Mowa ciała. Nowe wydanie - Joe Navarro - ebook

13 osób właśnie czyta

Opis

Te techniki pozwoliły ująć groźnych przestępców. Sprawdź, w czym pomogą Tobie. Złam kod gestów i czytaj w myślach.

Ludzie to skomplikowane istoty i nieraz zupełnie nas zaskakują, robiąc coś, czego nigdy byśmy się po nich nie spodziewali. A może… to nie oni okazali się inni, niż myśleliśmy, tylko my nie słuchamy dość uważnie? Nie tylko tego, co mówią ich usta, lecz także tego, co wyraża całe ich ciało. Bywa, że pewne słowa nie chcą przejść przez gardło. Ciało jednak zdradza wiele.

Joe Navarro, agent specjalny FBI, latami doskonalił się w odczytywaniu ludzkich gestów i mimiki, dzięki czemu ujął wielu przestępców, a teraz skutecznie doradza prawnikom, bankierom i negocjatorom.

  • wykorzystaj techniki FBI, by lepiej się komunikować w domu i w pracy
  • rozszyfruj ukryte znaczenie gestów otaczających cię ludzi
  • naucz się współpracować z własnym ciałem, by w ten sposób wzmacniać to, co chcesz powiedzieć

Uważna obserwacja umożliwi ci przekonanie szefa do podwyżki, sprawi, że przyciągniesz wzrok kogoś, kto się ci podoba, albo dostrzeżesz, kiedy twoje dziecko coś martwi.

Odkoduj mowę ciała i wejdź na nowy poziom porozumienia.

W końcu aż 60% tego, co myślimy, przekazujemy niewerbalnie. Nie pozwól, by ominęło cię tyle informacji!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 297

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Kolekcje



Tytuł ory­gi­nału:

What Eve­ry Body Is Say­ing. An Ex-FBI Agent’s Gu­ide to Spe­ed-Re­ading Pe­ople

Copyright © by Joe Navarro, 2008

Copyright for the Polish edition © by Burda Media Polska Sp. z o.o., 2019

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Wydanie drugie

Redaktor prowadzący wydania drugiego: Marcin Kicki

Tłumaczenie: Barbara Grabska-Siwek

Redakcja: Joanna Zioło

Korekta: Małgorzata Grudnik-Zwolińska

Zdjęcia: Mark Wemple

Rysunki: David R. Andrade

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

Projekt okładki: Justyna Tarkowska/MileWidziane.pl

ISBN: 978-83-8053-674-6

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.kultowy.pl

www.burdaksiazki.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Mo­jej bab­ce Ade­li­nie, której zwiędłe dłonie ukształtowały ze mnie, małego chłopca, mężczyznę.

– JOE NA­VAR­RO

Mo­jej żonie Edyth, która na­gro­dziła mnie swoją miłością i na­uczyła, co zna­czy być tro­skli­wym człowie­kiem.

– MA­RVIN KAR­LINS

WSTĘP

Wiem, o czym myślisz

dr Ma­rvin Kar­lins

Mężczy­zna sie­dział ze sto­ic­kim spo­ko­jem przy końcu stołu, sta­ran­nie for­mułując swo­je od­po­wie­dzi na py­ta­nia agen­ta FBI. Nie uważano go za główne­go po­dej­rza­ne­go w spra­wie o mor­der­stwo. Jego ali­bi było wia­ry­god­ne, a to, co mówił, wy­da­wało się szcze­re, lecz agent kon­ty­nu­ował przesłucha­nie. Za zgodą po­dej­rza­ne­go zadał mu serię pytań do­tyczących narzędzia zbrod­ni:

„Gdy­byś popełnił to mor­der­stwo, czy użyłbyś bro­ni pal­nej?”.

„Gdy­byś popełnił to mor­der­stwo, czy użyłbyś noża?”.

„Gdy­byś popełnił to mor­der­stwo, czy użyłbyś szpi­kul­ca do lodu?”.

„Gdy­byś popełnił to mor­der­stwo, czy użyłbyś młotka?”.

Jed­no z tych narzędzi, a mia­no­wi­cie szpi­ku­lec do lodu, rze­czy­wiście zo­stało wy­ko­rzy­sta­ne do popełnie­nia mor­der­stwa, ale owej in­for­ma­cji nie ujaw­nia­no. A za­tem je­dy­nie zabójca wie­działby, który z wy­mie­nio­nych przed­miotów był praw­dzi­wym narzędziem zbrod­ni. Py­tając o po­szczególne ro­dza­je bro­ni, agent FBI bacz­nie ob­ser­wo­wał po­dej­rza­ne­go. Gdy wy­mie­nił szpi­ku­lec do lodu, przesłuchi­wa­ny na­raz opuścił po­wie­ki i nie otwie­rał oczu aż do mo­men­tu, w którym padło ko­lej­ne py­ta­nie. Agent na­tych­miast zro­zu­miał zna­cze­nie ru­chu po­wiek, który do­strzegł, i od tej chwi­li „dru­gorzędny” po­dej­rza­ny stał się główną po­sta­cią w śledz­twie. Później przy­znał się do zbrod­ni.

Punkt dla Jo­ego Na­var­ro, nie­zwykłego człowie­ka, który nie dość, że zde­ma­sko­wał zabójcę posługującego się szpi­kul­cem do lodu, to w swo­jej chlub­nej dwu­dzie­sto­pięcio­let­niej ka­rie­rze w FBI zde­ma­sko­wał wie­lu przestępców, w tym również „ważnych szpiegów”. Jak udało mu się to wszyst­ko? Gdy­by go o to za­py­tać, od­po­wie­działby: „Przy­pi­suję to zdol­ności od­czy­ty­wa­nia ludz­kich myśli”.

Joe całe za­wo­do­we życie poświęcił stu­dio­wa­niu, do­sko­na­le­niu i sto­so­wa­niu sztu­ki ko­mu­ni­ka­cji nie­wer­bal­nej – ob­ser­wa­cji min, gestów, ruchów ciała (ki­ne­za), od­ległości za­cho­wy­wa­nej w sto­sun­ku do in­nych (prok­se­mi­ka), od­ru­cho­we­go do­ty­ka­nia, po­staw, a na­wet spo­sobów ubie­ra­nia się – aby od­szy­fro­wać, co lu­dzie myślą, jak za­mie­rzają postąpić i czy ich oświad­cze­nia są praw­dzi­we, czy fałszy­we. Nie jest to do­bra wia­do­mość dla przestępców, ter­ro­rystów i szpiegów, gdyż jego ba­daw­cze spoj­rze­nie zwy­kle od­czy­tu­je sy­gnały nie­wer­bal­ne, ja­kie wysyłają ich ciała, i ich myśli oraz in­ten­cje stają się dla nie­go przej­rzy­ste.

Jest to jed­nak bar­dzo do­bra in­for­ma­cja dla cie­bie, czy­tel­ni­ku, po­nie­waż ta sama wie­dza nie­wer­bal­na, na ja­kiej opie­rał się Joe, by stać się mi­strzem w chwy­ta­niu szpiegów, „de­tek­to­rem kłamstw w ludz­kiej po­sta­ci” oraz in­struk­to­rem i wykładowcą w FBI, sta­nie się te­raz i two­im udziałem, żebyś mógł le­piej zro­zu­mieć od­czu­cia, myśli oraz za­mia­ry ota­czających cię lu­dzi. Jako zna­ny au­tor i szko­le­nio­wiec Joe na­uczy cię, jak pro­wa­dzić fa­cho­we ob­ser­wa­cje, wy­kry­wając i roz­szy­fro­wując nie­wer­bal­ne za­cho­wa­nia in­nych, aby móc sku­tecz­niej z nimi współdziałać. Ta wie­dza wzbo­ga­ci two­je życie w pra­cy i w wol­nych chwi­lach.

Wie­lu aspektów wie­dzy, którą Joe po­dzie­li się z tobą w tej książce, jesz­cze piętnaście lat temu na­uka nie trak­to­wała poważnie. Do­pie­ro dzięki nie­daw­ne­mu postępowi w tech­ni­ce ba­da­nia mózgu i me­to­dach ob­ra­zo­wa­nia układu ner­wo­we­go na­ukow­cy mo­gli przy­znać słuszność ana­li­zom za­cho­wań opi­sy­wa­nym przez Jo­ego. Czer­piąc z ostat­nich od­kryć w psy­cho­lo­gii, neu­ro­bio­lo­gii, me­dy­cy­nie, so­cjo­lo­gii, kry­mi­no­lo­gii, na­uce o ko­mu­ni­ka­cji społecz­nej i an­tro­po­lo­gii, a także gro­ma­dzo­nych przez ćwierć wie­ku doświad­czeń w za­sto­so­wa­niu za­cho­wań nie­wer­bal­nych w swo­jej pra­cy agen­ta FBI, Joe zdo­był wyjątko­we kwa­li­fi­ka­cje do tego, by po­ma­gać lu­dziom w zro­zu­mie­niu nie­wer­bal­ne­go spo­so­bu po­ro­zu­mie­wa­nia się. Jego kom­pe­ten­cje do­cze­kały się uzna­nia na całym świe­cie, a lu­dzie pragną ko­rzy­stać z jego wie­dzy. Oprócz tego, że Joe re­gu­lar­nie występuje w ta­kich pro­gra­mach, jak To­day Showsta­cji NBC, CNN He­adli­ne News, Fox Ca­ble News orazGood Mor­ning Ame­ri­ca w ABC, wciąż pro­wa­dzi se­mi­na­ria na te­mat ko­mu­ni­ka­cji nie­wer­bal­nej dla FBI i CIA oraz in­nych or­ga­ni­za­cji wy­wia­dow­czych. Jest też kon­sul­tan­tem w branży ban­ko­wej i ubez­pie­cze­nio­wej, jak również w dużych fir­mach praw­ni­czych w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i za gra­nicą. Po­nad­to wykłada na Sa­int Leo Uni­ver­si­ty oraz w różnych szkołach me­dycz­nych w całych Sta­nach Zjed­no­czo­nych, gdzie jego nie­zwykłe spo­strzeżenia na te­mat ko­mu­ni­ka­cji nie­wer­bal­nej spo­ty­kają się z żywym za­in­te­re­so­wa­niem wie­lu lu­dzi, między in­ny­mi le­ka­rzy chcących traf­niej i szyb­ciej oce­niać stan pa­cjentów. Połącze­nie dy­dak­tycz­nych zdol­ności Jo­ego z kwa­li­fi­ka­cja­mi za­wo­do­wy­mi – w powiąza­niu z mi­strzowską ana­lizą spo­sobów po­ro­zu­mie­wa­nia się poza słowa­mi w ważnych co­dzien­nych sy­tu­acjach – sta­wia go na cze­le eks­pertów w tej dzie­dzi­nie, o czym można się prze­ko­nać, czy­tając tę książkę.

Pra­co­wałem z Joem, uczęszczałem na jego se­mi­na­ria i wpro­wa­dzałem jego po­mysły we własne życie, dla­te­go zde­cy­do­wa­nie uważam, że ma­te­riał przed­sta­wio­ny na tych stro­nach uka­zu­je znacz­ny postęp w ro­zu­mie­niu wszyst­kie­go, co nie­wer­bal­ne. Piszę to jako za­wo­do­wy psy­cho­log; za­an­gażowałem się w pro­jekt na­pi­sa­nia tej książki, po­nie­waż za­fra­po­wały mnie pio­nier­skie od­kry­cia Jo­ego, po­le­gające na wy­ko­rzy­sta­niu na­uko­wej wie­dzy na te­mat ko­mu­ni­ka­cji nie­wer­bal­nej do osiągnięcia celów za­wo­do­wych i suk­ce­su oso­bi­ste­go.

Byłem też pod wrażeniem jego prze­myśla­ne­go i sta­ran­ne­go po­dejścia do te­ma­tu. Choć ob­ser­wo­wa­nie tego, co nie­wer­bal­ne, po­zwa­la nam traf­nie od­czy­tać wie­le ro­dzajów za­cho­wań, Joe ostrze­ga, że odwoływa­nie się do języka ciała w celu wy­kry­cia oszu­stwa jest szczególnie trud­nym i am­bit­nym za­da­niem. To ważne spo­strzeżenie – rzad­ko re­spek­to­wa­ne przez zwykłych lu­dzi czy funk­cjo­na­riu­szy or­ganów ochro­ny porządku pu­blicz­ne­go – po­win­no nam przy­po­mi­nać, abyśmy byli bar­dzo ostrożni, za­nim orzek­nie­my na pod­sta­wie nie­wer­bal­nych za­cho­wań, że ktoś jest uczci­wy lub też nieuczci­wy.

W odróżnie­niu od wie­lu in­nych książek na te­mat za­cho­wań nie­wer­bal­nych in­for­ma­cje przed­sta­wio­ne tu­taj ba­zują bar­dziej na fak­tach na­uko­wych oraz spraw­dzo­nych od­kry­ciach niż oso­bi­stych prze­ko­na­niach i teo­re­tycz­nych spe­ku­la­cjach. Co więcej, w tej książce pod­kreślono igno­ro­waną często przez inne pu­bli­ka­cje pod­sta­wową rolę układu lim­bicz­ne­go ludz­kie­go mózgu w ro­zu­mie­niu i sku­tecz­nym sto­so­wa­niu sy­gnałów nie­wer­bal­nych.

Nie­my język ciała można do­sko­na­lić. Jeśli stu­diu­jesz nie­wer­bal­ne za­cho­wa­nia dla­te­go, że chcesz zro­bić postępy w pra­cy lub po pro­stu le­piej po­ro­zu­mie­wać się z przy­ja­ciółmi i ro­dziną, od­nie­siesz dużą ko­rzyść z lek­tu­ry tej książki. Zy­ska­nie wpra­wy w opi­sa­nej dzie­dzi­nie będzie wy­ma­gało sta­ran­ne­go prze­stu­dio­wa­nia ko­lej­nych roz­działów oraz poświęce­nia cza­su i ener­gii na ucze­nie się i sto­so­wa­nie za­le­ceń Jo­ego w życiu co­dzien­nym.

Sku­tecz­ne „od­czy­ty­wa­nie” lu­dzi – po­zna­wa­nie, od­szy­fro­wy­wa­nie i wy­ko­rzy­sty­wa­nie za­cho­wań nie­wer­bal­nych do prze­wi­dy­wa­nia po­czy­nań in­nych – to za­da­nie war­te uwa­gi, a wysiłek w nie włożony przy­nie­sie dużo pożytku. A za­tem stań pew­nie na no­gach, przejdź na ko­lejną stronę i przy­go­tuj się do tego, by po­znać i ob­ser­wo­wać owe tak ważne za­cho­wania nie­wer­bal­ne, które opi­su­je Joe. Już wkrótce prze­ko­nasz się, co wyraża ciało ludz­kie – a wy­star­czy do tego rzut oka.

PO­DZIĘKO­WA­NIA

Kiedy zacząłem sporządzać pierw­sze szki­ce do tej książki, uświa­do­miłem so­bie, że już od daw­na pra­co­wałem nad tym pro­jek­tem. Nie wzięło się to z za­in­te­re­so­wa­nia czy­ta­niem pu­bli­ka­cji do­tyczących za­cho­wań nie­wer­bal­nych ani z teo­re­tycz­nych badań tej kwe­stii, ani też z pra­cy w FBI. Tak na­prawdę wszyst­ko zaczęło się wie­le lat wcześniej, a źródłem za­in­te­re­so­wa­nia te­ma­tem była moja ro­dzi­na.

Na­uczyłem się od­czy­ty­wać za­cho­wa­nia in­nych głównie dzięki lek­cjom, ja­kich udzie­li­li mi moi ro­dzi­ce, Al­bert oraz Ma­ria­na Lo­pez, oraz moja bab­ka, Ade­li­na Pa­nia­gua Espi­no. Każde z nich na swój sposób prze­ka­zało mi coś in­ne­go na te­mat zna­cze­nia i mocy nie­wer­bal­nych spo­sobów ko­mu­ni­ka­cji. Od mat­ki do­wie­działem się, jak cen­ne w kon­tak­tach z in­ny­mi ludźmi jest to, co ist­nie­je poza słowa­mi. Jakiś sub­tel­ny gest – mówiła – może za­po­biec kłopo­tli­wej sy­tu­acji lub spra­wić, że ktoś po­czu­je się całko­wi­cie swo­bod­nie. I taką umiejętnością sama bez wysiłku posługi­wała się przez całe życie. Od ojca zaś na­uczyłem się o mocy eks­pre­sji; jed­nym spoj­rze­niem po­tra­fił za­ko­mu­ni­ko­wać bar­dzo dużo, i to z nie­zwykłą ja­snością. Ten człowiek wzbu­dzał sza­cu­nek samą obec­nością. A od bab­ki, której de­dy­kuję tę książkę, do­wie­działem się, że drob­ne ge­sty mają wiel­kie zna­cze­nie: uśmiech, po­chy­le­nie głowy, de­li­kat­ny do­tyk we właści­wym cza­sie mogą wy­ra­zić bar­dzo dużo; po­tra­fią na­wet uzdra­wiać. Moi bli­scy uczy­li mnie tego wszyst­kie­go co­dzien­nie i, postępując w ten sposób, przy­go­to­wa­li do bacz­niej­sze­go ob­ser­wo­wa­nia ota­czającego świa­ta. Na stro­nach tej książki za­warłem na­uki ode­bra­ne od nich, a także od wie­lu in­nych lu­dzi.

Na Bri­gham Young Uni­ver­si­ty do­wie­działem się dużo o pra­cy w po­li­cji i ob­ser­wa­cji przestępców od J. We­sleya Sher­wo­oda, Ri­char­da Town­sen­da i dzie­ka­na Cli­ve’a Win­na II. Później, w FBI, lu­dzie, tacy jak Do­ugh Gre­go­ry, Tom Ri­ley, Ju­lian „Jay” Ko­er­ner, dok­tor Ri­chard Ault oraz Da­vid G. Ma­jor, prze­ka­za­li mi wie­le in­for­ma­cji na te­mat niu­ansów za­cho­wań związa­nych z kontr­wy­wia­dem i szpie­go­stwem. Je­stem im wdzięczny za wy­szli­fo­wa­nie mo­ich umiejętności ob­ser­wo­wa­nia lu­dzi. Chciałbym również po­dziękować dok­torowi Joh­no­wi Scha­fe­ro­wi, byłemu agen­to­wi FBI i ko­le­dze po fa­chu, który po­dob­nie jak ja wziął udział w eli­tar­nym Pro­gra­mie Ana­li­zy Be­ha­wio­ral­nej, podjętym przez naszą in­sty­tucję, i zachęcał mnie do pi­sa­nia, a także wie­lo­krot­nie za­pra­szał do współpra­cy w swo­ich pro­jek­tach wy­daw­ni­czych. Marc Re­eser, który długo ścigał wraz ze mną szpiegów, także zasłużył na wy­ra­zy uzna­nia. Do in­nych mo­ich ko­legów, a było ich wie­lu w Wy­dzia­le Bez­pie­czeństwa Na­ro­do­we­go FBI, kie­ruję po­dzięko­wa­nia za wspar­cie.

Przez lata FBI dbało, aby szko­li­li nas naj­lep­si, więc od wykładowców, ta­kich jak Joe Ku­lis, Paul Ek­man, Mau­re­en O’Sul­li­van, Mark Frank, Bel­la M. De­Pau­lo, Al­dert Vrij, Reid Me­loy i Judy Bur­go­on, otrzy­małem wiedzę o ba­da­niach do­tyczących ko­mu­ni­ka­cji nie­wer­bal­nej, bez­pośred­nio od nich lub z na­pi­sa­nych przez nich tekstów. Za­przy­jaźniłem się z wie­lo­ma z tych osób, a także z Da­vi­dem Gi­ven­sem, pro­wadzącym Ośro­dek Badań Za­cho­wań Nie­wer­bal­nych w Spo­ka­ne w sta­nie Wa­szyng­ton, którego pu­bli­ka­cje, na­uki i uwa­gi wziąłem so­bie do ser­ca. Ich ba­da­nia oraz tek­sty wzbo­ga­ciły moje życie i w tej książce za­warłem to, cze­go do­wie­działem się od nich, a także od ta­kich sław, jak De­smond Mor­ris, Edward Hall oraz Ka­rol Dar­win, od którego no­wa­tor­skie­go dzieła O wy­ra­zie uczuć u człowie­ka i zwierząt (wyd. pol., War­sza­wa 1959) wszyst­ko się zaczęło.

Ci ba­da­cze do­star­czy­li pod­staw na­uko­wych, inni zaś również przy­czy­ni­li się na swój sposób do re­ali­za­cji tego pro­jek­tu i pragnę po­dziękować im od­dziel­nie. Moja dro­ga przy­ja­ciółka Eli­za­beth Lee Bar­ron z Tam­pa Uni­ver­si­ty to ist­ny dar nie­bios, jeśli cho­dzi o zbie­ra­nie in­for­ma­cji. Czuję się też zo­bo­wiązany po­dziękować dok­to­ro­wi Phi­lo­wi Qu­in­no­wi z tejże uczel­ni oraz pro­fe­so­ro­wi Bar­ry’emu Glo­ve­ro­wi z Sa­int Leo Uni­ver­si­ty za ich długo­let­nią przy­jaźń i chęć do­sto­so­wy­wa­nia się do mo­je­go ter­mi­na­rza, wypełnio­ne­go podróżami.

Książka nie zy­skałaby osta­tecz­ne­go kształtu bez zdjęć, dla­te­go też je­stem wdzięczny zna­ko­mi­te­mu fo­to­gra­fi­ko­wi Mar­ko­wi Wemp­le’owi za jego wkład. Dziękuję też Ash­lee B. Ca­stle, swo­jej asy­stent­ce ad­mi­ni­stra­cyj­nej, która, za­py­ta­na, czy nie miałaby ocho­ty na za­pre­zen­to­wa­nie różnych min do zdjęć w tej książce, od­po­wie­działa po pro­stu: „Ja­sne, cze­mu nie?”. Dziękuję z całego ser­ca. Składam także po­dzięko­wa­nia gra­fi­ko­wi z Tam­pa Uni­ver­si­ty, Da­vi­do­wi R. An­dra­de, za jego ilu­stra­cje.

Mój nie­zmier­nie cier­pli­wy współpra­cow­nik z wy­daw­nic­twa Har­per­Col­lins, Mat­thew Ben­ja­min, zre­da­go­wał cały tekst; zasłużył na po­chwałę za to, że jest dżen­tel­me­nem i wspa­niałym pro­fe­sjo­na­listą. Wy­ra­zy uzna­nia prze­ka­zuję również kie­row­nic­twu ze­społu re­dak­cyj­ne­go na cze­le z Toni Sciarrą, która wy­trwa­le dążyła do re­ali­za­cji owe­go pro­jek­tu. Mat­thew i Toni pra­cują ze wspa­niałym ze­społem lu­dzi w wy­daw­nic­twie Har­per­Col­lins, do którego należy między in­ny­mi ad­iu­sta­tor­ka Pau­la Co­oper, której win­ny je­stem szczególne po­dzięko­wa­nia. Po­now­nie pragnę po­dziękować dok­to­ro­wi Ma­rvi­no­wi Kar­lin­so­wi za nada­nie moim po­mysłom for­my książki oraz za jego miłe słowa za­war­te we wstępie.

Wyrażam wdzięczność swo­jej dro­giej przy­ja­ciółce, dok­tor Eli­za­beth A. Mur­ray, praw­dzi­wej uczo­nej i wykładow­czy­ni, która zna­lazła czas w swo­im napiętym rozkładzie zajęć, aby zre­da­go­wać wcze­sne szki­ce tej książki i po­dzie­lić się swoją ob­szerną wiedzą na te­mat ciała ludz­kie­go.

Całej swo­jej ro­dzi­nie – bli­skiej i da­le­kiej – dziękuję za to, że zno­si mnie i moje pi­sa­nie, któremu się poświęcam, za­miast od­po­czy­wać w jej gro­nie. Mu­ito ob­ri­ga­do („wiel­kie dzięki”), Luca. Co­dzien­nie dziękuję też mo­jej córce Ste­pha­nie za jej ko­chającą duszę.

Wszyst­kie te oso­by przy­czy­niły się w pe­wien sposób do po­wsta­nia tej książki; dzięki niej dzielę się, w większym lub mniej­szym stop­niu, ich wiedzą. Na­pi­sałem ją, zdając so­bie ja­sno sprawę z tego, że wie­lu czy­tel­ników wy­ko­rzy­sta w co­dzien­nym życiu za­war­te w niej in­for­ma­cje. Dla­te­go też pra­co­wałem wy­trwa­le, by za­pre­zen­to­wać je tak od stro­ny na­uko­wej, jak i em­pi­rycz­nej w sposób przej­rzy­sty i sta­ran­ny. Jeśli w ni­niej­szej książce zna­lazły się ja­kieś błędy, od­po­wie­dzial­ny za nie je­stem wyłącznie ja.

Zna­my pew­ne sta­re łacińskie po­wie­dze­nie: Qui do­cet, di­scit (Ten, kto na­ucza, sam się uczy). Pod wie­lo­ma względami pi­sa­nie nie różni się od na­uczania; to pro­ces po­zna­wa­nia i rozróżnia­nia, który w końcu sta­je się przy­jem­nością. Mam na­dzieję, że po lek­tu­rze tej książki również zy­skasz dogłębną wiedzę na te­mat spo­sobów ko­mu­ni­ka­cji nie­wer­bal­nej, a two­je życie sta­nie się bo­gat­sze dzięki po­zna­niu tego, co mówi ciało.

Joe Na­var­ro

Tam­pa, Flo­ry­da

Sier­pień 2007

ROZ­DZIAŁ PIERW­SZY

Se­kre­ty ko­mu­ni­ka­cji nie­wer­bal­nej

Kiedy na­uczam o mo­wie ciała, za­wsze po­ja­wia się py­ta­nie: „Joe, co cię skłoniło do za­in­te­re­so­wa­nia się ba­da­niem za­cho­wań nie­wer­bal­nych?”. Nie było to coś, czym pla­no­wałem się zająć ani też nie wy­ni­kało z wie­lo­let­niej fa­scy­na­cji tym te­ma­tem. Przy­czy­ny mo­jej pa­sji są przy­ziem­ne. Było to za­in­te­re­so­wa­nie, które na­ro­dziło się z po­trze­by, ko­niecz­ności sku­tecz­ne­go przy­sto­so­wa­nia się do całkiem no­we­go spo­so­bu życia. Kie­dy miałem osiem lat, przy­je­chałem do Stanów Zjed­no­czo­nych, emi­grując z Kuby. Wy­je­cha­liśmy za­le­d­wie kil­ka mie­sięcy po ak­cji w Za­to­ce Świń i na­prawdę myśleliśmy, że będzie­my tu­taj, w USA, tyl­ko krótko jako uchodźcy.

Nie znając początko­wo an­giel­skie­go, postąpiłem tak jak tysiące in­nych imi­grantów przy­by­wających do tego kra­ju. Szyb­ko prze­ko­nałem się, że, aby do­pa­so­wać się do mo­ich ko­legów i koleżanek ze szkoły, muszę roz­po­zna­wać „inny” język, ja­kim „mówio­no” wokół mnie – język za­cho­wań nie­wer­bal­nych – i wy­czu­lić się na nie­go. Od­kryłem, że jest to język, który po­tra­fię przetłuma­czyć i na­tych­miast zro­zu­mieć. W swo­im młodym umyśle po­strze­gałem ciało ludz­kie jako coś w ro­dza­ju afi­sza, który prze­ka­zu­je (ogłasza) po­przez ge­sty, miny i ru­chy ciała, co dana oso­ba myśli – a w ta­kiej for­mie mogłem to od­czy­tać. Po pew­nym cza­sie na­uczyłem się oczy­wiście an­giel­skie­go – a na­wet utra­ciłem nie­co wpra­wy w posługi­wa­niu się hisz­pańskim – ale nig­dy nie za­po­mniałem języka nie­wer­bal­ne­go. Od­kryłem w młodym wie­ku, że za­wsze mogę po­le­gać na ko­mu­ni­ka­cji po­zasłownej.

Na­uczyłem się wy­ko­rzy­sty­wać język ciała do od­szy­fro­wy­wa­nia tego, co moi szkol­ni ko­le­dzy i na­uczy­cie­le próbo­wa­li mi prze­ka­zać i co do mnie czu­li. Jed­nym z pierw­szych gestów, ja­kie za­uważyłem, było to, że ucznio­wie lub na­uczy­cie­le, którzy na­prawdę mnie lu­bi­li, uno­si­li (lub wy­gi­na­li w łuk) brwi, gdy spo­strze­ga­li, jak wchodzę do kla­sy. Z ko­lei ci, którzy nie byli zbyt przy­ja­ciel­scy w sto­sun­ku do mnie, mrużyli lek­ko oczy, kie­dy się po­ja­wiałem – gdy ktoś raz to zo­ba­czy, nig­dy tego nie za­po­mni. Szyb­ko wy­ko­rzy­sty­wałem te nie­wer­bal­ne in­for­ma­cje, po­dob­nie jak robiło to wie­lu imi­grantów, do oce­nia­nia i nawiązy­wa­nia przy­jaźni, po­ro­zu­mie­wa­nia się mimo ba­rie­ry języ­ko­wej, uni­ka­nia osób wro­go na­sta­wio­nych i roz­wi­ja­nia zdro­wych re­la­cji. Wie­le lat później od­czy­ty­wałem ta­kie same ko­mu­ni­ka­ty nie­wer­bal­ne prze­ka­zy­wa­ne ocza­mi, kie­dy roz­wiązywałem spra­wy kry­mi­nal­ne jako agent spe­cjal­ny w Fe­de­ral­nym Biu­rze Śled­czym (FBI) (patrz ram­ka 1).

RAM­KA 1: W MGNIE­NIU OKA

Za­cho­wa­niem nie­wer­bal­nym, które może wystąpić w chwi­li, gdy czu­je­my się za­grożeni i/lub nie po­do­ba nam się to, co wi­dzi­my, jest blo­ko­wa­nie oczu. Mrużenie oczu (jak w opi­sa­nym wcześniej przy­pad­ku z ko­le­ga­mi ze szkoły) i za­my­ka­nie lub przesłania­nie ich to ge­sty, które wy­kształciły się po to, by chro­nić mózg przed „uj­rze­niem” nie­pożąda­nych obiektów, i za­ko­mu­ni­ko­wać in­nym naszą po­gardę.

Jako śled­czy posłużyłem się wiedzą o blo­ko­wa­niu oczu, po­ma­gając w pro­wa­dze­niu do­cho­dze­nia w spra­wie tra­gicz­ne­go pożaru w ho­te­lu w Por­to­ry­ko, w którym zginęło dzie­więćdzie­siąt sie­dem osób. Pe­wien pra­cow­nik ochro­ny od razu tra­fił na listę po­dej­rza­nych, po­nie­waż pożar wy­buchł w miej­scu, które człowiek ten nad­zo­ro­wał. Jed­nym ze spo­sobów, dzięki którym uzna­liśmy, że nie ma on nic wspólne­go z pod­pa­le­niem, było za­da­wa­nie mu kon­kret­nych pytań do­tyczących tego, gdzie był przed pożarem oraz w trak­cie jego roz­prze­strze­nia­nia się i czy to on podłożył ogień. Po każdym py­ta­niu ob­ser­wo­wałem jego twarz, szu­kając cha­rak­te­ry­stycz­nych oznak blo­ko­wa­nia oczu. Zasłonił oczy tyl­ko wte­dy, gdy za­py­ta­liśmy go, gdzie znaj­do­wał się w mo­men­cie wy­buchu pożaru. O dzi­wo, nie wy­da­wał się zakłopo­ta­ny py­ta­niem: „Czy podłożył pan ogień?”. Dzięki temu zo­rien­to­wałem się, że tak na­prawdę cho­dzi o to, gdzie ochro­niarz prze­by­wał w trak­cie zaprósze­nia ognia, a nie o to, że jest za­mie­sza­ny w pod­pa­le­nie. Był później przesłuchi­wa­ny w tej spra­wie przez głównych śled­czych i w końcu przy­znał, że opuścił sta­no­wi­sko, żeby od­wie­dzić swoją dziew­czynę, która również pra­co­wała w tym ho­te­lu. Nie­ste­ty, wte­dy gdy się od­da­lił, pod­pa­la­cze wtargnęli do miej­sca, którego war­tow­nik miał pil­no­wać, i podłożyli ogień.

W tej spra­wie gest przesłonięcia oczu przez strażnika dał nam in­for­mację, którą drążyliśmy w trak­cie przesłucha­nia, co po­zwo­liło zna­leźć osta­tecz­ne roz­wiąza­nie. W końcu aresz­to­wa­no i ska­za­no trzech pod­pa­la­czy, którzy spo­wo­do­wa­li ów tra­gicz­ny pożar. Pra­cow­nik ochro­ny, choć po­twor­nie nie­su­mien­ny i obar­czo­ny wiel­kim po­czu­ciem winy, nie był jed­nak głównym wi­no­wajcą.

Ba­zując na swo­im po­cho­dze­niu, wy­kształce­niu i wy­szko­le­niu, pragnę na­uczyć in­nych po­strze­gać świat tak, jak wi­dzi go eks­pert od ko­mu­ni­ka­cji nie­wer­bal­nej z FBI: jako żywe i dy­na­micz­ne śro­do­wi­sko, w którym wszel­kie wza­jem­ne ludz­kie re­la­cje pełne są in­for­ma­cji, oraz okazję do wy­ko­rzy­sta­nia nie­me­go języka ciała do wzbo­ga­ce­nia wie­dzy na te­mat tego, co lu­dzie myślą, czują i ja­kie mają za­mia­ry. Pomoże ci to wyróżniać się spośród in­nych. Będzie też sta­no­wiło ro­dzaj ochro­ny i da ci, wcześniej nie­dostępny, wgląd w za­cho­wa­nie lu­dzi.

CZYM WŁAŚCI­WIE JEST KO­MU­NI­KA­CJA NIE­WER­BAL­NA?

Po­ro­zu­mie­wa­nie się po­zasłowne, często określane jako za­cho­wa­nie nie­wer­bal­ne lub mowa ciała, to sposób prze­ka­zy­wa­nia in­for­ma­cji taki sam jak słowo mówio­ne, tyle że z użyciem min, gestów, do­ty­ku, ruchów ciała (ki­ne­zy), po­sta­wy, przy­stra­ja­nia ciała (ubra­nia, biżute­ria, fry­zu­ra, ta­tuaże itp.), a także tonu, bar­wy i natężenia głosu (nie zaś sa­mej treści wy­po­wie­dzi). Za­cho­wa­nia nie­wer­bal­ne sta­no­wią około 60–65 pro­cent ko­mu­ni­ka­cji in­ter­per­so­nal­nej, a pod­czas upra­wia­nia sek­su mogą do­cho­dzić na­wet do 100 pro­cent, będąc je­dyną w tym cza­sie formą po­ro­zu­mie­wa­nia się part­nerów (Bur­go­on, 1994, s. 229–285).

Ko­mu­ni­ka­cja po­zasłowna może ujaw­niać praw­dzi­we myśli, od­czu­cia i in­ten­cje człowie­ka. Dla­te­go też tego typu za­cho­wa­nia na­zy­wa­my nie­kie­dy „prze­ka­za­mi” (prze­ka­zują nam one in­for­ma­cje na te­mat praw­dzi­wego sta­nu umysłu da­nej oso­by). A jako że lu­dzie nie za­wsze są świa­do­mi tego, że po­ro­zu­mie­wają się nie­wer­bal­nie, mowa ciała od­zna­cza się często większą szcze­rością niż wy­po­wie­dzi słowne, które są świa­do­mie for­mułowa­ne po to, by mówiący mógł osiągnąć swo­je cele (patrz ram­ka 2).

RAM­KA 2: CZY­NY PRZE­MA­WIAJĄ GŁOŚNIEJ NIŻ SŁOWA

Pe­wien pamiętny przykład tego, że mowa ciała bywa cza­sem bar­dziej szcze­ra niż wy­po­wia­da­ne słowa, do­ty­czył gwałtu do­ko­na­ne­go na młodej ko­bie­cie w in­diańskim re­zer­wa­cie Par­ker w Ari­zo­nie. Przesłuchi­wa­no po­dej­rza­ne­go w tej spra­wie. Mówił do rze­czy i wia­ry­god­nie. Twier­dził, że nie wi­dział ofia­ry, a kie­dy prze­cho­dził opo­dal za­go­nu bawełny, odwrócił się w lewo i po­szedł pro­sto do domu. Kie­dy moi ko­le­dzy no­to­wa­li to, co słysze­li, ja nie spusz­czałem wzro­ku z po­dej­rza­ne­go i zo­ba­czyłem, że kie­dy opo­wia­dał hi­sto­rię o tym, jak skręcił w lewo, wy­ko­nał ręką gest w prawą stronę, dokład­nie w kie­run­ku miej­sca, w którym doszło do gwałtu. Gdy­bym na nie­go nie pa­trzył, nie wy­chwy­ciłbym roz­bieżności między jego wy­po­wie­dzią („po­szedłem w lewo”) a za­cho­wa­niem nie­wer­bal­nym (wska­za­niem ręką na pra­wo). Kie­dy jed­nak to zo­ba­czyłem, zacząłem po­dej­rze­wać, że ten człowiek kłamie. Od­cze­kałem trochę, następnie przy­cisnąłem go po­now­nie i w końcu przy­znał się do winy.

Za­wsze kie­dy ob­ser­wo­wa­nie nie­wer­bal­ne­go za­cho­wa­nia dru­giej oso­by po­ma­ga zro­zu­mieć jej od­czu­cia, in­ten­cje oraz działania – lub wyjaśnia wy­po­wia­da­ne przez nią słowa – wte­dy można z po­wo­dze­niem od­szy­fro­wać ich sens i wy­ko­rzy­stać ów nie­my śro­dek ko­mu­ni­ka­cji.

JAK ZA­CHO­WA­NIA NIE­WER­BAL­NE WZBO­GA­CAJĄ ŻYCIE

Na­ukow­cy do­wie­dli, że lu­dzie, którzy po­tra­fią sku­tecz­nie od­czy­ty­wać i in­ter­pre­to­wać nie­wer­bal­ne prze­ka­zy i kie­ro­wać tym, jak inni ich po­strze­gają, cieszą się w życiu większym po­wo­dze­niem niż ci, którym bra­ku­je tych umiejętności (Go­le­man, 1995, s. 13–92). Ce­lem tej książki jest wyjaśnie­nie, jak ob­ser­wo­wać ota­czający nas świat i określać zna­cze­nie ko­mu­ni­katów po­zasłownych w każdej sy­tu­acji. Ta cen­na wie­dza wzmoc­ni two­je re­la­cje z in­ny­mi i wzbo­ga­ci two­je życie, tak jak wzbo­ga­ciła moje.

W za­cho­wa­niach nie­wer­bal­nych fa­scy­nujące jest ich uni­wer­sal­ne za­sto­so­wa­nie. Ta for­ma ko­mu­ni­ka­cji spraw­dza się wszędzie, gdzie tyl­ko lu­dzie kon­tak­tują się między sobą. Jest wszech­obec­na i wia­ry­god­na. Kie­dy wia­do­mo, co ozna­cza kon­kret­ne za­cho­wa­nie, można wy­ko­rzy­stać tę infor­mację w wie­lu różnych oko­licz­nościach i wszel­kie­go ro­dza­ju śro­do­wi­skach. Tak na­prawdę bez prze­kazów nie­wer­bal­nych trud­no sku­tecz­nie nawiązywać wza­jem­ne kon­tak­ty. Czy kie­dy­kol­wiek za­sta­na­wiałeś się, dla­cze­go lu­dzie wciąż la­tają sa­mo­lo­ta­mi na spo­tka­nia w erze kom­pu­terów, wia­do­mości tek­sto­wych, e-ma­ili, te­le­fonów i wi­de­okon­fe­ren­cji? Czy­nią tak z po­trze­by wyrażania i ob­ser­wo­wa­nia na żywo ko­mu­ni­katów nie­wer­bal­nych. Nic nie prze­bi­je możliwości uj­rze­nia owych prze­kazów oso­biście i z bli­ska. Dla­cze­go? Dla­te­go że za­cho­wa­nia nie­wer­bal­ne mają wielką moc i zna­cze­nie. Wszyst­ko, cze­go do­wiesz się z tej książki, będziesz mógł za­sto­so­wać w każdej sy­tu­acji i sce­ne­rii. A oto przykład (patrz ram­ka 3).

RAM­KA 3: WIE­DZA PO­MOC­NA LE­KA­RZO­WI

Kil­ka mie­sięcy temu pro­wa­dziłem se­mi­na­rium dla gru­py po­ke­rzystów na te­mat tego, jak wy­ko­rzy­sty­wać ko­mu­ni­ka­ty nie­wer­bal­ne do od­czy­ty­wa­nia kart prze­ciw­ni­ka i wy­gry­wa­nia większych sum. Po­ker jest grą, w której na­cisk kładzie się na ble­fo­wa­nie i zwo­dze­nie, dla­te­go też gra­cze byli bar­dzo za­in­te­re­so­wa­ni umiejętnością od­czy­ty­wa­nia nieświa­do­mych prze­kazów opo­nen­ta. Roz­szy­fro­wa­nie ko­mu­ni­katów po­zasłownych jest dla nich pod­stawą suk­ce­su. Wie­lu z nich wyrażało wdzięczność za moje spo­strzeżenia, ale bar­dzo za­sko­czyło mnie to, jak wie­lu uczest­ników se­mi­na­rium po­tra­fiło do­strzec war­tość zro­zu­mie­nia i wy­ko­rzy­sta­nia za­cho­wań nie­wer­bal­nych poza po­ke­ro­wym sto­li­kiem.

Dwa ty­go­dnie po se­sji do­stałem ma­ila od jed­ne­go z jej uczest­ników, le­ka­rza z Tek­sa­su. „Naj­bar­dziej mnie zdu­mie­wa – na­pi­sał – że to, cze­go do­wie­działem się na pańskim se­mi­na­rium, po­ma­ga mi również w mo­jej prak­ty­ce le­kar­skiej. Prze­ka­zy nie­wer­bal­ne, o których nas pan uczył po to, abyśmy mo­gli od­czy­ty­wać myśli gra­czy w po­ke­ra, po­ma­gają mi również le­piej ro­zu­mieć pa­cjentów. Te­raz po­tra­fię wy­czuć, kie­dy są zakłopo­ta­ni lub pew­ni sie­bie bądź też nie­zu­pełnie szcze­rzy”. List tego le­ka­rza świad­czy o uni­wer­sal­ności ko­mu­ni­katów po­zasłownych oraz ich zna­cze­niu we wszel­kich aspek­tach życia.

DO­SKO­NA­LE­NIE UMIEJĘTNOŚCI KO­MU­NI­KA­CJI NIE­WER­BAL­NEJ WY­MA­GA CZYN­NE­GO WSPÓŁDZIAŁANIA

Je­stem prze­ko­na­ny, że każdy człowiek o prze­ciętnej in­te­li­gen­cji może na­uczyć się wy­ko­rzy­sty­wać po­zasłowne spo­so­by po­ro­zu­mie­wa­nia się do do­sko­na­le­nia sie­bie. Wiem to, po­nie­waż przez ostat­nie dwa­dzieścia lat prze­ka­załem tysiącom lu­dzi wiedzę o tym, jak z po­wo­dze­niem od­szy­fro­wy­wać za­cho­wa­nia nie­wer­bal­ne i wy­ko­rzy­sty­wać te in­for­ma­cje do wzbo­ga­ca­nia swo­je­go życia, a także życia swo­ich bli­skich, oraz osiąga­nia tak oso­bi­stych, jak i za­wo­do­wych celów. Jed­nakże, aby się to udało osiągnąć, po­trzeb­na jest czyn­na współpra­ca między mną a tobą i każdy musi wnieść coś war­tościo­we­go do na­szych wspólnych sta­rań.

Prze­strze­ga­nie dzie­sięciu przy­ka­zań sku­tecz­nej ob­ser­wa­cji i roz­szy­fro­wy­wa­nia ko­mu­ni­katów nie­wer­bal­nych

Sku­tecz­ne od­czy­ty­wa­nie lu­dzi – zbie­ra­nie po­zasłownych in­for­ma­cji w celu po­zna­nia czy­ichś myśli, uczuć i za­miarów – to umiejętność wy­ma­gająca ciągłej prak­ty­ki i od­po­wied­nie­go tre­nin­gu. Aby pomóc ci się w tym wyćwi­czyć, chcę prze­ka­zać pew­ne ważne wskazówki – czy też przy­ka­za­nia – które mak­sy­mal­nie zwiększą sku­tecz­ność od­czy­ty­wa­nia prze­kazów nie­wer­bal­nych. Gdy za­sto­su­jesz te za­le­ce­nia w co­dzien­nym życiu i uczy­nisz je częścią swo­ich ru­ty­no­wych zajęć, wkrótce staną się twoją drugą na­turą i nie będą wy­ma­gać zbyt dużego świa­do­me­go wysiłku. Przy­po­mi­na to w dużej mie­rze naukę jaz­dy. Pamiętasz, jak po raz pierw­szy pro­wa­dziłeś sa­mochód? Pew­nie, po­dob­nie jak ja, byłeś tak skon­cen­tro­wa­ny na kie­ro­wa­niu au­tem, że trud­no ci było śle­dzić to, co ro­bisz, i sku­piać się jed­no­cześnie na tym, co dzie­je się na dro­dze. Do­pie­ro gdy po­czułeś się do­brze za kie­row­nicą, mogłeś objąć uwagą wszyst­ko, co wiąże się z jazdą sa­mochodem. Tak samo jest z za­cho­wa­niem nie­wer­bal­nym. Kie­dy udo­sko­na­lisz tech­nikę sku­tecz­ne­go posługi­wa­nia się po­zasłowny­mi for­ma­mi ko­mu­ni­ka­cji, sta­nie się to au­to­ma­tycz­ne i będziesz mógł sku­pić całą uwagę na od­szy­fro­wy­wa­niu oto­cze­nia.

Przy­ka­za­nie pierw­sze: Bądź do­brym ob­ser­wa­to­rem swo­je­go oto­cze­nia. To naj­bar­dziej pod­sta­wo­we wy­ma­ga­nie dla każdego, kto pra­gnie roz­szy­fro­wy­wać i wy­ko­rzy­sty­wać nie­wer­bal­ne spo­so­by po­ro­zu­mie­wa­nia się.

Wy­obraź so­bie, jak niemądre byłoby słucha­nie kogoś, mając za­tycz­ki w uszach. Nie mo­gli­byśmy nic usłyszeć i wszyst­ko, co zo­stałoby po­wie­dzia­ne, umknęłoby nam. Dla­te­go też ci, którzy bar­dzo chcą coś usłyszeć, nie noszą za­ty­czek w uszach! A mimo to, jeśli cho­dzi o po­strze­ga­nie nie­me­go języka za­cho­wań nie­wer­bal­nych, wie­lu ob­ser­wujących równie do­brze mogłoby mieć prze­pa­ski na oczach, tak bar­dzo bo­wiem są nieświa­do­mi sy­gnałów prze­ka­zy­wa­nych przez ciała ota­czających ich lu­dzi. Za­stanówmy się nad tym. Tak jak uważne słucha­nie jest pod­stawą poj­mo­wa­nia wer­bal­nych oświad­czeń, tak samo bacz­na ob­ser­wa­cja sta­no­wi za­sad­ni­czy wa­ru­nek ro­zu­mie­nia mowy ciała. Hola, nie tak prędko! Nie prze­my­kaj się przez to zda­nie, żeby czy­tać da­lej. To, o czym ono mówi, ma de­cy­dujące zna­cze­nie. Bacz­na (wy­ma­gająca wysiłku) ob­ser­wa­cja jest ab­so­lut­nie niezbędna do roz­szy­fro­wy­wa­nia lu­dzi i sku­tecz­ne­go wy­kry­wa­nia ich prze­kazów pozawer­bal­nych.

Pro­blem po­le­ga na tym, że większość lu­dzi pa­trzy, ale tak na­prawdę nie do­strze­ga – jak to po­wie­dział Sher­lock Hol­mes, skru­pu­lat­ny an­giel­ski de­tek­tyw, do swo­je­go przy­ja­cie­la, dok­to­ra Wat­so­na: „Wi­dzisz, ale nie ob­ser­wu­jesz”. Nie­ste­ty większość lu­dzi pa­trzy na swo­je oto­cze­nie, nie wy­si­lając zbyt­nio zmysłu ob­ser­wa­cji. Ta­kie oso­by nie uświa­da­miają so­bie sub­tel­nych zmian za­chodzących w świe­cie. Nie zdają so­bie spra­wy z mnóstwa de­ta­li po­ja­wiających się w ich oto­cze­niu, ta­kich jak nie­znacz­ny ruch czy­jejś dłoni lub sto­py, który może zdra­dzić praw­dzi­we myśli lub in­ten­cje da­ne­go człowie­ka.

Różne ba­da­nia na­uko­we wy­ka­zały, że lu­dzie są na ogół kiep­ski­mi ob­ser­wa­to­ra­mi. Na przykład kie­dy mężczy­zna prze­bra­ny za go­ry­la prze­szedł przed stu­den­ta­mi w trak­cie zajęć, połowa gru­py na­wet go nie za­uważyła (Si­mons i Cha­bris, 1999, 1059–1074)!

Mar­nym ob­ser­wa­to­rom bra­ku­je „przy­tom­ności sy­tu­acyj­nej”, jak pi­lo­ci sa­mo­lotów na­zy­wają zda­wa­nie so­bie w każdej chwi­li spra­wy z tego, gdzie się znaj­du­je­my. Tacy lu­dzie nie poj­mują dokład­nie, co dzie­je się wokół nich, a na­wet przed ich ocza­mi. Po­prośmy ich, żeby we­szli do ob­ce­go po­ko­ju pełnego lu­dzi i ro­zej­rze­li się wokoło, a po­tem po­prośmy, by za­mknęli oczy i po-wie­dzie­li, co zo­ba­czy­li. Będzie­my zdzi­wie­ni ich nie­zdol­nością przy­po­mnie­nia so­bie na­wet naj­bar­dziej oczy­wi­stych cech da­ne­go po­miesz­cze­nia.

Przygnębiające jest to, jak często spo­ty­ka­my kogoś lub czy­ta­my o kimś, kto za­wsze wy­da­je się ślepy na wy­da­rze­nia ze swo­je­go życia. Skar­gi są nie­mal za­wsze ta­kie same:

„Moja żona właśnie wystąpiła o rozwód. Nie miałem pojęcia, że czu­je się nieszczęśliwa w na­szym małżeństwie”.

„Psy­cho­log szkol­ny mówi, że mój syn zażywa ko­ka­inę od trzech lat. Nie wie­działam, że ma pro­blem z nar­ko­ty­ka­mi”.

„Spie­rałem się z tym fa­ce­tem i ni z tego, ni z owe­go, ten du­pek mnie walnął. Nie wi­działem, że się na to za­no­si”.

„Wy­da­wało mi się, że szef jest całkiem za­do­wo­lo­ny z mo­jej pra­cy. Nie miałam pojęcia, że za­mie­rza mnie zwol­nić”.

To stwier­dze­nia wy­po­wia­da­ne przez mężczyzn i ko­bie­ty, którzy nig­dy nie na­uczy­li się sku­tecz­nie ob­ser­wo­wać ota­czającego ich świa­ta. Prawdę mówiąc, taki brak traf­nej oce­ny nie jest za­ska­kujący. Kie­dy doj­rze­wa­my i z dzie­ci prze­obrażamy się w do­rosłych, nikt nam nie mówi, jak zwra­cać uwagę na wskazówki nie­wer­bal­ne ko­mu­ni­ko­wa­ne przez in­nych. Nie ma ta­kich lek­cji w szko­le pod­sta­wo­wej, śred­niej czy wyższej, na których uczo­no by nas, jak roz­wi­jać świa­do­mość sy­tu­acyjną. Gdy ktoś ma szczęście, sam wy­pra­cu­je so­bie większą spo­strze­gaw­czość. A jeśli nie, to nie będzie po­tra­fił do­strzec mnóstwa pożytecz­nych in­for­ma­cji, dzięki którym unik­nie pro­blemów i le­piej będzie mu się wiodło na rand­kach, w pra­cy, w życiu ro­dzin­nym.

Na szczęście umiejętność ob­ser­wa­cji to zdol­ność, której można się na­uczyć. Nie mu­si­my iść przez życie z prze­wiąza­ny­mi ocza­mi. Poza tym, jako że jest to ro­dzaj sztu­ki, możemy ją do­sko­na­lić po­przez od­po­wied­ni tre­ning. Jeśli two­ja zdol­ność ob­ser­wa­cji jest „upośle­dzo­na”, nie załamuj się. Możesz po­ko­nać tę słabość, jeśli tyl­ko chcesz poświęcić czas i ener­gię na przygląda­nie się świa­tu z większą uwagą.

Po­wi­nie­neś po pro­stu uważnie ob­ser­wo­wać to, co się w życiu dzie­je. Mieć świa­do­mość tego, że ota­czający cię świat nie jest nie­zmien­ny. Ta­kie za­mie­rzo­ne działanie wy­ma­ga wysiłku, ener­gii i sku­pie­nia, a także nie­ustan­nej prak­ty­ki. Ob­ser­wo­wa­nie przy­po­mi­na mięsień, który sta­je się sil­niej­szy, gdy go używa­my, i za­ni­ka, kie­dy pozosta­je w bez­ru­chu. Ćwicz więc swój „mięsień ob­ser­wa­cyj­ny”, a sta­niesz się lep­szy w roz­szy­fro­wy­wa­niu ota­czającego cię świa­ta.

A przy oka­zji, kie­dy mówię o świa­do­mej ob­ser­wa­cji, to proszę o wy­ko­rzy­sta­nie wszyst­kich zmysłów, nie tyl­ko wzro­ku. Za­wsze gdy wchodzę do swo­je­go miesz­ka­nia, biorę głęboki wdech. Gdy nie pach­nie ono „nor­mal­nie”, wpa­dam w nie­pokój. Pew­ne­go razu po po­wro­cie do domu z podróży wy­czułem lekką woń dymu ty­to­nio­we­go. Mój nos ostrzegł mnie przed możli­wym nie­bez­pie­czeństwem znacz­nie wcześniej, za­nim mogłem się ro­zej­rzeć po miesz­ka­niu. Oka­zało się, że człowiek zaj­mujący się kon­ser­wacją bu­dyn­ku był u mnie, żeby na­pra­wić cieknącą rurę, i za­pach jego prze­siąkniętych dy­mem pa­pie­ro­so­wym ubrań i skóry wciąż utrzy­my­wał się w po­wie­trzu kil­ka go­dzin później. Na szczęście był to mile wi­dzia­ny in­truz, ale równie do­brze mógłby to być włamy­wacz czający się w sąsied­nim po­ko­ju. Cho­dzi o to, że ko­rzy­stając ze wszyst­kich zmysłów, po­tra­fiłem le­piej oce­nić, co się dzie­je w moim oto­cze­niu, i za­dbać o własne bez­pie­czeństwo.

Przy­ka­za­nie dru­gie: Ob­ser­wo­wa­nie w określo­nym kon­tekście to klucz do zro­zu­mie­nia prze­kazów nie­wer­bal­nych. Im le­piej poj­mie­my sens kon­tek­stu, w ja­kim się po­ja­wiają po­zasłowne ko­mu­ni­ka­ty, czy­li sy­tu­acji z praw­dzi­we­go życia, tym jaśniej zro­zu­mie­my ich zna­cze­nie. Na przykład po wy­pad­ku dro­go­wym lu­dzie są w szo­ku i chodzą bez celu, spra­wiając wrażenie oszołomio­nych. Trzęsą im się ręce i mogą na­wet po­dej­mo­wać błędne de­cy­zje i wyjść na ruch-liwą ulicę. (Dla­te­go właśnie po­li­cjan­ci proszą ta­kie oso­by o po­zo­sta­nie w sa­mo­cho­dzie). Dla­cze­go tak się dzie­je? Po wy­pad­ku lu­dzie cier­pią na sku­tek całko­wi­te­go przejęcia kon­tro­li nad „myślącym” mózgiem przez jego ob­szar zwa­ny układem lim­bicz­nym. W re­zul­ta­cie po­ja­wiają się ta­kie re­ak­cje, jak drżenie, dez­orien­ta­cja, zde­ner­wo­wa­nie oraz zakłopo­ta­nie. W ta­kim kon­tekście należy się spo­dzie­wać po­dob­nych za­cho­wań, gdyż wypływają one ze stre­su spo­wo­do­wa­ne­go wy­pad­kiem. Pod­czas roz­mo­wy kwa­li­fi­ka­cyj­nej z kan­dy­da­ta­mi na jakąś po­sadę spo­dzie­wam się, że będą oni zde­ner­wo­wa­ni na początku roz­mo­wy, ale po­tem nie­pokój znik­nie. Kie­dy zanie­pokojenie po­ja­wia się po­now­nie, gdy za­daję określone py­ta­nia, wte­dy muszę się za­sta­no­wić, dla­cze­go taka re­ak­cja na­gle zno­wu wystąpiła.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej