdziwiony – o tej porze jej auto zwykle stało już na miejscu. Gdzie jest i co robi beze mnie, pomyślał kierując się ku windzie, która w ciągu dwudziestu paru sekund miała zawieźć go niemal pod same drzwi. Apartament, który zajmowali z Emily mieścił się na dziesiątym piętrze. Nie wiedziała, że stanowi jego własność, sądziła, że jest wynajmowany. Tę tajemnicę chroniła pancerna szafa jego kancelarii wraz ze starymi i bieżącymi rachunkami oraz masą innych dokumentów.

Wszedł do windy razem z kobietą, której z pewnością wcześniej nie widział. Oby nie chciało jej się gadać, pomyślał i odetchnął z ulgą, gdy wysiadła na piątym piętrze. Po chwili drzwi rozsunęły się niemal bezszelestnie i skierował się ku apartamentowi. Po skręcie w korytarz, miał do przejścia zaledwie kilka metrów. Gdy stanął przed drzwiami, karta magnetyczna, którą wcześniej wyjął w windzie okazała się niepotrzebna. Drzwi do apartamentu nie były domknięte. Wokół panowała cisza – pełen najgorszych obaw pchnął je lekko...

Część piąta

Do jej świadomości zaczęły powoli docierać strzępki myśli. Walczyła ze sobą, by w końcu pokonać słabość i otworzyć oczy. Wokół panowała ciemność. Nie wiedziała, gdzie się znajduje. Żadnego dźwięku, odgłosu. Kompletnie nic. Bolały ją ręce, które wykręcił jeden z napastników, podczas gdy drugi ekspediował ją szybko w głęboki i nieoczekiwany sen. Niczego więcej nie pamiętała. Wszystko przebiegło tak nagle – żadnych twarzy, głosów, rozmów. Nie wie jak długo jechali i dokąd. Pomyślała o Michaelu – co z nim, przez kilka godzin nie dawał znaku życia. Kiedy wróci do domu i zobaczy, że jej dłuższy czas nie ma, na pewno zgłosi ten fakt policji. Nie była w stanie odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania.

Jej stan psychiczny wykluczył logiczne myślenie i skierował emocje ku skutkom: gdzie jest jej samochód? Co z apartamentem? Najgorsze były myśli : czy Michael wrócił do domu? – Czy i jego nie spotkała taka sama agresja? Wreszcie, na samym końcu zdołała sobie zadać zasadnicze pytanie: kto to robi i z jakiego powodu?

Powoli powracała świadomość, a z nią logiczna analiza. Co wie? Przebiegła myślą ostatnie wydarzenia w biurze. Czy miało tam miejsce cokolwiek dziwnego, niepokojącego?

Od trzech lat pracowała na rynku nieruchomości w jednej z największych nowojorskich firm doradczych Parish-Ellington-Donovan NYC Real Estate. W wieżowcu, siedzibie firmy, była jednym z czterystu pięćdziesięciu pracowników. Resztę załogi stanowiło tysiąc dziewięciuset agentów pracujących w sześćdziesięciu pięciu biurach rozsianych w eksponowanych lokalizacjach Nowego Jorku, Brooklynu, Queens, Long Island, Westchester.

WOJCIECH WILCZYŃSKI

NIE PROŚCIE O WYBACZENIE

OPOWIADANIE KRYMINALNE