Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Na południu Francji - Carole Mortimer

Mia Burton miała dwadzieścia lat, kiedy po samobójczej śmierci matki wyszła na jaw zdrada ojca, a ukochany mężczyzna Ethan Black zawiódł jej zaufanie. Uciekła wtedy z domu. Przez pięć lat unikała wszelkich kontaktów z rodziną. Teraz ponownie spotyka Ethana, który próbuje jej wyjaśnić, jak bardzo przed laty myliła się w ocenie sytuacji. Mia zgadza się pojechać z nim na południe Francji do chorego ojca. Tam dowie się prawdy…

Opinie o ebooku Na południu Francji - Carole Mortimer

Fragment ebooka Na południu Francji - Carole Mortimer

Carole Mortimer

Na południu Francji

Tłumaczenie: Monika

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Czy można się przysiąść?

– Proszę bardzo. Zresztą już wstaję – odrzekła Mia, zanim podniosła wzrok na gościa.

Gdy rozpoznała przybysza, stojącego nad nią w wydzielonej części kawiarni, uprzejmy uśmiech na jej ustach zgasł. Rozpoznałaby Ethana Blacka, wysokiego, potężnego, nieodparcie atrakcyjnego, lecz aroganckiego bruneta na końcu świata.

Wzięła głęboki oddech i uniosła głowę, żeby popatrzeć mu w oczy. Od ostatniego spotkania minęło pięć lat. Włosy pozostały czarne jak noc, choć teraz obcinał je znacznie krócej nad wysokim czołem i bystrymi, szarymi oczami. Miał twarz modela, z pięknie rzeźbionymi kośćmi policzkowymi, prostym nosem, zmysłowymi ustami i wydatną, kwadratową szczęką. Lecz teraz już się nie uśmiechał. Choć wyglądał tak samo, dostrzegła w nim zmiany. Miał trzydzieści jeden lat, a Mia dwadzieścia pięć. Z wiekiem jego oczy barwy zimowego nieba nabrały cynicznego wyrazu. Zeszczuplał na twarzy, a wokół ust i oczu zauważyła zmarszczki, których dawniej nie było. Założył czarny drogi garnitur od świetnego krawca. Czarny kaszmirowy płaszcz sięgał do połowy łydek, odsłaniając włoskie buty, szyte na miarę z miękkiej czarnej skórki. Mierząca metr sześćdziesiąt Mia musiała unieść głowę, żeby na niego popatrzeć. Przewyższał ją prawie o trzydzieści centymetrów.

Doszła do wniosku, że nie warto udawać, że go nie poznała albo że uważa jego pojawienie się w jej cukierni za czysty przypadek. Jej pierwsza reakcja z pewnością powiedziała mu wszystko. Skinęła powściągliwie głową i wymówiła jego imię. Spostrzegła, że rysy mu stwardniały. Patrzył na nią poważnie, niemal srogo. Aroganckim sposobem bycia przypominał szefa, u którego pracował – jej rodzonego ojca.

– Zanim usiądziesz, powinieneś kupić kawę i ciastko przy ladzie.

– A jeżeli nie mam na nie ochoty?

– To chyba przez pomyłkę przyszedłeś do kawiarni.

– Nie popełniłem pomyłki.

– Jasne. Wszechmocny Ethan Black nie popełnia błędów.

Ethan obrzucił ją lodowatym spojrzeniem, ignorując złośliwą uwagę.

– Czy moglibyśmy pójść porozmawiać w jakieś bardziej odosobnione miejsce? – zaproponował, omiatając wzrokiem przytulne wnętrze pełne gawędzących, roześmianych konsumentów, ze smakiem pałaszujących łakocie.

– Niestety, nie – odparła bez żalu, zamykając czasopismo, które przeglądała przed jego przybyciem. – Moja popołudniowa przerwa dobiegła końca. Jak widzisz, mamy sporo pracy.

– Chyba jako właścicielka możesz wziąć sobie wolne, kiedy tylko zechcesz? – drążył dalej, stojąc w przejściu, co uniemożliwiało jej opuszczenie boksu.

– No to najwidoczniej nie chcę – odparowała, bynajmniej niezaskoczona, że tak wiele o niej wie. Skoro ją znalazł, to zapewne zadał sobie trud, by zdobyć wszelkie możliwe informacje.

Ethan wzruszył ramionami.

– W takim razie usiądę i zaczekam, aż skończysz pracę.

– O ile kupisz kawę i ciastko.

– Zgoda. Albo spotkamy się gdzie indziej po zamknięciu zakładu.

Kiedyś, w zamierzchłych czasach, w innej rzeczywistości, ta propozycja by ją zachwyciła. Brzmiało to jak początek bajki. Bajki, którą sama sobie ułożyła, zauroczona jego osobą. Mia westchnęła.

– Jak mnie znalazłeś, Ethan?

Ethan popatrzył na nią spod półprzymkniętych powiek.

– Podczas gdy twój ojciec nie zdołał cię znaleźć przez pięć lat? – dokończył za nią.

– O ile rzeczywiście aż tak długo szukał.

– Naprawdę powinniśmy dokończyć tę rozmowę na osobności, Mia.

– Nie – warknęła, nie kryjąc zniecierpliwienia.

– Musimy.

– Czy mój ojciec cię tu przysłał?

– Nikt mnie nigdzie nie posyła.

– Czy to znaczy, że nie wie, że tu jesteś? – spytała z niedowierzaniem. – Jeśli to prawda, to po co tu przyszedłeś?

– Już ci mówiłem. Żeby z tobą porozmawiać.

– Choćby wbrew mojej woli? Nic z tego. Jestem zajęta – odparła, wstając z miejsca.

Ethan obejrzał przytulne wnętrze, zaprojektowane na podobieństwo ciepłego, domowego salonu. Przy stolikach stały wygodne fotele. Na ścianach wisiały obrazki. Na hakach u sufitu zawieszono doniczki z roślinami. Kawiarnię wypełniało różnorodne towarzystwo. Młoda matka zafundowała maluchowi gorącą czekoladę i ciasteczko. Obok grupa studentów piła kawę. Starsze panie, w liczbie co najmniej tuzina, wesoło gawędziły. Najwyraźniej interes kwitł.

Ethan zwrócił głowę ku właścicielce, stojącej obok niego z chmurną miną. Kiedy ostatni raz ją widział, miała dwadzieścia lat, śliczną, promienną buzię, w której dominowały roześmiane, zielone oczy, apetycznie zaokrągloną figurkę i włosy koloru dojrzałej pszenicy. Sięgały jej do pasa. Ethan pamiętał, jak kusząco opadały na nagie ramiona i piersi. Teraz, obcięte i wycieniowane, okalały piękną twarz o szmaragdowych oczach. Poza tym zeszczuplała, na twarzy również. Dopasowana czarna bluzka i obcisłe dżinsy podkreślały smukłość sylwetki. Pokręcił głową z niedowierzaniem, zadziwiony zmianą wizerunku.

– Zmieniłaś się tak, że…

– Własny ojciec by mnie nie rozpoznał – wpadła mu w słowo.

– Ale ja bym cię poznał na końcu świata, w ubraniu czy bez.

– To nie była taktowna uwaga, Ethan – ofuknęła go surowo.

– Ponieważ wspomniałem naszą wspólną przeszłość?

– Wyjdź stąd. Natychmiast – warknęła, zaciskając ręce w pięści.

Ethan popatrzył na nią badawczo.

– Nigdy bym nie przypuszczał, że będziesz pracować w kawiarni, w dodatku własnej!

– Niby dlaczego? – odburknęła. – Podejrzewałeś, że córka Kay Burton nie zechce zarabiać na życie własnymi rękami, żeby przypadkiem nie połamać sobie paznokci? – zadrwiła bezlitośnie.

– Nigdy nie porównywałem cię z matką, Mia – zaprotestował Ethan.

Matka Mii, piękna i towarzyska, brylowała na salonach, póki wypadek sprzed dziewięciu lat nie odebrał jej nie tylko urody, ale i władzy w nogach. Mia wbiła w Ethana lodowate spojrzenie.

– Jeżeli nie opuścisz lokalu w ciągu trzydziestu sekund, wezwę policję i każę cię stąd usunąć siłą.

– Na jakiej podstawie? – zapytał z udawanym przerażeniem.

– Chociażby zakłócania spokoju w miejscu publicznym. A jeśli zadzwonię do redakcji jakiejkolwiek gazety, z pewnością z radością zamieszczą zdjęcie Ethana Blacka wyrzucanego przez policję z kawiarni.

– Czy zdajesz sobie sprawę, że nawet jeśli odejdę, to i tak wrócę?

Oczywiście. Nie ulegało wątpliwości, że nie po to wreszcie ją odnalazł, żeby dać za wygraną. Minione pięć lat odcisnęły piętno nie tylko na jej wyglądzie. Kiedyś za nim szalała. Przez krótki czas wierzyła, że Ethan odwzajemnia jej uczucie, lecz nagła śmierć matki uświadomiła jej, na jak kruchych fundamentach budowała swe życie. Cały świat zawalił się w jednej chwili.

– Rób, jak uważasz – wymamrotała z niechęcią.

– Zawsze tak postępuję.

– Nic dziwnego. Lata pracy dla mojego ojca upodobniły cię do niego nie tylko pod względem wyglądu i ubioru. Tak samo jak on uważasz się za Boga Wszechmogącego.

– Obrażaj mnie, ile chcesz, ale swojego ojca zostaw w spokoju – zaprotestował Ethan.

– Zostało ci dziesięć sekund – przypomniała Mia.

Ethan zamierzał coś powiedzieć, lecz po namyśle skinął głową.

– Dobrze, ale później wrócę – zastrzegł, raczej w tonie groźby niż obietnicy.

– Chyba nie oczekujesz radości z mojej strony – odburknęła.

– Pamiętam czasy, kiedy mój widok cię cieszył.

Mia poczuła, że płoną jej policzki.

– Idź już, Ethan, proszę.

Tym razem skinął głową i spełnił jej prośbę. Mia odprowadziła go wzrokiem. Nim zamknął za sobą drzwi, odwrócił głowę i posłał jej wyzywające spojrzenie.

Po jego wyjściu Mia opadła z sił. Kolana zaczęły jej drżeć. Wsparła ręce o blat i zaczerpnęła kilka głębokich oddechów dla odzyskania równowagi.

– Dobrze się czujesz, Mia?

Dee, dziewiętnastoletnia kelnerka, popatrzyła na nią z troską z sąsiedniego przedziału. Uczciwa odpowiedź brzmiałaby: fatalnie, choć od ostatniego spotkania z Ethanem minęło całych pięć lat. Nie dość, że wkroczył w jej życie, jakby nigdy z niego nie odszedł, to jeszcze dał jasno do zrozumienia, że nie zostawi jej w spokoju, póki nie powie tego, co zamierza.

– Muszę wyjść na dwór, zaczerpnąć świeżego powietrza – odpowiedziała ze słabym uśmiechem. – Poradzicie sobie sami z Mattem jeszcze przez chwilę?

– Oczywiście.

Mia pospiesznie przeszła przez kawiarnię do kuchni. Chwyciła krótką skórzaną kurteczkę i wypadła na dwór, na świeże, wrześniowe powietrze, jakby goniła ją sfora wściekłych psów. Albo Ethan Black – mężczyzna, o którym marzyła przez lata, którego ubóstwiała. Gdy w końcu wyciągnął ją na randkę, wierzyła, że jej marzenia się spełniły. Najgorsze, że nadal działał na nią niepokojąco silnie.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Myślałem, że spieszysz się z powrotem do pracy.

Mia nie zdawała sobie sprawy, że Ethan ją śledzi, póki po przejściu przez park na końcu ulicy nie usłyszała jego łagodnego głosu. Zastygła w bezruchu na żwirowanej alejce. Po latach ciszy i spokoju znów prześladował ją człowiek, którego za wszelką cenę chciała uniknąć. Wiedziała, że od tej pory ten park zawsze będzie go jej przypominał. Nim odwróciła ku niemu głowę, wzięła głęboki oddech dla uspokojenia wzburzonych nerwów.

– Oskarżę cię o napastowanie – zagroziła.

W kawiarni Ethan dostrzegał przede wszystkim zmiany, jakie w niej zaszły. Wydała mu się obca, daleka. Lecz teraz odnajdował cechy dawnej Mii, którą dobrze znał: głębię oczu, miękkość warg, delikatną linię uniesionego podbródka.

– Nie sądzę, żeby policja uznała za gorszące odwiedziny u dawno zaginionej przyrodniej siostry – odrzekł, ale zaraz pożałował tych słów.

– Nie jesteśmy rodzeństwem, a ja zerwałam z rodziną, zanim jeszcze twoja matka wyszła za mojego ojca cztery i pół roku temu. Poza tym nie zaginęłam, tylko odeszłam. Nadal nie chcę żadnych kontaktów z wami – dodała bezbarwnym głosem.

– Za późno.

– Właśnie widzę.

Ethan zdawał sobie sprawę, że musi postępować dyplomatycznie, żeby jej do siebie jeszcze bardziej nie zrazić. Jak na razie niespecjalnie mu to wychodziło. Kiedy wszedł do kawiarni, już sam widok Mii czytającej czasopismo wytrącił go z równowagi. Wyglądała na tak zadowoloną z życia, które sobie stworzyła, że ogarnęły go wątpliwości, czy powinien burzyć jej spokój.

– Proponuję zacząć od nowa – zagadnął ostrożnie.

Szmaragdowe oczy rozbłysły gniewem w bladej twarzyczce.

– Od czego? Może od szóstej klasy szkoły z internatem, której twoja mama była dyrektorką, a ja uczennicą? Czy też od jej romansu z moim ojcem? Albo od momentu objęcia przez ciebie stanowiska dyrektora w jego firmie Burton Industries po uzyskaniu dyplomu Londyńskiej Akademii Ekonomicznej?

– Sugerujesz, że zawdzięczam awans związkowi naszych rodziców?

– Oczywiście.

– Powtarzam po raz ostatni, że poznali się, dopiero kiedy poszłaś do szkoły w Southland. A ich późniejszy związek nie miał żadnego wpływu na powierzenie mi przez twojego ojca stanowiska dyrektora.

– Nie wierzę.

– Wiem, ale wiele firm chciało mnie zatrudnić. Burton Industries miało szczęście, że przyjąłem ich ofertę.

Mia musiała przyznać, że Ethan faktycznie posiadał doskonałe kwalifikacje. I wielkie ambicje. Cały kłopot w tym, że do ich realizacji wykorzystał młodziutką, naiwną Mię.

Pięć lat temu zachodziła w głowę, jak to możliwe, że zwrócił na nią uwagę tak wspaniały mężczyzna. Dziękowała losowi za ten dar. Wysoki, przystojny, mógł mieć każdą, której zapragnął. I przeważnie miał. Mia była córką multimilionera, Williama Burtona, i znanej piękności, ozdoby salonów, Kay. Nosiła wprawdzie firmowe ubrania, które matka kazała jej zakładać, ale w głębi duszy pozostawała chorobliwie nieśmiałą osobą, dość ładną wprawdzie, ale nie tak piękną jak dziewczyny, z którymi Ethan się umawiał. Kiedy dowiedziała się o romansie jego matki ze swoim ojcem, pojęła przyczynę jego nagłego zainteresowania. Matka zastawiła sidła na ojca, a syn – na córkę. Wykalkulowali sobie, że któreś upoluje upragnioną zdobycz.

– A co z romansem naszych rodziców? – wytknęła z odrazą.

– Już ci mówiłem, że nie miał żadnego związku…

– Nic mnie to nie obchodzi – przerwała mu gwałtownie.

– Ponieważ wolisz pozostać przy swojej błędnej teorii, którą wysnułaś przed pięciu laty.

– Wyobrażasz sobie, jaki szok przeżyłam, kiedy dotarło do mnie, że ojciec wysłał mnie akurat do tej szkoły z internatem, którą prowadziła jego kochanka? Zyskał doskonały pretekst, żeby ją odwiedzać.

– Przestań, Mia! – krzyknął Ethan, potrząsając ją za ramiona.

– Puść mnie! To boli.

Lecz Ethan nie posłuchał. Zacisnął palce jeszcze mocniej i odsunął ją od siebie na odległość ramienia.

– To nic wobec bólu, jaki sprawiłaś ojcu, znikając bez śladu.

– Ale tobie z całą pewnością nie, Ethan.

– Czy uwierzyłabyś, gdybym powiedział, że ogromny?

– Nie.

Ethan zacisnął zęby.

– Boże! Jakaż byłam naiwna, wierząc, że ci się spodobałam – westchnęła ciężko.

– Naprawdę mi na tobie zależało.

– Raczej na pieniądzach mojego ojca i na stanowisku w Burton Industries. Tylko tego pragnęliście razem z matką.

– Uważaj na słowa – wycedził Ethan przez zaciśnięte zęby.

– Na szczęście w porę odzyskałam rozum, w przeciwieństwie do ojca – ciągnęła Mia, ignorując ostrzeżenie. – No i dopięliście swego. Twoja matka poślubiła mojego ojca, a ty zostałeś dyrektorem Burton Industries.

Twarz Ethana przypominała kamienną maskę.

– Naprawdę wierzysz, że tylko tego pragnąłem, Mia? – zapytał.

– Oczywiście. Zawsze dbałeś tylko o własny interes. A ja wcale nie znikłam. Po prostu odeszłam.

– Porzucając studia na drugim roku uniwersytetu i mnie.

– Miałam dwadzieścia lat. Byłam pełnoletnia, zdolna do podejmowania samodzielnych decyzji. Zresztą zostawiłam ojcu informację.

– „Nie próbuj mnie szukać, bo mnie nie odnajdziesz” – zacytował Ethan. – Ładnie pożegnałaś człowieka, który kochał cię nad życie i opiekował się tobą od urodzenia – wytknął z odrazą.

– Nawet na to nie zasłużył! – prychnęła Mia. – Napisałam tych parę słów tylko po to, żeby nie zawiadomił policji, że zaginęłam.

– A ja, Mia? Na co twoim zdaniem zasłużyłem? Chodziliśmy i spaliśmy ze sobą, zanim nagle postanowiłaś mnie porzucić.

– Nie ze mną spałeś, tylko z córką szefa.

– Nieprawda.

– Nieważne. Wystarczy, że jesteś synem kobiety, z którą mój ojciec zdradzał mamę. Dlatego nie chciałam i nadal nie chcę cię więcej widzieć.

– Pamiętaj jednak, że William jest twoim ojcem…

– O czym usiłowałam zapomnieć przez ostatnich pięć lat – wpadła mu w słowo.

Następnie odwróciła się do niego plecami, odeszła spory kawałek i usiadła na drewnianej ławce z widokiem na park. Miała nadzieję, że Ethan nie pójdzie za nią, ale nie zdziwiło jej, kiedy dołączył do niej po krótkiej chwili wahania. Siedzieli obok siebie w niezręcznej ciszy przez kilka następnych, nieskończenie długich minut. Ethan przemówił jako pierwszy:

– Nie zgłosił zaginięcia na policję, ale obaj cię szukaliśmy.

– Nie mydl mi oczu – odburknęła Mia. – Nawet jeśli mój ojciec do tego stopnia stracił głowę dla twojej matki, żeby tego nie widzieć, to ja dobrze wiem, że odnalezienie mnie nie leżało w twoim interesie. Kiedy znikłam z horyzontu, oboje z matką mogliście do woli nim manipulować.

– Widzę, że nie dojdziemy do porozumienia, jeśli chodzi o mnie i moją mamę, ale jak mogłaś to zrobić tacie? Szukał cię miesiącami, latami. Prześledził każdy najdrobniejszy trop, każde doniesienie, że gdzieś cię widziano, nawet najbardziej nieprawdopodobne.

– Tymczasem przez cały czas przebywałam w Londynie.

– Naprawdę?

Mia posłała mu niewesoły uśmiech.

– Nie patrz na mnie z takim zdziwieniem, Ethan. Nie słyszałeś, że najłatwiej ukryć się przed wrogiem w jego najbliższym otoczeniu?

– Nikt z nas nie był twoim wrogiem.

– Czyżby?

Ethan wstał z ławki i zaczął chodzić w tę i z powrotem po alejce.

– Gdzie w takim razie przebywałaś przez te lata?

– Przez kilka miesięcy mieszkałam u przyjaciół.

– Niemożliwe! My… to znaczy, William wypytał wszystkich twoich znajomych. Wszyscy zgodnie twierdzili, że cię nie widzieli.

– Bo to moi przyjaciele, nie jego.

– A potem?

– Kupiłam mieszkanie, pobierałam nauki i dwa lata temu otworzyłam tę kawiarnię.

– Czego się uczyłaś?

– Cukiernictwa w renomowanej szkole gastronomicznej, tu, w Londynie – odparła z nieskrywaną satysfakcją.

– Czy to znaczy, że sama pieczesz te wszystkie ciasta? – spytał z niedowierzaniem.

Mia omal nie roześmiała się z jego zdziwionej miny. Nie widziała powodu, żeby tłumaczyć, że nie tylko sama piecze swoje wyroby, ale też dostarcza wiele z nich do ekskluzywnych sklepów cukierniczych w stolicy.

– Babcia ze strony mamy nie tylko zostawiła mi dobrze zaopatrzony fundusz powierniczy, który ojciec na szczęście przepisał na mnie w dniu osiemnastych urodzin, ale też nauczyła mnie świetnie piec – wyjaśniła bezgranicznie zdumionemu Ethanowi.

W końcu skinął głową.

– Nie wątpię. Dziwi mnie tylko, że zamieniłaś studia ekonomiczne na branżę spożywczą. To dość radykalna zmiana kierunku.

– Nie ja je wybierałam. Ojciec zadecydował za mnie, że pójdę na ekonomię.

– Ponieważ wyznaczył cię na przyszłą dyrektorkę Burton Industries?

– Prawdopodobnie tak. Na szczęście dla niego pojawiłeś się w samą porę, żeby obsadzić wakat.

Ethan z sykiem zaczerpnął powietrza.

– Nie bądź złośliwa.

– To nie złośliwość tylko stwierdzenie faktu.

– Zlikwidowałaś konto w banku dwa dni po zniknięciu. Przypuszczaliśmy, że wyjechałaś za granicę.

– Tego właśnie chciałam.

– Postąpiłaś okrutnie, Mia.

Mia zamilkła. Przez chwilę obserwowała ludzi, spacerujących po parku. Niektórzy wyprowadzali psy, inni prowadzili dzieci ze szkoły. Widywała ich codziennie, gdy przychodziła tu zjeść lunch. Lecz choć wykonywali te same czynności co zwykle, dzięki obecności Ethana ten normalny, powszedni dzień bardzo różnił się od innych. Gdy pochwyciła jego posępne spojrzenie, poczuła ucisk w okolicy serca. Musiała przyznać, że wygląda bardziej atrakcyjnie niż kiedykolwiek. Minione lata dodały mu niemal groźnej powagi. Uniosła dumnie głowę.

– Zapomniałam ci pogratulować awansu. Kilka miesięcy temu gazety doniosły, że zostałeś dyrektorem naczelnym Burton Industries.

– Czy napisali również dlaczego?

Mia odwróciła wzrok.

– Ponieważ mój ojciec przeszedł zawał serca.

– Wiedziałaś o tym? – wykrztusił Ethan z bezgranicznym zdumieniem.

– Tak.

– I nawet nie raczyłaś go odwiedzić? – wytknął, nie kryjąc odrazy. Oburzało go, że nawet do niego nie zadzwoniła. – Gdyby zmarł, nigdy więcej byś go nie zobaczyła.

Mia omal nie zadrżała. Choć ojciec głęboko ją zranił, wielokrotnie ogarniały ją wątpliwości, czy postąpiła właściwie. Uznała jednak, że Ethan nie musi o tym wiedzieć. Wzruszyła więc tylko ramionami.

– Nie chcę go więcej widzieć.

– Nawet jeśli ci powiem, że dostał zawału po otrzymaniu fałszywej informacji, że cię widziano?

– Przestań mnie obwiniać, Ethan. Nie odpowiadam za jego decyzje.

Ethan wstał. Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu.

– Chyba tracę czas, usiłując cię przekonać. Zmieniłaś się nie tylko zewnętrznie. Zgorzkniałaś, stwardniałaś. Kiedyś byłaś dobra i ufna. William cię ubóstwiał.

– Ja jego też, póki nie zdradził mojej biednej, sparaliżowanej mamy. Była przykuta do wózka inwalidzkiego przez ostatnie lata życia, kiedy nawiązał romans z twoją matką.

– Powtarzam ci po raz kolejny, że poznał ją dopiero, kiedy zaczęłaś uczęszczać do szkoły w Southlands. Owszem, zakochali się w sobie jeszcze za życia Kay, ale przed jej śmiercią do niczego między nimi nie doszło.

– Niemożliwe, żebyś wierzył w te brednie, których ci naopowiadali, żeby usprawiedliwić swoją podłość. W dniu, w którym moja mama połknęła całe opakowanie środków nasennych i popiła butelką wina, przebywali razem w domu twojej matki.

– Kay nigdy się nie dowiedziała o ich przyjaźni.

– Skąd ta pewność? Nie zostawiła nawet listu pożegnalnego, nie wyjaśniła powodów swojego samobójstwa.

Ethan wahał się przez chwilę. Przyrzekł mamie i ojczymowi, że nigdy nie wyjawi Mii przyczyn samobójczej śmierci Kay ani nie powie jej o liście, który zostawiła. Dotrzymał tej obietnicy przez pięć lat. Ale za jaką cenę?

– Bardzo mi przykro, że twoja mama odebrała sobie życie, ale jej śmierć nie miała nic wspólnego z przyjaźnią naszych rodziców. Wyobrażam sobie, co czułaś.

– Niemożliwe. Nic nie wiesz o moich uczuciach, ani wtedy, ani teraz.

– Być może dlatego, że zerwałaś ze mną zaraz po jej śmierci – przypomniał szorstkim tonem.

Mia