Wydawca: Armoryka Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Narodziny Atlantydy. Fakty i mity na temat relacji Platona ebook

Jarosław Molenda  

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 572 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Narodziny Atlantydy. Fakty i mity na temat relacji Platona - Jarosław Molenda

Ze wszystkich mitycznych królestw Atlantyda jest chyba najbardziej popularna, mimo że dotąd jej nie odnaleziono. Sława ta jest zupełnie zrozumiała - Europejczycy zaliczają się do spadkobierców kultury antycznej, która z kolei była następczynią jeszcze starszych cywilizacji egipskiej i minojskiej, a te – być może – imperium Atlantydów. Większość opracowań skupia się na tym, w jaki sposób i gdzie zniknęła legendarna wyspa, ale ważniejsze jest, gdzie i jak narodziła się zagadkowa cywilizacja. Znalezienie odpowiedzi na to drugie pytanie, będzie jednocześnie odpowiedzią na pierwsze. Jarosław Molenda, absolwent filologii klasycznej UAM w Poznaniu, znaczną część opisywanych miejsc odwiedził osobiście, gdyż jego pasją są podróże śladami starożytnych cywilizacji. Ich pokłosiem są książki „Mumie. Fenomen kultur”; „Poczet odkrywców i zdobywców Ameryki Łacińskiej”; „Tajemnice polskich grobowców”; Panama 1671; „Tupac Amaru II”; „Rośliny, które zmieniły świat”. Był współpracownikiem kolegium redakcyjnego „Encyklopedii Geograficznej Świata”; jego teksty zamieszczały m.in. pisma: „Archeologia Żywa”, „Filomata”, „Focus Historia”, „Globtroter”, „Miejsca Święte”, „Nieznany Świat”, „Voyage”, „Wiedza i Życie”, „Zew Północy” czy „Żyj długo”. Jest członkiem Polskiego Klubu Przygody i South American Explorers, współodkrywcą prekolumbijskich ruin w pobliżu Vista Alegre i Urpipata (Peru), a także jednym z trzech pierwszych Polaków, jakim udało się dotrzeć do najwyżej położonych ruin inkaskich w paśmie Puncuyoc.

Opinie o ebooku Narodziny Atlantydy. Fakty i mity na temat relacji Platona - Jarosław Molenda

Fragment ebooka Narodziny Atlantydy. Fakty i mity na temat relacji Platona - Jarosław Molenda

Jarosław Molenda

Narodziny Atlantydy

Fakty i mity na temat relacji Platona

Armoryka

Sandomierz

BIBLIOTEKA TRADYCJI EUROPEJSKIEJ, Nr 35

Redaktor: Andrzej Sarwa

Projekt okładki: Juliusz Susak

Na okładce: Lew Samojłowicz Bakst (1866-1924), Terror Antiquus, licencja public domain,

źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Terror_Antiquus_by_L.Bakst_(1908).jpg

Copyright © 2011, 2013 by Jarosław Molenda

Wydawnictwo ARMORYKA

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

tel +48 15 833 21 41

e-mail:wydawnictwo.armoryka@interia.pl

http://www.armoryka.pl/

ISBN 978-83-64145-55-1

Jest tu wszystko, co przeczytałem,

usłyszałem lub osobiście widziałem.

Klaudiusz Elian

Nie napisałbym tej książki w takim kształcie, gdyby nie wspierało mnie dwoje mistrzów filologii klasycznej z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Byli nimi prof. dr hab. Jerzy Danielewicz, który wiele lat temu przeczytał moją pierwszą pracę o Atlantydzie i którego osąd stał się dla mnie istotnym bodźcem, oraz prof. dr hab. Krystyna Tuszyńska-Maciejewska, cenny mój sprzymierzeniec w latach następnych, która zasugerowała i stymulowała rozmaite poprawki.

ROZDZIAŁ I: Timajos, Kritias i Hermokrates – tres faciunt collegium1

Zmyślenia są o tyle cenniejsze od faktów,

że ich piękno czyni je prawdziwszymi.

John Barth

Ze wszystkich legendarnych królestw Atlantyda jest chyba najbardziej popularna, chociaż dotąd jej nie odnaleziono. Sława ta jest zupełnie zrozumiała – Europejczycy zaliczają się do spadkobierców kultury antycznej, która z kolei była następczynią jeszcze starszych cywilizacji egipskiej i kreteńskiej, te zaś z kolei – być może – imperium Atlantydów. Takie świadectwa w postaci historycznej, jak greckiego filozofa Platona – chociaż przekazane za pośrednictwem Solona przez egipskich kapłanów – wydają się być bardziej wiarygodnie niż mity narodów basenów Oceanu Indyjskiego i Spokojnego o Lemurii i Mu.

Większość autorów omawiających kwestię Atlantydy skupia się na tym, w jaki sposób i gdzie ZNIKNĘŁA legendarna wyspa. Moim zdaniem to błąd. Ważniejsze jest, gdzie i jak NARODZIŁA SIĘ zagadkowa cywilizacja. Znalezienie odpowiedzi na to drugie pytanie, będzie jednocześnie odpowiedzią na pierwsze. Pierwszy raz Atlantyda narodziła się – przynajmniej według Platona – około 12 tysięcy lat temu. Arystoteles, uczeń Platona, był przekonany, że narodziła się wyłącznie w głowie jego mistrza. Za sprawą współczesnych archeologów trzeci raz narodziła się na wyspie, a właściwie jej nędznych skrawkach, które dziś noszą miano Thery lub Santorynu.

Spróbuję obronić twierdzenia, że opowieść przytoczona przez Platona, podstawowe źródło naszej wiedzy o Atlantydzie, można przyjąć – oczywiście z koniecznymi zastrzeżeniami – i uznać za sprawozdanie oparte na pewnymi faktach. Sugeruję, że w celu pełnego zrozumienia zawartości faktograficznej platońskiej relacji o Atlantydzie, należy posłużyć się narzędziem, jakim jest filologia klasyczna, a także historia filozofii politycznej widziana przez pryzmat teorii państwa bądź ustroju idealnego w wydaniu Platona, a przede wszystkim zdrowy rozsądek.

Trudności z odnalezieniem Atlantydy można wytłumaczyć tym, że większość nie chce jej uznać za realny fakt, większość woli widzieć w niej utopijne, idealne państwo wymyślone przez Platona. Dla archeologa bowiem odkrycia osadzone w kulturowym kontekście są ważniejsze od znalezisk izolowanych, choćby najbardziej sensacyjnych. Ta dziedzina im bardziej sięga wstecz, tym szybciej przestaje być nauką ścisłą, a staje się dziedziną wiedzy, jaka głównie polega na interpretacji.

Choć archeologia w części polega na niepodważalnych metodach naukowych, takich jak datowanie metodą radiowęglową, archeologiczny fakt jest niczym więcej jak konsensusem opartym na stosunkowo nielicznych dowodach. I pomyśleć: także dzisiaj są ludzie, którzy wmawiają nam, że raz napisane księgi mają moc ponadczasową. W archeologii bardzo często się zdarza, że jakaś hipoteza, obalona skutkiem braku dowodów, zostaje przywrócona do łask w wyniku jednego, nieraz nowego, rewelacyjnego odkrycia. Chyba na tym właśnie polega romantyzm wielkiej przygody, jaką jest badanie zamierzchłych dziejów ludzkości.

Pouczająca jest pod tym względem historia Altamiry. Malowidła odkryła wnuczka właściciela tych terenów i pokazała je ojcu, Don Marcelino de Santuoli. Sprawa nabrała natychmiast olbrzymiego rozgłosu. Zwiedzający (wśród nich i król Hiszpanii we własnej osobie) zbiegli się licznie, aby obejrzeć niezwykłe freski. Ale kiedy najpoważniejsi uczeni zdecydowali się odwiedzić grotę pod przewodnictwem hiszpańskiego ziemianina, uznano go za fałszerza.

Dowiedziano się, że na kilka miesięcy przed odkryciem groty gościł u siebie pewnego artystę malarza i to wystarczyło, aby przypisać współczesnemu twórcy słynne konające bizony, ponieważ ich modernistyczny styl był nie do przyjęcia dla międzynarodowych augurów wiedzy, którzy zgromadzili się na kongresie w Lizbonie.

Poza tym przyzwyczajamy się do znanych kanonów. Niech świadczy o tym anegdota, przytoczona przez Jana Parandowskiego, o niemieckim archeologu, który na Akropolu ateńskim wyskrobywał ślady polichromii na dopiero co odkrytych posągach. Tak przywykł do bieli greckich rzeźb, tak mu się zrosła z istotą ich piękna, że prawda wydała mu się nie do przyjęcia.

Tymczasem zalany słońcem świat antyczny, przesycony barwami, ożywiał rzeźby bogactwem kolorów, o czym nieraz wspominali starożytni pisarze. Marmurowe kobiety z ateńskiego Akropolu były barwione na niebiesko, czerwono, żółto i zielono. Nie jest wykluczone. że również kolorowa Wenus z Milo miała oczy ze szlachetnych kamieni i... sztuczne rzęsy, bo i takie zdobienia nie należały do wyjątków.

Rzeźby i płaskorzeźby, odkopane lub wydobyte z morza, stały się ofiarami niezliczonych ilości ziarenek piasku, bezlitośnie ścierających zewnętrzną warstwę marmuru, niszczącego działania słonych wód. Cały ten mit o bieli sprokurował jeszcze w XVIII wieku sam wielki Johann Joachim Winckelman – prekursor antycznej „rzeźbologii”.

Badacze dawnych dziejów nieraz napotykają na prawdziwe zagadki archeologiczne, jak choćby słynne rysunki z epoki brązu, odkryte w XIX wieku na skałach w pobliżu szwedzkiego Bohuslän. Dopiero po pół wieku sporów i dyskusji między uczonymi uzgodniono, że rysunki te przedstawiają urządzenia pływające (prawdopodobnie tratwy), a nie... sanie. Badając historię okrętu do ostatecznych wniosków dochodzono drogą żmudną i okrężna. Archeolog potrafił czasem na podstawie odnalezionych szczątków odtworzyć całość modelu statku, podczas gdy historykowi wystarczał fragment tekstu, aby wyciągnąć potrzebne wnioski.

Takim urywkiem była choćby wzmianka Herodota o niecodziennej karze, jaką grecki admirał Megabates wymierzył Skylaksowi, dowódcy okrętu pozostawionego bez wart. Kazał mu przełożyć głowę przez jeden z otworów na wiosło znajdujący się w najniższym rzędzie i związać go w tej raczej niewygodnej pozycji. Opierając się na tym fragmencie obliczono w przybliżeniu średnicę trzonu wiosłowego oraz odległość od górnej krawędzi nadstępki do najniższego rzędu otworów na wiosła.

Informacja ta porównana z innymi źródłami pozwoliła w przybliżeniu obliczyć długość wiosła i dopomogła w ustaleniu niektórych zasadniczych wymiarów samego trójrzędowca2 . Praca badaczy i naukowców dostarcza ogromnej ilości informacji, które pomagają wyjaśnić wiele tajemnic. Zdaniem angielskiego pisarza i noblisty, Williama Goldinga:

„Wszyscy oni są dziećmi Herodota, pierwszego egiptologa. Zabawną i pouczającą rzeczą jest pomyśleć o Herodocie przebywającym w Egipcie. Był on, na przykład, pierwszą osobą, która zwróciła uwagę na szczególną solidność czaszki egipskiej, i pierwszą osobą, która dostarczyła statystycznych na to dowodów. Badał on bowiem jakieś starożytne pole bitwy i porównywał czaszki Egipcjan z czaszkami ich przeciwników, uderzając jednymi o drugie, tak jak dziecko stuka kamykiem o kamyk. Odkrył, iż w każdym przypadku czaszki egipskie były bardziej wytrzymałe, i przypisał ten fakt zwyczajowi golenia głowy i wystawiania jej tym samym na padające niemal pionowo promienie słoneczne. W jakiś czas później przewodnicy pokazali mu posągi kobiet, których dłonie leżały na ziemi, oddzielone od reszty ciała. Poinformowali go, iż były to niewiasty, które nie dochowały cnoty, jaka przystoi księżniczkom, i którym za karę obcięto dłonie. Na tym cała ta sprawa mogłaby się zakończyć, gdyby tylko Herodot okazał się przyzwoitym łatwowiernym turystą. On jednakże nalegał, by pozwolono mu na osobiste zbadanie posągów. Stwierdził, iż są drewniane i że z upływem czasu odpadły ich mocowane na kołki dłonie. Legenda pękła niczym bańka mydlana. Mieliśmy tam bowiem do czynienia ze spotkaniem dwóch odmiennych światów psychicznych – być może nawet ze spotkaniem dwu różnych epok. Zdrowy rozsądek i doświadczenie zderzyły się z bujną wyobraźnią oraz intelektualnym lenistwem3 .”

Warto tu przytoczyć za Jerzym Strzelczykiem sformułowanie jednego z podręczników historiografii niemieckiej, dotyczące wprawdzie Iroszkotów, lecz odnoszące się równie dobrze do innych kultur:

„Czego byśmy nie dali za to, żeby zanotowali dla nas to wszystko, co widzieli, żeby pozostawili wiarygodne sprawozdania o swej działalności i swych losach! Ale to właśnie ich nie interesowało; oni, mistrzowie pisma, nie mieli zrozumienia dla notatek historycznych, a pamięć o nich zachowała się jedynie tam, gdzie oddziaływali tak potężnie, że przetrwały instytucje przez nich założone4 .”

Historia lekceważy święte teksty, jakie w różnych kulturach rodziły się w ciągu wielu stuleci, wchłaniając jeszcze starsze mity i legendy. Znalazły się w nich rzeczywiste zdarzenia, nieraz mające miejsce w bardzo odległej przeszłości. Odczytanie na nowo nie tylko starożytnych świadectw religijnych pomogło potwierdzić wiele wydarzeń historycznych. Jeśli weźmiemy poprawkę na swoisty „pryzmat mitu”, to okazuje się, iż dzięki babilońskiemu Eposowi o Gilgameszu, hinduskimWedom, Biblii, indiańskiemu Popol Vuh, otrzymujemy doskonały materiał faktograficzny!

W starożytnej literaturze bardzo rzadko spotyka się miejsca i dane całkowicie wymyślone, niezgodne z faktami. W 1998 roku Polacy odkryli ruiny Kereten – jednej ze stolic biblijnego królestwa Kusz, najdłużej poszukiwanego ze wszystkich miast Pustyni Nubijskiej. O mieście tym wspominał już Pliniusz Starszy w VI księdze swojej Historii naturalnej, opisując marszrutę ekspedycji Nerona z roku 67 (lub 68 n.e.). Natrafiając na Kereten dokładnie tam, gdzie powinno się znajdować to miasto według rzymskiego historyka, udowodniono, iż odległości podane przez niego są nad wyraz precyzyjne, mimo że centurioni cesarza odmierzali drogę krokami, a było ich na drodze z Asuanu do bagnisk Nilu 871 tysięcy. Podobnie było ze sprawozdaniem Herodota o skarbie strzeżonym przez gryfy:

„Jest znaną rzeczą, że w północnej części Europy znajduje się bezspornie najwięcej złota. Ale jak się je uzyskuje, tego także nie potrafię dokładnie podać; opowiadają, że jednoocy ludzie, Ariaspowie, podkradają je gryfom. [...] Poza nimi zaś w górę, jak mówią Issedonowie, siedzą jednoocy ludzie i strzegące złota gryfy; od Issedonów przejęli to podanie Scytowie, a od Scytów my znów je wzięliśmy i nazywamy jednookich po scytyjsku „Arimaspami”; bo arima zwą Scytowie jedynkę, a spu oko5 .”

Wiadomość o Arimaspach i etymologię ich nazwy przejął Herodot zapewne z poematu Arimpásmeja épe Aristeasa z Prokonesos. Według niego mieli oni prowadzić zacięte walki z sąsiadującymi z nimi Gryfami, którzy strzegli skarbów. Jedno oko tych ludzi – jak przypuszczano – mogło oznaczać kaganki górnicze w kopalniach, które chyba istniały w obfitującym w złoto i drogie kamienie północno-wschodnim paśmie Uralu. Natomiast scytyjskie kurhany zawierające skarby udało się odnaleźć Siergiejowi Rudience w dolinie Pazyryku.

A co z Petrą – „miastem czerwonym jak róża i wiecznym jak czas” – o którym wspominali Eratostenes, Pliniusz Starszy, Euzebiusz z Cezarei? Po siedmiu wiekach zapomnienia miasto – liczące 20 tysięcy mieszkańców, którego monumentalne budowle wykuwano z kamienia przez pół millenium i które w okresie swojego największego rozkwitu rozciągało się na obszarze 90 km2 – okazało się istnieć naprawdę. W 1812 roku odkrył je niespełna 30-letni szwajcarski podróżnik Johann Ludwig Burckhardt. Artur Evans z kolei udowodnił, że legendarny labirynt na Krecie nie był wyłącznie mitem.

W ten sam sposób potoczyły się losy „miasta z murami”, leżącego gdzieś na południe od Chin, a które uznawano za wytwór fantazji, dopóki w 1861 roku francuski przyrodnik Henri Mouhot nie natrafił na kamienne świątynie i pałace pokryte rzeźbami w Jasodharapura, które z czasem Kambodżanie nazwali Angkor Thom. Dopiero wówczas przypomniano sobie, że przecież już w XIII wieku chiński poseł Czou Ta-Kuana donosił w swej relacji o budowlach Khmerów. Także wielkie miasta w dżungli na Cejlonie – Anuradhapura i Polannaruwa przez długi czas były znane tylko dzięki krążącym legendom, a jednak legendy okazały się kamienną rzeczywistością.

Zastanawiając się nad powstaniem i rozwojem, na przykład kultur amerykańskich, należy zadać sobie pytanie, czy aby cywilizacja europejska jest tworem niezależnym? Czy ludy zamieszkujące nasz kontynent nie otrzymały odpowiedniego bodźca z zewnątrz? Czyż Rzymianie nie wchłonęli kultury podbitej Hellady? Czyż dawni Grecy nie przejęli wszystkich podstawowych elementów swojej kultury z Krety, a ta z Azji Mniejszej i Egiptu? Jeżeli początkowym ogniwem w tym łańcuchu były ludy megalityczne, czy nie mogły dostarczyć tego impulsu także po drugiej stronie oceanu? A kto z kolei dostarczył pobudek budowniczym kamiennych kręgów w rodzaju Stonehenge?

Dokonane przez Majów obliczenia długości doby okazały się być o 8,64 sekundy bliższe prawdy niż współczesne. Z ich rachuby wynikało, iż rok astronomiczny składa się z 365,2420 dni, to oznacza zaledwie o jedną dobę za mało na każde pięć tysiącleci, podczas gdy kalendarz gregoriański podaje liczbę 365,2425 dób, zatem o półtorej doby za dużo na każde 50 wieków. Wystarczy zajrzeć do pierwszej z brzegu encyklopedii, aby przekonać się, że teoretycznie początki tej kultury to około 400 rok p.n.e.

Co na tyle ważnego miało miejsce 12 sierpnia 3113 roku p.n.e., że ta tak odległa data stała się punktem wyjściowym pradawnego kalendarza Majów? Muzułmanie rozpoczęli swoją rachubę od momentu wywędrowania Mahometa do Mekki, czyli od naszego roku 622 n.e. Rok 560 p.n.e. w naszym kalendarzu odpowiada chwili narodzin Buddy, podczas gdy punktem wyjściowym dla chrześcijan jest dzień narodzin Chrystusa. O takich a nie innych datach zdecydowały względy religijne. Czy aby równie ważną datą nie powinien być rok 9500 p.n.e., kiedy to – według relacji Platona – Atlantyda zapadła się w otchłani morskiej?

Z perspektywy postępu technicznego osiągniętego w nowożytnej Europie łatwo spoglądać z góry na dziedzictwa kultury materialnej starożytnych. Czy jednak naprawdę jesteśmy do tego uprawnieni? Przestrogi udziela nam tutaj doświadczenie inżynierów Napoleona III, na którego polecenie zbudowali oni model greckiej triery. Statek ten przypominał we wszystkim swój antyczny wzór, z jednym istotnym wyjątkiem: nie potrafiono go uruchomić. Rozmieszczenie trzech rzędów wioseł na tym statku pozostało dla XIX-wiecznych inżynierów nie rozwiązaną zagadką, podobnie jak Atlantyda dla geografów czy historyków.

Kto otworzy którąś ze starożytnych locji, czyta niezliczone nazwy, dziś już nie znane. Są to nazwy miast kwitnących przez tysiące lat na wybrzeżach obecnie opustoszałych i bezludnych. Gdzie znikły te miasta? Większość z nich przykryły gruzy nagromadzone przez tysiąclecia, a archeolodzy od dawna usiłują się do nich przekopać. Ale z innych nie pozostały już żadne ślady. Gdzie one są? Gdzie mury tajemniczego Tartessos i słynące ze złota wybrzeża Pontu? Czy pochłonęło je morze, jak to o niektórych miastach opowiadają legendy?

Większość współczesnych Platonowi nie traktowała jego opowieści jako historii prawdziwej, ani też żaden inny pisarz starożytny nie wspominał o Atlantydzie, chyba że w odniesieniu do słynnych dialogów Timajos i Kritias. Legendę wskrzesili w średniowieczu ojcowie Kościoła, widząc w niej epizod potopu. W bliższej nam epoce zaktualizowało ją odkrycie Ameryki.

Mit o Atlantydzie idealnie wkomponowuje się w definicję Mariana Golki, według którego cechy mitów i ich atrakcyjność wynikają z ich niejednoznaczności. Oprócz tego, że znajduje się on poza kategoriami prawdy i fałszu, tego co poznawalne i tego co niemożliwe do poznania, to również rozgrywa się pomiędzy realnością a imaginacją, rozumem a wiarą, sztuką a obrzędem, odbiciem świata a jego kreacją, jednostkowością przeżyć a społecznymi ich uwarunkowaniami, pomiędzy przeszłością a teraźniejszością6 .

Z biegiem czasu opowieść o Atlantydzie zrobiła wspaniałą karierę: kilkadziesiąt tysięcy książek, a także wizje malarskie i filmy na temat Atlantydy dają temu najlepsze świadectwo. Teraz tekstom mówiącym o zaginionej cywilizacji przyjrzy się nie archeolog-amator, nie pseudofilozof, ani nawet nie hotelarz na emeryturze, tylko filolog klasyczny, który ma tę przewagę nad tymi pierwszymi, iż zna grekę i łacinę... Pozwoli mu to dokładniej zbadać źródło relacji o Atlantydzie, jakim są dwa dialogi Platona – Timajos i Kritias. Ponieważ wydania elektroniczne rządzą się swoimi prawami, ikonografia książki musiała zostać ograniczona. Zainteresowanych kolorowymi ilustracjami odsyłam na moją stronę www.jaroslawmolenda.pl, gdzie można się z nimi zapoznać7 .

Zacznijmy od pytania. Czy jeśli stwierdzimy występowanie takiego samego elementu kulturowego (na przykład legendy o potopie) u dwóch oddalonych od siebie ludów, podczas gdy u ludów pośrednich brak go całkowicie, oba przykładowe ludy wynalazły go niezależnie, czy też zapożyczyły z jakiegoś wspólnego źródła? Można podać wiele przykładów, gdy jakiś wynalazek przeniknął z jednego regionu do innego. Na przykład łuk dotarł z Azji do Ameryki. Znane są jednak i takie, które powstały niezależnie, jak na przykład niektóre systemy pisma wymyślone przez krajowców Afryki Zachodniej w XIX wieku. W tym samym stuleciu jednak Robert Grant Haliburton zastanawiał się:

„[Święto Zmarłych] jest obecnie, i było dawniej, obchodzone na początku listopada przez Peruwiańczyków, Hindusów, mieszkańców wysp Pacyfiku, lud wysp Tonga, Australijczyków, starożytnych Persów i Egipcjan oraz narody Europy, a Święto Zmarłych trzy dni trwało u Japończyków i starożytnych Rzymian. Ten zdumiewający fakt zwrócił moją uwagę na interesującą kwestię. Jak to możliwe, że zachowano taką zbieżność, nie tylko w odległych od siebie częściach świata, ale również na przestrzeni dziejów, jeśli Peruwiańczycy i Indoeuropejczycy nie odziedziczyli tego pierwotnego święta ze wspólnego źródła?8 ”

Dyfuzjoniści uważali akt wynalazczy za tak rzadkie zjawisko, że ich zdaniem dokonanie tego samego odkrycia przez rozmaite ludy nigdy nie mogło się zdarzyć. To, że gdzieś natrafiono na podobieństwa, nawet na przeciwległych punktach Ziemi, było konsekwencją zapożyczeń zdobytych dzięki wymianie handlowej lub wędrówkom ludów. Trzeba pamiętać, iż gotowy wytwór lub umiejętność nie musiały się przemieszczać. Wystarczyło, że ktoś usłyszał o jakiejś idei i – drogą własnych przemyśleń, prób i błędów – samodzielnie doszedł do czegoś podobnego. Taki proces określa się mianem stymulowanej dyfuzji.

Zgodnie z teorią skrajnego dyfuzjonizmu (zwanego niekiedy również hyperdyfuzjonizmem) cała cywilizacja pochodzi z jednego lub, co najwyżej, kilku ośrodków Starego Świata. Założeniem skrajnego dyfuzjonizmu jest teoria, uważająca za taki „ośrodek objawienia” Atlantydę. Nie ma dla takiej „prakultury” lepszego centrum od Atlantydy. Przecież 11,5 tysiąca lat to więcej niż wiek którejkolwiek ze znanych nam starożytnych cywilizacji. Ponadto lokalizacja na Atlantyku lub Morzu Śródziemnym byłaby logiczna, gdyż stamtąd wpływy takiej kultury mogły rozszerzać się we wszystkich kierunkach ku obszarom, znanym dzisiaj jako kolebki starożytnych cywilizacji.

Pierwszym, który opisał Atlantydę, był Platon. Uczynił to w dwóch dialogach, które noszą tytuł Kritias i Timajos. Ten drugi utwór aby zrealizować swój cel: ukazać uczniom filozofa z gaju Akademosa drogę do nieśmiertelności, rozpada się na dwie odrębne, choć współzależne ze sobą części. Rozdziały I i II opowiadają o mitycznej Atlantydzie, rozdziały od III do XIV pokazują w jaki sposób można ten mit urzeczywistnić we własnym życiu, w każdej jego sferze.

Platon wykorzystał czas pomiędzy opuszczeniem Aten w 399 roku a powrotem w 386 lub 387 na dogłębne poznanie dorobku starożytnych cywilizacji Egiptu, Syrii, Frygii oraz w pewnym zakresie Chaldei i Mezopotamii, dzięki czemu Timajos przedstawia nauki tajemne, jakie powstały w sanktuariach wschodniego basenu Morza Śródziemnego. Wiadomo, że Platon podczas swojego pobytu na Sycylii miał zakupić od krewnych Filolaosa z Tarentu trzy księgi jego dzieła o Wszechświecie, i przepisać stamtąd Timajosa9 .

Nauki tajemne w sposób bardzo istotny uzupełniają obraz filozofii Platona, gdyż ukazują nam zagadnienia eschatologiczne znajdujące się na pograniczu religii, mitologii, sokratejskiej dialektyki. Timajos stanowi spójną syntezę kilkunastu teorii z bogatego dorobku nauk tajemnych starożytnego świata. Teorie te Platon zgrupował wokół trzech centralnych zagadnień: koncepcji kosmosu w rozdziałach od III do VI włącznie. Teorii nieśmiertelności duszy w rozdziałach VII-IX oraz swojej koncepcji człowieka kosmicznego zawartej w rozdziałach X-XIV. Teorię państwa idealnego ukazaną w dialogu Państwo Platon w Timajosie rozbudował o ezoteryczną prahistorię Atlantydy i Grecji.

Nie powinniśmy jednak oczekiwać, że tekst Timajosa i Kritiasa w sposób bezpośredni zdradzi nam tajemnice egipskich kapłanów lub ich uczniów: Solona, Kritiasa lub Pitagorasa. Kapłan egipski w rozmowie z Solonem przekazuje część swojej historyczno-politycznej wiedzy w formie mitologicznej opowieści. Tajemnica pradawnych świątyń została zachowana. Egipski bóg Thot, opiekun wszelkiej wiedzy nie został znieważony. Filozof w Timajosie ani nie wspomina o mumifikacji, ani nie wymienia świętych imion boga Ra, ani nie drażni hierofantów z Teb, Hermopolis, Memfis szczegółowymi analizami ich słonecznego kalendarza opartego o cykl gwiazdy Syriusz.

Platona obejmowała potrójna przysięga Bractwa Pitagorejczyków i przysięgi indywidualne składane wobec hierofantów poszczególnych sanktuariów. Musimy też pamiętać, że świątynia w Eleuzis posiadała status sanktuarium państwowego Aten, a każde zdradzenie treści jej obrzędów karano śmiercią lub dożywotnim wygnaniem. Nie posiadamy bezpośredniego dowodu, że kiedykolwiek inicjowany mistyk zdradził treść tajemnych obrzędów z Eleuzis, Delf, wyspy Delos lub jakiegokolwiek ważnego sanktuarium starożytnej Grecji, Egiptu lub Rzymu10 .

Nie można dyskutować o Atlantydzie bez zapoznania się z pierwotnym i praktycznie jedynym źródłem na temat tej legendy, czyli z fragmentami tych dwóch dialogów Platona, które nie należą do łatwej lektury. Trudno się dziwić, że urok platońskich mitów nie wywarł wrażenia na Thomasie Jeffersonie, żyjącym w bardziej prozaicznych czasach niż antyk, który w dojrzałych latach swego życia, gdy dobiegł siedemdziesiątki, pisał w 1814 roku z Monticello do swego przyjaciela Johna Adamsa:

„Zabawiałem się ostatnio lekturą platońskiego państwa [sic! – przyp. J.M.]. Nie wyrażam się zresztą ściśle, pisząc o zabawie, bo było to najcięższe zadanie, jakie postawiłem przed sobą w całym życiu. Zdarzało mi się wcześniej sięgać do innych jego dialogów, rzadko jednak starczało mi cierpliwości, by przebrnąć je w całości. Zmagając się z dziwactwami, dziecinadą i niepojętym żargonem jego dzieła, co i rusz odkładałem książkę i zastanawiałem się, jak to się właściwie stało, że podobne nonsensy tak długo cieszyły się uznaniem świata11 .”

Adams odpowiedział na list Jeffersona w podobnym tonie, pisząc, iż „mimo zjadliwych szyderstw Platona z wszelkich form rządów republikańskich”, dowiedział się z lektury Państwa dwóch cennych rzeczy: po pierwsze, skąd Benjamin Franklin „zapożyczył” jeden ze swoich popularnych pomysłów, a po drugie, „że kichanie pomaga na czkawkę. Stosownie do tej rady od trzydziestu lat leczyłem siebie samego i wszystkich swoich przyjaciół z tej irytującej dolegliwości za pomocą szczypty tabaki”12 .

Czego można się dowiedzieć z dialogów Timajos i Kritias?

ROZDZIAŁ II: „Dostojny kłamca”

Amicus Plato, sed magis amica veritas13

Arystoteles

Kim był człowiek, który nieświadomie stworzył jedną z najbardziej zagadkowych i intrygujących opowieści, jakie kiedykolwiek w dziejach naszej kultury zostały napisane? Wykorzystując swoją rozległą wiedzę i doświadczenia, czerpiąc pełnymi garściami z mitologii, historii, literatury i geografii, a na koniec – łącząc to wszystko ze swoim wyobrażeniem idealnych rządów – stworzył obraz państwa, w którym handel przynosi zyski, a do rolnictwa nie trzeba dopłacać. Swój cel zrealizował w sposób prawdopodobnie doskonalszy, niż sam zaplanował.

29. dnia miesiąca hekatombajon, trzeciego roku osiemdziesiątej dziewiątej olimpiady, czterej wybitni ludzie spotkali się w pokoju gościnnym w domu Ateńczyka Sokratesa. W tym właśnie okresie pierwsza część długotrwałej wojny peloponeskiej zakończyła się od dawna oczekiwanym rozejmem. Dało to wielkiemu historykowi Tukidydesowi chwilę wytchnienia, którą wykorzystał, by podsumować korzyści i straty tej wojny. Tragedie Eurypidesa znów zaczęły rywalizować z komediami Arystofanesa o oklaski wielbicieli Melpomeny. Demokryt śmiał się z szaleństw swoich pobratymców, a Hipokrates leczył krajanów z ich chorób. W takich to czasach Timajos, Hermokrates, Kritias i sam Sokrates zebrali się, aby rozprawiać o filozofii.

Opis Atlantydy (a trzeba z całym naciskiem podkreślić, że nie Atlantyda jest najważniejsza w jego opowieści, tylko rola Aten jako państwa o idealnym ustroju, które potrafiło ocalić swoją niezależność i pokonało potężnego przeciwnika) wydawał się miejscami tak realistyczny, że zaczął być przez niektórych traktowany jako zasadnicza część historii, przesłaniając między innymi moralne i filozoficzne przesłanie dialogów Timajos i Kritias. „Być wielkim oznacza być opacznie rozumianym” – te słowa wypowiedział niegdyś Elvis Presley, ale są równie adekwatne w stosunku do Platona i jego zagadkowej krainy.

Dialogi (a zwłaszcza Kritias), które zawierają opis legendarnej wyspy Atlantydy oraz istniejącej na niej wspaniałej cywilizacji, zniszczonej przez jakąś straszliwą katastrofę, nie należą – zdaniem współczesnych historyków literatury – do najwybitniejszych dzieł w dorobku Platona pod względem literackim, filozoficznym, a tym bardziej naukowym. Czy podobnie uważano wcześniej?

Jeden z fresków Rafaela Santiego ze słynnej Stanza della Segnatura w Watykanie przedstawia Szkołę Ateńską z głównymi osobami, którymi są Platon i Arystoteles. Każdy z nich trzyma dzieło, najprawdopodobniej uznawane w tamtych czasach za najważniejsze lub za najbardziej znane. Arystoteles trzyma Etykę, a Platon Timajosa, nie – Prawa czy Państwo, ale Timajosa!

Jakie motywy kierowały Rafaelem? Przecież w czasach tego wielkiego artysty podstawy kosmologii i fizyki, będące głównym przedmiotem tego dialogu, zostały w przeważającej mierze wyparte przez aktualne poglądy. Czy malarz wybrał ten dialog przypadkowo, czy może dlatego, że już wówczas zauważono, iż stanowi on (razem z Kritiasem) jedyny tego rodzaju przypadek w dziejach ludzkiej kultury? Czy już wtedy wybitny przedstawiciel odrodzenia przeczuwał, że mit o Atlantydzie będzie egzystował wiecznie niczym trwające od tysięcy lat egipskie piramidy? Czy i w dzisiejszych czasach mit ów nie zasługuje na miano legendy wręcz kultowej?

Wyjątkowość Platona wśród filozofów starożytnych polega między innymi na tym, że jego pisma zachowały się niemal w całości. Jak to w platońskim Fajdrosie wyjaśnia Sokrates:

„każdemu, który pisuje mowy polityczne albo projekty ustaw układa, że jeśli mu w tej robocie przyświeca znajomość prawdy i jeśli potrafi w danym razie ustnie bronić tego, co napisał, i nieraz w tej obronie pokazać, że nic nie warte to, co napisał, ten nie zasługuje na nazwę wziętą od lichej roboty, ale od tego, co mu jako cel w tej robocie świeciło. [...] Mędrzec, Fajdrosie, to za wielkie słowo i tylko bogu samemu przystoi. Ale „przyjaciel mądrości”: filozof, czy coś podobnego, to znacznie bardziej stosowne i przyzwoite. [...] kto nie ma we własnym wnętrzu niczego cenniejszego nad to, co z siebie wy dusił i napisał po długich a ciężkich cierpieniach, dodając i kreśląc niezliczone razy – tego tylko słusznie możesz nazywać poetą, pisarzem mów czy praw14 .”

Lecz nie filozofem. Również wbrew opinii Arystotelesa właściwie nie należałoby uważać Platona za prawodawcę, ale raczej za tego, kto zajmował się filozofią polityki. Wraz z Sokratesem możemy go nawet uznać za jej twórcę. Według Leo Straussa Arystoteles jest prawdziwym twórcą nauki o polityce jako jednej – bynajmniej nie najważniejszej – spośród wielu dyscyplin”15 .

Wprawdzie Arystoteles pierwszym filozofem polityki nazwał Hippodamasa (twórcy planu najlepszego ustroju społecznego), jednakże – zdaniem Straussa – nie można tego uznać, gdyż ten „nie postawił pytania «co jest rzeczą polityczną?» czy raczej «czym jest polis?», przez to „nie zwrócił uwagi na specyfikę polityki: nie zauważył, że rzeczy polityczne stanowią klasę samą w sobie”. Uczynił to Sokrates, który „właśnie z tego względu stał się twórcą filozofii polityki”16 .

Przede wszystkim jednak Sokrates i Platon byli rzecznikami określonej koncepcji filozofii, którą można nazwać koncepcją dialektyczną, koncepcji także dochowującej wierności etymologii słowa „filozofia”, czyli niepojmowanie go – co ma miejsce w przypadku Arystotelesa – jako „posiadanie wiedzy”, ale „miłość mądrości” (po grecku: filo – kocham; sofia – mądrość). Platon zasadniczo akceptuje źródłowe rozumienie filozofii, to jest jako „miłość mądrości”, czyli nie chodzi o posiadanie wiedzy, ale o jej poszukiwanie.

U Arystotelesa zaś staje się ona przede wszystkim właśnie posiadaną wiedzą, ostatecznie – jeśli uwzględnimy czasy nowożytne – nauką. Arystoteles był autorem traktatów, Platon zaś dialogów. Formę dialogów mają także dzieła najszerzej analizujące kwestie polityczne, to jest Państwo, Prawa, Polityk. Arystoteles sformułował koncepcję filozofii, której niezbywalnym składnikiem jest dogmatyzm, natomiast platonizm zawiera przeciwieństwo dogmatyzmu, czyli krytycyzm.

Marian Wesoły – na którego wykłady z filozofii miałem okazję przez rok uczęszczać – chcąc zrekonstruować „niespisaną naukę Platona” przedstawił młodzieńczy traktat Arystotelesa O Dobru. Arystoteles był wprawdzie przez dwadzieścia lat (od 17. roku życia) uczniem Platona ale musimy pamiętać, że autor Metafizyki reprezentuje całkowicie odmienny styl myślenia niż jego Mistrz z gaju Akademosa. Poszukiwanie więc śladów wiedzy mistrza w piśmie „niewiernego” ucznia stanowi przedsięwzięcie bardzo ryzykowne. Należy też pamiętać, że Diogenos Laertios wymienia imiennie 17 uczniów i 2 uczennice Platona, wśród których nie znajdziemy jednak Arystotelesa. Możemy przypuszczać, że nie należał on do najbardziej zaufanych uczniów17 .

W Akademii Platon prowadził wykłady, a jego słuchacze sporządzali z nich notatki. Warto zwrócić uwagę, że wykłady te nie były publikowane i stanowią przeciwieństwo dialogów, opublikowanych prac przeznaczonych na „popularne” lektury. Jeśli uświadomimy sobie ten fakt, zniknie, przynajmniej częściowo, ostra różnica, jaką zwykle skłonni jesteśmy zauważać pomiędzy Platonem a Arystotelesem (który wstąpił do Akademii w 367 roku p.n.e.). Jesteśmy w posiadaniu popularnych prac Platona, jego dialogów, nie mamy natomiast jego wykładów.

Sytuacja jest całkowicie odwrotna, jeśli chodzi o Arystotelesa, gdyż posiadane przez nas dzieła reprezentują jego wykłady, to popularne jego prace, czyli dialogi, nie dotrwały do naszych czasów – ocalały jedynie ich fragmenty. Dlatego też, porównując dialogi Platona z wykładami Arystotelesa, nie możemy – nie mając dalszych świadectw – wyciągać pochopnych wniosków o ostrych przeciwieństwach między tymi dwoma filozofami, na przykład pod względem literackich zdolności czy emocjonalnych, estetycznych i „mistycznych” poglądów18 .

W Timajosie Platon ujawnił porządek w świecie rzeczy. Jednakże mimo mitycznej formy, a może właśnie dlatego, Timajos stał się jednym z tych dialogów Platona, które wywarły największy wpływ na następne pokolenia. Dzieło filozoficzne należy nie tylko do tego dawnego czasu, w którym powstało. Powołane niegdyś do istnienia, poczyna żyć swoim własnym życiem w historii. Bywa bowiem przyswajane przez następne pokolenia: odczytywane w odmiennych okolicznościach dziejowych oraz włączone w ramy innych tradycji, wzbogaca ich świat. Niezależnie też od tego, czym było owo dzieło w SOBIE, w intencji jego twórcy i w znaczeniu dla własnego czasu – rozpoczynając swoje życie dla INNYCH, ulega przemianie.

Pierwsza rewolucja jońska, której przewodził żyjący na przełomie VII i VI wieku p.n.e. Tales z Miletu, śmiało zdetronizowała bogów i wprowadziła na ich miejsce bezosobowe żywioły. Miejsce erotycznych przygód Kronosa i Uranosa zajęły elementy materialne i ogólne przyczyny czy zasady rzeczy. Ponieważ Grecy nigdy nie oddzielili nauki od filozofii, ich nauka zawsze pozostała w pewnym sensie poszukiwaniem znaczenia i mądrości. Nie tylko nie przezwyciężyli konsekwencji rozdziału dokonanego między teorią a praktyką, ale wręcz stworzyli w swych dziełach trwały pomnik tego rozróżnienia.

Platońska teoria idei traktowała cały świat doświadczenia jako w pewnym sensie nierealny, co odróżniało go diametralnie od świata nieskażonych przez materię, niezmiennych idei, których poznanie miało stanowić prawdziwe źródło wiedzy. Ale pierwsza rewolucja jońska – przejście od mitologii do fizyki – zabrnęła w ślepy zaułek. Greccy filozofowie natury chcieli osiągnąć zbyt wiele i zbyt szybko. Ich dociekania nie stały się ani istotnym źródłem nowoczesnej nauki, ani katalizatorem jej rozwoju. Stały się natomiast przykładem zjawiska, które kontrowersyjny filozof religii Alfred Edward Taylor nazwał jednym z okresowych bankructw nauki19 .

Należy być świadomym faktu, że historia pisze każdemu filozofowi jego drugie opera posthuma20 . Historia jest jednak panią samowolną i nie domaga się uwierzytelniającego podpisu. Mit, który miał określony sens dla swojego czasu, z biegiem lat nabiera odmiennych znaczeń. Kultywowany przez uczniów-kontynuatorów, interpretowany przez zwolenników, zwalczany przez przeciwników, odczytywany z perspektywy odmiennych okoliczności, zdobywa nowe życie i nową treść.

Historia dowodzi, że człowiek łatwo odrzuca fakty, gdy nie zgadzają się z jego wizją świata. Rodzaj ludzki doświadczył tego niejednokrotnie. Może z tej przyczyny, że w przeważającej większości z nas – mieszkańców DZISIAJ – wciąż nie ma tego pierwiastka pokory, który pozwoliłby bez oporów zgodzić się z tym, że to, co WCZORAJ uznawano za prawdę oczywistą, JUTRO już nią nie będzie? Potrzebujemy kolejnego renesansu?

Rację zdaje się mieć Charles H. Hapgood twierdzący, że specjalista, który zaczął od uczenia się tego, czego inni dokonali przed nim, nigdy nie wprowadzi do nauki czegoś absolutnie nowego. Szkoda, że przeważająca część w miarę oczytanego społeczeństwa klasyfikuje opowieść Platona na równi z relacjami na temat potwora z Loch Ness czy Yeti, na co ani wielki filozof, ani jego dzieło nie zasługują.

A już najbardziej przykre – zwłaszcza dla filologa klasycznego lub filozofa – może być to, że choć większość z tych ludzi, którzy słyszeli coś na temat Atlantydy, o „dostojnym kłamcy” (a takim mianem określił swego nauczyciela jego najsłynniejszy uczeń – Arystoteles) nie wiedzą prawie nic. Znamienny jest również fakt, że Arystoteles w Poetyce poświęcił dialogowi jako formie literackiej zaledwie jedno zdanie. To bardzo mało, jeśli weźmie się pod uwagę, że wykład o tragedii zajmuje siedemnaście, a o epice cztery spośród dwudziestu sześciu rozdziałów zachowanej części dzieła:

„Sztuka słowa jednak, która posługuje się zarówno samą mową prozaiczną, jak też wierszem, jednym jego rodzajem lub mieszaniną wielu miar wierszowych, nie posiada dotychczas nazwy. Nie potrafimy bowiem objąć wspólną nazwą mimów Sofrona i Ksenarcha, dialogów sokratycznych ani też utworów, w których naśladowanie tworzy się za pośrednictwem trymetrów jambicznych, wierszy elegijnych i wszelkich innych miar wierszowych21 .”

Godny zastanowienia jest także fakt, że Arystoteles zestawił tak różne od siebie pod względem formy, tematyki i stylu rodzaje wypowiedzi literackiej jak mim, dialog sokratyczny, wiersze pisane w trymetrze jambicznym i w metrach elegijnych. Niektórzy uczeni doszukują się ironii w zestawieniu z mimami Sofrona i Ksenarcha dialogów sokratycznych, których czołowym przedstawicielem jest Platon.

Owa ironia – jak dowodzą autorzy – miałaby polegać na tym, że Platon wykluczył ze swego idealnego państwa poetów – przedstawicieli sztuki naśladowczej, a sam, w ujęciu swego ucznia, znalazł się jako pisarz posługujący się mimesis22 w towarzystwie twórców mimów, którzy przedstawiali zwykłych ludzi w codziennych, często śmiesznych, sytuacjach życiowych23 .

„Dialog platoński” – jak pisał Tadeusz Sinko – „jest poniekąd kontynuacją mimu sycylijskiego”24 . Pisane rytmiczną prozą mimy Sofrona z V wieku p.n.e., które dotarły do naszych czasów w około 170 fragmentach (znamy też tytuły nie zachowanych), ukazywały sceny z życia zwykłych ludzi. Trafność obserwacji i żywość dialogu przykuły uwagę Platona, który przywiózł sobie z Syrakuz egzemplarz tych mimów.

Platon żył w epoce przejściowej, gdy Ateny przeżywały zalew słowa pisanego, i to, czego był świadkiem, zdawało się potwierdzać trafność ostrzeżenia, jakiego udzielił egipski król Tamuz wynalazcy pisma bogu Teutowi:

„Ty jesteś ojcem liter; zatem przez dobre serce dla nich przypisałeś im wartość wprost przeciwną tej, którą one posiadają naprawdę. Ten wynalazek niepamięć w duszach ludzkich posieje, bo człowiek, który się lego wyuczy, przestanie ćwiczyć pamięć; zaufa pismu i będzie sobie przypominał wszystko z zewnątrz, ze znaków obcych jego istocie, a nie z własnego wnętrza, z siebie samego. Więc to nie jest lekarstwo na pamięć, tylko środek na przypominanie sobie. Uczniom swoim dasz tylko pozór mądrości, a nic mądrość prawdziwą25 .”

W najwcześniejszej epoce wielkiej literatury greckiej pismo przede wszystkim wspomagało pamięć. Iliadę i Odyseję spisano dla potrzeb śpiewaków i recytatorów. Nieporozumienie bierze się z tego, że tak przez nas podziwiana „literatura” starożytnych Greków dotrwała do naszych czasów w postaci pisemnej. W rezultacie czytamy przeznaczone do wysłuchania (wraz z całym arsenałem retorycznych gestów) mowy Demostenesa. W czasach Platona kwestia wartości słowa pisanego w stosunku do żywego słowa stała się przedmiotem szerokiej dyskusji. Herodot i Tukidydes napisali pierwsze dzieła historyczne, Anaksagoras i Demokryt zaś – filozoficzne.

Tukidydes usprawiedliwiał się we wstępie do Wojny peloponeskiej, iż w swej pisemnej relacji nie mógł oddać w pełni treści przemówień, jakie wygłosili poszczególni bohaterowie wydarzeń. Ale Tukidydes nazwał swoje dzieło „dorobkiem o nieprzemijającej wartości”, traktując je jako nową formę literacką. Przyjęty sposób przyswajania literatury wciąż jeszcze stanowiło głośne czytanie. Podstawowym zdarzeniem w życiu intelektualnym Sokratesa nie była lektura Anaksagorasa, lecz fakt, że – jak pisze Platon w Fajdrosie – „usłyszałem kiedyś, jak czytano z [...] książki”.

W V wieku p.n.e., a częściowo aż do czasów Platona, pismo odgrywało podrzędną rolę w stosunku do przekazu ustnego, w tym sensie, że książki pisano i nabywano nie dla publiczności czytelników, lecz jako narzędzie zawodowe do użytku tych, którzy mieli realizować ich treść – śpiewając, recytując bądź deklamując. Łatwiej będzie nam zrozumieć niechęć Ateńczyków do pisanego słowa, gdy przypomnimy sobie niewygodną w użytku postać, jaką w tym czasie ono miało. Czytelnik musiał przewijać papirusowy zwój, nie mając do pomocy indeksu, brnąc przez tekst pozbawiony znaków przestankowych, niepodzielony na rozdziały czy paragrafy, a nawet na poszczególne słowa.

Fakt, że tak mała społeczność zrodziła tak wiele idei rządzących światem zachodnim, jest kolejnym świadectwem cudu klasycznej Grecji. Nie tylko Alfred North Whitehead, matematyk angielski i twórca tak zwanej filozofii organizmu, określał tradycję filozofii europejskiej jako „szereg przypisów do Platona”. Tymczasem dzieło Platona nosi niezbywalne piętno małej społeczności ateńskiej, w której powstało i gdzie szczególnym rodzajem poszukiwania była Droga Dialogu. Było to poszukiwanie prowadzone w duchu kultury żywego słowa i nie uchwyci się jego znaczenia, jeśli nie pojmie się wyjątkowej roli, jaką odgrywało w klasycznej Grecji słowo; pismo pełniło wówczas funkcję drugorzędną.

Dla nas myśliciel jest pisarzem; dla Greków był mówcą. Jak to wyjaśnia Sokrates w platońskim Fajdrosie, podobnie jak obraz, który w przeciwieństwie do żywego człowieka, nie może odpowiedzieć na pytania, tak i słowo pisane pozbawione jest życia: „Mistrz, który wiedzę posiada, pisze ją w duszy ucznia. Ona potrafi odpierać napaści i wie, do kogo mówić, a przed kim milczeć potrzeba”26 . Na co Fajdros odpowiada: „Mówisz o żywej, pełnej ducha mowie człowieka, który wiedzę posiada; mowa pisana, to jej mara tylko?”27

Sokrates przywołuje najpierw mit o egipskim bogu Theucie, który przez Greków identyfikowany był z Hermesem i uchodził za wynalazcę pisma. Odwołanie się do mitycznej formy pojęciowej „pierwszego wynalazcy” wskazuje, że Platon zamierza tu rozpatrywać zagadnienie pisma jak najgruntowniej, bo w myśleniu mitycznym rzecz nabierała swych cech niezmiennych właśnie w chwili jej stworzenia w czasach prehistorycznych. Bóg Theut przyniósł królowi Tamuz pismo wraz z innymi wynalazkami, zachwalając je jako środek, który uczyni Egipcjan „mądrzejszymi i sprawniejszymi w pamiętaniu” (Fajdros 274 e).

Na dobrą sprawę żaden z problemów rozważanych w dialogach Platona nie otrzymuje ostatecznego rozwiązania. Mamy w nich więc rzeczywiście do czynienia ze stosowaniem otwartego modelu dialektyki. Co się przez to osiąga? Obok wiedzy, która także sprowadza się do przekonania, że w jakimś ostatecznym wymiarze jest ona niemożliwa, wyłania się przynajmniej jeden bezdyskusyjny wniosek, ten mianowicie, że dla ludzi istnieje powinność podejmowania nieustannie na nowo rozmowy na tego rodzaju „ostateczne” tematy. Rozmowy te mają na celu nie tylko jakieś poznawcze rozeznanie, ale także spełniają funkcje kreacyjne28 .

Uważa się, że Platon z wyrachowania posłużył się formą dialogu zamiast zwykłego traktatu. Jest to bez wątpienia forma ciekawsza, bo żywa. Opiera się na pozorowanej dyskusji, podczas której prezentowane są różne punkty widzenia. W istocie wiele dialogów ma taką formę z tej właśnie przyczyny. Prawdopodobnie tylko dialog Kratylos należy – ogólnie rzecz biorąc – uważać za rodzaj sprawozdania z prawdziwej dyskusji, nawet jeśli nie użyto tam dokładnie tych samych słów, jakie zostały wypowiedziane.

Trudno mi zabierać głos w sprawie wszystkich dialogów Platona, ale wydaje mi się, że pod jakimś względem również Timajosa i Kritiasa należy uważać za napisane w sposób „reportażowy” sprawozdanie z rozmowy, która rzeczywiście miała miejsce. Thomas A. Szlezák, wybitny znawca filologii klasycznej i historii filozofii, zwraca uwagę na chybione podejście przedstawicieli nowoczesnej teorii dialogu platońskiego:

Czy dialogi (ogół dialogów) przekazują całą filozofię Platona? Platon mówi: nie. Epoka nowożytna koryguje go z wyższością: poza dialogami nie istniała żadna ustna filozofia Platona.

Czy dialogi są zapisem duchowego rozwoju Platona, czy przekazują stan jego badań takim, jakim on w chwili pisania dialogu był? Dla trzech ostatnich historystycznych stuleci jest to oczywiste. A przecież gdy uwzględnimy podstawowe założenia Platona, to odpowiedź pozytywna byłaby czymś zdumiewającym

29

.

Zdaniem Krzysztofa Dowgiałło niedokończona opowieść o pradawnych Atenach urasta pod piórem Platona do najważniejszego przesłania, jakie istnieje (choć w formie utajonej) w całej filozofii lub mitologii30 . Pojęcie „ezoteryczny” obejmuje sposób przekazywania wiedzy. Sposób ten opiera się na założeniu „że niedobrze ujawnić całą prawdę”31 .

Platon omawiając te tajemnicze zagadnienia, używa w Timajosie języka mitu i opowieści. Elżbieta Wolicka, w ten sposób charakteryzuje rolę mitu w wiedzy ezoterycznej: „Mit właśnie stanowi ów «ezoteryczny» element, który raczej, jak sądzę, ma ochraniać wymiar bytowej tajemnicy, niż «zakrywać» sekrety doktryny wyjawionej ustnie tylko nielicznym słuchaczom”32 . Świadome nieujawnianie wiedzy filozoficznej wyobraża sobie Platon nie tylko jako możliwą decyzję jednostki, lecz również jako państwową metodę organizowania nauczania.

Już w stosunkowo wczesnym Protagorasie (342 a-e) zostaje nakreślony niewolny od humorystycznych rysów fikcyjny obraz „prawdziwej” Sparty, której właściwa potęga polega nie na prowadzeniu wojny, lecz na uprawianiu filozofii. Niestety pozostali Grecy nic nie wiedzieli o najstarszym i najważniejszym źródle filozofii w Grecji, gdyż Spartanie nie dopuszczali ich do udziału w niej, potajemnie rozprawiając z wybitnymi myślicielami lub inscenizując wypędzanie cudzoziemców, którego prawdziwym celem była możliwość filozofowania bez świadków.

Druga kluczowa koncepcja Szlezáka, najbardziej oryginalna, dotyczy samej struktury dialogów platońskich, których istotą jest udzielenie metodycznego i zrozumiałego „wsparcia logosowi”. W każdym dialogu określa się tezę, czyli logos, a więc przyjmuje wstępne uzasadnienia dowodowe, po czym ten, kto tezę przedstawił, podlega elenchosowi, czyli krytycznej analizie, implikującej zachętę do wsparcia tezy głębszym uzasadnieniem, aż do osiągnięcia uzasadnienia podstawowego – jeśli wręcz nie ostatecznego – tezy.

Zdaniem Thomasa A. Szlezáka „historyzację” sytuacji i postaci dialogu bardzo osłabia licentia poetica. Celem zarówno dla uczestnika dialogu, jak dla czytelnika jest przecięcie krępujących go własnych więzów i dotarcie do wyłaniających się po dokonaniu tego zabiegu prawd. Uwarunkowanie sytuacyjne i czasowe dialogów okaże się „idealne” albo przykładowe.

Gdyby postacie Platona były tylko historyczne, nie mogłyby do nas przemówić z tak bliska, jak to się w rzeczywistości dzieje. Na szczęście są one indywidualne nie w sposób historyczno-przypadkowy, lecz, jeśli wolno się tak wyrazić, powszechnie ważny33 . Przekaz pisemny – utrzymuje Platon – mówi zawsze to samo, nie umie odpowiadać na pytania ani wybrać sobie czytelnika, ani bronić się przed atakami:

„Coś strasznie dziwnego ma do siebie pismo, Fajdrosie, a prawdę rzekłszy, to i sztuka malarska. Toż i jej płody stoją przed tobą, jak żywe, a gdy ich zapytasz o co – wtedy bardzo uroczyście milczą. A tak samo słowa pisane. Zdaje ci się nieraz, że one myślą i mówią. A jeśli ich zapytasz o coś z tego, o czym mowa, bo się chcesz nauczyć, one wciąż tylko jedno wskazują; zawsze jedno i to samo. A kiedy się mowę raz napisze, wtedy się ta pisana mowa toczyć zaczyna na wszystkie strony i wpada w ręce zarówno tym, którzy ją rozumieją, jak i tym, którym nigdy w ręce wpaść nie powinna, i nie wie, do kogo warto mówić, a do kogo nie. A kiedy ją fałszywie oceniają i niesłusznie hańbią, zawsze by się jej ojciec przydał do pomocy, bo sama ani się od napaści uchronić, ani jej odeprzeć nie potrafi34 .”

Platon nigdzie nie wspomina o istnieniu, teraźniejszym lub przyszłym, jakiejś formy pisemnego przedstawienia, przy pomocy której te zasadnicze wady słowa pisanego dałyby się przezwyciężyć. Nie obciążają one jedynie filozofii mówionej; ten, „kto wie”, może szukać właściwego partnera do żywej rozmowy; nie będzie odpowiadał na pytania zawsze tak samo, potrafi się bronić przed zarzutami (Fajdros 276 a).

Gdyby potraktować tekst dialogów Timajos i Kritias dosłownie, to trudno dać wiarę w opowieść o Atlantydzie. Dlaczego jednak Platon miałby zmyślić tę historię? Może opowieść o legendarnym państwie jest literacką ilustracją jego ulubionego tematu – rozważań filozoficznych o idealnym państwie? Byłaby więc czymś w rodzaju Prawdziwie złotej książeczki o najlepszym urządzeniu rzeczypospolitej i o nowej wyspie Utopii Thomasa Morusa, gdzie angielski arystokrata nakreślił w niej wizję nowego, sprawiedliwego społeczeństwa, rządzonego demokratycznie, w którym nie ma własności prywatnej i osobistej, a każdy obywatel zobowiązany jest do pracy i każdy według potrzeb może z owoców tej pracy korzystać?

W społeczeństwie tym nie ma obiegu pieniężnego, złoto i srebro używane są tylko do wymiany z innymi krajami. Jako znamienny i nieprzypadkowy trzeba uznać fakt, iż rękopis powstałej w 1516 roku Utopii został przez Morusa przesłany jego przyjacielowi, Erazmowi z Rotterdamu. Ten zaś, mieszkając w jego domu, napisał Pochwałę głupoty (Encomium moriae), którą dedykował przyjacielowi, nawiązując w tytule żartobliwie do jego nazwiska.

Utopia, przybrana w szatę relacji podróżniczej, nosi trwałe piętno epoki wielkich odkryć geograficznych. Podczas jej czytania miał zginąć Humphrey Gilbert – niezmordowany poszukiwacz „przejścia północno-zachodniego” w służbie królowej Elżbiety I. Narrator Raphael Hythloday (Rafael Hytlodeusz) miał udać się do Ameryki wraz z Amerigo Vespuccim, którego relacja ukazała się w 1507 roku. Hytlodeusz pozostał na wyspie, którą miała odkryć w drodze po wrotnej ekspedycja Vespucciego.

Pierwsza z dwóch ksiąg Utopii ma – jak platońskie Państwo – postać dialogu. Morus rozpoczął swoje poszukiwania idealnego społeczeństwa od krytyki współczesnej Europy, by następnie opisać życie na wyspie Utopia położonej u wybrzeży Ameryki. Utopia Morusa jest wyidealizowaną wizją średniowiecznego ideału życia monastycycznego. Najważniejszym rysem społeczności Utopian jest brak własności prywatnej (występuje to już w platońskim Państwie).

Nas jednak mniej interesuje, kto i w jaki sposób korzystał z dzieł Platona, a bardziej to, skąd Platon mógł zaczerpnąć swoją historię Atlantydy. Możliwe, że platońska historia zatopionego lądu istotnie wywodzi się z Egiptu, lecz zmyślona została przez kapłana w pewnym celu politycznym. Wyjaśnienie to jest dość często podawane ze wskazaniem motywu, jakim mógł kierować się Egipcjanin – a mianowicie chęcią pozyskania w Grekach sojuszników przeciwko Persji.

W czasie pobytu Solona w Egipcie – za panowania Amasisa (568-525 p.n.e.) z XXVI dynastii (sławionego przez Greków, ponieważ udzielił znacznego wsparcia finansowego na budowę świątyni Apollina w Delfach) – państwo faraonów odczuwało groźbę agresji wzrastającej potęgi nowego państwa perskiego35 . W tej sytuacji kapłanowi nie chodziłoby chyba o to, aby Solon i jego potomkowie utrzymywali w tajemnicy informację o Atlantydzie?

Nie sposób rozpatrywać problemu Atlantydy, nie orientując się w kolejach życiowych autora Timajosa i Kritiasa i nie znając jego światopoglądu. Jak już nadmieniliśmy jego najsławniejszy uczeń Arystoteles nazwał go „dostojnym kłamcą”. Krytyczny stosunek do pewnych założeń filozoficznych swego nauczyciela nie miał bynajmniej wpływu na oziębienie uczuć, jakimi go darzył, ani na osłabienie szacunku, jaki mu zawsze okazywał. Aczkolwiek, co cenił najbardziej oddaje myśl, którą można przeczytać w jego Etyce nikomachejskiej:

„Zdaje się chyba jednak, że może lepiej jest i że trzeba dla ocalenia prawdy poświęcić nawet to, co jest nam bardzo bliskie, zwłaszcza jeśli się jest filozofem; bo gdy jedno i drugie jest drogie, obowiązek nakazuje wyżej cenić prawdę [aniżeli przyjaciół]36 .”

Słowa te zawierają, ironiczną może, aluzję do wypowiedzi samego Platona w Państwie 595 b: „Trzeba to powiedzieć, chociaż mówić mi trudno: tak bardzom od dziecka nawykł lubić Homera a czcić... Ale nie należy człowieka cenić więcej niż prawdę, więc trzeba powiedzieć, co myślę”.

Jak podaje Apollodor w Kronice, Platon urodził się w siódmym dniu miesiąca thargelion (maj-czerwiec), w czasie 88. Olimpiady (428-425 p.n.e.), a więc w dniu, w którym według wierzeń Delijczyków przyszedł na świat Apollo. Dodajmy, że miejscem narodzin były Ateny. Pierwsza wzmianka na temat długości życia Platona pochodzi od Filochorosa, który według Filodemosa z Gadary podawał, że Platon umarł za archonatu Theofilosa (348/347), przeżywszy 82 lata. Z kolei retor z Kyzikos, Neantes, według Diogenesa Laertiosa, podał, że Platon umarł w wieku 84 lat. Ów Neantes – jak wynika z przekazu Filodemosa – zawarł w swoim dziele opowieść, którą usłyszał od Filipa z Opuntu.

W dzień swojej śmierci Platon dostał gorączki. Przyjął zatem u siebie Chaldejczyka, który z pomocą pieśni magicznych miał mu przynieść ulgę w chorobie. Platon poczuł się lepiej i zasnął. Jednak w nocy przebudził się, gdyż gorączka powróciła i w rezultacie po chwili zmarł. Wiadomo, że Filip był autorem żywotu Platona, ale Filodemos podkreśla, że Neantes nie czytał tej historii, ale usłyszał o niej od Filipa. Ostatecznie trudno wnioskować, czy historię tę zawierało dzieło Filipa. Filodemos umieścił tu na marginesie jeszcze wzmiankę, że „inni” (mając na myśli najprawdopodobniej pozostałych autorów żywotów Platona) podawali za Speuzypem, że Platon umarł podczas snu.

Przekaz Hermipposa reprezentuje z kolei odmienną tradycję, wedle której Platon umarł w wieku 81 lat podczas uczty weselnej. Do tych okoliczności śmierci nawiązuje też epigramat przekazany przez Diogenesa Laertiosa, który wspomina, że Platon odszedł ze świata biorąc udział w uczcie weselnej. Również Cyceron podaje, że Platon umarł w wieku lat 81, ale w odróżnieniu od Neantesa i Hermipposa wyjaśnia, że skonał w trakcie pisania. Tę samą informację powtarza Dionizjos z Halikarnasu, natomiast kolejni autorzy podają tylko, że żył 81 lat, lub że dożył 81 lat37 .

Trudno wyjaśnić różnicę w liczbie lat, jaka pojawia się u poszczególnych autorów. Być może jest to kwestia różnych tradycji bądź różnic w sposobie rachuby czasu lub po prostu błędu kopistów antycznych bądź późniejszych. Problem jest jednak bardziej złożony, gdyż wzmianka o wieku, jakiego dożył Platon, zawiera dwie główne informacje: liczbę lat, których dożył Platon (81 – oprócz wyżej wymienionych, podają: Seneka, Lukian, Hieronim, Anonim; 82 – podają: Filochoros, Suda) i okoliczności śmierci Platona (na weselu – Hermippos, Diogenes Laertios; w obecności Chaldejczyka lub Chaldejczyków – Neantes, Seneka; podczas snu – Speuzyp; podczas pisania – Cyceron, Dionizjos z Halikarnasu; w dzień swoich urodzin – Seneka; brak szczegółów – Lukian, Hieronim, Anonim). Zdaniem niektórych badaczy obie informacje pozostają w znaczącym związku, niosąc z sobą apolińskie przesłanie.

Natomiast na okoliczność narodzin wielkiego filozofa Diogenes Laertios przekazuje, że Speuzyp, Klearchos i Anaksilaides zgodnie wspominają o krążącej w Atenach pogłosce, ze Ariston usiłował dokonać gwałtu na młodej Periktionie, co mu się jednak ostatecznie nie udało. Św. Hieronim natomiast dodaje, że wspomniani autorzy podawali, iż Periktiona została nawiedzona przez zjawę Apollona (fasma Apollonis) i – jak zdaje się sugerować Hieronim – pozostając dziewicą powiła Platona.

Z kolei według Orygenesa niejaki Arystander twierdził, że Platon nie był synem Aristona, lecz zjawy Apollona, która obcowała z Amfiktioną (tak brzmi imię matki Platona w tej relacji). Orygenes dodaje, że informacje te potwierdzali liczni platonicy w żywotach Platona, ale niestety nie wyjaśnia dokładniej, jakich autorów i jakie teksty ma na myśli.

O Platonie Orygenes wypowiada się również w innym miejscu i choć nie podaje źródła, można tę informację przypisać Arystandrowi. Jest to o tyle prawdopodobne, że Arystander jako zawodowy wróżbita na dworze Aleksandra Wielkiego musiał być żywo zainteresowany tego typu historiami38 . Zgodnie z oficjalną „metryką” był synem Aristona i Periktiony, która swój ród wywodziła od Solona. Bratem Solona był Dropides, którego synem był Kritias, ojciec Kallaischrosa, a jego z kolei synem był Kritias, jeden z Trzydziestu Tyranów, ojciec Glaukona, którego dziećmi byli Charmides i Periktiona.

Platon, syn tej ostatniej, był więc potomkiem Solona w szóstym pokoleniu. Solon zaś swój ród wywodził od Neleusa i Posejdona. W Rzeczypospolitej występują dwaj bracia Platona: Adejmantos i Glaukon, miał też Platon siostrę Potone. Po śmierci Aristona Periktione poślubiła Pynlampesa, a ich syn Antyfon (przyrodni brat Platona) występuje w Parmenidesie. Nie ulega wątpliwości, że Platon wyrastał w domu ojczyma, który – o czym należy pamiętać – był przyjacielem Peryklesa. Toteż Platonowi, mimo że miał pochodzenie arystokratyczne i był wychowywany w domu arystokratycznym, przekazywano tradycje państwa Peryklesa39 .

Tradycja podaje, że po dziadku nazywał się Aristokles, natomiast imię Platon (szeroki) było przydomkiem nadanym mu przez nauczyciela gimnastyki Aristona z Argos ze względu na masywną budowę ciała. Inni zaś twierdzą, że imię Platon wywodzi się z jego stylu, który obfitował w słowa lub – jak mówi Neantes – z szerokości czoła filozofa.

Dikaiarchos z Messary na Sycylii w pierwszej księdze Żywotów Siedmiu Mędrców utrzymuje natomiast, iż wzięło się stąd, że Platon brał udział w igrzyskach istmijskich jako zapaśnik. W dzieciństwie Platon otrzymał niezwykle staranne wychowanie i wykształcenie. Diogenes Laertios w Żywotach i poglądach słynnych filozofów podaje, że naukę czytania i pisania pobierał u Dionizjosa. Apulejusz, odnosząc się prawdopodobnie do Perideipnonu Speuzypa, pisał (De Platonis et eius dogmate I 2):

„Będąc więc tak [wspaniałym] i pochodząc z tak [znakomitych rodziców], Platon nie tylko przewyższył cnotami herosów, lecz zdolnościami dorównał także bogom. Speuzyp bowiem, zaznajomiony z rodzinnymi dokumentami, chwali go [już jako] chłopca za wielką bystrość w rozumieniu i charakter podziwu godnej skromności, i opowiada, że gdy dorastał wyróżniał się zadatkami do pracy i miłością do studiów, i zaświadcza, że owoce tych jak i pozostałych cnót zebrał będąc w wieku męskim40 .”

Według Diogenesa Laertiosa Platon „zajmował się także malarstwem i pisał poezje, najpierw dytyramby, później pieśni i tragedie”. Żyjący na przełomie II i III wieku n.e. Klaudiusz Elian podawał, że Platon:

„najpierw zwrócił się ku poezji i tworzył w miarach heroicznych; potem jednak spalił swe utwory z pogardą, bo porównując je z pieśniami Homera, zrozumiał, że są o wiele gorsze. Zajął się więc z kolei dramatopisarstwem, napisał nawet tetralogię i zamierzał ją wystawić, wręcz rozdał już tekst aktorom. Pewnego razu jednak, tuz przed Dionizjami, usłyszał, przechodząc mimo, Sokratesa i natychmiast porwany jego syrenim głosem me tylko zrezygnował z udziału w zawodach, ale zarzucił pisanie tragedii i całkowicie poświęcił się filozofii41 .”

Nie można stwierdzić, w jakim stopniu jest to prawda, jednakże Platon żył w okresie rozkwitu kultury ateńskiej i musiał otrzymać wykształcenie w tym kierunku. Arystoteles informuje, że Platon znal w swej młodości Kratylosa, filozofa heraklejtyczyka. Platon mógł dowiedzieć się od niego, że świat poznania zmysłowego jest światem ciągłych zmian i stąd nie jest właściwym przedmiotem prawdziwego i pewnego poznania.

O tym, że prawdziwe i pewne poznanie jest osiągalne na szczeblu pojęciowym, mógł dowiedzieć się od Sokratesa, którego musiał znać od wczesnych lat42 . Wiadomo bowiem, że zetknął się z nim w dwudziestym roku życia i przez dziewięć lat był jednym z jego najbliższych słuchaczy i przyjaciół. Wzmiankowany wyżej Elian przytacza anegdotę nieznaną z innych źródeł, jak to Sokrates odwiódł Platona od zaciągnięcia się do wojska i skłonił do poświęcenia się filozofii:

„Opowiedziano mi pewną historię; nie wiem, czy jest prawdziwa. Oto czego się dowiedziałem. Platon, syn Arystona, udręczony – jak mówią – ubóstwem, miał zamiar zaciągnąć się do wojska. W chwili, gdy już kupował oręż, spotkał go Sokrates i odwiódł od tego zamiaru, przekonując w zwykły sobie sposób i skłaniając, żeby poświęcił się filozofii43 .”

Platon po upadku tyrana Kritiasa nie czuł się zbyt pewnie. Wolał zatem opuścić Ateny i dlatego nie było go na łożu śmierci Sokratesa w roku 399 p.n.e. Zajął się tym, czemu w tamtych czasach oddawała się większość bogatych potomków wielkich rodów: objeżdżał greckie kolonie. Najpierw – wraz z kilku innymi sokratykami – odwiedził Euklidesa w Megarze (notabene również ucznia Sokratesa) – mieście na przesmyku łączącym Attykę z Peloponezem nad Zatoką Sarońską.

Potem przeniósł się do Cyrenajki w północnej Afryce, mniej więcej w połowie drogi między Kartaginą a Aleksandrią, gdzie słuchał matematyka Teodora. Nic dziwnego, gdyż w owym czasie Cyrenajka była największym, najbogatszym i najbardziej na południe wysuniętym greckim miastem-państwem. Złoty wiek Cyrenajki trwał od około 450 roku p.n.e. do okresu dominacji Ptolemeuszy w końcu następnego stulecia.

O jej bogactwie świadczą liczne monumentalne budowle, których marmurowe podmurowania widoczne są po dzień dzisiejszy na agorze, oraz obficie bita własna moneta. Dynamiczny rozwój rolnictwa i handlu spowodował zmianę zainteresowań mieszkańców. Cyrenajczycy zaspokoiwszy swoje podstawowe potrzeby życiowe zaczęli rozglądać się za strawą duchową. Miasto wkrótce stało się centrum nauki, kultury i przepychu.

Zasłużoną sławą cieszyła się tamtejsza szkoła filozoficzna, którą w IV wieku p.n.e. założył Arystyp, uczeń Sokratesa, a mistrz Epikura, Należeli do niej nie byle jacy myśliciele, bo Hegezjasz, Annikeris, Teodor Ateista, Karneades, Antypater i Arete – pierwsza w dziejach kobieta filozof. Nic dziwnego, że żyjąc w łagodnym, śródziemnomorskim klimacie, w otoczeniu cudownej przyrody, opływając w bogactwa i obcując na co dzień z przepychem, stworzyli oni hedonizm – kierunek filozoficzny, który mówił, że jedyną rzeczą na świecie posiadającą wartość jest przyjemność i osiągnięcie jej najwyższego stopnia powinno być naczelnym celem wszelkiej aktywności człowieka.

Słynna była też cyrenajska szkoła matematyczna. Najwybitniejszym jej przedstawicielem był współczesny Sokratesowi, wspomniany już Teodor, który dowiódł za pomocą geometrii niewymierność pierwiastka kwadratowego z liczb od 2 do 17. Owe teoretyczne dociekania Teodora wzbogaciły sztukę architektów i zostały wykorzystane podczas wznoszenia doskonałych w swej gracji i lekkości tholosów44 .

Z kolei Eratostenes, geograf, astronom, geodeta, filozof i poeta, sporządził pierwszą naukową mapę znanego świata, rozciągającego się od Gibraltaru po Indie i od Somalii do północnego koła podbiegunowego. Jego dzieło opierało się już na użyciu dobrze nam znanych współrzędnych sferycznych. Szerokość geograficzna danego miejsca (nazywana wówczas „klimatem”, które to słowo pierwotnie znaczy „nachylenie”) łatwo określić, na przykład mierząc zegarem słonecznym kąt, jaki promienie Słońca tworzą z pionem w południe w dniu przesilenia słonecznego. Inna metoda polega na obliczaniu jej ze stosunku między długością dnia i nocy podczas przesilenia.

Określanie długości geograficznej zawsze było znacznie trudniejsze (przed wynalezieniem chronometrów i radia) i nie wiemy, jakich metod użył tu Eratostenes. Podziw dla jego wyczynu był tak powszechny, że jeszcze po stuleciach Pliniusz Starszy w Historii naturalnej II 247-248 odnotowywał jego echa. Można zakładać, że Eratostenes stosował system wzmiankowany w II wieku n.e. przez Ptolemeusza na początku jego Wstępu do geografii, określając różnicę długości między dwiema miejscowościami na podstawie różnicy ich szerokości, oraz wyznaczając kąt tworzony przez odcinek łączący z południkiem:

„Dowiedliśmy tego zbudowawszy przyrząd meteoroskopowy, za pomocą którego, poza dużą ilością innych najbardziej pożytecznych rzeczy, bez trudu, a przy tym w dowolnym dniu i w dowolną noc poznajemy wysokość bieguna północnego w miejscu obserwacji, a także – niezależnie od godziny – położenie południka i położenie danej drogi w stosunku do niego, to jest jaki kąt tworzy z południkiem w zenicie największe koło, przeprowadzone przez naszą drogę. Dzięki temu meteoroskop w podobny sposób wskazuje poszukiwany łuk, a ponadto jeszcze łuk zawarty pomiędzy oboma południkami oraz innymi, jeżeli takie są, równoleżnikami równika45 .”

Istotnie, jeśli chodzi o dwa miasta połączone szlakiem morskim, jest to wartość w przybliżeniu znana marynarzom przebywającym tę trasę. Najsłynniejszym osiągnięciem Eratostenesa był pomiar ziemskiego południka. Wartości najstarsze – przytacza je Arystoteles bez wspominania o użytej metodzie – były szacunkowe, nie zaś pomierzone:

„sposób, w jaki gwiazdy nam się pojawiają, wykazuje nie tylko, że Ziemia jest kulista, lecz także, że nie jest ona wielka. Wystarcza bowiem mała zmiana naszego położenia ku południowi lub północy, aby uderzająco zmienić koło horyzontu; wskutek czego gwiazdy nad naszymi głowami ulegają wielkiej zmianie; nie te same zjawiska zjawiają się w miarę, jak się przenosimy ku północy lub ku południu. Niektóre gwiazdy, widzialne w Egipcie i w pobliżu Cypru, są niewidzialne w okolicach północnych; a gwiazdy, które są stale widzialne w krajach południowych, zachodzą w krajach wyżej wzmiankowanych. Stąd jasno wynika nie tylko, że Ziemia ma kształt okrągły, lecz także, że jest kulą niezbyt wielkich rozmiarów – bo w przeciwnym razie skutek tak małej zmiany naszego położenia nie byłby tak prędko widoczny46 .”

Po pobycie w tak zacnym gronie następnym etapem podróży Platona była Italia, gdzie zetknął się z pitagorejczykami Filolaosem i Eurytosem. Stamtąd udał się do egipskich kapłanów. Aczkolwiek zdaniem tłumaczki Platona, Marii Maykowskiej, trasa jego podróży rozpoczęła się najpierw w Egipcie, a dopiero stamtąd skierował się do Cyrenajki, a później do Italii. Coś jest na rzeczy, ponieważ Plutarch donosi, że „Platon uzyskał środki na swą podróż, sprzedając w Egipcie partię oliwy”47 .

Sam Platon nie wspomina o odwiedzaniu Egiptu. Jego znajomość matematyki Egipcjan, a nawet zabaw dziecięcych, mogłaby co prawda wskazywać na rzeczywistą podróż do Egiptu, ale z drugiej strony opowieść o tej podróży mogła zrodzić się jako zwykły wniosek wyprowadzony z jego uwag o Egipcjanach. Niektóre z tych opowieści mają wyraźnie charakter legend; inne przydzielają mu na przykład za towarzysza Eurypidesa, chociaż poeta ten zmarł w 406 roku p.n.e. Należy zatem przyjmować sceptycznie relacje o podróżach, nie odrzucając jednak możliwości, że Platon odwiedził Egipt. Jeśli rzeczywiście tak było, mógł tam pojechać około 395 roku p.n.e. i powrócić do Aten rok bądź dwa lata później, kiedy wybuchły wojny z Koryntem48 .

Nie najważniejsza jest kolejność czy nawet prawdopodobieństwo, lecz cel jego wojaży. Platon, układając plan podróży, miał zamiar wnikliwiej przyjrzeć się starej, tajemniczej mądrości egipskich kapłanów. Ich trwający od wieków wpływ na rządy i życie kraju wydawał mu się potwierdzać możliwość zrealizowania tezy o rządach mędrców. Martin Buber w takich słowach charakteryzuje cel Platona: „Wiedział, że jest powołany do odnowienia świętego prawa i założenia sprawiedliwego, na prawie opartego państwa. Wiedział też, że z tego tytułu ma prawo do władzy”49 .

Pragnął ponadto bliżej zetknąć się z pitagorejczykami, którzy – dzięki wysokiemu poziomowi intelektualnemu oraz posiadanej wiedzy, sposobowi życia i poglądom politycznym – odgrywali przez długie lata wielką rolę polityczną w południowej Italii. W roku 387 p.n.e. powrócił do Aten, gdzie zainicjował działalność w wykupionych zabudowaniach i ogrodzie Akademosa. Prawdopodobnie nie była to szkoła w ścisłym tego słowa znaczeniu, może raczej swego rodzaju „klub”, który z czasem przybrał formy instytutu istniejącego na zasadach konfratrii pitagorejskich, znanych Platonowi z Fliasos, Tarentu, a zwłaszcza z arystokratycznych Syrakuz.

Kształcąc przyszłych filozofów, Platon szkolił określoną klasowo inteligencję o wspólnych poglądach politycznych, moralnych i religijnych, o wysokiej kulturze. Miała ona wydawać z siebie władców-polityków przysposobionych do sprawowania rządów skupionych w ręku ideowo związanej ze sobą elity. Dlatego ateński ośrodek Platona nie był akademią na podobieństwo szkół prowadzonych przez niektórych sofistów, do których tylko pieniądze otwierały drzwi.

W czasach Platona w filozofii widziano pewien bardzo obszerny, lecz nieokreślony program nauczania młodych, aby – jak zwykł mawiać Platon – na ludzi wyrastali. Uczyć się filozofii oznaczało przebywać z mówcami, sofistami i poetami, gromadzić ich pisma, zdobywać sprawność działania, a więc zajmować się filozofią jako wiedzą, która najbardziej kształci „duszę w tych wszystkich umiejętnościach, które przystoi znać ludziom dążącym do tego, co piękne i dobre”. To właśnie u Platona dokonuje się wyraźne rozgraniczenie pomiędzy wiedzą (episteme), a mądrością (sofia). Pierwsza miała odnosić się do świata rzeczy zmiennych, druga natomiast do tego, co niezmienne.