Nie pozwól mu odejść - Kathryn Croft - ebook

27 osób właśnie czyta

Opis

Bestsellerowa autorka wciągających thrillerów: Córeczka, Tylko jedno kłamstwo, Nie ufaj nikomu, Nigdy nie zapomnisz przeszła samą siebie. Mistrzowsko stopniuje napięcie i zwodzi czytelników.

Każda rodzina ma sekrety. Sekrety rodziny Zoe wstrząsną jej światem.

Trzy lata temu czternastoletni Ethan, syn Zoe i Jake’a, wraz z przyjacielem Joshem wymknął się w nocy z domu. Doszło do nieszczęśliwego wypadku i obaj chłopcy utonęli. Pogrążona w żałobie rodzina przeprowadziła się do Londynu i próbuje zacząć życie na nowo. Czy jednak matka może się pogodzić z odejściem swojego dziecka?

Gdy wydaje się, że wszystko powoli się układa, Zoe zaczyna otrzymywać anonimowe wiadomości. Ich nadawca sugeruje, że Ethan nie zginął w wypadku. Czy to tylko okrutny żart? A jeśli tkwi w tym ziarno prawdy?

Wbrew radom męża i przyjaciółki kobieta podejmuje śledztwo. Jednak zamiast odpowiedzi znajduje tylko kolejne pytania. Co ukrywają rodzice Josha? Czy chłopcy mogli się pokłócić o dziewczynę? A może Ethan wcale nie jest ofiarą, tylko sprawcą…? Kim naprawdę był jej syn?

Wraz z upływem czasu Zoe odkrywa, że jej życie było oparte na kłamstwach. Choć śledztwo może zaprowadzić ją dalej, niżby chciała, nie cofnie się przed niczym, by poznać prawdę o śmierci Ethana.

Mroczny thriller o ludzkich sekretach, które nigdy nie powinny wyjść na jaw.

Blogerzy polecają:

Naprawdę nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji, a zakończenie zaszokowało mnie do tego stopnia, że prawie upuściłam mojego Kindla!

Nicki’s Life of Crime

Jeśli lubicie trzymające w napięciu książki, od których nie można się oderwać, ta wam się spodoba.

Wit & Wonder Books

Będziecie podekscytowani zaskakującymi zwrotami akcji, a zakończenie jest zupełnie niespodziewane.

Ali The Dragon Slayer

Trzymająca w napięciu fabuła wciągnęła mnie od pierwszej strony. (…) Zaskakujące zakończenie przyprawiło mnie o zawrót głowy!

Novel Deelights

To jedna z takich książek, które człowiek chce polecić po prostu wszystkim… Znakomita!

Books from Dusk till Dawn

Zaskakujące zwroty akcji cały czas zbijały mnie z tropu, a zakończenie było szokujące i zupełnie niespodziewane.

Recenzja z portalu Goodreads

Ta książka przez cały czas trzymała mnie w napięciu! Nie wiedziałam, czego się spodziewać.

Touch My Spine Book Reviews

Kolejny znakomity thriller psychologiczny pióra królowej tego gatunku.

Recenzja z portalu Goodreads

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 410

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału: The Warning

Copyright © by Kathryn Croft, 2018

Copyright for the Polish edition © by Burda Media Polska Sp. z o.o., 2019

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Redaktor prowadzący: Marcin Kicki

Tłumaczenie: Ewa Kleszcz

Redakcja: Katarzyna Juszyńska

Korekta: Malwina Łozińska, Magdalena Szroeder-Stępowska

Skład i łamanie: Beata Rukat/Katka

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Zdjęcia na okładce: Mordechai Meiri/Shutterstock, Ihnatovich Maryia/Shutterstock, Carmen Spitznagel/Trevillion Images

ISBN: 978-83-8053-542-8

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.kultowy.pl

www.burdaksiazki.pl

Skład wersji elektronicznej: Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

Dla naszej pięknej Amelie

Prolog

Nie mam pojęcia, kim jestem. Nie do końca.

Gdyby ludzie o tym wiedzieli, litowaliby się nade mną, ale to mi nie przeszkadza – dzięki temu mogę być, kimkolwiek zechcę, mogę sprawić, żeby inni uwierzyli, w cokolwiek im powiem. Co w tym smutnego?

Zresztą czy nie cały świat działa teraz w ten sposób? Ludzie żyją w mediach społecznościowych, tworzą fałszywą rzeczywistość, w której wszystko jest idealne. Niewiele się to różni od tego, co ja robię.

Od niechcenia przeglądam Tindera, gdy zauważam jego twarz: jasne, niebieskoszare oczy, powieki nieco spuszczone, nieśmiało i kusząco; kosmyk ciemnych włosów opadający na czoło. Czuję poruszenie, jego widok mnie zniewala. Coś takiego jeszcze nigdy mi się nie przytrafiło ani w internecie, ani w prawdziwym życiu.

Zbyt długo wpatruję się w jego zdjęcie, chłonę każdy szczegół, ignoruję głos wzywający mnie do zejścia na dół.

– Za momencik – wołam. – Chwileczkę! – Potrzebuję jeszcze minuty, by popatrzeć na osobę, która odmieni moje życie.

Przeciągam palcem w prawo.

Mam nową parę.

Czuję motyle w brzuchu na myśl o pierwszych słowach, jakie wymienimy. Niemal zapominam o tym, że muszę zejść na dół, gdy zaczynam sobie wyobrażać scenariusze znacznie barwniejsze od samej rozmowy z nim.

1Zoe

Powinnam już do tego przywyknąć, do brzemienia ciszy, która zawsze wypełnia dom, nawet gdy wszyscy w nim jesteśmy. Minęły trzy lata, a jednak wciąż pogłaśniam telewizor albo puszczam muzykę w tle i często mówię zbyt głośno, żeby tylko przypomnieć sobie, że wciąż żyję, że nie jestem błąkającym się w stanie zawieszenia duchem kobiety, która straciła dziecko.

Nic nie może cię na to przygotować.

Zamykam oczy i widzę Ethana. Nie potrafię stwierdzić, ile dokładnie lat ma w tej scenie, która odgrywa się w moim umyśle – prawdopodobnie dziesięć – ale pamiętam ją wyraźnie. Obserwuję ich, jak bawią się w ogrodzie; Ethan z ożywieniem i szerokim uśmiechem na twarzy opowiada coś Harleyowi. Nie słyszę, o czym rozmawiają, ale Harley odrzuca głowę do tyłu i śmieje się ze słów brata. Potem obejmuje go w niedźwiedzim uścisku i przewracają się na trawę. Cały Ethan. Zawsze nas rozśmiesza. Wkrótce Jake staje u mego boku i ujmuje moją dłoń. Uśmiechamy się do siebie, bo czujemy się błogosławieni.

Obraz wyparowuje równie szybko, jak się pojawił. Ethana już nie ma, a ja stoję tutaj sama, w innym domu, w innym czasie.

Harley przekracza próg kuchni i przerywa ciszę.

– Czy tata jest w domu? – pyta, mrużąc oczy.

Jego mina podpowiada mi, że już zna odpowiedź. Początkowo jego rozczarowanie faktem, że Jake pracuje do późna, wynikało z tego, że potrzebował obecności ojca. Kiedyś, gdy byliśmy jeszcze kompletną rodziną, Jake zawsze był przy nas, zawsze można było na nim polegać. Ale to się skończyło. Harleyowi musiało być trudno przyzwyczaić się do nagłej zmiany, jaka zaszła w ojcu. Jednak teraz, gdy ma już dziewiętnaście lat, jestem pewna, że bardziej żal mu mnie.

– Ma ważne spotkanie z Liamem – wyjaśniam.

Nie jestem jakąś zahukaną kobietą, która pozwala, by jej mąż ledwie zaglądał do domu; po prostu wiem, jak ciężko Jake pracuje nad rozkręceniem swojej firmy zajmującej się projektowaniem graficznym. Wiem również, że w taki sposób radzi sobie z nieobecnością, którą wszyscy odczuwamy, chociaż mieszkamy w innym domu – a nawet w innym mieście. Często zastanawiałam się, czy Londyn leży wystarczająco daleko od Guildford, żeby to robiło różnicę, ale przenieśliśmy się tutaj, żeby Jake mógł założyć biznes do spółki z przyjacielem ze studiów. Poza tym, gdybyśmy wyprowadzili się jeszcze dalej, czułabym, że w jakiś sposób zdradzam Ethana.

Harley unosi brwi.

– Kolejne spotkanie? Okej.

Mieszam gulasz wołowy, który na szybko przyrządziłam. Harley i ja nieraz odbywaliśmy tę rozmowę i wielokrotnie go przekonywałam, że musi zrozumieć tatę. A jednak wciąż wracamy do punktu wyjścia. Tym razem próbuję obrócić jego uwagę w żart.

– Och, będziesz taki sam, jak już zostaniesz lekarzem, Harley. Właściwie to będziesz pracował na noce i brał podwójne zmiany. Początkowo nie znajdziesz zbyt wiele czasu na życie towarzyskie. – Klepię go po ramieniu.

Uśmiecha się.

– Wiem o tym. Ale warto się poświęcić, żeby ratować ludzkie życie, prawda, mamo?

Właśnie dlatego jestem taka dumna z mojego syna. Po wypadku Ethana Harley załamał się do tego stopnia, że musiał sobie zrobić rok przerwy, nim zaczął się przygotowywać do egzaminów końcowych w liceum. Ale jakoś wziął się w garść i teraz chce wnieść trochę dobra do świata, który potrafi być tak okrutny. Podziwiam jego siłę i determinację; nie sądzę, bym w jego wieku potrafiła tak się skupić. Chyba właśnie w ten sposób radzi sobie ze stratą.

– Jak się miewa Melanie? – pytam, świadoma tego, jak głośno brzmi mój głos w porównaniu z jego łagodnym tonem.

Harley podchodzi do lodówki i nalewa sobie szklankę mleka; nigdy nie rozumiałam, jak może go tyle pić.

– Możesz ją nazywać Mel, wiesz? Nikt nie zwraca się do niej Melanie, nawet jej rodzice – śmieje się.

– Wiem. Przepraszam. – Prawda jest taka, że nie mam pojęcia, dlaczego traktuję ją tak formalnie; sprawia wrażenie przemiłej dziewczyny i jest kompletnie zadurzona w Harleyu. – A więc jak się mają sprawy między wami?

– Nie planujemy jeszcze potajemnego ślubu w Las Vegas, więc nie masz się czym przejmować.

Śmieję się, bo wiem, że o coś takiego raczej nigdy nie będę musiała się martwić. Harley ma za bardzo poukładane w głowie, żeby zrobić coś tak impulsywnego.

– A może zaprosisz ją do nas na kolację jutro wieczorem? Przygotuję coś specjalnego, no i jest sobota, więc tata powinien dać radę wrócić wcześniej. Co ty na to?

Ledwie wypowiedziałam te słowa, zaczęłam się zastanawiać, czy nie wywieram na niego za dużej presji. Może nie są jeszcze na tym etapie związku, żeby chcieli spędzać czas z rodzicami partnera. Zresztą czy jakakolwiek młoda osoba jest na to gotowa? Ale są razem już kilka miesięcy, więc muszą się naprawdę lubić. Badawczo przyglądam się twarzy Harleya, ale nie zauważam śladów zwątpienia czy skrępowania.

– Zapytam ją – mówi, wzruszając ramionami. – Ale nie jestem pewien, jakie ma plany na weekend.

– Cóż, daj mi znać. A teraz lepiej wrócę do gotowania, bo nie będziemy mieli co jeść dziś wieczorem.

– Pomóc ci w czymś?

To kusząca oferta, ale Harley spędził cały dzień na nauce i jestem pewna, że przydałaby mu się chwila relaksu.

– Może pomożesz mi jutro? – proponuję.

Gdy patrzę, jak rusza na górę, czuję ten znajomy ból. Nie miał być jedynakiem.

Jake wraca do domu tuż po dziesiątej wieczorem i znajduje mnie śpiącą na sofie.

– Tak mi przykro, Zoe – szepcze. – Mieliśmy mnóstwo rzeczy do omówienia i nie mogłem się wcześniej wyrwać.

Podnoszę się i wtulam w niego, wdychając dodający otuchy zapach. W takich chwilach zawsze sobie przypominam, jakie mamy szczęście, że udało nam się wspólnie przetrwać te najczarniejsze miesiące.

– Nic się nie stało. Jadłeś coś? Chciałam ci zostawić coś z kolacji, ale Harley był wyjątkowo głodny i pożarł twoją porcję.

Jake nie uśmiecha się na te słowa, mimo że powinien. Kiedyś by się uśmiechnął. 

– Zamówiliśmy z Liamem pizzę – mówi.

– Ach, teraz rozumiem, dlaczego nie wróciłeś do domu na kolację. Pizza zawsze przebije gulasz wołowy, czyż nie?

Oboje chichoczemy, ale chwila beztroski nie trwa długo. Niemal jakbyśmy mieli wyrzuty sumienia, że dobrze się bawimy. Nawet po trzech latach pilnujemy, żeby nie śmiać się z niczego zbyt długo. Ethan by tego nie chciał. Miał szelmowskie poczucie humoru. Gdyby mógł nas teraz zobaczyć, powiedziałby, że jesteśmy nudni. Kazałby nam się śmiać tak dużo, jak tylko możemy.

– Myślę, że wezmę prysznic przed snem – oznajmia Jake, wstając. Nie musi wyjaśniać dlaczego; dzięki temu oszczędza czas rano i może jak najlepiej wykorzystać dzień.

– Powinieneś od czasu do czasu wziąć wolny weekend – mówię. – Moglibyśmy pojechać dokądś z Harleyem. Gdy jesienią zacznie studia medyczne, ile jeszcze okazji będziemy mieli, żeby zrobić coś wspólnie jako rodzina?

To słowo zawsze brzmi dziwnie w moich ustach, od kiedy nie ma z nami Ethana. Jesteśmy rodziną, ale niekompletną.

Jake kiwa głową.

– Masz rację, powinniśmy to zrobić. Wyjedziemy gdzieś na weekend. Wymyślę coś. – Żadne z nas nie musi podkreślać, że będzie to miejsce z dala od rzeki, jeziora czy plaży.

– A poza tym zaprosiłam Melanie, to znaczy Mel, na kolację jutro wieczorem. Mógłbyś wrócić do domu w miarę wcześnie?

Przez chwilę myślę, że Jake zaprotestuje, że poda mi sto powodów, dla których to po prostu nie jest możliwe, ale on mnie zaskakuje.

– Tak, powinienem dać radę. A więc to coś poważnego między nimi?

– Znasz Harleya. Niewiele mówi, ale myślę, że bardzo się lubią.

– A w każdym razie ona lubi jego.

– Co to ma znaczyć?

Jake się krzywi.

– Och, nic. Ale czy nie jest tak z młodą miłością, że jedna osoba zawsze jest bardziej zakochana niż druga? Za każdym razem, gdy widzę ich razem, mam wrażenie, że ona do niego lgnie, tymczasem on jest trochę bardziej wyluzowany.

Mówię mu, że się z nim nie zgadzam.

– Jest po prostu odrobinę bardziej powściągliwy, to wszystko. Zawsze taki był. W każdym razie chyba nie mówisz z własnego doświadczenia? Z nami tak nie było, prawda? Pamiętam, że byliśmy sobą równie zainteresowani.

Jake uśmiecha się, a ja się cieszę, że myśl o naszych początkach wciąż wywołuje w nim radość.

– Tak, masz rację – mówi. – Mieliśmy szczęście, prawda?

Rzeczywiście, randka w ciemno zorganizowana przez moją przyjaciółkę mogła się zakończyć katastrofą. Leanne długo musiała mnie przekonywać, zanim się zgodziłam, ale Jake szybko podbił moje serce dobrocią i poczuciem humoru. Jednak to, co przyszło potem, gdy nawet nie wiedział, co mi powiedzieć, gdy ledwie był w stanie patrzeć mi w oczy, już od dawna kładzie się cieniem na szczęściu i beztrosce naszych pierwszych wspólnych lat.

– W każdym razie – ciągnie dalej Jake – Mel to miła dziewczyna i cieszę się, że Harley z nią jest. – Całuje mnie w czoło, po czym idzie pod prysznic.

Gdy wchodzę na górę, przypominam sobie, że nie sprawdzałam poczty, od kiedy wróciłam do domu. Nie powinny na mnie czekać żadne ważne wiadomości; nie mam dziś wieczorem dyżuru i zawsze sprawdzam skrzynkę tuż przed wyjściem z pracy, na wypadek gdyby jakaś pacjentka miała do mnie pilne pytanie. Posada pielęgniarki w klinice leczenia bezpłodności wiele dla mnie znaczy i chcę jak najlepiej wspierać kobiety i mężczyzn, którzy przechodzą przez tak wiele, żeby założyć rodzinę.

Na iPhonie moje konta e-mailowe są połączone i wszystkie wiadomości wpadają do jednej skrzynki odbiorczej. Zauważam e-mail od Lynette, trzydziestolatki, która próbuje zajść w ciążę od czterech lat. To dla niej pierwsza próba sztucznego zapłodnienia i niepokoi się, że mogła się nie powieść.

Odpisuję, żeby postarała się zrelaksować, że prawdopodobnie przez jakiś czas nie zauważy żadnych objawów, a nawet jeśli jakieś zauważy, mogą oznaczać cokolwiek. Doradzam jej, żeby po prostu wytrzymała do dnia testu, ale nawet w chwili, gdy wysyłam tę wiadomość, wiem, że nic, co powiem, jej nie pomoże. Oczekiwanie to piekło dla wszystkich.

Następny e-mail pochodzi od pacjentki imieniem Gemma. Właśnie skończyła czterdziestkę, a w tym wieku szanse na skuteczne zapłodnienie in vitro są wyjątkowo niskie, więc kiedy czytam jej słowa, czuję, jak serce skacze mi z radości.

Udało się, Zoe! Zrobiłam dziś test i jestem w ciąży! W końcu będziemy mieli dziecko!

Właśnie dla takich chwil żyję. Dla świadomości, że pośród wszystkich tych porażek i cierpienia zdarzają się na świecie niesamowite rzeczy. A historie mają szczęśliwe zakończenia.

Pozostaje mi do przeczytania już tylko jedna wiadomość, która została przysłana na moje prywatne konto przez kogoś, o kim nigdy nie słyszałam: m.cole@gmail.com. Brakuje tematu, więc podejrzewam, że to spam, ale muszę sprawdzić na wszelki wypadek.

Słowa przeszywają mnie jak nóż wbity w pierś.

Musisz odkryć prawdę o tym, co przytrafiło się twojemu synowi nad rzeką trzy lata temu. Nie wierz w kłamstwa. To nie był wypadek.

2Jake

Gdy Jake wchodzi do sypialni owinięty w ręcznik, od razu się orientuje, że z Zoe jest coś nie tak. Jego żona siedzi na podłodze przy łóżku, wlepiając wzrok w telefon. Twarz ma bladą, a ręce jej się trzęsą.

W pierwszej chwili Jake myśli, że to musi mieć związek z jedną z jej pacjentek. Ale to niemożliwe. Zoe jest zbyt silna, żeby się załamać złą wiadomością. Widział ją w takim stanie tylko jeden raz – gdy stracili syna. Nigdy wcześniej ani później nie była niczym aż tak wstrząśnięta.

Jake siada obok niej i przyciąga ją do piersi.

– Zoe, co się stało? O co chodzi?

Ona patrzy na niego szeroko otwartymi oczami i wciska mu do ręki telefon.

– Masz, przeczytaj.

Bierze od niej aparat, marszcząc brwi, ale słowa są zamazane.

– Chwileczkę. – Sięga po leżące na stoliku nocnym okulary do czytania i je zakłada.

Musisz odkryć prawdę o tym, co przytrafiło się twojemu synowi nad rzeką trzy lata temu. Nie wierz w kłamstwa. To nie był wypadek.

Jake jest zdezorientowany.

– Co to ma znaczyć, do cholery?

Zoe mówi mu, że nie ma pojęcia, kto przysłał tę wiadomość. Nie zna nikogo nazwiskiem Cole. Jake też nie.

– Ta osoba mówi o Ethanie? Dlaczego? Nie rozumiem.

– O co tu, kurwa, chodzi, Jake? O co tu, kurwa, chodzi?

Zoe nigdy nie przeklina. A już zwłaszcza nie używa słowa na „k”. Jake ściska jej dłoń i próbuje myśleć racjonalnie.

– Słuchaj, to tylko jakiś żart. Jakiś dupek postanowił namieszać nam w głowach. Nic więcej się za tym nie kryje. Po prostu usuńmy tę wiadomość. – Już ma to zrobić, ale Zoe wyrywa mu telefon z dłoni.

– Nie! Nie możemy. To… to może być…

– Co? Prawda? Zoe, chyba w to nie wierzysz? Wiemy, co przytrafiło się Ethanowi.

Ale Jake musi przyznać przed samym sobą, że tylko przez sekundę – nie, nawet krócej, przez ułamek sekundy – on też poczuł zwątpienie, gdy czytał te słowa. Jednak to niemożliwe. Próbuje wyjaśnić to Zoe i stara się być przy tym tak taktowny, jak to możliwe.

– Zoe, posłuchaj. To był wypadek. Ethan i Josh utonęli, bo wygłupiali się nad rzeką. To było okropne i bezsensowne i nie powinno ich tam być, zwłaszcza o tej porze. Ethan z pewnością wiedział bardzo dobrze, że nie powinien się nocą wykradać z domu. Nic więcej się za tym nie kryje, nie może. Policja nie miała co do tego wątpliwości, a przecież przeprowadziła rzetelne śledztwo.

Jake pamięta ten dzień, jakby to było wczoraj. Josh miał u nich nocować i chłopcy poszli do pokoju Ethana około dziewiątej. On i Zoe nie mieli najmniejszych powodów, aby podejrzewać, że wykradną się z domu w środku nocy. Żadne z nich niczego nie słyszało.

Zoe nigdy by tego nie przyznała, ale Jake jest przekonany, że jej zdaniem to Josh namówił Ethana do wyjścia. A jeśli Jake ma być szczery, to on chyba też w to wierzy. Ale żadne z nich nie powie tego na głos, bo ostatecznie rodzice Josha cierpią tak samo jak oni, więc po co szukać winnych? Chłopcy dobrze wiedzieli, że nie należy robić takich rzeczy.

Wspomnienia atakują go ze zdwojoną siłą i zadają mocne, szybkie ciosy, które odbierają mu dech. Wraca do niego wszystko, co tak bardzo starał się ignorować, co schował w przegródce umysłu zamkniętej na cztery spusty.

Chociaż nigdy nie przyznałby się do tego Zoe i sam próbuje o tym nie myśleć, ma świadomość, że od lat nieustannie ukrywa się przed swoim cierpieniem. Tylko praca chroni go przed przytłaczającymi uczuciami i sprawia, że nie dusi się poczuciem winy. Nie był w stanie uratować swojego dziecka. Zawiódł syna w najgorszy możliwy sposób.

– Czasami policja też się myli – mówi Zoe. – To się zdarza.

Jake stara się być głosem rozsądku.

– Zastanówmy się nad tym przez chwilę – mówi i czeka, aż Zoe zaprotestuje, ale ona tego nie robi, tylko wbija w niego spojrzenie pięknych, szeroko otwartych oczu, jakby chciała, żeby z jego ust popłynęły słowa, które wszystko wyjaśnią i zakończą sprawę.

– Minęły trzy lata – zaczyna Jake. – Jeśli nadawca tej wiadomości mówi prawdę, dlaczego czekałby tak długo? Zdarzają się chorzy ludzie, którzy uwielbiają zadawać innym ból i robią, co mogą, żeby namieszać im w głowach. To wszystko. Nie możemy pozwolić, żeby ten ktoś zalazł nam za skórę.

Zoe w milczeniu rozważa jego słowa, a potem powoli kiwa głową. Spokojna, racjonalnie myśląca kobieta, którą tak dobrze zna, wróciła.

– Wiem, że prawdopodobnie masz rację, ale co, jeśli w tych słowach jest chociaż ziarnko prawdy? Myślę, że powinniśmy pokazać tę wiadomość policji, tak na wszelki wypadek. A jeśli ktoś rzeczywiście próbuje mnie nękać, to też należy zgłosić, prawda?

Jake myślał, że już nigdy nie będzie musiał mieć do czynienia z policją – a w każdym razie taką miał nadzieję. Funkcjonariuszka przydzielona do opieki nad ich rodziną, Jody, była miłą kobietą, ale krępowało go to, że tak dużo z nimi przebywała, czuła się u nich jak u siebie w domu i nieustannie zadawała im pytania. Jednak był jej wdzięczny, bo mimo wszystko bardzo pomogła Zoe i Harleyowi, podczas gdy on – musiał to przyznać – nie był w stanie tego zrobić.

– W porządku – zgadza się. – Możemy pójść na posterunek jutro wcześnie rano, przed moją pracą.

Zoe kręci głową.

– Nie, pójdę sama. Dam sobie radę. Jeśli to rzeczywiście żart, dlaczego mielibyśmy pozwolić tej osobie, żeby wywracała nasze życie do góry nogami? Musisz wrócić wcześniej do domu na kolację z Melanie, więc nie możesz się spóźnić do pracy.

– Okej. Tylko zadzwoń do mnie od razu po spotkaniu z nimi i daj znać, co powiedzieli. – Jake czuje się z tym okropnie, ale wie, że Zoe ma rację i że sobie bez niego poradzi. Jest niezależna i uparta, czasami aż za bardzo. Może i miała chwilę słabości, ale do rana weźmie się w garść. Mimo wszystko Jake oferuje jej słowa wsparcia. – Przejdziemy przez to razem, Zoe. Tak jak daliśmy radę wcześniej.

Ledwie.

Gdy wypowiada te słowa, czuje, jak jego myśli próbują zboczyć na inny tor. Na coś, o czym nawet nie pozwala sobie myśleć.

3Harley

Czasami nie czuje się jak dziewiętnastolatek. Ma wrażenie, jakby był znacznie starszą osobą uwięzioną w młodym ciele. Chyba takie są skutki utraty młodszego brata, myśli sobie, chociaż nie pamięta, by kiedykolwiek czuł się inaczej.

Siedzi przy komputerze, wlepiając wzrok w stronę internetową uczelni medycznej, na którą aplikował. Kolorowe zdjęcia pełne uśmiechniętych młodych twarzy każą mu wierzyć, że wszystko jest możliwe, że czeka go przyszłość, w której nie będzie młodszego brata, a on gładko wtopi się w tłum tych radosnych ludzi i stłumi swoje cierpienie.

Ethan. Był wszystkim, czym Harley nie był: pewny siebie, odważny, stanowił duszę towarzystwa. Ale nie miał najlepszych ocen, przypomina sobie Harley. Z nich dwóch to on lepiej się uczył, chociaż nigdy nie wytykał tego bratu. Nie rywalizowali ze sobą. „Byłoby lepiej, gdybyśmy się nienawidzili, gdybyśmy nie byli sobie tacy bliscy. Może wtedy nie pozostawiłby w moim życiu takiej ziejącej dziury”.

Można powiedzieć, że jego rodzina daje sobie teraz radę. Jakoś udało im się przejść przez piekło i po prostu żyją dalej. Próbują zachowywać się normalnie. Ale blizny pozostały. Harley drży na myśl o tamtych mrocznych dniach, gdy stali się zupełnie innymi ludźmi, i miał wrażenie, że mama nienawidzi taty, tata nienawidzi mamy, a on nienawidzi wszystkich.

Teraz stworzyli dla siebie nową rzeczywistość, spokojniejszą, chociaż Ethan zawsze będzie im towarzyszył. A Harley z optymizmem patrzy w przyszłość. Wierzy, że z czasem będzie im łatwiej. Tata musi po prostu przewartościować priorytety i znowu stać się osobą, jaką był wcześniej: tym ojcem, który zabierał ich na wycieczki w każde sobotnie popołudnie. Do kina. Na minigolfa. Gdzie tylko zechcieli.

Jednak dziś rano mama zachowywała się dziwnie – była rozkojarzona i wytrącona z równowagi. Zdołała nawet przypalić jajecznicę. Zawsze gotuje idealnie, niczym Jamie Oliver, więc Harley od razu zrozumiał, że coś jest na rzeczy.

– Wszystko w porządku, mamo? – zapytał, gdy wyrzuciła zwęglone resztki do kosza i zaczęła rozbijać nowe jajka.

Odpowiedziała krótko i rzeczowo.

– Nic mi nie jest, skarbie. Po prostu bierze mnie przeziębienie.

Nie trzeba być przyszłym studentem medycyny, żeby zauważyć, że nie ma żadnych objawów. To pewnie ma jakiś związek z tatą. Mama musi być taka samotna, gdy wraca z pracy i nie ma z kim porozmawiać, bo jego nigdy nie ma w domu. Nie narzeka, oczywiście, ale Harley to widzi. Wie o tym.

Zamyka stronę internetową i kładzie się na łóżku. Sięga po słuchawki i włącza Coldplay na cały regulator. „Przepraszam, Ethan – myśli. – Wkrótce zacznę studia, zacznę własne życie. Wciąż nie daje mi spokoju to, że ty nigdy nie będziesz mógł zrobić niczego podobnego. To nie wydaje mi się sprawiedliwe”.

Na szczęście Mel przysyła mu esemesa i odciąga jego uwagę od tych ponurych myśli. Pyta, czy kolacja jest aktualna, i kończy wiadomość trzema buziakami. Harley się uśmiecha. Jest taka ciepła i czuła. Czasami trudno mu uwierzyć, że naprawdę się nim interesuje.

Odpisuje jej, że już nie może się doczekać, aż ją zobaczy, chociaż to nie do końca prawda. Obawia się kolacji z rodzicami. To wszystko wydaje się takie oficjalne i niepotrzebne. No i o czym będzie rozmawiał z Mel jego tata? Ledwie potrafi zamienić kilka zdań z własnym synem, więc Harley nie wyobraża sobie, że będzie w stanie podtrzymać konwersację z jego dziewczyną. Ale mama najwyraźniej cieszy się na to spotkanie, a Harley nie chce jej zawieść. Nie po tym wszystkim, co przez niego przeszła po śmierci Ethana. Nie tylko straciła młodszego syna, lecz także starszy załamał się na jej oczach. Harley żałuje, że nie był silniejszy, że nie potrafił się nią zaopiekować, chociaż miał wtedy zaledwie szesnaście lat.

Mel przysyła mu kolejną wiadomość. Tym razem jest to zdjęcie, na którym uśmiecha się sugestywnie. Chociaż Harley jest pewien, że ma coś na sobie, fotka jest tak skadrowana, że wygląda, jakby była topless. Odpisuje jej, że jest niegrzeczna, i dodaje kilka uśmiechniętych buziek.

Dobrze wie, czego ona chce, i raczej nie powinien dłużej kazać jej czekać.

Pomimo jego obaw kolacja bardzo się udała. Ten jeden raz tata wrócił do domu wcześniej i zdołał przeprowadzić przyzwoitą rozmowę z Mel. Właściwie to zarówno on, jak i mama byli pod wrażeniem jego dziewczyny. Cóż, to chyba zrozumiałe, prawda? Jest opanowana i rzeczowa, a przy kolacji zdołała kilka razy rozśmieszyć jego mamę. To był miły widok.

Teraz leżą na łóżku w jego pokoju, a Mel przytula się do niego tak mocno, że przenika go ciepło jej ciała, jakby się ze sobą stapiali. Całuje go w usta, a potem się odsuwa.

– Podoba ci się w Londynie? – pyta. – Zawsze się zastanawiam, co myślą o tym miejscu ludzie, którzy się tu nie urodzili i nie wychowali.

– Surrey nie jest tak daleko. To prosta trasa drogą A3. Ostatecznie nie przeprowadziliśmy się tutaj z drugiego krańca kraju.

– Och, wiem. Ale nawet niektóre dzielnice Londynu potrafią się wydawać człowiekowi obce, jeśli jest przyzwyczajony do innej części miasta.

Harley wie, co Mel ma na myśli. Mieszkają w Putney, w południowo-zachodnim Londynie, a on czuje się dziwnie, gdy wybiera się w inne rejony stolicy niż West End.

– Londyn jest fajny – mówi. – To takie miejsce, w którym każdy czuje się mile widziany i może się tu prędzej czy później zadomowić. – „Nawet ja”, dodaje w myślach. Nie wspomina, że wcale nie chciał tu przyjeżdżać, że opuszczając hrabstwo Surrey, czuł, jakby zdradzał Ethana. Jakby zostawiał go samego. Ale mama i tata potrzebowali się odciąć od tamtego miejsca. Dobijało ich mieszkanie w tamtym domu, na tamtej ulicy. Wszystko przypominało im o Ethanie. Ich małżeństwo ledwie to przetrwało. Chyba wszyscy byli trochę zaskoczeni, gdy po całej tej wielkiej przeprowadzce odkryli, że tak naprawdę niewiele się zmieniło.

Ale teraz całkiem nieźle sobie radzą. Muszą.

– Masz rację – mówi Mel, głaszcząc go po policzku. Jej wzrok pada na oprawione w ramkę zdjęcie przedstawiające Harleya z bratem, które stoi na jego biurku. – Opowiedz mi o Ethanie – prosi. – To znaczy, o ile jesteś w stanie. Zrozumiem, jeśli nie chcesz o nim mówić. Ale wygląda na naprawdę rozrywkowego chłopaka.

Atmosfera w pokoju się zmienia. Mel nigdy wcześniej nie poruszała tego tematu. Nie chodzi o to, że Harley nie chce rozmawiać o bracie, ale zapytała o niego tak nagle. Harley bierze głęboki wdech.

– On był… fajny. Naprawdę popularny w szkole i pełen energii. Pewny siebie. Zupełnie się od siebie różniliśmy. Był rozrywkowy, jak powiedziałaś.

Mel uśmiecha się i ściska jego dłoń, żeby dodać mu otuchy.

– Chcesz powiedzieć, że był zawadiaką?

– Można tak to ująć. Nie rozrabiał, ale miał, sam nie wiem, żywiołowe poczucie humoru. – Gdy jej to mówi, zastanawia się, czy z upływem czasu zmienia się i wypacza sposób, w jaki ludzie postrzegają tych, których utracili. Wprawdzie pamięta, że zawsze się śmiał w towarzystwie Ethana, ale czy jego wspomnienia o bracie są zgodne z rzeczywistością, czy też zamazały się i wymieszały z żalem, smutkiem i bólem?

Dzieli się swoimi przemyśleniami z Mel, a ona się uśmiecha.

– Lubisz filozofować, Harley. Nie sądzę, abyśmy naprawdę potrafili zapomnieć, jaki ktoś był, chociaż może faktycznie z czasem skupiamy się tylko na jego zaletach. Ale czuję się nie w porządku, mówiąc o tym, bo sama jeszcze nikogo nie straciłam, nawet dziadków. W każdym razie kocham to w tobie, że tak głęboko rozmyślasz o różnych sprawach.

Serce niemal zamiera mu w piersi. Co ona takiego powiedziała? Z pewnością nie miała na myśli, że kocha jego? Ignoruje jej słowa i tylko ją całuje.

– Tak jak mówiłem, Ethan bardzo się ode mnie różnił. Pamiętam, że ja zawsze miałem książkę w dłoni, tymczasem jego bardziej fascynowały rowery, deskorolki czy co tam akurat było modne. – Harley czuje ucisk w gardle, gdy przed oczami staje mu obraz roześmianego Ethana. A potem sam zaczyna chichotać.

Mel patrzy na niego pytająco.

– Przepraszam, właśnie sobie przypomniałem, że śmiał się jak koń. Serio, naprawdę rżał. To było przezabawne. Im bardziej próbował się powstrzymać, tym bardziej brzmiał jak zwierzę.

Ale chwila beztroski mija szybko i Harley znowu czuje tępy ból ogarniający całe ciało.

– Gdy dorastałam, zawsze chciałam mieć brata albo siostrę – mówi Mel. – To samotne uczucie, być jedynakiem. Wiem, że brzmi to banalnie, ale to prawda. Myślę, że spędzałam za dużo czasu z rodzicami, byłam całym ich światem. To nie jest zdrowe. – Kręci głową, ale po chwili przytyka dłoń do ust. – O Boże, Harley. Przepraszam. To było bezmyślne z mojej strony. Tak mi przykro.

Harley obejmuje ją ramieniem.

– Nic się nie stało. Ethan zginął, gdy miałem szesnaście lat, więc dzieciństwo rzeczywiście spędziliśmy wspólnie. Nie przejmuj się tym; nie musisz obchodzić się ze mną jak z jajkiem.

Mel odpręża się i znowu go całuje. Jej miękkie usta przywierają do jego warg.

– Przepraszam – szepcze, wtulając się w niego.

Harley na moment zatraca się w pocałunku, ale już po chwili się odsuwa. 

– Może pójdziemy na spacer? Naprawdę chętnie bym się przeszedł.

Właśnie to robił po śmierci Ethana, żeby oczyścić umysł, gdy czuł, że wariuje. Spacerując, udawał, że brat wciąż żyje, i planował, o czym mu opowie, gdy wróci do domu. Zawsze uwielbiał opowiadać Ethanowi o wszystkim, co działo się w szkole, i chociaż przez większość czasu pewnie zanudzał go tym na śmierć, Ethan zawsze słuchał uważnie i skupiał się na każdym słowie.

– Och, w porządku – mówi Mel. Wydaje się zaskoczona tą propozycją. Harley wie, że ją rozczarował, że jest na niego bardziej niż gotowa, ale gdyby sprawy zaszły za daleko, na pewno by ją zawiódł i rozczarował jeszcze bardziej. A nie chce, by zniknęła z jego życia. Potrzebuje jej.

Gdy wraca do domu po odwiezieniu Mel, znajduje mamę w salonie. Siedzi zwinięta w kłębek na sofie, z podkulonymi nogami i książką w dłoni. Jest molem książkowym tak jak on. Ludzie zawsze komentowali, że Harley przypomina mamę, a Ethan jest bardziej podobny do taty.

Mama patrzy na niego i się uśmiecha.

– Melanie, to znaczy Mel, jest urocza, Harley. Taka miła dziewczyna. Bardzo się cieszę, że poznałeś kogoś tak sympatycznego. Och, wiem, że wciąż jesteś młody i tak dalej, ale ja miałam zaledwie dwadzieścia jeden lat, gdy poznałam twojego tatę.

– Wiem, wiem i to była miłość od pierwszego wejrzenia czy coś w tym stylu. – Harley uśmiecha się na wszelki wypadek, żeby mama na pewno zrozumiała, że tylko się z nią droczy.

– Cóż, tego bym nie powiedziała. Zresztą najlepsza miłość to taka, która rodzi się stopniowo. W każdym razie ja tak myślę. Ale co ja tam wiem.

„Bardzo dużo”, myśli sobie Harley. Jego mama jest mądra, lubi się nad wszystkim głęboko zastanawiać, tak jak on.

– Myślisz, że zostaniecie razem, gdy rozpoczniecie studia?

Harley wie, że Mel ma to pytanie zawsze na końcu języka. Wzrusza ramionami.

– Jeśli będzie chciała. Trudno planować z takim wyprzedzeniem. Chcę po prostu zdać egzaminy i cieszyć się wspólnymi wakacjami. A potem zobaczymy, co będzie.

– Zawsze byłeś rozsądnym chłopcem – mówi mama. – Przepraszam, raczej młodym człowiekiem. Jestem z ciebie taka dumna, wiesz o tym?

– Dzięki, mamo.

– Tylko nie bądź zbyt surowy dla taty. On stara się, jak może.

Mama pewnie ma rację, ale jak Harley ma zapomnieć o tych latach, kiedy tata właściwie ich ignorował, jakby nie istnieli? Pozwolił, żeby jego małżeństwo i rodzina prawie się rozpadły. Może w taki sposób radził sobie z utratą Ethana, ale jego zachowanie tylko wszystko pogarszało.

– Próbuję, mamo. Naprawdę próbuję.

– Wiem.

Harley siada obok niej, a ona przesuwa nogi, żeby zrobić mu więcej miejsca.

– Mamo, czy wszystko jest w porządku?

– Och, tak – zapewnia ona. – Nie pozwolę, żeby głupie przeziębienie mnie pokonało.

Harley mógłby jej wytknąć, że nie ma nawet kataru, wydusić z niej prawdę, ale to nie byłoby sprawiedliwe. Mama też ma prawo do prywatności. Jak każdy.

– Dzięki, że się o mnie troszczysz – dodaje. – Wielu nastolatków nawet nie zwróciłoby na to uwagi.

Jej słowa sprawiają, że Harley wraca do wcześniejszej myśli. Jest starszą osobą uwięzioną w młodym ciele.

4Zoe

W poniedziałek w pracy udaje mi się jakimś cudem odsunąć na bok myśli o tej wiadomości i skupić się na pacjentach. Pokazałam e-mail policji i na razie nie mogę zrobić nic więcej. Chociaż obiecali, że to zbadają i spróbują wyśledzić nadawcę, odniosłam wrażenie, że nie potraktowali sprawy poważnie, zupełnie jak Jake.

– To zapewne jakiś chory żart – skwitowała młoda posterunkowa, ale zapewniła mnie, że skontaktuje się z policją w Surrey. – Najlepsze, co może pani zrobić, to nie okazywać tej osobie niepotrzebnej uwagi. I zdecydowanie proszę nie odpowiadać na tę wiadomość. Właśnie tak dochodzi do eskalacji.

Opuściłam posterunek z postanowieniem, że nie pozwolę, by ta osoba zalazła mi za skórę, ale nie potrafiłam zapomnieć o jej słowach. W końcu uznałam, że nie mogę po prostu siedzieć z założonymi rękami. To wtedy podjęłam decyzję, że pojadę do Guildford i złożę wizytę mamie Josha, Robercie. Jeśli nadawca tego e-maila mówi prawdę, to z pewnością ona też otrzymała podobną informację. Zamierzam udać się tam dziś wieczorem po pracy, chociaż nie mam pojęcia, czy Butlerowie wciąż mieszkają pod tym samym adresem.

– A więc co pani o tym myśli? – pyta Annette, jedna z moich pacjentek. U jej boku siedzi zdenerwowany mąż. Zazwyczaj to mężczyźni bywają bardziej zrelaksowani podczas takich wizyt, jednak potrafię zrozumieć, dlaczego Nathan się stresuje. Właśnie zademonstrowałam mu, w jaki sposób ma robić żonie zastrzyki, i chociaż ćwiczyliśmy z pustą strzykawką, wciąż trzęsły mu się ręce.

– Akupunktura może przynosić korzyści w trakcie cyklu leczenia bezpłodności – odpowiadam, pakując strzykawki do torebki. – A w każdym razie zdecydowanie pomaga się odprężyć.

Annette patrzy na mnie z nadzieją i szerzej otwiera oczy.

– Czyli to zwiększyłoby moje szanse?

Chciałabym móc jej powiedzieć, że akupunktura stanowi odpowiedź na wszystkie jej modlitwy, że tym razem właśnie to zadecyduje o sukcesie, ale nie mogę jej niczego obiecać. Jak wiele rzeczy w życiu, również to jest tylko loterią i jedyne, co można zrobić, to poddać się procesowi i trzymać kciuki.

– Cóż, istnieją badania sugerujące, że to bywa pomocne, więc zdecydowanie bym to polecała – wyjaśniam.

Nathan uśmiecha się do niej.

– Zróbmy to. Warto przynajmniej spróbować.

Bierze ją za rękę, a ja podziwiam to, że pary potrafią się nawzajem wspierać w trakcie tego inwazyjnego i często przygnębiającego procesu. W myślach odmawiam zwyczajową modlitwę, prosząc, by im się udało.

W porze lunchu Leanne dzwoni na moją komórkę.

– Jak leci? – pyta. Słyszę, że przewraca jakieś papiery. – Naprawdę powinnyśmy nadrobić zaległości.

Leanne jest radczynią prawną, a długie godziny pracy sprawiają, że ma mało czasu na życie towarzyskie, nawet na spotkania z najlepszą przyjaciółką.

– Zdecydowanie.

– Może dziś wieczorem? Mogłabym do ciebie wpaść z butelką wina. Jake chyba nie będzie miał nic przeciwko, prawda? Zresztą pewnie wciąż będzie w pracy. – Chichocze, żartując z niego bez skrępowania, ale wolno jej; zna go dłużej niż ja i to ona wyswatała nas tyle lat temu.

– Właściwie to dziś nie mogę. Muszę się z kimś spotkać. Przykro mi. – To nie do końca kłamstwo; chociaż nie jestem oficjalnie umówiona z Robertą Butler, spotkam się z nią, gdy pojawię się na jej progu, czyż nie?

– To brzmi intrygująco – mówi Leanne.

Jestem w kropce. Nienawidzę ukrywać przed nią czegokolwiek, ale nie mogę jej powiedzieć, co robię – jeszcze nie. Wiem dokładnie, co by powiedziała – zrobiłaby wszystko, żeby odwieść mnie od tego pomysłu. 

– Och, to nic takiego, po prostu spotkanie ze starą znajomą. – Nie wdaję się w szczegóły, świadoma faktu, że chociaż Josh i Ethan byli najlepszymi przyjaciółmi, między mną a Robertą nigdy nie zrodziła się bliższa więź, nawet po tym, co się stało.

– Szkoda – wzdycha Leanne. – No trudno. Zajrzę do kalendarza i wyślę ci esemesem inne daty, w porządku?

Zanim się rozłączy, pytam o Rossa. Spotyka się z nim od kilku miesięcy i to pierwszy mężczyzna, którym się zainteresowała od czasu rozwodu.

– Jest… miły. Tak, lubię go. Ale nie spieszę się. Nie zamierzam się znowu sparzyć.

– To rozsądne z twojej strony – mówię.

Gdy już się rozłączymy, zdaję sobie sprawę, że to określenie zupełnie nie pasuje do prywatnego życia Leanne. W całkowitym kontraście do jej etyki zawodowej, gdy chodzi o związki, kieruje się sercem, nie głową. Właśnie przez to skończyła z takim dupkiem jak Seb.

Rozmyślania przerywa mi esemes od Melanie, która dziękuje za sobotnią kolację. Musiała poprosić Harleya o mój numer telefonu. Odpisuję, że nie ma za co, a ona natychmiast odpowiada.

Mam nadzieję, że następnym razem będą państwo mogli wpaść do nas. Mama i tata bardzo chcieliby państwa poznać. x

To miłe, że ta dziewczyna tak bardzo się stara.

Wracam do Guildford po raz pierwszy, od kiedy wyprowadziliśmy się do Londynu, i nie jestem przygotowana na przytłaczający zalew emocji, który temu towarzyszy. To tutaj się urodziłam i wychowałam, ale wszystkie szczęśliwe wspomnienia z dzieciństwa zostały przesłonięte i zduszone przez śmierć mojego syna.

Zmuszam się, żeby jechać dalej, i unikam dróg biegnących w pobliżu rzeki. Raz jeszcze zastanawiam się, czy Butlerowie też się przeprowadzili, wypędzeni ze swojego domu przez wspomnienia, podobnie jak my. Nie mam pojęcia, co zrobię, jeśli rzeczywiście tak będzie.

Gdy docieram na miejsce, niemal czuję, jakby chłopcy wciąż tam byli, jakbym po prostu przyjechała odebrać Ethana. Ale potem, kiedy pukam do drzwi, znowu dopada mnie rzeczywistość i muszę wziąć głęboki wdech, żeby się nie załamać.

Otwiera mi Adrian Butler i wlepia we mnie wzrok, marszcząc brwi. Pamięta mnie, ale chyba nie może uwierzyć, że stoję na progu jego domu. Prawie się nie zmienił, od kiedy widziałam go po raz ostatni trzy lata temu, tymczasem ja sama wyraźnie się postarzałam, wiem o tym.

– Zoe – mówi w końcu po długiej chwili milczenia.

– Cześć, przepraszam, że pojawiam się tak bez zapowiedzi… to musi być dla ciebie szok.

Kiwa głową.

– Owszem. – Robi krok do tyłu, ale nie otwiera drzwi szerzej, żeby mnie wpuścić. – Roberta! – krzyczy, po czym odwraca się do mnie plecami i znika w głębi domu.

Chociaż mogłabym policzyć na palcach jednej ręki, ile razy zetknęłam się z Adrianem – to zawsze Roberta odbierała od nas Josha albo podrzucała go w miejsce spotkania chłopców – jego zachowanie mnie zaskakuje.

Z holu docierają do mnie stłumione szepty. Nadstawiam ucha, ale nie jestem w stanie rozróżnić słów. Wyłapuję tylko swoje imię. W końcu Roberta staje w drzwiach, ciasno otulając się swetrem, mimo że jest już czerwiec i wieczory są ciepłe.

– Zoe? – Wpatruje się we mnie i ewidentnie próbuje zrozumieć, co ja tu robię. Być może jest również zaskoczona moim wyglądem; moje niegdyś długie włosy teraz sięgają zaledwie podbródka i są ufarbowane na ciemny kolor. – Co… co tutaj robisz?

– Przepraszam, że pojawiam się tak niespodziewanie, ale numer telefonu, który do ciebie miałam, był nieaktualny.

– Zmieniłam go wieki temu – mówi, jakby to powinno być oczywiste, dlaczego to zrobiła. – Po prostu chciałam zmienić wszystko, wiesz? Też byśmy się stąd wyprowadzili, tak jak wy, gdyby było nas na to stać.

– Czy mogłabym wejść? Tylko na kilka minut. Naprawdę muszę z tobą porozmawiać.

Roberta mierzy mnie wzrokiem od stóp do głów i nie spieszy się z podjęciem decyzji. Wie, że może chodzić tylko o jedno.

– W porządku. W takim razie wejdź.

Chociaż Ethan tak blisko przyjaźnił się z Joshem, byłam w tym domu zaledwie kilka razy i nigdy na dłużej. Szybko przekonałam się, że lepiej czekać na Ethana w samochodzie, że moja obecność krępuje Robertę. Mimo wszystko, gdy wchodzę teraz do środka, przeżywam wstrząs. Niemal słyszę śmiech chłopców, tupot ich stóp na schodach. Zawsze gdzieś pędzili, przepełniała ich niewyczerpana energia, której nikt nie potrafił – ani nie chciał – pohamować.

Roberta prowadzi mnie przez wąski hol do salonu i gestem zaprasza do środka. Spodziewałam się, że zastanę tu Adriana, ale pokój jest pusty, chociaż w telewizji leci mecz piłkarski, który musiał oglądać.

– Wyłączę to – mówi Roberta, sięgając po pilota. Palce jej drżą, gdy próbuje odnaleźć właściwy przycisk.

– Nie chcę przeszkadzać Adrianowi w oglądaniu meczu – mówię. – Może mogłybyśmy pójść do kuchni?

– Nie, nie przejmuj się – odpowiada cichym głosem. – Mecz prawie się skończył, a on i tak zaraz wychodzi. Umówił się z kolegami w pubie.

– Wydawał się nieco zszokowany moim widokiem. Mam nadzieję, że nie postawiłam go w niezręcznej sytuacji?

Roberta kiwa głową.

– Tak, to ogromne zaskoczenie dla nas obojga.

Siada na sofie, a ja idę za jej przykładem. Wiem, że czeka na wyjaśnienia, ale teraz, gdy już tu jestem, zaczynam się zastanawiać, czy nie popełniam błędu. Ona ewidentnie nie otrzymała wiadomości podobnej do mojej, w przeciwnym razie już by o tym wspomniała.

– Chodzi o chłopców, prawda? – pyta. – Musi o to chodzić, w przeciwnym razie by cię tu nie było.

Można by pomyśleć, że śmierć chłopców, którzy się ze sobą przyjaźnili, zbliży do siebie ich matki. To ma sens, prawda? Ale nie w naszym przypadku. Jeśli już, to tylko podkreśliła, jak bardzo się od siebie różnimy, i zaczęłyśmy odczuwać w swojej obecności jeszcze większe skrępowanie. Gdy tylko poznałam Robertę, od razu się zorientowałam, że jest stłamszona przez męża i syna, którzy kontrolują wszystkie jej działania. Josh najwyraźniej zawsze dostawał to, czego chciał, i robił, co chciał. Żadnych granic, żadnych zakazów. Przyszło mi kiedyś do głowy, że ona się go boi. Ale mimo wszystko to dobra kobieta i ma wielkie serce.

– Tak, chodzi o chłopców. To naprawdę dziwne, ale kilka dni temu dostałam e-mail od osoby, której nazwiska nie rozpoznaję: M. Cole. Szczerze mówiąc, nie wiem, co o tym myśleć, i zastanawiałam się, czy ty przypadkiem nie otrzymałaś podobnej wiadomości.

Roberta marszczy brwi.

– Nie znam nikogo o takim nazwisku.

– Ja też nie. Podejrzewam, że prawdopodobnie jest fałszywe, ale musisz usłyszeć, co ta osoba do mnie napisała.

Roberta marszczy brwi, podczas gdy sięgam po telefon i otwieram skrzynkę odbiorczą. Odczytuję wiadomość, a mój głos brzmi obco, jakbym była prezenterką wiadomości.

– Nie rozumiem. O czym ta osoba mówi? Kto mógłby ci wysłać coś takiego?

– Nie mam pojęcia. Zgłosiłam to na policję i spróbują wyśledzić nadawcę, chociaż nie liczę zbytnio na to, że im się uda. Ktokolwiek to wysłał, musiał wiedzieć, że jakoś zareaguję, więc pewnie zadbał o to, żeby nie można go było odnaleźć. Gdy wpisałam to nazwisko w wyszukiwarkę, nie wyświetliło się nic konkretnego.

Roberta kręci głową, a na jej czole pojawiają się głębokie zmarszczki.

– Kto mógłby zrobić coś takiego? To nie ma sensu. Jakie kłamstwa? Chłopcy utonęli w rzece przypadkiem. Wiemy to, prawda? Dlaczego ten ktoś odezwał się właśnie teraz?

– Nie wiem, Roberto. Po prostu musiałam tutaj przyjechać, żeby się przekonać, czy ty też nie dostałaś takiej wiadomości, a poza tym chciałam cię zapytać, co o tym myślisz.

Roberta znowu kręci głową.

– Niczego takiego nie dostałam. Pozwól, że jeszcze raz sprawdzę. Mój telefon jest w kuchni. – Opuszcza salon i po chwili znowu słyszę stłumione głosy. Zapewne powtarza Adrianowi to, co właśnie jej powiedziałam. Z pewnością zmusi go to do wyjścia z ukrycia i dołączenia do nas. Ostatecznie sprawa dotyczy również jego syna.

Przypominam sobie, że Roberta powiedziała kiedyś, że Adrian nie chciał mieć więcej dzieci, chociaż ona marzyła o dużej rodzinie. Jej słowa tylko potwierdziły moje podejrzenia, że to on miał kontrolę w tym związku i zawsze stawiał na swoim. Teraz nabieram przekonania, że nic się nie zmieniło.

Roberta wraca do salonu sama, z wypiekami na twarzy.

– Wszystko w porządku? – pytam.

– Tak, tak. Po prostu nie wiem, co o tym wszystkim myśleć.

Kłamie. Jej stan ma więcej wspólnego z tym, co właśnie powiedział jej Adrian, niż z czymkolwiek innym.

Rozlega się trzask drzwi frontowych, a ona wygląda, jakby jej ulżyło, i wyraźnie się odpręża.

– Tak mi przykro – mówi. – Adrian nie przyjął tego zbyt dobrze. On… Długo to trwało, nim pogodził się ze śmiercią Josha. Nie żeby kiedykolwiek można było się pogodzić do końca z czymś takim. On po prostu… cóż, zrobił się trochę wycofany. Nie jest zbyt towarzyski.

To miałoby sens, gdyby kilka minut wcześniej nie wspomniała, że umówił się z kolegami w pubie, ale nie wypominam jej tego; ostatecznie to nie moja sprawa, jak ludzie radzą sobie z żałobą. Jake też nie poradził sobie z tym wszystkim za dobrze.

– Czy mogę zobaczyć ten e-mail? – pyta Roberta, pochylając się ku mnie. – Po prostu nie jestem w stanie tego pojąć.

Ja też nie, a miałam na to więcej czasu. Podaję jej komórkę, a ona ujmuje ją długimi, szczupłymi palcami i wbija wzrok w ekran. Chciałabym poznać jej myśli, a przynajmniej zyskać pewność, że jest ze mną szczera, bo od chwili, gdy przekroczyłam próg tego domu, czuję, że coś jest nie tak. Może to dlatego, że znalazłam się tu znowu po tylu latach, w miejscu, w którym nie zmieniło się nic, a jednak wszystko.

W końcu Roberta oddaje mi telefon.

– Możemy tylko czekać, aż policja wyśledzi tę osobę – wzdycha, unikając patrzenia mi w oczy.

– Ale co o tym myślisz? – pytam. – Czy to tylko jakiś chory żart? Policja najwyraźniej tak uważa.

Roberta kiwa głową.

– To musi być żart. Wiemy, co się wydarzyło tamtej nocy, choć nie mamy pojęcia, dlaczego tam byli ani jak skończyli w rzece. Policja sprawdziła wtedy wszelkie tropy i nie znalazła niczego podejrzanego.

Chociaż słyszę ten argument po raz kolejny, instynkt podpowiada mi, że kryje się za tym coś więcej.

– Ale dlaczego ten ktoś wziął sobie za cel tylko mnie? Dlaczego nie wysłał tego samego tobie? Nie żebym ci tego życzyła, ale jakkolwiek na to patrzeć, sprawa dotyczy obu chłopców.

Roberta rozważa to przez chwilę.

– Może ktoś się na ciebie uwziął? Bez obrazy, ale nie wiem nic na temat twojego życia prywatnego, prawda? Może narobiłaś sobie wrogów. – Te słowa brzmią dziwnie w ustach tak bojaźliwej kobiety. Być może powtarza tylko coś, co powiedział jej Adrian.

Milczenie wypełnia salon, podczas gdy próbuję znaleźć odpowiedź. Nagle dociera do mnie, że może istnieć logiczny powód, dla którego Roberta nie dostała takiego e-maila. Ktokolwiek był jego nadawcą – jeśli mówi prawdę – skupił się na mnie nie bez powodu. Może dlatego, że to Josh był winny temu, co się stało. Jednak nie zamierzam wspominać o tym Robercie; muszę wyciągnąć z niej każdy szczegół dotyczący okresu sprzed wypadku.

– Wiesz, trudno mi sobie przypomnieć te ostatnie dni z Ethanem. To znaczy, jakoś nie potrafię sobie wyobrazić dokładnie jego twarzy, niezależnie od tego, jak bardzo się staram. Pamiętam wcześniejsze wydarzenia, nawet z czasów, gdy był małym chłopcem, a jednak te dni przed wypadkiem widzę jak przez mgłę.

Roberta odchyla się do tyłu i kładzie dłonie na kolanach.

– Ja mam odwrotny problem. Nawet teraz, trzy lata później, mam wrażenie, jakby to wszystko stało się zaledwie wczoraj. Czasami rano, gdy schodzę na dół, wyjmuję z szafki trzy miski na płatki śniadaniowe. Możesz w to uwierzyć? Po trzech latach! To brzmi, jakbym była szalona, prawda?

– Nie – protestuję. Żałoba to bardzo indywidualna sprawa.

– Pamiętam nawet, jak szykował się do wyjścia, żeby zanocować u was – ciągnie.

Łzy stają mi w oczach i nie mówię jej, jak niewiele pamiętam z tamtego dnia. To był po prostu normalny wieczór, nie działo się nic nadzwyczajnego i nic nie zapowiadało tego, co miało się wydarzyć. Nie miałam pojęcia, że to ostatnie godziny życia Ethana. Nie pamiętam nawet ostatnich słów, jakie do niego wypowiedziałam.

Gdy tracisz dziecko, zaczynasz kwestionować wszystko, co kiedykolwiek zrobiłeś i powiedziałeś. Czy byłeś wystarczająco dobrym rodzicem? Czy byłeś za surowy? A może zbyt pobłażliwy? Czy w ostatecznym rozrachunku to ty byłeś odpowiedzialny za to, co się stało?

– Tak mi przykro, Roberto. Powinnam była wiedzieć, że chłopcy się wymknęli. Coś powinno było mnie obudzić i zaalarmować, że grozi im niebezpieczeństwo. Nigdy sobie tego nie wybaczę.

Ona milczy i unika mojego wzroku.

– Roberto, jest coś, o co muszę cię zapytać… i proszę, bądź ze mną szczera. Czy obwiniasz mnie za to, co się wydarzyło? Ostatecznie chłopcy byli pod moją opieką, więc… czy uważasz, że jestem za to odpowiedzialna? Zrozumiem, jeśli tak jest.

Pospiesznie kręci głową, chociaż wciąż na mnie nie patrzy.

– Nie, oczywiście, że nie. Początkowo byłam na ciebie zła, bo chyba potrzebowałam kogoś, na kogo mogłabym zrzucić winę, ale szybko zdałam sobie sprawę, że równie dobrze to mogło się wydarzyć pod moim dachem. No i bądźmy szczere, spacer nad rzekę w środku nocy to był prawdopodobnie pomysł Josha, prawda?

Jestem jednocześnie zaszokowana i wdzięczna, że głośno potwierdziła moje podejrzenia.

– Ethan był dobrym chłopcem… – zaczyna, ale szybko milknie. Wbija wzrok w puchaty beżowy dywan, który wygląda, jakby nigdy nie widział choćby pyłku kurzu.

– Roberto, o co chodzi? Czy jest coś, czego nie wiem?

– To… nieważne. – Macha ręką. – Po prostu przypomniałam sobie coś, co zdarzyło się niedługo przed wypadkiem.

Dreszcz wstrząsa moim ciałem, chociaż w salonie jest duszno i gorąco.

– Co? Co takiego się wydarzyło?

– Pamiętasz, jak kilka dni wcześniej Ethan był u nas? Mieli w szkole dzień sportu i żadnemu z nich nie chciało się przebrać z powrotem w normalne ubrania.

– Mów dalej.

– Byli na górze, w pokoju Josha, i pamiętam, że usłyszałam podniesione głosy. To nie była kłótnia, ale najwyraźniej prowadzili zażartą dyskusję.

Prostuję plecy. To dla mnie nowość. Nie przypominam sobie ani jednej sytuacji, w której widziałabym, że się ze sobą nie zgadzają.

– O czym rozmawiali?

– Ciężko było stwierdzić, bo mieli włączoną muzykę, więc słyszałam tylko niektóre słowa, ale najwyraźniej Ethan próbował przekonać Josha, żeby coś zrobił albo żeby czegoś nie robił, nie wiem. – Kręci głową. – To pewnie nie było nic ważnego. Może niektóre matki na moim miejscu weszłyby na górę, żeby podsłuchać, ale ja taka nie jestem. Wierzyłam, że powinnam dawać Joshowi trochę prywatności. Miał czternaście lat, dorastał, nie chciałam wtykać nosa w ich sprawy. Poza tym byli najlepszymi przyjaciółmi, więc wiedziałam, że na pewno wkrótce się pogodzą.

– Jestem pewna, że masz rację – mówię, przypominając sobie, do ilu błahych sprzeczek dochodziło między Ethanem a Harleyem. Zazwyczaj po dwóch minutach znowu byli w jak najlepszych stosunkach.

Rozlega się trzask drzwi frontowych i Adrian staje w progu salonu.

– Wróciłeś – mówi Roberta, natychmiast zrywając się z miejsca, jakby została przyłapana na robieniu czegoś zakazanego.

– Zmieniłem zdanie. Nie mam nastroju na siedzenie w pubie – oznajmia Adrian, po czym zwraca się do mnie: – Zoe, to miłe z twojej strony, że wpadłaś z wizytą, ale jeśli nie masz nic przeciwko, uważam, że powinnaś już sobie pójść. Nie chcę, żeby całe to rozgrzebywanie przeszłości jeszcze bardziej zdenerwowało Robertę.

Odbiera mi mowę. Irytuje mnie to, że nie będę w stanie zadać Robercie więcej pytań. Ruszam do wyjścia, a ona idzie za mną. Na szczęście Adrian zostaje w salonie, więc szybko wyławiam skrawek papieru z torebki i gryzmolę na nim swój numer.

– Pozostańmy w kontakcie – szepczę, podając go jej. – Możesz na mnie liczyć, gdybyś kiedyś potrzebowała z kimś porozmawiać.

W drodze do domu czuję mętlik w głowie, analizuję wszystkie możliwości. A co, jeśli to nie jest żart? I czy to możliwe, że Josh miał coś wspólnego ze śmiercią Ethana?

5

Kiedyś, jeszcze zanim stwardnienie rozsiane uniemożliwiło jej wchodzenie po schodach na górę, często myszkowała po moim pokoju. Nie miała do tego prawa i podczas karmienia czy ubierania jej nieraz nachodziła mnie ochota, żeby na nią nawrzeszczeć, że nie jestem już dzieckiem.

Przynajmniej teraz nie jest w stanie tego robić. A to oznacza, że ten pokój w końcu stał się moją prywatną przestrzenią. Myśl o wyprowadzce towarzyszy mi od dawna, w moim wieku to zrozumiałe, ale kto by się nią wtedy zajął? Z jednej strony matka zachęca mnie do znalezienia własnego mieszkania i ustatkowania się, ale z drugiej – w jej słowach pobrzmiewa rozpaczliwy smutek, który mnie tu uwiązuje.

Nieważne. Mam coś, na czym mogę się skupić. On od tygodni przysyła mi e-maile, powtarza, jak seksownie wyglądam na swoim zdjęciu profilowym, jak bardzo chciałby dotknąć moich długich, jedwabistych włosów. Gdy myślę o tym, kładę się na łóżku i wyobrażam sobie wszystkie inne rzeczy, które moglibyśmy zrobić.

Nigdy wcześniej nie spotkałem nikogo takiego jak ty – napisał w ostatnim mailu. – Serio. Jesteś niesamowita.

Zachciało mi się śmiać na te słowa. Jest taki młody, ile niby kobiet zdążył spotkać w swoim życiu? Ale nie wytykam mu tego. Nie chcę traktować go z góry, a zresztą na tym zdjęciu profilowym nie wyglądam dużo starzej niż on.

Minęły trzy dni od mojej ostatniej wiadomości. On zapewne odchodzi od zmysłów. To nie jest tak, że nie chcę się z nim kontaktować – wręcz przeciwnie – ale muszę zachować ostrożność. Najpierw powinna połączyć nas więź, która przetrwa wszelkie problemy, jakie mogą się potem pojawić. Które z pewnością się pojawią. On musi mnie pragnąć rozpaczliwie – tak, żeby nie wyobrażał sobie życia beze mnie.

Niełatwo osiągnąć taki efekt wyłącznie drogą e-mailową, ale mam swoje sposoby.

Nie brakuje mi wymówek: moja matka jest chora, nie mogę jej zostawiać bez opieki (co po części jest prawdą); dopadło mnie paskudne przeziębienie; mam takie urwanie głowy w pracy, że muszę robić na dwie zmiany.

Jest tak niewinny, że przyjmuje to wszystko za dobrą monetę, nie kwestionuje moich słów i próbuje ukrywać rozczarowanie. Wiem, że nie mogę tego przeciągać w nieskończoność; mam tylko nadzieję, że kupię sobie w ten sposób wystarczająco dużo czasu.

A może chociaż porozmawiamy przez FaceTime? – zapytał ostatnio.

Niemożliwe, wi-fi ledwo mi działa, a zresztą kamerka w moim komputerze jest zepsuta.

Odebrał to sceptycznie, ale przekonało go wyjaśnienie, że nie chcę, żeby znowu ktoś mnie skrzywdził, a zrobiło to już kilka osób poznanych online. Po prostu daj mi trochę czasu. Wkrótce będziemy razem.

To najwyraźniej trochę go uspokoiło. Żeby podtrzymać jego zainteresowanie, wysyłam mu zdjęcie, tylko górną połowę ciała, bez twarzy. Jesteś taka piękna – odpowiada natychmiast.

Wyślij mi swoje– piszę. Ten pomysł mnie podnieca. Ale on tego nie robi – jest na to zbyt nieśmiały.

Wszystko w swoim czasie.