Na szczęście. Przewodnik po świadomym życiu przez cały rok - Karolina Szaciłło, Maciej Szaciłło - ebook
Opis

W poszukiwaniu szczęścia.

Każdy z nas chce być szczęśliwy. Bez względu na pochodzenie, zajmowaną pozycję, wiek, płeć czy wykształcenie. Banał? Ale jakże prawdziwy. Jednak tak niewiele osób zadaje sobie to kluczowe pytanie: Czym tak na prawdę jest szczęście?

Każdy z miesięcy w kalendarzu będzie tematyczny, a każdy tydzień (w obrębie jednego tematu) dotyczyć będzie jednego konkretnego zagadnienia.

Autorzy przedstawią proste techniki oddechowe, relaksacyjne, narzędzia pracy z emocjami (oparte m.in. na filozofii wschodu czy podstawowych założeniach psychodietetyki), ćwiczenia, metody oczyszczania organizmu, ale również układu nerwowego, a nawet szybkie i proste przepisy, dzięki którym szczęście będzie możliwe do osiągnięcia i dla Ciebie!

Karolina Szaciłło - dziennikarka, specjalistka od zdrowego trybu życia. Prowadzi warsztaty i szkolenia z zakresu medytacji oraz zdrowego odżywiania. Współautorka, wraz z mężem,  Maciejem Szaciłło, poradników dietetycznych, koncentrujących się na zdrowym, oczyszczającym organizm jedzeniu m.in.Jedz i pracuj… nad własnym zdrowiem, Detoksy dla zdrowia i urody, Jem (to co) kocham i chudnę (Wydawnictwo Zwierciadło).

Maciej Szaciłło - popularny ekspert od zdrowego żywienia oraz ekologicznego typu życia. Wspólnie z żoną, Karoliną Szaciłło, prowadzi liczne kursy, szkolenia i warsztaty zdrowego gotowania, wyjazdowe detoksy oraz zajęcia związane z medytacją i ćwiczeniami oddechowymi . Od lat przygotowuje zdrowe potrawy dla widzów telewizji śniadaniowych. Jest współautorem licznych publikacji poświęconych zdrowiu i oczyszczaniu organizmu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 203

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Redakcja i korekty: Melanż
Projekt okładki i opracowanie graficzne: BARTŁOMIEJ SZACIŁŁO
Ilustracja na okładce: Getty Images
Pozostałe ilustracje: 123RF
Redaktor prowadzący: MAGDALENA CHORĘBAŁA
Dyrektor produkcji: ROBERT JEŻEWSKI
Zdjęcia: Okładka: WOJCIECH OLSZANKA Wnętrze: MONIKA MROZOWSKA
© Copyright by Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2017 Text © Copyright by Karolina i Maciej Szaciłło 2017
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
ISBN 978-83-8132-013-9
Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o. ul. Postępu 14, 02-676 Warszawa tel. (22) 312 37 12 Dział handlowy:[email protected]
Konwersja:eLitera s.c.

Radość jest ukochaniem tego, co jest.Smutek to umiłowanie tego, czego nie ma.

SRI SRI RAVI SHANKAR

Szczęście jest decyzją

Koniec sierpnia, o poranku robi się już chłodno. Zmarznięta wchodzę do sklepu. Biorę rolkę ręczników papierowych i opakowanie chusteczek higienicznych. Zakładam kurtkę. „Czy ktoś jeszcze zgłosi się na warsztaty? Grupa mogłaby być o 1–2 osoby większa... Dlaczego wciąż nie odezwali się potencjalni kupcy mieszkania. Pewnie go nie wezmą...” – zaczynam czwartkową wewnętrzną sesję narzekania. Drzwi otwierają się i do sklepu wchodzi dostawca soków.

– Dzień dobry, śliczne panie. Następnym razem przywiozę wam ulubione zupki... – Uśmiecha się od ucha do ucha, a roześmiane twarze ekspedientek rozjaśniają się jeszcze bardziej.

– Oj tak, przywieź, przywieź – zaczynają chichotać.

– Będziesz jutro rano? – dopytuje dostawca.

– Nie, dzisiaj wieczorem mam nockę w drugim sklepie. Jutro będę na drugą zmianę – odpowiada widocznie zmęczona, ale zadowolona ekspedientka.

Do sklepu wpadają ostatnie promienie letniego słońca. Robi mi się ciepło i... głupio. Uświadamiam sobie swój brak wdzięczności. Ja, szczęśliwie zamężna, spełniona zawodowo i żyjąca w zgodzie ze sobą freelancerka, stoję w ten piękny słoneczny dzień w sklepie i narzekam. Obok mnie stoi młoda, śliczna, tryskająca entuzjazmem, pracująca na dwie zmiany i zarywająca noce ekspedientka. „Mogłabyś się od niej uczyć” – mówię sama do siebie. Chwilę później uświadamiam sobie, że nic nie dzieje się przypadkiem. Przypominam sobie, czym jest szczęście. Szczęście jest decyzją, którą podejmujemy każdego dnia.

Każdy z nas chce być przecież szczęśliwy. Bez względu na pochodzenie, zajmowaną pozycję, wiek, płeć czy wykształcenie. Banał? Ale jakże prawdziwy. Tak niewiele osób zadaje sobie jednak to kluczowe pytanie: Czym (naprawdę) jest szczęście? Ja z Maćkiem przez wiele lat myliliśmy je, podobnie jak mnóstwo otaczających nas osób, z ekscytacją, wyrzutem adrenaliny i z... lękiem. Ten moment wszechogarniającego podniecenia, dreszczy, ściśniętego żołądka, przyspieszonego bicia serca, braku apetytu, bezsenności, nieumiejętności skupienia uwagi... Właśnie ten moment nazywaliśmy szczęściem. Podobnie jak mojemu mężowi wydawało mi się, że mogę je znaleźć, doścignąć i zdobyć na zewnątrz. Byłam przekonana, że odnajdę je w czymś tak zmiennym i ulotnym jak praca, uznanie, chwilowe zauroczenie czy czyjeś opinie. Żyłam więc w pogoni za szczęściem. Bardzo dobrze pamiętam tamto zimowe popołudnie, spędzone (trochę wbrew swojej woli) na pewnej sali gimnastycznej. Rozpoczynały się warsztaty medytacji i technik oddechowych. Przypominam sobie, że dość niechętnie zamknęłam oczy. Po kilku dynamicznych, szybkich oddechach przeplatanych serią wolnych i długich wdechów oraz wydechów odpłynęłam. Na moment straciłam kontakt z rzeczywistością. Nie zrozumcie mnie źle. Cały czas byłam tam, siedziałam, nie zemdlałam, oddychałam, ni stąd, ni zowąd... poczułam błogość i spokój. Miałam wrażenie, że czas się zatrzymał. Nie wiem, ile trwała ta chwila. Jednego jestem jednak pewna. Właśnie tam, wtedy, trochę „wbrew własnej woli”... poczułam szczęście. Coś się we mnie zmieniło. Zrozumiałam, że to, co tak usilnie próbowałam dogonić i znaleźć na zewnątrz, cały czas było bliżej, niż myślałam. Znajdowało się w samym środku. Zlokalizowane było... we mnie. Moje szczęście. Na szczęście na wspomnianych warsztatach zapoznano mnie również ze świadomym oddechem, medytacją i czymś, co było dla mnie wtedy kompletną abstrakcją – akceptacją siebie. Od tamtego dnia minęło ponad siedem lat. W ich trakcie sama zostałam nauczycielem medytacji i technik oddechowych. W moim życiu na stałe zagościła ajurweda (najstarsza nauka o zdrowiu). W końcu poznałam Maćka, kucharza pasjonującego się dietetyką, jogą i medycyną Wschodu. Połączyliśmy siły. Podjęliśmy decyzję. Wspólnie rozpoczęliśmy naszą wyprawę... po szczęście. Naszą podróż w głąb siebie. Dziś prowadzimy warsztaty łączące medytację, techniki oddechowe, psychodietetykę i wykłady o zdrowym stylu życia z gotowaniem intuicyjnym. Dzielimy się tym, co na co dzień przybliża nas do siebie (samych). Tym, co pomaga nam być w chwili obecnej. Zrozumieliśmy, że tylko tu i teraz możemy poczuć szczęście. A teraz – „Na szczęście...” – najistotniejsze elementy wiedzy, którą przez ostatnie lata zdobyliśmy, przekazujemy w tym przewodniku.

„Wszystkie nasze działania mają prowadzić nas do szczęścia” – mówiła Monika Dębicka, ekspert w dziedzinie doskonalenia komunikacji międzyludzkiej w moim wywiadzie dla magazynu „Sens”. Później wyjaśniała, że poczucie spełnienia może nam dać tylko równowaga między światem wewnętrznym a zewnętrznym. Równowaga między tym, co materialne, a tym, co duchowe. Prawda jest taka, że zarówno bez pieniędzy, dachu nad głową i pracy, jak i celu oraz świadomości tego, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, nasze życie jest niepełne. Dębicka słusznie zauważała, podobnie jak mnóstwo światowej sławy specjalistów (np. Alexander Lowen, na którego będziemy się wielokrotnie powoływać w tym przewodniku), że wszystkie choroby i niedostatki cywilizacji, pogłębiający się na skalę globalną brak szczęścia, wynikają właśnie z tej dysproporcji. (...) Depresja jest dziś zjawiskiem powszechnym, ponieważ bardzo wielu ludzi dąży do nierealnych celów, które nie mają bezpośredniego związku z podstawowymi potrzebami istoty ludzkiej. Każdy człowiek pragnie kochać (...) – pisze Alexander Lowen, światowej sławy psychiatra, psychoterapeuta i twórca bioenergetyki w „Depresji i ciele”. Nim rozszerzymy ową miłość na innych, w pierwszej kolejności powinniśmy polubić i pokochać samych siebie. I właśnie m.in. tym będziemy się zajmować przez następne 12 miesięcy. Czym jeszcze? W styczniu przeanalizujemy zeszłoroczne osiągnięcia i porażki. Wspólnie przyjrzymy się naszej motywacji. Przede wszystkim dowiemy się, dlaczego warto zmienić perspektywę działania z „muszę” na „chcę”. W lutym poznamy swoje mocne i słabe strony. Co więcej, nauczymy się je akceptować. Zastanowimy się też, jaki jest nasz związek z samym sobą, i popracujemy nad relacją z najważniejszą osobą w naszym życiu. Marzec jest bardzo dobrym momentem na przeprowadzenie delikatnej kuracji oczyszczającej. Zadbanie nie tylko o potrzeby własnej duszy, ale również ciała. „Odkurzenie” go po zimie, aby wiosną i latem mogło nam służyć jeszcze lepiej. Odnowieni i zasileni rozpoczniemy kwiecień. A w nim dosłownie „podłączymy się do źródła”. Dowiemy się, jakie są cztery podstawowe źródła energii oraz jedzenie na przebudzenie. Popracujemy nad pozytywnym nastawieniem. W maju naszą uwagę przeniesiemy na oddech. Opiszemy trzy tory oddechowe. Pomożemy ci „czerpać powietrze”. Poznamy najprostszą medytację, która polega na przenoszeniu uwagi na oddech. Czy w czerwcu dopada cię już niechęć przed założeniem kostiumu kąpielowego i wyjściem na plażę? W tym roku zamiast wpadać w kolejną rygorystyczną dietę, zachęcamy, abyś zajrzał do środka. Stanął przed lustrem i zobaczył w sobie coś pięknego. Poznał proste zasady (m.in. żywieniowe), które wspomogą twój powrót do równowagi. Przede wszystkim jednak zamienił cel: z odchudzania na akceptację siebie. W lipcu będziemy odpoczywać „od sieci”, kultywować „nicnierobienie”, „bezmyślenie” i obserwować... siebie. Poznamy korzyści płynące z ciszy. W sierpniu nauczymy się brania odpowiedzialności za siebie (przede wszystkim za swoje emocje). Poznamy tzw. technikę słonia. Dowiemy się też, jaka jest korelacja pomiędzy „bezbolesnym wzrostem, a pokorą. We wrześniu udamy się w podróż za granicę kulinarnego komfortu. Poznamy siedem poziomów odżywiania. Wyjaśnimy sobie, dlaczego gotując, warto się kierować zasadą: „zastępuję, a nie rezygnuję”. W październiku poznamy dwa wymiary wolności. Omówimy ho’oponopono, prastarą hawajską technikę, która pomoże nam wybaczyć sobie i innym. Kto wie, może w trakcie tego procesu... popłyną łzy. W listopadzie, kiedy temperatura dochodzi do zera, robi się nam zimno. Często chorujemy. Pokażemy ci, jak w najszybszy i najprostszy sposób rozgrzać organizm – nie tylko za pomocą jedzenia, ale również pranajam. Zastanowimy się też, czy osuszenie organizmu z nadmiaru śluzu może być pomocne w zachowaniu zdrowia. W grudniu na moment spojrzymy wstecz. Przeglądając zapiski w przewodniku, zobaczymy, jaką drogę pokonaliśmy. Opowiemy o tzw. technice „brain dump”, która pozwala oczyścić głowę ze zbędnych myśli. Będziemy praktykować przepiękną medytację obecności z mantrą „So hum”. Słowem, przez cały rok będziemy bardzo zajęci... sobą.

Ten przewodnik „Na szczęście” jest tylko punktem wyjścia. Naszym celem jest zainspirowanie cię do odnalezienia własnej ścieżki rozwoju. Własnej drogi w głąb siebie. Dla kogoś może to być psychoterapia, dla kogoś innego – hawajska huna lub tzw. vipassana, jedna z najstarszych technik medytacyjnych, a jeszcze dla kogoś innego – połączenie np. klasycznej psychoterapii z medytacją/jogą. Warto jednak, przynajmniej przez jakiś czas, trzymać się wybranej ścieżki. Pamiętaj, że rozwój osobisty/duchowy powinien przebiegać powoli. Zdecydowanie lepiej współgra z rytmem ewolucji, a nie rewolucji. Nie musisz więc stosować się do wszystkich zaleceń. Rób tylko to, co poczujesz, że jest w zgodzie z tobą. Pamiętaj jednocześnie, że czasami warto przełamać pierwszy opór. Dlaczego? Umysł broni się przed zmianami. Od czasu do czasu kultywuj też „nicnierobienie”. Zachowanie równowagi między obciążającą energetycznie pracą z własnym wnętrzem a odpoczynkiem jest kluczem do sukcesu. Jak powtarzają doświadczeni jogini, rób wszystko do granicy „przyjemnego bólu”. Gdy ból staje się uciążliwy, odpocznij. Zrób sobie przerwę.

„Na szczęście” jest składanką naszych najlepszych „utworów” z różnych „płyt” (czytaj książek, artykułów, wpisów na blogu). Oczywiście pojawią się w nim również nowe „kawałki” oraz sporo cytatów znanych na całym świecie specjalistów z dziedziny psychiatrii czy ajurwedy, jak m.in., Robert Svoboda (lekarz ajurwedy), wspomniany Alexander Lowen czy David R. Hawkins (psychiatra, ekspert w dziedzinie procesów umysłowych). Całość została tak skomponowana, abyś w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy przybliżył się jak najbardziej do celu. Celu, którym jesteś ty sam. Droga do celu (szczęścia) może być kręta. Nie ma drogi na skróty. Jest to zawsze podróż w głąb siebie.

UWAGA: Zachowaj ten przewodnik z wszystkimi swoimi notatkami i/lub zeszyt, w którym będziesz notować swoje przemyślenia. Stanie się on „papierkiem lakmusowym” twojego rozwoju.

STYCZEŃ

Cel, którym jesteś ty sam

KAROLINA: Jestem (a właściwie byłam i czasami nadal bywam) „gospodarką zaplanowaną”. Planowanie i wyznaczanie sobie celów dopadało mnie ze wzmożoną intensywnością na początku roku. Wyobrażałam sobie siebie o 10, 15, a w pewnym momencie życia nawet 20 kg chudszą. Zamykałam oczy i przymierzałam kolejne elementy dopasowanej do ciała, fikcyjnej garderoby. Dopracowywałam szczegóły nowej diety i plany treningów. Z wciąż zamkniętymi oczami oglądałam siebie na sali fitness. Ocierałam pot kapiący z czoła. Z dumą przeglądałam się w lustrze. Patrzyłam na idealnie wyrzeźbiony brzuch, smukłe nogi i ręce... Otwierałam oczy. Wyciągałam z szafy tzw. ubrania motywacyjne (de facto powinny się nazywać „demotywacyjne”), czyli parę starych, o 3–4 rozmiary za małych dżinsów, w które do kwietnia, najdalej maja postanawiałam się wcisnąć. Postanawiałam, planowałam, misternie dopracowywałam najdrobniejsze szczegóły. Przy okazji mocno się do swoich planów przywiązywałam. Ta złudna kontrola dawała mi jakże ulotne poczucie bezpieczeństwa i jak mi się wówczas wydawało... szczęście. I tak oto w magiczny sposób te delikatne, subtelne postanowienia zmieniały się w ciężkie i nieznoszące sprzeciwu oczekiwania. Zupełnie niepostrzeżenie przekraczałam tę cienką granicę, oddzielającą sferę marzeń i rzeczywistości. Później się wielokrotnie potykałam, zapominałam. W chwilach słabości traciłam kontrolę. Złościłam się na siebie. Robiłam sobie wyrzuty. W okolicach maja wyciągałam parę dżinsów, w które w żaden sposób nie byłam się w stanie wcisnąć. Po czterech miesiącach ostrej, niesmacznej diety i „morderczych treningów”, przerywanych napadami emocjonalnego głodu, moja waga stała. Ona niczym niewzruszona, ja doprowadzona do łez. Po etapie entuzjazmu przychodził czas rozczarowania, smutku, a czasami nawet delikatnej depresji. Przed 28. urodzinami zadałam sobie kluczowe pytanie: „Czy w takim razie warto planować?”. Odpowiedź przyszła zupełnie nieoczekiwanie. „Czy warto planować?” – powiedział ktoś na wspomnianej sali gimnastycznej w trakcie mojego pierwszego warsztatu technik oddechowych i medytacji. Nie pamiętam kto, ale dobrze zapamiętałam następne zdanie. „Warto planować. Nie warto jednak się do tych planów zbytnio przywiązywać. Trzeba traktować je trochę jak grę, zabawę. Cały czas zdawać sobie sprawę z nieuchronnej zmienności otaczającego nas świata” – tłumaczył prowadzący. „Gdy woda płynie bez wyznaczonych ram, bez koryta, rozlewa się na wszystkie strony. Płynie bez celu. Staje się powodzią. Jednak gdy ta sama woda płynie w korycie, ma określony nurt. Ma siłę. Staje się rzeką” – dodał po chwili. Poczułam lęk. Nie spodobało mi się to, co usłyszałam. „Planować i nie przywiązywać się?!” – powtarzałam z niedowierzaniem w myślach. Im dłużej się opierałam, tym mocniej czułam, że to prawda...

Styczeń jest miesiącem postanowień. Często, podobnie jak całkiem niedawno ja, wyznaczamy sobie różne cele, którym nie jesteśmy w stanie sprostać. Planujemy rozwijać się w kierunku, który nie jest dla nas dobry. Mało tego, zmuszamy się do robienia rzeczy, na które wcale nie mamy ochoty. Jak to zmienić? Jak wsłuchać się w potrzeby własnej duszy i ciała? Jak wybrać te najlepsze dla nas postanowienia?

STYCZEŃ    Tydzień 1

Czarna dziura czy dziupla?

Przez najbliższych 12 miesięcy będziemy pielęgnowali chwilę obecną. Nieczęsto będziemy spoglądali za siebie. Jednak nowy rok zaczniemy od kroku wstecz. Kartkę papieru podziel na dwie części. W pierwszej zapisz największe osiągnięcia minionego roku (nie więcej niż dziesięć). W drugiej części zanotuj spektakularne porażki (analogicznie nie więcej niż dziesięć). Pojawił się delikatny opór? Zamknij na moment oczy i postaraj się zlokalizować go w ciele. Następnie głęboko, spokojnie i miarowo oddychaj, mając na uwadze owo miejsce. Otwórz oczy. Czy opór jest mniejszy? Jeśli tak, jeśli jesteś gotowy go przełamać, znajdź ciche i spokojne miejsce. Upewnij się, że przez najbliższe 30–40 minut nikt nie będzie ci przeszkadzał. To ma być czas tylko dla ciebie. Uświadom sobie, że nie możesz być prawdziwie szczęśliwy ani dać komuś szczęścia, jeśli w pierwszej kolejności nie zadbasz o siebie.

Teraz spójrz na listę, która powstała. Przywołaj te momenty, które wymieniłeś w rubryce „Sukcesy”. Czy były mozolnie wypracowane i zaplanowane? A może wydarzyły się spontanicznie? Przede wszystkim jednak odpowiedz sobie na pytanie: na jak długo przyniosły ci szczęście? Na 1–2 dni, a może jeszcze krócej, na kilka godzin, a nawet ulotnych minut. Zdarzenia na zewnątrz przynoszą smutek lub radość. Kiedy jesteś smutny, masz wrażenie, że czas dłuży się w nieskończoność. Chcesz zmienić swój stan. Pragniesz go przyspieszyć. Zupełnie odwrotnie kiedy jesteś szczęśliwy, wydaje ci się, że czas płynie zbyt prędko. Podobnie dzieje się, gdy oglądasz świetny film czy serial. Z niepokojem spoglądasz na zegarek. Zaklinasz czas, aby zwolnił. Tak naprawdę zarówno smutek, jak i euforia są ulotne, zmienne. Tak! Wydarzenia i odczuwane przez nas emocje nieustannie się zmieniają. Ta świadomość w najtrudniejszych momentach daje mi wytchnienie. Czy zatem coś jest stałe? Bliski naszemu sercu Mistrz podkreśla, że prawdziwa radość przychodzi w stanie głębokiego spoczynku. W stanie medytacji, gdy wypełnia nas spokój. Nie jest rozgorączkowana, nie dłuży się ani nie płynie zbyt prędko. Może trwać w nieskończoność, niezmiennie...

Teraz trudniejsza część zadania. Przyjrzyj się swoim zeszłorocznym największym porażkom. Zastanów się, czy wyciągnąłeś z nich lekcje? Z mojego i Maćka doświadczenia wynika, że za każdą trudną sytuacją kryje się lekcja. Jeśli jesteśmy uważni, szybką ją dostrzegamy. Wówczas w „magiczny sposób” coś się zmienia. Akceptujemy rzeczywistość i odpuszczamy lub znajdujemy rozwiązanie. Tak czy inaczej, problem znika. Bogatsi, bardziej świadomi i silniejsi idziemy do przodu. Każde trudne doświadczenie to zamaskowana szansa.

Kilka lat temu w trakcie wywiadu z Ewą Kastory (założycielką Szkoły Negocjacji) na temat technik negocjacyjnych usłyszałam doskonałą analogię z dziuplą. Zostawia cię partner. Od lat wam się nie układało, często się kłóciliście, ale bałeś się samotności. Tracisz sens życia. Wydaje ci się, że jesteś w stanie zrobić wszystko, aby wrócił. Stoisz w czarnej dziurze (żeby nie powiedzieć „du...”). Otaczająca cię rzeczywistość wydaje się beznadziejna. Kiedy masz ochotę w nią wskoczyć, bierzesz głęboki, spokojny oddech i robisz dwa kroki do tyłu (spoglądasz na sytuację z dystansem). Okazuje się, że ta czarna, straszna dziura jest tak na prawdę dziuplą. Stoisz więc przed dziuplą. Kto wie, być może przestajesz już idealizować byłego partnera. Robisz kolejne 2 dwa kroki do tyłu i widzisz piękne drzewo. Zaczynasz widzieć świat w zupełnie nowych kolorach. Oddychasz pełną piersią. Zauważasz, że potrafisz się czuć dobrze we własnym towarzystwie. Stawiasz kolejne kroki wstecz. Nagle znajdujesz się w pięknym, zielonym, majowym lesie. W negocjacjach ta technika spoglądania z dystansem nazywa się „wejściem na galerię”.

Filozofia Wschodu podkreśla, że trudne sytuacje oprócz niosących ze sobą lekcji spełniają jeszcze jedną bardzo ważną funkcję. Jaką? Zarówno ból, jak i prawdziwa, płynąca ze środka radość, przenoszą nasz umysł do chwili obecnej. Pomagają nam na moment przystanąć i zajrzeć do środka.

STYCZEŃ    Tydzień 1Podsumowanie

• Zrób listę zeszłorocznych największych sukcesów i porażek (maksymalnie po dziesięć).

• Przeanalizuj, czy i na jak długo sukcesy przyniosły ci szczęście.

• Zobacz, czy za porażkami kryły się ważne lekcje.

• Zobacz, czy trudna sytuacja nie okazała się koniec końców szansą.

1

2

3

4

5

6

7

STYCZEŃ    Tydzień 2

Chcę, a nie muszę

„Kochana, muszę już kończyć...” – powiedziałam zmęczona rozmową z moją koleżanką. „Lepiej powiedz, że nie musisz, tylko chcesz już kończyć. W ten sposób weźmiesz odpowiedzialność za swoją decyzję. Nie urazisz mnie, jeśli powiesz, że jesteś zmęczona i nie masz ochoty już dłużej rozmawiać” – niespodziewanie odpowiedziała. Choć jej argument nie był mi na rękę, wzbudził moją refleksję. Po pierwsze, zrozumiałam, że nagminnie, w obawie o swój własny wizerunek (i o to, że kogoś mogę urazić), nadużywam słowa „muszę”. Po drugie, zobaczyłam, że efekt jest najczęściej odmienny od zamierzonego – okłamywana osoba dostrzega nieszczerość moich intencji. Koniec końców zaczęłam się przyglądać w swoim życiu temu, co „chcę” i „muszę”...

„Muszę rano pójść na jogę”, „muszę się zdrowiej odżywiać”, „muszę się napić zielonego szejka” lub „koniecznie musimy się spotkać”... To tylko kilka przykładów zdań, w których główną rolę zagrał czasownik „muszę”. Zastanawiałeś się, jak często sam go używasz? Ja przez wiele lat, podobnie jak mnóstwo otaczających mnie osób, nadużywałam go zupełnie bezwiednie. Uświadomiłam sobie, jak często pojawia się w moim słowniku, dopiero gdy po wspomnianej rozmowie przeprowadziłam następujące, proste ćwiczenie. W przewodniku lub notesie zanotuj (orientacyjnie), ile razy w ciągu dnia użyłeś słowa „muszę”. Zapisz również, w jakim pojawiło się ono kontekście. Użycie słowa „muszę” np. w kontekście skorzystania z toalety jest całkowicie uzasadnione. Jednak w większości innych przypadków można je z powodzeniem zastąpić innym, zdecydowanie rzadziej przez nas stosowanym czasownikiem. Jakim? „Chcę”. „Chcę” kojarzy się pozytywnie. Związane jest z czymś, na co masz ochotę, z przyjemnością, z marzeniami, z entuzjazmem. „Chcę” motywuje cię do działania. Mało tego, pomaga nam wziąć odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Podczas kiedy „muszę” przywołuje negatywne emocje. Związane jest z przymusem, niechęcią, działaniem na czyjś rozkaz. „Muszę”, odkąd byliśmy dziećmi, demotywowało nas, odbierało nam chęć. Pomagało nam (i prawdopodobnie najczęściej do dziś pomaga) nie brać pełnej odpowiedzialności za nas samych. Stawiać się w pozycji ofiary. Skoro „muszę”, a nie „chcę”, to tak naprawdę nie identyfikuję się z samą czynnością. Robię ją na 50 procent. Jeśli mi nie wyjdzie, zawsze mogę powiedzieć, że nie miałam na to ochoty...

Odpowiedz sobie na poniższe pytanie: „Co musisz robić w życiu?”. Poza potrzebami fizjologicznymi niczego tak naprawdę nie musisz. Nie musisz chodzić do pracy, wstawać wcześnie rano, zawozić dzieci do szkoły, spotykać się ze znajomymi, za którymi nie przepadasz. Wszystko to twoje dobrowolne decyzje.

Nie przekonały cię powyższe argumenty? Proponuję prosty eksperyment. Wybierz dowolną, najbardziej znienawidzoną pracę domową, np. prasowanie, zamiatanie lub zmywanie naczyń. Następnym razem, gdy będziesz przystępował do wykonywania tej czynności, podejmij decyzję. Czy chcesz mieć czysto w domu? Jeśli nie, zajmij się czymś przyjemniejszym. Jeśli tak, zamiast „muszę zamieść podłogę”, powiedz: „chcę zamieść podłogę”. Tu i teraz uświadom sobie decyzję, którą sam podejmujesz i która wypływa z twojej własnej, nieprzymuszonej, wolnej woli. Teraz zaobserwuj, jak zmieniła się twoja percepcja. Czy zmieniło się twoje nastawienie? Czy zamiatało się choć odrobinę przyjemniej?

Jeśli tak, przez minimum następny tydzień (uformowanie się nawyku może potrwać dłużej) włóż trochę wysiłku w wypracowanie nowego nawyku. Za każdym razem, gdy bezwiednie wypowiesz słowo „muszę”, podejmij decyzję. Zastanów się, czy rzeczywiście chcesz to zrobić. Jeśli tak, „muszę” zastąp słowem „chcę”. Po jakimś czasie zacznie przychodzić ci to naturalnie. Ten prosty zabieg pomoże ci pozytywniej nastawić się do życia. Kto wie, może nawet zaczniesz się częściej uśmiechać?!

STYCZEŃ    Tydzień 2Podsumowanie

• Zanotuj ilość razy