Mrok przed świtem. Ciemność. Tom 2 - Claire Contreras - ebook
NOWOŚĆ

Mrok przed świtem. Ciemność. Tom 2 ebook

Claire Contreras

4,5

184 osoby interesują się tą książką

Opis

Kontynuacja „Nie ma światła w ciemności” – miłosnej historii pełnej namiętności i mroku

Ich miłość została wystawiona na tyle prób, że ta może być ostatnią. Uwięzioną i dręczoną Blake trzymają przy życiu tylko wspomnienia o ukochanym i rodzinie.

Zdesperowany Cole nie ustaje w poszukiwaniach swojej kobiety. Wykorzystuje każdą znajomość i jest gotowy poświęcić wszystko, aby ją odnaleźć.

Ma do stracenia jednak wiele więcej niż ich wrogowie, którzy nie mają żadnych skrupułów.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 389

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Dla A. i M. Nie pozwólcie, aby ktokolwiek Wam mówił, że jest coś, czego nie zdołacie zrobić. Nawet ja. Jeśli czegoś chcecie, to po to sięgacie. I koniec. Dla Christiana

Ostrzeżenie:

Przed lekturą Mroku przed świtem koniecznie przeczytaj Nie ma światła w ciemności.

Podaj mi dłoń, a wszystko będzie nasze. Podaj mi serce swoje, a ja pozwolę ci upaść. Daj mi swe oczy, potrafię zmienić to, co widzisz. Ale swoją duszę musisz zachować całkowicie wolną.

– Awake My Soul [Obudź moją duszę],

1

Blake

Zaciskając powieki, zwijam się w drżący kłębek i próbuję wyobrazić sobie siebie daleko, daleko stąd. Poza brudnym materacem, na którym leżę, nie ma tu niczego – niczego oprócz otaczającej mnie ciemności. Na dźwięk zbliżających się kroków oddech więźnie mi w gardle. Kiedy obraca się gałka w drzwiach, przestaję oddychać. Kroki są coraz bliżej… bliżej… aż w końcu docierają do mnie.

Kiedy mężczyzna kuca przede mną, puste pomieszczenie wypełnia odgłos ocierającego się o siebie dżinsu. Mój nos łaskocze woń papierosów i bourbona.

Z mojego gardła wydobywa się ciche kwilenie, kiedy jego stwardniałe dłonie gładzą mi twarz. Nigdy nie wiem, czy mam do czynienia z tym miłym Alexem czy wprost przeciwnie, ale gdybym miała wybór, wolałabym już tego drugiego. Co nie znaczy, żeby podobała mi się którakolwiek wersja. Po prostu zdecydowałam, że umieszczę go na mojej półce czarnych charakterów. Alex jest trochę jak dr Jekyll i pan Hyde. Jedną ręką ujmuje moją twarz i ją ściska, a z rozmyślań wyrywa mnie własny jęk.

– Spójrz na mnie – żąda szorstko.

Powoli unoszę powieki i napotykam spojrzenie jego niebieskiego oka, łagodne i ciepłe. W tym szklanym odbija się mój smutek.

– Dobrze się czujesz? – pyta po chwili.

W odpowiedzi zaciskam usta i piorunuję go wzrokiem. Wolę, kiedy jest dla mnie nieprzyjemny, kiedy jest trzeźwy. Gdy nie odpowiadam, głośno wzdycha i puszcza moją twarz. Siada przede mną. Też siadam, naśladując jego pozycję.

– Jadłaś dzisiaj? – pyta.

– Tak – odpowiadam szeptem i wzdrygam się, kiedy nagle podnosi się na kolana i skrywa twarz w dłoniach.

Szeroko otwartymi oczami wpatruję się w tył jego jasnej głowy, po czym rozglądam się po słabo oświetlonym pomieszczeniu. Gdybym miała coś ciężkiego, to uderzyłabym go w głowę, ale oczywiście nie ma tu niczego z wyjątkiem tego cholernego starego telewizora, a jego przecież nie uniosę. Mężczyzna bierze głęboki oddech i w końcu podnosi głowę. Twarz mu jaśnieje.

– To nie miałaś być ty – szepcze ochryple. Wyciąga rękę i dotyka delikatnie mojego policzka.

Nie rozumiem, co ma przez to na myśli. Skoro to nie miałam być ja, w takim razie czemu mnie uprowadził? Zamiast zadać mu to pytanie, zamykam oczy i myślę o mojej opoce podczas tych wszystkich godzin, dni, miesięcy, lat. O jego promiennych zielonych oczach, krzywym uśmiechu, dołeczku w policzku i potarganych włosach. Opiekuńczych ramionach i tym wszystkim, co mi zapewniają, kiedy najbardziej tego potrzebuję. W oczach zaczynają mnie piec niewypłakane łzy i przez chwilę odnajduję swoje zen, bo przez tę chwilę jestem razem z Cole’em.

– Przykro mi – chrypi. – Tak bardzo mi przykro.

Płacząc, dociska twarz do kolan i chwyta dłońmi krawędź materaca. Moje ciało trzęsie się razem z nim, kiedy Alex szlocha przede mną. Nie mam pojęcia, co zrobić, więc tylko siedzę pogrążona we własnej niedoli i przyglądam się jego szerokim, podrapanym knykciom.

– Wypuścisz mnie? – pytam cicho.

Nagle prostuje się i powoli siada na piętach. Mruży oczy, a obecna w nich dezaprobata sprawia, że ściska mnie w żołądku.

– Że co? – pyta przez zaciśnięte zęby. – Co to znaczy „wypuścisz”?

– Bo… bo powiedziałeś, że ci przykro – dukam.

– Już nigdy nie pozwolę ci odejść, Cory – fuka. Z zaciętą miną wstaje i podchodzi do drzwi.

– Nie jestem Cory – szepczę bardziej do siebie niż do niego, ale mój głos odbija się od ścian niewielkiego, pustego pokoju i wiem, że Alex mnie słyszy.

– Co powiedziałaś? – warczy, odwracając się w moją stronę.

– Nie jestem Cory – bąkam.

Podchodzi do mnie i nim zdążę się odsunąć, jego dłoń ląduje na moim policzku. Mój krzyk bólu cichnie, kiedy Alex chwyta mnie za włosy i ściąga z materaca. Nieporadnie gramolę się na czworakach, próbując zmniejszyć ból skóry głowy.

– WIEM, ŻE NIE JESTEŚ CORY! – wrzeszczy, ciągnąc mnie dalej po podłodze. Trzymam się za głowę, aby choć trochę mniej piekło. – Gdyby nie ty, może nadal by tu była! Ze mną! – Nagle mnie puszcza, przez co obijam się o krawędź komody. Kuca przede mną; w uchu słyszę jego przyspieszony oddech. Zmuszam się, aby podnieść wzrok, a kiedy nasze spojrzenia się spotykają, jego postawa ulega przeobrażeniu. Z szeroko otwartymi oczami cofa się, mamrocze przeprosiny, po czym wychodzi i zatrzaskuje za sobą drzwi. Czekam, aż słyszę kliknięcie, następnie cała się rozsypuję.

Leżę na zimnej podłodze zaklinając serce, aby się uspokoiło. Próbuję sobie przypomnieć wszystko, co się wydarzyło, odkąd tu jestem, licząc na to, że uda mi się określić, od jak dawna mnie nie ma. Bez powodzenia robię to każdego dnia – wiem jedynie, że to za długo. Już ledwie słyszę w głowie głos Cole’a; z każdym mijającym dniem cichnie, ale nie mogę dopuścić do tego, aby zapomnieć, jak brzmi. Jeśli się tak stanie, to stracę nadzieję. A zbyt wiele już utraciłam. Zaciskając zęby z bólu, doczołguję się do materaca i szlocham w poduszkę, aż cała jest mokra od krwi i słonych łez. Zamykam oczy i wyobrażam sobie, że patrzy na mnie Cole, błagając o to, abym była silna. Z tą myślą zasypiam.

Budzi mnie kliknięcie zamka, ale moje oczy pozostają zamknięte, nawet kiedy drzwi się otwierają i uderzają w ścianę obok. Skrywam twarz głębiej w poduszce i przygryzam ją, nie chcąc wydać żadnego dźwięku, kiedy moje plecy przeszywa ból.

– Obudź się, dziewczyno! – W pokoju rozlega się jego grzmiący głos. I robi się jasno. – Pobudka!

Poruszam się i siadam, mrużąc oczy i jęcząc cicho z bólu. Mrugam kilka razy, aż wzrok mi się przyzwyczaja do jasności. Otwieram szeroko oczy na widok stojącego w progu Alexa. Ręce skrzyżował na piersi. Ma na sobie ciemne dżinsy i koszulę, strój odmienny od codziennego. Jego wysoka sylwetka zasłania większą część drzwi i wiele mnie kosztuje spojrzenie na jego twarz. Cienie pod oczami robią mu się coraz bardziej widoczne. Jasny zarost coraz wyraźniejszy. Gdy tak mu się przyglądam, przez moją głowę przebiega myśl, że musiał być z niego kiedyś przystojny mężczyzna – dawno temu, zanim życie odebrało mu oko. Choć trudno to pojąć, lubię wierzyć, że swego czasu mieszkało w nim światło. Czasami jego oczy wydają się takie łagodne i zastanawiam się wtedy, czy ma dzieci albo kogoś do kochania. Odrywam od niego wzrok i za nim dostrzegam drugą postać. Wciągam głośno powietrze i zaciskam dłonie na pościeli.

– Wygląda znajomo? – pyta szorstko Alex, kiedy obok niego staje młody mężczyzna. Mężczyzna, który nie może być wiele starszy ode mnie, ma na sobie dżinsy, biały T-shirt i czarną skórzaną kurtkę. Ma taką twarz, że gdyby nie psotny błysk w oku i jasny zarost, uznałabym go za młokosa. W odpowiedzi na pytanie Alexa kiwam głową, bo nie mogę pozwolić sobie na to, aby go znowu rozzłościć. – To jest Dean, będzie cię pilnował przez parę dni. Jest w tym dobry. Rób, co ci każe, i nie próbuj go przechytrzyć. Jeśli zrobisz coś głupiego…

– Nie zrobię – wchodzę mu w słowo i wzdrygam się, kiedy robi krok w moją stronę.

– To dobrze. Masz na dzisiaj robotę.

Wychodzą bez słowa, a ja ostrożnie wstaję i wlokę się do łazienki. Myję zęby, pilnując się, aby nie dotykać szczoteczką wewnętrznej strony posiniaczonego prawego policzka. Wypłukawszy usta, wpatruję się w kobietę w lustrze, cień dawnej mnie. Nie licząc siniaków, skórę mam bladą, niemal przezroczystą, tak różną od tej złotej, opalonej, jaką miałam, zanim tu trafiłam. Nie znam już tamtej kobiety i nie mam pewności, czy znowu się nią stanę. Nie wiem nawet, czy tego chcę. Tamta kobieta, tamta przerażona kobieta, ta, która zamykała na klucz wszystkie drzwi, bo sądziła, że to jej zapewni bezpieczeństwo, siedzi teraz zamknięta w pokoju bez żadnej drogi ucieczki.

Biorę szybki prysznic, zakładam szare spodnie od dresu i biały workowaty T-shirt, następnie ostrożnie siadam na niewygodnym materacu. Jestem pogrążona w myślach o Cole’u, kiedy słyszę jedno puknięcie do drzwi. Uchylają się i do pomieszczenia wsuwa głowę Dean. Kiedy widzi, że jestem ubrana i gotowa, wchodzi do środka i stawia przede mną tacę z jedzeniem. Pochłaniam je w dwie sekundy. Kiedy podnoszę głowę znad pustego talerza, dostrzegam, że mężczyzna przygląda mi się z zaciekawieniem.

– Karmią cię tu? – pyta cicho.

– Tak.

– Hmm. A ty robisz dla nich pranie?

Kiwam powoli głową, patrząc w jego orzechowe, pełne konsternacji oczy.

– No to chodźmy. – Wstaje i bierze tacę, po czym wyciąga rękę, aby pomóc mi wstać.

Nie chcę jego pomocy. Opieram obie dłonie o materac i podciągam się do góry, usiłując nie wzdrygnąć się przy tym z bólu.

Robię krok w przód i nim zdążę się wyprostować, kolana mi się uginają. Dean odstawia tacę na telewizor i podchodzi do mnie. Cofam się niepewnie i szybko mrugam, patrząc w jego przymknięte oczy.

– Gdzie jeszcze cię uderzył? – pyta, zaciskając zęby.

Zaskoczona wrogim tonem jego głosu patrzę tylko na niego, a oddech mi się rwie. Nie wiem, czego się spodziewać. Aż do zeszłego wieczoru Alex nigdy mnie tak naprawdę nie uderzył i choć się go boję, i tak jest tym lepszym z dwóch złych.

– On… a czy to ważne? – pytam, ściągając brwi.

Dean robi wydech i przeczesuje palcami brązowe włosy, po czym wyciąga rękę i kciukiem dotyka mojej dolnej wargi. Nogi mam jak wrośnięte w ziemię.

– Powiedzmy, że mam problem z biciem kobiet. – Wzrusza ramionami i opuszcza rękę.

Kiwam głową i w końcu wypuszczam wstrzymywane powietrze. Zastanawiam się, czy w ogóle cokolwiek odpowiadać. Przecież i tak nie może ani nie chce mi pomóc. Jest równie zły, jak pozostali. Mijam go i wychodzę z pokoju. On udaje się za mną.

– To nie on nie daje mi spokoju – burczę i patrzę na trzech mężczyzn, którzy już tu są. Oddycham z ulgą, kiedy się okazuje, że nie ma wśród nich tego, o którego mi chodzi. Dean chwyta mnie za łokieć i mocno pociąga.

– Co to ma znaczyć? – pyta, mrużąc oczy.

– A co, jesteś moim wybawcą? Gdzie się, u licha, podziewałeś przez ostatnie… przez ten czas, kiedy tu jestem? – pytam gniewnie i wyszarpuję mu ramię.

Śmieje się cicho, po czym szepcze:

– Wybawca… a to coś nowego.

Ruszam w stronę pralni, gdzie zabieram się do swojej codziennej pracy, która niestety nie trwa zbyt długo. Wkładam do pralki białe płaszcze, które noszą ci mężczyźni z drugiego pomieszczenia, a brudne rękawiczki wyrzucam do kosza. Następnie siadam na podłodze. Dean zajmuje miejsce naprzeciwko mnie i oboje wbijamy wzrok w podłogę.

– Posłuchaj, mała, nie chcę, żebyś źle coś zrozumiała, nie jestem tu po to, aby cię wybawić czy coś w tym rodzaju. – Przeczesuje dłonią włosy i wzdycha. – Daj mi trochę czasu, żebym to ogarnął. Może uda mi się ci pomóc – dodaje cicho i wyczuwam na twarzy jego spojrzenie.

– Czemu miałbyś mi pomóc? – pytam z niedowierzaniem.

– Bo wiem, kim jesteś. Bo pomagając tobie, może pomógłbym i sobie.

Piorunuję go wzrokiem.

– Jasne, dałeś mi to jasno do zrozumienia podczas naszego ostatniego spotkania, pamiętasz?

– Oczywiście, że pamiętam. Ale nie wiedziałem tego, co wiem teraz. Zmieniłem zdanie w kwestii pomagania mu. – Wzrusza ramionami, jakby życie, MOJE życie było jakąś cholerną grą.

– Och, zmieniłeś zdanie? – fukam.

Posyła mi groźne spojrzenie.

– Tak. Nie musisz mi wierzyć. Jak już mówiłem, nie jestem tu w roli twojego cholernego księcia z bajki, bo jego już masz, pamiętasz? – pyta z uniesioną brwią.

Serce zaczyna mi walić jak młotem, nim jednak zdążę cokolwiek powiedzieć, drzwi obok mnie ktoś nagle otwiera kopniakiem. Kiedy podnoszę głowę i widzę ciemne zmrużone oczy, zaczynam cofać się z piskiem, aż w końcu zderzam się plecami z czubkami butów Deana.

– Co ty tu robisz? – warczy Benny, patrząc ponad moją głową.

Żołądek ściska mi się boleśnie, kiedy przestaję wyczuwać na plecach buty Deana. Podkulam nogi i obejmuję je, nie odrywając wzroku od zimnych czarnych oczu Benny’ego. A on czeka, aż się złamię. Nie zrobię tego. W końcu przenosi pełne pogardy spojrzenie na Deana i czeka na odpowiedź.

– Alex kazał mi mieć ją na oku. A ciebie co to, kurwa, obchodzi? – odszczekuje Dean.

Otwieram szeroko oczy. Do Benny’ego nie zwraca się tak nikt oprócz Alexa. Może nie jest wielkiej postury, ale ma mrocznie wyglądającą twarz z blizną biegnącą od prawej brwi aż do ust. Usta zaciska w cienką linię, ale to oczy – bezduszne i mroczne – czynią go groźnym.

– A niby czemu masz jej pilnować? – pyta Benny i nawet jego pytanie brzmi jak żądanie.

Dean staje przede mną, zasłaniając mnie przed Bennym. Obaj mają atletyczne sylwetki, ale podczas gdy Dean jest wysportowany, Benny wygląda tak, jakby wypił całą dostawę corony.

– Bijesz ją? – pyta Dean.

Robi krok w przód, a Benny się cofa. Nieco się odsuwam, na wypadek gdyby ta wymiana zdań miała się przerodzić w regularną bójkę.

– A tobie co do tego? – wypluwa z siebie Benny. – Nie wolno ci jej ruchać, wiesz? Alex obetnie ci jaja i wepchnie ci je do gardła.

– Pierdol się. Jeszcze raz ją tkniesz, a ja ci utnę twoje – warczy Dean.

Benny kręci z rozbawieniem głową.

– Jaki drażliwy w kwestii kobiet. A tak w ogóle to co się stało z Sarah?

Kąciki ust Deana drżą, a sekundę później jego pięść ląduje na szczęce Benny’ego. Z cichym okrzykiem wycofuję się pod ścianę, po czym zasłaniam dłońmi usta, żeby powstrzymać wrzask. Benny oddaje ciosem w brzuch, a Dean zgina się wpół. Szybko jednak dochodzi do siebie i rzuca się głową do przodu, dociskając Benny’ego do ściany.

– Dość tego! – rozlega się męski głos. Dłonie zaczynają mi drżeć, a do oczu napływają łzy. – Benny, zabroniłem ci schodzić na dół, kiedy mnie tu nie ma!

– Jesteś dla niej za łagodny! Ona zniszczyła ci życie! MNIE TAKŻE! – woła Benny.

Przyklejam się plecami do ściany i przygryzam wnętrze dłoni. Zaciskam powieki, modląc się, aby uciec przed rozgrywającą się tu sceną.

– Wynocha! Wypierdalaj stąd! – wrzeszczy Alex. – To sprawy służbowe! To nie jest twoja osobista cholerna przyjemność! Przywieźliśmy ją tutaj i teraz czekamy! Ma się jej nie stać żadna krzywda i masz się do niej nie zbliżać, dopóki nie nadejdzie czas, aby ją zwrócić. ROZUMIESZ?

Benny burczy coś pod nosem, a potem słyszę jego oddalające się kroki. Cała sztywnieję, kiedy ktoś do mnie podchodzi. Spanikowana otwieram oczy.

– Przykro mi, mała – mówi Dean i kuca przede mną. Jego twarz i T-shirt są poplamione krwią.

– Co to, kurwa, było? – pyta oschle Alex. Stoi przy drzwiach z rękami skrzyżowanymi na piersi.

– On ją uderzył – wyjaśnia spokojnie Dean, a moje oczy robią się wielkie jak spodki. Benny rzeczywiście mnie uderzył, ale akurat to zrobił mi nie on. Głośno przełykam ślinę i odwracam wzrok od Deana w nadziei, że uda mi się jakoś ukryć zakłopotanie.

Alex posyła mi długie, zamyślone spojrzenie, po czym kręci powoli głową i wbija wzrok w stopy. Nie wypowiada słów przeprosin, ale wyczuwam je. W tym momencie pralka kończy prać i podnoszę się ciężko z podłogi, aby się tym zająć.

– Wyjeżdżam. Pilnuj jej non stop. Jeśli masz coś ustawionego, to to przełóż. Powiedz Jamiemu, że dostałeś coś innego do roboty i żeby zajął się tym ktoś inny. – Po tych słowach Alex odchodzi.

Następnego ranka budzi mnie odgłos brzęczących naczyń. Siadam zaskoczona i widzę, że w moim pokoju stoi Dean z tacą w rękach. Przebrał się w dżinsy i czarną skórzaną kurtkę. Sądziłam, że skoro ma mnie non stop pilnować, to zostanie tu na noc. Z jakiegoś powodu myśl o tym, że udał się do domu w środku nocy, napawa mnie niepokojem.

– Sorki, mała. Pukałem i wołałem, ale nie reagowałaś. Przyniosłem jedzenie – mówi i stawia tacę na podłodze przede mną. Kiwam głową w podziękowaniu i dostrzegam, że jego spojrzenie prześlizguje się po moim ubranym ciele. Dean odchrząkuje. – Mało tu do roboty, co? – pyta. Odwraca ode mnie wzrok i rozgląda się po pustym pokoju.

Są tu jedynie materac i mały telewizor, który stoi na podłodze naprzeciwko mnie. Odbierają tylko trzy kanały i przestałam je oglądać, kiedy w wiadomościach pokazano zdjęcie moje i Cole’a z zeszłego Bożego Narodzenia. Dziennikarka oświadczyła, że policja z coraz mniejszą nadzieją szuka mojego ciała, jakby zakładano, że nie żyję. Uznałam, że wolę nie wiedzieć, kiedy poszukiwania zostaną odwołane. Zresztą i tak by mnie nie znaleźli. Nie żebym miała pojęcie, gdzie się znajduję, ale jestem przekonana, że niełatwo odnaleźć to miejsce. To oczywiste, skoro zaraz za tymi drzwiami dochodzi do tylu nielegalnych narkotykowych deali.

Wzruszam ramionami, po czym stawiam sobie tacę na kolanach.

– Raczej mało.

Podczas jedzenia wyczuwam na sobie spojrzenie Deana. Odkładam widelec i wycieram dłonie o spodnie, nie odrywając wzroku od jajek i soku pomarańczowego.

– Co się stało? – pyta. Na jego twarzy maluje się konsternacja.

– Czemu mi się przyglądasz? – pytam rozdrażniona.

W końcu dociera do niego moja insynuacja.

– Myślisz, że dosypałem ci coś do jedzenia? – pyta z niedowierzaniem.

– Mówisz takim tonem, jakby to było niemożliwe. – Przewracam oczami.

Ściąga brwi i powoli kręci głową.

– Nie mogę uwierzyć, że nadal mi nie ufasz.

– Nie mogę uwierzyć, że tego ode mnie oczekujesz! – odparowuję.

Składa usta w kółko i robi powolny wydech.

– W sumie to nie powinienem. Ale w życiu bym ci nie dosypał nic do jedzenia.

– Czemu więc się na mnie gapisz? – Biorę do ręki widelec i bawię się jajkami, które mam tak wielką ochotę dojeść.

Kącik jego ust się unosi.

– Próbuję jedynie coś rozgryźć.

Robię głośny wdech, następnie wydech i wracam do jedzenia. Z mojego gardła wydobywa się jęk, kiedy się przekonuję, że Dean nadal na mnie patrzy.

– No to rozgryź to i przestań się gapić! – warczę.

Śmieje się cicho, a ja gromię go wzrokiem.

– Och, mała. Urocza jesteś, kiedy się złościsz.

Przewracam oczami i pociągam łyk soku.

– Czemu w ogóle tu jesteś? Z tymi ludźmi? – pytam szeptem i widzę, że otwiera szeroko oczy ze zdziwienia.

Dean nie pasuje do Benny’ego ani Alexa czy choćby któregoś z mężczyzn pracujących za tym pomieszczeniem. Wydaje się zwykłym, normalnym facetem. Jest dziwnie tajemniczy, mimo to sprawia wrażenie zwyczajnego gościa, którego mogłabym spotkać na uczelni. Nie rozumiem tego i już.

– Ja… – Odchrząkuje. – To jest rodzina. – Wzrusza ramionami.

Krzywię się z odrazą.

– Moje kondolencje.

Uśmiech sprawia, że cała twarz mu się rozjaśnia, i przyłapuję się na tym, że się w nią wpatruję. Szybko sobie przypominam, kim jest ten człowiek, i spuszczam wzrok. Może i wydaje się miły, ale nie mam pojęcia, do czego jest zdolny. Wiem, że może mnie śledzić, i wiem, że nie miał problemu z tym, że Alex i Benny mnie uprowadzili, zanim się dowiedział, „kim jestem” – cokolwiek to znaczyło.

– Oni nie są wcale tacy źli – odzywa się po chwili. – Benny i Alex są po prostu bardziej popierdoleni niż pozostali.

– Cóż, to ty mnie porwałeś – ripostuję i unoszę brew.

– Wcale nie. Ja cię obserwowałem, ale to nie ja cię porwałem – odpowiada powoli.

Cofam się myślami do tamtego dnia. Delektowałam się w parku wiosennym wietrzykiem i czytałam list od Cole’a. Napisałam do niego esemesa i otrzymałam odpowiedź, po czym wstałam i zaczęłam beztrosko odchodzić. Wtedy usłyszałam w oddali strzały i krzyki.

– Zabiłeś mojego ochroniarza? – pytam cicho. Za każdym razem, kiedy odtwarzam w myślach tamte zdarzenia, zastanawiam się, co się z nim stało. Te strzały, które słyszałam, musiały zostać wycelowane w niego.

Dean robi głośny wydech i kręci głową.

– Bruce’a? Wbrew temu, co pewnie o mnie sądzisz, nie zabijam dla nikogo.

Odwracam od niego wzrok i pozwalam, aby jego słowa krążyły przez chwilę w mojej głowie, po czym ponownie na niego patrzę.

– Skąd znasz jego imię? – pytam cicho.

– Znam wszystkich w twoim życiu, Blake – odpowiada powoli.

W sumie nie jestem zaskoczona. Przecież mnie śledził. Widział wszystkich, z którymi się spotykałam, ciekawi mnie jednak, ile rzeczywiście o mnie wie. Możliwe, że więcej niż ja sama. Właściwie to wiem, że tak jest, i choć napawa mnie to strachem, bardziej się chyba boję poznania kolejnych informacji na swój temat. Właśnie przez coś takiego znalazłam się tutaj – przez moją nieustanną potrzebę rozwiązania tej zagadki. Postanawiam nakierować rozmowę na niego.

– Jesteś… gangsterem? – pytam i ściągam brwi.

Odpowiada mi śmiechem.

– Ja… cholera, sam nie wiem jak… Nie chcesz, abym odpowiedział na to pytanie. – Śmieje się.

Jego beztroski śmiech sprawia, że gotuje się we mnie krew, a fakt, iż nie odrywam wzroku od jego ust, wywołuje we mnie jeszcze większy gniew.

– Kim jest Sarah?

Jego śmiech natychmiast cichnie. Dean mruży oczy i nachyla się w moją stronę. Odruchowo zaciskam dłonie na pościeli i odsuwam się. Przyjrzawszy się moim dłoniom i twarzy, kręci głową, a oczy ma pełne skruchy.

– W życiu bym cię nie uderzył, mała. Przysięgam. Sarah to… to po prostu moja była dziewczyna. Długa historia – mówi cicho.

– Zapomnij, że pytałam – mamroczę. Wcale przecież nie chcę uprawiać gadki szmatki z kryminalistą.

– W porządku. Jak już mówiłem… naprawdę nie powinno cię tu być, ale nie wiem, jak cię stąd wydostać. Wszystko jest tu cholernie skomplikowane, zresztą pewnie sama zdążyłaś to zauważyć.

– Dlaczego nie możesz… nie możesz wyprowadzić mnie stąd ukradkiem w czasie, kiedy go nie ma? – Staram się, aby w moim głosie nie było słychać wielkiej nadziei.

– No co ty. Chcę ci pomóc, a nie dać się zabić! – prycha.

Mrugam oczami.

– Zabiliby cię? Ale dopiero co wspomniałeś, że to twoja rodzina!

Z jego gardła wydobywa się śmiech pełen goryczy.

– Taa… rodzina. Dla ludzi pokroju Benny’ego rodzina znaczy wszystko i nic. Tacy ludzie cię wspierają, dopóki nie nawalisz, mała. Tutaj rządzi zasada oko za oko. Zadrzesz z nimi, giniesz.

Rozmyślam nad tym, co usłyszałam. Zastanawiam się, kto toczy prywatną wojnę przeciwko mojej rzekomej rodzinie. Alex czy Benny. I w czyich rękach leży mój los? Wiem, że jeśli w rękach Benny’ego, to mam przerąbane, bo ten człowiek nienawidzi mnie całym sobą. Zachowuje się, jakbym zabiła mu psa czy coś w tym rodzaju. Alex też mnie nie lubi i najchętniej w ogóle by na mnie nie patrzył. Czymś potwornie nie fair jest to, że muszę płacić za coś, co ludzie, których nawet nie znam, zrobili im ponad dwadzieścia lat temu. Co więcej, wydają się przekonani, że mój ojciec, który podobno żyje, i jego ludzie będą chcieli mnie odzyskać. A niby czemu? Czemu któryś z nich miałby chcieć mnie odzyskać? Gdyby chcieli, to czy nie odszukaliby mnie lata temu? Dumając o tym wszystkim, powoli zasypiam, licząc, że nie mam racji i że jednak mnie chcą i wierzą w to, że żyję. Bo jedyne, czego jestem pewna, to fakt, że kimkolwiek są ci „oni”, tylko dzięki nim jeszcze żyję. Tak samo jak tylko dzięki Cole’owi jeszcze nie oszalałam.

2

Blake

Pocieram oczy, ziewam i przeciągam się. Przekręcam się na drugi bok, szukając Cole’a, ale natrafiam jedynie na chłód pościeli. Kiedy otwieram oczy, dociera do mnie, że nie jestem w domu, lecz nadal tkwię w tym piekle. Potwierdzają to głosy zza drzwi. Ta odrobina światła sącząca się przez szparę pod drzwiami jest jedynym, co rozprasza mrok mojego pokoju. Siadam i nastawiam uszu w nadziei, że rozróżnię, kto to taki. Następnie udaję się do łazienki, zamykam się w niej, zostawiając za sobą strach, po czym opieram się o drzwi i osuwam na podłogę. Moje spojrzenie przeskakuje po białych płytkach w pomieszczeniu, które stało się moim azylem. Przyglądam się rękom i widzę, że sińce powoli bledną. Dzięki codziennym odwiedzinom Deana Benny’emu nie udaje się mnie tknąć. W końcu zbieram się w sobie i dźwigam z podłogi. Rozbieram się, następnie wchodzę do kabiny prysznicowej. Stoję pod strumieniem wody tak długo, aż staje się zbyt zimna. Co nie znaczy, że na początku była jakoś szczególnie gorąca. Gdy myję włosy, moje myśli jak zawsze umykają ku tym, których kocham. Zastanawiam się, co porabia dziś Cole, jak sobie radzi. Co słychać u Aubry’ego i czy odwiedzili ich Becky i Greg. Tyle pytań, na które nie znam odpowiedzi. I im dłużej tu jestem, tym mniejsza szansa na to, że jeszcze kiedyś je uzyskam.

Siadam w brodziku, podciągam kolana do klatki piersiowej i pozwalam, aby woda kłuła mnie w plecy. Obserwuję, jak w odpływie znikają mydliny i łzy. Zamykam oczy, myśląc o Maggie i cioci Shelley, kobietach, na których wsparcie mogłam liczyć podczas najtrudniejszych lat swojego życia. Już długo nie pozwalałam sobie myśleć o żadnej z nich, nie chciałam po raz kolejny przeżywać bólu związanego z ich utratą, ale wbrew sobie zastanawiam się, co one by zrobiły w tej sytuacji, jakiej rady by mi udzieliły. Były takie opiekuńcze, takie cierpliwe, takie silne. Nawet w ostatnich dniach swojego życia ciocia Shelley zachowywała hart ducha.

Z marzeń na jawie wyrywa mnie głośne walenie do drzwi łazienki, więc szybko wstaję, zakręcam wodę i wychodzę spod prysznica. Walenie nie ustaje, dopóki nie wołam, że już kończę. Kiedy jestem ubrana, biorę głęboki oddech i postanawiam, że nie pozwolę, aby mnie złamali; nie zawiodę swojej rodziny. Otwieram drzwi i widzę Deana. Ma na sobie niebieską kraciastą koszulę z podwiniętymi rękawami, dżinsy i ciężkie czarne buty. Ciemne włosy są idealnie wystylizowane, a cień zarostu jeszcze dodaje mu męskiej urody. Moje spojrzenie prześlizguje się po jego szczupłym ciele i zatrzymuje na tatuażach na lewym przedramieniu. Cichy śmiech sprawia, że podnoszę wzrok i napotykam wesołe spojrzenie jego orzechowych oczu.

– A to miła odmiana – mówi i w kąciku jego ust rodzi się uśmiech.

– To znaczy? – pytam, marszcząc brwi.

– Ty. Lustrujesz mnie zamiast piorunować wzrokiem. – Powoli na jego twarzy wykwita uśmiech.

Otwieram usta, ale po chwili zbieram myśli.

– Wcale cię nie lustrowałam! Próbowałam rozgryźć, co to za tatuaż. A to różnica. Poza tym nie masz dzisiaj na sobie swojego uniformu. Dziwnie widzieć cię w takich dorosłych ciuchach. – Tak naprawdę wcale nie chodzi w uniformie, ale przez większość czasu ma na sobie dżinsy, biały T-shirt i skórzaną kurtkę.

Kręci głową.

– Skoro tak twierdzisz. – W jego głosie słyszę niedowierzanie i mam ochotę czymś w niego rzucić.

Przewracam oczami.

– Masz dla mnie jakąś gazetę?

Przynosi mi czasopisma, żeby pomóc pokonać nudę. Na wszelki wypadek muszę je chować przed Alexem, ale to niewygórowana cena za tę odrobinę rozrywki. Może i nie mam wiedzy w kwestii tego, co się dzieje na świecie, ale za to wiem, którzy celebryci są ze sobą i jakie są najnowsze trendy w modzie. Jak na razie dowiedziałam się, że Drew Barrymore wyszła za mąż, a Jessica Simpson urodziła dziecko. Może gdybym wcześniej interesowała się takimi ploteczkami, coś takiego byłoby dla mnie ekscytujące, ale szczerze mówiąc, mam to gdzieś. Wzdycham z rozmarzeniem, kiedy odpływam, myśląc o Geraldzie O’Harze. Boże, muszę się stąd wydostać! Jest już bardzo niedobrze, kiedy zaczynasz marzyć o starym, nieżyjącym facecie.

– Strasznie jesteś upierdliwa – stwierdza Dean rozbawiony i nagle cichnie, kiedy dostrzega, że ocieram łzy. – Cholera. Żartowałem, mała, po co te łzy?

Skrywam twarz w dłoniach, po czym z mojego gardła wydobywa się szloch. W końcu się uspokajam, ponownie ocieram twarz i unikając spojrzenia Deana, stawiam sobie tacę na kolanach.

– Nie lubisz, kiedy ktoś nazywa cię upierdliwą? – pyta cicho. Wiem, że próbuje jakoś podtrzymać rozmowę, ale nie jestem w nastroju.

– Nie – burczę i wgryzam się w tost. – Nie lubię, kiedy nazywa się mnie jakkolwiek.

Siada przede mną i w milczeniu przygląda się, jak jem. Kiedy talerz jest już pusty, wstaję i udaję się do łazienki, zostawiając Deana siedzącego na podłodze przy łóżku.

Siadam na blacie i zaczynam obrysowywać palcem zielone sińce na łydce. Obecnie tym właśnie jestem: ranami i siniakami – w środku i na zewnątrz. Wracam do rzeczywistości i zeskakuję z blatu. Związuję włosy w luźny kucyk, po czym otwieram drzwi z nadzieją, że wejdę do pustego pokoju. Dean wciąż tam jednak siedzi, przeglądając czasopismo.

– Będziesz tak siedział i cały dzień zaczytywał się w nieaktualnych plotkach czy spróbujesz mi pomóc?

Unosi brew.

– To aktualne plotki, a poza tym próbuję ci pomóc.

Kiedy do mnie podchodzi, zwracam uwagę na różnicę w naszym wzroście. Z jakiegoś powodu wcześniej nie zauważałam tego, jak nade mną góruje. Pewnie dlatego, że zawsze mam wzrok wbity w podłogę, chyba że na niej siedzę. Jest nieco niższy od Cole’a i w ogóle nie przypomina go z wyglądu. Cole jest wysoki i umięśniony, Dean jest wysoki i szczupły. Cole ma twarz playboya, tymczasem Dean to raczej typ niegrzecznego chłopca. Jedyne, co ich łączy, to pewny siebie chód i ta iskra, która charakteryzuje niektórych mężczyzn. Ta, która cię do nich przyciąga, nawet jeśli w głębi duszy wiesz, że kiedy zanadto się zbliżysz, to się sparzysz. Kiedy się nade mną nachyla, wyczuwam zapach nikotyny i cynamonu. Oddaje mi gazetę, a ja lekko się wzdrygam.

Patrzy mi w oczy, nie wypuszczając z ręki czasopisma.

– Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy, mała.

– Już robisz – szepczę. Siadam na łóżku i wbijam wzrok w gazetę. Oczy mam pełne łez, więc nie dostrzegam, czyje zdjęcie znajduje się na okładce. Dean wsuwa mi dłoń pod brodę i unosi moją twarz, abym na niego spojrzała, ale ja się wyrywam. – Nie dotykaj mnie, proszę.

Wzdycha ciężko.

– Przykro mi z powodu twojego fatalnego położenia i przykro mi, że to ty musisz cierpieć z powodu tego bajzlu, którego narobili inni.

– Chciałabym po prostu wiedzieć, dlaczego mi się to przytrafia – mówię cicho ze wzrokiem wbitym w paznokcie, z których odpryskuje czerwony lakier.

– Nie znam całej historii, ale jak słyszałem, to twój tata wyrolował Benny’ego. Pretensje Alexa do twojego ojca mają jednak charakter osobisty – dodaje cicho.

Biorę drżący oddech.

– W jaki sposób mój „tata” ich wyrolował? – pytam, kładąc nacisk na słowo, które jest dla mnie tak nieznajome, jak sam człowiek, do którego się odnosi.

– Cóż, jak wiem…

– Dean! Dzwonię do ciebie i dzwonię, gdzie masz ten przeklęty telefon? – woła Alex i wchodzi do mojego pokoju.

Chowam pod poduszką czasopisma i podciągam kolana do klatki piersiowej. Dean posyła mi spojrzenie pełne wdzięczności, następnie bierze do ręki tacę i wstaje.

– Przyniosłem jej jedzenie – odpowiada Alexowi, który stoi w progu i mi się przygląda. Staram się nie odwracać od niego wzroku.

– Okej. Możesz już iść – rzuca Alex szorstkim tonem. Zamykam oczy, zaciskam dłonie na kołdrze i modlę się, aby Dean został tu jeszcze trochę.

– No to na razie, mała – mówi i patrzy na mnie z żalem.

W odpowiedzi kiwam głową i obserwuję, jak wychodzi i zostawia mnie sam na sam z Alexem.

On z kolei długo mi się przygląda, wędrując spojrzeniem po mojej twarzy, aż w końcu patrzy mi w oczy.

3

Cole

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27

TYTUŁ ORYGINAŁU:

Darkness Before Dawn

Redaktor prowadząca: Marta Budnik

Wydawca: Agata Garbowska

Redakcja: Justyna Yiğitler

Korekta: Małgorzata Lach

Projekt okładki: Łukasz Werpachowski

Zdjęcie na okładce: © Jacob Lund/Shutterstock.com

Copyright © 2013. DARKNESS BEFORE DAWN by Claire Contreras

Copyright © 2020 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for the Polish translation by Monika Wiśniewska, 2020

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2020

ISBN 978-83-66338-82-1

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek