Nadia. Więzień Putina - Nadia Sawczenko - ebook
Opis

Prawdziwa historia Nadii Sawczenko

Kim jest Nadia Sawczenko? Jaka jest jej prawdziwa historia? Jakie są fakty, a jakie mity? Odpowiedzi znajdują się w tej książce. Sawczenko spisała swoje wspomnienia na prośbę adwokatów, będąc jeszcze w więzieniu. Pracę nad książką zaczęła w trakcie pierwszej głodówki na początku 2015 roku. Nie są to jednak wyłącznie zapiski więzienne. Nadia bardzo szczerze opisuje swoją wojskową karierę. Wspomnienia skończyła spisywać w lipcu 2015. W tłumaczeniu i redakcji zachowano oryginalny styl autorki.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 494

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tłumaczenie: ANNA ŻURAWSKA ATOMINIUM – Biuro Tłumaczeń Specjalistycznychwww.atominium.com
Redakcja: JOANNA WYRZYKOWSKA
Korekty i łamanie: AGATA MOŚCICKA biały-ogród.pl
Projekt okładki: B&G designBeata Długokińska, Grzegorz Pużukwww.babaigrajek.pl
© Copyright Sawczenko N.W., 2015 © Copyright Sawczenko W.W., 2015 © Copyright for this edition by Od Deski Do Deski, Warszawa 2016
W książce wykorzystano materiały fotograficzne, udostępnione przez Wirę Sawczenko z jej osobistego archiwum i z otwartych źródeł informacji.
Wydanie I
ISBN 978-83-65157-08-9
Wydawnictwo OD DESKI DO DESKI Sp. z o.o. ul. Puławska 174/11, 02-670 Warszawaoddeskidodeski.com.pl
Konwersja: eLitera s.c.
.
Czytelniku, korzystaj legalnie! Nad książką ciężko pracował autor i wiele innych osób. Uszanuj ich trud i korzystaj z książki w legalny sposób. Dzięki temu będziemy mogli sobie pozwolić, by przygotować dla Ciebie kolejne znakomite lektury.

Nie pozostawiam sobie sił na drogę powrotną...

Nigdy nie chciałam być pisarką czy napisać książkę, nawet gdyby bardzo mnie namawiali. Przeżytego życia nie da się w żaden sposób opisać, zresztą – komu to potrzebne, oprócz samej sobie...

W jednej z książek przeczytałam, że człowiek zaczyna pisać wtedy, kiedy w życiu doszedł do granicy i chce się zastrzelić, a nie wystarcza mu siły ducha... Ja do pióra jeszcze nie doszłam! A gdybym doszła, to lepiej się zastrzelić...

Kiedy jednak pomyślałam, na ile pytań długo i nudno trzeba będzie odpowiadać, jeśli przeżyję i wyrwę się na wolność ... Postanowiłam: lepiej raz napisać, póki jest czas, niż sto razy powtarzać...

Trzeba zacząć pracować! W Radzie Najwyższej i tak już od trzech miesięcy wpisują mi nieobecność! Ukraińcy, którzy obdarzyli mnie zaufaniem, oddając swój głos, poświadczyli tym, że oczekują ode mnie właśnie działania!

Postanowiłam więc, że w więzieniu będę „psuć” papier! Czasu mam tutaj pod dostatkiem...

Mówi się, że po roku „odsiadki” wszyscy zaczynają pisać, niektórzy wiersze, inni prozę... Nigdy nie myślałam, że stoczę się do takiej banalności!:) A Bogu dzięki, nie siedzę jeszcze nawet rok! I mam nadzieję, że nie będę!!! No tak, zadomawiasz się tu!!! Pora wyrwać się! Pracy jest dużo...

No, ale na razie – do pisania. Papier wszystko wytrzyma...

Nadia Sawczenko

więzienie, Moskwa, 2015 rok

„Іljo, książki piszą wtedy, kiedy chce się umierać, jak powiedział któryś z pisarzy. А mi, póki co, nie jest jeszcze tak źle”.

Po raz pierwszy usłyszałem to od niej w sierpniu 2014 roku w woroneskim areszcie śledczym. Stosunki robocze nie nawiązały się między nami od razu. Przed naszym pierwszym spotkaniem 16 lipca prawie nic o niej nie wiedziałem, nawet nie oglądałem wideo jej rozmowy z dziennikarzami w niewoli, które sprawiło, że stała się sławna. Było to miesiąc po tym, kiedy trafiła do niewoli, i tydzień po tym, kiedy przedstawiono jej oskarżenia.

Nadia wspominała później: „Wchodzi trzech adwokatów w garniturach, poważni, widać, że drodzy. W życiu nie wynajmowałam adwokata. «О czym ja mam z wami rozmawiać?»” А my z kolei zobaczyliśmy ją wzburzoną, nie do końca rozumiejącą, po co ją przywieźli do Rosji, czego od niej chcą i z jaką machiną będzie musiała się zetknąć. Pytała, ile czasu to wszystko może trwać. Nie mogliśmy jej niczego szczególnego obiecać. Jeśli przepowiedzielibyśmy jej wtedy, że sąd będzie dopiero za rok, na pewno wyrzuciłaby nas za drzwi. Na szczęście w tym czasie sami tego nie wiedzieliśmy. Było to przed boeingiem, przed Iłowajskiem, przed Debalcewo, przed pierwszym i drugim Mińskiem. Kijów już oficjalnie stawił się w obronie Sawczenko, Trybunał Strasburski przyjął wstępną skargę na niedopuszczenie do aresztu śledczego ukraińskiego konsula, była cała masa wersji rozwoju zdarzeń. W lipcu 2014 jeszcze nie wydawało się prawdopodobnym, że Komitet Śledczy w którymś momencie rozmyśli się i przyzna do błędu. Ich historia z przekroczeniem granicy przez Nadię i niby przypadkowym zatrzymaniem w Woroneżu od początku nie mała racji bytu, do stycznia 2015 nie przedstawili jej nawet oskarżenia z tego powodu.

Dopóki Nadię trzymali w Woroneżu, jeździłem do niej prawie co tydzień. Powstał między nami swoisty porządek, a nawet rytuał takich spotkań. Koniec lipca, sierpień i wrzesień we wtorki lub środy wyjeżdżałem nocą z Moskwy, żeby rano, po odstaniu w kolejce za adwokatami i śledczymi w poczekalni aresztu śledczego, porozmawiać z nią dwie–trzy godziny i zdążyć zostawić przesyłkę przed zamknięciem okienka odbioru. Rozmawialiśmy dziwną mieszaniną językową, nawet nie normalnym kijowskim surżykiem (*red. mieszanka języków ukraińskiego i rosyjskiego). Surżykiem mówiłem ja, а ona, widząc, że po nocy za kierownicą gorzej rozumiem, dostrajała się do tego formatu. Rozpoczęło się to jako utrudnienie pracy funkcjonariuszom operacyjnym, którzy mogli nas podsłuchiwać, a później stało się tradycją. W Moskwie, w Instytucie Serbskiego i w 20. szpitalu, gdzie ochroniarze, nie krępując się, stali metr od nas podczas całego widzenia, nasz surżyk pomagał nam się kontaktować bez zwracania na nich uwagi. Mówiliśmy w nim o życiu i o planach, po rosyjsku tylko wtedy, gdy omawialiśmy jakiś dokument procesowy, który ona pisała pod moje dyktando.

Początkowo śledztwo nie rozpieszczało nas nowymi informacjami i nasze cotygodniowe rozmowy w mniejszym stopniu dotyczyły samej sprawy, а w większym świata wokół. Nadię najbardziej interesowało, co faktycznie dzieje się na Ukrainie. Telewizor w jej celi pokazywał tylko podstawowe kanały rosyjskie i nie od razu nauczyła się wnosić „poprawkę na ukrzyżowanego chłopca”. Musiałem długo opowiadać jej, że w rzeczywistości Mariupol nie został zajęty, Charkowa nie ewakuują, bataliony nie odwróciły się w kierunku Kijowa, trzecia wojna światowa jeszcze nie jutro. O tym ostatnim, co prawda, nie byłem wtedy całkowicie przekonany.

O książce zacząłem mówić już na trzecim lub czwartym spotkaniu. Nadia zdążyła już opowiedzieć mi kilka swoich wspomnień z Iraku, a także o swych trudnych kontaktach z dowództwem wojskowym. Celnie zauważała szczegóły swego bytu więziennego, pisała długie listy do siostry. Według mnie miała wszelkie potrzebne zadatki. Czas mijał, pomału stawało się jasne, że z ofiary przemienia się w symbol walki Ukraińców, a nawet w jej aktywnego uczestnika. My, jej adwokaci, sami temu sprzyjaliśmy, rozrywając pierścień więziennej cenzury i dając jej drogocenny dla aresztanta przywilej – możliwość bezpośredniej rozmowy z ludźmi. Sawczenko udzieliła przez nas kilku wywiadów, odpowiadając na pytania przysłane przez dziennikarzy, lecz nie było to tak żywe i interesujące jak jej własne opowiadania.

Za pierwszym razem kategorycznie była przeciwna temu pomysłowi: „Jaka ze mnie pisarka?”. Było to jednak już po rozmowach: „Jaki ze mnie polityk?” oraz „Jaki ze mnie delegat?” i wiedziałem już, co z tym robić. Tacy ludzie jak Nadia mogą początkowo nie wierzyć w to, że uda im się coś w nowej dla nich dziedzinie, ale jeśli dać im „dojrzeć”, zabierają się za to i nie ustępują do końca. Należy tylko od czasu do czasu zwracać ich ku odpowiedniemu tematowi. W grudniu 2014 roku, już w moskiewskim więzieniu dla Kobiet SIZО-6, Nadia ogłosiła głodówkę. Rozchorowała się na zapalenie ucha, a normalnym leczeniem nikt się nie zajmował. „Masz tu tabletkę, pocierpisz i przejdzie”. Lekarza wkrótce zmienili, ale to już było a day late and a dollar short (*red. z ang. o dzień za późno i dolar za mało).

Sawczenko została delegatem PACE, а Komitet Śledczy dał do zrozumienia, że nie będzie liczyć się z jej immunitetem. Postanowiła kontynuować głodówkę. Do lutego straciła 20 kilogramów, przewieziono ją do szpitala, do słynnej „Маtrosskiej tiszyny” i trzymano samotnie pod kroplówką. Staraliśmy się odwiedzać ją codziennie, czy był powód, czy nie, i w którymś momencie Nadia powiedziała mi znużona: „Dobrze, będzie twoja książka. Chcę już umrzeć, to lepiej będę pisać”. Książka zaczęła powstawać. Na każdym widzeniu zabierałem od niej po 10–20 stron zapisanych drobnym, zbyt ostrym pismem człowieka, który nie jadł dwa miesiące, na siłę ściskającego palcami długopis. Później było redagowanie, poprawki, dodatkowe rozdziały. Nie „Wojna i Pokój” oczywiście, а zresztą – dlaczego nie? Tam przecież jest i o wojnie, i o pokoju.

Kiedy książka była już gotowa, Nadia poprosiła mnie o napisanie przedmowy: „Skoro wymyśliłeś to wszystko, to teraz uczestnicz”. Sam w życiu nie czytałem przedmów do swych ulubionych książek, a kto czytał? Komu w ogóle potrzebne są przedmowy? Nie ratują one złych książek, a w dobrych wszyscy je omijają. Odwlekałem ten obowiązek bez końca, z redakcji wydawnictwa już trzykrotnie przysyłali uprzejme przypomnienia. W końcu, kiedy dłużej nie można było już zwlekać, usiadłem i napisałem te strony. Będziemy uważać je za sprawozdanie dla historii. Jeśli ta książka zajmie miejsce obok słynnych pamiętników więziennych, niech literaturoznawcy wiedzą, że do jej pojawienia się po części przyczyniły się usilne prośby pewnego moskiewskiego adwokata. Piszę te słowa w Kijowie 29 lipca 2015 roku. Jutro w Sądzie Miejskim Doniecka obwodu rostowskiego odbędzie się proces w sprawie Nadii Sawczenko. Nikt z nas jeszcze nie wie, czym to wszystko się zakończy.

Powodzenia nam.

Adwokat Nadii Sawczenko

Ilja Nowikow

29 lipca 2015 roku

Czym jest głód? Czym jest niewola? Czym jest więzienie? Czym jest głód w więzieniu? Jak zachowywać się w niewoli? Jak zachowywać się podczas śledztwa, w sądzie? Jak zachowywać się w więzieniu? Na pewno mogłabym o tym opowiedzieć, aby nikt nie przekłamał ...

Jaka by nie była sytuacja, wyjście jest jedno – pozostawać sobą. Działa wszędzie. Niezależnie od tego, jakim jesteś człowiekiem – silnym i prawdziwym, czy podłym i tchórzliwym. Pokaż szczerze swą naturę i zaczną z tobą rozmawiać twoim językiem. Każdy otrzymuje swoje. Już nieraz się o tym przekonałam.

Wojna. Niewola. Porwanie. Więzienie. Strajk głodowy – walka.

„SW – Stan wyjątkowy” to nie nazwa współczesnej rosyjskiej audycji, lecz filmu radzieckiego nie pamiętam, z którego roku (*red. 1958), który podoba mi się pod względem siły i ideologii. Mowa w nim o tym, jak w czasach zimnej wojny Chińczycy pojmali do niewoli radziecki tankowiec „Połtawa”. Przetrzymywali całą załogę, proponując zdradę Ojczyzny і przejście do pracy na rzecz Chin. Do każdego członka załogi chiński psycholog szukał innego podejścia, opierając się na jego słabości. Warto zobaczyć, jak trzyma się załoga i jak człowiek zamienia swą słabość w mocną stronę... Ten film jest o wszystkim równocześnie: o wojnie, o niewoli, o więzieniu, o torturach, o głodzie, o sądzie i śledztwie, i o niezłomnej sile woli człowieka. Polecam zobaczyć!

Tym, którzy chcą zrozumieć, jak przejść przez ogień, wodę, miedziane rury i jardy łajna w życiu i nie złamać się, radzę obejrzeć bardzo ciężki, ale bardzo mocny film „Skazani na Shawshank”.

Przytoczone przeze mnie dwa filmy dają już dużą część odpowiedzi na postawione przeze mnie wyżej pytania. Przynajmniej ja w wielu swych decyzjach i czynach opierałam się i czerpałam natchnienie, właśnie wspominając te filmy.

Teraz z własnego doświadczenia. Wszystko, co napiszę w tej książce, to moja prawda, spojrzenie na rzeczy i zdarzenia moimi oczyma. Ktoś może widzieć inaczej. Każdy ma prawo do własnej opinii.

Nadia Sawczenko

Moskwa

Od ponad dwóch lat regularnie jako reporter jeżdżę relacjonować dramatyczne i często krwawe wydarzenia na Ukrainie. Byłem na kijowskim Majdanie w „Czarny Czwartek” 20 lutego 2014 roku, gdy snajperzy dokonywali rzezi demonstrantów. Widziałem, jak upada reżim Wiktora Janukowycza. Jeździłem w rejon konfliktu na wschodzie Ukrainy. Przyglądałem się z bliska tak zwanej operacji antyterrorystycznej ATO. Byłem na pierwszej linii frontu i w opanowanym przez separatystów Doniecku. W tym czasie poznałem wiele niezwykłych osób i wysłuchałem ich wstrząsających historii. Byłem świadkiem ludzkich tragedii, odwagi i poświęcenia, ale też głupoty, okrucieństwa i nienawiści.

Pewnie ze względu na te wszystkie doświadczenia, gdy pierwszy raz brałem do rąk autobiografię Nadii Sawczenko, nie spodziewałem się, że coś może mnie w niej zaskoczyć. Wydawało mi się, że dobrze znam historię tej ukraińskiej żołnierki, która spędziła w niewoli prawie dwa lata. Zatrzymana przez separatystów z Ługańska w czerwcu 2014 roku, została uprowadzona do Rosji, gdzie zorganizowano jej pokazowy proces. Oskarżona o zabójstwo dwóch rosyjskich korespondentów wojennych, została skazana na 22 lata kolonii karnej. Miałem okazję długo rozmawiać z mamą i siostrą Nadii tuż po tym, jak rosyjski sąd wydał ten skandaliczny wyrok, ignorując dowody przedstawiane przez obrońców Ukrainki. Głodówka i niezłomna, pełna godności postawa przed sądem uczyniły z niej bohaterkę Ukrainy, której losami żyły media na całym świecie.

A jednak gdy zacząłem czytać więzienne zapiski Nadii Sawczenko, nie potrafiłem się oderwać od książki, z której bije wielka pasja. W swoich obserwacjach, przemyśleniach i wyznaniach Nadia Sawczenko jest szczera i bezkompromisowa do bólu. Pisze to, co myśli, nie kalkuluje, co dodatkowo uwypuklają prosty styl i ostry język, jakimi napisana jest książka będąca świadectwem degeneracji systemu władzy stworzonego przez Władimira Putina i głębokiego kryzysu politycznego, społecznego, militarnego oraz ekonomicznego, w jakim znalazła się Ukraina. Nadia Sawczenko opisuje nie tylko swoje porwanie, pobyt w rosyjskim więzieniu i zderzenie z tamtejszym wymiarem (nie)sprawiedliwości. W jej biografii wiele miejsca zajmują wspomnienia dotyczące służby w ukraińskiej armii, w której kobieta traktowana jest jak coś gorszego, niepełnowartościowego. W tym świecie „prawdziwych mężczyzn” panuje wszechobecna korupcja, dochodzi do nadużyć, lekceważone są procedury, a braki w sprzęcie i wyszkoleniu oraz błędy dowódców narażają życie żołnierzy.

Autobiografia Nadii Sawczenko to oskarżenie i wyzwanie rzucone nie tylko Kremlowi, ale i ukraińskim politykom, którzy przez lata pozwalali na to, by kontrolę nad ich krajem przejęli oligarchowie. Obalenie Janukowycza nie doprowadziło do tak oczekiwanej przez zwykłych Ukraińców głębokiej wymiany skompromitowanych i uwikłanych w patologiczne układy elit władzy. Nieraz podczas swoich wyjazdów na Ukrainę słyszałem od moich rozmówców o potrzebie zorganizowania kolejnego protestu i kolejnego Majdanu. Ludzie są zawiedzeni. To rozczarowanie czuć na Ukrainie i dostrzec je można na kartach książki, którą trzymają państwo w ręku. Mimo wszystko Nadia Sawczenko się nie poddaje. Mimo chwil zwątpienia i poczucia bezsilności wciąż walczy. Czy to z głupimi, bezdusznymi urzędnikami, czy z niedouczonymi dowódcami, czy też z rosyjską machiną sądową. Walczy i to z sukcesami.

25 maja 2016 roku, po ułaskawieniu przez Władimira Putina, Nadia Sawczenko została wymieniona na dwóch rosyjskich żołnierzy skazanych na Ukrainie i wróciła do kraju. W niewoli spędziła 708 dni. Mimo ciężkich przeżyć nie zamierza wycofać się z życia publicznego. Będąc już w więzieniu, została wybrana do Rady Najwyższej (parlamentu) Ukrainy. Teraz nie wyklucza startu w wyborach prezydenckich, jeśli tego będą chcieli jej rodacy. Jak mówi: „Moje życie to Ukraina”. Dla wielu Ukraińców już stała się nadzieją na lepszą przyszłość... cóż, imię zobowiązuje. Nadija (zdrobniale Nadia) znaczy właśnie nadzieja.

Tomasz Sekielski

Urodziła się 11 maja 1981 roku w Kijowie. Jest deputowaną ukraińskiego parlamentu i wojskowym pilotem. Gdy miała 19 lat, wypowiedziała swoją prywatną wojnę panującej w ukraińskiej armii dyskryminacji kobiet i skorumpowanej biurokratycznej armii wojskowych urzędników. Służbę zaczęła w jednostce łączności wojsk kolejowych. Po pięciu miesiącach na własną prośbę przeniesiono ją do wojsk powietrzno-desantowych. Służyła w 13. Samodzielnym Aeromobilnym Batalionie 95. Żytomierskiej Brygady Powietrzno-Desantowej. Na przełomie lat 2004–2005 jako strzelec transportera opancerzonego była na misji w Iraku. Po powrocie na Ukrainę zaczęła studia na Charkowskim Uniwersytecie Sił Powietrznych. Została pilotem, służyła w 3. Pułku Lotniczym w Brodach, latała jako pilot śmigłowca bojowego Mi-24.

W maju 2014 roku po rozpoczęciu walk na wschodzie Ukrainy wzięła urlop w jednostce wojskowej i jako ochotniczka zgłosiła się do batalionu „Ajdar”. Była to formacja podlegająca ministerstwu obrony i wchodząca w skład tak zwanych batalionów obrony terytorialnej. Do „Ajdaru” należeli wyłącznie ochotnicy. W trakcie walk w okolicach Ługańska, 17 czerwca 2014 roku Nadia została wzięta do niewoli przez prorosyjskich separatystów. W nocy z 23 na 24 czerwca 2014 roku wywieziono ją do Rosji. Przez kilkanaście dni nikt nie wiedział, co się z nią dzieje. Na początku lipca rosyjski sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu Ukrainki.

Nadia Sawczenko została osadzona w areszcie w Woroneżu w związku z zarzutami przyczynienia się do śmierci dwóch rosyjskich dziennikarzy. Według rosyjskich władz 17 czerwca Nadia Sawczenko miała telefonicznie nakierować ogień artyleryjski na rosyjskich korespondentów wojennych. Jednak jak wynika z danych sieci komórkowej, w trakcie ostrzału Nadia nie znajdowała się w miejscu, z którego, jak twierdzili Rosjanie, miała naprowadzać atak artylerii. Poza tym w chwili ostrzału Sawczenko była już w rękach separatystów.

Władze rosyjskie utrzymywały przy tym, iż nie została ona uprowadzona z terytorium Ukrainy, ale że sama przekroczyła granicę. Dlatego też Nadia Sawczenko usłyszała kolejny zarzut, tym razem nielegalnego przekroczenia rosyjskiej granicy. Pod koniec września 2014 roku przewieziono ją z aresztu w Woroneżu do więzienia w Moskwie, gdzie poddawano ją badaniom w szpitalu psychiatrycznym.

Wcześniej, bo w sierpniu, zgodziła się wystartować w ukraińskich wyborach parlamentarnych. Kandydowała z list stworzonej przez Julię Tymoszenko partii Batkiwszczyna. Sawczenko była główną twarzą kampanii wyborczej partii i zajmowała pierwsze miejsce na jej liście krajowej. Decyzją sądu w Moskwie dzień po ukraińskich wyborach, 27 października, przedłużono jej areszt do 13 lutego 2015 roku. 19 listopada 2014 roku Nadia Sawczenko została oficjalnie zarejestrowana przez Centralną Komisję Wyborczą w Kijowie jako deputowana (posłanka) do Rady Najwyższej (parlamentu) Ukrainy. Niecały miesiąc później, 15 grudnia, ukraińska pilotka rozpoczęła swój pierwszy strajk głodowy. Był to protest przeciwko jej porwaniu i przetrzymywaniu w rosyjskim areszcie.

Od 26 stycznia 2015 roku jest formalnie delegatem do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.

30 lipca 2015 roku rozpoczął się proces Nadii Sawczenko. 21 marca 2016 roku została uznana za winną, a dzień później sąd skazał ją na 22 lata kolonii karnej. Nadia prowadziła w tym czasie kolejną głodówkę. 25 maja 2016 roku wróciła do domu, została wymieniona na dwóch skazanych na Ukrainie rosyjskich żołnierzy.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki