Wydawca: Amber Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 357 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Na zawsze Ona - Sandi Lynn

Opowieść mężczyzny o miłości, która daje siłę do walki o szczęście i o życie…

W życiu Connora Blacka były tylko praca dla konsorcjum, którym kieruje, i kobiety – na jedną noc. Miłość, bliskość, czułość to bajki, w które przestał wierzyć. Aż pojawiła się młoda malarka Ellery i tchnęła w niego nowe życie.

 

Ale los wystawił ich miłość na najwyższą próbę. Przyniósł Connorowi nowe cierpienie i strach, że straci ukochaną – na zawsze.

Opinie o ebooku Na zawsze Ona - Sandi Lynn

Fragment ebooka Na zawsze Ona - Sandi Lynn

Korekta

Barbara Cywińska

Hanna Lachowska

Zdjęcie na okładce

© jfk image/Shutterstock

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Tytuł oryginału

Forever You

Copyright © 2013 by Sandi Lynn.

Published by arrangement with Browne & Miller Literary Associates, LLC.

All rights reserved.

For the Polish edition

Copyright © 2014 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-5289-6

Warszawa 2014. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-952 Warszawa, ul. Wiertnicza 63

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

Prolog

Amandę poznałem przez kumpla. Miałem osiemnaście lat, a ona właśnie skończyła siedemnaście. Była ładną dziewczyną z długimi brązowymi włosami, ładnym kształtnym ciałem, a cycki miała takie, że można było się dać za nie pokroić. Od samego początku widziałem, że jej się podobam. Poznaliśmy się pewnego wieczoru na imprezie, siedzieliśmy przy ognisku. Związaliśmy się ze sobą tamtej nocy, dowiedziałem się też, że ma siostrę bliźniaczkę, Ashlyn. Miałem wrażenie, że rozmawialiśmy długie godziny o naszych rodzinach, o planach i marzeniach. Odwiozłem ją do domu, wymieniliśmy się numerami telefonów. Nie miałem pojęcia, że ten związek odmieni moje życie na zawsze.

Umawialiśmy się co najmniej trzy razy w tygodniu, najczęściej w piątki, soboty i niedziele. Kiedy nie byłem zajęty pracą dla mojego ojca w Black Enterprises, czasem wpadałem do Amandy w tygodniu i spędzałem z nią parę godzin. Początek naszego związku był wspaniały. Naprawdę lubiłem Amandę. Seks był cudowny, i było go dużo. Wszystko było dobrze, do czasu kiedy zacząłem mówić o wyjeździe na studia. Szalała, kazała mi przyrzec, że będę codziennie do niej dzwonił i nie będę się oglądał za innymi dziewczynami. Za każdym razem, kiedy próbowałem umówić się z kumplami, denerwowała się i zaczynała płakać. Oskarżała mnie o to, że nie chcę z nią spędzać czasu i że inni są dla mnie ważniejsi. Usiłowałem jej wytłumaczyć, że od czasu do czasu chcę się zobaczyć z kumplami i że to niezdrowo spędzać ze sobą każdą chwilę. Amanda się ze mną nie zgadzała i często oskarżała mnie o to, że ją zdradzam, kiedy nie odebrałem telefonu natychmiast.

Miałem wrażenie, że się duszę. Nie miałem w ogóle czasu dla siebie, ona zachowywała się jak szalona. Codziennie mówiła mi, jak bardzo mnie kocha i że nie mogłaby beze mnie żyć. Powiedziała, że będziemy razem na zawsze i nic nas nigdy nie rozdzieli. Nie kochałem Amandy. Lubiłem ją, ale nie byłem w niej zakochany. Nie bardzo wiedziałem, czym w ogóle jest miłość. W dniu, kiedy próbowałem zakończyć nasz związek, Amanda powiedziała mi, że może być w ciąży. Przez głowę przemknął mi milion potwornych myśli, nie widziałem siebie przy tej dziewczynie przez resztę życia. Na szczęście ciąża okazała się kłamstwem. Odbyłem długą rozmowę z jej siostrą, Ashlyn. Powiedziała mi, że Amandzie nic nie jest i że muszę po prostu być wobec niej cierpliwy.

W końcu dotarłem do punktu, z którego nie było odwrotu. Poszedłem na kolację z grupą przyjaciół. Amanda znalazła mnie i na środku restauracji zrobiła mi scenę. Wyprowadziłem ją na zewnątrz i próbowałem uspokoić, ale nic nie działało. Nic już do niej nie czułem, właściwie nie mogłem na nią patrzeć. Zerwałem z nią. Powiedziałem jej, że mam dość, że między nami koniec i żeby nigdy więcej do mnie nie dzwoniła. Zostawiłem ją płaczącą na ulicy. Nie miałem wyjścia, była stuknięta i potrzebowała pomocy.

Dwa dni później zadzwoniła do mnie. Chciała, żebym przyszedł z nią porozmawiać. Jeżeli o mnie chodziło, nie miałem o czym rozmawiać. Zerwałem z nią i nie chciałem tego roztrząsać. Płakała i błagała, żebym przyszedł. Powiedziała, że chce poruszyć ze mną jeden ostatni temat, a potem pogodzi się z tym, że między nami koniec. Powiedziała, żebym poczekał godzinę, bo nie ma jej jeszcze w domu. Po godzinie wjechałem na jej podjazd. Zapukałem do drzwi, ale nikt nie otworzył. Wiedziałem, że jest w domu, bo na podjeździe stał jej samochód. Zauważyłem, że drzwi nie są zamknięte na klucz, pchnąłem je, wszedłem do środka i się rozejrzałem. Zawołałem ją, ale nikt nie odpowiedział. Powoli wszedłem po schodach i zatrzymałem się przed zamkniętymi drzwiami jej sypialni. Położyłem dłoń na klamce i powoli ją przekręciłem, a potem pchnąłem drzwi. Zaparło mi dech w piersiach na widok Amandy na podłodze w kałuży krwi i leżącej przy niej żyletki. Podbiegłem do niej i wsunąłem ręce pod jej ciało.

– Dlaczego to zrobiłaś, Amanda, dlaczego? – szlochałem, trzymając na rękach jej martwe zakrwawione ciało, i trząsłem się, a łzy ciurkiem płynęły mi z oczu.

Serce biło mi jak szalone, mięśnie były sztywne. Nagle zobaczyłem cień w drzwiach. Podniosłem wzrok, a obok mnie uklękła Ashlyn i wpatrywała się w swoją siostrę bliźniaczkę.

– Amanda, jak mogłaś mi to zrobić?! – krzyczała na nią. – Miałyśmy tyle planów. Miałyśmy przejechać z plecakiem Europę – płakała, pochylając się nad ciałem Amandy i potrząsając nim za ramiona. Odsunąłem ją i krzyknąłem, żeby przestała.

Powoli wstała i podeszła do komody, na której znalazła list od Amandy. Wzięła kartkę i spojrzała na mnie niepewnym wzrokiem. Powoli wypuściłem Amandę z objęć, wstałem, podszedłem do Ashlyn i wziąłem od niej kartkę.

Connor,

Jesteś miłością mojego życia. Nigdy wcześniej nie czułam niczego takiego wobec nikogo. Dałeś mi nadzieję. Nadzieję, której potrzebowałam, żeby przejść przez życie. Odkąd nie jesteśmy razem, czuję się pusta i samotna. Myślałam, że jesteś tym, który uratuje mnie przed sobą samą. Kocham cię bardziej niż życie, ale skoro nie mogę cię mieć i nie możemy być razem, nie chcę dłużej żyć. Przykro mi, że tak się musi stać, ale nie możesz za to winić nikogo oprócz siebie samego. Nie mogłam dalej żyć bez ciebie. Proszę, powiedz Ashlyn, że ją kocham i że mi przykro.

Amanda

Stałem z listem w dłoni, a Ashlyn szlochała. Podszedłem, żeby ją pocieszyć, ale ona uniosła palec i odezwała się do mnie oschłym tonem.

– To twoja wina, że moja siostra nie żyje. Wystarczyło, żebyś ją kochał i byłaby tu!

Ten dzień na zawsze odmienił moje życie.

Rozdział 1

Powieki mi się uniosły. Serce łomotało ze strachu. Pościel miałem mokrą od potu, który po mnie spływał – przez koszmar, który nie przestawał mnie prześladować nocami. Zerknąłem na zegarek na nocnej szafce; była punkt trzecia. Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Z trudem łapałem oddech, pochyliłem się nad umywalką, a potem spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Odkręciłem zimną wodę i spryskałem sobie twarz, a potem wziąłem głęboki oddech i zamknąłem oczy.

Nigdy nikomu nie powiedziałem, dlaczego Amanda się zabiła. Przez dwanaście ostatnich lat nosiłem tę tajemnicę ukrytą głęboko w sobie. Wiedziała jedynie jej siostra, Ashlyn. Przyrzekła, że nie będzie o tym mówić, bo nie chciała, żeby ludzie myśleli, że jej siostra zrobiła sobie coś przez faceta. Potarłem twarz, wyszedłem i usiadłem na brzegu łóżka. Wziąłem z nocnej szafki telefon komórkowy i zobaczyłem wiadomość od Ashlyn.

„Connor, dziękuję za dzisiejszy wieczór. Jak zwykle, zadowoliłeś mnie w pełni. Cieszę się, że niedługo znowu się spotkamy na kolejny seans niesamowitego seksu!”

Westchnąłem i odłożyłem telefon na nocną szafkę. Wstałem, wziąłem strój do biegania i wyszedłem pobiegać. Bieganie zawsze pomagało mi otrzeźwieć, szczególnie po koszmarach. Przebiegłem sześć kilometrów w Central Parku. Kiedy się otrząsnąłem i byłem w stanie jasno myśleć, zanotowałem sobie w pamięci, żeby zadzwonić do doktora Petersa. Od dość dawna u niego nie byłem i uznałem, że pora na nowo podjąć sesje terapeutyczne. Wyjąłem telefon, przeszukałem kontakty i postanowiłem napisać do Sarah.

„Muszę się odstresować. Co ty na to?”

„Ja też się witam, Connor. Wiesz, że jest 5.15? Pewnie, wchodzę w to”.

„Dobrze, przyjedź do mojego apartamentu za 30 minut”.

„Mogę być za dziesięć”.

„Nie, powiedziałem 30. Muszę wziąć prysznic”.

„Mniam. Connor, mogę się przyłączyć?”

„Nie, dzięki, prysznic wolę brać sam. Za pół godziny, nie spóźnij się”.

Sarah poznałem przez kontrahenta. Była świeżo po rozwodzie i seksualne spotkania bez zobowiązań były jej jak najbardziej na rękę.

Wróciłem biegiem do apartamentu i wskoczyłem pod prysznic, żeby zmyć z siebie pot, zanim ją przelecę. Wyszedłem spod prysznica owinięty w pasie ręcznikiem. Wszedłem do sypialni, a ona już leżała na łóżku, czekała na mnie.

– Zrzuć ten ręcznik i chodź tu, zanim zmienię zdanie – uśmiechnęła się.

Zrzuciłem ręcznik na podłogę i podszedłem do łóżka.

– Zaręczam ci, że nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie przelecę cię na wszystkie możliwe sposoby, Sarah.

– Wiem, że potrafisz dotrzymać takiej obietnicy – uśmiechnęła się.

Ostry seks to wszystko, co znam. To wszystko, czego chcą te kobiety, a ja nie mogę się skarżyć. Szybki i ostry seks jest najlepszym remedium na mój stres, zwłaszcza po długim ciężkim dniu w biurze i zawsze, kiedy trafi się okazja.

– Dzięki, możesz iść – powiedziałem.

– Connor, jest wpół do siódmej rano, może napijemy się kawy, zanim pójdę?

Podszedłem do niej, leżącej na łóżku, przykrytej jedynie prześcieradłem, pod którym skrywało się nagie ciało. Spojrzałem w jej brązowe oczy.

– Znasz zasady, Sarah. Ubieraj się i wyjdź. Muszę wziąć szybki prysznic i iść do biura.

Wstała.

– Jak chcesz, Connor, ale to tylko kawa, na miłość boską. A, i jeszcze jedno – wyjeżdżam na parę tygodni, więc nie dzwoń do mnie, jak znów będziesz chciał się odstresować.

Wielu jest zdania, że jestem za młody, żeby być prezesem Black Enterprises, i że napięcie i wymagania w końcu mnie zniszczą. O ile o mnie chodzi, już zostałem emocjonalnie zniszczony.

Black Enterprises jest moją firmą i jedynym celem mojego życia. Tylko to mam i tylko tego chcę. Pewnie, umawiam się z mnóstwem kobiet. Jaki milioner by się nie umawiał? Wierzę jedynie w związki sprowadzające się do seksu, bez zobowiązań. Ostatnie, czego mi potrzeba, to kobieta, która mnie wiąże i przytłacza. W związku z tym stworzyłem listę zasad, które przedstawiam kobietom.

• Żadnego nocowania. Po zakończonym seksie musisz się ubrać i natychmiast wyjść. Nie ma wyjątków.

• Żadnych zobowiązań. Nigdy nie będzie nic więcej poza fizycznym seksem. Żadnych telefonów ani SMS-ów. Jeżeli będę chciał się z tobą znowu spotkać, skontaktuję się z tobą. W mojej obecności masz się zachowywać jak kobieta. Nie toleruję dziecinnego zachowania.

• Żadnych trójkątów. Lubię mieć jedną kobietę naraz. Żadnych prezerwatyw. Badam się raz w miesiącu, poddałem się wazektomii. Oczekuję, że kobieta, z którą jestem, również ma być czysta. Mogę zażądać dowodu.

• Randka składa się jedynie z kolacji i seksu; nie więcej, nie mniej. Nie ma trzymania się za ręce, spacerów, przejażdżek ani kina. Bez wyjątku.

Daję tę listę kobietom przed kolacją, żeby mieć pewność, że są w pełni świadome moich oczekiwań. Jeżeli któraś ma problem z jakąkolwiek z tych zasad, może odejść. Kobiety są dla mnie jedynie obiektami seksualnymi. Nigdy nie byłem zakochany i nigdy nie będę. Osoba, która zadecydowała o tym, że moje życie tak właśnie będzie wyglądać, zabiła się dlatego, że nie byłem w stanie jej kochać. Nigdy więcej nie miałem zamiaru dopuścić do podobnej sytuacji. Mam grono kobiet, z którymi spotykam się regularnie. Jedną z nich jest Ashlyn. Zacząłem się z nią spotykać jakiś rok temu, kiedy zjawiła się u mnie w biurze, załamana, nie miała gdzie się podziać. Siedziałem przy biurku, wpatrywałem się w drzwi i wspominałem tamten dzień.

– Panie Black, ma pan gościa – powiedziała Valerie przez intercom. – Podobno to ważne, ta kobieta twierdzi, że pan ją zna.

Westchnąłem. Nie miałem czasu dla niezapowiedzianych gości, którym się wydawało, że mogą wpaść do mnie do biura i żądać, żebym się z nimi spotkał.

– Jestem bardzo zajęty, Valerie. Ktokolwiek to jest, powiedz, że musi się umówić na spotkanie. W tej chwili nie mam czasu.

Nagle drzwi się otworzyły, a ja oderwałem wzrok od komputera i mało nie dostałem zawału.

– Przepraszam, panie Black. Próbowałam ją powstrzymać – powiedziała Valerie.

– W porządku, Valerie. Zamknij drzwi, proszę.

– Cześć, Connor. Miło cię znów widzieć, dawno się nie widzieliśmy – odezwała się wysoka kobieta.

– Do cholery, Ashlyn, co ty tu robisz? – Głos miałem rozzłoszczony.

Weszła dalej do gabinetu i rozsiadła się w pluszowym fotelu naprzeciwko mojego biurka.

– Tak się wita przyjaciółkę, której nie widziało się dziesięć lat?

– Daruj sobie, Ashlyn, odpowiedz na pytanie, do diabła!

Odkaszlnęła i poruszyła się na krześle.

– Znalazłam się w trudnej sytuacji, Connor, i zastanawiałam się, czy mógłbyś mi pomóc.

Oparłem się na krześle i spojrzałem na nią gniewnie. Prawie się nie zmieniła przez tych dziesięć lat. Miała takie same czarne proste włosy, w ciemnobrązowych oczach widać było ten sam smutek, co przed laty. Złożyłem ręce.

– Czego chcesz, Ashlyn?

– Jestem kompletnie spłukana. Wyrzucili mnie z mieszkania, nie wiem, co robić. Chyba możesz uznać mnie za bezdomną. – Wzięła głęboki oddech.

– A rodzice? Dlaczego nie pójdziesz do nich?

– Powiedzieli, że jestem zakałą rodziny i że muszę sobie radzić. Pomagali mi nieskończoną ilość razy i nie mają zamiaru pomóc po raz kolejny.

Wstałem, podszedłem do Ashlyn i pochyliłem się nad biurkiem, usiłując dociec, dlaczego przyszła akurat do mnie.

– Przykro mi, Ashlyn, mam spotkanie i obawiam się, że nie będę w stanie ci pomóc. Wybacz, ale muszę iść.

Wstała, prychnęła, chwyciła torebkę i ruszyła do drzwi. Nagle się odwróciła.

– Jesteś mi coś winien, Connorze Black. Przez ciebie mam spieprzone życie. Moja siostra popełniła przez ciebie samobójstwo, to mi zniszczyło życie. Strasznie tęsknię za Amandą, gdyby nie ty, nadal by żyła! – krzyknęła.

Stałem oniemiały, bo wszystko, co mówiła Ashlyn, było prawdą. Odwróciła się i podeszła do drzwi.

– Zaczekaj – powiedziałem. – Zabiorę cię na kolację, porozmawiamy o tym. Może będę mógł ci pomóc. Przyślę po ciebie kierowcę o siódmej. Gdzie się zatrzymałaś?

– Nigdzie. Powiedziałam ci, że jestem spłukana, z całą pewnością nie stać mnie na hotel.

Podszedłem do drzwi i otworzyłem je, wskazując Ashlyn, żeby wyszła.

– Valerie, proszę, zarezerwuj na rachunek firmy pokój dla pani Johnson w Marriotcie w centrum miasta.

Valerie skinęła głową i chwyciła telefon.

– Dziękuję, Connor, wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć – uśmiechnęła się.

– Mój kierowca przyjedzie po ciebie punkt siódma.

Odwróciłem się i pokręciłem głową. Dlaczego, do cholery, zjawiła się nagle po tylu latach i rzuciła mi śmiercią Amandy prosto w twarz.

Siedziałem przy biurku i zachodziłem w głowę, dlaczego nadal jest w moim życiu rok później, a ja nic z tym nie zrobiłem.

Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi. Weszła Valerie i postawiła mi kubek z kawą na biurku.

– Dzień dobry, panie Black.

– Dzień dobry, Valerie. Zrób coś dla mnie, odwołaj wszystkie moje popołudniowe spotkania. Mam coś do załatwienia.

– Dobrze, panie Black. Już się tym zajmuję.

– Dziękuję, Valerie – powiedziałem, kiedy wychodziła z mojego biura.

Wyjąłem telefon, wybrałem numer doktora Petersa i umówiłem się na późne popołudnie. Pomyślałem, że najwyższa pora, skoro koszmary wróciły. Dokończyłem papierkową robotę, wykonałem parę telefonów służbowych i uprzedziłam Denny’ego, że wyjdę dzisiaj wcześniej i żeby po mnie przyjechał.

Wsiadłem do limuzyny i kazałem Denny’emu zawieźć się do apartamentu, żebym mógł sam pojechać range roverem do gabinetu doktora Petersa. Nie chciałem, żeby wiedział, dokąd jadę. Denny’ego zaliczam do najlepszych przyjaciół. Pracuje dla Black Enterprises od dziesięciu lat. Woził mojego ojca, a teraz wozi mnie.

Denny jest po pięćdziesiątce, a w ciągu ostatnich dziesięciu lat wiele się o mnie dowiedział. Zawsze był przy mnie, parę razy nawet ratował mnie z opresji, nie mówiąc nic ojcu. Jest dla mnie jak drugi ojciec, mogę mu ufać. Zawsze mogłem liczyć na jego pomoc, kiedy jej potrzebowałem. W zamian dbam o to, żeby jemu i jego rodzinie niczego nie brakowało.

Rozdział 2

Dawno pana nie widziałem, panie Connor – powiedział doktor Peters, siadając na niebieskim krześle. – Myślałem, że zrezygnował pan już z wizyt.

– Nie zrezygnowałem, panie doktorze, byłem tylko tak zajęty, że nie miałem kiedy się umówić – westchnąłem.

Do doktora Petersa chodzę od paru lat, jest jedyną osobą, która oprócz Ashlyn wie o Amandzie. Jest starszym panem ze szpakowatymi włosami, średniej budowy. Bardzo łatwo mi się przed nim otworzyć. Chyba dlatego tak długo do niego chodzę. Próbowałem innych terapeutów, również kobiet, ale sytuacja się komplikowała, bo chciały się ze mną przespać, zamiast próbować mi pomóc.

– Niech mi pan powie, czy zauważył pan postępy od ostatniej wizyty?

Oparłem się na krześle, podparłem się łokciem o poręcz.

– Nie, ale tak jak mówiłem wcześniej, nie jestem zainteresowany związkiem. Lubię moje życie takie, jakie jest.

– Więc jaki jest powód pana wizyty? – Spojrzał na mnie, mrużąc oczy.

– Znów mam koszmary – odpowiedziałem, biorąc głęboki oddech.

Doktor Peters przyglądał mi się badawczo, przechylając głowę.

– Kiedy się pojawiły?

– Jakiś miesiąc temu – odpowiedziałem.

– Co je wyzwoliło pana zdaniem? – spytał, jakby naprawdę zależało mu na tym, żeby poznać odpowiedź.

– Nie wiem, doktorze, dlatego tu jestem.

– Nadal spotyka się pan z Ashlyn?

– Tak. – Odwróciłem głowę, odpowiadając na pytanie.

– Zaczyna pan coś do niej czuć? – spytał poważnym tonem.

– Cholera, nie, nie zaczynam nic do niej czuć – warknąłem, podrywając się z krzesła, włożyłem sobie ręce do kieszeni i podszedłem do okna. – Jest dobra w łóżku, to wszystko. Nie ma w tym nic więcej!

– Więc czemu się pan tak zdenerwował, kiedy zadałem to pytanie? Mam wrażenie, że jest pan bardzo zły dlatego, że mógłby pan chcieć od kogoś czegoś więcej. Może nie od Ashlyn ani żadnej z tych kobiet, z którymi spotyka się pan regularnie, ale wydaje mi się, że zaczyna panu doskwierać samotność.

Odwróciłem się i spojrzałem na niego. Złość zaczęła przesłaniać mi wzrok.

– Od kobiet nie chcę nic więcej. Ile razy mam to panu powtarzać?

– Proszę się uspokoić, niech pan usiądzie. Musi pan słuchać siebie. Nie jest to zdrowe, jeżeli nie chce się w życiu niczego poza pracą. Musi pan pozwolić umrzeć swoim emocjom spowodowanym Amandą, musi pan pogodzić się z tym, że jej śmierć nie była pana winą. Sam pan powiedział, że problemy emocjonalne miała już wtedy, kiedy ją pan poznał.

Wróciłem do krzesła i usiadłem naprzeciw doktora Petersa.

– Owszem, miała problemy emocjonalne, ale w liście, który zostawiła, wyraźnie powiedziała, że zabiła się dlatego, że z nią zerwałem. Jak można się z czegoś takiego otrząsnąć? Jak mogę się z kimś na nowo związać ze świadomością, że doprowadziłem do czyjejś śmierci?

Doktor Peters siedział i przyglądał mi się, rejestrując każde wypowiadane przeze mnie słowo.

– Panie doktorze, nie czuję zupełnie nic, kiedy jestem z kobietą. Nie czuję żadnej więzi. Nie ma we mnie emocji, nie obchodzi mnie wcale, czy chcą ode mnie czegoś więcej. Jestem szczery wobec kobiet, z którymi sypiam. Wykorzystuję je dla czystej przyjemności, nic więcej, a jeżeli im to nie odpowiada, rzucam je i znajduję nową.

– To ostre słowa, panie Connor – powiedział, przechylając głowę na bok.

– Żadnych uczuć, pamięta pan, panie Peters?

Westchnął i wstał.

– Wydaje mi się, że po prostu nie pozwolił pan sobie jeszcze na znalezienie odpowiedniej kobiety.

– Nie ma dla mnie odpowiedniej kobiety, a nawet gdyby była, nie miałoby to znaczenia. Dowiedziałaby się, kim naprawdę jestem, i nie chciałaby mieć ze mną nic wspólnego. Przeszłość zawsze stanie mi na przeszkodzie.

– Przepisuję panu tabletki nasenne – powiedział doktor Peters, podając mi małą kartkę. – Proszę zażywać jedną przed pójściem do łóżka, mam nadzieję, że pomoże się panu przespać. Koszmarów jednak nie powstrzyma, tylko pan może sprawić, że ustąpią.

Wstałem, wzdychając.

– Dziękuję, że mnie pan przyjął, będę w kontakcie.

– Chcę się z panem spotkać za tydzień, proszę zapisać się na wizytę.

Kiedy wychodziłem z gabinetu, dostałem wiadomość od Ashlyn.

„Spotkajmy się dzisiaj w klubie S, zabawimy się”.

Klub S to w zasadzie nie moja bajka, ale nie miałem nic przeciwko temu, żeby tam pójść i popatrzeć na piękne kobiety. Nie byłem w stanie zliczyć, ile razy przyprowadzałem do domu kobietę z tego klubu. Nie bez powodu nosi nazwę „S”. Po sesji u doktora Petersa musiałem wieczorem wyjść i się upić, żeby o wszystkim zapomnieć. Odpisałem.

„Spotkamy się tam około wpół do dziewiątej”.

„Super, będę czekać, włożę dla ciebie coś wyjątkowo seksownego”.

Wróciłem do apartamentu i przebrałem się w strój sportowy. Wziąłem torbę i kazałem Denny’emu zawieźć się na siłownię. W tej chwili potrzebowałem dobrego wycisku. Musiałem odreagować po sesji u doktora Petersa. Nigdy nie pozwolę sobie na to, żeby się zakochać, i nigdy po ulicach Nowego Jorku nie będzie chodziła żadna pani Black, chociaż niejedna kobieta usiłowała przekroczyć granicę, próbując szczęścia. Przebiegłem dziesięć kilometrów na bieżni, poprzerzucałem trochę ciężarów i przeleciałem Stephanie w saunie. Mogłem uznać to za skuteczny trening. Stephanie doskonale zdaje sobie sprawę z moich zasad i mniej z nią zachodu niż z innymi. Lubi szybki, ostry seks i pociąganie za włosy, więc oczywiście muszę jej dogadzać, żeby chciała więcej. Jest cholernie perwersyjną dziewczyną. Po wszystkim nie ma rozmów ani pytań, tylko uśmiech i kiwnięcie dłonią na pożegnanie.

Wyszedłem z siłowni z uśmiechem na twarzy, wsiadłem na tyle siedzenie limuzyny, a Denny odwrócił się i spojrzał na mnie.

– Sądząc po uśmiechu na pana twarzy, domyślam się, że trening był wyjątkowo udany?

– Owszem, Denny, owszem – uśmiechnąłem się i odchyliłem głowę.

Po powrocie do mieszkania wrzuciłem torbę sportową do szafy i wszedłem na górę wziąć szybki prysznic, żeby zmyć z siebie zapach potu i seksu.

Otworzyłem szafę, wyjąłem czarny garnitur od Armaniego i białą koszulę. Obejrzałem je i stwierdziłem, że to idealny strój do klubu. Ułożyłem moje piaskowe włosy, włożyłem garnitur i poszedłem do kuchni, w której Denny rozmawiał z Claire.

– Denny, chcę, żebyś zawiózł mnie wieczorem do klubu S, a potem jesteś wolny.

– Nie będzie pan potrzebował, żeby odwieźć pana do domu? – spytał.

– Nie, umówiłem się tam z Ashlyn, ona mnie odwiezie. Możesz spędzić wieczór z rodziną.

Denny uśmiechnął się i skinął głową.

– Panie Connor, przygotować panu coś do zjedzenia, zanim pan wyjdzie? – spytała Claire.

– Nie, Claire, nie jestem głodny.

Spojrzałem na zegarek, było wpół do siódmej. Chciałem znaleźć się w klubie przed Ashlyn, na wypadek gdyby był tam ktoś, z kim muszę porozmawiać. Poza tym, potrzebowałem paru drinków, zanim ona się zjawi.

Przyjechałem do klubu około siódmej i zaskoczył mnie widok tłumu o tak wczesnej porze. Poszedłem na tył, mijając bar, i usiadłem przy tym, stoliku co zwykle. Rebecca, moja ulubiona kelnerka, podeszła do mnie z uśmiechem na twarzy.

– Dobry wieczór, panie Black. Czego się pan napije?

Spojrzałem na nią i oblizałem wargi. Miała dwadzieścia parę lat i była chodzącym seksem.

– Poproszę szkocką, podwójną. A właściwie od razu dwie – powiedziałem.

Uśmiechnęła się do mnie oczami i odwróciła. Po chwili wróciła i postawiła na stoliku drinki.

– Czy mogę zrobić dla pana coś jeszcze, panie Black? – Puściła do mnie oko.

Uśmiechnąłem się i przechyliłem głowę na bok.

– Wiem, co może pani dla mnie zrobić.

Wstałem i poprowadziłem ją korytarzem do małego pomieszczenia wykorzystywanego na schowek. Weszliśmy do środka, a ja zamknąłem drzwi i przekręciłem klucz. Rozpięła mi pasek, spodnie i zsunęła je uwodzicielsko. Nie musiała mnie dotykać, byłem już sztywny i czekałem, aż obejmie mnie wargami. Jej usta były niesamowite, a język zataczał kręgi wokół mojego członka. Jęknąłem, poruszając biodrami w przód i w tył, nie odrywając dłoni od jej głowy. Spokojnie, nie jestem z nią pierwszy raz. Od czasu do czasu świadczy mi usługi, kiedy przychodzę do klubu, bo jest w tym najlepsza, i ona o tym wie. W zamian za to daję jej w podziękowaniu sowity napiwek.

Pierwszy wyszedłem z małego pokoju i wracałem do stolika, a chodzący seks za mną. Spojrzałem na zegarek, była ósma. Miałem dość czasu, żeby wypić whisky, zanim pojawi się Ashlyn. Zamarłem, kiedy zobaczyłem ją przy stoliku.

– Ashlyn, miałaś być dopiero o wpół do dziewiątej.

– Miło cię widzieć, Connor – powiedziała, całując mnie w policzek. Przechyliła głowę na bok i spojrzała na mnie gniewnie.

– O co chodzi? Czemu tak na mnie patrzysz? – spytałem.

– Byłeś z tą kelnerką, która za tobą szła?

Wziąłem szklankę i wypiłem whisky. Odwróciłem się do niej przodem i ująłem jej brodę w dłoń.

– Nie twoja sprawa, Ashlyn. Przerabialiśmy to z tysiąc razy. To, co robię i z kim, to nie twoje zmartwienie.

Spuściła wzrok, a potem znów spojrzała na mnie.

– Connor, muszę z tobą o czymś porozmawiać, ale najpierw chcę zatańczyć. Porozmawiamy, jak wrócę.

Westchnąłem, a ona wstała i poszła na parkiet. Przywołałem Rebeccę i zamówiłem jeszcze kilka drinków. Siedziałem i przyglądałem się pięknym kobietom, które patrzyły na mnie i uśmiechały się, mijając mnie. Kilka zwróciło moją uwagę, ale szybko wróciłem na ziemię, kiedy stanęła za mną Ashlyn i objęła mnie za szyję.

– Jesteś już gotowy na tę rozmowę? – spytała.

Chwyciłem ją za ręce i szybko zdjąłem je sobie z szyi. Czułem działanie alkoholu, nie byłem w nastroju na nic, o czym chciała rozmawiać. Uniosłem dłoń i kolejny raz przywołałem Rebeccę, żeby przyniosła następne drinki.

– Connor, musimy porozmawiać – oznajmiła Ashlyn.

Spojrzałem na nią i westchnąłem.

– Ashlyn, o czym chcesz rozmawiać?

Zaczęła przesuwać palcem w górę i w dół po mojej ręce.

– Spotykamy się bez zobowiązań już od roku i wydaje mi się, że czas przejść do kolejnego etapu.

Wypiłem kolejną whisky i spojrzałem jej w oczy.

– O czym ty mówisz, do cholery? Jakiego kolejnego etap? Nie ma żadnego kolejnego etapu, Ashlyn, ile razy mam ci to powtarzać?

Zobaczyłem wzbierającą w jej oczach złość z każdym wypowiadanym przeze mnie słowem. Zacisnęła zęby i wycelowała we mnie palec, zaczęła nim kiwać i krzyczeć.

– Jesteśmy ze sobą od roku, ale ty ciągle spotykasz się z innymi kobietami! To się musi skończyć, Connor! Wiem, że coś do mnie czujesz, ale masz zakuty łeb! Czuję to!

Wypiłem ostatni łyk drinka i z hukiem odstawiłem szklankę na stół. Uniosłem dłoń i wycelowałem w nią palec. To była moja kolej. Głos miałem rozzłoszczony, dotarło do mnie, że przekrzykuję głośną muzykę w klubie.

– Nic do ciebie nie czuję, Ashlyn! Nigdy nic nie czułem i nigdy nie będę czuł! Masz w tej chwili przestać albo to koniec, skończę z tobą na dobre. Nie łączy mnie z tobą nic prócz seksu i nigdy nie będzie nic więcej!

Twarz wykrzywiła jej się ze złości. Uniosła dłoń i spoliczkowała mnie. Pieczenie w miejscu, gdzie dotknęła dłonią mojej twarzy, nie ustawało.

– To za brak szacunku wobec mnie, bydlaku! – krzyknęła, a potem odwróciła się na pięcie i wyszła z impetem.

Siedziałem i patrzyłem przed siebie. Nie obchodziło mnie to, że wyszła, ani to, że zraniłem jej uczucia. Weszła w ten układ mając całkowitą świadomość tego, na co się godzi, a skoro spodziewała się po mnie czegoś innego, była głupia.

Wypiłem ostatnią whisky. Czułem się dobrze. Zauważyłem, że jakaś dziewczyna przygląda mi się z drugiej strony baru. Była olśniewająco piękna. Miałem wstać i podejść, by z nią porozmawiać, ale ona nagle wstała i poszła na parkiet. Wzruszyłem ramionami i chwiejnym krokiem poszedłem do baru po kolejnego drinka.

Rozdział 3

Następnego ranka obudziły mnie hałasy w kuchni. Wszystko było zamglone, miałem wrażenie, że głowę obtłuczono mi młotem. Rozejrzałem się po pokoju, próbując przypomnieć sobie, jak, do cholery, wróciłem w nocy do domu. Ostatnią rzeczą, jaką pamiętałem, był policzek od Ashlyn. Zerknąłem na drugą stronę łóżka i zauważyłem, że kołdra jest pomięta. Widocznie byłem z kimś w nocy. Wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Znalazłem czarne spodnie od piżamy, włożyłem je i zszedłem na dół sprawdzić, kto, do licha, tak hałasuje bladym świtem.

Dotarłem do kuchennego progu i stanąłem z rękami założonymi na piersiach. Przyglądałem się, jak jakaś dziewczyna robi coś w mojej kuchni. Stałem tak przez chwilę i przypatrywałem jej się od tyłu. Blond włosy miała długie i faliste. Nie mogłem uwierzyć, że miała tyle tupetu, żeby zostać do rana. Złamała moją zasadę numer jeden. Nikt nigdy wcześniej jej nie złamał, żadnej innej też nie, jeżeli chodzi o ścisłość. Odkaszlnąłem, żeby dać jej znać, że jestem tu i patrzę. Nie chciałem jej przestraszyć.

Powoli odwróciła się i spojrzała na mnie. Przełknąłem ślinę, a serce zaczęło mi bić trochę szybciej. To przez jej oczy. Miała najładniejsze jasnobłękitne oczy, jakie w życiu widziałem. Była w nich jasność, która przywoływała na myśl piękny kamień akwamarynu. Lśniły w świetle wpadającym z kuchennych okien. Lśniły, ale były też pełne strachu, kiedy patrzyła na mnie.

– Nie przedstawiłem ci zasad wczoraj wieczorem? – spytałem, przekrzywiając głowę na bok.

– Hę? – Zmarszczyła czoło.

– U mnie nie ma nocowania. Miałaś wyjść po tym, jak cię przelecę, więc może byłabyś tak miła i wyjaśniła mi, co jeszcze robisz w mojej kuchni?

Ton miałem ostry, ale za kogo się uważa ta dziewczyna? Postawiła na blacie szklankę i pchnęła ją w moją stronę. Chwyciłem ją, zanim zdążyłaby się zsunąć z blatu i rozbić na podłodze. Ona stała i patrzyła na mnie, nie odpowiadając na pytanie.

– Zadałem ci pytanie i czekam na odpowiedź.

Jej piękne oczy koloru lodowego błękitu nagle pocieniały, a ona się odezwała.

– Słuchaj, kolego, nie wiem, co według ciebie wydarzyło się zeszłej nocy, ale nie przeleciałeś mnie!

Przyglądałem jej się badawczo, a ona trajkotała dalej.

– Upiłeś się w klubie do nieprzytomności i wywalili cię. Spacerowałam na zewnątrz, kiedy to się stało, a ponieważ jestem dobrym człowiekiem, zadzwoniłam po taksówkę, żebyś bezpiecznie dotarł do domu. Wtedy zacząłeś wymiotować na siebie, więc musiałam zaprowadzić cię do łazienki i zdjąć ci ubranie, bo, szczerze mówiąc, śmierdziałeś. Szłam już do drzwi, ale postanowiłam zajrzeć do ciebie jeszcze raz przed wyjściem. Wróciłam do twojej sypialni, leżałeś na plecach, więc odwróciłam cię znów na bok, na wypadek gdybyś wymiotował. Nie chciałam, żebyś udławił się na śmierć. Zasnęłam z wyczerpania po tym użeraniu się z tobą, a kiedy się obudziłam, postanowiłam, że zaparzę ci kawę i zrobię napój na kaca. Za parę minut miałam zamiar wyjść i nie spodziewałam się, że się obudzisz wcześniej niż za parę godzin.

Przestąpiłem z nogi na nogę, założyłem ręce na piersiach i zrobiłem parę kroków w jej stronę.

– Więc chcesz powiedzieć, że między nami do niczego nie doszło? – spytałem.

– Nie, do niczego między nami nie doszło. Chciałam się tylko upewnić, że nic ci się nie stanie. Byłeś nieprzyzwoicie pijany – powiedziała, wbijając wzrok w podłogę.

Głos jej złagodniał, był zbolały. Kim jest ta dziewczyna i dlaczego, do cholery, mi pomogła? Zaintrygowała mnie nie tylko swoją urodą, ale też dobrocią. Wyczuwałem w niej łagodność i niewinność, jakich nigdy wcześniej nie dostrzegłem w żadnej kobiecie.

Wziąłem szklankę i spojrzałem na nią.

– Co to jest?

– Wypij, za jakieś piętnaście minut powinieneś poczuć się lepiej – powiedziała z uśmiechem.

Był to lekki uśmiech, ale przykuł mój wzrok. Powiedziała, że przed wyjściem naleje mi kawy. Nie mam pojęcia, dlaczego zawracała sobie mną głowę po tym, w jaki sposób się do niej odezwałem. Sięgnęła do szafki, żeby wyjąć kubek, ale wyślizgnął jej się z rąk i upadł na podłogę. Zaklęła, pochyliła się, żeby pozbierać skorupy. Podszedłem do niej, bo nie chciałem, żeby zrobiła sobie krzywdę.

– Skaleczysz się – powiedziałem.

Nie słuchała, nie chciała przestać zbierać okruchów porcelany.

– Przestań! – rozkazałem szorstkim tonem.

Nadal nie słuchała, więc nie miałem wyboru, musiałem chwycić ją za nadgarstki i zmusić, żeby przestała. Odwróciłem jej dłonie, żeby wyjąć z nich skorupy. Wziąłem głęboki oddech, kiedy zobaczyłem blizny na jej nadgarstkach. Nasze oczy się spotkały, ona szybko odwróciła wzrok. Wstała, a ja dalej zbierałem odłamki szkła. Ona chwyciła torebkę.

– Przepraszam za kubek, odkupię ci go. Mam nadzieję, że czujesz się lepiej – powiedziała i ruszyła do wyjścia.

– Zaczekaj – powiedziałem. – Pozwól przynajmniej, żebym ci zapłacił za twój wczorajszy trud.

Odwróciła się i spojrzała na mnie błękitnymi oczami.

– Nie wezmę od ciebie pieniędzy.

Cholera, musiałem szybko myśleć. Nie mogłem pozwolić, żeby tak po prostu odeszła.

– No to przynajmniej napij się kawy, zanim pójdziesz – powiedziałem.

Ulżyło mi, kiedy się zgodziła i usiadła przy wyspie. Nalałem jej kawy i postawiłem przed nią kubek. Uniosłem szklankę tego, co nazwała koktajlem na kaca, i wmusiłem go w siebie. Był obrzydliwy i byłem pewien, że musiała się powstrzymywać, żeby się nie roześmiać, kiedy go piłem. Pochyliłem się nad blatem i spojrzałem na tę piękną kobietę siedzącą naprzeciwko mnie.

– Dlaczego, do licha, tak mi pomogłaś? A gdybym był gwałcicielem albo mordercą? – spytałem poważnie.

Odchyliła głowę i się roześmiała.

– Nie byłbyś w stanie mnie zgwałcić ani zamordować, nawet gdybyś chciał. Wczoraj w nocy byłeś taki sfilcowany, że ledwie dałam radę zaciągnąć cię do domu.

Przeczesałem włosy jedną ręką, bo nie traktowała poważnie tego, co mówiłem, a mogła znaleźć się w niebezpieczeństwie, gdyby trafiła na kogoś innego niż ja.

– Nie powinnaś robić takich rzeczy, to niebezpieczne, żeby dziewczyna robiła takie głupoty – powiedziałem zdenerwowany.

Oparła łokieć na blacie, podparła dłonią twarz i bacznie się mi przyglądała z uśmieszkiem na twarzy. Odnosiłem wrażenie, że wydaje jej się, że żartuję, więc zmrużyłem oczy i spojrzałem na nią.

– Słuchasz mnie? – spytałem.

Nie odpowiedziała na pytanie, roześmiała się lekko i wstała ze stołka.

– Dzięki za kawę, ale muszę wracać do domu. Miłego dnia, panie Black, i następnym razem niech pan tyle nie pije – powiedziała z uśmiechem.

Cholerny uśmiech. Poszedłem za nią do windy i spytałem, jak jej na imię.

– Mogłabyś mi powiedzieć, jak ci na imię?

– Ellery Lane!

Stałem i patrzyłem, jak drzwi windy się zamykają i piękna kobieta, która przedstawiła się jako Ellery Lane, znika mi z oczu. Przełknąłem z trudem ślinę i przeczesałem włosy. Wbiegłem na górę do sypialni. Włożyłem na siebie dżinsy i wyjąłem z szuflady koszulkę. Chwyciłem buty i zbiegłem do mojego range rovera. Wskoczyłem do środka, włożyłem buty i wyjechałem z garażu. Wtedy zobaczyłem, jak wsiada do taksówki za rogiem. Dyskretnie pojechałem za nią do jej mieszkania. Zaparkowałem po drugiej stronie ulicy i obserwowałem, jak wysiada i macha na pożegnanie taksówkarzowi. Szybko wpisałem sobie jej adres do telefonu. Siedziałem i patrzyłem, jak wchodzi do mieszkania i zamyka za sobą drzwi. Czułem się jak prześladowca. Co ja, do cholery, wyprawiam? – spytałem sam siebie, ruszając.

Nie chciałem myśleć o Ellery Lane. Była miłą dziewczyną, która zatroszczyła się o to, żebym bezpiecznie wrócił do domu. Nadal jestem oszołomiony, jakim cudem pomyślała, że pomoc nieznajomemu jest dobrym pomysłem. Czyżby nie zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństw tego świata?

Miałem trochę zaległej papierkowej roboty w biurze, więc zamiast wracać do mieszkania, poszedłem do pracy. Była sobota, więc w biurowcu powinien panować spokój, i miałem nadzieję, że uda mi się popracować w skupieniu. Wszedłem do Black Enterprises i wcisnąłem przycisk w windzie. Usłyszałem dzwonek telefonu, a kiedy wyjąłem go z kieszeni, zobaczyłem wiadomość od Ashlyn.

„Connor, przepraszam za wczorajszy wieczór, uważam, że powinniśmy poważnie porozmawiać”.

Westchnąłem, schowałem telefon z powrotem do kieszeni i wjechałem windą do biura. Nie mogłem w tej chwili myśleć o Ashlyn. Nie chciałem mieć z nią nic wspólnego, ale wiedziałem, że w końcu do tego dojdzie. Podszedłem do biurka i włączyłem komputer. Wsadziłem ręce do kieszeni, odwróciłem się i wpatrywałem się w panoramę Nowego Jorku przez wielkie okno biurowca. Moje myśli szalały. Miałem mnóstwo papierkowej pracy i musiałem wykonać parę telefonów w związku ze sprzedażą firmy, której kupnem byłem zainteresowany, jednak nie wokół tego kręciły się moje myśli. Po głowie chodziły mi myśli o Ellery Lane, jej pięknych oczach i grzesznie seksownym uśmiechu. Usiadłem przy biurku i zabrałem się do papierów. Telefon znów się odezwał, sygnalizując kolejną wiadomość od Ashlyn.

„Nie waż się mnie ignorować, Connor. Chcę przeprosić i może uda nam się rozwiązać ten problem w inny sposób”.

Wiedziałem, że jeżeli jej nie odpiszę, będzie mnie bombardować wiadomościami przez cały dzień. Westchnąłem i wybrałem jej numer.

– Cześć, Connor, dzięki, że zadzwoniłeś.

– Ashlyn, jestem bardzo zajęty, naprawdę nie mam czasu na rozmowy ani pisanie do ciebie. Powiedz, co masz do powiedzenia, i po temacie.

– Chciałam cię przeprosić za wczorajszy wieczór, rozumiem, że nie jesteś jeszcze gotowy poświęcić się jednej kobiecie. Na razie godzę się na ten układ, ale mam jeden warunek.

Westchnąłem i oparłem się w fotelu.

– Jaki warunek, Ashlyn?