Na zawsze. Tom 5 Rodzina - Sandi Lynn - ebook
Opis

Malarka Ellery i Connor Black, zabójczo przystojny właściciel wielkiego konsorcjum, spotkali się kiedyś przypadkiem. Zakochali się, choć on nie wierzył już w miłość, a ona nie wierzyła, że mogą być razem. Ale razem w bliskości i czułości pokonali jej śmiertelną chorobę i przetrwali najcięższe próby.

Teraz z dziećmi, Julią i Collinem, są szczęśliwą rodziną szczęśliwych ludzi. Jednak tajemnica z przeszłości, którą przypadkiem odkryją, może zmienić ich świat, a człowiek, który się pojawi, na zawsze zmienić ich rodzinę… A w ich życie znowu wkracza choroba.

Czy Ellery i Connor, Julia i Collin sprostają tej próbie? Czy miłość, oddanie, rodzinne więzi i przyjaciele przywrócą im szczęście?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 274

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Korekta

Agnieszka Deja

Hanna Lachowska

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie na okładce

© jfk image/Shutterstock

Tytuł oryginału

A Forever Family

A Forever Family

Copyright © 2015 by Sandi Lynn.

Published by arrangement

with Browne & Miller Literary Associates, LLC.

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2015 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-5682-5

Warszawa 2015. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-952 Warszawa, ul. Wiertnicza 63

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

juras@evbox.pl

Rozdział 1

COLLIN

Panika. Rozczarowanie. Krzyk. Płacz. Słyszałem w głowie głos mojej mamy, nie wspominając o ojcu. Rodzina była dla nich wszystkim. Nie mówię, że dla mnie nie, bo moja rodzina była moim życiem, ale teraz moim życiem była Amelia. Będą musieli zrozumieć. Ale czy zrozumieją? Mój ojciec powinien, bo to znał. Więź i miłość. Potrzebę, żeby być z tą jedyną osobą, która jest ci przeznaczona. Za to mama nie jest taka wyrozumiała.

Cholera. Spojrzałem na Amelię, która spała obok mnie. Była taka piękna i była moją żoną. Rodzice będą musieli zrozumieć. W końcu się z tym pogodzą. To moje życie, a nie ich. Może nie musiałbym mówić im, że się pobraliśmy. Moglibyśmy wrócić z Vegas i powiedzieć im, że się zaręczyliśmy. Tyle że do końca życia obchodzilibyśmy dwie rocznice. Jedną na osobności, a drugą z rodziną.

– Dzień dobry. – Amelia uśmiechnęła się, przesuwając palcem po mojej piersi. Pocałowałem ją w czubek głowy.

– Dzień dobry, kochanie. Dobrze spałaś?

– Oczywiście, że tak. Ktoś mnie wykończył w nocy.

Uśmiechnąłem się, przewracając ją na plecy i pochyliłem się nad nią.

– Czyżby? – Moje usta otarły się o jej w namiętnym pocałunku. – Jestem przekonany, że to moja żona przejęła kontrolę i sama się wykończyła.

– To właśnie robi ze mną mój seksowny mąż. – Wzruszyła ramionami.

Zadzwonił telefon. Westchnąłem. Zsunąłem się z Amelii i wziąłem telefon z nocnego stolika. To był mój ojciec. Żołądek ścisnął mi się w twardą gulę.

– Cześć, tato.

– Dzień dobry, synu. O której będziecie dzisiaj wracać? Mama chce mieć całą rodzinę na obiedzie.

Cholera. Cholera. Cholera. Potarłem czoło.

– Powiedz mamie, że nie dzisiaj. Nie wylecimy stąd przed południem. A zanim dotrzemy do Nowego Jorku, z różnicą czasu, będzie prawie ósma wieczorem. Będziemy koszmarnie zmęczeni podróżą. Poza tym muszę być rano w biurze, a Amelia zaczyna wcześnie zajęcia przed praktykami w klinice.

– Rozumiem, synu. Przekażę mamie. – Słyszałem, że wzdycha. – Nie będzie zadowolona, ale będzie musiała zrozumieć.

– Dzięki, tato. Spytaj, czy nie możemy tego przełożyć na jutrzejszy wieczór.

– Okej. Bezpiecznego lotu i do zobaczenia jutro w biurze.

Rozłączyłem się i odłożyłem telefon. Wszedłem na Amelię i delikatnie ją pocałowałem.

– Więc na czym skończyliśmy? – Uśmiechnąłem się.

Weszliśmy do mieszkania i odstawiliśmy bagaże. Dobrze było znów być u siebie.

– Witamy w domu, pani Black.

– Dziękuję, panie Black. – Pocałowała mnie.

Ktoś zapukał do drzwi i popatrzyliśmy z Amelią na siebie. Wzruszyłem ramionami i otworzyłem je.

– Witamy w domu. – Julia uśmiechnęła się, wchodząc z Braydenem.

– O, Julia. Co ty tu robisz? – spytałem, spoglądając na Amelię. Oboje schowaliśmy ręce za plecy.

Julia spojrzała na mnie. Coś podejrzewała. Widziałem to.

– Właśnie byłam u rodziców i kiedy wychodziłam z windy, zobaczyłam was. Pomyślałam, że wpadnę się przywitać. Co się dzieje?

– Nic. Dlaczego?

– Dziwnie się zachowujecie. Coś zrobiliście?

Parsknąłem. Zawsze parskam, kiedy się denerwuję.

– Parsknąłeś! – Wskazała na mnie palcem. – Powiedz mi, Colin. Amelia? – spytała, patrząc na mnie.

Amelia poddała się i wyciągnęła rękę z pierścionkiem.

– O Boże! Zaręczyliście się! – wykrzyknęła Julia, przyglądając się bliżej pierścionkowi. Musiała zauważyć obrączkę. – Moment. – Spojrzała na mnie i chwyciła moją rękę z obrączką. Jej oczy rozszerzyły się, kiedy znów na mnie popatrzyła.

– Pobraliście się?! – krzyknęła.

– Ciiii. – Brayden zaczął płakać.

– Daj, wezmę go – powiedziała Amelia, zabierając Braydena od Julii.

– O Boże, Collin. Dlaczego? To znaczy jestem szczęśliwa. Ale, Boże, mama, tata!

Odszedłem, potrząsając głową.

– Wiem. Wiem. Ale to nie jest niczyja sprawa. Kocham Amelię, byliśmy w Vegas i chcieliśmy się pobrać.

– Niczyja sprawa? Ty chyba żartujesz?

– Okej. Nie powinienem tak mówić – westchnąłem. – Julia, jestem przerażony. Rodzice się wściekną.

– Cholera jasna! Pozbawiłeś ich wesela. Wiesz, że mama ma świra na punkcie kontroli. Jesteś jej kochanym synkiem. – Nagle złowieszczy uśmieszek pojawił się na jej twarzy. – Może nie będziesz nim już więcej.

– Ej, Julia, przestań. Pogarszasz sprawy. – Usiadłem na kanapie i ukryłem twarz w dłoniach. Julia przysiadła się do mnie i wzięła pod ramię.

– Przykro mi, Collin. Wiesz, że cię kocham i jestem niesamowicie szczęśliwa z waszego powodu. Naprawdę. Tylko się o was boję – zaśmiała się.

– Dzięki.

– Ojej, chodź tutaj. – Przyciągnęła mnie do siebie. – Kiedy im powiecie?

– Nie wiem.

– Cóż, jak się już zdecydujecie, będę przy was. Kiedy mama wybuchnie, zrobię wszystko, żeby ją uspokoić.

– Dzięki, siostrzyczko.

– Lepiej już wezmę Braydena do domu i położę spać. – Wstała z kanapy i przytuliła Amelię. – Witamy w rodzinie. Naprawdę się cieszę.

– Dziękuję. – Amelia uśmiechnęła się, oddając Braydena Julii.

– Lepiej ściągnij ten pierścionek, zanim przyjdziesz jutro do pracy.

– Ściągnę. Dobrej nocy, siostrzyczko. Kocham cię.

– Ja ciebie też, Collin. – Wyszła, a ja spojrzałem na Amelię. Usiadła za mną i położyła dłoń na moim udzie.

– Żałujesz, że się pobraliśmy?

Serce mnie zabolało, kiedy o to spytała. Wziąłem ją za rękę.

– Oczywiście, że nie. Nie chciałem niczego bardziej jak tylko tego, żebyś została moją żoną i nikt nie będzie za to przepraszać. Moi rodzice będą to musieli po prostu zrozumieć i pogodzić się z tym.

– A co jeśli nie zaakceptują?

– Będą szczęśliwi, że się pobraliśmy. Kochają cię. Będą tylko zawiedzeni, że ich przy tym nie było – westchnąłem.

– Muszę być przy tobie, kiedy będziesz im o tym mówił? – uśmiechnęła się.

– Tak. Jeśli ja idę na dno, to ty ze mną. A teraz dosyć już o moich rodzicach. Są ostatnimi ludźmi, o których chciałbym myśleć, kiedy mam zamiar cię przelecieć po raz pierwszy w naszym domu jako moją żonę.

Zagryzła dolną wargę, uwodzicielsko się we mnie wpatrując.

– Mmm, podoba mi się ten pomysł. – Jej wargi delikatnie dotknęły moich.

Rozdział 2

ELLERY

Życie nie mogło być lepsze. Byłam żoną mężczyzny moich marzeń, miałam dwójkę wspaniałych, dorosłych dzieci, wspaniałego zięcia i pięknego wnuka. Galeria sztuki prosperowała lepiej, niż kiedykolwiek mogliśmy przypuszczać, a Black Enterprises działało silnie i pewnie. Connor mówił coś o przejściu na emeryturę i przekazaniu firmy Collinowi, ale chciał poczekać jeszcze parę lat. Nadal czuł, że Collin musi jeszcze trochę dojrzeć. Nie zgadzałam się z Connorem, ale przedyskutowaliśmy to i zostałam przy jego decyzji.

– Dzień dobry, kochanie. – Connor wszedł do kuchni i pocałował mnie.

– Dzień dobry. Powiedz Collinowi, kiedy zobaczysz go w biurze, że obiad jest punkt szósta.

– Oczywiście. Nie martw się. – Zaniósł kawę do stolika, na którym przygotowałam mu śniadanie.

– Myślałam w nocy o Collinie i Amelii i o tym, jak moglibyśmy zorganizować ich wesele w niedalekiej przyszłości.

– Nie pośpieszajmy ich, kochanie. Sądzę, że Collin potrzebuje jeszcze paru lat, zanim w ogóle rozważy małżeństwo. Oboje muszą najpierw ułożyć swoje kariery.

– Zgadzam się, ale czy sama myśl nie jest ekscytująca? Oglądać naszego małego chłopca, jak idzie do ołtarza i poślubia miłość swojego życia. Tak jak Julia.

– A właśnie, Julia. Gdzie ona jest? Myślałem, że przynosi Braydena dziś rano.

– Już jestem, tato – uśmiechnęła się, podeszła do niego i pocałowała w policzek, oddając mu Braydena na ręce. – Tylko kilka minut spóźnienia. Trudno jest, kiedy nie ma Jake’a.

– Przepraszam, księżniczko. Po prostu tęskniłem za tym maluchem.

Nalałam Julii filiżankę kawy.

– Czemu nie zostaniecie z Braydenem na noc u nas, dopóki Jake nie wróci? – Miałam nadzieję, że Julia się zgodzi.

– Jest w porządku, mamo. Radzę sobie lepiej niż można z moim synem. Ale dzięki za propozycję. Jake będzie w domu już jutro wieczorem.

– Cóż, mam dużo planów z tym małym na dzisiaj. – Podeszłam do Connora i zabrałam go z jego rąk.

– Elly, jeszcze nie skończyłem się z nim bawić.

– Przykro mi, kochanie, ale on chce swoją babcię, czyż nie? – Podniosłam go i uśmiechnął się. Trudno było uwierzyć, że miał już sześć miesięcy. Wiosna nadchodziła do Nowego Jorku i byłam podekscytowana na myśl o zabraniu go do Central Parku.

– A może, Julio, spakowałabyś torbę Braydena i zostawiła go dzisiaj u nas na noc? W ten sposób mogłabyś mieć czas tylko dla siebie.

– A może skorzystałabym z tej oferty jutro, kiedy przyjedzie Jake, żeby spędzić noc ze swoim mężem?

– To nawet lepiej – uśmiechnęłam się do niej.

Connor skończył śniadanie i wstał od stołu.

– Gotowa do biura, księżniczko?

– Tak, tato. – Podeszła i dała Braydenowi buziaka na pożegnanie. – Bądź grzeczny dla babci, Brayden, z mamusią zobaczysz się później. – Zaczął gaworzyć i uśmiechnął się do niej. Wzięłam jego małą rączkę i pomachałam nią na do widzenia Julii i Connorowi, kiedy wchodzili do windy.

CONNOR

– Dzień dobry, synu. – Wstałem zza biurka i lekko uścisnąłem Collina.

– Cześć, tato.

– Jak reszta twojego pobytu w Vegas?

– Okej. Bardzo dobrze się bawiliśmy.

Wróciłem do biurka i usiadłem, krzyżując nogi. Collin rozsiadł się w krześle naprzeciwko mnie. Wyglądał inaczej.

– Co się z tobą dzieje?

– Nic. Dlaczego pytasz? – Popatrzył na mnie dziwnie.

– Nie wiem dlaczego, ale wyglądasz inaczej.

– Jestem tym samym Collinem, którym byłem kilka dni temu.

– W porządku. Może to tylko moja wyobraźnia. Ach, mama powiedziała, że kolacja jest punkt szósta. Nie spóźnijcie się.

– Będziemy na czas. Obiecuję. – Wstał z krzesła.

Uśmiechnąłem się do niego, kiedy opuszczał biuro. Przeglądając dokumenty, przepisane przez moją nową sekretarkę, Carę, zauważyłem mnóstwo błędów. Wcisnąłem guzik na telefonie.

– Cara, mogłabyś tu przyjść?

Moment później drzwi się otworzyły i weszła.

– Tak, panie Black?

– Usiądź, proszę. – Wskazałem na krzesło. – W dokumentach jest mnóstwo literówek. Czy ty je w ogóle sprawdzasz, zanim mi oddasz?

Spojrzała na mnie swoimi brązowymi oczami i, ciamkając gumą, westchnęła.

– Myślałam, że sprawdzałam. Przepraszam, panie Black. Proszę mi je dać, przejrzę je jeszcze raz. – Wyciągnęła rękę.

Oddając jej dokumenty, zmarszczyłem brwi.

– O piątej chcę je z powrotem.

Wyszła z gabinetu, trzaskając drzwiami. Brakowało mi Valerie i Diany. Nie byłem w stanie znaleźć nikogo, kto by im dorównywał i zaczynało mnie to wkurzać. Nie miałem pojęcia, dlaczego dałem się namówić Collinowi na zatrudnienie Cary. Nie miała nawet doświadczenia w byciu sekretarką.

Spojrzałem na kalendarz i pomyślałem, że następny weekend będzie odpowiedni, żeby pojechać do Hamptons i otworzyć dom na lato. To był ten czas w roku, który kochałem. Zawsze bardzo sobie ceniłem spędzanie weekendów z rodziną w domku na plaży. Chociaż w tym roku będzie inaczej, bo Collin mieszka w domu zaraz po drugiej stronie.

Wcisnąłem guzik jeszcze raz.

– Cara, zadzwoń, proszę, do kwiaciarni i poproś o wysłanie mojej żonie bukietu róż.

– Robi się, panie Black.

Odłożyłem słuchawkę i wysłałem esemesa do Ellery.

„Wysyłam do domu róże do udekorowania stołu podczas dzisiejszej kolacji”.

„Dziękuję, kochanie. Miałam wstąpić do kwiaciarni z Braydenem w drodze powrotnej. Kocham cię”.

„Ja ciebie też. Do zobaczenia później. Wyślij mi zdjęcia naszego wnuka”.

Wkrótce Ellery zasypała mój telefon najsłodszymi fotografiami Braydena. Niektóre jego samego, a inne z nią. Kiedy mu się przypatrywałem, przypominał mi bardzo Collina. Rozsiadłem się na krześle i pomyślałem o tym, co mówił Denny.

– Connor, jesteście ze swoim synem jak dwie krople wody. Przygotuj się, bo mam przeczucie, że będziesz miał z nim cholerne jazdy, kiedy dorośnie.

Uśmiechnąłem się pod nosem, bo miał rację. Collin przypominał mnie nie tylko z wyglądu, ale i z charakteru. Był tak samo uparty. Wyrósł na mężczyznę na moich oczach, doświadczył już złamanego serca i wspaniałego szczęścia. Nie mogłem być bardziej dumny z tego, jak sobie radził. Nie martwiłem się o to, co stanie się z firmą po moim odejściu na emeryturę.

Rozdział 3

CONNOR

Wyszedłem z biura wcześnie i zmierzałem do domu, do żony i wnuka. Był światełkiem w moim życiu i nie mogłem się doczekać, kiedy będziemy się bawić. Wyszedłem z windy i odstawiłem teczkę. Kiedy wchodziłem do kuchni, zamurowało mnie, bo zobaczyłem kwiaty stojące w wazonie na ladzie.

– Co to jest? – spytałem.

Ellery obróciła się do mnie i uśmiechnęła.

– To róże, które mi przysłałeś. Postarasz się wytłumaczyć, Connor?

Złość wzrastała we mnie, kiedy wpatrywałem się w tuzin czarnych róż przede mną.

– Nie mogę uwierzyć, że Cara wysłała czarne róże. Co się z nią, kurwa, dzieje?

Ellery zaczęła się śmiać.

– Wydaje mi się, że się wyróżniają.

– To nie jest zabawne, Ellery. – Wyjąłem je z wazonu i wyrzuciłem do śmieci. – Gdzie Brayden?

– Drzemie. – Podeszła do mnie i zaplotła mi swoje ręce na szyi. – Nie denerwuj się kwiatami. Nic się nie stało. – Wspięła się i pocałowała mnie w usta.

– Czyżby? Kto, do cholery, wysyła czarne róże? Zwalniam ją. Nie zniosę już tego dłużej. Musiałem jej zwrócić dzisiaj dokumenty do poprawki, bo były usiane błędami.

– Znowu?

– Tak. Niemożliwe, żeby skończyła liceum. Czarne róże przepełniły czarę. – Wszedłem do salonu i nalałem sobie szklankę whisky przy barze.

– Słyszę przez elektroniczną nianię, że nasz wnuk gaworzy. Może pójdziesz na górę i go przyniesiesz? Uspokoisz się.

Westchnąłem, odkładając kieliszek i poszedłem po Braydena.

COLLIN

Kiedy przyszedłem do domu, Amelia przebierała się w sypialni. Poluzowałem krawat, wchodząc, i pocałowałem ją.

– Cześć, kochanie. Jak było w klinice?

– W porządku. A jak tobie minął dzień?

– Nieźle. – Ściągnąłem garnitur i włożyłem spodnie khaki. Patrzyłem na moją piękną żonę, jak stała przede mną w biustonoszu i majtkach, przeglądając ubrania. Pochyliłem się i otarłem usta o jej miękką szyję.

– Ładnie pachniesz. Staje mi.

Zachichotała, kiedy przesunąłem językiem po brzegu jej ucha.

– Uspokój się, chłopcze. Mamy dokładnie piętnaście minut, żeby być na górze u twoich rodziców.

– Cóż, nadchodzi najtrudniejsze – westchnąłem.

Amelia zaśmiała się i odwróciła, kładąc rękę na mojej piersi.

– Boisz się?

– Szczerze? Tak.

– A co z rozmową ostatniej nocy, że będą musieli się z tego jakoś otrząsnąć? – powiedziała, zakładając czarne spodnie.

– To było ostatniej nocy. A teraz stanie się to za piętnaście minut.

– Dziesięć. Lepiej się pospiesz. – Włożyła białą bawełnianą bluzkę z krótkim rękawem.

Chwyciłem koszulę z wieszaka.

– Bądźmy tam za pięć minut. Jeśli przyjdziemy wcześniej, mama się ucieszy. Uszczęśliwmy ją przynajmniej na chwilę.

– Okej, dobry pomysł.

Włożyliśmy buty i wjechaliśmy windą do apartamentu. Kiedy otworzyły się drzwi, mój ojciec spacerował w przedpokoju, trzymając Braydena.

– O, patrzcie. Jesteście wcześnie – uśmiechnął się.

– Cześć, tato.

Podszedł do Amelii i pocałował ją w policzek.

– Dobrze cię widzieć, skarbie.

– Czy to mój kochany chłopiec? – Mama wyszła z kuchni. Przytuliła mnie i pocałowała w policzek, a potem zrobiła to samo z Amelią. – Jak było w Vegas? Dobrze się bawiliście? – spytała z ekscytacją.

– Było wspaniale. Spędziliśmy fantastyczny czas.

Drzwi od windy otworzyły się i do holu weszła Julia.

– Cześć, Amelia – uśmiechnęła się i delikatnie ją przytuliła. – Cześć, braciszku. O, tu jest moje maleństwo. Mamusia tęskniła za tobą dzisiaj. – Julia podeszła i chciała wziąć Braydena od taty – Tatusiu, oddaj mi mojego skarba.

– Księżniczko, mieliśmy mało czasu dla siebie. Ty będziesz go mieć przez całą noc. Daj mi go potrzymać jeszcze chwilkę.

Julia się skrzywiła, a ja zachichotałem.

– Wszyscy do jadalni. Kolacja gotowa – oznajmiła mama.

Chwyciłem Amelię za rękę i weszliśmy do jadalni, zajmując nasze miejsca. Julia nie przestawała się do mnie szyderczo uśmiechać z drugiego końca stołu. Postanowiłem, że zaczekam z wiadomością o małżeństwie do końca obiadu. Nie chciałem, żeby jedzenie, przy którym mama spędziła cały dzień, się zmarnowało. Kiedy skończyliśmy jeść, Julia, Amelia i moja mama posprzątały ze stołu, a my z tatą zabraliśmy Braydena do salonu.

– Muszę z tobą o czymś porozmawiać, synu. Whisky? – spytał.

– Pewnie, tato. Coś nie tak?

– Chcę, żebyś zwolnił jutro Carę.

Posadziłem Braydena w jego kojcu, a ojciec podał mi drinka.

– Co? Dlaczego?

– Delikatnie mówiąc, jest idiotką. Nie robi nic oprócz błędów. Wisi na telefonie cały dzień, przegląda Facebooka albo Twittera i wysłała twojej matce czarne róże.

Nie mogłem się powstrzymać i wybuchnąłem śmiechem.

– Co? Poważnie?

– Tak. Poprosiłem ją, żeby zadzwoniła do kwiaciarni i wysłała tuzin róż do domu. No i przysłała czarne.

– Określiłeś ich kolor? – spytałem z pewnością siebie.

– Każdy, kto ma mózg, wie, że nie wysyła się czarnych róż i nie uważam tego za śmieszne.

– A ja tak. Ale dlaczego to ja muszę ją zwalniać? To twoja sekretarka.

– Bo to ty nakłoniłeś mnie do zatrudnienia jej. Więc teraz możesz ją zwolnić i chcę, żebyś zrobił to z samego rana. Nie chcę, żeby dotykała się czegokolwiek w biurze.

Cholera. Nie mogłem uwierzyć, że zmusza mnie do zwolnienia jego sekretarki. Nie był w humorze z jej powodu. Przez wszystkie cholerne dni. Kobiety weszły do pokoju. Julia wyciągnęła Braydena z kojca.

– Więc opowiadajcie, co robiliście w Vegas poza hazardem – powiedziała mama, siadając na kanapie. – Widzieliście jakieś przedstawienia, byliście na zakupach?

Serce waliło mi w zabójczym tempie i zacząłem się pocić. Czułem kropelki potu na swoim czole. Ciężko przełknąłem ślinę i wziąłem Amelię za rękę.

– Właściwie to zrobiliśmy coś fantastycznego. – Próbowałem uśmiechać się zwyczajnie, ale w rzeczywistości był to nerwowy uśmieszek. Spojrzałem na Julię, która mocno trzymała Braydena i kiwnęła mi głową. – Amelia i ja pobraliśmy się.

– Bardzo zabawne, Collin. – Mama się uśmiechnęła.

– To nawet nie jest śmieszne, synu. – Tata skierował palec we mnie.

Spojrzałem w dół.

– Mówię poważnie. Pobraliśmy się.

– Co?! – Mama krzyknęła, wstając z kanapy, a Brayden zaczął płakać.

– Lepiej, żeby to był żart, Collin – z powagą powiedział ojciec.

– Ja nie żartuję. Przykro mi, że nie powiedziałem wam wcześniej.

Mama zatkała ręką usta i popatrzyła na mojego ojca. Stała i patrzyła na mnie spojrzeniem, jakiego nigdy jeszcze u niej nie widziałem. To było spojrzenie pełne bólu, oszustwa i zdrady.

– Jak, do cholery, mogliście zrobić coś takiego bez rodziny? – krzyknęła.

– Mamo, uspokój się – powiedziała Julia.

– Wiedziałaś o tym? – spytała ją ostro.

Oczy Julii rozszerzyły się, kiedy spojrzała na mnie. Potrząsnąłem delikatnie głową.

– Nie, mamo, nie wiedziałam. Jestem tak samo zszokowana, ale wściekanie się nic nie zmieni.

– Collin, nigdy się tak tobą nie rozczarowałam jak teraz.

Ojciec odwrócił się ode mnie.

– Nie mogę uwierzyć, że pojechaliście i zrobiliście coś tak głupiego. – Trzasnął drinkiem o barek.

Mimo że bardzo kochałem rodziców, nie mogłem sobie pozwolić na to, żeby tam stać i słuchać, jak mówią do mnie w ten sposób.

– Głupiego? Uważasz, że żenienie się z kobietą, którą kocham nad życie, jest głupie?

– Nie to miałem na myśli – krzyknął ojciec.

– Jak mogliście nam to zrobić? – Mojej mamie pociekła łza.

– Co wam zrobić, mamo? Porzuć marzenia o planowaniu nam perfekcyjnego wesela. Nie chciałem czekać z poślubieniem Amelii. Kocham ją i chciałem, żeby została moją żoną. Przykro mi, ale ty i tata powinniście wiedzieć o tym najlepiej ze wszystkich ludzi. Wiecie, jak to jest być zakochanym w kimś tak, że nie możesz znieść sekundy bez tej osoby.

– Rozumiemy, synu, ale powinniście poczekać – odpowiedział ojciec.

– Dlaczego? Dlaczego powinniśmy zaczekać?

– Ponieważ jestem twoją matką i chciałam widzieć mojego syna, kiedy się żeni! – wrzasnęła mama.

– Mamo, tato, przykro mi. Ale to moje życie i zrobiłem to, co uważałem za dobre dla nas. Amelia jest moją żoną, a ja jej mężem i stało się. Jeśli chcecie urządzić nam przyjęcie weselne, to wspaniale. Ale nie przeproszę za poślubienie kobiety, którą kocham najbardziej na świecie. Ona jest moim życiem. Przykro mi, że was zraniliśmy. Nigdy tego nie chcieliśmy. Jesteśmy szczęśliwi niezależnie, czy nas wspieracie, czy nie. A teraz, jeśli można, muszę wyjść na zewnątrz i zaczerpnąć świeżego powietrza.

Pociągnąłem Amelię ze sobą, a kiedy doszliśmy do drzwi, zatrzymałem się i obróciłem do moich rodziców.

– Jeśli mama nie byłaby chora, kiedy jej się oświadczyłeś, prawdopodobnie zrobilibyście to samo. Jedynym powodem, dla którego zaczekaliście, było to, że mama nie chciała niczego deklarować, dopóki nie wiedziała, czy będzie zdrowa.

Wyszliśmy z apartamentu. Wiedziałem cholernie dobrze, że właśnie tak zareagują, ale nadal byłem zły i smutny. Zawiedli się na mnie, ale ja też byłem nimi rozczarowany.

Rozdział 4

ELLERY

Stałam ze łzami ściekającymi mi po twarzy i sercem rozdartym na pół. Connor podszedł i mnie objął. Pozwoliłam mu się pocieszać przez chwilę, a następnie przerwałam uścisk, podeszłam do barku i zrobiłam sobie shota. Szybko go wychyliłam i poczułam, jak powolne, umiarkowane pieczenie pojawia sie w moim gardle. Connor chodził tam i z powrotem po pokoju. Powietrze było ciężkie od napięcia i ciszy.

– Mam nadzieję, że jesteście z siebie zadowoleni – powiedziała ostro Julia, wstając i wkładając Braydena do kojca. – Widzieliście twarz biednej Amelii? Nie wspominając o waszym synu?

– Jak, do cholery, mógł być taki głupi? – Connor podniósł głos. Chciałam powstrzymać łzy, które ponownie stopniowo zaczęły wzbierać w moich oczach.

– Dlaczego jest niby taki głupi? To, co zrobił, było takie złe? Ożenił się z kobietą, którą kocha najbardziej na świecie. – Julia podeszła do Connora i przycisnęła mu palec do piersi. – Jestem tobą bardzo rozczarowana, tato. I tobą też, mamo. – Gniewnie na mnie spojrzała. – Collin i Amelia się pobrali, wielka mi rzecz. To nie koniec świata. Bardzo mi niezręcznie z tym, że jesteście tacy samolubni.

– Księżniczko, jesteś w szoku.

– Julia, jak byś się czuła, gdyby Brayden przyszedł do domu pewnego dnia i powiedział ci, że się ożenił? – Podeszłam do niej i Connora i objęłam go w pasie.

– Jeśli poślubiłby dziewczynę swoich marzeń i nie mógłby bez niej żyć, a ona czułaby to samo, byłabym szczęśliwa. Nie nazwałabym ich głupimi. Słuchajcie, rozumiem, jak się czujecie, ale musicie przestać i myśleć o Collinie.

– Jest młody. Powinien poczekać – zaczęłam płakać.

– Czemu? Nie jest wcale młodszy, niż byłam ja, kiedy poślubiłam Jake’a. I wy wszyscy nas wspieraliście. Oboje kochacie Amelię, więc nie rozumiem, dlaczego tak się zachowujecie.

– Jesteśmy zranieni dlatego, że zrobił coś tak świętego i szczególnego bez udziału swojej rodziny – mówiłam z ostrym bólem w sercu.

– Zachował się bardzo samolubnie – wtrącił Connor.

– Jej, tato! Myślę, że to właśnie wy jesteście teraz samolubni.

– Julio, jesteśmy zranieni. Dlaczego nie potrafisz tego zrozumieć? – wyrzuciłam z siebie.

– Naprawdę rozumiem, mamo. Ale wiesz, co? Nie możesz kontrolować wszystkiego, co dzieje się w życiu. Wy właśnie najbardziej ze wszystkich ludzi powinniście to wiedzieć. Collin jest mężczyzną, który podjął dorosłą decyzję. Nie jest już twoim małym chłopcem.

– Zawsze będzie moim małym chłopcem, tak jak ty zawsze będziesz moją małą dziewczynką.

– Zastanówcie się długo i poważnie, zanim jeszcze bardziej zepsujecie waszą relację z Collinem i Amelią. Muszę zabrać Braydena do domu. Porozmawiamy jutro.

Wyjęła Braydena z kojca i podeszła do drzwi. Łzy, które wstrzymywałam, wytrysnęły, mocząc Connora, który trzymał mnie mocno, a ja schowałam głowę w jego ramionach.

CONNOR

Kiedy już uspokoiliśmy się z Ellery, wzięliśmy butelkę wina, dwa kieliszki i poszliśmy do łóżka.

– Powinniśmy do nich zadzwonić – powiedziała Ellery, kiedy nalewałem jej wina.

– Nie dzisiaj. Wszyscy jesteśmy źli i musimy się uspokoić.

– Jak on mógł tak po prostu się ożenić, Connor?

Popatrzyłem w jej smutne niebieskie oczy i położyłem dłoń na jej policzku.

– Jest moim synem, Ellery. I wiemy oboje, że odziedziczył więcej po mnie niż po tobie. Poślubiłbym cię z miejsca na plaży w Kalifornii tej nocy, kiedy ci się oświadczyłem. Nie chciałem czekać i, jeśli sobie przypominasz, stale na ciebie naciskałem z ustaleniem daty. Ale, będąc tak upartą dziewczyną, nie chciałaś nawet o tym słyszeć, dopóki nie dostaliśmy wyników twojego końcowego leczenia. Wiem, co czuje Collin, bo ja nadal czuję to samo do ciebie.

– A ja do ciebie, mój kochany. – Jej wargi delikatnie otarły się o moje. – Ale jednak, Connor, nasz syn ożenił się bez nas.

– Wiedziałem dzisiaj, że coś jest z nim nie tak. Nawet spytałem go o to rano, ale powiedział, że wszystko w porządku. Zachowywał się nerwowo i to wydało mi się dziwne. Nigdy bym nie pomyślał, nawet za milion lat, że się ożenił.

– Założę się, że nas teraz nienawidzi. – Ellery zrobiła kwaśną minę.

– Nie nienawidzi nas, ale jest pewnie naprawdę wkurzony i zraniony.

– Tak jak Julia. Możesz uwierzyć, że rozmawiała z nami w ten sposób?

– Tak, ponieważ jest twoją córką, Ellery – parsknąłem.

Skrzywiłem się na jej delikatne uderzenie w moją pierś.

– Możesz uwierzyć, że Julia wyszła już za mąż, a Collin się ożenił? Wydaje się, jakby to było wczoraj, kiedy trzymałem Julię na rękach.

– Wiem, kochanie. Kiedy te lata tak minęły? – westchnąłem. Zabrałem kieliszek z jej dłoni i postawiłem obok mojego przy łóżku.

– Co pan robi, panie Black? – Jej oczy błysnęły.

– Zamierzam uprawiać z tobą słodką miłość, zanim pójdziemy spać, a jutro porozmawiamy z Collinem i Amelią i przeprosimy ich za to, co powiedzieliśmy.

– Ale…

Uniosłem palce do jej ust i lekko przycisnąłem.

– Żadnych ale… Jeśli byłoby inaczej i nie byłabyś chora, to zrobilibyśmy dokładnie to samo i wiesz o tym.

– Przypuszczam, że masz rację.

– Oczywiście, że tak – uśmiechnąłem się, całując jej miękkie usta.

– Nie wkładaj, Connor.

Uniosłem się nad nią i przytrzymałem jej ręce nad głową.

– O, mam zamiar włożyć, Elle, i będzie mocno i głęboko. To mogę obiecać.

Rozdział 5

COLLIN

Zdjąłem spodnie i usiadłem na brzegu łóżka, zanurzając twarz w dłoniach. Amelia wyszła z łazienki i usiadła obok mnie, kładąc mi rękę na plecach i delikatnie nią pocierając.

– Wszystko w porządku? Nie cierpię widzieć cię w takim stanie.

Obróciłem głowę w jej kierunku, łokcie trzymając na kolanach.

– Chyba tak. Wiedziałem, że będą wkurzeni, ale nazwanie tego, co zrobiliśmy, „głupim”, było przesadą.

– Są w szoku, Collin. Potrzebują czasu, żeby to do nich dotarło. Wiesz, że w złości ludzie mówią rzeczy, których nie mają na myśli. Twoja rodzina jest tak bardzo zżyta, że potrafię zrozumieć ich reakcję.

– Więc uważasz, że to, co mówili, było w porządku? – spytałem, wstając z łóżka.