Na szczycie. Nieczysta gra - K.N. Haner - ebook
Opis

„Nieczysta gra” to emocjonalny rollercoaster zakończony rozrywającym serce na strzępy finałem.

Ślub Rebeki i Sedricka zbliża się wielkimi krokami. Zakochana para pragnie założyć rodzinę i wieść idealne życie, ale w ich świecie nic nie jest proste. Czy ambitne plany dotyczące życia rodzinnego są możliwe do zrealizowania w związku tworzonym przez gwiazdę rocka i równie piękną, co szaloną, byłą striptizerkę? Czy bolesna tęsknota, wzruszająca naiwność i nieprzewidywalne eksplozje namiętności to właściwe składniki dobrego małżeństwa?
Co jeszcze może stanąć na przeszkodzie ich miłości? Rebeka i Sedrick kolejny raz będą musieli zmierzyć się z przeszłością, a także podjąć decyzje, które zaważą na życiu i szczęściu ich samych oraz najbliższych im osób.

Na szczycie. Nieczysta gra” to niesamowicie emocjonująca kontynuacja losów Sedricka i Rebeki, która w moim sercu zasiała spustoszenie, a po zakończeniu, jakie zafundowała mi autorka, długi czas nie mogłam się pozbierać. Serdecznie polecam!

Sylwia Stawska, kobiecerecenzje365.blogspot.com

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 694

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


 

 

 

 

 

 

 

W KOŃCU NADSZEDŁ TEN DZIEŃ! Dzień ślubu, który miał być początkiem lepszego życia. Nowego rozdziału, dzięki któremu mieliśmy z Sedem być szczęśliwi jak nigdy wcześniej. Po tym wszystkim, co przeszliśmy, żyłam nadzieją, że już nic nie stanie nam na drodze do naszego szczęścia. Moje czarne myśli zagłuszało uczucie, którym darzyłam Sedricka Millsa. Kochałam go tak, jak potrafiłam. Nie miałam pewności, czy moja miłość była wystarczająca, by nam się udało, ale chciałam w to wierzyć, bo nie wyobrażałam sobie życia bez Seda.

Obudziłam się już o szóstej rano, ponieważ z emocji trudno mi było spokojnie spać. Obok mnie Sed jeszcze słodko drzemał. Nie miałam pojęcia, o której przyszedł, ale dość mocno zionął alkoholem, więc jego impreza kawalerska chyba nieco się przedłużyła. Pocałowałam w policzek mojego pijanego przyszłego męża i wskoczyłam pod prysznic, by zmyć z włosów specjalną odżywkę. Efekt był powalający! Moje włosy stały się cudownie gładkie i tak ślicznie pachniały. Koleżanka Jess miała rację, że ta odżywka to genialny produkt. Ona i dziewczyna od makijażu miały przyjechać koło dziewiątej rano, więc miałam jeszcze trochę czasu.

W domu panowała cisza, bo wczoraj wszyscy zabalowali. Zeszłam do kuchni, by zjeść jakieś lekkie śniadanie, i to, co zobaczyłam… Ja pierdolę! Większego bałaganu chyba nigdy wcześniej nie widziałam. Leżało tam mnóstwo puszek po piwie, butelki, szklanki… Na dywanie w salonie dostrzegłam rozsypane chipsy i rozlany sos. „Dobra, Reb, nie denerwuj się!” – pomyślałam. To gwiazdy rocka. Wzięłam głęboki oddech i przeskakując między butelkami oraz ubraniami, dotarłam do lodówki. Swoją drogą, któryś z chłopaków musiał wczoraj robić striptiz, bo wpadły mi w oko również męskie gacie, które dyndały na jednym z żyrandoli. Na szczęście nie należały one do Seda. Wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy i zrobiłam sobie lekki twarożek. Pogoda była piękna, wręcz wymarzona na ślub, więc wyszłam na taras, by się zrelaksować i nie patrzeć na efekt tsunami pod tytułem Sweet Bad Sinful, które przeszło w nocy przez moją kuchnię. Naprawdę potrzebowałam się wyciszyć, ale na tarasie wcale nie było lepiej… Kolejne butelki, puszki i wiadro do lodu. Wiadro do lodu przy krawędzi tarasu? Uniosłam brew. Podeszłam bliżej, a moim oczom ukazał się żółtawy płyn, którym wiaderko było wypełnione prawie po brzegi. O nie!

– Kurwa! – krzyknęłam wściekła. Zrobili sobie konkurs w sikaniu do wiadra. Od razu się domyśliłam! Co za ohyda. Nie byłam pewna, czy to już przesada, czy jednak jestem w stanie to znosić. Tak właśnie miało teraz wyglądać moje życie.

Pięć.

Cztery.

Trzy.

Dwa.

Jeden…

Odliczyłam w myślach.

To nieco pomogło. Wiedziałam, kto wpadł na ten genialny pomysł. Bez zastanowienia chwyciłam wiadro i ruszyłam na poszukiwania Nickiego i Alexa. Szłam uważnie, by nie rozlać ich sików, bo zapewne puściłabym pawia. „Ja im, kurwa, dam!” – klęłam w duchu. Wpadłam do sypialni na parterze, ale tam spali Tayler, dalej mój tata i Alice, a w następnej sypialni dziewczynki. W takim razie chłopcy musieli zająć pokoje na górze. W pierwszym znalazłam Alexa, który spał z Lilly i Ryu, więc nie miałam serca ich budzić. Byłam ciekawa, czy ona w ogóle wiedziała o jego durnych pomysłach. Uśmiechnęłam się, bo Alex zarzucił na nią nogę, a biedna Lilly nie mogła się nawet ruszyć. W kolejnym pokoju znalazłam Simona i Treya. Oprócz tego także zużyte gumki na dywanie, więc w nocy chyba sporo się tu działo. Obok ich łóżka, w kołysce, słodko spała moja chrześnica i miałam nadzieję, że chociaż byli cicho. Obawiałam się, co z niej wyrośnie. Z drugiej strony byłam pewna, że niczego jej nie zabraknie. Charlotte była przez nich kochana, a chłopcy byli cudownymi rodzicami. Podeszłam i przyglądałam się chwilę tej małej, słodkiej księżniczce.

Szukając dalej, w końcu dotarłam do sypialni, w której spali Nicki i Sandra.

– Nicki! – Zapukałam delikatnie i weszłam. O dziwo, nie dostrzegłam Sandry, więc musiała wrócić do siebie, zapewne razem z Jess. – Nicki! – Podeszłam bliżej i postawiłam wiadro na szafce nocnej.

– Jezu, czego?! – odpowiedział Nicki i zakrył głowę poduszką, a następnie naciągnął na siebie kołdrę.

– Co to za jakieś durne zabawy?! – Ściągnęłam z niego pościel. O cholera! Był nagi. Starałam się nie zwracać uwagi na jego blady tyłek.

– Co? – Nicki spojrzał na mnie, a potem na wiadro, które przyniosłam. – A, to! – Wyszczerzył się głupio i położył na plecach. Od razu rzuciłam mu drugą poduszkę, by się zakrył. Nie miałam ochoty oglądać jego penisa w porannym wzwodzie.

– Tak, to! Nie mogliście po sobie posprzątać? Myślałam, że się porzygam, jak to zobaczyłam!

– Oj, daj spokój!

– Wiem, że to twój pomysł! Twój i Alexa! – Usiadłam na łóżku, zarzucając na niego kołdrę.

– Aż tak dobrze nas znasz, mała? – Wokalista zaśmiał się głośno.

– Takie pomysły tylko wam mogą przyjść do głowy! Kto wczoraj robił striptiz?

– No ja! Nie widać?! – Nicki chciał ściągnąć z siebie pościel, ale mu nie pozwoliłam.

– Rozumiem, że to był wieczór kawalerski Seda?

– Można tak powiedzieć… – odpowiedział tajemniczo.

– To znaczy?

– Oj, Jess wściekła się na Ericka, Sandra na mnie… i pojechały…

– Za co się na was wkurzyły? – zapytałam ciekawa.

– W sumie to nawet nie wiem. Jess przez tę ciążę jest taka drażliwa, chyba coś powiedziałem, a one na mnie naskoczyły… – O rany!

– Co powiedziałeś?!

– Nie pamiętam, ale Erick się wtrącił, a wtedy obie się wkurzyły i wyszły.

– Ale na ślubie chyba będą, co?! – pisnęłam. Nie chciałam w dniu własnego ślubu żadnych afer!

– Ja sobie z Sandrą poradzę, a jak Erick udobrucha swoją nienormalną żonkę, to jego sprawa… – Podsunął się na łóżku i klepnął w materac, pokazując, bym położyła się obok niego. Podkuliłam nogi i zrobiłam to.

– Nie mieliśmy okazji pogadać po…

– Wiem, Reb – przerwał mi, jakby pomyślał dokładnie o tym samym.

– Nadal masz z tym problem? – Popatrzyłam na niego niepewnie.

– To ciężki temat. Chcesz o tym gadać w dniu własnego ślubu? – Nicki westchnął głośno.

– Chciałabym ci pomóc, Nicki. Wiem, jakie to jest bagno i jak trudno się z niego wydostać…

– Mam wrażenie, że to kontroluję.

– Jasne! Każdy tak mówi! Co wczoraj brałeś?

– To co zawsze… – odpowiedział skruszony.

„Jezu! Dlaczego on zaczął brać?” – zastanawiałam się.

– Kokę?

– Tylko raz!

– Raz wczoraj… – Chwyciłam go za dłoń.

– Dziś nie wezmę…

– Dlaczego? – zapytałam wprost.

– Dla ciebie i Seda. Wiem, że on by nie chciał…

– Nicki, nie. Nie o to chodzi. Nie bierz dla siebie, a nie dla mnie czy Seda…

– Oj, nie zrozumiesz tego… – Już chciał wstać, ale mu nie pozwoliłam.

– Nie uciekaj! Nie powiem nic Sedowi, tylko daj sobie pomóc!

– Reb, ale mi nikt nie pomoże…

– Dlaczego?

– Nieważne. – Wstał, zakrywając się pościelą na biodrach.

– Ej, no! – Ruszyłam za nim. Naprawdę chciałam to z niego wyciągnąć, by mu pomóc. Zależało mi na nim, bo on przecież był częścią zespołu. Był częścią naszej rockowej rodziny.

– Nie chcę ci psuć tego dnia, mała.

– Ale powiesz mi jutro?! – Nie odpuszczałam.

– Kiedyś ci powiem! – zbył mnie i wszedł do łazienki. Ja za nim.

– Nicki, a co z tym wiadrem sików? – zmieniłam temat.

– Wlej Erickowi do wanny! On wygrał! – Nicki roześmiał się i zrzucając prześcieradło z bioder, wszedł pod prysznic.

W sumie nawet się go nie krępowałam.

– Sed też brał w tym udział?! – zapytałam ciekawa.

– Chyba tak! Pamiętam jedynie, że przegrałem i musiałem zrobić striptiz! – Pokazał, bym podała mu ręcznik. Błyskawiczny ten prysznic. Nie trwał dłużej niż minutę.

– Jedziesz do Sandry?

– Tak. Nie mam zamiaru się z nią kłócić i bezsensownie dąsać… – Wytarł swoje czarne włosy, które śmiesznie się roztrzepały.

– Dobra, to ja idę budzić Ericka, by jechał do Jess. Nie spóźnijcie się na ślub! – Cmoknęłam Nickiego w policzek i chciałam wyjść.

– Reb, dziękuję… – powiedział nagle.

Spojrzałam na niego zaskoczona.

– Za co?

– Po prostu… – odpowiedział i przytulił mnie po przyjacielsku.

– Nie ma za co, Nicki. Po to są przyjaciele, prawda?! – Uśmiechnęłam się do niego i poklepałam po nagich plecach. Zależało mi na nim jak na kimś bliskim. Tak samo jak na każdym z chłopaków z zespołu czy na moim kochanym Treyu.

– Idź szukać Waltera.

– Właśnie taki mam zamiar! – Wróciłam do pokoju i wzięłam wiaderko ze sobą.

– Będziesz śliczną panną młodą, Reb! Naprawdę wszyscy się cieszą z waszego ślubu!

– Dzięki, Nicki! Do zobaczenia! – odpowiedziałam, zostawiłam go i skierowałam się do sypialni, w której spał Erick.

Był sam, więc weszłam po cichu i ruszyłam do łazienki, gdzie do wanny wylałam ohydną zawartość wiaderka i wrzuciłam je do środka. Narobiłam przy tym sporego hałasu. Erick zerwał się z łóżka i w samych majtkach przybiegł do łazienki. Stanął w progu, był cudownie zaspany, a mnie zaparło dech w piersi. Boże!

– Wasza łazienka jest zajęta? – zapytał niewyraźnie. Chyba nie był za trzeźwy, ale mimo to wyglądał nieziemsko seksownie. Kurwa! Tak dawno nie widziałam go prawie nagiego. Moje myśli niczego mi nie ułatwiały i zapuszczały się w rejony, w które nie powinny.

– Wręcz przeciwnie. Przyniosłam ci twoje wczorajsze trofeum! – Przypomniałam sobie, po co do niego przyszłam. Nagle uświadomiłam sobie, że nie chciałam na niego krzyczeć, tylko sobie popatrzeć na to, jak na przykład bierze prysznic. „Reb, kurwa! O czym ty myślisz?!” – zganiłam się w duchu.

– A, dziękuję bardzo! Podobno wygrałem! – Roześmiał się i wszedł do środka. Ten cudowny dźwięk sprawił, że cała złość na niego momentalnie mi przeszła.

– Mam ci pogratulować tego, że zasikałeś cały taras?! – Uniosłam brew, udając oburzoną.

– Ja?! Ja właśnie nie zasikałem! Wygrałem, czyli trafiałem najwięcej! – Erick nagle podszedł zadowolony i objął mnie.

Jezu! Dlaczego takie myśli musiały dopaść mnie w dniu mojego ślubu?

– Niech ci będzie, a teraz powiedz: o co poszło wczoraj z Jess i Sandrą? – Starałam się jakoś opanować. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że Erick nigdy nie będzie mi obojętny, ale to nie był dobry czas na analizowanie tego wszystkiego.

– A, to nic poważnego! Jess jest przewrażliwiona na temat swojego wyglądu. Nicki zażartował, że jeśli będzie jadła pączki, to się zrobi okrągła jak pączek… – Erick wywrócił oczami i spojrzał na mnie. Chyba nieźle wczoraj zabalowali, bo trzeźwy to on na pewno nie był.

– Nie jedziesz do niej? – zapytałam niepewnie.

– A po co? Pofocha się trochę i jej przejdzie. Nie będę jej za każdym razem głaskał po główce i mówił „Nie, kochanie, nie będziesz wyglądać jak słoń”. W końcu jest w ciąży, urośnie jej brzuch i musi to zaakceptować…

Irytacja w jego głosie była bardzo wyraźna.

– Przecież nic po niej jeszcze nie widać!

– No właśnie! A ona już przeżywa! O Boże, rozstępy! O Boże, ale jestem gruba! Nasłuchałem się tego przez dwa dni i już mam dość…

– Dasz radę, Erick. Wiesz, jaka ona jest! – Spojrzałam na niego wesoło.

– Czasami mam wrażenie, że w ogóle jej nie znam, Reb. Ma takie humory, że ty przy niej to pestka… – odpowiedział i spojrzał na mnie tak intensywnie, że zaparło mi dech w piersi.

– Ale ją kochasz, prawda? – zapytałam cicho. Tak bardzo chciałam, by był szczęśliwy, a widziałam, że było zupełnie odwrotnie. To wszystko chyba go przerastało, a ślub mój i Seda dodatkowo go dołował.

– Pewnie, że tak! – odpowiedział jakby w złości i puścił mnie.

„Cholera, powiedziałam coś nie tak?” – zastanawiałam się.

– Wytrzeźwiejesz do ślubu? – zapytałam, bo doskonale wiedziałam, że Erick już nie chciał ze mną rozmawiać. Powstał między nami mur. Nigdy wcześniej tego nie czułam. To było bardzo dziwne i nieprzyjemne uczucie.

– Nie martw się. Jestem świadkiem, nie nawalę… – Erick nawet na mnie nie patrzył. Dotarło do mnie, że powinnam dać mu spokój.

– To do zobaczenia… – odpowiedziałam cicho, wyszłam z łazienki, a następnie poszłam do mojej sypialni. Nie wiedziałam, jak powinnam z nim rozmawiać. Nie widzieliśmy się dwa tygodnie, ale rozmawialiśmy kilka razy przez telefon i wydawało mi się, że wszystko było w porządku. Myślałam, że Erick cieszy się z dziecka, że układa się między nim a Jess. Kurwa, no! Akurat tamtego dnia powinnam myśleć tylko o sobie i Sedzie! O nikim innym!

Wzięłam się w garść i gdy tylko zobaczyłam śpiącego Sedricka, zrobiło mi się lepiej. Za kilka godzin ten cudowny facet miał zostać moim mężem. Wskoczyłam jeszcze na chwilę do łóżka, by z nim poleżeć. Plan był taki, że Sed razem z chłopakami mieli jechać na miejsce wcześniej, a my, dziewczyny, miałyśmy się szykować w domu. Zobaczyć go miałam dopiero przed ołtarzem i nie mogłam się tego doczekać. Objęłam go mocno, wtuliłam się w jego plecy, a po chwili lekko przysnęłam.

– Milutko… – obudził mnie głos Seda.

Nadal byłam do niego przytulona, ale dłoń bezwiednie trzymałam na jego porannym wzwodzie. Nie otwierałam oczu, ale uśmiechałam się szeroko.

– A za kilka godzin będę to mogła robić na legalu… – Przeciągnęłam się i spojrzałam na Seda.

On patrzył na mnie, opierając się o wezgłowie łóżka, był nagi i cholernie napalony.

– Nie mam nic przeciwko, byś ostatni raz zrobiła to nielegalnie, maleńka… – Podciągnął mnie do siebie i pocałował. Namiętnie i mocno, tak jak najbardziej lubiłam.

– W domu jest za dużo ludzi. Zaraz nam ktoś wlezie… – starałam się opierać. Też miałam na niego straszną ochotę, ale znając nasze szczęście, właśnie tak by było. Wparowałby tu Erick albo Simon, albo, co gorsza, mój tata.

– Mała, ale ja nie wytrzymam do nocy. Szybki numerek i po sprawie! – powiedział Sed.

I po sekundzie już pod nim leżałam. Nie opierałam się, bo po co? To w końcu był mój facet, prawie mąż. Bezwstydnie ściągnęłam sobie koszulkę przez głowę i oplotłam go nogami w pasie. Nie było czasu na grę wstępną. Silna dłoń Sedricka powędrowała do moich spodenek i bezceremonialnie wsunęła się pod gumeczkę materiału. Zaśmiałam się, widząc zadowoloną i bezczelną minę Seda. Pocałował mnie ponownie, a ja zaczęłam głaskać delikatnie jego brzuch i sunąć dłonią coraz niżej, aż do penisa.

Sed zamruczał niecierpliwie i wypchnął biodra. Był aż taki napalony? Ten facet nigdy nie przestawał mnie zadziwiać, a fakt, że to ja działałam na niego w taki sposób, sprawiał, że czułam się dowartościowana i bardziej atrakcyjna. Chwyciłam członek w dłoń i ścisnęłam mocniej. Był jak zawsze twardy i gotowy. To także mi schlebiało i nie ukrywałam tego, jak bardzo podobało mi się jego ciało. Czy kiedykolwiek wcześniej przeszło mi przez myśl, że mój facet będzie uosobieniem kobiecych fantazji? Połączeniem gwiazdy rocka, niegrzecznego chłopca i zadziornego słodkiego drania? Nie, ale wtedy już wiedziałam, że nie zamienię go na żadnego innego. Nigdy.

– Uwielbiam twoje dłonie, maleńka… – wymruczał z zamkniętymi oczami.

Jego penis drgał niecierpliwie, a ja ścisnęłam go mocniej i zanurkowałam pod kołdrę. Gdy oblizałam główkę, Sedrick praktycznie krzyknął, na co zareagowałam szerokim uśmiechem. Objęłam go ustami i wessałam do środka, także seksownie przy tym mrucząc. Boże! Uwielbiam smak swojego faceta, może nie przepadałam za połykaniem, ale byłam pewna, że i do tego się z czasem przekonam. Zaczęłam go ssać, lizać i pieścić główkę, a dłonią nadal masowałam go na całej długości. Był taki gruby i twardy. Cały mój, moja cipka pulsowała, domagając się, by nią też ktoś się zajął. Sed oczywiście długo nie czekał. Chwycił mnie tak, że klęczałam nad nim, nadal robiąc mu dobrze ustami, a on miał doskonały dostęp do mojej cipki. Wessał się w nią zachłannie i mocno, aż krzyknęłam, przerywając na chwilę jego pieszczotę. Orgazm przyszedł bardzo szybko, bo Sed był królem minety. Doprowadził mnie do obłędu dosłownie w kilku liźnięciach, a ja starałam się skupić na tym, by nadal go pieścić. Oboje się jednak zapomnieliśmy i byliśmy trochę zbyt głośno.

– Ja wszystko rozumiem, ale możecie być odrobinę ciszej, gdy w domu jest pełno dzieci… – usłyszeliśmy nagle głos Briana.

O kurwa! Zrobiłam się czerwona i zeszłam z Seda, wtulając się w niego. Brian się roześmiał, a Sed, jak gdyby nigdy nic, chciał wstać i się przywitać.

– Nie odkrywaj nas! – pisnęłam, bo przecież byliśmy oboje nago. Nie no, oni w ogóle nie mieli wstydu. Okej, przy chłopakach mogłam znosić, że Sed chodził z fujarą na wierzchu, ale chyba nie miał zamiaru tak paradować na oczach brata?

– Oj, mała, daj spokój! – Wyszedł spod kołdry i chwycił bokserki z podłogi. Na szczęście mnie nie odkrył.

Wyjrzałam spod pościeli i zażenowana przywitałam się z Brianem machnięciem ręki.

– Kiedy przylecieliście? – Sed wpadł w ramiona brata i wyściskał go serdecznie.

– Jakąś godzinę temu, ale bagaż nam zaginął i musieliśmy czekać na lotnisku.

– Jesteś sam?

– Nie, z dzieciakami, Jill została, bo źle się czuje.

– Szkoda, że jej nie będzie. – Włożyłam koszulkę oraz majtki i także wstałam.

– Chciała lecieć, ale lekarz jej zabronił. My też jesteśmy tylko do niedzieli i wracamy, nie chcę, by Jill była sama.

– Nie no, jasne. Dobrze, że chociaż wy jesteście!

Brian objął mnie i pocałował w policzek na przywitanie.

– No dobra, a teraz żegnaj się z narzeczoną i spadamy. Limuzyna już czeka – powiedział i uśmiechnął się psotnie.

O nie! Już się bałam, co oni wymyślili.

– Jaka limuzyna?! – zapytaliśmy z Sedem w tym samym momencie.

– Jedziemy już do posiadłości, a dziewczyny przyjadą dopiero na ślub. Chodź, bracie! – Brian ponaglił Seda, który wcale nie chciał wychodzić. Głównie dlatego, że jeszcze nie skończyliśmy naszych porannych, ostatnich przed ślubem igraszek.

– Idź, Sed. Zobaczymy się za kilka godzin… – Wspięłam się na palce i chciałam go pocałować. Złapał mnie w pasie, przeszedł do łóżka i rzucił mnie na nie. Pisnęłam i roześmiałam się. Sed był taki gwałtowny, a z drugiej strony delikatny i czuły.

– Brian, daj nam pięć minut! – Pokazał palce jednej dłoni i już ściągał mi majtki. Co ja się miałam przejmować? Chyba nakryli nas już wszyscy, którzy tylko mogli, a mnie nie powinno już to krępować.

– Ani chwili dłużej! Za pięć minut wracam! – Brian wyszedł, śmiejąc się w głos, i zamknął drzwi.

– Mam nadzieję, że spodoba ci się moja suknia… – wtrąciłam, zanim Sed ponownie ściągnął mi koszulkę.

– Oj, na pewno, maleńka, a teraz wybacz, ale zamknij się i daj mi się szybko przelecieć… – Wyszczerzył się złośliwie i tylko lekko zsunął swoje bokserki. Jego oczy i dołeczki w policzkach sprawiały, że każdej kobiecie miękły nogi. Jak miałam mu się oprzeć? Już sekundę później wsunął się we mnie jednym pchnięciem i na moment zastygł.

– Och, Sed… – Objęłam go mocno i pocałowałam. Gdy nasze usta się zetknęły, on zaczął się poruszać. To faktycznie był szybki numerek. Kiedy skończył, zaśmiałam się, że ma chyba jakiś timer w tyłku, bo dosłownie po chwili znowu przyszedł Brian.

***

Gdy już wszystkie chromosomy Y opuściły dom, nastała błoga cisza. Do momentu, aż obudziły się dzieciaki. Julia od razu zaczęła strzelać fochy, Charlotte marudziła w foteliku, Selena, Ethan i Betty byli grzeczni do chwili, w której Ryu zaczął rzucać we wszystko i wszystkich płatkami miodowymi z mlekiem. Nie miałam ani siły, ani ochoty na taką walkę, ale na szczęście z odsieczą przyszła Alice i rozgoniła towarzystwo. Ja zajęłam się Charlotte, Lilly wzięła Ryu, a reszta dzieciaków jakoś zajęła się sobą pod moim okiem. Zaskoczyło mnie, jak Julka potrafiła zaaranżować fajne zabawy. Chyba pasowała jej taka rola, gdy mogła wszystkim rządzić. Miała to zapewne po tatusiu. Na samo wspomnienie tego psychola przeszedł mnie dreszcz. Nadal nie pamiętałam, co działo się przed porwaniem. W głowie miałam jedynie obrazy, pojedyncze sceny, głównie te, jak mnie bił. Wypierałam te myśli za każdym razem, gdy wracały. Przez ostatnie dwa tygodnie, gdy nie było przy mnie Seda, często miewałam te sny. Z jednej strony chciałam przypomnieć sobie wszystko, a z drugiej tak mi było dobrze i nie chciałam niczego komplikować.

Na szczęście wkrótce przyjechały: Jess, Sandra i ta koleżanka, która miała nas malować i czesać, wraz z asystentką. Salon zamienił się w salon piękności. Na pierwszy ogień poszłam oczywiście ja. Maseczki, manicure, pedicure, masaż całego ciała, przy którym prawie usnęłam. Było mi tak przyjemnie, że całkowicie się zrelaksowałam i przestałam stresować. Doskonale wiedziałam, jak chcę wyglądać przed ołtarzem, i przekazałam tę wizję naszej fryzjerce. Podzielała moje zdanie i powiedziała, że fryzura będzie pasowała do sukienki. Usiadłam więc w fotelu i poddałam się dalszym zabiegom. Z makijażem lekko zaszalałam, bo dałam się namówić na naprawdę wyraziste oczy. Już wtedy wiedziałam, że Sedrickowi się to spodoba. Nie mogłam się doczekać, gdy w końcu zobaczę go przed ołtarzem, w gronie rodziny i przyjaciół. Najbliższych nam osób, które były dla nas najważniejsze. Całe to szykowanie okazało się nie tak straszne, jak się spodziewałam. Gabriela i Sophia trochę marudziły, bo chciały wyglądać zdecydowanie doroślej, jednak Alice nie pozwoliła im na zbytnią ekstrawagancję. Sama ubrała się skromnie, ale jest tak piękną kobietą, że wyglądała cudownie. Wiedziała, że mój ojciec oszaleje na jej widok. Zresztą on i tak za nią szalał. Miło było patrzeć na szczęśliwe małżeństwo. Moja matka nie potwierdziła przybycia na ślub i choć było mi z tego powodu przykro, to z drugiej strony wolałam uniknąć ich spotkania. Na pewno byłoby niezręcznie, gdyby się pojawiła, a ja nie chciałam, by ojciec źle się bawił.

Koło trzeciej po południu wszystkie byłyśmy już gotowe, więc mogłyśmy jechać do posiadłości, by tam się przebrać i zacząć ceremonię. Nie ukrywałam, że znowu zaczęłam się lekko denerwować, choć sama nie wiem czemu. W limuzynie otworzyłyśmy z dziewczynami szampana i wszystkie prócz Jess i Jenn wypiłyśmy po dwa kieliszki. Lekko chichocząc i w cudownych humorach, dotarłyśmy na miejsce godzinę przed wielką chwilą. Miałam nadzieję zobaczyć Seda, ale dom podzielony był na dwie części i weszłyśmy innym wejściem, by nie mieć styczności z facetami. Takie oczekiwanie było fajne, bo czułam, jak w moim podbrzuszu latała chmara motyli. To cudowne uczucie podekscytowania, podniecenia i radości miało mi towarzyszyć już do końca życia. Wiedziałam, że Sedrick Mills to mężczyzna, przy którym nigdy nie będę się nudzić, który nigdy nie pozwoli mi się martwić o cokolwiek. Wiedziałam też, że mogę mu ufać, i najważniejsze było to, że oboje bezgranicznie się kochaliśmy. Zgarnęłam kolejny kieliszek szampana i poszłam do pokoju, gdzie czekała na mnie już moja sukienka. Poprosiłam więc Alice, by pomogła mi się ubrać.

– Wiem, że nie powinnam, ale chyba się zaraz rozpłaczę… – załkała Alice, gdy tylko zobaczyła suknię.

Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się.

– Ja sobie obiecałam, że nie będę płakać.

– To takie niedorzeczne, bo nie jesteś moją córką, ale…

– Nic nie musisz mówić, Alice. Jesteście dla mnie rodziną. Ty, tata, Tayler i dziewczynki…

– Czuję się, jakbym wydawała za mąż własną córkę…

Podałam jej chusteczkę i przytuliłam ją. To była naprawdę cudowna kobieta. Taka ciepła, dobra i niesamowita. Ledwo się powstrzymałam, by się nie rozkleić. Te wszystkie emocje zaczęły mi się udzielać, a gdy przyszły do nas Sandra i Jess, uroniłam kilka łez.

– Jezu, Sedrick naprawdę oszaleje, gdy cię zobaczy! Ta suknia jest przezajebista! – pisnęła Jess. Na szczęście dobrze się czuła tego dnia i humor jej dopisywał. Chyba pogodzili się z Erickiem, a przynajmniej miałam taką nadzieję.

– Nie mogę się już doczekać! – Podskoczyłam radośnie. Chyba nigdy nie byłam taka szczęśliwa jak w tym momencie.

Dziewczyny pomogły mi pozapinać guziczki z tyłu sukienki i włożyć buty. Poprawiłam delikatnie włosy, które upięte były w kucyk z przedziałkiem na środku głowy i lekko pofalowane na końcach. To romantyczna i lekka fryzura, którą zobaczyłam w katalogu ślubnym, bardzo ładnie wyglądała również pod niedługim i delikatnym welonem.

– Idziemy? – pośpieszyła nas Alice, która starała się panować nad wszystkim. Dobrze, że chociaż ona wiedziała, co się dzieje, bo już mi szampan lekko szumiał w głowie.

Gdy zobaczyłam Charlotte w ślicznej białej sukieneczce, na rękach mojego taty, zachciało mi się wyć. Pierdolone emocje! „Nie no, nie mogę się popłakać. Nie mogę!” – powtarzałam w myślach.

– Idziemy, córciu? – Tata wyciągnął do mnie dłoń.

Zobaczyłam, że oczy błyszczały mu ze wzruszenia.

– No chyba nie ma już odwrotu – zażartowałam, a tata spojrzał na mnie niepewnie.

– Kochanie, jeśli nie jesteś pewna…

– Tato, jestem pewna! Jak niczego innego! Chodźmy! – Wzięłam Charlotte i podałam ją Alice.

Dziewczyny poszły już do głównej altanki, w której miała się odbyć cała ceremonia. Nawet nie wiedziałam, czy jest przyozdobiona tak, jak zaplanowałam, ale to już nie miało znaczenia.

– Rozmawiałem z Gabrielem – zagadał tata, gdy czekaliśmy przy wyjściu do ogrodu.

Przez namiot nie widać było jednak niczego ani żadnego z gości, a ja byłam coraz bardziej niecierpliwa.

– O czym? – Spojrzałam na niego.

– O tym prezencie, który on dla was ma…

– O udziałach w Follow Records?

– Tak.

– I co?

– I stwierdziłem, że także się dołożę, byście mieli tam ponad pięćdziesiąt procent.

Zrobiłam wielkie oczy.

– Ale, tato…

– Nie martw się, prezent od nas też jest! – dodał zadowolony.

– Oszalałeś chyba. To przecież tyle pieniędzy… – Pokręciłam głową z niedowierzaniem.

– Oj, przyda wam się taki rodzinny samochód.

– Kupiłeś samochód?! – pisnęłam.

– Taki duży, rodzinny…

– Sed wie, że kupiłeś nam samochód?

– Oczywiście, że tak. Sam go pytałem, jakie lubi auta i jaki kolor chcecie.

– A może ja wolę inny kolor! – udałam oburzoną.

– Wybrał czarny i poprosił o specjalne miejsca na twoje ulubione lodowe szejki oraz schowki na kosmetyki. – Uśmiechnął się. Ja również.

– Widzisz, jak on mnie kocha. Jak mam nie być pewna, tato… – Objęłam ojca.

– Widzę, widzę, kochanie, ale pamiętaj, że cokolwiek się stanie, zawsze możesz się do mnie zwrócić. Zawsze… – Ucałował mnie w oba policzki i pogładził po plecach.

– Wiem, tato. Kocham cię! – Uśmiechnęłam się i go przytuliłam. Nigdy nie sądziłam, że wyjdę za mąż, a to, że przed ołtarz prowadził mnie mój ojciec, to był już kompletny szok.

Po chwili czułości i próbie opanowania kolejnych łez usłyszałam muzykę. Lekka melodia grana na skrzypcach wywołała ciarki na moim ciele. Boże! To się działo naprawdę. Ruszyliśmy powoli pod rękę w stronę alejki prowadzącej do altany. Nogi mi drżały. Cholera! Denerwowałam się strasznie, ale to chyba normalne. Wyszliśmy zza rogu, by stanąć dokładnie naprzeciwko specjalnie przygotowanego ołtarza, który znajdował się jakieś dwadzieścia metrów od nas. Wszyscy goście wstali jak na zawołanie i spojrzeli na mnie. Musiałam się przyzwyczaić, że tego dnia ja będę w centrum uwagi. Zerknęłam tylko na ozdoby z kwiatów – były zupełnie inne niż te, które wybrałam, ale na szczęście wyglądały cudownie. Różowo-kremowe kwiaty, podwieszane girlandy z materiału i mnóstwo kryształowych lamp i żyrandoli. Idealnie! Podniosłam wzrok na ołtarz i zobaczyłam Sedricka. Zaparło mi dech w piersi na widok tego faceta. Ubrany w klasyczny czarny garnitur, białą koszulę, białą kamizelkę i biały krawat wyglądał obłędnie. Po jego stronie ołtarza kilka kroków za nim stał Erick. Obaj uśmiechali się szeroko. Jego świadek miał na sobie także czarny garnitur, złotą kamizelkę i czarną muszkę. Również się uśmiechnęłam, widząc ich w takim eleganckim wydaniu. No i Trey – włożył dokładnie taki sam strój jak Erick. Nie chciałam patrzeć na gości, bo obawiałam się, że kiedy zobaczę, że ktoś się wzruszył, to i ja kompletnie się rozkleję. Gdyby nie tata u mojego boku, pewnie nie dałabym rady normalnie iść. Nogi nadal mi drżały, a dłonie się spociły. O rany! Nie sądziłam, że to będą aż takie emocje. Z każdym krokiem coraz bardziej czułam na sobie intensywne spojrzenie Sedricka. Dopiero gdy byłam kilka metrów od ołtarza, odważyłam się spojrzeć prosto w jego oczy. Dokładnie takiej reakcji oczekiwałam. Wpatrywał się we mnie zachwycony, a najlepsze było to, że na jego spodniach odznaczał się wzwód. Mój Boże! Ten facet nigdy nie potrafił się opanować. Zaśmiałam się lekko, a on doskonale wiedział dlaczego. Puścił mi oczko i w tym momencie przestałam się denerwować, a przynajmniej tak mi się wydawało. Stanęliśmy z ojcem przed schodkami, przodem do siebie, a Sedrick podszedł do nas i powiedział po cichu:

– James, twoja córka to najpiękniejsze stworzenie na świecie. – Uścisnął dłoń mojego ojca, a tata objął go i szepnął mu coś do ucha. Wtedy obaj się uśmiechnęli i spojrzeli na mnie. – Czas się ochajtać, mała! – Wyciągnął do mnie dłoń i czekał na pozwolenie ojca.

– Oddaję cię w ręce dobrego faceta, Rebeko. Kochajcie się mimo wszystko… – Głos mu zadrżał.

– Och, tato… – Objęłam go i przytuliłam się.

Ucałował mnie w czoło i podał moją dłoń Sedrickowi. Ledwo powstrzymałam łzy, już któryś raz z kolei. Nawet nie chciałam patrzeć na Ericka i Treya. Podeszliśmy z Sedem do ołtarza i stanęliśmy naprzeciwko naszego pastora. Był to starszy człowiek, bardzo sympatyczny, uśmiechał się szeroko i szczerze. Miałam w głowie miliony myśli, przez jedną sekundę pragnęłam uciec ze strachu, ale to minęło. To taka jedna maluteńka niechciana myśl, którą zapewne każdy ma w takiej chwili. Stanęliśmy obok siebie, ja po lewej, Sedrick po prawej stronie, no i nie było już odwrotu. Nie chciałam odwrotu, pragnęłam zostać jego żoną, matką jego dzieci, cieszyć się z każdego dnia. Być z nim na zawsze.

Byłam wzruszona do granic. Popatrzyłam na Sedricka, zerknęłam na Ericka, a potem na mojego ojca, na Taylera i… tama pękła. Zasłoniłam usta, ale to nic nie dało. Pierwsze łzy spłynęły mi po policzkach, niszcząc mój makijaż, ale w tym momencie to nie miało znaczenia. Pastor uśmiechnął się lekko i patrzył pytająco, czy wszystko w porządku. Mrugnęłam kilka razy, by się uspokoić. Zaskoczyło mnie, jak bardzo opanowany był Sed. Wpatrywał się we mnie i widziałam, że się w ogóle nie denerwował. Wyciągnął w moją stronę dłoń, chwyciłam ją, a on przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. W tym momencie wszystko przestało mieć znaczenie. Byliśmy tylko ja i on. Minęła chwila, zanim pastor delikatnie zasugerował, że trzeba zaczynać ceremonię. Jakimś cudem się opanowałam, ale w momencie gdy Julka na małej poduszce przyniosła nasze obrączki, znowu zebrało mi się na płacz. Obrączki były piękne, platynowe. Razem tworzyły jedną całość przedstawiającą kulę ziemską, a osobno każda wyglądała niepowtarzalnie. Tak jak my z Sedem byliśmy niepowtarzalni, ale razem tworzyliśmy jedność. Cholera, no! Obiecałam sobie, że nie będę płakać, a zbierało mi się na łzy już po raz trzeci.

– Panna młoda nam się troszkę wzruszyła – powiedział do mikrofonu pastor.

Sed pocałował mnie w czoło i pogładził po policzku. Spojrzałam na Simona, który też miał łzy w oczach… Nie no, kurwa mać! Obejrzałam się na Treya, a ten to samo. Wzięłam mikrofon do ręki i głośno powiedziałam:

– Możecie przestać płakać, do cholery?!

Wszyscy w altanie ryknęli śmiechem, więc i ze mnie zeszły emocje. Roześmiałam się i poczułam tak szczęśliwa jak nigdy wcześniej.

– Już w porządku? – zapytał cicho Sedrick i dopiero teraz doleciał do mnie zapach alkoholu. Już rozumiałam, dlaczego był spokojny i opanowany. Chlapnął sobie z chłopakami przed ceremonią. No wiecie co!

– Gdybym wiedziała, też bym wypiła więcej szampana – odpowiedziałam, mrużąc oczy, bo było to dość niepoważne z jego strony.

– Inaczej nie dałbym rady, mała. Nie strzelaj fochów, bo nawet jeszcze nie zostałaś moją żoną – odpowiedział z typową dla siebie ironią i uśmiechnął się tak, jak tylko on potrafił, po czym chciał pocałować mnie w usta.

– Jeszcze nie, panie Mills! – Odsunęłam się. – Dopiero po ślubie – dodałam i także się drwiąco uśmiechnęłam. Czułam, że Sed tak się upije, że będę go do domu ciągnąć za nogę.

– No to na co czekasz? Pastorze, możemy zaczynać. – Puścił mnie i odwrócił nas w stronę ołtarza.

Wzięłam kolejny głęboki oddech, by się uspokoić. Nadal cała drżałam, ale przynajmniej nie chciało mi się już płakać. Pastor zaczął swoją standardową, jak to na ślubach, gadkę, ale ja go nawet nie słuchałam. Co chwilę zerkałam na Seda, który był tak uroczo podchmielony, że ledwo mogłam opanować śmiech. Starał się być skupiony i poważny, a to było takie zabawne. Erick widział moje rozbawienie i puścił mi oczko. Sam nie był w lepszym stanie. Odwróciłam się i zerknęłam na Treya, który w ogóle miał zamknięte oczy i lekko się kiwał. No, kurwa, pięknie. Pan młody i dwóch świadków narąbanych jak meserszmity, a my jeszcze nawet przysięgi nie złożyliśmy.

Gdy w końcu przyszła ta chwila, modliłam się w myślach, by Sed nie zapomniał słów. Każde z nas ułożyło przysięgę samo i ja swoją znałam na pamięć, ale nabrałam obaw, że jego stan… Popatrzyłam na niego, a on uśmiechał się głupkowato. Na pytanie, czy ktokolwiek zna powody, by nasze małżeństwo nie zostało zawarte, wstrzymałam oddech. Nie miałam pojęcia dlaczego. Na szczęście chłopcy odpuścili sobie głupie żarty i żaden się nie odezwał. Chyba dostałabym zawału.

– Podajcie sobie dłonie – powiedział pastor, a ja ze zdenerwowania pomyliłam dłonie.

„Boże! Niech to się skończy” – błagałam w myślach. Wszyscy patrzyli tylko na nas, a mnie zabrakło języka w gębie. Pastor patrzył i dawał znać, bym zaczynała, a ja stałam jak kołek. Sed za to pokazywał, bym się uspokoiła, i ścisnął mnie delikatnie. Po chwili puściłam jego dłoń, wzięłam z poduszeczki obrączkę i byłam w stanie wsunąć ją na palec mojego ukochanego.

– Sedricku… – zaczęłam cichutko. Głos mi drżał, zresztą podobnie jak całe ciało. – Ślubuję ci, że nie będę dla ciebie jedynie żoną… – Patrzyłam mu prosto w oczy i znowu zebrało mi się na płacz. Boże, Reb, weź się w garść. To najważniejszy dzień twojego życia, a ty ryczysz, jakby to był pogrzeb, a nie ślub. – Ale także przyjaciółką, u której zawsze znajdziesz zrozumienie, która będzie patrzeć na świat z dystansem. Będę dla ciebie tą, która podzieli z tobą twoje pasje. Ofiarowuję ci całe swoje serce i głowę pełną myśli o tobie oraz całą siebie, ze swoimi wadami i zaletami. – Po tych słowach Sed uśmiechnął się szeroko. On chyba nie widział we mnie żadnych wad. – Oddaję ci po prostu całą swoją bezwarunkową miłość. Będę cię wspierać, kiedy ciemne chmury trosk przysłonią słońce naszego szczęścia, obiecuję ci ciepło w zimne dni, ufność i zdolność przebaczenia. Oddaję ci serce z miłości. Tylko ciebie miłuję i nie cofnę nigdy tego, co ci dzisiaj ślubuję. Przysięgam, biorąc na świadka Boga i wszystkich tu obecnych, że uczynię cię najszczęśliwszym z ludzi, na zawsze… – Ostatnie słowa to prawie szept. Kwiliłam cichutko, patrząc na niego. Doskonale wiedziałam, że miał ochotę mnie objąć i przytulić, ale musiał jeszcze chwilę poczekać. Usłyszałam od strony ławek ciche łkanie Jess i Jenn. O matko! Nawet tam nie patrzyłam, by się nie popłakać.

– Sedricku, teraz ty. – Pastor uśmiechnął się i kiwnął głową w jego stronę.

Sed wziął moją obrączkę i szybko założył mi ją na palec, ściskając mocno moją dłoń. Och! Teraz byłam już tylko jego.

– Maleńka… – zaczął głośno i pewnie. Zazdrościłam mu tego opanowania. – Ślubuję ci zastąpić twojego Anioła Stróża, gdy ten będzie chciał wziąć urlop, kiedy będzie załamywał nad tobą ręce i skrzydła, ja wtedy będę… – W gardle stanęła mi jedna wielka gula. Myślałam, że wypowiedzenie własnej przysięgi to ogromne przeżycie, ale to… – Mnie nigdy nie zabraknie sił. Podam ci rękę, gdy będziesz tonęła, stanę twarzą w twarz, oko w oko z twoim wrogiem, nigdy nie będę się bać. – Kąciki ust mi zadrżały. Zaczęłam płakać, bo doskonale wiedziałam, o czym mówił. Boże, on tak mnie kochał. – Gdy wieczorem po ciężkim dniu zechcesz spać, ja wtedy będę odstraszać złe sny i szeptać ci czule do ucha: Nie bój się, śpij spokojnie, ja tu jestem, ochronię cię od wszelkiego zła. Ślubuję ci prawdę, tak piękną i tak zwyczajną, tę w słońcu i w deszczu. Prawda jest mocą, najważniejszą potęgą, niech prawdą będzie wypełnione nasze życie… – Skończył i nie wytrzymał. Przyciągnął mnie do siebie, pocałował w dłoń, na którą właśnie włożył mi obrączkę, i objął z całych sił. Dopiero teraz czułam, że on także drżał. To mój Sedrick. Szczery, kochany i najlepszy na całym świecie.

– Kocham cię… – wyszeptałam i podniosłam głowę, by spojrzeć prosto w jego cudowne szmaragdowe oczy.

– Ja ciebie też, maleńka. – Sedrickowi zadrżał głos, a po chwili spojrzał na pastora, czekając na to jedno zdanie.

Pastor uśmiechnął się szeroko.

– Strasznie im się śpieszy! – Rozbawiony rozejrzał się po gościach i dodał po chwili: – Ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować panią Mills, Sedricku!

– No nareszcie! – Sed nie czekał ani sekundy dłużej. Oderwał mnie od ziemi i mocno pocałował. To była jego obietnica, przepełniona miłością i pragnieniem.

Objęłam go i odwzajemniłam nasz pierwszy małżeński pocałunek. Gdzieś w tle usłyszałam wybuchy radości i oklaski, ale to nie miało dla mnie znaczenia. Najważniejsze było to, że całował mnie mój mąż.

– Jesteś mój – jęknęłam w jego usta, uśmiechając się szeroko.

– Od zawsze i na zawsze, maleńka. – Przygryzł moją wargę i ledwo udało nam się pohamować przy tych wszystkich ludziach.

– Ej, możecie już skończyć? Jeszcze wesele musi być! – Usłyszałam głos Simona stojącego niedaleko z małą Charlotte na rękach.

Oboje z Sedem spojrzeliśmy w stronę gości, wszyscy uśmiechali się szeroko i szczerze. To była najcudowniejsza chwila mojego życia.

– Przedstawiam wam panią Rebekę i Sedricka Millsów! – zakończył pastor, a Sed niespodziewanie chwycił mnie na ręce i pocałował ponownie, po czym ruszył środkiem do wyjścia z altany.

– Jeszcze prezenty i życzenia! – krzyknął za nami Erick.

– Każ wszystkim iść do ogrodu, my wrócimy za… – Sed spojrzał na mnie, a ja dyszałam z pragnienia, podniecenia i szczęścia. – Będziemy, jak wrócimy! – dodał i skierował się w stronę domu.

Pomachałam Erickowi i wszystkim gościom, którzy patrzyli w naszą stronę.

– Sed, a wypada tak? – zapytałam.

– To nasz ślub i nasze wesele. Nam wszystko wypada, maleńka. – Jednym ruchem przerzucił mnie sobie przez ramię, a ja pisnęłam i klepnęłam go w tyłek.

„Boże! Zaraz będę kochać się z moim mężem i nie mogłam się tego doczekać” – myślałam podekscytowana.

Minęliśmy namiot, w którym miało się odbyć wesele, i skierowaliśmy się w stronę parkingu.

– Nie idziemy do domu? – spytałam.

Wisiałam na jego ramieniu jak lalka, ale przynajmniej mogłam podziwiać jego cudowny tyłek i nie przepuściłam okazji, by mu dać kolejnego klapsa.

Sed zaśmiał się głośno i oddał mi z jeszcze większą siłą, dodatkowo ściskając mój pośladek.

– Nie. Mam ochotę na coś innego… – odpowiedział tajemniczo.

– Nie poczekamy do nocy poślubnej?

Usłyszałam, że znowu się śmieje, patrząc na mnie przez ramię.

– Mała, czy ty masz świadomość, co się dzieje w moich spodniach od momentu, w którym cię zobaczyłem przed ołtarzem?

– Widziałam! – Także się roześmiałam i znowu klepnęłam go w tyłek.

– Więc właśnie dlatego musimy się udać na stronkę, bym mógł jakoś wytrzymać te weselne dyrdymały.

– I gdzie to zrobimy? – Byłam bardzo ciekawa, co wymyślił mój szalony mąż. Tak! Boże, to był mój mąż.

– W domu jest za dużo ludzi, więc zostaje nam limuzyna… – Właśnie do niej podszedł i postawił mnie delikatnie na kostce brukowej. – Wsiadaj, mała, i zadzieraj kiecę! – dodał i uśmiechnął się bezczelnie, strzelając mi kolejnego klapsa w tyłek. Nie mogłam opanować śmiechu i zapiszczałam. Był cudownie seksowny w tym garniturze, ale to nadal mój Sed. Zboczony menedżer zespołu rockowego, który miał w sobie więcej z gwiazdy rocka niż z eleganckiego biznesmena. Wskoczyłam na tylne siedzenie, a on wparował zaraz za mną.

– I co teraz? – zapytałam i prowokacyjnie podciągnęłam suknię, by widział moją bieliznę i podwiązkę.

Oczy Sedricka błyszczały, jakbym między udami miała diamenty, a nie cipkę. Oblizał usta i od razu chwycił mnie, rozkładając szerzej moje nogi. Sam ukląkł na podłodze i poluźnił krawat oraz zrzucił marynarkę.

– Najpiękniejsza panna młoda… – Zaczął całować moją nogę od stopy aż do złączenia pończoch ze skórą i mruczał przy tym seksownie.

Próbowałam zapanować nad pragnieniem rzucenia się na niego, więc opierałam się na łokciach i patrzyłam, jak obcałowuje moją drugą nogę. Nie mogłam oderwać wzroku od tego pięknego faceta, który zaraz miał zafundować nam nasz pierwszy małżeński seks. Zapewne szybki numerek, bo goście czekali, ale mieliśmy przecież całe życie, by się sobą nacieszyć. Każdego dnia będę dziękować Bogu, że było nam dane się spotkać. Sedrick był wyjątkowy w każdym znaczeniu tego słowa. Pomijając jego powalającą urodę i styl bycia, który doprowadzał kobiety do szaleństwa, był taki… Aż trudno opisać, bo słowa: dobry, czuły, opiekuńczy, kochany to za mało, by wyrazić, jaki naprawdę był Sedrick Mills. Był najlepszym człowiekiem, jakiego znałam. On sprawiał, że się uśmiechałam i chciałam być lepsza. Pragnęłam być matką jego dzieci, a do niedawna przecież nawet nie chciałam ich mieć. To Sed pokazał mi, że należy walczyć o to, co się kocha, na czym nam zależy. Pokazał, że ja też potrafię kochać i być kochana. Nauczył mnie tego. Nauczył mnie żyć, kochać… pieprzyć się.

– Jesteś najcudowniejszy, Sed. Tak bardzo cię kocham… – Wróciłam myślami na ziemię, bo mój mąż właśnie miał zamiar się ze mną pieprzyć. Ściągnął mi majtki i położył je na skórzanej sofie limuzyny, po czym zsunął mnie na skraj siedzenia i rozłożył szeroko moje nogi.

– Ja ciebie też, żonko – odpowiedział ewidentnie zadowolony i chyba lekko rozbawiony, po czym pocałował mnie dokładnie tam, gdzie potrzeba.

– Mamy czas na takie zabawy? – spytałam i od razu zaczęłam się kręcić, bo to takie cholernie trudne, leżeć nieruchomo.

– To nasz dzień, mała, wszystko nam dziś wolno… – odpowiedział i wsunął we mnie język, mrucząc przy tym seksownie.

Zamknęłam oczy i opadłam plecami na siedzenie, jęcząc głośno. Boże, uwielbiałam, jak to robi. Uwielbiałam jego język, jego palce, jego penisa… Nie było ani jednej rzeczy, której bym w nim nie uwielbiała. Nawet kiedy był zaborczym, zazdrosnym dupkiem, to go uwielbiałam.

– Och, Boże! – Przygryzłam mocno wargę, by nie być za głośno. Kręciło się tu mnóstwo osób i mimo przyciemnianych szyb w limuzynie miałam wrażenie, że wszyscy nas widzą, a co najmniej słyszą. – Sed, zablokowałeś drzwi? – Dyszałam ciężko, próbując zachować ostatnie trzeźwe myśli. Jeśli ktoś nam tu zaraz wparuje, to spłonę ze wstydu.

– Oj, nie myśl teraz o tym, mała! – odpowiedział i włożył we mnie jeden palec, zaraz potem drugi i strzelił mi najszybszą palcówkę mojego życia. A w dupie z tymi wszystkimi ludźmi. Puściły mi hamulce i krzyczałam głośno, gdy dochodziłam przy pierwszych ruchach jego palców. Sedrick językiem pieścił łechtaczkę i gdy osiągnęłam orgazm, zassał ją mocno, a ja aż podskoczyłam na siedzeniu. Łzy trysnęły mi z oczu, soki trysnęły mi z cipki, a on nie przestawał. Jak tak dalej pójdzie, to się normalnie odwodnię. Jezu, Reb, o czym ty myślisz? Mąż ci właśnie robi dobrze, a ty się zastanawiasz nad takimi rzeczami. Gdy wsunął we mnie trzeci palec, głupie myśli odeszły w zapomnienie. Nie byłam w stanie skupić się na niczym innym oprócz tego, co właśnie robił mi Sed. Masował mnie szybko, nadal liżąc, a gdy widziałam, że sięgnął dłonią do swojego rozporka, zaczęłam jeszcze bardziej drżeć z niecierpliwości. No co? Uwielbiałam jego penisa, to nic złego. Mogłam to nawet wykrzyczeć całemu światu. Uwielbiałam fiuta swojego męża! I właśnie poczułam, jak pocierał nim o moją cipkę, więc krzyczałam, podsuwając się do pozycji półsiedzącej. Całowałam go namiętnie i objęłam za szyję, a sama zsunęłam się z siedzenia i popchnęłam Seda tak, że usiadł na podłodze limuzyny, opierając się plecami o siedzenie.

– Och, skarbie, aleś ty napalona! – Posłał mi ten bezczelny uśmiech, który prawie zawsze mnie onieśmielał, ale nie tym razem.

Postawiłam nogi po obu stronach jego bioder i zadarłam sukienkę, opadając wprost na jego sterczącego, twardego penisa. Zrobiłam to szybko, bo nie mogłam się opanować.

– Boże, moja żona jest wyuzdana! – jęczał zadowolony i chwycił mnie w pasie, dociskając do siebie jeszcze mocniej.

Trudno mi było zapanować nad tymi wszystkimi odczuciami.

– Sam mnie tego nauczyłeś, mężu! – Oblizałam usta i zaczęłam się poruszać, ujeżdżając go. Boże, co za cudowne uczucie.

– No to pokaż, jaki ze mnie dobry nauczyciel, żonko. Zerżnij mnie, jak tylko chcesz… – Rozłożył ręce na boki, dając do zrozumienia, że mogę z nim zrobić, co tylko zechcę.

– Och, teraz to tylko mały przedsmak tego, co zafunduję ci w nocy, panie Mills. – Nachyliłam się i całowałam go namiętnie, ujeżdżając jak szalona.

Sed przygryzł moją wargę i chwycił mnie za pośladki, pomagając poruszać się jeszcze szybciej.

– Będę cię pieprzył, skarbie, do końca życia… – jęczał w moje usta i próbował dobrać się do moich piersi, ale nie chciał rozerwać delikatnego materiału koronki, więc musiał obejść się smakiem.

– Do końca życia, skarbie – powtarzałam za nim i całowałam go ponownie, nadziewając się na niego do samego końca. Mój orgazm po chwili przyszedł, więc szczytowałam, głośno krzycząc i wijąc się, przytrzymywał mnie i unieruchamiał, a sam zaczął wbijać się głęboko i szybko w moją cipkę. Och, Boże, to się nigdy nie skończy. Ja i on – już na zawsze. Z nikim nie będzie nam lepiej. Nikt nie był w stanie pokochać go bardziej niż ja i nikt nie był w stanie pokochać mnie bardziej niż on.

Przy kolejnym pchnięciu poczułam, jak Sed zaczął dochodzić, dodatkowo dociskał mnie do siebie z całej siły, a ja całowałam go w usta. Jęczał i klął, gryząc moją wargę, a ja z dziką satysfakcją poruszałam się delikatnie, by sprawić mu jeszcze większą przyjemność.

– Ślubuję ci prawdę, tak piękną i tak zwyczajną, tę w słońcu i w deszczu. Prawda jest mocą, najważniejszą potęgą, niech prawdą będzie wypełnione nasze życie… – wypowiedział ochryple ostatnie słowa swojej przysięgi i patrzył na mnie tak, że uśmiechnęłam się szeroko.

Nie chciało mi się już płakać. Byłam najszczęśliwszą kobietą na całym świecie.

– Tylko ty możesz cytować przysięgę zaraz po tym, jak skończyliśmy się kochać – odpowiedziałam i wtuliłam się w jego ramiona.

– Będę ci to powtarzał codziennie, do końca życia, maleńka. – Wygładził mój lekko potargany kucyk i spojrzał mi prosto w oczy.

– Musimy się jakoś doprowadzić do porządku… – Wstałam z niego lekko i poczułam, jak wypłynęła ze mnie jego sperma. Wprost na spodnie Sedricka.

– Z chęcią się przebiorę i zdejmę z ciebie tę suknię… – Zaczął rozpinać mi guziczki na plecach i całować moją szyję.

Zaśmiałam się cicho i cmoknęłam go w czoło.

– Nie musimy iść do gości? – zapytałam, choć nie miałam ochoty stąd wychodzić. Mogłabym spędzić tu, na podłodze limuzyny, całe wesele, a nawet całe życie. Byle w jego ramionach.

– Eh, no musimy, ale ja i tak muszę się przebrać.

Zeszłam z niego i siadłam obok, a on objął mnie lekko ramieniem.

– Naprawdę prześlicznie wyglądasz, Rebeko – dodał i pocałował mnie w policzek.

– Chcę być taka tylko dla ciebie, Sed. – Nachyliłam się i pocałowałam go w usta. No nie mogłam się opanować.

– Kto wymyślił te durne wesela? Nie możemy po prostu jechać do domu skonsumować nasze małżeństwo jak należy, a potem od razu lecieć do Aspen i tam konsumować je dalej? – spytał pół żartem, pół serio, poprawił się w kroku, zapiął rozporek i spojrzał na plamę ze spermy na swoich garniturowych spodniach.

– Przemkniemy szybko do domu, bo ja też się muszę odświeżyć… – Sięgnęłam po swoje majtki i wsunęłam je na pupę, a Sed dalej pożerał mnie wzrokiem. Wygładziłam suknię, w tym czasie on włożył marynarkę i poprawił krawat.

– Masz drugą sukienkę na wesele? – spytał, odblokowując drzwi.

– Tak, mam, ale przebiorę się dopiero po dwunastej. A co? – Odwróciłam się i patrzyłam na niego, gdy otwierał mi drzwi.

– Ja chcę cię przebrać i ani mi się waż pozwolić, żeby ktoś inny niż ja ci pomógł, okej? – Posłał mi to przeszywające spojrzenie, które zawsze działało na mnie tak samo.

Uśmiechnęłam się i już nie mogłam się doczekać tej chwili, a to jeszcze tyle godzin. Cholera, no! Jak ja miałam wytrzymać jeszcze tyle czasu, pląsając i tańcząc ze wszystkimi? Faktycznie, wesela to taki durny wymysł. Wyszliśmy z limuzyny, a ja od razu zauważyłam stojących niedaleko: Simona, Treya i Ericka. Patrzyli na nas i mieli głupkowate uśmiechy.

– Sed, no wiesz co? Trzeba było chociaż do hotelu jechać, a nie dymać żonkę w limuzynie. Co wy, macie po szesnaście lat? – odezwał się zadowolony Simon i puścił nam oczko.

– Mieliśmy jechać, ale nie zdążyliśmy nawet ruszyć, a ja już go dopadłam… – odpowiedziałam i próbowałam się nie czerwienić. Wiedziałam, że będzie mi głupio, bo to oczywiste, po co tak szybko wyszliśmy ze ślubu.

– Taka się z ciebie tygrysica zrobiła, Reb?! – spytał żartobliwie Trey i zaczął poprawiać mi włosy.

– Odrobinkę… – Sed objął mnie ramieniem i pocałował w policzek.

– Teraz to wyglądasz nie jak tygrys, ale raczej jak rozczochrany koczkodan… – dodał Simon i zaśmiał się ze mnie.

Spojrzałam w szybę auta, które stało obok, i śmiałam się sama z siebie, no bo faktycznie byłam rozczochrana.

– Mój słodki, najcudowniejszy koczkodan! – wtrącił Sed, który też nie mógł opanować śmiechu.

– Oj, walcie się! – Trąciłam Simona, a Trey dalej walczył, by uratować moją fryzurę.

Sedrick objął mnie mocno i pocałował w usta. Teraz to już nie miało znaczenia, jak wyglądały moje włosy. W jego ramionach znowu zapomniałam o całym świecie, a przecież wesele już się zaczęło.

– Ej, przestańcie. Dopiero co pieprzyliście się w limuzynie! – Simon odciągnął mnie od Seda, który niechętnie puścił moje ramię.

– Przydałoby się, byś ty też kogoś przeleciał, bo cię chyba zazdrość zżera… – rzucił złośliwie mój mąż i machnął do swojego ojca, który do nas podszedł.

Gabriel wyglądał na szczęśliwego i pierwsze, co zrobił, to wziął mnie w ramiona.

– Moja najukochańsza synowa! – Pocałował mnie w oba policzki i przyglądał mi się uważnie.

– Mój najukochańszy teść! – Zaśmiałam się i uścisnęłam go mocno. Był cudownym ojcem dla Seda i Jess, będzie świetnym teściem i najlepszym dziadkiem. Nie miałam co do tego wątpliwości.

– Tato… – odezwał się Erick. Sed spojrzał na niego krzywo, dziwiąc się, że zwraca się tak do Gabriela. – Jessica coś mówiła? – zapytał z niewyraźną miną. Nie pogodzili się jeszcze?

– A, no właśnie. Chodź pogadać, Ericku. – Gabriel puścił mnie i objął swojego zięcia, po czym zniknęli za namiotem dla obsługi.

Spojrzałam na Seda, ale ten wzruszył ramionami, bo za bardzo nie wiedział, o co chodziło. Trey i Simon też patrzyli po sobie zaskoczeni.

– Jess świruje? – spytał Simon i wszyscy ruszyliśmy do głównego namiotu.

Nie słyszałam dalszej części rozmowy, bo właśnie zobaczyłam w tłumie gości moją matkę. Stanęłam jak wryta i patrzyłam na nią. Nie powiem, wyglądała naprawdę pięknie. Widać małżeństwo z tajemniczym Bobem jej służyło. Miała na sobie czarną, długą suknię na jedno ramię, prostokątną kopertówkę, włosy upięła do góry, a kilka luźnych pasm opadało jej na twarz. Byłam chyba zaszokowana takim wydaniem mojej matki. Nigdy nie widziałam jej w takiej eleganckiej wersji. Ona także mnie dostrzegła i ruszyła w moim kierunku, a ja uświadomiłam sobie, że przecież był tu dziś mój ojciec. Chwyciłam Seda za przedramię, by się zatrzymał. Może byłam wyrodną córką, ale nie cieszyłam się z tego, że przyjechała.

– Co tam, pani Mills? – spytał Sedrick, gładząc moją dłoń i bawiąc się obrączką, którą kilkanaście minut temu wsunął mi na palec.

– Twoja teściowa się zjawiła – odpowiedziałam cicho, widząc, że się zbliża.

Sed odwrócił się i zrobił taką minę, że miałam ochotę parsknąć śmiechem. Od razu objął mnie mocniej, jakby chciał mnie ochronić. Sztuczny uśmiech mojej matki, która właśnie do nas podeszła, prawie przyprawił mnie o mdłości.

– Córeczko! Synku! – Najpierw rzuciła się w moją stronę.

Sed puścił mnie i czułam, że zaraz powie jej kilka zdań.

– Cześć, mamo. Co tu robisz? – spytałam bezmyślnie. W końcu to mój ślub i wesele, więc w sumie co się dziwić, że przyjechała. Ale mogła mnie chociaż uprzedzić.

– No jak to: co? Przyjechałam cieszyć się twoim szczęściem! – odpowiedziała entuzjastycznie i pocałowała mnie w oba policzki. Skrzywiłam się, bo nie robiła tego od lat.

Sed dalej stał jak wryty i chyba zaniemówił.

– Byłaś na ślubie?

– Nie zdążyłam dojechać, ale na weselu będę tańczyć do białego rana! – Spojrzała na Sedricka, chwyciła go za dłoń, po czym zaczęła imitować jakiś durny, niby-elegancki taniec.

– Dzień dobry, Fiono! – Mój cudowny mąż odzyskał język w gębie i nawet ucałował matkę w dłoń.

O cholera! Zachciało mi się śmiać.

– Och, Sedricku, tak się cieszę, że wszedłeś do naszej rodziny! – wypaliła moja matka, a my popatrzyliśmy po sobie. Ona to miała tupet! Zupełnie nie wiedziałam, o czym miałam z nią rozmawiać. Przyjechała się tu lansować czy co? Najeść się i napić za darmochę?

– Miałaś już okazję rozmawiać z Jamesem? – spytał nagle Sed, a ja miałam ochotę go kopnąć. Nie wypadało mi jednak kopać męża na oczach tych wszystkich ludzi, więc uszczypnęłam go dyskretnie w tyłek, chyba z całej siły, a on ani drgnął. Uśmiechał się szyderczo i patrzył na reakcję mojej matki.

– Z kim? – spytała niczego nieświadoma matka, a ja wiedziałam, że będzie afera.

O rany, nie chciałam na to patrzeć. Sed nawet nie zdążył odpowiedzieć, gdy wszyscy usłyszeliśmy zza pleców:

– Ramona?! – głos mojego ojca.

O ja pierdolę! Wszyscy troje odwróciliśmy się jak na rozkaz. Sed uśmiechnął się szeroko, ja miałam ochotę uciec, ale moja matka chyba jeszcze bardziej. Zrobiła się blada jak ściana, a mój tata wcale nie prezentował się lepiej. Oboje wyglądali, jakby zobaczyli ducha.

– Może zostawmy ich samych – powiedział Sed, czując zapewne to samo, co ja.

Między tymi dwojgiem nadal był ogień i tyle niedokończonych spraw. Boże, oby z tego nie było jakiegoś dramatu. Ojciec ruszył w naszą stronę, patrząc jedynie na moją matkę. Ona też jakby widziała tylko jego.

– James… – pisnęła cicho, a on chwycił jej dłoń i delikatnie pocałował.

Oho! Trzeba się ewakuować.

– Nie miałem pojęcia, że tu będziesz – odpowiedział ojciec i spojrzał na mnie karcąco.

Że co? Przecież ja nie wiedziałam, że ona tu będzie. Nie no! Jak zawsze, moja wina.

– Mogę powiedzieć to samo… – Z twarzy mojej matki odpłynęła cała krew. Widziałam, jak ciężko oddycha, a tętnica na jej szyi omal nie wybuchła.

– No cóż, nie mogłem opuścić ślubu mojej córki. – Ojciec podkreślił fakt, że o wszystkim wiedział.

Matka zrobiła się jeszcze bardziej blada, mimo że nie wiedziałam, jak to możliwe, i nagle osunęła się na ziemię.

– Boże, mamo! – krzyknęłam i chciałam ją złapać, jednak Sed był szybszy. Uratował ją od gruchnięcia na drewniany podest i szybko zaniósł do domu. Ojciec pędził za nami jak poparzony, ale w progu zatrzymał mnie na chwilę.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś? – warknął. Był chyba wściekły, zafascynowany i zakłopotany jednocześnie.

– Tato, ja nie wiedziałam, że ona będzie. Nie potwierdziła przybycia! – pisnęłam w obronie.

– Nie widziałem jej na ślubie. – Oparł się o framugę i oddychał głęboko.

Nie widziałam go jeszcze w takim stanie. Boże, on nadal ją kochał.

– Bo zjawiła się podobno dopiero przed chwilą. Tato, ja naprawdę nie…

– Wiem, Rebeko. – Objął mnie i pocałował w policzek. – Postaramy się nie zepsuć ci tego dnia. Obiecuję! – Uśmiechnął się lekko i popędził do pokoju, gdzie Sed zaniósł moją matkę.

Zemdlała! Kurwa mać! Zemdlała, widząc mojego ojca. No tego to jeszcze nie było. Byłam kompletnie rozbita i nie wiedziałam, co mam myśleć. A jeśli to wszystko skomplikuje? Przecież ojciec ma Alice i dziewczynki, i Taylera. Boże, ale ewidentnie było czuć, że ten żar między nimi mimo tak długiego czasu jeszcze nie wygasł. Cholera jasna!

Poszłam za ojcem, by sprawdzić, co z matką, i po drodze wpadłam na Ericka.

– Mała, powinniście już być na parkiecie! – Próbował zaciągnąć mnie w stronę głównego namiotu.

– Przeproś gości, ale mamy jeszcze opóźnienie – odpowiedziałam zdenerwowana, a on od razu to wyczuł.

– Stało się coś? – Wziął mnie na bok.

– Tak. Moja matka tu jest i właśnie spotkała się z moim ojcem… – odpowiedziałam, patrząc na drzwi saloniku, w którym byli teraz wszyscy troje z Sedem.

– Chyba nie będziesz się tym teraz przejmować? – Erick skrzywił się, jakby nic nie rozumiał.

– Jak mam się nie przejmować? To moi rodzice!

– Nie zaprzątaj sobie nimi głowy, mała. To twój dzień i nic nie powinno ci go zepsuć. Nawet jakieś niewyjaśnione sprawy twoich starych! – Objął mnie pocieszająco.

– Ona zemdlała, gdy go zobaczyła – powiedziałam cicho, jakby sama do siebie.

Erick spojrzał na mnie i siłą wyciągnął z domu. Zaprowadził za scenę, na której ma grać zespół, i spytał:

– A co z tą piosenką dla Seda?

Skrzywiłam się. Skąd on wiedział? To miała być niespodzianka i mówiłam o niej tylko… Trey! Zabiję go kiedyś, jak Boga kocham!

– No mam słowa i zagram na fortepianie – odpowiedziałam, będąc myślami gdzie indziej.

Nie chciałam nikogo postawić w niezręcznej sytuacji i było mi strasznie głupio, że tak wyszło. Mogłam matce powiedzieć, że odnalazłam ojca, i nie byłoby tej całej afery. Westchnęłam głośno i oparłam się o ściankę, która była na tyle niestabilna, że prawie wywaliłam się na trawnik. Erick uratował mnie, podając dłoń, i pomógł mi utrzymać równowagę.

– Mam świetny pomysł na tę piosenkę! Chodź! – Pociągnął mnie za sobą w jeszcze bardziej ustronne miejsce, a ja kompletnie nie wiedziałam, o co mu chodziło.

Wesele powinno zacząć się już ponad godzinę temu, ale goście na szczęście się nie nudzili. Mieli do dyspozycji cały szwedzki stół, parkiet oraz resztę ogrodu. Widziałam, że niektórzy już mieli nieźle w bani i chyba było im już wszystko jedno. Trey z Simonem zabawiali resztę towarzystwa razem z Julką i Ryu, który w małym fraku wyglądał po prostu rozbrajająco. Przeszliśmy do miejsca, gdzie był cały sprzęt grający, i Erick w końcu mi wyjaśnił, o co mu chodziło. Byłam zachwycona jego pomysłem i wiedziałam, że Sed będzie równie zachwycony, albo i bardziej. Ustaliliśmy szczegóły, jednak nie było czasu na jakieś próby, więc postanowiliśmy iść na żywioł. Wróciliśmy do gości, Sed też na szczęście wrócił, ale widziałam, że się wkurzył na widok mnie i Ericka. O matko! Podeszłam do niego i uwiesiłam mu się wymownie na szyi. Erick poszedł do Jess, która właśnie objadała się naszymi weselnymi babeczkami z kremem. Zaśmiała się głośno, wtedy on lekko popchnął jej głowę, a ona ubrudziła sobie cały nos kremem i zaczęła go jak zawsze opierdalać.

– Co kombinujesz? – zapytał podejrzliwie Sed, obejmując mnie lekko.

– Niespodziankę! Możemy w końcu rozpocząć nasze wesele? – Wszyscy patrzyli na nas, uśmiechając się szeroko. Nie widziałam jednak mojej matki, a ojciec wrócił i stał razem z Alice i Taylerem. Nie miałam pojęcia, czy rozmawiali, i nie chciałam się teraz nad tym zastanawiać.

– Oczywiście, pani Mills! – Sed odsunął się lekko i wyciągnął dłoń, prosząc mnie do tańca. Naszego pierwszego małżeńskiego tańca.

Dygnęłam lekko i nie potrafiąc powstrzymać uśmiechu, wyszliśmy oboje na środek parkietu. Wszyscy goście bili brawo, a zespół jak na zawołanie zaczął grać pierwsze takty piosenki Love Me With All Your Heart. Pamiętałam, jaka byłam zaskoczona, gdy Sed powiedział mi, że chce zatańczyć właśnie do tej piosenki. Sedrick objął mnie lekko i wyciągnął dłoń, bym podała mu swoją. Boże, nawet nie wiedziałam, czy ja potrafię tak tańczyć. Teraz żałowałam, że nie zrobiliśmy żadnych prób. Zaczęliśmy wirować po całym parkiecie i w dupie miałam to, że z pięć razy pomyliłam kroki, a Sed prawie podeptał mi pantofelki. Śmialiśmy się, patrząc sobie głęboko w oczy, i na te trzy minuty świat znowu przestał istnieć. Tylko w tle słyszałam śmiechy chłopaków, którym Sed w kulminacyjnym momencie tańca pokazał faka, a potem przechylił mnie nad parkietem i namiętnie pocałował. Zobaczyłam tylko, jak cała zgraja facetów nagle wylazła na parkiet i rozdzieliwszy nas, zaczęła podrzucać Seda jak dmuchaną lalkę. Mimo jego masy i gabarytów latał prawie pod sufit namiotu, a ja za każdym razem miałam ochotę podbiec i go złapać, bo wydawało mi się, że oni tego nie zrobią. Gdy w końcu postawili go na parkiecie, odetchnęłam z ulgą, chciałam podejść i go uściskać, ale Simon, Trey, Erick, Clark, Alex, Nicki, Tayler, brat Seda, Brian, oraz kilku innych mężczyzn chwycili mnie i także zaczęli podrzucać.

– Jezu, nie! Nie! – Zasłoniłam oczy i nie wiedziałam, czy miałam ratować swój welon, czy suknię, która fruwała, więc wszyscy mieli okazję podziwiać moją bieliznę.

– I jeszcze raz! – krzyknął ubawiony po pachy Trey, a ja dalej na przemian piszczałam i śmiałam się z przerażenia.

– Sed, ratuj mnie! – Wyciągnęłam dłoń w jego stronę, ale znowu leciałam w górę, prawie dotykając kwiatów i girland z materiału. – Sed, błagam! – powtarzałam, a ten niewdzięcznik jeszcze ich dopingował. Ja mu, kurwa, dam!

– No już, wystarczy! – Na szczęście interweniował mój ojciec i po kolejnym razie postawili mnie na parkiecie.

– Zabiję was kiedyś! – warknęłam na nich, bo dopiero teraz wyglądałam jak rozczochrany koczkodan. Włosy potargane, buty mi pospadały… Chciałam kontynuować mój opieprz, ale Sed podszedł do mnie i zamknął mi usta pocałunkiem. No dobra! Już nie byłam zła.

– Możemy w końcu coś zjeść? – spytała głośno Jess, która stała przy szwedzkim stole i podjadała krabowe paluszki w panierce, a wszyscy zaczęli się śmiać. – No co? W ciąży jestem! – dodała i zrobiła się cała czerwona.

Erick podszedł do niej, w uroczy sposób wziął ją w ramiona i podsunął pod usta kolejny kawałek kraba.

– No jedz, jedz, skarbie! Niech Walter rośnie nam duży i zdrowy! – Pogładził jej jeszcze płaski brzuch, a ja spojrzałam na Seda, który uśmiechał się szeroko. To taka ulga, że to wszystko zaakceptował.

– Panie i panowie, zapraszamy do stołów. Za chwilę podamy pierwsze danie! – odezwał się wokalista zespołu, który był równocześnie konferansjerem.

Po małym zamieszaniu z zajęciem miejsc w końcu na salę wjechała zupa. Boże, byłam tak okropnie głodna, że nawet nie czekałam, aż Sed zacznie jeść.

– Smacznego, kochanie… – Trącił mnie, gdy siorbnęłam wymownie pierwszą łyżkę pysznego królewskiego rosołu.

Spojrzałam na niego i drugą łyżkę podsunęłam mu pod usta.

– Proszę, kochanie! – Oblizałam się i uśmiechnęłam złośliwie.

Sedrick zjadł zupę i widziałam ten błysk w jego oczach. Mimo że siedziałam tutaj, obok mojego męża, trudno mi było uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Nakarmiłam go kilkoma kolejnymi łyżkami i nadal wpatrywaliśmy się w siebie. Boże, on tak na mnie patrzył, jakbym była najpiękniejszą kobietą na całym świecie. Do końca życia będę starała się codziennie udowadniać, że zasługuję na to, by być jego żoną. Kochałam go ponad wszystko i oddałabym za niego własne życie, gdyby była taka potrzeba. Ten intymny, mimo liczby gości, moment przerwał Simon, który zaczął skandować:

– Gorzko! Gorzko! – I wstał z kieliszkiem whisky w ręku.

Za nim wstali oczywiście wszyscy goście i widziałam, jak Trey, Erick, Nicki, Alex i Clark wypili jednego na szybko i dolali sobie znowu. Oby się za bardzo nie upili! Sed wziął mnie w ramiona i zasłonił nas welonem.

– Musimy się teraz całować, pani Mills – poinformował mnie, jakbym nie wiedziała, co mamy robić, i uśmiechnął się bezczelnie.

– No to na co czekasz? – Przyciągnęłam go do siebie i obejmując za szyję, pocałowałam namiętnie.

Sed mruczał w moje usta, a goście zaczęli to durne odliczanie. My jednak nie zwracaliśmy na nie uwagi. Na naszym weselu będzie inaczej niż na każdym innym. To goście będą chcieli, byśmy przestali się całować, i nie będą domagać się więcej.

– Ej, bo zupa mi stygnie! – Obok nas stanął Simon i próbował nas rozdzielić.

Zaśmiałam się i nadal całowałam Seda, delikatnie odpychając Simona. On jednak nie zrezygnował i objął nas oboje, po czym, wpychając głowę pod welon, powiedział:

– No to jak, Millsy? – Poruszył wymownie brwiami, a ja spojrzałam na Seda.

Doskonale wiedziałam, co chodziło po głowie Simonowi. Sed spojrzał na mnie, ja na Simona, a Simon na nas oboje. Możemy tak? W dniu ślubu?

– Jesteś pewna? – spytał Sedrick, a ja bez namysłu kiwnęłam głową. Simon nachylił się do nas bliżej i już znał odpowiedź.

Jezu, tak! Chciałabym, i to bardzo. Obaj uśmiechnęli się tak szeroko, że nawet się nie krępowałam. Co z tego, że wszyscy czekali, by dokończyć zupę? Przez welon nie było widać, co robiliśmy, więc moje usta opadły na cudowne usta mojego męża, a Simon dołączył się do nas praktycznie od razu. Matko jedyna, to były dopiero pocałunki. Nasze języki splotły się w namiętnym tańcu, a dwóch facetów walczyło, bym skupiła się właśnie na nich. Całe moje ciało ogarnęło pożądanie, a Sed przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie, bym poczuła, jaki był twardy. Tego, że Simonowi także stał na baczność, nawet nie musiałam sprawdzać.

– To na kiedy się umawiamy? – spytał w końcu zadowolony z takiego obrotu sprawy Simon.

Niechętnie wróciłam na ziemię. Spojrzałam na gości, którzy przyglądali nam się z zaciekawieniem, a potem zerknęłam na chłopaków. Trey aż się trząsł z zadowolenia, bo doskonale wiedział, co powiedział nam Simon, ale mina Ericka nie była najlepsza. Mrużył oczy, gdy spoglądałam wprost na niego. O cholera! Z nim dopiero będą problemy, czułam to.

– Ustalimy to jeszcze, a teraz wracaj do swojej zupy! – Sed odsunął Simona, bo za bardzo się rozochocił i uśmiechał się do mnie bezczelnie.

Simon, zadowolony, grzecznie wrócił na miejsce obok Treya i od razu zaczęli rozmawiać. Wiadomo o czym. Trey zerknął na mnie, a ja mrugnęłam i uśmiechnęłam się szeroko.

– Sed, ja naprawdę bym chciała – powiedziałam cicho, gdy usiedliśmy na swoje miejsca, by zjeść drugie danie.

Mój ukochany mąż złapał mnie za dłoń i gładził ją czule. Chyba nigdy w życiu nie byłam taka szczęśliwa, a świadomość, że to dopiero początek mojego nowego życia, była bardzo podniecająca. Uśmiechałam się jak głupia i wróciłam do jedzenia. Nie mogłam myśleć o niczym innym. Nie sądziłam, że stanie się to dziś w nocy, bo to w końcu nasza noc poślubna, ale w niedługim czasie. Chyba musiałam poćwiczyć robienie loda… i właśnie taki miałam zamiar. Odłożyłam sztućce i wstałam od stołu, chwytając Seda za dłoń.

– Chodź do łazienki! – powiedziałam, a on prawie zakrztusił się ziemniakami i patrzył na mnie oniemiały. Spojrzałam na niego wymownie, więc popił szybko i wstał za mną.

Ciągnęłam go za dłoń do toalety w domu. Nie mogłam mu przecież obciągać w toi toiu dla gości. Co prawda były to takie ekskluzywne modele, ale bez przesady. Wpadliśmy do pierwszej napotkanej toalety, a ja od razu zabrałam się do rzeczy. Nie miałam pojęcia, czemu byłam aż taka napalona. To chyba ta propozycja Simona tak na mnie podziałała.

– Spokojnie, mała, mamy czas… – Chwycił delikatnie moje dłonie, które siłowały się z rozporkiem garniturowych spodni.