Nauki Jezusa. Wersja literacka - Ellen Gould White - ebook

Nauki Jezusa. Wersja literacka ebook

Ellen Gould White

0,0
12,81 zł

lub
Opis

„...Jedną z form nauczania i utwierdzania wiary były cuda. Jezus dokonywał ich, ponieważ współczuł cierpiącym i potrzebującym. Leczył choroby (Mk 1,41; Łk 4,38:5,13), wyrzucał z ich ciał demony (Mk 9,25; Łk 4,41) i w cudowny sposób karmił głodnych (Mk 8,1-9); odczuwał bowiem głębokie współczucie, kiedy słyszał ich wołanie i prośby. Jego potężne dzieła były aktami miłosierdzia i miłości, a także pomocą dla nieszczęśliwych. Jezus dokonywał także cudów świadczących o tym, że w Jego Osobie Królestwo Boże wkracza w historię (Mt 12,13; J 2,11; J 3,2): Takiego pierwszego cudu dokonał Jezus w Kanie Galilejskiej; i objawił chwałę swoją, i uwierzyli weń uczniowie jego (J 2,11 BW); Ten przyszedł do Jezusa w nocy i rzekł mu: Mistrzu! Wiemy, że przyszedłeś od Boga jako nauczyciel; nikt bowiem takich cudów czynić by nie mógł, jakie Ty czynisz, jeśliby Bóg z nim nie był (J 3,2 BW). Należy więc stwierdzić, że cuda Jezusa stanowiły integralną część Jego przesłania, służby oraz nauczania...”.

„...Na zakończenie należy także spojrzeć na nauczanie Jezusa z perspektywy słuchacza i ucznia. Uczniowie stają się nie tylko uczniami, ale także świadkami. Modlitwa arcykapłańska Jezusa (J 17,1-26) ukazuje zamiar pedagogiczny w stosunku do uczniów – ich świadectwo ma być w świecie fundamentem autentycznej wiary Kościoła. Wydadzą was do synagog i do więzień (...). Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa (Łk 21,12.13). Uczniowie jednak mają być kimś więcej niż tylko słuchaczami Jego słów i obserwatorami Jego działań czy nawet Jego powiernikami. Mają oni realnie przedłużyć Jego świadectwo o Ojcu, stając się Jego świadkami...”, „...Istotne jest to, że dzięki swojemu Mistrzowi uczniowie poznali tajemnicę Królestwa Bożego, czyli sens zbawczego działania Boga w świecie (Łk 8,10). W tym sensie słuchacze i uczniowie stają się świadkami Świadczącego Ewangelię. Z teologicznego ujęcia ewangelii wg Mateusza i Łukasza wynika, że dawanie świadectwa nie odnosi się tylko do bezpośrednich, historycznych uczniów Jezusa, ale również do wszystkich chrześcijan, do wspólnot pierwotnego Kościoła i do całych narodów. Ujmując proces pedagogiczny Jezusa z perspektywy ucznia, można przedstawić go następująco: uczeń zaintrygowany (widz), uczeń zainteresowany (słuchacz), uczeń powołany – przyłączony (student), uczeń zaangażowany (świadczący i wydający świadectwo)...”.

W ten sposób można zrekonstruować metodę pedagogiczną Jezusa. Ujęta zarówno ze strony Mistrza, jak i ze strony ucznia, staje się uniwersalnym sposobem wychowania, prowadzącym do formacji umysłów otwartych, zaangażowanych i pełnych ludzkiej dojrzałości. Dojrzałość ludzka zaś winna wieść do dojrzałości chrześcijańskiej, aby nie wstydzić się (...) świadectwa Pana (2 Tm 1,8). Z tego powodu przypominam ci, abyś rozniecił na nowo dar łaski Bożej, którego udzieliłem ci przez włożenie rąk moich. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i powściągliwości. Nie wstydź się więc świadectwa o Panu naszym, ani mnie, więźnia jego, ale cierp wespół ze mną dla ewangelii, wsparty mocą Boga, który nas wybawił i powołał powołaniem świętym, nie na podstawie uczynków naszych, lecz według postanowienia swojego i łaski, danej nam w Chrystusie Jezusie przed dawnymi wiekami (2 Tm 1,6-9 BW).

Dlatego drogi Czytelniku mam nadzieję, że ten wstęp przekazuje Tobie więcej światła jak doskonały jest nasz największy Nauczyciel Jezus Chrystus i dlaczego książka „Nauki Jezusa” jest warta studiowania ku naszemu uświęceniu i zbawieniu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 612

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



NAUKI

JEZUSA

NADARZYN 2013

TYTUŁY ORYGINAŁÓW

Thoughts From the Mount of Blessing orazChrist’s Object Lessons

TŁUMACZENIE Iwona Fijałkowska

KONSULTACJAWładysław Kosowski

REDAKCJAWalter Kaczorowski

KOREKTAKlaudia Głowacka-Walaszczyk, Aneta Berkan

PROJEKT OKŁADKI Mateusz S. Kitka

PRZYGOTOWANIE DO DRUKU Piotr Kosowski

Ilustracje © Brooklyn Museum of Art, New York (USA) / Corbis Images / Bridgeman Art Library, autorstwa Jamesa J. J. Tissot (1836-1902).

Na okładce Jesus among the Children, Giuseppe Bartolomeo Chiari

© Alexander Burkatovski/CORBIS/FotoChannels © Scala/Art Resource

Jeżeli nie zaznaczono inaczej, cytaty biblijne pochodzą z Biblii Tysiąclecia, wyd. V, Wydawnictwo „Pallottinum”, Poznań 2005.

Inne przekłady Pisma Świętego oznaczone są następująco:

BB – Biblia Brzeska, „Kalwin Publishing”, Clifton NJ, USA, 2003.

BG – Biblia Gdańska, Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa, 1989.

BJW – Biblia Jakuba Wujka, Michał Glücksberg, drukiem B. G. Teubnera, Lipsk, 1874.

BW – Biblia Warszawska, Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa, 2004.

BWP – Biblia Warszawsko-Praska, Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej „Gaudium”, Lublin, 2001.

Copyright © 1896 Pacific Press Publishing Company. All rights reserved.

Copyright © 1900 Pacific Press Publishing Company. All rights reserved.

Copyright © 1955 Pacific Press Publishing Association, Inc. All rights reserved.

Copyright © 1941 Review and Herald Publishing Association. All rights reserved.

Copyright © 2013 Christ Media Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wydanie pierwsze.

ISBN 978-83-63668-26-6

Wydawnictwo „Christ Media” Sp. z o.o.

ul. Seledynowa 70

03-599 Warszawa

www.christmedia.pl

Nauki z Góry Błogosławieństw

Rozdział 1

NA ZBOCZU GÓRY

Ponad czternaście stuleci przed narodzinami Jezusa w Betlejem dzieci Izraela zebrały się w pięknej dolinie Sychem, a z gór po obu jej stronach głosy kapłanów ogłaszały błogosławieństwa i przekleństwa – „Błogosławieństwo, jeśli usłuchacie poleceń Pana, waszego Boga, (…) przekleństwo, jeśli nie usłuchacie” (Pwt 11,27.28). W ten sposób góra, z której wygłaszano słowa błogosławieństwa zaczęła być znana jako góra błogosławieństw. Ale to nie z góry Garizim wypowiedziano słowa, które spłynęły jako błogosławieństwo na grzeszący i pogrążony w smutku świat. Izrael nie sięgnął ideału, jaki został mu przedstawiony. Ktoś inny niż Jozue musiał poprowadzić swój lud do prawdziwego odpoczynku wiary. Góra Garizim nie była już nazywana górą błogosławieństw, ale nazwa ta przylgnęła do bezimiennego wzgórza nad Jeziorem Genezaret, gdzie Jezus wypowiedział do swoich uczniów i do tłumu słowa błogosławienia.

Powróćmy wyobraźnią do tamtej sceny, a siadając wraz z uczniami na zboczu wzgórza, poddajmy się myślom i uczuciom, które im towarzyszyły. Rozumiejąc, co znaczyły słowa Jezusa dla tych, którzy je słyszeli, możemy dostrzec w nich nową barwę i piękno, możemy również odebrać dla siebie płynącą z nich głęboką lekcję.

Kiedy Zbawiciel rozpoczął swoją służbę, powszechnie przyjęta koncepcja na temat Mesjasza i jego dzieła sprawiła, że ludzie byli kompletnie niezdolni, aby Go przyjąć. Duch prawdziwej pobożności zagubił się w tradycji i ceremoniach, a proroctwa interpretowano pod dyktando pełnych dumy i umiłowania świata serc. Żydzi oczekiwali przyjścia Jedynego nie jako Wybawiciela od grzechu, ale jako wielkiego księcia, który poddałby wszystkie narody pod panowanie Lwa z plemienia Judy. Na próżno Jan Chrzciciel wzywał ich do pokuty z prześwietlającą serca mocą dawnych proroków. Na próżno nad Jordanem wskazał na Jezusa jako Baranka Bożego, który usuwa grzech świata. Bóg pragnął skierować ich umysły na proroctwo Izajasza o cierpiącym Zbawicielu, ale oni tego nie słyszeli.

Gdyby nauczyciele i przywódcy Izraela poddali się przekształcającej łasce Jezusa, On uczyniłby z nich swych ambasadorów wśród ludzi. Nadejście królestwa zostało najpierw ogłoszone w Judei i tam też zabrzmiało wezwanie do pokuty. Wypędzając ze świątyni tych, którzy ją profanowali, Jezus ogłosił się Mesjaszem – Tym, który oczyściłby duszę z plugastwa grzechu i uczynił swój lud świętym mieszkaniem dla Pana. Ale żydowscy przywódcy nie poniżyliby się do tego stopnia, aby przyjąć skromnego Nauczyciela z Nazaretu. Podczas drugiego pobytu w Jerozolimie został postawiony przed Sanhedrynem w stan oskarżenia i jedynie strach przed ludźmi powstrzymywał dostojników od próby pozbawienia Go życia. Wówczas stało się tak, że porzucając Judeę, rozpoczął swoją służbę w Galilei.

Pracował tam przez kilka miesięcy zanim wygłosił Kazanie na Górze. Poselstwo, jakie ogłosił w tamtych okolicach – „bliskie jest królestwo niebieskie” (Mt 4,17) – przykuło uwagę wszystkich klas społecznych i nadal podtrzymywało płomień ich pełnych ambicji nadziei. Sława nowego Nauczyciela rozeszła się poza granice Palestyny i – pomimo negatywnego stanowiska zwierzchników – ogólnie podzielano pogląd, że może On być Wyzwolicielem, na którego oczekiwano z nadzieją. Wielkie tłumy kroczyły za Jezusem, a entuzjazm wśród ludu wzrastał z każdym dniem.

Dla uczniów, którzy byli najbliżej związani z Chrystusem, nadszedł czas, aby zjednoczyli się z Nim szczególnie w Jego pracy, tak by tłumy nie pozostawały bez opieki niczym owce bez pasterza. Niektórzy z uczniów przyłączyli się do Niego na początku Jego służby; teraz niemal cała dwunastka była związana ze sobą jak członkowie rodziny Jezusa. A jednak również oni, wprowadzeni w błąd przez nauki rabinów, podzielali popularne oczekiwania na ziemskie królestwo. Nie potrafili zrozumieć poczynań Jezusa. Już byli zdezorientowani i zakłopotani tym, że nie podjął On żadnego wysiłku, dla wzmocnienia swojej sprawy poprzez zapewnienie sobie poparcia ze strony kapłanów i rabinów, nie zrobił też niczego, żeby jako ziemski król zbudować swój autorytet. W odniesieniu do uczniów musiała zostać jeszcze wykonana ogromna praca zanim będą przygotowani do przejęcia świętego zadania, które spocznie na nich, gdy Jezus wstąpi do nieba. A przecież odpowiedzieli na miłość Chrystusa, i choć mieli ociężałe serca, aby uwierzyć, Jezus widział w nich tych, których zdyscyplinuje i przyuczy do swojego wielkiego dzieła. Właśnie teraz, kiedy byli z Nim już odpowiednio długo, aby w pewnej mierze okrzepła ich wiara w boski charakter Jego misji, a ludzie także otrzymali niekwestionowany dowód Jego mocy, przygotowana została droga do tego, aby przedstawić zasady, dzięki którym mogliby zrozumieć prawdziwą naturę Jego królestwa.

Jezus spędził samotnie całą noc na wzgórzu nad Jeziorem Galilejskim, modląc się o tych, których wybrał. O świcie wezwał ich do siebie i ze słowami modlitwy i pouczenia położył ręce na ich głowach w geście błogosławienia, wysyłając ich do dzieła ewangelii. Potem zszedł razem z nimi na brzeg jeziora, gdzie wczesnym rankiem zaczął się już zbierać wielki tłum.

Oprócz przybywającego zwykle z miasteczek Galilei tłumu znajdowało się tam także wielu ludzi z Judei i z samej Jerozolimy, z Perei i z na wpół pogańskiego Dekapolis, z Idumei położonej daleko na południe od Judei, z Tyru i Sydonu, fenickich miast na wybrzeżu Morza Śródziemnego. „Na wieść o tym, jak wiele działał”, „przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób”, „ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich” (Mk 3,8; Łk 6,17-19).

Potem, gdy na wąskiej plaży w zasięgu Jego głosu nie było już nawet miejsca stojącego dla wszystkich, którzy pragnęli Go słuchać, Jezus udał się z powrotem na zbocze wzgórza. Kiedy dotarł do miejsca, które mogło pomieścić całe zgromadzenie, usiadł na trawie, a uczniowie i reszta ludzi poszli za Jego przykładem.

Z uczuciem, że należy oczekiwać czegoś więcej niż zwykle, uczniowie przysunęli się bliżej Mistrza. Począwszy od wydarzeń poranka, nabrali pewności, że oto padnie jakaś zapowiedź królestwa, które, jak z nadzieją ufali, miał On wkrótce ustanowić. Uczucie oczekiwania przenikało również tłum, a pełne gorliwości twarze świadczyły o głębokim zainteresowaniu.

Kiedy siedzieli na zielonym stoku wzgórza, czekając na słowa boskiego Nauczyciela, ich serca wypełniały myśli o przyszłej chwale. Byli tam uczeni w Piśmie i faryzeusze, oczekujący dnia, w którym zdobyliby panowanie nad znienawidzonymi Rzymianami i posiedliby bogactwa i splendor wielkiego światowego imperium. Ubodzy wieśniacy i rybacy mieli nadzieję usłyszeć zapewnienie, że ich nędzne rudery, marne pożywienie, pełne trudu życie i lęk przed nędzą zostaną zastąpione przez pełne bogactwa pałace oraz czas odpoczynku i wytchnienia. Mieli nadzieję, że w miejsce jednego pospolitego odzienia, które stanowiło ich ubranie za dnia i przykrycie w nocy, Chrystus da im bogate i kosztowne szaty tych, którzy ich ciemiężyli.

Wszystkie serca drżały w dumnej nadziei, że Izrael wkrótce zostanie wywyższony wobec wszystkich narodów jako wybrany przez Pana, a Jerozolima zostanie wyniesiona do rangi stolicy ogólnoświatowego imperium.

Rozdział 2

BŁOGOSŁAWIEŃSTWA

„Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5,2.3).

Słowa te wpadają do uszu zdumionego tłumu jako coś dziwnego i nowego. Ta nauka jest przeciwna wszystkiemu, co do tej pory słyszeli z ust kapłanów i rabinów. Nie widzieli w niej niczego, co pochlebiałoby ich dumie czy stanowiło pożywkę dla ich ambitnych nadziei. Jednak tego nowego Nauczyciela otacza zdumiewająca, urzekająca moc. Sama Jego obecność przynosi słodycz boskiej miłości podobnie jak kwiat rozsiewa wokół siebie przyjemną woń. Jego słowa padają „jak deszcz na trawę, jak deszcz rzęsisty, co nawadnia ziemię” (Ps 72,6). Wszyscy instynktownie czują, że oto jest Ten, który czyta tajemnice duszy, a jednak podchodzi do nich z pełnym czułości współczuciem. Ich serca otwierają się na Niego, a kiedy słuchają, Duch Święty odsłania przed nimi coś ze znaczenia tej lekcji, której tak bardzo potrzeba ludzkości we wszystkich wiekach.

W dniach Chrystusa przywódcy religijni uważali, że są bogaci w dobra duchowe. Modlitwa faryzeusza „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie” (Łk 18,11), wyrażała uczucia klasy społecznej, do której należał, a także, w dużej mierze, całego narodu. Jednak wśród otaczającego Jezusa tłumu byli tacy, którzy mieli poczucie swojego duchowego ubóstwa. Kiedy boska moc Chrystusa została objawiona w cudownym połowie ryb, Piotr upadł do stóp Zbawiciela, wołając: „Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5,8); podobnie w tłumie, który zgromadził się pod górą, znajdowali się ludzie, z których każdy w Jego obecności czuł, że jest „nieszczęsny i godzien litości, i biedny, i ślepy, i nagi” (Ap 3,17); tęsknili za łaską Boga tęsknili za łaską Boga „zbawienną dla wszystkich ludzi” (Tt 2,11 BW). Słowa, jakimi powitał ich Chrystus, obudziły w tych duszach nadzieję; dostrzegli oni, że na ich życiu spoczywało błogosławieństwo Boga.

Jezus ofiarował kielich błogosławieństw tym, którzy czuli, że są „bogaci i wzbogacili się” (Ap 3,17) i niczego nie potrzebowali, a oni odwrócili się ze wzgardą od tego łaskawego daru. Ten, kto czuje, że nie ma żadnych braków, że jest stosunkowo dobry i jest zadowolony ze swojego stanu, nie stara się być uczestnikiem łaski i sprawiedliwości Chrystusa. Duma nie ma żadnych potrzeb i zamyka serce przed Chrystusem oraz nieskończonymi błogosławieństwami, jakich przyszedł udzielić. W sercach takich osób nie ma miejsca dla Jezusa. Ci, którzy w swoich własnych oczach są bogaci i poważani, nie proszą w wierze i nie otrzymują błogosławieństw Bożych. Czują, że są napełnieni, więc odchodzą puści. Jedynie ci, którzy wiedzą, że w żaden sposób nie mogą zbawić samych siebie lub sami z siebie nie potrafią dokonać żadnego sprawiedliwego czynu, przyjmują pomoc, której może udzielić Chrystus. To właśnie są ubodzy w duchu, o których mówi On, że będą błogosławieni.

„(…) Jeśli zaś ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną” (Mt 15,14)

Tych, którym Chrystus wybacza, najpierw doprowadza do skruchy, a zadaniem Ducha Świętego jest przekonać ich o grzechu. Ci, których serca zostały poruszone przez przekonującego ich Ducha Bożego, widzą, że w nich samych nie ma niczego dobrego. Zdają sobie sprawę z tego, że wszystko, czegokolwiek dokonali, jest pomieszane z ich własnym ‘ja’ i z grzechem. Jak biedny poborca podatków stoją z daleka, nie śmiejąc nawet wznieść oczu do nieba, i wołają: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” (Łk 18,13). I właśnie oni są błogosławieni. Jest przebaczenie dla skruszonego, ponieważ Chrystus jest „Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata” (J 1,29). Boża obietnica brzmi: „Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby były czerwone jak purpura, staną się [białe] jak wełna”. „I dam wam serca nowe (…) Ducha mojego chcę tchnąć w was” (Iz 1,18; Ez 36,26.27).

Jezus mówi o ubogich w duchu: „Do nich należy królestwo niebieskie”. To królestwo nie jest, jak spodziewali się słuchacze Chrystusa, doczesnym, ziemskim panowaniem. Chrystus otwierał przed ludźmi duchowe królestwo swojej miłości, łaski i sprawiedliwości. Znak panowania Mesjasza objawia się w podobieństwie do Syna Człowieczego. Jego poddani są ubodzy w duchu, łagodni, prześladowani z powodu sprawiedliwości. Do nich należy królestwo niebieskie. Choć jeszcze nie w pełni ukończone, zapoczątkowane zostało w nich dzieło, które sprawi, że staną się „uzdolnieni do uczestnictwa w dziale świętych w światłości” (Kol 1,12).

Wszyscy, którzy mają poczucie głębokiego ubóstwa duszy, którzy czują, że nie ma w nich nic dobrego, mogą znaleźć sprawiedliwość i siłę w patrzeniu na Jezusa. On mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28). On prosi cię, abyś zamienił swoją nędzę na bogactwa Jego łaski. Nie jesteśmy warci Bożej miłości, ale Chrystus, nasz poręczyciel, jest jej wart i może zbawić zupełnie tych, którzy do Niego przychodzą. Niezależnie od tego, jakie były twoje minione doświadczenia, jak bardzo zniechęcające są w chwili obecnej otaczające cię okoliczności, jeśli przyjdziesz do Jezusa taki, jaki jesteś – słaby, bezradny, zrozpaczony – nasz współczujący Zbawiciel wybiegnie ci na spotkanie, obejmie cię ramionami swojej miłości i zarzuci na ciebie swoją szatę sprawiedliwości. On przedstawia nas Ojcu odzianych w białą szatę Jego charakteru. Oręduje przed Bogiem w naszym imieniu, mówiąc: ‘Zająłem miejsce grzesznika. Nie patrz na to krnąbrne dziecko, patrz na mnie’. Jeśli szatan głośno przedstawia argumenty przeciw nam, oskarżając nas o grzech, i twierdzi, że jesteśmy jego zdobyczą, krew Chrystusa przemawia z jeszcze większą mocą.

„Wszelki język na Mnie przysięgać będzie, mówiąc: Jedynie u Pana jest sprawiedliwość i moc. (…) W Panu uzyska swe prawo i chwały dostąpi całe plemię Izraela” (Iz 45,24.25).

„Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni” (Mt 5,4).

Smutek, o którym tu mowa, to prawdziwy ból serca z powodu grzechu. Jezus mówi: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32). Kiedy człowiek zostaje pociągnięty, aby patrzeć na podniesionego na krzyżu Jezusa, dostrzega grzeszność człowieczeństwa. Widzi, że to grzech ubiczował i ukrzyżował Pana chwały. Widzi też, że podczas gdy on sam doświadczył niewysłowionej miłości, to jego życie przedstawia obraz nieustannej niewdzięczności i buntu. Wyparł się swojego najlepszego Przyjaciela i znieważył z najcenniejszy dar niebios. Na nowo ukrzyżował Syna Bożego i po raz kolejny przebił Jego krwawiące i zranione serce. Teraz oddziela go od Boga szeroka, czarna i głęboka przepaść grzechu, co sprawia, że jego serce ogarnia niewysłowiona rozpacz.

Kto tak się smuci, „będzie pocieszony” (Mt 5,4). Bóg objawia nam naszą winę, abyśmy mogli uciec do Chrystusa, zostać przez Niego uwolnieni z więzów grzechu i cieszyć się wolnością synów Bożych. W prawdziwej skrusze możemy przyjść do stóp krzyża i zostawić tam nasze ciężary.

Słowa Zbawiciela zawierają poselstwo pocieszenia dla tych, którzy cierpią z powodu nieszczęścia lub bolesnej straty. Nasze smutki nie biorą się znikąd. Bóg „niechętnie przecież poniża i uciska synów ludzkich” (Lm 3,33). Kiedy pozwala na próby i nieszczęścia, „czyni to dla naszego dobra, aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości” (Hbr 12,10). Jeśli przyjmiemy je z wiarą, doświadczenia, które wydają się być tak gorzkie i trudne do zniesienia, okażą się błogosławieństwem. Okrutny cios, który niweczy radości tego świata, stanie się środkiem, który zwróci nasze oczy ku niebu. Jak wielu jest tych, którzy nigdy nie poznaliby Jezusa, gdyby smutek nie poprowadził ich, aby w Nim szukali pocieszenia!

Próby życia spełniają rolę Bożych robotników, którzy usuwają zanieczyszczenia i chropowatość naszego charakteru. Ociosywanie, wyrównywanie, cyzelowanie, polerowanie i szlifowanie nas to bolesny proces; trudno jest być dociskanym do tarczy szlifierskiej. W ten sposób jednak przygotowywany jest kamień, który ma zająć swoje miejsce w niebiańskiej świątyni. Mistrz nie wkładałby tak dokładnej i gruntownej pracy w bezużyteczny materiał. Tylko kamienie szlachetne są polerowane na podobieństwo pałacu.

Pan będzie pracował dla wszystkich, którzy pokładają w nim swoje zaufanie. Jego wierni odniosą wspaniałe zwycięstwa. Nauczą się drogocennych lekcji. Przeżyją cenne doświadczenia.

Nasz niebiański Ojciec nigdy nie zapomina o tych, których dotknął smutek. Kiedy Dawid wchodził na Górę Oliwną i „wchodził na nią, płacząc i z nakrytą głową, szedł boso” (2 Sm 15,30), Pan spoglądał na niego z litością. Dawid ubrany był w wór, a sumienie go smagało. Zewnętrzne oznaki uniżenia wskazywały na jego skruchę. We łzach, w słowach świadczących o skruszeniu serca przedstawił swoją sprawę Bogu, a Pan nie opuścił swojego sługi. Nigdy Dawid nie był droższy sercu Nieskończonej Miłości, niż wówczas, gdy wysmagany przez sumienie, uciekał, aby ocalić swoje życie z rąk wrogów, którzy podnieśli bunt pod wodzą jego własnego syna. Pan mówi: „wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się!” (Ap 3,19). Chrystus podnosi skruszone serce i oczyszcza zasmuconą duszę aż stanie się ona Jego mieszkaniem.

Kiedy jednak przychodzi ucisk, wielu z nas przypomina Jakuba! Myślimy, że to ręka wroga i w ciemnościach zmagamy się na ślepo aż zabraknie nam sił, nie znajdując ani pociechy ani wyzwolenia. Boski dotyk o brzasku objawił Jakubowi Tego, z którym walczył – Anioła przymierza; wtedy, szlochający i bezradny, padł na pierś Nieskończonej Miłości, aby otrzymać błogosławieństwo, za którym tęskniła jego dusza. My również musimy nauczyć się, że próby oznaczają zysk, a także tego, abyśmy nie lekceważyli doświadczenia od Pana ani nie słabli, kiedy jesteśmy przez Niego napominani.

„Oto szczęśliwy mąż, którego Bóg poprawia (…) On zrani, On także uleczy, skaleczy – i ręką swą własną uzdrowi. Od sześciu cię nieszczęść uwolni, w siedmiu – zło cię nie dotknie” (Hi 5,17-19). Do każdego, kto został dotknięty chorobą, Jezus przychodzi z posługą uzdrowienia. Życie po stracie, ból i cierpienie mogą zostać rozjaśnione przez cenne dowody Jego obecności.

Bóg nie chciałby zostawić nas przytłoczonych tępym żalem, ze zranionymi i połamanymi sercami. Chciałby, abyśmy patrzyli w górę i spoglądali na Jego drogie oblicze miłości. Błogosławiony Zbawiciel staje przy wielu tych, których oczy są tak oślepione łzami, że nie potrafią Go rozpoznać. On tęskni za tym, abyśmy spletli nasze dłonie, abyśmy patrzyli na Niego w prostej wierze, pozwalając Mu się prowadzić. Jego serce jest otwarte na nasze smutki, troski i próby. On ukochał nas wieczną miłością i otoczył pełną miłości życzliwością. Możemy oprzeć na Nim nasze serca i przez cały dzień rozmyślać o Jego dobroci. On podniesie człowieka ponad codzienną troskę i zamęt, do królestwa pokoju.

Myślcie o tym wy, dzieci cierpienia i smutku, i cieszcie się nadzieją. „Tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara” (1 J 5,4).

„Nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2,6.7)

Błogosławieni są ci, którzy jednoczą się z Jezusem we współczuciu wobec smutków świata i żalu z powodu jego grzechu. W takim smutku nie ma myślenia o samym sobie. Jezus był Mężem boleści; znosił udrękę serca, jakiej nie potrafi wyrazić żaden język. Jego duch był rozdarty i poraniony przez ludzkie grzechy. Trudził się w trawiącej Go żarliwości, aby przynieść ulgę potrzebom i niedolom ludzkości, a Jego serce było ciężkie od smutku, gdy widział tłumy, które nie chciały do Niego przyjść, aby mieć życie. Wszyscy, którzy są naśladowcami Chrystusa, będą mieli udział w tym doświadczeniu. Gdy doświadczą Jego miłości, będą dzielić z Nim trud ratowania zgubionych. Mają udział w cierpieniach Chrystusa i będą mieć również udział w mającej się objawić chwale. Jedno z Nim w Jego dziele, pijąc wraz z Nim z kielicha smutku, stają się również uczestnikami Jego radości.

To właśnie przez cierpienie Jezus otrzymał posługę pocieszenia. We wszystkich utrapieniach ludzkości On także jest utrapiony; „przez to bowiem, co sam wycierpiał poddany próbie, może przyjść z pomocą tym, którzy jej podlegają” (Iz 63,9; Hbr 2,18). Każda dusza, która związuje się z Jego cierpieniami, ma przywilej udziału w tej służbie. „Jak bowiem obfitują w nas cierpienia Chrystusa, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy” (2 Kor 1,5). Pan ma szczególną łaskę dla smucącego się człowieka, a jej moc działa, aby zmiękczyć serca i zdobyć dusze. Jego miłość otwiera kanał w zranionej i umęczonej duszy, stając się leczniczym balsamem dla tych, którzy się smucą. „Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym ucisku, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakimkolwiek ucisku, tą pociechą, której doznajemy od Boga” (2 Kor 1,3.4).

„Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię” (Mt 5,5).

W całym Kazaniu ukazany jest proces wzrostu chrześcijańskiego doświadczenia. Ci, którzy odczuwają potrzebę Chrystusa, którzy zasmucili się z powodu grzechu i przeszli z Nim szkołę utrapienia, nauczą się cichości od boskiego Nauczyciela.

Cierpliwość i łagodność w obliczu doświadczanego zła nie były cechami, które cenili poganie lub Żydzi. Zdanie, jakie pod natchnieniem Ducha Świętego wygłosił Mojżesz, najskromniejszy z ludzi na tej ziemi, nie było uważane przez jemu współczesnych za godne pochwały; wzbudzało raczej politowanie lub pogardę. Jezus jednak umieszcza łagodność wśród pierwszych elementów kwalifikujących do Jego królestwa. W Jego własnym życiu i charakterze objawiło się boskie piękno tej cennej cnoty.

Jezus, jasność chwały Ojca, „nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2,6.7). Przystał na to, aby przejść przez wszystkie najmniejsze doświadczenia życia, chodząc wśród ludzkich dzieci nie jako wymagający chwały król, ale jako jeden z tych, których misja polega na służeniu innym. W jego sposobie życia nie było śladu bigoterii ani chłodnej surowości. Odkupiciel świata miał naturę więcej niż anielską, a jednak to łagodność i pokora zjednoczone z Jego boskim majestatem były tym, co przyciągało do Niego wszystkich ludzi.

Jezus wyzbył się samego siebie i we wszystkim, co robił, nie objawiało się Jego ‘ja’. Poddawał wszystkie sprawy woli Ojca. Kiedy Jego misja na ziemi dobiegła końca, powiedział: „Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania” (J 17,4). I prosi On nas: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca”. „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie” (Mt 11,29; 16,24); niech ‘ja’ zostanie zdetronizowane i dłużej nie sprawuje władzy nad duszą.

Ten, kto widzi, jak Chrystus zapiera się samego siebie i uniża swoje serce, będzie zmuszony powiedzieć to samo, co powiedział Daniel, kiedy ujrzał Tego, który był podobny do synów ludzkich: „nie było we mnie siły; twarz moja zmieniła się do niepoznania i nie miałem żadnej siły” (Dn 10,8 BW). Niezależność i wywyższanie samego siebie, którymi się chlubimy, są ukazane w ich prawdziwej marności, jako oznaka uległości szatanowi. Ludzka natura zawsze walczy o dojście do głosu, jest gotowa do rywalizacji; ale ten, kto uczy się od Chrystusa, wyzbył się swojego ‘ja’, dumy, miłości do panowania, a w jego duszy panuje wyciszenie. Własne ‘ja’ oddane jest do dyspozycji Ducha Świętego. Nie pragniemy wówczas zajmować najwyższych miejsc. Nie mamy ambicji, aby rozpychać się łokciami i kierować uwagę na siebie; czujemy wtedy, że nasze najwyższe miejsce znajduje się u stóp Zbawiciela. Patrzymy na Jezusa, czekając aż poprowadzi nas Jego dłoń, wsłuchując się w Jego głos, który doradzi nam, jak mamy iść. Apostoł Paweł doświadczył tego i powiedział: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2,20).

„Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię” (Mt 5,5)

„Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca” (Mt 11,29)

Kiedy bezustannie podejmujemy Chrystusa w sercu, pokój Boży, który przewyższa wszelkie zrozumienie, będzie strzegł naszych serc i umysłów przez Chrystusa Jezusa. Choć życie Zbawiciela na ziemi przebiegało w centrum konfliktu, było życiem spokoju. Gdy pełni złości wrogowie podążali za Nim, wtedy powiedział: „Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną; nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba” (J 8,29). Żadna burza ludzkiego czy szatańskiego gniewu nie mogła Mu zakłócić doskonałej społeczności z Bogiem. On mówi do nas: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam”. „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (J 14,27; Mt 11,29). Nieś wraz ze mną jarzmo służby dla chwały Boga i podniesienia ludzkości, a odkryjesz, że jarzmo jest przyjemne, a brzemię lekkie.

To miłość do samego siebie niszczy nasz pokój. Kiedy ‘ja’ jest ciągle żywe, jesteśmy stale gotowi strzec je od uśmiercenia i zranienia; ale kiedy jest martwe, a nasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu, nie będziemy sobie brali do serca lekceważenia czy afrontów. Będziemy głusi na zarzuty i ślepi na szyderstwo i zniewagę. „Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje” (1 Kor 13,4-8).

Szczęście, które pochodzi z ziemskich źródeł, jest tak zmienne jak tworzące je okoliczności; ale pokój Chrystusowy jest niezmienny i stały. Nie zależy on od warunków życiowych, ilości doczesnych dóbr czy liczby ziemskich przyjaciół. Chrystus jest źródłem żywej wody, a szczęście, które z Niego pochodzi, nigdy się nie wyczerpie.

Przejawiana w domu łagodność Chrystusa przyniesie domownikom szczęście; nie prowokuje kłótni, nie odpowiada ze złością, ale wycisza pełen irytacji nastrój i rozsiewa łagodność, którą mogą odczuć wszyscy znajdujący się pod jej wpływem. Tam, gdzie się pojawia, czyni rodziny ziemskie częścią jednej wielkiej rodziny w górze.

Daleko lepiej byłoby nam cierpieć z powodu fałszywych oskarżeń niż zadawać sobie torturę odwetu na naszych wrogach. Duch nienawiści i rewanżu pochodzi od szatana, a temu, kto go pielęgnuje, przynosi wyłącznie zło. Uniżenie serca, łagodność, która jest owocem przebywania w Chrystusie, stanowi prawdziwy sekret błogosławieństwa. „[On] zdobi pokornych zwycięstwem” (Ps 149,4).

Pokorni „posiądą ziemię”. Grzech wszedł na świat poprzez pragnienie wywyższenia samego siebie i sprawił, że nasi pierwsi rodzice utracili panowanie nad piękną ziemią, swoim królestwem. Chrystus natomiast, zapierając się samego siebie, odkupuje wszystko, co zostało zgubione. Mówi, że mamy zwyciężyć tak, jak On zwyciężył (Ap 3,21). Poprzez pokorę i poddanie samego siebie możemy wraz z Nim stać się dziedzicami, kiedy „pokorni posiądą ziemię” (Ps 37,11).

Ziemia obiecana pokornym nie będzie podobna do tej, poszarzałej od cienia śmierci i przekleństwa. „Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których zamieszka sprawiedliwość”. „Nic godnego klątwy już nie będzie. I będzie w nim tron Boga i Baranka, a słudzy Jego będą Mu cześć oddawali” (2 P 3,13; Ap 22,3).

Nie ma tam rozczarowania, żalu, grzechu ani też nikogo, kto powie: ‘jestem chory’; nie ma konduktów pogrzebowych, smutku i śmierci, nie ma rozstań i złamanych serc, ale jest tam Jezus i prawdziwy pokój. „Nie będą już łaknąć ani pragnąć, i nie porazi ich wiatr upalny ni słońce, bo ich poprowadzi Ten, co się lituje nad nimi, i zaprowadzi ich do tryskających zdrojów” (Iz 49,10).

„Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni” (Mt 5,6).

Sprawiedliwość to świętość, podobieństwo do Boga, a „Bóg jest miłością” (1 J 4,16). Jest to zgodność z prawem Bożym, ponieważ „wszystkie Twoje przykazania są sprawiedliwe” (Ps 119,172), a „miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa” (Rz 13,10). Sprawiedliwość jest miłością, a miłość jest światłem i życiem Bożym. Sprawiedliwość Boga uosobiona jest w Chrystusie. Przyjmując Chrystusa, przyjmujemy Jego sprawiedliwość.

„Miość jest doskonałym wypełnieniem Prawa” (Rz 13,10)

Sprawiedliwości nie otrzymuje się poprzez bolesne zmagania, przez dar czy ofiarę; jest ona dana hojnie każdej duszy, która łaknie i pragnie ją przyjąć. „O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! Kupujcie i spożywajcie, ‹dalejże, kupujcie› bez pieniędzy i bez płacenia (…)”; „ich sprawiedliwość ode mnie pochodzi – mówi Pan (…)”; „To zaś będzie imię, którym go będą nazywać: Pan naszą sprawiedliwością” (Iz 55,1; 54,17 BW; Jr 23,6).

Żaden ludzki czynnik nie może dostarczyć tego, co może zaspokoić głód i pragnienie duszy. Ale Jezus mówi: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli ktoś posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną”. „Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie” (Ap 3,20; J 6,35).

Podobnie, jak potrzebujemy pożywienia dla podtrzymania naszych sił fizycznych, tak potrzebujemy Chrystusa, Chleba z nieba, aby podtrzymać duchowe życie i zyskać siłę do wykonywania dzieł Bożych. Jak ciało bezustannie przyjmuje pokarm, który podtrzymuje życie i wigor, tak samo dusza musi być w stałym kontakcie z Chrystusem, poddając się Mu i całkowicie na Nim polegając.

Jak zmęczony wędrowiec szuka źródła na pustyni, a znalazłszy gasi swe palące pragnienie, tak chrześcijanin będzie pragnął i otrzymywał czystą wodę życia, której źródłem jest Chrystus.

Gdy dostrzeżemy doskonałość charakteru naszego Zbawiciela, będziemy pragnąć zupełnej przemiany i odnowy na podobieństwo Jego czystości. Im bardziej poznamy Boga, tym wyższy będzie nasz ideał charakteru i tym żarliwsza potrzeba odzwierciedlania Jego obrazu. Boski element łączy się z ludzkim, kiedy dusza wyciąga rękę do Boga, a tęskniące serce może powiedzieć: „na Bogu spolegaj, duszo moja! bo od niego jest oczekiwanie moje” (Ps 62,6 BG).

Jeśli twoja dusza jest w potrzebie, jeśli łakniesz i pragniesz sprawiedliwości, dowodzi to, że Chrystus pracował nad twoim sercem, abyś zaczął Go potrzebować i aby przez dar Ducha Świętego wykonał dla ciebie to, czego sam dla siebie nie jesteś w stanie dokonać. Nie musimy starać się ugasić naszego pragnienia w płytkich strumieniach, ponieważ tuż nad nami znajduje się wielkie źródło, z którego obfitych wód możemy pić swobodnie, jeśli tylko wzniesiemy się odrobinę wyżej na ścieżce wiary.

„Ja jestem chlebem życia” (J 6,48)

Słowa Boga stanowią źródła życia. Kiedy szukasz tych żywych źródeł, Duch Święty przyprowadzi cię do łączności z Chrystusem. Znane prawdy ukażą się twojemu umysłowi w nowym aspekcie, teksty Pisma zalśnią przed tobą nowym znaczeniem niczym błysk światła, ujrzysz powiązanie innych prawd z dziełem odkupienia i będziesz wiedzieć, że prowadzi cię Chrystus i że stoi przy tobie boski Nauczyciel.

Jezus powiedział: „Woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu” (J 4,14). Gdy Duch Święty będzie otwierał przed tobą prawdę, będziesz gromadzić najcenniejsze doświadczenia i tęsknić za mówieniem innym o kojących rzeczach, jakie zostały ci objawione. Kiedy będziesz spotykać się z ludźmi, będziesz przekazywać im świeże myśli dotyczące charakteru lub dzieła Chrystusa. Otrzymasz świeże objawienie Jego pełnej współczucia miłości dla tych, którzy Go kochają i tych, którzy Go nie kochają.

„Dawajcie, a będzie wam dane” (Łk 6,38); ponieważ Słowo Boże jest „źródłem ogrodów, zdrojem wód żywych spływających z Libanu” (Pnp 4,15). Serce, które raz spróbowało miłości Chrystusa, woła stale o głębszy łyk, a kiedy będziesz użyczać go innym, sam otrzymasz więcej i obficiej. Każde objawienie Boga wobec duszy wzmaga zdolność pojmowania i kochania. Bezustannym wołaniem serca jest „więcej Ciebie”, a odpowiedź Ducha brzmi zawsze „o wiele więcej” (Rz 5,9.10), ponieważ nasz Bóg rozkoszuje się czynieniem „nieskończenie więcej niż to, o co my prosimy czy rozumiemy” (Ef 3,20). Jezusowi, który dla zbawienia zgubionej ludzkości wyzbył się samego siebie, Duch Święty był udzielany bez miary. Tak samo może być udzielany każdemu naśladowcy Chrystusa, kiedy całe serce jest poddane, aby w nim zamieszkał. Sam Pan dał przykazanie „napełniajcie się Duchem” (Ef 5,18), będące zarazem obietnicą jego wypełnienia. Było dla Ojca wielką przyjemnością, że w Chrystusie „zamieszkała cała Pełnia” i „zostaliście napełnieni w Nim” (Kol 1,19; 2,10).

Bóg wylał swoją miłość w sposób nieograniczony, jak deszcze, które odświeżają ziemię. Mówi On: „Niebiosa, wysączcie z góry sprawiedliwość i niech obłoki z deszczem ją wyleją! Niechaj ziemia się otworzy, niech zbawienie wyda owoc i razem wzejdzie sprawiedliwość!”. „Nędzni i biedni szukają wody, [a jej] nie ma! Ich język wysechł już z pragnienia. Ja, Pan, wysłucham ich, nie opuszczę ich Ja, Bóg Izraela. Każę wytrysnąć strumieniom na nagich wzgórzach i źródłom wód pośrodku nizin. Zamienię pustynię w pojezierze, a wyschniętą ziemię w wodotryski” (Iz 45,8; 41,17.18).

„Z Jego pełności wszyscy otrzymaliśmy – łaskę po łasce” (J 1,16).

„Nędzni i biedni szukają wody (…) Ja, Pan, wysłucham ich, nie opuszczę ich” (Iz 41,17.18)

„Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5,7).

Serce człowieka jest z natury zimne, ciemne i niezdolne do miłości; kiedykolwiek ktoś objawia ducha miłosierdzia i przebaczenia, nie robi tego sam z siebie, ale poprzez wpływ boskiego Ducha, który porusza jego serce. „My miłujemy [Boga], ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował” (1 J 4,19).

Bóg jest sam źródłem wszelkiego miłosierdzia. Jego imię brzmi „miłosierny i (…) bogaty w łaskę” (Wj 34,6). Nie traktuje nas według naszych zasług. Nie pyta, czy jesteśmy warci Jego miłości, ale wylewa na nas jej bogactwa, aby sprawić, żebyśmy stali się jej warci. Nie jest mściwy. Nie pragnie karać, ale odkupić. Nawet surowość, jaką objawia w swych zrządzeniach, objawiana jest dla zbawienia krnąbrnych. Tęskni i gorąco pragnie przynieść ludziom ulgę w cierpieniach i nałożyć balsam na ich rany. To prawda, że Bóg „nie usprawiedliwiający winnego” (Wj 34,7 BG) zabierze tę winę od grzesznika.

Miłosierni są „uczestnikami Boskiej natury”, a w ich charakterach znajduje wyraz pełna współczucia miłość. Wszyscy, których serca sympatyzują z sercem Nieskończonej Miłości, będą pragnęli wybawiać, a nie potępiać. Mieszkanie Chrystusa w duszy jest źródłem, które nigdy nie wysycha. Tam, gdzie On mieszka, pojawi się bezmiar dobroczynności.

„(…) ratowałem biednego, gdy wołał, sierotę, co nie miał pomocy” (Hi 29,12)

Słysząc błaganie błądzących, kuszonych, nędznych ofiar pożądliwości i grzechu, chrześcijanin nie pyta ‘Czy są tego warci?’, ale zadaje pytanie ‘Jak mogę im dopomóc?’. W najbardziej marnych, najbardziej upodlonych osobnikach widzi on dusze, za które Chrystus umarł, aby je zbawić i dla których Bóg powierzył swoim dzieciom służbę pojednania.

Miłosierni to ci, którzy okazują współczucie ubogim, cierpiącym i uciskanym. Hiob mówi: „Bo ratowałem biednego, gdy wołał, sierotę, co nie miał pomocy. Błogosławieństwo nędzarza szło ku mnie i serce wdowy radowałem. Sprawiedliwość – to szata, którą się odziewałem, prawość mi płaszczem, zawojem. Niewidomemu byłem oczami, chromemu służyłem za nogi. Dla biednych stałem się ojcem i rozstrzygałem spór nieznajomego” (Hi 29,12-16).

Wokół nas jest wielu ludzi, którym życie jawi się jako bolesne zmaganie; czują swoje niedostatki, są nieszczęśliwi i niewierzący; myślą, że nie mają nic, za co mogliby być wdzięczni. Uprzejme słowa, pełne współczucia spojrzenie, wyrazy uznania mogą być dla wielu zmagających się i samotnych jak kubek zimnej wody dla spragnionej duszy. Słowo sympatii, uprzejmy czyn podniosłyby brzemiona, które gniotą ciężarem strudzone ramiona. Każde słowo lub czyn niesamolubnej uprzejmości stanowi wyraz miłości Chrystusa wobec zgubionej ludzkości.

Miłosierni „miłosierdzia dostąpią”. „Dusza życzliwa będzie obfitować, kto napoi drugich, dozna orzeźwienia” (Prz 11,25). Owocem współczującego ducha jest słodki pokój, a dobroć wobec innych owocuje pełną błogosławieństwa satysfakcją w życiu wypełnionym służbą, która zapomina o sobie. Duch Święty, mieszkający w duszy i objawiający się w życiu, będzie zmiękczał twarde serca, budząc w nich sympatię i czułość. Zbierzecie to, co siejecie. „Szczęśliwy ten, kto myśli o biednym (…) Pan go ustrzeże, zachowa przy życiu, uczyni szczęśliwym na ziemi i nie wyda go wściekłości jego wrogów. Pan go pokrzepi na łożu boleści, podczas choroby poprawi całe jego posłanie” (Ps 41,1-3).

Ktokolwiek oddał swoje życie Bogu w służbie dla Jego dzieci, jest połączony z Tym, który ma na swoje rozkazy źródła Wszechświata. Jego życie jest związane złotym łańcuchem niezmiennych obietnic z życiem samego Boga. Pan nie opuści go w godzinie cierpienia i potrzeby. „A Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę” (Flp 4,19). A w godzinie próby największej potrzeby miłosierni znajdą schronienie w miłosierdziu współczującego Zbawiciela i zostaną przyjęci do wiecznych miejsc zamieszkania.

„Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8).

Żydzi tak dokładnie przestrzegali ceremonialnej czystości, że ich przepisy były skrajnie uciążliwe. Ich umysły opanowane były przez reguły i ograniczenia, a także lęk przed zewnętrznym skalaniem i nie dostrzegali tej skazy, jaką samolubstwo i złośliwość wyryły w ich duszach.

Jezus nie wymienia ceremonialnej czystości jako jednego z warunków wejścia do Jego królestwa, ale wskazuje na potrzebę czystości serca. Mądrość, która pochodzi z góry, „jest przede wszystkim czysta” (Jk 3,17). Do miasta Bożego nie wejdzie nic nieczystego. Wszyscy, którzy będą jego mieszkańcami, tutaj staną się czyści w sercu. W tym, który uczy się od Jezusa, będzie się objawiał rosnący niesmak wobec niedbałych postaw, niestosownego języka i nieokrzesanych zachowań. Kiedy Chrystus zamieszka w sercu, pojawi się w nim czystość oraz subtelność myśli i obyczajów.

Jednak słowa Jezusa „Błogosławieni czystego serca” mają głębsze znaczenie – nie chodzi jedynie o czystość w rozumieniu świata, czyli brak tego, co zmysłowe i wolność od pożądania, ale szczerość wewnętrznych celów i ukrytych motywów duszy, wolność od dumy i samolubstwa, pokorę, bezinteresowność, dziecięcy charakter.

Mówimy, że ‘swój lgnie do swego’. Dopóki w swoim własnym życiu nie zaakceptujesz pełnej poświęcenia miłości, stanowiącej zasadę Bożego charakteru, nie możesz poznać Boga. Serce zwiedzione przez szatana patrzy na Boga jak na istotę, która jest nieustępliwym tyranem. Kochającemu Stwórcy przypisywane są pełne samolubstwa cechy ludzi, a nawet samego szatana. Pan mówi: „Czy myślisz, że jestem podobny do ciebie?” (Ps 50,21). Zrządzenia Jego opatrzności odbierane są jako wyraz samowolnej, mściwej natury. To samo dotyczy Biblii, skarbnicy bogactw Jego łaski. Chwała jej prawd, które są wysokie jak niebo i obejmują wieczność, jest niedostrzegana. Dla wielkich mas ludzkich sam Chrystus jest jak „korzeń z wyschniętej ziemi”, nie widzą w nim „wdzięku ani też blasku, aby [chciano] na niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał” (Iz 53,2). Kiedy Jezus, objawienie Boga w człowieku, przebywał między ludźmi, nauczeni w Piśmie i faryzeusze mówili: „jesteś Samarytaninem i (…) jesteś opętany przez złego ducha” (J 53,2). Nawet Jego uczniowie byli tak zaślepieni egoizmem własnych serc, że byli powolni w przyjęciu Go jako tego, który przyszedł objawić im miłość Ojca. Oto dlaczego Jezus chodził między ludźmi osamotniony. W pełni rozumiany był jedynie w niebie.

Kiedy Chrystus przyjdzie w chwale, niegodziwi nie wytrzymają Jego widoku. Światło Jego obecności, które jest życiem dla tych, którzy Go kochają, dla bezbożnych jest śmiercionośne. Oczekiwanie na Jego przyjście jest dla nich „przerażającym oczekiwaniem sądu i żarem ognia” (Hbr 10,27). Kiedy On się ukaże, będą się modlić, aby ukryto ich przed obliczem Tego, który umarł, aby ich odkupić.

Lecz dla serc, które zostały oczyszczone przez zamieszkanie w nich Ducha Świętego, wszystko jest inne. One mogą poznać Boga. Mojżesz został ukryty w rozpadlinie skały, kiedy została mu objawiona chwała Pana; gdy jesteśmy ukryci w Chrystusie, oglądamy Bożą miłość.

„Kto kocha czyste serce, wdzięk ma na wargach, tego król przyjacielem” (Prz 22,11). Przez wiarę oglądamy Go tu i teraz. W naszym codziennym doświadczeniu, w przejawach Jego opatrzności rozpoznajemy Jego dobroć i współczucie. Rozpoznajemy Go w charakterze Jego Syna. Duch Święty odkrywa przed umysłem i sercem prawdę dotyczącą Boga i Tego, którego On posłał. Czyści w sercu widzą Boga w nowej i serdecznej relacji, jako Odkupiciela; a kiedy dostrzegają czystość i piękno Jego charakteru, tęsknią za tym, by odzwierciedlać Jego obraz. Widzą Go jako Ojca, który pragnie uściskać pokutującego syna, a ich serca wypełniają się niewypowiedzianą radością i pełnią chwały.

Czyści w sercu rozpoznają Stwórcę w dziełach Jego pełnej mocy dłoni, w pełnych piękna rzeczach, które tworzą Wszechświat. W Jego zapisanym słowie widzą wyraźniej objawienie Jego miłosierdzia, dobroci i łaski. Prawdy, które są ukryte przed mądrymi i roztropnymi, objawione są niemowlętom. Piękno i wartość prawdy, której nie rozpoznają mądrzy tego świata, jest bezustannie odsłaniane przed tymi, którzy mają pełne ufności, dziecięce pragnienie poznania i wypełniania woli Bożej. Rozpoznajemy prawdę wtedy, gdy sami stajemy się uczestnikami boskiej natury.

Czyści w sercu żyją tak, jakby znajdowali się w widzialnej obecności Boga, czasie jaki wyznacza On dla nich na tym świecie. Zobaczą Go również twarzą w twarz w przyszłym, nieśmiertelnym stanie, jak Adam, kiedy przechadzał się i rozmawiał z Bogiem w Edenie. „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [ujrzymy] twarzą w twarz” (1 Kor 13,12).

„Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5,9).

Chrystus jest „Księciem Pokoju” (Iz 9,6), a Jego misją jest odbudowanie – na ziemi i w niebie – zniszczonego przez grzech pokoju. „Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa” (Rz 5,1 BW). Każdy, kto zgadza się wyrzec grzechu i otwiera swoje serce dla miłości, staje się uczestnikiem niebiańskiego pokoju.

Nie ma innej podstawy pokoju niż ta. Przyjęta do serca łaska Chrystusa pokonuje nienawiść, uśmierza konflikt i wypełnia duszę miłością. Ten, kto ma pokój z Bogiem i bliźnimi, nie może być nieszczęśliwy. W jego sercu nie będzie zazdrości; nie będzie tam miejsca na złe domysły, nie zagości w nim nienawiść. Serce, które pozostaje w harmonii z Bogiem, jest uczestnikiem pokoju nieba i rozprzestrzenia swój błogosławiony wpływ na wszystko dookoła. Duch pokoju będzie jak rosa spoczywał na zmęczonych i obciążonych zmaganiami doczesności sercach.

Naśladowcy Chrystusa zostają posłani do świata z poselstwem pokoju. Każdy, kto przez cichy, dyskretny wpływ świętego życia objawia miłość Chrystusa i za pośrednictwem słowa lub czynu prowadzi drugiego do rozpoznania grzechu i oddania serca Bogu, czyni pokój.

„Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi”. Duch pokoju stanowi dowód ich łączności z niebem. Otacza ich słodki urok Chrystusa. Woń życia i piękno charakteru objawiają światu fakt, że są dziećmi Bożymi. Ludzie zauważają, że chodzą oni z Jezusem. „Każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga”. „Jeżeli zaś ktoś nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy”; ale „wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi” (1 J 4,7; Rz 8,9.14).

„Wówczas będzie Reszta Jakuba wśród wielu ludów jak rosa [zesłana] przez Pana, jak obfity deszcz na trawę, która nie pokłada nadziei w człowieku ani się na synów ludzkich nie ogląda” (Mi 5,7).

„Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5,10).

Jezus nie przedstawia swoim naśladowcom nadziei na osiągnięcie ziemskiej chwały i bogactwa, nie obiecuje, że ich życie będzie wolne od utrapienia, ale wskazuje im przywilej chodzenia z Mistrzem po ścieżkach samozaparcia i hańby, ponieważ świat ich nie zna.

Temu, który przyszedł, aby odkupić zgubiony świat, sprzeciwiały się zjednoczone siły przeciwników Boga i człowieka. W bezlitosnej konfederacji źli ludzie i źli aniołowie stanęli przeciwko Księciu Pokoju. Chociaż każde Jego słowo i każdy czyn tchnął boskim współczuciem, brak podobieństwa do świata prowokował najbardziej zaciętą wrogość. Ponieważ nie dawał On przyzwolenia na działanie złym namiętnościom naszej natury, wzbudzał najjadowitszą opozycję i nienawiść. Podobnie jest ze wszystkimi, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie. Pomiędzy sprawiedliwością a grzechem, miłością a nienawiścią, prawdą a fałszem istnieje bezustanny konflikt. Kiedy ktoś przedstawia miłość Chrystusa i piękno świętości, pobudza poddanych królestwa szatana i książę zła powstaje, aby się temu przeciwstawić. Tych, którzy są napełnieni Duchem Chrystusa, czekają prześladowania i zarzuty. Charakter prześladowań zmienia się wraz ze zmianą epok, ale zasada – duch, który stanowi jego podstawę – jest taka sama jak ta, która leżała u podstaw uśmiercania wybranych Pana już od dni Abla.

Gdy ludzie zapragną harmonii z Bogiem, zobaczą, że zniewaga nie ustała. Księstwa, moce i złe duchy na wysokościach sprzysięgły się przeciwko wszystkim tym, którzy posłusznie poddali się prawu nieba. Dlatego prześladowania będą wywoływały u uczniów Chrystusa raczej radość niż smutek, ponieważ stanowią dowód na to, że kroczą oni śladami swojego Mistrza.

Wprawdzie Pan nie obiecał swojemu ludowi uwolnienia z utrapień, ale obiecał coś daleko lepszego. Powiedział: „póki będą trwać dni twoje, słynąć będzie moc twoja”. „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (Pwt 33,25 BG; 2 Kor 12,9). Jeśli jesteście wezwani, aby przejść przez ognisty piec, Jezus będzie przy was tak, jak był z trzema wiernymi w Babilonie. Ci, którzy kochają Odkupiciela, będą się cieszyć z każdej okazji dzielenia z Nim poniżenia i hańby. Miłość, jaką żywią do swojego Pana, sprawia, że cierpienie z Jego powodu jest dla nich słodyczą.

We wszystkich wiekach szatan prześladował lud Boży. Torturował wiernych i doprowadzał do ich śmierci, ale oni poprzez śmierć stawali się zwycięzcami. Poprzez swoją niezłomną wiarę objawiali Tego, który jest potężniejszy niż szatan. Szatan mógł torturować i zabijać ciało, ale nie mógł tknąć życia, które było ukryte z Chrystusem w Bogu. Mógł więzić wśród ścian więzienia, ale nie mógł związać ducha. Oni zaś mogli spoglądać przez ciemności ku chwale i mówić: „Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić”. „Niewielkie bowiem utrapienia nasze obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku” (Rz 8,18; 2 Kor 4,17).

Próby i prześladowania objawiają w wybranych Bożych Jego chwałę – charakter. Kościół Boży, znienawidzony i prześladowany przez świat, jest kształcony i dyscyplinowany w szkole Chrystusa. Jego wyznawcy chodzą po świecie wąskimi ścieżkami, oczyszczani w piecu utrapienia. Idą za Chrystusem przez ciężkie starcia, doświadczają zapierania się samego siebie i gorzkich rozczarowań, ale ich bolesne doświadczenia uczą ich, czym jest przestępstwo i niedola grzechu, i zaczynają spoglądać na grzech z odrazą. Będąc uczestnikami cierpień Chrystusa, przeznaczeni są do tego, aby stać się uczestnikami Jego chwały. W świętym widzeniu prorok zobaczył triumf ludu Bożego. Mówi on: „I ujrzałem jakby morze szklane, pomieszane z ogniem, oraz tych, co zwyciężają (…) stojących nad morzem szklanym, trzymających harfy Boże. A taką śpiewają pieśń Mojżesza, sługi Bożego, i pieśń Baranka: Dzieła Twoje są wielkie i godne podziwu, Panie, Boże wszechwładny! Sprawiedliwe i wierne są Twoje drogi, o Królu narodów!”. „To są ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i wyprali szaty swoje, i wybielili je we krwi Baranka. Dlatego są przed tronem Bożym i służą mu we dnie i w nocy w świątyni jego, a Ten, który siedzi na tronie, osłoni ich obecnością swoją” (Ap 15,2; 7,14.15 BW).

„Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was” (Mt 5,11).

Od chwili swojego upadku szatan działał przy pomocy zwiedzenia. Skoro źle przedstawił Boga, to poprzez swoich wysłanników źle przedstawia również dzieci Boże. Zbawiciel mówi: „Spadły na mnie obelgi uwłaczających Tobie” (Ps 69,9). W podobny sposób spadają one także na Jego uczniów.

Nie było nikogo, kto przebywał wśród ludzi i był bardziej zniesławiany niż Syn Człowieczy. Wyśmiewano Go i kpiono z Niego z powodu niezachwianego posłuszeństwa zasadom świętego Bożego prawa. Nienawidzili Go bez przyczyny. A jednak stał spokojnie przed swoimi wrogami, oznajmiając, że hańba stanowi część chrześcijańskiego dziedzictwa, doradzając swoim naśladowcom, w jaki sposób mają stawiać czoła strzałom złego i prosząc, aby nie słabli pod ciężarem prześladowań.

Choć potwarz może zbrukać reputację, nie jest w stanie splamić charakteru, który pozostaje pod strażą Boga. Tak długo, jak nie zgadzamy się na grzech, nie ma takiej siły – ani ludzkiej ani szatańskiej – która mogłaby splamić duszę. Człowiek, którego serce opiera się na Bogu, jest taki sam w godzinie swych najbardziej bolesnych prób i w najbardziej zniechęcających okolicznościach, jak wówczas, kiedy mu się powodzi, kiedy zdają się na nim spoczywać światło i łaska Boża. Jego słowa, motywy i działania mogą być stawiane w złym świetle i fałszowane, ale on nic sobie z tego nie robi, ponieważ w grę wchodzą ważniejsze sprawy. Trwa niczym Mojżesz, „jakby widział Niewidzialnego” (Hbr 11,27); patrząc „nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne” (2 Kor 4,18).

Chrystus wie o wszystkim, co jest przez ludzi źle rozumiane i interpretowane. Jego dzieci mogą pozwolić sobie na czekanie w spokojnej cierpliwości i zaufaniu, niezależnie od tego, jak bardzo są oczerniane i lekceważone, ponieważ nie ma takiej tajemnicy, która nie mogłaby zostać objawiona, a ci, którzy czczą Boga, będą przez Niego uhonorowani w obecności ludzi i aniołów.

„Gdy wam urągają i prześladują was” – powiedział Jezus – „cieszcie się i radujcie”. Wskazał słuchaczom na proroków, którzy mówili w imieniu Pana, jako na „przykład wytrwałości i cierpliwości” (Jk 5,10). Abel, pierwszy chrześcijanin wśród dzieci Adama, umarł jako męczennik. Enoch chodził z Bogiem i świat go nie poznał. Noe został wyśmiany jako fanatyk i panikarz. „Inni zaś doznali zelżywości i biczowania, a nadto kajdan i więzienia”. „Jedni ponieśli katusze, nie przyjąwszy uwolnienia, aby otrzymać lepsze zmartwychwstanie” (Hbr 11,36.35).

W każdym stuleciu wybrani Boży posłańcy byli obrzucani obelgami i prześladowani, a jednak za pośrednictwem ich utrapień znajomość Boga coraz bardziej się rozprzestrzeniała. Każdy uczeń Chrystusa ma wstąpić do szeregu i kontynuować to samo dzieło, wiedząc, że jego wrogowie nie mogą uczynić nic przeciwko prawdzie, ale tylko dla prawdy. Bóg zmierza do tego, aby prawda znalazła się w centrum, stając się przedmiotem badania i dyskusji, nawet gdyby traktowano ją z pogardą. Umysły ludzi muszą zostać pobudzone; każdy spór, każdy zarzut, każdy wysiłek zmierzający do ograniczenia wolności sumienia stanowi Boży środek służący do przebudzenia umysłów, które w innym przypadku mogłyby pozostać w uśpieniu.

Jakże często taki efekt był widoczny w historii Bożych posłańców! Kiedy szlachetny i obdarzony elokwencją Szczepan został pozbawiony życia przez ukamienowanie za podszeptem Sanhedrynu, sprawa ewangelii w żadnej mierze na tym nie ucierpiała. Światło niebios opromieniające jego twarz, boskie współczucie zawarte w modlitwie towarzyszącej Jego śmierci były jak ostra strzała przekonania wycelowana w stojących z boku fanatycznych członków Sanhedrynu. Saul, faryzeusz-prześladowca, stał się wybranym narzędziem, aby imię Chrystusa zostało zaniesione do pogan, królów oraz dzieci Izraela. Długo później sędziwy Paweł napisał ze swojego domowego aresztu w Rzymie: „Niektórzy wprawdzie z zawiści i przekory (…), powodowani niewłaściwym współzawodnictwem, rozgłaszają Chrystusa nieszczerze, sądząc, że przez to dodadzą ucisku moim kajdanom. Ale cóż to znaczy? Jedynie to, że czy to obłudnie, czy naprawdę, na wszelki sposób głosi się Chrystusa” (Flp 1,15-18). Poprzez uwięzienie Pawła prawda została rozpowszechniona poza granicami kraju, a dusze dla Chrystusa zostały zdobyte nawet w pałacu Cezara. Wysiłki szatana, zmierzające do zniszczenia „niezniszczalnego” ziarna słowa Bożego, „które jest żywe i trwa” (1 P 1,23), przyczyniają się do tego, że jest ono posiane w ludzkich sercach; oskarżenia i prześladowania Jego dzieci sprawiają, że Chrystus jest wywyższany, a dusze dostępują zbawienia.

W niebie czeka wspaniała nagroda dla tych, którzy są świadkami Chrystusa w prześladowaniach i pohańbieniu. Podczas gdy ludzie szukają dóbr ziemskich, Jezus wskazuje im niebiańską nagrodę. Nie umieszcza jej jednak dopiero w przyszłym życiu; ona zaczyna się już tutaj. Pan ukazał się w dawnych czasach Abrahamowi i powiedział: „Nie obawiaj się, Abramie, bo Ja jestem twoim obrońcą; nagroda twoja będzie sowita” (Rdz 15,1). To jest nagroda wszystkich, którzy idą za Chrystusem. Jahwe Immanuel – Ten, w którym „są ukryte wszystkie skarby mądrości i poznania”, w którym „mieszka cieleśnie cała pełnia boskości” (Kol 2,3.9 BW) – nawiązać z Nim nić sympatii, znać Go, mieć Go, gdy serce coraz bardziej i bardziej otwiera się na przyjęcie Jego przymiotów; poznać Jego miłość i moc, posiąść nieprzebrane bogactwa Chrystusa, rozumieć coraz więcej i więcej, „czym jest szerokość, długość, wysokość i głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą pełnią Boga” (Ef 3,18.19) – „Takie będzie dziedzictwo sług Pana i nagroda ich słuszna ode Mnie – wyrocznia Pana” (Iz 54,17).

Taka radość wypełniała serca Pawła i Sylasa, kiedy o północy w więzieniu w Filippi modlili się i pieśniami wielbili Boga. Chrystus był tam razem z nimi, a światło Jego obecności rozświetlało mrok chwałą niebiańskich przybytków. Niepomny swoich więzów Paweł, widząc postęp Ewangelii, napisał z Rzymu: „z tego się raduję i radować będę” (Flp 1,18 BW). W poselstwie Pawła do Filipian, pośród ich prześladowań, dźwięczy echo słów, wypowiedzianych przez Chrystusa na Górze: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się!” (Flp 4,4).

„Wy jesteście solą ziemi” (Mt 5,13).

Sól jest ceniona ze względu na swoje właściwości konserwujące; kiedy Bóg nazywa swoje dzieci solą, oznacza to, że chce im uświadomić, iż Jego cel w uczynieniu ich poddanymi Jego łasce polega na tym, aby stali się Jego wysłańcami w zbawianiu innych. Wybierając ludzi przed całym światem, Bóg miał na celu nie tylko ich adopcję jako swoich synów i córki, lecz pragnął, aby za ich pośrednictwem świat mógł otrzymać zbawienną łaskę (Tt 2,11). Kiedy Pan wybrał Abrahama, nie uczynił tego tylko po to, aby był on szczególnym przyjacielem Boga, ale aby stał się przekazicielem szczególnych przywilejów, jakimi Pan pragnął obdarować narody. Jezus powiedział w ostatniej modlitwie z uczniami przed ukrzyżowaniem: „A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie” (J 17,19). W podobny sposób chrześcijanie, którzy są oczyszczeni przez prawdę, będą posiadali zdolności wybawiania, które chronią ten świat od całkowitego upadku moralnego.

„Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić?” (Mt 5,13)

Sól musi być zmieszana z substancją, do której jest dodawana; żeby chronić, musi przenikać i nasycać. Tak więc zbawiająca moc ewangelii działa poprzez osobisty kontakt i bezpośrednie relacje z innymi ludźmi. Nie dostępują oni zbawienia w grupie, ale jako pojedyncze jednostki. Osobisty wpływ ma ogromną moc. Musimy zbliżyć się do tych, którym pragniemy wyświadczyć dobrodziejstwo.

Smak soli reprezentuje żywotną moc chrześcijaństwa – miłość Jezusa w sercu, sprawiedliwość Chrystusa, która przenika życie. Miłość Chrystusa jest przenikająca i zdecydowana. Jeśli żyje w nas, wyleje się na innych. Podejdziemy do nich bliżej, aż ich serca ogrzeją się naszym bezinteresownym zainteresowaniem i miłością. Szczerzy chrześcijanie emanują żywotną energię, udzielającą nowej siły moralnej ludziom, dla których pracują. Nie jest to siła samego człowieka, ale moc Ducha Świętego, który dokonuje dzieła przekształcenia.

Jezus dodał poważne ostrzeżenie: „Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi” (Mt 5,13).

Kiedy ludzie słuchali słów Chrystusa, mogli widzieć sól błyszczącą na ścieżkach, gdzie była wyrzucana, ponieważ straciła swój smak i stała się bezużyteczna. Jest to dobra ilustracja stanu faryzeuszy i wpływu ich religii na społeczeństwo. Ten obraz przedstawia także życie każdej duszy, którą opuściła moc Bożej łaski, która bez Chrystusa stała się zimna. Ludzie i aniołowie postrzegają takiego człowieka – niezależnie od tego, co wyznaje – jako bezbarwnego i nieprzyjemnego. To do takich Chrystus powiedział: „Obyś był zimny albo gorący! A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich” (Ap 3,15.16 BW).

Bez żywej wiary w Chrystusa jako osobistego Zbawiciela niemożliwe jest, aby nasz wpływ w pełnym sceptycyzmu świecie był w ogóle odczuwalny. Nie możemy dać innym tego, czego sami nie posiadamy. To, czy wywieramy wpływ dla błogosławieństwa i podźwignięcia ludzkości, pozostaje zawsze w proporcji do naszego własnego poświęcenia i oddania Chrystusowi. Jeśli nie ma rzeczywistej służby, szczerej miłości, prawdziwości doświadczenia, nie ma także mocy do pomagania, związku z niebem oraz smaku Chrystusa w życiu. Dopóki Duch Święty nie może użyć nas jako posłańców, za pośrednictwem których mógłby ogłosić światu prawdę, która jest w Jezusie, jesteśmy niczym sól, która utraciła swój smak i stała się zupełnie bezużyteczna. Z uwagi na brak łaski Chrystusa świadczymy wobec świata, iż prawda według której – jak twierdzimy – żyjemy, nie posiada uświęcającej mocy. W ten sposób tak daleko jak sięga nasz wpływ, pozbawiamy Słowo Boże skutków jego działania. „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał – byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże” (1 Kor 13,1-3).

Kiedy miłość wypełnia serce, wylewa się ona na innych nie dlatego, że okazali nam jakieś względy, ale ponieważ miłość jest zasadą działania. To ona przekształca charakter, rządzi odruchami, pokonuje nienawiść i uszlachetnia uczucia. Miłość ta jest szeroka jak wszechświat i pozostaje w harmonii z tą, którą posiadają anielscy pracownicy. Pielęgnowana w sercu osładza całe życie i rozsiewa wokoło swoje błogosławieństwa. To ona i tylko ona może uczynić z nas sól ziemi.

„Wy jesteście światłem świata” (Mt 5,14).

Gdy Jezus uczył ludzi, sprawiał, że Jego lekcje były interesujące i przykuwały uwagę słuchaczy dzięki częstemu zastosowaniu ilustracji zaczerpniętych ze znajdującej się wokół nich przyrody. Ludzie przyszli, kiedy był poranek. Wspaniałe słońce, wspinające się coraz wyżej i wyżej po błękitnym niebie wyganiało cienie, które czaiły się w dolinach i pomiędzy wąskimi przełęczami gór. Chwała wschodniego nieboskłonu jeszcze nie zbladła. Światło słoneczne zalewało ziemię swoim przepychem; spokojna tafla jeziora odbijała złote promienie i różowe obłoki poranka. Każdy pąk i kwiat, a także obsypane listowiem gałązki lśniły kroplami rosy. Przyroda uśmiechała się pod błogosławieństwem nowego dnia, a ptaki śpiewały słodko pośród drzew. Zbawiciel spoglądał na zebraną przed nim grupę ludzi, a potem na wstające słońce i powiedział do uczniów: „Wy jesteście światłem świata”. Jak słońce wychodzi ze zleceniem miłości, rozpraszając cienie nocy i budząc świat do życia, tak naśladowcy Chrystusa mają iść ze swoją misją, rozsiewając światło nieba na tych, którzy tkwią w ciemności błędu i grzechu.

W olśniewającym świetle poranka widać było jak na dłoni miasteczka i wioski położone na otaczających to miejsce wzgórzach, podnoszące atrakcyjność całej scenerii. Wskazując na nie, Jezus powiedział: „Nie może się ukryć miasto położone na górze”. I dodał: „Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu”. Wielu z tych, którzy słuchali słów Jezusa, było wieśniakami i rybakami; ich skromne domostwa składały się zazwyczaj tylko z jednego pomieszczenia, w którym pojedyncza lampa na podstawce świeciła całemu domowi. Tak samo – powiedział Jezus – „niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”.

Nie ma innego światła, które kiedykolwiek świeciło czy będzie świeciło na upadłego człowieka, oprócz tego, które emanuje z Chrystusa. Jezus, Zbawiciel, jest jedynym światłem, które może rozjaśnić ciemności pogrążonego w grzechu świata. O Chrystusie napisano, że „w Nim było życie, a życie było światłością ludzi” (J 1,4). To w wyniku przyjęcia Jego życia uczniowie mogli stać się nosicielami światła. Życie Chrystusa w duszy i Jego miłość objawiona w charakterze uczyniłaby ich światłem świata.

Ludzkość nie posiada światła sama w sobie. W oddaleniu od Chrystusa jesteśmy podobni do nie zapalonego ogarka, niczym księżyc, kiedy jego twarz odwrócona jest od słońca; nie mamy ani jednego promyka jasności, która mogłaby rozświetlać ciemność świata. Ale kiedy zwracamy się w kierunku Słońca Sprawiedliwości, kiedy wchodzimy w kontakt z Chrystusem, cała dusza promienieje jasnością boskiej obecności.

Naśladowcy Chrystusa mają być więcej niż tylko światłem pośród ludzi. Są światłem świata. Jezus mówi do wszystkich, którzy wymieniają Jego imię: Oddaliście mi siebie a Ja oddałem was światu jako moich reprezentantów. Jak Ojciec wysłał Go na świat, tak samo – mówi On – „i Ja ich na świat posłałem” (J 17,18). Jak Chrystus jest kanałem, za pośrednictwem którego objawia Ojca, tak my mamy być kanałami, dzięki którym objawiony będzie Chrystus. Podczas gdy nasz Zbawiciel stanowi wielkie źródło oświecenia, nie zapominajcie, chrześcijanie, że jest On objawiany przez ludzi. Boże błogosławieństwa przychodzą przez ludzkie narzędzia. Sam Chrystus przyszedł do świata jako Syn Człowieczy. Człowieczeństwo zjednoczone z boską naturą musi dotknąć człowieczeństwa. Kościół Chrystusa, każdy pojedynczy uczeń Mistrza, jest wyznaczonym przez niebo kanałem do objawienia Boga ludziom. Aniołowie chwały czekają, aby udzielać przez was światło nieba i moc dla dusz, które podążają ku zgubie. Czy ludzki czynnik ma zawieść w wykonaniu wyznaczonego mu dzieła? Ach, do jakiegoż stopnia świat ograbiony został z obiecanego wpływu Ducha Świętego!

„Wy jesteście światłem świata (…)” (Mt 5,14)

Jezus nie nakazał jednak uczniom: „Dołóżcie wszelkich starań, aby sprawić, by wasze światło świeciło”; powiedział: „Niech świeci”. Jeśli Chrystus jest obecny w sercu, niemożliwe jest, aby ukryć światło Jego obecności. Jeśli ci, którzy twierdzą, że są naśladowcami Chrystusa, nie są światłem świata, dzieje się tak dlatego, że opuściła ich niezbędna moc; jeśli nie mają do udzielenia żadnego światła, dzieje się tak, ponieważ nie mają łączności ze Źródłem światła.

We wszystkich wiekach „Duch Chrystusa, który w nich był” (1 P 1,11), uczynił prawdziwe dzieci Boże światłem ludzi ich pokolenia. Józef był nosicielem światła w Egipcie. W swojej czystości, życzliwości i synowskiej miłości reprezentował Chrystusa pośród narodu bałwochwalców. Kiedy Izraelici znajdowali się w drodze z Egiptu do Ziemi Obiecanej, ci, którzy pozostali wśród nich wierni Bogu, stali się światłem dla okolicznych narodów. Przez nich Bóg był objawiony światu. Od Daniela i jego towarzyszy w Babilonie, a także od Mardocheusza w Persji jasne promienie światła świeciły wśród ciemności królewskich dworów. W podobny sposób uczniowie Chrystusa są posłani jako nosiciele światła na drodze do nieba; to przez nich miłosierdzie i dobroć Ojca objawiana jest światu spowitemu w mroku błędnego zrozumienia Boga. Widząc ich dobre uczynki, inni prowadzeni są do chwalenia Ojca, który jest w niebie, ponieważ objawione zostaje, że na tronie Wszechświata zasiada Bóg, którego charakter jest godny chwały i naśladowania. Boska miłość żarząca się w sercu, harmonia podobna do tej jaką miał Chrystus przejawiająca się w życiu, są jak przebłysk nieba darowany ludziom tego świata, aby mogli podziwiać Jego doskonałość.

Oto w jaki sposób ludzie prowadzeni są do tego, aby uwierzyć „miłości, jaką Bóg ma ku nam” (1 J 4,16). Serca dawniej grzeszne i zepsute, są oczyszczane i przekształcane, aby ludzi odkupionych „stawić nieskalanych z weselem przed obliczem swojej chwały” (Jud 24 BW).

Słowa Zbawiciela „Wy jesteście światłem świata” wskazują na fakt, że powierzył On swoim naśladowcom misję o światowym zasięgu. W dniach Chrystusa samolubstwo, duma i uprzedzenie wzniosły mocny i wysoki mur podziału pomiędzy wyznaczonymi strażnikami świętych wyroków a pozostałymi narodami świata. Zbawiciel przyszedł, aby to wszystko zmienić. Padające z Jego ust słowa, które słyszeli ludzie, nie przypominały niczego, co kiedykolwiek słyszeli od kapłanów czy rabinów. Chrystus burzy ścianę podziału, miłość własną oraz dzielące ludzi uprzedzenia narodowe i uczy miłości do całej rodziny ludzkiej. On podnosi człowieka z ciasnego kręgu, który narzuca egoizm; znosi wszelkie podziały terytorialne i sztuczne różnice w społeczeństwie. Nie czyni żadnej różnicy pomiędzy sąsiadami i obcymi, przyjaciółmi i wrogami. Uczy nas patrzeć na każdą potrzebującą duszę jak na naszego sąsiada, a na świat, jak na nasze pole.

Jak promienie słońca przenikają do najbardziej oddalonych zakątków globu, tak Bóg dąży do tego, aby światło ewangelii dotarło do każdej duszy na świecie. Jeśli kościół Chrystusa będzie wypełniał zamierzenie naszego Pana, światło będzie świeciło na wszystkich, którzy siedzą w ciemności, w krainie i cieniu śmierci. Gdyby zamiast gromadzić się i unikać odpowiedzialności oraz niesienia krzyża, członkowie kościoła rozproszyli się we wszystkie strony, pozwalając światłu Chrystusa świecić poprzez nich, działając dla zbawiania dusz tak jak On to robił, „Ewangelia królestwa” mogłaby zostać szybko zaniesiona na cały świat.

Oto w jaki sposób Boży cel zawarty w wezwaniu Jego ludu, począwszy od Abrahama z równin Mezopotamii aż po nas w naszych czasach, ma osiągnąć swoje wypełnienie. On mówi: „Będę ci błogosławił i (…) staniesz się błogosławieństwem” (Rdz 12,2). Słowa Chrystusa przekazane przez proroka ewangelii, powtórzone w Kazaniu na Górze, przeznaczone są dla nas, żyjących w ostatnim pokoleniu: „Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą” (Iz 60,1). Jeśli to nad wami wznosi się duch chwały Pana, jeśli dostrzegliście piękno Tego, który jest „najznakomitszy spośród tysięcy” i „cały jest pełen powabu” (Pnp 5,10.16), jeśli wasze dusze zaczęły jaśnieć w obecności Jego chwały, to słowa Mistrza skierowane są do was. Czy byłeś z Chrystusem na Górze Przemienienia? W dole, na równinie, znajdują się dusze uwięzione przez szatana; czekają na słowo wiary i modlitwę o uwolnienie.

Nie mamy jedynie kontemplować chwały Chrystusa, lecz także opowiadać o Jego doskonałości. Izajasz nie tylko oglądał chwałę Chrystusa, ale również mówił o Nim. Kiedy Dawid rozmyślał, płonął ogień; a następnie mówił on swoim językiem. Kiedy rozmyślał o cudownej miłości Boga, mógł jedynie opowiadać o tym, co widział i czuł. Któż może przez wiarę oglądać cudowny plan wybawienia, chwałę jednorodzonego Syna Bożego i nie mówić o tym? Kto może kontemplować niezgłębioną miłość, która objawiła się na krzyżu Golgoty w śmierci Chrystusa, abyśmy mogli nie zginąć, ale mieć życie wieczne – kto może oglądać to i nie znajdować słów, aby wywyższać chwałę Zbawiciela?

„W Jego pałacu wszystko woła: Chwała!” (Ps 29,9). Słodki śpiewak Izraela chwalił go na harfie, mówiąc: „Wspaniałą chwałę Twego majestatu i Twoje cuda będę opiewał. Niech mówią o potędze Twoich dzieł straszliwych, i ja opowiem Twą wielkość” (Ps 145,5.6).

Krzyż Golgoty ma być podniesiony wysoko ponad ludzi, pochłaniając ich umysły i skupiając ich myśli. Wtedy wszystkie duchowe zdolności będą przesycone boską mocą bezpośrednio od Boga. Nastąpi wówczas koncentracja energii w prawdziwej pracy dla Pana. Pracownicy będą przekazywać światu strumienie światła jako żywi przedstawiciele w dziele rozświetlenia tej ziemi.

Ach, z jaką przyjemnością Chrystus przyjmuje każdego przedstawiciela wśród ludzi, który byłby mu poddany! Doprowadza On to, co ludzkie, do jedności z tym, co boskie, aby móc ogłaszać światu tajemnice wcielonej miłości. Mówcie o tym, módlcie się w tej sprawie, śpiewajcie o tym; rozgłaszajcie dokoła poselstwo Jego miłości i nie przestawajcie dążyć naprzód ku regionom położonym jeszcze dalej.

„(…) Nie może się ukryć miasto położone na górze” (Mt 5,14)

Próby zniesione w cierpliwości, odebrane z wdzięcznością błogosławieństwa, mężnie odparte pokusy, cichość, uprzejmość, miłosierdzie i zwyczajnie okazywana miłość, są światłami, które jaśnieją z charakteru i kontrastują z ciemnością samolubnego serca, w którym nigdy nie zaświeciło światło życia.