Montecore. Milczenie tygrysa - Jonas Hassen Khemiri - ebook

Montecore. Milczenie tygrysa ebook

Jonas Hassen Khemiri

3,5

Opis

Młody pisarz o imieniu Jonas Hassen Khemiri jest o krok od opublikowania swojej debiutanckiej powieści, gdy otrzymuje list od Kadira, mężczyzny podającego się za bliskiego przyjaciela jego ojca. Kadir, posługujący się dziwaczną, pretensjonalną mieszaniną arabskiego i francuskiego, składa propozycję: opowie mu o życiu jego ojca, a w zamian Jonas uczyni tę fascynującą biografię tematem następnej książki. Tak zaczyna się olśniewająca, często przezabawna, wymiana zdań.

Kadir opisuje skromne początki ojca Jonasa, Abbasa, jako sieroty w Tunezji, ich wspólne przygody jako młodych kobieciarzy, a także późniejszą walkę Abbasa o osiedlenie się w Szwecji po zakochaniu się w matce Jonasa. Jonas z kolei wspomina dorastanie w rodzinie z trudem wiążącej koniec z końcem oraz zgorzkniałego, załamanego ojca, który walczy o przetrwanie w swoim – często wrogo nastawionym – kraju. Z korespondencji wyłania się postać człowieka będącego jednocześnie nieodpowiedzialnym artystą przepełnionym radością życia i zdeptaną ofiarą bezlitosnych uprzedzeń okoliczności. Ale co tak naprawdę się stało?

W tej żartobliwej, błyskotliwej powieści postawiono pytanie o siłę narracji: kto ma prawo opowiadać czyjąś historię? Czy Kadir manipuluje Jonasem, czy Jonas oszukuje swojego ojca, czy może też pisarz powieści, prawdziwy Jonas Hassen Khemiri, zwodzi czytelnika? I kim naprawdę jest Kadir?

Montecore to powieść zachwycająca zarówno pod względem błyskotliwości językowej, jak umiejętności w odmalowaniu przejmujących portretów wyobcowanego ojca i syna.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 343

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Tytuł oryginału: Montecore

Redakcja: Robert Sudół

Projekt okładki: Łukasz Zbieranowski / Fajne Chłopaki

Korekta: Dorota Ring

Redaktor prowadzący: Bartłomiej Nawrocki

Copyright © 2006, Jonas Hassen Khemiri

All rights reserved

Copyright © for the Polish translation by Dominika Górecka, 2020

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2020

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku.

Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Wydanie I

ISBN 9788381430937

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Dziękuję Mami, Baba, Hamadi, Lotfi.

„They just think I’m a strange tiger who walks on two legs”.

Roy Horn, duet poskramiaczy tygrysów Siegfried & Roy

PROLOG

Serwus, drogi czytelniku, który właśnie stoisz i kartujesz tę książkę! Pozwól, że Ci wyjaśnię, dlaczego powinieneś poświęcić swój czas i fundusze właśnie na nią.

Spróbujmy sobie wspólnie wyobrazić, jak najlepszy ojciec na świecie i superbohater tej książki wędruje odziany w biały garnitur po tarasie swojego luksusowego nowojorskiego loftu. Cienie ptaków szybują po poczerwieniałym niebie, milkną klaksony taksówek, a w tle bulgocze gigantyczne jacuzzi.

Nasz bohater obserwuje zgiełk Manhattanu. Wiatr smaga jego męski kucyk, a umysł memoruje jego dotychczasowe życie. Biedne dzieciństwo spędzone w sierocińcu w Tunezji, relokację do Szwecji i bitwę o karierę. Wybitne kolekcje zdjęć, częste rozczarowania, powtarzające się zdrady. Do akompaniamentu zachodzącego słońca i pękających baniek w jacuzzi uśmiecha się na myśl o późnym sukcesie swojej kariery.

I nagle pryska ten nostalgiczny blask! Kim są ci niosący balony zaskakujący goście, którzy ze śmiechem opuszczają zainstalowaną na jego potrzeby windę? Fotograficzni ekwilibryści pokroju Cartiera-Bressona i Richarda Avedona machają mu na powitanie.Przybywają intelektualni prominenci w osobach Salmana Rushdiego i Naomi Klein. Podejmowane są kolejni goście – światowe sumienia o wielkich sercach jak Kofi Annan i Sting. Korki od szampana lewitują pod niebo, a kelnerzy wytaczają gigantyczny tort glazurowany jego imieniem. Nim skończy się wieczór, udrapowany w skórę Bono zasalutuje na cześć jego pięćdziesiątych urodzin akustyczną wersją Even Better Than The Real Thing.

Nasz bohater zalewa oczy łzami i dziękuje swoim przyjaciołom.

Jak ten biedny, pozbawiony rodziców chłopiec osiągnął tak kosmiczny sukces?

Zainwestuj natychmiast swój bilet w podróż z tą książką, a się dowiesz!

CZĘŚĆ PIERWSZA

Najserdeczniejsze pozdrowienia!

Miarkuj, kto kreśli do Ciebie te zdania? To KADIR stuka wklawisze!!! Najbardziej antyczny przyjaciel Twojego ojca! Prawda, że mnie sobie memorujesz? Liczę na widok Twojej ochoczo przytakującej głowy. Był rok 1986, kiedy wizytowałem u Was w Sztokholmie: u Twojej uśmiechniętej matki, Twoich nowo zrodzonych młodszych braci, Twojego dumnego ojca w jego świeżym atelier fotograficznym. I u Ciebie, który nam asystowałeś w nauce języka szwedzkiego. Memorujesz sobie nasze zasady języka szwedzkiego? Byłeś wówczas korpulentnym, utalentowanym językowo chłopcem ze zdrowym apetytem na lody i cukierki Pez. Niespodziewanie przemieniłeś się w wyrośniętego mężczyznę, który już wkrótce opublikuje swoją premierową powieść! Przyjmij moje gigantyczne gratulacje! Czas tak szybko tyka, kiedy człowiek ma dobry humor, nieprawdaż?

Twój dom wydawniczy przesłał mi Twoją skrzynkę mailową, zatem piszę, by interpelować, czy dane Ci było dostąpić jakichś wieści od Twojego ojca? Czy znana jest Ci jego obecna lokalizacja? Czy Wasza relacja jest równie tragicznie milcząca jak w ciągu ostatnich ośmiu lat? Pozostawałem z Twoim ojcem w stabilnej przyjaźni aż do ubiegłego miesiąca, kiedy to nagle przestał odpowiadać na moje e-maile. Moją pierś przepełnia teraz uporczywy niepokój. Czy został porwany przez CIA i przeniesiony do zatoki Guantanamo udrapowany w pomarańczowy kombinezon? Czy został uprowadzony przez Mossad? Czy jest więziony przez Nestlé w odwecie za jego odkrywcze zdjęcia z ich niewolniczych fabryk w Paragwaju? Każda z tych alternatyw jest równie potencjalna, ponieważ Twój ojciec wyrósł na silną osobowość polityczną. Od czasu relokacji ze Szwecji jego kariera fotograficzna lśni niczym najszczersze złoto.

Przez ostatnie lata odbył ze swoim aparatem fotograficznym tournée po całym świecie, dzierżąc go niczym polityczną broń. Zakwaterował się w luksusowym lofcie w Nowym Jorku, jego regały zastawione są lekturami współczesnego inteligenta, a czas upływa mu w towarzystwie globalnych zbawców świata pokroju Dalajlamy czy Bruce’a Geldoffa. Każdy wolny wieczór spędza na konferencjach pokojowych albo galopuje alejami swoim fioletowym mercedesem 500 SL wyłożonym skórą i wyposażonym w interaktywne wycieraczki przeciwdeszczowe.

Napisz… Czy Twój sukces jest ekwiwalentny wobec sukcesu Twojego ojca? Czy Twój kontrakt książkowy uczynił z Ciebie milionera lub miliardera czy jedynie zapewnił Ci kilka lat stabilności finansowej? Czy literaccy ekwilibryści pokroju Stephena Kinga i Dana Browna są Twoimi bliskimi przyjaciółmi czy jedynie formalnie zapoznanymi kolegami? Ile cipek ma możliwość zaliczyć debiutujący wkrótce autor? Czy każdego dnia otrzymujesz przesłane listownie perfumowane majteczki? Odpowiedz mi proszę, kiedy będziesz miał dostępny czas.

I ja miałem kiedyś literackie marzenia. Przez pewien czas projektowałem biografię poświęconą Twojemu ojcu. Niestety, moje ambicje pokiereszowały luki w wiedzy izblazowane domy wydawnicze. Tuż przed tym jak zasiadłem do pisania tej wiadomości, mój mózg rozpromienił nagle genialny pomysł: Co byś powiedział na to, by w Twojej sekundarnej książce opowiedzieć magiczną historię życia Twojego ojca?

Zderzmy zatem nasze mądre głowy celem wykreowania biografii godnej Twojego prominentnego ojca! Kolaborujmy w stworzeniu literackiego master opus, które przyciągnie globalną publiczność, wielocyfrowe Nagrody Nobla, a może nawet zaproszenie do studia Oprah Winfrey!

Czekam z niecierpliwością na twoją pozytywną odpowiedź. NIE będziesz mieć do siebie żalu!

Twój nowo odnaleziony przyjaciel

Kadir

PS By zaostrzyć Twoje zainteresowanie moją propozycją, załączam dwa dokumenty w formacie Word. Pierwszy może być stosownym prologiem naszej książki, drugi przedstawia dzieciństwo Twojego ojca. Mam głęboką świadomość antycznej niechęci Twojego ojca do opowiadania Ci w detalach swojej historii. Uwierz mi jednak, kiedy piszę: Gdyby tylko mógł, z pewnością partycypowałby w znacznie większym stopniu. A gdyby wiedział o Twojej nadchodzącej powieści, blask jego dumy rozświetliłby największe aleje w mieście.

Dawno, dawno temu była sobie wioska w zachodniej Tunezji zwana Saqiyat Sidi Yusuf. To właśnie tutaj, jesienią 1949 roku, miały miejsce moje narodziny. I właśnie tutaj żyłem w rodzinnej idylli aż do roku 1958, kiedy to tragiczny wypadek zakończył życie mojego ojca, mojej matki i czworga młodszego rodzeństwa. Niefortunnie zlokalizowane bomby francuskiego mocarstwa kolonialnego w Algierii przypadkiem spadły na naszą wioskę w poszukiwaniu sympatyków Frontu Wyzwolenia Narodowego. Zginęło sześćdziesiąt osiem osób, a ja w konsekwencji zostałem pozbawiony rodziny. Przyjaciel rodziny przetransportował mnie do miasta Jendouba i domu zamieszkiwanego przez hojną Cherifę i jej sympatycznego męża Faizala, którzy przyjęli mnie do swojego nieoficjalnego sierocińca dla dzieci antykolonialnych męczenników.

Czy twój ojciec eksponował ci szkielet, jaki został po tym domu? Zlokalizowany był we wschodniej części Jendouby, niedaleko parku rzeźb i nieczynnego obecnie cinéma. Znajdowały się w nim dwie sale sypialne z turkusowymi okiennicami i dekoracyjnymi czarnymi kratami. Ponadto znajdowała się w nim kuchnia i jadalnia, sala szkolna z chropowatymi podwójnymi ławkami i zniszczona tablica do pisania kredą, jak również całe armie tykających w nocy karaluchów.

Już w tych historycznych czasach serce Cherify było równie wielkie, jak szeroki był jej tyłek. Jej gigantyczna wiara w możliwości mogła jedynie konkurować z jej palącą nienawiścią do francuskiej misji szerzenia cywilizacji. Faizal był skromnym wiejskim nauczycielem, który w ramach zadośćuczynienia za swoją niezdolność do seksualnej reprodukcji upoważnił swoją żonę do opieki nad samotnymi dziećmi męczenników. Dzieliłem kwaterę z hojnie umięśnionymi braćmi Dhibem i Sofianem, których rodzice zostali zamordowani podczas napaści na terrorystów Frontu Wyzwolenia Narodowego, której to Francuzi nadali komiczną nazwę „des ratonnades” (polowanie na szczury). Pokój obok zamieszkiwała Zmorda i jej siostra Olfa, których rodziców znaleziono martwych z sabotażowanymi paznokciami i flambirowaną skórą na skutek wstrząsów elektrycznych. Byli tam również niedosłysząca Amine, Nader, który miał jedną nogę krótszą od drugiej, jak i Omar z wzdętym brzuchem, z którego nocą wydobywały się gazy. Ich rodzice i rodzeństwo zostali wymazani z powierzchni ziemi w konsekwencji skutecznego polowania francuskich wojsk na podejrzanych terrorystów. (N.B.: Nie kładź w książce dramatycznego nacisku na historie tych dzieci. Powinieneś skupić się na tajemniczym pojawieniu się twojego ojca, a nie na milionach zabitych w następstwie krzewienia cywilizacji przez Francję. (Nie da się przecież przygotować wybornego omletu bez dekapitowania kilku jajek).

Moje premierowe rendez-vous z twoim ojcem miało miejsce pod koniec 1962 roku. Pod wieloma względami był to zwykły poranek. Obudziłem się wcześnie i leżałem na materacu, Sofiane zanosił się chrapaniem, a Omar puszczał gazy. Doszedł mnie odgłos porannego ciała Cherify, spieszącego do ogrodu, by trysnąć pompą wody. Nagle pomiędzy jednym a drugim zachrypłym pianiem koguta usłyszałem pukanie do drzwi. Z początku słabe i niepewne. Po chwili mocniejsze.

Cherifa podeszła, mamrocząc, a ja uniosłem się i poszedłem za nią. Drzwi otworzyły się na światło wschodzącego słońca, a za nimi stał…

Twój ojciec.

Był wówczas niewielkiej postury dwunastolatkiem z cienkimi niczym gałązki ramionami i pokaźną czupryną kruczoczarnych włosów. Na jego koszulce widniały brunatne ślady wymiocin, a ciało wibrowało w świetle słońca. Cherifa zapytała, z czym do niej przychodzi. Twój ojciec rozchylił swoje wysuszone wargi i zaczął wymachiwać rękami jak jakiś zrozpaczony ptak. Odchrząknął i wydał z siebie ochrypły dźwięk. Nie padło jednak ani jedno słowo. Pamiętam, że on również wydawał się zaskoczony tym swoim nagłym mutyzmem.

Granica współczucia Cherify została dawno przekroczona. Dom pękał w szwach i nie raz już zapewniała Faizala, że nie uratuje ANI JEDNEGO potomka męczenników. Cóż jednak mogła uczynić? Czy mogła zostawić to nieme stworzenie na środku ulicy? I gdy kontemplowała nad swoją decyzją, twój ojciec przedstawił jej starannie złożoną kopertę. Rozchyliła jej zawartość i przewietrzyła szybko płuca, tak jak wtedy, gdy woda pod prysznicem robi się nagle lodowato zimna. Natychmiast zaprowadziła twojego ojca w chłodny cień holu. Co takiego twój ojciec oddelegował Cherifie? Podejrzewam, że mógł to być list przewodni. Lub też sporej wielkości nominał.

Podczas gdy Cherifa zajęta była sprawdzaniem zawartości koperty, jakby chciała upewnić się, że nie pomyliła się co do oceny jej substancji, twój ojciec lustrował spojrzeniem moje oczy. Uścisnąłem jego gąbczastą dłoń i obdarzyłem go śnieżnobiałym uśmiechem, by uspokoić jego rozbiegane oczy.

– Mam na imię Kadir – oznajmiłem. – Witaj w swoim nowym domu!

– … – odparł twój ojciec.

– Yyy… co?

– …

Twój ojciec przyglądał mi się z powątpiewaniem. Zupełnie jakby jakaś czarna magia odebrała mu mowę. Była to jednak naturalna reakcja na szok wywołany nocną eksplozją, śmiercią matki, chaotyczną ucieczką i uczuciem, że jest się absolutnie najbardziej samotnym na świecie. Poklepałem go po ramieniu i szepnąłem:

– Nie martw się, tutaj jesteś w domu.

Pamiętaj, by wypełnić tę scenę mnóstwem dramatycznego prochu i symfonicznych tub basowych.

Napisz:

„Oto jak się spotkali: mój ojciec i Kadir. Bohater i jego giermek. Kadir, który odtąd już zawsze będzie towarzyszył losom mojego ojca, tak jak Robin towarzyszy Batmanowi, a Murzyn w Zabójczej broni Melowi Gibsonowi. Dwaj nowo odnalezieni najlepsi przyjaciele, którzy nigdy nie złamią danych sobie obietnic”.

(W tym miejscu mógłbyś przedstawić dwa ptaki szybujące na wschodzącym niebie, które spotykają się i uśmiechają do siebie dziobami, by po chwili odpłynąć w kierunku szczytu góry Kroumirie. (Niech to będzie symbol naszej zainicjowanej znajomości)).

Twój ojciec i ja szybko zawiązaliśmy węzeł naszej przyjaźni w piękną, pozbawioną słów rozetę. Już pierwszego dnia na lekcji Faizala ulokowaliśmy nasze ciała w podwójnej ławce. Podczas lunchu pokazałem mu, jak schować słodycze pod koszulką, żeby nie ściągnąć na siebie żaluzji starszych chłopców. Podczas sjesty wygłosiłem wiele pytań o jego pochodzenie, na które próbował odpowiedzieć, ale… jego język wciąż nie funkcjonował. Zamachał tylko rękami i eksponował czarno-białe zdjęcie przedstawiające mężczyznę w garniturze raczącego się kolacją w towarzystwie dwóch Europejczyków. Dał mi do potrzymania sękaty kasztan. Ale jego usta nie wypowiedziały ani jednego słowa. Z tego powodu wkrótce otrzymał ironiczny przydomek będący po arabsku ekwiwalentem określenia „ten, który mówi tyle co ten, który połknął radio”.

Milczenie twojego ojca pogłębiało miłosierdzie Cherify. Wkrótce stał się jej nowym faworytem i często asystował jej w obowiązkach domowych. Próbowała wyleczyć go z mutyzmu, bezustannie z nim konwersując. Debatowała nad niebem i ziemią, pogodą i wiatrem, wiejskimi plotkami i relacjami, skandalicznymi cenami papryki i erotycznymi sąsiedzkimi ekskursjami.

Z zazdrości o aktywną uwagę, jaką twojego ojca otaczała Cherifa, Faizal zaczął orać jego dłonie mocnymi, karnymi uderzeniami rózgi, antycypując, że twój ojciec zawyje z bólu, ale jedyne, co osiągnął, to to, że dłonie twojego ojca zaczerwieniły się, nabiegły krwią i zakrzepły w formie znieruchomiałych sucharków. Mutyzm twojego ojca pozostał nietknięty. (Nawiasem mówiąc, czy to nie dziwne, że odziedziczyłeś po swoim ojcu kłopoty z mówieniem? Bo chyba pamiętasz, jakie miałeś w dzieciństwie problemy z wyrażaniem prostych dźwięków takich jak „r” i „s”?)

Opuśćmy teraz wiosnę na rzecz jesieni przed nadejściem kolejnej zimy. Niech mróz spowije podwórze, niech zamilkną świerszcze. W tamtym czasie graliśmy z twoim ojcem w gry bez słów, dzieliliśmy się ziarnami słonecznika, śledziliśmy noszące wodę dziewczyny z dzielnicy. Rozwinęliśmy zaawansowany język migowy, którego poza nami nikt nie rozumiał.

Noce twojego ojca upływały pod znakiem nagłych przebudzeń w kałuży potu na wspomnienie krzyku matki, ryku wystrzałów oraz przekraczanych nocą linii granicznych. Nieraz łzy zalewały mu oczy obrazami z przeszłości, które zawsze miały rozmyty charakter. Próbowałem ukoić jego łzy, ale tylko niektóre smutki można ukoić. Inne nie. Taka jest właśnie tragiczna prawda o życiu.

W tym miejscu proponuję, abyś zaaplikował kilka wspomnień z waszych dorocznych wakacji w Tunezji. Gdybyś obawiał się konkurować z geniuszem mojej metafory, zawsze możesz zmienić czcionkę. Memorujesz cokolwiek z Jendouby?

Oczywiście, że pamiętasz Jendoubę…

Miasto w zachodniej Tunezji, w którym dorastali tatusiowie. Miasto pomarszczonych rolników w słomkowych kapeluszach zgarbionych na koniach i czerwonych przyczep traktorów z pobrzękującymi metalowymi prętami. Pamiętasz zatłoczony souk, hadżich przygryzających rąbki białych chust, kino, w którym grali chińskie filmy kung fu z niemieckimi napisami.

Pamiętasz odgłos uderzających dłoni dobiegający z hammamu, odwieczne ścieranie z ciała potu zmieszanego z brudem, owłosione ciała tatusiów, a potem powrót do domu na przyczepie ciężarówki ze śmigającymi w tle kaktusami i kopcami świeżo zebranego czosnku.

Najwyraźniej jednak pamiętasz babcię Cherifę, tak grubą, że musiała przechodzić bokiem przez drzwi. Babcię, która poklepywała cię na powitanie, nazywała felouse i szczypała w oponkę na brzuchu, żeby sprawdzić, ile masz tłuszczu pod skórą i zawsze potem karciła tatusiów, bo ewidentnie byłeś zagłodzony na śmierć przez całe to dziwne szwedzkie jedzenie. I pamiętasz dziadka Faizala, emerytowanego wiejskiego nauczyciela z torbą lekarską, który zawsze bronił Jendouby, argumentując, że ma wiele cech wspólnych z Nowym Jorkiem. Przykładowo: oba miasta leżą nad rzekami. Oba miasta rządzone są przez idiotów. Oba miasta mają żółte taksówki. Oba miasta mają wielkie problemy z ilością śmieci. I w obu miastach trudno się zgubić – Nowy Jork ma swoją siatkę ulic, a my mamy nasz genialny system alfabetyczny – mówiąc to, Faizal uśmiecha się, a jego białe wąsy wyglądają jak drugi uśmiech, bo przecież nie musi nikomu tłumaczyć, czyj kuzyn wymyślił system ulic w Jendoubie…

Oba miasta dorobiły się również długiej listy przydomków. Nowy Jork nazywany jest „The Big Apple”, „The Melting Pot”, „The World’s Capital”, „The City That Never Sleeps”. Za to Jendouba – „Dupa”, „Pacha”, „Sauna”, „Odbyt”, „Dupa Osła”, „Grill”, „Kominek”, „Piec” lub choćby tatusiowe ironiczne „Zamrażarka”. I tylko gdy tatusiowie chcą zabrzmieć trochę bardziej akademicko, mówią, że jedziecie na wakacje do „Anus Rectum”.

Pamiętasz również wszystkich przyjaciół tatusiów. Drogę z lotniska w mercedesie Omara z lat sześćdziesiątych z poklejonymi taśmą kołpakami, kuskus – danie popisowe Olafa, powitalne okrzyki Amine’a i ciepłe kolana Zmordy. I to, jak wszyscy wzdychali, gdy Nader zaczynał przechwalać się, że jego krawiec – wierzcie lub nie – szyje mu spodnie z nogawkami o różnych długościach i to bez dodatkowej opłaty. Pamiętasz jeszcze o wiele, wiele więcej: tatuaże na gigantycznych bicepsach Sofianego, lewe ramię Dhiba, zawsze bardziej opalone od godzin spędzonych w rozgrzanej od słońca taksówce, noce przespane na dachu i zapach świeżo wypranej pościeli, fajki wodne o smaku jabłka i jeszcze ciepłe ciastka z fabryki Emira. Zmierzch nad zaułkami śródmiejskich ulic i jak siedzisz z babcią, odrywając z syknięciem kawałki arbuza, plujesz pestkami na przejeżdżające samochody, machasz do prowadzącego taksówkę Dhiba, próbując skusić go miąższem owocu, a jasnoróżowy sok spływa ci powoli po przedramieniu. Pytanie brzmi jednak, czy coś z tego mogłoby się znaleźć w książce o twoim ojcu? Prawdopodobnie nie. Prawdopodobnie na początku lepiej pozwolić sterować Kadirowi… bo jego oczywiście również pamiętasz. Kadira, najlepszego przyjaciela tatusiów. Ubranego w fioletowy garnitur i szastającego komplementami wielbiciela kobiet, który przyjechał do was do Szwecji w połowie lat osiemdziesiątych i który wyjechał wzburzony z powodu, którego nie pamiętasz. Co tak naprawdę wtedy się wydarzyło?

Kolejna scena rozgrywa się zimą 1964 roku. Górskie szczyty Kroumirie połyskują śniegiem, a twój ojciec od dwóch lat mieszka u Cherify. Dwa lata absolutnego milczenia. Dwa lata bez najmniejszego szeptu.

Tego zimowego dnia siedzieliśmy, trzęsąc się z zimna, w stołówce; na przemian jedliśmy i ogrzewaliśmy dłonie, dmuchając w nie ciepłym powietrzem. Pamiętam, jak twój ojciec uniósł się niespodziewanie i odmaszerował w kierunku kuchni Cherify, choć było to nad wyraz nielegalne. Z daleka widziałem, jak odchrząknął swoim czternastoletnim gardłem, odkleił język od podniebienia i… przemówił!

– Ekhm… Czy mógłbym prosić o dokładkę? Nie najadłem się.

Pomijając rozległą chrypkę, głos miał całkowicie normalny. Usta Cherify złączyły się w dzióbek i zafurkotały jak u zaskoczonej ryby.

– Przepraszam. Czy mogę dostać dokładkę? – powtórzył twój ojciec jeszcze bardziej wzmocnionym głosem. – Jeśli nie dostanę dokładki, mogę zrelacjonować pewne plotki… Nikt nie słyszy więcej historii niż ten, kogo wszyscy uważają za niemowę, jeśli rozumiesz, co mam na myśli? Nie chcesz chyba, żeby Faizal dowiedział się…

W tym miejscu głos twojego ojca został zredukowany do ledwo słyszalnego szeptu. Zaskoczenie Cherify było tak wielkie, że faktycznie (pierwszy raz w historii świata) przyznała dodatkową rację żywnościową. Od tego dnia twój ojciec był jeszcze bardziej faworyzowany przez Cherifę (i jeszcze bardziej pogardzany przez Faizala).

Dlaczego twojemu ojcu nagle wróciła sprawność języka? Nie mam bladego pojęcia. Nie zawsze życie przebiega zgodnie z książkowo poprawnym wzorcem. Byłoby jednak dobrze, gdybyśmy w naszej książce postarali się sformułować wyraźną przyczynę uleczenia języka twojego ojca – nie chcemy przecież skonfundować czytelników. Co powiesz na to, byśmy pokazali twojego ojca, jak maszeruje przez las, przechodzi pod kasztanowcem i dostaje kasztanem w głowę i wykrzykuje: „AUA!”. Następnie niech powie: „Ach, przecież to kasztan, jakże to symboliczne, że właśnie to wyleczyło mnie z mutyzmu”. Mogłaby go również nawiedzić magiczna sekwencja snów, w której jego przyszłość ukaże się w nowoczesnym strumieniu świadomości w stylu Joyce’a: „Oj-ojoj-w-przyszłości-poderwę-szwedzką-stewardesę-i-będę-jeść-kolacje-z-Jürgenem-Habermasem-i-wygłoszę-mowę dziękczynną-za-nagrodę-fotograficzną-w-ambasadzie-kanadyjskiej-w-Egipcie! Lepiej-już-teraz-dopilnuję-żeby-mój-język-się-wyleczył!”. Sam wybierz kierunek drogi.

Wraz z powrotem daru mowy nasza przyjaźń wzmocniła się o niewzruszony fundament. Nigdy nie wypytywałem go o motyw jego milczenia, chciałem za to dowiedzieć się wszystkiego na temat jego rodziców i jego przeszłości. Twój ojciec opowiedział mi ją swoim własnym głosem, słowami, które nagle popłynęły z jego ust niczym krew z windy w Lśnieniu. Opowiedział mi o swoim ojcu, Moussie, zamożnym Algierczyku, który spędził życie w międzynarodowej przestrzeni powietrznej, a do spania wkładał luksusową jedwabną piżamę.

„Mój ojciec, ach, mój ojciec”, wołał, aż ściągnął uwagę wszystkich (z wyjątkiem na wpół głuchego Amina). Nastawiając ciekawsko uszu, słuchaliśmy, jak opowiada o karierze swojego ojca na stanowisku chemicznego oczyszczacza wody. Wkrótce potem zdjęcie twojego wielkiego dziadka odbiło się echem po całym świecie, a jemu samemu udało się zebrać wystarczające środki finansowe, by zainwestować w częstotliwe fabryki cukierków i sklepy z szafami grającymi.

„Potem spotkał moją matkę na koncercie symfonicznym w Monako. Była jednym z najpiękniejszych manekinów na świecie, zrodzona z algierskich rodziców w amerykańskiej Miami Beach. Teraz jest aktorką i bliską przyjaciółką gwiazd filmowych pokroju Grace Kelly i Humphreya Bogarta. Przy okazji, czy już wam to pokazywałem?”

Promieniejąc z dumy, twój ojciec zaprezentował nam sfatygowane zdjęcie, które zawsze nosił przy sobie. Powiedział, że mężczyzna w czarnym garniturze, który siedział przy stole w eleganckim towarzystwie Europejczyków, to jego ojciec Moussa. Po jego prawej stronie siedział sławny gwiazdor filmowy – Paul Newman, a po jego lewej stronie zaczesany na mokro wokalista rockowy – Elvis.

„A tak przy okazji”, dodał, gdy już bacznie obejrzeliśmy zdjęcie. „Nie zwracajcie uwagi na tego eksplorującego swój nos ochroniarza w tle”.

Byliśmy wszyscy pod wrażeniem historii twojego ojca. Nasze oczy świeciły w stereo, kiedy zakrzyknęliśmy: „Powiedz coś więcej! Powiedz!”.

Konsekwencją była rozbudowana stymulacja ryczącego smoka, którego nazywamy wyobraźnią. Twój ojciec kontynuował: „Mój ojciec, Moussa, zdobył liczne złote medale w mistrzostwach świata w podnoszeniu ciężarów i pracował jako poskramiacz tygrysów. Posiada cztery pontiaki V8: dwa czarne, pozostałe czerwone. Obecnie mieszka w luksusowej części Paryża, gdzie kosiarki do trawy przypominają małe samochody, a weekendy spędza się na polu golfowym lub torze wyścigowym. Kobiety we wszystkich kolorach świata pływają topless w jego swimming pool i smarują sobie ramiona drogim kremem o zapachu kokosa. Dlaczego zatem mnie tu przeniesiono? Po nieszczęśliwej śmierci mojej matki w wypadku samochodowym mój ojciec powziął decyzję, by nauczyć mnie twardej szkoły ubóstwa. Wkrótce jednak… w każdej chwili, może jutro albo w przyszłym tygodniu, stawi się tutaj, by zabrać mnie do ociekającej wolnością Francji. W harmonijnej wspólnocie będziemy wizytować kina i spotykać gwiazdy filmowe i ćwiczyć windsurfing, i testować jego wielką kolekcję luksusowych krążowników. Możecie dołączyć, jeśli chcecie…”.

Obserwowałem twojego ojca i zapytałem (z pewną świeżo wzbudzoną podejrzliwością):

„A jak mu się udało osiągnąć ten sukces?”.

Twój ojciec złożył ostrożnie fotografię, zwrócił ją do kieszeni i powiedział:

„Mój ojciec ma potrójny talent: jest uzdatniaczem wody, casanovą i kosmopolitą!”.

Dlaczego jego język kultywował tak szeroki wachlarz odstępstw od prawdy? Nie wiem. Da się tu jednak zauważyć dwie interesujące tendencje:

1. Wszystko, co w życiu twojego ojca zabarwione było polityczną czernią, zostało odcedzone. Polityka jawiła mu się jako bagno, które pochłonęło zbyt wielu z jego otoczenia. Dopiero w późnym okresie życia twój ojciec zmienił do niej stosunek. Być może za późno.

2. Naturalnie wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że słowa twojego ojca nie miały wiele wspólnego z prawdą. Mimo to hipnotyzowały nas i stymulowały. Czy to nie dziwne, że słowa dyktowane przez wyobraźnię potrafią wywołaćswoiste uczucie pocieszenia? I czy nie jest to rzeczywisty powód istnienia fanaberii w rodzaju horoskopów, psychologów i pisarzy?

Zanim zakończę tę kolekcję danych z dzieciństwa twojego ojca, chciałbym wyartykułować coś niezwykle witalnego: Gdyby wciąż targały tobą wątpliwości co do geniuszu tego projektu, chciałbym podkreślić, że nie oczekuję ŻADNYCH środków finansowych za moje wsparcie. Nie pozwól, by twoje szwedzkie skąpstwo wpłynęło na przyszłość naszego dzieła! Wszystko, o co proszę w zamian za korespondowanie ci zebranych przeze mnie danych na temat twojego ojca, to by miało ono wyraźny posmak prawdy. Ta gwarancja jest dla mnie szczególnie witalna, ponieważ wokół życia twojego ojca aż roi się od fałszywych plotek. PRAWDA i tylko PRAWDA musi przyświecać powstawaniu tego literackiego master opus. Czy możesz mi wykuć tę obietnicę w kamieniu? Wtenczas obiecuję ci, że w następnym e-mailu prześlę rzeczywistą prawdę o pochodzeniu twojego ojca. Zszokuje cię i przerazi, ale przy okazji również pobudzi zarówno ciebie, jak i naszych przyszłych czytelników.

Najserdeczniejsze pozdrowienia!

Dziękuję za Twoją sprawnie dostarczoną odpowiedź! Po zapoznaniu się z Twoją pozytywną reakcją na mój książkowy pomysł od razu rozgrzał mi się humor (i to pomimo Twojej niedbałej gramatyki i braku wielkich liter po kropce). Czy ”Wzup dawg?” to popularne powitanie w dzisiejszej Szwecji? Tak czy owak jestem niezwykle szczęśliwy z powodu naszej odnalezionej relacji. Korespondowanie z Tobą to prawie jak korespondowanie z Twoim ojcem, a to znieczula niepokój, który bez przerwy targa moją duszę. Czy nadal nie otrzymałeś od niego żadnego znaku życia? Ostatniej nocy śniło mi się, że zginął od zabłąkanej maczety w brazylijskiej faweli. Obudziłem się zlany potem i mam szczerą nadzieję, że to był tylko sen…

Prezentuję głębokie zrozumienie, że „nie możesz niczego zagwarantować” i że chwilowo nie masz „za cholerę ochoty” (sic!) pisać książki numer dwa. Właśnie dlatego dobrze się składa, że mogę Ci asystować. Trudniej mi jednak zrozumieć Twoją wulkaniczną złość na Twój dom wydawniczy. Skąd w tobie tyle złości oto, że Norstedts przedstawił Twoją powieść jako „pierwszą powieść napisaną autentycznym szwedzkim z Rinkeby”? Czyż nie jest to tylko ich metoda na wzrost zainteresowania recenzentów? Przestań natychmiast nazywać ich „Chujstedts”. Zapewniam Cię również, że „mieszczańscy głupi Szwedzi” to również nie jest adekwatne określenie. Schowaj swoją młodzieńczą furię do skrytki bankowej o nazwie „samokontrola”! Czy właśnie tak przedstawia się ten lawinowy gniew, na który narażony był Twój biedny ojciec w okresie Twojego dojrzewania? Zaiste nie miał lekko, będąc Twoim ojcem.

Kiedy teraz, po ośmiu latach, czytam, że nazywasz go „pieprzonym, niewybaczalnym zdrajcą”, robi mi się jeszcze smutniej. Ojcowie i synowie powinni dzielić swój czas, nie separować go! Dogłębnie rozumiem rozmiar waszego konfliktu. Czy jednak wasza relacja nie zostanie nigdy odnowiona? Przecież to mimo wszystko Twój ojciec. Niewykluczone, że popełnił w życiu pewne błędy. Nie on jeden. Niestety znany jest mi rodzaj dumy Twojego ojca – sprawia ona, że pewne rzeczy stają się niemożliwe (a skontaktowanie się z synem w celu przeproszenia go jest właśnie czymś takim).

Pytasz podejrzliwie, co będę miał z asystowania Tobie („what’s in it for you, no wiesz”). Pozwól, że Ci odpowiem, opisując mój codzienny dzień: dysponuję niewielkim hotelem w Tabarce. Skończyłem pięćdziesiąt cztery lata. Posiadam skumulowane środki finansowe, które zabezpieczą moją emeryturę. Nie posiadam rodziny. Posiadam za to paszport, który bez wizy nie jest mile widziany w wyjątkowo wielu atrakcyjnych krajach. Tak więc mój dzień roboczy przebiega według tradycyjnego wzoru: budzę się, lokuję moje ciało za ladą recepcji, przyjmuję klucze, kieruję turystów do punktów widokowych, pokazuję sprzątaczce świeżo zwolnione pokoje. Przede wszystkim jednak siedzę nieruchomo i surfuję po globalnej światowej sieci. Pob ieram humorystyczne japońskie reklamy, czytam o J-Lo i Paris Hilton w amerykańskich czasopismach sensacyjnych, oglądam The Worst of Jerry Springer, lokalizuję bezużyteczne fakty. (Nawiasem mówiąc, czy wiesz, jaki jest światowy rekord w jedzeniu bananów? Zaledwie 23 sztuki!) Dysponuję więc dużą ilością zbędnego czasu, który chętnie poświęcę na ponowną wizytę wszwedzkiej strefie czasowej i korespondowanie z Tobą, by opowiedzieć Ci listownie historię Twojego ojca. Jestem mu to winien. Przynajmniej to.

Twoja dyrektywa dotycząca „superwyraźnej krzywej dramaturgicznej” dla naszej książki wpłynęła na mnie podczas przygotowywania załączonego dokumentu. Proponuję, by motyw kasztana stał się naszym motywem przewodnim, z którym łączą się kolejne epizody z życia Twojego ojca. Zgadzam się również, że anonimowość niektórych osób mogłaby zostać nadwyrężona, gdybyśmy zastosowali ich prawdziwe nazwiska. Nazwijmy więc naszą książkę „fikcją literacką” i zmodyfikujmy niektóre nazwiska. Czy wiesz już, jak nazwiemy Twojego ojca? By zapowiedzieć jego przyszłą relokację do Szwecji, proponuję byśmy nadali mu symboliczne imię „Abbas.” Potem możemy napisać: „Zatem imię mojego ojca przywodziło na myśl nazwę szwedzkiego zespołu muzycznego, który w latach siedemdziesiątych podbił parkiety takimi hitami jak Dancing Queen i Bang-a-Boomerang. Czy był to przypadek, czy raczej znak losu? Skłaniamy się ku temu drugiemu…”. Moglibyśmy również nazwać go Hammah. Lub Bilal. Lub Robert, na cześć jego idoli, Roberta Franka i Roberta Capy?

W załączeniu znajdziesz prawdę o swoim ojcu. Niech Cię nie zszokuje ta surpryza.

Twój nieustający przyjaciel

Kadir

PS Napromieniowuję cię pozytywnymi myślami i dociskam moje kciuki przed zbliżającym się dniem premiery. Pomyślności!

PS2: Zakładam, że będziemy kontynuować naszą znajomość po szwedzku? Nie przypuszczam, by Twój naiwnie pokraczny arabski przydał nam się przy pisaniu książki.

Wiosną 1965 roku nie ustało nocne wstawanie twojego ojca. Teraz jednak potrafił krzykiem przebudzić jednakowo siebie, jak i innych. Czasem obserwowałem jego zlane potem ciało leżące na materacu z szeroko otwartymi oczami. Gdy zbliżał się świt, zasiadał się przy oknie i patrzył na podwórze. Pewnej nocy zakradłem się do niego na palcach, gdy siedział skulony w oknie z podskakującymi w górę i w dół ramionami. Szlochał na niskim poziomie głośności, a w dłoni ściskał swój ukochany kasztan.

– Jak się właściwie ma twoje zdrowie? – wyszeptałem niczym zatroskany brat.

Abbas szybko otarł łzy, próbując wrócić do normalności.

– Bardzo dobrze. Dziękuję, że pytasz.

– To dlaczego wciąż prześladują cię koszmary?

Twój ojciec spojrzał na kasztan i powiedział:

– Czy potrafisz strzec tajemnicy, której nie wolno ci nikomu opisać?

– Przysięgam.

– Na cały twój honor, po wieki wieków?

– Przysięgam.

– Nie byłem do końca szczery, mówiąc o mojej przeszłości…

– To znaczy? (Przyznaję, że poczułem wtedy ten rodzaj przyjemności, którą czuje się, gdy potwierdzają się twoje przypuszczenia). – Czy ten mężczyzna na zdjęciu to nie jest twój ojciec?

– Tak, to on. I jest Algierczykiem. Ale… nie dzieli towarzystwa Elvisa i Paula Newmana. Wiesz, kto siedzi obok niego?

– Nie.

– To Maurice Challe i Paul Delouvrier.

– Wow!

– Znasz ich?

– Ech… Nie. Kim oni są?

Twój ojciec wyjaśnił, że Challe i Delouvrier byli francuskimi gubernatorami, którzy przed wyzwoleniem kierowali algierską kolonią.

– Chcesz wiedzieć, dlaczego mój ojciec siedzi w ich towarzystwie? Dlatego, że był harki. Béni-oui-oui. Kolaborantem. Wyobraź sobie , co by zrobiła Cherifa, gdyby się o tym dowiedziała… Albo Sofiane…

W ciągu kolejnych godzin twój ojciec wyszeptał mi do uszu całą swoją prawdziwą historię. Wyjaśnił, że urodził się w algierskiej górskiej wiosce w pobliżu granicy z Tunezją. Imię jego matki (twojej prawdziwej wielkiej matki!) brzmiało Haifa. Była potężną kobietą, która zmagała się ze swoim kontekstem niczym zapaśnik i aktor w jednej osobie – Hulk Hogan. Ideałami Haify nigdy nie były tradycja ani religia. Haifa miała zachodnie nawyki i doprawiała swoje okrzyki francuskimi słówkami, co siało irytację w wiosce. Ale Haifa nie pozwalała się uciszyć.

Pewnego dnia obwieściła z dumą Abbasowi, że mężczyzna, który autoryzował jej ciążę, zwał się Moussa. Spotkali się przypadkiem podczas jej wizyty w Algierze. Moussa obiecał jej wspólną przyszłość, ślub i życie w luksusach. Po ich erotycznym rendez-vous Haifa wróciła do rodzinnej wioski z planami na przyszłość we wszystkich kolorach tęczy. Niestety okazało się, że słowa Moussy były obietnicami o szczególnym charakterze, zwanymi inaczej kłamstwami. Haifa została odizolowana przez rodzinę i jedyną osobą w wiosce, która nie odmawiała jej towarzystwa, był młody, ubogi sąsiad, rolnik o imieniu Rachid.

Równocześnie z zewnątrz Moussa zaczął być rozpoznawany jako Algierczyk, który preferuje politykę Francuzów. Bronił gorączkowo misji cywilizacyjnej Francji i odmawiał nazywania jej kultywującą tortury siłą okupacyjną. Wypożyczył swój język Francuzom i tym oto sposobem wyściełał swój portfel.

Przerwałem Abbasowi opowieść:

– Czy spotkałeś kiedyś swojego ojca?

– Tak. Pewnego razu wizytował w naszej wsi. Z uwagi na mój ograniczony wiek niewiele pamiętam z tego dnia. Zdaje się, że jedliśmy w restauracji. Pamiętam, że miał na piersi obfitą siwą brodę. Pamiętam, że jego kroki eskortowało dwóch ochroniarzy. I pamiętam, że przekazał mi ten kasztan. To chyba tyle.

– Dlaczego kasztan?

– Ponieważ… Nie mam pojęcia. Chciałbym, żeby moja pamięć była bardziej przejrzysta.

Duszę twojego ojca ukształtowały przede wszystkim opowieści twojej babki o Moussie. Świadomość, że miał ojca o międzynarodowej reputacji, napełniało go kosmiczną dumą, a nie wstydem. Twojego ojca ogarnęła kosmopolityczna euforia, która umocniła go w przekonaniu, że nie jest taki jak wszyscy inni.

Wielu mieszkańców wioski prężyło muskuły, brało udział w demonstracjach i gimnastykowało języki w dyskusjach na temat barbarzyństwa Francuzów, domagając się wolności od kolonializmu. Ale dla twojego ojca polityka była niczym wirus. W dzieciństwie obiecał sobie, że NIGDY nie zbruka swoich skrzydeł politycznym smarem. Zamiast tego imaginował o międzynarodowym świecie.

(Podszept z nawiasu: Czy potrafisz odnieść się do emocji, że nie należysz do ogółu swojego otoczenia? W takim wypadku kultywuj tę emocję w pisaniu! Stworzenie czegoś całkowicie niezależnego od twojego doświadczenia jest zadaniem niemożliwym, to trochę jak próbować parsknąć śmiechem na widok czujnej fryzury Kramera w Kronikach Seinfelda).

Twój ojciec kontynuował swoją opowieść, wspominając burzliwy czas, który zakończył lata pięćdziesiąte w Algierii. Zapanował wówczas polityczny chaos; demonstracje zalały ulice krwią, a terror wstrząsnął życiem codziennym obywateli. W rodzinnej wiosce twojego ojca irytacja ludzi odbijała się na Francuzach, aż w końcu dosięgła twojego ojca i twoją wielką matkę. Mimo to Haifa nie zamierzała się dopasować; dalej salutowała Francuzom, okraszała swój język francuskimi słówkami i z dumą głosiła, że jej geny niezawodnie są bardziej globalne niż algierskie i znacznie bardziej kosmopolityczne niż arabskie.

W 1962 roku, gdy twój ojciec osiągnął wiek dwunastu lat, zakończyło się porozumienie z Evian. Francuzi obiecali, że oddadzą władzę. W konsekwencji zapanował chaos, który możemy nazwać typowo arabskim. Krwawa walka o władzę. Kolejne manifestacje. Kolejne akty terroru. 15 000 zabitych w atakach FLN latem sześćdziesiątego drugiego. Aż do momentu przejęcia władzy przez Ben Bella, który zainicjował swoje jednopartyjne państwo i zdelegalizował wszystkie partie z wyjątkiem FLN. (Napisz… bez wpadania w złość i bez wciągania nas w wyniszczające dyskusje, które prowadziłeś ze swoim ojcem: Czy istnieje bardziej demokratycznie niedołężny lud niż Arabowie? To, że nie zgadzasz się w tym ze swoim ojcem, jest dla mnie zagadką).

Wielu francuskim kolaborantom, czyli beni-oui-ouis, wybaczono i zapomniano i mogli dalej kontynuować swoje biurokratyczne kariery. Tylko nieliczni zostali odmalowani we wstydliwych kolorach w niektórych periodykach. Wśród nich był twój wielki ojciec, Moussa. Jego ciało najwyraźniej uciekło z kraju i teraz był przedstawiany w artykułach i karykaturach jako wytresowany przez Francuzów pies. Ciekaw jesteś, jakie były konsekwencje tej kampanii? Ludzie dali się poprowadzić jak głupie owce, w typowo arabski sposób. Zaczęli manifestować przed domem twojej wielkiej matki. Obrażali ją; ich nocne krzyki odbijały się echem w całej dzielnicy. Pewnego razu jej drzwi zostały zabarwione wonnymi substancjami, które nie zasługują na bliższą deskrypcję.

Tymczasem Haifa zaczęła martwić się o stabilność mentalną twojego ojca. Odbywał we śnie ekspedycje i kreował w swojej wyobraźni przyjaciół cieni, z którymi konwersował. Raz nawet okrył się welonem twojej wielkiej matki i próbował zamaskować się jako kobieta. Jedyną osobą, która obdarzała Haifę wsparciem w tym problematycznym okresie, był Rachid, mieszkający po sąsiedzku ubogi rolnik.

Niestety Rachid był nieobecny tej nocy, kiedy ktoś niewidzialny zakradł się do domu Haify, przedziurawił gazociąg i zapalił papierosa, czekając na usypiającą syczącą falę. Niewidzialny przetransportował papierosa do wnętrza domu i zniknął bez śladu w cieniu nocy przy akompaniamencie trzasków rozprzestrzeniającego się ognia. Tym, który w ostatniej chwili uratował twojego ojca z ognia eksplozji, był świeżo obudzony sąsiad… Rachid.

– I to Rachid przetransportował cię tutaj, do Jendouby?

– Tak podejrzewam. Choć tak naprawdę nie pamiętam – wyszeptał twój ojciec suchym głosem, który pojawia się o świcie, gdy mówiło się samotnie przez wiele godzin. – Pamiętam, że womitowałem. I pamiętam, że powitałeś mnie w korytarzu. Pomiędzy tym pierwszym i drugim wydarzeniem niemal wszystko jest rozmyte i niewyraźne. Z domu zostało mi tylko to zdjęcie i kasztan…

Koguty zdzierały sobie gardła w sąsiednich gospodarstwach, a moje oczy zaczęły swędzieć i piec ze zmęczenia. Mimo to nie chciałem zasnąć. Jeszcze nie. Powiedziałem:

– O dziwo, nasze historie są do siebie podobne. Moja rodzina również została wymazana przez wybuch pożaru w konsekwencji czasów kolonialnych…

– Mm.

– Halo, słuchasz?

– Mm.

Ale w rzeczywistości twój ojciec siedział niczym zaczarowany przez fotografię. Nie chciałem go rozpraszać ani zostawić samego. Dlatego czekałem. Z letargu wybudził go wreszcie pompatyczny upust gazu z okolic materaca Omara. Uśmiechnęliśmy się do siebie, a ja powiedziałem:

– Wiesz co… może spróbujmy chwilę się przespać, zanim świt przejdzie w dzień.

Bardzo dobrze pamiętam wszystkie szczegóły tamtego zdjęcia. Było ziarniste i poszarzałe, wycięte niewprawną ręką z algierskiego magazynu. Ząb czasu nadgryzł mu brzegi, pożółcił i pokruszył rogi. Siedział na nim uśmiechnięty Moussa w czarnym garniturze i z widoczną obrączką na palcu w towarzystwie Challego z cienkim wąsem po jednej i zaczesanym sztywno na wodę Delouvrier po drugiej stronie. Zdjęcie było raczej dosyć zwyczajne. Pomijając jeden szczegół, który osobiście wydał mi się zabawny, ale który irytował twojego ojca: w tle widać było kontur anonimowego ochroniarza zajętego dogłębną inwentaryzacją wnętrza własnego nosa. Cały jego palec wskazujący skrył się w czarnej dziurze, co zdaniem twojego ojca zagrażało ekscelencji tego zdjęcia. „Powiedz, jak tak niewielki defekt może mieć aż tak wielkie konsekwencje?”, interpelował, nie antycypując odpowiedzi. Czy twój ojciec eksponował ci to zdjęcie? Być może udałoby się je zlokalizować i zaaplikować w książce? Możesz również zaaplikować twoje wspomnienie tego zdjęcia, inną czcionką.

I pamiętasz tatusiów, którzy wiele lat później zaczęli nazywać bieliźniarkę „wspomnieniarką”. Za zamykanymi na kłódkę drzwiczkami kryły się kasety magnetofonowe z nagraniami Otisa Reddinga, buteleczki po perfumach z zeskrobanymi etykietami i tysiące, tysiące negatywów. Bo jak tłumaczyli tatusiowie: prawdziwi profesjonaliści nigdy nie wyrzucają negatywów. Było tam również stare zdjęcie z arabskiej gazety, na którym widać trzech uśmiechniętych mężczyzn siedzących w restauracji. Papier był tak wytarty, że tekst zrobił się niemal przezroczysty. Kim są ci ludzie na zdjęciu? Tatusiowie odchrząkują, chowają zdjęcie z powrotem do koperty i wyjmują kasztan. Mały, sfatygowany kasztan, nawet nieszczególnie gładki, a ty pytasz tatusiów: Dlaczego zachowałeś kasztan, na dodatek taki zgniły i pomarszczony? I tatusiowie wyjaśniają: To nie jest zwykły kasztan, to jest kasztan przynoszący szczęście. Całe życie nosiłem go w kieszeni. Kiedy użyłem go po raz pierwszy, wygrałem moją pierwszą szklaną kulkę na ulicach Jendouby, potem użyłem go w wojsku jako amunicji do procy, z której zaatakowałem generała, który próbował zgwałcić kobietę, i gdy pierwszy raz spotkałem twoją mamę, rzuciłem go jej, żeby zwrócić na siebie uwagę. I nie wiesz już, czy tatusiowie żartują, ale widzisz, że się śmieją, więc ty też się śmiejesz i patrzysz, jak podrzucają w górę kasztan, klaszcząc dokładnie trzy razy, zanim ten wyląduje bezpiecznie w ich dłoniach.

Co takiego ze swojego dzieciństwa spędzonego u Cherify eksplikował ci twój ojciec? Być może nie powiedział ci nawet, że urodził się w Algierii? Być może czytasz te słowa zszokowany, że Cherifa nie jest twoją prawdziwą wielką matką? Jeśli tak jest, chciałbym przypomnieć ci o czymś prymarnym: bez względu na to, którą wersję wybrał twój ojciec, to ja przedstawiam ci rzeczywistość prawdy. Memoruj, że dla twojego ojca prawda stanowiła najwyższą wartość. Niekiedy jednak meandry prawdy zmuszały go do kłamstwa. Okidoki?

Najserdeczniejsze pozdrowienia!

Niech będzie chwała publikacji Twojej debiutanckiej powieści! Przyjmij moje poczwórne gratulacje! Powiedz, jaki smak mają Twoje emocje? Czy smakują niczym chrupkie naleśniki z nutellą jedzone w słonecznym parku? Niczym pocałunek wymierzony z zaskoczenia w kark w letnich oparach bzu? Niczym wiatr we włosach, kiedy zjeżdżasz rowerem z mostu, nie trzymając się kierownicy, a słońce grzeje cię wplecy? Czy mają raczej smak stęchlizny i pleśni niczym antyklimaks starego wiatru?

Nadal czekam na Twoją reakcję na mój pierwotny dokument. Na okoliczność oczekiwania przeczytałem recenzje w globalnej sieci i dostrzegłem pewną… ambiwalencję. Pomimo Twoich protestów celebruje się Ciebie za to, że napisałeś książkę w „autentycznym szwedzkim z Rinkeby”. Najwyraźniej tchnąłeś życie w „opowieść imigranta” i to w języku, którzy brzmi, jakby ktoś „upuścił mikrofon” wdowolnej imigranckiej dzielnicy. Czyż nie pisałeś, że Twoja książka opowiada o urodzonym w Szwecji mężczyźnie, który celowo kaleczy język? Co się stało z Twoją rzekomą eksploracją „kwestii autentyczności”?

Na stronie internetowej Norstedts znalazłem ekstrakt z Twojej powieści. Moja ocena jest… hmm… pozwól, że będę szczery i zanucę hit Yazz z lat osiemdziesiątych: The only way is up, yes? Zdaje się, że Twoja powieść jest perforowana niekonsekwencjami i zanieczyszczona tymi wszystkimi brzydkimi wyrazami, które potępiał Twój ojciec. „Laski”? „Zajebać”? Dlaczego w Twojej książce używasz dokładnie tego języka, którego Twój ojciec tak bardzo nienawidził? Nic dziwnego, że ludzie „niczego nie rozumieją”.

Kolejne pytanie dotyczy Twoich wywiadów. Skąd ta zmultiplikowana mnogość? Czy nie pisałeś, że nigdy nie pozwolisz sobie na wywiad dla jakiejś „pieprzonej mieszczańskiej filisterskiej gazety”? Czy twoim ideałem nie miała być anonimowa przejrzystość à la Twój idol Thomas Pynchon? A teraz Twoja pozbawiona brody postać pojawia się w rewolucyjnych magazynach takich jak „Świat kobiet”. Czy porzuciłeś już swoje zasady? Przyznaj, że poszło szybciej, niż przewidywałeś! Kto jest teraz „zdrajcą”? Czy nadal jest nim Twój ojciec? Czy może raczej jesteście ulepieni z tego samego ziarna?

Odpowiedz mi wkrótce.

Twój strapiony przyjaciel

Kadir

PS: Ostatnie, terminalne pytanie. Jak właściwie nazywa się Twój pryncypialny bohater? Halim czy Hamil? Hamid czy Karim? Szwedzcy dziennikarze wydają się niepokojąco niezgodni.

W kolejnej scenie przenosimy czytelnika do roku 1969. Po odbyciu służby wojskowej twój ojciec postanowił opuścić Jendoubę.

Napisz:

„W Jendoubie byli imamowie i figi, wąsate kobiety i palmy kolczaste, zmęczone woły i cykliczne pustynne burze. Nie było jednak niczego, co mój ojciec uznałby za dom…”.

Ku zaskoczeniu wszystkich Cherifa obiecała twojemu ojcu środki finansowe na rozpoczęcie studiów prawniczych w metropolii Tunis. Pożegnaliśmy się, ale przysięgliśmy sobie, że wkrótce się spotkamy.

Sam osobiście ubiegałem się o pracę w fabryce ciastek Emira. Z pewnym siebie uściskiem dłoni i kredowobiałym uśmiechem, w podwójnym słowa tego znaczeniu, poinformowałem Emira, że gotów jestem podjąć pracę jako profesjonalny sorter ciastek, i tym oto sposobem zapewniłem sobie stałą pensję. Dziesięć minut później zaparkowałem przy taśmie w pobrudzonym białym fartuchu i papierowej czapce na głowie, celebrując moją premierę w pracy. W fabryce panowała piekielna duchota; dym kłębił się nad metalowymi tarczami pieca, które obracały się, zrzucając z grzmotem ciastka wszelkiego rodzaju średnio raz na dziesięć sekund. Całymi dniami przekładałem ciastka do kartonów, po cztery z każdego rodzaju – nie mniej, nie więcej. Przez cały ten czas Emir kołował w pobliżu i weryfikował liczbę ułożonych w stos ciastek. Moje opuszki palców wkrótce stwardniały niczym opuszki palców słynnych graczy gitar elektrycznych.

To właśnie w fabryce ciastek latem 1970 roku ponownie nawiązałem relację z twoim ojcem. Do dziś memoruję, jak wkroczył zasępiony do fabryki, przywdział papierową czapkę i zajął przydzieloną mu pozycję po mojej prawicy.

– Abbas! – zakrzyknąłem. – Chwała twojemu powrotowi do Jendouby! Co się stało z twoimi studiami prawniczymi?

– A ty to kto?

Głos twojego ojca zgęstniał od nieco karykaturalnego metropolitalnego akcentu.

– Przecież to ja! Kadir, twój antyczny najlepszy przyjaciel!

– A tak, teraz cię już memoruję.

– Skąd ten smutek?

– Przepraszam. Daleko mi jednak do słonecznego nastroju. Polityczne turbulencje nadwyrężyły finanse Cherify. Finanse dobiegły końca i zmuszony byłem zrobić przerwę w studiach i stanąć przy taśmie jako cholerny sorter ciastek. Uwięziony w tym przeklętym, nieszczęsnym, przygnębiającym, gorącym jak odbyt, ohydnie piekielnym mieście. (Tutaj twój ojciec jął rzucać więcej obelg, niż jestem w stanie memorować).

– Ale… Jest w tym jedna przyjemność… Nieprawdaż?

– Niby jaka?

– Że odkryliśmy na nowo naszą przyjaźń?

– Pewnie – mruknął (choć podejrzewam, że jego szczęście nie do końca dorównywało mojemu).

Napisz… Czy posiadasz jakieś fotograficzne dowody aparycji twojego ojca w wieku dwudziestu lat? Nosił się… jak by to napisać… bravissimo w swojej ekscelencji. Pozostali wiejscy chłopcy z fabryki ciastek tworzyli wspólnotę krótko ostrzyżonych włosów i klapek kąpielowych. Po powrocie z Tunisu twój ojciec zmienił się. Był pierwszym mężczyzną w Jendoubie, który prezentował fryzurę o tak długich włosach. Czarne loki kręciły się jak u niewiasty i (nigdy go o tym nie informuj) kiedy znów go zobaczyłem, wezbrało we mnie podejrzenie, że zaraził się homoseksualizmem. (Czy to nie frapujące, że odziedziczyłeś po nim jego skłonność dla długich włosów? I że zdjęcia, które mi pokazywał, z twoich pryszczatych nastoletnich lat, wzbudziły we mnie dokładnie to samo podejrzenie?)

Na policzkach twój ojciec miał dwa dołeczki, które demonstrował jedynie kobietom sprzedającym podczas przerw casse-croutes. Na nogach nosił z dumą niebieskie dżinsy w supernowoczesnym, europejskim rozszerzanym modelu, a jego ulubione miały jeszcze większy rozmiar nawiązujący do wczesnego Johna Travolty lub późnego Marvina Gaye. Nagle ujawnił również znajomość licznych europejskich pisarzy, artystów i poetów. Wielu było pod wrażeniem nowo odkrytej osoby twojego ojca. (Nawet ja).

Napisz:

„Pozwólcie, że zaprezentujemy teraz młodzieńczą aparycję mojego ojca. Po powrocie z Tunisu jego rzęsy przypominały czarne łuki, jego powieki kurtyny przysłaniające brązowe, aksamitne studnie, a jego ciało – sylwetkę nastoletniego greckiego boga. Miał mentalność kosmopolitycznego artysty, a jego twarz odnosiła się do przynajmniej młodego Antonio Banderasa”.

(Policzki twojego ojca zaczerwieniłyby się oczywiście ze skromności w akcie niezgody z tym opisem).

Nasze wspólne słowa były jednak nieliczne aż do pewnego jesiennego dnia, kiedy do Jendouby przyjechał z wizytą fotograf Papanastasopoulou Chrysovalanti. Czy znasz jego prace? (Co do jednego mam absolutną pewność – MUSIMY uprościć jego nazwisko w książce).

Plotki o przybyciu Papanastasopoulou szeptano na ulicach i placach miasta, a jego postać wędrowała po suku i polach uprawnych z aparatem fotograficznym niczym bronią godną pacyfisty. Plotka szeptała, że w nocy można było zobaczyć błysk jego aparatu rozświetlający niebo niczym błyskawica, kiedy próbował uchwycić skąpaną w świetle księżyca sylwetkę wzgórz Kroumirie. Chłopcy uliczni podążali za nim i odgrywali szarady z nadzieją, że odgłos kliknięcia uwieczni ich postacie na potrzeby wystawy, której przygotowanie zlecił mu Instytut Kultury Greckiej. Niektóre miłujące tradycję języki syczały „haram” i opowiadały o tym, jak Grek próbował fotografować hadżich przed meczetem, choć próbowali ukryć twarze.

Następna scena rozgrywa się w zwykły dzień roboczy; metalowe tace obracają się i strącają gotowe do zapakowania ciastka, pot spływa nam po twarzach, zegar tyka powoli, Emir przeklina w biurze, a twój ojciec ma na sobie swoje szpanerskie, coraz bardziej wytarte, dżinsy żigolaka. Po lunchu odwraca się do mnie.

– Czy wiesz, czyja osoba została zaproszona do atelier greckiego fotografa, by zostać uwiecznionym dla przyszłych pokoleń?

Zaprzeczyłem, a twój ojciec się rozpromienił.

– Moja!

Składając gratulacje wobec radości twojego ojca, zapytałem o możliwość eskortowania go dla towarzystwa na sesję fotograficzną u Greka. Twój ojciec przez chwilę konferował w myślach, po czym wyraził swój pozytywny respons.

Po zakończeniu pracy towarzyszyliśmy sobie do przypominającego taras mieszkania, które fotograf wynajął na dwa tygodnie od lokalnego krawca za astronomiczną kwotę. Drzwi otworzył naoliwiony Grek w wieku około czterdziestoletnim, ciasnej koszuli w kwiatowy motyw i ostrych kłach, które zdobiły jego szeroki uśmiech (ale szybko zniknęły, gdy zrozumiał, że jesteśmy tymi dwoma chłopcami, którzy przybyli z wizytą).

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki