Wydawca: MT Biznes Sp. z o.o. Kategoria: Styl życia Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 237 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Myśl jak freak - Steven D. Levitt, Stephen J. Dubner

FREAKONOMIA, BESTSELLER „NEW YOR TIMES” ZMIENIŁA SPOSÓB, W JAKI PATRZYMY NA ŚWIAT, UJAWNIAJĄC UKRYTE ASPEKTY NIEMAL WSZYSTKIEGO. NASTĘPNIE UKAZAŁA SIĘ SUPERFRAKONOMIA, FILM DOKUMENTALNY, NAGRADZANY NA CAŁYM ŚWIECIE PODCAST I INNE MATERIAŁY.

A teraz mamy w ręku Myśl jak freak – najbardziej dotychczas rewolucyjne dzieło Stevena D. Levitta i Stephena J. Dubnera. Z typową dla siebie mieszanką interesujących historii i niekonwencjonalnych analiz, pokazują nam swój proces myślowy i uczą nas myśleć w sposób nieco bardziej efektywny, kreatywny i racjonalny, a więc innymi słowy – myśleć jak Freak.
Autorzy podsuwają nam całkowicie odmienny sposób rozwiązywania problemów, bez względu na to, czy zajmujemy się drobiazgami dnia codziennego, czy też myślimy o wprowadzaniu światowych reform. Jak zawsze w ich przypadku, nie ma tematów tabu. Piszą o wszystkim – od świata biznesu po filantropię, sport i politykę. Ich celem jest przeprogramowanie Twojego mózgu. Przy okazji poznasz tajemnice japońskiego mistrza w jedzeniu hot dogów na czas, powód, dla którego pewien lekarz z Australii połknął dawkę niebezpiecznych bakterii i dlaczego oszuści z Nigerii zawsze pamiętają o tym, aby wspomnieć, że pochodzą z Nigerii.
A oto kilka kroków na drodze ku myśleniu jak Freak:
• ZACZNIJ OD ODRZUCENIA KOMPASU MORALNEGO – trudno jest obiektywnie spojrzeć na problem, jeśli już zdecydowałeś, co z nim należy zrobić.
• NAUCZ SIĘ MÓWIĆ „NIE WIEM” - gdyż dopóki nie przyznasz, że czegoś nie wiesz, nie będziesz mógł dowiedzieć się, co trzeba zrobić.
• MYŚL JAK DZIECKO – gdyż zyskasz wtedy lepsze pomysły i będziesz zadawał lepsze pytania.
• OPANUJ SZTUKĘ POSŁUGIWANIA SIĘ ZACHĘTAMI – ponieważ to właśnie one rządzą światem.
• NAUCZ SIĘ PRZEKONYWAĆ LUDZI, KTÓRZY NIE CHCĄ BYĆ PRZEKONANI – gdyż zwykle nie wystarczy po prostu mieć racji.
• POZNAJ ZALETY REZYGNOWANIA – gdyż nie zdołasz rozwiązać problemów jutra, jeśli nie będziesz chciał porzucić dzisiejszego bajzla.


Pewnym jest, że Levitt i Dubner postrzegają świat całkowicie odmiennie. Teraz ty możesz do nich dołączyć. Nigdy wcześniej ci obrazoburczy myśliciele nie ujawnili tak dużo ze swojego warsztatu, a  ich książki nie były tak zabawne w lekturze.

Opinie o ebooku Myśl jak freak - Steven D. Levitt, Stephen J. Dubner

Cytaty z ebooka Myśl jak freak - Steven D. Levitt, Stephen J. Dubner

Chociaż oddanie strzału w sam środek bramki zdecydowanie zwiększa szanse powodzenia, to jednak tylko 17 procent strzałów kierowanych jest właśnie w to miejsce. Dlaczego tak niewiele? Jednym z powodów jest to, że na pierwszy rzut oka wydaje się, iż celowanie w środek jest kiepskim pomysłem. Posyłanie piłki prosto w bramkarza? To wydaje się nienaturalne – oczywiste zaprzeczenie zdrowego rozsądku. Podobnie jednak jest z pomysłem zapobiegania chorobom poprzez wstrzykiwanie do organizmu człowieka mikrobów, które wywołują te choroby.
Nasze dwie pierwsze książki krążyły wokół kilku stosunkowo prostych założeń: Podstawą współczesnego życia są motywy. Zrozumienie ich – lub często ich odkrycie – jest kluczem do zrozumienia problemu i poznania sposobów jego rozwiązania. Jeśli wiemy, co należy mierzyć i jak należy to robić, to świat może stać się mniej skomplikowany. Nie ma nic lepszego od czystej siły liczb, aby przebić się przez całe to zamieszanie i sprzeczności, szczególnie w przypadku gorących, wzbudzających silne emocje tematów. Tak zwana mądrość ludowa często jest błędna
Korelacja to nie to samo co przyczynowość. Gdy dwie rzeczy współistnieją ze sobą, rodzi się pokusa, aby sądzić, że łączy je związek przyczynowo-skutkowy. Na przykład: ludzie w związkach są szczęśliwsi od ludzi samotnych, ale czy to oznacza, że małżeństwo zapewnia szczęście? Niekoniecznie. Choćby dlatego, że wyniki badań sugerują, że ludzie szczęśliwi częściej wstępują w związki małżeńskie. Jak zauważył jeden z badaczy tego zjawiska: „Kto chciałby poślubić kogoś zrzędliwego i gburowatego?”.
Miał na sobie nienagannie uprasowaną białą koszulę i charakterystyczny dla niego fioletowy krawat. Otaczała go aura niepohamowanego optymizmu. Natychmiast stało się dla nas jasne, dlaczego wszyscy upatrują w nim kolejnego premiera. Emanował kompetencją i pewnością siebie. Wyglądał dokładnie tak, jak wymarzony przez dziekanów absolwent Eton czy Uniwersytetu Oksfordzkiego.
w Wielkiej Brytanii, jest to jedyna instytucja, do której można pójść i uzyskać niemal każdą usługę praktycznie za darmo, bez względu na to, czy jej rzeczywisty koszt wynosi 100 czy 100 tysięcy dolarów. Co w tym złego? Gdy ludzie nie płacą za coś tyle, ile jest to warte, mają skłonności do niegospodarnego wykorzystywania darowanej im rzeczy. Przypomnij sobie swoją ostatnią wizytę w restauracji, w której płacisz przy wejściu, a potem możesz jeść tyle, ile tylko zapragniesz. Czy nie miałeś ochoty zjeść nieco więcej niż zwykle? Dokładnie ten sam mechanizm dotyczy bezpłatnej służby zdrowia: ludzie „konsumują” jej więcej, niż gdyby musieli pokrywać pełny koszt usługi z własnej kieszeni. Prowadzi to do tego, że zdrowi wypychają z kolejek chorych, wydłuża się czas oczekiwania, a największe pieniądze idą na ostatnie miesiące życia osób w zaawansowanym wieku, często nie przynosząc im żadnej sensownej ulgi i korzyści.
Rozwiązywanie tak poważnego problemu, jakim są galopujące koszty służby zdrowia, jest tysiąc razy trudniejsze niż na przykład podjęcie decyzji o sposobie wykonania rzutu karnego. (Właśnie dlatego w rozdziale 5 namawiamy cię, byś zawsze, gdy to tylko możliwe, koncentrował się na niewielkich problemach).
Świat pełen jest także „przedsiębiorców błędu”, jak nazywa ich ekonomista Edward Glaeser – politycznych, religijnych i biznesowych liderów, którzy „dostarczają przekonań wtedy, gdy może to zwiększyć ich zyski finansowe lub polityczne”.
PROWADZĄCY: Nasz dzisiejszy gość: Thomas Sargent, laureat Nagrody Nobla z ekonomii i jeden z najczęściej cytowanych ekonomistów na świecie. Profesorze Sargent, czy mógłby mi pan powiedzieć, jakie będzie oprocentowanie depozytów za dwa lata? SARGENT: Nie.
Czy to oznacza, że masz większe szanse na osiągnięcie mistrzostwa także w czymś innym? Badania, których przeprowadzono w tym zakresie całkiem sporo, wskazują, że odpowiedź na to pytanie brzmi: nie . To, że jesteś wspaniały w jednej dziedzinie, nie oznacza, że jesteś dobry we wszystkim.
Jeśli konsekwencje udawania wiedzy mogą być tak poważne, dlaczego ludzie wciąż to robią? To proste: w większości przypadków koszt przyznania się do niewiedzy jest wyższy od kosztów pomyłki – przynajmniej dla jednostki.
To właśnie takie motywy wyjaśniają również i to, dlaczego tak wiele osób odważa się przewidywać przyszłość. Ogromna nagroda czeka każdego, kto nakreśli odważną wizję przyszłości i trafi. Jeśli na przykład stwierdzisz, że za rok indeks giełdowy wzrośnie trzykrotnie i tak rzeczywiście się stanie, będziesz przez wiele kolejnych lat czczony (i sowicie opłacany za kolejne prognozy) jako guru giełdy. A co, jeśli giełda się załamie? Nie ma się czego obawiać. Twoje prognozy zostaną po prostu zapomniane.
niedawno w Rumunii. W tym kraju funkcjonuje bardzo wiele wróżek – kobiet, które żyją z przepowiadania przyszłości. Ustawodawca postanowił, że należy tę działalność uregulować, opodatkować i – co najważniejsze – wprowadzić kary za błędy w sztuce. Jeśli wróżka błędnie przewidzi przyszłość, to powinna ponieść karę finansową lub nawet trafić do więzienia.
W Stanach Zjednoczonych samobójstwo popełnia rocznie około 38 tysięcy osób – to dwa razy więcej, niż wynosi liczba zabójstw. Samobójstwo jest jedną z dziesięciu najczęstszych przyczyn zgonu niemal w każdej grupie wiekowej.
Chociaż można byłoby sądzić, że samobójstwa najczęściej popełniają ludzie, którzy muszą wieść najcięższe życie, badania Lestera i innych sugerują coś wręcz przeciwnego: samobójstwa są powszechniejszym zjawiskiem wśród ludzi, którzy wiodą dostatnie życie.
„Jeśli jesteś nieszczęśliwy, ale możesz kogoś za to obwinić – czy to rząd, gospodarkę, czy cokolwiek innego – to w pewien sposób uodparnia cię na myśli o samobójstwie – twierdzi profesor. – Prawdopodobieństwo popełnienia samobójstwa rośnie, gdy nie ma żadnego zewnętrznego czynnika, którym można byłoby usprawiedliwić poczucie nieszczęścia.
Jednak eksperymenty tego typu są niezwykle rzadkie, czy to w świecie biznesu, organizacjach typu non-profit, czy organizacjach rządowych. Dlaczego? Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest tradycja. Większość instytucji przywykła już do podejmowania decyzji na podstawie niejasnego splotu kilku czynników: własnego instynktu, kompasu moralnego oraz wcześniejszych decyzji. Drugim powodem jest brak wiedzy:
„Moja hipoteza była taka – twierdzi eksperymentator – że w całym procesie aplikacyjnym największą rolę odgrywa wpisowe w wysokości 250 dolarów”. Wysłał więc czek na rzeczoną sumę, formularz aplikacyjny i swoją propozycję listy win. Niedługo później na automatycznej sekretarce fałszywej restauracji w Mediolanie nagrało się połączenie. Dzwonił przedstawiciel nowojorskiego magazynu „Wine Spectator”. Goldstein otrzymał nagrodę! Pytano także, „czy restauracja byłaby zainteresowana publikacją informacji o nagrodzie i zamieszczeniem swojej reklamy w najbliższym numerze magazynu”. Skłoniło to Goldsteina do sformułowania wniosku, iż „cały ten program przyznawania nagrody jest w rzeczywistości programem reklamowym”.
Niech to doświadczenie będzie dla nas zachętą. Gdy następnym razem zostaniesz skonfrontowany z pytaniem, na które nie znasz odpowiedzi, przyznaj się do tego, mówiąc wprost: „Nie wiem” – a następnie dodaj: „ale być może mogę się tego dowiedzieć”. I zrób, co w twojej mocy, aby poznać odpowiedź. Możesz się zdziwić pozytywną reakcją twoich rozmówców na to oświadczenie, szczególnie jeśli po tygodniu lub dwóch przyjdziesz do nich z właściwą odpowiedzią.
Jeśli przyznanie się do nieznajomości odpowiedzi wymaga tak wiele odwagi, to wyobraź sobie, jak trudno jest przyznać się do tego, że nie znasz nawet właściwego pytania. Jeśli jednak zadasz niepoprawne pytanie, to niemal z całą pewnością uzyskasz niewłaściwą odpowiedź.
Co więcej, w niektórych państwach – na przykład w Finlandii, Singapurze czy Korei Południowej – przyszli nauczyciele rekrutowani są spośród najlepszych absolwentów szkół średnich, podczas gdy nauczyciel w Stanach Zjednoczonych wywodzi się raczej z grupy osób osiągających wyniki poniżej przeciętnej.

Fragment ebooka Myśl jak freak - Steven D. Levitt, Stephen J. Dubner

Tytuł oryginału: Think Like a Freak: The Authors of Freakonomics Offer to Retrain Your Brain

Przekład: Marcin Kowalczyk

Redakcja: Anna Żółcińska

Korekta: Agnieszka Al-Jawahiri

Projekt okładki: Fabryka Wyobraźni

Skład: Studio Magenta

Copyright  © 2014 by Steven D. Levitt and Stephen J. Dubner. 

All rights reserved

Copyright © 2014 for the Polish edition by MT Biznes Ltd.

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione. Wykonywanie kopii metodą elektroniczną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym, optycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Niniejsza publikacja została elektronicznie zabezpieczona przed nieautoryzowanym kopiowaniem, dystrybucją i użytkowaniem. Usuwanie, omijanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Warszawa 2015

MT Biznes sp. z o.o.

ul. Jutrzenki 118, 02-230 Warszawa

tel. 22 632 64 20

www.mtbiznes.pl

e-mail: sekretariat@mtbiznes.pl

ISBN 978-83-7746-893-7 (format e-pub)

ISBN 978-83-7746-894-4 (format mobi)

Opracowanie wersji elektronicznej:

Karolina Kaiser

Rozdział 1Myśl jak freak – co to oznacza?

Po ukazaniu się na rynku książek Freakonomia. Świat od podszewki[1] oraz Superfreakonomia[2] czytelnicy zaczęli zasypywać nas przeróżnymi pytaniami. Czy w dzisiejszych czasach warto jeszcze studiować? (Krótka odpowiedź brzmi: tak; długa odpowiedź: również tak). Czy przekazanie firmy w ręce młodszego pokolenia jest dobrym pomysłem? (Oczywiście, że tak, jeśli twoim celem jest dobić swoją firmę – badania pokazują, że w większości przypadków najlepszym rozwiązaniem jest znalezienie dobrego menedżera z zewnątrz[3]). Co się stało z epidemią zespołu cieśni nadgarstka? (Gdy tylko dziennikarze przestali zapadać na tę chorobę, to przestali także o niej pisać – jednak problem wciąż istnieje, szczególnie wśród osób pracujących fizycznie).

Niektóre pytania miały charakter egzystencjalny: Co daje prawdziwe szczęście? Czy dysproporcje dochodowe naprawdę są tak niebezpiecznym zjawiskiem? Czy dieta bogata w kwasy omega-3 doprowadziłaby do pokoju na świecie?

Ludzie chcieli poznać zalety i wady: samochodów bez kierowcy, karmienia piersią, chemioterapii, podatku spadkowego, wydobywania gazu łupkowego metodą szczelinowania hydraulicznego, loterii, „modlitw uzdrawiających”, randek internetowych, reformy prawa patentowego, nielegalnych polowań na nosorożce, używania kijów golfowych typu iron oraz wirtualnych walut. Zdarzało się, że otrzymywaliśmy mail z prośbą o „rozwiązanie problemu nadwagi”, a pięć minut później w kolejnym mailu ktoś nalegał, abyśmy „zlikwidowali głód na świecie – natychmiast!”.

Czytelnicy zdawali się sądzić, że żadna zagadka nie jest za trudna i że nie ma takiego problemu, którego nie moglibyśmy rozwiązać. Tak jakbyśmy dysponowali jakimś wyjątkowym narzędziem – jakimiś freakonomicznymi szczypcami – które można zagłębić w materię i wydobyć z niej ukrytą w niej mądrość.

Gdyby to była prawda!

Prawda jest taka, że rozwiązywanie problemów jest rzeczą niezwykle trudną. Jeśli jakiś problem istnieje od dłuższego czasu, to można założyć, że zmierzyło się z nim już wiele osób, ale niestety poniosły one porażkę. Łatwe problemy znikają szybko; trudne pozostają z nami na dłużej. Co więcej, trzeba naprawdę wiele czasu, by znaleźć, uporządkować i przeanalizować dane niezbędne do udzielenia dobrej odpowiedzi na choćby jedno drobne pytanie.

Tak więc zamiast próbować – prawdopodobnie nieskutecznie – odpowiedzieć na większość z przesłanych nam pytań, zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby napisać książkę, z której każdy mógłby nauczyć się myśleć jak freak.

Jak mogłaby ona wyglądać?

* * *

Wyobraź sobie, że jesteś piłkarzem – bardzo dobrym piłkarzem – który doprowadził reprezentację twojego kraju do finałów mistrzostw świata. Musisz zrobić już tylko jedną rzecz: wykonać rzut karny. Statystyka jest po twojej stronie, gdyż na tym poziomie rozgrywek około 75 procent karnych kończy się zdobyciem bramki[4].

Tłum ryczy, a ty ustawiasz piłkę na „wapnie”. Od sukcesu dzieli cię zaledwie 11 metrów; musisz tylko trafić w prostokąt o wymiarach 244 na 732 centymetry.

Bramkarz próbuje pokonać cię wzrokiem. Gdy kopniesz piłkę, poleci ona w jego stronę z prędkością 130 kilometrów na godzinę. Bramkarz nie ma więc czasu, by czekać i patrzeć, w którą stronę kopniesz piłkę – musi zaryzykować i rzucić się w którąś stronę. Jeśli nie odgadnie twojego zamiaru, twoje szanse na gola rosną do około 90 procent.

Najlepszym rozwiązaniem jest posłanie piłki w róg bramki z taką siłą, aby bramkarz nie zdołał jej złapać, nawet gdyby prawidłowo przewidział stronę. Jednak w tym wypadku masz bardzo niewielki margines błędu: parę centymetrów w bok, a nie trafisz do bramki. Może więc wolisz bezpieczniejsze zagranie i skierujesz piłkę bardziej w stronę środka bramki, choć to daje bramkarzowi większe szanse na wybicie jej, jeśli rzuci się w odpowiednią stronę.

Dylematów jest więcej – musisz wybrać między lewym i prawym rogiem. Jeśli jesteś prawonożny, tak jak większość piłkarzy, to strzał w lewy róg jest twoją „silniejszą” stroną. Możesz wtedy kopnąć piłkę mocniej i precyzyjniej. Jednak bramkarze też o tym wiedzą. Dlatego właśnie w 57 procentach przypadków rzucają się w lewy róg (patrząc od strony wykonującego rzut karny), a w prawy zaledwie w 41 procentach przypadków.

Stoisz więc przed bramką – tłum wrzeszczy jak opętany, a serce wali ci młotem – przygotowując się do najważniejszego strzału w życiu. Śledzą cię oczy całego świata, a otuchy dodają modlitwy odmawiane przez kibiców z twojego kraju. Jeśli piłka zatrzepocze w siatce, twoje nazwisko będzie już po wsze czasy powtarzane z namaszczeniem godnym najważniejszych świętych. Jeżeli nie zdobędziesz gola… Lepiej o tym nie myśleć.

W głowie masz karuzelę możliwości. Silniejsza strona, czy słabsza? Mocno w sam róg, czy lepiej nie ryzykować aż tak bardzo? Czy już kiedyś strzelałeś karne temu bramkarzowi – a jeśli tak, to gdzie wtedy posłałeś piłkę? W którą stronę się rzucił? Zastanawiając się nad tym wszystkim, myślisz także, co też może planować bramkarz, a być może myślisz nawet o tym, co on myśli, że ty myślisz.

Wiesz, że twoje szanse na zostanie narodowym bohaterem wynoszą około 75 procent, a więc całkiem sporo. Ale czy nie można byłoby jeszcze bardziej zwiększyć swoich szans? Czy można jakoś lepiej podejść do tego problemu? Może udałoby ci się przechytrzyć bramkarza, gdybyś wyszedł poza utarte schematy myślenia? Wiesz, że zastanawia się on nad tym, w którą stronę ma się rzucić – w lewo, czy w prawo. Ale co by było, gdyby… gdyby… gdybyś nie kopnął piłki ani w lewo, ani w prawo? Co by było, gdybyś zrobił najgłupszą rzecz, jaką można sobie w tej sytuacji wyobrazić, a mianowicie posłał piłkę prosto w środek bramki?

Tak, to prawda, że w tym miejscu w tej chwili stoi bramkarz, ale jesteś niemal pewny, że gdy tylko dotkniesz piłki butem, on opuści to miejsce. Pamiętaj o danych statystycznych: bramkarze rzucają się w lewo w 57 procentach przypadków, a w prawo w 41 procentach przypadków, co oznacza, że pozostają na miejscu tylko dwa razy na sto strzałów. Oczywiście bramkarz w wyskoku nadal może obronić strzał kierowany w środek, ale jak często się tak zdarza? Gdybyś tylko miał dostęp do jakichś danych, które mówią o strzałach w środek bramki!

Okej, tak się składa, że nimi dysponujemy: strzał w środek bramki, choć wydaje się niezwykle ryzykowny, jest o 7 procent bardziej skuteczny niż strzał w róg.

Czy jesteś gotów podjąć to ryzyko?

Załóżmy, że tak. Podbiegasz do piłki, bierzesz szeroki zamach prawą nogą i kopiesz z całych sił. Niemal natychmiast słyszysz ryk publiczności, który przeszywa cię do szpiku kości: Goooooooool!

Trybuny szaleją, a ty zostajesz żywcem pogrzebany pod ciałami kolegów z drużyny. Ta chwila zostanie w twojej pamięci na zawsze; reszta życia będzie dla ciebie jedną wielką radosną imprezą; twoje dzieci będą pławiły się w twojej chwale i nigdy nie zaznają nieszczęścia i niedostatku.

Gratulacje!

Chociaż oddanie strzału w sam środek bramki zdecydowanie zwiększa szanse powodzenia, to jednak tylko 17 procent strzałów kierowanych jest właśnie w to miejsce. Dlaczego tak niewiele?

Jednym z powodów jest to, że na pierwszy rzut oka wydaje się, iż celowanie w środek jest kiepskim pomysłem. Posyłanie piłki prosto w bramkarza? To wydaje się nienaturalne – oczywiste zaprzeczenie zdrowego rozsądku. Podobnie jednak jest z pomysłem zapobiegania chorobom poprzez wstrzykiwanie do organizmu człowieka mikrobów, które wywołują te choroby.

Co więcej, strzelec ma pewną niebagatelną przewagę nad bramkarzem – ten drugi nie wie, w którą stronę ten pierwszy pośle piłkę. Gdyby piłkarz za każdym razem dokładnie tak samo wykonywał rzut karny, jego skuteczność spadłaby zdecydowanie – jeśli zawsze strzelałby w środek bramki, to bramkarze szybko by to odkryli.

Jest jeszcze trzeci, istotny powód, dla którego większość strzelców nie celuje w środek – szczególnie w meczach o wysoką stawkę, jakimi niewątpliwie są te rozgrywane w ramach mistrzostw świata. Żaden piłkarz nigdy by się jednak do tego nie przyznał, a chodzi o lęk. Lęk przed wstydem.

Raz jeszcze wyobraź sobie, że zaraz będziesz wykonywał rzut karny. Jaki jest – w tym niezwykle emocjonującym momencie – twój najważniejszy cel? Na pozór odpowiedź jest oczywista: chcesz zdobyć bramkę, która da zwycięstwo twojej drużynie. Jeśli tak rzeczywiście by było, to statystyka jasno podpowiada, że musisz skierować piłkę w sam środek. Ale czy wygrana naprawdę jest dla ciebie teraz najważniejszą motywacją?

Zbierasz się do strzału. Przed ułamkiem sekundy zdecydowałeś, że będziesz celował w środek bramki. Ale zaraz, zaraz – co będzie, jeśli bramkarz nie rzuci się w żaden z rogów? Jeśli z jakiegoś powodu zostanie na swoim miejscu, a ty podasz mu piłkę prosto w ręce i w ten sposób to on – i to bez najmniejszego wysiłku – uratuje swój kraj przed przegraną? Jakże patetycznie będzie to wszystko wyglądać! Bramkarz stanie się bohaterem, a ty będziesz musiał wyprowadzić się z całą swoją rodziną za granicę, aby uniknąć linczu.

Zmieniasz więc zdanie.

Możesz przecież pójść utartą ścieżką i kopnąć piłkę tam, gdzie robi to większość strzelców, a więc w róg bramki. Jeśli bramkarz odgadnie twój zamiar i wybije lub złapie piłkę, to trudno – ty przynajmniej zrobiłeś to, czego od ciebie oczekiwano, nawet jeśli miałeś lepszy wybór. Nie zostaniesz bohaterem, ale i nie będziesz musiał salwować się ucieczką z kraju.

Jeżeli przeważy w tobie egoistyczny motyw – przedłożysz ochronę swojej własnej reputacji nad zrobienie czegoś, co może wydać się innym głupie – skierujesz piłkę w róg bramki.

Jeśli przeważy motyw społeczny – będziesz chciał wygrać dla swojego narodu, nawet za cenę wyjścia na głupka – kopniesz piłkę w sam środek bramki.

Czasem tak już w życiu jest, że wybór najprostszej i najkrótszej drogi wymaga największej odwagi.

Większość z nas, spytana o to, jak zachowalibyśmy się w sytuacji, w której trzeba wybierać między własnym dobrem a dobrem ogółu, nie przyznałaby się do tego, że myślałaby przede wszystkim o sobie. Jednak historia wyraźnie dowodzi, że większość ludzi, czy to z natury, czy z wychowania, przedkłada swoje własne interesy nad interesy innych. Nie oznacza to wcale, że są złymi ludźmi – są po prostu ludźmi.

Cały ten egoizm może być frustrujący, jeśli nasze ambicje sięgają dalej niż odniesienie prywatnego zwycięstwa. Może chcesz ograniczyć biedę, usprawnić działanie rządu lub przekonać swoją firmę do ograniczenia negatywnego wpływu na środowisko, albo tylko nakłonić swoje dzieci do zaprzestania bójek. Jak zmusić wszystkich do podążania w jednym kierunku, kiedy każdy ciągnie w swoją stronę?

Tę książkę napisaliśmy właśnie po to, by odpowiedzieć na tego typu pytania. Zauważyliśmy, że w ostatnich latach nasila się przekonanie, iż istnieje jedno „właściwe” podejście do danego problemu i naturalnie jest też ten „zły” sposób. To oczywiście prowadzi do kłótni – i niestety do braku rozwiązań wielu nurtujących nas problemów. Czy można coś z tym zrobić? Mamy nadzieję, że tak. Chcielibyśmy przekonać wszystkich, że nie ma jednego dobrego sposobu rozwiązywania problemów, jednego dobrego i jednego złego, mądrego i głupiego. Współczesny świat wymaga, abyśmy myśleli w sposób nieco bardziej produktywny, kreatywny i racjonalny; abyśmy potrafili spojrzeć na problemy z różnych punktów widzenia, przykładając do nich różne zbiory oczekiwań; abyśmy nie kierowali się w naszym myśleniu ani lękiem, ani uprzedzeniami; abyśmy podchodzili do nich bez ślepego optymizmu, ale też bez zgorzkniałego sceptycyzmu. Chodzi więc o to, abyśmy myśleli niestandardowo, a więc – hmmm – jak freak.

Nasze dwie pierwsze książki krążyły wokół kilku stosunkowo prostych założeń:

Podstawą współczesnego życia są motywy. Zrozumienie ich – lub często ich odkrycie – jest kluczem do zrozumienia problemu i poznania sposobów jego rozwiązania.

Jeśli wiemy, co należy mierzyć i jak należy to robić, to świat może stać się mniej skomplikowany. Nie ma nic lepszego od czystej siły liczb, aby przebić się przez całe to zamieszanie i sprzeczności, szczególnie w przypadku gorących, wzbudzających silne emocje tematów.

Tak zwana mądrość ludowa często jest błędna. Niefrasobliwa akceptacja konwencjonalnych prawd może być fatalna w skutkach i doprowadzić do błędów, marnotrawstwa lub nawet niebezpiecznych wyników.

Korelacja to nie to samo co przyczynowość. Gdy dwie rzeczy współistnieją ze sobą, rodzi się pokusa, aby sądzić, że łączy je związek przyczynowo-skutkowy. Na przykład: ludzie w związkach są szczęśliwsi od ludzi samotnych, ale czy to oznacza, że małżeństwo zapewnia szczęście? Niekoniecznie. Choćby dlatego, że wyniki badań sugerują, że ludzie szczęśliwi częściej wstępują w związki małżeńskie. Jak zauważył jeden z badaczy tego zjawiska: „Kto chciałby poślubić kogoś zrzędliwego i gburowatego?”.

Niniejsza książka opiera się na tych samych zasadniczych ideach, ale pod jednym istotnym względem różni się od naszych dwóch pierwszych książek. W tamtych nie podawaliśmy zbyt wielu recept i pomysłów. Wykorzystywaliśmy dane naukowe po to, by na ich podstawie opowiedzieć historie, które uważaliśmy za interesujące i które rzucały nieco światła na te kwestie dotyczące naszego społeczeństwa, które często pozostają w cieniu. Można więc rzec, że ta książka wychodzi z cienia i próbuje podsunąć rady, które czasem mogą okazać się przydatne, bez względu na to, czy chciałbyś tylko ułatwić sobie życie (znaleźć parę lifehacków), czy też porywasz się na poważne ogólnoświatowe reformy.

Z drugiej jednak strony nie jest to poradnik w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Prawdopodobnie nie jesteśmy ludźmi, do których zgłosiłbyś się z prośbą o pomoc, a niektóre z naszych rad mogą wpędzać w kłopoty, zamiast z nich wydobywać.

Nasz sposób myślenia jest zainspirowany podejściem ekonomicznym. Nie oznacza to, że będziemy koncentrować się na ekonomii jako takiej – wręcz przeciwnie, jesteśmy od tego bardzo dalecy. Podejście ekonomiczne jest terminem zarówno szerszym, jak i prostszym. Chodzi o to, że zamierzamy opierać się na danych, a nie na przeczuciach czy jakiejkolwiek ideologii, próbując zrozumieć, jak działa świat, jakie znaczenie w odniesieniu sukcesu (lub poniesieniu porażki) mają motywy, w jaki sposób alokowane są zasoby i jakie przeszkody utrudniają ludziom skorzystanie z tych zasobów, bez względu na to, czy mówimy tu o rzeczach konkretnych (jak żywność czy transport), czy też bardziej aspiracyjnych (jak edukacja czy miłość).

W tym sposobie myślenia nie ma nic magicznego. Opiera się on na oczywistościach i przykłada największą wagę do zdrowego rozsądku. Ale to także zła wiadomość: jeśli sięgnąłeś po tę książkę z nadzieją, iż odkryjemy tu jakieś magiczne tajemnice, możesz się rozczarować. Dobra wiadomość zaś brzmi: myślenie jak freak jest na tyle proste, że każdy może to robić. Dziwi więc, że tak niewiele osób myśli w ten sposób.

Dlaczego tak się dzieje?

Jedną z przyczyn jest łatwość, z jaką nasze uprzedzenia – polityczne, intelektualne czy jakiekolwiek inne – wpływają na nasz sposób postrzegania świata. Coraz więcej badań sugeruje, że nawet najinteligentniejsi ludzie szukają dowodów, które potwierdzałyby ich sądy i tezy, zamiast szukać informacji, które dałyby im szersze spojrzenie na rzeczywistość.

Oprócz tego odczuwamy pokusę, by biec ze stadem. Nawet w przypadku najważniejszych kwestii często przyjmujemy za swoje poglądy naszych przyjaciół, rodziny i współpracowników. (Więcej na ten temat znajdziesz w rozdziale 6). Na pewnym poziomie ma to sens: łatwiej jest przyjąć sposób myślenia naszych przyjaciół i najbliższych niż znaleźć nową rodzinę i nowych przyjaciół! Jednak stadne myślenie oznacza także, że godzimy się na status quo, niechętnie zmieniamy zdanie i cedujemy myślenie na innych.

W myśleniu jak freak przeszkadza nam także to, że jesteśmy zbyt zajęci, by zastanowić się nad sposobem, w jaki rozumujemy – a często nie mamy czasu nawet na samo myślenie. Kiedy ostatni raz usiadłeś w spokoju i poświęciłeś całą godzinę wyłącznie na myślenie? Jeśli jesteś jak większość ludzi, to zapewne było to już jakiś czas temu. Czy jest to wyłącznie skutek uboczny naszych czasów i ery wiecznego pośpiechu? Chyba raczej nie. Niezwykle utalentowany George Bernard Shaw – światowej sławy pisarz i jeden ze współtwórców Londyńskiej Szkoły Ekonomii i Nauk Politycznych (The London School of Economics and Political Science) – zauważył to zjawisko już wiele lat temu, mówiąc: „Większość ludzi myśli tylko raz lub dwa razy do roku. Ja zdobyłem światowy rozgłos, ponieważ myślę raz czy dwa razy na tydzień”.

My również staramy się myśleć raz lub dwa razy w tygodniu (choć z całą pewnością nie jesteśmy tak inteligentni jak Shaw) i zachęcamy cię do tego samego.

Nie chcemy przy tym twierdzić, że powinieneś chcieć myśleć jak freak. Ten sposób myślenia ma też pewne potencjalne wady. Może się bowiem okazać, że czasem twoje poglądy będą znacząco odmienne od popularnych sądów. Możesz czasem mówić rzeczy, które będą wprawiały innych w zakłopotanie. Wyobraź sobie, że spotykasz uroczą, miłą parę z trójką dzieci i nagle wyskakujesz przy nich z twierdzeniem, że foteliki samochodowe dla dzieci to strata czasu i pieniędzy (tak przynajmniej wynika z testów zderzeniowych). Lub też podczas obiadu z rodziną twojej nowej dziewczyny zaczniesz mówić o tym, jak to ruch na rzecz lokalnej żywności szkodzi środowisku naturalnemu[5] – a po chwili dowiadujesz się, że ojciec twojej ukochanej jest zagorzałym miłośnikiem swojej „małej ojczyzny” i wszystko, co znajduje się na stole, zostało wyhodowane nie dalej niż 80 kilometrów stąd.

Będziesz musiał przyzwyczaić się do tego, że ludzie będą nazywać cię wariatem, oburzać się na twoje słowa, a nawet po prostu wstawać i wychodzić. My mamy takie doświadczenia.

Tuż po wydaniu książki Superfreakonomia, gdy objeżdżaliśmy Anglię z jej promocją, zostaliśmy zaproszeni na spotkanie z Davidem Cameronem, który wkrótce miał zostać premierem Wielkiej Brytanii.

Chociaż ludzie jego pokroju często korzystają z pomysłów osób takich jak my, to jednak to zaproszenie nas zaskoczyło. Na pierwszych stronach naszej książki zaznaczyliśmy wyraźnie, że nie mamy żadnego pojęcia o makroekonomii i rządzących nią siłach – inflacji, bezrobociu i tym podobnych zjawiskach – nad którymi politycy pragną zapanować.

Co więcej, politycy raczej unikają kontrowersji, a nasza książka wywołała ich naprawdę sporo. W kanale ogólnokrajowym telewizji pytano nas o rozdział, w którym – we współpracy z pewnym brytyjskim bankiem – przedstawiliśmy algorytm pozwalający identyfikować osoby podejrzewane o terroryzm. Dziennikarze dociekali, dlaczego zdecydowaliśmy się ujawnić informację, która może pomóc terrorystom uniknąć ich wykrycia. (Wówczas nie potrafiliśmy odpowiedzieć na to pytanie, ale teraz robimy to w rozdziale 7. Wskazówka: ujawnienie tej informacji nie było przypadkowe).

Dostaliśmy także po głowie za sugestie, że aktualne działania na rzecz walki z globalnym ociepleniem okażą się nieskuteczne. Pracownik ze sztabu Camerona, który odebrał nas z punktu kontroli bezpieczeństwa, młody i inteligentny doradca o nazwisku Rohan Silva, powiedział nam nawet, że jego lokalna księgarnia odmówiła dystrybucji książki Superfreakonomia, gdyż jej właścicielowi tak bardzo nie spodobał się rozdział o globalnym ociepleniu.

(...)

[1] Steven D. Levitt, Stephen J. Dubner, Freakonomia.Świat od podszewki, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2011.

[2] Steven D. Levitt, Stephen J. Dubner, Superfreakonomia, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2011.

[3] Rodzinne firmy w Japonii odkryły rozwiązanie tego problemu: znajdują nowego dyrektora naczelnego spoza rodziny, a następnie w majestacie prawa przysposabiają go. To tłumaczy, dlaczego w Japonii niemal 100 procent adoptowanych to dorośli mężczyźni.

[4] Wszelkie statystyki związane z omawianym tu zagadnieniem zaczerpnęliśmy z Pierre-Andre Chiappori, Steven D. Levitt, Timothy Groseclose, Testing Mixed-Strategy Equilibria When Players Are Heterogeneous: The Case of Penalty Kicks in Soccer, „The American Economic Review” 92, nr 4 (wrzesień 2002).

[5] Zob. Christopher L. Weber i H. Scott Matthews, Food-Miles and the Relative Climate Impacts of Food Choices in the United States, „Environmental Science & Technology” 42, nr 10 (kwiecień 2008).

Koniec wersji demonstracyjnej.