Wydawca: GWP Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 279 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Mózg psychopaty - James Fallon

• Czy każdy z nas może odkryć w sobie psychopatę?
• Co sprawia, że w człowieku budzą się niebezpieczne instynkty?
• Czy można być psychopatą i o tym nie wiedzieć?

W fascynujący świat psychopatii zabiera nas ceniony amerykański psychiatra i neurobiolog. James Fallon, badając mózgi psychopatycznych morderców, ku swojemu zdziwieniu odkrył, że jego własny mózg wykazuje zmiany charakterystyczne dla tej grupy osób. Co więcej, dowiedział się, że kilku jego przodków w linii męskiej było mordercami, a przynajmniej podejrzewano ich o dokonanie zbrodni. Fakt ten nie tylko zakłócił życie osobiste i zawodowe Fallona, ale sprawił, że zakwestionował on własną tożsamość.

Opinie o ebooku Mózg psychopaty - James Fallon

Fragment ebooka Mózg psychopaty - James Fallon

Tytuł oryginału: The psychopath inside. A neuroscientist’s personal journey into the dark side of the brain

Copyright © 2013 by James Fallon.

All rights reserved including the right of reproduction in whole or in part in any form.

This edition published by arrangement with Current, a member of Penguin Group (USA) LLC, a Penguin Random House Company.

Copyright © for the Polish edition by Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Sopot 2014.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w żaden sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.

Wydanie pierwsze w języku polskim 2016 rok

Przekład: Anna Sawicka-Chrapkowicz

Redaktor prowadzący: Patrycja Pacyniak

Redakcja: Katarzyna Rojek, Patrycja Pacyniak

Korekta: zespół

Skład: Mirosław Tojza

Projekt okładki: Monika Pollak

Zdjęcie na okładce: © Getty Images

ISBN 978-83-7489-718-1

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne sp. z o.o.

ul. J. Bema 4/1a, 81–753 Sopot

e-mail:gwp@gwp.pl

www.gwp.pl

www.wydawnictwogwp.pl

Skład wersji elektronicznej: Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

Moim rodzicom, Jennie i Johnowi Henry’emu,którzy bardzo wcześnie rozpoznali moją prawdziwą naturęi – mimo wszystko – troszczyli się o nią

Prolog

Pewnego popołudnia w październiku 2005 roku, gdy resztki babiego lata unosiły się nad południową Kalifornią, wprowadzałem ostatnie poprawki do artykułu, który zamierzałem opublikować w „Ohio State Journal of Criminal Law”. Zatytułowałem go Neuroanatomical background to understanding the brain of a young psychopath (Podstawy neuroanatomiczne wiedzy na temat mózgu młodego psychopaty), a oparłem na prowadzonej przez siebie ponad dekadę (z pewnymi przerwami) serii analiz zdjęć mózgów psychopatycznych morderców. Są to najgorsi faceci, jakich można sobie wyobrazić – faceci, którzy dokonali w swoim życiu tak ohydnych rzeczy, że wywołałyby u ciebie dreszcz obrzydzenia, gdyby nie to, iż ze względu na klauzulę poufności nie mogę o nich opowiedzieć.

Niemniej jednak nie tylko przeszłość różni od nas tych ludzi. Jako neuronaukowiec z ponad czterdziestoletnim doświadczeniem widziałem w swojej karierze wiele zdjęć tomograficznych mózgu, te jednak były inne. Na wszystkich widać było rzadko występujący i zarazem zatrważający wzorzec niskiej aktywności w pewnych obszarach płatów czołowych i skroniowych – powszechnie kojarzonych z samokontrolą i empatią. Miało to sens w przypadku osób, które doświadczyły nieludzkiej przemocy, ponieważ ograniczenie aktywności w tych obszarach sugeruje brak normalnego poczucia moralności oraz zdolności do hamowania własnych impulsów. Wzorzec ten opisałem w swoim artykule, artykuł oddałem do publikacji i skupiłem się na kolejnym projekcie.

W tym samym czasie, kiedy zajmowałem się analizą zdjęć mózgów morderców, w laboratorium, gdzie pracowałem, prowadzono badania mające na celu ustalenie, jakie geny – jeśli w ogóle – mają związek z chorobą Alzheimera. W ramach tego projektu przeprowadziliśmy ze współpracownikami testy genetyczne oraz wykonaliśmy skany mózgu kilku pacjentów z tą chorobą, jak również kilku członków mojej rodziny, którzy odgrywali rolę zdrowej grupy kontrolnej.

Tego samego październikowego dnia przeglądałem zdjęcia mózgów moich bliskich i zauważyłem, że ostatnie z nich było bardzo dziwne. Szczerze mówiąc, wyglądało dokładnie tak, jak najbardziej odbiegające od normy spośród tych, o których właśnie skończyłem pisać. Sugerowało to, że ów biedny człowiek był psychopatą – albo przynajmniej miał nieprzyjemnie dużo cech psychopatycznych. Nie podejrzewając o nic podobnego żadnego z członków swojej rodziny, założyłem, rzecz jasna, że owo zdjęcie przypadkiem tu trafiło z drugiego stosiku na moim biurku. Na ogół prowadzę jednocześnie wiele badań i choć staram się dobrze organizować własną pracę, to jednak było zupełnie możliwe, że coś się pomieszało. Niestety, ponieważ chcieliśmy zachować anonimowość badań, skany zostały przez nas zakodowane w celu ukrycia nazwisk badanych osób. Aby się upewnić, że nie popełniłem błędu, poprosiłem technika laboratoryjnego o rozszyfrowanie kodu.

Kiedy się dowiedziałem, czyj mózg przedstawia skan, stwierdziłem, że na pewno wystąpił błąd, i w przypływie złości poprosiłem technika o sprawdzenie skanera, baz danych oraz wszystkich notatek pozostałych techników. Żadnych nieścisłości jednak nie wykryto.

Otóż zdjęcie przedstawiało mój mózg.

Puśćmy na chwilę wodze fantazji. Jest ciepły, słoneczny niedzielny poranek. Postanawiasz pójść na spacer do parku nieopodal domu. Po szybkim marszu siadasz na ławce w cieniu dębu, obok dość miło wyglądającego jegomościa. Mówisz mu dzień dobry, on odpowiada, po czym mówi, że jest ładna pogoda i że w taki dzień dobrze jest czuć, że się żyje. Rozmawiając z nim przez następny kwadrans, wyrabiasz sobie zdanie na jego temat, podobnie jak on o tobie. Taka krótka chwila wystarczy, by zebrać o kimś dość dużo informacji. Możesz się dowiedzieć, kim ten człowiek jest z zawodu, czy jest żonaty, czy ma dzieci albo co lubi robić w wolnym czasie. Możesz odnieść wrażenie, że jest inteligentnym, czarującym, otwartym, wesołym i ogólnie ujmującym rozmówcą, który potrafi interesująco opowiadać.

Niemniej w zależności od tego, kim jest ten człowiek, przez kolejny kwadrans możesz uzyskać jeszcze więcej informacji. Na przykład jeśli twój rozmówca cierpi na chorobę Alzheimera we wczesnym stadium, może powtarzać tę samą interesującą historię z dokładnie tą samą mimiką i gestykulacją oraz puentą. Jeśli cierpi na schizofrenię, to może zacząć się wiercić na ławce albo pochylać zanadto w twoją stronę podczas mówienia. Zaczynasz się wtedy czuć niekomfortowo, wstajesz i odchodzisz, spoglądając za siebie, by się upewnić, czy mężczyzna przypadkiem za tobą nie idzie.

Gdybym to ja był tym człowiekiem obok ciebie na ławce, prawdopodobnie stwierdziłbyś, że zasadniczo jestem kimś interesującym. Gdybyś mnie zapytał, czym się zajmuję, powiedziałbym, że jestem naukowcem badającym mózg, a jeśli drążyłbyś głębiej, dodałbym, że jestem wykładowcą na wydziale psychiatrii i zachowań człowieka oraz współpracownikiem naukowym wydziału anatomii i neurobiologii szkoły medycznej Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine. Powiedziałbym ci, że na co dzień prowadzę zajęcia na temat mózgu dla studentów medycyny, lekarzy rezydentów i słuchaczy studiów doktoranckich. Gdybyś wciąż wydawał się zainteresowany, opowiedziałbym ci o swoich badaniach nad dojrzałymi komórkami macierzystymi, o modelach zwierzęcych choroby Parkinsona i o przewlekłym udarze mózgu, a także o tym, że podstawowe badania naukowe prowadzone w moim laboratorium zaowocowały powstaniem trzech firm biotechnologicznych, z których jedna przynosi zyski już od dwudziestu pięciu lat, a inna została właśnie wyróżniona krajową nagrodą.

Gdybyś nadal nie stracił zainteresowania, mógłbym wspomnieć, że angażuję się w działalność organizacji i think tanków, w których obszarze zainteresowań znajdują się sztuka, architektura, muzyka, edukacja i badania medyczne, albo że pełniłem rolę doradcy Departamentu Obrony w sprawach wpływu działań wojennych na mózg. Gdybyś pytał dalej, wymieniłbym programy telewizyjne i filmy, w których wystąpiłem, albo powiedziałbym, że bardzo lubiłem moje poprzednie prace – barmana, robotnika, nauczyciela, stolarza – i że ciągle jeszcze jestem posiadaczem (już nieaktualnej) legitymacji związku zawodowego kierowców ciężarówek z czasów, gdy byłem kierowcą.

W którymś momencie być może zacząłbyś myśleć, że jestem chwalipiętą, a nawet – że zmyślam, zwłaszcza gdybym powiedział, że w wieku czternastu lat przyznano mi tytuł Młodego Katolika Roku diecezji Albany w stanie Nowy Jork albo że w szkole średniej i na studiach byłem pięcioboistą. I choć mógłbyś stwierdzić, że stanowczo za dużo gadam albo jestem łgarzem, to jednak zauważyłbyś również, że gdy z tobą rozmawiam, patrzę ci w oczy i uważnie słucham wszystkiego, co mówisz. Szczerze mówiąc, mógłbyś nawet poczuć się zaskoczony tym, jak bardzo interesuję się twoim życiem, twoimi opiniami, twoim światopoglądem.

Gdybyś się zgodził na ponowne spotkanie ze mną, być może byśmy się zaprzyjaźnili. Z biegiem czasu pewnie zacząłbyś też zauważać we mnie pewne cechy, które cię irytują – od czasu do czasu złapałbyś mnie na jakimś kłamstwie albo zawiódłbym cię raz czy drugi, na przykład nie pojawiając się na jakimś organizowanym przez ciebie przyjęciu, na które mnie zaprosiłeś. Niemniej, mimo pewnej dozy mojego narcyzmu i regularnych napadów egoizmu, prawdopodobnie dobrze by się nam spędzało ze sobą czas. Ponieważ ostatecznie jestem tak naprawdę zwykłym facetem.

Z wyjątkiem jednego. Jestem granicznym przypadkiem psychopaty.

Zgodziłem się spisać tę prawdziwą, choć być może nie całkowicie kompletną historię między innymi po to, by podzielić się z bliskimi, przyjaciółmi i znajomymi informacjami na temat biologicznej i psychologicznej historii mojej rodziny. Prezentacja ta z konieczności oparta jest na obszernych danych naukowych pochodzących z obrazowania mózgu, z genetyki i z psychiatrii, jak również na brutalnie szczerych i niekiedy niepokojących wyznaniach i opowieściach dotyczących mnie oraz mojej przeszłości (mam nadzieję, że rodzina nie wyprze się mnie po lekturze tej książki). Moim celem nie jest jednak zwykłe zrelacjonowanie własnej historii czy opowiedzenie się za jakimiś nowymi osiągnięciami naukowymi. Mam nadzieję rzucić nieco światła na dyskusję toczącą się wokół tematu, który w naszej kulturze skupiał na sobie mnóstwo uwagi, a mimo to nie spotykał się ze zrozumieniem ani nie pozwalał na wypracowanie zgodnej opinii. Tematem tym jest psychopatia.

Mam też nadzieję, że przeprowadzone przeze mnie badania oraz stworzone na ich podstawie teorie na temat wpływu mózgu, genów i otoczenia we wczesnym dzieciństwie na prawdopodobieństwo wystąpienia psychopatii okażą się użyteczne z punktu widzenia nie tylko pojedynczego czytelnika, ale także wszystkich rodziców i osób związanych z prawem karnym. Choć to dziwnie zabrzmi, wiedza prezentowana na kolejnych stronach tej książki może nawet pomóc nam osiągnąć pokój na świecie. Stawiam hipotezę, że na obszarach nękanych długotrwałą przemocą i agresją, od Strefy Gazy po wschodnie dzielnice Los Angeles, koncentracja genów związanych z psychopatią może rosnąć, ponieważ kobiety, dla własnej ochrony, wiążą się ze „złymi chłopakami”, przez co rozprzestrzeniają się geny agresji, przyczyniając się do nasilania przemocy i wzmacniając sprzężenie zwrotne. Od powstania społeczeństw wojowników dzieli nas zaledwie kilka pokoleń. To na razie jedynie spekulacja, nad którą jednak trzeba się zastanowić i którą warto głębiej przeanalizować.

Jestem zapalonym naukowcem – neuronaukowcem badającym anatomię i funkcjonowanie mózgu. Ten fakt ukształtował sposób, w jaki przez całe dorosłe życie postrzegam zachowanie, motywację i moralność. W moim przekonaniu jesteśmy maszynami, jednak maszynami, których zbyt dobrze nie rozumiemy; przy czym przez kilkadziesiąt lat uważałem, że mamy bardzo niewielką kontrolę nad tym, co robimy i kim jesteśmy. Według mnie natura (geny) w około 80% determinuje naszą osobowość i zachowanie, a wychowanie (i otoczenie, w jakim dorastamy) decyduje o tym w zaledwie 20%.

Właśnie tak myślałem zawsze o mózgu i o zachowaniu. To przekonanie jednak otrzymało w 2005 roku potężny i dość zawstydzający cios, w wyniku którego musiałem jakoś pogodzić swoje wcześniejsze przekonania z nową rzeczywistością. W jeszcze większym stopniu niż kiedyś doświadczyłem bowiem tego, że człowiek jest z natury istotą skomplikowaną, a redukowanie naszych działań, motywów, pragnień i potrzeb do prawd niepodważalnych okazuje się dla każdego z nas krzywdzące. Nie jesteśmy po prostu dobrzy lub źli, szlachetni lub podli, życzliwi lub mściwi, łagodni lub niebezpieczni. Nie jesteśmy też prostym produktem biologii: nauka może powiedzieć o nas jedynie część prawdy.

A to prowadzi do zapowiadanej historii.

ROZDZIAŁ 1Kim jest psychopata?

Kim jest psychopata? Kiedy obejrzałem skan swojego mózgu – który analizowałem bardziej z zawodowej ciekawości niż osobistego niepokoju – zacząłem zadawać to pytanie kolegom psychiatrom, aby sprawdzić, czy będę pasował do podawanego przez nich opisu. Pytałem najwybitniejszych badaczy tej dziedziny, a jednak nie udało mi się uzyskać satysfakcjonującej odpowiedzi. Kilku z nich zbyło mnie, mówiąc, że psychopaci nie istnieją, a prośba o zdefiniowanie psychopaty przypomina prośbę o zdefiniowanie załamania nerwowego. I że jest to określenie, którym posługują się wszyscy wokół, ale które pozbawione jest jakiegokolwiek naukowego czy branżowego znaczenia (tak jak słowo „warzywo”, będące nieco umownym terminem kulinarnym, a nie biologicznym). Kiedy zadałem to pytanie mojemu przyjacielowi Fabio Macciardiemu, współpracownikowi z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine i zarazem uznanemu psychiatrze, ten odpowiedział: „Nie istnieje psychiatryczna diagnoza psychopaty”. Kiedy go trochę przycisnąłem, wyjaśnił: „Najbliższe określenie, które znajdziemy w podręczniku, to zaburzenie osobowości, antyspołeczne zaburzenie osobowości. Ale to też nie zawsze jest to zwierzę, którego szukasz”.

Podręcznik, o którym mówił Fabio, toDiagnostic and statistical manual of mental disorders (Diagnostyczny i statystyczny podręcznik zaburzeń psychicznych), najczęściej nazywany DSM. Dla psychiatrów i psychologów stanowi biblię opisującą, definiującą i klasyfikującą wszystkie zaburzenia umysłu zgodnie z ustaleniami Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego oraz dostarczającą podstawowych wytycznych do diagnozy, według których mają postępować specjaliści. DSM uwzględnia szeroki zakres zaburzeń, od anoreksji po schizofrenię, nie ma wśród nich jednak psychopatii. Definicja antyspołecznego zaburzenia osobowości, którą wskazał Macciardi, mówi, że jest to: „uogólniony wzorzec lekceważenia i łamania praw innych ludzi, występujący od piętnastego roku życia i przejawiający się w postaci co najmniej trzech z poniższych objawów: nieprzestrzeganie norm społecznych, nieodpowiedzialność, oszustwa, niezważanie na dobro innych, brak umiejętności planowania oraz skłonność do irytacji i agresji”. Wielu lekarzy i badaczy posługuje się też własnymi definicjami tego, co składa się na psychopatię. Problem w tym, że każda z tych definicji jest inna, a żadna nie jest ostateczna.

Gdy zastanowić się nad konwencjonalnymi standardami medycznymi diagnozy, okaże się, że kontrowersje wokół psychopatii nie mogą budzić zdziwienia. Nietrudno jest zdiagnozować takie dolegliwości jak otyłość, cukrzyca czy wysokie ciśnienie tętnicze, ich objawy bowiem są dobrze znane i łatwe do zbadania. Czy masz niski poziom insuliny, który ogranicza zdolność organizmu do metabolizmu cukru? Jeśli tak, to jesteś chory na cukrzycę. W przypadku chorób umysłowych sytuacja nie jest tak prosta.

Przede wszystkim tak zwanych chorób psychicznych nie uważa się za choroby sensu stricto. W celu stwierdzenia choroby wymagana jest wiedza na temat jej przyczyn (lub etiologii) oraz skutków (lub patofizjologii), jakie wywołuje w organizmie. W przeciwieństwie do wielu prawdziwych chorób innych narządów „luksus” taki nie istnieje w przypadku chorób umysłu, bardzo niewiele wiemy bowiem na temat leżących u ich podstaw patologicznych mechanizmów biologicznych. Mimo rozwoju wiedzy o sposobie funkcjonowania mózgu narząd ten nadal jest dla nas w znacznym stopniu tajemnicą. Dlatego też większość problemów psychiatrycznych nazywa się zaburzeniami lub zespołami. Psychopatia znajduje się na najniższym szczeblu tej chorobowo-zaburzeniowej drabiny, ponieważ nie wiadomo, jaka jest jej definicja ani czy taka choroba w ogóle istnieje, więc brak jest zgody wśród specjalistów co do czynników ją wywołujących. Próby diagnozowania lub definiowania psychopatii na podstawie „odhaczania” jedynie pewnych cech, a nie czynników etiologicznych z listy przypomina nieco posługiwanie się przewodnikiem taksonomicznym. Jeśli coś fruwa, je i wydaje dźwięki, to może być ptakiem, ale także nietoperzem lub owadem – nie da się tego ustalić z całkowitą pewnością. s

Choć nie istnieją żadne ustalone testy na obecność zaburzeń psychicznych takich jak psychopatia, to jednak można określić pewne aspekty psychicznego stanu pacjenta, przyglądając się jego mózgowi przy użyciu technik obrazowania, na przykład pozytonowej tomografii emisyjnej (positron emission tomography, PET) lub funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (functional magnetic resonance imaging, fMRI), przeprowadzając badania genetyczne, behawioralne i psychometryczne oraz analizując informacje zebrane z wyczerpujących badań medycznych i psychiatrycznych. Wyniki wszystkich tych analiz mogą ujawnić objawy, które z kolei mogą wskazać na zaburzenie psychiczne. Ponieważ zaburzenia te często charakteryzują się więcej niż jednym objawem, diagnoza pacjenta będzie się opierać na liczbie i stopniu natężenia rozmaitych symptomów. W przypadku większości zaburzeń diagnozę określa się na skali ruchomej (częściej nazywanej spektrum), pokazującej, czy przypadek danego pacjenta jest łagodny, umiarkowany czy poważny. Najpowszechniejszym spektrum zaburzeń psychicznych jest spektrum autyzmu. Na jego łagodnym krańcu znajdują się opóźnienie w nauce języka i wąskie zainteresowania, na poważniejszym zaś – zachowania o silnie repetytywnym charakterze i brak możliwości komunikowania się.

Chociaż debata na temat tego, czy psychopatia jest prawdziwym zaburzeniem, a jeśli tak, to jakie są jej kryteria diagnostyczne, trwa, to jednak w środowisku medycznym istnieje zgoda co do pewnych parametrów. Najpopularniejszym i najszerzej stosowanym narzędziem diagnostycznym jest Skala Skłonności Psychopatycznych (Psychopathy Checklist-Revised, PCL-R), określana też jako „skala psychopatii” lub „skala Hare’a”. Ostatnia nazwa pochodzi od nazwiska kanadyjskiego psychiatry Roberta D. Hare’a, który opracował to narzędzie. PCL-R obejmuje dwadzieścia pozycji, z których każda jest oceniana od 0 do 2 punktów w zależności od tego, czy dana cecha psychopatyczna w ogóle nie występuje (0 punktów), częściowo występuje (1 punkt) lub występuje wyraźnie (2 punkty). Osoba z „kompletem” 40 punktów jest według tego narzędzia pełnoobjawowym, spełniającym wszystkie kryteria psychopatą. Natomiast 30 punktów to wartość graniczna diagnozy, choć niekiedy wskazuje się też 25 punktów. Poszczególne pozycje skali ocenia osoba przeszkolona w zakresie stosowania tego narzędzia, zazwyczaj podczas sesji, w której trakcie klinicysta przeprowadza wywiad z pacjentem, niekiedy sięgając także do dokumentacji prawnej i medycznej oraz do adnotacji osób trzecich. Ewaluacji może też dokonać osoba, która dobrze zna pacjenta, przy czym jego obecność nie jest wówczas konieczna.

Poszczególne cechy można przyporządkować do czterech kategorii lub czynników. Czynnik interpersonalny obejmuje powierzchowność, megalomanię i skłonność do kłamstwa, z kolei czynnik afektywny – brak wyrzutów sumienia, brak empatii i odrzucanie odpowiedzialności za własne działania. Na czynnik behawioralny składają się impulsywność, brak celów i zawodność, na czynnik antyspołeczny zaś – porywczość, zachowania przestępcze w okresie dorastania i przeszłość kryminalna. Antyspołeczne zaburzenie osobowości jest pokrewne psychopatii, okazuje się jednak znacznie powszechniejsze oraz stanowi raczej miarę zachowań destruktywnych, a nie leżących u ich podstaw problemów osobowościowych. Wyniki świadczące o psychopatii są lepszym predyktorem ponownego popełnienia przestępstwa, jego ciężkości i premedytacji.

Psychopatii nie można ocenić samodzielnie, choć istnieją wersje testów, które nie są oficjalnie diagnostyczne i które można wykonać samemu. Oto typowe przykłady zdań z takich kwestionariuszy: „Jeśli potrzeba, potrafię być bystry, przebiegły, chytry i szybki; umiem też być zwodniczy, nieszczery i pozbawiony skrupułów, potrafię kłamać i manipulować”, „Czasami odczuwam silną potrzebę stymulacji czymś nowym, elektryzującym i podniecającym; często się nudzę. Przez to kuszę los i robię ryzykowne rzeczy. Wykonywanie zadań do końca albo praca w tym samym miejscu przez dłuższy czas bywają dla mnie bardzo trudne” czy „Znaczną część pieniędzy zarobiłem, wykorzystując innych ludzi lub manipulując nimi. Jeśli chodzi o typowe formy pracy, często brakuje mi motywacji, mam problemy z samodyscypliną, nie potrafię się wywiązywać ze swoich obowiązków”.

Aby zilustrować różne stopnie psychopatii według skali PCL-R, sięgnę do popkultury, w której można znaleźć mniej lub bardziej dokładne portrety psychopatów. Najskrajniejsze i najbardziej absurdalne przykłady pochodzą z horrorów z jednookimi bohaterami o niepełnym uzębieniu, niebezpiecznymi i wywołującymi dreszcz przerażenia. Wystarczy pomyśleć o Freddym Kruegerze lub o rodzinie z Teksańskiej masakry piłą mechaniczną. Nawet jednak Patrick Bateman, pełen uwielbienia dla siebie, stuknięty bohater American Psycho grany przez Christiana Bale’a, nie może zostać uznany za wcielenie prawdziwego psychopaty, gdyż jest zbyt brutalny, żeby był wiarygodny. To karykatury, ponieważ nawet najgroźniejsi przestępcy rzadko bywają tak ewidentnie szaleni.

Do bardziej racjonalnych przykładów należą grany przez Joe Pesciego Tommy DeVito z Chłopców z ferajny oraz grany przez Dennisa Hoppera w Blue Velvet Frank Booth. Obaj wyglądają stosunkowo normalnie – można by ich minąć na ulicy i w ogóle nie zwrócić na nich uwagi. W istocie jednak to głęboko zaburzeni mężczyźni, którzy ostatecznie nie potrafią zapanować nad wrodzoną agresją oraz nie mają poczucia winy ani wyrzutów sumienia z powodu swej brutalności. Tommy i Frank osiągnęliby wysokie wyniki w skali PCL-R. Zwłaszcza Tommy wykazuje właściwe psychopatom szczególne predyspozycje interpersonalne, takie jak swobodny styl bycia, wdzięk i zarazem skłonność do manipulacji. Jest zabawny, ale też potrafi zaskakiwać. W scenie, w której mówi: „Czy wydaję ci się śmieszny?”, udaje mu się przygwoździć rozmówcę – nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie. Psychopaci umieją postawić drugą osobę w sytuacji bez wyjścia. W innej scenie Tommy strzela kelnerowi w stopę, potem strofuje go za to, że robi problem, po czym wraca do gry w karty. Po dokonaniu morderstwa psychopaci często mówią, że czują się tak, jakby zbrodnię popełnił ktoś inny, albo że ofiara sama doprowadziła do tego, iż pociągnęli za spust. Są obojętni i czują się zmuszani do działania przez siły poza ich kontrolą. Tommy nazywa incydent z postrzałem w stopę wypadkiem. Nie wszyscy psychopaci są impulsywni czy brutalni fizycznie, niektórzy jednak, tak jak Tommy i Frank, tacy bywają.

Mój ulubiony przykład pochodzi z filmu z 1986 roku pod tytułem Łowca z Brianem Coksem i Williamem Petersenem. Cox gra Hannibala Lectera, seryjnego mordercę kanibala, w którego później tak doskonale się wcielił Anthony Hopkins w filmach Milczenie owiec i Hannibal. Lecter charakteryzuje się brakiem empatii, umiejętnością swobodnego czarowania innych i zarazem manipulowania nimi oraz całkowitym brakiem wyrzutów sumienia z powodu własnych przerażających i perwersyjnych zachowań. Mówiąc krótko: jest kimś, kogo wiele osób uznałoby za klasycznego psychopatę, i kto prawdopodobnie uzyskałby wysoki wynik w skali Hare’a. Przypominający Lectera prawdziwi psychopaci mają na swym koncie jeszcze bardziej sensacyjne i ekstremalne zbrodnie – by wskazać chociażby Jeffreya Dahmera, Teda Bundy’ego czy Syna Sama.

Według Hare’a istnieje też całkowicie inna kategoria psychopatów – osoby, które nie mają wysokich wyników w kwestionariuszu PCL-R, a mimo to wykazują silne typowe cechy psychopatyczne. To ludzie tacy jak grany przez Petersena bohater Łowcy Will Graham, profiler FBI. Graham rozpoznaje u siebie te same pragnienia i ten sam brak empatii interpersonalnej, które widać u Lectera. Choć nie jest mordercą, to jednak jest psychopatą, albo przynajmniej niemal psychopatą. Kimś, kogo nazwałbym „lekkim psychopatą”. W skali PCL-R mógłby uzyskać 15 punktów lub 23 punkty, tuż poniżej wartości granicznej dla pełnej psychopatii. Pod wszelkimi innymi względami jednak można by go uważać za zupełnie normalnego. Kiedy oglądaliśmy Łowcę w 1986 roku, moja żona Diane wskazała na Willa i powiedziała: „To ty” (wtedy trochę mnie to zmyliło; pomyślałem, że chodzi jej o to, jak miłym i nietuzinkowym mężczyzną jest Will).

Zaledwie 1% kobiet i 3% mężczyzn spośród wszystkich badanych spełnia wszystkie kryteria psychopatii (czyli uzyskuje co najmniej 30 punktów w skali PCL-R). Mimo dużego zakresu (a może właśnie dlatego) skala Hare’a budzi wiele zastrzeżeń, jak to zazwyczaj bywa w nowej dziedzinie medycyny czy – szerzej – nauki. Każde spotkanie naukowe i każda zwykła, prowadzona na korytarzu lub przy barze rozmowa z kolegami reprezentującymi niekiedy odległe dyscypliny naukowe prowadzą nieuchronnie do sporu na temat natury psychopatii.

Jedno z najpoważniejszych zastrzeżeń dotyczy tego, że omawiana skala nie uwzględnia klasy ani pochodzenia etnicznego. To, co jest normą zachowania w cechujących się wysokim wskaźnikiem przestępczości okolicach centrum Los Angeles zamieszkanych przez przedstawicieli niższej klasy, różni się od normy obowiązującej w rejonach Minnesoty zamieszkanych przez przedstawicieli klasy wyższej. Ponadto dyskutuje się też, czy i w jakim stopniu można za pomocą skali Hare’a przewidzieć występowanie przemocy. W 2012 roku Märta Wallinius wraz ze współpracownikami z Uniwersytetów w Lund, Göteborgu i Uppsali wykazała, że aspekt antyspołeczny (porywczość itp.) jest szczególnie dobrym predyktorem brutalnego zachowania, w przeciwieństwie do aspektu interpersonalnego (powierzchowność itp.), który z brutalnym zachowaniem nie koreluje w ogóle. Wnioski tego rodzaju są szczególnie interesujące dla przedstawicieli systemu sądownictwa karnego.

Mimo kontrowersji dotyczących istnienia psychopatii jako takiej psychiatrzy na ogół zgadzają się co do tego, że jedną z cech definiujących osoby określane mianem psychopatów jest brak empatii – coś, co można nazwać płaskim polem emocjonalnym. Psychopata może nie nienawidzi, ale także nie kocha w taki sposób, w jaki większość z nas chce kochać i być kochana. Psychopaci zazwyczaj sprawnie manipulują, są mistrzami kłamstwa, a przy tym okazują się dość wygadani i rozbrajająco czarujący. W przeciwieństwie do większości ludzi nie boją się konsekwencji i choć zazwyczaj tak jak inni reagują na stres będący wynikiem przyłapania na kłamstwie bądź brutalnym działaniu, to jednak niektórzy z nich zachowują wówczas stoicki spokój. Nawet ci najniebezpieczniejsi sprawiają czasem wrażenie jowialnych, beztroskich i towarzyskich, ale wcześniej czy później zauważalne stają się ich zdystansowanie, dyskretna nieczułość bądź brak względu na innych. Często są impulsywni, nie mają jednak poczucia winy i skruchy. Oznacza to, że mogą wciągać innych w swoją lekkomyślną, nierzadko niebezpieczną zabawę, a potem, gdy komuś stanie się krzywda, odejść, wzruszając ramionami.

Skala Hare’a przydaje się na początku, do rozpoznania psychopaty, nie jest jednak doskonała. Zamiast zliczać wartości dwudziestu cech, z których każdej przypisuje się 0 punktów, 1 punkt lub 2 punkty, przypisałbym tym cechom wartości od 0 do 5 punktów i wykorzystał model matematyczny, aby nadać każdej z nich inną wagę. Jeszcze lepiej byłoby, gdyby każda badana osoba otrzymywała zindywidualizowany profil, a nie wynik w postaci liczby lub kategorialnej, zero-jedynkowej diagnozy. Nie można przecież ocenić stanu zdrowia albo otyłości jedynie na podstawie wzrostu lub wagi. Ćwiczysz? Jak się odżywiasz? Możesz mieć nadwagę, a jednocześnie być w świetnej formie. Lekarz, który dobrze cię zna, wziąłby to wszystko pod uwagę.

Trudno jest uznać zbiór zachowań za konkretne zaburzenie. Te same objawy mogą świadczyć o różnych zaburzeniach, jak na przykład w przypadku histrionicznego, narcystycznego i antyspołecznego zaburzenia osobowości. Poza tym każdy z nas wykazuje odrobinę psychopatii, odrobinę ADHD i tak dalej. Psychiatria odchodzi od myślenia kategorialnego. W najnowszym podręczniku diagnostycznym jest mowa o wymiarach zaburzeń, trudno jednak odwoływać się do nich w praktyce, skoro lekarze nie chcą się uczyć nowych metod, firmy ubezpieczeniowe domagają się konkretnej diagnozy, a wszyscy oczekują jednoznacznych etykietek. Postrzegam psychopatię tak, jak inni postrzegają sztukę: nie potrafię jej zdefiniować, ale gdy ją zobaczę – wiem, że to ona.

Często jestem pytany o to, czy istnieje jakaś różnica między socjopatą a psychopatą. Pominąwszy fakt, że wielu psychologów zaprzecza istnieniu tych zjawisk, z klinicznego punktu widzenia różnica ma charakter czysto semantyczny. Robert D. Hare zauważył, że socjolodzy koncentrują się raczej na zmiennych środowiskowych lub społecznych zaburzenia (a zatem preferują termin „socjopatia”), podczas gdy psycholodzy i psychiatrzy, stawiając diagnozę, biorą pod uwagę również czynniki genetyczne, poznawcze i emocjonalne, opowiadając się przez to za „psychopatią”. Ponieważ jestem naukowcem badającym mózg oraz interesują mnie genetyczne i neurologiczne przyczyny omawianego zaburzenia, dla celów tej książki będę się posługiwał terminem „psychopatia”. Za jego pomocą będę opisywał ludzi, u których występuje kombinacja cech przypisanych czterem czynnikom ujętym w skali Hare’a: interpersonalnemu, afektywnemu, behawioralnemu i antyspołecznemu.

Mózgiem interesuję się od czasu, gdy na pierwszym roku studiów, w 1968 roku, zobaczyłem film Charly. Jest to historia niepełnosprawnego intelektualnie mężczyzny, który chce zmienić swoje życie i nauczyć się, jak się uczyć. I uczy się. Po przejściu nowatorskiego zabiegu neurologicznego – takiego samego, jaki przeprowadzono na myszy laboratoryjnej, jego alter ego – staje się na chwilę geniuszem. Ten proroczy film na temat biologicznych i chemicznych podstaw zachowania stał się jasnym drogowskazem mojej drogi zawodowej.

Zawodowo zajmowałem się wieloma wymiarami funkcjonowania mózgu. Podczas gdy większość badaczy specjalizuje się raczej w stosunkowo wąskich aspektach zagadnienia, moje zainteresowania dotyczyły całego obszaru – od komórek macierzystych po deprywację snu.

Badania nad psychopatią rozpocząłem w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy koledzy z wydziału psychiatrii i zachowania człowieka Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine poprosili mnie o analizę skanów PET szczególnie brutalnych morderców, w tym także zabójców seryjnych, którzy dopiero co otrzymali wyroki skazujące i trafili do więzienia. Zazwyczaj to właśnie w tej fazie postępowania procesowego morderca godzi się na badania obrazowe mózgu, często z nadzieją, że stwierdzenie uszkodzenia doprowadzi do złagodzenia wyroku.

Jak już wspominałem, o psychopatii wiemy bardzo niewiele. Bez dostępnych dziś technik obrazowania mózgu wiedzielibyśmy jeszcze mniej. Psychopata z łatwością udaje troskę i wyrzuty sumienia, podczas gdy jego mózg mówi zupełnie coś innego. Właśnie tym się zajmowałem tamtego październikowego dnia w 2005 roku, gdy odkryłem dziwny skan własnego mózgu, ukazujący małą aktywność w obszarach odpowiedzialnych za empatię i etykę.

Biorąc pod uwagę moją znajomość tematu, można by oczekiwać, że się przestraszyłem albo co najmniej zdenerwowałem. Tak się jednak nie stało, wiedziałem bowiem jeszcze coś. Byłem szczęśliwym mężem i ojcem trójki dzieci, które całym sercem kochałem. Nigdy nie byłem brutalny, nikim nie manipulowałem, nie popełniłem też żadnego groźnego przestępstwa. Nie byłem typem Hannibala Lectera – cenionym naukowcem badającym mózgi i umysły niczego niepodejrzewających pacjentów tylko po to, by się dowiedzieć, jak wykorzystać ich dla własnych korzyści. Do licha, byłem naukowcem badaczem, nawet nie miałem pacjentów!

Zdjęcie mojego mózgu uświadomiło mi jednak coś, czego wcześniej dobrze nie rozumiałem. Właśnie oddałem do druku artykuł na temat swoich badań nad umysłem psychopaty. Przedstawiłem w nim teorię neuroanatomicznych podstaw psychopatii i wzorzec, do którego sam pasowałem. Jak więc mogłem pogodzić obraz własnego mózgu z wnioskami, które właśnie opracowałem? Czyżbym naprawdę stanowił wyjątek od wymyślonej przez siebie reguły? Kim byłem, skoro nie psychopatą? A jeśli nie możemy polegać na badaniach własnego mózgu – czyli organu, który jest odpowiedzialny za każdą naszą myśl, za każde nasze działanie – to jak mamy zrozumieć, kim naprawdę jesteśmy?