Wydawca: Amber Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 316 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Najpiękniejsza - Kristen Proby

Riley Gibson jest w siódmym niebie. Pokusa, modna restauracja, której jest współwłaścicielką, będzie bohaterką telewizyjnego programu. Riley musi tylko przekonać Mię - przyjaciółkę i szefową kuchni – że zainstalowanie kamer w lokalu to świetny pomysł. I robi to z zapałem, zwłaszcza że producentem programu ma być Trevor Cooper, o którym nie może przestać myśleć od pierwszego spotkania. Choć nie wypadło ono najlepiej...

Trevor też jest pod wrażeniem Riley – nieprawdopodobnie profesjonalnej i nieprawdopodobnie seksownej specjalistki od PR.

Ale ona ma fatalne doświadczenia z mężczyznami.

A on ma za sobą przeszłość, która go prześladuje.

Czy będzie  tym mężczyzną, który pokaże Riley, że wreszcie skończył się jej pech w miłości?

Opinie o ebooku Najpiękniejsza - Kristen Proby

Fragment ebooka Najpiękniejsza - Kristen Proby

Korekta

Halina Lisińska

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie na okładce

© sergiophoto/Shutterstock

Tytuł oryginału

The Beauty of Us

Copyright © 2017 by Kristen Proby

Published by arrangement with HarperCollins Publishers.

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2017 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-6534-6

Warszawa 2017. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja

Rozdział 1

Riley

Skończyłam – ogłaszam, podchodząc do baru, za którym widzę dwie ze swoich czterech wspólniczek. Kat, manager baru, i być może najfajniejsza kobieta jaką znam, ma czerwonorude włosy zaczesane w loki do góry, a Mia, nasz szef kuchni, zdjęła czapkę kucharską i pozwoliła swoim czarnym włosom spłynąć na ramiona.

Obie wyglądają na tak wyczerpane, jak ja się czuję.

– Z czym dokładnie skończyłaś? – pyta Mia. Nalewa sobie kieliszek czerwonego wina i odpycha rękę Kat. – Mogę to zrobić sama.

– Ale ja mam system – mówi Kat i zalicza przewrót oczami w stronę Mii, która podaje jej butelkę, bierze łyk wina i obchodzi bar, żeby usiąść na stołku.

– Z facetami – mówię i przystawiam sobie stołek. Bar jest dość pusty, bo zbliża się czas zamknięcia. Jesteśmy tylko my trzy i jakiś mężczyzna – siedzi na drugim końcu baru

i sączący coś, co wygląda jak cola z whiskey. A ja nawet nie zamierzam myśleć, że ma bardzo interesujący profil.

– Mówisz tak przynajmniej raz w miesiącu – stwierdza Mia.

– Tym razem poważnie – odpowiadam i kiwam głową do Kat, kiedy oferuje mi wino Mii. – Nalej do pełna.

– Obie dobijacie mnie swoimi zwyczajami winnymi – marudzi Kat. – Wino trzeba nalewać właściwie.

– Nie jesteśmy takie wyrafinowane jak ty – odpowiadam i posyłam jej uśmiech, kiedy podaje mi kieliszek.

Kat wzrusza tylko ramionami i wraca do mycia paru kieliszków, które zostały

w zlewie.

– A więc czym wkurzył cię gatunek męski tym razem?

– Cóż, wczoraj wieczorem wyszłam z pewnym gościem – zaczynam. Biorę łyk wina i jednocześnie zbieram myśli. – Powiedzmy, że był… nie w moim typie.

– Jak nie w twoim typie?- pyta Mia. – Miał blond włosy zamiast ciemnych, czy prowadził nie ten samochód?

– Spłycasz mnie– marszczę brwi. – Takie rzeczy nie są przeszkodą.

– Nie myślimy, że jesteś płytka – odpowiada Kat. – Co tym razem okazało się przeszkodą?

– No cóż, niesamowicie się pocił. Tak jakby właśnie wyszedł z siłowni. W pierwszej chwili pomyślałam, że może się denerwuje. No wiecie, jeszcze nie wychodziliśmy nigdzie razem, więc to całkiem normalne.

– Pewnie – kiwa głową Mia.

– Ale im dłużej tam siedzieliśmy, tym bardziej on się pocił. Mówię mu, żeby skorzystał z serwetki, żeby wytrzeć pot, tak jak Whitney Houston podczas koncertu.

– Więc się poci – mówi Kat z grymasem. – Masz pojęcie jak musi się pocić podczas seksu?

– Eee – marszczę nos, niemal chichocząc na samą myśl. – Nie, nie, nie chcę o tym myśleć. Więc strasznie się poci i „pachnie”. I tak naprawdę to ten zapach nas rozdzielił.

Koleś przy drugim końcu baru krztusi się i bierze łyk swojego drinka. Ignoruję go

i mówię dalej.

– A więc, poza poceniem się i smrodem był miły? – pyta Mia.

– Tak myślę – odpowiadam. – Czuję się okropnie, ale niewiele słyszałam z tego, co mówił, bo byłam tak rozkojarzona tym potem na jego twarzy i zapachem.

– No dobra, to poważna sprawa – kiwa głową Kat. – To znaczy, na jego obronę, może to sprawa gruczołów lub niepokoju, albo ma duże pory czy coś, ale nie sądzę, żebym ja też mogła wytrzymać taki zapach.

– Dokładnie. – Unoszę kieliszek w toaście. – A gość z poprzedniego tygodnia, nie pocił się i nie pachniał, ale chyba założył, że jak mi postawił obiad, to będzie mógł wskoczyć mi do gaci. A nie mógł.

Gość przy barze znów się śmieje i teraz już nie mogę go ignorować. Odwracam się do niego i muszę wziąć głęboki oddech, kiedy przyglądam mu się uważniej. Jest wysoki, szczupły, a jego przedramiona wyglądają fantastycznie w podwiniętych rękawach koszuli. Brązowe włosy ma trochę zmierzwione, pewnie od ciągłego przesuwania po nich palcami.

I nosi okulary w czarnych oprawkach.

– Cześć – mówię, przyciągając jego uwagę. Zerka na mnie swoimi naprawdę seksownymi, zielonymi oczami, a ja muszę przypomnieć sobie, że skończyłam z facetami. Bo inaczej naciskałabym, żebyśmy się umówili.

– Hej – odpowiada.

– Chcesz dołączyć do rozmowy? – pytam, kręcąc kieliszkiem.

– Nie sądzę, żebym miał coś do dodania – odpowiada, wzruszając ramionami. – Jestem facetem.

– Może wprowadzisz mnie w meandry męskiego mózgu – odpowiadam

z namysłem. – Bo jestem zaskoczona. Kompletnie zaskoczona.

– Cóż, nie pocę się jak twój ostatni obiekt miłosnego zainteresowania – odpowiada z zadziornym uśmiechem, czym wywołuje mój śmiech.

– I nie jestem lekarzem, więc nie mogę stwierdzić, że ma problem z gruczołami jak sugerowałyście. Mógł być zdenerwowany. Mam na myśli, że jesteś piękną kobietą. To ma sens, że mógł się nieco niepokoić. Co wcale nie znaczy, że facet nie może użyć dezodorantu.

– Dokładnie. Ale co jest z facetami, którzy myślą, że od razu mogą wskoczyć mi do łóżka? Nie jestem dziwką.

– Wow – mówi, podnosi ręce i uśmiecha się. Niech go cholera za ten zabójczy uśmiech. – Nikt nie nazwał cię dziwką.

– Cóż, myślę, że jest to implikacja tego, co o mnie myślą, kiedy wychodzą ze mną, stawiają mi kolację i wkurzają się, kiedy im odmawiam. Jestem dość wybredna w tej kwestii. Mam swoje standardy.

– I tak być powinno – stwierdza z całą powagą. – Może po prostu spotykasz się z dupkami.

– Wygląda, że tylko takich spotykam – odpowiadam i popijam wino. – To znaczy, co byś powiedział o reszcie swojego gatunku?

Odrzuca głowę i śmieje się, długo i głośno, i tym mnie ujmuje. Dopija swojego drinka i odwraca się na stołku twarzą do mnie. A wtedy te jego niesamowite, zielone oczy przeszywają mnie od czubków moich Jimmy Choo po czubek mojej blond głowy.

– Może po prostu są tobą zainteresowani.

– Nie łapiesz – wzdycham. – Zainteresowanie jest okej . Flirtowanie też. Ale od kiedy jest w porządku nie okazywanie szacunku osobie, z którą się spotykasz? Mam mnóstwo wątpliwości na temat ludzkiej rasy ogółem i w tej kwestii. Czasem chciałabym, żeby Enterprise był prawdziwy, żeby Chris Pine mógł mnie zgarnąć stąd na Gwiazdę Śmierci, gdzie moglibyśmy mieć gromadkę dzieci Jedi.

Pan Mężczyzna, patrzy na mnie przez moment, a potem się śmieje.

– Właśnie połączyłaś Star Treka z Gwiezdnymi Wojnami.

– Nieważne – wzruszam ramionami. – Wszystko to jedno i to samo.

– Nie – odchrząkuje. – To nie jest jedno i to samo.

– Ale rozumiesz, o czym mówię.

– Nie, nie rozumiem, ponieważ właśnie połączyłaś Gwiezdne Wojny i Star Treka. To nie są te same rzeczy, więc to, co powiedziałaś jest… niezrozumiałe.

Przewracam oczami i patrzę na Kat i Mię z nadzieją na pomoc, ale one tylko się uśmiechają i patrzą, jak przekomarzam się z nieznajomym.

– Faceci nie potrafią pomóc.

– On ma rację – wzrusza ramionami Kat. – A to wszystko jest fascynujące.

– Nie każdy facet spodziewa się seksu na pierwszej randce – ciągnie nieznajomy. – Właściwie, mógłbym powiedzieć, że większość mężczyzn się tego nie spodziewa, chyba że spotkają cię w barze, a ty wisiałaś na nich w tańcu przez całą noc, no i masz dwadzieścia dwa lata.

– Nic z tych rzeczy nie miało miejsca – odpowiadam.

– Cóż, powiedziałbym w takim razie, że ten gość jest dupkiem.

– Wygląda na to, że nastąpił jakiś wysyp populacji dupków – wzdycham, znów podając Kat swój kieliszek.

– Gdzie ich spotykasz? – pyta nieznajomy, a ja przygryzam wargę.

– Nie chcę ci mówić.

– W necie – kiwa głową.

– Nie powiedziałam tego!

– Nie musiałaś. Jeśli spotkasz go na siłowni czy w spożywczym albo gdziekolwiek indziej osobiście, nie będziesz zażenowana.

– Nie jestem zażenowana.

– Owszem, jesteś. Inaczej nie miałabyś nic przeciwko, żeby mi powiedzieć.

– No dobra – wzdycham i pocieram czoło. – Poznaję ich w necie.

– Przestań to robić.

– Nie wiem, gdzie indziej mogę spotykać ludzi. Pracuję przynajmniej pięćdziesiąt godzin w tygodniu. Nie chodzę na żadne zajęcia, do klubów czy do kościoła, i rzadko chodzę do spożywczego, bo zwykle jadam tutaj.

– Mogę przestać cię karmić – przerywa Mia, a ja rzucam jej ostrzegawcze spojrzenie.

– Mówię tylko, że jeśli zawsze robisz to, co zawsze robiłaś, to zawsze będziesz dostawać to, co zawsze dostawałaś.

– Nie rozumiem ani jednego słowa, które właśnie powiedziałeś – zerkam na niego, próbując przetworzyć.

– Przełącz się – uśmiecha się. – Spróbuj poznawać ludzi gdzie indziej. Zobacz, nie spotkałaś mnie w necie i nie jestem dupkiem.

– Jasne, jesteś słodki, i wyglądasz jakbyś miał jeszcze temperament, ale podejrzewam, że jak tylko bym cię poznała, dowiedziałabym się, że masz problemy z mamusią albo czternaście psów.

– Mogłabyś – odpowiada w zamyśleniu. – Ukrywam takie rzeczy dobrze. Jedyne, co chcę ci przekazać, to przestań używać stron randkowych i zacznij spotykać ludzi w realu.

– Jasne, łatwo ci powiedzieć – wykrzywiam usta. – Czy powinna wysłać ci jakieś pieniądze za tę sesję terapeutyczną?

– Nie, pierwsza jest darmowa – odpowiada i posyła mi niesamowicie gorący uśmiech. – Po prostu nie łącz nigdy więcej Gwiezdnych Wojen i Star Treka, to będzie dla mnie wystarczającą zapłatą. – Dobrej nocy i powodzenia – mówi.

– Dzięki. – Kiedy już prawe znika z oczu, krzyczę za nim: – Zaczekaj! Nie spytałam nawet, jak masz na imię.

– Trevor – odpowiada, a mój żołądek natychmiast wywija serię fikołków. – Trevor Cooper.

– Jesteś wcześniej. – To jedyne, o czym mogę myśleć. Policzki mi płoną, a ręce zaczynają się trząść. – Nie powinno cię tu być jeszcze przez dwa dni.

– Lubię przyjeżdżać wcześniej. Poznać ziemię, tego typu rzeczy – uśmiecha się i macha. – Do zobaczenia za kilka dni.

Odchodzi, a ja jak tylko słyszę zamykające się drzwi, odwracam się do przyjaciółek i patrzę na nie w przerażeniu.

Kat skrada się,a Mia śmieje się głośno, uderzając dłonią w blat baru.

– To jest niesamowite – mówi Mia radośnie.

– Nie, nie jest – odpowiadam. – Wyglądam okropnie, a mówię jak jakaś pieprzona nastolatka, która nie może znaleźć sobie chłopaka. – On tu jest w interesach.

Przeczesuję dłonią włosy i zdesperowana opieram się o blat.

– Dzisiaj nie był w interesach – mówi Mia i klepie mnie po plecach. – Poza tym, jak dla mnie okej , jeśli nie zostanie. Nie jego chciałam w pierwszej kolejności.

– Nie, nie jest okej, jeśli nie zostanie – odpowiadam i ruszam złapać trochę powietrza. – Fakt, że Best Bites TV chce przyjechać tutaj, żeby sfilmować Pokusę jest grubą sprawą, Mia.

– Wiem, już mi to powiedziałaś.

– Mam na myśli, że dzięki temu wypłyniemy na szerokie wody. I wiem, że nie bardzo ci się podoba załoga filmowców kręcąca się po kuchni, ale to nie będzie trwać wiecznie.

– Już o tym rozmawiałyśmy – odpowiada zagniewana.

– Nic już z tego nie ma teraz znaczenia, bo zrobiłam z siebie kompletnego matoła przed producentem show i to tutaj w barze.

– Matoła? – pyta Kat z uśmiechem. – Podoba mi się to słowo.

– Tak, cóż, nie opisuje ono ciebie w tej chwili – wzdycham. – Musi myśleć, że jestem totalnie żałosna.

– Nie wydaje mi się – odpowiada Mia. – Uśmiechał się do ciebie, obejrzał cię od góry do dołu , jakbyś była czymś pysznym do schrupania, a on nie mógł się doczekać, żeby to zjeść.

– Nieważne – przewracam oczami. – Teraz muszę to naprostować i nawiązać z nim profesjonalną więź. To ja będę

z nim pracować, nie wy.

Jestem jedynym ekspertem od marketingu i wizerunku publicznego w naszej piątce, więc praca z Best Bites TV w całości spoczywa na moich barkach. W porządku, i cieszy mnie to, ale nigdy nie wypadłam tak słabo na pierwszym spotkaniu z zawodowcem.

– Jestem przerażona. Muszę uciec i wyjechać do Meksyku.

– Słońce i drinki cały dzień. Enrique pod ręką cały czas, żeby spełniać wszystkie twoje zachcianki? – Kat kiwa głową w zamyśleniu. – Nie brzmi tak źle, naprawdę.

– Może wszystkie powinnyśmy jechać – stwierdza Mia.

– Nienawidzisz tego – odpowiadam i trącam ją ramieniem. Wśliźniesz się do kuchni, żeby przejąć miejsce.

– Prawda. Lepiej zostanę tutaj.

– Myślę, że żadna z nas nie musi wyjeżdżać. – Kat odstawia ostatni kieliszek. – Nie wyglądał w żaden sposób na zdeprymowanego twoim męskim kryzysem, Ri.

– Dobry, słodki Jezu – mruczę, kręcąc głową. – Co jest ze mną nie tak?

– Pozwalasz tym facetom włazić ci do głowy – mówi Mia. – Poważnie, przestań tak naciskać. Moja mama zawsze powtarza, że miłość pojawia się wtedy, kiedy jej nie szukasz.

– To też nie działa. – Przesuwam palcami po karku, odnotowując w myśli, że muszę się umówić na masaż. – Naprawdę nie jestem zdesperowana, przecież wiecie. Nie potrzebuję faceta, żeby mnie dopełnił.

– Nigdy nie byłaś zdesperowana – stwierdza Mia. – Nie ma nic złego w tym, że chcesz mieć kogoś wyjątkowego w swoim życiu.

– Dokładnie. Lepiej nie mogłabym tego wyrazić. – Sięgam po torebkę i nachylam się, żeby każdą z nich pocałować w policzek, zanim wyjdę. – Zobaczymy się jutro, jeśli nie umrę dzisiaj z zażenowania.

– Dobrej nocy! – krzyczy Kat.

To był długi dzień. Niech to cholera, to był długi rok. Tak naprawdę nie mogę narzekać, bo knajpa nie walczy o przetrwanie, ale rozwija się pełną parą. Patrząc na to, jak się rozwijamy, widzę nas, jak rozszerzamy się na północny zachód w ciągu trzech najbliższych lat. Zawsze miałyśmy pełno, ale teraz kiedy pojawi się jeszcze TV show z naszym udziałem, będziemy musiały odprawiać ludzi z kwitkiem.

To jest coś, z czego trzeba być dumnym, ale też i trochę przerażonym. Kiedy Addie, Cami, Mia, Kat i ja otwierałyśmy knajpę niecałe dwa lata temu, nie spodziewałyśmy się tego w ogóle.

Chciałyśmy tylko, żeby się udało, żeby móc się utrzymać, a zrobiłyśmy nawet więcej w ciągu pierwszych sześciu miesięcy.

Ale sukces jest też wyczerpujący, i to jest miejsce, w którym jestem dzisiejszego wieczoru. Wykończona. Czemu poświęcam tyle czasu na spotykanie się z ludźmi online, zamiast skupić się na pracy?

Jestem szczęśliwa i niezależna, ale cholera, widzę Addie, Cami i Kat ze swoimi facetami i nic na to nie poradzę, że jestem trochę zazdrosna o radość, jaką znalazły. Faceci nie odciągają ich od biznesu; też go wspierają i pomagają, jak tylko potrafią.

To jest wysiłek zespołowy.

A ja chcę być częścią drużyny.

A poza tym, naprawdę chcę się pieprzyć regularnie. To znaczy, jestem kobietą o gorącej krwi i mam swoje potrzeby.

I standardy.

Podróż do mojego domu w Hillsboro nie zajmuje dużo

i wkrótce przebieram się w niebieskie spodnie do jogi i koralowy top, i siadam w swoim ulubionym fotelu w rogu sypialni

z laptopem na kolanach.

Czuję, że powinnam wysłać Trevorowi maila

z przeprosinami za dzisiejszy wieczór. To, co słyszał, byo absolutnie nieprofesjonalne, i nie tak chciałam rozpocząć naszą zawodową relację.

Ale nie muszę drążyć dziury w całym. Czasem najlepiej jest trzymać język za zębami. Mam magisterium z marketingu i wizerunku publicznego, a to byłaby moja pierwsza rada dla klienta w takiej sytuacji.

Mniej znaczy więcej. Przestań mówić.

Kiwam głową, decydując się przyjąć moją własną radę i otwieram laptopa. Przeglądam cztery z moich stron randkowych, do których się zapisałam. Na każdej z nich mam oczekujące wiadomości, od facetów, których nigdy wcześniej nie widziałam, i kilka od tych, z którymi się już spotkałam, a którzy z całą pewnością mi nie pasują.

Włącznie z Pocącym się Facetem.

Cześć Riley

Świetnie się bawiłem ostatniego wieczora. Powtórzmy to wkrótce!

Greg

Nie dziękuję. Piszę swoją zwyczajową odpowiedź: To nie w tobie problem, to we mnie i wciskam wyślij i szokuję samą siebie, wypisując się kolejno ze stron i usuwając swój profil.

To nie działa.

Może Trevor miał rację. Po prostu przestań. Spotkaj kogoś na żywo.

Albo po prostu umrzyj jako stara panna. Myślę, że są gorsze powody zejścia. Na przykład, mogłabym mieć jakiś problem ze skórą albo co.

W porównaniu z tym umieranie w samotności nie wydaje się tak straszne.

Właśnie zamierzam zamknąć komputer i pójść do łóżka, kiedy dostaję powiadomienie o wiadomości.

Chcę to dziś zignorować, ale pojawia się nazwisko Trevor Cooper i nie mogę się powstrzymać.

Riley

Piszę ze swojego prywatnego maila, ale to nie ma wpływu na naszą zawodową relację. Chciałem przeprosić za ten wieczór. Powinienem się przedstawić, jak tylko podeszłaś do baru. Nie spodziewałem się rozmowy, która rozpoczęła się po twoim przyjściu. Proszę przyjmij moje przeprosiny. Do zobaczenia za kilka dni.

Pozdrawiam

Trevor

PS. Planeta Śmierci jest w Gwiezdnych Wojnach. Również została zniszczona, więc nie możesz tam odlecieć. Przykro mi.

Uśmiecham się i czytam maila jeszcze dwa razy. okej, to był ruch miłego faceta. Trevor jest z pewnością miły, i może ma trochę bzika na punkcie Gwiezdnych Wojen.

Ale jest tutaj tylko na chwilę, i jest kolegą. Więc zainteresowanie nim, jakie czuję, się nie liczy.

W ogóle.

Nie ma znaczenia, że jest słodki i mądry i ma wspaniałą pracę.

Zupełnie nie ma znaczenia.

A poza tym skończyłam z umawianiem się na randki i już.

Rozdział 2

Trevor

W ogóle nie spałem ostatniej nocy. Czekałem na maila od Riley przez chwilę; nie do końca jestem pewien dlaczego. Po prostu nie podoba mi się myśl o niej zażenowanej.

Ponieważ nie ma żadnego powodu, żeby być zażenowaną. Nie wiedziała, kim jestem, a poza tym to była pora zamknięcia. Zwierzała się swoim przyjaciółkom.

To naprawdę nic takiego.

Ale widziałem jej przerażenie, w jej wielkich, niebieskich oczach, kiedy zdała sobie sprawę z tego, kim jestem, a to mi nie pasuje.

Kiedy nie nadchodzi żadna odpowiedź, a do tego nie mam nawet informacji, czy przeczytała mojego maila, siadam do gry na PS4.

Nie podróżuję bez niej. Niektórzy ludzie traktują to jak odpoczynek. Inni chodzą na siłownię i ja też czasem chodzę. Ale żeby się naprawdę zrelaksować, gram. Mam tak od dziecka.

Więc rozlokowałem się w apartamencie, który sieć wynajęła dla mnie na ten miesiąc, i grałem online z moimi przyjaciółmi, rozmawiając o tym, co się wydarzyło w ostatnich dniach i zabijając wrogów.

Skończyliśmy dobrze po północy i normalnie po czymś takim poszedłbym do łóżka, ale mój umysł wciąż działał, sprawiał, że nie mogłem usnąć. Restauracja przerosła moje wyobrażenia oparte na przejrzeniu ich strony internetowej i opinii klientów. Wizualnie zachwycająca, jedzenie doskonałe i idealnie wpisały się w rynek seksualny.

A poza tym wszystkie pięć właścicielek restauracji to piękne kobiety, mądre i stworzą wielkie show. Widzowie zjedzą tą serię, nomen omen.

Pochylam się nad umywalką i obmywam twarz, nie przejmując się goleniem, a kiedy się osuszam, sięgam po telefon.

Mam kilka nowych wiadomości.

Ostatnia jest od Riley.

Trevor,

Dziękuję za twojego miłego maila. Przepraszam raz jeszcze za dzisiejszą rozmowę. Chciałabym przysiąc, że zwykle nie prowadzimy takich rozmów w pracy, ale to by było kłamstwo. Przynajmniej zwykle powstrzymujemy się do czasu zamknięcia i omawiamy to przy lampce wina.

Baw się dobrze w Portland

Riley

Uśmiecham się i przesuwam ręcznikiem po nagich ramionach. Riley nie wygląda tak jak wyobrażałem ją sobie przed przyjazdem. Wiedziałem, że jest ładna, bo ich zdjęcia są na ich stronie internetowej, ale w rzeczywistości jest zdecydowanie ładniejsza.

I dużo bardziej żywa.

Praca z nią będzie ciekawa.

I testem na moje libido. Ponieważ Riley jest cholernie seksowna. Nigdy do tej pory nie mieszałem pracy i seksu, i nie planuję teraz, ale trzymanie rąk z dala od niej będzie wyzwaniem dla mojej woli.

I to też powinno być zabawne.

Po porannym biegu zatrzymuję się w sklepie

z bajglami, żeby coś zjeść i przeczytać poranne gazety, wracam do apartamentu, żeby wziąć prysznic, i myślę, że pójdę do Pokusy na lunch. Nie planowałem wracać tam przed moim spotkaniem z Riley jutro, ale nie jadłem też tam jeszcze lunchu.

Ubieram się szybko w dżinsy i czerwoną koszulkę i mijam sześć czy siedem przecznic do restauracji.

Właśnie otworzyły, więc nie są jeszcze bardzo zajęte. Atmosfera jest spokojna, oświetlenie nieco jaśniejsze niż ostatniego wieczoru, robi z tego miejsce dobre na spotkanie

z kolegami czy przyjaciółmi na lunch.

Siadam na samym końcu restauracji, tuż obok baru i widzę Riley i pozostałe kobiety, jak siedzą przy stole i rozmawiają.

Wystarczająco głośno, żebym słyszał.

– Więc będzie tutaj jutro. Filmowanie nie zacznie się wcześniej niż za tydzień, chyba że zostanie przyspieszony grafik – mówi Riley, studiując swój tablet i listę. – Dobrze by było, gdybyśmy panowały nad językami.

– Jasne. – Mia przewraca oczami. – Bo to się będzie zdarzać.

– To uważaj przynajmniej na słowa na „p” – odpowiada Riley z uśmiechem. – A ja zrobię wszystko, żeby nie wracać do mojego okropnego doświadczenia z randkowaniem. Nie żebym dalej to ciągnęła.

– Szkoda, że mnie tutaj nie było – mówi Addie

z uśmiechem. – To musiało być wspaniałe.

– Nie, nieprawda. – odpowiada Riley, ale uśmiecha się

i pociera usta palcami. – No dobra. Było nieco zabawne. Dzisiaj pracuję z domu.

– Czemu? – pyta blondynka, zakładam, że Cami.

– Ponieważ dzisiaj przychodzi facet od dachu – odpowiada Riley. – Ale jeśli będziecie mnie potrzebować, to po prostu zadzwońcie. Mogę przyjechać, kiedy skończy.

– Idź – macha Mia. – Damy sobie radę.

Dziewczyny wstają, żeby rozejść się do swoich codziennych zajęć. Z pewnością są dobrymi przyjaciółkami, co świetnie wypadnie w programie.

Riley wychodzi z baru, rozgląda się i zauważa mnie.

– Cześć – podaję jej rękę, uśmiecham się i pokazuję, żeby się dosiadła. Siada, iPada kładzie obok, krzyżuje ramiona.

Kocham kobiety z werwą.

– Co tutaj robisz? – pyta.

– Przyszedłem na lunch – odpowiadam, i pokazuję sałatkę przede mną. – Jest wspaniała. Dodanie brukselki to mistrzowskie posunięcie.

– Przekażę to Mii – mówi i śmieje się. – Jak sądzę, słyszałeś ten fragment, kiedy proszę dziewczyny, żeby nie przeklinały?

– I owszem – mówię i smaruję kromkę chleba masłem. – Nie przejmuj się tym. Są duże.

– Z dużymi ustami.

Śmieję się i odkładam widelec.

– Ja też muszę cię spytać. Przez najbliższe kilka tygodni będziemy ze sobą pracować, więc myślę, że powinniśmy się trochę poznać… A poza tym moglibyśmy przedyskutować moje nowe obowiązki jako trenera od życia.

– Cóż – Zaciska usta, jakby myślała nad tym przez chwilę, a tysiące emocji przepływa przez jej piękną twarz, aż w końcu mówi.- Dobrze. Możesz wysłać mi adres i godzinę?

– Nie ma sprawy. – Wyciągam do niej swój telefon. – Wpisz swój numer, a ja napiszę do ciebie jeszcze dziś po południu.

Wpisuje, oddaje mi i uśmiecha się.

– Dobrze, do zobaczenia później.

I zaraz po tym jej nie ma. Jej tyłek kołysze się w wąskiej spódnicy, kiedy idzie na wysokich obcasach. I w jednej chwili jedzenie, które mam przed sobą, smakuje jak tektura.

Jezu.

A ja na ochotnika zaoferowałem spędzić z nią czas. Sam.

Jestem pieprzonym męczennikiem.

– Umieram z głodu – mówi Riley, kiedy tylko otwieram drzwi. Ma na sobie dżinsy i ukochaną koszulkę Uniwersytetu Oregon, włosy związała w kucyk i wygląda jak studentka. – Zapominałam dzisiaj zjeść.

– Czy to się zdarza codziennie? – pytam, zapraszam ją do środka i zamykam za nią drzwi.

– Przez większość dni – przyznaje. – Czy to jeden z tych złych nawyków, które będziesz zmieniał we mnie?

– Tak – odpowiadam i prowadzę ją do kuchni. – Musisz jeść.

– Wiem, tyle że skupiam się na innych rzeczach, a kolejna rzecz, w jakiej się orientuję, to że dzień już minął, a ja umieram

z głodu. – Podaje mi dwie butelki wina. – Nie wiedziałam, co będziemy jeść, więc wzięłam czerwone i białe.

– Dzięki – uśmiecham się i stawiam butelki na blacie. – Przygotowałem łososia w szparagach z młodymi czerwonymi ziemniakami. Które do tego bardziej pasuje?

W jej oczach zapalają się iskierki.

– Białe. Jasna cholera, jesteś też kucharzem?

– Chodziłem do szkoły gastronomicznej – odpowiadam

i skrapiam łososia cytryną przed podaniem. – Ale odkryłem, że lepiej sobie radzę za biurkiem.

– To niezwykłe – przechyla głowę. – Większość ludzi robi wszystko, żeby nie siedzieć za biurkiem.

– Nie ja. Mam ogromny szacunek do Mii, bo wiem, że być szefem kuchni nie jest łatwo, a zadowalanie ludzi boli.

– To prawda. Mia nie ma zbyt wielu zwrotów, ale się zdarzają. Nalać ci wina?

– Nie, dziękuję – odpowiadam, sięgając do lodówki po wodę. – Nie piję alkoholu.

– Och – marszczy brwi. – Przepraszam. Ja też mogę pić wodę.

– W porządku. – Klepię ją po ramieniu. – Nie przeszkadza mi, że pijesz. Ja nie piję.

– Ale ostatniego wieczoru piłeś colę z whiskey.

– Nie, tylko colę.

Siada przy stole nadal skupiona.

– Przepraszam.

– Nie masz za co. – Stawiam talerze na stole. – Nie piję od dziesięciu lat. Nie jestem typem alkoholika, który nie może być

z ludźmi, którzy piją. Nigdy nie było ze mną tak źle. Jestem po prostu lepszą osobą, kiedy nie piję.

– Dobrze, że o tym wiesz – mówi i stuka swoim kieliszkiem o moją szklankę z wodą. – To wygląda przepysznie.

– Mówisz, jakbyś była zaskoczona.

– Spodziewałam się pizzy albo chińskiego żarcia na wynos. Szczerze, to jest coś, co byś pewnie dostał ode mnie. Jestem również zaskoczona, że nie mieszkasz w hotelu.

– Będę tutaj wystarczająco długo, żeby sieć wynajęła dla mnie apartament. Zwykle tak robią, jeśli jestem gdzieś dłużej niż tydzień.

– W tej pracy musisz dużo podróżować – stwierdza, jedząc swoje danie jak wygłodniałe dziecko. Nie wiem nawet, czy czuje smak, tak szybko je.

– Dość często – odpowiadam i uśmiecham się, kiedy bierze ostatni kęs. – Zamierzasz wylizać talerz?

– Może – odpowiada z uśmiechem. – Nawet nie jestem zakłopotana, że zjadłam tak szybko. Było przepyszne.

– Cieszę, że ci smakowało. Jeszcze trochę zostało.

– Nie, najadłam się – odpowiada, po czym wyciąga

z torebki notes i długopis. – Możesz jeść, kiedy będę cię przepytywać.

– Na co?

– Na stanowisko trenera od życia – odpowiada ze złośliwym uśmieszkiem. Pragnę scałować ten uśmiech z jej twarzy już teraz, ale zamiast tego sięgam po ziemniaka i daję znak, żeby zaczynała.

– No dobra, pierwsze pytanie: Jakie masz kwalifikacje, które wskazywałyby, że jesteś właściwą osobą na to stanowisko?

– Cóż, jestem kilka lata starszy od ciebie, więc mógłbym powiedzieć, że mądrość związana z wiekiem.

Riley przechyla głowę, jak zawsze, kiedy o czymś myśli intensywnie.

– Nie możesz być tak dużo starszy ode mnie.

– Mam trzydzieści siedem lat.

– Siedem lat – mówi i przewraca oczami.

– W ciągu siedmiu lat może się wiele wydarzyć – odpowiadam i piję wodę.

– No dobra, przyjmuję. – Sprawdza coś w swoich papierach.

– Ty naprawdę spisałaś pytania?

– Oczywiście. Jestem królową list, a dekarz w moim domu był zawsze. – Przygryza wargę, patrząc na swoją listę. – Ile kobiet w swoim życiu trenowałeś?

– Cóż, nie posiadam oficjalnego tytułu, ale posiadam dwie młodsze siostry, i byłą żonę, więc mógłbym powiedzieć, że trzy.

– Ale żona jest eks, więc być może nie poszło tak dobrze?

A czy twoje siostry są produktywnymi członkami społeczeństwa?

– W opozycji do siedzenia w więzieniu? – pytam, śmiejąc się. – Jesteś niesamowita, Riley.

– Nie odpowiedziałeś na pytanie.

– Moje siostry są wspaniałe. Starsza jest mężatką, mamą na pełen etat z dwójką dzieci, a młodsza jest kelnerką.

– Ale z byłą żoną nie zadziałało.

– Nie jest niepoukładana, po prostu oboje doszliśmy do wniosku, że więcej nie powinna być moją żoną.

– Czemu?

Opieram się na krześle i wycieram usta serwetką.

– Ponieważ uznała, że to nic złego uprawiać seks z innym facetem.

Riley unosi brwi i mruga.

– To dobry powód.

– Tak mi się wydawało.

– Dobra, następne pytanie. – Sprawdza coś w papierach,

a potem zerka na mnie z uśmiechem. – Jaką zapłatę chciałbyś za swoją pracę?

– Pracuję pro bono – mrugam.

– Dlaczego?

– Ponieważ i tak tutaj będę, więc czemu nie? – wzruszam ramionami i kończę jedzenie. – Co jeszcze chcesz wiedzieć?

– Czy moje samotne przyjście do mieszkania wirtualnie obcego mężczyzny jest jedną ze złych decyzji, w sprawach których będziesz mnie uczył?

Uśmiecham się i odsuwam talerz, żeby móc pochylić się nad stołem.

– Czy to dziewczyny powiedziały ci, że przychodzenie tutaj samej to zły pomysł?

– Rozmawiałam tylko z Cami i ona uważała, że powinnam przyjść. A poza tym mam ukrytą broń, więc czuję się całkiem bezpiecznie.

Unoszę brew i krzyżuję ręce na klatce piersiowej.

– Nosisz ze sobą broń?

– Jak najbardziej – odpowiada i posyła mi słodki uśmiech. – Spotykam się z obcymi facetami z Internetu. Muszę się zabezpieczać.

– Dobry pomysł – odpowiadam. – W sieci jest wielu szaleńców.

– Owszem. Ale wydaje mi się, że jeśli masz spotkać szaleńca to może być wszędzie. W sieci, w barze, na stacji benzynowej. Są wszędzie.

– To też prawda. Cóż, cieszę się, że jesteś ostrożna.

– Nie jestem niczyją ofiarą – mówi tak normalnym tonem, jakby podawała mi rozmiar swojego buta.

To jest takie cholernie seksowne.

– Masz jeszcze jakieś pytania?

– Właściwie już nie – wzrusza ramionami. – Tak naprawdę nie spisałam żadnych pytań, ale zabawnie było przepytać cię trochę.

– To teraz ja mam pytanie – odpowiadam i uśmiecham się, kiedy podrzuca głowę i wydyma usta. – Czy naprawdę uważasz, że potrzebujesz trenera od życia?

– Nie, jestem pozbierana – uśmiecha się szeroko.

– Czemu jesteś na tych wszystkich stronach?

Wzrusza ramionami.

– Bo to nie jest proste spotykać ludzi. A dziewczyna czasem chce wyjść na randkę.

– Nie potrzebujesz mnie – mówię z uśmiechem. – Ale będę w pobliżu przez jakiś czas. Tak na wszelki wypadek.

– Na wypadek gdybym się potknęła i wróciła do randek online?

– Na przykład. Albo po prostu kiedy będziesz miała ochotę na kolację albo pogadać. A poza tym sądzę, że powinniśmy zrobić sobie maraton z Gwiezdnymi Wojnami. Twój brak wiedzy jest powodem do zmartwienia.

– To raczej sprawy dla facetów.

– Znam wiele kobiet, które lubią Gwiezdne Wojny.

– Hm, mogłabym zobaczyć jeden film albo dwa.

– Musisz zobaczyć je wszystkie, żeby zrozumieć, co się dzieje.

– To strasznie dużo godzin w moim życiu, których nigdy nie odzyskam. Czy nie ma gdzieś jakiegoś streszczenia, żeby to wszystko przyspieszyć, żeby się połapać?

– Nie – odpowiadam i zaciskam dłonie na udach, żeby jej nie dotknąć i nie założyć jej włosów za ucho.

Albo przyciągnąć ją do siebie, żeby całować bez końca.

– Wszystko w porządku? – pyta Riley.

– Zawsze tak obserwujesz?

– Za dużo myślę, więc tak, jestem obserwatorem.

– O mnie też tak mówią – uśmiecham się.

– Czy uważasz, że to jest właściwa ocena?

– O tak – odpowiadam, po czym wstaję, żeby umyć nasze talerze. Riley też wstaje, żeby pomóc. – Dam radę.

– Nie ma mowy. Ty gotowałeś, więc ja pomogę posprzątać.

Przechodzi za mną z kieliszkiem w jednym ręku i swoim talerzem w drugim.

– Używasz zmywarki czy myjesz ręcznie?

– A są jeszcze ludzie, którzy myją ręcznie?

– Słyszałam o takich, ale nigdy ich nie widziałam – uśmiecha się do mnie, kiedy do niej dołączam. – Więc jak rozumiem, używamy zmywarki?

– Tak.

Riley płucze naczynia, a ja ładuję je do zmywarki i kilka minut później jest sprzątnięte.

– Chyba powinnam już iść – mówi, sprawdzając czas na telefonie. – O, Cami napisała. Chyba powinnam odpisać, żeby nie pomyślała, że mnie zabiłeś zaraz po wejściu.

Śmieje się i pisze wiadomość, a potem zamyka telefon

i patrzy na mnie.

– Dziękuję za kolację.

– Nie ma za co.

– Do zobaczenia jutro rano.

Niestety nie będzie to w moim łóżku.

– Do zobaczenia.

Sięga po torebkę, notes i długopis i podchodzi do drzwi.

– Śpij dobrze.

Uśmiecham się szeroko i gratuluję sobie, że nie przesunąłem palcami po jej policzku.

– To ty śpij dobrze Riley.

– Okej. Cześć.

Wychodzi, a ja zamykam drzwi i wypuszczam delikatnie oddech.

Jezu, ona jest seksowna, zabawna i mądra jak cholera.

A ja nie zamierzam dotknąć jej, jak tu jestem.

Jak do cholery niby mam to zrobić?