Morderczy kret - Tomasz Siwiec - ebook

Morderczy kret ebook

Tomasz Siwiec

3,8
7,00 zł

Opis

 Druga odsłona morderczej serii.

 

Opis:

Marek Korosiński na co dzień zajmuje się pracą w ogrodzie. Z dumą obserwuje rosnące kwiaty, krzewy oraz warzywa. Pewnego dnia na działce pojawia się kret, który zaczyna niszczyć jego uprawy. Właściciel podejmuję walkę ze szkodnikiem, ale kiedy zawodzą wszelkie popularne metody, Marek decyduje się przyrządzić truciznę według własnej receptury. Ta jednak zamiast zabić kreta, powoduje jego nagły wzrost. Wkrótce w mieście zaczynają ginąć ludzie, a budynki mieszkalne zapadają się pod ziemię…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 37

Oceny
3,8 (5 ocen)
1
2
2
0
0

Popularność




Wbił ostry pazur w przyrodzenie wrzeszczącego człowieka i pociągnął w dół. Penis i jądra księdza upadły na ziemię. Z rozciętej rany buchnął gejzer gęstej krwi. Dyndające nogi wciąż jednak poruszały się na wszystkie strony, więc kret chwycił w zęby stopy księdza i delikatnie je rozgryzł. Z krwawych kikutów trysnęła krew. Duchowny wyciągnął rękę w stronę mężczyzny i kiedy ten odwrócił głowę w jego kierunku, kret wciągnął go do środka.

Tytuł oryginału:

Morderczy kret

Redakcja i korekta:

Marta Sobiecka

Okładka:

Joanna Widomska

Skład, łamanie i opracowanie graficzne:

Krzysztof „Korsarz” Biliński

Copyright © 2021 Tomasz Siwiec

Copyright © 2021 Horror Masakra

SUCHA BESKIDZKA 2021

Wydanie I

ISBN 978-83-956882-4-9

Zajmowanie się ogrodem było ulubionym zajęciem Marka Korosińskiego.

Przez szereg lat dorobił się dwunastu arów wypielęgnowanej działki, na której znajdowały się zarówno rośliny ozdobne, jak i kwiaty oraz warzywa. Ogród przedzielony został na dwie części. Po prawej znajdowały się równo poprowadzone grządki z marchewką, pietruszką, sałatą i selerem. Tuż obok stała niewielka szklarnia foliowa, w której hodował ogórki oraz pomidory. Z kolei po lewej stronie działki ciągnęły się kolorowe rabaty z kwiatami oraz krzewami ozdobnymi. Były tam między innymi pelargonie, niezapominajki, astry, wielobarwne wrzosy, piwonie oraz funkie.

Utrzymanie ogrodu wymagało wiele wysiłku. Widok wypielęgnowanych roślin rekompensował czas spędzony z grabiami oraz łopatą. Marek na co dzień pracował w jednym z podmiejskich zakładów budżetowych. Szczerze mówiąc, nie lubił swojej pracy, dlatego przez większość dnia spoglądał na zegarek w oczekiwaniu na fajrant, aby wreszcie zaszyć się w ogrodzie.

Niezapominajki tego lata pachniały szczególnie intensywnie. Tym razem nie kupił nasion w zwykłym ogrodniczym, ale od prywatnego sprzedawcy, który zarzekał się, że posiada oryginalne egzemplarze. Większość nasion zakupiona w hipermarketach była po prostu słabej jakości. Czasami niedostrzegalnej dla zwykłego ogrodnika, ale bystre oko Marka potrafiło wychwycić kolorystyczne różnice.

Tego dnia postanowił spędzić więcej czasu w ogrodzie. Na niebie od rana kotłowały się ciemne chmury, jednak do tej pory jakoś nie zaczął padać deszcz. Gdyby lunęło, to przyroda wyręczyłaby go w żmudnej pracy podlewania. Ostatnimi czasy panowały bardzo wysokie temperatury i deszcz był potrzebny.

Marek zrobił sobie kokosowe cappuccino i położył filiżankę na drewnianym stoliczku. Posłodził napój dwiema kostkami cukru i przez moment obserwował głaskane przez wiatr wrzosy. Wielobarwne rośliny poddawały się pieszczotom, falując w rytm podmuchów letniego wiatru. Z zamyślenia wyrwał go dźwięk przychodzącego SMS-a. Zerknął na wyświetlacz i skrzywił się z niesmakiem. To była Ewa. Jego koleżanka z pracy, która od kilku tygodni dawała mu do zrozumienia, że jest nim żywo zainteresowana. Była niezwykle atrakcyjną rozwódką, ale zniechęcała go właśnie swą nachalnością. Czasami, kiedy mijali się w korytarzu ocierała się o niego, niczym kotka w rui. Robił wówczas dobrą minę do złej gry, bo nie chciał być niemiły, ale nie podobało mu się takie zachowanie. Marek miał obawy, że wiążąc się z jakąkolwiek kobietą, zmuszony by był, przynajmniej częściowo, zrezygnować ze swojego hobby. Tego nie potrafił sobie wyobrazić.

Kliknął w ikonę koperty.

Może wspólna kawa, wieczorem?

– Nie pijam wieczornych kaw – westchnął pod nosem i odłożył telefon na stolik. Na wszelki wypadek wyciszył go, aby już więcej się nie denerwować.

Pociągnął łyczek kawy i odstawił filiżankę na stół. Kiedy poczuł delikatne pieczenie na dłoni, uważnie się jej przyjrzał. Wczorajszy przekop, który musiał wykonać, aby rozdzielić grządki pelargonii od rosnących obok niezapominajek, spowodował kilka bolesnych bąbli. Korciło go, aby je przekłuć, ale to zazwyczaj wydłużało czas gojenia. Pomyślał, że następnym razem ubierze rękawiczki. Ponownie sięgnął po filiżankę i w tym momencie kropla deszczu spadła mu na czubek nosa. Parsknął śmiechem i spojrzał w niebo.

– Nareszcie – szepnął do siebie i wstał z krzesła. Przez jakiś czas obserwował, jak deszcz przybiera na sile. Wszystkie rośliny jakby nabrały wyraźniejszych barw. Woda zaczynała spłukiwać z ich płatków i liści cząstki kurzu oraz piachu. Pomimo iż każdego dnia przyglądał się swoim roślinom, to i tak za każdym razem potrafił zachwycić się nimi na nowo. Jego małe dzieło sztuki.

Kiedy deszcz przybrał na sile, Marek schował się pod dachem. Nie chciał nabawić się kataru, czy co gorsza przeziębienia. Kiedy z oddali dobiegł pierwszy grzmot nadciągającej burzy, ruszył w stronę wejścia do domu, jednak jakiś dziwny ruch przykuł jego uwagę. Stanął na progu i uważnie się rozejrzał. Nie potrafił zlokalizować źródła swojego niepokoju. Dopiero po dłuższej chwili zauważył rosnący kopczyk ziemi.

– O ty chuju – jęknął, marszcząc czoło.

W jego ogrodzie pojawił się kret.

Grudki ziemi przesypywały się z sekundy na sekundę, tworząc tuż obok szklarni coraz większy kopiec. Marek zacisnął zęby i z trudem powstrzymał kolejną wiązankę przekleństw. Dobrze wiedział, że samymi wulgaryzmami nie pozbędzie się intruza, zatem szybko rozejrzał się za łopatą. Tuż pod oknem stała wysłużona sztychówka. Bez namysłu popędził w jej stronę i chwycił narzędzie do ręki.