Wydawca: WAB Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 598 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Na ratunek Italii - Robert M. Edsel

Na ratunek Italii” to doskonale napisana i poparta gruntownymi badaniami opowieść o ratowaniu dzieł sztuki zrabowanych z Włoch podczas II wojny światowej.

Gdy wojska Hitlera wywoziły w 1943 roku z zaprzyjaźnionych Włoch Mussoliniego skarby światowego dziedzictwa kulturowego, generał Dwight Eisenhower utworzył specjalny oddział, którego zadaniem była ochrona bogactwa historycznego Europy. W maju 1944 roku dwaj nietypowi bohaterowie wyruszyli z Neapolu na niezwykłe łowy. Artysta Deane Keller i historyk sztuki Fred Hartt mieli za zadanie wyśledzić warte miliardy dolarów dzieła Michała Anioła, Donatella, Tycjana, Caravaggia i Boticellego. Co udało im się zachować by moglibyśmy dzisiaj podziwiać te dzieła sztuki w muzeach, a co przepadło. Czy bezpowrotnie?

 

 

Robert M. Edsel – pisarz, były biznesmen i były zawodowy tenisista. Po zakończeniu kariery w przemyśle paliwowym, przeprowadził się wraz z rodziną do Europy. Podczas pobytu we Florencji zafascynowała go historia dzieł sztuki zagrabionych podczas wojny przez hitlerowców. Założona i prowadzona przez niego Monuments Men Foundation for the Preservation of Art (Fundacja Obrońców Zabytków dla Ochrony Sztuki) została nagrodzona w 2007 roku amerykańską National Humanities Medal.

Opinie o ebooku Na ratunek Italii - Robert M. Edsel

Fragment ebooka Na ratunek Italii - Robert M. Edsel

Ro­bert M. Ed­sel

NA RA­TU­NEK ITA­LII

Zdążyć oca­lić na­ro­do­we skar­by przed na­zi­sta­mi

Przełożył Paweł Kruk

Tytuł ory­gi­nału: Sa­ving Ita­ly. The Race to Re­scue a Na­tion’s Tre­asu­res from the Na­zis

Co­py­ri­ght © 2013 by Ro­bert M. Ed­sel. By ar­ran­ge­ment with the au­thor. All ri­ghts re­se­rved.

Co­py­ri­ght © for the Po­lish edi­tion by Gru­pa Wy­daw­ni­cza Fok­sal, MM XIII

Co­py­ri­ght © for the Po­lish trans­la­tion by Paweł Kruk, MM XIII

Wy­da­nie I

War­sza­wa

Do wszyst­kich tych, którzy kie­dy­kol­wiek ośmie­li­li się ma­rzyć o czymś wiel­kim, a po­tem z od­da­niem re­ali­zo­wa­li swo­je ma­rze­nie, bez względu na wszyst­ko.

Nie kry­tyk się li­czy, nie człowiek, który wska­zu­je, jak po­ty­kają się sil­ni albo co inni mo­gli­by zro­bić le­piej. Chwała należy się temu, który stoi na are­nie z twarzą brudną od błota, krwi i potu; który dziel­nie wal­czy; który popełnia błędy; który wciąż doświad­cza nie­po­wo­dzeń, po­nie­waż każdy wysiłek nie­sie jakiś błąd, nie­do­ciągnięcie; lecz który nie usta­je w swo­ich wysiłkach; który wie, co to wiel­ki en­tu­zjazm, wiel­kie poświęce­nie; który ście­ra się w słusznej spra­wie; który w swych naj­lep­szych chwi­lach po­znał try­umf wiel­kiego osiągnięcia, a w naj­gor­szych, jeśli prze­gry­wa, to przy­najm­niej prze­gry­wa z od­wagą, nie chcąc, by jego miej­sce było wśród chłod­nych i bojaźli­wych dusz, które nig­dy nie po­znały sma­ku zwy­cięstwa ani porażki.

Pre­zy­dent The­odo­re Ro­ose­velt

SŁOWO OD AU­TO­RA

W roku 1996 prze­pro­wa­dziłem się do Flo­ren­cji i miesz­kałem tam nie­mal pięć lat. Wówczas w ogóle nie in­te­re­so­wałem się sztuką (ani hi­sto­rią sztu­ki). Moja wie­dza do­tycząca II woj­ny świa­to­wej po­cho­dziła głównie z filmów, kil­ku książek i opo­wieści mo­je­go ojca – we­te­ra­na woj­ny na Pa­cy­fi­ku, który służył w Kor­pu­sie Pie­cho­ty Mor­skiej Stanów Zjed­no­czo­nych – opo­wieści, którymi zaczął się dzie­lić z ro­dziną do­pie­ro pod ko­niec swo­je­go życia. Lecz dzięki mo­jej pa­sji na­uko­wej udało mi się nad­ro­bić stra­co­ny czas. Nie­ba­wem Flo­ren­cja stała się dla mnie salą lek­cyjną, a Eu­ro­pa szkołą. Ostat­nie lata, po po­wro­cie do Stanów Zjed­no­czo­nych, poświęciłem, dzieląc się z in­ny­mi opo­wieścia­mi o obrońcach za­bytków, lu­dziach, którzy pod­czas woj­ny ura­to­wa­li ogromną część spuści­zny ar­ty­stycz­nej. Wiodącą rolę w ra­to­wa­niu dzie­dzic­twa kul­tu­ro­we­go ode­grały Sta­ny Zjed­no­czo­ne, co po­win­no na­pa­wać dumą wszyst­kich Ame­ry­kanów.

Do­pie­ro dzie­sięć lat po opusz­cze­niu Flo­ren­cji, gdy zbie­rałem ma­te­riały do tej książki, od­kryłem, że hi­sto­rię o obrońcach za­bytków miałem na wyciągnięcie ręki. Nasz dom w Bel­los­gu­ar­do, wy­bu­do­wa­ny na jed­nym ze wzgórz z wi­do­kiem na mia­sto, był częścią re­zy­den­cji Vil­la dell’Ombrel­li­no, która pod­czas wal­ki o Flo­rencję zna­lazła się pod ostrzałem ar­ty­le­ryj­skim. Ce­cil Pin­sent, zna­ny ar­chi­tekt kra­jo­bra­zu, a za­ra­zem ofi­cer sek­cji obronców za­bytków, za­pro­jek­to­wał dla niej ogród w sty­lu włoskim1.

Tor­re di Bel­los­gu­ar­do, ho­tel usy­tu­owa­ny za na­szym do­mem, zo­stał zajęty przez woj­ska nie­miec­kie, od­po­wie­dzial­ne za znisz­cze­nie wspa­niałych flo­renc­kich mostów. Po zdo­by­ciu mia­sta miesz­ka­li w nim alian­ci.

Miesz­kając we Flo­ren­cji, zwie­dziłem wie­le miejsc, nieświa­do­my roli, jaką później miały ode­grać w po­wsta­wa­niu tej książki.

Pod­czas swo­ich po­szu­ki­wań od­kryłem, że to­skańskie skar­by w którymś mo­men­cie tra­fiły do St. Mo­ritz w Szwaj­ca­rii – wyjątko­we­go miej­sca, w którym na­pi­sałem znaczną część tego tek­stu. Przy­po­mniało mi to słowa bli­skie­go przy­ja­cie­la obrońcy za­bytków De­ane’a Kel­le­ra: „Życie jest pełne ta­jem­nic, dla których niezgłębio­ne siły przy­noszą nie­sa­mo­wi­te roz­wiąza­nia”2.

Moja podróż za­wiodła mnie z Pon­te Vec­chio we Flo­ren­cji – gdzie po raz pierw­szy zacząłem się za­sta­na­wiać, w jaki sposób tyle wspa­niałych dzieł sztu­ki eu­ro­pej­skiej prze­trwało II wojnę świa­tową i kto je oca­lił od znisz­cze­nia – do Wa­szyng­to­nu, gdzie 6 czerw­ca 2007 roku człon­ko­wie Kon­gre­su podjęli wspólną re­zo­lucję, która uho­no­ro­wała wysiłki działaczy sek­cji obrońców za­bytków. Pięć mie­sięcy później stałem przed pięcio­ma bo­ha­te­ra­mi tam­tych czasów w Sali Wschod­niej Białego Domu, by ode­brać w imie­niu Fun­da­cji Obro­ny Za­bytków me­dal Na­tio­nal Hu­ma­ni­ties z rąk pre­zy­den­ta Stanów Zjed­no­czo­nych.

Czter­dzieści osiem osób (zarówno mężczyzn, jak i ko­biet) służyło w Sek­cji Za­bytków, Dzieł Sztu­ki i Ar­chiwów (MFAA). (Kom­plet­na li­sta ich na­zwisk znaj­du­je się na końcu książki.) Nie­ste­ty, tyl­ko je­den spośród tych, którzy służyli we Włoszech, ar­ty­sta Sa­lva­to­re Scar­pit­ta, dożył mo­ich czasów. Nie­mniej jed­nak moja nie­zdol­ność do przed­sta­wie­nia hi­sto­rii tych wiel­kich lu­dzi w żad­nym ra­zie nie umniej­sza ich zasług.

Ze Scar­pittą po raz pierw­szy spo­tkałem się 31 paździer­ni­ka 2006 roku. Już wte­dy był on moc­no scho­ro­wa­ny. Nie opusz­czał domu, oto­czo­ny swoją sztuką. Roz­ma­wia­liśmy o Włoszech i o jego pra­cy w sek­cji. Po­dob­nie jak inne oso­by, z którymi roz­ma­wiałem, prze­pra­szał mnie za słabą pamięć i po­wie­dział: „Szko­da, że nie spo­tkaliśmy się wcześniej”3. Po kil­ku mi­nu­tach ogląda­nia ilu­stra­cji z mo­jej pierw­szej książki, Re­scu­ing Da Vin­ci, Sa­lva­to­re po­czy­nił ważne ob­ser­wa­cje:

Byłem bar­dzo kry­tycz­nym dzie­cia­kiem, ale wszy­scy oka­zy­wa­liśmy sza­cu­nek do ar­tystów oraz tych, którzy ce­ni­li ich pracę… Wo­bec ich dzieł od­czu­wałem coś, co się po­wszech­nie na­zy­wa miłością. Czułem, że tworzą praw­dzi­wy po­mnik ludz­kości… Tak więc w na­szej pra­cy znaj­dziesz po­stawę lu­dzi, którzy pragną za­cho­wać bi­cie tego ser­ca… I udało się nam (tak przy­najm­niej myślałem)4.

Na­sze pełne emo­cji spo­tka­nie wy­czer­pało go. Żegnając się z nim, rzekłem: „Wrócę tu­taj, więc le­piej uważaj na sie­bie”. Uśmiechnął się i od­parł: „Cze­kam… Dziękuję ci, bra­cie”5. Nie­ste­ty, nig­dy nie doszło do na­sze­go ko­lej­ne­go spo­tka­nia. Sa­lva­to­re Scar­pit­ta zmarł sześć mie­sięcy później, 10 kwiet­nia 2007 roku. Lecz pamięć Scar­pit­ty o tam­tych he­ro­icz­nych cza­sach prze­trwała dzięki jego córce Loli Scar­pi­cie Knap­ple, która po­dob­nie jak inne dzie­ci wiel­kich lu­dzi, pra­gnie po­pu­la­ry­zo­wać spuściznę swo­ich naj­bliższych.

Na ra­tu­nek Ita­lii jest częścią większe­go pro­jek­tu. W czerw­cu 2007 roku założyłem Fun­dację Obrońców Za­bytków, której ce­lem jest za­cho­wa­nie dzie­dzic­twa bo­ha­terów z okre­su II woj­ny świa­to­wej i po­now­ne usta­no­wie­nie przywództwa w kwe­stii ochro­ny skarbów kul­tu­ry pod­czas kon­fliktów zbroj­nych. Moją misją jest po­pu­la­ry­zja w społeczeństwie wie­dzy o działaniach obrońców za­bytków oraz ich osiągnięciach. Wierzę, że ta książka – wraz ze stałą wy­stawą obrońców za­bytków przy­go­to­wy­waną w Pa­wi­lo­nie Wy­zwo­le­nia w Mu­zeum II Woj­ny Świa­to­wej w No­wym Or­le­anie, a także fil­mem fa­bu­lar­nym reżyse­ro­wa­nym przez zdo­bywcę Osca­ra Geo­r­ge’a Clo­oneya i Gran­ta He­slo­va – ukaże ich nie­zwykły wysiłek szer­szej pu­blicz­ności. Mam też na­dzieję, że świa­do­mość ich ist­nie­nia zmo­bi­li­zu­je do po­szu­ki­wań wciąż nie­od­na­le­zio­nych dzieł sztu­ki, skra­dzio­nych pod­czas woj­ny, i za­owo­cu­je ko­lej­ny­mi od­kry­cia­mi. Zachęcam czy­tel­ników, by w ra­zie pytań do­tyczących po­cho­dze­nia kon­kret­nych ar­te­faktów o zna­cze­niu hi­sto­rycz­nym kon­tak­to­wa­li się z fun­dacją. Szczegółowe in­for­ma­cje znaj­dzie­cie pod ad­re­sem: www.mo­nu­ment­smen­fo­un­da­tion.org

O KSIĄŻCE

Pisząc tę książkę, ko­rzy­stałem z po­mo­cy ba­da­czek, które przełożyły na an­giel­ski tysiące stron ze swo­ich oj­czy­stych języków, mam tu na myśli – Do­ro­thee Schne­ider z Nie­miec i Anny Bot­ti­nel­li z Włoch. W przy­pad­ku lin­gwi­stycz­nych trud­ności obie tłuma­czyły za­mysł da­nej oso­by, a nie tekst, co mogło zmie­nić zna­cze­nie wy­po­wie­dzi. W cha­osie woj­ny obrońcy za­bytków nie za­wsze mie­li czas, by spraw­dzić pi­sow­nię włoskich i nie­miec­kich wyrażeń czy imion. Po­zwo­liłem so­bie po­pra­wić te frag­men­ty, które ory­gi­nal­nie zo­stały za­pi­sa­ne z błędem. Lecz w przy­pad­kach, gdy taka po­praw­ka mogła wpłynąć na zmianę treści, wsta­wiałem [sic!].

Niektóre z przegląda­nych przez nas do­ku­mentów należą do osób pry­wat­nych i zo­stały nam udostępnio­ne grzecz­nościo­wo. Wszyst­kie ta­kie przy­pad­ki zo­stały od­no­to­wa­ne w przy­pi­sach. Ter­min „alian­ci” jest najczęściej ro­zu­mia­ny jako państwa blo­ku za­chod­nie­go (bez krajów wcześniej­sze­go Związku Ra­dziec­kie­go). Gdy do­cie­rałem do sprzecz­nych in­for­ma­cji, wy­bie­rałem re­la­cje świadków oraz naj­now­sze do­ku­menty, re­zy­gnując ze wspo­mnień świadków, spi­sa­nych daw­no temu. (By przed­sta­wić czy­tel­ni­ko­wi jak naj­pełniej­szy ob­raz wy­da­rzeń, do przy­pisów dołączo­no do­dat­ko­we szczegółowe in­for­ma­cje oraz fak­ty budzące wątpli­wości.)

Pełna od­po­wie­dzial­ność za ewen­tu­al­ne błędy spo­czy­wa na mnie.

OSO­BY

Uwa­ga! Wiek po­da­ny w sto­sun­ku do roku 1943.

Główne po­sta­ci

Ka­pi­tan De­ane Kel­ler, członek sek­cji obrońców za­bytków w ame­ry­kańskiej 5. Ar­mii. Lat: 42. Uro­dzo­ny: New Ha­ven, stan Con­nec­ti­cut, Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki. Por­tre­ci­sta i pro­fe­sor sztu­ki na Uni­wer­sy­te­cie Yale. Zgłosił się na ochot­ni­ka, by służyć oj­czyźnie i wy­ko­rzy­stać swoją wiedzę o Włoszech. Po­zo­sta­wił w kra­ju uko­chaną żonę Ka­thy i syn­ka Dino. In­tro­wer­tycz­ny, wrażliwy i bar­dzo pra­co­wi­ty. Często czuł się osa­mot­nio­ny. [De­ane Kel­ler Pa­pers, Ma­nu­scripts & Ar­chi­ves, Yale Uni­ver­si­ty]

Po­rucz­nik Fred Hartt, ofi­cer sek­cji obrońców za­bytków działający na te­re­nie To­ska­nii. Lat: 29. Uro­dzo­ny: Bo­ston, stan Mas­sa­chu­setts, Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki. Hi­sto­ryk sztu­ki. Wschodząca gwiaz­da na tym polu. Pra­co­wał jako asy­stent i ka­ta­lo­gi­sta w Yale Uni­ver­si­ty Art Gal­le­ry, za­nim wstąpił do ar­mii w 1942 roku. Hartt był osobą prze­bo­jową, cza­sem im­pul­sywną i na­iwną. Ko­chał Włochy i swoją pracę. [Wal­ter Gle­ason Col­lec­tion]

Ge­ne­rał Karl Frie­drich Otto Wolff, naj­wyższy dowódca SS i po­li­cji we Włoszech. Lat: 43. Uro­dzo­ny: Darm­stadt, Niem­cy. Przez sześć lat kie­ro­wał oso­bi­stym szta­bem Re­ichsführe­ra SS He­in­ri­cha Him­m­le­ra. Po ka­pi­tu­la­cji Włoch, we wrześniu 1943 roku, Wolff zo­stał de fac­to przywódcą Włoskiej Re­pu­bli­ki So­cjal­nej. Często wy­ko­rzy­sty­wał swoją umiejętność per­swa­zji. Miał fory u Hi­tle­ra. [Ul­l­ste­in Bild – Wal­ter Frenz]

Po­sta­ci dru­go­pla­no­we

Gio­van­ni Pog­gi, ku­ra­tor flo­renc­kich ga­le­rii w Arez­zo i Pi­stoi. Lat: 63. Uro­dzo­ny: Flo­ren­cja, Włochy. Zor­ga­ni­zo­wał ewa­ku­ację dzieł sztu­ki z miej­skie­go mu­zeum do re­po­zy­to­riów na te­re­nie To­ska­nii. Był jed­nym z naj­bar­dziej sza­no­wa­nych i doświad­czo­nych ku­ra­torów we Włoszech (po­dobną funkcję pełnił pod­czas I woj­ny świa­to­wej). [Arian­na i Eli­sa Ma­gri­ni oraz Edi­zio­ni Po­li­stam­pa, Flo­ren­cja]

Al­len Dul­les, szef mi­sji Biu­ra Usług Stra­te­gicz­nych w Szwaj­ca­rii. Lat: 50. Uro­dzo­ny: Wa­ter­town, stan Nowy Jork, Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki. W roku 1942 przy­był do Ber­na w Szwaj­ca­rii jako spe­cjal­ny asy­stent mi­ni­stra. W rze­czy­wi­stości pra­co­wał dla Biu­ra Służb Stra­te­gicz­nych (OSS). [Cen­tral In­tel­li­gen­ce Agen­cy]

Don Gu­ido Anel­li, ka­to­lic­ki du­chow­ny i przywódca par­ty­zantów. Lat: 31. Uro­dzo­ny: Vi­ga­lo­ne, Włochy. Był jed­nym z pierw­szych or­ga­ni­za­torów ru­chu opo­ru prze­ciw­ko Niem­com i fa­szy­stom w pro­win­cji Par­ma. [Ser­gio Gliot­ti Col­lec­tion]

Pułkow­nik SS Ale­xan­der Langs­dorff, szef Kun­st­schut­zu we Włoszech. Lat: 45. Uro­dzo­ny: Als­feld, Niem­cy. Zna­ko­mi­ty ar­che­olog, pra­co­wał w Nie­miec­kim Mu­zeum Hi­sto­rycz­nym w Ber­li­nie. Wszedł w skład oso­bi­ste­go szta­bu Him­m­le­ra w 1935 roku. Jego działalność na rzecz dzieł sztu­ki i za­bytków Włoch często ko­li­do­wała z pracą dla SS. [Ma­re­ile Langs­dorff Claus Col­lec­tion]

Ka­pi­tan Ales­san­dro Ca­gia­ti, ofi­cer ame­ry­kańskie­go wy­wia­du pra­cujący w ra­mach OSS. Lat: 34. Uro­dzo­ny: Rzym, Włochy. Wy­emi­gro­wał do Stanów Zjed­no­czo­nych w 1934 roku. Pod­czas woj­ny przy­był na Sy­cy­lię wraz z pierw­szy­mi żołnie­rza­mi wojsk sprzy­mie­rzo­nych. Był łączni­kiem między OSS a włoskim ru­chem opo­ru. [An­tho­ny Ca­gia­ti i Ales­san­dro Ca­gia­ti]

Obrońcy za­bytków

Ko­man­dor pod­po­rucz­nik Per­ry B. Cott, USNR. Lat: 34. Uro­dzo­ny: Co­lum­bus, stan Ohio, Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki. Zastępca dy­rek­to­ra i ku­ra­tor sztu­ki eu­ro­pej­skiej i azja­tyc­kiej w Wor­ce­ster Art Mu­seum, Mas­sa­chu­setts. Początko­wo pra­co­wał w wy­wia­dzie ma­ry­nar­ki wo­jen­nej, był jed­nym z pierw­szych ofi­cerów sek­cji obrońców za­bytków wysłanych na Sy­cy­lię w 1943 roku. [Pen­noy­er Pa­pers, De­part­ment of Art and Ar­che­olo­gy, Prin­ce­town Uni­ver­si­ty]

Ka­pi­tan Edward „Ted­dy” Croft-Mur­ray. Lat: 36. Uro­dzo­ny: Chi­che­ster, Wiel­ka Bry­ta­nia. Ku­stosz działów re­pro­duk­cji i ry­sunków w Bri­tish Mu­seum. Naj­pierw służył w dowództwie ma­ry­nar­ki wo­jen­nej i w Mi­ni­ster­stwie Woj­ny. Na te­ren działań kam­pa­nii śródziem­no­mor­skiej prze­do­stał się przez Tizi Ouzou w Al­gie­rii.

Pod­pułkow­nik Er­nest The­odo­re De­Wald, dy­rek­tor Pod­ko­mi­sji Sek­cji Za­bytków, Dzieł Sztu­ki i Ar­chiwów. Lat: 52. Uro­dzo­ny: Nowy Brunsz­wik, stan New Jer­sey, Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki. Pro­fe­sor sztuk pla­stycz­nych na Uni­wer­sy­te­cie Prin­ce­ton. We­te­ran I woj­ny świa­to­wej, służył w Afry­ce Północ­nej, gdzie szko­lił żołnie­rzy w za­kre­sie dzie­dzic­twa kul­tu­ry Włoch. [Wal­ter Gle­ason Col­lec­tion]

Ma­jor Paul Gard­ner. Lat: 49. Uro­dzo­ny: So­me­rvil­le, stan Mas­sa­chu­setts, Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki. Dy­rek­tor mu­zeum. Gard­ner służył w ar­mii ame­ry­kańskiej pod­czas I woj­ny świa­to­wej. W roku 1933 zo­stał pierw­szym dy­rek­to­rem nowo otwar­tej Wil­liam Roc­khill Nel­son Gal­le­ry i At­kins Mu­seum of Fine Arts w Kan­sas City, w sta­nie Mis­so­uri. Gard­ner był pierw­szym ofi­ce­rem sek­cji obrońców za­bytków, który do­tarł do Włoch kon­ty­nen­tal­nych. [Wal­ter Gle­ason Col­lec­tion]

Pod­pułkow­nik Ma­son Ham­mond. Lat: 40. Uro­dzo­ny: Bo­ston, stan Mas­sa­chu­setts, Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki. Na­uko­wiec z dzie­dzi­ny fi­lo­lo­gii kla­sycz­nej. Mia­no­wa­ny przez pre­zy­den­ta Ro­ose­vel­ta, pełnił funkcję jego do­rad­cy w spra­wach sztuk pięknych i za­bytków. Wylądował na Sy­cy­lii trzy ty­go­dnie po in­wa­zji aliantów. Pierw­szy ofi­cer obrońców za­bytków działający w te­re­nie. [Eli­za­beth Ham­mond Lle­wel­lyn Col­lec­tion]

Pod­pułkow­nik Nor­man T. New­ton, ofi­cer sek­cji obrońców za­bytków przy bry­tyj­skiej 9. Ar­mii. Lat: 45. Uro­dzo­ny: Cor­ry, stan Pen­syl­wa­nia, Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki. Ar­chi­tekt kra­jo­bra­zu. Był ka­de­tem w kor­pu­sie re­zer­wy Ame­ry­kańskiej Ma­ry­nar­ki Wo­jen­nej pod­czas I woj­ny świa­to­wej. Po­dob­nie jak kil­ku in­nych członków sek­cji obrońców za­bytków spędził trzy lata w Aka­de­mii Ame­ry­kańskiej w Rzy­mie. [Wal­ter Gle­ason Col­lec­tion]

Ma­jor The­odo­re „Tub­by” Si­zer. Lat: 51. Uro­dzo­ny: mia­sto Nowy Jork, Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki. Dy­rek­tor Yale Uni­ver­si­ty Art Gal­le­ry. W roku 1942 otrzy­mał sto­pień ma­jo­ra Wy­wia­du Sił Po­wietrz­nych i służył na Sy­cy­lii. Re­ko­men­do­wał kil­ka osób do pra­cy w MFAA, w tym swo­je­go przy­ja­cie­la De­ane’a Kel­le­ra. [Ima­ges of Yale In­di­vi­du­als, Ma­nu­scripts & Ar­chi­ves, Yale Uni­ver­si­ty]

Pod­pułkow­nik John Bry­an Ward-Per­kins, zastępca dy­rek­to­ra pod­ko­mi­sji MFAA. Lat: 31. Uro­dzo­ny: Brom­ley, An­glia. Bry­tyj­ski ar­che­olog. Przed wojną pra­co­wał w Lon­don Mu­seum i na Uni­wer­sy­te­cie Mal­tańskim. Jako członek Bry­tyj­skiej Ar­ty­le­rii Królew­skiej w 1943 roku zo­stał wysłany do Afry­ki Północ­nej, gdzie zaj­mo­wał się ochroną ruin sta­rożyt­ne­go rzym­skie­go mia­sta Lep­tis Ma­gna i Sa­bra­tha w Li­bii. [Wal­ter Gle­ason Col­lec­tion]

W cza­sach woj­ny, gdy myśli walczących po obu stro­nach są sku­pio­ne głównie na wy­gra­niu bi­twy i związa­ny­mi z tym stra­chem, wro­gością, nie­na­wiścią, krwią i śmier­cią, wy­da­je się nie­do­rzecz­ne i trud­ne do za­ak­cep­to­wa­nia, że dowódcy walczących ze sobą ar­mii zwra­cają uwagę na kul­turę i sztu­ki piękne. A jed­nak zarówno wśród na­zistów, jak i aliantów, być może po raz pierw­szy w hi­sto­rii, zna­leźli się lu­dzie, których głównym zajęciem było za­cho­wa­nie kul­turowej spuści­zny na­rodów, by nie zo­stała ro­ze­rwa­na na strzępy przez wo­jenną za­wie­ruchę. Ita­lia pierw­sza po­znała tych, których za­da­niem było za­opie­ko­wa­nie się kul­turowym i ar­ty­stycz­nym dzie­dzic­twem pod­czas woj­ny.

Ofi­cer sek­cji obrońców za­bytków ka­pi­tan De­ane Kel­ler6

WSTĘP

16 września 1943

Oj­ciec Acer­bi, we­te­ran I woj­ny świa­to­wej, spędził ko­lejną noc w wil­got­nym schro­nie prze­ciw­lot­ni­czym w Me­dio­la­nie wraz ze swo­imi braćmi do­mi­ni­ka­na­mi. Żywił na­dzieję, że nie powtórzą się już dra­ma­tycz­ne wy­da­rze­nia po­przed­nich wie­czorów. Była nie­dzie­la 15 września 1943 roku. Tego dnia, ra­zem z miesz­kańcami mia­sta, ce­le­bro­wał uro­czy­stość Wnie­bo­wzięcia, Fer­ra­go­sto, jed­ne­go z naj­większych świąt państwo­wych we Włoszech. Jed­nak uro­czy­stości prze­bie­gały w smut­nej at­mos­fe­rze. Acer­bi mo­dlił się, żeby ata­ki ustały choćby na kil­ka go­dzin. Umęcze­ni miesz­kańcy Me­dio­la­nu po­trze­bo­wa­li snu; po­dob­nie jak mni­si.

Tuż po północy7, gdy księżyc uka­zał się w pełni po częścio­wym zaćmie­niu8, po­now­nie roz­legło się złowro­gie, lecz jakże zna­jo­me bu­cze­nie sy­ren prze­ciw­lot­ni­czych. Po­przed­nie na­lo­ty zmu­siły set­ki tysięcy me­dio­lańczyków do opusz­cze­nia mia­sta9. Dwa­dzieścia mi­nut później dało się słyszeć po­mru­ki nad­la­tujących sa­mo­lotów, a po­tem stłumio­ne odgłosy wy­buchów bomb. Zie­mia zadrżała, głośniej i gwałtow­niej, gdy nad cen­trum mia­sta nad­le­ciały pierw­sze lan­ca­ste­ry Bry­tyj­skich Sił Po­wietrz­nych. Po­ja­wiające się w od­da­li rozbłyski jesz­cze bar­dziej roz­jaśniły rozświe­tlo­ne nie­bo. Pożary na­sy­ciły po­wie­trze kwaśnym odo­rem. W po­bliżu schro­nu Acer­bie­go z ogłuszającym hu­kiem wy­buchła pra­wie dwu­to­no­wa bom­ba.

Kil­ka nocy wcześniej odłamki po­cisków ude­rzyły w kościół San­ta Ma­ria del­le Gra­zie i uszko­dziły też re­fek­tarzI. Na szczęście znisz­cze­niu nie uległa perła Me­dio­la­nu, która to­wa­rzy­szyła oj­com do­mi­ni­ka­nom pod­czas posiłków: Ostat­nia Wie­cze­rza Le­onar­da da Vin­ci10. Zgod­nie z wie­kową tra­dycją mni­si sia­da­li do posiłku pod północną ścianą re­fek­ta­rza, na której Le­onar­do na­ma­lo­wał fresk przed­sta­wiający dwu­na­stu apo­stołów przy­go­to­wujących się do wie­cze­rzy. Z na­dejściem świtu oj­ciec Acer­bi uświa­do­mił so­bie, że eks­plo­zja prze­rwała długą tra­dycję, być może bez­pow­rot­nie.

Le­onar­do przystąpił do ma­lo­wa­nia Ostat­niej Wie­cze­rzy z roz­mysłem. Młody mnich i zna­ny twórca no­wel, Mat­teo Ban­del­lo, tak pisał o mi­strzu: „Każdego ran­ka uda­je się na plat­formę, by ma­lo­wać Ostat­nią Wie­czerzę; i po­zo­sta­je tam od świtu do nocy, nie wy­pusz­czając pędzla z dłoni, pra­cując bez je­dze­nia i pi­cia. A po­tem przez trzy dni nie bie­rze pędzla do ręki, lecz przez długie go­dzi­ny bada swo­je dzieło, pod­dając je kry­ty­ce”11.

Gdy fresk zo­stał ukończo­ny (1498), lu­dzie nie kry­li zdu­mie­nia. Do­tych­czas, począwszy od naj­wcześniej­szych ma­lo­wi­deł z ka­ta­kumb z V i VI wie­ku, po­przez bar­dziej współcze­sne, au­tor­stwa ta­kich ma­la­rzy, jak Tad­deo Gad­di (ok. 1350), An­drea del Ca­sta­gno (ok. 1447), Do­me­ni­co Ghir­lan­da­io (ok. 1480) czy Pie­tro Pe­ru­gi­no (ok. 1493), po­dob­ne dzieła umiesz­cza­no w kon­tekście eu­cha­ry­stii. Twórcy zwy­kle sa­dza­li dwu­na­stu apo­stołów przy sto­le, a Chry­stus na tych ob­ra­zach przy­go­to­wy­wał ofiarę z chle­ba i wina. Sce­ne­ria owych dzieł nie­wie­le miała wspólne­go z rze­czy­wi­stością: po­sta­cie sta­tycz­ne, po­zba­wio­ne emo­cji. Ju­dasz często przed­sta­wia­ny był sam, po prze­ciw­nej stro­nie stołu.

Tym­cza­sem Le­onar­do, wni­kli­wy ob­ser­wa­tor na­tu­ry, dys­po­nujący roz­ległą wiedzą ana­to­miczną, ze­rwał z tra­dycją i połączył usta­no­wie­nie sa­kra­men­tu eu­cha­ry­stii z dra­ma­tyczną chwilą, kie­dy Je­zus oznaj­mia: „Za­prawdę po­wia­dam wam: je­den z was Mnie zdra­dzi”12. Za­uważyw­szy wcześniej, że „ru­chy mężczyzn są tak samo różne jak emo­cje płynące przez ich umysły”13, da Vin­ci zdołał od­ma­lo­wać re­akcję apo­stołów na szo­kującą no­winę. Święty Fi­lip kładzie dłonie na pier­si, dając wy­raz swo­jej nie­win­ności. Święty Ja­kub Star­szy ge­sty­ku­lu­je, nie mogąc opa­no­wać wzbu­rze­nia. Święty Bartłomiej, ze wzro­kiem utkwio­nym w Chry­stu­sie, po­chy­la się, na­pie­rając moc­no na stół, pod­czas gdy Ju­dasz, przewróciw­szy sol­niczkę, wzdra­ga się gwałtow­nie i za­ci­ska dłoń na sa­kiew­ce, być może wypełnio­nej srebr­ni­ka­mi. Wy­ko­rzy­sta­nie ko­lo­ru i nie­zwy­kle re­ali­stycz­ne po­sta­cie apo­stołów spra­wiają, że oglądając fresk, sta­je­my się częścią dra­ma­tycz­nej opo­wieści Le­onar­da. I oto te­raz gro­ziło dziełu, że już nikt nig­dy go nie uj­rzy.

Bom­ba spadła na śro­dek Krużgan­ku zmarłych, nie­dużego, porośniętego trawą dzie­dzińca położone­go na wschód od re­fek­ta­rza i na północ od kościoła14. Wy­buch znisz­czył za­da­szoną ko­lum­nadę, którą mni­si, ubra­ni w białe ha­bi­ty i san­dały, prze­mie­rza­li każdego dnia. Gdy­by oj­ciec Acer­bi nie na­ka­zał swo­im bra­ciom do­mi­ni­ka­nom15 prze­nieść się z klasz­tor­nych piw­nic do schro­nu poza kościel­ny­mi mu­ra­mi, wszy­scy by zginęliII. Po długiej ar­ka­dzie po­zo­stały tyl­ko drew­nia­ne ki­ku­ty, które pod­pie­rały po­kry­te fre­ska­mi piękne łuki, pro­wadzące do głównej części kościoła.

Eks­plo­zja całko­wi­cie zbu­rzyła wschod­nią ścianę re­fek­ta­rza, przez co za­wa­lił się dach16. Drew­nia­ne dźwi­ga­ry spa­dzi­ste­go da­chu znisz­czyły cien­ki skle­pio­ny su­fit sali ja­dal­nej, jak­by ktoś młotem ude­rzył w jaj­ko. Miej­sco­wi urzędni­cy prze­zor­nie za­bez­pie­czy­li północną ścianę wor­ka­mi z pia­skiem, drew­nia­nym rusz­to­wa­niem i me­ta­lo­wy­mi wzmoc­nie­nia­mi już w 1940 roku. Tyl­ko to uchro­niło ar­cy­dzieło Le­onar­da przed znisz­cze­niem. Mimo że nikt nie po­tra­fił od razu oce­nić, w ja­kim sta­nie jest Ostat­nia Wie­cze­rza, oj­ciec Acer­bi uznał za cud, że fresk oca­lał przed znisz­cze­niem (bom­ba wy­buchła za­le­d­wie 25 metrów od re­fek­ta­rza).

Le­onar­do ma­lo­wał Ostat­nią Wie­czerzę, posługując się eks­pe­ry­men­talną tech­niką. Za­miast kłaść pig­ment na mo­kry tynk (zgod­nie z tra­dycją ma­lo­wa­nia fresków), mistrz ma­lo­wał na su­chej ścia­nie, by uzy­skać większą różno­rod­ność barw. Nowa tech­nika współgrała z jego po­wol­nym, pełnym na­mysłu sty­lem pra­cy. Da Vin­ci ma­lo­wał fresk trzy lata17 (osta­tecz­nie dzieło miało 457 cen­ty­metrów wy­so­kości, 884 cen­ty­metry po przekątnej i zaj­mo­wało nie­mal całą sze­ro­kość re­fek­ta­rza18). Jed­nak eks­pe­ry­ment Le­onar­da się nie powiódł; nie minęły dwie de­ka­dy, gdy stan po­wierzch­ni ma­lo­widła zaczął się po­gar­szać. Jesz­cze przed ro­kiem 1726 re­stau­ra­to­rzy roz­poczęli pierwszą z długiej se­rii (mniej lub bar­dziej udo­ku­men­to­wa­nych) in­ge­ren­cji na­praw­czych. Ich wysiłki jed­nak nie zmie­rzały do za­cho­wa­nia ma­lo­widła Le­onar­da na wil­got­nej północ­nej ścia­nie; bar­dziej cho­dziło o to, by wy­eks­po­no­wać pracę da­ne­go re­stau­ra­to­ra – oraz jego imię – w hi­sto­rycz­nym dzie­le19. Jak za­ob­ser­wo­wał pe­wien znaw­ca sztu­ki z Me­dio­la­nu: „Nie ma dru­giej ta­kiej pra­cy na świe­cie, która byłaby bar­dziej czczo­na przez pu­blicz­ność, a jed­no­cześnie bar­dziej obrażana przez na­ukowców”20. Wy­buch bom­by 16 sierp­nia 1943 roku był ostat­nim, a za­ra­zem naj­bar­dziej dra­stycz­nym ak­tem agre­sji na Ostat­nią Wie­czerzę.

Wil­got­ność ścia­ny północ­nej nie­po­koiła re­stau­ra­torów. Wy­sta­wie­nie fre­sku na działanie żywiołów wywołało nowe za­grożenia. Zbu­rze­nie ścia­ny wschod­niej i da­chu po­zba­wiło re­fek­tarz jego cha­rak­te­ry­stycz­ne­go mi­kro­kli­ma­tu, a let­nie upały pod­wyższyły wil­got­ność północ­nej ścia­ny. Po­nad­to siła wy­bu­chu po­ci­sku od­rzu­ciła część worków z pia­skiem na za­ma­lo­waną ścianę21. Let­nia bu­rza mogła z łatwością zmyć ma­lo­widło22. Także nie­wy­so­ki bu­dy­nek przy­le­gający do tyl­nej ścia­ny re­fek­ta­rza gro­ził za­wa­le­niem. Wy­star­czyły wi­bra­cje spo­wo­do­wa­ne ko­lej­ny­mi ata­ka­mi aliantów, by ścia­na północ­na się za­wa­liła. Na­wet jeśli prze­trwałaby ko­lej­ne znisz­cze­nia, to zna­mie­ni­te­mu dziełu Le­onar­da gro­ziło wiel­kie nie­bez­pie­czeństwo.

Na Włochy za­wsze pa­trzo­no przez pry­zmat tam­tej­szych skarbów kul­tu­ry; Ostat­nia Wie­cze­rza Le­onar­da da Vin­ci jest tyl­ko jed­nym z nich. Sta­rożytne miej­sca – Rzym, Sy­ra­ku­zy i Pom­pe­je; mia­sta szka­tułki – We­ne­cja, San Gi­mi­gna­no i Urbi­no; miej­sca kul­tu re­li­gij­ne­go – Ba­zy­li­ka Świętego Pio­tra, flo­renc­ka ka­te­dra Du­omo (San­ta Ma­ria del Fio­re) i ka­pli­ca Are­na w Pa­dwie (ka­pli­ca Scro­ve­gnich); a także iko­nicz­ne po­mni­ki – Ko­lo­seum, Krzy­wa Wieża czy most Pon­te Vec­chio – od wieków ota­cza­ne naj­wyższym po­dzi­wem (po­przez li­te­ra­turę, po­ezję czy ma­lar­stwo), stały się spuścizną całej ludz­kości.

Jak po­ka­zały wy­da­rze­nia z Me­dio­la­nu, II woj­na świa­to­wa i naj­now­sze me­to­dy działań bo­jo­wych (zwłasz­cza z użyciem bomb za­pa­lających) oka­zały się śmier­tel­nym za­grożeniem tego dzie­dzic­twa. Kie­dy alian­ci wylądo­wa­li na Sy­cy­lii (w nocy z 9 na 10 sierp­nia 1943 roku), po­ja­wiło się inne ry­zy­ko: woj­na lądowa23. Niem­cy w swo­jej de­ter­mi­na­cji nie chcie­li oddać na­wet piędzi włoskiej zie­mi. Jak wie­lu in­nym dziełom sztu­ki za­grażała woj­na? Od sa­me­go początku (o czym świad­czy znisz­cze­nie Ostat­niej Wie­cze­rzy) alian­ci za­chod­ni nie byli wol­ni od błędów w oce­nie i re­ali­za­cji swo­ich działań.

Woj­na może mieć wie­le imion, jed­nym z nich jest niewątpli­wie cha­os. Rzad­ko kie­dy wszyst­ko idzie zgod­nie z pla­nem. Pre­mier Win­ston Chur­chill po­wie­dział kie­dyś: „Nig­dy, nig­dy nie wierz­cie, że ja­ka­kol­wiek woj­na pójdzie gładko i będzie łatwa czy też że kto­kol­wiek, kto wy­ru­sza w tę dziwną podróż, po­tra­fi zmie­rzyć fale i hu­ra­ga­ny, które na­po­tka”24. Po­ja­wiają się etycz­ne dy­le­ma­ty. Zo­sta­je pod­da­na próbie lo­jal­ność, lecz lo­jal­ność wo­bec kogo? Wo­bec kra­ju, spra­wy czy sa­me­go sie­bie? Wysiłki podjęte, by ochro­nić skar­by włoskiej kul­tu­ry, sta­no­wiły taką właśnie podróż, przed którą prze­strze­gał Chur­chill. Nie­wie­le po­dob­nych wo­jen­nych podróży do­star­czyło tak nie­sa­mo­wi­tych opo­wieści.

Pod­czas II woj­ny świa­to­wej za­da­nie ura­to­wa­nia skarbów kul­tu­ry po­wie­rzo­no różnym i często przy­pad­ko­wym oso­bom, ta­kim jak dowódcy woj­sko­wi, włoscy urzędni­cy zaj­mujący się kul­turą, do­stoj­ni­cy Kościoła ka­to­lic­kie­go, nie­miec­cy dy­plo­ma­ci i hi­sto­ry­cy sztu­ki, ofi­ce­ro­wie SS czy agen­ci OSS i par­ty­zan­ci. Kie­ro­wały nimi najróżniej­sze mo­ty­wy. Nie wszy­scy za­cho­wy­wa­li się zgod­nie z ocze­ki­wa­nia­mi – często wręcz prze­ciw­nie.

Ist­niała także nie­co mniej zna­na gru­pa Ame­ry­kanów i Bry­tyj­czyków – dy­rek­to­rzy muzeów, ku­sto­sze, artyści, ar­chi­wiści, edu­ka­to­rzy, bi­blio­te­ka­rze i ar­chi­tek­ci – którzy zgłosi­li się na ochot­ników, by ra­to­wać dzie­dzic­two Eu­ro­py. Na­zwa­no ich obrońcami za­bytków. Ta gru­pa uczo­nych żołnie­rzy w śred­nim wie­ku stanęła wo­bec po­zor­nie nie­wy­ko­nal­ne­go za­da­nia: by zmi­ni­ma­li­zo­wać znisz­cze­nia naj­większe­go w Eu­ro­pie cen­trum sztu­ki, ar­chi­tek­tu­ry i hi­sto­rii spo­wo­do­wa­ne wo­jenną za­wie­ruchą; by wszcząć pra­ce re­no­wa­cyj­ne tam, gdzie to możliwe; a także zlo­ka­li­zo­wać i zwrócić skra­dzio­ne dzieła sztu­ki ich pra­wo­wi­tym właści­cie­lom. Mi­sja obrońców za­bytków była eks­pe­ry­men­tem wymyślo­nym przez urzędników, którzy sie­dzie­li w swo­ich biu­rach z dala od woj­ny.

Trzon gru­py sta­no­wiło dwóch mężczyzn, którzy ode­gra­li ogromną rolę nie tyl­ko w hi­sto­rii na­ro­du, lecz także w utrwa­le­niu kul­tu­ro­we­go dzie­dzic­twa cy­wi­li­za­cji. De­ane Kel­ler, pa­trio­ta, czter­dzie­sto­dwu­let­ni ar­ty­sta, na­uczy­ciel, mąż i oj­ciec trzy­let­nie­go syna, zda­wał się być wszędzie i nig­dzie, nie­ustan­nie prze­miesz­czając się z miej­sca na miej­sce. Fred Hartt, po­ryw­czy, lecz ogrom­nie uta­len­to­wa­ny dwu­dzie­sto­dzie­więcio­let­ni hi­sto­ryk sztu­ki, tak bar­dzo uko­chał kul­tu­ro­we skar­by Flo­ren­cji, że oca­le­nie sztu­ki tego mia­sta przed znisz­cze­niem stało się jego misją życia. Rzu­ce­ni w świat służby woj­sko­wej zma­ga­li się z wojną, jej strasz­ny­mi skut­ka­mi, a cza­sem też z własnym to­wa­rzy­stwem.

CZĘŚĆ PIERW­SZAPOCZĄTKI

Dzieła sztu­ki to nie dia­men­ty. Bez względu na to, jak cen­ny jest taki ka­mień, za­wsze można zdo­być inny, po­dob­ny. Ale Mona Lisa czy Ka­pli­ca Syk­styńska w Wa­ty­ka­nie są wyjątko­we i nie­po­wta­rzal­ne. Ich twórcy daw­no już umar­li i nie zastąpią ich żadne pie­niądze.

ge­ne­rał sir H. Ma­itland Wil­son, dowódca sił alianc­kich w re­jo­nie Mo­rza Śródziem­ne­go25

Ob­szar działań wo­jen­nych w re­jo­nie Mo­rza Śródziem­ne­go (część)

1ZMIA­NA WAR­TY

połowa lip­ca – początek sierp­nia 1943

Zwy­kle, aby zor­ga­ni­zo­wać kon­fe­rencję li­derów państw, na­wet w sy­tu­acji wyjątko­wej, po­trze­ba dni, jeśli nie ty­go­dni. Przy­go­to­wa­nie spo­tka­nia 19 lip­ca 1943 roku przywódcy na­zi­stow­skich Nie­miec Adol­fa Hi­tle­ra z fa­szy­stow­skim dyk­ta­to­rem Be­ni­to Mus­so­li­nim zajęło nie­całe dwa­dzieścia czte­ry go­dzi­ny26.

Nie­po­kojące wia­do­mości o sy­tu­acji we Włoszech do­tarły do Hi­tle­ra już dwa dni wcześniej. Minęło za­le­d­wie sie­dem dni od chwi­li, gdy ame­ry­kańskie i bry­tyj­skie woj­ska zna­lazły się na plażach Sy­cy­lii, a już do dowódców nie­miec­kich bry­gad zaczęły napływać do­nie­sie­nia, że Włosi de­zer­te­rują z li­nii fron­tu27. Feld­mar­szałek Al­bert Kes­sel­ring, dowódca wojsk nie­miec­kich na fron­cie śródziem­no­mor­skim28, mówił, że „wi­dzia­no na wpół ubra­nych włoskich żołnie­rzy pędzących przez wsie w skra­dzio­nych ciężarówkach”29. Fa­szy­stow­ski part­ner Nie­miec zda­wał się nie­zdol­ny czy też – co gor­sza – niechętny do obro­ny własnej oj­czy­zny przed alian­ta­mi. Hi­tler i jego współpra­cow­ni­cy wie­dzie­li, że na­wet w naj­lep­szym sce­na­riu­szu pu­blicz­ne prze­chwałki Mus­so­li­nie­go nie będą szły w pa­rze z mi­li­tar­nym po­ten­cjałem jego kra­ju; byli świa­do­mi fak­tu, że by obro­nić nowo po­wstały front, niezbędne jest zwiększe­nie li­czeb­ności sił zbroj­nych Rze­szy. Zważyw­szy na ogromną liczbę mi­lio­na stra­co­nych żołnie­rzy nie­miec­kich30 – wie­lu za­bi­tych pod Sta­lin­gra­dem „w miej­scu naj­do­tkliw­szej porażki, ja­kiej doświad­czy­li Niem­cy w swo­jej hi­sto­rii”31 – coś należało zro­bić, i to szyb­ko.

Spo­tka­nie odbyło się w Vil­la Gag­gia, nie­opo­dal miej­sco­wości Fel­tre32, około 80 ki­lo­metrów na północ od We­ne­cji. Spędziw­szy noc w swo­im al­pej­skim domu w Berch­tes­ga­den w Niem­czech, Hi­tler udał się do włoskie­go Tre­vi­so, gdzie po­wi­tał go Mus­so­li­ni. Po­tem obaj wsie­dli do pociągu i po­je­cha­li do Fel­tre. To miała być ostat­nia podróż Hi­tlera do Włoch.

W roku 1926 Hi­tler pisał o Mus­so­li­nim w Mein Kampf33, wyrażając swo­je „najgłębsze uzna­nie dla wiel­kie­go człowie­ka na południe od Alp, który, prze­pełnio­ny żar­liwą miłością do swo­jego na­ro­du, nie pak­tu­je z wro­giem Ita­lii, lecz dąży do jego uni­ce­stwie­nia wszyst­ki­mi możli­wy­mi spo­so­ba­mi”34. Co więcej, po­dziw dyk­ta­to­ra III Rze­szy od­no­sił się także do sa­mo­zwańcze­go tytułu Mus­so­li­nie­go Il Duce (Przywódca) – do tego stop­nia, że sam wy­brał dla sie­bie tytuł Führer. Pod ko­niec lat dwu­dzie­stych Hi­tler uzna­wał przywództwo Mus­so­li­nie­go w fa­szy­stow­skich Włoszech za mo­de­lo­we dla na­ro­do­we­go so­cja­li­zmu w Niem­czech. W la­tach 1923 i 1926 ma­ga­zyn „Time” umieścił zdjęcie Mus­so­li­nie­go na okładce, zwra­cając uwagę na jego „nie­spo­ty­kaną sa­mo­kon­trolę, rzad­ki dar osądu i umiejętność re­ali­za­cji swo­ich po­mysłów do­tyczących bieżących pro­blemów”35. Pa­pież Pius XI wy­ra­ził się o Mus­so­li­nim jako o człowie­ku, którego zesłała opatrz­ność36.

Początko­wo Mus­so­li­ni nie za­mie­rzał za­wie­rać przy­mie­rza z Niem­ca­mi, na­ro­dem osłabio­nym sank­cja­mi po I woj­nie świa­to­wej. Ra­si­stow­skie teo­rie Hi­tle­ra o aryj­skiej su­pre­ma­cji uważał za nie­do­rzecz­ne37. Jed­nak w 1936 roku obaj li­de­rzy nawiązali bliższe re­la­cje (w związku z in­ter­wencją Nie­miec i Włoch w hisz­pańskiej woj­nie do­mo­wej w la­tach 1936–1939). So­jusz ten miał na celu udzie­le­nie wspar­cia dla ge­ne­rała Fran­ci­sco Fran­co i jego obo­zu. Do 1 li­sto­pa­da tam­te­go roku, pełen po­dzi­wu dla kon­so­li­da­cji władzy Hi­tle­ra i osiągnięć nie­miec­kie­go prze­mysłu, Mus­so­li­ni wygłosił przemówie­nie przed me­dio­lańską ka­tedrą Du­omo; przyszłość Włoch wiązał z am­bi­cja­mi Führe­ra38. Z dumą za­po­wie­dział, że resz­ta Eu­ro­py nie­ba­wem będzie się kręcić wokół „osi” dwóch naj­większych eu­ro­pej­skich mo­carstw.

W początko­wych la­tach trwa­nia przy­mie­rza Mus­so­li­ni wie­rzył, że po­ra­dzi so­bie z Hi­tle­rem. Führer zmi­li­ta­ry­zo­wał Niem­cy, za­mie­niając je w ma­chinę wo­jenną wy­po­sażoną w naj­no­wo­cześniej­sze tech­no­lo­gie. Naród ist­niał po to, by służyć Führe­ro­wi zgod­nie z jego wolą, bez względu na kon­se­kwen­cje.

Z ko­lei lu­bujący się w pom­pa­tycz­nych przemówie­niach (na­to­miast mniej zdol­ny w kwe­stii długo­ter­mi­no­wej lo­gi­sty­ki) Mus­so­li­ni nie podjął kroków, by przy­go­to­wać swój naród na cze­kające go trud­ności. Już w stycz­niu 1941 roku wy­buchły za­miesz­ki (spo­wo­do­wa­ne bra­kiem żywności) w południo­wych Włoszech; dzie­więć mie­sięcy później zo­stały wpro­wa­dzo­ne ra­cje żywnościo­we39. Zła or­ga­ni­za­cja rządu do­pro­wa­dziła do niewłaści­we­go ulo­ko­wa­nia za­sobów. Nie­dobór pra­cow­ników szedł w pa­rze z bez­ro­bo­ciem. Na pro­win­cjach pogłębiła się bie­da, gdy „woj­na ode­rwała ich synów od pługa”40. Co­raz częściej działania Mus­so­li­nie­go oka­zy­wały się nie­sku­tecz­ne. Jed­nak jak cze­lad­nik od­da­ny swo­je­mu mi­strzo­wi, który od­kryw­szy błędy swo­je­go men­to­ra, trwa przy nim, Hi­tler nie zmie­nił sto­sun­ku do duce.

Nie­miec­kie dowództwo na­czel­ne na­le­gało, by Hi­tler przejął kon­trolę nad całymi włoski­mi siłami na­ziem­ny­mi i po­wietrz­ny­mi. Zależała od tego wszel­ka na­dzie­ja za­trzy­ma­nia ata­ku aliantów na Sy­cy­lię. Na­czel­ne dowództwo Włoch, Co­man­do Su­pre­mo, ocze­ki­wało od Mus­so­li­nie­go wyjaśnie­nia kłopo­tli­we­go położenia kra­ju słowa­mi z te­le­gra­mu wysłane­go do Führe­ra po­przed­nie­go dnia, 18 lip­ca: „Poświęce­nie mo­je­go kra­ju nie może upa­try­wać główne­go celu w opóźnie­niu bez­pośred­nie­go ata­ku na Niem­cy […] Mój kraj, który przystąpił do woj­ny trzy lata wcześniej, niż się spo­dzie­wa­no, i po tym, jak za­an­gażował się w dwie woj­ny, wy­czer­py­wał się stop­nio­wo, zużywając swo­je za­so­by”41. Z nich dwóch Mus­so­li­ni miał trud­niej­sze za­da­nie.

O go­dzi­nie je­de­na­stej Mus­so­li­ni, w to­wa­rzy­stwie ge­ne­rała Vit­to­rio Am­bro­sio, sze­fa na­czel­ne­go dowództwa Włoch i dwóch przed­sta­wi­cie­li rządu, wszedł do sa­lo­nu wil­li wraz z Hi­tle­rem i jego czte­ro­oso­bową świtą. Spo­tka­nie roz­począł długi mo­no­log Führe­ra, bez tłuma­cze­nia, na te­mat postępu działań wo­jen­nych, które miały „zde­cy­do­wać o lo­sie Eu­ro­py”42. Około wpół do dwu­na­stej43 przy­był oso­bi­sty se­kre­tarz Mus­so­li­nie­go z ważną wia­do­mością, którą duce od­czy­tał po nie­miec­ku: „W tej chwi­li wróg bom­bar­du­je Rzym”44. Hi­tler le­d­wie zwrócił uwagę na tę wia­do­mość45.

Gdy Mus­so­li­nie­mu nie udało się prze­ka­zać in­for­ma­cji przy­go­to­wa­nej przez ofi­cerów, ge­ne­rał Am­bro­sio wy­ko­rzy­stał krótką przerwę przed wspólnym lun­chem obu przywódców. W roz­mo­wie z Mus­so­li­nim twier­dził, że Włochy po­win­ny się wy­co­fać z woj­ny w ciągu piętna­stu dni. Duce od­po­wie­dział mu: „Wy­da­je się to ta­kie pro­ste: w określo­nym dniu o wy­zna­czo­nej go­dzi­nie ktoś prze­syła do wro­ga wia­do­mość drogą ra­diową […] lecz z ja­ki­mi kon­se­kwen­cja­mi? Jaką po­stawę przyj­mie Hi­tler? Myślisz może, że da nam swo­bodę działania?”46.

Mimo że później Mus­so­li­ni pro­sił li­de­ra Nie­miec o udzie­le­nie wspar­cia dla włoskich wojsk, wstyd płynący z przy­zna­nia się, że za­so­by jego kra­ju się wy­czer­pały, był po pro­stu nie do znie­sie­nia. Włochy, zjed­no­czo­ne z Hi­tle­rem i na­zi­sta­mi, przystąpiły do woj­ny. Nie byłoby łatwo do­pro­wa­dzić do ze­rwa­nia tego so­ju­szu, szczególnie w tym mo­men­cie, po ata­ku aliantów na Rzym. Duce mógł je­dy­nie wy­obrażać so­bie, jak rzy­mia­nie od­biorą jego nie­obec­ność pod­czas ataków47.

Pierw­sze sa­mo­lo­ty uka­zały się na bez­chmur­nym nie­bie Rzy­mu trzy mi­nu­ty po go­dzi­nie je­de­na­stej48. Wkrótce całe nie­bo nad wiecz­nym mia­stem zasłoniły bom­bow­ce. Ogrom­na flo­ta złożona z po­nad 500 la­tających for­tec B-17 i B-24 Li­be­ra­torów49 – prak­tycz­nie całe Północ­no-Za­chod­nie Afry­kańskie Siły Po­wietrz­ne ame­ry­kańskiej ar­mii (NA­SAF)50 – ominęła Wa­ty­kan, by roz­począć lot bom­bo­wy. Na wy­so­kości po­nad 20 tysięcy stóp51 (dwa­dzieścia „aniołów” – ame­ry­kańscy pi­lo­ci każdy tysiąc stóp wy­so­kości na­zy­wa­li jed­nym aniołem) bom­bow­ce zrzu­ciły swój ładu­nek, około 10 tysięcy ton52, obie­rając za cel lot­ni­ska Lit­to­rio i Ciam­pi­no oraz ko­le­jo­we sta­cje rozrządowe w Lit­to­rio i w San Lo­ren­zo. Każda z bomb po­trze­bo­wała sześćdzie­sięciu se­kund, by do­trzeć na zie­mię53.

Ta ry­zy­kow­na mi­sja po­ka­zy­wała, jak ważne dla przywódców alianc­kich było zakłóce­nie ko­mu­ni­ka­cji prze­ciw­ników i unie­możli­wie­nie prze­miesz­cza­nia się nie­miec­kich i włoskich wojsk z Flo­ren­cji i Ge­nui do Rzy­mu. Alian­ci chcie­li też odciąć do­sta­wy z Rzy­mu na Sy­cy­lię przez Ne­apol. Lit­to­rio i Ciam­pi­no sta­no­wiły mniej­szy pro­blem, gdyż oba lot­ni­ska były od­da­lo­ne od cen­trum mia­sta o po­nad 8 ki­lo­metrów. Jed­nak sta­cje rozrządowe San Lo­ren­zo znaj­do­wały się w od­ległości nie­całych 2,5 ki­lo­metra od naj­bar­dziej zna­ne­go am­fi­te­atru w Eu­ro­pie, Ko­lo­seum, i przy­le­gały do jed­ne­go z sied­miu kościołów sta­cyj­nych Rzy­mu – Ba­si­li­ca di San Lo­ren­zo fu­ori le Mura (ba­zy­li­ki Świętego Waw­rzyńca za Mu­ra­mi).

Wznoszące się od stro­ny południo­wo-wschod­niej pióro­pu­sze dymu zasłoniły wspa­niały wi­dok roz­poście­rający się z otwar­tej ga­le­rii wa­ty­kańskiej Log­gia di Raf­fa­el­lo. Na­wet gdy za­grzmiały działa prze­ciw­lot­ni­cze i roz­legło się echo od­ległych eks­plo­zji, mon­si­gnor Gio­van­ni Bat­ti­sta Mon­ti­ni, wa­ty­kański sub­sty­tut do spraw zwy­czaj­nych w se­kre­ta­ria­cie sta­nu54, wciąż nie wie­rzył, że alian­ci zbom­bar­dują RzymIII.

Wi­dzia­ny przez Mon­ti­nie­go dym po­cho­dził ze sta­cji rozrządo­wych San Lo­ren­zo i z gęsto za­lud­nio­nych oko­lic. Bom­by znisz­czyły sta­cje, lecz kil­ka z nich ude­rzyło w znaj­dujące się w po­bliżu bu­dyn­ki uni­wer­sy­te­tu i szpi­ta­la, a także cmen­tarz i ba­zy­likę Świętego Waw­rzyńca, do której w 1881 roku prze­nie­sio­no ciało Piu­sa IX (najdłużej pa­nującego pa­pieża). Po­nad 2 tysiące lu­dzi stra­ciło życie – naj­więcej ofiar było wśród cy­wilów, miesz­kańców dziel­nic ro­bot­ni­czych55. Zwłoki złożono w wa­go­nach tram­wajów na pla­cu przed kościołem. Pew­na ko­bie­ta tak na­pi­sała w swo­im pamiętni­ku: „Śmierć […] przy­cho­dzi stamtąd, gdzie spoglądamy, gdy mo­dli­my się do Boga”56.

Alian­ci podjęli działania po­mi­mo licz­nych próśb Eu­ge­nia Pa­cel­le­go – pa­triar­chy Za­cho­du, następcy Pio­tra, pry­ma­sa Włoch, na­miest­ni­ka Chry­stu­sa, naj­bar­dziej zna­ne­go jako Jego Świąto­bli­wość Pa­pież Pius XII – by oszczędzo­no Rzym. Świa­do­my nie­po­ko­ju pa­pieża, Ro­ose­velt na­pi­sał do nie­go list (10 lip­ca 1943 roku). W chwi­li gdy woj­ska alianc­kie lądowały na Sy­cy­lii, pre­zy­dent powtórzył swo­je wcześniej­sze za­pew­nie­nia: „Wa­sza Świąto­bli­wość […] kościołom i in­sty­tu­cjom re­li­gij­nym zo­staną oszczędzo­ne, w miarę na­szych możliwości, znisz­cze­nia, ja­kie to­wa­rzyszą zma­ga­niom wo­jen­nym”57.

Od­mo­wa Ojca Świętego, by pu­blicz­nie skry­ty­ko­wać nisz­czy­ciel­skie działania na­zi­stow­skich Nie­miec wy­mie­rzo­ne w Lon­dyn, Co­ven­try oraz inne cen­tra kul­tu­ro­we Eu­ro­py spra­wiła, że niektórzy uzna­li jego troskę o Rzym i Wa­ty­kan za wy­raz hi­po­kry­zji. Bry­tyj­ski mi­ni­ster urzędujący w Sto­li­cy Apo­stol­skiej, sir Fran­cis D’Arcy Osbor­ne, tak to sko­men­to­wał: „Im więcej o tym myślę, z tym większą od­razą od­noszę się do ma­sa­kry rasy żydow­skiej przez Hi­tle­ra […] do tro­ski Wa­ty­kanu ogra­ni­czającej się do […] możliwości zbom­bar­do­wa­nia Rzy­mu”58. Chur­chill, po­in­for­mo­wa­ny o prze­bie­gu wy­da­rzeń niedługo po na­lo­cie, od­po­wie­dział: „I do­brze! Te­raz także nasz sta­ry Mus­so­li­ni po­czu­je, jak to jest, gdy w każdym mo­men­cie su­fit może ci się za­wa­lić na głowę”59.

Pod­czas trwającego dwie i pół go­dzi­ny na­lo­tu pa­pież stał w oknie swo­je­go ga­bi­ne­tu60 i ob­ser­wo­wał na­lot bom­bowców przez lor­netkę61. Po­znaw­szy roz­mia­ry znisz­czeń, uznał, że po­wi­nien „kon­ty­nu­ować swo­je obo­wiązki dusz­pa­ster­skie bi­sku­pa Rzy­mu”62 i przyjść z po­ciechą tym, którzy przeżyli63. Nie bacząc na za­grożenie, opuścił Wa­ty­kan i udał się do San Lo­ren­zo (w pa­pie­skim pojeździe, czar­nym mer­ce­de­sie64), a to­wa­rzy­szy­li mu tyl­ko mon­si­gnor Mon­ti­ni i kie­row­ca65.

Gdy przy­by­li na miej­sce, uj­rze­li bez­miar znisz­czeń. Spośród gruzów wy­do­by­to ciała za­bi­tych i złożono je obok sie­bie, przy­kry­te ga­ze­ta­mi. Roz­le­gały się pełne de­spe­ra­cji wołania „San­tità” i „Pace” („Świętość” i „Pokój”)66. Do­strzegłszy biało-żółte pro­por­czy­ki na zde­rza­ku pa­pa­mo­bi­le, lu­dzie zaczęli się gro­ma­dzić wokół po­jaz­du. Pa­pież wy­szedł do nich. „Z twarzą po­bladłą ze smut­ku stanął na swo­im sa­mo­cho­dzie wpa­trzo­ny w znisz­czoną ba­zy­likę, a po­tem po­szedł ulicą, by wmie­szać się w tłum. Wresz­cie klęknął na gru­zach i mo­dlił się za ofia­ry tego na­lo­tu i in­nych”67.

Pa­pież wraz z Mon­ti­nim tym, którzy oca­le­li, roz­da­li coś więcej niż tyl­ko słowa po­cie­chy68: około 2 mi­lionów lirówIV. Tam­te­go dnia pa­pież po raz pierw­szy od trzech lat opuścił bez­piecz­ne mury Wa­ty­ka­nu69. Wrócił późnym wie­czo­rem w ubru­dzo­nej i za­krwa­wio­nej su­tan­nie70. Woj­na objęła Rzym. Będąc od­po­wie­dzial­nym za ochronę Państwa Wa­ty­kańskie­go, Oj­ciec Święty mu­siał te­raz za­dbać o bez­pie­czeństwo tysięcy jego miesz­kańców, a także o ogrom­ny skar­biec za­wie­rający kościel­ne do­ku­men­ty, dzieła sztu­ki oraz inne bez­cen­ne re­li­kwie.

Ry­su­nek akwa­re­lo­wy wy­dru­ko­wa­ny we włoskim ty­go­dni­ku „La Tri­bu­na Il­lu­stra­ta” przed­sta­wia pa­pieża Piu­sa XII, który błogosławi ofia­ry dru­gie­go alianc­kie­go na­lo­tu na Rzym prze­pro­wa­dzo­ne­go 13 sierp­nia 1943 roku. War­to zwrócić uwagę na pla­my krwi wi­docz­ne na jego su­tan­nie. [Bi­blio­te­ca Co­mu­na­le Cen­tra­le, Pa­laz­zo Sor­ma­ni, Me­dio­lan]

Za­bie­gi zmie­rzające do usu­nięcia Mus­so­li­nie­go ze sta­no­wi­ska roz­poczęto za­raz po jego po­wro­cie do Rzy­mu, 19 lip­ca. W czwar­tek 22 lip­ca duce spo­tkał się z królem Vit­to­rio Ema­nu­elem III na ru­ty­no­wej au­dien­cji (od­by­wała się dwa razy w ty­go­dniu). Sie­dem­dzie­sięcio­trzy­let­ni mo­nar­cha, pa­nujący we Włoszech od pra­wie czter­dzie­stu trzech lat, już wcześniej otrzy­mał wia­do­mości do­tyczące kon­fe­ren­cji w Fel­tre. Wie­dział, że Mus­so­li­ni nie do­stał tego, cze­go po­trze­bo­wał (wspar­cia nie­miec­kich wojsk, sa­mo­lotów i wy­po­sażenia), ani tego, cze­go ocze­ki­wał jego naród (ze­rwa­nia umo­wy, kie­dyś na­zwa­nej pak­tem sta­lo­wym). Dwa­dzieścia lat po mia­no­wa­niu Mus­so­li­nie­go król zdał so­bie sprawę, że jego pre­mier musi odejść.

W so­botę, 24 lip­ca, o piątej rano, po raz pierw­szy od po­nad trzech lat ze­brała się Wiel­ka Rada Fa­szy­stow­ska, or­gan włoskiej Na­ro­do­wej Par­tii Fa­szy­stow­skiej71. Napięcie na sali sięgnęło ze­ni­tu, gdy niektórzy z po­li­tyków zo­rien­to­wa­li się, że inni ukry­wają pi­sto­le­ty i gra­na­ty72. Długie oświad­cze­nie Mus­so­li­nie­go ani ich nie uspo­koiło, ani nie po­pra­wiło at­mos­fe­ry. Pra­wie przez dzie­sięć go­dzin wysłuchi­wa­no mdłych przemówień, ra­cjo­nal­nych pre­zen­ta­cji, a na­wet szlochów, gdy cha­otycz­ne ob­ra­dy prze­ciągnęły się do wcze­snych go­dzin ran­nych. O go­dzinie dru­giej czter­dzieści73, sto­sun­kiem głosów dzie­więtnaście do sied­miu, Rada prze­ka­zała królowi władzę wy­ko­nawczą oraz zwierzch­nic­two nad siłami zbroj­ny­mi Włoch.

Po południu Mus­so­li­ni przy­był do Vil­la Sa­vo­ia, re­zy­den­cji królew­skiej, na au­diencję spe­cjalną do Wik­to­ra Ema­nu­ela. Wysłuchaw­szy krótkie­go ra­por­tu duce, do­tyczącego mi­li­tar­nej sy­tu­acji Włoch i jego spo­tka­nia z Wielką Radą, mo­nar­cha po­pro­sił Mus­so­li­niego o re­zy­gnację. Po­in­for­mo­wał go, że podjęto już pew­ne kro­ki zmie­rzające do tego, by urząd pre­mie­ra przejął sie­dem­dzie­sięcio­dwu­let­ni mar­szałek Pie­tro Ba­do­glio. „W po­ko­ju za­padła ci­sza, prze­ry­wa­na tyl­ko słowa­mi, które po­wta­rzał kil­ka­krot­nie pod­czas ich roz­mo­wy: »Przy­kro mi, przy­kro, ale nie było in­ne­go roz­wiąza­nia«”74. Au­dien­cja nie trwała na­wet pół go­dzi­ny.

Przywódca opusz­czał apar­ta­men­ty królew­skie pogrążony w szo­ku i mil­cze­niu, świa­do­my, że zawiódł swój naród. Nie chcąc ry­zy­ko­wać, Vit­to­rio Ema­nu­ele wcześniej na­ka­zał, by w oko­licz­nych krza­kach ukryć pięćdzie­sięciu ca­ra­bi­nie­ri (żan­darmów)75, na wy­pa­dek gdy­by doszło do wy­mia­ny ognia ze strażą Mus­so­li­nie­go. Gdy duce opusz­czał re­zy­dencję, nie od­pro­wa­dzo­no go do sa­mo­cho­du (który wcześniej usu­nięto), lecz do ka­ret­ki. Ofi­cer żan­dar­me­rii oznaj­mił mu: „Jego Królew­ska Mość na­ka­zała mi chro­nić pańską osobę”76. Przywódca Ita­lii zniknął.

Tam­te­go wie­czo­ra w oświad­cze­niu ra­dio­wym po­in­for­mo­wa­no, że król przyjął re­zy­gnację Be­ni­ta Mus­so­li­nie­go i na no­we­go przywódcę Włoch mia­no­wał Ba­do­glia. Już po kil­ku go­dzi­nach ura­do­wa­ny tłum ze­brał się na pla­cu Świętego Pio­tra77. Gdy fala radości prze­to­czyła się przez cały kraj, je­den z ob­ser­wa­torów w Rzy­mie za­uważył z przekąsem: „Skończyły się za­pa­sy wina”78.

Jed­nak po­zba­wie­nie duce urzędu nie zmie­niło rze­czy­wi­stości. Włochy nadal po­zo­sta­wały głównym so­jusz­ni­kiem na­zi­stow­skich Nie­miec. Sta­ny Zjed­no­czo­ne i Wiel­ka Bry­ta­nia za­mie­rzały pod­bić Sy­cy­lię, a po­tem za­ata­ko­wać Włochy kon­ty­nen­tal­ne. Woj­na we Włoszech, na­wet bez Mus­so­li­nie­go, właśnie się za­czy­nała.

Wieści o re­zy­gna­cji Mus­so­li­nie­go do­tarły do Hi­tle­ra (po go­dzi­nie dwu­dzie­stej pierw­szej trzy­dzieści w so­botę 25 lip­ca) w Wil­czym Szańcu, kwa­te­rze głównej fron­tu wschod­nie­go znaj­dującej się w Ra­sten­bur­guV w Niem­czech. Hi­tler zwrócił się do zgro­ma­dzo­ne­go tłumu słowa­mi: „Duce zre­zy­gno­wał. Wia­do­mość nie jest jesz­cze po­twier­dzo­na. Rządy przejął Ba­do­glio”79. Po­nie­waż wcześniej Hi­tler za­ka­zał działalności szpie­gow­skiej na zie­miach swo­ich sprzy­mie­rzeńców80, nie­miec­kie służby bez­pie­czeństwa nie miały pojęcia, gdzie prze­by­wa Mus­so­li­ni ani nie znały oko­licz­ności jego znik­nięcia. Prze­ko­na­ny, że dy­mi­sja duce jest wstępem do zwróce­nia się Włoch w stronę aliantów, Hi­tler dodał: „Bez wątpie­nia, po­wo­do­wa­ni zdradą, oznaj­mią, że po­zo­stają wo­bec nas lo­jal­ni, ale to jest zdra­da. Pew­ne jest, że po­zo­staną lo­jal­ni”81.

Załama­nie się nie­miec­kiej ofen­sy­wy pod­czas bi­twy pod Kur­skiem zmu­siło Hi­tle­ra do de­fen­sy­wy; taki im­pas trwał do końca roku. Wcze­snym ran­kiem Führer otrzy­mał jesz­cze wieści o bom­bar­do­wa­niu Ham­bur­ga. W ciągu ko­lej­nych ośmiu dni w wy­ni­ku po­wietrz­nych ataków zginęło po­nad 40 tysięcy ham­bur­czyków. Mia­sto zo­stało doszczętnie znisz­czo­ne82. Utra­ta naj­ważniej­sze­go so­jusz­ni­ka fa­szy­stow­skich Nie­miec w tak trud­nym mo­men­cie z pew­nością osłabiła mo­ra­le nie­miec­kich oby­wa­te­li oraz żołnie­rzy, a w szczególności 60 tysięcy żołnie­rzy We­hr­mach­tu83, walczących u boku Włochów na Sy­cy­lii.

Za­nik du­cha bo­jo­we­go nie wyjaśniał pro­ble­mu. Hi­tler po­trze­bo­wał po­nad 2 mi­lionów żołnie­rzy włoskiej ar­mii84. Z wyjątkiem dwóch dy­wi­zji zbroj­nych, które sta­cjo­no­wały w Ka­la­brii (w „pal­cu” „włoskie­go buta”), w żad­nym in­nym miej­scu we Włoszech nie sta­cjo­no­wały woj­ska nie­miec­kie w licz­bie, która za­po­biegłaby in­wa­zji aliantów na Włochy kon­ty­nen­tal­ne85. Do cza­su przy­by­cia posiłków stre­fa bu­fo­ro­wa na południo­wej gra­ni­cy Nie­miec po­zo­sta­wała nie­osłonięta. Uda­na in­wa­zja po­zwo­liłaby alian­tom wy­ko­rzy­stać włoskie lądo­wi­ska do ataków bom­bo­wych, a ich sa­mo­lo­ty mogłyby do­trzeć do ważnego miej­sca do­staw ropy – siły napędo­wej ar­mii – na Bałka­nach.

W re­ak­cji na wia­do­mość o re­zy­gna­cji Mus­so­li­nie­go Führer zwrócił się do feld­mar­szałka Wil­hel­ma Ke­itla, sze­fa Na­czel­ne­go Dowództwa We­hr­mach­tu (OKW – Obe­rkom­man­do der We­hr­macht), i do ge­ne­rała Al­fre­da Jo­dla, sze­fa od­działu ope­ra­cyj­ne­go OKW, żeby: „Dowódca 3. Dy­wi­zji Gre­na­dierów Pan­cer­nych udał się do Włoch ze spe­cjalną grupą i do­ko­nał na­tych­mia­sto­we­go aresz­to­wa­nia całego rządu, króla, całego tego baj­zlu, a w szczególności następcy tro­nu, żeby za­pa­no­wał nad tym tłumem, zwłasz­cza nad Ba­do­gliem i całym tym motłochem. Zo­ba­czy­cie, że wte­dy się pod­dadzą i za dzień czy dwa zno­wu doj­dzie do wrze­nia”86. Jed­nak feld­mar­szałek Kes­sel­ring wie­rzył, że Włosi da­lej będą wal­czyć u boku swo­je­go nie­miec­kie­go so­jusz­ni­ka, zgod­nie z obiet­nicą Ba­do­glia87. Po co wpro­wa­dzać do­dat­ko­we za­mie­sza­nie, posyłając woj­ska do Rzy­mu? Su­ge­ro­wał, że cze­kając, będą mie­li czas, by od­kryć praw­dzi­we in­ten­cje mo­nar­chy.

Wie­lu spośród li­derów par­tii na­zi­stow­skiej po­dzie­lało nie­na­wiść Hi­tle­ra do Wa­ty­ka­nu i jego przywódcy. Li­der III Rze­szy od daw­na ata­ko­wał Kościół ka­to­lic­ki za wy­wie­ra­nie wpływu na wewnętrzną po­li­tykę Nie­miec. Mimo iż nig­dy się nie spo­tka­li, Hi­tler wie­dział, że Eu­ge­nio Pa­cel­li pełnił funkcję nun­cju­sza apo­stol­skie­go w Niem­czech w la­tach 1917–1929. Re­zul­ta­tem dal­szych kon­taktów z Pa­cel­lim było pod­pi­sa­nie Re­ich­skon­kor­dat, kon­kor­da­tu między Rzeszą a Sto­licą Apo­stolską, w 1933 roku.

Prze­ko­na­ny, że pa­pież miał swój udział w od­su­nięciu Mus­so­li­nie­go od władzy, Führer zapałał gnie­wem i znie­cier­pli­wio­ny po­wie­dział: „Na­tych­miast udaję się do Wa­ty­ka­nu. Myśli­cie, że się przej­muję Wa­ty­ka­nem? Szyb­ko ich spa­ku­je­my, a w szczególności cały ten kor­pus dy­plo­ma­tycz­ny […] Nic mnie nie ob­cho­dzi […] Usu­nie­my każdą z tej ban­dy świń […] A po­tem prze­pro­si­my […] Znaj­dzie­my mnóstwo do­wodów [w Wa­ty­ka­nie] i udo­wodnimy im zdradę!”88.

Dok­tor Jo­seph Go­eb­bels, nie­miec­ki mi­ni­ster pro­pa­gan­dy, który na­zy­wał Włochów „pożera­cza­mi ma­ka­ro­nu”89, za­le­cał umiar w działaniach. Wie­dział, że na­wet naj­bar­dziej zmyślna kam­pa­nia me­dial­na nie uci­szy wrza­wy, jaka z pew­nością by się rozpętała w re­ak­cji na ja­kie­kol­wiek kro­ki podjęte prze­ciw­ko pa­pieżowi90. Po­parła go większość do­radców Hi­tle­ra91.

Osta­tecz­nie Hi­tler nie wysłał do Rzy­mu spe­cjal­ne­go od­działu, lecz wydał roz­kaz, by od­dział ko­man­dosów uwol­nił Mus­so­li­nie­go. Wy­kal­ku­lo­wał, że gdy duce zno­wu sta­nie u jego boku, zosta­nie ogłoszo­ny nowy rząd fa­szy­stow­ski, nad którym Hi­tler będzie mógł spra­wo­wać kon­trolę. Sprawą nie­cier­piącą zwłoki stała się od­bu­do­wa sil­ne­go part­ner­stwa między państwa­mi osi. Tyl­ko kto miałby pil­no­wać osłabio­ne­go duce, gdy już zosta­nie uwol­niony? He­in­rich Him­m­ler, budzący po­wszech­ny strach szef Schutz­staf­fel (SS) i „pan wszyst­kich obozów kon­cen­tra­cyj­nych”92, umiał so­bie ra­dzić z ludźmi.

„Si­gno­res [sic!] zno­wu ułaska­wie­ni – po­wie­dział Him­m­ler do ge­ne­rała SS Kar­la Wolf­fa pod­czas roz­mo­wy te­le­fo­nicz­nej – ale co się od­wle­cze, to nie ucie­cze”93. Wolff był wy­so­kim rangą człon­kiem SS, Obe­rgrup­penführe­rem i ge­ne­rałem Waf­fen SS, od­działów zbroj­nych SS. Do Ar­mii Ce­sar­stwa Nie­miec­kie­go wstąpił w wie­ku szes­na­stu lat i pod­czas I woj­ny świa­to­wej służył na fron­cie za­chod­nim, gdzie otrzy­mał dwa Krzyże Żela­zne za od­wagę. Po woj­nie przez dwa lata przy­go­to­wy­wał się do pra­cy ban­kie­ra i osta­tecz­nie zna­lazł za­trud­nie­nie w Deut­sche Bank w Mo­na­chium, gdzie pra­co­wał od lip­ca 1923 roku do czerw­ca 1924 roku. Po krótkiej przy­go­dzie z re­klamą założył własną firmę94. Oba zajęcia przy­niosły mu pożytek; jed­no po­zwo­liło mu roz­winąć zdol­ności po­li­tycz­ne, dru­gie zaś na­uczyło go sprze­da­wa­nia sie­bie i swo­ich po­mysłów. Po­mi­mo skłonności do opor­tu­ni­zmu był też prag­ma­ty­kiem, ty­pem człowie­ka, który prze­trwa w każdych oko­licz­nościach.

Mimo że Wolff nie po­cho­dził z ary­sto­kra­tycz­nej ro­dzi­ny, to dzięki swo­je­mu hu­ma­ni­stycz­ne­mu wy­kształce­niu, które obej­mo­wało li­te­ra­turę, mu­zykę i sztu­ki pla­stycz­ne, zna­lazł się w gro­nie młodzieży z wyżyn społecz­nych. Pod­czas I woj­ny świa­to­wej zo­stał powołany (wraz z ofi­ce­ra­mi z ro­dzin ary­sto­kra­tycz­nych) do służby w od­dzia­le chro­niącym wiel­kie­go księcia He­sji, co jesz­cze bar­dziej utwier­dziło go w prze­ko­na­niu o swo­im szla­chec­kim po­cho­dze­niu95. Niektórzy z jego to­wa­rzy­szy z SS drwi­li z tego no­we­go, cza­rującego i wy­ra­fi­no­wa­ne­go Wolf­fa. Na­zy­wa­li go „wrześniow­cem”96 – ten pe­jo­ra­tyw­ny ter­min określał lu­dzi, którzy wstąpili do par­tii na­zi­stow­skiej do­pie­ro po wy­gra­nych wy­bo­rach we wrześniu 1930 roku. Po zmia­nie przywództwa w rządzie Wolff cze­kał po­nad rok, by wstąpić do par­tii na­zi­stow­skiej, lecz już następne­go dnia za­si­lił sze­re­gi SS97. Jego aryj­ski wygląd – wzrost po­nad 180 cen­ty­metrów, nie­bie­skie oczy, ja­sne włosy – bar­dzo mu pomógł w ka­rie­rze. Zmo­ty­wo­wa­ny, by być częścią eli­ty, zo­stał na­zistą w wy­ni­ku chłod­nej kal­ku­la­cji, w prze­ci­wieństwie do wie­lu no­wych ko­legów, którzy po­dzie­la­li eks­tre­mi­stycz­ne ideały na­zistowskie.

W li­sto­pa­dzie 1936 roku98 Wolff zo­stał sze­fem oso­bi­ste­go szta­bu Him­m­le­ra i kie­ro­wał kil­ko­ma sek­cja­mi SS, w tym Ah­ne­ner­be, Sto­wa­rzy­sze­niem Ba­daw­czo-Dy­dak­tycz­nym nad Pra­dzie­ja­mi Spuści­zny Du­cho­wej założonym przez Him­m­le­ra, który chciał wy­ka­zać „związek między współcze­sny­mi Niem­ca­mi a sta­rożyt­ny­mi ple­mio­na­mi ger­mański­mi”VI. Wolff był „ocza­mi i usza­mi Him­m­le­ra”99. W liście z 1939 roku wy­ra­ził swo­je głębo­kie od­da­nie dla Him­m­le­ra i SS: „Wia­ra do­pro­wa­dziła mnie do wyjątko­we­go człowie­ka, Re­ichsführe­ra SS, którego je­stem naj­bliższym asy­sten­tem. Na­sza wspólna pra­ca, dająca mi ogromną sa­tys­fakcję […] ma swo­je ko­rze­nie w wie­rze w Rasę”100. W lip­cu 1941 roku Wolff to­wa­rzy­szył Him­m­le­ro­wi pod­czas wi­zy­ta­cji sta­no­wi­ska do­wo­dze­nia w po­bliżu so­wiec­kie­go mia­sta Mińsk, gdzie był świad­kiem zgładze­nia 100 Żydów101. La­tem podjął działania zmie­rzające do rozłado­wa­nia za­torów ko­le­jo­wych spo­wo­do­wa­nych trans­por­ta­mi Żydów do obozów śmier­ci102. „Ze szczególną przy­jem­nością czy­tam Twój ra­port, że pociąg do Tre­blin­ki z człon­ka­mi na­ro­du wy­bra­ne­go podróżował nie­prze­rwa­nie przez czter­naście dni […] Skon­tak­to­wałem się z od­po­wied­ni­mi agen­cja­mi, by za­pew­nio­no możliwość re­ali­za­cji całej ak­cji”103.

Pod­czas spo­tka­nia pod ko­niec lip­ca Him­m­ler wydał Wolf­fo­wi roz­kaz uda­nia się do Włoch w roli dy­plo­ma­tycz­ne­go łączni­ka między woj­ska­mi Kes­sel­rin­ga w południo­wej Ita­lii a po­zo­stałymi gru­pa­mi nie­miec­kiej ar­mii na północy104. Wolff miał czter­naście dni na przy­go­to­wa­nie pla­nu „przejęcia władzy sek­to­ra cy­wil­ne­go” we Włoszech i za­pre­zen­to­wa­nie go Führe­ro­wi105. Za­cho­wa­nie in­fra­struk­tu­ry i zdol­ności pro­duk­cyj­nych Włoch miało być gwa­ran­tem pomyślnie prze­pro­wa­dzo­nej oku­pa­cji.

Wolff nada­wał się ide­al­nie do tego za­da­nia106. Hi­tler i Him­m­ler ufa­li mu i na­zy­wa­li go praw­dzi­wym „wzo­rem szla­chet­ne­go Niem­ca”107 oraz „ry­ce­rzem w lśniącej zbroi”. Wolff zdo­był so­bie też względy Mus­so­li­nie­go, będąc człon­kiem eskor­ty ho­no­ro­wej pod­czas wi­zy­ty duce w Mo­na­chium w 1937 roku. Na swo­im no­wym sta­no­wi­sku Wolff „miał uważać się za zarządcę Führe­ra”108 na ob­sza­rze od północ­nej gra­ni­cy Włoch aż po tyły nie­miec­kich wojsk na fron­cie.

Nie wszy­scy zi­gno­ro­wa­li groźbę Hi­tle­ra, który za­po­wie­dział zajęcie Wa­ty­ka­nu i po­rwa­nie pa­pieża. Ad­mi­rał Wil­helm Ca­na­ris, szef Abweh­ry (wy­wia­du i kontrwy­wia­du nie­miec­kich sił zbroj­nych), ge­ne­rał Er­win von La­ho­usen, szef II Wy­działu Abweh­ry (sa­bo­taż i za­da­nia spe­cjal­ne) oraz inni z naj­bliższe­go śro­do­wi­ska Führe­ra po­dzie­la­li sil­ne an­ty­na­zi­stow­skie na­stro­je i opra­co­wy­wa­li plan po­zba­wie­nia dyk­ta­to­ra władzy. Kie­dy zastępca Ca­na­risa po­in­for­mo­wał ich, że właśnie otrzy­mał ra­port, w którym do­no­szo­no, „[…] że ci fa­ce­ci za­mie­rzają uwol­nić Mus­so­li­nie­go; zli­kwi­do­wać pa­pieża i króla”109, onie­mie­li ze zdu­mie­nia. Je­den z jego ad­iu­tantów wściekł się: „Co za brud­na sztucz­ka. Na­prawdę po­win­niśmy po­in­for­mo­wać o tym Włochów”110. Ca­na­ris przy­znał mu rację i na­ka­zał La­ho­use­no­wi zwołanie nad­zwy­czaj­ne­go spo­tka­nia z jego włoskim od­po­wied­ni­kiem, ge­ne­rałem Ce­sa­rem Amè.

Dnia 29 lip­ca Ca­na­ris i La­ho­usen po­le­cie­li do We­ne­cji na spo­tka­nie z ge­ne­rałem Amè (odbyło się ono w słyn­nym ho­te­lu Da­nie­li)111. Dla Amè wy­mia­na in­for­ma­cji o woj­nie, w tym tych o zmia­nach w przywództwie Włoch – a także o nie­miec­kiej re­ak­cji na te wy­da­rze­nia – była ru­ty­no­wym postępo­wa­niem, ale spo­tka­nie z trze­ma naj­wyższy­mi rangą ofi­ce­ra­mi wy­wia­du Rze­szy już nie. Początko­wo obec­ność członków szta­bu Amè ogra­ni­czała Ca­na­ri­sa, lecz La­ho­usen, siedzący tuż przy Włochu, usłyszał, jak jego szef po­wie­dział: „Bądźcie ostrożni i uważaj­cie, bo coś się może wy­da­rzyć”112. Po lun­chu Ca­na­ris i Amè uda­li się na wy­cieczkę na wyspę Lido, gdzie spa­ce­ro­wa­li – sami – i kon­ty­nu­owa­li swoją roz­mowę113.

Dnia 4 sierp­nia, sześć dni po spo­tka­niu przed­sta­wi­cie­li wy­wia­du, wa­ty­kański se­kre­tarz sta­nu, kar­dy­nał Lu­igi Ma­glio­ne, ze­brał kar­dy­nałów re­zy­dujących w Rzy­mie w celu do­ko­na­nia „przeglądu sy­tu­acji po­li­tycz­nej we Włoszech i prze­dys­ku­to­wa­nia za­grożeń dla Wa­ty­ka­nu”114. Pod­czas tego spo­tka­nia Ma­glio­ne „[…] ostrzegł ze­bra­nych, że w ofi­cjal­nych włoskich kręgach wyraża się obawę, iż nie­miec­kie woj­ska mogą wejść do Rzy­mu, opa­no­wać Wa­ty­kan i prze­wieźć pa­pieża do Mo­na­chium”115. W ko­lej­nych pełnych napięcia dniach naj­ważniej­si ofi­cje­le Wa­ty­ka­nu mie­li spa­ko­wać wa­liz­ki i bezzwłocznie wy­ru­szyć w podróż. Pod mar­mu­rową po­sadzką Pałacu Pa­pie­skie­go ukry­to do­ku­men­ty za­wie­rające taj­ne dane, także te do­tyczące Ojca Świętego.

Dzie­więtnaście dni później Ha­rold Tit­t­mann, spe­cjal­ny asy­stent My­ro­na Tay­lo­ra, oso­bi­ste­go przed­sta­wi­cie­la Ro­ose­vel­ta w Wa­ty­ka­nie, roz­ma­wiał ze swo­im ko­legą, bry­tyj­skim mi­ni­strem Fran­ci­sem Osbor­nem. Gdy Włochy ogłosiły wojnę ze Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi, Tit­t­man opuścił Am­ba­sadę Ame­ry­kańską w Rzy­mie i po­dob­nie jak inni człon­ko­wie kor­pu­su dy­plo­ma­tycz­ne­go prze­niósł się do Wa­ty­ka­nu. Osbor­ne po­in­for­mo­wał Tit­t­mana, że „według wia­ry­god­nych źródeł w naj­bliższych dniach Niem­cy mają zająć Rzym, a prawdopo­dob­nie także i Wa­ty­kan. Na prośbę Osbor­ne’a moi sy­no­wie wy­ko­rzy­sta­li ko­mi­nek w na­szym sa­lo­nie, je­dy­ny dostępny w całym Wa­ty­ka­nie, do spa­le­nia do­ku­mentów bry­tyj­skiej am­ba­sa­dy”116.

Jak później wyjaśnił La­ho­usen, Hi­tler nie tyl­ko za­mie­rzał po­rwać pa­pieża. On „chciał go zabić”117.

2NOWY RO­DZAJ ŻOŁNIE­RZA

ko­niec lip­ca – sier­pień 1943

W sali wykłado­wej Uni­wer­sy­te­tu Yale w New Ha­ven, w sta­nie Con­nec­ti­cut, pra­wie 8 tysięcy ki­lo­metrów od Rzy­mu, pro­fe­sor De­ane Kel­ler roz­począł ko­lej­ny cykl wykładów dla żołnie­rzy mających udać się na ob­szar objęty działania­mi wo­jen­ny­mi w re­jo­nie Mo­rza Śródziem­ne­go, będących ele­men­tem uni­wer­sy­tec­kie­go pro­gra­mu „Edu­ka­cja dla celów woj­ny i re­kon­struk­cji”. Ob­ser­wa­cje, które tam przed­sta­wił – „Włosi i ich zwy­cza­je w oczach Ame­ry­ka­ni­na” – płynęły z jego doświad­czeń z lat 1926–1929, gdy jako stu­dent i ar­ty­sta miesz­kał w Rzy­mie. Tam na­uczył się, jak ob­cho­dzić się z Włocha­mi: „Dzięki to­le­ran­cji i wy­ro­zu­miałości znaj­dzie­cie via del cu­ore (drogę do ser­ca)118. A także, dodałbym, oka­zując nie­skończoną cier­pli­wość”.

Nie mając jesz­cze ukończo­nych czter­dzie­stu dwu lat, Kel­ler już był człowie­kiem suk­ce­su. W szkol­nym biu­le­ty­nie opi­sa­no go jako „[…] nie­wy­so­kie­go, przy­sa­dzi­ste­go chłopa­ka o blond włosach, który roz­bu­do­wał bary, ma­chając pędzlem […] który uczy w Yale Art Scho­ol i ma tam swo­je stu­dio w wieży. Poświęca wie­le go­dzin na swo­je kom­po­zy­cje, wy­ko­nu­je wie­le szkiców stu­diów mo­de­li, za­nim do­tknie pędzlem płótna. Lecz gdy już jest go­to­wy, pra­ca ru­sza z ko­py­ta”119. Kel­ler nie robił zbyt im­po­nującego wrażenia ze swo­imi 160 cen­ty­me­tra­mi wzro­stu i pra­wie 80 ki­lo­gra­ma­mi. W swo­ich dru­cia­nych oku­la­rach i uli­za­nych ja­snych włosach wy­da­wał się po­dob­ny do Wo­odro­wa Wil­so­na, dwu­dzie­ste­go ósme­go pre­zy­den­ta Stanów Zjed­no­czo­nych, który po­pro­wa­dził kraj przez I wojnę świa­tową. Lecz Wil­son skończył Prin­ce­ton; Kel­ler na­to­miast stu­dio­wał w Yale.

W roku 1943, kie­dy stu­den­ci Kel­le­ra przy­go­to­wy­wa­li się do woj­ny, wyjeżdżali na front za­do­wo­le­ni, że sza­la prze­chy­liła się na stronę aliantów. Mimo że bez­li­to­sne oblężenie Le­nin­gra­du (obec­nie Pe­ters­bur­ga) wciąż trwało, w stycz­niu ra­dziec­ka Ar­mia Czer­wo­na zmu­siła nie­miecką 6. Armię do pod­da­nia się pod Sta­lin­gra­dem – w wal­kach po­legło po­nad mi­lion Ro­sjan120. Przed ma­jem za­chod­ni alian­ci od­nieśli swo­je pierw­sze większe zwy­cięstwo – w Afry­ce Północ­nej pod­dały się woj­ska nie­miec­kie i włoskie. Plan in­wa­zji na Eu­ropę był wciąż ak­tu­al­ny.

Działania wo­jen­ne zde­ter­mi­no­wały życie Ame­ry­kanów. Od 1942 roku ra­cjo­no­wa­no pro­duk­ty gu­mo­we, ben­zynę oraz jej po­chod­ne. Po­tem przyszła ko­lej na cu­kier i kawę121. Do roku 1943 li­sta wy­dzie­la­nych pro­duktów objęła zupę w pusz­kach i soki, a także mięso, ryby i ar­ty­kuły spożyw­cze122. Ame­ry­ka­nie ob­sa­dzi­li po­nad 20 mi­lionów „ogrodów zwy­cięstwa”123, które do­star­czały jedną trze­cią wa­rzyw w całym kra­ju. Woj­na za­brała tylu mężczyzn, że po­zo­stało wie­le wol­nych miejsc pra­cy, co prak­tycz­nie zre­du­ko­wało bez­ro­bo­cie124. Trzy mi­lio­ny dzie­ciaków w wie­ku od dwu­na­stu do sie­dem­na­stu lat wypełniło tę lukę i poszło do pra­cy125. Dnia 29 maja na okładce „Sa­tur­day Eve­ning Post” umiesz­czo­no „Ro­sie obsługującą ni­tow­nicę”, ilu­strację Nor­ma­na Roc­kwel­la, w uzna­niu dla mi­lionów ko­biet sta­no­wiących nie­mal jedną trze­cią siły ro­bo­czej Stanów Zjed­no­czo­nych126.

Kel­ler był je­dy­nym chłopcem z trójki dzie­ci pro­fe­so­ra Al­ber­ta Gal­lo­waya Kel­lera i jego żony Ca­ro­li­ne. Pod­czas I woj­ny świa­to­wej Al­bert sta­cjo­no­wał w Wa­szyng­to­nie. Obo­je z żoną wpo­ili dzie­ciom ideały pa­trio­ty­zmu. Ukończyw­szy eli­tarną szkołę śred­nią Taft Scho­ol, Kel­ler po­szedł w ślady ojca i za­pi­sał się na Uni­wer­sy­tet Yale (jako dziec­ko bawił się na te­re­nie kam­pu­su uni­wer­sy­tec­kie­go). Na ostat­nim roku stu­diów podjął naukę w le­gen­dar­nej no­wo­jor­skiej Art Stu­dents Le­ague, założonej w 1875 roku przez ar­tystów dla ar­tystów. (W szko­le nie obo­wiązywały stop­nie na­uko­we i oce­ny, co sprzy­jało sa­mo­dziel­ności i roz­wi­jało wy­obraźnię twórczą stu­dentów.)

W roku 1926 Kel­ler otrzy­mał na­grodę Rome Pri­ze przy­zna­waną co­rocz­nie przez Ame­ry­kańską Aka­de­mię w Rzy­mie kil­ku­na­stu naj­lep­szym ar­ty­stom i na­ukow­com ze Stanów Zjed­no­czo­nych wstępującym na ścieżkę za­wo­dową. Ta­kie wyróżnie­nie po­zwo­liło mu zna­leźć się wśród wiel­kich na­zwisk – ar­chi­tekt John Rus­sell Pope i hi­sto­ryk sztu­ki Char­les Ru­fus Mo­rey – oraz tych, którzy do­pie­ro mie­li zo­stać wyróżnie­ni, jak kom­po­zy­tor Aaron Co­pland; pi­sa­rze Wil­liam Sty­ron, Ar­chi­bald Mac­Le­ish i Ro­bert Penn War­ren; ar­chi­tek­ci Lo­uis Kahn i Ri­chard Me­ier; artyści Geo­r­ge Bid­dle i Chuck Clo­se.

Przez następne trzy lata Kel­ler miesz­kał i stu­dio­wał w Aka­de­mii, i prze­siąknął pa­nującą tam at­mos­ferą. Na­uczyw­szy się mówić bie­gle po włosku, podróżował po całym kra­ju. Zna­jo­mości za­war­te w Ame­ry­kańskiej Aka­de­mii prze­ro­dziły się z bie­giem lat w przy­jaźnie. Niektórzy przy­jaciele ode­gra­li ważną rolę w jego życiu, jak Nor­man New­ton, zna­ko­mi­ty ar­chi­tekt kra­jo­bra­zu, i Wal­ker Han­cock, uta­len­to­wa­ny rzeźbiarz.VII W ra­mach sty­pen­dium w aka­de­mii Han­cock po­sze­rzył swoją wiedzę i umiejętności ma­lar­skie, a także za­ko­chał się we Włoszech i w miesz­kańcach tego kra­ju.

Po po­wro­cie do domu w 1929 roku Kel­ler przyjął sta­no­wi­sko ad­iunk­ta na Wy­dzia­le Ry­sun­ku i Ma­lar­stwa Wyższej Szkoły Sztuk Pięknych w Yale. W roku 1936 otrzy­mał tytuł pro­fe­so­ra nad­zwy­czaj­ne­go. Wciąż roz­wi­jał swo­je umiejętności w dzie­dzi­nie ma­lar­stwa, a ry­su­nek – dys­cy­pli­na, która, jak po­wie­dział kie­dyś, „pro­wa­dzi ar­tystę ku nie­ogra­ni­czo­nym możliwościom”127 – po­zo­sta­wał dla nie­go jed­nym ze źródeł utrzy­ma­nia.

Spośród licz­nych radości, ja­kie do­star­czało mu ry­so­wa­nie, jed­na była naj­większa: spo­tka­nie z Ka­the­ri­ne Par­khurst Hall, stu­dent­ki uczęszczającej na jego kurs ry­sun­ku z na­tu­ry na Yale. On miał 35 lat i był sza­cow­nym pro­fe­so­rem i ar­tystą; ona – 25 lat i była pa­sjo­natką sztu­ki zdob­ni­czej. Po­bra­li się w 1938 roku, po dwóch la­tach na­rze­czeństwa. Dwa lata później uro­dziło się ich pierw­sze dziec­ko, syn De­ane Gal­lo­way Kel­ler, który otrzy­mał imię po dziad­ku, a którego na­zy­wa­no „Dino”. Może dla­te­go, że Kel­ler zo­stał oj­cem w dość późnym wie­ku, między oj­cem a sy­nem, obaj o znie­wa­lająco błękit­nych oczach, od razu wy­two­rzyła się sil­na więź.

La­tem 1943 roku Kel­ler miał dobrą pracę, żonę, którą ko­chał, i syna – dumę jego życia. Lecz świat się zmie­nił. Rok po na­ro­dzi­nach małego De­ane’a Japończy­cy za­ata­ko­wa­li Pe­arl Har­bor. Kraj zna­lazł się w sta­nie woj­ny, a Kel­ler chciał dołączyć do ka­dry pro­fe­sorów Yale wcie­lo­nych do woj­ska. Yale, po­dob­nie jak wszyst­kie uni­wer­sy­te­ty, prze­szedł poważne zmia­ny, nie tyl­ko po to, by po­ka­zać, że uczel­nia jest ważna w cza­sach woj­ny, lecz przede wszyst­kim, by prze­trwać. La­tem naukę kon­ty­nu­owało dzie­więćdzie­siąt dzie­więć pro­cent stu­dentów uczel­ni; za­miast czte­rech lat stu­dia trwały te­raz dwa lata i sie­dem mie­sięcy. Część pro­gra­mu na­ucza­nia sta­no­wiły ćwi­cze­nia fi­zycz­ne i woj­sko­we. Na kam­pu­sie wpro­wa­dzo­no pew­ne zmia­ny – okna Wri­ght Hall osłonięto wor­ka­mi z pia­skiem, by za­bez­pie­czyć uni­wer­sy­tecką cen­tralę te­le­fo­niczną128.

Kel­ler był świa­dom, że dwa wykłady w ty­go­dniu to o wie­le za mało i że po­wi­nien wykładać dużo częściej. Chciał za­an­gażować się w walkę. Próbował zaciągnąć się do pie­cho­ty mor­skiej, lecz zo­stał od­rzu­co­ny z po­wo­du słabe­go wzro­ku129. Usłyszaw­szy wieści, że alian­ci po raz dru­gi zbom­bar­do­wa­li Rzym (13 sierp­nia) i że do­bie­ga końca bi­twa o Sy­cy­lię, Kel­ler prze­wi­dział, że nie­ba­wem nastąpi in­wa­zja na stały ląd. Bo­gac­twa gro­ma­dzo­ne przez tysiące lat – wśród nich naj­większe osiągnięcia cy­wi­li­za­cji – zna­lazły się w za­grożeniu. Włochy miały wkrótce stać się strefą działań wo­jen­nych. Tym­cza­sem on, eks­pert w spra­wach Ita­lii i jej skarbów kul­tu­ry, utknął w sali wykłado­wej.

Trzy mie­siące później przy­ja­ciel i men­tor Kel­le­ra, The­odo­re Si­zer, dy­rek­tor Yale Uni­ver­si­ty Art Gal­le­ry, na­pi­sał do nie­go list. Za­su­ge­ro­wał, żeby ten wy­brał inną ścieżkę: służbę kra­jo­wi (mógłby wy­ko­rzy­stać swo­je doświad­cze­nie dla po­trzeb ar­mii). Ozna­czało to, że naj­praw­do­po­dob­niej two­rzo­no nową jed­nostkę do ochro­ny sztu­ki. „Tub­by”, jak na­zy­wa­li go przy­ja­ciele, nie tyl­ko wska­zy­wał Kel­le­ro­wi taką ewen­tu­al­ność, lecz wręcz do­ma­gał się, by przy­ja­ciel na nią przy­stał.

Dro­gi De­ane,

[…] Po­wiem tyl­ko, że po ty­go­dniu po­by­tu tu­taj [US Army Scho­ol of Mi­li­ta­ry Go­vern­ment w Char­lot­te­svil­le, stan Vir­gi­nia] stwier­dzam, że ze wszech miar jest to miej­sce dla Cie­bie. Skończyłeś już 35 lat (wa­ru­nek nr 1), znasz języki obce – włoski jest bar­dzo po­trzeb­ny (wa­ru­nek nr 2). Tak więc sia­daj i pisz list do De­par­ta­men­tu Woj­ny […] ze zgłosze­niem. Pod­kreśl swoją zna­jo­mość Włoch, lu­dzi, ich zwy­czajów, itd. O lu­dzi ze zna­jo­mością języków ob­cych nie jest trud­no, ale oni chcą ta­kich, którzy znają wro­ga od stro­ny psy­cho­lo­gicz­nej […] A co naj­ważniej­sze – nie bądź taki cho­ler­nie SKROM­NY – trochę się po­chwal. Pier­wotną wersję prze­pisz dwu­krot­nie i spuść trochę z tonu – wysyłaj – za­po­mnij o tym. Nie masz nic do stra­ce­nia, a wie­le możesz zy­skać. Niech wcześniej­sze roz­cza­ro­wa­nia nie stępią tej ko­niecz­nej ini­cja­ty­wy. BIERZ SIĘ do ro­bo­ty.

Twój T.S. 130

Kel­ler na­pi­sał list, lecz nie prze­stał pro­wa­dzić wykładów i trud­no mu było za­sto­so­wać się do rady Tub­by’ego, by tak po pro­stu za­po­mnieć o tym. Cze­ka­nie na­pa­wało go trwogą. Osta­tecz­nie jego słaby wzrok się nie po­pra­wił, a on nie sta­wał się co­raz młod­szy. Do sierp­nia za­cho­wy­wał ostrożny opty­mizm i po­in­for­mo­wał ro­dziców, że jeśli przej­dzie pomyślnie eg­za­min fi­zycz­ny, to może zo­stać wysłany do Włoch, gdzie będzie służył w sek­cji obrońców za­bytków. „Wszyst­ko to jest jesz­cze wielką nie­wia­domą, po­nie­waż nie do­stałem żad­nej od­po­wie­dzi”131.

Gdy ro­zeszły się wieści o no­wej jed­no­st­ce zaj­mującej się ochroną sztu­ki, inny pra­cow­nik Yale także za­pragnął się do niej zaciągnąć. De­ane Kel­ler nie znał go zbyt do­brze; wie­dział tyl­ko, że jest wschodzącą gwiazdą wśród hi­sto­ryków sztu­ki. Dnia 24 lip­ca 1943 roku ten wy­so­ki, pa­ty­ko­wa­ty uczo­ny zo­stał mia­no­wa­ny na ofi­ce­ra Ar­mii Stanów Zjed­no­czo­nych. Na­zy­wał się Fre­de­rick Hartt.

Pod­czas gdy Kel­ler wy­cho­wy­wał się w tro­skli­wej, poukłada­nej ro­dzi­nie, Fred Hartt miał mar­ne dzie­ciństwo. Jego oj­ciec Rol­lin był pa­sto­rem w Koście­le kon­gre­ga­cjo­nal­nym i dzien­ni­ka­rzem w Bo­sto­nie. Pierw­sze dziec­ko Hart­ta z Jes­sie Clark Kni­ght uro­dziło się mar­twe. W roku 1914, pra­wie w wie­ku czter­dzie­stu lat, Jes­sie uro­dziła Fre­da. Trzy lata później, krótko po tym, jak ro­dzi­na prze­niosła się na Sta­ten Is­land, Jes­sie zmarła. Jej śmierć była ogrom­nym cio­sem dla Fre­da, który „tęsknił za nią przez resztę swo­je­go życia”132.

Dwa lata później Rol­lin po­now­nie się ożenił. Jego wy­branką zo­stała He­len Har­ring­ton; jej łagod­ne uspo­so­bie­nie re­kom­pen­so­wało po­ryw­czy cha­rak­ter Rol­lina. Emo­cjo­nal­na więź z ma­cochą bar­dzo po­ma­gała na­sto­let­nie­mu Fre­do­wi, lecz wkrótce He­len zmarła na raka. Za­początko­wało to głęboką de­presję Fre­da. Do jego sta­nu psy­chicz­ne­go z pew­nością przy­czy­niła się także wcześniej­sza ad­op­cja fran­cu­skie­go chłopca Jac­ka, której do­ko­na­li Rol­lin i He­len. Przez wie­le lat Fred prze­cho­dził ko­lej­ne te­ra­pie133.

Fred dojeżdżał co­dzien­nie ze Sta­ten Is­land do Birch Wa­then, pry­wat­nej szkoły w no­wo­jor­skiej dziel­ni­cy Up­per East Side. Już wte­dy wy­so­ki (miał po­nad 180 cen­ty­metrów wzro­stu), chu­dy, w oku­la­rach z ciem­ny­mi gru­by­mi opraw­ka­mi, wyróżniał się spośród rówieśników. Pod­czas gdy większość z jego szkol­nych ko­legów ma­rzyła, by bie­gać po bo­isku, naśla­dując Babe’a Ru­tha (naj­now­sze od­kry­cie drużyny no­wo­jor­skich Jan­kesów, byłego mio­ta­cza i ude­rzającego w bo­stońskiej drużynie Red Sox), młody Hartt błądził za­gu­bio­ny po świe­cie go­tyc­kich ka­tedr, rzeźb włoskie­go re­ne­san­su i orien­tal­nych si­to­druków. Od chwi­li jego przy­by­cia do Birch Wa­then nikt nie miał wątpli­wości, że Fred jest ob­da­rzo­ny wy­bit­ny­mi zdol­nościa­mi – jako stu­dent za­pro­jek­to­wał szkol­ne logo. Nie­ba­wem od­krył swój ta­lent do rzeźby.

Jed­nak ka­rie­ra ar­ty­stycz­na Fre­da zo­stała gwałtow­nie prze­rwa­na. Po­mi­mo zdol­ności i en­tu­zja­zmu chłopca jego te­ra­peu­ta wy­ra­ził nie­pokój: „Pra­ca wy­ko­ny­wa­na rękoma w ta­kich ma­te­riałach jak gli­na może wywołać ne­ga­tywną re­akcję jego podświa­do­mości. Ta zaś mogłaby wywołać myśli o au­to­de­struk­cji albo do niej do­pro­wa­dzić”134. Pożegna­nie się z ma­rze­nia­mi miało dru­zgocące skut­ki. Później­sze wysiłki Fre­da, by wrócić do ry­so­wa­nia, przy­niosły więcej fru­stra­cji niż ko­rzyści135. Za­czy­nał ry­so­wać, by po­tem nie­ocze­ki­wa­nie prze­rwać pracę i po­drzeć szkic. Wkrótce zre­zy­gno­wał ze swo­ich ar­ty­stycz­nych planów.

Oprócz tego, że był uta­len­to­wa­nym stu­den­tem i za­go­rzałym pa­sjo­na­tem li­te­ra­tu­ry, Fred za­ska­ki­wał także na­uczy­cie­li i szkol­nych ko­legów swoją fo­to­gra­ficzną pamięcią. Uznał, że może wy­ko­rzy­stać tę umiejętność w stu­diach nad hi­sto­rią sztu­ki, a w szczególności sztu­ki azja­tyc­kiej. W wie­ku sie­dem­na­stu lat za­pi­sał się na Uni­wer­sy­tet Co­lum­bia, gdzie uzy­skał li­cen­cjat nauk hu­ma­ni­stycz­nych. Kon­ty­nu­ował stu­dia w Prin­ce­ton. Tytuł ma­gi­stra zdo­był w In­sty­tu­cie Sztuk Pięknych Uni­wer­sy­tetu No­wo­jor­skie­go. Do tego cza­su jego za­in­te­re­so­wa­nia skie­ro­wały się w stronę włoskie­go re­ne­san­su. Nic więc dziw­ne­go, że te­ma­tem jego pra­cy ma­gi­ster­skiej był mistrz dłuta Mi­chał Anioł, jego ulu­bio­ny ar­ty­sta. Jed­nak po­mi­mo suk­cesów aka­de­mic­kich Fre­da i jego rosnącej sławy na polu sztu­ki Rol­lin po­zo­stał kry­tycz­ny wo­bec osiągnięć syna.

W roku 1942, pra­cując w cha­rak­te­rze asy­sten­ta i ka­ta­lo­gi­sty w Yale Uni­ver­si­ty Art Gal­le­ry i od­by­wając stu­dia dok­to­ranc­kie, Fred po­znał Mar­ga­ret De­Witt Ve­eder, znaną jako Peg­gy. Połączyło ich wspólne zamiłowa­nie do sztu­ki, edu­ka­cji, a także podróży136. Ich związek dał Fre­do­wi wszyst­ko, cze­go mu wcześniej bra­ko­wało: siłę, zapał oraz wspar­cie. Nie­ba­wem się po­bra­li. Mar­ga­ret była wręcz do­sko­nałą part­nerką dla Fre­da, jed­nak nie po­tra­fiła za­spo­koić po­trzeb sek­su­al­nych Fre­da – in­te­re­so­wa­li go mężczyźni.

Nor­my Ame­ry­ki lat czter­dzie­stych XX wie­ku wy­zna­czała he­te­ro­sek­su­al­ność. Gej po­szu­kujący pra­cy, zwłasz­cza w pro­mi­nent­nym ame­ry­kańskim mu­zeum czy col­le­ge’u, mu­siał ukry­wać swo­je ho­mo­sek­su­al­ne skłonności. Fred Hartt, po­dob­nie jak mi­lio­ny Ame­ry­kanów, którzy przeżyli wiel­ki kry­zys, był w pełni świa­do­my, jak trud­no będzie mu zna­leźć za­trud­nie­nie, dla­te­go poślu­bie­nie ko­bie­ty, którą na­prawdę ko­chał, przy­ja­ciółki i to­wa­rzysz­ki, sta­no­wiło ide­al­ne roz­wiąza­nie w tam­tych cza­sach.

Hartt, tak jak Kel­ler, po­sia­dał roz­ległą wiedzę o Włoszech. Cze­go nie zgłębił pod­czas swo­je­go po­by­tu w tym kra­ju, nad­ra­biał ba­da­nia­mi nad sztuką i za­byt­ka­mi Ita­lii. Po­nad połowę swo­je­go młode­go życia spędził na stu­diach poświęco­nych Włochom – ich ar­ty­stom, kul­tu­rze, hi­sto­rii. Po raz pierw­szy udał się do tego kra­ju w 1936 roku137. Przy­był do Me­dio­la­nu 15 sierp­nia, w dniu Fer­ra­go­sto, święta Wnie­bo­wzięcia: „Oddałem ser­ce Włochom już pod­czas mo­jej pierw­szej wi­zy­ty w tym kra­ju”138. Dokład­nie sie­dem lat później Me­dio­lan stał w płomie­niach i nie było wia­do­mo, czy Ostat­nia Wie­cze­rza Le­onar­da da Vin­ci prze­trwała. Wie­le z tego, co nadało zna­cze­nia życiu na­sto­let­nie­go Hart­ta i przy­czy­niło się do jego ka­rie­ry, te­raz mogło ulec znisz­cze­niu. Fre­do­wi nie dana była szan­sa two­rze­nia sztu­ki, lecz nic nie mogło stanąć mu na prze­szko­dzie w oca­le­niu jej.

3BOM­BY I SŁOWA

ko­niec lip­ca – 21 sierp­nia 1943

Pre­mier Win­ston Chur­chill, orędo­wnik in­wa­zji na Włochy, zaczął opra­co­wy­wać stra­te­gię ko­lej­nej fazy kam­pa­nii, jesz­cze za­nim zdo­by­to Sy­cy­lię. Na­pi­sał do ge­ne­rała Dwi­gh­ta D. Eisen­ho­we­ra, Na­czel­ne­go Dowódcy Eks­pe­dy­cyj­nych Sił Zbroj­nych w Afry­ce Północ­nej139, dając wy­raz swo­jej de­ter­mi­na­cji, by na­sta­wić naród włoski prze­ciw­ko „nie­miec­kie­mu in­tru­zo­wi”, który przy­niósł Włochom znisz­cze­nie. „Po­win­niśmy po­bu­dzić ten pro­ces, tak by nowo wy­zwo­lo­na an­ty­fa­szy­stow­ska Ita­lia jak naj­szyb­ciej udostępniła nam bez­piecz­ne i przy­ja­zne te­ry­to­rium, z którego będzie­my mo­gli roz­począć marsz i atak z po­wie­trza na południo­we i środ­ko­we Niem­cy […] Pod­da­nie się, że za­cy­tuję pre­zy­den­ta, »naj­większe­go diabła [Mus­so­li­nie­go] i jego wspólników w przestępstwie« należy uznać za klu­czo­wy cel”140.

„Po­bu­dze­niem pro­ce­su” zajęła się Gru­pa Woj­ny Psy­cho­lo­gicz­nej (PWB), która roz­poczęła kam­pa­nię. Nie­for­mal­nie na­zy­wa­no ją Bom­by i słowa141. Opie­rała się na założeniu, że mo­ra­le włoskich oby­wa­te­li można złamać za po­mocą na­chal­nej pro­pa­gan­dy i na­lotów bom­bo­wych. Zgod­nie z pla­nem należało wy­brać mia­sta o naj­większej po­pu­la­cji i naj­większej licz­bie pra­cow­ników prze­mysłowych. Spo­dzie­wa­no się, że nieszczęście i strach spo­wo­do­wa­ne na­lotami do­pro­wadzą do de­mon­stra­cji i strajków skie­ro­wa­nych prze­ciw­ko mar­szałkowi Pie­tro Ba­do­glio i jego no­we­mu rządowi i osta­tecz­nie zmuszą ich do ka­pi­tu­la­cji i przyłącze­nia się do aliantów.

Dnia 29 lip­ca ge­ne­rał Eisen­ho­wer zwrócił się do na­ro­du włoskie­go w przemówie­niu ra­dio­wym tłuma­czo­nym na włoski: „Przy­by­wa­my do was jako wy­zwo­li­cie­le. Wy zaś po­win­niście na­tych­miast za­prze­stać wszel­kiej po­mo­cy nie­miec­kim siłom woj­sko­wym na te­re­nie swo­je­go kra­ju. Jeśli to uczy­ni­cie, uwol­ni­my was od Niemców i od okro­pieństw woj­ny”142.

Wie­lu Włochów wie­rzyło, że od­su­nięcie Mus­so­li­nie­go od władzy za­po­wia­dało rychłe zakończe­nie woj­ny w ich kra­ju. Tym­cza­so­we za­wie­sze­nie na­lotów bom­bo­wych na mia­sta północ­nych Włoszech jesz­cze umac­niało ich w tym prze­ko­na­niu. Po­nie­waż na­loty zo­stały wstrzy­ma­ne, rząd Ba­do­glia nie od­czu­wał tak naglącej po­trze­by sfi­na­li­zo­wa­nia umo­wy ka­pi­tu­la­cji. Brak zde­cy­do­wa­nia Włochów po­wo­do­wał fru­strację przywódców alianc­kich. Trzy dni później w ko­lej­nym prze­ka­zie ra­dio­wym skry­ty­ko­wa­li rząd Ba­do­glia, stwier­dzając, że „gra na zwłokę, po­ma­gając w ten sposób Niem­com”143. Prze­kaz zakończyło bez­ce­re­mo­nial­ne ostrzeżenie: „Okres wy­tchnie­nia się skończył. Bom­bar­do­wa­nia celów woj­sko­wych będą kon­ty­nu­owa­ne”.