Mysz ale kot - Katarzyna Mól - ebook
Opis

Dzień dobry, mam na imię Myszka. Ale niech to imię Was nie zmyli — tak na prawdę jestem kotem rasy europejskiej, czyli zwykłym — niezwykłym dachowcem. Postanowiłam przybliżyć ludziom nieco kocie spojrzenie na otaczający mnie świat i relacje kocio-ludzkie. Posłuchajcie…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 68

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Katarzyna Mól

Mysz ale kot

© Katarzyna Mól, 2016

Dzień dobry, mam na imię Myszka. Ale niech to imię Was nie zmyli — tak na prawdę jestem kotem rasy europejskiej, czyli zwykłym — niezwykłym dachowcem. Postanowiłam przybliżyć ludziom nieco kocie spojrzenie na otaczający mnie świat i relacje kocio-ludzkie. Posłuchajcie…

ISBN 978-83-8104-106-5

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Dzień dobry, mam na imię Myszka. Ale niech to imię Was nie zmyli — tak na prawdę jestem kotem rasy europejskiej, czyli zwykłym — niezwykłym dachowcem. Mam około trzech miesięcy, z których półtora spędziłam w domu, gdzie moja kocia mama mieszkała wraz z siedmioma innymi kotami. Było nam tam dobrze, ale trochę ciasno, zwłaszcza, kiedy pojawiłam się ja oraz moje rodzeństwo. Dlatego nasi opiekunowie postanowili dla nas maluchów znaleźć nowe domki. I tak trafiłam do moich obecnych ludzi. Tutaj mam dużo miejsca, bo mieszkamy w domku. Mam też mały ogródek, po którym hasam z moim przyszywanym „starszym bratem” Aleksem i ogromny ogród sąsiadów, gdzie nie za bardzo wolno mi chodzić, ale i tak się tam czasem wymykam. Moja pani mówi, że jestem małym łobuziakiem, ponieważ bardzo lubię szaleć z różnymi pluszowymi myszkami albo piłeczkami. Biegam wtedy po całym domu mocno tupiąc (panele wydają taki miły dźwięk pod pazurkami…) i skaczę na wszystkie meble, na które potrafię wskoczyć. Ostatnio udało mi się nawet wskoczyć na szafkę pod telewizorem!!! Ogólnie całe dnie spędzam na bieganiu po domu albo po podwórku z Aleksem, spaniu, jedzeniu a koniecznie rano i wieczorem na mizianiu, które lubię najbardziej na świecie. A Oto mój „starszy brat” Aleks. Tak naprawdę nie jest moim prawdziwym bratem, ale pani mówi, że opiekuje się mną, jakby był. Aleks ma rok i trzy miesiące i też jest kotem rasy europejskiej, ale ma bardzo dużo cech kota rasy turecki van. Tak naprawdę nie wiadomo, skąd się taki wziął. Pani i pan długo śmiali się, że jest taki brzydki, że aż ładny. Aleks trafił do domu pana i pani dwa miesiące przede mną. Jego ulubionym zajęciem jest wylegiwanie się na słoneczku pod krzaczkiem albo na dachu samochodu, albo na nagrzanej kostce brukowej. Drugim jego ulubionym zajęciem, podobnie jak moim, jest mizianie. Jest też dużo większy ode mnie, więc mogę się przed nim chować w różnych zakamarkach podczas zabawy, a on nie może mnie złapać. A do tego ma długi i puszysty rudy ogon, którym uwielbiam się bawić. Czasami trochę go to denerwuje, ale ogólnie pani mówi, że Aleks jest „ostoją spokoju”. Nie za bardzo wiem, co to znaczy, ale to na pewno coś dobrego, bo rzadko się zdarza, żeby mnie przeganiał. W ogóle bardzo się mną opiekuje i kiedy na przykład pani mówi mu, żeby mnie przyprowadził do domu, bo jest już późno i chce zamykać drzwi, to on zawsze mnie znajduje i przyprowadza. Oto właśnie mój „starszy brat” Aleks.Postanowiliśmy przybliżyć ludziom nieco nasze kocie spojrzenie na otaczający nas świat i relacje kocio-ludzkie. Posłuchajcie…

O tym dlaczego warto się przyjaźnić

Koty tak samo jak ludzie potrzebują przyjaciół. I tak jak ludzie mają ludzkich przyjaciół, tak koty potrzebują kocich. Oczywiście że człowiek też może być kocim przyjacielem, ale to nie to samo co drugi kot. Człowiek nie będzie razem z Tobą szalał po podłodze z pluszową myszką, nie będzie Ci wyjadał z miski (bo Ty jemu z talerza możesz, jeśli tylko nie widzi), nie będzie z Tobą skakał po wszystkich możliwych meblach, no i najważniejsze — ludzie nie potrafią mruczeć w duecie. Dlatego szczęśliwy kot powinien mieć przyjaciela. W domu, gdzie się urodziłam, było kilka innych kotów, ale były ode mnie dużo większe i głównie mnie przeganiały, a nie bawiły się ze mną. A w moim obecnym domu mam Aleksa, z którym bawimy się fantastycznie!!! Możemy razem biegać po podwórku, chowając się przed sobą w trawie, możemy razem polować na ćmy i muchy, możemy sobie wzajemnie wyjadać z miseczek, mimo że mamy w nich to samo. Posiadanie przyjaciela jest dla kota naprawdę fantastyczną sprawą. Taki kot z drugim kotem nigdy się nie nudzą! Czasami się ze sobą troszeczkę poszarpią i nawet może to wyglądać groźnie, ale to zawsze jest z czystej kociej przyjaźni. Posiadanie kociego przyjaciela jest dla każdego kota naprawdę fantastyczną sprawą!

O tym, że koty — nawet te czarne! — nie przynoszą pecha

Ludzie często uważają, że czarne koty przynoszą pecha, podobnie jak przejście pod drabiną, liczba 13 czy, co gorsza, trzynasty dzień miesiąca wypadający w piątek. Pani mówi, że takie coś nazywa się przesądem i że są ludzie, którzy bardzo w to wierzą. I że kiedyś jak ktoś miał czarnego kota to znaczyło, że zajmował się czarną magią. Na szczęście my koty jesteśmy mądre i nie wierzymy w takie rzeczy. Jest nam obojętne, czy jest akurat piątek trzynastego, czy coś jest na trzynastym miejscu, a drabina służy nam tylko do świetnej zabawy. No i przede wszystkim nie uważamy, że czarni ludzie przynoszą pecha. Pani mówi, że tacy ludzie, którzy zwracają dużą uwagę na kolor skóry drugiego człowieka, nazywają się rasistami. Więc mogę śmiało powiedzieć, że nam kotom do rasizmu bardzo daleko — nie robi nam różnicy w jakim kolorze inny kot ma futerko ani jaki kolor skóry ma nasz człowiek. Pani powiedziała, że to znaczy, że jako koty jesteśmy bardzo, ale to bardzo mądre i tolerancyjne. Więc ja, Myszka ale mimo to kot, w imieniu wszystkich kotów, a zwłaszcza tych czarnych, proszę ludzi o tolerancję. Bo wszystkie koty, bez względu na kolor, są najcudowniejsze na świecie i kiedy ktoś o nie dba i okazuje im miłość, to one się odwdzięczają.

O tym dlaczego koty są, a potem ich nie ma

Zanim pojawiliśmy się z Aleksem w domu pana i pani, był tam inny kot o imieniu Pedro. Ale jak tu zamieszkaliśmy, to jego już nie było. Pani mi powiedziała, że Pedro był już starszym kotem, bardzo chorym na nerki i nadszedł dzień, kiedy odszedł za Tęczowy Most. To ja od razu zapytałam, czy mógłby do nas wrócić, bo we troje byłoby nam jeszcze weselej. Na to pani mi odpowiedziała, że stamtąd już się nie wraca. Nie rozumiałam za bardzo dlaczego, bo przecież jeżeli pójdziemy z Aleksem do ogrodu sąsiadów, to zawsze możemy stamtąd wrócić. Nawet jeśli drzwi do domu są zamknięte, bo pan i pani musieli gdzieś na chwilkę wyjść (bo jak idą na dłużej, to zawsze nas szukają i zamykają w domu), to wiadomo, że zaraz będą i do domu też można wrócić. I nawet jak sami wyjechali bardzo, bardzo daleko (na straszliwie dla nas kotów długo) na urlop, to też przecież wrócili. To dlaczego Pedro nie może do nas wrócić zza tego całego mostu, skoro tak byłoby o wiele weselej? I wtedy Pani mi powiedziała, że tam za Tęczowym Mostem jest takie miejsce, gdzie trafiają kotki, które już nie żyją, dlatego nie mogą do nas wrócić się pobawić. Ale że zawsze są w naszych wspomnieniach, tak samo jak ludzie. Pedro też trafił do naszych ludzi dlatego, że jego poprzedni pan umarł. I już nie wrócił, i nie miał się kto kotem opiekować. Myślę, że to bardzo smutna sprawa z tym umieraniem, bo koty bardzo się przyzwyczajają do swoich przyjaciół, a tym bardziej do ludzi, którzy są dla nich dobrzy i na pewno jest im strasznie smutno, kiedy ci nie wracają.

O moim pierwszym spotkaniu z naturą