Mordercze ballady - Marta Podgórnik - ebook
lub
Opis

22 piosenki i wiersze oraz jedna proza – wszystkiego akurat tyle, by powstał elektryzujący „album” autorki, która od dłuższego czasu rozwijała w swej twórczości balladowy żywioł. Frazy tomu osaczają czytelnika melodyjnym rytmem i kojącymi aluzjami, by znienacka wykonać idealne mordercze pchnięcie. Znajdziemy tutaj miłość, zdradę, używki i dancingi, słodkie upojenia i gorzkie doświadczenia, a przede wszystkim śmierć, różne jej fortele i zapowiedzi.

Poezja Podgórnik jest nie do zdarcia!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 16

Popularność


Gdy na początku jest słowo, niech stanie się cisza

Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest. Miej odwagę patrzeć

na mnie z salomonowych wzgórz, znad partyjek

tryktraka. Między transmisjami huraganów, powodzi

i relacją live z trzystu i siedmiu plag

globalnej półkultury. Znad zagład wszechświata.

Pozwól mi rzewnie płakać przy słabych serialach i w

przerwach reklamowych między serialami i w

damskich przebieralniach i w kiblach na stacjach

benzynowych stawianych hojnie przez mojego ojca.

Nie pozwól mi spać w pociągach i się włóczyć

po manifestacjach, wiecach i ceremoniach, których

większość obojgu nam jakoś urąga.

Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest, miej w opiece koty

i psy ze schroniska. I nigdy więcej nie pozwól mu dzwonić.

Albo spraw, żebym więcej nie słyszała dzwonka.

Gdy na początku jest słowo, niech stanie się cisza.

Mój wiersz

Na nazwisko mam Podgórnik, nazywają mnie Marteczką

Rodzice, a koledzy mówią: Marti. Kochankowie czasem:

Martuś, może dałabym im dziecko, gdyby nie to, że są

Dla mnie dawno martwi.

Gdy się czyn popełni wredny, żaden glejt już niepotrzebny

Żaden ślubu akt

Żaden zgonu akt

Gdy się czyn popełni podły, pomagają tylko modły.

Urodziłam się w Sosnowcu, ale z serca jestem śląska

Rodzice w śląskiej chrzcili mnie katedrze.

Szkół wysokich nie kończyłam, ale pilnie się uczyłam

I na zabójstwach znam się całkiem biegle.

Mówią mi, że się puszczałam, ale ja po prostu spałam

W nie zawsze swoich hotelowych łóżkach.

No rzucajcie kamieniami w mój kurhanik z marzeniami

Którego bez wezwania nie opuszczam.

Prawdą jest, że raz zabiłam, we krwi dłonie umoczyłam

Lecz tu na ziemi uszło mi to płazem.

Do wszystkiego się przyznałam, przez sekundę żałowałam

I będę czynić tak za każdym razem.

Dom Wschodzącego Słońca

Na Śląsku stoi taki dom, co go wariackim zwą

Zielone pola tylko w krąg, a białe, gdy za mgłą

Mamusia ma księgową jest, niejeden zjadła czek

Wysyła puste SOS w dwudziesty pierwszy wiek

Mój tatuś stawia domy tu, swojego mu nie żal

Córeczce po