Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2012

Narzeczona na weekend ebook

Maya Banks  

2 (1)

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Narzeczona na weekend - Maya Banks

Celia Tylor jest cenioną pracowniczką Maddox Communications. Pewnego dnia dowiaduje się, że Evan Reese, potentat rynku odzieżowego, szuka firmy, która przygotuje mu kampanię reklamową. Celia postanawia przekonać go, aby wybrał właśnie Maddox. Evan obiecuje, że obejrzy prezentację i wysłucha jej propozycji, jeśli Celia spędzi z nim weekend, udając jego narzeczoną. Tak bardzo jej zależy na zleceniu, że przyjmuje warunek Evana…

Opinie o ebooku Narzeczona na weekend - Maya Banks

Fragment ebooka Narzeczona na weekend - Maya Banks

Tytuł oryginału: Billionaire’s Contract Engagement

Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2010

Redaktor serii: Dominik Osuch

Opracowanie redakcyjne: Dominik Osuch

Korekta: Lilianna Mieszczańska

© 2010 by Harlequin Books

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2012

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone.

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25

Skład i łamanie: COMPTEXT®, Warszawa ISBN 978-83-238-8805-5

GR – 951

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Sępy krążyły.

Celia Taylor stała z boku z kieliszkiem wina w dłoni i przyglądała się sali balowej. Przyjęcie mające na celu zgromadzenie funduszy miało także sprawiać przyjemność, a nie służyć interesom, lecz biznes był na szczycie jej priorytetów.

Po drugiej stronie sali Evan Reese stał otoczony grupką ludzi. Sprawiał wrażenie, jakby był w swoim żywiole, a uprzejmy uśmiech czynił jego przystojną twarz jeszcze bardziej atrakcyjną. Wysoki, surowy, o sylwetce pasującej idealnie do sportowych ubrań, które projektowała i sprzedawała jego firma. Otaczała go aura siły i pewności siebie, a Celia nade wszystko ceniła u mężczyzn tę pierwszą cechę.

Biorąc pod uwagę długie, badawcze spojrzenia, które wymieniali przez kilka ostatnich tygodni, przeczuwała, gdzie ta znajomość może ich zaprowadzić. Nigdy jednak z nikim nie sypiała, by zapewnić sobie kontrakt.

Problem w tym, że kiedy taka wielka firma jak Reese Enterprises rezygnowała z agencji reklamowej, zaczynał się sezon łowiecki. To był świat walki na śmierć i życie.

– Celio, cieszę się, że tu dotarłaś. Rozmawiałaś już z Reese’em?

Odwróciła się do swojego szefa, Brocka Maddoxa, stojącego obok. Sprawiał wrażenie niezbyt szczęśliwego z obecności na przyjęciu. Uniosła brew.

– Garnitur… Cóż, Brock, wyglądasz w nim dość dekadencko. Jak dajesz radę opędzić się od dam?

– Daj spokój, Celio, przyszedłem z Elle.

Spojrzała na stojącą niedaleko jego piękną asystentkę.

– Wyglądasz cudownie – przekazała jej ruchem ust.

Elle uśmiechnęła się i skłoniła głową, rumieniąc się przy tym nieznacznie. Brock niecierpliwym gestem wskazał Reese’a.

– Dlaczego stoisz tutaj, skoro Evan Reese jest tam? – Brock rozejrzał się po sali. – Powinienem był wiedzieć, że ten stary łajdak się tu pokaże.

Celia podążyła za jego spojrzeniem i zobaczyła Athosa Koteasa trzymającego się w zasięgu słuchu Evana. Grek był właścicielem Golden Gate Promotions i w ciągu ostatnich miesięcy podkupił kilku ważnych klientów Maddoxa. Koteas zrobiłby wszystko dla wygranej.

– No cóż – mruknęła Celia. – Jego pracownicy gwałtownie urabiają Evana.

– Czy sama nie robisz tego z jakichś konkretnych powodów?

– Zaufaj mi, Brock. Dokładnie przyjrzałam się Evanowi Reese’owi. Wie, że jestem zainteresowana współpracą. W końcu do mnie przyjdzie, jestem tego pewna.

– Zakład o pięćdziesiąt milionów dolarów, Celio? Maddox to mała firma i taki kontrakt oznacza pracę dla nas wszystkich. Jeśli dalej będziemy tracić klientów, nie mogę tego zagwarantować.

– Wiem, że proszę o wiele – odparła cicho – ale nie mogę tam pójść i po prostu zacząć go uwodzić. On właśnie tego oczekuje. Kto jak kto, ale ty powinieneś wiedzieć, że ja tego nie zrobię. Spróbuję przekonać go swoimi sposobami.

Brock spojrzał na nią z szacunkiem. Wiedział, że lubiła dla niego pracować. Był twardy i wymagający. On też jako jedyny wiedział, co się stało w jej poprzedniej pracy w Nowym Jorku.

– Zawsze oczekiwałem od ciebie wyłącznie błyskotliwości, Celio – rzekł łagodnie. – Mam nadzieję, że nigdy nie miałaś innego wrażenia.

– Wiem i doceniam twoje zaufanie bardziej, niż sądzisz. Nie pozwolę na klęskę, ani twoją, ani firmy.

Gorąco pragnęła dać mu ten kontrakt. Wierzył w nią, kiedy wszyscy wokół wieszali na niej psy. Podniosła wzrok i zobaczyła Evana zmierzającego w ich stronę.

– Nie rozglądaj się, idzie do nas. Może zaproś Elle do tańca, cokolwiek, ale już idź sobie.

Brock zniknął w tłumie tak samo szybko jak się pojawił.

Celia upiła łyk wina z wystudiowaną nonszalancją, czując wręcz przez skórę, że Evan jest coraz bliżej.

– Celio – przywitał się cicho.

– Witaj, Evanie. Dobrze się bawisz? – uśmiechnęła się.

– Wiesz dobrze, że nie…

– Wiem?

Evan wziął kieliszek z tacy przechodzącego obok kelnera i skupił na niej uwagę. Omal się nie zachłysnęła. Czuła się, jakby rozbierał ją na oczach tłumu.

– Wytłumacz mi coś, Celio. Dlaczego nie ma cię wśród tych wszystkich piranii i nie przekonujesz mnie, że to właśnie twoja agencja wyniesie Reese Enterprises na szczyty?

– Bo już jesteś na samej górze?

– Kokietka.

Jej uśmiech zgasł. Miał rację, flirtowała, a to ostatnia rzecz, którą chciała robić.

– Wiem, że jestem dobra, że moje pomysły co do twojej kampanii są świetne. To arogancja? Może. Lecz potrzebuję tylko trochę czasu na zaprezentowanie ci, co Maddox Communications może dla ciebie zrobić.

– A co ty możesz zrobić dla mnie, Celio?

Oczy jej się rozszerzyły na tak jawną sugestię, on jednak ciągnął dalej, niwelując jej pierwsze wrażenie.

– Jeśli te pomysły są twoje i tak dobre, jak sugerujesz, nie zatrudnię Maddoxa i jego agencji, tylko ciebie.

Zauważył jej zakłopotanie.

– To nie osobista propozycja, Celio – przeciągnął delikatnie palcem po jej ramieniu. Zadrżała.

– Miałem na myśli tylko to, że jeśli namówisz mnie na kontrakt z Maddoxem, nie zostawisz mnie komuś innemu. Będę oczekiwał, że osobiście poprowadzisz całą kampanię.

– Zatem zamierzasz wybrać właśnie Maddox Communications? – spytała.

– Jeśli macie wystarczająco dobry projekt. Ludzie z Golden Gate już zaprezentowali mi kilka niezłych pomysłów. Wciąż się jednak zastanawiam.

– Tylko dlatego, że jeszcze nie widziałeś moich…

– Podoba mi się twoja pewność siebie – uśmiechnął się. – Nie lubię fałszywej skromności. Bardzo jestem ciekaw twoich propozycji, Celio Taylor. Mam przeczucie, że w swoją pracę włożyłaś pasję, którą widzę w twoich oczach teraz.

– Czyżbyśmy umawiali się właśnie na spotkanie? – spytała nonszalanckim tonem.

– Zatańcz ze mną, a porozmawiamy o spotkaniu.

Uśmiechnęła się, zakłopotana propozycją.

– Tańczyłem także z paniami z Golden Gate, Primrose, San Fran Media…

– Dobrze, już dobrze, rozumiem. Czy pracowników płci męskiej także sprawdzasz tak dokładnie?

Roześmiał się, odrzucając głowę do tyłu. Kilka osób spojrzało w ich kierunku. Celia z trudem powstrzymała się przed ucieczką. Nienawidziła być w centrum uwagi, co Evan najwyraźniej ignorował. Jak miło nie przejmować się, co ludzie o tobie myślą.

Nie widząc możliwości odmowy, pozwoliła Evanowi zaprowadzić się na parkiet.

Ku jej uldze obejmował ją delikatnie, tak że nikt nie mógłby dopatrzyć się w tym niczego niestosownego. Nie wyglądali jak kochankowie, choć widziała w jego oczach pożądanie.

Łatwiej by jej było, gdyby umiała ukryć przed nim myśli.

– Rozluźnij się, za dużo myślisz – Evan wymruczał jej do ucha. – Co powiesz na przyszły tydzień? Mam wolny piątek.

Otrząsnęła się, wracając do rzeczywistości, przez chwilę nie bardzo wiedziała, o czym on mówi. Też mi profesjonalistka, skarciła się w myślach.

– Pomyślałem, że moglibyśmy spotkać się nieformalnie i pokażesz mi swój projekt. Jeśli będę zainteresowany, oficjalną część załatwimy w agencji.

– Jasne. Piątek mi pasuje.

– W takim razie moja asystentka zadzwoni do ciebie…

Ujął jej dłoń i schylił do niej usta. Poczuła delikatny dreszcz podniecenia.

– Do piątku.

Patrzyła w milczeniu, jak odchodził. Tłum wchłonął go niemal natychmiast, odwrócił się jednak i popatrzył jej w oczy. Po chwili lekko się uśmiechnął.

O tak, dokładnie wiedział, jak na niego reagowała. Był bystry, pełen energii i miał reputację osoby bezwzględnej. Idealny klient.

Ruszyła w stronę wyjścia, załatwiła to, po co tu przyszła. Nie miała ochoty wysłuchiwać potencjalnych plotek o niej i Evanie. Po drodze minęła szefa z Elle.

– Piątek – powiedziała cicho. – Spotykam się z nim w piątek, nieformalnie. Chce najpierw poznać moje pomysły. Jeśli mu się spodobają, znajdzie dla nas czas.

Brock skinął głową z błyskiem satysfakcji w oczach.

– Dobra robota, Celio.

Evan Reese ściągnął krawat natychmiast po wejściu do hotelowego apartamentu. Idąc do sypialni, zostawiał za sobą fragmenty garderoby.

Laptop i teczka wzywały go z biurka, ale zbyt był zajęty myślami o Celii. Pięknej, uwodzicielskiej, nieprawdopodobnie powściągliwej. Wciąż pamiętał jej zapach i dotyk skóry, gdy odważył się musnąć jej ramię.

Pragnął jednak czegoś więcej. Chciał kochać się z nią całą noc. Przeczuwał, że seks z Celią byłby bogatym i zachwycającym doświadczeniem.

Zimny prysznic nie pomógłby na ten głód. Wiedział to dobrze – w ciągu ostatnich kilku tygodni wziął ich wiele.

Sygnał jego telefonu przerwał fantazje i ściągnął go na ziemię. Spojrzał na wyświetlacz.

Matka, skrzywił się. Nie był w nastroju do jakichkolwiek kontaktów z rodziną. Bardzo jednak kochał swoją matkę i nie mógł jej zignorować.

– Witaj, mamo.

– Evan! Bardzo się cieszę, że cię złapałam. Ostatnio taki jesteś zajęty…

– Interesy nie robią się same – przypomniał jej. Prychnęła z irytacją.

– Mówisz zupełnie jak twój ojciec. – Prawie widział, jak się skrzywiła. – A ja dzwonię, by się upewnić, że nie zapomniałeś o najbliższym weekendzie. Dla Mitchella twoja obecność jest bardzo ważna.

– Nie sądzisz chyba, że mógłbym pokazać się na ich ślubie – odparł Evan miękko. Jedyną rzeczą ważną dla Mitchella było pokazanie bratu swojego triumfu.

– Wiem, że to będzie dla ciebie trudne, ale czy nie powinieneś mu w końcu wybaczyć? Od razu widać, że z Bettiną idealnie do siebie pasują. Miło byłoby zobaczyć znów całą rodzinę w komplecie.

– Trudne? Mamo, to nieistotne. Szczerze mówiąc, jestem zadowolony, że są razem. Po prostu nie mam ani czasu, ani ochoty na wizytę.

– Zrób to dla mnie – powiedziała błagalnie.

– Proszę. Chciałabym choć raz jeszcze zobaczyć obu moich synów w jednym pomieszczeniu.

Evan zgarbił się i ścisnął palcami nasadę nosa. Gdyby to ojciec zadzwonił, odmówiłby bez wahania.

– Dobrze, mamo, przyjadę, ale nie będę sam. Mam nadzieję, że to ci nie przeszkadza?

– Evan, nie mówiłeś mi, że się z kimś spotykasz! Przywieź ją, oczywiście! Nie mogę się doczekać, by ją poznać.

– Mogłabyś jeszcze raz przesłać zaproszenie?

– Skąd ja wiedziałam, że go nie zachowałeś?

– Muszę już kończyć. Zaproszenie prześlij, proszę, Vickie. Zobaczymy się w piątek. Kocham cię.

Rozłączył się niezadowolony. Nie mógł doczekać się spotkania z Celią. Planował wszystko bardzo starannie, żeby nie wydać się zbyt niecierpliwym. Flirtował, wymieniał z nią długie, znaczące spojrzenia i spędzał mnóstwo czasu pod zimnym prysznicem. A teraz będzie musiał wszystko odwołać, bo matka umyśliła sobie, że powinien pojawić się na ślubie jego brata z kobietą, którą on miał poślubić.

Musiał znaleźć towarzyszkę, by przekonać jego matkę, że już od dawna nie czuje nic do Bettiny. Przeszło mu, kiedy rzuciła go dla Mitchella.

Wolała blichtr i lśniącą fasadę świata biżuterii od sportowego, pełnego potu wizerunku jego firmy. Bardzo dobrze, że była tak głupia, bo w przeciwnym razie przekonałaby się, że zyski firmy Evana znacznie przewyższały dochody firmy jubilerskiej ojca.

Matka nigdy w to nie uwierzy, ale był wdzięczny bratu za jego egoizm i głupotę. Mitchell chciał Bettiny, bo miał ją Evan. Dzięki temu uratował go przed popełnieniem błędu.

Wciąż poirytowany zaczął przeglądać listę kontaktów w telefonie. Zawęził obszar poszukiwań do trzech kobiet, kiedy nagle wpadło mu do głowy idealne rozwiązanie.

Zabierze ze sobą Celię. Oczywiście w ramach interesów, ale jeśli okoliczności okażą się romantyczne… Może to wesele nie będzie tak paskudne, jak się spodziewał.

ROZDZIAŁ DRUGI

Celia poczuła ulgę, zobaczywszy mercedesa Noaha zaparkowanego obok pikapa ojca. Zatrzymała swój bmw po drugiej stronie półciężarówki, gdy wysiadała, obok niej zaparkował Dalton. Ku jej zaskoczeniu z siedzenia pasażera podniósł się Adam.

– Adam! – krzyknęła i rzuciła się na niego.

Zdążył się uśmiechnąć, zanim z impetem wpadła mu w ramiona, a on, jak wtedy, gdy miała pięć lat, chwycił ją i okręcił się z nią dookoła.

– Dlaczego ja nigdy nie spotykam się z takim powitaniem? – burknął Dalton, wysiadając z samochodu.

– Tak się cieszę, że cię widzę – wyszeptała.

– Ja też, Cece. Tęskniłem za tobą. Długo nie wracałaś do domu. – Powoli dosięgła stopami ziemi i odwróciła wzrok. – Hej, nic z tych rzeczy. To już przeszłość. W przeciwnym razie twoi bracia wskoczyliby w najbliższy samolot do Nowego Jorku i przetrzepali skórę twojemu byłemu szefowi.

– Halo, ja też tu jestem! – Dalton zamachał ręką pomiędzy nimi.

Jej bracia byli hałaśliwi i nadopiekuńczy, ale przede wszystkim całkowicie lojalni, i za to ich uwielbiała.

W końcu odwróciła się do Daltona.

– Ciebie widziałam w zeszły weekend, Adama ostatni raz całe wieki temu.

– Wybacz, o tej porze roku bywam bardzo zajęty.

Jej najstarszy brat był właścicielem mającej powodzenie firmy ogrodniczej i wiosna zawsze stanowiła dla niego pracowity okres.

Dalton objął Celię i pocałował mocno w policzek.

– Widzę, że,,Pan Baseball” przyjechał. Widać udało mu się znaleźć chwilę przed początkiem rozgrywek.

– Idziecie na mecz otwarcia sezonu? – spytała.

– W życiu bym go nie opuścił – odparł Adam.

– W takim razie mam prośbę. Przyjdę z klientem i wolałabym zachować swoje pokrewieństwo z Noahem w tajemnicy.

Czuła, że byli zdziwieni, ale o nic nie pytali.

– Okej, nie ma sprawy – potwierdził w końcu Adam.

– Zamierzacie stać tu cały dzień czy wejdziecie coś zjeść? – z frontowej werandy zagrzmiał głos ojca. Stał oparty o framugę, całą postawą wyrażając zniecierpliwienie.

– Lepiej wejdźmy, zanim zacznie rzucać groźby.

Kiedy weszli na werandę, uściskała ojca.

– Gdzie Noah? – spytała.

– Tam gdzie zawsze. Ogląda baseball.

Weszła do domu, w którym się wychowała.

W salonie zobaczyła Noaha, rozpartego w fotelu z pilotem w dłoni.

– Hej – zawołała.

Podniósł oczy i spojrzał ciepłym wzrokiem. Uściskała go, potem ostentacyjnie obmacała po żebrach.

– Nikniesz w oczach! Masz siłę na grę?!

– Dobrze wiesz, że jem bez przerwy. Podejrzewam, że moje tasiemce same mają tasiemce.

– Zostaniesz dłużej czy bardzo się spieszysz?

– Dzisiaj już jestem wolny. A dlaczego pytasz?

– Chciałabym z tobą porozmawiać. Muszę prosić cię o przysługę i wolałabym nie wspominać o tym przy wszystkich.

– Wszystko w porządku, Cece? Masz jakieś kłopoty? Komu zrobić krzywdę? – zażartował we właściwy sobie sposób.

– Jesteś zbyt cenny, żeby trafić za kratki. I tak pewnie Dalton by to zrobił przed tobą.

– Ładny chłopak, byłby popularny w więzieniu.

– Jesteś obrzydliwy. A poza tym nie, nic złego się nie dzieje. Po prostu chcę omówić coś korzystnego dla nas obojga.

– No dobrze, skoro taka jesteś tajemnicza, poczekam. Możemy pojechać do ciebie? Chwilowo nie mam gosposi, więc moje mieszkanie nie wygląda zbyt dobrze… Ale, proszę, powiedz, że masz coś do jedzenia.

– Oczywiście, nie ma problemu. Czy to jednak taki kłopot znaleźć nową pomoc domową?

– Jestem na tak zwanej czarnej liście – wymamrotał. – Nikt nie chce się zgodzić po mnie sprzątać.

– Żal mi kobiety, która za ciebie wyjdzie…

– Nie musisz się martwić, bo to nigdy nie nastąpi.

– Nie wiem, skąd ta pewność – odparła z przekąsem.

Oboje podnieśli wzrok, gdy pozostali weszli do pokoju.

– Posiłek będzie na stole za piętnaście minut – oznajmił ojciec.

Ślinka pociekła jej do ust. Nie miała pojęcia, co ojciec przyrządził, ale nie miało to znaczenia. Był kulinarnym geniuszem.

Lancz upłynął w gwarnej atmosferze. Bracia bezustannie się sprzeczali i podkpiwali z siebie nawzajem, a ojciec zachłannie się temu przyglądał. Tęskniła za tym wszystkim przez lata spędzone w Nowym Jorku.

Po sprzątnięciu ze stołu zaczęła się kłótnia o wybór kanału telewizyjnego. Noah nie miał pojęcia, że istnieje cokolwiek oprócz programów kulinarnych, Dalton lubił wszystko o wartkiej akcji, a Adam preferował kanały przyrodnicze.

Celia rozkoszowała się tym widokiem. Kiedyś, co prawda, uciekła przed nadopiekuńczością rodziny. Nie zachęcali jej do nauki w college’u – dostała się tam dzięki własnej determinacji. Nie chcieli też, by robiła karierę w branży tak wymagającej jak marketing.

Zignorowała ich protesty. Skończyła studia, a po obronie przyjęła pracę w Nowym Jorku. Po kilku latach objęła stanowisko w dużej firmie. Pięła się w górę, gdy nagle wszystko zawaliło się jak most w trakcie trzęsienia ziemi.

Adam wstał.

– Już idziesz? – spytała.

– Tak, muszę dopilnować roboty, ale zobaczymy się na otwarciu sezonu.

– Oczywiście. – Odwróciła się do Daltona. – Podejrzewam, że ty też wychodzisz, skoro go przywiozłeś.

– Tak, mam randkę i muszę się przygotować.

– Odprowadzę was, chłopcy. Mam jeszcze trochę pracy nad prezentacją.

Ojciec skrzywił się. Spięta, oczekiwała szorstkiego wykładu dowodzącego, że stanowczo się przemęcza. Ciekawe, że nikt nie czepiał się Adama, który harował najciężej z nich, pomyślała.

Ojciec jednak milczał. Przyjrzała mu się ze zdziwieniem, ale tylko surowo upomniał ją, żeby porządnie odpoczęła.

Wyszli wszyscy razem. Ojciec na pożegnanie przypomniał o lanczu w sobotę. Celia pomachała Adamowi i Daltonowi. Noah żegnał się z ojcem, gdy odjeżdżała.

Celia ledwie zdążyła pobieżnie przejrzeć zapasy, klnąc, że zbyt dawno była ostatni raz w sklepie, kiedy rozległ się dzwonek.

Podeszła do domofonu i nacisnęła przycisk odbioru.

– To ty, Noah?

– Ano, wpuścisz mnie?

Kilka sekund później wszedł. Uśmiechnęła się na powitanie.

– Znam ten uśmiech – odezwał się podejrzliwie.

– Oznacza, że zwabiłaś mnie tu na fałszywą przynętę. Nie masz nic do jedzenia, prawda?

– Och, ale właśnie zamówiłam pizzę.

– Wybaczam ci, ale odmawiam poważniejszej rozmowy, zanim jej nie dostarczą.

– Gdybym nie potrzebowała przysługi, zapłaciłbyś za nią – odpowiedziała żartobliwie.

– A co to za przysługa?

– O, nie. Nie poproszę cię o nic, zanim się nie najesz.