Narodziny pigułki - Jonathan Eig - ebook
Opis

Gdy się spotkali po raz pierwszy w latach 50., Ameryka wchodziła w złotą erę. Na przedmieściach wyrastały dzielnice identycznych domów. Zadbane jak z żurnala żony witały swoich wracających z pracy mężów schłodzonym dry martini. Kingsley opublikował swój szokujący raport, z którego jasno wynikało, że społeczeństwo nie jest tak purytańskie, jak się wszystkim wydawało.

Ona – Margaret Sanger, legendarna założycielka ruchu na rzecz kontroli urodzeń, a przede wszystkim jedna z najgłośniejszych orędowniczek przyjemności seksualnej. On – Gregory Pincus, naukowiec outsider, wydalony z Harvardu wizjoner zajmujący się badaniem rozmnażania ssaków. W ciągu kolejnej dekady dołączyli do nich także Katharine McCormick, arystokratka nonkonformistka, liderka ruchu walczącego o prawa kobiet i właścicielka odziedziczonej po mężu fortuny, a także charyzmatyczny lekarz ginekolog John Rock, który szyk hollywoodzkiego aktora filmowego łączył z wieloletnim doświadczeniem w pracy z kobietami, a głęboki katolicyzm z przekonaniem, że „wiara jest marną uczoną”.

Ta czwórka w ciągu dekady doprowadziła do jednego z najradykalniejszych przełomów społecznych – wynalazła pigułkę antykoncepcyjną i pozwoliła milionom kobiet na porzucenie roli opiekunki domowego ogniska, a przede wszystkim dała im możliwość ochrony zdrowia i samodzielnego podejmowania decyzji o życiu seksualnym. Dokonali tego pomimo oporu wpływowych instytucji, bez rządowych pieniędzy i bez szczególnego wsparcia ze strony koncernów farmaceutycznych.

Narodziny pigułki” to błyskotliwa opowieść o buntownikach, którzy dowiedli, że dzięki niekonwencjonalnemu myśleniu i głębokiej wierze w swoje racje można zmienić najbardziej podstawowe założenia społeczne. To także opowieść o Ameryce, która porzuciła gorset i z entuzjazmem weszła w wyzwolone lata wolnej miłości.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 415

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Jonathan Eig

Narodziny pigułki

Przełożył Jan Dzierzgowski

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w  internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i  koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Tytuł oryginału angielskiego The Birth of the Pill. How Four Crusaders

Reinvented Sex and Launched a Revolution

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny Robert Oleś / d2d.pl

Copyright © 2014 by Jonathan Eig

All rights reserved

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarne, 2019

Copyright © for the Polish translation by Jan Dzierzgowski, 2019

Redakcja Marta Höffner

Konsultacja merytoryczna dr Agata Ignaciuk

Korekta d2d.pl

Redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Skład Ewa Ostafin / d2d.pl

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8049-859-4

Dla Jennifer

Stosunek płciowy zrodził się jako idea

W roku tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym trzecim

(Dla mnie trochę za późno przyszła ta nadzieja) –

Między zdjęciem zakazu z Chatterley (takiej powieści)

A nagraniem przez Beatles pierwszego longplaya.

Philip Larkin, Annus Mirabilis, przeł. Stanisław Barańczak

1

Zimowa noc

Manhattan, zima 1950 roku[1]

Była starą kobietą, która uwielbiała seks i od czterdziestu lat próbowała go ulepszyć. Choć jej rude włosy posiwiały, a serce szwankowało, nie składała broni. Powtarzała, że wciąż kieruje się tym samym, prostym i potężnym pragnieniem: chce opracować naukową metodę antykoncepcji, znaleźć magiczny środek, który pozwoli kobietom uprawiać seks tak często, jak tylko zapragną, bez ryzyka ciąży. Uważała to za wykonalne, lecz na przestrzeni lat w kółko słyszała od kolejnych uczonych, że absolutnie nic nie da się zrobić. Czas uciekał. Człowiek, z którym miała się spotkać w mieszkaniu przy Park Avenue, był zapewne jej ostatnią nadzieją.

Nazywała się Margaret Sanger i należała do najsłynniejszych bojowniczek XX stulecia. Tamtego dnia umówiła się na rozmowę z Gregorym Goodwinem Pincusem, naukowcem o IQ geniusza i cokolwiek wątpliwej reputacji.

Miał czterdzieści siedem lat, metr osiemdziesiąt wzrostu, szczeciniasty wąsik i siwiejące włosy, które sterczały na wszystkie strony. Wyglądał jak dziecko Alberta Einsteina i Groucho Marxa. Zawsze przyciągał uwagę; wpadał do sali, obracając papierosa Viceroy w pożółkłych palcach, i natychmiast zaczynali tłoczyć się wokół niego zaciekawieni ludzie. Nie był sławny, nie zdobył w życiu żadnych nagród, nie dokonał doniosłych odkryć. Przez długi czas uchodził w społeczności naukowej za pariasa. Na Harvardzie został uznany za osobę o zbyt radykalnych poglądach, wielokrotnie upokarzano go na łamach prasy, aż wreszcie nie zostało mu nic innego, jak tylko prowadzić swe bardzo różnorodne i często kontrowersyjne eksperymenty w garażu przekształconym w laboratorium. Mimo to biła od niego pewność siebie, jakby sądził, że pewnego dnia świat przekona się o jego geniuszu.

Pincus był biologiem, być może najwybitniejszym na świecie specjalistą w dziedzinie rozmnażania się ssaków. W latach trzydziestych, kiedy zaczynał karierę zawodową, próbował sztucznie zapładniać króliki za pomocą szalek Petriego (wykorzystał w zasadzie tę samą technologię, która kilka dekad później została zastosowana do procedury in vitro u ludzi). Był wówczas młody i przystojny, jego wyobraźnia nie miała granic. Chętnie pozował do zdjęć prasowych, przepowiadał dziennikarzom, że nowa era reprodukcji człowieka majaczy już na horyzoncie: wkrótce mężczyźni i kobiety będą iść za przewodem nauki, wykorzystując nowoczesne metody kontroli urodzeń.

Amerykanie nie byli gotowi na taką wizję. W gazetach porównywano Pincusa do Wiktora Frankensteina, naukowca ze słynnej powieści Mary Shelley, który próbował stworzyć nowego człowieka, a zamiast tego przypadkiem powołał do życia monstrum. Harvard odmówił Pincusowi stałego etatu, żadna inna uczelnia nie chciała go zatrudnić. Uznano, że jest zbyt niebezpieczny.

Człowiek pokorny doszedłby do wniosku, że pora szukać nowego zajęcia. Ktoś o słabszej psychice uległby wściekłości lub rozpaczy. Ale nie Goody, jak nazywali go przyjaciele i krewni. Zawdzięczał ów przydomek wyjątkowo sympatycznemu usposobieniu, o ile jednak w sytuacjach towarzyskich był serdeczny i urzekający, o tyle w sferze zawodowej prezentował inne oblicze. Jeden ze współpracowników określił go mianem „Żyda o twardych pięściach”1. Kiedy padał na deski, zawsze się podnosił i znów stawał do walki. Po rozstaniu z Harvardem zamieszkał w fabrycznym mieście Worcester w Massachusetts, bo kolega z uczelni zaproponował mu niskopłatny etat badawczy na Uniwersytecie Clarka. Trafił do laboratorium w suterenie, gdzie pył z pobliskiej hałdy węgla nieustannie zanieczyszczał próbki. Prosił, by przydzielono mu lepszą pracownię, ale uniwersytet odmówił2.

I tym razem się nie poddał. Razem z jednym ze współpracowników, Hudsonem Hoaglandem, zrobił rzecz bez precedensu, mianowicie stworzył własny ośrodek naukowy. Chodzili od drzwi do drzwi po całym Worcester, rozdawali ulotki i prosili najróżniejsze osoby – gospodynie domowe, hydraulików albo właścicieli sklepów z narzędziami – o datki. Każda kwota się liczyła. W ten sposób powstała Fundacja Biologii Eksperymentalnej w Worcester (Worcester Foundation for Experimental Biology). Za zebrane pieniądze kupili stary dom w pobliskim Shrewsbury. Pincus urządził tam sobie gabinet i laboratorium w garażu. Z początku musiał na wszystkim oszczędzać, więc sam czyścił klatki dla zwierząt, a w pewnym szczególnie trudnym okresie nawet przeprowadził się z żoną i dziećmi do stanowego szpitala psychiatrycznego, w którym prowadził badania z udziałem schizofreników.

Pincus słyszał o Margaret Sanger – słyszały o niej całe Stany Zjednoczone. To ona rozpropagowała termin „kontrola urodzeń” i niemal w pojedynkę stworzyła ruch na rzecz praw reprodukcyjnych. Przekonywała, że dopóki kobiety będą seksualnie podporządkowane mężczyznom, dopóty nie zapanuje pełna równość płci. W 1916 roku założyła na Brooklynie pierwszą w kraju klinikę kontroli urodzeń, później pomogła uruchomić dziesiątki tego rodzaju placówek na całym świecie, lecz mimo wielu dekad ciężkiej pracy środki antykoncepcyjne udostępniane w tych klinikach – głównie prezerwatywy i kapturki naszyjkowe – były nie dość skuteczne, mało praktyczne lub trudne do zdobycia. Sanger czuła, że próbuje uczyć głodujących ludzi o zdrowym odżywianiu, choć nie może im zaoferować nic do jedzenia. Spotkała się z Pincusem, bo potrzebowała taniej, łatwej w użyciu i niezawodnej metody antykoncepcji, najlepiej w formie pigułki. Mówiła, że zależy jej na rozwiązaniu farmakologicznym, żeby kobieta mogła po prostu połknąć tabletkę rano podczas śniadania albo mycia zębów, nie musząc prosić o zgodę mężczyzny, z którym sypia. Dzięki temu seks stałby się bardziej spontaniczny, nie wymagałby uprzednich przygotowań ani kłopotliwej gmeraniny kosztem przyjemności. Przy czym wymarzony środek antykoncepcyjny nie powinien wpływać na płodność kobiety, bo ta mogła przecież chcieć dzieci, tyle że w późniejszym okresie życia. Musiał też sprawdzać się wszędzie, od slumsów Nowego Jorku po dżungle Azji Południowo-Wschodniej, zapewniając stuprocentową skuteczność.

Czy da się opracować coś takiego?

Wszyscy uczeni, z którymi dotąd rozmawiała, udzielili przeczącej odpowiedzi, mnożąc powody. Jedni uznali cały projekt za nieprzyzwoitość i plamę na reputacji, inni twierdzili, że brakuje odpowiednich technologii, a nawet gdyby istniały, to możliwość stosowania antykoncepcji była ograniczona prawnie w trzydziestu stanach oraz na poziomie federalnym. Po co zadawać sobie trudu z wymyślaniem pigułki, której żadna firma nie ośmieli się wprowadzić do produkcji, a żaden lekarz nie przepisze?

Sanger liczyła jednak, że Gregory Pincus okaże się człowiekiem ulepionym z innej gliny, że będzie na tyle odważny lub zdesperowany, by spróbować.

Była połowa stulecia. Naukowcy podejmowali sprawy życia i śmierci, niegdyś leżące przede wszystkim w gestii artystów i filozofów. Ludzie w białych kitlach – głównie mężczyźni – zyskali status bohaterów, dawców życia, wojowników dzielnie walczących z chorobami. Malaria, gruźlica i syfilis przegrywały bój ze współczesną medycyną. Rządy i korporacje przeznaczały gigantyczne kwoty pieniędzy na badania, sponsorując wszystko – od szkolnych klubów naukowych po eksperymenty z zimną fuzją. Zdrowie stało się kwestią społeczną i polityczną. II wojna światowa spowodowała wprawdzie spustoszenia, ale i powszechne zmiany, a jej koniec przyniósł obietnicę wolności i lepszego życia. Uczeni mieli tę obietnicę wypełnić.

Amerykanie przeprowadzali się do pudełkowatych domów na przedmieściach, poznawali nowe przyjemności w rodzaju wypielęgnowanych trawników, wytrawnego martini lub serialu KochamLucy. Życie na początku lat pięćdziesiątych zdawało się stateczne i podporządkowane sztywnym regułom. Siostry Andrews śpiewały I Wanna Be Loved, a John Wayne w PiaskachIwoJimy dumnie prezentował militarną potęgę kraju i przywiązanie do demokratycznych ideałów.

Dla Amerykanów nastała złota era. Powracający z wojska młodzi ludzie szukali przygód i nowych okazji, by poczuć się bohaterami, zarazem przystosowując się do nudy życia domowego, małżeńskiego i zawodowego. Podczas wojny obowiązywały inne zasady moralne, a seks był mniej zobowiązujący: kobiety spotykane za granicą chętnie sprzedawały żołnierzom ciało w zamian za papierosy i gotówkę. Narzeczone, które czekały w ojczyźnie, wysyłały namiętne listy, obiecując swym mężczyznom rozmaite rozkosze po powrocie do domu. Zresztą Amerykanki także zaczęły eksperymentować z powszechnymi normami. Wojna sprawiła, że weszły na rynek pracy, zaczęły zarabiać pieniądze i nie musiały już mieszkać z rodzicami. Wiele z nich spotykało się i uprawiało seks z mężczyznami, których wcale nie zamierzały poślubiać. Próbowały przelotnych związków, intymność nabrała dla nich nowego znaczenia. W 1948 roku Alfred Charles Kinsey, profesor z Indiany, opublikował raport Sexual Behavior in the Human Male [Zachowanie seksualne mężczyzny]; pięć lat później ukazała się druga praca – Sexual Behavior in the Human Female [Zachowanie seksualne kobiety]. Z obu wynikało, że ludzie zachowują się znacznie swobodniej, niż dotąd sądzono. Osiemdziesiąt pięć procent respondentów i respondentek przyznało się do seksu przedmałżeńskiego, pięćdziesiąt procent do zdrad i romansów, do masturbacji – niemal wszyscy. Co prawda niektóre wnioski Kinseya okazały się później nie w pełni uprawnione, lecz tak czy inaczej jego publikacje były niezwykle doniosłe. W 1949 roku Hugh Hefner, student socjologii na Uniwersytecie Northwestern, przeczytał raport i zainspirowany napisał pracę semestralną, w której opowiadał się za walką z tłumieniem popędów seksualnych w Ameryce. „Spróbujmy poszukać wyjścia z tego mrocznego labiryntu, pełnego tabu i złych emocji, spróbujmy wydostać się na otwarty teren, gdzie świeci światło rozumu” – wzywał i szykował się już, by dołożyć własną cegiełkę3.

Margaret Sanger odwiedziła Gregory’ego Pincusa w zimową noc na Manhattanie, aby snuć plany rewolucji – bez bomb, bez broni, za to z seksem, najlepiej z mnóstwem seksu. Pozamałżeńskiego, nieprowadzącego do spłodzenia dziecka, odmienionego, przeprojektowanego, bezpiecznego, pozbawionego granic, służącego kobiecej przyjemności.

Seks miałby sprawiać kobiecie rozkosz? Dla wielu osób w 1950 roku było to nie do pomyślenia, jak lot człowieka na Księżyc albo organizowanie meczów baseballowych na sztucznej trawie. Poza tym prowadziło do rozmaitych zagrożeń. Co z instytucją małżeństwa i rodziny? Co z miłością? Gdyby kobiety zyskały kontrolę nad swoimi ciałami, gdyby mogły decydować, czy chcą zajść w ciążę, czy nie, jaki byłby następny krok? Dwa tysiące lat chrześcijaństwa i trzy stulecia amerykańskiego purytanizmu zostałyby unicestwione wskutek wybuchu niekontrolowanego pożądania. Przysięgi małżeńskie straciłyby moc, przestałyby obowiązywać dotychczasowe role genderowe i związane z nimi zachowania.

Nauka mogłaby uczynić to, czego nie zdołano osiągnąć za pomocą prawa: dałaby kobietom szansę zrównania się z mężczyznami. Sanger dążyła do tego przez całe życie.

Siedziała więc w eleganckim mieszkaniu przy Park Avenue, gdzie długie nitki papierosowego dymu unosiły się ku sufitowi, i bacznie obserwując Pincusa, opowiadała o swoim marzeniu. Miała siedemdziesiąt jeden lat. Potrzebowała sukcesu – podobnie jak jej rozmówca.

– Myśli pan, że da się to zrobić? – spytała4.

– Tak mi się wydaje – odrzekł Pincus.

Dodał, że potrzeba starannych badań, ale zasadniczo nowa metoda antykoncepcji jest w zasięgu możliwości. Sanger od dawna czekała na te słowa.

– Cóż – powiedziała – wobec tego proszę natychmiast brać się do pracy5.

Następnego dnia Pincus odpalił swego chevroleta i ruszył w drogę do Massachusetts, a prośby Sanger pobrzmiewały w jego hiperaktywnym mózgu6. Kierowcą został niedawno, kiedy kolega po fachu, który wyprowadził się za granicę, zostawił mu samochód. Pincus szybko rozsmakował się w prędkości i mocy. Prowadzenie auta wkrótce stało się dlań sportem, jak wiele rzeczy. Pasażerowie kurczowo trzymali się siedzeń i pytali, skąd ten pośpiech, tymczasem Pincus zupełnie ignorował ich obawy. „Zawsze tak jeżdżę” – odpowiadał7.

Trzystukilometrowa podróż była pełna przestojów – nie powstały jeszcze międzystanowe drogi szybkiego ruchu, istniały tylko wąskie, jednopasmowe szosy z ograniczeniami prędkości w pobliżu szkół i na przejazdach kolejowych. Pincus przemierzał zimne, szare miasta i ośnieżone farmy. Miał dużo czasu, by rozmyślać o spotkaniu z Sanger.

Ludzie od zawsze płodzili potomstwo i od zawsze próbowali tego unikać. Starożytni Egipcjanie robili zatyczki pochwowe z odchodów krokodyli. Arystoteles wskazywał olejek cedrowy i kadzidło jako środki plemnikobójcze. Casanova opowiadał się za używaniem połówki cytryny, spełniającej funkcję kapturka naszyjkowego. Na początku lat pięćdziesiątych XX wieku największą popularnością cieszył się kondom, prosty wynalazek, którego historia sięgała połowy XVI stulecia, kiedy włoski lekarz Gabriele Falloppio opracował „lniane płótno, wykrojem dopasowane do żołędzi”, mające zapobiegać rozprzestrzenianiu się syfilisu8. Od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Prezerwatywy stały się tanie i powszechnie dostępne dzięki wynalezieniu wulkanizacji kauczuku przez firmę Goodyear w latach czterdziestych XIX wieku, pojawił się też kapturek naszyjkowy, poprzednik diafragmy, z reguły trudny w dopasowaniu. Na tym innowacje się kończyły. Pincusa interesowało inne podejście. Uważał, że wynalezienie pigułki antykoncepcyjnej – i w ogóle wynalezienie czegokolwiek – nie jest rzeczą skomplikowaną. Całość przypominała jazdę samochodem. Krok pierwszy: wybierz cel. Krok drugi: wyznacz trasę. Krok trzeci: pokonaj ją tak szybko, jak się da.

Skierował się nie do domu, lecz do swego biura w siedzibie Fundacji Biologii Eksperymentalnej w Worcester, chciał bowiem porozmawiać z jednym ze współpracowników M. C. Changiem. Fundacja nie mieściła się już w przerobionym garażu, ale w ceglanej, obrośniętej bluszczem willi w dzielnicy mieszkalnej pobliskiego Shrewsbury. Gazeta „Worcester Telegram” tak opisywała to miejsce: „Przyjezdni nazywają czasem ten piętrowy budynek »domem dla starszych pań«, bo faktycznie tak właśnie wygląda z perspektywy biegnącej obok Boston Post Road”9.

Pincus i Hoagland zamienili „dom dla starszych pań” w świątynię nauki. Werandę zastąpiła biblioteka, w sypialniach urządzono laboratoria. Jedna z nich na powrót stała się pokojem gościnnym, gdy przyjechał Chang, Chińczyk pracujący wcześniej w Wielkiej Brytanii. Kiepsko władał angielskim, ale Pincus dostrzegł w nim potencjał i zaproponował mu pracę, aczkolwiek oferował tylko marne dwa tysiące dolarów rocznie (w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze wychodziłoby około dwudziestu sześciu tysięcy)10. Chang słyszał o Pincusie. Myślał, że jedzie do jednego z najbardziej prestiżowych instytutów badawczych w Ameryce, że dostanie darmowe mieszkanie na kampusie albo w okolicy, tymczasem zakwaterowano go w YMCA, a do pracy jeździł autobusem razem z Pincusem11. Potem przeprowadził się do fundacji, sypiał na niewielkim łóżku w dawnej sali laboratoryjnej, a skromne posiłki odgrzewał sobie za pomocą palnika Bunsena12. Wyznawał konfucjanizm, więc żadna z tych rzeczy mu nie przeszkadzała. Po latach wspominał z dumą, że w 1947 roku przechowywał w swojej kuchennej lodówce zapłodnione komórki jajowe królicy, stanowiące element ważnego eksperymentu13.

Pincus opowiedział Changowi o rozmowie z Margaret Sanger na temat nowej metody antykoncepcji. Wyjaśnił, że musi to być pigułka, a nie zastrzyk, galaretka, płyn czy pianka, a zwłaszcza nie żaden mechaniczny środek umieszczany w pochwie. Z każdym słowem wpadał w coraz większe podniecenie: machał rękami, oczy pod krzaczastymi brwiami lśniły mocnym blaskiem. W takich chwilach współpracownicy szczególnie wytężali uwagę.

Goody Pincus nie był typem spokojnego geniusza, przekonanego, że odkrycia powinny mówić same za siebie. Był człowiekiem szczupłym, silnym i umięśnionym. Nosił tanie, czasem kiepsko dobrane garnitury, ale emanował arystokratyczną swobodą. Do jego największych atutów należały stentorowy głos i pewność siebie. W odróżnieniu od wielu innych naukowców zdawał sobie sprawę, że badania to nie wszystko – trzeba je także odpowiednio sprzedać. Nawet najlepszy pomysł mógł spalić na panewce bez prężnej promocji w środowisku akademickim, wśród sponsorów i wreszcie wśród opinii publicznej. Owszem, właśnie z powodu „sprzedawania” stracił zatrudnienie na Harvardzie, ale nie zmienił podejścia. Od początku wiedział, że nie wystarczy opracować pigułkę antykoncepcyjną – należy też przekonać do niej cały świat. Naukowiec musi być gotowy na obydwa te wyzwania, w przeciwnym razie w ogóle nie powinien zabierać się do działania.

Pincus i Chang omawiali artykuł naukowy opublikowany w 1937 roku The Effect of Progesterin and Progesterone on Ovulation in the Rabbit [Wpływ progestagenów i progesteronu na owulację królików]. Autorzy, A. W. Makepeace, G. L. Weinstein i M. H. Friedman z Uniwersytetu Pensylwanii, donosili, że zastrzyki hormonalne z progesteronu powstrzymywały jajeczkowanie. Było to doniosłe odkrycie, ale nikt nie próbował pójść dalej i zbadać, jakie ma ono konsekwencje dla ludzi. Przyczyn nie brakowało. Uczeni nie szukali nowych metod antykoncepcji – nie zapewniłoby to nikomu pieniędzy ani prestiżu, a jedynie ściągnęłoby kłopoty. Poza tym progesteron był w owym czasie zbyt drogi, żeby wprowadzić go do powszechnego użytku.

Jednak na przestrzeni lat, zanim jeszcze doszło do spotkania Pincusa z Sanger, stosunek do kontroli urodzeń zaczął się nieco zmieniać. Ponadto w naukach przyrodniczych dokonywała się właśnie wielka transformacja. Uczeni rozumieli już funkcjonowanie organizmów na tyle, by móc przy nich nieco pomajstrować. Do niedawna leki opracowywano metodą prób i błędów lub – jak to ujmował pewien brytyjski lekarz – metodą „pacjent połknie i zobaczymy”. Badacz sporządzał miksturę w laboratorium, wypijał ją niczym doktor Jekyll i czekał na skutki. Ta epoka dobiegała końca. Pincus i Chang wiedzieli już, jak działa progesteron. Wyzwanie polegało na tym, by go wyprodukować, zmodyfikować i wprowadzić do użytku. Szczęśliwie dzięki nowym technologiom pozyskanie hormonu było mniej kosztowne niż kiedyś. Gdyby Sanger wyłożyła pieniądze, Pincus wiedziałby, co zrobić dalej.

Nie był zwykłym technologiem – miał duszę romantyka. Badał naturę w poszukiwaniu odpowiedzi, ale i piękna. Teraz zaś miał przed sobą wspaniałe wyzwanie. Pomiędzy dojrzewaniem a menopauzą u kobiety co mniej więcej dwadzieścia osiem dni dochodzi do uwolnienia komórki jajowej w jednym z jajników. Komórka podróżuje do jajowodu; jeśli kobieta odbywa stosunek zakończony ejakulacją, pięćset milionów plemników rusza, by zapłodnić jajeczko. Niezapłodniona komórka jajowa nie może się zagnieździć w śluzówce macicy i ostatecznie zostaje usunięta. Jeśli zaś dojdzie do zapłodnienia, wówczas trafia do śluzówki, za pośrednictwem łożyska otrzymuje pokarm z krwi matki i rozpoczyna się ciąża. Zygota staje się embrionem, embrion staje się płodem. Całym procesem sterują dwa hormony: estrogen i progesteron. Pincus skupił się głównie na tym drugim.

Progesteron często określa się mianem hormonu ciążowego. Odpowiada on za śluzówkę macicy, przygotowuje ją na przyjęcie zapłodnionej komórki jajowej i stopuje jajniki, by nie uwalniały kolejnych jajeczek. Zastanawiając się nad tym, Pincus doszedł do wniosku, że w przyrodzie istnieje skuteczny system antykoncepcji. Hormon zatrzymywał owulację, by zapłodniona komórka mogła się bezpiecznie rozwijać. Czy zatem, gdyby podawać go w formie pigułki, dałoby się oszukać organizm i de facto wmówić mu, że jest w ciąży? W takiej sytuacji kobieta mogłaby sama regulować swoją owulację i decydować, kiedy dojdzie do uwolnienia komórki jajowej, stanowiącego, rzecz jasna, niezbędny warunek zapłodnienia.

Pincus dostrzegł rozwiązanie eleganckie w swej prostocie. Nie było ono ani nowe, ani radykalne. Wystarczyło po prostu spojrzeć na problem z innej perspektywy.

Na początek razem z Changiem powtórzyli eksperyment przeprowadzony przez badaczy z Pensylwanii. Wypróbowywali różne dawki i sposoby dostarczania progesteronu, żeby lepiej się z nim obeznać. Zaczęli od królików. Pincus złożył wniosek o dofinansowanie do Amerykańskiej Federacji na rzecz Planowania Rodziny (Planned Parenthood Federation of America), organizacji walczącej o prawa i zdrowie kobiet, którą współzakładała Sanger. Prosił o trzy tysiące sto dolarów: tysiąc na stypendium dla Changa, tysiąc dwieście na zakup zwierząt do doświadczeń, sześćset na karmę i trzysta na różne wydatki laboratoryjne14.

„Mam dwa tysiące dolarów, może odrobinę więcej – odpisała Sanger kilka tygodni po spotkaniu. – Czy tyle wystarczy?”

„Kwota była śmieszna – wspominał Pincus – ale natychmiast odpowiedziałem: »Tak«”15.

2

Krótka historia seksu

Mimo emocji, które budził i, rzecz jasna, zasadniczej roli w podtrzymywaniu gatunku, seks rzadko kiedy stanowił przedmiot badań naukowych.

W latach pięćdziesiątych XX wieku William Masters i Virginia Johnson wskazywali: „Nauką i uczonymi wciąż rządzi strach – strach przed opinią publiczną […], przed nietolerancją religijną, przed presją ze strony polityków a zwłaszcza przed bigoterią i uprzedzeniami”16. Był on tak wielki, że w niektórych ówczesnych podręcznikach fizjologii nie pojawiały się słowa „penis” albo „wagina”17. Szkoda, bo jeśli chodzi o seks, człowiek jest wręcz niesamowitą istotą, wartą uważnego studiowania. Większość ssaków odbywa stosunek płciowy wyłącznie w celach reprodukcyjnych. Natomiast ludzie, z nie w pełni dotąd znanych powodów, uprawiają seks także dla czystej przyjemności, co znacznie umila nasze życie, choćby w porównaniu z naszymi małpimi kuzynami.

Kiedy pawianica jajeczkuje, skóra wokół jej pochwy nabrzmiewa i robi się czerwona, dzięki czemu samcowi łatwiej ją zauważyć z daleka. Na wszelki wypadek samica wydziela też szczególny zapach. Jeśli i to nie zadziała, kuca przed samcem i wypina zad w jego stronę. Wie, że przyszła pora na seks, i wie, jak do niego doprowadzić.

U ssaków tego typu zachowania stanowią normę. Tymczasem człowiek jest dziwnym wyjątkiem. Owulacja kobiety przebiega w sposób niezauważony. Uprawiamy seks w najróżniejszych momentach, nie tylko po jajeczkowaniu, czyli wtedy, kiedy występuje największe prawdopodobieństwo zajścia w ciążę. Samica makaka berberyjskiego w okresie płodnym spółkuje co siedemnaście minut, przynajmniej raz z każdym dorosłym samcem ze stada. Gibony mogą żyć bez seksu całymi latami, czekając, aż samica odchowa młode i znów będzie w rui. Pawianice przez miesiąc nie uprawiają seksu w ogóle, po czym w okresie płodnym kopulują nawet sto razy.

Większość zwierząt odbywa stosunki płciowe w celu prokreacji. Inaczej traciłyby czas, a nawet narażały się na niebezpieczeństwo, ponieważ w rozkojarzeniu mogłyby nie zauważyć w porę atakującego drapieżnika.

Czemu zatem mężczyźni i kobiety uprawiają seks zawsze, nawet wtedy (ba, zwłaszcza wtedy), kiedy wiedzą, że zapłodnienie nie wchodzi w grę? Antropologowie od dawna przekonują, że kobiecie trudno jest wychować potomstwo samotnie – teraz, a co dopiero w czasach prehistorycznych – więc próbuje zatrzymać przy sobie mężczyznę i kopuluje z nim, ilekroć ma on na to ochotę, również w wieku porozrodczym. Jednak nie wszystkich przekonuje ta teoria, a wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Na przykład dlaczego ludzie kopulują z dala od innych, podczas gdy większość ssaków robi to publicznie? Dlaczego mężczyźni mają większe penisy proporcjonalnie do reszty ciała niż małpy człekokształtne?

Przez setki lat początek życia stanowił tajemnicę. Wszyscy wiedzieli, że musi dojść do ejakulacji w pochwie, aby nastąpiło zapłodnienie, lecz szczegółów nie znano. Aż do renesansu większość anatomów sądziła, że ludzie powstają nie z komórek jajowych, lecz z nasion (stąd „nasienie”). Hipokrates stawiał tezę, że potrzeba nasienia męskiego i żeńskiego. Zdaniem Arystotelesa męskie nasienie musiało mieszać się z krwią menstruacyjną. Spory trwały dwa tysiące lat. Przez ten czas większość uczonych sądziła, że orgazm służy wytworzeniu ciepła niezbędnego do rozwoju nasion (nasienia), toteż niezbędne jest, by osiągnęła go również kobieta. Dopiero w XVII wieku Anglik William Harvey sformułował teorię powstawania człowieka z komórki jajowej. Odkrycie owulacji zajęło kolejnych dwieście lat.

Badania nad rozrodczością rozwijałyby się szybciej, gdyby zajmowały się nimi również kobiety, aczkolwiek wina nie leży wyłącznie po stronie uczonych. Przez większość dziejów gatunku ludzkiego w kwestii seksu nie było mowy o równości. Kiedy Sara, małżonka starotestamentowego proroka Abrahama, nie mogła już mieć dzieci, począł on kolejnego syna z niewolnicą. Król Salomon wziął sobie setki żon i konkubin. W starożytnym Rzymie kobietę przyłapaną na cudzołóstwie wypędzano z domu i zabraniano jej kolejnego zamążpójścia. Doktryna rzymskokatolicka głosiła, że stosunek płciowy służy tylko i wyłącznie spłodzeniu potomstwa – w każdym innym wypadku jest grzechem. Angielki z epoki wiktoriańskiej uczono, że seks nie jest dla przyjemności, ich mężowie zaś regularnie odwiedzali burdele, byle nie brukać żon. Liczne kraje, między innymi Stany Zjednoczone, zakazywały aborcji i kontroli urodzeń, żeby nie dopuścić do rozwiązłości. Wskutek tego kobiety często musiały decydować się na nielegalne przerywanie ciąży. Dopiero w XX wieku zaczęły pojawiać się głosy, że seks należy zaakceptować, a nawet uznać za normalną, zdrową czynność, mogącą sprawiać frajdę wszystkim, bez względu na płeć.

Amerykańskie podejście do seksualności zmieniło się gwałtownie w 1909 roku, kiedy Sigmund Freud wygłosił cykl wykładów na Uniwersytecie Clarka w Worcester, czyli na uczelni, która trzy dekady później na krótko i niechętnie zatrudniła wzgardzonego Gregory’ego Pincusa. Freud przyszedł na świat w 1856 roku w austriackim Freibergu (obecnie miasto nosi nazwę Příbor i leży w Czechach). Studiował medycynę, specjalizował się w zaburzeniach nerwowych i neurologicznych. Wielki wpływ wywarły na niego badania wiedeńczyka Josefa Breuera, który pomagał cierpiącym pacjentom, skłaniając ich do opowiedzenia o pierwszych objawach. Idąc tym tropem, Freud postawił tezę, że rozmaite neurozy biorą się z zapomnianej i wypartej traumy. Gdyby chorzy przypomnieli sobie swe trudne doświadczenia, zostaliby wyleczeni.

W roku 1900 Freud opublikował Objaśnianie marzeń sennych. Podświadomość, twierdził, jest potężną siłą, a popęd seksualny stanowi najważniejszy czynnik determinujący psychikę jednostki. Podkreślał, że pragnienia domagają się, by je zaspokoić. Abstynencję seksualną uważał za praktykę sprzeczną z naturą i potencjalnie szkodliwą. Z powodu owych tez w Europie spotkał się z powszechną pogardą, krytycy wytykali mu przesadne skupianie się na cielesności. Natomiast w Ameryce czekała nań przychylna i wpływowa publiczność. „Czyż nie wiedzą, że przynosimy im zarazę?” – spytał retorycznie Freud Carla Gustava Junga, kiedy stali na pokładzie statku przybijającego do nabrzeża i przyglądali się radosnym tłumom.

Większość Amerykanów nigdy nie przeczytała żadnej książki Freuda, ale w powszechnym mniemaniu – niekoniecznie w pełni trafnym – uznawał on seks za popęd równie ważny jak głód czy pragnienie. Zwolennicy jego teorii twierdzili, że zaspokojenie seksualne stanowi warunek konieczny szczęścia i zdrowia psychicznego. Pisarz Malcolm Cowley wspominał, że młode kobiety „czytały Freuda i próbowały pozbyć się zahamowań”18. Niektórzy freudyści wielbili orgazm i seks: przekonywali, że świat stanie się lepszy, jeśli ludzie będą doświadczać potężnej ekstazy, od której drży całe ciało, czyli tego, co Francuzi określali cokolwiek mistycznym mianem małej śmierci, la petite mort.

Sztandar podnieśli między innymi Margaret Sanger i uczeń Freuda Wilhelm Reich. W 1923 roku podczas wykładu w Wiedeńskim Towarzystwie Psychoanalizy stwierdził on, że orgazm stanowi klucz do wyleczenia wszelkich neuroz19. „Stagnacja genitalna – ostrzegał – powoduje nie tylko problemy emocjonalne, ale też choroby serca […], nadmierne pocenie się, fale gorąca i dreszcze, drgawki, zawroty głowy, biegunkę, niekiedy ślinotok”20. Szczególnie zagrożone były kobiety i osoby w wieku dojrzewania, gdyż wymagano od nich abstynencji (w wypadku kobiet przynajmniej do momentu zamążpójścia) – dorośli mężczyźni mogli zaś swobodnie zaspokajać swe pragnienia. Reich wierzył, że każdy potrzebuje orgazmu, aby uwolnić swoją energię seksualną pozwalającą zachować zdrowie. Co więcej, podkreślał, że tylko energia seksualna może przynieść postępowe reformy społeczne i polityczne. Powstanie prawdziwie wolnego społeczeństwa wymagało – jak to określał – „rewolucji seksualnej”. Słowem, Reich stał się apostołem orgazmu. Opracował nawet specjalne urządzenie: akumulator orgonowy, służące składowaniu ekstatycznej energii, która rzekomo krążyła w atmosferze oraz w ludzkim krwiobiegu. Wielu znanych intelektualistów zgodziło się wypróbować akumulator, między innymi Norman Mailer, Saul Bellow i William Steig. (Rozważał to również Albert Einstein, ale ostatecznie odmówił). W końcu rząd oskarżył Reicha o szwindel, ale nie miało to już znaczenia – uczony zdołał zainspirować nowe pokolenie wyznawców, które odegrało później ogromną rolę podczas rewolucji seksualnej.

Po Reichu przyszedł Alfred Kinsey, wykładowca z Uniwersytetu Indiany. Na pierwszy rzut oka trudno było dopatrzyć się w nim radykała. Zawsze nosił muszkę, strzygł włosy na jeża, lubił zapraszać kolegów do domu na herbatę i puszczał im płyty z muzyką klasyczną ze swej niemałej kolekcji. Poślubił pierwszą kobietę, z którą się spotykał. Miesiąc miodowy spędzili pod namiotem, by Kinsey, zajmujący się wówczas entomologią, mógł zbierać owady. Uwielbiał swoją pracę. Na początku badał galasówki, kiedy jednak studenci zaczęli zwracać się do niego z pytaniami o życie małżeńskie, zaczął czytać na temat ludzkiej seksualności. Oburzony marną dostępnością wiarygodnych informacji, rozpoczął własne badania. Był radykalnym empirykiem i uważał, że wszystko da się przedstawić w postaci ilościowej, również orgazmy albo spółkowanie przez ludzi ze zwierzętami hodowlanymi. Uzbroił się w notatnik, przybrał poważną minę i ruszył w teren, żeby mierzyć i kategoryzować zachowania seksualne Amerykanów. Najpierw prowadził wywiady ze studentami; z czasem on i jego współpracownicy zaczęli podróżować po całym kraju.

Kinsey odkrył, że ma dar pozyskiwania szczegółowych i intymnych informacji. W 1947 roku był już gotów opublikować wyniki. Ustalił między innymi, co następuje: seks spełnia pozytywną funkcję w życiu małżeńskim, masturbacja nie jest szkodliwa, zachowania homoseksualne występują powszechniej, niż sądzono, podobnie jak zdrada partnera lub partnerki. Ktoś inny mógłby grzmieć, że geje lub cudzołożnicy pójdą do piekła, ale Kinsey skupiał się wyłącznie na faktach naukowych. „Rozmaitego rodzaju kontakty oralno-genitalne, w których osoba jest albo aktywna, albo pasywna, stanowią doświadczenie niemal sześćdziesięciu procent mężczyzn” – pisał. Jednak najważniejsze bodaj odkrycie dotyczyło tego, że kobiety również pragną seksu, nie tylko w celu prokreacji. Masturbowały się, czerpały przyjemność z orgazmów, szukały przypadkowych partnerów (aczkolwiek, zdaniem Kinseya, albo robiły to rzadziej niż mężczyźni, albo mniej chętnie przyznawały się przed badaczami). Kinsey uczynił seks mniej wstydliwym. Przekonywał Amerykanów, że ich pragnienia – nawet te niegrzeczne – są czymś najzupełniej normalnym. Raport Sexual Behavior in the Human Male kosztował sześć i pół dolara (co odpowiada dzisiejszym sześćdziesięciu trzem dolarom), liczył osiemset cztery strony, opublikowało go uznane wydawnictwo medyczne W. B. Saunders. Mimo to, ku powszechnemu zaskoczeniu, stał się bestsellerem.

Dzięki Kinseyowi wielu młodych ludzi zaczęło postrzegać seks jako coś pozytywnego i normalnego. Należał do nich Hugh Hefner, który postanowił wziąć kredyt pod zastaw mebli w swym niewielkim chicagowskim mieszkanku, a za uzyskane pieniądze założył magazyn „Playboy”. Wkrótce obsadził się w roli posłańca prawdy i wolności, herolda w jedwabnej piżamie. Wzywał Amerykanów, by uczynili z seksu samolubną, ostentacyjną przyjemność, podobnie jak szybkie samochody, dobre jedzenie lub alkohol.

Za sprawą Freuda, Reicha, Kinseya, Hefnera i innych w połowie XX wieku ludzie stali się jeszcze bardziej niezwykli niż wcześniej. Seks ich zafascynował, budził niezrównany zachwyt. Młodzi mężczyźni opisywali swoje osiągnięcia w tej dziedzinie za pomocą sportowych metafor typu: „pierwsza baza”, „druga baza”, „zaliczenie”. Zdawało się, że wszystko ma podtekst erotyczny. Nawet ówczesne samochody wyglądały niczym falliczne rakiety, z wyjątkiem edsela, którego osłona chłodnicy przypominała chromowaną waginę. W brukowcach opisywano łóżkowe życie gwiazd, świerszczyki typu „Flirt”, „Wink” i „Titter” drukowały pieprzne dowcipy i zdjęcia pin-up girls. Hollywoodzkie aktorki, na przykład Betty Grable czy Esther Williams, stały się symbolami seksu.

Z pozoru mogłoby się zdawać, że lata pięćdziesiąte to epoka surowych norm i posłuszeństwa, nie należy jednak zapominać o ówczesnych lękach. Sowieci mieli bombę atomową, zwykli ludzie budowali więc podziemne schrony, wypełniając je zapasami konserw i wody pitnej. Departament Obrony porozmieszczał wyrzutnie rakiet na wypadek wojny nuklearnej w całym kraju, od Michigan Avenue w Chicago po góry Santa Monica w Malibu. Senator Joseph McCarthy rozpętał okrutną kampanię przeciw rzekomym komunistom, oczerniając po drodze wielu niewinnych, praworządnych obywateli. Jednak największym wyzwaniom musiały sprostać kobiety. Ryzykowały ostracyzm, jeśli zamiast wyjść za mąż, decydowały się ukończyć college, jeśli wychodziły za mąż, ale nie rodziły od razu dzieci, albo jeśli rodziły dzieci, ale chciały pracować poza domem. Nieślubna ciąża przynosiła rzecz jasna najstraszniejszą hańbę.

Narzędziem opresji była również moda. Brett Harvey we wprowadzeniu do książki The Fifties. A Women’s Oral History [Lata pięćdziesiąte. Historia mówiona kobiet] pisała: „Ówczesne ubrania można porównać do zbroi. Nasze nieprawdopodobnie wykrochmalone spódnice i krępujące, ciasne sukienki, nasze wcięte talie i agresywnie sterczące piersi mówiły: »Jesteśmy dostępne«, a zarazem ostrzegały, że trudno będzie nas zdobyć”21. Kobieta mogła znaleźć pracę jako nauczycielka albo opiekunka; podjęcie innej ścieżki zawodowej wiązało się z licznymi trudnościami. Społeczeństwo nakazywało przede wszystkim wyjść za mąż i urodzić dzieci, im wcześniej, tym lepiej. Źródłem satysfakcji miało być poświęcenie na rzecz rodziny. Oczekiwano, że kobieta powściągnie własne pragnienia seksualne, zawodowe czy osobiste, że się ich pozbędzie, jak pozbywa się plam z białego kołnierzyka mężowskiej koszuli. Bunt przeciw normom i ograniczeniom pociągał za sobą kary i upokorzenia. Życie w staropanieństwie uważano za puste i smutne, godne współczucia.

Kobiety bardzo wcześnie brały ślub: mediana wieku zamążpójścia w roku 1950 wynosiła 20,3 roku; dekadę wcześniej – 21,5 (obecnie 26,1 roku)22. Skąd ten pośpiech? Po zakończeniu wojny, kiedy mężczyźni wrócili do domu, samotne kobiety nie miały większego wyboru. Nie mogły konkurować z nimi o miejsca pracy. College zapewniał, co prawda, edukację, ale tak naprawdę odsuwał tylko w czasie moment uświadomienia sobie, jak ograniczone są perspektywy kariery zawodowej. „Wiecie, co to uczelnia? – pytała reklama sklepu wielobranżowego Gimbels. – To miejsce, gdzie idą kobiety, które uważają, że są stworzone do wyższych celów niż gotowanie i szycie, by znaleźć męża, któremu potem będą gotowały i szyły”23. Kolejny powód: kobiety chciały uprawiać seks, lecz seks pozamałżeński łączył się z ryzykiem. Wprawdzie kondomy sprzedawano w zwyczajnych aptekach, ale już diafragma była w większości stanów na receptę, a niezamężne kobiety zazwyczaj wstydziły się poprosić lekarza o pomoc.

„Zdawałam sobie sprawę, że istnieją środki antykoncepcyjne, ale na tym moja wiedza się kończyła” – opowiadała jedna z rozmówczyń Harvey. – Zdobycie ich oznaczałoby, że planuję te rzeczy, czyli że zamierzam uprawiać seks. A ja za każdym razem obiecywałam sobie, że już nigdy więcej, że to się nie powtórzy, bo przecież seks to coś złego. Użycie antykoncepcji wymagałoby intencjonalnego działania”24.

Inna kobieta przyznawała: „Żyłam w strachu przed ciążą, jednak nigdy nie próbowałam zdobyć żadnych środków antykoncepcyjnych. Nie jestem pewna dlaczego. Chyba po prostu powtarzałam sobie, że więcej już tego nie zrobimy”25.

Oczywiście prędzej czy później kobiety – zarówno młode żony, jak i garstka bezwstydnic uprawiających seks pozamałżeński – zachodziły w ciążę, i to nie raz. Nastał czas wyżu demograficznego. Rodziny się rozrastały, a kobiety wychowujące czworo, pięcioro czy sześcioro dzieci coraz bardziej potrzebowały skutecznej antykoncepcji. Te, które wyszły za mąż w wieku dziewiętnastu czy dwudziestu lat, liczyły, że po trzydziestce nie będą już musiały rodzić. Większość (nie licząc katoliczek) opowiadała się za zapobieganiem ciąży i pragnęła wygodniejszej i skuteczniejszej metody26.

Lęk przed ciążą stanowił nieuchronny element życia seksualnego młodych kobiet w latach pięćdziesiątych. Wpadka bez ślubu powodowała ogromne kłopoty. Samotne wychowywanie dziecka nie wchodziło w grę, przynajmniej w klasie średniej i wyższej. Tymczasem prawo zakazywało aborcji, a nielegalne zabiegi były groźne dla zdrowia i trudno dostępne, zwłaszcza jeśli nie miało się pieniędzy. Wiele kobiet czuło się jak w pułapce – pułapce własnego ciała, niesprawiedliwego rynku pracy, nieosiągalnej antykoncepcji i chyba przede wszystkim ograniczonych wyborów.

Właśnie dlatego Margaret Sanger wiązała tak ogromne nadzieje z Gregorym Pincusem. Miała siedemdziesiąt jeden lat, najintensywniejszy okres jej aktywności seksualnej dawno przeminął, straciła przebojowość. Zamiast walczyć o wyzwolenie seksualne, sięgała teraz po argumenty praktyczne. Podkreślała, jak ważne są kontrola urodzeń i planowanie rodziny.

Od dawna stała na stanowisku, że chodzi tu nie o zasadę, ale o metody27. Jeśli zostanie odkryty odpowiedni środek antykoncepcyjny, problem z seksem sam się rozwiąże.

3

Spontaniczne jajeczkowanie

Króliki i inne zwierzęta trzymano w piwnicy założonej przez Pincusa fundacji, żeby zapach nie przeszedł na ludzi i meble. Za pomocą niewielkiej pipety z buteleczki kropli do oczu Chang zaczął podawać im niewielkie dawki płynnego progesteronu, od 0,002 do 0,005 grama.

Był wysoki i szczupły, miał gęste, czarne, wypomadowane włosy, które zaczesywał do tyłu. Często się uśmiechał, odsłaniając krzywy przedni ząb. Gdyby nie to, przystojne rysy mogłyby mu zapewnić karierę w Hollywood – oczywiście gdyby Hollywood szukało w tamtych czasach chińskich gwiazdorów. Wyjechał na Zachód dzięki wygranej w konkursie umożliwiającym studia za granicą. Wybrał Uniwersytet Edynburski i ukończył tam nauki rolnicze, a jego specjalnością stała się owcza sperma. Uważał, że jeśli chce osiągnąć sukces, musi pracować ciężej niż inni – po części dlatego, że słabo mówił po angielsku, po części zaś po prostu dlatego, że taki miał charakter. Dysponował też innym atutem, mianowicie wyjątkową inteligencją.

Potrafił godzinami ślęczeć w laboratorium bez słowa skargi, jednak w rzeczywistości badania nad progesteronem nie przypadły mu do gustu. Każde zwierzę doświadczalne trzeba było zabić i pokroić, żeby sprawdzić, czy komórki jajowe zostały uwolnione z jajników. Była to wstrętna praca, w dodatku mało efektywna, ale Chang nie zamierzał powierzać jej asystentowi. „Przeprowadzam eksperymenty własnymi rękami – tłumaczył pewnego razu. – Czy chciałbyś, żeby ktoś grał za ciebie w szachy albo w tenisa?”28

Pierwsze wyniki, uzyskane wiosną i latem 1951 roku, były zbieżne z oczekiwaniami Changa i Pincusa. Zwierzęta, którym podano progesteron przestały owulować.

„Zwycięstwo!” – zawołał Chang29.

Następnie zaczął wstrzykiwać hormon bezpośrednio do pochwy królic. Ta metoda również przynosiła pewne rezultaty, ale okazała się mniej skuteczna. Potrzeba było większych dawek, poza tym progesteron przestawał działać już po pięciu godzinach. W kolejnym kroku wykorzystano niewielkie płatki z hormonem, umieszczane pod skórą. Okazało się, że jeden taki płatek wystarczy, by zatrzymać jajeczkowanie na wiele miesięcy.

Pincus był zadowolony, ale wiedział, że to jeszcze nie koniec. U królic, inaczej niż u ludzi, do uwolnienia komórki jajowej dochodzi podczas kopulacji. Chang przerzucił się zatem na szczury, które owulują spontanicznie. Miały też dodatkową zaletę, mianowicie często ze sobą spółkowały. W ciągu sześciu godzin samica szczura potrafi odbyć aż pięćset stosunków z różnymi samcami.

Chang porozmieszczał zwierzęta w klatkach, zachowując proporcję dwa samce na pięć, sześć samic. Niektórym samicom podał progesteron. Hormon znów zadziałał: żadna z otrzymujących go szczurzyc nie zaszła w ciążę. Ponadto znów okazało się, że większe dawki powodują bardziej długotrwałe efekty.

W pierwszych tygodniach i miesiącach Pincus i Chang prowadzili doświadczenia całymi dniami i nocami. Liczyli, że jeśli przekażą Amerykańskiej Federacji na rzecz Planowania Rodziny pomyślne wyniki, otrzymają więcej pieniędzy30. Niekiedy fundację odwiedzali przedstawiciele stowarzyszeń kościelnych albo rotarianie, ciekawi, nad czym pracują obecnie uczeni. Ponieważ znaczna część środków na działalność pochodziła od okolicznych mieszkańców, Pincus przykładał ogromną wagę do oprowadzania gości. Mogli oni zatem przyglądać się, jak waży szczurzą macicę, jak kastruje zwierzęta laboratoryjne albo jak studiuje budżet, siedząc za biurkiem i paląc viceroye. Rzadko się uśmiechał, miał jednak swobodny sposób bycia i potrafił sprawić, że ludzie dobrze czuli się w jego towarzystwie. Gdyby ktoś z odwiedzających zapuścił się do piwnicy, ujrzałby dziesiątki królików i szczurów, aczkolwiek raczej nieoddających się kopulacji, bo zwierzęta z reguły nie robiły tego, kiedy je obserwowano. Pincus lubił objaśniać laikom eksperymenty i uważał to za istotny element swego etosu zawodowego. O ile jednak Margaret Sanger zależało wyłącznie na stworzeniu pigułki, o tyle on wyznaczał sobie także inne cele. Uważał się za zbyt ważnego naukowca, by po prostu wykonywać zlecenia. „Dzisiejszemu badaczowi nie może wystarczyć, że zbuduje jakieś »zmyślne urządzenie«”, pisał31. Gmeranie przy układzie rozrodczym mogło wiązać się z różnego typu ryzykiem, błąd na którymkolwiek etapie mógł spowodować trwałe i poważne „skutki psychologiczne, niewidoczne na pierwszy rzut oka”32. Właśnie dlatego Pincus twierdził, że badacz musi przede wszystkim w jak największym stopniu zrozumieć procesy, którymi się zajmuje, a następnie objaśnić je innym ludziom. Wyśmiewał naiwną koncepcję „uczonego w wieży z kości słoniowej”33 zalecającą, by naukowiec przeprowadzał eksperymenty, publikował wyniki, a następnie umywał ręce, nie bacząc, w jaki sposób jego odkrycia zostaną wykorzystane. Współczesny świat wymagał nauki zaangażowanej. Opracowanie skuteczniejszej metody antykoncepcji stanowiłoby zatem tylko pierwszy krok. Badacz musiał się także zatroszczyć, by lekarze, pielęgniarki i pacjenci rozumieli jej mechanizmy działania. Skoro tak, Pincus pragnął zadbać, by antykoncepcja odgrywała właściwą rolę. Musiał stać się apostołem. Wzorował się tu na fizykach, którzy stworzyli broń atomową, a następnie zapoczątkowali dyskusję o jej przyszłym wykorzystaniu. Nie pojmował, czemu specjaliści w zakresie fizjologii próbują odcinać się od świata34.

W latach trzydziestych i czterdziestych temat antykoncepcji budził kontrowersje, a badania nad hormonami były w powijakach. Nim jednak Pincus i Chang wkroczyli na scenę, świat zaczął się zmieniać. Wielu polityków, dziennikarzy, intelektualistów i działaczy społecznych uważało przyrost populacji za rzecz groźną dla rozwoju gospodarczego i globalnego pokoju. Między rokiem 1920 a 1950 w ubogich krajach ludzi zaczęło przybywać szybciej niż w krajach zamożnych, a w kręgach elit panowało więc coraz silniejsze przekonanie – często wynikające raczej z rasizmu, arogancji lub z pobudek politycznych niż ze szczerej troski o problemy bliźnich – że świat może się wkrótce zawalić. Rozpanoszą się nędza i głód, osoby chore i upośledzone umysłowo będą intensywnie płodzić potomstwo, aż wreszcie przeludnione kraje w rozpaczy zwrócą się ku komunizmowi. W roku 1927 Fundacja Rockefellera sfinansowała badania nad środkami antykoncepcyjnymi, „prostą metodą, dostępną żonie żyjącej w ubóstwie, chłopce lub kulisce, choćby nawet dotkniętej imbecylizmem”35. Język postulatów ustanowienia rządowego programu sterylizacji chorych i upośledzonych spotykał się w tym czasie z powszechną akceptacją.

W roku 1932 pisarz Evelyn Waugh ostrzegał w powieści Black Mischief [Czarne psoty], że rozwiązanie problemu przyrostu populacji nie będzie tak łatwe, jak to się zdaje aktywistom i aktywistkom w rodzaju Sanger. Bohater, angielski playboy żyjący na tropikalnej wyspie, projektuje specjalny plakat informacyjny dla miejscowych par, przestrzegający przed płodzeniem zbyt licznego potomstwa. Plakat składa się z dwóch części. Po lewej stronie widać rodzinę z jedenaściorgiem dzieci, niedożywionych i schorowanych, po prawej mamy męża, żonę i ich jedyne dziecko, żyjących w luksusie. Pośrodku narysowany został środek antykoncepcyjny i pytanie: „Który dom wybierasz?”. Wyspiarze z powieści Waugha zdecydowanie wolą pierwszy dom i dochodzą do wniosku, że środek antykoncepcyjny – „talizman Cesarza” – spowodował nieszczęście drugiej rodziny, która doczekała się tak nielicznego potomstwa.

Zmiana tego rodzaju postaw musiała pociągać za sobą różne trudności. Sanger liczyła, że pomogą tu edukacja i rozwój gospodarczy. Zarazem, mimo swej niestrudzonej pracy na rzecz kobiet, bywała też wstrząsająco bezduszna. Zgadzała się ze zwolennikami eugeniki, że kobiety, które nie sprostałyby macierzyństwu, należy poddać sterylizacji. Tak czy inaczej, szukała jednego rozwiązania dla wszystkich problemów, czegoś, co pozwoli ograniczyć populację i prokreację „niewłaściwych” osób, a także uczyni seks przyjemniejszym doświadczeniem. Ostatecznie doszła do wniosku, że niezbędna jest nowa metoda antykoncepcji, prawdziwie naukowa, by łatwiej było zapewnić jej legitymizację i szeroko ją upowszechnić.

Gdyby zwróciła się do Pincusa z pomysłem opracowania pigułki służącej temu, by kobiety czerpały więcej przyjemności z uprawiania seksu, zapewne spotkałaby się z odmową. Żaden inny naukowiec nie zechciałby jej pomóc. Pincus wiedział jednak, że oto nadarza się szansa rozwiązania doniosłych problemów świata. Co prawda, nie przykładał do nich tak wielkiej wagi jak Sanger, ale dostrzegał pewien potencjał. Z początku zabrał się do pracy nad pigułką, bo pragnął wyzwania. Szybko pojął, że może ona spowodować poważne zmiany społeczne. „Nasz glob mierzy się z zagrożeniem potencjalnie o wiele poważniejszym niż bomba atomowa” – oznajmił w rozmowie z pewnym dziennikarzem36. Kontrola urodzeń była na tyle ważkim tematem, że Pincus zwietrzył szansę zdobycia sławy i szacunku, które jego zdaniem od dawna mu się należały.

Założona przez Pincusa i Hoaglanda fundacja zatrudniała około dwudziestu uczonych, a jej roczny budżet wynosił trzysta tysięcy dolarów. Mniej więcej jedna piąta tej kwoty pochodziła od okolicznych mieszkańców. Worcester leżało sześćdziesiąt kilometrów na zachód od Bostonu, jego populacja liczyła dwieście osiem tysięcy osób. Rozwijało się prężnie jako ośrodek przemysłowy: sześćset pięćdziesiąt tutejszych przedsiębiorstw zatrudniało prawie pięćdziesiąt tysięcy ludzi do produkcji stali, drutów, części do maszyn, tarcz szlifierskich, sprężyn, dywanów, gorsetów, butów, kopert, wyrobów skórzanych i wełnianych, łyżew, części samochodowych, broni, grzejników wody, zraszaczy, kluczy francuskich, wałów korbowych, krosien i zegarów elektrycznych37. W mieście działało ponad trzydzieści hoteli, dziesięć teatrów, dwa dzienniki oraz muzeum sztuk pięknych, w którego kolekcji znajdowały się dzieła Renoira, Moneta i Gauguina. Mieszkańcy Worcester byli dumni z lokalnego przemysłu. Dzięki Pincusowi i Hoaglandowi mogli też się pochwalić własną fundacją naukową, którą wspierali, organizując na przykład występ kwartetu męskiego a cappella w sali koncertowej Mechanics Hall (przy tej okazji udało się zebrać pięćset dolarów). Pincus i inne osoby związane z fundacją każdego roku wygłaszały dziesiątki wykładów na spotkaniach miejscowych organizacji i klubów. Firmy z Worcester, choćby Wear-Well Trouser albo Worcester Banking Company, także przekazywały datki38. Jednak w miarę rozwoju fundacji i dzięki powojennej polityce wspierania badań naukowych coraz większą część budżetu zaczęły stanowić granty od rządu i firm produkujących leki.

Pincus i Hoagland mieli szczęście, trafili bowiem na moment, kiedy branża farmaceutyczna zaczęła się rozwijać w ogromnym tempie. Stało się tak po części dzięki dokonanemu w latach trzydziestych odkryciu pierwszych masowo produkowanych środków antybakteryjnych: sulfonamidów. Na początku kolejnej dekady na rynek weszła penicylina. Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych firmy farmaceutyczne zaczęły prowadzić zaciekłą rywalizację, kto szybciej opracuje nowe leki. Szukano na przykład metody zsyntetyzowania kortyzonu, zdolnego skutecznie łagodzić bóle stawów. Pincus zdołał przekonać niewielką firmę G. D. Searle ze Skokie w stanie Illinois, że osiągnie to, przetaczając osocze przez świńskie nadnercza (czyli metodą perfuzji). Wydał pół miliona dolarów na badania, odniósł nawet pewne sukcesy, ale ostatecznie naukowcy z Upjohn Company w Kalamazoo w stanie Michigan opracowali prostszą i tańszą metodę.

Jesienią 1951 roku, chcąc odnowić dobre stosunki z G. D. Searle i przekonać firmę do wsparcia projektu Margaret Sanger, Pincus pojechał do Skokie i spotkał się z Albertem L. Raymondem, dyrektorem do spraw badań, człowiekiem drobnej postury, noszącym cienki rudy wąsik i zawsze zachowującym się bardzo profesjonalnie. Sanger i Amerykańska Federacja na rzecz Planowania Rodziny powierzyli Pincusowi projekt, ale oferowali bardzo skromne wsparcie finansowe, które zresztą w każdej chwili mogło ustać, toteż Pincus potrzebował pomocy Searle’a. Jednak spotkanie z Raymondem nie przebiegło najlepiej – do tego stopnia, że jeszcze tego samego dnia Pincus chwycił hotelową papeterię i napisał do Raymonda nerwowy list.

Ponieważ sen nadal nie chce przyjść, spróbuję streścić, co powiedział mi Pan, kiedy wieczorem jeździliśmy po mieście. Otóż usłyszałem, co następuje: „Straciliśmy na pańskie badania pół miliona […], jest pan odpowiedzialny za niepowodzenie projektu. […] Jak dotąd pańska współpraca z Searle Company była pasmem godnych pożałowania porażek, ślepych zaułków, błędnych pomysłów i fałszywych obietnic. A teraz ma pan czelność prosić o więcej”39.

Dokonawszy tego podsumowania, Pincus przedstawił swoją odpowiedź w wyjątkowo uniżonym tonie, zdradzając wewnętrzne wątpliwości i desperację, które zazwyczaj ukrywał przed całym światem. „Wniosek jest prosty – pisał. – Z biznesowego punktu widzenia osoba o takich dokonaniach nie powinna otrzymywać dalszego wsparcia”.

Pincusowi groziła porażka, i to sromotna. Utrata dostępu do pieniędzy Searle’a stanowiłaby poważny cios dla fundacji. I tak niełatwo było zapewnić personelowi godne wynagrodzenia; najlepsi uczeni zostawali u Pincusa tylko z lojalności i uwielbienia dla wykonywanej pracy. Teraz pojawiło się poważne ryzyko, że trzeba będzie ich zwolnić lub przekonać, by znaleźli zatrudnienie gdzie indziej. Pincus nie potrafił więc uciec przed pytaniem, czy w ogóle zdoła osiągnąć wybitność, skoro dni fundacji są najprawdopodobniej policzone.

Pisał zatem do Raymonda:

Zapewniam, że czuję głęboki wstyd z powodu braku opłacalnych rezultatów. Robiłem, co w mojej mocy, ale ewidentnie dla Pana to za mało. Próby moje spowodowały cokolwiek trudną sytuację. […] Jestem obecnie w szczytowym okresie pod względem produktywności, lecz moja żona kupuje sukienki za 6,95 dolara, dokładnie jak wówczas, gdy byliśmy zaraz po ślubie. […] Nadto, gdybym umarł, pozostawiłbym moich bliskich bez solidnego zabezpieczenia40.

List nie zawierał przeprosin ani błagania o przebaczenie. Wyszedł spod pióra naukowca pełnego pasji, który starannie przeanalizował przyczyny i skutki swojej porażki. Biorąc pod uwagę niepewną przyszłość współpracy z Searle’em, nie dziwi, że Pincus nie chciał odrzucić „śmiesznej” kwoty dwóch tysięcy dolarów od Margaret Sanger. W tamtym momencie po prostu nie mógł sobie na to pozwolić.

4

Spojrzenie mówiące „idź do diabła”

Margaret Sanger zawsze potrafiła sprawić, że mężczyźni spełniali jej wolę. Podniecała ich swoją energią i pomysłami, po czym wysyłała ich do bitwy – albo zaciągała do łóżka.

Ledwie kilka słów zachęty i luźna obietnica pieniędzy wystarczyły, by Gregory Pincus pospieszył do laboratorium w Worcester i zabrał się do pracy. Jednak mimo – zdawałoby się – niewyczerpanej siły perswazji Sanger nie wiedziała, czy Pincus lub ktokolwiek inny zdoła stworzyć wytęsknioną pigułkę antykoncepcyjną.

„Weszłam w posiadanie ziół z wysp Fidżi, które ponoć zapobiegają zapłodnieniu – pisała w liście do przyjaciela i sojusznika w 1939 roku. – Mam nadzieję, że dzięki nim powstanie »magiczna pigułka«, na którą liczę od 1912 roku, kiedy kobiety pytały się nawzajem o »sekret«”41. Nie tylko Sanger żywiła takie pragnienie. Niosła pochodnię w imieniu milionów kobiet z całego świata, o czym świadczą otrzymywane przez nią listy, takie jak ten:

Englishtown, New Jersey

5 stycznia 1925

Droga Pani Sanger,

otrzymałam ulotkę Pani na temat ograniczania wielkości rodziny. […] Mam 30 lat, od 14 lat jestem zamężna, urodziłam 11 dzieci, najstarsze liczy sobie lat 13, najmłodsze zaś rok. Choruję na nerki i serce, jedno z dzieci jest niedorozwinięte, żyjemy w ubóstwie. Pani Sanger, bardzo proszę o pomoc. Spóźniam się o kilka tygodni i zupełnie nie potrafię się pozbierać. Tak bardzo się martwię, że chora jestem od płaczu, i wiem, że skończę jak moja biedna siostra, co oszalała i umarła. Mój lekarz mówi, że z pewnością ja też dostanę pomieszania zmysłów, jeśli to będzie trwało, lecz nie chce pomóc, a sama nic nie zaradzę. Och, Pani Sanger, gdybym mogła Pani opowiedzieć o wszystkich straszliwych rzeczach, które przeszłam przy dzieciach, zrozumiałaby Pani, czemu wolę umrzeć, niż urodzić kolejne. Błagam, nikt się nigdy nie dowie, a ja będę tak szczęśliwa, że zrobię wszystko dla Pani i Pani dobrego dzieła. Proszę, błagam, ten jeden raz. Lekarze to mężczyźni, nie rodzą dzieci, więc nie mają litości dla biednej, chorej matki. Pani też jest matką i wie pani, jak to jest, proszę więc się nade mną zlitować i mi pomóc. Błagam, błagam.

Z wyrazami szacunku

[J. M.]42

Przez trzydzieści lat Sanger nie ustawała w wysiłkach, by móc zapewnić coś lepszego kobietom, które opisywały jej swoje problemy. Na próżno. W 1950 roku magiczna pigułka nadal pozostawała mglistym marzeniem. Całe życie Sanger upłynęło na toczeniu bojów, które mało kto odważyłby się podjąć, zestarzała się jednak i podupadła na zdrowiu. Rok przed spotkaniem z Pincusem miała atak serca i było coraz bardziej oczywiste, że powinna raczej pływać z innymi seniorkami statkiem rejsowym po Karaibach, niż organizować marsze i pikiety. Czasami nawet jej sojusznicy zastanawiali się, czy nie traci werwy.

Nie zamierzała składać broni, ale trudno było orzec, jak długo jeszcze powalczy.

Miała dziesięcioro rodzeństwa, urodziła się w 1879 roku jako Margaret Higgins w fabrycznym mieście Corning w stanie Nowy Jork. Przyjaciele i krewni nazywali ją Maggie. Matka, krucha i cicha kobieta, umarła na gruźlicę w wieku pięćdziesięciu lat. Ojcem Sanger był Michael Higgins, weteran wojny secesyjnej i kamieniarz, rzeźbiący nagrobne anioły ustawiane na pobliskim cmentarzu. Pracował w dużej stodole. Każdego dnia mężczyźni zbierali się tam po robocie i prowadzili długie rozmowy. Złotousty Higgins zdawał się Maggie, swemu szóstemu dziecku, sztukmistrzem, zdolnym ociosać słowami każdego kompana i wydobyć na jaw ukrytego w środku anioła43. Przyjaciele uwielbiali go i darzyli zaufaniem, jednak Maggie żywiła bardziej skomplikowane uczucia, gdyż od zawsze uważała, że apetyt seksualny Michaela przyczynił się do śmierci jej matki44. Wydanie na świat jedenaściorga dzieci okazało się zbyt wielkim ciężarem.

Sama również bała się namiętności ojca. We wspomnieniach opublikowanych w 1931 roku opisywała, jak będąc dziewczynką, chorowała na dur brzuszny. Leżała w łóżku matki, gdy nagle poczuła, że ktoś kładzie się obok niej.

To był ojciec. Przeraziłam się. Chciałam wołać matkę, błagać, by go zabrała. Nie mogłam się ruszyć, nie śmiałam drgnąć z obawy, że wówczas on przysunie się bliżej. Przez kilka minut trwałam w agonii strachu45.

Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.

Przypisy końcowe

1 Zimowa noc

1 Dr Enoch Callaway, wywiad telefoniczny udzielony autorowi, marzec 2013.

2 List Gregory’ego Pincusa do Hermanna J. Mullera, 11.05.1942, Lilly Library, Indiana University, Bloomington.

3 James R. Petersen, The Century of Sex. Playboy’s History of the Sexual Revolution, 1900–1999, New York: Grove Press, 1999, s. 201.

4Creator of The Pill Talks to “The Sun”, „Sydney Sun”, 9.01.1967.

5 Tamże.

6 Laura Pincus Bernard, wywiad udzielony autorowi, październik 2011.

7 Tamże.

8Condom, „New York Times Magazine”, 7.06.2013, nytimes.com, nyti.ms/2UP14sk (dostęp: 19.02.2014).

9 Robert C. Achorn, Scientists at Shrewsbury Aim at Healthier Life, „Worcester Telegram”, 3.09.1947.

10 Isabelle Chang, wywiad telefoniczny udzielony autorowi, lipiec 2013.

11 M. C. Chang, Recollections of 40 Years at the Worcester Foundation for Experimental Biology, „The Physiologist” 1985, t. 28, nr 5, s. 400.

12 Isabelle Chang, wywiad telefoniczny udzielony autorowi, lipiec 2013.

13 M. C. Chang, Recollections of 40 Years at the Worcester Foundation…, dz. cyt., s. 401.

14 Gregory Pincus, 16.03.1951, Gregory Pincus Papers, LOC.

15 Niepublikowany wywiad, „Candide”, Gregory Pincus Papers, LOC.

2 Krótka historia seksu

16 Mary Roach, Bonk, New York: W. W. Norton & Company, 2008, s. 12.

17 Tamże.

18 Malcolm Cowley, Exhile’s Return. A Literary Odyssey of the 1920s, New York: Penguin, 1994, s. 23.

19 Christopher Turner, Adventures in the Orgasmatron, New York: Farrar, Straus and Giroux, 2011, s. 78, 79.

20 Tamże, s. 80.

21 Brett Harvey, The Fifties. A Women’s Oral History, New York: HarperCollins, 1993, s. XI.

22 U. S. Bureau of Census, 15.09.2004, census.gov, bit.ly/2SUkhqK (dostęp: 18.02.2014).

23 Elizabeth Siegel Watkins, On the Pill. A Social History of Oral Contraceptives, 1950–1970, Baltimore, MD: Johns Hopkins University Press, 1998, s. 9.

24 Brett Harvey, The Fifties…, dz. cyt., s. 11, 12.

25 Tamże, s. 12.

26 Elizabeth Siegel Watkins, On the Pill…, dz. cyt., s. 11.

27 Przesłuchanie dotyczące kontroli urodzeń, Komisja Sprawiedliwości Izby Reprezentantów, 73 kadencja Kongresu, 2 sesja, 18–19.01.1934, SSC.

3 Spontaniczne jajeczkowanie

28 Bernard Asbell, The Pill. A Biography of the Drug That Changed the World, New York: Random House, 1995, s. 124.

29 Niepublikowany wywiad, „Candide”, Gregory Pincus Papers, LOC.

30 Bernard Asbell, The Pill…, dz. cyt., s. 124.

31 Gregory Pincus, The Control of Fertility, New York: Academic Press, 1965, s. 6.

32 Tamże, s. 6, 7.

33 Tamże, s. 7.

34 Tamże, s. 8.

35 Matthew Connelly, Fatal Misconception. The Struggle to Control World Population, Cambridge: Belknap Press of Harvard University Press, 2008, s. 61.

36Creator of The Pill Talks to “The Sun”, „Sydney Sun”, 9.01.1967.

37Polk’s Worcester City Directory, Detroit: R. L. Polk and Company, 1954, s. 8, 9.

38 Raporty roczne i raporty wewnętrzne, Worcester Foundation Papers, UM.

39 List Gregory’ego Pincusa do Alberta L. Raymonda, bez daty, Gregory Pincus Papers, LOC.

40 Tamże.

4 Spojrzenie mówiące „idź do diabła”

41 List Margaret Sanger do Clarence’a Gamble’a, 15.08.1939, Margaret Sanger Papers, SSC.

42 Margaret Sanger Papers, SSC.

43The Child Who Was Mother to a Woman, „The New Yorker”, 11.04.1927.

44 Tamże.

45 Margaret Sanger, My Fight for Birth Control, New York: Farrar & Rhinehart, 1931, s. 11, 12.

Przypisy

[1] Badacze, w tym ja, poświęcili niezliczone godziny, by ustalić dokładną datę pierwszego spotkania Sanger z Pincusem. W liście z 1953 roku do Sanger doktor Abraham Stone pisał, że spotkanie obojga w jego domu odbyło się „dwa lata temu”. W książce The Hormone Quest [W poszukiwaniu hormonów], napisanej przy współpracy Pincusa, Albert Q. Maisel wskazywał „zimowy wieczór w roku 1950”, co mogło oznaczać zarówno styczeń i luty, jak i listopad albo grudzień. Sam Pincus w liście z 17.02.1951 roku do Alberta L. Raymonda z G. D. Searle wspomina o niedawnym spotkaniu ze Stone’em, podczas którego omawiali nowy projekt badawczy, poświę­cony steroi­dowym środkom antykoncepcyjnym. Ze wszystkich powyższych źródeł wynika, że Pincus rozmawiał z Sanger w Nowym Jorku tamtej zimy, ale w dziennikach osobistych, kalendarzach ani w korespondencji nie znajdziemy ścisłej daty. Moja interpretacja źródeł oraz analiza podróży odbywanych w tamtym okresie przez uczestników spotkania prowadzi do stwierdzenia, że mówimy zapewne o grudniu 1950 roku.

Wydawnictwo Czarne sp. z o.o.

czarne.com.pl

Sekretariat: ul. Węgierska 25A, 38-300 Gorlice

tel. +48 18 353 58 93, fax +48 18 352 04 75

[email protected], [email protected]@czarne.com.pl, [email protected]

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa

[email protected]

Sekretarz redakcji: [email protected]

Dział promocji: ul. Marszałkowska 43/1, 00-648 Warszawa

tel./fax +48 22 621 10 48

[email protected], [email protected]

[email protected], [email protected]

[email protected]

Dział marketingu: [email protected]

Dział sprzedaży: [email protected]

[email protected], [email protected]

Audiobooki i e-booki: [email protected]

Skład: d2d.pl

ul. Sienkiewicza 9/14, 30-033 Kraków

tel. +48 12 432 08 52, e-mail: [email protected]

Wołowiec 2019

Wydanie I