Wydawca: HarperCollins Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 158

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Nie mogę cię zapomnieć - Andrea Laurence

Po kilku tygodniach szalonej namiętności Sabine postanowiła odejść od Gavina, bo uznała, że do siebie nie pasują. Nie wiedziała wtedy, że jest w ciąży. Gdy syn miał dwa lata, Gavin odkrył jej tajemnicę. Zdecydowała, że pozwoli mu spotykać się z dzieckiem, lecz za żadne skarby świata nie wróci do Gavina...

Opinie o ebooku Nie mogę cię zapomnieć - Andrea Laurence

Fragment ebooka Nie mogę cię zapomnieć - Andrea Laurence

Andrea Laurence

Nie mogę cię zapomnieć

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Lepiej już idź, bo spóźnisz się na te swoje fikołki.

Sabine Hayes podniosła wzrok znad kasy i spojrzała na szefową, projektantkę Adrienne Lockhart Taylor, która stała przy ladzie. Od trzynastu miesięcy pracowała jako menedżerka jej butiku.

– Prawie skończyłam.

– Daj mi utarg. Zaczekam, aż Jill przyjdzie na swoją zmianę, a w drodze do domu skoczę do banku. Przed szóstą musisz chyba odebrać Jareda?

– Tak. – Prywatne przedszkole pobierało dodatkowe opłaty za każdą minutę spóźnienia. Musiała zaprowadzić Jareda do domu i nakarmić go, zanim zjawi się opiekunka. Sabine uwielbiała prowadzić zajęcia jogi, ale jej popołudnia stały się przez to jeszcze bardziej chaotyczne. Samotne rodzicielstwo nie jest dla mięczaków. – Nie masz nic przeciwko tej zamianie?

– Biegnij już.

Sabine spojrzała na zegarek.

– W porządku. – Włożyła utarg do saszetki i przekazała ją Adrienne. Na szczęście tego popołudnia szefowa przyszła zmienić wystawę, z których słynął jej modny butik, bo w kreatywny sposób eksponowała na nich swoje nowoczesne projekty w stylu pin-up.

Sabine nie mogła sobie wymarzyć lepszego miejsca do pracy. Większości pracodawców przeszkadzał jej piercing w nosie i ufarbowany na niebiesko kosmyk włosów. Nie miało to znaczenia, że piercing był tak naprawdę malutkim brylantem, a włosy farbowała w eleganckim salonie na Brooklynie. Nawet gdy się ugięła i zmieniła wygląd, jej kandydaturę odrzuciły wszystkie sklepy na Fifth Avenue. Sklepy, w których mogła zarobić godziwą pensję, by utrzymać w Nowym Jorku siebie i dziecko, poszukiwały pracowników z większym doświadczeniem.

Łut szczęścia sprawił, że pewnego dnia dostrzegła Adrienne na ulicy i pochwaliła jej sukienkę. Nie wiedziała, że był to jej projekt. Adrienne zaprosiła ją do butiku, a Sabine zachwyciła się tym modnym, eleganckim i trochę szalonym miejscem. Gdy okazało się, że Adrienne szuka menedżera, by skupić się wyłącznie na projektowaniu, Sabine natychmiast zgłosiła swoją kandydaturę.

W ten sposób znalazła wspaniałą pracę z ponadprzeciętną płacą i świadczeniami, ale przede wszystkim zyskała świetną szefową, której nie interesował jej kolor włosów – Sabine nosiła teraz purpurowe pasemka – i która okazywała zrozumienie, gdy jej synek zachorował lub wydarzyła się inna katastrofa.

Sabine chwyciła torebkę i, machając Adrienne na pożegnanie, wyszła przez zaplecze. Przedszkole znajdowało się dwie przecznice dalej, ale o tej porze musiała przeciskać się przez tłum spacerowiczów. Wreszcie dotarła na miejsce, pokonała ostatnie kilka schodów i dokładnie za trzy szósta trzymała już synka w ramionach, kierując się do metra.

– Fajnie było w przedszkolu? – spytała, gdy szli ulicą.

Jared uśmiechnął się, potakując. Przez kilka ostatnich miesięcy bardzo urósł, a jego buzia nie była już tak pyzata. Coraz bardziej przypominał ojca. Wciąż pamiętała dzień, kiedy pierwszy raz spojrzała w jego brązowe oczy i zobaczyła w nim Gavina. Będzie zabójczo przystojny, jak jego tata, ale miała nadzieję, że przynajmniej charakter odziedziczy po niej.

– Co chciałbyś zjeść na kolację?

– Spateti.

– Znowu spaghetti? Jadłeś wczoraj. Jeszcze trochę i sam zamienisz się w kluskę.

Jared zachichotał, tuląc się do niej. Sabine dała mu buziaka, wdychając zapach dziecięcego szamponu. Syn sprawił, że jej życie stanęło na głowie, ale nie zamieniłaby go na żadne inne.

– Sabine?

Ktoś zawołał jej imię z restauracji nieopodal wejścia do metra. Obejrzała się i przy stoliku przed lokalem zobaczyła pijącego wino mężczyznę w granatowym garniturze. Wyglądał znajomo, ale nie mogła sobie przypomnieć jego imienia.

– To naprawdę ty. – Wstał, zbliżając się do niej. – Nie poznajesz mnie? Nazywam się Clay Oliver. Jestem znajomym Gavina. Poznaliśmy się na otwarciu galerii dwa lata temu.

Zmroziło ją. Uśmiechnęła się, nie dając tego po sobie poznać.

– Chyba oblałam cię wtedy szampanem?

– Tak! – Ucieszył się. – Jak się masz? – Spojrzał na dziecko. – Musisz być bardzo zajęta.

– To prawda. – Popatrzyła na wejście do metra, marząc o ucieczce. – Przepraszam, ale opiekunka na mnie czeka. Miło było cię znowu spotkać. Do widzenia.

Pomachała do niego i zaczęła zbiegać po schodach. Rozejrzała się po peronie, ale przecież by jej nie śledził? Dopiero na Brooklynie mogła poczuć się bezpieczna.

Czy przyjrzał się Jaredowi i zauważył podobieństwo? Synek miał na sobie ulubioną bluzę z małpą i kapturem z uszami, więc może Clay nie dostrzegł jego twarzy i nie zorientował się, ile ma lat. Taką przynajmniej miała nadzieję.

Wskoczyła do pociągu, gdy tylko nadjechał, i znalazła wolne miejsce. Trzymając Jareda na kolanach, starała się oddychać, ale zupełnie jej to nie wychodziło. Przez niespełna trzy lata udało jej się zachować istnienie Jareda w sekrecie przed Gavinem, jego ojcem.

Nie sądziła, że wpadnie na niego lub na kogoś z jego znajomych, bo nie obracali się w tych samych kręgach. Między innymi dlatego z nim zerwała – różnili się od siebie pod każdym względem.

Po rozstaniu nawet nie próbował się z nią skontaktować, z pewnością więc za nią nie tęsknił.

Ta myśl wcale jej nie pocieszyła. Czuła, że prędzej czy później wiadomość o synu dotrze do Gavina, a wtedy on się zjawi, jak zwykle wściekły i roszczeniowy. Zawsze dostawał to, czego chciał, ale nie tym razem.

Jared jest tylko i wyłącznie jej synem. Nie zamierzała pozwolić, by pracoholik Gavin oddał go pod opiekę naburmuszonych niań lub wysłał do szkoły z internatem, jak zrobili jego rodzice.

Kiedy wysiadła z metra, złapała autobus, który zawiózł ich kilka przecznic dalej pod budynek w pobliżu Marine Park na Brooklynie. Mieszkanie, w którym przeżyła ostatnie cztery lata, nie było przesadnie eleganckie, ale znajdowało się w dosyć bezpiecznym miejscu, skąd miała blisko do sklepu i parku. W miarę jak Jared dorastał, ich sypialnia stawała się zbyt ciasna, ale jakoś sobie radzili.

Początkowo połowę pokoju zajmowało jej studio malarskie, ale gdy urodziła synka, usunęła płótna, a talent artystyczny wykorzystała, malując wesoły mural nad jego kołyską. Jared miał wystarczająco dużo miejsca do zabawy, biegał w pobliskim parku i bawił się w piaskownicy, a gdy szła na zajęcia jogi, zajmowała się nim sąsiadka, Tina.

Zważywszy na fakt, że po przeprowadzce do Nowego Jorku nie miała mieszkania ani pieniędzy, całkiem nieźle jej się teraz powodziło. Początkowo pracowała jako kelnerka i żyła ze skromnych napiwków, a wszystkie oszczędności wydawała na artykuły malarskie. Po narodzinach syna musiała liczyć się z każdym groszem.

– Spateti! – zawołał Jared, gdy przekroczyli próg mieszkania.

– No dobrze, zrobię ci spateti. – Posadziła Jareda na kanapie, włączając jego ulubiony program w telewizji. Kolorowe obrazki i wesoła muzyka jak zwykle go pochłonęły i Sabine mogła w spokoju zająć się gotowaniem.

Kiedy chłopiec skończył jeść, a ona przebrała się w strój do jogi, do przybycia Tiny zostało zaledwie kilka minut. Smuciło ją, że kiedy wracała z treningów, Jared dawno już spał, ale nie chciała kłaść go do łóżka zbyt późno, bo i tak zrywał się o świcie, a potem cały dzień grymasił.

Rozległo się mocne pukanie do drzwi. Tina zjawiła się wcześniej. Sabine ucieszyła się, bo dzięki temu mogła złapać wcześniejszy autobus i porządnie się rozciągnąć przed zajęciami.

– Cześć… – Zamarła, gdy za drzwiami zobaczyła nie drobną sąsiadkę, lecz Gavina.

Przytrzymała się framugi, czując, że kręci jej się w głowie. Nie była na to przygotowana. Ku swemu przerażeniu poczuła, jak długo ignorowane części ciała zaczynają budzić się do życia. Gavin zawsze miał nad nią władzę, a lata rozłąki nie zatarły wspomnień o jego dotyku.

Wzięła głęboki oddech, próbując stłumić strach, pożądanie i panikę, które w tej samej chwili zaatakowały ją jednocześnie. Nie mogła okazać, że wciąż tak silnie na nią działa. Zdobyła się na uśmiech.

– Cześć – odrzekł niskim głosem, który tak dobrze pamiętała. W idealnie skrojonym grafitowym garniturze i błękitnym krawacie roztaczał aurę wszechwładnego prezesa imperium transportowego BXS.

Wpatrywał się w nią uważnie ciemnymi oczami. Sprawiał wrażenie starszego, niż zapamiętała, ale może to złowrogi wyraz twarzy dodawał mu lat.

– Nie spodziewałam się ciebie. – Udała zdziwienie. – Myślałam, że to moja sąsiadka. Jak się tu…

– Gdzie jest mój syn? – przerwał jej nerwowe trajkotanie. Jego zmysłowe usta utworzyły cienką linię, kiedy zaciskał szczękę. Zapamiętała ten wyraz twarzy z chwili, gdy od niego odeszła. Szybko jednak o niej zapomniał. Teraz wrócił i zależało mu na jej synku, nie na niej.

Wiadomości szybko się rozchodzą. Przecież spotkała Claya niespełna dwie godziny wcześniej.

– Twój syn? – Postanowiła grać na zwłokę, zanim wpadnie na inny pomysł.

Miała kilka lat, by przygotować się do tej chwili, a jednak ją zaskoczył. Domknęła drzwi, zostawiając jedynie szczelinę, by mieć Jareda na oku. Poczuła się bezpieczniej, wiedząc, że Gavin będzie musiał ją minąć, aby wejść do środka.

– Tak. – Postąpił krok do przodu. – Gdzie jest mój syn, którego ukrywałaś przede mną przez ostatnie trzy lata?

Cholera. Wciąż jest tak piękna, jak ją zapamiętał. Nieco starsza, okrąglejsza, lecz nadal wyglądała jak artystka, która zwróciła jego uwagę w tamtej galerii. Na domiar złego miała na sobie skąpy strój do jogi, który podkreślał jej seksowne kształty, przypominając mu, za czym tak bardzo tęsknił, odkąd od niego odeszła.

Nikt nigdy nie zagościł w jego życiu na długo. Miał całe zastępy niań, nauczycieli i przyjaciół, którzy pojawiali się i równie szybko znikali, gdy rodzice przenosili go z jednej szkoły z internatem do drugiej. Z Sabine było tak samo – zostawiła go bez chwili wahania.

Twierdziła, że za bardzo się od siebie różnią, że mają inne priorytety, ale właśnie to go w niej pociągało. Nie była kolejną bogatą dziewczyną, która chciała wyjść za mąż dla pieniędzy i całe dnie spędzać na zakupach. Sądził, że połączyło ich coś wyjątkowego, ale najwyraźniej się pomylił.

Już dawno przekonał się, że nie warto uganiać się za kimś, kogo nie interesowało jego towarzystwo, dlatego pozwolił jej odejść. Ale wracał do niej w myślach. Pojawiała się w jego marzeniach, nie tylko erotycznych. Często zastanawiał się, co porabia, ale nie przyszło mu do głowy, że wychowuje jego dziecko.

Wyprostowała się, unosząc głowę. Zawsze miała silny charakter, co kiedyś mu się podobało, ale teraz mogło stać się poważną przeszkodą.

– Jest w mieszkaniu i tam zostanie – odrzekła, patrząc mu w oczy.

Niezupełnie uwierzył Clayowi, który był jego przyjacielem od czasów college’u i często zdarzało mu się mijać z prawdą, gdy ten nalegał, by Gavin jak najszybciej odszukał Sabine. Kiedy usłyszał potwierdzenie z jej ust, na moment zabrakło mu powietrza. Ma syna!

Spodziewał się, że Sabine wszystkiemu zaprzeczy, twierdząc, że to dziecko innego mężczyzny albo że opiekuje się synkiem koleżanki, ale nawet nie okazała skruchy i miała jeszcze czelność stawiać żądania.

– Naprawdę jest moim synem? – Chciał to usłyszeć z jej ust, choć i tak zamierzał zlecić badania DNA.

Skinęła głową.

– Jest twoim lustrzanym odbiciem.

Przyspieszyło mu tętno. Gdyby nie była pewna, kto jest ojcem, mógłby to zrozumieć, ale Sabine nie miała cienia wątpliwości. Po prostu nie chciała dzielić się synem z nikim innym. Tylko dzięki przypadkowemu spotkaniu z Clayem poznał prawdę.

– Zamierzałaś mi o nim kiedyś powiedzieć?

Spojrzała na niego jasnozielonymi oczami, krzyżując ręce i przez przypadek uwydatniając piersi opięte sportowym stanikiem.

– Nie.

Nawet nie próbowała ukryć oszustwa i swojego egoizmu. Starał się zrozumieć jej odpowiedź, ale rozpraszał go widok krągłości. Buzowała w nim złość i pragnienie, by natychmiast ją posiąść.

– Jak to „nie”?! – zawołał.

– Mów ciszej! – rzuciła zza zaciśniętych zębów, oglądając się z niepokojem na drzwi. – Nie chcę, żeby nas usłyszał. Nie mam też ochoty, żeby o wszystkim dowiedzieli się sąsiedzi.

– Przykro mi, że wprawiam cię w zakłopotanie, ale właśnie się dowiedziałem, że mam syna. Chyba mam prawo być zdenerwowany?

Zdumiało go jej opanowanie.

– Tak, ale krzyk niczego nie zmieni. Nie życzę sobie, żebyś podnosił głos przy moim dziecku.

– Naszym dziecku – poprawił ją.

– Według metryki został niepokalanie poczęty, więc nie masz do niego żadnych praw i nie będziesz mi dyktował, jak mam z nim postępować. Jasne?

– Chyba nie sądzisz, że tak to zostawię?

Poprawiła nerwowo opadający jej na ramię kucyk z purpurowym pasemkiem.

– Jest środek tygodnia, wpół do ósmej wieczorem – myślisz, że cokolwiek uda ci się zdziałać?

Rozbroiła go jej naiwność.

– Prawnicy odbierają moje telefony nawet o drugiej w nocy. Płacę im tyle, że o dowolnej porze zrobią, co im każę. – Wyjął komórkę z wewnętrznej kieszeni płaszcza. – Mam się upewnić, czy Edmund jest dostępny?

Otworzyła szeroko oczy.

– Jak chcesz. Każdy szanujący się prawnik zażąda najpierw badań DNA. Mamy środę, więc wyniki dostaniesz najwcześniej w poniedziałek. Jeśli postawisz mnie pod ścianą, zapewniam cię, że nie zobaczysz syna do tego czasu.

Wiedział, że miała rację. Laboratoria nie pracują w weekendy, więc dopiero w poniedziałek mógłby rozpocząć prawną batalię. Wtedy jednak nie miałaby z nim szans.

– Chcę go zobaczyć teraz.

– W takim razie uspokój się i schowaj telefon.

Wsunął komórkę do kieszeni.

– Zadowolona?

Skinęła głową, choć jej mina zdradzała coś zupełnie innego.

– Zanim cię wpuszczę, musisz się zgodzić na kilka warunków.

Rzadko mówiono mu, co ma robić. Pod tym względem Sabine nie miała sobie równych. Postanowił przystać na jej warunki, ale wkrótce to on będzie je dyktował.

– Słucham.

– Po pierwsze, nie wolno ci podnosić głosu w obecności Jareda.

Jego syn ma na imię Jared! Ze zdwojoną siłą dotarło do niego, że naprawdę został ojcem.

– Jak ma na drugie? – Poczuł, że chce dowiedzieć się o nim wszystkiego, choć w ten sposób nie nadrobi straconego czasu.

– Thomas. Jared Thomas Hayes.

Gavin też miał na drugie Thomas. Czy to przypadek? Nie pamiętał, czy mówił o tym Sabine.

– Dlaczego Thomas?

– Po moim nauczycielu z liceum. Jako jedyny zachęcał mnie do malowania. A skoro ty też masz na drugie Thomas, uznałam to imię za stosowne – wyjaśniła. – Nie możesz mu powiedzieć, że jesteś jego ojcem, dopóki tego nie potwierdzimy, a wówczas oboje wybierzemy właściwy moment. Nie chcę, żeby poczuł się zdezorientowany.

– Co mu powiedziałaś?

– Nie skończył dwóch lat, więc nie pyta jeszcze o takie rzeczy.

– Dobrze. – Poczuł ulgę, że syn nie zauważył dotąd braku ojca. Sam wiedział, jak bolesne może być takie przeżycie. – Wystarczy tych zasad. Chcę zobaczyć Jareda. – Imię brzmiało obco w jego ustach, dlatego pragnął wreszcie ujrzeć twarz chłopca.

Skinęła głową, pozwalając mu wejść za sobą do mieszkania. Odwiedził ją tam kiedyś, dawno temu, i pamiętał eklektyczną przestrzeń pełną nie pasujących do siebie mebli z pchlich targów, namalowanych przez nią obrazów wiszących na ścianach i artykułów malarskich.

Zdziwił się jednak, gdy zamiast na pędzel nadepnął na niebieską kredkę. Wiele się tu zmieniło. Meble były nowsze, ale nadal do siebie nie pasowały. Wszędzie leżały kolorowe zabawki, a w telewizji leciał program dla dzieci.

Gdy Sabine stanęła z boku, na podłodze ujrzał ciemnowłosego chłopca wpatrzonego w ekran telewizora. Kołysał się i śpiewał w rytm muzyki, ściskając w ręce plastikową ciężarówkę.

Gavin przyglądał się ze ściśniętym gardłem, jak Sabine przykuca obok synka.

– Jared, mamy gościa. Przywitaj się.

Chłopiec odłożył zabawkę i niezdarnie podniósł się z podłogi. Kiedy na niego spojrzał, serce Gavina zatrzymało się na moment. Wyglądał dokładnie tak jak on na fotografiach z dzieciństwa. Jego ciemne oczy patrzyły na niego z zaciekawieniem. Gavin nie miał już najmniejszej wątpliwości, że jest jego synem.

– Cześć. – Jared uśmiechnął się, odsłaniając małe ząbki.

Gavin poczuł ucisk w piersi. Rano martwił się o najnowszą transakcję firmy, a teraz po raz pierwszy stał przed swoim synem.

– Cześć – wydusił wreszcie.

– Jared, to znajomy mamy, Gavin.

Gavin przykucnął.

– Jak się masz, szefie?

Jared odpowiedział w sobie tylko znanym języku. Gavin rzadko przebywał z dziećmi, dlatego zrozumiał tylko kilka słów: „szkoła”, „pociąg” i coś, co przypominało „spaghetti”. Chłopiec przerwał na chwilę swój wywód, podniósł z podłogi ciężarówkę i wyciągnął rękę w kierunku Gavina:

– Moje autko! – zawołał.

Gavin wziął ciężarówkę z ręki syna.

– Bardzo ładne. Dziękuję.

Rozległo się delikatne pukanie do drzwi.

– To opiekunka – wyjaśniła Sabine, marszcząc brwi.

Powstrzymał irytację. Zamienił z synem zaledwie dwa słowa i nawet nie zdążył porozmawiać z Sabine o zaistniałej sytuacji, a ona już go wyrzuca. Przyglądał się, jak otwiera drzwi, wpuszczając do środka drobną kobietę w średnim wieku ubraną w sweter w koty.

– Tina, wejdź. Zjadł już kolację i ogląda teraz telewizję.

– Wykąpię go i położę spać o wpół do dziewiątej.

– Dziękuję. Powinnam wrócić o tej samej porze co zwykle.

Gavin oddał Jaredowi ciężarówkę, prostując się niechętnie. Wiedział jednak, że nie może zostać w mieszkaniu z sąsiadką. Przyglądał się, jak Sabine wkłada bluzę z kapturem i przerzuca przez ramię zwiniętą matę do jogi.

– Muszę już iść. Prowadzę dziś zajęcia.

Skinął głową, rzucając okiem na Jareda, którego znowu pochłonął program. Chłopiec zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, co się wydarzyło. Gavin chciał go przytulić na pożegnanie, ale się powstrzymał. Na to jeszcze przyjdzie pora. Przez najbliższe szesnaście lat synek będzie z nim prawnie związany i nie zniknie z jego życia, jak dotąd mieli w zwyczaju inni ludzie.

Teraz musi się zająć jego matką.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Nie musisz mnie podwozić.

Gavin otworzył drzwi astona martina po stronie pasażera. Sabine nie była gotowa na kolejną sprzeczkę, dlatego wolała pojechać autobusem.

– Im dłużej będziesz się opierać, tym bardziej się spóźnisz.

Sabine zaklęła pod nosem, kiedy autobus mignął jej przed oczami, nie zatrzymując się na przystanku. Teraz na pewno się spóźni. Niechętnie wsiadła do samochodu.

– Za skrzyżowaniem skręć w prawo na światłach – poinstruowała go.

Jeśli skupi się na wskazówkach, może odciągnie jego uwagę od swoich „przewinień”.

Za każdym razem, kiedy patrzyła na syna, przypominał jej się Gavin. Nie chciała go okłamywać, ale gdy okazało się, że jest w ciąży, obudził się w niej instynkt opiekuńczy. Wiedziała, że ona i Gavin są z odmiennych światów. Nigdy nie zależało mu na niej tak jak jej na nim i chciała oszczędzić tego synowi.

Jared zostałby „nabyty” przez Brooks Empire jak pozostałe aktywa firmy, a zasługiwał na coś więcej, niż Gavin otrzymał jako dziecko. Zrobiła to, by chronić syna i nie zamierzała za to przepraszać.

– Na drugich światłach w lewo.

Gavin milczał uparcie, ale ze sposobu, w jaki ściskał kierownicę, domyślała się, że jest spięty. Próbował zdusić w sobie emocje, skupiając uwagę na prowadzeniu.

Kiedy byli razem, zachowywał się tak samo. Nawet gdy z nim zrywała, nie zobaczyła w jego oczach żadnych uczuć. Po prostu skinął głową i pozwolił jej zniknąć ze swojego życia. Nie zależało mu na niej, ale obecna sytuacja mogła wystawić jego opanowanie na próbę.

Zaciągnął hamulec ręczny, parkując pod budynkiem, gdzie miała zajęcia. Spojrzał na swojego rolexa.

– Dojechaliśmy za wcześnie – oświadczył.

Jechał tak szybko, że wyprzedził autobus. Sabine miała jeszcze piętnaście minut, zanim skończą się poprzednie zajęcia, nie było więc sensu czekać przed budynkiem, a to oznaczało, że ten czas musi spędzić z Gavinem sam na sam. Świetnie.

– Byłem dla ciebie aż tak okropny? – odezwał się po dłuższej chwili. – Źle cię traktowałem? – Wpatrywał się w jakiś nieokreślony punkt przed sobą.

– Oczywiście, że nie – westchnęła. Chyba wolała, kiedy na nią krzyczał.

Przeniósł na nią czujny wzrok.

– Zrobiłem coś złego, kiedy byliśmy razem, że uznałaś mnie za niezdolnego do roli ojca?

Niezdolnego? Raczej wycofanego, nieobecnego lub, co gorsza, niechętnego.

– Gavin, posłuchaj…

– W takim razie, dlaczego odcięłaś mnie od Jareda? Kiedyś zacząłby się zastanawiać, dlaczego nie ma taty jak inne dzieci. A gdyby pomyślał, że go nie chciałem? Na miłość boską! Nie był planowany, ale to mój syn.

Sposób, w jaki to powiedział, sprawił, że nagle wszystkie wymówki wydały jej się niewystarczające. Jak może mu wyjaśnić, że nie chciała, by synek wyrósł na rozpieszczonego, lecz niekochanego bogacza, żeby osiągnął sukces, ale był równie wypalony i nieszczęśliwy jak jego ojciec?

Tak naprawdę obawiała się tylko jednego.

– Nie chciałam go stracić.

– Myślałaś, że ci go odbiorę? – Zacisnął zęby, tłumiąc emocje.

– A nie zrobiłbyś tego? – Rzuciła mu przenikliwe spojrzenie. – Nie zagarnąłbyś go od momentu, kiedy się urodził? Twoja rodzina i przyjaciele byliby przerażeni faktem, że przyszłego dziedzica Brooks Express Shipping wychowuje ktoś taki jak ja. Jakiś sędzia, znajomy twojego ojca, mógłby bardzo szybko załatwić ci pełnię praw rodzicielskich.

– Nie posunąłbym się do tego.

– Na pewno zrobiłbyś wszystko, co uznałbyś za najlepsze dla niego. Skąd miałam wiedzieć, jakie będą tego konsekwencje? A gdybyś stwierdził, że będzie mu lepiej z tobą, a ja jestem tylko przeszkodą? Nie mam pieniędzy ani kontaktów, żeby z tobą walczyć. Nie mogłam ryzykować.

Łzy napływały jej do oczu, lecz nie chciała przy nim płakać.

– Nie mogłabym znieść, gdybyś oddał go w ręce niań i prywatnych nauczycieli, a potem próbowałbyś go przekupić podarunkami, bo nie miałbyś dla niego czasu, zbyt zajęty budowaniem rodzinnego imperium. Wysłałbyś go do szkoły z internatem, tłumacząc, że chcesz mu zapewnić jak najlepsze wykształcenie, choć tak naprawdę chciałbyś się go pozbyć. Jared nie był planowanym dzieckiem i nie urodził się jako owoc małżeństwa akceptowanego przez twoją rodzinę, dlatego boję się, że domagasz się swoich praw dla zasady, ale nie jestem pewna, czy potrafiłbyś go kochać.

Gavin milczał, słuchając jej wywodu. Jego gniew ustąpił. Wyglądał teraz na bardzo zmęczonego, jak Jared po całym dniu bez drzemki. Chciała odgarnąć kosmyk jego włosów z czoła, dotknąć twardego zarostu na policzku. Wciąż pamiętała, jakie to było uczucie. Jego zapach przypomniał jej, jak trudno było jej się z nim rozstać, bo nigdy nie przestała go pragnąć. Nadal tak na nią działał, lecz tym razem komplikacje mogły być znacznie poważniejsze.

– Nie rozumiem, jak mogłaś tak o mnie pomyśleć – odezwał się wreszcie stłumionym głosem.

– Bo sam przez to przechodziłeś – wyjaśniła. – Opowiadałeś mi, że rodzice nie mieli czasu dla ciebie i rodzeństwa, że cierpiałeś, kiedy odesłali cię do szkoły. Nie chciałam tego dla Jareda nawet za cenę największego bogactwa na świecie. Nie wyobrażałam sobie, żeby mój syn miał spędzić całe życie na przygotowaniach do roli prezesa Brooks Express Shipping.

– Co w tym złego? – W jego głosie znowu pobrzmiewała złość. – Mógłby go spotkać gorszy los niż dorastanie w bogatym domu i prowadzenie świetnie prosperującej firmy założonej przez jego przodków. To chyba lepsze niż życie w biedzie w małym mieszkanku i noszenie ciuchów z second-handu.

– Nie kupuję mu ubrań w second-handach! – oburzyła się. – Zapewne wydaje ci się, że żyjemy w nędzy, ale to nieprawda. Mam małe mieszkanie, jednak okolica jest spokojna, Jared może bawić się w parku, nie chodzi głodny, ma dużo zabawek i, przede wszystkim, jest otoczony miłością. To zdrowe i szczęśliwe dziecko.

Przyjęła pozycję obronną, bo rozpoznała ten ton z czasów, gdy byli razem. Nie mogła znieść, kiedy ludzie z jego otoczenia traktowali ją z góry. W ich oczach nigdy nie zasługiwała na dziedzica Brooksów. Gavin nie miał prawa oceniać sposobu, w jaki zajmuje się dzieckiem.

– Wiem, że świetnie się spisujesz w roli matki, ale po co utrudniać sobie życie? Mogłabyś się przeprowadzić do ładnego mieszkania na Manhattanie, Jared miałby dostęp do najlepszego prywatnego przedszkola, dostałabyś samochód i kogoś do pomocy w gotowaniu i sprzątaniu. Mógłbym wam zapewnić wszystko, czego potrzebujecie i wcale nie musiałbym ci go zabierać. Nie musisz wszystkiego poświęcać.

– Nigdy nie miałam takich wygód. – Wiedziała, że nikt nie składa takiej propozycji bezinteresownie. – Poza tym niczego nie poświęciłam.

– Malarstwa też nie? – Spojrzał na nią uważnie. – Od dawna nigdzie nie widziałem twoich prac. W mieszkaniu nie ma ani jednego płótna. Domyślam się, że Jared zajął twoją pracownię. Gdzie się podziały twoje rzeczy?

Przyłapał ją na kłamstwie. Przyjechała do Nowego Jorku, by zostać malarką i początkowo tylko tym żyła. Jej prace spotkały się z uznaniem, miała wystawę i sprzedała kilka obrazów, ale nie mogła się z tego utrzymać, zwłaszcza kiedy pojawił się Jared.

Zmieniły się jej priorytety. Czasem brakowało jej kreatywnego zajęcia, ale nie żałowała, że tak się stało.

– Są w szafie – odrzekła.

– Kiedy malowałaś po raz ostatni?

– W zeszłą sobotę. – Zmrużył powieki, słysząc zbyt szybką odpowiedź. – Okej, bawiłam się z Jaredem i malowaliśmy palcami. Ale miło spędziliśmy czas. Jest teraz dla mnie najważniejszy.

– Nie powinnaś rezygnować z czegoś, co kochasz.

– Życie to nieustające kompromisy. Sam wiesz, jak to jest zrezygnować z czegoś, co się kocha, na rzecz obowiązków.

Zesztywniałmoment. Pamiętała, że gdy byli razem, praca już dawała mu się we znaki. Teraz na pewno pochłaniała go jeszcze bardziej. Kiedy na niego spojrzała, wyglądał przez okno, pogrążony w myślach.

Przebywanie z nim w jednym samochodzie wydawało jej się czymś jakby nierealnym. Wciąż czuła pociąg, jaki kiedyś ich łączył. Chodzili z sobą przez półtora miesiąca i był to namiętny okres. Nie tylko ze względu na seks, bo wspólnie delektowali się etniczną kuchnią, uwielbiali prowadzić polityczne debaty, odwiedzać muzea i kochać się pod gwiazdami. Potrafili rozmawiać godzinami.

Więź, która pojawiła się między nimi, na chwilę pozwoliła jej zapomnieć o różnicach, ale to przez nie czuła, że ich związek nie przetrwa próby czasu. Wkrótce i tak by się rozstali albo Gavin zażądałby, aby się dla niego zmieniła, a to nie wchodziło w rachubę.

Nie przejęła zasad rodziców, dorastając w zaściankowym miasteczku w Nebrasce, i wyjechała do Nowego Jorku, żeby być sobą, a nie zostać jedną z żon Brooksów.

Za wcześnie poznała rodziców Gavina – przypadkiem, w restauracji, do której wybrali się po miesiącu znajomości. Na Sabine zrobiło to piorunujące wrażenie. Matka Gavina wyglądała nienagannie i dystyngowanie, stanowiąc idealny dodatek do wizerunku ojca.

Właśnie wtedy Sabine stwierdziła, że nigdy nie zgodziłaby się na to, by wtopić się w tło swojego życia jak tamta kobieta.

Bardzo kochała Gavina, ale siebie – a teraz Jareda – jeszcze bardziej. Przebywając z nim teraz tak blisko, czuła jednak, że jej zdecydowanie słabnie. Chyba zbyt długo ignorowała cielesne potrzeby.

– I co w tej sytuacji zrobimy? – spytała wreszcie.

Gavin spojrzał na nią i wziął ją za rękę, jakby przed chwilą odczytał jej myśli. Poczuła, jak przez jej ciało przepływa fala ciepła, budząc do życia każdy nerw. Wystarczyło, że jej dotknął, a co by się stało, gdyby ją pocałował?

Chyba oszalała! Przecież zerwała z nim nie bez powodu. Być może będzie zmuszona nawiązać z nim nową relację ze względu na Jareda, ale to nie oznacza, że powinni drugi raz wejść do tej samej rzeki.

Musi trzymać go na dystans, jeśli wie, co dla niej dobre. Już kiedyś pozwolił jej odejść, jakby się nie liczyła, a teraz próbował się do niej zbliżyć, bo urodziła mu syna.

Gładził kciukiem jej dłoń, budząc w niej wspomnienia pieszczot, do których takie gesty zwykle prowadziły. Odmawiała sobie tego od czasu, gdy została matką…

Spojrzał na nią z powagą.

– Pobierzemy się.

Nigdy dotąd nie oświadczył się kobiecie. Co prawda nie dał jej pierścionka podczas romantycznej kolacji przy świecach i właściwie nie poprosił jej o rękę, ale zupełnie nie spodziewał się takiej reakcji.

Bo Sabine wybuchnęła głośnym śmiechem. Nie mogła wiedzieć, jak wiele kosztowało go poproszenie drugiej osoby, by stała się częścią jego życia. Sądził, że to odpowiednia chwila: gdy jej dotknął, rozchyliła zmysłowo usta, a jej źrenice się rozszerzyły.

Niestety bardzo się pomylił.

– Mówię poważnie! – Próbował przekrzyczeć jej śmiech, ale rozśmieszył ją tym jeszcze bardziej. Odczekał, aż się uspokoi. – Wyjdź za mnie – powtórzył.

– Nie.

Ta odmowa zabolała go znacznie dotkliwiej. Sabine miała podobną minę jak wtedy, gdy z nim zerwała.

– Dlaczego nie? – Nie zdołał ukryć urazy. Przecież jest świetną partią, nawet jeśli jego oświadczyny pozostawiają wiele do życzenia.

Poklepała go po ręce z uśmiechem.

– Bo wcale nie chcesz się ze mną ożenić, po prostu próbujesz stworzyć rodzinę dla dobra syna. Doceniam to, ale nie wyjdę za kogoś, kto mnie nie kocha.

– Mamy razem dziecko.

– Dla mnie to nie jest wystarczający powód.

– Uregulowanie prawnej sytuacji dziecka nie jest dla ciebie wystarczającym powodem?!

– Nie mówimy o następcy tronu, który musi być z prawego łoża. Dziś nie stygmatyzuje się już dzieci, których rodzice nie mają ślubu. Wystarczy, że będziesz w jego życiu i poświęcisz mu dużo czasu.

– Dużo czasu? – Zmarszczył brwi.

– Nie zamierzam przedstawiać mu tatusia, który nie będzie poświęcał mu uwagi, bo musi pracować po nocach. Kiedy dorośnie i będzie grał w baseball, musisz przychodzić na mecze, nie może cię też zabraknąć na jego urodzinach. Jeśli nie możesz się zaangażować na sto procent, daj sobie spokój.

Uderzyły go te słowa. Jego ojciec i matka nie byli złymi rodzicami, po prostu pochłaniała ich praca i inne zajęcia, dlatego dobrze wiedział, jak to jest znaleźć się na szarym końcu czyjejś listy priorytetów.

Pamiętał, jak przesiadywał na marmurowych schodach rodzinnego domu, czekając na ich powrót, a oni się nie pojawiali. Obiecał sobie, że nie zrobi tego swoim dzieciom, ale jeszcze niezupełnie do niego dotarło, że ma syna. Kierował się instynktem, pragnąc wreszcie mieć w życiu kogoś, kto go nie opuści.

To dlatego od razu zjawił się na Brooklynie, nie zastanawiając się nawet, czy poradzi sobie z dzieckiem. Brakowało mu doświadczenia, więc zapewne znalazłby kogoś, kto mógłby go zastąpić. Miał w tej chwili zbyt dużo na głowie, zwłaszcza że domykał ważną transakcję, nie mógł więc pozwolić, by coś go rozpraszało.

Tego Sabine się obawiała.

Gdy byli razem, zaniedbywał dla niej pracę albo ją dla pracy, nie mogąc znaleźć równowagi. Właściwie do tej pory nie ustatkował się dlatego, że pracę stawiał na pierwszym miejscu, podobnie jak jego ojciec, który dopiero gdy oddał stery BXS w ręce Gavina, postanowił zwolnić tempo. Ale zanim to się stało, przegapił okres dorastania swoich dzieci.

Gavin nie miał wyboru. Został ojcem, dlatego musiał znaleźć sposób, by utrzymać firmę na szczycie i dopełnić obowiązków wobec Sabine i syna.

– Jeśli poświęcę mu czas, pozwolisz mi sobie pomóc?

– W czym?

– W życiu. Znajdę ci ładne mieszkanie, gdzie tylko zechcesz, opłacę naukę Jareda i zatrudnię pomoc domową, która może nawet odbierać Jareda z przedszkola, jeśli będziesz chciała pracować.

– Dlaczego miałbyś to robić? Musiałbyś wydać fortunę.

– Potraktowałbym to jako inwestycję w moje dziecko. Gdyby żyło ci się łatwiej, byłabyś bardziej zrelaksowaną i szczęśliwą mamą, a Jared miałby więcej czasu na naukę i zabawę, gdyby nie spędzał go tyle w metrze i autobusach. Przyznam, że byłoby mi też łatwiej go odwiedzać, gdybyś przeprowadziła się na Manhattan.

Widział, że Sabine toczy wewnętrzną walkę. Musi jej być ciężko samodzielnie wychowywać Jareda. Na pewno brakuje jej czasu i pieniędzy.