Na krawędzi - Meredith Wild - ebook
Opis

Olivia Bridge zawsze była grzeczną dziewczynką. Miała dobre stopnie, miłych przyjaciół i świetną pracę, którą załatwili jej bogaci rodzice. Zdecydowana żyć po swojemu porzuca swój dotychczasowy świat i angażuje się w pomoc swoim braciom, którzy otwierają w Nowym Jorku sieć fitness klubów. Kiedy już jej się wydawało, że odnalazła swoje miejsce, uświadamia sobie, że jest rozdarta między dwoma mężczyznami, którzy stawiają poważne wyzwanie jej dobroci.

Will Donovan ma fundusze, dzięki którym marzenie braci Bridge’ów może się spełnić. Uważa, że warto zaryzykować i zaciągnąć do łóżka ich zasadniczą siostrę. Liv jest najinteligentniejszą i najbardziej pruderyjną dziewczyną, jaką kiedykolwiek znał. Już nie może się doczekać, kiedy złamie jej opór.

Ian Savo nie stosuje się do niczyich zasad. Zdarza mu się sypiać z dziewczynami swojego przyjaciela, kiedy więc Will przedstawia mu Liv, Ian ma ochotę i na nią. Nigdy jednak nie przyszło mu do głowy, że mógłby się zakochać...

„Trzecia część serii Wild to doskonała lektura, która z pewnością zainteresuje nowych czytelników i zaspokoi ciekawość stałych fanów. Można tu znaleźć wszystko: romantyczne uczucia, wartką akcję i sceny przepełnione seksem. Wild nie boi się pisać o fantazji seksualnej wielu kobiet, jaką jest posiadanie dwóch kochanków. Czytelniczki mogą spełnić tę fantazję, śledząc losy głównej bohaterki. To nie tylko kolejna część sagi o rodzeństwie Bridge’ów, ale również świetna samodzielna powieść”.

  •  RT Book Reviews

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 344

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału: Over the Edge

Copyright © by Meredith Wild, 2016

Copyright for the Polish edition © by Burda Publishing Polska Sp. z o.o., 2017

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Redaktor prowadzący: Marcin Kicki

Tłumaczenie: Aldona Możdżyńska (s. 5–137), Aga Zano (s. 138–287)

Redakcja: Magda Binkowska

Korekta: Marzena Kłos, Katarzyna Szajowska/Melanż

Skład i łamanie: Beata Rukat/Katka

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

Projekt okładki: Urszula Gireń

Zdjęcie na okładce: Serge Krouglikoff/GettyImages

ISBN: 978-83-8053-234-2

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.burdaksiazki.pl

Skład wersji elektronicznej:

Dla moich fanek z Team Wild 

– za to, że tak samo jak ja kochacie pikantne historie

1

OLIVIA

Ciemne ściany tunelu metra rozmazywały się po obu stronach pędzącego pociągu. Zapach zbyt wielu ciał ściśniętych na niewielkiej przestrzeni mieszał się z nienaturalnymi wyziewami kolei podziemnej, tworząc metaliczną i jednocześnie lekko gazową woń.

Na drugim końcu wagonu grupka nastolatków w szkolnych mundurkach głośno rozmawiała. Paru mężczyzn w średnim wieku, ubranych w garnitury, trzymało się pionowych poręczy i wpatrywało w ekrany telefonów. Kobieta z długimi czarnymi włosami przetykanymi siwizną sprawiała wrażenie zmęczonej, jak po całonocnej podróży pociągiem. Stanowiliśmy potpourri kultur i ludzi upchniętych w dusznym metalowym naczyniu.

Drgnęłam, kiedy czyjaś ciepła dłoń dotknęła mojej ręki. Siedząca obok dziewczynka, która miała nie więcej niż pięć lat, delikatnie przesunęła czubkiem palca po platynowej zawieszce na mojej bransoletce od Tiffany’ego, prezencie od rodziców.

– Jaka śliczna. – Spojrzała na mnie hipnotyzującymi, brązowymi oczami, które rozszerzyły się, kiedy się uśmiechnęła.

– Dzięki – powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.

Była wyjątkowo ładna. Prawdziwa mała piękność. Kiedy jednak przyjrzałam jej się lepiej, zobaczyłam, że ma brud pod paznokciami i niezbyt czyste ubranie. Kobieta, która siedziała obok, była pewnie jej matką. Jej ciemną twarz pokrywała sieć zmarszczek świadczących o wieku i przejściach. Przez chwilę patrzyła to na mnie, to na córkę, aż w końcu odezwała się w nieznanym mi języku. Niezadowolonym głosem wypowiedziała całą serię upomnień. Dziewczynka szybko cofnęła rączkę i opuściła wzrok na podłogę.

Nikt nigdy mi o tym nie powiedział, ale wiedziałam, że wyglądam na osobę uprzywilejowaną. Widać było, z jakiego środowiska się wywodzę. Dzięki temu Nowy Jork stał się dla mnie najlepszym, ale i najgorszym miejscem. Codziennie na ulicach miasta widywałam, jak ekstremalne bogactwo styka się ze skrajną biedą. Próbowałam ustawić się gdzieś pośrodku, ale znałam tylko jeden styl życia.

Wysiadłam na swoim przystanku i wyszłam z tętniącego życiem peronu na zatłoczoną ulicę. Zrobiłam wydech, pozbywając się powietrza, którym oddychałam przez ostatnie dziesięć minut. Chłodny poranny wietrzyk przenikał przez cienką bluzkę. Próbowałam ciaśniej otulić się swetrem, ale nie miał guzików.

Skręciłam i zobaczyłam miejsce, do którego zmierzałam. Zaledwie przecznicę od stacji metra stała imponująca nieruchomość, w przyszłości nasza nowa siłownia – projekt, nad którym od miesięcy pracowałam ze swoimi braćmi.

Cameron i Darren dali mi znać, że w tym tygodniu staną ściany. Nie czułam się zbyt pewnie na placach budowy, ponieważ jednak byłam zaangażowana w projekt i rozplanowanie naszej drugiej filii, chciałam sprawdzić, jakie są postępy.

Przystanęłam przed wejściem. Nad drzwiami przymocowano tymczasową tabliczkę z napisem „Przyszła siłownia rodzeństwa Bridge, własność Donovana”. Przepełniła mnie duma, kiedy pomyślałam o tym, co moi bracia osiągnęli, bez finansowego wsparcia ze strony rodziców. Cameron i Darren robili to wszystko na własną rękę, chociaż nasza rodzina była tak bogata, że nie musieli.

Kiedy zrobiłam krok w głąb budynku, poczułam inny rodzaj dumy. Ściany rzeczywiście szły w górę. Tuż za drzwiami rząd równo rozstawionych słupków oddzielał wejście od pozostałej części. Spędziłam wiele godzin z architektem nad planami i wiedziałam, że akurat tej ściany nie powinno tam być. Mimo to robotnik wbijał w nią jeden gwóźdź za drugim.

– Tu nie miało być żadnej ściany – rzuciłam.

Robotnik odwrócił się do mnie i pokazał na drugi koniec pomieszczenia, gdzie rozmawiało dwóch mężczyzn.

– Jeśli chce pani o tym porozmawiać, to szef jest tam.

Bez wahania podeszłam do mężczyzn.

– Przepraszam – powiedziałam stanowczym tonem, ledwo kryjąc irytację.

Obaj odwrócili się do mnie. Starszy miał siwe, krótko przystrzyżone włosy i brązowe oczy o łagodnym spojrzeniu. Młodszy na mój widok znieruchomiał. Powoli zmierzył mnie wzrokiem. Znowu spróbowałam obciągnąć sweter. Niestety pod wpływem porannego chłodu moje sutki zamieniły się w sopelki lodu, czego chyba tylko ślepy by nie zauważył.

Odchrząknęłam, przygotowując się na awanturę.

– Mamy pewien problem.

– Jaki problem? – Starszy z mężczyzn zmarszczył brwi.

– Po pierwsze, ta ściana miała być ze szkła. Proszę powiedzieć pracownikowi, żeby przerwał pracę. Marnujecie jego energię i materiały. Tego nie ma w planach.

– Kim pani jest? – spytał młodszy.

Przechyliłam głowę. Patrzył na mnie lekko zmrużonymi oczami. Spojrzenie jego intensywnie niebieskich oczu wwiercało się we mnie z intensywnością, od której aż mnie przeszły ciarki.

– Nazywam się Olivia Bridge. – Nie podałam mu ręki. Miałam nadzieję, że rozpozna nazwisko.

Wyprostowałam się, chociaż nie dorównywałam wzrostem temu barczystemu facetowi, który stał przede mną. Od szyi w górę wyglądał jak model. Pięknie zarysowane kości policzkowe, mocna szczęka, niedbale opadające na czoło ciemnoblond włosy i pełne, cudnie wykrojone wargi.

Ale był zwyczajnym robotnikiem. Nie w moim typie. Ani trochę. Biały T-shirt opinał jego umięśnione ciało. Niebieskie dżinsy podkreślały mocne uda i wybrzuszenia kieszeni, w których pewnie trzymał różne potrzebne przedmioty, i jeszcze jedno, bardziej atrakcyjne miejsce. Szybko odwróciłam wzrok. Zauważyłam jeszcze biały pył na jego kolanach.

Zbeształam się w duchu za to, że się tak na niego gapiłam. Ten facet nie miał za grosz przyzwoitości. Przez dobre kilka minut wpatrywał się w moje piersi.

Chrząknęłam, a on znowu przeniósł wzrok na moją twarz.

– To mój projekt. Sama go stworzyłam.

Jego obojętna mina z każdą sekundą jeszcze bardziej podsycała mój gniew. Z westchnieniem przewróciłam oczami.

– Może to nie z panem powinnam rozmawiać. Kto jest kierownikiem budowy?

Spojrzał na starszego kolegę.

– Tom, chcesz się tym zająć? – Wskazał na mnie, jakbym to ja była problemem, który trzeba rozwiązać. – Sprawdzę, jak się mają sprawy na górze.

– Jasne. – Tom potarł czoło i podszedł ze mną do ściany. – O tej ścianie pani mówi?

– Tak. Miała być ze szkła. Cała. Chcemy, żeby klienci zaraz po wejściu widzieli całe wnętrze, a nie ścianę. Proszę natychmiast usunąć te słupki.

– Dobrze. – Zmarszczył brwi. – Musiała się pojawić jakaś zmiana w planach…

Uniosłam brwi.

– Ma pan plany. Po co je pan zmieniał?

– To ściana nośna, więc zamiast ją wzmocnić, Will pewnie zmienił plan.

– Dlaczego miałby to zrobić?

Mężczyzna zaśmiał się cicho.

– Przede wszystkim tak będzie taniej.

Zmarszczyłam brwi.

– Nie obchodzi mnie, ile to będzie kosztować. – Mój głos podniósł się o oktawę. – Nie na to się umawialiśmy.

Westchnął.

– W takim razie muszę pogadać z Willem.

– Kim jest Will? Myślałam, że to pan jest kierownikiem budowy.

Roześmiał się i znowu potarł czoło.

– Nie, ja jestem tylko majstrem. Szefem jest Will Donovan. Właśnie go pani poznała. Jest właścicielem budynku, więc robię, co mi każe.

– Aha.

Cholera. Czyli ten wyjątkowo przystojny robotnik to Will Donovan – inwestor i deweloper, o którym moi bracia tak często wspominali. Nigdy go nie poznałam, ale wiedziałam o nim wystarczająco dużo, żeby się domyślić, że prawdopodobnie go wkurzyłam. Miał pecha. Nie zamierzałam ustępować.

Oparłam dłoń na biodrze i szybko rozejrzałam się po pustym pomieszczeniu. Powinnam była sobie odpuścić, ale nie mogłam. Cameron i Darren – cała nasza trójka – wszyscy pracowaliśmy zbyt ciężko, żeby teraz pozwolić rozstawiać się po kątach.

– Wobec tego proszę jeszcze raz mnie przedstawić Willowi Donovanowi.

– Tędy proszę – powiedział mężczyzna z grymasem, po czym poprowadził mnie przez długi, niewykończony korytarz na drugie piętro.

Will akurat pochylał się nad kuchenną wyspą, przeglądając plany, które przykrywały niemal całą jej powierzchnię. Kiedy weszliśmy, wyprostował się. Obaj mężczyźni szybko wymienili spojrzenia. Nie wiedziałam, czy Will jest rozbawiony, czy wkurzony.

– Panno Bridge, widzę, że pani wróciła.

– Tak – rzuciłam spokojnie, bo teraz wiedziałam, kim jest.

Skinął głową w stronę Toma.

– Możesz wracać do pracy. Ja się tym zajmę. – Z powrotem przeniósł na mnie wzrok. – Co mogę dla pani zrobić?

– Tom wyjaśnił mi kwestię budowlaną, jestem jednak zaniepokojona, bo nie zaakceptowaliśmy tego planu.

– Cameron dał mi kontrolę kreatywną. – Will skrzyżował ręce na piersi, co jeszcze bardziej uwidoczniło jego umięśnione ramiona. Trochę mnie to rozproszyło.

– Dał panu kontrolę. – Było to stwierdzenie faktu, ale pełne niedowierzania. Cameron nie mógł zrobić czegoś takiego. – Nie rozumiem.

– Część mojej inwestycji jest w planach. Jeśli będzie trzeba, wprowadzę pewne zmiany, żeby zmieścić się w budżecie.

– Kompromituje pan nasz projekt i naszą markę. Jak mamy panu zapłacić, skoro wszystko pan rujnuje?

– Panno Bridge, myślę, że nieco pani dramatyzuje.

Rozejrzałam się po otwartej przestrzeni i szybko przeszłam obok niego. Zatrzymałam się pod szerokim, łukowato sklepionym przejściem stanowiącym granicę między kuchnią a salonem w luksusowym apartamencie.

Odwróciłam się do niego i wskazałam na łuk.

– Czy to była ściana nośna?

– Tak.

– Rozumiem, że udało się panu rozwiązać ten problem?

Kącik jego ust uniósł się lekko.

– Oczywiście.

– Żeby nie zasłaniać widoku? – Wyzywająco uniosłam brwi.

– To widok wart miliony dolarów. Tak samo jak sąsiedni pokój. Nie muszę dodawać, że takie rzeczy mieszczą się w naszym budżecie.

– Nasze kluby to nie siłownie dla osiedlowych mięśniaków. Wyglądają bardzo estetycznie i zachęcają ludzi do prowadzenia zdrowego stylu życia. Chcielibyśmy, żeby klienci widzieli to już przy wejściu.

– Chodźmy razem na kolację.

Rozchyliłam usta, ale nic nie powiedziałam. Nie spodziewałam się tak nagłej zmiany tematu.

– Słucham?

Przechylił głowę i wypchnął językiem policzek, jakby się nad czymś zastanawiał.

– Możemy jeszcze raz przejrzeć plany. Doceniam pani poczucie estetyki. Na pewno znajdziemy płaszczyznę porozumienia.

– Możemy ją znaleźć tu i teraz. Mówię panu…

– Ja inwestuję w ten projekt, a pani podważa moje decyzje. Może mnie więc pani dalej wkurzać albo pójść ze mną na kolację i porozmawiać na spokojnie.

Kiedy ruszył w moją stronę, krew napłynęła mi do twarzy. Jego powolne, ale pewne siebie kroki coraz bardziej mnie rozpraszały. Zatrzymał się niemal przy mnie. Pod wpływem jego energii i dominującej siły nieomal się cofnęłam, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam.

– Może powinnam porozmawiać o tym z Cameronem – powiedziałam. Zawoalowana groźba w moim głosie nie zabrzmiała tak stanowczo, jak planowałam.

– Proszę mnie poinformować, do czego doszliście – rzucił obojętnym tonem.

Przez chwilę się zastanawiałam nad tymi słowami. Wiedziałam, że wystarczy jeden telefon do Camerona i Will doprowadzi do tego, że aż do otwarcia centrum nie będę miała tu wstępu. Broniłam naszego projektu, wiedziałam jednak, że Cameron nie chce przekroczyć terminu. Miałam do wyboru: albo spędzić ten wieczór przed telewizorem, albo wybrać się na kolację z Willem. W porządku. Obecny sposób działania i tak nie przynosił pożądanych skutków.

– A co ze ścianą? – spytałam, krzyżując ręce na piersiach. Próbowałam kontrolować emocje, ale frustracja i ciekawość aż się we mnie gotowały.

W jego oczach pojawiło się rozbawienie. Może z powodu mojego uporu, a może wiedział, że jednak zgodzę się na wspólną kolację.

– Powiem Tomowi, żeby na razie się wstrzymał. Jeśli jednak wystawi mnie pani do wiatru, rano zobaczy pani gruby mur.

Zazgrzytałam zębami, powstrzymując się przed wypowiedzeniem kilku przekleństw, jakimi miałam ochotę go obrzucić.

– W porządku.

Uśmiechnął się, odsłaniając idealnie proste zęby.

– O ósmej przyjedzie po panią samochód.

WILL

Zawsze miałem słabość do bogatych dziewczyn. Może dlatego, że przez połowę życia wymyślałem nowe i bardziej kreatywne sposoby na to, żeby poszły ze mną do łóżka. Przede wszystkim jednak lubiłem ich warstwy. A raczej ich brak, w zależności od dziewczyny. Sam ze sobą grałem w grę, próbując się domyślić, czym zajmują się ich ojcowie, w którym hrabstwie mieszkają, do jakiej szkoły chodziły. Przed nimi udawałem, że wszystkie te szczegóły naprawdę mnie obchodzą. Dzięki temu łamały swoje pozornie niezłomne zasady i pieprzyły się ze mną do nieprzytomności.

Z czasem odkryłem, że w każdej bogatej dziewczynie, jaką poznaję, jest niegrzeczna dziewczynka, która tylko czeka, żeby się zabawić z niegrzecznym chłopcem. Czekały na mnie. To ja nim byłem.

Zamierzałem odebrać Olivię Bridge z kamienicy na Brooklynie i pieścić ją wzrokiem przez całą drogę do restauracji. Taki wstęp do różnych perwersyjnych rzeczy, które chciałem z nią zrobić – oczywiście za jej zgodą. Niestety ojciec znowu do mnie zadzwonił, więc Olivia musiała pojechać sama, a ja utknąłem w swoim apartamencie i prowadziłem rozmowę, którą chciałem jak najszybciej zakończyć. Przez cały tydzień udawało mi się unikać telefonów od niego, ale nie mogłem tego robić w nieskończoność.

– Co u ciebie? Od dawna się nie odzywasz.

Przewróciłem oczami i powstrzymałem się od głośnego westchnienia. Bill Donovan rzadko marnował czas na uprzejmości, więc tym razem desperacko musiał ze mną porozmawiać.

– Tato, do sedna. O co chodzi?

Przez chwilę milczał.

– Chcę z tobą porozmawiać o różnych ewentualnościach, na wypadek gdyby to dochodzenie miało być zakrojone na szerszą skalę.

Pokręciłem głową zły o to, że wpakował się w taki bajzel. Bajzel, który szybko zaczynał odbijać się na moich sprawach, chociaż przez wiele lat się starałem, żeby nasze ścieżki zawodowe krzyżowały się jak najrzadziej.

– Myślisz, że to możliwe?

– Trudno powiedzieć. – Mówił cicho, niskim głosem. – Mamy dobrych prawników, ale jeżeli postawią mnie w stan oskarżenia, jesteśmy skończeni.

Od miesięcy trwało śledztwo dotyczące ciemnych sprawek jego i jego partnerów w interesach, którzy przepuszczali miliony dolarów przez organizację charytatywną. Różne rzeczy szeptano po kątach, ale do tej pory nikt nie został oskarżony. Gdyby mój ojciec został postawiony w stan oskarżenia i uznany winnym, musiałby zapłacić zadośćuczynienie i prawdopodobnie odsiedzieć wyrok w jednym z ośrodków w północnej części Nowego Jorku, które nazywano więzieniem dla takich wysoko postawionych biznesmenów. Jego reputacja w świecie finansów zostałaby zniszczona na zawsze.

– Na miłość boską, to była organizacja charytatywna dla trudnej młodzieży. Nie mogłeś okraść kogoś innego?

Wydał z siebie jakiś niezrozumiały dźwięk.

– Will, nie dzwonię po to, by o tym rozmawiać. Jeżeli któryś z nas zostanie oskarżony, ucierpi na tym firma. Odejdą inwestorzy. Chciałbym, żebyś wrócił, dopóki sytuacja się nie ustabilizuje.

Ojciec od samego początku próbował mnie wciągnąć do funduszu hedgingowego, który prowadził z Davidem Reillym. Byłem na kilku koktajlach i lunchach z inwestorami, ale ten świat mnie nie interesował. Miałem własne projekty.

– Przecież płacisz ludziom za prowadzenie firmy. Nie jestem ci potrzebny.

– Ufam tylko tobie. Zwłaszcza w obecnych okolicznościach. Poza tym to również twoje pieniądze.

– Nie zależy mi na nich.

– Tylko tak ci się wydaje, bo nigdy ci ich nie brakowało. Dzięki mnie. – Jego słowa smagały mnie jak bicz. Były pełne prawdy i naznaczone latami niezmordowanego wysiłku, jaki wkładał w zbijanie fortuny.

Nasza relacja zawsze opierała się na faktach. Faktach dotyczących wypróbowanej drogi do sukcesu. Faktach dotyczących pieniędzy i biznesu. Faktach dotyczących kobiet, co w rzeczywistości oznaczało jego wypaczoną opinię na temat płci pięknej i jej przydatności w zaspokajaniu męskich potrzeb seksualnych. Był jednym wielkim faktem pozbawionym uczuć. Taki człowiek mnie wychował.

Gdybym miał stosować się do jego zasad, powinienem rzucić go jak gorący ziemniak i zająć się własnym życiem. Próbowałem mu współczuć, ale potrafiłem wykrzesać z siebie tylko lekką troskę i ogromną irytację wywołaną tym, że był tak nieodpowiedzialny i dał się złapać. Teraz groziło mi wciągnięcie w jego sprawy, chociaż byłem mocno zaangażowany we własne. Nie chciałem odziedziczyć ani jego problemów, ani jego funduszu.

– Nie chcę się w to angażować – powiedziałem w końcu.

– Problemy z Youth Arts Initiative to zupełnie odrębna kwestia. Pieniądze w funduszu są czyste. Masz moje słowo. Po wszystkim mogę wrócić do interesów, ale nie bez twojej pomocy. Spotkajmy się. Wszystko ci wytłumaczę. Sam zobaczysz, co wchodzi w grę.

Zawahałem się. Tkwił po same uszy w bagnie i chociaż potępiałem jego postępowanie, to jednak wciąż był moim ojcem i mogłem go chociaż wysłuchać – nawet jeżeli nie zamierzałem nadstawiać karku, żeby ochronić jego pieniądze. Nasze pieniądze, zważywszy na to, że byłem jego jedynym spadkobiercą i że wolałby spalić każdego dolara, niż dać choć centa więcej mojej matce.

– Jestem w samym środku dużego remontu. W tej chwili nie mam zbyt dużo czasu.

– W tym tygodniu tam podjadę. Nie zajmę ci dużo czasu.

Wolałem, żeby nie zbliżał się do tego miejsca.

– Lepiej nie. Umówmy się na lunch. Później wyślę ci SMS ze szczegółami.

– Dobrze. Dziękuję.

Cień bezradności w jego głosie przestraszył mnie bardziej niż wszystko inne. Desperacja zastąpiła jego nieustraszone oddanie pracy.

Rozłączyłem się i spojrzałem przez okno na horyzont. Niczego mi nie brakowało, a mój ojciec miał rację. Nigdy nie zaznałem życia bez poczucia bezpieczeństwa, jakie dają pieniądze – fortuna, którą zbił, idąc najwyraźniej po trupach. Wziąłem swoją część i przeznaczyłem ją na remonty nieruchomości, nigdy jednak nie poszedłbym w jego ślady. Nie mógłbym przenosić pieniędzy między kontami, krajami i inwestycjami. Podobne rozwiązania i sposób działania miały sens jedynie dla takich karierowiczów jak on.

A kiedy w końcu zgodziłem się z nim porozmawiać, to właśnie próbował mi sprzedać: życie, jakiego nigdy nie chciałem.

Spojrzałem na zegarek i ruszyłem do wyjścia. Byłem spóźniony, wkurzony i miałem ochotę wyładować swoją frustrację na tym ślicznej smarkuli, Olivii Bridge.

2

WILL

Maître ďhôtel zaprowadził mnie do prywatnego stolika dla dwojga w tylnej części Artu, luksusowej restauracji, którą wybrałem na ten wieczór. Olivia odchyliła się na krześle, wpatrując się w rozświetlony ekran telefonu. Założyła nogę na nogę pod czarno-białą ołówkową spódnicą z koronki. Prosty czarny top był gustowny i jednocześnie seksowny. Domyśliłem się, że starannie wybrała każdą część garderoby, żeby wyglądać profesjonalnie. Wyjątkiem były szpilki na dwunastocentymetrowym obcasie. Chciałbym je mieć tuż przy głowie.

Kiedy podszedłem, uśmiechnęła się sztucznie i napięła ramiona.

– Przyszedłeś. I pomyśleć, że się martwiłeś, że to ja cię wystawię.

Była zdenerwowana, więc ugryzłem się w język. Jej bezczelność coraz bardziej mnie podniecała. Już nie mogłem się doczekać, kiedy zerżnę tę wyniosłą księżniczkę. Cała krew odpłynęła mi do krocza, kiedy wyobraziłem sobie jej piękne ciało wyginające się w łuk pod wpływem potężnego orgazmu.

Usiadłem naprzeciw niej i wypuściłem powietrze. Przemilczałem słowa, których jeszcze nie mogłem wypowiedzieć. Nie była zwykłą laseczką przy barze. Była świetnie wykształcona, uzbrojona w wysokie oczekiwania i cięty język. Musiałem się z nią obchodzić delikatnie, żeby dostać to, czego chciałem, nie wspominając o przekonaniu jej, by słowem nie pisnęła braciom o mojej propozycji.

– Miałem ważny telefon. – Rozłożyłem serwetkę na kolanach. – Byłaś tu już kiedyś?

– Parę razy – powiedziała obojętnym tonem. Zaczęła przeglądać menu, starając się jak najbardziej mnie ignorować.

Po chwili kelner przyjął nasze zamówienia. Kiedy odszedł, atmosfera między nami zagęściła się od możliwości. Omiotłem ją wzrokiem, chcąc nadrobić stracony czas.

– Olivio, pięknie wyglądasz.

Założyła za ucho kosmyk gładkich ciemnobrązowych włosów. Była niespokojna i unikała mojego wzroku, bez słów przekazując mi, że ten komplement zrobił na niej wrażenie.

– Chcesz porozmawiać o planach?

– Wolałbym najpierw cię poznać – wymruczałem.

Wzięła głęboki wdech i splotła dłonie przed sobą.

– Znasz moich braci. Dlaczego tak nagle zainteresowałeś się mną?

– Kiedy widzę coś, czego chcę, nie marnuję czasu na podchody. Pod tym względem jestem dość impulsywny.

– A konkretnie czego chcesz ode mnie?

Westchnąłem cicho. Chciałem tylu rzeczy… tylu rozkosznych i perwersyjnych rzeczy. Wychyliłem się do przodu, delikatnie ująłem jej dłoń i lekko przyciągnąłem do siebie. Rozchyliła usta, a jej pierś zaczęła się szybciej podnosić i opadać. Jej miękka oliwkowa skóra była gładka niczym jedwab. Na nadgarstku miała bransoletkę z małą zawieszką w kształcie korony ozdobionej diamencikami.

– Ładna.

– Od rodziców. Prezent na ukończenie studiów.

Trybiki w mojej głowie zaczęły się obracać. Już tyle wiedziałem o Olivii, że ta gra zaczęła mi się wydawać niemalże niesprawiedliwa. Mimo to nie mogłem się powstrzymać.

– Vassar?

– Smith.

Z zaskoczeniem uniosłem brwi.

– Najwyższy poziom, uczelnia tylko dla dziewcząt. Interesujące. To pewnie dlatego jesteś taka pyskata.

Roześmiała się i cofnęła rękę.

– Cztery lata bez elity szowinistów podważających każde moje słowo z pewnością dobrze mi zrobiły.

– Studia feministyczne?

– Malarstwo. A ty? Zaraz… sama zgadnę. – Zacisnęła wargi. – Brown – powiedziała, a jej oczy się rozjaśniły.

Milczałem. Przez chwilę miałem ochotę zaprzeczyć. Nie mogąc uwierzyć, że i jej podoba się ta gra, którą wymyśliłem dawno temu.

– Dlaczego właśnie Brown?

– Liga Bluszczowa1, bo twoją rodzinę z pewnością na to stać. Ale jednocześnie modna i postępowa, bo nie zachowujesz się konwencjonalnie.

– Doprawdy?

– Nie znam zbyt wielu zamożnych facetów, którzy byliby skłonni pracować fizycznie na budowie.

Głośno się roześmiałem.

– No tak. Dobrze, że Tom przedstawił nas sobie we właściwy sposób. Na pewno byś się ze mną nie umówiła, nie sprawdziwszy wcześniej stanu mojego konta.

Przewróciła oczami. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Zdobywanie dziewczyn zawsze było dla mnie najlepszą rozrywką.

– Teraz zacząłbym zgadywać, czym zajmuje się twój ojciec, ale oczywiście już to wiem.

– I vice versa – powiedziała z wymuszonym uśmiechem.

Jej szybka reakcja nieco zbiła mnie z tropu. W pierwszym odruchu zawsze broniłem ojca przed obcymi, chociaż to, co zrobił, było odrażające. Łączyły nas więzi krwi.

– No i proszę. Czekałem na to.

W chłodnych niebieskich oczach pojawił się cień żalu, jakby chciała przeprosić, ale była na to zbyt dumna. Nie potrzebowałem jej przeprosin ani współczucia.

W normalnych okolicznościach powiązania naszych rodzin by mnie zaniepokoiły. Nasi ojcowie spędzali dużo czasu na Wall Street i bez wątpienia łączyły ich interesy. Nie obchodziło mnie jednak, czy jej rodzice się dowiedzą o propozycji, jaką zaraz miałem jej złożyć. Bardziej przejmowałem się tym, czy na drodze nie stanie mi zła reputacja mojego ojca.

Sączyłem wino i patrzyłem, jak ona robi to samo. Byłem oczarowany tym, w jaki sposób jej pełne wargi dotykały brzegu kieliszka. Potem delikatnie się oblizała.

– Jesteś singielką – powiedziałem z wielką nadzieją.

– Tymczasowo.

– To dla mnie dobra wiadomość, ale dlaczego nikogo nie masz?

Uniosła brew.

– Piękna, świetnie wykształcona, z zamożnej rodziny. Powinnaś już dawno temu wyjść za mąż. Chyba że o czymś nie wiem.

Z zamyśleniem spojrzała na kieliszek, który obracała w palcach.

– To nie twoja sprawa, ale powiem ci, że zaledwie rok temu się tutaj przeprowadziłam i jeszcze się nie zadomowiłam. Małżeństwo nie jest dla mnie priorytetem. W tej chwili zależy mi tylko na tym, żeby pomóc Cameronowi i Darrenowi przy rozbudowie centrum. Poświęciłam się temu projektowi, a ty mi wszedłeś w paradę.

Zabębniłem palcami w przykryty obrusem blat stołu.

– Chodzi o tę ścianę?

– O ścianę i wszelkie inne zmiany, jakie zamierzasz wprowadzić i jakie burzą naszą wizję.

– A gdybym powiedział, że odtąd masz kreatywną kontrolę nad tą budową?

Zamrugała oczami.

– Wydawało mi się, że nie możesz wykraczać poza ramy budżetu.

Wzruszyłem ramionami i zacisnąłem usta.

– Możesz mnie do tego przekonać.

Przełknęła ślinę, a w jej oczach pojawił się błysk.

– No cóż, różnimy się pod względem zmysłu estetycznego…

– Przekonaj mnie dziś w nocy. U mnie.

Lekko pokręciła głową.

– O czym ty mówisz?

– Myślę, że dobrze wiesz. Chciałbym cię lepiej poznać. Właściwie to o wiele lepiej.

Patrzyła na mnie w milczeniu z rozchylonymi ustami.

– Najwyraźniej nic o mnie nie wiesz, skoro myślisz, że wystarczy kolacja i wino, żebym się z tobą przespała.

– Być może wiem więcej niż ty sama.

Zaśmiała się krótko.

– Bardzo w to wątpię.

Jej słowa mocno mnie zirytowały, a po jej uwadze na temat mojego ojca miałem wielką ochotę ustawić ją do pionu.

– Olivio, jesteś dziewczyną z wyższych sfer. Udajesz niezależną kobietę, ale używasz karty kredytowej rodziców. Nic cię tak nie motywuje jak oczekiwania społeczne i strach przed porażką. Jesteś naturalną pięknością, ale na tę naturalność twoi rodzice pewnie wydali fortunę. Lubisz luksus, począwszy od włosów ułożonych przez najlepszego fryzjera w mieście, a na pedicure skończywszy. Mogę się założyć, że raz w miesiącu chodzisz do salonu kosmetycznego na woskowanie swojej ślicznej cipki – nie dlatego, że jesteś aktywna seksualnie, ale dlatego, że w kategoriach twojej religii zaniedbanie się to grzech.

– Pieprz się – warknęła.

Odgłosy rozmów ucichły na chwilę, ale nawet się nie rozejrzałem, żeby sprawdzić, kogo zgorszyliśmy. Zamiast tego jęknąłem z frustracją, bo chyba właśnie poruszyłem jej czułą strunę. I dlatego, że teraz mogłem już myśleć tylko o tym, jak liżę jej gładką cipkę.

– Z przyjemnością, księżniczko. Kiedy ostatnio facet zaciągnął cię do łóżka i porządnie zerżnął?

Spodziewałem się, że mnie spoliczkuje. Kilkakrotnie ją obraziłem, a przecież jeszcze nie dostaliśmy dania głównego. Ale determinacja w jej oczach świadczyła o czym innym. Olivia nie zamierzała ustąpić, lecz zamierzała walczyć. I wygrać.

Na jej policzkach pojawił się rumieniec. Drżącą ręką sięgnęła po kieliszek. Gdyby nie jej wiek, podejrzewałbym, że jest dziewicą. Tak czy inaczej, z całą pewnością miała zahamowania.

Upiła łyk wina i odstawiła kieliszek.

– Świnia.

Uśmiechnąłem się. Przeszliśmy do następnej rundy.

– Rzeczywiście lubię poświntuszyć. Myślę, że i tobie by się to spodobało. Co ty na to, Olivio? Możemy się czasami spotkać tu i ówdzie, a w zamian za to pozwolę ci wydawać moje pieniądze, jakbyś grała w Monopoly. Twoi bracia będą zadowoleni. Ja będę zadowolony. No i zadowolę ciebie.

Zadarła brodę.

– Nie możesz mnie kupić.

– Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Ty musisz dostać to, czego chcesz. A ja muszę dostać to, czego ja chcę.

Ciasno splotła ramiona na piersiach, ale już się nie odezwała. Biedna bogata dziewczynka właśnie odsłaniała swoje czułe punkty. Jeżeli rzeczywiście ją pociągałem, mogła się zgodzić, mimo zasad.

Wychyliłem się do przodu i wbiłem w nią wzrok.

– Olivio, postawmy sprawy jasno. Nie chcę być twoim chłopakiem i z całą pewnością nie jestem materiałem na męża. Możesz się ze mną zabawić, dopóki nie pojawi się odpowiedni kandydat – taki, którego zaakceptują twoi rodzice. Ale jestem bogaty i mam znajomości, więc możesz się ze mną pokazywać, a wkrótce się przekonasz, że do mistrzostwa opanowałem sztukę doprowadzania kobiet do orgazmu. Jeśli przyjmiesz moją ofertę, będziesz zbyt zajęta przeżywaniem rozkoszy, żeby się martwić o swoją dumę.

Jej policzki zaczerwieniły się jeszcze mocniej, podkreślając oszałamiający błękit oczu.

– A do tego jesteś bezczelny. Zapomniałeś o tym.

Uśmiechnąłem się lekko. W tej jakże dogodnej chwili kelner przyniósł nasze dania. Olivia wzięła sztućce i bez słowa wbiła je w stek. Z nieco mniejszym wigorem zabrałem się do swojej ryby, co jakiś czas podnosząc wzrok i usiłując odgadnąć jej myśli. Chciałem zadać jej więcej pytań, ale jednocześnie podobała mi się atmosfera stworzona przez moją propozycję. Nieco krępująca i duszna, ale seksowna.

Zjadłem ostatni kęs i rzuciłem serwetkę na stół. Jedzenie było pyszne, a towarzystwo wyborne, ja jednak nie czułem się usatysfakcjonowany. Chciałem mieć Olivię Bridge nagą pod sobą.

– Zastanawiasz się nad moją ofertą? Powiedz, dlaczego się wahasz. O czym myślisz?

Spojrzała na mnie chłodnym wzrokiem.

– Czekasz na odpowiedź czy na wyznanie? Moje myśli to nie twoja sprawa.

Lekko wzruszyłem ramionami.

– Po prostu jestem ciekawy.

– Ja też.

OLIVIA

– Niczego nie pragnę bardziej, niż zaspokoić twoją ciekawość, Olivio. – Will mówił niskim, pewnym siebie głosem.

Dałabym wszystko, żeby nie musieć nic mówić, tylko móc zapaść się pod ziemię. Zachowałam się nierozsądnie. Bezwstydnie. Niewłaściwie. Nie bardziej niewłaściwie niż Will, ale powoli zniżałam się do jego poziomu. Pozwalałam, żeby czytał w moich myślach.

Szłam na tę kolację bez zamiaru przespania się z Willem, co jednak nie uchroniło mnie przed snuciem rozkosznych fantazji. Rzeczywiście byłam ciekawa. Pociągał mnie fizycznie, ale intrygowała mnie również jego pewność siebie i bezczelność, które go odróżniały od innych facetów. Miałam ochotę dotrzeć do jego wnętrza, tak jak on próbował to zrobić ze mną. Czułam jednak, że on jest w tym o wiele lepszy i że przy nim całkowicie się gubię.

Kelner posprzątał nasze talerze i przyniósł menu z deserami. Próbowałam ignorować Willa i chemię między nami – nawet kiedy milczeliśmy. Zaczęłam przeglądać menu, starając się zyskać trochę czasu, żeby pozbierać myśli.

Prawda wyglądała tak, że nie byłam z mężczyzną od niemal roku, kiedy odeszłam z prywatnej firmy inwestycyjnej mojego ojca. Doświadczenie to nie należało do przyjemnych. Wypiłam trochę wina, żeby pozbyć się zahamowań, i dałam się zaciągnąć do łóżka mężczyźnie, który został świeżo mianowany na wiceprezesa w firmie ojca. Seks był szybki i pozbawiony namiętności, ale tamten facet szybko robił karierę w firmie, więc rodzice niezmordowanie namawiali mnie na związanie się z nim. W ostatecznym rozrachunku nie byłam pewna, czy uległam jemu, czy im.

Następnego dnia zadzwoniłam do Camerona i podjęłam decyzję o opuszczeniu firmy i przeprowadzce do miasta.

Teraz siedziałam naprzeciw mężczyzny, który emanował seksapilem i gwarantował mi rozkosz fizyczną. Poza tym proponował seks bez zobowiązań, a do tego dawał mi prawo głosu w realizacji inwestycji mojej rodziny.

Po paru chwilach w końcu podniosłam głowę i zobaczyłam, że Will uważnie się we mnie wpatruje.

– Zamawiamy deser?

– Możemy. Chyba że zdecydowałaś się pojechać ze mną do domu.

– Wezmę sernik – powiedziałam szybko i położyłam menu między nami.

Z bezczelnym uśmiechem oblizał dolną wargę.

– Na pewno jest pyszny.

Kelner przyniósł deser, byłam jednak zbyt zaabsorbowana niebezpieczną energią Willa i jego propozycją, by móc się rozkoszować jego smakiem. Kiedy wyszliśmy z restauracji, podjechał do nas samochód, którym przyjechałam. Will lekko położył dłoń na dolnej części moich pleców. Dotyk ten był tak obiecujący, że jeszcze spotęgował fizyczny ból, jaki zaczęłam odczuwać, odkąd się poznaliśmy. Ból, który podpowiadał mi, żebym dała Willowi odpowiedź, jaka wydawała mi się nie do pomyślenia.

Szybko podeszłam do auta, chcąc zwiększyć przestrzeń między nami. Zanim jednak zdążyłam mu się wymknąć, chwycił mnie za nadgarstek i odwrócił do siebie, leciutko popychając mnie na samochód. Nasze ciała niemalże się dotykały.

– Will… – Gwałtownie wciągnęłam powietrze.

Spojrzał rozpalonym wzrokiem na moje usta.

– Skoro dziś nie chcesz mi dać odpowiedzi, to może chociaż mnie pocałujesz?

– Nie. – Mój głos był cichy i pozbawiony pewności siebie.

– Mogę spytać dlaczego? – Pochylił się, nadal mnie nie dotykając. Poczułam na policzku jego oddech. Owionął mnie rześki, drzewny zapach, który w nieprawdopodobny sposób pobudził moje zmysły.

Dające się poskromić pożądanie, które buzowało we mnie podczas kolacji, teraz wybuchło z całą siłą. Fala gorąca oblała moje ciało i dotarła między nogi. Z trudem przełknęłam ślinę, starając się odzyskać siły.

– Bo jeżeli cię pocałuję, to będzie tak, jakbym ci dała odpowiedź.

– Nie widzę problemu – wymruczał.

Stanowczym ruchem położyłam dłoń na jego torsie.

– Zawsze myślę, zanim coś zrobię, a ty nie dajesz mi czasu na zastanowienie się.

Cofnął się powoli. Jego ramiona i mięśnie szczęki napięły się, jakby próbował się pohamować.

– W takim razie pomyśl. Ale do jutra chcę usłyszeć twoją odpowiedź.

– Usłyszysz ją, kiedy będę na to gotowa.

Dwukrotnie postukał w tarczę zegarka.

– Czas mija. Przed kolejną inspekcją muszę postawić tę ścianę.

Otworzyłam usta, chcąc coś powiedzieć, ale zanim kolejny raz zdążyłam się odszczeknąć, pomógł mi wsiąść do samochodu i lekko uderzył dłonią w dach, dając kierowcy znak do odjazdu.

Kiedy auto ruszyło, wygodnie rozsiadłam się w skórzanym fotelu i zamknęłam oczy. Powinnam była poczuć ulgę, ale zamiast tego ogarnął mnie niepokój przemieszany z innymi emocjami, z którymi nie potrafiłam sobie poradzić. A przecież Will ledwo mnie dotknął.

Na myśl, że miałabym mu pozwolić bardziej się do siebie zbliżyć, poczułam przerażenie, ale jednocześnie i pokusę.

***

– Gdzie byłaś wczoraj wieczorem?

– Słucham? – Zmarszczyłam brwi i zerknęłam znad szkiców rozłożonych przede mną.

Maya, moja szwagierka w bardzo zaawansowanej ciąży, przyszła do mnie do salonu z miseczką owsianki.

– Widziałam, jak wsiadałaś do samochodu. Udana randka?

Kilka razy poruszyła brwiami, a ja z trudem powstrzymałam śmiech. Z kuchni wyszedł Cameron. Na jego twarzy malowało się niezadowolenie.

Uśmiech od razu zniknął z mojej twarzy.

– To było raczej spotkanie biznesowe.

– Z…? – Maya usiadła na pufie obok mnie, oparła sobie miseczkę na brzuchu i podniosła pełną łyżkę do ust.

– Z Willem Donovanem. Poznałam go wczoraj w naszym nowym oddziale. Chciał ze mną porozmawiać o… pewnych projektach.

To kłamstwo wywołało we mnie poczucie winy, ale gdyby Cameron poznał prawdę, pewnie wpadłby w furię.

– I jak ci poszło? – Głęboki głos brata zagrzmiał w salonie. Jego nadopiekuńczość była aż nadto wyraźna.

– Dobrze. Zauważyłam, że niektóre elementy są niezgodne z planami. Powiedziałam mu o tym, a on zgodził się dać mi kontrolę kreatywną.

Jeżeli się z nim prześpię.

Miałam ochotę ukarać samą siebie za to, że w ogóle brałam jego propozycję pod uwagę, ale kiedy rano się obudziłam, zdominowała moje myśli tak samo jak wtedy, kiedy pożegnaliśmy się poprzedniego wieczoru.

Przeanalizowałam swoje emocje. Wściekłość na siebie za to, że w ogóle zastanawiałam się nad jego ofertą. Lęk przed tym, że gdyby moi bracia się dowiedzieli o jego niegrzecznym zachowaniu, mogłoby to narazić na szwank projekt, w który tyle zainwestowaliśmy. I cień zaintrygowania taką perwersyjną przygodą.

Cameron zmarszczył brwi, a ja na sekundę się przeraziłam, że mam prawdę wypisaną na twarzy.

– Przysłał po ciebie prywatny samochód, żeby dać ci kreatywną kontrolę nad inwestycją?

– Coś w tym rodzaju – odparłam lekkim tonem.

– I co o nim myślisz? – spytała Maya.

Wzruszyłam ramionami.

– Jest w porządku. Trochę arogancki.

I niegrzeczny. I niesamowicie seksowny.

Maya prychnęła.

– Typowy finansista.

– Jest deweloperem. Typowy czy nie, to on wykłada pieniądze na nasz projekt – powiedział Cameron.

Miał rację. Chyba powinnam bardziej doceniać Willa, ale w tamtej chwili bardziej zajmowało mnie to, w jaki sposób moje ciało reagowało na jego bliskość. Jego nonszalancja i pewność siebie irytowały mnie, ale jednocześnie podniecały.

– Próbował zmienić nasze plany – powiedziałam, nie patrząc na brata.

– Liv, jeżeli to jakiś problem, mogę zainterweniować. Musimy się trzymać grafiku.

– Jestem tego świadoma. Will też. Możesz mi zaufać. – Miałam nadzieję, że te słowa uspokoją brata, ale nadal było widać napięcie na jego twarzy.

– Dobrze. W każdym razie informuj mnie o wszystkim. – Złagodniał, kiedy się pochylił, żeby pocałować Mayę. – Muszę iść do klubu i zająć się paroma rzeczami. Dobrze się czujesz?

– Tak. – Uśmiechnęła się, a jej brązowe oczy zalśniły, kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały.

Delikatnie położył dłoń na jej brzuchu.

– Zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebowała. Czegokolwiek. Dobrze?

– Obiecuję. Idź do pracy, a ja się postaram w tym czasie nie zacząć rodzić.

Pocałował ją raz jeszcze i wyszedł.

Kiedy drzwi się za nim zamknęły, Maya głośno odetchnęła.

– Przepraszam. Ostatnio zachowuje się jak nadopiekuńczy tatuś.

– Wiem. Zawsze był taki. Teraz pewnie jeszcze mu się pogorszy.

Maya odstawiła miseczkę na bok i podwinęła nogi.

– No to opowiedz, co się naprawdę wydarzyło z Willem.

– Nic. Tylko tyle, ile powiedziałam.

Przechyliła głowę.

– Liv, nie wciskaj mi kitu. Widziałam Willa. Wygląda jak młody bóg. Zaiskrzyło między wami?

Wzruszyłam ramionami. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie tylko zaiskrzyło. Padła niemoralna propozycja i doszło do bardzo niestosownej wymiany zdań. Nie mogłam jednak powiedzieć o tym Mai. Obawiałam się, że mogłaby wszystko powtórzyć Cameronowi.

– Z całą pewnością to nie jest materiał na męża – powiedziałam, cytując słowa samego Willa.

Przez chwilę bawiła się końcem swojego długiego warkocza.

– Pewnie tak jak wielu innych singli. Ale kiedyś będziesz musiała zacząć się z kimś spotykać. Nie możesz żyć jak w klasztorze.

Roześmiałam się.

– Jestem pewna, że Cameron nie życzyłby sobie, żebym zaczęła przyprowadzać do domu swoich chłopaków.

– W końcu by się z tym pogodził.

Pokręciłam głową. Maya się myliła.

Cameron i Darren wiecznie nade mną czuwali. Nie mogłam nawet spojrzeć na żadnego faceta w siłowni, nie wspominając o wręczeniu mu numeru telefonu. Nawet gdyby mi się to udało, perspektywa zwyczajnego spotykania się z mężczyzną oznaczała otwarcie puszki Pandory, zwłaszcza dla moich rodziców. Widziałam, jak dali popalić Cameronowi i Darrenowi, kiedy ci się zakochali. Ja jednak różniłam się od braci. Oni byli wyjątkowo niezależni i z dużą stanowczością stawiali czoła rodzicom.

Frank i Diane Bridge’owie nie oddaliby mnie bez zaciekłej walki jakiemuś tam facetowi. Dosłownie mi to obiecali. Nie miałam ochoty na walkę.

– Mam jeszcze mnóstwo czasu. W tej chwili chcę się skupić na pracy.

– Słuchaj, Cameron będzie urobiony po łokcie, kiedy dziecko się urodzi. Do tego musi pracować. Pewnie nawet nie zauważy, jeśli ogolisz się na łyso. Obiecaj, że zaczniesz trochę częściej wychodzić z domu. Pomogłabym ci, ale sama widzisz. – Z nieco głupim uśmiechem wskazała na swój wielki brzuch.

Roześmiałam się.

– Nie spieszy mi się, ale pomyślę nad tym, zgoda?

Co dziwne, nie wyobrażałam sobie, że mogłabym zacząć się umawiać na randki, ale wyobrażałam sobie, że mogłabym przyjąć absurdalną ofertę Willa.

Z nim byłabym bezpieczna, bo nie szukał poważnego związku. Żadne z nas tego nie szukało. Poza tym nie musiałabym się obawiać, czy spełni oczekiwania moich rodziców. Prawda była taka, że ten układ mógł się okazać idealny.

Albo mógł się okazać całkowitą katastrofą.

– Nad czym pracujesz? – spytała Maya, wskazując na mój notes i wyrywając mnie z zamyślenia.

– Robię szkice do pokoju dziecięcego.

Maya postanowiła wykorzystać mój talent plastyczny i poprosiła mnie o namalowanie wzoru na ścianie pokoju mojego bratanka. Dopiero się do tego zabrałam.

– Powinnaś niedługo zacząć. Termin porodu mam za kilka tygodni, ale nie mam pojęcia, kiedy mój chłopczyk postanowi wyjść na świat.

– Wiem, ale chcę, żeby wszystko wyglądało idealnie. – Zrobiłam kilkanaście szkiców, ale żadnego nie uznałam za wystarczająco dobry.

– Wszystko, co jego ciocia namaluje z miłością, będzie idealne. Po prostu zacznij. I baw się dobrze. – Uśmiechnęła się do mnie serdecznie, ale jej delikatna sugestia nie wystarczyła, żeby wyrwać mnie z niemocy twórczej.

Nie malowałam, odkąd skończyłam studia. Rodzice nalegali, żebym zaczęła pracować w firmie ojca i umawiać się z mężczyzną, który w ogóle mnie nie obchodził. W malowaniu powinnam znaleźć ujście dla emocji, ale byłam za bardzo zajęta rozpoczynaniem nowego życia w mieście, żeby oddać się swojej pasji. Zamiast tego włączyłam się w życie Camerona, ignorując jedyną rzecz, która naprawdę dawała mi szczęście.

– Hej.