Najpiękniejsza - Ludovic Halévy - ebook

Najpiękniejsza ebook

Ludovic Halévy

0,0
3,20 zł

lub
Opis

Ludwik Halévy urodził się w Paryżu w rodzinie żydowskiej. Jego ojciec przeszedł z judaizmu na chrześcijaństwo przed ślubem z Alexandrine Lebas, córką chrześcijańskiego architekta. Ludwik był w swoich czasach bardzo znanym i cenionym autorem. Jego utwory nie zdezaktualizowały się do dziś. W niniejszym zbiorku prezentujemy jego znakomitą opowieść o kobiecej, czy może szerzej – ludzkiej – próżności i żądzy sławy. Książę Agenor pewną kobietę z niższych sfer postanowił ogłosić podczas spektaklu w Operze najpiękniejszą kobieta Paryża. „W dniu 19 Kwietnia 1889 roku, w Operze, podczas przedstawienia trzeciego aktu „Romea i Julii”, książę Agenor literalnie stracił głowę. Biegał od loży do loży, objawiając wszędzie tenże sam zachwyt.  – Ach! ta blondynka! Ach! jaka to blondynka! Ach! jaka to idealna blondynka! Widzieliście tę blondynkę? Czy znacie tę blondynkę?  Jak na teraz, loża to pani de Marizy, wielka parterowa loża, tuż obok sceny położona, rozlegała się temi i tym podobnemi okrzykami uwielbienia. – Jaką blondynkę? – spytała pani de Marizy.  – Jakto! jaką? Jedna tylko jest taka w całej sali teatralnej! Spojrzyj pani przed siebie... tam w loży pierwszopiętrowej... w loży państwa de Sainte-Mesme. Przypatrz się jej pani baronowo, przypatrz się dobrze... Widzisz ją pani?  – Widzę. Niegodziwie ubrana, ale... niebrzydka.  – Niebrzydka! Cudo! Istne cudo! Niedobrze ubrana? no... tak! na to się zgadzam... Państwo Sainte-Mesme mają rodzinę zamieszkującą okolice Perigordu: musi to być jakaś krewna z prowincyi. Ale jaki ma uśmiech! A jak osadzoną szyję! A jakie ramiona! Ach! szczególniej ramiona…” Ale zarówno sława, jak i zaspokojenie jej próżności były bardzo krótkotrwałe… a co było dalej można się dowiedzieć po przeczytaniu całego utworu. Zachęcamy do lektury!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 29

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Ludovic Halevy

 

Najpiękniejsza

 

przekład anonimowy 

 

Armoryka

Sandomierz

 

 

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Tekst wg edycji:

Ludovic Halevy

Najpiękniejsza

Warszawa 1889

Zachowano oryginalną pisownię.

 

© Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978-83-7639-127-4 

 

 

 

Najpiękniejsza

W dniu 19 Kwietnia 1889 roku, w Operze, podczas przedstawienia trzeciego aktu „Romea i Julii”, książę Agenor literalnie stracił głowę. Biegał od loży do loży, objawiając wszędzie tenże sam zachwyt.

 – Ach! ta blondynka! Ach! jaka to blondynka! Ach! jaka to idealna blondynka! Widzieliście tę blondynkę? Czy znacie tę blondynkę?

 Jak na teraz, loża to pani de Marizy, wielka parterowa loża, tuż obok sceny położona, rozlegała się temi i tym podobnemi okrzykami uwielbienia.

 – Jaką blondynkę? – spytała pani de Marizy.

 – Jakto! jaką? Jedna tylko jest taka w całej sali teatralnej! Spojrzyj pani przed siebie... tam w loży pierwszopiętrowej... w loży państwa de Sainte-Mesme. Przypatrz się jej pani baronowo, przypatrz się dobrze... Widzisz ją pani?

 – Widzę. Niegodziwie ubrana, ale... niebrzydka.

 – Niebrzydka! Cudo! Istne cudo! Niedobrze ubrana? no... tak! na to się zgadzam... Państwo Sainte-Mesme mają rodzinę zamieszkującą okolice Perigordu: musi to być jakaś krewna z prowincyi. Ale jaki ma uśmiech! A jak osadzoną szyję! A jakie ramiona! Ach! szczególniej ramiona....

 – Mój drogi panie, albo pan idź sobie, albo bądź cicho.... Przeszkadzasz mi pan słuchać Reszkego....

 Książę poszedł więc sobie. Pokazało się, że nikt, ale to nikt zupełnie nie zna tej nieporównanej blondynki. Nieraz jednak była przedtem w Operze, ale na mieszczańskich miejscach: w loży drugiego piętra. Dla księcia Agenora zaś po-za lożami pierwszopiętrowemi nic już nie istniało: próżnia tylko i nicość ponad niemi. Noga księcia nigdy jeszcze nie postała w loży drugopiętrowej, a zatem – lóż drugopiętrowych nie było wcale na świecie.

 Podczas gdy Romeo, klęcząc u nóg brata Laurentego, przysięgał, że wiekuiście kochać będzie Julią, książę błąkał się po kurytarzach Opery. Kim jest ta przecudna blondynka? Książę Agenor chce to wiedzieć i koniecznie dowiedzieć się tego musi. Raptem przypomniał sobie książę, że ta poczciwa pani Picard jest tak zwaną ouvreuse’ą loży państwa de Sainte-Mesme, i że on, książę Agenor de Nerius, ma zaszczyt być oddawna przyjacielem, blizkim przyjacielem tej poczciwej, tej nieoszacowanej pani Picard. Ona-to, w ostatnich latach drugiego cesarstwa, uczyła księcia bezika, oraz wszystkich odmian tej gry o tyle szlachetnej, o ile zajmującej; a mianowicie: bezika chińskiego, bezika japońskiego i t. d. Książę miał wówczas lat dwadzieścia, pani Picard – czterdzieści. Nie miała wówczas jeszcze posady, jaką zajmowała obecnie w narodowej Akademii muzycznej, gdzie powierzonym jej był urząd otwierania kilku lóż pierwszopiętrowych. Pełniła ona wtedy urząd inny – i nie synekurą będący – ciotką była młodziutkiej i nader miłej osóbki, której prześliczna buzia i niemniej prześliczne nogi pokazywały się w teatrze „Varietes,” w sztukach stanowiących przegląd widowisk w ciągu roku przedstawianych. Książę, młodziutki jeszcze wówczas i zaledwie w świat wchodzący, przepędził sobie spokojnie ze trzy lub ze cztery lata życia pomiędzy tą ciocią a siostrzenicą, zupełnie jak w rodzinnem kółeczku. Potem – one sobie poszły w swoję stronę, on w swoję i dopiero w jakie lat dziesięć przynajmniej, gdy poszedłszy pewnego wieczoru na Operę, oddawał książę Agenor swój paltot niemłodej, czcigodnie wyglądającej damie, usłyszał powitalną mówkę:

 – Ach! jakże się cieszę, że znowu księcia widzę! Nic się książę nie zmienił:.. Nic a nic! Zawsze jednakowy... Zupełnie jednakowy! Jakby miał lat dwadzieścia!

 Witała go