Wydawca: Burda Książki Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Mroczna przeszłość Haker cz. 4 ebook

Meredith Wild  

4.55555555555556 (9)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 318 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Mroczna przeszłość Haker cz. 4 - Meredith Wild

Blake Landon to mężczyzna, który ma wszystko – pieniądze, urodę i miłość Eriki Hathaway. Ta para zakochanych przeżyła istne piekło, ale kiedy życie ich rozdzielało, zawsze wracali do siebie, jeszcze silniejsi i jeszcze bardziej w sobie rozkochani.

Erica wreszcie jest gotowa wypowiedzieć słowo „Tak”. Tuż przed podjęciem tej szalenie ważnej decyzji odkrywa jednak niepokojący sekret z przeszłości Blake’a. Pogodziła się z własną przeszłością i rodziną, która ją porzuciła, a teraz postanawia obalić ostatni mur, jaki ją odgradza od ukochanego. Zdecydowana dowiedzieć się, jakim mężczyzną był kiedyś, otwiera drzwi do świata, o jakim nigdy nie śniła – świata, który każe się jej zastanowić nad granicami jej własnych pragnień.

Tuż za rogiem czai się niebezpieczeństwo, mroczne sekrety wychodzą na światło dzienne. Czy przeszłość zniszczy wspólną przyszłość Eriki i Blake’a?

Opinie o ebooku Mroczna przeszłość Haker cz. 4 - Meredith Wild

Fragment ebooka Mroczna przeszłość Haker cz. 4 - Meredith Wild

Dla P.S. Team Za dziesięć ostatnich lat…

Prolog

E: Spotkajmy się za 10 minut w klubie. Proszę, nie gniewaj się.

Przeczytałem SMS-a od Eriki kilka razy, zanim mój mózg w pełni pojął jego znaczenie.

Cholera jasna.

Mogła mieć na myśli tylko jeden klub. Knykcie mi zbielały, kiedy zacisnąłem palce na telefonie tak mocno, że nieomal go zmiażdżyłem, jakby to mogło ją powstrzymać. Głęboko wciągnąłem powietrze, co w ogóle mnie nie uspokoiło, wybrałem jej numer i przyłożyłem telefon do ucha. Słuchałem sygnału, mieląc w ustach przekleństwa, którymi bym ją obrzucił, gdyby odebrała. Wiedziałem, że tego nie zrobi.

Przywitał mnie jej ciepły głos w poczcie głosowej. Czułem rozdzierającą tęsknotę za tą kobietą, ale nie mogłem zignorować wkurzającego faktu, że nie odbierała tego pieprzonego telefonu. W końcu się rozłączyłem i złapałem kluczyki do samochodu. Zbiegłem schodami na dół, do swojej tesli, i nie marnując ani chwili, włączyłem się do ruchu.

Sprawdziłem godzinę, obliczyłem, ile czasu zajmie mi jazda i jak długo Erica będzie w klubie beze mnie. Dziesięć–piętnaście minut, jeżeli dopisze mi szczęście. Nie mogłem się opędzić od myśli, co w tym czasie mogło się wydarzyć w podziemnym klubie, który znałem od lat. La Perle.

Erica stanie się łupem.

Gdybym czaił się gdzieś w kącie, jak robiłem to więcej razy, niż wolałbym się przyznać, tylko tyle bym w niej zobaczył. Niewysoką jasnowłosą sexbombę tak pociągającą, że z pewnością zainteresowałaby sobą Doma. Musiałby być ślepy, żeby nie zwrócić na nią uwagi.

Wcisnąłem pedał gazu, zmieniłem pas i wyprzedziłem sznur zwalniających samochodów, które zabierały mi cenny czas. Moje myśli były pełne troski, ale i niechcianych wspomnień dotyczących tego klubu. Poznałem Ericę kilka miesięcy temu. Nie miałem powodu wracać do tamtego życia. Mocno zacisnąłem szczęki, kiedy przypomniało mi się wszystko, co się wtedy wydarzyło, niezliczone, pozbawione znaczenia chwile, do których wciąż wracałem, lata po tym, jak rozstałem się z Sophią. Wszystko w tym miejscu przesycone było obietnicą seksu. W każdym oddechu i każdej niezbyt niewinnej wymianie zdań czaiły się mroczne scenariusze.

Serce boleśnie mi się ścisnęło. Czułem gniew. Zgrzytałem zębami z frustracji, którą mogła wywołać tylko Erica. Ale pod tym wszystkim istniała miłość. Miłość do Eriki, która rozpalała moje pożądanie. Chciałem, żeby trzymała się z daleka od tego klubu, ale jednocześnie wyobrażałem sobie, że znajduję ją tam i ją ujarzmiam – chociaż wiedziałem, że to absolutnie niemożliwe. Za dnia nigdy nie ułatwiała mi sprawy, ale w nocy była tak uległa, jak tylko mógłbym to sobie wymarzyć.

Na czerwonym świetle wcisnąłem hamulec. Zamknąłem oczy i zobaczyłem ją, patrzącą na mnie tymi na wpółprzymkniętymi niebieskimi oczami jak dwa bezkresne oceany. Cały ten ognisty temperament przygasał w obliczu rozkoszy, jaką jej dawałem. A zawsze dawałem jej więcej, niż mogła znieść. Nigdy jej nie zostawiałem, dopóki się nie nasyciła. Dopóki nie zobaczyłem w jej oczach zachwytu, który tylko ja mogłem wzbudzić, doprowadzając ją do miejsca, do którego nikt wcześniej jej nie zabrał. Dopóki jedynym słowem, jakie mogła wypowiedzieć, było moje imię.

Nigdy nie brakowało nam namiętności. Nie potrafiliśmy utrzymać rąk przy sobie. Adrenalina zwalczała zmęczenie po każdej kolejnej bezsennej nocy. Mógłbym aż do nieprzytomności pieprzyć się z tą kobietą i nigdy nie miałbym dosyć. Obiecała, że zostanie ze mną na całe życie, a ja miałem szczery zamiar kochać ją każdego dnia jej życia.

Słowo „miłość” nie oddawało wszystkiego, co czułem do Eriki. Może była to obsesja, ta niekończąca się determinacja, by należała do mnie pod każdym względem. Heath to zauważył, a nawet ostrzegł mnie, kiedy zobaczył, jak się zmieniam pod jej wpływem. Uzależnienie nie było mu obce, a nikt nie mógł zaprzeczyć, że ja byłem uzależniony od Eriki. Była narkotykiem, bez którego nie chciałem żyć, choć odtrącała mnie wiele razy. Walczyłem jak lew, żeby dla jej dobra przejąć kontrolę w naszym związku, żeby nie dopuścić do niej ludzi, którzy skrzywdziliby jedno z nas, żeby zniszczyć drugie. Nie mogłem stracić tej kontroli i czegoś jeszcze ważniejszego – osoby, która pojawiła się w moim życiu i sprawiła, że nabrało znaczenia.

Tak, Erica mnie zmieniła, na tyle, na ile dało się zmienić mężczyznę z moimi upodobaniami. Wywierała na mnie presję. Wkroczyła w moje życie, całe metr sześćdziesiąt pięć centymetrów zawziętej niezależności. Sama jej obecność była dla mnie wyzwaniem. Niesamowicie na mnie działała. Podniecała mnie tak, że niewytłumaczalne ukojenie znajdywałem dopiero, gdy wszedłem w jej jędrne ciałko. Nawet teraz ledwo oddychałem, wiedząc, że znajduje się poza moim zasięgiem. Mocniej zacisnąłem dłonie na kierownicy. W zbielałych opuszkach palców poczułem łaskotanie, pragnienie, by dotknąć jej ciała, kochać się z nią, wziąć ją we władanie, ujarzmić.

Kurwa.

Poprawiłem w spodniach twardy penis. Wiedziałem, że to na nic, bo moja wyobraźnia wciąż była pełna obrazów z minionej nocy. Jej pełne, spuchnięte wargi rozchylające się dla mnie i tylko dla mnie. Paznokcie wbijające się w moje uda, kiedy brała mnie całego w słodkie, gorące usta.

Rozluźniłem dłonie zaciśnięte na kierownicy i z drżeniem wypuściłem powietrze. Przesunąłem kciukiem po startej skórze paska do spodni. Serce waliło mi jak młot. Kiedy światło zmieniło się na zielone, popędziłem ku swojemu celowi. Poczułem przypływ zniecierpliwienia, kiedy nowa fala krwi dopłynęła do mojego twardego jak kamień członka.

Po wszystkim z radością ją ukarzę.

1

Dwa tygodnie wcześniej

Przesunęłam zimnymi dłońmi po bokach sukienki. Wystroiłam się, żeby zrobić dobre wrażenie. Wiedziałam, że to głupie, zwłaszcza że wrażenie to wcale nie miało być pierwsze.

– Kawy?

Blake podszedł do mnie z filiżanką parującej kawy. Miał na sobie ciemnoniebieskie dżinsy i białą koszulę, a w kontraście z nią jego skóra dosłownie lśniła. Był opalony po naszym pobycie w domu nad oceanem, dokąd jeździliśmy, żeby uciec przed miastem i naładować baterie. Dzisiaj, tak samo jak zwykle, widok Blake’a zapierał mi dech w piersi. Wyglądał jak model, ale miał w sobie coś więcej poza wybitną urodą. Sama jego obecność całkowicie wytrącała mnie z równowagi. Czasami – kiedy akurat nie zachwycałam się jego idealnym wyglądem – zastanawiałam się, czy i ja tak na niego działam.

– Dziękuję – wymruczałam. Nasze dłonie zetknęły się na chwilę, kiedy brałam od niego gorącą filiżankę.

– Może pomyślisz, że zwariowałem, ale wyglądasz na zdenerwowaną. – Upił łyk kawy i przechylił głowę.

Spojrzałam na kremowy płyn i wciągnęłam nosem cudowny aromat. Próbowałam sobie wyobrazić, co przyniesie następne pół godziny. Obecność Blake’a powinna dać mi nieco – a raczej bardzo dużo – otuchy, ale nie dawała.

– Nic na to nie poradzę.

Zaśmiał się cicho.

– Nie masz absolutnie żadnych powodów do zdenerwowania. Wiesz o tym, prawda?

Łatwo powiedzieć. Na drugim końcu pokoju jakiś młody mężczyzna rozmawiał z innymi inwestorami. Z wieloma byłam teraz na „ty”, ale nie potrafiłam pogodzić się z faktem, że mogli spełnić lub zniszczyć czyjeś marzenia. Mniej więcej przypominali Blake’a. Jedni doszli do czegoś własną pracą, inni odnieśli sukces w swoim zawodzie i w ramach hobby, wręcz dla zabawy zajęli się inwestycjami.

Młody mężczyzna miał napięte mięśnie szczęk, sztuczny uśmiech i szeroko otwarte oczy. Jego ruchy były tak gwałtowne, jakby rano wypił całą kawę dostępną w Bostonie.

– Tak samo zachowywałam się kilka miesięcy temu – powiedziałam. – Nie masz pojęcia, jakie to przerażające. Poza tym pewnie mam objawy stresu pourazowego po całej tej traumie, jaką mi zafundowałeś w tym pokoju. Dwa razy.

Blake miał rozbawiony wyraz twarzy. Nie zauważyłam u niego ani cienia poczucia winy, które próbowałam w nim wzbudzić. Zaledwie kilka miesięcy temu spotkaliśmy się w tym pokoju na zebraniu, które stało się zaczątkiem całej serii wydarzeń i doprowadziło nas do tego miejsca, w którym znajdowaliśmy się teraz.

– Widzę, że jesteś załamany swoim zachowaniem – dodałam z irytacją, dmuchając na gorącą kawę.

– Przyznaję, że zachowałem się jak palant.

– Skończony palant – uściśliłam.

Na jego twarzy pojawił się zarozumiały uśmieszek.

– Tak, ale nigdy bym tego nie zmienił, bo dzięki temu mam ciebie.

Uważnie na mnie spojrzał tymi swoimi zielonymi oczami. Stał przede mną w nonszalanckiej pozie, z szeroko rozstawionymi nogami. O tak, miał mnie. Mój niepokój powoli znikał i musiałam się pohamować, żeby go nie kopnąć na oczach wszystkich tych mężczyzn w garniturach i nie pozbawić tego uśmieszku z jego twarzy. Ten facet doprowadzał mnie do szału, nie tylko pod tym jednym względem.

– A ty czegoś żałujesz? – spytał.

Oczy mu pociemniały, jakby potrafił czytać w moich myślach. Z rozbawionego zarozumialca przemienił się nagle w kochanka, który miał całkowitą władzę nad moim sercem. Wciągnęłam nosem powietrze, czekając na dotyk, który zwykle następował po takim spojrzeniu. Zwykły, dodający otuchy dotyk, w którym zawierała się cała miłość, jaką do siebie czuliśmy.

Lekko przesunął palcami po linii mojej szczęki i pochylił się nade mną. Delikatnie musnął ustami mój policzek, co z boku mogło wyglądać, jakby szepnął mi coś do ucha. Powietrze wypełniło się jego zapachem. Wstrzymałam oddech, żeby jak najdłużej zatrzymać je w płucach. Chciałam się w nim zanurzyć, wykąpać w tym niepowtarzalnym męskim aromacie.

Cofnął się i znowu przyjął nonszalancką pozę. Przyłożył filiżankę kawy do ust, które tak bardzo chciałabym pocałować. Boże, skazywały mnie na istne tortury zmysłowe.

Zamknęłam oczy i potrząsnęłam głową. Zabrakło mi słów. Niczego nie żałowałam. Blake miał rację. Wszystkie wzloty i upadki, jakkolwiek bolesne, były tego warte. Oboje popełnialiśmy błędy. Raniliśmy się nawzajem, ale jakimś cudem to nas wzmocniło. Blake znał moje serce, a ja znałam jego. Nie wiedziałam, jaka przyszłość nas czeka, ale nie wyobrażałam sobie u swojego boku innego mężczyzny niż Blake.

– Nadal się denerwujesz? – spytał cicho.

Kiedy otworzyłam oczy, na jego twarzy znowu malował się rozbawiony uśmiech, a w oczach pojawiło się ciepło.

– Nie – przyznałam, świadoma braku prywatności i zdeprymowana tą nagłą zmianą atmosfery. Próbowałam zignorować szaleńcze bicie serca, które zawsze mi przypominało, jak bardzo go kocham. Byłam niewolnicą tego mężczyzny i ciała, które raz za razem niszczyło moją zdolność do zrozumienia życia poza naszą sypialnią. Chciałabym, żebyśmy teraz zostali sami, żebym mogła go dotknąć. Tak bardzo tego pragnęłam, że aż czułam ból.

– To dobrze. Obiecuję ci, że będzie fajnie. – Blake stanął u mojego boku, objął mnie w talii i zaczął robić dłonią małe, okrężne ruchy na dolnej części moich pleców.

Niezależnie od tego, gdzie się znajdowaliśmy, Blake zawsze potrafił pokazać światu, że należę do niego. Czy to w sypialni, czy w sali zarządu – nigdzie nie pozostawiał pola dla wątpliwości. Nie mogę powiedzieć, żeby mi to przeszkadzało. Chciałam się w niego wtulić, wchłonąć jego zapach i wtopić się w jego ciało.

– Niebawem zaczynamy. Przekąsisz coś? Nie zjadłaś śniadania – wymruczał, owiewając moją szyję ciepłym oddechem.

Potrząsnęłam głową.

– Nie, dzięki. – Urwałam, nie mogąc zignorować maleńkiego ziarenka wątpliwości, które zostało we mnie zasiane. – Blake…

– Słucham, maleńka.

To pieszczotliwe słowo cicho spłynęło z jego cudownych ust. I jak on wtedy na mnie spojrzał… Byłam przekonana, że gdybym poprosiła o gwiazdkę z nieba, czym prędzej by mi ją przyniósł.

– Na pewno chcesz, żebym tu była?

Lekki mars na czole nieco zniekształcił piękne rysy jego twarzy.

– O czym ty mówisz? Oczywiście, że chcę. Umieściłem cię w zarządzie z kilku powodów, a nie wszystkie były egoistyczne. Zasługujesz na to tak samo jak pozostali tu obecni.

Przewróciłam oczami.

– Wątpię.

– Masz własne doświadczenia – sukcesy i porażki – którymi możesz się podzielić. Dobrze o tym wiesz.

Uspokajający dotyk jego dłoni na moich plecach zniknął. Blake delikatnie pogładził mnie po ręce, a potem po policzku. Podniósł moją głowę. Widziałam tylko jego i tylko o nim mogłam myśleć.

– Nie miej żadnych wątpliwości, Erico. Nigdy nie wątp w swoją wartość.

Lekko pokręciłam głową.

– Chyba się martwię, że wszystkie te powody mają więcej wspólnego z… nami niż z tym, że sobie na to zasłużyłam. A jeżeli nie mam co wnieść do zarządu? Nie chcę cię wprawić w zakłopotanie przy wszystkich tych ludziach.

Stanął tuż przede mną.

– Posłuchaj. Pierwszy raz jesteś na takiej prezentacji jako potencjalny inwestor, więc to naturalne, że masz lekką tremę. Po prostu pytaj o wszystko, co ci przyjdzie do głowy. Jeżeli nie będziesz miała żadnych pytań, to prawdopodobnie będzie wina tego nieszczęśnika, który z nerwów chyba zaraz zwymiotuje. To on musi dać z siebie wszystko, więc wyświadcz sobie przysługę. Dopij kawę i podejdź tam, jakbyś była u siebie – bo za parę tygodni, kiedy zostaniesz moją żoną, tak właśnie będzie – i zrób to, co potrafisz najlepiej. Bądź szefową. Szukasz talentów i masz zdecydować, czy warto lepiej się przyjrzeć przedsięwzięciu tego faceta.

Przełknęłam gulę, która paliła mnie w gardle. Nie mieściło mi się w głowie, jak Blake mógł mieć aż tyle wiary we mnie. Ale przecież wszystko w nim było zdumiewające i oszałamiające.

– Jesteś niesamowity, wiesz?

Jego poważną minę zastąpił uśmiech. Szczęście Blake’a było dla mnie najważniejsze. Uczepiłam się go kurczowo, chciałam połączyć je ze swoim i sprawić, by pozostało jak najdłużej. Najlepiej na zawsze.

Zamknęłam oczy, rozkoszując się tą krótką chwilą. Lekko pocałował mnie w czoło.

– Chodźmy zająć swoje miejsca, zanim odeślę wszystkich do domu i zacznę się z tobą namiętnie kochać na tym stole. Trudno mi utrzymać ręce przy sobie.

Podniosłam głowę, próbując odsunąć od siebie ten obraz.

– Nieco za wczesna pora jak na groźby bez pokrycia – zażartowałam z lekkim uśmieszkiem.

Lekko wysunął język i zmysłowo przejechał nim po dolnych zębach.

– To nie groźba bez pokrycia i dobrze o tym wiesz. A teraz zabieraj swoją słodką dupcię i zrób na mnie wrażenie.

Odczekałam jeszcze chwilę, żeby gorący rumieniec zniknął z mojej twarzy, po czym ruszyłam w stronę długiego stołu konferencyjnego, przy którym pozostali już zajmowali miejsca. Usiedliśmy, Blake chrząknął i spojrzał na dokumenty przed sobą.

– Panowie, przedstawiam wam Geoffa Wellsa. Ma nam zaprezentować swoje przedsięwzięcie, aplikacje do gadżetów technologicznych.

Geoff był młody, ledwo po dwudziestce. Miał szczupłą sylwetkę, bladą cerę i ciemnoblond włosy, które luźno opadały mu na ramiona. Wyglądał jak typowy programista. Szeroko otwartymi jasnoniebieskimi oczami strzelał z twarzy na twarz, a jego grdyka poruszała się, gdy czekał, aż wszyscy się rozsiądą. Boże, tak bardzo mu współczułam. Kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, uśmiechnęłam się. Chciałam, żeby w tym gronie zobaczył chociaż jedną przyjazną twarz. Odwzajemnił mój uśmiech i wyraźnie nieco się rozluźnił.

– Geoff, dziękujemy za przyjście – powiedziałam. Stresowałam się przed jego prezentacją, ale postarałam się opanować nerwy, żeby i on się rozluźnił. Wskazałam głową stos dokumentów leżących przed nim. – Opowiedz nam o swoim pomyśle.

Geoff wyprostował się i głęboko wciągnął powietrze.

– Dziękuję za zaproszenie. Zawsze zajmowałem się głównie programowaniem, ale w ciągu kilku ostatnich lat skupiłem się na tworzeniu aplikacji. Jak zapewne państwo wiedzą, w najbliższym roku pojawi się nowy rynek w świecie technologii. Oprogramowanie – a zwłaszcza aplikacje – dla gadżetów technologicznych.

Zaczął opowiadać o szczegółach swojego projektu. Mówił z ożywieniem, tak jak ja i Sid często rozmawialiśmy o swoich interesach ze sobą i z innymi. Wszyscy – Sid, Blake, James i ja – żyliśmy w innym świecie, bańce wysoko rozwiniętej technologii. Porozumiewaliśmy się innym językiem. Nie byłam wprawdzie informatykiem, ale uwielbiałam biznesową stronę branży technologii i świetnie się czułam w naszym dziwacznym mikroświatku. Geoff najwyraźniej też w nim żył, a sądząc po jego bladej cerze i długich włosach, niezbyt często wychodził do realnego świata.

W ciągu następnych piętnastu minut poznaliśmy wszystkie szczegóły planu Geoffa, który zamierzał skupić się na rozwoju aplikacji, które już stworzył. Poruszył wszystkie najważniejsze kwestie, które sobie wbiłam do głowy, kiedy kilka miesięcy wcześniej przygotowywałam własną prezentację dla Angelcom. Dostrzegłam w nim pasję i talent. Poza tym uznałam jego pomysł za całkiem niezły. W trakcie jego prezentacji robiłam notatki, już nie mogąc się doczekać, kiedy będę mogła zadać mu pytania, i w głębi ducha żywiąc nadzieję, że Blake jest tak samo zainteresowany tym projektem jak ja.

Ekran komórki Blake’a rozjaśnił się, odrywając jego uwagę od Geoffa. Spiorunowałam go wzrokiem. Nie zauważył tego, więc kopnęłam go pod stołem czubkiem buta. Spojrzał na mnie ze zmarszczonymi brwiami, ale po chwili na jego twarzy pojawił się pełen zrozumienia uśmieszek. Spojrzał prosto przed siebie, skupiając uwagę na jedynej osobie, na której w tej chwili powinien się skoncentrować.

– Jakie aplikacje do tej pory stworzyłeś? – spytał, kiedy Geoff na chwilę zamilkł.

– Za parę miesięcy wyjdzie kilka moich aplikacji stworzonych dla dużych platform.

– Jak myślisz, kiedy możesz wprowadzić na rynek więcej aplikacji?

– To zależy od funduszy. Potrzebuję dużo więcej programistów, którzy specjalizują się w różnych platformach i pracują nad wieloma projektami. W tej chwili zajmuję się tym właściwie tylko ja.

– Masz jeszcze jakieś pomysły? – spytałam.

– Kilka. Szczegóły technologiczne są już właściwie gotowe. Potrzebuję jednak pomocy, żeby je wdrożyć, zanim zrobi to ktoś inny.

Pokiwałam głową i dokonałam w myślach szybkich obliczeń, porównując jego zapotrzebowania finansowe z naszymi terminami. Zerknęłam w bok, licząc na to, że znajdę zainteresowanie w oczach Blake’a. Przeniósł wzrok na Geoffa, zanim zdążyłam odczytać jego myśli.

– Okej, Geoff. Myślę, że już omówiliśmy podstawowe sprawy. Masz nam jeszcze coś do powiedzenia?

Geoff pokręcił głową.

– To już chyba wszystko. Chyba że mają państwo pytania.

Blake rozejrzał się, dając zebranym ostatnią szansę na zadanie pytania. Kiedy członkowie zarządu w milczeniu skinęli głowami, zachęcił do wypowiedzenia się panów po drugiej stronie stołu.

– Co wy na to, panowie? Gotowi na podjęcie decyzji?

Pierwszy mężczyzna, który był obecny również podczas mojej prezentacji, wstrzymał się od głosu – tak samo jak w moim wypadku. Geoff ze zmartwieniem przygryzł dolną wargę.

Kiedy kolejni dwaj inwestorzy również wstrzymali się od głosu, ogarnął mnie poważny niepokój. Geoff spojrzał na Blake’a z wyraźnym przerażeniem, że jego oferta zostanie jednogłośnie odrzucona. Blake kilka razy pstryknął długopisem.

– Ja chyba… – Urwał i postukał się długopisem po ustach. – Ja chyba w tej kwestii zdam się na pannę Hathaway.

Wskazał na mnie. Szczęka dosłownie mi opadła. Pomysł Geoffa bardzo mi się podobał, ale miałam nadzieję, że to Blake podejmie ostateczną decyzję. On jednak położył rękę na oparciu swojego krzesła i przebiegle się do mnie uśmiechnął. A niech go.

Geoff wyglądał teraz na nie tylko przerażonego, lecz także zdezorientowanego. Jeszcze bardziej pobladł.

– Mnie ten projekt wydał się interesujący – powiedziałam szybko.

Geoff natychmiast się rozpromienił.

– Naprawdę?

– Tak. Do tej pory spodobało mi się wszystko, co usłyszałam. Myślę, że twój pomysł stwarza niezwykłe możliwości. Bardzo chętnie posłuchałabym więcej o szczegółach aplikacji.

Na twarzy Geoffa pojawił się szeroki uśmiech.

– Bardzo dziękuję. Jestem do dyspozycji.

– Geoff, co powiesz na przyszły tydzień? – wtrącił Blake, odciągając uwagę Geoffa ode mnie.

– Doskonale. Oczywiście pasuje mi każdy termin.

– Świetnie. Poprosimy Gretę, żeby ustaliła datę. – Blake rozejrzał się po zebranych. – Panowie, dziękuję za przyjście. Myślę, że możemy już kończyć.

Inwestorzy zaczęli się podnosić z krzeseł.

Geoff zebrał swoje notatki, okrążył ogromny stół i podszedł do mnie.

– Bardzo dziękuję za danie mi szansy.

– Nie ma sprawy. Chętnie zapoznam się z twoimi aplikacjami. – Uśmiechnęłam się do niego serdecznie i podałam mu dłoń. – Jestem Erica Hathaway.

Blake stanął obok mnie i mocno uścisnął dłoń Geoffowi.

– Niebawem będzie Ericą Landon. Ja jestem Blake, jej narzeczony.

Geoff uśmiechnął się jeszcze szerzej.

– Bardzo miło mi pana poznać, panie Landon. Dużo o panu słyszałem.

– Tak? Cóż, to wszystko prawda. – Blake zaśmiał się cicho, po czym spojrzał na drugi koniec pokoju. – Przepraszam, muszę szybko z kimś porozmawiać. Geoff, gratuluję. Erica ma bardzo wyrafinowany gust, więc możesz uważać się za szczęściarza.

Przewróciłam oczami i lekko szturchnęłam Blake’a łokciem w bok, nakłaniając go do tego, by już sobie poszedł.

– Idź i daj nam porozmawiać.

Blake szeroko się uśmiechnął i się oddalił.

– Przepraszam. On… Nie obawiaj się. Podczas swojej pierwszej prezentacji śmiertelnie mnie przeraził.

– Miałaś tu prezentację?

Wzruszyłam ramionami, sama nie mogąc uwierzyć, że zaledwie kilka miesięcy później znalazłam się po drugiej stronie stołu.

– Tak. Wtedy się poznaliśmy.

– O rany. Musiał być zachwycony twoim projektem.

Roześmiałam się, starając się przegnać z twarzy rumieniec, który na pewno już się na niej pojawił. Blake na pewno był czymś zachwycony.

– Blake jest świetnym członkiem zespołu. Mnóstwo mnie nauczył. – Sięgnęłam do torebki i podałam mu wizytówkę. – Masz tu moje namiary, na wypadek gdybyś chciał się ze mną skontaktować. Przed następnym spotkaniem może będę miała do ciebie jeszcze parę pytań. Muszę jednak przemyśleć twoją ofertę.

– Oczywiście. – Geoff uważnie przyjrzał się wizytówce. – Clozpin?

– To moja pierwsza firma. – Nie powiedziałam mu, że Blake postanowił wydrukować dla mnie wizytówki Angelcom, dopiero kiedy zmienię nazwisko. Cholera, był taki zaborczy.

Geoff podniósł wzrok. Uradowany uśmiech chyba już na stałe przykleił się do jego twarzy.

– Super. Już nie mogę się doczekać, kiedy obejrzę twój portal.

– Będziemy w kontakcie, dobrze?

– Świetnie. Jeszcze raz dziękuję.

2

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

3

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

4

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

5

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

6

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

7

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

8

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

9

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

10

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

11

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

12

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

13

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

14

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

15

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

16

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

17

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

18

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

19

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

20

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Podziękowania

Mama przez wiele lat pytała mnie o to, kiedy napiszę powieść. Przewracałam oczami i odpowiadałam, że pewnie nigdy. Z trójką dzieci, firmą, która pochłaniała mnóstwo mojego czasu i energii, już nie wspominając o rozmaitych niespodziankach, jakie życie mi sprawiało, to marzenie wydawało mi się wręcz niemożliwe do spełnienia. Nawet w najbardziej szalonych fantazjach nie wyobrażałam sobie, że któregoś dnia pisanie stanie się aż tak ważną częścią mojego życia. Teraz, gdy już nią jest, postanowiłam, że będę pisać tak długo, jak tylko się da.

Tworząc Mroczną przeszłość, musiałam podjąć wiele bardzo trudnych, bolesnych decyzji. Najtrudniejsza z nich dotyczyła sprzedaży mojej firmy. Kilka dni po skończeniu pierwszej wersji z ciężkim sercem pojechałam do Bostonu, żeby pożegnać się z zespołem pracowników, których zdążyłam już pokochać, branżą, która nauczyła mnie tak wiele, i miejscem u szczytu stołu, które przez ostatnie dziesięć lat dawało mi ogromną motywację.

Książkę tę dedykuję swoim utalentowanym współpracownikom, dzięki którym moja firma rozkwitła i którzy w ciągu tych lat stali się moimi najbardziej lojalnymi przyjaciółmi. Susan, Luc, Kurt, Derek, Yvonne i Chris – z całego serca dziękuję wam za inteligencję, poczucie humoru i za to, że codziennie mogłam być z was dumna.

Tę powieść dedykuję również ludziom, których poznałam podczas swoich podróży służbowych i których wolałabym już nigdy więcej nie widzieć na oczy, którzy jednak stali się wdzięcznym wzorcem dla moich czarnych charakterów. Także tym, z którymi – choćby na krótko – skrzyżowały się moje ścieżki. Dziękuję wam za lekcje i te drobne, ale cenne chwile, jakie wnieśliście w moje życie. Każde nowe doświadczenie nauczyło mnie czegoś o samej sobie – i o to nie mogę mieć do nikogo pretensji.

Kamień milowy, jakim była sprzedaż firmy, odbił się głośnym echem w tej książce, ale na szczęście mojej firmy nie kupił żaden drań i żadni hakerzy nie czyhają na szansę, by zaatakować mnie i mojego narzeczonego miliardera. Pokładam wielkie nadzieje w następnym rozdziale życia swojego i swojej byłej firmy. Jak mówi prawdziwy Sid, kiedy dzieje się coś oszałamiającego… kocham przyszłość!

Jestem dozgonnie wdzięczna mojemu mężowi, Jonathanowi, za to, że dotrzymuje mi kroku w tym szalonym życiu. Uwielbiam nasze przygody i to, że możemy razem się cieszyć ze zwycięstw i przeżywać trudne chwile. Jak zawsze, ta książka by nie powstała bez twojego wsparcia, motywacji i opieki nad dziećmi.

Chciałabym podziękować swojej mamie, Colleen, za to, że sprowadzała mnie z obłoków na ziemię, słuchała mojej gadaniny i podnosiła na duchu, kiedy najbardziej tego potrzebowałam. Mogłam się tego spodziewać, ale naprawdę mam wielkie szczęście, że jesteś tak samo szalona jak ja. Zawsze będziemy trzymać się razem!

Mia Michelle… moja przyjaciółko z Facebooka… moja kochana! Dziękuję, że zawsze byłaś przy mnie, kibicowałaś mi i obiecałaś, że nigdy nie wydasz książki, korzystając z naszych facebookowych rozmów. Ale tak poważnie, jesteś jedną z najszlachetniejszych osób, jakie znam. Masz złote serce. Tak się cieszę, że cię znalazłam!

Gorące podziękowania należą się również mojej redaktorce, Helen Hardt. W ciągu minionego roku odbyłyśmy razem długą podróż. Nie wyobrażam jej sobie bez twojego wsparcia i przewodnictwa.

Raz jeszcze dziękuję Remiemu za to, że pokazał mi, ile można czerpać z życia.

Szczerze dziękuję mojemu nowemu Aniołowi Stróżowi, Shayli Fereshetian. W ciągu ostatnich tygodni odegrałaś niemałą rolę w ratowaniu mojego zdrowia psychicznego. Możesz spytać moich znajomych – wszyscy myślą, że na drugie imię masz „Boska”. Przygotuj się na to, że twoje imię często będzie się pojawiać w moich podziękowaniach!

Dziękuję moim genialnym czytelnikom pierwszej wersji książki za jak zwykle wnikliwe i zdumiewająco szybkie uwagi. Nie macie pojęcia, jak bardzo cenię wasz wkład w proces wydawania powieści na świat. Specjalne podziękowania składam cudownej Megan Cooke. Twoje dwunastostronicowe pliki tekstowe z uwagami rozłożyły mnie na obie łopatki!

Gorąco dziękuję moim korektorkom, Amy, Haidee, Lianie, Jill i Claire, za wyłapanie wszystkich błędów, które mi umknęły.

I wreszcie chciałabym okazać swoją wdzięczność Team Wild i M89 Underground, moim oddanym kibicom, wszystkim moim cudownym fanom i czytelnikom za ich wsparcie i miłe słowa. Piszę dla was i już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła wam przedstawić piątą część Hakera – Trudną miłość – i wiele innych powieści!

Tytuł oryginału: Hard Limit

Copyright © 2014 by Meredith Wild All rights reserved including the right of reproduction in whole or in part in any form. This edition published by arrangement with Grand Central Publishing, New York, New York, USA.

Copyright for the Polish Edition © 2016 by Burda Publishing Polska Sp. z o.o. 02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 41–42 faks 22 360 38 49

Sprzedaż wysyłkowa: Dział Obsługi Klienta, tel. 22 360 37 77

Redakcja: Maria Talar Korekta: Malwina Łozińska Projekt okładki: Anna Angerman Zdjęcie na okładce: Alex Serebryakov/Fotolia Redakcja techniczna: Mariusz Teler

ISBN: 978-83-8053-127-7

Skład i łamanie: Beata Rukat/Katka

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.burdaksiazki.pl