Najseksowniejszy miliarder - Maisey Yates - ebook

Najseksowniejszy miliarder ebook

Yates Maisey

0,0
11,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Lyssia Anderson cieszy się na wyjazd do ośrodka narciarskiego, w którym ojciec zlecił jej przeprowadzenie audytu. Dodatkową atrakcją jest perspektywa spędzenia tygodnia z sympatycznym asystentem ojca, Carterem Westfieldem. Na miejscu jednak dowiaduje się, że zamiast Cartera ten tydzień spędzi z nią Dario Rivelli, wspólnik ojca, przystojny, lecz najbardziej irytujący mężczyzna, jakiego Lyssia zna. Na domiar złego z powodu burzy śnieżnej muszą więcej czasu spędzić w domu, razem…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 156

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Maisey Yates

Najseksowniejszy miliarder

Tłumaczenie:

Anna Firecka

Tytuł oryginału: The Italian’s Pregnant Enemy

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2024

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2024 by Maisey Yates

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2026

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Bez ograniczania wyłącznych praw autora i wydawcy, jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI) jest wyraźnie zabronione. HarperCollins korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

[email protected]

www.harpercollins.pl

ISBN: 978-83-291-2679-3

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek

Rozdział pierwszy

Plan Lyssii Anderson obejmował różowe buty narciarskie i seksowną bieliznę. Buty miały się przydać na stokach narciarskich w alpejskim ośrodku należącym do jej ojca. Bielizna miała na celu zacieśnić jej związek z Carterem Westfieldem.

Nowy asystent jej ojca był modelowym nowoczesnym mężczyzną: wrażliwym i nieuciekającym od rozmów o emocjach. Chętnie mówił o uczuciach. I był przystojny. Nigdy wcześniej nie straciła głowy z powodu faceta. Ale Carter był wyjątkowy.

Jej ojciec wysłał ich, żeby skontrolowali działanie swojego ośrodka narciarskiego, a ona postanowiła wykorzystać okazję. Przede wszystkim, cieszyła się, że tata powierzył jej jakąś pracę. Nie bardzo wiedziała, co ma ze sobą zrobić zawodowo. Próbowała zdecydować, co zrobić z własną firmą i czym mogłaby się zająć, gdyby ją zamknęła. W końcu zapytała ojca, czy znalazłoby się dla niej miejsce w Anderson Luxury Brand Group.

Wysłuchał jej. Powiedział, że chętnie się dowie, co ona myśli na temat włoskiego ośrodka narciarskiego. To, że chciał z nią pracować, było prawie tak ekscytujące, jak spotkanie z Carterem. Ekscytowała ją perspektywa pracy, działania. Ostatnio miała wrażenie, że utknęła. Czuła, że czas przepływa jej między palcami i źle się z tym czuła. Jej mama zmarła, mając dwadzieścia lat, więc Lyssia zdawała sobie sprawę, że życie nie daje gwarancji, że na wszystko będzie czas. Trzeba działać.

Lyssia pchnęła drzwi do holu głównego budynku resortu, gdzie miała czekać na transport do chalet, chatki, w której mieli nocować z Carterem. Zmarzła i walczyła, by nie szczękać zębami. Nie chciała, by miejscowi uważali ją za rozpieszczoną, wydelikaconą dziedziczkę fortuny. I tak już miała taką opinię. Media nieustannie wymieniały ją na listach nepo-babies – dzieci bogatych rodziców, które mają uprzywilejowany start i nieograniczone możliwości. Pisali, że żyje na koszt tatusia, podczas gdy to nie była prawda. Luksusowe imperium wakacyjne jej ojca nigdy nie miało stać się jej. Trzy lata temu założyła własną firmę. A media okrzyknęły ją plajtującą nepo-baby, marnującą pieniądze tatusia. Mogła z pamięci przytaczać treść tych paszkwili:

„Lyssia Anderson, z Anderson Luxury Brand Group, prowadzi butikową firmę wnętrzarską, produkującą meble i bibeloty, o które nikt nie prosił. Co bogata dziedziczka, która dorastała z kucykiem i krytym basenem, wie o tym, czego biedni chcą w swoich domach? Jedna z jej różowych kanap, wykonana z, jak twierdzi, niestandardowych tkanin premium, kosztuje ponad dziesięć tysięcy dolarów. Nic dziwnego, że nie podbija świata”.

Czego by nie zrobiła, było źle. Nie pracowała – była pijawką. Założyła firmę – stała się obiektem kpin. Jeśli zaś zacznie pracować dla ojca, będą mówić, że nie zasłużyła na swoją pozycję w firmie. Miała dwadzieścia trzy lata. Nie splajtowała. Jej firma była wypłacalna, rozwijała się powoli, ale nie odniosła spektakularnego sukcesu. Szydzą więc z niej, że nie święci tryumfów, mimo uprzywilejowanej pozycji.

Tak wielu ludzi lubi wytykać innym porażki, podczas gdy sami niczego nie osiągają. Ona przynajmniej coś zbudowała. Ale i tak zaleźli jej za skórę.

Zastanawiała się, czy nie mają racji. Dlaczego nie odniosła wielkiego sukcesu? Może rzeczywiście była przeciętniarą? Jej ojciec też chyba tak myślał, skoro nie zamierzał przekazać jej swojego imperium, mimo że była jego jedynym dzieckiem. Zamiast niej, ojciec naznaczył Daria na swojego spadkobiercę.

Na samą myśl o Dario Rivelli zrobiło jej się gorąco w żołądku. On był przeciwieństwem nepo-baby. Pojawił się znikąd, gdy miał dwadzieścia lat. Genialny biznesmen… Jej ojciec wziął go pod swoje skrzydła. Potem Dario rozpoczął działalność na własną rękę, szturmem zdobył branżę ekologicznego budownictwa mieszkaniowego, wprowadzając przełomowe techniki budowlane, które dosłownie zmieniły świat. Potem zajął się ekoturystyką, co sprowadziło go z powrotem do życia jej ojca. A jej ojciec… obiecał mu wszystko. „Dario Rivelli to przyszłość”, powiedział. Traktował Daria jak syna, którego zawsze chciał mieć, ale się go nie doczekał. Mama Lysii zmarła, zanim zdążyła urodzić syna, a ojciec pogrążył się w żałobie i smutku. Nie był w stanie sprostać obowiązkom rodzicielskim, nie radził sobie z emocjami Lyssi, a kiedy miała dwanaście lat, pojawił się Dario. Wysoki, brązowy i najlepszy we wszystkim.

Od początku była o niego zazdrosna. Traktowała go jak konkurenta do uczuć ojca. Nie wspominając nawet o tym, że jego ciemne spojrzenie zawsze sprawiało, że czuła się, jak na karuzeli.

Lyssia chciała, by ojciec był z niej dumny. Tyle tylko, że nie była Dariem, więc co mogła zrobić? Dario być może był dla jej ojca jak syn, ale nigdy nie stał się dla niej bratem. Zgoda, lubiła go irytować, drażnić się z nim i okazywać mu, jak bardzo nim pomiata. Dario wydawał się dumny ze swoich umiejętności zarządzania ludźmi. W związku z tym Lyssia nie pozwalała mu sobą zarządzać. Wiele razy obserwowała, jak Dario „czyta” ludzi. Doskonale wiedział, na czym im zależy i jak sprawić, by robili to, co on chciał. Lyssia postanowiła nie dać mu się poznać. Kiedy patrzył na nią swoimi chłodnymi ciemnymi oczami, odpowiadała ogniem. Kiedy złośliwie komentował jej zachowanie, odpowiadała ostrymi słowami i spokojnym wyrazem twarzy.

Kiedy odbywała staż w firmie Anderson po ukończeniu szkoły średniej, powierzono jej obowiązki asystentki Daria. Lyssia z rozkoszą odgrywała rolę najbardziej niepoważnej osoby, jaką można sobie wyobrazić, ku wielkiej irytacji Daria.

Oczywiście z perspektywy czasu widziała, że nie przyniosło jej to wielu korzyści.

Zachowuj się niepoważnie wystarczająco długo, a ludzie tak się będą traktować.

A ona nie była niepoważna.

W końcu pojawił się elegancki czarny Land Rover i Lyssia wsiadła do środka, z żołądkiem ściśniętym z nerwów. Carter miał na nią czekać w domku. Zastanawiała się, czy spodziewa się tego, że będzie chciała przenieść ich relację na wyższy poziom. Do tej pory tylko się całowali. Dwa razy. Nie miała dużego doświadczenia fizycznego z mężczyznami, ale wiedziała, że zakochani nie poprzestają na niewinnych pocałunkach. Ludzie byli wyzwoleni i pozytywnie nastawieni do seksu. Ona również. Po prostu do tej pory nie chciała z nikim uprawiać seksu, więc tego nie robiła. Co też było jakimś rodzajem wyzwolenia, prawda?

Chciała jednak uprawiać seks z Carterem. Sprawiał, że czuła się szczęśliwa, a czy nie o to chodziło? Dzięki niemu czuła się dobrze sama ze sobą. Tego właśnie chciała.

Było tyle trudnych spraw. Z Carterem wszystko było proste.

Przez cały dzień kusiło ją, by do niego napisać. Ale starała się pamiętać, żeby nie wywierać presji i pozwolić wydarzeniom… wydarzać się we własnym tempie.

Gdy chatka pojawiła się w zasięgu wzroku, jej dłonie zaczęły się pocić. Wysiadła z samochodu, a kierowca zajął się jej torbami, wynosząc je przed domek.

Weszła do środka, spodziewając się zobaczyć Cartera z laptopem. Ale nie było go w wielkim salonie. Nie ustawił też w kuchni swojego spieniacza do mleka ani francuskiej kawiarki, które zawsze stały na jego biurku na Manhattanie.

W takim razie mogła iść, rozebrać się do bielizny i czekać na niego w negliżu. Roześmiała się głośno sama do siebie. Wątpiła, czy się na to zdobędzie, ale na samą myśl o takim powitaniu poczuła ekscytację, a nawet lekkie podniecenie. Spodobało jej się to.

Zaczęła wnosić swoje torby po schodach. Zawsze zabierała za dużo rzeczy, a potem tego żałowała, gdy nie było nikogo, kto by poniósł torby. Schody były strome, więc szamotała się z pierwszą walizą i klęła pod nosem, ale w końcu udało jej się dostać na szczyt schodów. Wnosiła właśnie drugą torbę, kiedy usłyszała:

– Kłopoty, cara?

Krzyknęła i upuściła torbę, która zsunęła się ze stopni jak sanki po zaśnieżonym zboczu, pacnęła na podłogę poniżej i otworzyła się, rozsypując dookoła barwną bieliznę. Potem podniosła wzrok.

Nie, to się nie działo naprawdę. Cholerny Dario Rivelli.

– Co ty tu… do licha… robisz? – zapytała.

Patrzył na nią beznamiętnie. Trzymał filiżankę kawy, rękawy koszuli miał podciągnięte do łokci. Duży zegarek na nadgarstku w jakiś sposób podkreślał mięśnie jego przedramion. Ramiona miał szerokie, a biała koszula idealnie układała się na szerokich mięśniach klatki piersiowej. Ciemne spodnie najwyraźniej były skrojone w taki sposób, by uwydatnić jego mięśni ud i…

Przeniosła wzrok z powrotem na jego twarz. Jego ciemne oczy miały w sobie nutę kpiącego humoru – jak zawsze. Szczęka była kwadratowa, nos prosty jak ostrze, a usta…

Pozbierała się i zeszła po schodach.

– Jak długo tu stoisz?

Ostentacyjnie sprawdził zegarek.

– Kilka minut.

– Nie pomyślałeś, żeby mi pomóc? – zapytała.

– Jestem feministą, cara. – Uniósł jedną ciemną brew. – Nigdy nie założyłbym, że potrzebujesz pomocy, gdybyś o nią nie poprosiła.

– Być może, gdy pozbieram swoje rzeczy, mógłbyś mi jednak pomóc.

Zbliżył się do schodów i stanął tuż nad jedną z koronkowych koszul nocnych, która miała służyć uwiedzeniu Cartera. Powoli – bardzo powoli, aby nie okazać, że chce ukryć przed nim bieliznę – zaczęła wrzucać swoje rzeczy z powrotem do torby.

Przyglądał się temu, popijając kawę. Jakby nie był bardzo zajętym, bardzo ważnym miliarderem. Jakby nie miał zapełnionego kalendarza, żądań wywiadów w każdej sekundzie dnia i nie pojawiał się w artykułach internetowych o tytułach takich jak „Najseksowniejsi miliarderzy”.

– Pomóc ci? – zapytał, gdy zapięła zamek walizki.

– Tak – powiedziała, oddychając ciężko po wysiłku i z żadnej innej przyczyny. – Jeśli nie masz nic przeciwko.

– Żyję po to, by ci służyć, Lyssiu.

Skrzywiła się. Podniósł torbę, przerzucił ją sobie przez ramię i z łatwością wniósł ją po schodach, wciąż trzymając w drugiej ręce kawę. Lyssia prychnęła i ruszyła za nim.

Nie chciała się wydać zbyt zainteresowana, gdy zadawała kolejne pytanie.

– Kiedy wyjeżdżasz, Dario?

– Dopiero co przyjechałem – powiedział, zatrzymując się przed drzwiami jednej z sypialni.

– Co?

– Przyjechałem na inspekcję ośrodka.

– Co?!

– Twój ojciec o to poprosił.

– Ale Carter i ja mieliśmy…

– Nathan chciał, by ktoś wyżej w hierarchii firmowej przyjechał i przeprowadził inspekcję, a ja zaproponowałem, że to zrobię.

A więc jednak nie była wystarczająco dobra, by przeprowadzić audyt ośrodka. Oczywiście, że nie. Dario musiał ją nadzorować, chociaż nie pracował już nawet dla jej ojca. Ale przecież przejmie firmę, więc jego opinia liczyła się najbardziej. No i teraz Dario będzie w tym samym domu co ona i Carter, jak wielka, ponura męska przyzwoitka.

Ale prawdziwym problemem nie było to, że Dario będzie ich pilnował, lecz to, że wydobywał z niej potwora… Wiedziała, że spędzi ten tydzień, walcząc z nim, drażniąc go i starając się wyprowadzić go z równowagi. A on będzie popijał swoje espresso i coraz bardziej działał jej na nerwy. Zapomni o Carterze, zapomni o tym, żeby go całować, a co dopiero go przelecieć.

Nie. Nie może na to pozwolić.

– Carter też przyjeżdża? – spytała.

– Nie – odpowiedział, znów unosząc brew. – Czy to dla ciebie problem, cara?

Lyssia poczuła chęć, by się rozpłakać z rozczarowania i złości.

– Nie mów do mnie cara! – warknęła. – Nawet mnie nie lubisz!

– Mówię to ironicznie – powiedział.

– Feminista i komik, cały Dario – prychnęła. – Tyle szczęścia dla świata!

Oto oni. W całej krasie. Lyssia i Dario, i ich potrzeba spierania się, dopóki jedno z nich nie pęknie. Lyssia często zapominała nawet, od czego zaczynały się te utarczki.

– Mówią, że jestem wszystkim, czego potrzebował świat. Pojawiłem się spontanicznie, gdy nadeszła jego najczarniejsza godzina.

– Antychryst pojawił się, by zapoczątkować koniec świata? – zapytała słodko. – Nie widziałam ostatnio żadnej szarańczy. Chociaż może to być spowodowane pogodą.

– Rzeczywiście. Szarańcza jest znana z niechęci do śniegu.

Stali naprzeciw siebie, nie spuszczając się z oczu.

Był taki arogancki i taki wysoki. To było irytujące. Jego ramiona były takie… takie szerokie, a ręce takie duże. I nic z tego jej się nie podobało.

– Dziękuję – powiedziała w końcu.

– Nie chcesz, żebym zaniósł torby do twojej sypialni? Wiem, że jesteś przyzwyczajona do pełnej obsługi najwyższej jakości.

– Jakbyś ty był w pełni samowystarczalny! – zadrwiła.

Prawdopodobnie minęły lata, odkąd musiał dbać o własne potrzeby. Prawdopodobnie miał kierowcę, który woził go samochodem, lokaja do mycia zębów i kobietę do… No cóż.

Nieważne. Nie zamierzała podążać za tą myślą.

Dobrze wiedziała, co kobiety myślą o Dariu. Jeśli było jakieś wydarzenie, a on tam był, na pewno była z nim piękna kobieta. Modelka, aktorka, influencerka, bywalczyni wyższych sfer, byle tylko ładnie wyglądała w haute couture.

Nie odpowiedział na jej cios, co było irytujące. Zamiast tego otworzył drzwi do sypialni bez jej pozwolenia i wniósł jej torby do środka.

Postanowiła, że jutro znajdzie sobie inny pokój. Wykona tę pracę. Nie mogła pozwolić, by ojciec pomyślał, że przedkłada życie osobiste nad pracę. Nawet jeśli wysłanie Daria, by ją nadzorował, było zniewagą. Skoro już ojciec dał jej jakieś zajęcie, musi mu pokazać, że praca jest dla niej priorytetem.

– Dzięki, Dario – powiedziała z naciskiem.

Odwrócił się i wyszedł w końcu z pokoju, zostawiając ją, by rozejrzała się po przestrzeni. To był piękny pokój. Duże okna wychodziły na śnieg. Łóżko było nowoczesne, niskie i na podwyższeniu, z białą narzutą. Dywan tuż obok nowoczesnego szklanego kominka był wykonany z białej skóry renifera, a pod nim znajdowała się bambusowa podłoga.

Zdjęła buty i westchnęła. Podłoga była ogrzewana przez promienniki ciepła pod spodem. Łazienka była piękna, z dużą, głęboką, białą wanną i szarym blatem.

To byłoby świetne miejsce na kąpiel z Carterem.

Westchnęła z żalem. Tak łatwo mogła sobie wyobrazić, jak siedzi z nim w wannie, pokryta bąbelkami, popijając szampana. Rozmawialiby o minionym dniu i byłoby tak… słodko.

Zmarszczyła brwi.

Z jakiegoś powodu jej mózg zawiesił się i obraz w głowie rozerwał się na dwie części. Za tym obrazem, jej i Cartera… był Dario.

Ale na tym zdjęciu nie było szampana.

Nie było uśmiechów. Żadnych bąbelków.

Była naprzeciwko Daria, naga w wodzie, jego szeroka klatka piersiowa była umięśniona i pokryta ciemnymi włosami. Jego ciemne oczy więziły jej wzrok.

– Nie! – krzyknęła i odskoczyła od pustej wanny.

Co, do jasnej cholery, było z nią nie tak?

Musiała wydostać się z tej chatki.

Rozdział drugi

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji