Wydawca: Demart Kategoria: Religia i duchowość Język: polski

Naśladowcy Jezusa. Piotr, Paweł i Maria ebook

Bart D. Ehrman

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Naśladowcy Jezusa. Piotr, Paweł i Maria - Bart D. Ehrman

Książka jest nie tylko niezwykle ciekawą opowieścią o życiu pierwszych chrześcijan, ale także próbą odpowiedzi na pytanie, jakimi ludźmi byli uczniowie Jezusa.

Autor rozpatruje ich charaktery,  zachowania oraz próbuje dociec, dlaczego ich postacie, uwiecznione w ustnych przekazach i księgach, przybrały taki, a nie inny kształt.

Dlaczego Piotr, pierwszy z apostołów, wybrany na opokę tworzącego się Kościoła, zapamiętany został jako ten, który trzy razy zaparł się swojego Mistrza? Czy jego słabości miały dla chrześcijan szczególne znaczenie? Podobne pytania można zadawać wobec niezdecydowanego Pawła i zapamiętanej jako nawrócona nierządnica Marii Magdaleny.

Autor sięga nie tylko po biblijne przekazy. Stara się je porównać z apokryfami, odnalezionymi fragmentami rękopisów i dokumentów z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Porusza tak ciekawe kwestie, jak teorie mające uzasadnić, że Jezus nigdy nie umarł na krzyżu czy różnice zdań dotyczące znaczenia przydomku apostoła Piotra – Skała.

Przytacza opowieści, legendy i kontrowersyjne zapiski, które mogą tłumaczyć szczególne miejsce trzech tytułowych postaci w historii chrześcijaństwa. W ten sposób maluje bardziej ludzki obraz biblijnych świętych i samego Jezusa.

Opinie o ebooku Naśladowcy Jezusa. Piotr, Paweł i Maria - Bart D. Ehrman

Fragment ebooka Naśladowcy Jezusa. Piotr, Paweł i Maria - Bart D. Ehrman

Naśladowcy Jezusa

PRAWDA I FAŁSZ. PIOTR, PAWEŁ I MARIA MAGDALENA

Całemu klanowi

Tytuł orginału: Peter, Paul, and Mary Magdalene.

The Followers of Jesus in History and Legend

© Copyright 2006 byOxford University Press, Inc.

© Copyright by Demart SA Warszawa 2012.Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część ani całość wydawnictwaNaśladowcy Jezusa. Prawda i fałsz. Piotr, Paweł i Maria Magdalenanie może być reprodukowana ani przetwarzana w sposób elektroniczny, mechaniczny, fotograficzny i inny, nie może być użyta do innej publikacji oraz przechowywana w jakiejkolwiek bazie danych bez pisemnej zgody Wydawcy.

Wydawca:Demart SA

02-495 Warszawa

ul. Poczty Gdańskiej 22a

tel. 22 662 62 63; faks 22 824 97 51

http://www.demart.com.pl, e-mail: info@demart.com.pl

Dział zamówień:

Sprzedaż hurtowa:

tel. 22 498 01 77/78, faks 22 753 03 57

e-mail: biuro.handlowe@demart.com.pl

Sprzedaż detaliczna:

e-mail: sklep@polskaniezwykla.pl

Przekład z języka angielskiego:Przemysław Hejmej

Redaktor prowadzący:Elżbieta Olczak

Redakcja:Joanna Sabak

Projekt okładki:Krzysztof Stefaniuk

Korekta językowa:Izabela Jesiołowska

Przedmowa

Wprowadzenie

Szymon Piotr

Kruszenie skał: nasze źródła dotyczące Piotra-Skały

Piotr: lita skała czy ruchome piaski?

Trudne początki

Piotr w czasie Męki Pańskiej

Na tej skale zbuduję Kościół mój

Piotr: pisarz i męczennikchrześcijański

Paweł

Apostoł Paweł: sondowanie źródeł

Paweł nawrócony

Paweł Apostoł

Orędzie Pawła na postawiepóźniejszych przekazów

Żarliwi zwolennicy Pawła

Zaprzysięgli wrogowie Pawła

Maria Magdalena

Maria Magdalena w kulturze popularnej i historii

Maria w okresie działalności publicznej Jezusa

Jezus i Maria – nieustająca rozmowa

Maria podczas Męki Pańskiej

Maria i jej objawienia

Maria: pozostałe pytania

Piotr, Paweł i Maria z dystansu

Przedmowa

W trakcie pracy nad książką poświęconą tak wybitnym postaciom jak Szymon Piotr, apostoł Paweł i Maria Magdalena największą trudność sprawia ustalenie, co można w niej pominąć. Tak wiele jest do powiedzenia – zwłaszcza gdy mamy do dyspozycji tak ogromny wybór świadectw i źródeł, jak w przypadku Piotra i Pawła. Ich życiu można by poświęcać opasłe dzieła (i, w rzeczy samej, dzieła takie powstają). Nie wszystko jednak może pomieścić się w jednej publikacji. Moim kolegom po fachu, którzy uznają, że książka ta powinna zawierać więcej informacji, otwarcie przyznam rację. Pozostałych Czytelników zapewniam, że starałem się wybrać kwestie najciekawsze.

Pozycja ta przeznaczona jest dla laików, którzy interesują się postaciami wczesnego okresu chrześcijaństwa, lecz nie wiedzą o nich zbyt wiele. Trzy tytułowe osoby odegrały de facto kluczową rolę w powstaniu najważniejszej pod względem historycznym, kulturalnym, społecznym, politycznym i oczywiście religijnym instytucji cywilizacji zachodniej – Kościoła chrześcijańskiego. Postacie te są nie tylko bardzo ważne z punktu widzenia historyków, lecz również niezwykle fascynujące.

Wielu Czytelników prawdopodobnie nie wie zbyt wiele o Piotrze, Pawle i Marii jako o postaciach historycznych – o tym, co rzeczywiście mówili i jak wyglądało ich życie, i to zarówno przed śmiercią Jezusa, jak i po niej. Z pewnością większość nie zna rozpowszechnianych w latach późniejszych opowieści dotyczących tej trójki: legend traktujących o spektakularnych cudach dokonywanych przez Piotra, który nawracał całe miasta; opowieści o Pawle nauczającym, że zbawienia dostąpią wyłącznie ci, którzy powstrzymają się od seksu, czy też o Marii, która w łodzi bez steru wyruszyła przez morze do Francji, aby stać się pierwszą misjonarką nowej wiary na francuskiej ziemi.

Pragnę podziękować kilku uczonym, którzy bezinteresownie przeczytali mój rękopis, załączając do niego cenne komentarze. Mam nadzieję, że książka ta jakimś sposobem spełni ich duże oczekiwania. Dziękuję: Dale’owi Martinowi, profesorowi Uniwersytetu w Yale i jednemu z największych ekspertów w tej dziedzinie, który jednocześnie na polu nauki ma wątpliwy zaszczyt być moim najstarszym przyjacielem; Andrew Jacobsowi z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside, mojemu dawnemu studentowi (z Uniwersytetu Duke’a), którego trafne spostrzeżenia często przechodzą wszelkie oczekiwania; Stephanie Cobb z Hofstra University, jeszcze jednej mojej dawnej studentce, która ostatnio nawiązała bliskie relacje ze swoim złośliwym, czerwonym długopisem; anonimowemu i nadzwyczaj bystremu czytelnikowi publikacji Oxford University Press, który – mimo że broniłem się przed tym rękami i nogami – zmusił mnie do istotnych zmian w tekście; mojej żonie Sarze Beckwith, profesor anglistyki na Uniwersytecie Duke’a, która jest człowiekiem wielkiego intelektu, a także wyjątkową osobą i partnerką. Mój utalentowany wydawca i przyjaciel z Oxford University Press, Robert Miller, czytał rękopis, wspierał mnie w pracy nad nim na kolejnych etapach i omawiał ze mną rozliczne kwestie podczas długich nocnych debat nad kieliszkiem dobrego wina. Wszyscy pisarze powinni mieć takie szczęście jak ja.

Przekłady literatury wczesnochrześcijańskiej, w tym Nowego Testamentu, o ile nie zaznaczono inaczej, są moje. Jeśli chodzi o Biblię hebrajską, korzystałem z New Revised Standard Version1.

Wprowadzenie

Bohaterami tej książki nie są członkowie wokalnego tria z lat 60. XX w. o nazwie Peter, Paul and Mary, chciałbym jednak rozpocząć swoją opowieść cytatem z jednego z ich największych przebojów:

„Gdybym miał młot, biłbym nim cały ranek, Biłbym nim i wieczorem, biłbym po całym tym kraju Wybiłbym niebezpieczeństwa, wybiłbym ostrzeżenia, Wykułbym miłość między braćmi i siostrami, W całym tym kraju”.2

Zespół Peter, Paul and Mary pojawił się na amerykańskiej scenie folkowej w apokaliptycznym momencie historii Ameryki. Na początku lat 60. XX w. zimna wojna stawała się coraz bardziej gorąca. Broń jądrowa niemal bez ograniczeń i nadzwyczaj szybko rozprzestrzeniała się na terenach obu rywalizujących ze sobą mocarstw – Stanów Zjednoczonych i Związku Sowieckiego. W całych Stanach dzieci w wieku szkolnym uczono, by chowały się pod ławki, na wypadek gdyby bomba atomowa wybuchła nad ich miastem. Ameryka zaczynała angażować się w wojnę z Wietnamem, która wkrótce – by posłużyć się tytułem filmu Francisa Forda Coppoli – miała stać się czasem apokalipsy. Wewnątrzkrajowy ruch praw obywatelskich rozwijał się, a stosunek do segregacji rasowej i przemocy na tym tle głęboko podzieliły społeczności lokalne – nikt nie wiedział, jak poradzić sobie z rosnącym napięciem społecznym. Był to okres wielkich zagrożeń; czas, który stanowił ostrzeżenie przed nadejściem jeszcze większych niebezpieczeństw, ale też epoka nawołująca do rezygnacji, na rzecz miłości, z wojny, nienawiści i opresji „w całym tym kraju”.

Pod koniec cytowanej piosenki, po słowach o młocie, dzwonie i pieśni, trio ujawnia sens przekazu:

„Oto młot sprawiedliwości, oto dzwon wolności, Oto pieśń miłości Między braćmi i siostrami, W całym tym kraju”.

W kontekście lat 60. XX w., w czasach, gdy społeczeństwo skupiało się na takich kwestiach jak bieda, wyzysk, rasizm i seksizm – nie wspominając o konfliktach międzynarodowych – twórcy piosenki opowiadali się za powrotem do tego, co ludzkie: do sprawiedliwości, wolności i miłości.

Jak się okazuje, sytuacja ta niewiele różniła się od istniejącej w rzymskiej Palestynie w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Wtedy także rozstrzygała się kwestia politycznej dominacji w świecie, a także ekspansji imperialistycznej; był to również okres podziałów klasowych, prześladowań, nienawiści, przemocy i wojen.

W takim świecie przyszło żyć prekursorom wspomnianej grupy folkowej z lat 60. Zwano ich prorokami. Na problemy i zło ówczesnej rzeczywistości reagowali, przekazując słowo „z góry”. Jednym z proroków – niewątpliwie dziś najbardziej znanym – był Jezus z Nazaretu. Głosił naukę o sprawiedliwości, wolności i miłości. Podobnie jak inni współcześni mu Żydzi Jezus utrzymywał, że zło tego świata pochodzi od kosmicznych sił, które występują przeciw Bogu i jego ludowi, pustosząc ziemię. Moce te wywołują cierpienie, nieszczęścia i ból; są odpowiedzialne za wojny, epidemie, susze, głód, przemoc, prześladowania i nienawiść. A jednak dni tych mocy na ziemi są już policzone. Jezus wierzył, że Bóg przywróci wkrótce swoją władzę nad światem i pokona moce zła, utworzywszy na ziemi nowe królestwo – Królestwo Boże, w którym nie będzie już nieprawości, przemocy, bólu ani cierpienia. Światem tym będzie rządzić sam Bóg, a ludzie zamieszkają w raju.

Jezus miał licznych uczniów, którzy podziwiali Go i angażowali się bez reszty w jego dzieło. Gdy Chrystus zginął na krzyżu, uczniowie ponieśli naukę Mistrza świat, głosząc, że tylko przez samego Chrystusa, który powstał z martwych i wstąpił do nieba, przyszłe Królestwo Jezusowe ogarnie ziemię. Wśród naśladowców Jezusa była także nasza trójka – Piotr, Paweł i Maria Magdalena.

Bardzo prawdopodobne, że to najważniejsi spośród wszystkich uczniów Jezusa: Szymon Piotr, prawa ręka Mistrza w okresie działalności publicznej i przywódca dwunastu apostołów; Paweł apostoł, po śmierci Jezusa największy misjonarz i teolog nowo powstałego Kościoła chrześcijańskiego; oraz Maria Magdalena, najbliższa mu kobieta-uczennica, która pierwsza rozpoznała go po tym, jak zmartwychwstał, dzięki czemu stała się prawdopodobnie pierwszą chrześcijanką.

Piotr, Paweł i Maria Magdalena to postacie znaczące nie tylko ze względu na istotne miejsce w historii I w. n.e., lecz także przez wzgląd na sposób postrzegania ich w późniejszych wiekach, w okresie rozpowszechniania się legend na ich temat. Legend, które uważano za mające w sobie ziarno „prawdy ewangelicznej”.

W okresie trzech pierwszych wieków chrześcijaństwa, które stanowią główny temat tej książki, Piotr słynął ze spektakularnych cudów, prowadzących do masowych nawróceń na nową wiarę. Uważano, że ma moc uzdrawiania chorych, wypędzania demonów i wskrzeszania umarłych. Niektóre z tych opowieści współczesnemu czytelnikowi mogą wydawać się dziwaczne – jak ta, w której Piotr przywraca do życia wędzonego tuńczyka3 tylko po to, aby przekonać patrzących o potędze Bożej mocy. Podobnie nieprawdopodobna może być opowieść o pozbawieniu złego maga zdolności lotu nad Rzymem, w wyniku czego ów mag spadł na ziemię i zginął.

Także o Pawle opowiadano legendy, wedle których był wielkim cudotwórcą; wystarczyło zanieść choremu jego chustę bądź fartuch, by cierpiący wyzdrowiał. Apostoł miał też jakoby ochrzcić mówiącego lwa, który później – na arenie pełnej dzikich bestii – nie chciał go pożreć. Paweł zasłynął jako zwolennik ascezy. Nauczał, że życia wiecznego dostąpią tylko ci, którzy powstrzymają się od uciech cielesnych, nawet w małżeństwie. Współczesnego czytelnika zdziwi zapewne, że nauka ta znalazła posłuch wśród wielu starożytnych słuchaczy – niektórzy porzucali małżeńskie łoża w zamian za obietnicę szczęśliwszego życia po śmierci.

Jeśli chodzi o Marię Magdalenę, wiele mówiono o szczegółach dotyczących jej życia seksualnego. Wedle krążących opowieści była ladacznicą, którą Jezus wyprowadził na właściwą drogę, a która następnie nawiązała z mistrzem niezwykle intymny związek (przed jego śmiercią). Późniejsze legendy głosiły, że została wysyłana do Francji, jako jedna z pierwszych misjonarek w Europie Zachodniej.

Żadna z owych opowieści o Piotrze, Pawle i Marii Magdalenie nie jest ścisła pod względem historycznym. Nie oznacza to jednak, że nie mają one znaczenia. Ludzie, którzy przekazywali te opowieści (a także ich słuchacze), wierzyli, że przedstawiają one prawdziwą przeszłość. Co więcej, historie te znakomicie oddawały ich poglądy, obawy, wartości, priorytety i namiętności. Jeśli kogoś interesują nie tylko losy pierwszych uczniów Jezusa, lecz także żyjący w późniejszych wiekach i przekazujący legendy o Mesjaszu gawędziarze, powinien skupić się na opowieściach dotyczących Piotra, Pawła i Marii Magdaleny.

Niektórzy badacze twierdzą, że współcześni wcale tak bardzo nie różnią się od starożytnych twórców legend – my także nie ograniczamy się do przekazania czystych faktów, lecz akcentujemy te elementy z przeszłości, które są ważne dla naszego obecnego życia. Tak naprawdę nikt nie jest wyłącznie antykwariuszem zainteresowanym przeszłością w jej najczystszej postaci. Interesujemy się przeszłością dlatego, że może nam pomóc odnaleźć sens współczesności, sens życia, naszych przekonań, wartości, priorytetów naszego świata i sposobów jego doświadczania. Jeśli ten pogląd jest słuszny – a tak właśnie sądzę – to, mówiąc precyzyjnie, nie istnieje bezinteresowne badanie przeszłości. Wszyscy historycy chcą bowiem wiedzieć, jak przeszłość może nam pomóc w zrozumieniu naszego życia i nas samych.

To interesowne podejście do przeszłości charakteryzowało także żyjących na początku naszej ery opowiadaczy, którzy przekazywali sobie legendy o pierwszych uczniach Jezusa. Historie te opowiadano nie tylko po to, by obiektywnie przedstawić fakty. Miały dla rozpowszechniających je znaczenie – i nieważne, czy legendy były historycznie ścisłe. Możemy więc śmiało stwierdzić, że współcześni historycy mają przed sobą dwojakie zadanie. Z jednej strony, powinni dążyć do ustalenia, co rzeczywiście zaszło w przeszłości: co Piotr, Paweł i Maria naprawdę mówili, robili i przeżywali. Z drugiej strony, jednocześnie zmuszeni są zbadać, jak przeszłość zapamiętali ludzie, którzy później o niej rozmawiali i ją opowiadali – nawet jeśli historie te nie są do końca zgodne z prawdą historyczną.

Mówiąc nieco sarkastycznie, czasem łatwiej jest ustalić, jak przeszłość została zapamiętana, niż dowiedzieć się, co się naprawdę w niej wydarzyło. Odróżnienie historii od legendy, sfabrykowanych przekazów od historycznych wydarzeń, jest czasem, mimo najszczerszych wysiłków, niemożliwe. Najbardziej niefortunnym aspektem historii jest przemijanie. Zachowane do dziś ślady przeszłości są często niekompletne, cząstkowe, niewyraźne i podlegają najróżniejszym interpretacjom. Historycy dokładają starań, by na podstawie zachowanych materiałów źródłowych zrekonstruować minione wydarzenia. Jednak historia nie jest nauką empiryczną, w której wiarygodne wnioski można podeprzeć powtarzalnymi eksperymentami i niepodważalnymi wynikami badań. Historia jest w takim samym stopniu nauką, jak dziedziną sztuki.

W głównej mierze chodzi o to, że przekazy z przeszłości są bardzo problematycznym źródłem informacji. Czy można ufać starożytnemu opisowi, który twierdzi, że Piotr wskrzesił wędzonego tuńczyka? Skąd możemy to wiedzieć? Inne źródła podają, że cień Piotra miał uzdrawiającą moc i w słoneczny dzień apostoł mógł uleczyć chorych, przechadzając się obok nich. Czy to prawda? Jeszcze inny przekaz głosi, że Piotr wskrzesił rzymskiego senatora, szepcząc mu do ucha jedno słowo. Czy naprawdę to się wydarzyło? Niektóre z opowieści o czynionych przez Piotra cudach znajdują się w Nowym Testamencie, inne w pismach, które nie weszły do kanonu. Czy historyk powinien traktować Pismo Święte jako wiarygodne źródło historyczne, a to, co się w nim nie mieści, jako legendę? Na jakiej podstawie?

Dysponujemy wieloma tekstami, których autorstwo przypisywane jest Piotrowi: pierwszy i drugi list wchodzące w skład Nowego Testamentu, a także znajdujące się poza nim Ewangelia Piotra oraz Apokalipsa Piotra. Czy wiemy na pewno, że apostoł jest autorem wspomnianych ksiąg? A może powinniśmy potraktować poważnie wzmiankę w Dziejach Apostolskich, jednej z ksiąg Nowego Testamentu, i uwierzyć, że Piotr był analfabetą i nie potrafił pisać?

Oto zaledwie kilka kwestii na drodze docierania do prawdy o życiu i osobie Piotra apostoła. Analogiczne wiążą się z postaciami Pawła i Marii. Uprawianie historii nie jest proste.

Nie oznacza to, że prawda historyczna nie jest istotna. Wprost przeciwnie. Mogę to potwierdzić jako historyk, który zajmuje się zawodowo dziejami – wiedza o przeszłości ma ogromne znaczenie. Nie jest bez znaczenia pytanie, czy Czerwoni Khmerzy dopuścili się w Kambodży ludobójstwa, czy też nie. Istotna jest odpowiedź na pytanie, czy eksperyment komunistyczny w Europie Wschodniej zakończył się sukcesem, czy porażką. Swoją wagę ma problem, czy w Iraku naprawdę odkryto broń masowego rażenia.

Podobnie istotne jest rozstrzygnięcie, czy Jezus jest postacią autentyczną, i czy jego wyznawcy czynili rzeczy, o których wspominają źródła. Dlatego powinniśmy dokładać starań w badaniach nad przeszłością – tą niedaleką, w której zniszczeniu uległ Nowy Orlean, a rząd czynił mizerne wysiłki, nie radząc sobie z kryzysem4. Nad przeszłością nieco odleglejszą, z okresu, gdy w Stanach Zjednoczonych toczyła się bezowocna dyskusja o sytuacji w Rwandzie i Bośni. Nad przeszłością bardzo odległą, z okresu upadku Cesarstwa Rzymskiego. W ten sam sposób powinniśmy badać życie postaci historycznej, Jezusa.

Jednocześnie, jak już sugerowałem, liczy się nie tylko historia; oddzielenie faktów od legend to nie jedyne ciekawe i ważne ćwiczenie, któremu oddają się uczeni, pracując na zachowanych materiałach źródłowych. Historia nie polega tylko na odseparowaniu historycznego jądra przeszłości (tego, co naprawdę się liczy) od skorupy legendy (której można się pozbyć). Jak wspomniałem, powodem często jest fakt, że ci, którzy powtarzają zasłyszane opowieści – o Nowym Orleanie, Rwandzie, Juliuszu Cezarze, Jezusie albo też Piotrze, Pawle i Marii – często sami nie rozróżniają faktów historycznych od legendotwórczej wyobraźni. Zarówno wspomnienia historycznych faktów, jak i rodzące się legendy i czyste wymysły przekazywano sobie z ust do ust, ponieważ zawierały ziarna prawdy, poglądy, przekonania i idee, które chrześcijanie pragnęli przekazać, i na które reagowali.

Powinniśmy przyjrzeć się bliżej, czym były owe prawdy, poglądy, przekonania i idee, badając zachowane opowieści. Dlatego nasze studium o Piotrze, Pawle i Marii będzie dotyczyć zarówno faktów historycznych, jak i ubarwionych legendami. Zadamy pytania, które pomogą nam poznać uczniów Jezusa jako realne postacie historyczne – dowiemy się, kim byli, czego dokonali, w co wierzyli, czego nauczali, jakie życie wiedli. Jednocześnie będziemy pytać o ich legendarny wizerunek, który odegrał tak istotną rolę w wyobrażeniach pierwszych wyznawców chrześcijaństwa u zarania tej religii. Zanim jeszcze chrześcijaństwo stało się oficjalną religią Cesarstwa Rzymskiego, w rezultacie czego Kościół chrześcijański stał się najważniejszą instytucją społeczną, kulturalną, polityczną, ekonomiczną i religijną w dziejach cywilizacji Zachodu.

Szymon Piotr

Rozdział I

Kruszenie skał: nasze źródła dotyczące Piotra-Skały

Szymon Piotr to bez wątpienia najlepiej znany uczeń Jezusa. Rodzi się jednak pytanie, co tak naprawdę o nim wiemy. Znamy jego imię, Szymon, oraz przydomek, Kefas, nadany mu jakoby przez samego Jezusa. Przydomek, który w pierwszym wieku n.e. nie był jeszcze imieniem, a rzeczownikiem oznaczającym skałę (współczesnym odpowiednikiem przydomka Piotra byłby więc Rocky)5. Tak przynajmniej rzeczownik ten brzmiał w języku aramejskim, którym posługiwali się zarówno Jezus, jak i Szymon. Na grekę, język Nowego Testamentu, słowo skała tłumaczy się jako petra, od którego pochodzi powszechnie znane imię Piotr. Zatem Szymon Piotr to dosłownie Szymon Skała. Biorąc pod uwagę zapalczywy i zmienny charakter, którym wykazał się Piotr jeszcze za życia Jezusa, można nieomal podejrzewać ironię ze strony Mistrza.

Wracając jednak do naszego pytania: jak dobrze możemy poznać Piotra na podstawie zachowanych źródeł? Wypada żałować, że nie dysponujemy pełną biografią apostoła, spisaną przez jednego ze współczesnych, mimo że wiele starożytnych przekazów informuje nas o tym, co Piotr powiedział i uczynił, zarówno za życia Jezusa, jak i po jego ukrzyżowaniu. Jednym z zadań historyków jest ustalenie, którym z owych opowieści – jeśli w ogóle – wolno zaufać jako źródłu historycznemu, a które przez pierwszych chrześcijan zostały podkoloryzowane i bliżej im do legendy. Problem ten dotyczy nie tylko legend zawartych w pismach niekanonicznych Nowego Testamentu, lecz także opowieści ostatecznie uznanych przez chrześcijan za część Pisma Świętego.

Fakty i fikcje w opowieściach o Piotrze

Jeden z wczesnych przekazów dotyczących misyjnej działalności Piotra po śmierci Jezusa ukazuje apostoła na rzymskim Forum, gdzie próbował on przekonać tłum pogan (tzn. politeistów) do porzucenia fałszywych bogów i zawierzenia mocy Chrystusa, jedynego Syna Bożego. Nagle na scenie pojawiła się głęboko zasmucona kobieta: jej jedyny syn, największa radość i miłość życia, właśnie zmarł. W akcie desperacji kobieta zwróciła się do Piotra, aby ten wskrzesił syna z martwych. Piotr odpowiedział tymi słowy: „Biorąc tych tu na świadków, pójdź i przynieś swojego syna, aby mogli oni zobaczyć i uwierzyć, że z mocy Boga powstał z martwych”6. Piotr posłał grupę mężczyzn po ciało. Po upewnieniu się, że młodzieniec faktycznie nie żyje, przynieśli oni go do czekającego na środku Forum Piotra. Apostoł odmówił krótką modlitwę nad ciałem zmarłego i rozkazał: „Młodzieńcze, wstań i pójdź z matką swoją, dopóki będziesz jej przydatny”. Według źródła „martwy [młodzieniec] natychmiast się podniósł, a rzesze zdumiały się na ten widok i zawołały: – Ty jesteś Bogiem, Boże Zbawco, Boże Piotra, Boże niewidzialny, Zbawco”7. W ten sposób Piotr dowiódł swojej mocy, Bóg doznał chwały, a nawrócone masy poszły za Chrystusem.

Ale czy to się naprawdę wydarzyło? Jak się okazuje, tego opisu nie znajdziemy w Nowym Testamencie, a w zbiorze pism znanych jako Dzieje Piotra, powstałych ok. 150 lat po jego śmierci. Czy to historia prawdziwa, czy tylko pobożna legenda? Porównajmy ją z nieco wcześniejszym przekazem:

„W mieście Joppa (Jaffa), na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego, zmarła właśnie dobra chrześcijanka, imieniem Tabitha. Zrozpaczeni uczniowie posyłali po Piotra, by przybył i pomógł im. Piotr niezwłocznie wyruszył w drogę; przybywszy do miasta, wszedł do pokoju na piętrze domu, w którym złożono ciało. Kazał wszystkim wyjść, następnie padł na kolana przy martwej Tabithcie i modlił się, a na koniec przemówił: „Tabitho, wstań”. Ta otworzyła oczy, podała Piotrowi rękę, ku zdumieniu wszystkich mieszkańców Joppy, z których wielu w następstwie uwierzyło w moc Jezusa”.

Jest to opowieść podobna do poprzedniej, znajduje się jednak w Nowym Testamencie (Dz 9, 36–43). Na jakiej podstawie historyk może uznać, że jedna z nich jest literacką fikcją, a druga to fakt biograficzny? Czy można twierdzić, że autor Dziejów Apostolskich dokumentował wydarzenia historyczne tylko na podstawie faktu, że ojcowie Kościoła, żyjący przecież wiele lat po nim, postanowili włączyć jego pisma do kanonu Pism Świętych8?

Jednak dla czytelników Nowego Testamentu ważne jest nie tylko ożywianie martwych ciał. Nie stykamy się z przypadkami tego typu codziennie, ale w Biblii wydają się powszechną praktyką. Inne opisane cuda, w równym stopniu kłócące się z naszym doświadczeniem, sprawiają wrażenie jeszcze bardziej osobliwych i wątpliwych. Weźmy na przykład epizod z Piotrem i wędzonym tuńczykiem. Piotr wrócił do Rzymu, próbując przekonać rzesze słuchaczy, że jego Bóg jest wszechmocny i zasługuje na uwielbienie. Został poproszony o dokonanie cudu, który miał dowieść prawdziwości jego słów. Piotr zauważył wędzonego tuńczyka wiszącego w oknie sklepu z rybami. Wziął rybę do ręki i spytał tłum: „Jeśli ujrzycie, że ten tuńczyk pływa w wodzie jak [żywa] ryba, to czy będziecie mogli uwierzyć w tego, którego głoszę?”. Zgromadzeni odpowiedzieli jednym głosem: „Zaprawdę, uwierzymy ci”. Piotr wypowiedział więc magiczne słowa: „W imię Twoje, Jezu Chryste, w którego ci oto jeszcze nie wierzą, [mówię] – tuńczyku, na oczach wszystkich ożyj i pływaj jak ryba”9. I tuńczyk ożył natychmiast – nie tylko na godzinę czy dwie, ale na dobre, o czym mogli zaświadczyć ludzie karmiący później rybę okruchami chleba. Ów pokaz boskiej mocy miał spektakularny rezultat: „widząc to, bardzo wielu poszło za Piotrem i uwierzyło w Pana”.

Jest do dość dziwny epizod z życia Piotra, którego nie sposób jednak znaleźć w Piśmie Świętym. Pochodzi z tekstu zatytułowanego Dzieje Piotra, powstałego w II w. n.e. Jednak także Nowy Testament zawiera zaskakujące opisy. W jednym z akapitów Dziejów Apostolskich czytamy, że Piotr był tak potężny, iż nie musiał nawet dotykać chorych lub opętanych, aby ich uzdrowić, wyleczył ich sam cień apostoła przechodzącego obok w słoneczny dzień (Dz 5, 15–16).

Rozważmy teraz kolejne dwie opowieści. W Nowym Testamencie Piotr przemówił w imieniu Boga do Ananiasza, człowieka, który ukrył pieniądze należące się apostołom. W wyniku interwencji Piotra Ananiasz (a później także jego współwinna żona) padł trupem, ku zdumieniu zgromadzonego tłumu. Według przekazów pozakanonicznych Piotr przemawiał w Bożym imieniu do Szymona Maga, który chciał dowieść, że posiadł prawdę Bożą, latając niczym ptak nad wzgórzami i świątyniami Rzymu. W wyniku interwencji Piotra Szymon utracił umiejętność lotu, rozbił się o ziemię, złamał nogę w trzech miejscach i w końcu zginął. To również – co oczywiste – wzbudziło podziw i zdumienie tłumów. Ale na jakiej podstawie możemy powiedzieć, że jedna z tych historii jest prawdziwa, a druga fikcyjna?

Można dyskutować także nad słowami Jezusa wypowiedzianymi do najbliższego ucznia, Piotra. Według jednego z przekazów na Górze Oliwnej Jezus ujawnił uczniom prawdę o końcu czasów. Kiedy Piotr prosił go o więcej szczegółów, Jezus długo opisywał, czego mogą spodziewać się niewierni w dniu Sądu Ostatecznego, a nawet ukazał Piotrowi krainę potępionych. Ta upiorna i plastyczna wizja ma jasny cel: ci, którzy oddają się grzechowi, zostaną skazani na srogie cierpienia w przyszłym życiu, a kara będzie do pewnego stopnia związana z charakterem ich zbrodni. Tak więc kobieta, która zaplatała włosy, by wydać się piękniejszą kochankowi, spędzi wieczność powieszona właśnie za włosy, a mężczyzna, który utrzymywał z nią niedozwolone stosunki, będzie powieszony nad ogniem za genitalia. Jak można oczekiwać, ludzie ci będą wołać: „Nie wiedzieliśmy, że czeka nas wieczna kara!”. Ci, którzy pławią się w bogactwach, zostaną odziani w brudne łachmany i na wieczność skazani na wegetację na skale, z której wyrastać będzie „ostrzejszy od miecza” słup ognia. Ci, którzy pożyczali pieniądze dla zysku (lichwy), spędzą wieczność w jamie, stojąc po kolana w nieczystościach. I tak dalej.

Przekaz ten można znaleźć w księdze zwanej Apokalipsą Piotra, którą – jeszcze zanim ukształtował się ostateczny kształt kanonu – liczni przywódcy chrześcijańscy przez wiele wieków uznawali za natchnioną, ale która nie weszła ostatecznie w skład Nowego Testamentu. Równie zaskakująca jest jednak relacja z Nowego Testamentu, gdy Jezus mówi do Piotra (oraz Jakuba i Jana), że „pokolenie to nie przeminie” (Mk 13, 30), nim nastąpi koniec całego świata: „słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku, gwiazdy będą spadać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą” (Mk 13, 25–26). Jeśli ludzie rzeczywiście zobaczą nadejście Syna Człowieczego, będzie to cud największy ze wszystkich, bo nie będzie już ani słońca, ani księżyca i gwiazd, które by oświetliły jego postać.

O zdumiewających opowieściach związanych z Piotrem, zarówno ujętych w Piśmie Świętym, jak i poza nim, można powiedzieć znacznie więcej. Powyższe przykłady wystarczą jednak, by zilustrować moją zasadniczą tezę. Większość czytelników studiujących niekanoniczne przekazy niechybnie zauważy, że wypełniają je opowieści dotyczące Piotra, jego słów, czynów i doświadczeń. Świadectwa te opierają się często na pobożnych legendach, ponieważ chrześcijańscy gawędziarze pragnęli w sposób szczególny opisać żywot pierwszego spośród uczniów Jezusa. Tendencje legendotwórcze nie ominęły jednak kanonu ksiąg Nowego Testamentu. Wręcz przeciwnie – w księgach, które chrześcijanie uznali w końcu za święte, nie brak materiałów sprawiających wrażenie legend. Nie jest prawdą, że Nowy Testament stawia nas wyłącznie wobec faktów, a wszystkie inne pisma (niekanoniczne) zawierają jedynie pobożną fikcję. We wszystkich książkach, także w Biblii, znaleźć można zarówno fakty, jak i mity. Oddzielenie jednych od drugich jest niezwykle trudnym zadaniem, zdaniem wielu badaczy prawie niemożliwym do wykonania.

Ale być może nie jest to zadanie najważniejsze. Obie kategorie opowieści, te o charakterze relacji ściśle historycznych oraz legendy, chrześcijańscy gawędziarze i pisarze rozpowszechniali z jakiegoś powodu, często dokładnie z tego samego. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że ludzie opowiadający o Piotrze (a także o Pawle, Marii, a nawet o Jezusie) nie interesowali się prowadzeniem lekcji historii czy sporządzaniem obiektywnych i weryfikowalnych raportów dla studiujących „prawdziwą” historię. Chrześcijańscy opowiadacze mieli całkowicie odmienną hierarchię celów. Pragnęli wyjaśnić, zilustrować, zbadać i wyrazić ważne dla chrześcijan wierzenia, punkty widzenia, sposób widzenia świata, idee, uprzedzenia, cele, praktyki itp.

Dlatego, ze względu na naturę tych materiałów, najważniejsze jest dla nas unikanie suchego akademickiego wykładu, jedynie oddzielania historii od legendy. Powinniśmy raczej ukazać cel, jaki przyświecał powstawaniu tych opowieści. A dokładnie, jakie cele pragnęli osiągnąć ludzie, którzy przecież świadomie przekazywali opowieści w taki, a nie inny sposób.

Źródła dotyczące Piotra: niezwykły przypadek Ewangelii Marka

Zanim zbadamy sprawę głębiej, muszę podkreślić – mając na uwadze wszystkie powyższe argumenty – że zdaniem niektórych badaczy istnieje przynajmniej jedno starożytne źródło będące ścisłym historycznym przekazem dotyczącym życia Piotra w okresie publicznej działalności Jezusa. Źródło to pochodzić ma jakoby z pierwszej ręki (czyli od samego Piotra), a jest nim – ni mniej, ni więcej – Ewangelia Marka.

Ewangelia Marka jest najstarszą zachowaną Ewangelią. Większość współczesnych badaczy datuje jej powstanie na okres między 65 a 70 r. n. e., czyli mniej więcej 35–40 lat po śmierci Jezusa10. Jak Marek zdobył informacje o Jezusie? Według tradycji wczesnochrześcijańskiej sam Marek nie był uczniem Jezusa (dlatego też nie mógł być naocznym świadkiem wydarzeń, które relacjonuje), pełnił natomiast funkcję kogoś w rodzaju osobistego sekretarza najważniejszego z uczniów, czyli Szymona Piotra. Pierwsze zapiski na ten temat pochodzą z pism mało skądinąd znanego ojca Kościoła, imieniem Papiasz, żyjącego w początkach II w. n.e. biskupa miasta Hierapolis w Azji Mniejszej (dzisiejsza Turcja).

Świadectwo Papiasza

Papiasz jest autorem pięciotomowej pracy zatytułowanej Explanatio sermonum Domini (Wyjaśnienia słów Pana). Z tego, co wiadomo, była to pierwsza pisemna próba interpretacji przypowieści Jezusa. Nie możemy jednak zbyt wiele powiedzieć o charakterze tych bardzo długich interpretacji słów Chrystusa. Między innymi nie sposób stwierdzić, czy Papiasz interesował się wyłącznie wykładem nauki Jezusa, czy omawiał także inne sprawy, o których Jezus mówił i których doświadczył. Powodem tego jest fakt, że dzieło Papiasza niemal zupełnie zaginęło. Chrześcijanie pierwszych wieków czytujący Wyjaśnienia Papiasza nie zachwycali się nimi zbytnio; raczej milczeli na temat tej książki i nie czynili wysiłków, by skopiować księgę dla potomności. Do naszych czasów nie zachował się żaden egzemplarz. Wiemy co nieco o dziele Papiasza tylko dlatego, że sporadycznie cytowało je kilku późniejszych autorów pism chrześcijańskich. Wydaje się oczywiste, że na pisarzach tych większe wrażenie zrobił sam fakt napisania przez Papiasza tej księgi niż jej treści – można to łatwo wywnioskować z uwag czynionych przez cytujących. Co znamienne, przeczytał tę księgę (lub być może jej fragmenty) jeden z najważniejszych pisarzy początków IV w., Euzebiusz (nazywany ojcem historii Kościoła, autor pierwszego dzieła na temat dziejów wczesnego chrześcijaństwa) i doszedł do wniosku, że „Papiasz był człowiekiem bardzo małego rozumu” (Historia Kościelna, III 39, 13).

Mimo tego szkoda, że dzieło Papiasza nie przetrwało do naszych czasów w całości. Nawet drobne zachowane fragmenty mają ogromną wartość historyczną. Wartość ta bierze się m.in. stąd, iż Papiasz ujawnił własne metody zdobywania informacji o Jezusie i jego nauce. W jednym z cytatów z Wyjaśnień, który zawdzięczamy Euzebiuszowi, Papiasz przyznał, że jego ulubioną metodą badawczą nie było czytanie tego, co napisano o Jezusie (np. w Ewangeliach), lecz rozmowy z przywódcami chrześcijańskimi, którzy osobiście znali jednego bądź kilku apostołów Jezusa:

„Ale kiedy przybywał ktoś, kto był wcześniej towarzyszem któregoś ze starszych, dokładnie wypytywałem go o ich słowa, o to, co mówili Andrzej lub Piotr, albo też Filip czy Tomasz, bądź Jakub, Jan czy Mateusz, lub też którykolwiek z innych uczniów Pańskich”.11

A zatem, mimo że Papiasz nie był naocznym świadkiem działalności publicznej Jezusa, ani też towarzyszem któregoś z jego uczniów, znał osobiście ludzi, którzy z kolei znali uczniów Jezusa. W ten sposób zdobywał cenne informacje. Informacje, które posłużyły mu za podstawę pięciotomowego dzieła wyjaśniającego naukę Jezusa.

Sprawa ta jest istotna dla naszych poszukiwań, ponieważ jeden z nielicznych zachowanych cytatów z Papiasza zawiera odniesienie do kwestii autorstwa i autorytetu Ewangelii Marka. W pewnym miejscu Papiasz stwierdza:

„Marek, który był tłumaczem Piotra, spisał dokładnie wszystko, co przechowywał w pamięci, ale nie w tym porządku, w jakim następowały po sobie słowa i czyny Pańskie. Ani bowiem Pana nie słyszał, ani nie należał do jego orszaku, i tylko później, jak się rzekło, był towarzyszem Piotra. Otóż Piotr stosował nauki do potrzeb słuchaczy, a nie dbał o związek słów Pańskich. Nie popełnił więc Marek żadnego błędu, jeśli w szczegółach tak pisał, jak to się w jego przechowało pamięci. O jedno się tylko bowiem starał, o to, by nic nie opuścić z tego, co słyszał, oraz by nie napisać jakiej ieprawdy”.12

Z powyższego cytatu niektórzy badacze wyciągają wniosek, że w Ewangelii Marka mamy do czynienia z bardzo ścisłym przedstawieniem Piotrowego rozumienia Jezusa – oraz, oczywiście, słów i uczynków samego Piotra. Istnieją teorie, że Ewangelia Marka opiera się na naocznym świadectwie Piotra, o czym zaświadczał sam Papiasz.

Niektóre problemy ze świadectwem Papiasza

Historyk miałby lżejsze życie, gdyby ta sprawa była tak oczywista, na jaką wygląda. Niestety, są wątpliwości co do wartości oświadczeń Papiasza, podobnie jak w przypadku twierdzenia, że Ewangelia Marka to rzetelny historycznie przekaz działalności Piotra. Przede wszystkim pewne elementy świadectwa Papiasza nie brzmią wiarygodnie. Kiedy stwierdza, że Marek spisał dokładnie „wszystko”, co Piotr zapamiętał o słowach i czynach Jezusa, czy naprawdę ma to na myśli? Dostępna nam Ewangelia według Marka to niewielka książeczka – w angielskim wydaniu Biblii zajmuje nieco ponad 20 stron. Przeczytanie jej zajmie nie więcej niż dwie godziny. Czy mamy więc sądzić, że apostoł Piotr, który towarzyszył Jezusowi od początku jego posługi aż po ukrzyżowanie, zapamiętał zaledwie tyle historii związanych z osobą Jezusa, jego nauką, czynami i przeżyciami, których doświadczył u jego boku, ile można zamknąć w dwugodzinnej opowieści? Przecież Piotr spędził z Jezusem długie miesiące, jeśli nie lata. Powinien zatem móc opowiadać o nim całymi dniami. Trudno uwierzyć, że Ewangelia Marka jest zbiorem wszystkich wspomnień Piotra.

Ale czy Papiasz ma na myśli tę wersję Ewangelii Marka, z którą mamy do czynienia w dzisiejszym Nowym Testamencie? Byłoby to naturalne założenie. Warto jednak zwrócić uwagę na kilka intrygujących faktów. Po pierwsze, dzisiejszą Ewangelię według Marka nie od razu tak zatytułowano. W odróżnieniu od pozostałych Ewangelii została napisana anonimowo. Jej autor ani razu nie zdradza swojego imienia. Tytuł ten w późniejszym okresie (nie wiemy, jak późno) nadali księdze kopiujący ją skrybowie, którzy chcieli uświadomić czytelnikom, na jakim autorytecie opiera się ów przekaz13. Z tego właśnie powodu nie mamy gwarancji, że księga wspomniana przez Papiarza jest właśnie tą, którą dziś nazywamy Ewangelią Marka.

Zajmijmy się na chwilę inną Ewangelią, o której mówi Papiasz: Ewangelią Mateusza (ponieważ Papiasz nigdy nie odwołuje się do pism Łukasza czy Jana). Oto, co ma do powiedzenia autor Wyjaśnień: „Mateusz spisał słowa [Pana] w języku hebrajskim, każdy zaś interpretował je najlepiej, jak umiał”. Można więc bezkrytycznie założyć, że słowa te odnoszą się do Ewangelii, nazywanej dziś Ewangelią Mateusza. Ale czy rzeczywiście? Papiasz opisuje księgę jako zawierającą słowa Jezusa (wyłącznie), podkreśla, że napisano ją po hebrajsku. A przecież Ewangelia Mateusza w dzisiejszej postaci zawiera znacznie więcej niż cytaty; informuje nas także o działalności Jezusa, o cudach, o jego śmierci i zmartwychwstaniu. Ponadto została napisana nie po hebrajsku, lecz w języku greckim14. A zatem Papiasz nie miał raczej na myśli księgi, którą znamy dzisiaj jako Ewangelię Mateusza. W takim razie, gdy wspomina imię Marka, czy ma na myśli „naszego” Marka? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, skoro Papiasz nigdy nie cytuje żadnego fragmentu Ewangelii.

Jeszcze trudniej zaufać zapewnieniom Papiasza, że Ewangelia Marka opiera się na bezpośrednim świadectwie Piotra. W gruncie rzeczy większość twierdzeń Papiasza jest powszechnie – i słusznie – traktowana przez uczonych jak wytwór pobożnej wyobraźni, a nie fakty historyczne. Należą one do grupy tych interesujących przypadków, gdy badacze – usiłując podeprzeć wybrane twierdzenie faktami – akceptują samo twierdzenie jako fakt, nawet jeśli istnieją inne teorie, które bez problemu uznają za fikcyjne. Innymi słowy, jest to kwestia preferencji – lekceważąc inne przesłanki, uznajemy coś za fakt, ponieważ chcemy, by było to faktem.

Rozważmy dwa powszechnie znane sformułowania Papiasza, które nie znajdują potwierdzenia w faktach. W Wyjaśnieniach autor wspomina o tradycji pochodzącej jakoby od Jana, ucznia Jezusa, a dotyczącej nauk tego ostatniego na temat nadejścia tysiącletniego panowania Boga na ziemi:

„Nadejdą dni, w których zrodzą się winne latorośle, z których każda będzie miała dziesięć tysięcy gałęzi, a na każdej gałęzi po dziesięć tysięcy gałązek, a na każdej gałązce po dziesięć tysięcy odrośli, a na każdej odrośli po dziesięć tysięcy gron, a w każdym gronie po dziesięć tysięcy owoców, a każdy owoc przyniesie – gdy się go wyciśnie – dwadzieścia pięć miar wina. I gdy ktoś ze świętych będzie chciał zerwać jedno z tych gron, drugie będzie wołało: „Jestem lepszym gronem, zerwij mnie i przeze mnie chwal Pana!”. Podobnie i ziarno pszenicy zrodzi dziesięć tysięcy kłosów, a każdy kłos zawierać będzie dziesięć tysięcy ziaren, a każde ziarno da dziesięć funtów pszennej mąki jasnej i czystej. Inne natomiast [rośliny] rodzić będą owoce, ziarna i zioła wedle miary, jaka im odpowiada”.15

Nie sposób uwierzyć, że Jan właśnie taką naukę przekazywał jako słowa Jezusa. Jest to fantastyczne (acz wspaniałe) wyobrażenie utopijnego królestwa na ziemi – intrygujące i atrakcyjne, ale dla historyka mało wiarygodne.

Spójrzmy też na dość drastyczny opis śmierci Judasza, który – wedle Papiasza – wcale się nie powiesił, jak zanotowano w Ewangelii Mateusza (Mt 27, 5), lecz cierpiał katusze, poddany torturze zwanej popręgiem, dopóki dosłownie nie pękł na pół (więcej w Dziejach Apostolskich, 1, 18):

„Ale Judasz [po zdradzie] stał się dla świata największą przestrogą przed bezbożnością. Ciało jego wzdęło się tak, że nie mógł wcisnąć się tam, gdzie łatwo mieścił się wóz – nie mieściła się nawet jego napuchła głowa. Powiadają, że powieki jego napuchły do takich rozmiarów, iż nie mógł dojrzeć wcale światła; lekarz nie mógł zobaczyć oczu jego nawet przez przyrządy optyczne, tak głęboko osadzone były w otaczającym je ciele. A genitalia jego stały się jeszcze bardziej odrażające i większe niż u kogokolwiek innego; aby sobie ulżyć, sprośnie ropę wypuszczał i robactwo, które pływało w całym jego ciele. I powiadają, że wycierpiawszy liczne męki i kary, umarł na własnej ziemi, a ziemia ta pozostaje po dziś dzień spustoszona i niezamieszkała z powodu wielkiego odoru. Zaprawdę, dziś nawet nikt przejść tamtędy nie może, nie trzymając się za nos. Tak wielki bowiem potok nieczystości spływał z jego ciała na ziemię”. (fragment 4)

Naturalnie, Papiasz dał się ponieść fantazji. Dlaczego więc badacze ufają jego twierdzeniu, że Piotr był źródłem dla Ewangelii Marka? Dzieje się tak dlatego, że chcą ufać mu w tej materii – mimo iż doskonale zdają sobie sprawę z tego, że jego „historyczne” informacje to wyłącznie pobożna fikcja16.

Charakter zachowanych źródeł

Jak już wspomniałem, jeśli traktujemy teksty wczesnochrześcijańskie jako źródła faktów historycznych, istotne jest rozpoznanie charakteru zachowanych tekstów. Istniejące relacje – np. Ewangelie i Dzieje Apostolskie – zawierają prawdopodobnie okruchy pamięci historycznej o życiu Piotra (oraz Marii, Jezusa etc.). Jednocześnie zawierają opisy pozbawione wartości historycznej. Opisy stworzone z tych samych powodów co relacje historycznie prawdziwe: nie miały być lekcją historii o życiu w rzymskiej Palestynie I w. n.e., a jedynie przedstawiać ważny dla chrześcijan punkt widzenia. Fakt ten ma drugorzędne znaczenie. Bez względu na wysiłki nie sposób uzyskać całkowicie obiektywnych relacji. Każde wydarzenie, jeśli ma zostać opisane, musi być przez kogoś obserwowane. Obserwator ten ma jakieś poglądy, przekonania, uprzedzenia, rzeczy, które lubi, kocha i których nie lubi, nienawidzi, a także mnóstwo indywidualnych cech. Wszystkie te rysy charakteru wpływają na sposób, w jaki obserwujemy rzeczywistość, na to, jak ją opisujemy, oraz jak sobie z nią radzimy. Twierdzenie powyższe odnosi się nie tylko do autorów wczesnej literatury chrześcijańskiej, ale do wszystkich, bez względu na epokę, w której żyjemy. W konsekwencji historyk, dążąc do pełnej wiedzy o przeszłości, musi zawsze brać pod uwagę ów subiektywizm.

Reguła ta ma znaczenie zwłaszcza w wypadku wczesnych Ewangelii chrześcijańskich, które w zamierzeniach autorów nigdy nie miały być bezinteresownym opisem faktów historycznych. Termin ewangelia oznacza przecież głoszenie dobrej nowiny. Każdy z autorów ewangelicznych chciał udowodnić, że życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa przyniosło nam zbawienie – był to więc rodzaj terminarza teologicznego. Księgi te nie stanowią obiektywnego opisu nauki i życia Jezusa.

Jest to szczególnie widoczne, gdy podejdzie się do Ewangelii od innej strony. Większość ludzi traktujących te pisma poważnie (a wydaje się, że jest ich coraz mniej), czytuje je w sposób, który określiłbym jako „wertykalny”. To znaczy – zaczynają od Księgi Mateusza i czytają stronice od góry do dołu, od początku do końca. Następnie przechodzą do Marka i również czytają go od początku do końca. Pisma Marka brzmią podobnie do pism Mateusza: powtarza się wiele opowieści, ułożonych w tej samej kolejności i opisanych dokładnie tymi samymi słowami. Potem czytelnicy przechodzą do Łukasza, znów czytają go od początku do końca, i mają bardzo podobne wrażenie: że jest to ta sama historia, z odrobiną nowego materiału. Jan natomiast jest kimś zupełnie innym, ale kiedy czyta się go wertykalnie (od góry do dołu), nie wydaje się aż tak inny.

Oczywiście, jest to naturalny sposób czytania książek. Istnieje jednak inna metoda odczytywania Ewangelii: horyzontalna. Metoda ta nie koncentruje się na podobieństwach między księgami, przeciwnie – podkreśla różnice. Wymaga przeczytania dowolnej opowieści w pierwszej Ewangelii, po czym skupienia się na opisie tej samej historii w drugiej, potem w trzeciej księdze. To tak, jakby przepisać wszystkie przekazy na jedną kartkę papieru, w trzech (a nawet czterech, wliczając Jana) kolumnach i odczytywać je ukośnie, a nie z góry na dół. Metoda ta pozwala dostrzec różnice pomiędzy poszczególnymi Ewangeliami. Są one niekiedy bardzo drobne, ale niemożliwe do pogodzenia (nawet jeśli opowieści są zasadniczo takie same). Czasem rozbieżności są na tyle znaczące, że mogą wpływać na sens przekazu. A czasami są to różnice gigantyczne, wywierające znaczący wpływ na interpretacje.

Przykłady rozbieżności, wpływające na proces rozumienia życia Piotra, powinny zobrazować poniższe twierdzenia.

1. W Ewangelii Marka jednym z pierwszych cudów dokonanych przez Jezusa jest uzdrowienie teściowej Piotra z gorączki (dzięki czemu mogła ona wstać z łóżka i przygotować kolację dla mistrza i jego zgłodniałych uczniów) (Mk 1, 30–31). Działo się to na długo przed chłodnym przyjęciem, jakiego Jezus doznał po wygłoszeniu kazania kilka tygodni bądź miesięcy później w rodzinnym Nazarecie (Mk 6, 1–6). W Ewangelii Łukasza Jezus dokonał tego samego cudu uzdrowienia teściowej Piotra (Łk 4, 38–39), ale niemal bezpośrednio po nauczaniu w Nazarecie (Łk 4, 16–30) – przed działalnością Jezusa opisaną u Marka w rozdziałach 2–5, zamiast po nich. Być może różnica ta nie jest aż tak ważna. Jeśli jednak zamierza się napisać biografię Piotra, czy ustalenie kolejności wydarzeń jest obojętne?

2. Na inną sprzeczność w chronologii natrafiamy pod koniec działalności publicznej Jezusa. W Ewangelii Marka Jezus wraz z Piotrem i uczniami spożywał ostatnią wieczerzę w dniu żydowskiego święta Paschy (Mk 14, 12). W Ewangelii Jana jednakże wieczerza odbywa się w przeddzień Paschy (J 19, 14). A zatem? Przecież chronologia ma znaczenie: czy Wieczerza Pańska ma być w tradycji chrześcijańskiej wiązana z żydowską Paschą (uroczystą ucztą zwaną seder), tzn. czy ma ją „zastąpić”, czy też nie ma z nią żadnego związku?

3. W jaki sposób (i kiedy) Piotr został powołany na ucznia Jezusa? Czy Jezus wezwał go w chwili, gdy Piotr łowił ryby, każąc mu odłożyć sieci i pójść za sobą, na samym początku swojej działalności publicznej (Mk 1, 16–17)? Czy może wezwanie przyszło wówczas, gdy Jezus zasłynął już cudami (w tym uzdrowieniem teściowej Piotra), a Szymon wraz z towarzyszami w cudowny sposób wyciągnął sieci pełne ryb (Łk 5, 1–11)? Czy też raczej wtedy, gdy Piotr zastał Jezusa (a nie odwrotnie) u swego brata Andrzeja, a o żadnych rybach nie było mowy (J 1, 38–41)?

4. Kiedy Piotr rozpoznaje w Jezusie Mesjasza? Czy w trakcie jego działalności misyjnej, jak podaje Marek (8, 29)? Czy może na samym jej początku, jak to opisuje Jan (1, 41–42)?

Przykłady tego typu można mnożyć. Żeby je znaleźć, wystarczy czytać Ewangelie horyzontalnie. Swoim studentom zalecam wykonanie następującego ćwiczenia: najpierw wyznaczam relację kluczową, np. przekazy o zmartwychwstaniu Jezusa, i proszę o uważne porównanie wszystkich opowieści ewangelicznych na ten temat. Kto odwiedził grób Jezusa w dzień po szabacie? Ile kobiet? Co widziały na miejscu? Kogo napotkały – anioła, mężczyznę czy dwóch mężczyzn? Jakie polecenie otrzymały? Co następnie zrobiły? I tak dalej. Tę samą procedurę można zastosować, ustalając rolę Piotra przy zmartwychwstaniu. Czy to on pierwszy ujrzał Jezusa, czy jednak Maria Magdalena? Co Piotr robił przy grobie? Komu uwierzył, a komu nie? Przeczytajcie samodzielnie owe przekazy, a zrozumienie tych kontrowersji nie będzie trudne. Nie są to historyczne relacje dotyczące faktycznych wydarzeń. Nie mogą takie być – zbyt często nie zgadzają się ze sobą.

To samo ćwiczenie sprawdza się także w przypadku Dziejów Apostolskich, w których Piotr jest jedną z głównych postaci (przynajmniej w rozdziałach 1–12). Tym razem jednak nie mamy drugiego przekazu odnoszącego się do pierwszych dni młodego Kościoła, by móc porównać go z – (co umożliwiłoby odczyt horyzontalny), Dzieje Apostolskie to księga jedyna w swoim rodzaju w całym Nowym Testamencie. Jedną z kluczowych postaci w Dziejach jest również apostoł Paweł, możliwe jest więc porównanie jego opisu relacji z Piotrem z opisem w Dziejach Apostolskich. Warto przyjrzeć się uważnie poszczególnym przekazom, aby dostrzec istotne różnice między nimi. Kiedy Piotr i inni apostołowie poznali Pawła: zaraz po jego nawróceniu w Damaszku, jak powiadają Dzieje, czy kilka lat później, o czym z mocą zapewnia Paweł (Dz 9, 26–29; Ga 1, 16–18)? Czy Piotr rozpoczął misję wśród pogan, jak twierdzą Dzieje, czy ograniczył się tylko do Żydów, podczas gdy Paweł udał się do pogan, tak jak to opisuje w listach (Dz 10–11; Ga 1–2)? Czy Piotr zgadzał się z Pawłem, że pogan nie należy nakłaniać do przestrzegania prawa żydowskiego, o czym czytamy w Dziejach, czy może nie zgadzał się z nim, o czym zaświadcza Paweł (Dz 15, 6–11; Ga 2, 11–15)?

Wraz z upływem czasu pojawiały się próby pogodzenia tych rozbieżności. Jeśli ktoś ma czas i ochotę, a ponadto sporo fantazji, jest w stanie dokonać niemal każdej interpretacji, mogącej uzasadnić wszystkie niezgodności. Kiedy byłem studentem college’u, znalazłem książkę zatytułowaną Życie Chrystusa w stereo, w której przemieszano wszystkie cztery Ewangelie, (łącząc je w jedną, za to większą) – i wszystkie rozbieżności zniknęły. Zapytajmy, jak autor rozwiązał następującą kwestię: Mateusz mówi, że Piotr zaparł się Jezusa trzy razy, zanim zapiał kur, podczas gdy Marek twierdzi, że Piotr zaparł się Jezusa trzy razy, zanim kur zapiał po raz drugi. Odpowiedź jest bardzo prosta: Piotr musiał zaprzeć się Jezusa sześciokrotnie – trzy razy, zanim zapiał kur, i kolejne trzy razy, nim zapiał ponownie17.

Problem z tego rodzaju interpretacją polega na tym, że nie jest ona niczym więcej niż próbą napisania nowej Ewangelii, niepodobnej do czterech ksiąg zawartych w Nowym Testamencie. Zadanie takie może mieć zalety – każdy będzie mieć taką Ewangelię, jakiej pragnie, jaką sam wyprodukuje. Jednak nie jest to chyba najlepsza droga do zrozumienia Ewangelii i Dziejów Apostolskich w świetle ich przesłania.

Wnioski: historia i legenda w opowieściach o Piotrze

Jak zaznaczyłem we wprowadzeniu, wiedza o przeszłości jest ważna. Czasem jednak nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się, co zaszło. Jeśli chodzi o Piotra, co do niektórych faktów możemy mówić o pewności, o czym w kolejnych rozdziałach. Piotr był prawdopodobnie rybakiem z Galilei, posługującym się językiem aramejskim. Natomiast wiele innych wiadomości o Piotrze to legendy narosłe wokół tej postaci. Legendy, które powstawały w wyniku i przekazywania ustnych opowieści gawędziarzy chrześcijańskich o życiu i działalności Piotra: mało prawdopodobne, że Piotr przywrócił do życia wędzonego tuńczyka, aby nawrócić zgromadzony w Rzymie tłum. W źródłach można odnaleźć także inną kategorię wydarzeń, być może wiarygodnych historycznie, choć trudno to rozstrzygnąć: czy Piotr przemawiał do tłumu Żydów w Jerozolimie dwa miesiące po śmierci Jezusa, doprowadzając do licznych nawróceń? Czy był pierwszym biskupem syryjskiej Antiochii, czy Rzymu? Czy zmarł ukrzyżowany w okresie panowania cesarza Nerona?

Do naszych czasów przetrwało bardzo dużo przekazów o Piotrze, niekoniecznie ścisłych pod względem historycznym. Opowieści te zasługują na uwagę nie tylko dlatego, że przekazują nam prawdopodobne informacje o faktycznych wydarzeniach z życia apostoła, lecz również dlatego, że pomagają nam odtworzyć życie współczesnych mu. Były one bardzo ważne dla chrześcijańskich gawędziarzy, ponieważ umożliwiały im wyrażanie własnych poglądów, przekonań, niechęci, lęków i sposobu rozumowania. I to nie tylko w kwestii Piotra, ale także w odniesieniu do nich samych, ich relacji zarówno z Bogiem, jak i ze światem, w którym żyli.

Piotr: lita skała czy ruchome piaski?

Studium nad Szymonem Piotrem warto rozpocząć od opisu jego cech charakterologicznych. Nowotestamentowe opowieści ukazują go jako człowieka zapalczywego i niestałego, właściwie ostatnią osobę, którą można by określić skałą. Jednak wedle zgodnego świadectwa wszystkich Ewangelii to sam Jezus nadał Szymonowi ów przydomek. Kiedy to się stało i czy przydomek ów jest trafny, czy chybiony?

Przydomek Piotra

Podobnie jak w innych kwestiach Ewangelie odmiennie określają moment, w którym Jezus nadał Szymonowi nowe imię Piotra (Skały). Chronologicznie spisana jako pierwsza Ewangelia (Marka) powstała zdaniem większości badaczy prawdopodobnie ok. 65–70 r. n.e., tzn. ok. 35–40 lat po wydarzeniach, które opisuje. Oto Jezus, wstępując najwyraźniej na drogę publicznej działalności, powołuje na uczniów Andrzeja i brata jego Szymona, każąc im zrezygnować z dotychczasowych zajęć (połowu ryb). Bracia mieszkali w Kafarnaum, małej wsi rybackiej nad Jeziorem Galilejskim. Wkrótce potem miejsce wydarzył się jeden z pierwszych cudów, uzdrowienie teściowej Szymona z gorączki, która uniemożliwiała jej przygotowanie wieczerzy (Mk 1, 29–31). W kolejnych dwóch rozdziałach widzimy Jezusa, jak angażuje się w działalność misyjną: uzdrawia chorych, wyrzuca złe duchy, zdobywa naśladowców i spiera się ze swoimi oponentami – faryzeuszami – o niektóre aspekty prawa żydowskiego. Dopiero w rozdziale trzecim Jezus wybiera dwunastu najbliższych uczniów – faktyczny krąg wewnętrzny. W tym właśnie momencie czytamy, że Jezus jako pierwszego wybrał Szymona i nadał mu przydomek Piotr (Mk 3, 16; zgadza się to z opisem u Łukasza: Łk 6, 14). Można przyjąć, że zmiana imienia odbyła się dokładnie w tej chwili, a Jezus miał już wcześniej okazję nieco poznać Szymona.

Ewangelia Mateusza została napisana ok. dziesięć do piętnastu lat po Markowej, czyli między 80 a 85 r. naszej ery. Wiele z opowieści Marka ma odpowiedniki w pismach Mateusza. Prawdopodobnie dlatego, że Mateusz po prostu je przepisał, choć też zmodyfikował na swój sposób (a także dodał sporo relacji, których nie znajdujemy u Marka). Jak się okazuje, według Mateusza Jezus wybrał dwunastu apostołów dopiero pod koniec swojej działalności: miejsce dzieje się to już po słynnym Kazaniu na Górze (które opisuje Mateusz, ale nie Marek) i licznych cudach opisanych u Mateusza w rozdziałach 8–9. Co więcej, Mateusz zmienia nieco wydźwięk relacji Marka, pisząc o mianowaniu apostołów. Zamiast stwierdzić, że „nadał on [Jezus] Szymonowi imię Piotr”, Mateusz informuje, że pierwszym spośród uczniów był „Szymon zwany Piotrem” (Mt 10, 2). Innymi słowy, w późniejszym przekazie „Piotr” to już dobrze wszystkim znany przydomek Szymona, a nie epitet, który wybrał dla niego sam Jezus.

Sprawa jest interesująca także dlatego, że w dalszej części Ewangelii Mateusza Jezus rzeczywiście nadaje Piotrowi ów przydomek. Mniej więcej w połowie księgi czytamy, że Piotr czyni istotne wyznanie dotyczące prawdziwej tożsamości Jezusa. Kiedy Jezus pyta uczniów, za kogo go uważają, Piotr odpowiada: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16, 16). I właśnie wtedy Jezus reaguje (wiemy to tylko od Mateusza, brak podobnych przekazów w innych Ewangeliach), nadając Szymonowi jego przydomek: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i ja tobie powiadam: ty jesteś Piotr [petros] i na tej skale [petra] zbuduję Kościół mój” (Mt 16, 17–18). W ciągu wieków tłumacze spierali się o znaczenie tych słów: czy Piotr jest fundamentem (skałą) Kościoła, jak zwykle argumentują teologowie katoliccy? Czy też owym fundamentem jest samo Piotrowe wyznanie, że Jezus jest Mesjaszem, co wolą podkreślać protestanci? A może słowa te oznaczają coś zupełnie innego18? Z pewnością jasne jest, że dla Mateusza Szymon zostaje nazwany Skałą dlatego, że właściwie rozpoznał tożsamość Jezusa.

W ostatniej Ewangelii Nowego Testamentu, Ewangelii Jana, napisanej prawdopodobnie między 90 a 95 r. naszej ery, natrafimy na zupełnie inny scenariusz. Tutaj Jezus wcale nie znalazł Szymona przy łowieniu ryb i nie wezwał go, by ten za nim poszedł; to właśnie Szymon znalazł Jezusa. A raczej brat Szymona, Andrzej, który pierwszy zobaczył Jezusa. Andrzej, uczeń Jana Chrzciciela, przypadkiem usłyszał, jak jego mistrz nazywa Jezusa „Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata”, i oczywiście jego ciekawość rosła (J 1, 35–36). Andrzej zdecydował się pójść za Jezusem i porozmawiać z nim. To, co usłyszał, zrobiło na nim niewątpliwie ogromne wrażenie, gdyż natychmiast wrócił, aby odszukać swojego brata Szymona i oświadczyć mu: „Znaleźliśmy Mesjasza” (J 1, 41). Szymon chciał to zobaczyć na własne oczy, a w pierwszych słowach, które wypowiedział Jezus w jego kierunku, nadał Szymonowi nowe imię: „Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas” (czyli Piotr). Trudno powiedzieć, skąd taka deklaracja. Jezus widział tego człowieka po raz pierwszy. Czy Jan Ewangelista chciał nam powiedzieć, że Jezus miał nadprzyrodzoną zdolność wglądu w ludzki charakter, jak w przypadku Nataniela, którego też wydawał się znać, pomimo że go nigdy nie spotkał (o Natanielu Jan pisze dalej w tym samym rozdziale)?

W każdym razie z Ewangelii nie sposób wywnioskować, kiedy ani w jakich okolicznościach Szymon otrzymał przydomek Skała. Wszystkie księgi są jednak zgodne co do tego, że nadał mu go sam Jezus. Było to wydarzenie pomyślne dla historii imion. Chociaż słowo skała (Piotr) było wcześniej zwykłym rzeczownikiem, od tej chwili stało się imieniem męskim, popularnym nie tylko w epoce wczesnochrześcijańskiej, lecz także w wiekach późniejszych, aż po dzień dzisiejszy.

Chwiejne początki: Piotr w okresie publicznej działalności Jezusa

Trudno powiedzieć, ilu ludzi noszących imię Piotr odznacza się niewzruszonym usposobieniem. Nie ulega natomiast wątpliwości, że pierwszy Piotr nie miał takich cech charakteru. Wręcz przeciwnie, do Piotra pasuje raczej określenie „ruchome piaski” niźli „skała”, przynajmniej jeśli chodzi o czas, który spędził u boku Jezusa.

Brak zdecydowania to we wszystkich relacjach ewangelicznych zawartych w Nowym Testamencie stała cecha osobowości Piotra. Wiele z tych opowieści dowodzi, że Piotr był zapalczywy, zmienny, wciąż skłonny do wymówek, a na koniec także niewierny. Niezależnie od tego, czy wszystkie te opisy odpowiadają prawdzie historycznej, czy nie, częstotliwość ich pojawiania się pozwala podejrzewać, że Piotr miał osobowość jednocześnie gwałtowną i chwiejną.

W apogeum publicznej działalności Jezus, wedle wczesnych Ewangelii, zabrał Piotra, Jakuba i Jana na szczyt góry, gdzie na oczach uczniów przemienił się w promienistą istotę. Ukazali się wówczas także dwaj mężczyźni – nie kto inny, jak Mojżesz i Eliasz – którzy rozmawiali z Chrystusem. Piotr, nieco zakłopotany, nagle zaproponował rozbicie trzech namiotów, pragnął zostać na górze i uczestniczyć w dalszych wydarzeniach. Narrator najstarszej Ewangelii, Marek, trafnie stwierdzał, że Piotr wygłosił tę propozycję, ponieważ nie wiedział, co należy mówić (Mk 9, 6). Pozostali dwaj uczniowie zaufali instynktowi, który nakazywał im milczeć.

W Ewangelii Mateusza, już w innej sytuacji, Piotr ponownie ukazany został jako osoba odzywająca się w niewłaściwym momencie. Jezus wysłał uczniów łodzią przez Jezioro Galilejskie, a sam został na brzegu, aby się modlić. Kiedy skończył modlitwy, zapadły już ciemności, zbliżała się burza, a uczniowie z trudem wiosłowali pod wiatr. Wówczas Jezus poszedł do nich, stąpając po wodzie. Kiedy uczniowie zobaczyli mistrza pośrodku jeziora, zamarli z przerażenia, przekonani że widzą ducha. Jezus uspokoił ich, a Piotr, z charakterystycznym dla siebie brakiem rezerwy, zawołał: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”. (Mt 14, 28). Jezus spełnił jego życzenie, a Piotr wyskoczył z łodzi i zaczął iść po falach. Kiedy jednak dotarło do niego, co czyni („na widok silnego wiatru”), zawahał się i zaczął tonąć. Z odmętów i niedoli uratowała go pomocna dłoń Jezusa. W opisie tym możemy odnaleźć kwintesencję charakteru Piotra: jest jednocześnie zapalczywy i niezdecydowany, co wypomina mu Jezus: „Czemu zwątpiłeś, człowieku małej wiary?”.

Niestałość Piotra widać także w słynnym wyznaniu dotyczącym tożsamości Jezusa, zawartym w starszych Ewangeliach, zwłaszcza Marka. W pierwszej części tej Ewangelii Piotr i pozostali uczniowie, ku rozgoryczeniu Jezusa, wydają się nie mieć pojęcia, kim jest on naprawdę. Po serii cudów (opisywanych w kolejnych ośmiu rozdziałach księgi), widząc, że nadal nie dostrzegają charakteru jego misji i osoby, Jezus – w akcie desperacji – starał się im pokazać prawdę. Zapytał: „Jeszcze nie rozumiecie?” (Mk 8, 21). Pytał uczniów, za kogo uważają go ludzie. Apostołowie odpowiadali: „Niektórzy sądzą, że jesteś Janem Chrzcicielem, prorokiem Eliaszem albo którymś z innych proroków, który powstał z martwych”. Jezus zadał im więc kolejne pytanie: „A wy za kogo mnie uważacie?” (Mk 8, 29). Piotr, jako rzecznik grupy, dowiódł, że w końcu zaczął coś rozumieć, mówiąc: „Ty jesteś Mesjasz”. Ale, w najlepszym razie, jest to tylko część prawdy. Jak zobaczymy w kolejnym rozdziale, większość Żydów żyjących w I w. – łącznie z Piotrem – widziała przyszłego Mesjasza jako potężną postać, która pokona nieprzyjaciół Pana i ustanowi nowe królestwo Izraela19. A przecież Jezus nie był takim Mesjaszem. Zwłaszcza według Ewangelii Marka, która podkreśla, że jako Mesjasz Jezus miał swoją śmiercią odkupić grzechy innych, aby mogli stanąć przed obliczem Boga (zob. Mk 10, 45). Dla Marka Jezus był Mesjaszem cierpiącym, a nie pełnym potęgi i chwały.

Nie jest to jednak pogląd Piotra. Natychmiast po wyznaniu swojego ucznia Jezus poucza wszystkich towarzyszy, że „Syn Człowieczy [tj. Jezus] musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie” (Mk 8, 31). I to właśnie Piotr, który oświadczył przed chwilą, że Jezus jest Mesjaszem, wziął go na bok i zaczął strofować. Dlaczego? Bo Jezus najwyraźniej nie wie, co mówi. Jeśli jest Mesjaszem, z pewnością nie będzie cierpiał i nie umrze. Ale Jezus dokładnie wiedział, o czym mówi, i zdawał sobie sprawę z tego, że Piotr wszystko źle zrozumiał. Tak źle, że w istocie sprzeciwia się samemu Bogu. Tak więc dochodzi do słynnego kontr-strofowania, gdy Jezus oświadczył swojemu najważniejszemu uczniowi: „Zejdź mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, lecz o tym, co ludzkie” (Mk 8, 33). Piotr wydaje się niezmiennie kimś, kto chętnie mówi, co myśli, po czym zbiera cięgi za niewłaściwe rozumienie słów i faktów.

Przyjrzyjmy się fragmentowi z Ewangelii Jana, w którym Jezus podczas ostatniej wieczerzy, spożywanej z uczniami tuż przed aresztowaniem, wziął naczynie z wodą, opasał się prześcieradłem i zaczął pokornie myć uczniom stopy, pokazując im, jak powinni zachowywać się względem siebie – nie jak pan, lecz jak sługa (J 13, 1–11). Ale gdy nadchodzi kolej Piotra, ten powiedział: „Nie, nigdy mi nie będziesz nóg obmywał”. Jego intencje wydają się dobre, ale słowa zuchwałe. Jeśli Jezus jest panem, może robić, co zechce – a chce właśnie przyjąć rolę sługi. Jezus szybko przywołał Piotra do porządku: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną”. Piotr zmienił więc front radykalnie: „Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę!”. Dla Piotra istnieje albo wszystko, albo nic.

W Ewangeliach impulsywna niestałość Piotra osiąga apogeum w niesławnym akcie zaparcia się Jezusa. Uderzający jest fakt, że chwilę przedtem oświadczył przecież z zuchwałą szczerością, że nawet jeśli wszyscy inni w kluczowym momencie zawiodą, on sam pozostanie wierny aż do końca (Mk 14, 29), a także, że pragnie, by uwięziono go i zabito dla Jezusa (Łk 22, 33). Jezus oznajmił na to, że Piotr zaprze się go trzykrotnie. Piotr solennie oświadczył: „Panie, nawet gdybym miał z Tobą umrzeć, nigdy się nie zaprę”. W całych dziejach trudno o przykład słów bardziej fałszywych. Kiedy nadchodzi chwila próby, waleczność Piotra znika. Po aresztowaniu Jezusa Piotr trzykrotnie bezwstydnie wypiera się znajomości z Jezusem, bojąc się podejrzeń o związki z aresztowanym. Chociaż Jezus przewidział ten obrót sprawy, jednak to Piotr ponosi odpowiedzialność za swoje postępowanie i zszedł ze sceny – co zrozumiałe – przełykając łzy goryczy.

Dalsze losy Skały: Piotr we wczesnym Kościele

Jak zobaczymy dalej, istnieją dowody na to, że z biegiem lat charakter Piotra zmieniał się na lepsze. Zdarzały się jednak momenty, że już po śmierci Jezusa i założeniu Kościoła chrześcijańskiego Piotr postępował w sposób chwiejny i niesolidny. Jeśli przesuniemy wskazówki zegara o jakieś mniej więcej 20 lat, okaże się, że towarzysze Jezusa borykają się z zupełnie nową sytuacją. Dwunastu pierwszych uczniów – a także prawdopodobnie wszyscy ci, którzy poszli za Jezusem w czasach jego działalności misyjnej – było Żydami; przestrzegali oni żydowskich obyczajów, czcili żydowskiego Boga i widzieli w Jezusie żydowskiego rabina, który nadał właściwą interpretację prawu Mojżeszowemu. Również ci, którzy po śmierci Jezusa uwierzyli, że był on Synem Bożym, oddającym życie za odkupienie grzechów świata, byli Żydami, tj. ludźmi, którzy w życiu i śmierci Jezusa widzieli wypełnienie obietnic żydowskiego Boga zawartych w żydowskich świętych księgach.

Jezus został zabity w Jerozolimie i tu właśnie pierwsi chrześcijanie (tj. ludzie uznający go za Chrystusa, którego śmierć przyniosła powszechne zbawienie) rozpoczęli misję nawracania na nową religię. Społeczność wiernych rozrastała się, a wraz ze wzrostem liczebności pojawiła się potrzeba wyłonienia przywódców. Naturalnymi liderami byli ci, którzy znali Jezusa za jego życia, i którzy mogli zaświadczyć o jego zmartwychwstaniu. Z czasem w Kościele jerozolimskim pojawiło się trzech głównych przywódców: Piotr jako najważniejszy uczeń mistrza; Jan, także należący do wewnętrznego kręgu Dwunastu; oraz Jakub – brat Jezusa na tym świecie.

Wkrótce nowy ruch począł przyciągać do siebie nie-Żydów. Wyznawcy Jezusa głosili przecież, że jego śmierć przyniosła zbawienie wszystkim, którzy żyli dotychczas w oddaleniu od Boga. Dotyczyło to więc każdego człowieka na świecie, gdyż każdy bez wyjątku sprzeciwił się woli Bożej, zarówno Żyd, jak i poganin (tzn. nie-Żyd). Misjonarze chrześcijańscy zaczęli obwieszczać zbawienie, które Chrystus przyniósł także nie-Żydom. Próbowali odciągnąć ludzi od religii politeistycznej i nawrócić na wiarę w jedynego Boga Izraela oraz jego syna, Jezusa, który oddał życie, by pojednać ludzi z Bogiem.

Najbardziej znanym misjonarzem pogan nie był oczywiście Piotr, lecz apostoł Paweł, o którym więcej powiemy w dalszych rozdziałach. Paweł i inni misjonarze żydowscy często stawali wobec trudnego zestawu pytań, zadawanych im przez pogan (politeistów). Jeśli Jezus był synem Boga żydowskiego, który nauczał właściwego rozumienia i wypełniania prawa żydowskiego swoich żydowskich zwolenników, to czy ktoś, kto w niego uwierzy, musi stać się Żydem? Niektórzy misjonarze i przywódcy chrześcijańscy nalegali, by odpowiadać głośno i wyraźnie: Tak. Bóg dał swe obietnice Izraelowi, teraz zaś cały świat mógł cieszyć się ich wypełnieniem przez żydowskiego Mesjasza, Jezusa. Lecz aby pójść za żydowskim Mesjaszem, trzeba było być Żydem, to oczywiste. Oznaczało to także przyjęcie prawa żydowskiego, zawartego w Torze – żydowskiej świętej księdze, pozostawionej przez Mojżesza – i przestrzeganie go. Oznaczało to zgodę na obrzezanie w przypadku każdego mężczyzny, dochowanie koszerności pokarmów, święcenie Szabatu, udział w żydowskich uroczystościach, świętach itd.

Byli jednak i tacy przywódcy chrześcijańscy, którzy zajęli w tej debacie stanowisko zgoła odmienne, argumentując równie gorąco, że aby zostać wyznawcą Jezusa, poganie wcale nie muszą najpierw stać się Żydami. Godny uwagi jest fakt, że pogląd ów otwarcie głosił sam Paweł. Twierdził, że skoro samo dotrzymywanie żydowskiego prawa nie wystarczy, by podobać się Bogu, zmuszanie nie-Żydów do respektowania tego prawa byłoby pozbawione sensu. Wręcz przeciwnie – ci, którzy sądzą, że zachowując prawo, są lepsi w oczach Boga, zupełnie nie zrozumieli prawdy ewangelii o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, gdyż tylko poprzez jego śmierć człowiek może pojednać się z Bogiem. Samo przestrzeganie praw, obok wiary w Chrystusa, mogłoby sugerować, że jego śmierć to za mało dla zbawienia rodzaju ludzkiego. Twierdzenie takie było dla Pawła – misjonarza wśród pogan – bluźniercze.

Ale co to wszystko ma wspólnego z późnymi latami życia Piotra? Paweł w swoim liście do chrześcijańskich Galatów (środkowa Turcja) opisuje pewien incydent z udziałem Piotra, ukazujący jego niestałość w najistotniejszych kwestiach20. Według Pawła, w syryjskim mieście Antiochia żyła całkiem liczna wspólnota chrześcijańska, składająca się zarówno z Żydów, jak i byłych pogan wierzących w Chrystusa. Chrześcijanie o żydowskich korzeniach przestrzegali dawnych obyczajów, podczas gdy ekspoganie ignorowali wymogi prawa (z wyjątkiem oddawania czci jednemu Bogu Izraela i unikania niemoralnych kontaktów seksualnych). Nie jest jasne, czy owe dwie różne grupy wyznawców chrześcijaństwa z Antiochii korzystały z tego samego miejsca kultu, czy też organizowały sobie odrębne spotkania (w tym czasie chrześcijanie gromadzili się w większych domach zamożniejszych braci, a nie w kościołach). Paweł, mimo że sam był Żydem, utrzymywał więzi z obiema grupami – bo dlaczego właściwie nie miałby tego robić? Przecież zbawienie przyszło przez Chrystusa zarówno dla Żydów, jak i dla pogan.