Wydawca: Burda Książki Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 378 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Na tropie mordercy - Joakim Palmkvist

Ekscytujący reportaż kryminalny.

Prawdziwa historia z literackim urokiem i powieściowa fabułą.

Konflikt, który niszczy kolejne pokolenia.

Multimilioner, który przepada bez wieści.

Zakazana miłość, która prowadzi do katastrofy.

Kobieta, która postanawia odkryć prawdę.

31 sierpnia 2012 roku znika bez śladu szwedzki milioner Goran Lundblad. Policję zawiadamia jego córka Sara, która wkrótce znajduje się w kręgu podejrzanych. Śledztwo tkwi jednak w martwym punkcie i po dwóch latach sprawa nadal nie zostaje wyjaśniona.

Wtedy do akcji wkracza Therese Tang, zwyczajna kobieta, matka, szefowa organizacji Missing People. To ona dostrzeże to, co pominęli profesjonaliści, i odkryje prawdę. Ślady krwi prowadzą do rozwiązania.

Opinie o ebooku Na tropie mordercy - Joakim Palmkvist

Fragment ebooka Na tropie mordercy - Joakim Palmkvist

Tytuł oryginału: Hur man löser ett spaningsmord: Therese Tangs berättelse

Copyright © Joakim Palmkvist 2017

First published by Albert Bonniers Förlag, Stockholm, Sweden

Published in the Polish language by arrangement with Bonnier Rights, Stockholm, Sweden and Macadamia Literary Agency, Warsaw, Poland

Burda Publishing Polska Sp. z o.o.

ul. Marynarska 15, 02-674 Warszawa

Dział Handlowy: tel. 22 360 38 41–42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Tłumaczenie: Patrycja Włóczyk / Quendi Language Services

Opracowanie redakcyjne, korekta oraz projekt graficzny makiety: Pracowania 12A

Redaktor prowadzący: Małgorzata Zemsta

Redaktor techniczny: Mariusz Teler

Druk: Perfekt, Warszawa

Projekt graficzny okładki: Miroslav Sokcic

Zdjęcia na okładce: Sofia Runarsdotter

Copyright for Polish Edition © 2018 Burda Publishing Polska Sp. z o.o.

All rights reserved.

ISBN 978-83-8053-362-2

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kodowanie w urządzeniach

do przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz

wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych, również częściowe,

tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.burdaksiazki.pl

Skład wersji elektronicznej: Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

Dla Cecilii

OSOBY

THERESE TANG:

szefowa kalmarskiego oddziału Missing People w latach 2012–2014. Ochroniarz, fryzjerka, modelka, stylistka, matka trójki dzieci.

GÖRAN LUNDBLAD:

multimilioner, rolnik i właściciel nieruchomości w Norra Förlösa. We wrześniu 2012 roku zgłoszono jego zaginięcie.

SARA LUNDBLAD:

starsza córka Görana Lundblada. W związku z Martinem Törnbladem.

MARIA LUNDBLAD:

młodsza córka Görana Lundblada.

KNUT LUNDBLAD:

dziadek Görana ze strony ojca, poszukiwacz złota i przygód. Dał początek rodzinnej fortunie na początku XX wieku.

GUSTAV LUNDBLAD:

ojciec Görana, inżynier. Wynalazł fajkę Dollar. Pomnożył rodzinny majątek.

ÅKE TÖRNBLAD:

rolnik, sąsiad Görana Lundblada w Norra Förlösa.

MARTIN TÖRNBLAD:

syn Åkego Törnblada, chłopak Sary Lundblad.

ANDERS LINDFORS:

ochroniarz i kolega Therese Tang z Missing People. Posiadacz broni.

MARIE-LOUICE STRANNEMARK:

koleżanka Therese Tang z Missing People.

MATS RÅBERG:

dzierżawca w drugim pokoleniu w Norra Förlösa. Dzierżawił ziemię od Lundbladów.

BRITT-MARIE EINARSSON:

partnerka Matsa Råberga. Ma dom w Norra Förlösa nad sadzawką.

ULF MARTINSSON:

komisarz prowadzący śledztwo w sprawie Görana Lundblada.

JONAS BLOMGREN:

policjant, przewodnik psa patrolowo-tropiącego. Przyjął zgłoszenie o zaginięciu Görana Lundblada.

CZĘŚĆ PIERWSZAZAGINIONY BEZ ŚLADU

1KONIEC

Oto początek końca. Wyglądając przez kuchenne okno i patrząc na samochód wjeżdżający na podjazd, Therese Tang czuje w żołądku niepokój. Saab 9-5 w kolorze szampana z młodym mężczyzną za kierownicą sunie w kierunku garażu.

Lakier mieni się w porannym słońcu. Mężczyzna patrzy przed siebie, gdy auto zwalnia. Zatrzymuje się. Jest ósma rano 19 czerwca 2014 roku. Wszystko potoczyło się zbyt szybko. Przyjechał za wcześnie.

Myśli krążą w głowie Therese Tang jak oszalałe. Stoi kilka metrów od okna, żeby nie widział, że go obserwuje. Sytuacja jest poważna.

W ostatnich dniach postawiła wszystko na jedną kartę. Kilkugodzinne rozmowy telefoniczne z mężczyzną z samochodu, SMS-owa korespondencja. Zaryzykowała wszystko, co ma, by nakłonić go do opowiedzenia, co się wydarzyło. Do przyznania się do tego, o czym już wiedziała, ale co musiała umieć udowodnić ponad wszelką wątpliwość. Dusił to w sobie od blisko dwóch lat. Stawiał opór na przesłuchaniach i nie poddawał się silnej presji psychicznej.

Nie może go zmusić do przyznania się. Żeby przerwać jego milczenie, sama musi się przed nim odsłonić. Sprawić, że on poczuje się bezpiecznie. Udawać wrażliwą i zagubioną.

Mężczyzna musi uwierzyć, że to on decyduje.

Poprzedniego wieczoru, dwadzieścia minut przed północą, wysłała SMS-a:

Mogę ci zaufać? Przecież nie mam pojęcia, co planujesz. A może tylko mnie okłamujesz? Ty też musisz mnie zrozumieć! Jestem podekscytowana, ale skąd mam wiedzieć, czy będę miała odwagę ci zaufać?

W tej chwili, kiedy on siedzi na zewnątrz w samochodzie, jej bezbronność i strach nie są udawane. Jest w domu sama, a on niebawem stanie w drzwiach.

To spotkanie jest konieczne. Therese ma już dość niezdecydowania i niepokoju, poczucia, że nie panuje nad sytuacją. Chce odzyskać inicjatywę i dlatego w końcu zgodziła się na rozmowę w cztery oczy. Zdała sobie sprawę, że nigdy nie wydobędzie z niego kluczowych słów przez telefon.

Proponuje miejsce i godzinę. I otoczenie dające jej jak największą przewagę.

Nie w domu w Oskarshamn, gdzie są jej dzieci.

Lepiej tutaj, w Gamleby, osiemdziesiąt kilometrów dalej na północ. W domu swojego kolegi Andersa Lindforsa ma do dyspozycji pokój gościnny, z którego korzysta po pracy w areszcie w Västervik, żeby nie musieć wracać samochodem po nocnym dyżurze razem z pijakami i innymi podejrzanymi o popełnienie jakiegoś przestępstwa. Gamleby to neutralny grunt, w sam raz na spotkanie z mordercą.

Prawdę powiedziawszy, to chciała się z nim zobaczyć w miejscu publicznym. W kawiarni w centrum Gamleby, obok ICA, apteki i kiosku. Albo w pobliżu sklepu monopolowego – tam na pewno pojawią się dzisiaj ludzie, żeby zrobić zakupy na Midsommar, podczas którego królują śledź i wódka.

Mogliby gdzieś usiąść i w spokoju porozmawiać o prywatnych sprawach, a byliby wśród ludzi. Kasjerka w kawiarni mogłaby na przykład włączyć alarm, jeśli coś by się stało. Spotkania w miejscach publicznych zawsze są bezpieczniejsze.

Ale tak nie będzie. Zadzwonił do niej przed siódmą rano i poinformował, że już jedzie. O tej porze wszystko jest zamknięte. Kawiarnię Spiżarnia Liny otwierają dopiero o dziewiątej.

Więc zamiast przygotowywać się do najważniejszej rozmowy w swoim życiu, rozmowy, która może zdecydować o wszystkim, Therese zaczyna przepatrywać wszystkie kąty w częściowo nieznanym domu i gromadzić przedmioty, którymi można ugodzić drugiego człowieka. Chowa je na wypadek, gdyby coś poszło nie tak.

Spotkanie musi się odbyć tutaj, w tym domu. On jest w drodze, a ona skończyła z wybiegami i wymówkami. Jeśli teraz się wycofa, to on nabierze podejrzeń. A porażka w wypadku Therese nie wchodzi w grę. Zdecydowanie nie teraz, kiedy on dojrzał do wyjawienia prawdy.

W pokoju gościnnym na piętrze Therese wkłada jeden z surwiwalowych noży Andersa Lindforsa pod kryminał, który właśnie czyta. Nos Pinokia Leifa GW Perssona. Upewnia się, że rękojeść nie wystaje spod książki. Następnie schodzi na dół i inny nóż wkłada do kieszeni kurtki wiszącej w przedpokoju.

Nie wie dokładnie, co może się wydarzyć. Nie wie, czy dojdzie między nimi do walki, rękoczynów albo czegoś podobnego.

W gruncie rzeczy to, co robi, jest śmiertelnie niebezpieczne. Wyciągając broń przeciwko drugiemu człowiekowi, należy być przygotowanym na to, że trzeba będzie jej użyć, i należy wiedzieć, jak to zrobić – gdzie strzelić lub, tak jak w jej wypadku, dźgnąć. I przeprowadzić atak niezależnie od tego, czy w obronie własnej, czy też nie.

W przeciwnym razie nóż zostanie jej wyrwany i będzie po niej.

Therese nie ma żadnego doświadczenia w walce na noże. Wie jedynie, że lepiej mieć cokolwiek do obrony i tego nie użyć niż potrzebować broni i nie mieć jej pod ręką.

Chodząc po domu, rozmyśla też o broni Andersa Lindforsa, której jest trochę w sejfie w piwnicy. Była parę razy na strzelnicy i pewnie umiałaby strzelić, gdyby zaszła taka konieczność.

Ale teraz nie ma czasu na takie rozmyślania. Siłą woli musi zapanować nad przyspieszonym oddechem.

Wyglądając przez kuchenne okno, Therese widzi garaż po lewej stronie. Za nim na specjalnym stojaku stoi łódka Andersa Lindforsa przykryta zieloną plandeką, na której w porannym słońcu niczym perły błyszczą krople rosy. Poranek jest wilgotny, kilkaset metrów dalej leży zatoka Gamleby.

Samochód zatrzymuje się na podjeździe między jej BMW a schodami prowadzącymi do domu. Mężczyzna nie wychodzi z auta od razu po wyłączeniu silnika. Opuszcza osłonę przeciwsłoneczną i spogląda w lusterko. Poprawia fryzurę. Sprawdza, czy dobrze wygląda.

Poprawia się, tak jak robimy to, przygotowując się do spotkania, które ma mieć pozytywny finał.

„To dobry znak, o ile odpowiednio rozegram karty – myśli Therese. – No i wyraźnie widać u niego oznaki zdenerwowania”.

Jest od niej młodszy, a co za tym idzie – silniejszy. Takie prawo natury. Jest też impulsywny i egocentryczny. Nie można mu ufać. Co będzie, jeśli podczas tego spotkania wszystko pójdzie nie tak? Czy da radę uciec? Jak daleko?

Do drogi jest pięćdziesiąt metrów pod górę. Kilkaset metrów do szkoły. Może są tam ludzie, ale co będzie, jeśli poślizgnie się na mokrej od deszczu trawie i upadnie?

Śmierć przez uduszenie następuje po mniej więcej trzech minutach. Krążenie krwi spowalnia się po kilku sekundach. Mózg przestaje być zaopatrywany w tlen. Możliwe, że człowiek czuje się tak, jakby się topił, tyle że ktoś nad nim stoi.

Ofiara rzuca się i wstrząsają nią konwulsje, gdy gaśnie w niej życie.

Nie może stracić do niej zaufania. Zacząć się zastanawiać. Musi pozostać w świecie swoich fantazji. W bańce ułudy, w której wszystko jest tak, jak należy. Musi wierzyć, że wyjdzie z tego obronną ręką, nawet jeśli policja znajdzie zaginionego. Że wszystko jakoś się ułoży, będzie miał pieniądze, a przed sobą przyszłość. Nie może przestać w to wierzyć.

Dzisiaj wszystko się rozstrzygnie. Dzisiaj wszystko się skończy.

Ostatni stopień schodów prowadzących do domu Andersa Lindforsa chybocze się. Therese słyszy, kiedy młody mężczyzna na nim staje, ale czeka na dzwonek. Otwiera drzwi, robi pół kroku w tył i uśmiecha się najszerzej, jak potrafi.

– Nie było trudno trafić, prawda? – Obejmuje go. – Zapraszam.

Wokół jest cicho jak makiem zasiał, nie słychać nawet śpiewu ptaków w brzozach na granicy działek. Jakby świat wstrzymał oddech przed tym, co ma się wydarzyć.

Therese zamyka za sobą drzwi, ale nie na klucz. W razie czego uda jej się szybciej uciec. Nie patrzy na swoją kurtkę z nożem w kieszeni.

2ZGŁOSZENIE

Zgłoszenie numer 0400–K35804–12

Policja w Södermanland

Kod przestępstwa: 9011

Zaginięcie

Zgłaszający: Maria Lundblad

OPIS ZDARZENIA

Zaginiony Göran Lundblad przebywa poza domem od dnia 31 sierpnia 2012.

Dnia 30 sierpnia Göran pokłócił się ze swoją córką Sarą o to, że rościła sobie prawo do jego ziemi.

Zgłaszająca zeznaje, że zaginięcie Görana zostało zgłoszone na policji w Kalmarze. Policja podejrzewa, że Göran padł ofiarą jakiegoś przestępstwa.

Göran mieszka w Kalmarze oraz w Nyköping.

Zgłaszająca chce, żeby sprawą zniknięcia jej ojca zajęła się policja w Nyköping, ponieważ kalmarska policja od tamtej pory się z nią nie skontaktowała, jak również dlatego, że czuje, że ci z Kalmaru nie robią tyle, ile powinni.

Jest chwilę po szesnastej 23 października 2012 roku, kiedy osiemnastoletnia Maria Lundblad dzwoni do centrali policyjnej. Ponieważ chodzi o zaginięcie, a nie przestępstwo, zostaje połączona z wydziałem poszukiwań i identyfikacji osób zajmującym się takimi sprawami. W poszukiwaniach biorą też udział psy tropiące.

Ale Marii Lundblad chodzi o coś więcej niż samo zgłoszenie zaginięcia ojca. Podejrzewa swoją siostrę, Sarę Lundblad:

– Nie jestem pewna, czy Sara mówi całą prawdę – oświadcza. – Martwię się, że policja w Kalmarze za bardzo jej wierzy.

W gruncie rzeczy nie ma żadnych konkretnych dowodów, czuje jedynie, że coś jest nie tak. Podpowiada jej to intuicja. Maria mówi, że wie, iż z czymś takim właściwie nie powinna się zgłaszać na policję.

Najpierw porozmawiała z mamą, starszą przyrodnią siostrą Eleonorą i pedagog szkolną, która kazała jej zawiadomić policję o tych podejrzeniach. Poradziła jej również, by skontaktowała się z nową organizacją Missing People, pomagającą szukać osób zaginionych.

Daniel Augustsson, policjant z Södermanland przyjmujący zgłoszenie, zadaje kilka rutynowych pytań. Dowiaduje się, że Göran Lundblad to bardzo zamożny człowiek, multimilioner, i że żyje między innymi z wydzierżawiania ziemi i wynajmu nieruchomości, zarówno w Norra Förlösa pod Kalmarem, jak i w Stigtomcie pod Nyköping. Zarabia też na produkcji fajek.

Przesłuchanie koncentruje się wkrótce na dwóch z punktu widzenia policji bardziej interesujących wydarzeniach, które miały wyjaśnić zagadkę zaginięcia Görana Lundblada, a stały się zupełnie czymś innym.

Jedną z nich jest kłótnia Sary z ojcem tuż przed jego zniknięciem. Sara domagała się od ojca ziemi i nieruchomości, ale on się nie zgodził, bo nie lubi chłopaka córki, Martina Törnblada. Uważa, że Martin tylko czyha na pieniądze jego córki. Rodzina Törnbladów ma duże długi.

Drugie zdarzenie jest bardziej namacalne. Niecały tydzień po zniknięciu Görana Lundblada Sara i Martin rozpoczęli remont jego kalmarskiego mieszkania, kawalerki w dzielnicy Funkabo.

– Martin podjechał tam ciągnikiem z przyczepą. Wyrzucili przez okno meble i mnóstwo innych rzeczy. Wydaje mi się, że pozbyli się wszystkiego. Odmalowali całe mieszkanie i wymienili podłogę w kuchni – mówi Maria.

Raczej nie robi się czegoś takiego bez zgody właściciela. No chyba że ma się całkowitą pewność, iż ten już nie wróci. Prawie poszlaka, zaledwie przesłanka. Potrzeba wiele takich przesłanek, żeby ruszyć ze śledztwem.

Według Marii Lundblad na pewno nie dostali pozwolenia na remont. Ojciec byłby wściekły, gdyby się dowiedział, że Martin tam mieszka. Wyrzuciłby go stamtąd.

Policjant pyta Marię, czy sądzi, że jej starsza siostra Sara ma coś wspólnego ze zniknięciem Görana.

– Podejrzewam, że mogłaby mu coś zrobić, żeby dostać to, czego chce, lecz pewności nie mam – odpowiada. – Sara nienawidzi ludzi, którzy jej się sprzeciwiają. Ma agresywną osobowość. Jej chłopak Martin jest bardziej wycofany, trudno go rozgryźć.

Maria Lundblad nie potrafi przedstawić więcej konkretów, ale zdecydowała się powiadomić policję, żeby ta niczego nie przeoczyła.

O siedemnastej dwie Daniel Augustsson wyłącza nagrywanie. Przesłuchanie trwało niecałe pół godziny i będzie miało decydujący wpływ na prowadzone w Kalmarze od sześciu tygodni dochodzenie, które utknęło w martwym punkcie.

3OCHOTNICY

Pewnego pochmurnego listopadowego dnia w 2012 roku na dziedzińcu szkoły Östra Funkabo w Kalmarze roi się od ochotników. Żółte i pomarańczowe kamizelki odblaskowe są wszędzie. Większość osób rozmawia ze sobą szeptem, niektórzy trochę głośniej, jak na szkolnej wycieczce. Część z nich zna się z wcześniejszych akcji. Inni robią to po raz pierwszy.

Żeby móc się przyłączyć i szukać zaginionej osoby, trzeba mieć osiemnaście lat. Należy odpowiednio się ubrać i wziąć ze sobą coś ciepłego do picia. Wszyscy ochotnicy najpierw uczestniczyli w spotkaniu w budynku szkoły, a następnie zostali podzieleni na grupy, dostali mapy, kamizelki odblaskowe i niezbędne wytyczne:

Idźcie, zachowując między sobą metrowy odstęp, koncentrujcie się na zadaniu i nie przejmujcie się innymi grupami.

Jeśli znajdziecie coś interesującego, wycofajcie się jakieś 20–30 metrów i zadzwońcie – pojawi się ktoś ze sztabu kierowniczego.

Ochotnicy znaleźli się tutaj, by pomóc nowo powstałemu oddziałowi Missing People Sweden w regionie Kalmar. Ludzie w kamizelkach odblaskowych są zaangażowani, chcą zrobić coś dobrego. Niektórzy przyszli tutaj, bo chcą się poczuć ważni i znaleźć się w gazecie.

W środku całego tego zamieszania trzydziestoletnia Therese Tang stoi i rozgląda się. Jest sobotnie przedpołudnie 17 listopada 2012 roku, a ona pełni funkcję szefowej, odpowiada za operację. Niebawem ma się rozpocząć poszukiwanie zaginionego multimilionera Görana Lundblada.

Równocześnie tego samego ranka rozpoczęto inne działania. Nie tak spektakularne jak akcja poszukiwawcza. Policja dostała zielone światło dla rewizji w domu zaginionego i dla otwarcia jego skrytki bankowej. Zapadła również decyzja o podsłuchiwaniu rozmów telefonicznych córki zaginionego oraz jej chłopaka.

Pierwsze kroki policja podjęła już dwa miesiące wcześniej, we wrześniu, jeszcze zanim Maria, młodsza córka Görana Lundblada, zawiadomiła policję w Södermanland.

10 września sierżant policji Jonas Blomgren z kalmarskiej policji zapukał do drzwi Ställegården, domu Görana Lundblada w Norra Förlösa. Gdyby tamtego dnia wszedł tam ze swoim służbowym psem Ido, być może wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Ale dla sierżanta Blomgrena była to rutynowa wizyta. Córka zadzwoniła na policję i powiadomiła, że jej ojciec zniknął jakiś czas temu. W takich sytuacjach przyjmuje zgłoszenie, zbiera podstawowe informacje i rozpoczyna rutynowe działania.

Ido został więc w swojej klatce w samochodzie, kiedy Jonas Blomgren wszedł do domu zaginionego i spotkał się z jego córką Sarą, której towarzyszył Martin, jej chłopak.

Nie mieszkali tutaj, tylko w sąsiednim gospodarstwie, w rodzinnym domu Martina. Nie musieli wcale tego mówić, wystarczyło się rozejrzeć. W Ställegården było brudno, panował nieporządek. Jonas Blomgren stwierdził, że brakowało tam „kobiecej ręki”.

Kiedy usiedli w salonie, Sara Lundblad powiedziała, że ojca nie ma od wielu dni. Wziął samochód, szarego chryslera, i pojechał do Kalmaru.

– Rozmowa była spokojna. Odniosłem wrażenie, że Sara jest smutna, bo zachowywała się powściągliwie, trudno było z niej coś wyciągnąć. Trochę płakała, zwłaszcza na początku rozmowy – relacjonował później Jonas Blomgren. – To ona udzielała większości konkretnych informacji. Martin jej pomagał i odpowiadał na pytania na tyle, na ile był w stanie. Ale to głównie ja mówiłem i zadawałem pytania.

Policja zawsze bazuje na wcześniejszych sprawach i wychodzi od tego, jak sprawy zazwyczaj wyglądają w takich wypadkach. A co za tym idzie: wszystko, co odbiega od schematu, budzi podejrzenia i należy to sprawdzić. Można to nazwać cynizmem i uprzedzeniami. Lub doświadczeniem.

Jonas Blomgren był w tamtej chwili policjantem z przeszło dziesięcioletnim stażem i widział większość rzeczy, które może zobaczyć umundurowany glina w okolicach Kalmaru. Policjantów szkoli się – zarówno przed służbą, jak i w jej trakcie – nie tylko, by szybko rozszyfrowywali ludzi podczas przesłuchań, ale także, by wychwytywali sprzeczności w podawanych informacjach i identyfikowali zachowania oraz wypowiedzi odbiegające od normy.

Blomgren od wielu lat jest też przewodnikiem psa patrolowo-tropiącego. Szwedzka policja ma stosunkowo niewielu takich funkcjonariuszy: w sumie około czterystu rozsianych po całym kraju. Dlatego często wysyła się ich w ramach wsparcia do innych regionów, żeby na przykład tropili podejrzanych lub szukali zaginionych.

– Mam duże doświadczenie w poszukiwaniu zaginionych, wysyłano mnie do różnych regionów. Krewni są często bardzo pomocni, udzielają wskazówek. By udało się znaleźć zaginioną osobę, trzeba korzystać z wielu źródeł – wyjaśnia. – Ale w tym wypadku było inaczej. Sara i Martin nie zachowywali się tak, jak zazwyczaj robią to bliscy zaginionych.

Jonas Blomgren myślał, że otrzyma od Sary i Martina potrzebne mu informacje. Opowiedzieli najpierw o ogólnych sprawach, o kłótni między Sarą a Göranem. Sara opuściła dom, ale wróciła po paru dniach. Wtedy jednak Görana już nie było, jego chryslera także.

Później, kiedy oboje z Martinem zaczęli go szukać, Sara znalazła auto zaparkowane przed mieszkaniem ojca w Kalmarze.

Potem jednak Blomgren natknął się na opór. Sara i Martin na jego pytania zaczęli odpowiadać głównie „tak” lub „nie”, a i to z trudem.

– Pytałem ich, co według nich się stało, czy mają jakąś teorię, chciałem się dowiedzieć czegoś o zwyczajach Görana, o tym, jak się zachowywał. Musiałem ciągnąć ich za język. Trudno mi było uzyskać nawet podstawowe informacje. Jako że odpowiedzi nie padały automatycznie, odniosłem wrażenie, że o czymś mi nie mówią – wspomina Blomgren.

Rozmowa, albo raczej przesłuchanie, trwała jakieś czterdzieści minut i sierżantowi udało się dowiedzieć, że zaginiony prawdopodobnie zabrał ze sobą paszport i aktówkę, że tego lata zdarzyło mu się już wyjeżdżać i że owszem, mógł zrobić to znowu, nikomu nic nie mówiąc.

Usłyszał także, że Göran Lundblad jest typem samotnika i wycofuje się w obliczu konfliktu.

Nie od razu i nie wprost, ale Sara i Martin powiedzieli, że jego zniknięcie może być próbą ukarania córki. Zniknął, żeby radziła sobie sama i być może uświadomiła sobie, że go potrzebuje.

Sara zeznała, że tak właśnie myślała w pierwszych dniach, lecz potem naprawdę zaczęła się niepokoić i skontaktowała się ze swoją macochą, by się jej poradzić. Irina, była żona Görana mieszkająca w Norrköping, uważała, że Sara powinna jeszcze trochę poczekać i że Göran pewnie się pojawi. Zasugerowała, że trzeba popytać sąsiadów i podzwonić po kalmarskich hotelach. Göran miał dość pieniędzy, by zaszyć się w takim miejscu. Zresztą stać go było na to, żeby polecieć, gdzie tylko chce.

Sara zeznała też, że w trakcie poszukiwań znalazła chryslera – w dzielnicy Funkabo, gdzie ojciec ma mieszkanie. Uznała wtedy, że Göran naprawdę zniknął. Dobrze znał okolicę i wiedział, że na niektórych ulicach można długo parkować samochód gratis.

Sara próbowała także skontaktować się z ojcem, dzwoniąc na jego komórkę. Później okazało się, że nie jakoś szczególnie aktywnie.

Po 6 września, kiedy to Maria, młodsza siostra Sary, skończyła osiemnaście lat, niepokój wzrósł. Göran nie przegapiłby takiego wydarzenia, niezależnie od tego, jak byłby wściekły czy obrażony. Sara powiedziała, że w tym momencie zaczęła myśleć, iż naprawdę coś musiało się stać. W końcu zadzwoniła na policję.

Jonas Blomgren zanotował zeznania, a następnie poprosił o zgodę na przeszukanie domu.

– Co dziwne, w wielu wypadkach zaginionych znajdujemy w domu. Okazuje się, że ten, kto zgłosił zaginięcie, nie mógł znaleźć danej osoby, bo ta się ukryła – wyjaśnił.

Zawsze można podejrzewać chorobę: Göran Lundblad dostał zawału, spadł z łóżka i się pod nie wtoczył. Albo nie mógł się wydostać z jakiegoś zamkniętego pomieszczenia. To mało prawdopodobne teorie i jeśli tak by się rzeczywiście stało, Sara i jej chłopak powinni byli go znaleźć, ale w końcu zdarzają się najdziwniejsze rzeczy. A praca policjanta w dużej mierze polega na wykluczaniu alternatywnych wyjaśnień. W dodatku, przeszukując dom zaginionej osoby, można sobie stworzyć jej obraz.

Na parterze Ställegården znajdował się przedpokój, kuchnia, gabinet i salon, w którym rozmawiali. Na środku był pokój przechodni. Po jego drugiej stronie mieściło się większe pomieszczenie zawalone różnymi drobiazgami, meblami i plastikowymi workami ze śmieciami do recyklingu. Wyglądało na niezamieszkane. Jonas Blomgren zajrzał tam, ale nie wszedł do środka.

Na piętrze były dwie sypialnie i strych o powierzchni prawie trzydziestu metrów kwadratowych. Jedna z sypialni była kiedyś pokojem Sary, z drugiej przypuszczalnie korzystał Göran. Ale ani Sara, ani Martin nie wiedzieli tego na pewno.

– Opowiadali trochę o rozkładzie domu i o tym, kto zajmował który pokój – wspomina Jonas Blomgren.

Przeszukał pokoje, szafy i schowki na strychu, bez rezultatu. Przejrzał też pomieszczenia w podziemiu. W garażu pod pokrowcem stał luksusowy mercedes, a w drugim końcu podziemia znajdowała się pralnia. W pomieszczeniu pomiędzy garażem a pralnią stało kilka dziwnych maszyn.

– To były maszyny do obróbki drewna. Dowiedziałem się, że Göran ma firmę produkującą fajki – mówi Jonas Blomgren.

Podsumowując: absolutnie nikogo. Dom okazał się kompletnie wymarły.

– Przeszukałem każde miejsce, które mogło posłużyć za kryjówkę – oświadcza sierżant.

Policjant sprawdził także halę z maszynami, w której stał chrysler Görana, po tym jak Sara i Martin przyprowadzili go do domu, oraz stary drewniany budynek będący połączeniem stodoły i stajni. W południowej części tego budynku były trzymane dwa konie Sary.

– Rozejrzałem się tam, ale nie przerzucałem słomy – mówi Jonas Blomgren.

Wziął też psa na obchód. Wypuścił Ido z samochodu i obszedł z nim dom, żeby pies spróbował podjąć trop – to także rutynowe postępowanie w razie zaginięcia. Gdyby Ido coś zwietrzył, cała sprawa mogłaby potoczyć się inaczej – kontynuowaliby obwąchiwanie dróg i ścieżek w okolicy.

Zadanie okazało się karkołomne, gdyż minęło już sporo czasu. Z pewnością utrzymywał się tu zapach Görana i wielu innych osób, ale żaden interesujący trop nie prowadził z domu i posesji gdzieś dalej.

Jonas Blomgren tak zakończył notatkę służbową z pierwszego dnia śledztwa:

Na końcu przeszukałem mieszkanie przy ulicy Vasallgatan, którego właścicielem jest Göran.

Nikogo tam nie znalazłem.

Kończąc wieczorem pracę, miałem wrażenie, że coś tu nie gra.

Jednakże nie było przesłanek do podjęcia dalszych kroków.

Zgłoszenie zaginięcia Görana Lundblada otrzymało kod 9011, administracyjne oznaczenie, które wcale nie wskazuje na przestępstwo.

*

Ponad miesiąc od tamtej wizyty policjanta, pod koniec października, w lesie w Norra Förlösa huczał harwester. Wprawdzie Göran Lundblad przepadł jak kamień w wodę, lecz jego las nie zamierzał przejmować się ludzkimi problemami. Las nie poczeka.

Sara Lundblad musiała sama zajmować się pracami w lesie. Teraz, o jedenastej, Jonas Blomgren znów się tutaj pojawił. Szukając Sary pracującej przy wycince, wjechał w jedną z tych wąskich leśnych dróg.

Na początku września, krótko po przyjęciu zgłoszenia o zaginięciu Lundblada, przeszukaniu jego domu, sprawdzeniu terenu wokół domu z pomocą psa, przetrząśnięciu mieszkania na Vasallgatan, Blomgren dostał przeniesienie do wydziału kryminalnego. Awans, który nadszedł w samą porę.

Sprawa Görana Lundblada, którą wpisał do systemu, wylądowała u jego szefa i Jonas Blomgren poprosił, by mógł się nią zająć – prowadził ją od początku, a poza tym nie mógł pozbyć się uczucia, że coś tam się nie zgadza.

W ten oto sposób został jednym z prowadzących dochodzenie i mógł poświęcać tej sprawie tyle czasu, ile tylko zechciał – pod warunkiem że najpierw pozałatwiał pilniejsze rzeczy. Tak traktowano w tamtym czasie zaginięcia, które musiały czekać na swoją kolej. Wciągano je na listę i zajmowano się nimi, kiedy był czas. O ile był.

– Nie wydarzyło się nic nowego, odkąd ostatnio rozmawialiśmy. O niczym nie słyszeliśmy – oświadczyła Sara, zatrzymawszy harwester i wyskoczywszy z niego. – Nie rozumiem, dlaczego ojciec się nie odzywa. Nawet jeśli wciąż jest na mnie zły, to powinien już trochę ochłonąć.

Nikt nic nie wie – ani siostra, ani macocha Irina, ani żaden z lokatorów z nieruchomości pod Nyköping, ani żadna z osób, które zazwyczaj kontaktowały się z Göranem.

Jonas Blomgren zanotował w protokole z przesłuchania:

Sara zapytana o to, czy Göran przechowuje w domu pieniądze, odpowiada, że zwykle tak, ale nigdy więcej niż 60 000 koron.

Czasami ma euro, ale te pieniądze, które Göran trzymał w domu, powinny na dobrą sprawę już się skończyć, jeśli wyjechał.

Nie zostawił w domu żadnych pieniędzy.

Miał też jednak pieniądze za granicą. Kilka milionów koron na koncie w Szwajcarii, z tego co orientowała się Sara. Wystarczyłoby na rozpoczęcie całkiem nowego życia. Obiecała Blomgrenowi, że sprawdzi operacje na koncie w szwajcarskim banku.

Córka zaginionego i policjant, który nie mógł zapomnieć o tej sprawie, rozmawiali jeszcze przez chwilę. O tym, że Göran mógłby ewentualnie oszukać urząd skarbowy – prowadząc lewe interesy – ale nie wdawałby się w działalność kryminalną, nie słyszała o takich kontaktach. I o tym, że jej ojciec nie miał żadnych wrogów, o których by wiedziała.

Rozmawiali także o tym, że to dziwne, iż Göran – którego całe życie koncentrowało się wokół nieruchomości, lasu, ziemi – miałby zostawić to wszystko. Nawet jeśli być może chciał ukarać córkę, mimo wszystko powinien się odezwać, biorąc pod uwagę swoje interesy, sposób, w jaki zarabia na życie.

Sierżant zapewnił Sarę, że wpadnie na to, gdzie może znajdować się jej ojciec, niezależnie od tego, czy żyje, czy nie. A jak ona myśli: co się stało? Jeśli wydarzyło się najgorsze, to jak do tego doszło? I jak można by pozbyć się ciała?

Sara nie była gotowa na bezpośrednie oskarżenie, które sformułował Blomgren:

– Taką maszyną można bez problemu sprawić, że człowiek zniknie – powiedział, wskazując głową na kombajn zrębowy z dużym żurawiem i chwytakiem do podnoszenia kłód.

I czekał, co się wydarzy. To zdanie nie trafiło do protokołu. Zapisywanie go nie byłoby dobrym posunięciem.

– Chciałem zobaczyć jej reakcję, i to poza oficjalnym przesłuchaniem – wyjaśnia funkcjonariusz. – Chciałem, żeby zrozumiała, że policja też musi zadawać trudne pytania, żeby dowiedzieć się, co się stało z Göranem.

Sara nie zareagowała na to jakoś widocznie, lecz zakamuflowane oskarżenie wstrząsnęło nią i zostało w niej na długo. Jak mało kto wiedziała, że harwesterem nie da się nikogo zakopać. Jest przeznaczony do wyrębu lasu. Żeby wykopać dół, w którym zmieści się ciało, potrzebna jest ładowarka łyżkowa.

Mimo to czuła się winna i opowiadała znajomym: „Policja myśli, że wzięłam koparkę i zakopałam ojca”.

Tak naprawdę zarzut w stosunku do pogrążonej w smutku córki to ciężkie oskarżenie. Być może wystarczająco poważne, by obwinić policjanta o przekroczenie uprawnień, ale Sara nie zareagowała w ten sposób. A to tylko wzmocniło podejrzenia śledczego.

Krótko potem wzburzona zadzwoniła do Blomgrena.

– Była jak dziecko, które dostało burę, i powiedziała, że nie mam prawa tak do niej mówić, że jej się to nie podoba – wspomina sierżant.

Brzmiało to tak, jakby opowiedziała komuś o tamtej rozmowie i jakby ten ktoś zwrócił jej uwagę, że powinna była zareagować. Albo sama do tego doszła, a to tak naprawdę oznaczało, że wypowiedź policjanta znaczyła dla niej: „zabiłaś ojca”.

– Wyjaśniłem, że rozumiem, iż mogła poczuć się niekomfortowo. Krewnym należy okazywać szacunek. Ale przecież chcemy rozwikłać tę sprawę. Musimy zadawać niewygodne pytania – mówi Blomgren.

Po półgodzinnej rozmowie z Sarą w lesie sierżant odszukał też Martina Törnblada. Chłopak przyznał – o tym nie wspomniał na pierwszym przesłuchaniu – że Göran Lundblad go nie lubił. Ale twierdził, że z biegiem lat czuł coraz większą akceptację.

Tylko on tak uważał, ponieważ wszyscy, z którymi policja rozmawiała po zniknięciu Görana: krewni, dzierżawcy, sąsiedzi, lokatorzy i ludzie pracujący z Lundbladem, twierdzili, że Martin był stałym obiektem nienawiści Görana, solą w jego oku. I że Göran wykorzystywał każdą okazję, żeby to zaznaczyć.

Ale Martin upierał się, że w ostatnim czasie ich stosunki układały się poprawnie, nawet jeśli przyznawał, że nie do końca może nazwać Görana swoim przyjacielem.

Według protokołu nie został formalnie oskarżony o popełnienie przestępstwa, lecz Jonas Blomgren go dociskał.

– Nie umiałbym kogoś skrzywdzić. Zbyt wielki ze mnie tchórz i wolę unikać konfrontacji – odpowiedział Martin.

Podczas dwudziestominutowego przesłuchania twierdził, że zniknięcie Görana jest dla niego niepojęte. I obiecał, że się odezwie, jeśli coś mu się przypomni.

W październiku Jonas Blomgren zabrał ze Ställegården broń. Göran Lundblad miał pozwolenie na posiadanie trzech sztuk broni: dwóch strzelb i sztucera – broni myśliwskiej. Teraz sierżant wszedł do pomieszczenia, do którego podczas pierwszej wizyty tylko zajrzał: zagraconego pokoju przy kuchni, w którym stała szafa na broń.

Miał wielkość przeciętnej sypialni, około piętnastu metrów kwadratowych, i panował w nim bałagan. Poza kilkoma stosami ubrań leżały tu również czarne wypełnione śmieciami worki, butelki zwrotne i puszki, zajmujące sporą część podłogi. Tym razem Blomgren też nie wziął ze sobą psa.

Pytanie, czy policyjnemu psu udałoby się podjąć jakiś trop wśród tych wszystkich rupieci. Sierżant nie zaprzątał sobie zbytnio głowy bałaganem. Przypuszczalnie widział gorsze rzeczy. Przecież to dom samotnego mężczyzny, w którym brakuje „kobiecej ręki”.

W szafie znajdował się też nielegalny podniszczony pistolet automatyczny Browning 1900. Ponadstuletnia broń, wycofana z produkcji na początku XX wieku. To oczywiste, że pistolet był odziedziczony i został zakupiony przed pierwszą wojną światową, kiedy w Szwecji nie wymagano pozwolenia na broń.

Po przeprowadzonym 24 października 2012 roku badaniu technicznym Lars Olofsson, technik kryminalistyki, stwierdził:

Broń została wyprodukowana w Belgii. Jest w złym stanie i trzeba ją nasmarować, żeby działała.

W magazynku brakuje sprężyny.

W razie konieczności można by tym zardzewiałym pistoletem oddać strzał, lecz mechanizm nie wypchnąłby kolejnego naboju, ponieważ brakowało sprężyny. Pistolet nie mógł posłużyć jako narzędzie zbrodni. W każdym razie nie w tym wypadku.

Po pierwszym przesłuchaniu Sary i Martina we wrześniu 2012 roku przeprowadzonym przez Jonasa Blomgrena policja w Kalmarze sprawdziła najbardziej oczywiste tropy. Czynności te tylko pogłębiły wrażenie, że coś jest nie tak.

Nikt nie tankował, korzystając z karty paliwowej Görana. Od 19 października nikt nie wchodził na jego konta w Swedbank, SEB i Handelsbanken. Nie wróżyło to niczego dobrego, gdyż do tej pory na kontach biznesmena panował ciągły ruch – regularne przelewy, wypłaty, zakupy czekami. Teraz widać było tylko automatyczne przelewy, między innymi mniejsze kwoty na rachunki oszczędnościowe dzieci.

Istniała możliwość, że Göran wyjechał, bo miał na to ochotę. Wprawdzie zawsze podróżował samochodem, lecz był też oszczędny i wiedział, że parkowanie pod domem w dzielnicy Funkabo jest darmowe, teoretycznie mógł więc postawić tam auto i ruszyć w dalszą drogę innym środkiem transportu.

Nie przewoziła go jednak żadna z korporacji taksówkowych. Szwedzkie Koleje Państwowe poinformowały, że Göran Lundblad ani razu nie był ich pasażerem w 2012 roku. Koleje regionalne w regionie Öresund też nie miały jego nazwiska. Sprawdzone zostało również lotnisko, bez rezultatu. Görana Lundblada nie było na pokładzie samolotu linii Kalmar Flygs ani SAS w tych okresach, które można było sprawdzić. Wszystko to nie dawało jednak stuprocentowej gwarancji – można na przykład pojechać pociągiem bez rejestrowania się. Albo autobusem lub innym samochodem. Ale policja sprawdziła to, co dało się sprawdzić, w oczekiwaniu na jakiś znak życia z jego strony.

Śledczy Jan Bergqvist z policji w Kalmarze w notatce na temat podjętych kroków napisał:

Regularny kontakt z obiema córkami Görana, Sarą Lundblad i Marią Lundblad, jak również w matką Marii, Iriną. Żadnych nowych informacji poza tymi, które pozyskano w trakcie przesłuchań.

Maria i Irina potwierdziły podczas przesłuchania to, co wcześniej zeznała Sara: po kilkudniowej nieobecności Görana Sara zadzwoniła do swojej siostry Marii, która była w Sztokholmie i nie mogła rozmawiać. Wtedy Sara skontaktowała się z macochą.

– Jej pierwsze słowa brzmiały: „Pokłóciłam się z ojcem, a teraz zniknął”. Nie pamiętam dokładnie, ale jakoś tak – mówiła Irina na przesłuchaniu. – Sara płacze naprawdę rzadko, ale wtedy strasznie szlochała. Tak bardzo, że nie mogła normalnie mówić, chlipała i pociągała nosem.

Irina starała się ją uspokoić. Przypomniała jej, że Göran często robił to, na co miał ochotę, i chętnie chadzał własnymi ścieżkami. Może pojechał na północ oglądać swoje posiadłości w Södermanland. To, że nie odbierał telefonu, wcale nie było takie dziwne.

„Poczekaj” – radziła Irina.

W kolejnych dniach rozmawiały ze sobą kilka razy, Sara cały czas była kłębkiem nerwów. Opowiadała między innymi, że znalazła samochód Görana na Vasallgatan, że zajrzała na górę, do mieszkania, ale panował w nim zaduch, a odpływ w łazience był suchy – czyli ojca od dawna tam nie było.

– Usiłowałam ją uspokoić i znaleźć wytłumaczenie dla zniknięcia Görana. Spekulowałyśmy, że może gdzieś pojechał, żeby odciąć się od całej tej gadaniny – mówiła Irina. – Tylko że Göran nie należy do osób, które chętnie wyjeżdżają. Żyliśmy ze sobą przez siedem lat i w tamtym czasie nigdzie nie był. Ale chciałam pocieszyć Sarę i równocześnie jej pomóc.

Wniosek z rozmowy trzech kobiet – Sary, Marii i Iriny – był taki, że trzeba poczekać. Zbliżały się urodziny – 6 września Maria miała skończyć osiemnaście lat i tego Göran by nie przegapił.

Po urodzinach Marii, kiedy to ojciec nie dał znaku życia, Sara zgłosiła jego zaginięcie na policji.

Jesienią po zestawieniu wyników śledztwa w sprawie zaginięcia: zgłoszenie K18573-12, policja nie miała za bardzo na czym się oprzeć. Szereg różnych okoliczności, poszlak, przesłuchań i krótszych poufnych rozmów doprowadził tylko do tego, że stos notatek służbowych na komendzie systematycznie rósł:

• Zaginiony mężczyzna, rzadko opuszczający swoje rodzinne strony. Nie wchodził na swoje konta i nie nawiązywał kontaktu z nikim, kogo zna. Mogłoby to wskazywać na dobrowolne zniknięcie. Mężczyzna ma dość pieniędzy, żeby to zrobić. Ale trudno uwierzyć, że miałby tak po prostu zostawić całe swoje życie.

• Córka, która kilka dni zwlekała ze zgłoszeniem zaginięcia ojca. Wystarczająco długo, by zdążyć zatrzeć ślady, jeśli w jakiś sposób jest w to zamieszana. Wprawdzie rozmawiała na ten temat z najbliższą rodziną, która poradziła jej, żeby się wstrzymała, lecz mimo wszystko czekała ze zgłoszeniem niespotykanie długo. Poza tym nie zachowuje się tak, jak to mają w zwyczaju bliscy zaginionych osób. Wydaje się przekonana, że ojciec nigdy nie wróci.