Wydawca ebooka: Drageus Publishing House Wydawca audiobooka: Heraclon International Sp. z o.o. Kategoria: Fantastyka i sci-fi Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 535 Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 15 godz. 38 min Lektor: Piotr Borowski

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 15 godz. 38 min Lektor: Piotr Borowski

Opis ebooka Nexus - Ramez Naam

Ludzkość awansuje na kolejny poziom

W niedalekiej przyszłości eksperymentalny nanonarkotyk Nexus może łączyć ludzi, umysł z umysłem. Są tacy, którzy chcą go ulepszyć. Są tacy, którzy chcą go zlikwidować. I są tacy, którzy chcą go tylko używać.

Młody naukowiec zostaje złapany na wprowadzaniu poprawek do struktury Nexusa, poprawek, które mogą zmienić oblicze ludzkości. Żeby ujść z życiem i ochronić przyjaciół, musi nagle stać się szpiegiem i stawić czoła śmiertelnemu niebezpieczeństwu daleko poza granicami swojego kraju. Stawka okazuje się o wiele wyższa, niż się początkowo zdawało.

Z akademickich sal prosto w kuluary władzy, z kwatery głównej elitarnej amerykańskiej agencji w Waszyngtonie do tajnego laboratorium pod uniwersytetem w Szanghaju, z podziemia San Francisco na czarny rynek biotechnologii w Bangkoku, z międzynarodowej konferencji na temat biotechnologii do dalekiego klasztoru w górach Tajlandii. „Nexus” to niesamowita jazda poprzez przyszłość na krawędzi katastrofy.

Opinie o ebooku Nexus - Ramez Naam

Fragment ebooka Nexus - Ramez Naam

Ramez Naam

NEXUS

Przekład Dominika Repeczko

Warszawa 2013

Originally published in the English language by Angry Robot Ltd under the title: NEXUS

© Ramez Naam 2013

Projekt okładki: Argh! Oxford

Redakcja: Rafał Dębski

Korekta: Agnieszka Pawlikowska

Skład i łamanie: PRESS POINT Ewa Jurecka

Wydawca:

Drageus Publishing House Sp. z o.o.

ul. Kopernika 5/L6

00-367 Warszawa

e-mail:drageus@drageus.com

www.drageus.com

ISBN EPUB: 978-83-64030-11-6

ISBN MOBI: 978-83-64030-12-3

Konwersja:

Dla Mamy i Taty,

którzy sprowadzili mnie na ten świat, wychowali mnie

i wspierali na każdym kroku

1 Protokół Don Juana

Piątek, 17 lutego 2040, godzina 22.55

Kobieta, która nazywała siebie Samantha Cataranes, wysiadła z taksówki i ruszyła w kierunku budynku przy Dwudziestej Trzeciej Ulicy. Drzwi domu stanęły otworem, wylewając na ulicę potoki światła, muzyki i głosów wprost w ciemność nocy. Z wnętrza ramię w ramię wyszły dwie młode kobiety, całkowicie pogrążone w rozmowie. Mijając Sam, uśmiechnęły się do niej, a ona odwzajemniła uśmiech. W tej samej chwili system identyfikacji twarzy dokonał rozpoznania i użył taktycznych szkieł kontaktowych do wyświetlenia wieku, imion i stopnia potencjalnego zagrożenia. Wszystko na zielono. Cywile. Bez żadnego związku z misją. Sam obrzuciła spojrzeniem fasadę budynku. W polu widzenia rozświetliły się elementy konstrukcyjne, instalacja elektryczna, okablowanie sieciowe, a także słabe punkty w ścianach oraz okna i drzwi, które mogły posłużyć do szybkiego wejścia lub opuszczenia budynku. Mrugnięciem usunęła wszystkie te informacje. Tej nocy ta wiedza do niczego jej się nie przyda.

Kiedy wchodziła na schody, lewe kolano zakłuło ją boleśnie. Pamiątka po fatalnej strzelaninie przed Sari. Jakby kiedykolwiek mogła zapomnieć tamtą noc.

Twarz miała napiętą. Usta były zbyt pełne, policzki naprężone, a szczęka dziwacznie przekrzywiona. Nerwy buntowały się przeciw wizerunkowi, który starała się przyjąć. Jaką ulgą byłoby rozluźnić się i mieć swoją zwykłą twarz.

Wspomnienia urywków dzisiejszej odprawy pojawiły się w jej myślach nieproszone. Wysadzony w powietrze budynek i ciała rozrzucone dookoła. Przywódcy religijni zamordowani przez zaufanych przyjaciół. Politycy nagle i niewytłumaczalnie zmieniający zdanie. Wszystkie samobójcze zamachy, morderstwa, przewroty polityczne, puste twarze nieludzko lojalnych i bezwarunkowo oddanych superżołnierzy. Wszystkie te rzeczy łączył jeden wspólny szczegół – nowa technologia warunkowania z Pekinu. Technologia, do której może ich doprowadzić dzisiejszy cel, dzięki czemu będą o krok bliżej do jej zrozumienia i pokonania.

Sam otworzyła drzwi i dołączyła do bawiącego się towarzystwa z szerokim uśmiechem na nie swojej twarzy. Poczuła uderzenie głośnej, pulsującej muzyki. Zapach dziesiątek ciał drażnił jej wyostrzone zmysły. Nakładane przez taktyczne szkła opisy tożsamości zebranych roiły się ponad morzem twarzy niczym chmara insektów. Gdzieś w tym domu będzie mogła znaleźć swojego człowieka.

Piątek, 17 lutego 2040, godzina 23.10

– Masz ochotę poskakać? – zapytała dziewczyna. Pochyliła się blisko. Wystarczająco blisko, by przekrzyczeć zgiełk muzyki, wystarczająco blisko, by ją pocałować.

Kaden Lane obserwował uważnie, ze skupieniem naukowca, jak Don Juan kształtował reakcje jego ciała. Lekki uśmiech. Uwolnienie oksytocyny. Rozszerzenie naczyń włoskowatych w policzkach. Mieszanka pewności siebie i oczekiwania. Proponowane odpowiedzi przemknęły mu przez głowę i niemal uformowały na wargach, kiedy pakiet oprogramowania konwersacyjnego wyszukiwał możliwości:

[Tak, uwielbiam tańczyć]

[Jasne, jaką muzykę lubisz?]

[Tylko z taką piękną dziewczyną jak ty]

Sygnały rozprzestrzeniły się po znacznie zmodyfikowanej sieci Nexusa w jego mózgu. Nanostruktury narkotyku oceniły, przetworzyły i przetransformowały dane. Don Juan podjął decyzję w ciągu milisekund. Sygnał wejściowy dotarł do węzłów Nexusa, przyłączonych do neuronów ośrodka mowy w płacie czołowym i skroniowym. Impuls nerwowy popędził stamtąd do ośrodka ruchowego, a następnie do mięśni języka, szczęki, ust i przepony. Ułamek sekundy po tym, jak usłyszał głos dziewczyny, właśnie te mięśnie poczęły się kurczyć, generując reakcję.

– Tak, uwielbiam tańczyć – usłyszał siebie samego Kade. Zastanawiał się jednocześnie, kto pisze takie kretyńskie teksty.

– Zobaczymy, czy dzieje się dziś coś ciekawego?

Frances. Miała na imię Frances. Spotkali się dwadzieścia minut temu w korytarzu. Miała dwadzieścia sześć lat, urodziła się pod znakiem Panny, była projektantem graficznym w branży handlowej. Ładnie pachniała, lubiła dotykać go, gdy mówiła, i wyglądała atrakcyjnie w obcisłych spodniach i głęboko wyciętym topie. Uwielbiała acro-yogę, głośną muzykę taneczną, podróże po Ameryce Południowej i swoje dwa koty.

Kade nigdy wcześniej nie zapytał nikogo o znak zodiaku. Podejrzewał, że w pewnym sensie i tym razem tego nie zrobił. Zrobiło to oprogramowanie za pomocą jego ust i płuc. Czy to się liczyło?

Test miał jedynie dowieść, że oprogramowanie bazujące na interfejsie Nexusa mogłoby kontrolować ośrodek mowy i słuchu w rzeczywistym środowisku. To Rangan nalegał, żeby na tej platformie przetestować aplikację randkową i żeby Kade został testerem.

– Musisz gdzieś wyjść i trochę się zabawić, chłopie – mówił. – Wszystko, co musisz robić, to pokręcić się trochę. Flirtowanie z dziewczynami jest dokładnie tym, czego ci potrzeba.

Następnym razem, pomyślał Kade, niech Rangan robi sam swoje testy polowe.

– Jasne, zobaczmy – odpowiedział Don Juan.

Kade wyjął telefon i umocował go w ścianie obok.

– Bay Area. Dance party. Impreza taneczna dziś wieczorem. Pełne zanurzenie dla dwojga – powiedział Don Juan.

Frances odwróciła się, by stać przodem do kamery. Jeden z imprezowiczów, przepychający się w głąb sali, potrącił ją i dziewczyna przytuliła się do boku Kade’a.

Musiał przyznać, że jej ciało było ciepłe i kuszące. Objął ją w talii, kiedy telefon odpowiadał na żądanie. Może jednak Rangan miał rację…

Projektory siatkówkowe odnalazły ich oczy, głośniki kierunkowe wymierzyły w uszy i otaczająca ich rzeczywistość ustąpiła miejsca wspólnej wizji.

PRZECIĄŻENIE SEROTONINĄ IV

Krótka zapowiedź programu zalała ich zmysły. Pulsująca muzyka, synkopowe światła i radosne uśmiechy obejmujących się tancerzy.

– Za sztywne dla mnie – skrzywiła się Frances.

Kade zaśmiał się krótko.

– Następny.

CYGNUS EXPRESS – PROJEKT FUNDACJI ODYSEUSZA

Ogrom przestrzeni, planety krążące wokół odległych słońc, pozostali imprezowicze w lśniących imitacjach kombinezonów próżniowych, przerywany dźwięk sygnalizujący kontakt w statycznym promieniowaniu kosmicznym i nakładający się na niego ostry, hipnotyzujący rytm.

Frances wzruszyła ramionami. Cholernie fajnie było czuć ją tak blisko.

– W przestrzeni – powiedziała – nikt nie słyszy, jak tańczysz.

Kade powtórzył jej gest.

– Następny.

BARA-BARA – NIEUSTANNE PASMO SEKSU

Nowe widoki i dźwięki. Wirujące, półnagie ciała, skóra ocierająca się o skórę, pulsujące jęki, szybkie błyski ust, bioder i piersi.

Frances przysunęła się jeszcze odrobinę.

– To wygląda na gorącą imprezę, jak myślisz?

Kade się roześmiał. Żadnej innej nocy nie miałby jaj na tyle, żeby wybrać taką scenografię. Ale pieprzyć to.

Jego zadanie polegało na określeniu granic możliwości programu, który stworzyli w oparciu o nanoskalowe elementy Nexusa.

To będzie rewelacyjny test, przekonywał się w myślach. Robię to dla nauki.

Don Juan odpowiedział za niego:

– Może. Zamierzasz się do mnie dobierać? – Kade pozwolił, by program przejął kontrolę, i mrugnął do niej.

Frances uśmiechnęła się znacząco, unosząc przy tym brwi. Wciąż przytulona, obróciła się do niego.

– To by ci się podobało, prawda? – Uniosła ku niemu piękne zielone oczy i zatrzepotała rzęsami.

– Myślę, że cała przyjemność byłaby po twojej stronie – odparł Don Juan. Kade objął ją w pasie, przytrzymał jeszcze bliżej i spojrzał głęboko w oczy.

Frances przygryzła dolną wargę.

– Udowodnij.

Kade zacząłby się jąkać i czerwienić, ale teraz kierowała nim logika o wiele bardziej wyrachowana.

– U mnie czy u ciebie?

Całowali się, stojąc w pokoju, do którego się wślizgnęli. Kade opierał się o ścianę. Frances była chichotką. Robiła to z entuzjazmem, którym zaraziła Kade’a. Całowali się i całowali, chichotali i szeptali, a chłodne i rzeczowe podejście mężczyzny zaczęło brać w łeb. Ktoś otworzył drzwi, dostrzegł ich i wycofał się, przepraszając. Z tego było jeszcze więcej chichotów. A w efekcie także więcej pocałunków. Śmiech ustąpił miejsca westchnieniom, a ręce zaczęły błądzić po ciałach. Niewielka przestrzeń między nimi płonęła żarem. Oddech Frances stał się ciężki i płytki. Tak jak Kade’a.

Dialogi są beznadziejne, ale nie można narzekać na efekty, pomyślał Kade. Był jeszcze jeden test, który obiecał przeprowadzić. Tym razem chodziło o interfejs kinestetyczny…

Całował ją z zamkniętymi oczami, zanurzony w systemie operacyjnym Nexusa, który wspólnie z Ranganem zbudowali w oparciu o miliony nanostruktur narkotyku, wypełniających ich mózgi.

Łagodnie jarzące się liczby przewijały się na dolnej krawędzi pola widzenia. Po prawej stronie wisiała kolumna ikon, a zapis badań z notatkami z testów polowych został zminimalizowany do paska. Stłumiony ryk imprezy wciąż dudnił w uszach. Kade szybko sprawdził tętno, oddech, aktywność neuroelektryczną, status interfejsu, poziom neurotransmiterów i neurohormonów. Wszystkie dane świeciły zielenią. Widział, jak kopia Don Juana, którą Rangan ukradł i zmodyfikował, odtwarza wzorce będące częścią oprogramowania. Działała jak należy, korzystając jedynie z tych zasobów, które jej przydzielił. Zminimalizował program do paska i poszukał innego, który Rangan rąbnął z Wirtualnego Porno i przerobił tak, aby ten wysyłał sygnały wyjściowe do oprogramowania kontrolującego ciało.

Peter North.

[uruchom: peter_north tryb: pełna_interakcja priorytet: 1 poziom_nieprzyzwoitości: 2]

Frances przytuliła się mocniej. Już nie chichotała. Wilgotne usta otarły się o jego szczękę, wtuliły się w jego wargi. Czuł ciepło jej ciała. Obcisłe spodnie, gładkie i śliskie, wspaniale opinały jej pupę. Delikatnie rozchyliła uda i podczas pocałunku naparła na niego biodrami, ocierając się kroczem o jego nogę. Jej cichutkie jęki trafiały bezpośrednio do jakiejś pierwotnej części jego mózgu.

W polu widzenia wciąż płynęły ikony i cyfry.

Kade zignorował jeden zestaw bodźców i pozwolił się pochłonąć przez inny.

Teraz dowodził Peter North – wirtualny pornobot, który Rangan zwinął z sieci i przystosował do systemu operacyjnego Nexusa w celu przetestowania interfejsów kinestetycznych. Program wypluł z siebie zmiany pozycji kończyn, mięśni i stawów. W mózgu Kade’a zapłonęły węzły Nexusa, sygnały popędziły z ośrodka ruchu do kończyn i ciało mężczyzny zareagowało.

Frances miękko jęknęła, kręcąc biodrami, i przywarła do jego lędźwi. Peter North delikatnie przesunął rękę Kade’a po jej plecach, poniżej dolnej krawędzi topu, docierając do obcisłych spodni. Jego dłoń ścisnęła lekko jeden z doskonałych pośladków, po czym uniosła się i opadła, wymierzając Frances głośnego klapsa.

– Oooch – zamruczała dziewczyna. Lekko zacisnęła zęby na jego dolnej wardze i pociągnęła. Jej palec pocierał jego klatkę piersiową, drażniąc sutek. Uszczypnęła go, sprawiając tym razem odrobinę bólu.

Cholera, myślał Kade. Jak mogłem uważać, że to zły pomysł?

Peter North złapał Frances za biodra, skierował się w stronę kanapy i pchnął na nią dziewczynę. Oprogramowanie poprowadziło jego ciało w dół. Klęknął na skraju mebla i rozszerzył kolanem jej uda. Zatopił dłonie we włosach Frances i zacisnął je w pięści.

Peter North pociągnął, przechylając jej głowę i zmuszając, by spojrzała na niego. Poczekał, aż otworzy oczy, przytrzymał ją jeszcze przez chwilę, po czym mocno pocałował.

Dziękuję, dziękuję, dziękuję, Ranganie, że zmusiłeś mnie, żebym tu przyszedł i trochę się zabawił, myślał.

Frances odpowiedziała paznokciami, których ostrość poczuł boleśnie nawet przez ubranie. Wypchnęła biodra do przodu, mocniej napierając na jego kolano, owinęła nogami jego udo i zamruczała mu prosto w usta, gdy jej dłonie znalazły pasek i odszukały drogę pod jego koszulę. Szukając miękkiej skóry, gotowe utoczyć krwi.

Kade zmusił się do koncentracji. Do koncentracji i robienia notatek w zapisie badania. W końcu był naukowcem, do cholery.

[Świetna kontrola nad mięśniami. Reakcje systemu doskonałe. Prawdopodobnie niewystarczająca reakcja na ból].

Na zewnątrz Peter North trzymał jedną rękę na piersi dziewczyny, a drugą zanurzał w jej włosach. Nie miał na sobie koszulki, a Frances gryzła go, przesuwając się od piersi w dół, aż do brzucha.

[Zdecydowanie niewystarczająca reakcja na ból].

Jej dłoń znajdowała się teraz na jego kroczu. Kade był twardy, twardy na tyle, na ile pozwalały ograniczenia bezpieczeństwa, które zaprogramowali wspólnie z Ranganem. Frances wydawała się zadowolona z efektów. Uśmiechnęła się uwodzicielsko, jej dłoń ścisnęła go przez spodnie i zaczęła poruszać się w górę, w dół, w rytmie, w jakim ocierała się o jego nogę…

Kade tego nie zanotował. Zdążył już obszernie przetestować moduł erekcji.

Frances uśmiechnęła się z fałszywą skromnością i mocniej ścisnęła jego członka.

– To dla mnie? – Oblizała lubieżnie usta.

Umysł Kade’a zapełnił się obrazami tego, co się za chwilę stanie. Serce zabiło mu mocniej w oczekiwaniu. Otworzył usta, żeby odpowiedzieć.

[ostrzeżenie interfejsu – maksymalna ilość impulsów na sekundę > parametry]

[ostrzeżenie interfejsu – utrata pakietów w połączeniu 0XE439A4B]

[ostrzeżenie interfejsu – wywołanie systemowe nie powiodło się OXA27881E]

[ostrzeżenie interfejsu – wywołanie systemowe nie powiodło się OXA27881E]

[ostrzeżenie interfejsu…]

O kurwa, pomyślał.

Błędy i ostrzeżenia zalały pole widzenia. Odczyty parametrów zmieniły się na żółte, a potem na czerwone. Przepustowość magistrali wewnątrzkorowej została zapchana. Zaczął tracić pakiety danych. Moc procesora była marnowana na próby wykrywania i korekcji błędów, które system chciał jak najszybciej naprawić.

Na zewnątrz nikt nie kontrolował ciała Kade’a, ani on, ani Peter North. Spazmatycznie wyrzucał biodra do przodu, a ręce mocno trzymały głowę zaszokowanej Frances. Ciągle ubrany, z każdym wypchnięciem miednicy uderzał kroczem w twarz dziewczyny. Miał szeroko otwarte oczy i nieobecny wzrok, a z gardła wydobywały się chaotyczne dźwięki:

– Ugh. Ugh. Ugh.

[ostrzeżenie interfejsu – maksymalna ilość impulsów na sekundę > parametry]

[ostrzeżenie interfejsu – maksymalna ilość impulsów na sekundę > parametry]

[ostrzeżenie interfejsu…]

Kurwa, kurwa, kurwa.

[system stop] – wydał komendę.

Nic.

[system stop] – powtórzył.

[system stop] [system stop] [system, kurwa, stop!]

Neuromięśniowa stymulacja ustała. Wewnętrzny wyświetlacz Kade’a zgasł. Mięśnie rozluźniły się, a biodra przestały ruszać.

Dłonie uwolniły głowę Frances. Sukces!

Kade wypuścił powietrze.

Nagle kolejny spazm przetoczył się przez każdy mięsień w jego ciele, a potem kolejny i jeszcze jeden…

Co? O ja pierdolę.

Miał wytrysk.

Rzucił się w tył i padł na łóżko, wyginając się w łuk i zwijając przy tym palce stóp, gdy jakiś efekt uboczny stymulacji ogarnął całe jego ciało ekstazą.

Wybuchnął śmiechem, a po policzkach potoczyły się łzy. Obrócił się na bok, czując błogość, zmieszanie, wesołość i senny spokój. Achhhh.

– Co to, kurwa, było?! – Frances stała i wrzeszczała na niego, trzymając się za twarz. – Co, do cholery, jest z tobą nie tak?!

Kade obrócił się zamroczony. Otworzył usta, żeby przeprosić, wyjaśnić, starał się podnieść.

– Frances…

– Nie wstawaj, palancie! – Wycelowała w niego palec. – Wychodzę z tego pokoju i jeśli drgniesz, to zacznę wołać o pomoc!

Cofała się w kierunku drzwi.

– Poczekaj. Przepraszam. Nie chciałem…

– Zamknij się! Pierdolony panie minutko. Następnym razem, dupku, jak będziesz chciał się ostro zabawić, najpierw zapytaj.

Otworzyła drzwi i zatrzasnęła je za sobą. Słyszał jeszcze, jak krzyczy:

– Uwaga, w środku jest jeden zboczeniec…

Cóż, pomyślał. Nie poszło zbyt dobrze.

Piątek, 17 lutego 2040, godzina 23.47

Szli po niego. Korpus. Jego bracia. Słyszał helikoptery i strzały z broni lekkiej. Znaleźli miejsce, w które został zabrany, miejsce, gdzie był przetrzymywany, miejsce, gdzie miał okazję z bliska zobaczyć, jak wygląda piekło. Nigdy nie porzucamy towarzyszy. Idą po niego i niech Bóg ma w opiece tego, kto stanie na ich drodze.

Watson Cole przebudził się nagle zlany potem. Serce biło jak oszalałe i czuł, jakby w gardle miał wielką kulę. Leżał na wpół podparty na łóżku i unosił w górę potężne, ciemne ramię, jakby osłaniał się przed ciosem. Cały się trząsł.

Kurwa. To tylko sen. Kolejny koszmar.

– Światła – powiedział głośno.

W małym pokoju rozjaśniło się. Światło przepędziło koszmary. To nie był KZ. To nie była wojna. Był w swoim mieszkaniu w San Francisco.

Pozwolił, by jego ciało opadło na materac. Pościel była mokra od potu.

Oddychaj. Rozluźnij się. Oddychaj.

Tym razem to było ocalenie. Ocalenie i dziewczyna. Lunara. Śnił o wszystkich. O Armanie, Nurzhanie, Temirze. Najwięcej o Lunarze. O tej, która go uwięziła. O tej, która użyła narkotyku zwanego Nexusem, żeby włamać się do jego umysłu i otworzyć drogę sobie i wielu innym. O tej, która zapełniła mu głowę piekielnymi wspomnieniami ofiar tej wojny. Minęły dwa lata, a on wciąż o nich śnił. Przeżywał we śnie ich życia.

Dlaczego ja? Dlaczego to musiałem być właśnie ja?

Znalazł się w niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu. Po prostu. Gdyby się tam nie znalazł…

Teraz wciąż bym tam był. Zabijałbym dla kraju. Mordował. Nieświadomy. Ślepy. Szczęśliwy.

A ktoś inny miałby to piekło w swojej głowie.

Oddychaj. Zrelaksuj się. Oddychaj.

Jego serce zwolniło. Dygot niemal ustał. Spojrzał na zegarek przy łóżku. Nie było jeszcze nawet północy.

Spał tylko godzinę. Spojrzał na nocny stolik, w którego górnej szufladzie znajdowało się opakowanie tabletek. Mógł się odurzyć do nieprzytomności pozbawionej snów. Jednak z każdym kolejnym razem stawało się to trudniejsze. Ciągle zwiększał dawki leku.

Nie prosił o to piekło, lecz do niego przyszło. Nie prosił, żeby ktoś otworzył mu oczy, ale zostały otwarte. Nie prosił o szansę na odkupienie, a jednak ją otrzymał. Otrzymał w postaci tych młodych, idealistycznych dzieciaków, które uczyniły go częścią swojej rodziny. Otrzymał w postaci modyfikacji i ulepszeń Nexusa, które przekształciły narkotyk w jeszcze doskonalsze narzędzie służące do wpływania na serca i umysły innych.

Nexus go zmienił. Pokazał mu jego czyny oczyma innych ludzi. Pokazał mu ogrom zła, które on i inni jemu podobni uczynili. Wzbudził potrzebę poszukiwania innej drogi, aby uczynić świat lepszym. A skoro narkotyk potrafił zrobić to jemu, najtwardszemu z twardych, to co mógł zrobić z innymi?

Watson Cole podniósł się i założył dres. Postanowił doprowadzić swoje nadludzko wytrenowane ciało do wyczerpania. Nie popadnie w zależność od tabletek. Utrzyma się w świetnej formie. Miał sprawy do załatwienia, zanim zapłaci za swoje dawne zbrodnie.

Narkotyk, który go odmienił, mógł zmienić cały świat. Watson Cole miał sprawić, że tak się stanie.

Piątek, 17 lutego 2040, godzina 23.55

Kurde, pomyślał Kade. Zły moment na buga w systemie. Stał w łazience i ochlapywał wodą twarz, próbując się pozbierać. Czas się stąd wymknąć i sprawdzić, czy można usunąć usterkę.

Otworzył drzwi od toalety i wszedł między stłoczonych ludzi. Tylne wyjście będzie najbezpieczniejsze.

Był już w pół drogi, starannie unikając kontaktu wzrokowego, kiedy usłyszał swoje imię i poczuł rękę na ramieniu.

– Hej, Kade! – To była Dominique, gospodyni. Cholera.

– Kade, chciałabym, żebyś kogoś poznał – ciągnęła Dominique. – To jest Samara. Sam, poznaj Kadena Lane’a, Kade, poznaj Samarę Chavez. Sam wspomniała mi o artykule, który przeczytała, i to przypomniało mi o twojej pracy.

Sam wyglądała na dwadzieścia parę lat, miała oliwkową skórę i czarne proste włosy do ramion. Ubrana była w eleganckie czarne spodnie i obcisły szary sweter. Pod ubraniem rysowały się mięśnie. Miała budowę pływaczki.

– Miło cię poznać, Kade. Dominique mówiła, że piszesz doktorat z komunikacji między mózgiem a komputerem.

Kade spojrzał w kierunku tylnych drzwi. Tak blisko…

– Tak. W laboratorium Sancheza na Uniwerystecie Kalifornijskim w San Francisco. O czym był ten artykuł?

– Dwie małpy, z połączonymi bezprzewodowo częściami mózgów. Jedna mogła widzieć oczyma drugiej.

Warwick i Michelson. O tym akurat prasa sporo pisała.

– Jasne, to był dobry artykuł – powiedział. – Pracuję z tymi facetami od czasu do czasu. Są na Berkeley.

– Fajnie – odpowiedziała Sam. – Też zajmujesz się takimi rzeczami?

Dominique się ulotniła.

Kade przestąpił z nogi na nogę, boleśnie świadomy plamy w okolicach rozporka.

– Wiele grantów, jakie otrzymujemy, jest przeznaczonych na badania interfejsów kontrolujących funkcje ciała, kontrolę nad mięśniami i tak dalej. – Przez głowę Kade’a przeleciało wspomnienie jego bioder, nad którymi stracił kontrolę, uderzających rytmicznie w twarz Frances. Zaczął mówić szybciej: – Rozumiesz, pomoc sparaliżowanym ludziom w odzyskaniu możliwości ruchu. Moja praca dotyczy wyższych funkcji mózgu. Pamięć, uwaga, wiedza, charakter. – Kade przerwał, niepewny, ile właściwie dziewczyna chce usłyszeć na ten temat.

– Interesujące – podjęła niezwłocznie. – Czytałeś o tym eksperymencie, w którym nauczyli myszy, jaki jest układ labiryntu, a potem inne myszy uczyły się od poprzednich dzięki zlinkowaniu ich mózgów?

Kade zachichotał.

– To był mój artykuł. Pierwszy, który napisałem jako absolwent. Nikt nie wierzył, że nam się uda.

Sam uniosła brwi.

– Bez kitu. To było imponujące. Dokąd cię to doprowadziło? Myślisz, że…

Sam okazała się zaskakująco zainteresowana neurobiologią. Zasypała go pytaniami dotyczącymi mózgu, jego pracy, przyszłych planów. Kade zaczynał powoli zapominać o porażce, jaką była szybka ewakuacja. Podczas rozmowy dowiedział się kilku rzeczy o dziewczynie. Zajmowała się zawodowo archeologią danych. Pomagała firmom przekopywać stare i zdezorganizowane systemy w poszukiwaniu zaginionych informacji. Mieszkała w Nowym Jorku, a tu była tylko na kilkumiesięcznym kontrakcie. Właśnie przyjechała i szukała nowych znajomych. Była zabawna, inteligentna i ładna. Śmiała się z jego dowcipów. I, jak się okazało, mieli wspólne zainteresowania.

– A więc jesteś gościem od mózgów. Słyszałeś o tym narkotyku Nexus? – zapytała.

– Słyszałem – potwierdził powściągliwie.

– Mówią, że to nie tyle narkotyk, ile rodzaj jakiejś nanostruktury, i że w jakiś sposób potrafi połączyć mózgi. Czy to możliwe?

Kade wzruszył ramionami.

– Potrafimy to zrobić za pomocą kabli i radiowo, więc dlaczego nie za pomocą czegoś, co połykasz?

– Jasne, ale czy to rzeczywiście działa?

– Słyszałem, że tak – odpowiedział.

– Nigdy nie próbowałeś?

– To byłoby nielegalne. – Uśmiechnął się szeroko.

Sam odpowiedziała uśmiechem.

– A ty próbowałaś? – zrewanżował się.

Potrząsnęła głową.

– Miałam szansę w zeszłym roku w Nowym Jorku, ale przegapiłam okazję. Na Wschodnim Wybrzeżu jest posucha.

Świeżynka, pomyślał Kade. Przydałoby się nam do badań więcej takich nowicjuszek…

– Tutaj też jest susza. Ostatnio było sporo aresztowań.

Sam pokiwała głową.

Cokolwiek powiedziała później, Kade tego nie usłyszał. Kątem oka coś zauważył. A właściwie kogoś. Frances.

O kurwa.

– …totalny dupek. Był wyjątkowo chamski.

Stała odwrócona do niego plecami i jeszcze go nie zauważyła.

– …miał atak albo cholera wie co. Potrzebuje pomocy. I to specjalisty.

Tylne wyjście. Zaczął się przesuwać w jego kierunku.

– Wszystko w porządku, Kade?

Sam. Spojrzał na nią.

– Przepraszam, muszę już iść. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.

Zostawił ją i przepchnął się do drzwi.

Samantha Cataranes patrzyła, jak Kade Lane ulatnia się z imprezy.

Wystraszyłam go? – zastanawiała się. Na to wygląda.

Jej uwagę przyciągnął odczyt, który pojawił się na skraju obrazu wyświetlanego przez taktyczne kontaktówki. Był czerwony. Wykraczał poza skalę. Czujnik umieszczony w jej naszyjniku wykrywał transmisje Nexusa. Bez względu na to, co Kade mówił, nie tylko miał już kontakt z narkotykiem, ale używał go tego wieczora, i to w dawkach, jakich nie widziała wcześniej u żadnego człowieka.

To dziwne, że używał go tutaj, gdzie nikt inny tego nie robił. Na co komu Nexus, skoro nie było drugiej osoby, która zażyłaby narkotyk w dawce niezbędnej do nawiązania połączenia?

Czas pokaże. Znajdzie inne dojście do ich małego kręgu. Może Rangan Shankari?

Sam obróciła się i rozejrzała za kimś, z kim mogłaby porozmawiać. Wymagała tego jej rola.

Kade szybował przez trójwymiarowy labirynt neuronów i nanourządzeń. Mikrowłókna i czułki skrzyły się życiem, kiedy węzły Nexusa wysyłały i odbierały dane. Potężne dawki energii kumulowane w komórkach nerwowych osiągały progi krytyczne i spływały w dół do włókien osiowych, by wzbudzać wibracje w tysiącach innych neuronów. Postęp odzyskiwania informacji programu ukazywał się w otwartych oknach wokół niego. Obserwował zmieniające się wartości parametrów.

Po klapie, jaką zakończyła się impreza, debugowanie programu działającego w jego własnym mózgu wydawało się błogosławieństwem. Ciało spoczywało bezpiecznie w łóżku, a umysł cieszył się wewnątrz środowiska programistycznego Nexusa, starając się namierzyć wydarzenia, które doprowadziły do błędu. Był w swoim żywiole.

Podążał śladem nocnych wydarzeń przez logi, przez puls węzłów Nexusa i neuronów w mózgu, dopóki nie znalazł punktu, w którym system operacyjny zawiódł. Cofnął się i prześledził parametry, aż wreszcie zrozumiał, co się wydarzyło. Węzły Nexusa odpaliły, odpowiadając pobudzonym neuronom, i wywołały niekontrolowaną lawinę reakcji. Potrzebowali więcej ograniczeń ochronnych. To była prosta poprawka. Kod programu otworzył się przed nim i zmienił, odpowiadając na jego myśli. Kade skompilował go, przetestował, usunął nowe błędy, które się tymczasem pojawiły, i powtarzał tę procedurę do chwili, kiedy wszystko zostało poprawione.

Z niechęcią pozostawił świat wewnątrz swojej głowy i powrócił do rzeczywistości. Wtedy przypomniał sobie o tej drugiej dziewczynie. Samarze.

Wciąż mogli wykorzystać inną nowicjuszkę do jutrzejszych badań, żeby przetestować wprowadzone poprawki. Mieli już zebraną próbkę, ale kolejna z pewnością nie zaszkodzi. Czy ona będzie pasować? Tak. Czy to głupota? Być może.

Ale naprawdę przydałoby im się przetestowanie kolejnego obiektu płci żeńskiej…

A do tego, zupełnie przypadkiem, był to obiekt inteligentny, z poczuciem humoru i atrakcyjny.

Wyciągnął tablet, wyświetlił na ścianie i opłacił bota zbierającego informacje na temat reputacji, aby odszukał wszystko, co wiadomo na temat Samary Chavez z Nowego Jorku.

I oto była. Samara A. Chavez. Reputacja – zielony.

Przyjrzał się szczegółom. Dwa stopnie oddalenia od Kade’a. Brookliński adres. Tysiące zdjęć dziewczyny online.

Wzmianki na jej temat przy okazji różnych konferencji z dziedziny archeologii danych. Licencja na prowadzenie doradztwa. Żadnej wzmianki na stronach Agencji do spraw Walki z Narkotykami. Nie pasowała do zdjęć potencjalnych agentów narkotykowych. Bot scharakteryzował ją jako osobę wolną od podejrzeń i cieszącą się dobrą reputacją.

Zawsze używaj drugiego źródła, jak mawiał Wats.

Zapłacił za weryfikację jej kredytowej, żeby sprawdzić Samarę i pod tym kątem. Informacja zwrotna potwierdziła adres, numer telefonu, który zgadzał się z tym, co podała online, i spory limit kredytowy. Żadnych wyroków, luk w zatrudnieniu i wykształceniu. Wszystko spójne.

Kade ziewnął i sprawdził czas. Była prawie druga rano.

Czy zostało coś jeszcze do sprawdzenia? Nic nie przychodziło mu do głowy.

Wysłał zaproszenie na jej publiczny adres. Może miałaby ochotę wybrać się na imprezę w sobotni wieczór? Imprezę, gdzie będzie miała okazję znaleźć coś, o co pytała. Nie może jej teraz powiedzieć gdzie, ale chętnie po nią wpadnie.

Sczytać. Wysłać.

Potem zdjął ubranie i rzucił się na łóżko.

Sam kopnęła, zablokowała, uderzyła pięścią, uchyliła się i ponownie kopnęła. Wymyśleni wrogowie padli.

W pokoju zabrzmiał sygnał przychodzącej wiadomości. Dźwięk przyporządkowany do Kade’a Lane’a.

Sam zignorowała dzwonek i nadal podążała oszałamiająco szybko ścieżką stu i ośmiu kroków kata, które ćwiczyła. Jej kończyny poruszały się, z nadludzką gracją i precyzją wykonując ponad czterystuletnią sekwencję uderzeń, bloków i uników.

Skoncentruj się, uczył ją Nakamura. Pozwól, by zadanie cię pochłonęło, wszystko inne zostaw na boku.

Wiadomość musiała poczekać. Dopiero kiedy Sam skończyła ćwiczenia i ukłoniła się do pustego pokoju z drżącymi lekko kończynami i czołem zroszonym potem, otworzyła pocztę.

Wiadomość pojawiła się w powietrzu przed jej oczami. Wiadomość do Samary Chavez. Zaproszenie na przyjęcie. Przyjęcie, na którym, jak sugerował, będzie mogła spróbować Nexusa.

Wygląda na to, że jednak nie wystraszyłam go tak bardzo, pomyślała.

Machnęła ręką i obraz rozpłynął się w powietrzu. Odpowie jutro o rozsądnej porze.

Samantha Cataranes obróciła się do środka pokoju i rozpoczęła kolejne kata.

INSTRUKTAŻ

Transczłowiek – rzeczownik

1) Człowiek, którego umiejętności zostały poszerzone na tyle, że wykraczają poza maksimum w jednym lub większej liczbie ważnych wymiarów.

2) Kolejne stadium ewolucji człowieka.

Postczłowiek – rzeczownik

1) Istota, która została technicznie zmodyfikowana w stopniu przekraczającym status transczłowieka i nie może być dalej postrzegana jako człowiek.

2) Jakikolwiek przedstawiciel gatunku, który zastąpi człowieka, bez względu na to, czy od niego pochodzi, czy nie.

3) Następny wielki skok w ewolucji człowieka.

Słownik Oxfordzki, wydanie z 2036 r.

2 Zamknij drzwi i otwórz umysł

Sobota, 18 lutego 2040, godzina 6.12

Grudka na jego przedramieniu była czerwona, podrażniona. Wyraźnie kontrastowała z ciemną skórą. Wats zaczął ją trzeć. Była twarda i gorąca. Skóra ustąpiła pod palcami, ukazując krwawe wnętrze. Patrzył na odsłonięty guz i miał wrażenie, że może dostrzec rozerwane sploty DNA, chromosomy postrzępione niczym rozdwajające się końcówki włosów, rodzące kolejne guzy, które pożrą go całego. Uwagę Watsa przyciągnął kolejny guzek. I jeszcze jeden. Pokrywały całe nadgarstki. Ręce. Ramiona. Z przerażeniem rozerwał koszulę. Czerwone, zaognione zgrubienia pokrywały jego klatkę piersiową i brzuch. Widział, jak rosną, rozwijają się i rozprzestrzeniają na całe ciało…

Poderwał się, otworzył oczy.

Oddychaj. Oddychaj. Przez okna wlewało się światło poranka.

Tylko nie rak. Jeszcze nie.

Dokładnie przyjrzał się swoim rękom. Były czyste, bez najmniejszej skazy.

– Światło!

Zerwał się z łóżka i dokładnie obejrzał swoje ciało.

Nic.

Oddychaj. Zamknij oczy. Oddychaj. Weź się w garść, sierżancie Cole.

Od bardzo dawna nie był już sierżantem Cole.

Podszedł do zlewu i ochlapał twarz zimną wodą. Zmył resztki koszmaru. Sięgnął po jednorazowy tester i wsunął w niego palec. Krótkie, ostre ukłucie.

Kropla jego krwi została wciągnięta do mikrokanalików urządzenia. Pudełeczko zamruczało łagodnie. Cytometr przepływowy przeanalizował laserowo każdą komórkę, szukając podwyższonego poziomu cytoblastów, podniesionego poziomu hormonów i nieprawidłowych chromosomów. Analizator DNA i protein sekwencjonował komórki, szukając genetycznych lub białkowych śladów nowotworu.

Wats nie odrywał wzroku od urządzenia. Chciał zobaczyć kolor zielony. Chciał, żeby już skończyło. Chciał, żeby dało mu czas potrzebny na zrobienie tego, co musi być zrobione.

Urządzenie bipnęło. Wyświetlacz zaświecił się na zielono. Żadnych śladów raka. Jeszcze nie.

Wats odetchnął z ulgą i wyrzucił tester do śmieci. Któregoś dnia przyjdzie mu zapłacić za zbrodnie, ale jeszcze nie dzisiaj.

Sobota, 18 lutego 2040, godzina 21.08

Kade podjechał po Sam chwilę po dziewiątej automatyczną taksówką Siemensa. Mały samochód z włókna węglowego i plastiku powiózł ich Sto Pierwszą na południowy wschód, mijając lotnisko, San Mateo, Menlo Park, Palo Alto i Stanford, i główny ośrodek światowych interesów. Dziewczyna cały czas zajmowała Kade’a rozmową. Pytała o jego pracę, przyjaciół, imprezę, muzykę, której słucha, kiedy pierwszy raz spróbował Nexusa. Odpowiedział na wszystko poza pytaniem o Nexusa i sam pytał o jej życie, Nowy Jork i pracę w archeologii danych. Weszła w swoją rolę i odpowiadała tak, jak by to zrobiła fikcyjna Samara Chavez. Po tylu latach kłamstwa przychodziły z łatwością. Rozśmieszyła go do łez opowieściami o wpadkach Samary w pracy.

Taksówka zawiozła ich do Simonyi Field, dawniejszego Centrum Badawczego imienia Josepha Amesa NASA, i wysadziła przed olbrzymim hangarem numer trzy. Górował nad nimi, dłuższy niż boisko piłkarskie i wyższy niż siedmiopiętrowy budynek.

– Witaj w naszym miejscu zabaw. – Kade uśmiechnął się.

Sam pokiwała głową z aprobatą.

– Imponujące. Jak udało się wam to zdobyć?

– Nasze laboratorium wynajmuje ten teren do przeprowadzania eksperymentów. No a to w sumie jest pewnego rodzaju eksperyment.

Sam uniosła brwi.

– Sama zobaczysz.

Kade poprowadził ich do tylnego wejścia do hangaru. Zapukał szybko trzy razy i drzwi się otworzyły.

Wewnątrz przejścia wielki czerwony napis głosił:

„Witamy. Proszę wyłączyć wszystkie transmisje danych we wszystkich telefonach, tabletach, piórach, zegarkach, goglach, okularach słonecznych itp. Prosimy nie używać żadnych aktywnych nadajników!”.

Poniżej kolejny napis: „Zamknijcie drzwi i otwórzcie umysły, wy, którzy tu wstępujecie”.

Po prawej stronie stał człowiek, który im otworzył. Czarny, sześć stóp wzrostu, szczupły i umięśniony, z ogoloną głową, w rozluźnionej postawie. Watson Cole.

Dane wyświetlane na jej kontaktach taktycznych zaczęły pulsować czerwienią. Poziom zagrożenia: wysoki.

Watson „Wats” Cole urodzony w 2009.

Młodszy chorąży, piechota morska USA, emerytowany w 2038. Udział w działaniach bojowych: Iran (2035), Birma (2036–37), Kazachstan (2037-38) (…)

Specjalizacja: kontrwywiad, walka wręcz.

Ulepszenia bojowe: system walki wręcz piechoty morskiej (2036, 2037, 2038) i przyspieszacze regeneracji.

Zbliżać się z największą ostrożnością.

Cole i Kade uścisnęli sobie ręce.

– Kade.

– Dobrze cię widzieć, Wats – odpowiedział Kade. – To moja przyjaciółka Sam. Powinna już być na liście.

Wats uniósł brew, wpatrując się w nią, po czym pokiwał głową.

– Samaro Chavez, figurujesz na liście. Jestem Wats. – Wyciągnął do niej ciemną dłoń.

Sam zdążyła już przeczytać życiorys Cole’a. Uchodźca z pustoszonego przez wojnę Haiti. Sprowadzony do Stanów przez żołnierza piechoty morskiej, który poznał i poślubił jego matkę, Cole zaciągnął się do Korpusu w wieku osiemnastu lat. Odznaczył się w wielu misjach na całym świecie i został wybrany do otrzymania ulepszeń bojowych i przedstawiony do awansu. Potem został schwytany przez buntowników w Kazachstanie. Człowiek, który wrócił z trwającej miesiące niewoli, był inny. Działacz pokojowy. Buddysta. Pacyfista. Czy to niewola go tak zmieniła?

A może coś jeszcze?

Sam uścisnęła mu rękę.

– Miło cię poznać, Wats.

Jego uścisk był mocny, ale nie bolesny. Te ręce mogły giąć stal. Zabijały ludzi na dwóch kontynentach. Nawet ze swoimi najnowszymi, ściśle tajnymi wzmocnieniami bojowymi czwartej generacji Sam nie miała ochoty zadzierać z Watsonem Cole’em.

– Wyłącz proszę wszystkie nadajniki – powiedział.

Dlaczego?

– Jasne – odpowiedziała.

Wyciągnęła telefon komórkowy z kieszeni kurtki i przełączyła go w tryb uśpienia, wykorzystując ten ruch, by zamaskować przełączenie sprzętu obserwacyjnego w swoim ciele w tryb pasywny.

Kade schował telefon do kieszeni, odwrócił się i uśmiechnął.

– Chcesz obejrzeć teren? Jesteśmy trochę za wcześnie.

– Pewnie – powiedziała. – Prowadź.

Lane przeprowadził ją przez duże ciężkie drzwi, Sam podejrzewała, że mogą być zabezpieczone przed promieniowaniem elektromagnetycznym. Po drugiej stronie znajdował się korytarz. Kade otworzył kolejne drzwi, na końcu korytarza, i weszli do ogromnego pomieszczenia, prawdziwego wnętrza oryginalnego hangaru. Miało co najmniej dwieście stóp szerokości, a sklepienie sufitu znajdowało się na wysokości siedmiuset lub ośmiuset stóp. Przestrzeń, w której zmieściłby się stary boeing 747. Jeden z końców hangaru zajmował krąg kanap, a wzdłuż ściany umieszczono bar. Kręciło się przy nim kilkanaście osób, które najwidoczniej przygotowywały przyjęcie. Po drugiej stronie Sam zobaczyła podest DJ-a z czterema wielkimi ekranami. Stał na nim ciemnoskóry DJ z rozjaśnionymi włosami, ubrany w kolorowe szaty sufi.

Informacje wyświetlane przez jej szkła zmieniły kolor na żółty. Osoba, którą warto się zainteresować. Podejrzany.

Rangan Shankari urodzony w 2012.

Znany także jako Axon (pseudonim sceniczny).

Doktorant, inżynieria neuronalna, laboratorium Sancheza, Federacja Szachowa Stanów Zjednoczonych, Uniwersytet San Francisco, Kalifornia

Technologia R&D, poziom ryzyka: średni (ulepszona inteligencja).

Rangan pomachał do nich przez pokój.

– Hej, Kade, możesz mi pomóc? – zawołał. – Mam tu dziwny problem ze wzmacniaczami.

Kade kiwnął głową.

– Jasne, momencik.

Poprowadził Sam w innym kierunku, ku grupie ludzi na jednym z końców hangaru.

– Hej, Ilya – krzyknął.

Poważnie wyglądająca kobieta o wyraźnie rosyjskich korzeniach obejrzała się na dźwięk swojego imienia. Ciemne długie włosy, duże zamyślone oczy, prosta zielona sukienka i zwiewny fioletowy szal owinięty wokół szyi. Kiedy się do niej zbliżali, uśmiechnęła się czarująco do Kade’a.

Illyana „Ilya” Alexander urodzona w 2014.

Adiunkt, laboratorium Janusa, systemy neurobiologiczne, Federacja Szachowa Stanów Zjednoczonych od 2039.

Publikacje na temat metainteligencji i inteligencji grupowej.

Technologia R&D, poziom ryzyka: średni (postludzka forma inteligencji).

Illyana Alexander. Kolejna z ich małej grupy. Uciekła z rodzinnej Rosji w czasie czystek Pudovkina z 2027 roku. Neurobiolog teoretyk, której praca koncentrowała się na poznaniu międzygrupowym i sieciowym.

Alexander przytuliła Kade’a na powitanie.

– Cześć, Kade.

Uśmiechnął się w odpowiedzi.

– Sam, to Illyana Alexander aka Ilya. Ilya, mogłabyś wprowadzić Sam? – poprosił. – Muszę pomóc z czymś Ranganowi.

Kade dotknął ramienia Sam.

– Mamy dawkę dla ciebie. Ilya cię przygotuje. Zobaczymy się niebawem.

– Dzięki – odpowiedziała Sam. – Do zobaczenia.

Kade obrócił się i odszedł w kierunku konsoli DJ-a.

Ilya wyprowadziła Sam z głównego hangaru przez drzwi z napisem „Personel”, i dalej, do przyjemnie chłodnego pomieszczenia.

Siadły razem na kanapie. Ilya wyjęła z torby małą szklaną fiolkę, wewnątrz której znajdował się ciemny, srebrzysty płyn.

Serce Sam zabiło mocniej.

– Nigdy wcześniej nie próbowałaś Nexusa? – zapytała Ilya.

– Nigdy – skłamała Sam. Tylko na szkoleniu, pomyślała.

– To jest Nexus 5.

Nexus 5?

Najbardziej rozpowszechnioną wersją dostępną na ulicach był Nexus 3. Wersja z numerem 4 z laboratorium w Santa Fe była gwiazdą jednego sezonu, której karierze położyła kres wspólna akcja ERD i DEA. Pojawiały się plotki na temat wersji 5, ale dotychczas nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości.

– Ludzie, skąd to wzięliście? – spytała Ilyę.

Rosjanka zwlekała z odpowiedzią chwilę za długo.

– Mamy przyjaciela na Wschodnim Wybrzeżu, który to nam załatwia.

Kłamie, pomyślała Sam.

– Masz doświadczenie z psychodelikami? – Ilya zmieniła temat.

– Trochę eksperymentowałam w szkole średniej. Nic regularnie.

– Jak to tolerowałaś?

– Dobrze. Świetnie się bawiłam. Jednak nic takiego, czego bym potrzebowała częściej.

Ilya kiwnęła głową.

– Bardzo dobrze. Doświadczenie z psychodelikami ułatwia sprawę. Ludzie, którzy pierwszy raz próbują Nexusa, bywają zdezorientowani, szczególnie przez pierwszą godzinę po zażyciu. Mózg uczy się, jak znaleźć wspólną płaszczyznę z narkotykiem i innymi mózgami. Podczas imprezy z udziałem wielu osób, z których każda spróbuje napierać na twój umysł, przeżycia będą bardziej intensywne.

Sam zmarszczyła brwi.

– Myślałam, że Nexus działa na niewielkie odległości, co najwyżej na wyciągnięcie ręki.

– Zazwyczaj tak. – Ilya na moment odwróciła wzrok. – Ale są sposoby, żeby zwiększyć zasięg.

Kawałki układanki ułożyły się w głowie Sam. Zasada „bez nadajników”.

„Wzmacniacze”, o których wspomniał Rangan. Dzieciaki znalazły sposób na rozszerzenie zakresu transmisji Nexusa.

Dobry Boże.

– Brzmi wspaniale – odpowiedziała. – Powiedz, co mam robić.

Miała ściśnięty żołądek, a serce biło jej jak po biegu.

Ilya odkorkowała fiolkę. Sam przez chwilę widziała płyn wirujący wewnątrz szklanego naczynia. Ruchy Browna mieszały ze sobą szare i srebrne pasma. Przez sekundę miała wrażenie, że narkotyk jest żywy, świadomy, czuje i posiada osobowość.

Chwila minęła. Ilya podała jej fiolkę i szklankę soku do popicia.

Sam wypiła duszkiem. Płyn miał metaliczny, lekko gorzki posmak. Czuła jego oleisty ciężar na języku i w gardle. Popiła sokiem. To była pomarańcza z gujawą. Napój natychmiast spłukał resztki narkotyku, pozostawiając w ustach słodkawo-cierpki tropikalny smak.

Samantha Cataranes zamknęła oczy i zaczęła recytować mantrę, która tak przestawi segmenty jej pamięci, że Sam uwierzy, iż jest kimś innym.

Słoń. Drapacz chmur. Klon.

Widziała je, myśląc te słowa, obrazy nakładające się jeden na drugi. Kliknęły zapadki w jej głowie i wiedza, która nie powinna w żaden sposób przesączyć się do umysłu, została ukryta. Fikcja stała się rzeczywistością.

Samara Chavez otworzyła oczy.

3 Kalibrowanie

Sobota, 18 lutego 2040, godzina 23.14

Samara Chavez leciała. Rozparta na kanapie, z zamkniętymi oczami szybowała nad krajobrazami kształtów, emocji, wrażeń i doświadczeń. Pod nią znajdowało się czerwone morze pobudzenia rozbijające się o ostre, lśniące wybrzeże matematyki, które ustąpiło miejsca zielonym i brązowym wzgórzom hiszpańskiego, mandaryńskiego i angielskiego. Zanurkowała ku nim. Niech ziemia ją przyjmie, przejdzie przez nią, a ona, zagrzebana w niej, będzie smakować dźwięki, czasowniki i odmiany, czuć kształt liter, słów, znaków. Ich znaczenia i połączenia dźwięków. To było coś wspaniałego.

Zdawała sobie sprawę, że jest naćpana. Odleciała bardziej niż kiedykolwiek… A jednocześnie czuła, że myśli trzeźwo. Każde wrażenie było ostre. Wszystko do siebie pasowało. Wiedziała, gdzie się znajduje i co się dzieje.

Nexus się mnie uczy, pomyślała. Faza kalibrowania.

Przedarła się przez gęstą ziemię języków i dotarła do jaskini abstrakcji, wypełnionej rosnącym szybko jaskrawym miastem pojęć. Szerokie ulice Czasu i Przestrzeni dzieliły miasto na kwartały. Z wnętrza delikatnej kryształowo-stalowej wieży Świątyni Własnego Ja, znajdującej się w środku miasta, dochodziło bicie dzwonu. Dźwięk był wszystkim, co kiedykolwiek próbowała wypowiedzieć. Pulsował w powietrzu, niemal namacalny, rozprzestrzeniał się w widzialnych koncentrycznych falach, odbijał od budynków, gdzie zderzały się idee. Publiczne place rozważań, pogodne parki i wytworne sale koncertowe harmonii i syntezy, zbombardowane skorupy dysonansu, zakłopotania i nieporozumienia. Jej myśli rozprzestrzeniały się po przedmieściach pełnych wspomnień i poza nie, w ciemną puszczę Innego, która otaczała miasto.

Z radością zanurkowała w publicznym Basenie Śmiechu, wynurzyła się i ruszyła ulicą Piękna. Skręciła i weszła do ogromnego Muzeum Rzeczy Ożywionych. Wyszła tylnymi drzwiami na ulicę Czynów i wkrótce dotarła do wielkiego placu wokół Świątyni Własnego Ja. Na całym placu widziała wiernych wezwanych na modlitwę. Wierni byli nią. Setki, tysiące, dziesiątki tysięcy, a wszystkie postacie klęczące, modlące się i składające hołdy jej samej.

Obróciła się wokół własnej osi, chłonąc to miasto – jej miasto, jej umysł. Zakręciła się raz, dwa razy, trzy razy, aż wirowanie poczęło napędzać się samoistnie. I nagle odkryła, że kręci się szybciej i szybciej, aż miasto zaczęło się rozmazywać, ale umysł rozciągał się, by ogarnąć je całe. Wirowała niczym derwisz, a siła odśrodkowa wyrzucała na zewnątrz jej myśli i zmysły, rozciągnięte i przywiązane do niej liną woli.

Była miastem. Była milionami samej siebie wewnątrz. Posmakowała setek tysięcy wspomnień. Wspomnień czasów, miejsc, rzeczy i słów. Szóste urodziny, upadek z roweru, zranione mocno kolano; zanurzyła palec w płynącej krwi i zbliżyła go do twarzy jak mogła najbardziej, bowiem pragnęła zobaczyć maleńkie komórki. Ukończenie studiów, które było dla niej nadspodziewanie ważne, przypływ radosnego podniecenia, duma widoczna na twarzach wuja i ciotki, żałujących, że jej rodzice tego nie widzą… Wspomnienie pierwszego sushi, niewiarygodnej faktury surowego tuńczyka i intensywnego smaku wasabi, który całkiem pochłonął zmysł węchu. Tęcza na pustyni oglądana w samotności. Pocałunek złożony na szyi przez kochanka. Rozpierająca radość ze sparingu. Dziecięce zabawy. Archeologia danych – odkrycie o trzeciej nad ranem klucza do archiwum Watzera: to, jak kawałki układanki pasowały do siebie idealnie, pozwalało na rozszyfrowanie informacji zakodowanej w jego genomie przez Ventera.

To wszystko to ty – dotarły do niej nieproszone słowa. Wspomnienia nie wracały pojedynczo, tylko połączone równolegle, nakładając się jedno na drugie, poplątane w sposób, którego wcześniej nie widziała, jakby linia jej życia była trójwymiarowa.

Czuła, że mogłaby wybuchnąć radością, czystą intensywnością życia, wielkością, którą czuła. Chciała rosnąć bardziej, rozprzestrzenić się poza to miasto i jaskinię. Objąć całą tę psychodeliczną planetę jaźni, doświadczyć każdego momentu, każdego najdrobniejszego kawałka i potencjału swojej osoby w jednej chwili. Sięgnąć poza tę planetę i doświadczyć wszystkiego ze wszystkich!

– Sam?

Otworzyła oczy. Była zarumieniona z podekscytowania. Jej pierś falowała. Serce waliło. Pomiędzy udami czuła wilgoć. Nigdy nie była tak podniecona i nigdy nie czuła się tak żywa. Z wyjątkiem…

– Sam?

To był Kade. Kaden Lane. Chłopak, który ją tu sprowadził, który dał jej szansę spróbować Nexusa po raz pierwszy (pierwszy?). Ten piękny, wysoki, wprawiający w zakłopotanie, nieśmiały, naiwny młody człowiek, który posiadał umysł niczym ogień i chłopięco lekceważące podejście do konsekwencji swojej ciekawości. Stał u podnóża kanapy, na której leżała, i patrzył na nią niepewnie.

– Kade – zabrzmiało to sucho. Spróbowała jeszcze raz bardziej swobodnie: – Cześć.

– Cześć. Jak się czujesz? Wybacz, ale nie mogłem pojawić się wcześniej. Próbowałem pomóc Ranganowi znaleźć tę usterkę.

Rangan. Jasne. To ten DJ. Była na imprezie. OK.

Weź się w garść, Sam.

– Kade. – Spojrzała mu prosto w oczy i wzięła głęboki oddech. – To jest niesamowite. Zatraciłam się, pływałam, głęboko wewnątrz… Nie potrafię tego wyjaśnić.

Nawet w tej chwili szalało w niej tornado, czuła, jak trwa przystosowanie i kalibracja. Jej skóra stała się niesamowicie wrażliwa. Każde słowo, każdy oddech wydawały się naładowane elektrycznością.

Kade się uśmiechnął.

– Powiedz mi, co czujesz?

Sam zamknęła oczy i zaczęła mówić:

– Jestem wewnątrz siebie. Wewnątrz mojego umysłu. Widzę, jak kawałki mnie pasują do siebie. Różne pojęcia. Różne rodzaje pojęć, które jestem w stanie pomieścić. Widzę wszystkie te fragmenty mojego życia. Wzory, powiązania, jakich dotąd nie dostrzegałam. Czuję się niesamowicie. Gdybym mogła tak się czuć podczas pracy… Mogłabym wyssać wszystko… – przerwała. – I jestem naprawdę mocno podniecona.

Otworzyła oczy. Kade rumienił się, odwracając wzrok i patrząc to na swoje buty, to na ściany. Sam miała pewność, że do chwili, kiedy wypowiedziała ostatnie zdanie, patrzył prosto na nią. I że on też był podniecony. Przez nią. Przez chwilę wiedziała, jak chłopak ją widzi. Zaczerwieniona skóra, promieniująca ciepłem, sterczące sutki, falujące piersi, głośny oddech. Wiedziała, że ów przebłysk był czymś więcej niż intuicją, że pochodził od samego Kade’a.

Czyżby? Też wziął?

– Kade, zażyłeś już Nexusa?

Wtedy wrócił do niej spojrzeniem, patrzył jej w oczy prosto, bez cienia nieśmiałości. Obszedł kanapę bez słowa, usiadł obok, blisko, i przyłożył Sam rękę do czoła. I wtedy coś poczuła. Jego myśli ocierające się o jej myśli. Zaproszenie, po którym nastąpiło otwarcie, i wtedy Kade ujawnił się przed nią.

Złapała kolejny przebłysk jego podniecenia. Zainteresowania. Nieśmiałości. Braku pewności siebie w kontaktach z kobietami.

Ale to były sprawy drugorzędne. Przede wszystkim zobaczyła jego intelekt w pełnej krasie, czysty i ostry niczym diament. Niespokojny umysł, w którym kłębiły się pytania i żądza znalezienia odpowiedzi… i to, co zrobił. On i Rangan, i Ilya.

Gwałtownie wciągnęła powietrze, gdy zrozumiała.

– Ty jesteś taki cały czas? Zrobiłeś to sobie na stałe?

Oczywiście. Wczoraj wieczorem. Bardzo, bardzo niebezpiecznie.

Wczoraj wieczorem? Niebezpiecznie?

Kade przemówił.

– W tym jest potencjał. Rdzeń Nexusa został zintegrowany na stałe, ale nie jest aktywny przez cały czas. Nie nadaje. No i zdecydowanie nie doświadczamy tej gorączki jak przy pierwszym mapowaniu, przez które właśnie przechodzisz.

Sam rozumiała wszystko. Chwytała sens myśli połączonych ze słowami. Mapowanie semantyczne. Mapowanie sensoryczne. Mapowanie emocjonalne. Kalibracja i przystosowanie. Potrzebowali tego wszystkiego, żeby uaktywnić masową dołączalność Nexusa.

Zrobili to. Kade, Rangan i kilku innych. Wzięli Nexusa 3 i złamali jego kod. Nauczyli się programować jego rdzenie tak, aby móc wydawać im rozkazy. Dodali warstwę logiczną i funkcjonalną. Zmienili go w platformę, dzięki której można było uruchamiać oprogramowanie we własnych mózgach. I wprowadzili tę rzecz do jej umysłu, żeby się tam rozwijała.

Zabrakło jej tchu. Czuła dumę Kade’a. Czuła też własny podziw dla jego błyskotliwości, dla ich osiągnięć i dla śmiałości. Pragnęła go. Chciała pochłonąć jego umysł, tak jak miasto wewnątrz siebie. Doświadczyć go całego w jednej chwili, wiedzieć to, co wie on, czuć to, co on czuje, i zrozumieć, co tak naprawdę się z nią dzieje.

I czuła strach, chłód płynący w górę kręgosłupa. Miała złe przeczucia.

Zignorowała je. Walczyła o słowa.

– Kade. Kade. Zabierz mnie na przyjęcie. Zabierz mnie tam, żebym mogła poznać innych.

Kade roześmiał się.

– Dopiero zaczynasz. Nie chcesz poćwiczyć jeszcze trochę z jedną osobą, zanim znajdziesz się tam z setką?

W jego myślach przeczytała rozbawienie i rezerwę.

– Jestem gotowa – odparła Sam. – Chcę więcej, dam radę.

Chcę wszystkiego, pomyślała.

Kade zachichotał.

– W porządku, niech będzie. Czas na imprezę.

Wstał, uśmiechnął się i cofnął o krok.

Sam wzięła głęboki oddech i usiadła. Na razie dobrze. Czuła, że Kade ją obserwuje, ocenia i robi w myślach notatki dotyczące jej równowagi, samopoczucia, reakcji, wpływu, jaki miał na nią Nexus.

Popatrzyła w górę, prosto w jego oczy, i podała mu rękę. Kade ujął jej dłoń i pomógł wstać.

Dotknięcie było elektryzujące, szczere i wiele mówiło. Sprawdzała, czy go pociąga, chciała tego i znalazła pożądanie zakopane głęboko pod naukową ciekawością, zaangażowaniem w eksperyment, którego częścią teraz się stała, pod jego chłodną spostrzegawczością. Sam spojrzała na Kade’a i ukazała mu swój głód, łaknienie, wolę, by przyswoić wszystko, co ją otacza, poczynając od niego.

Był jednocześnie rozbawiony i zaintrygowany. Miał niesamowity umysł, pełen wiedzy i doświadczenia, którego tak pragnęła.

Wstała płynnie, wciąż trzymała dłoń Kade’a, choć nie dlatego, że potrzebowała. Stała o cal od niego. W swoich wysokich butach niemal dorównywała mu wzrostem.

– Pokaż mi – poprosiła.

Wiedział, czego chce.

Zaczerwienił się, puścił jej rękę i uciekł wzrokiem. Zaśmiał się, próbując ukryć zmieszanie, którego nie mógł opanować, i ponownie cofnął.

– Jesteś inna – powiedział. – Masz wrodzony talent. Jednak to nie jest takie proste, jak myślisz. Mapowanie wewnętrzne to jedna sprawa, jednak tak głębokie połączenie z umysłem drugiej osoby nie jest w tej chwili możliwe. Za mała przepustowość i niewystarczająco rozbudowany protokół.

Sam zobaczyła prawdę w jego umyśle. Zobaczyła też, że wzbrania się przed kontaktem. Było coś jeszcze. Rozczarowanie. Musi być cierpliwa.

– OK. – Uśmiechnęła się wbrew sobie. – Idziemy na imprezę?

Kade ponownie ujął ją za rękę i wyszczerzył zęby, transmitując radosne podniecenie.

– Będziesz totalnie zachwycona, Sam.

A ona zobaczyła, że będzie.

Wyprowadził ją ze strefy ciszy, przeszli przez pokój dla obsługi i skierowali się ku wielkim drzwiom prowadzącym do głównego hangaru.

– Na początku zamierzam pozwolić ci na niewiele i z czasem zwiększać doznania.

Kade otworzył drzwi. Uderzyła w nią fala muzyki. Niesamowitego połączenia muzyki elektronicznej, etnicznej, rytmu i transdelic. Gatunek nazywany był flux. Na tyle porywający, by chciało się przy nim tańczyć, na tyle relaksujący, by się od tańca powstrzymać.

W tej samej chwili w głowie Sam rozbrzmiały inne dźwięki. Wiele przyciszonych, odległych głosów i wszystkie mówiły naraz. To było coś więcej niż dźwięki. Informacja. Znaczenie. Emocje. Podniecenie. Oszołomienie. Zrozumienie. Groza. Zniecierpliwienie. Zawód miłosny. Pożądanie. Zadowolenie. Wszystko. Nieco odległe. Niepodobne do niczego, czego doświadczyła wcześniej. A jednak to były myśli innych!

Kade poprowadził ją przez drzwi.

Hangar został odmieniony. Światło nasycono kolorami zmieniającymi się powoli w całym spektrum. W miejscu, gdzie stali, było intensywnie niebieskie i przechodziło w indygo i fiolet. Po drugiej stronie hangaru czerwień przeradzała się w pomarańcz. Po lewej żółć powoli stawała się zielenią.

A wszędzie kłębili się ludzie, całe tłumy. Wystarczająco wielu, by wypełnić życiem wielką, pustą przestrzeń.

Byli ubrani jak na nocną imprezę w San Francisco: krótkie spódniczki, obcisłe spodnie, aksamit, winyl i sztuczna skóra, tatuaże, kolczyki, tu i ówdzie artystyczne biomodyfikacje, nie do końca legalne, zmieniały się, przelewały wraz z ruchem ciał.

Ten chłopiec-naukowiec zabrał ją do serca kontrkultury. A ta kontrkultura była kompletnie naćpana Nexusem.

Nad nimi i wokół nich ściany pokryte inteligentną materią falowały w rytm muzyki. Ciekłe srebra, czerwienie i błękity przepływały po zakrzywionych wewnętrznych płaszczyznach hangaru, niczym drobne fale generowane przez każdy plemienny beat muzyki puszczanej przez Rangana. To było porażające do głębi.

Sam chłonęła to wszystko szeroko otwartymi oczami i wiedziała, że utwór to „Fuga Buddy” zespołu Apoptosis, inspirowana dźwiękami tajskich bębnów i fal uderzających o brzeg, słyszanych przez otumanione haszyszem uszy jednego z członków grupy, Svena Utlera, pewnej gorącej, letniej nocy na plaży w Koh Phangan.

Przyszło jej to do głowy nagle. Po prostu to wiedziała, jakby zawsze tak było. Jakby słyszała ten utwór wielokrotnie, słyszała historię jego powstania od Svena, Rangana albo Kade’a.

Sam wstrzymała oddech. To był świetny kawałek. Taki, przy którym biodra chcą się poruszać, ale miała to gdzieś. Przesłali tę wiedzę wprost do jej głowy! Czego mogłaby dokonać z taką technologią!

Jak mogłaby wyglądać archeologia danych! Edukacja! Cokolwiek!

Odwróciła się do Kade’a z otwartymi ustami i oczyma pełnymi zachwytu. Wyszczerzył się do niej. Znał jej myśli, a ona znała jego: zaraźliwy entuzjazm, podniecenie w reakcji na jej podniecenie, duma z osiągnięć.

Normalnie jak chłopczyk, który chwali się swoimi zabawkami, pomyślała. Zaczerwienił się, uciekł spojrzeniem i zachichotał.

Wziął ją za rękę i poprowadził w tłum. Minęli parę, która stała zwrócona twarzami do siebie, niezdarnie poruszając ramionami. Patrzyli na siebie rozbawieni, raz po raz wybuchając śmiechem.

– Co oni robią? – spytała Kade’a.

Znów pokazał zęby w szerokim uśmiechu.

– Nazywamy to pchnij – ciągnij. Wykorzystują Nexusa do poruszania ciałem drugiej osoby przez wysyłanie impulsów do jej ośrodka ruchu. Albo przynajmniej próbują to robić. Dla większości to trudne.

Sam nie odrywała spojrzenia od tamtych dwojga.

– Możemy spróbować? – spytała.

Kade znów się uśmiechnął.

– Później.

Poprowadził ją w głąb hangaru, w kierunku kręgu kanap. Coś miało się tam wydarzyć, odczytała w nim. Eksperyment. A ona może stać się jego częścią.

– To najbliższe mapowaniu drugiego człowieka, co udało nam się osiągnąć. Do kalibracji obejmującej więcej niż jeden umysł. Chcesz spróbować?

Tak. Boże, tak! Chciała połknąć ich wszystkich w całości.

Nie, zaprotestował cichy głos wewnątrz niej.

Zignorowała go i milcząc, kiwnęła głową.

Na kanapach ułożyło się już pół tuzina osób, kobiet i mężczyzn. Drugie tyle miejsc pozostało wolnych. Kiedy zbliżyli się do nich z Kade’em, pozostałe umysły w pomieszczeniu jakby przycichły. Teraz najwyraźniej czuła tę szóstkę. Czuła Kade’a. Pozostali uczestnicy imprezy zostali wyciszeni mentalną zasłoną.

Kade stał za Sam. Delikatnie dotknął jej ramion i poprowadził do jednej z kanap, po czym pomógł usiąść, przykucnął obok.

Pojawili się pozostali uczestnicy. Część z nich zajęła kanapy, a kilkoro stało z boku, przyglądając się.

– Gotowa? – spytał Kade na głos.

Sam kiwnęła głową.

Coś się wydarzyło. Jedenaście innych umysłów urosło wokół niej. Rozjaśniły się, stały się wyraźniejsze.

Były tak pełne. Tak żywe, tętniące myślami, wspomnieniami, emocjami i pragnieniami. Jej oddech zsynchronizował się z oddechem pozostałych. Zamknęła oczy, mogła poczuć i zobaczyć indywidualne myśli każdego z nich.

Jedenaście umysłów dotknęło jej jednocześnie w jedenastu częściach psyche. Brian i jego absolutnie czysta radość, płynąca z tego zwariowanego, kontemplacyjnego, spontanicznego szaleństwa, jakim była zabawa z umysłami przyjaciół. Sandra i nieskończone pokłady spokoju oraz opanowania, lata uprawiania jogi napełniły ją równowagą, która teraz stała się kotwicą dla pozostałych. To było dla niej jak samadhi. Podziw, jaki żywił Ivan dla matematyki i muzyki tego wzajemnego oddziaływania, dla tańca, harmonii i dysonansu myśli wokół niego. Wizja, która narodziła się w umyśle Leandry: wizja kształtów, zwijania białek, receptorów i ligandów, tuzina otaczających ją ludzi połączonych umysłami… Łzy na policzkach Josephine: łzy na wspomnienie o szczęśliwym dzieciństwie i puszczaniu fajerwerków z ojcem, który odszedł na zawsze. Utracony jak… jak…

Po policzkach Sam też teraz płynęły łzy. Nie wiedziała dlaczego. Czuła, że Kade obserwuje ją zaniepokojony, ale nie miała dla niego żadnej odpowiedzi.

Każda z tych osób nie była jednak tylko pojedynczym wątkiem, a wieloma. Splatały się między sobą, jeden połączony z drugim. Myśli i wspomnienia, nieustannie zmieniające się i płynące. Pierwsze niezdarne zabawy Sandry z innymi dziewczynkami, zanim jeszcze weszły w wiek nastu lat. Wiedza o programowaniu kwantowym Antonia, pozostająca poza zdolnością pojmowania Sam. Zachwyt Jessiki nad swobodnym spadaniem z dwudziestu tysięcy stóp, adrenalina, jaką daje skok, spokój po pojawieniu się czaszy spadochronu. Rozkosz, jaką czuła zawieszona pod skrzydłem z materiału, szybując tak ze śpiewem, zachłystując się powietrzem.

Znała teraz uwielbienie Sandry dla bezruchu, medytacji, piękno jej codziennej praktyki: jestem–wewnątrz–swego–ciała. Ten zachwyt skręcił się w Sam, sięgając do jej wspomnień ze sparingów, o nieskończonym pięknie doskonałego ciosu, bloku czy uniku. O spokoju płynącym z perfekcyjnie wykonanych form kata, o uderzeniu adrenaliny w trakcie ciężkiej walki, błogości, jaką niesie fala endorfin chwilę później. I… i…

Czuła Kade’a, wciąż. Był z nimi, był z nią. A jego umysł… jego umysł… Znała piękno rdzenia Nexusa.

Majestat projektu, który budził jej najgłębszy szacunek, wprawiał w osłupienie. Posmakowała nieskończenie abstrakcyjnej przestrzeni w głębi Kade’a, która odpowiadała za jego najlepszą pracę, zrozumiała niewielką część protokołu, który stworzyli z Ranganem, warstwę semantyczną pomiędzy pojedynczymi połączeniami nerwowymi a całymi myślami. To była zachwycająca rzecz. Mapa wszystkich rodzajów i wszystkich fragmentów myśli, ontologia świadomości. Istniała w nim, w części umysłu, której nie dotyczyły wątpliwości, strach lub troska o innych. Części tak pięknej, a jednocześnie tak odległej i obcej, i bardzo, bardzo należącej do Sam przez chwilę.

Sam widziała przez jego oczy. Widziała strumienie myśli, doświadczeń i emocji płynących niczym bity, pakiety i wzory. Nie zimne i suche, ale wspaniale symfoniczne, niby orkiestra. Pojedyncze instrumenty, które zebrały się, by stworzyć bogatą całość, większą niż suma jej części. Widziała jego aspiracje, aby przekraczać granice pojedynczych umysłów. Widziała, jak Ilya ukształtowała jego myśli. Dostrzegała przebłysk ścieżki, która wydawała mu się właściwa, i jego zachwyt nad przyszłością, w której nic nie będzie takie jak wcześniej.

Wtedy zapłakała. Płakała, ponieważ umysł Kade’a był tak kryształowo czysty, a jego wizja tak klarowna i budząca podziw, a jednocześnie tak przerażająca. Płakała z Josephine nad stratą rodziców w młodym wieku, nad utraconym dzieciństwem. Płakała z powodu niedawnej śmierci rodziców Kade’a i z powodu pełnych bólu i strachu wspomnień, które odkryła Sandra. Sam ranna, w nocy, lewe ramię zwisające bezwładnie, krew zalewająca oczy, przerażenie, niepewność, czy doczeka świtu, czy uda się minąć ostatniego strażnika…

Była zmieszana, zdezorientowana. Coraz więcej wspomnień nie miało żadnego sensu. Josephine doświadczyła wspomnień Sam o ostatnich świętach z rodzicami w San Antonio, ale zarazem smutku z powodu ich śmierci przed laty. Znała przerażenie Sam płynące z czegoś niejasnego, powolnego, nieprzypadkowego…