Wydawca: Wydawnictwo Krytyki Politycznej Kategoria: Humanistyka Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 152 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Moment niedźwiedzia - Olga Tokarczuk

Eseje bestsellerowej polskiej pisarki, laureatki Nagrody Literackiej Nike.

W świecie Olgi Tokarczuk niedźwiedź stoi w kolejce przy kiosku, a pstrąg w migdałach z opowiadania Bardo. Szopka pojawia się na stole w restauracji, do którego zaproszono autorkę, choć żałowano nieco, że odmówiła wymyślonej przez siebie szopce istnienia w twardej rzeczywistości.


Olga Tokarczuk (ur. 1962) – jedna z najpopularniejszych i poczytniejszych polskich pisarek, laureatka wielu prestiżowych nagród, w tym nagrody Nike 2008 (za Biegunów). Kilkakrotna laureatka nagrody czytelników Nike. Jej powieść Dom dzienny, dom nocnyznalazła się na tzw. krótkiej liście nominowanych do Międzynarodowej Dublińskiej Nagrody Literackiej IMPAC. Należy do grona najczęściej tłumaczonych polskich pisarzy. Prawa do tłumaczenia jej książek zostały sprzedane już do ponad dwudziestu krajów.

Moment niedźwiedzia to książka o budowaniu własnego miejsca w świecie i języku. A to proces niełatwy i nigdy niekończący się. W zbiorze tekstów Tokarczuk możemy obserwować, jak tworzy ona swoją heterotopię personapolis. Jest to miasto trochę podobne do Amsterdamu, ale również do Barda i Wałbrzycha. Jak wspomniany pstrąg w migdałach istnieje jednocześnie w tekście literackim i empirycznym doświadczeniu. W swojej posthumanistycznej heterotopii pisarka toczy dialog z J. M. Coetzeem i stworzoną przez niego literacką postacią, Elizabeth Costello, bo oboje są równie prawdziwi.

W tekstach Tokarczuk podważona zostaje cezura między naturą a kulturą, kobietą i mężczyzną, prawdą życia i opowieści.

Joanna Bator

Opinie o ebooku Moment niedźwiedzia - Olga Tokarczuk

Cytaty z ebooka Moment niedźwiedzia - Olga Tokarczuk

Są miejsca w Polsce słabo opowiedziane, miejsca niewyrażone, miejsca o zerwanej ciągłości narracyjnej, nieobecne na mentalnej mapie, miejsca peryferyjne, pozbawione sensownej historii, niezaadoptowane do końca, a w końcu „niepolskie”, to znaczy w znikomym stopniu wcielone we wspólną pamięć i tradycję. Miejsca-bękarty. To geograficzna i historyczna najdalsza prowincja, polski odpowiednik Stasiukowego środkowoeuropejskiego Babadag. W takich miejscach

Fragment ebooka Moment niedźwiedzia - Olga Tokarczuk

OlgaTokarczuk

Moment niedźwiedzia

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

KINGA DUNIN Pisarka

DZIŚ, KIEDY OD PARU LAT do bram literatury dobijają się już roczniki ’80, z pewnym rozrzewnieniem przychodzi nam wspominać początek lat 90., kiedy pisarki i pisarze z roczników ’60 byli jeszcze młodzi, trawa zieleńsza, a słońce jaśniej świeciło. Od literatury oczekiwano, że oswobodzona od dawnych zobowiązań po prostu wykorzysta wolność, natomiast słowo „zaangażowana” stało się inwektywą. Wtedy to właśnie poznałam Olgę. Zwróciłam uwagę na jej pierwszą powieść i poszłam ją zobaczyć, kiedy odbierała za nią nagrodę Warszawskiej Premiery Literackiej. Pod pachą nosiła pudło po butach, a w nim kolejną książkę. Kiedy spytałam, o czym, odpowiedziała, że o duchach. Od tego czasu Olga wrosła w pejzaż polskiej kultury i trudno dziś wyobrazić sobie polską literaturę bez niej, a ja poznałam ją nie tylko jako pisarkę, ale także osobę o temperamencie znacznie wykraczającym poza przydaną jej rolę miłej pani z Kotliny Kłodzkiej, która w chwilach wolnych od podlewania kwiatków pisze piękne i mądre książki. Gdziekolwiek pojawi się Olga, natychmiast skupia wokół siebie ludzi, którym każe dyskutować, i nigdy nie wiadomo, po czyjej stronie stanie. Z równym zapałem włącza się w organizowanie wiejskiego festynu i międzynarodowego festiwalu opowiadania. Nie boi się używać brzydkich słów, takich jak feminizm czy polityka. Jest sygnatariuszką rozmaitych listów w wielu społecznie istotnych kwestiach – od integracji europejskiej po dyskryminację mniejszości. Przypomina nam tym samym, że do roli pisarza należy nie tylko pisanie, ale także codzienne zaświadczanie temu, co się pisze. W tym – może nieco staroświeckim wyobrażeniu – mieści się przekonanie, że zyskując społeczny posłuch, pisarz ma wręcz obowiązek zabierania głosu w sprawach dotyczących nas wszystkich. Upadek komunizmu nic tu nie zmienił. Dlatego patrząc na twórczość Olgi, widzimy w niej nie tylko literaturę, ale aż literaturę. Ważny głos w polskiej komunikacji społecznej.

W pierwszej powieści Olgi, Podróży ludzi Księgi, grupa wędrowców wyrusza na poszukiwanie Księgi, która objawi im prawdę. Kiedy jednak ostatni z nich ją odnajduje, okazuje się, że nie umie czytać. W nagrodzonych Nike Biegunach w metafizyczną podróż po Moskwie wyrusza Annuszka. Ona także nie znajdzie ostatecznej odpowiedzi na swoje pytania, powróci jednak do domu odmieniona. Przypomnijmy jeszcze jedną bohaterkę – Ernę Eltzner (z powieści E.E.). Dojrzewająca dziewczyna twierdzi, że widzi duchy. Wyjaśnieniem tego fenomenu zajmują się lekarze, duchowni, spirytyści, każdy w swoim języku, a Erna po prostu dorasta, poprawia kapelusz i idzie dalej, nie dając się zamknąć w żadnym z dostępnych dyskursów. Prawiek (Prawiek i inne czasy) jest z kolei małym, mitycznym światem wspólnych sensów i symboli, z którego istnieją dwie drogi wyjścia: do góry, w poszukiwaniu kosmicznej zasady, oraz w bok – niewidzialna granica w lesie, którą może przekroczyć każdy, kto odważy się przełamać swoje myślowe i życiowe nawyki.

Podobnych motywów możemy znaleźć w tych i innych utworach dużo więcej, ponieważ droga od Podróży ludzi Księgi do Biegunów jest rozwijaniem i cyzelowaniem wciąż tej samej intuicji: do prawdy, nawet jeśli jest nieosiągalna, możemy zbliżyć się tylko w ruchu, przekraczając granice, natomiast zastygłe formy, instytucje, języki – to śmierć. Teza ta ma charakter religijno-metafizyczny, ale także – warto to podkreślić – społeczny. Chodzi tu bowiem o pewien pokrewny religii sposób myślenia, którego w dzisiejszym świecie najszlachetniejszymi przedstawicielami są często ateiści. Jest to religijność, która nigdy nie umości sobie wygodnego miejsca w żadnym kościele, wykazuje też pewne powinowactwo z utopią. Ostrożną utopią późnej nowoczesności, która nie ma odwagi tworzenia projektów, ale ma odwagę wiary w niekonieczność istniejących sposobów urządzenia świata. W ostatniej swojej książce – Prowadź swój pług przez kości umarłych – Tokarczuk stawia na ostrzu noża kwestie cierpienia zwierząt, prawa do ich zabijania, prawomocności zwyczaju polowania.

Kilka lat temu Olga wygłosiła w teatrze TR w Warszawie odczyt w ramach organizowanego przez Krytykę Polityczną cyklu „Rozmowy o realnych utopiach”. Przedstawiła w nim swoją metodę tworzenia utopii, polegającą na nieustannym podważaniu powszechnie przyjmowanych pewników i zastanawianiu się, jak mógłby wyglądać świat oparty na innych zasadach. Myśląc o twórczości Olgi Tokarczuk warto mieć tę wskazówkę w pamięci. Postawić sobie pytania, czy autorka opisuje i przedstawia świat, czy raczej rewolucjonizuje go i podważa? Odpowiedź godzi w sobie obydwie te możliwości. Olga, pozostając w bliskim związku z powszechnym doświadczeniem, jednocześnie rekonstruuje je według odmiennych reguł. Patrzy na to samo, co wszyscy, ale inaczej.

W Polsce – wciąż zamkniętej w narodowych przyzwyczajeniach – opowiada historię ponadnarodową, której podmiotami nie są zbiorowe byty, lecz różnorodne jednostki. Historia ziem odzyskanych to dla niej opowieść o domu, w którym mieszka polska i niemiecka rodzina, a kobiety mijają się przy kuchni. Nie jest to żadna sielska idylla, ale sposób patrzenia, który nie rozdziela tego, co splecione, nożycami nawykowych kategoryzacji. Gdybyśmy wszyscy umieli patrzeć w ten sposób, napisanie wspólnych europejskich podręczników historii nie wydawałoby się aż tak trudne. Z uwagą zagłębiając się w historię i współczesność małych lokalnych społeczności, potrafi wyruszyć z nich w globalny świat, w którym uwolnione od społecznych kontekstów jednostki ocierają się o siebie na lotniskach. Świat lokalnych, bliskich więzi nie jest dla niej przedmiotem nostalgicznych westchnień za dawnym porządkiem, a świat nowoczesnej wolności przeraźliwą otchłanią – ujawniają się w nich jedynie różne warianty naszej tożsamości, która może być lokalna, narodowa, globalna, indywidualna. A kiedy żadna grupowa tożsamość nie staje się tyranem, który musi podporządkować sobie całe nasze życie, powstaje miejsce dla innego, dla różnorodności. Uważnie przeczytane powieści Tokarczuk są w istocie radykalnym projektem głębokiej przebudowy naszej zbiorowej tożsamości. Delikatnie, nie atakując wprost, dokonuje w nich absolutnego demontażu bytów w rodzaju Polaka-katolika, ukazując jednocześnie alternatywę.

Podobnie poczyna sobie Olga z innymi uklepanymi przez tradycję wymiarami naszej tożsamości – płcią, tożsamością seksualną. Bohaterki jej książek bez względu na to, czy są samotne, czy zakorzenione w rodzinnych związkach, są przede wszystkim ludźmi, a nie marionetkami odgrywającymi role płciowe. Nie występując w konwencjonalnym teatrzyku romansów i pogoni za wielką miłością, miewają za to seksualność we wszystkich możliwych odcieniach. Olga jest też mistrzynią w opisywaniu rozmaitych możliwych relacji międzyludzkich, które nie mieszczą się w schematach, nie dadzą nazwać się jednym słowem – miłość, seks, małżeństwo, rodzicielstwo. Również płeć nie jest ostatecznym więzieniem, o czym przekonuje nas historia mnicha Paschalisa, który zapragnął być kobietą, oraz świętej Kumernis, która zamieniła się w mężczyznę (Dom dzienny, dom nocny). Sumeryjska Inanna w pięknie przepisanym micie (Anna In w grobowcach świata) przypomina natomiast wszystkim, którzy są gotowi to usłyszeć, że wciąż naczelną regułą naszego świata pozostaje androcentryzm, że kiedyś, w dalekiej przeszłości świat został kobietom odebrany. A jednocześnie, że nie musi tak być zawsze.

Swój otwarty projekt tożsamościowy Olga rozciąga także na zwierzęta, których cierpienia nie waha się porównywać z ludzkim. Nie ma w tym wszystkim jednak czułostkowości, lecz autentyczna czułość. Tam, gdzie jej książki mogłyby okazać się okrutne, łagodzi obraz współczuciem, współodczuwaniem. Nie jest utopijną rewolucjonistką, która wierzy w możliwość stworzenia idealnego świata, ma wręcz gnostycką świadomość skażenia ludzkiej egzystencji cierpieniem i to – paradoksalnie – chroni ją przed pokusą bezwzględnej krytyki zastanej rzeczywistości. Z tego, że nie stawia świata pod pręgierzem, nie wynika jednak, że opowiada nam kojące kobieco-ekologiczne bajki. Jeśli świat tworzony przez Olgę jest nieco lepszy niż ten, w którym żyjemy, to nie przez przemilczenie jego bolesnych miejsc, tylko dzięki przemodelowaniu go na miarę człowieka myślącego, wnikliwego, wrażliwego, współczującego – takiego, jakim jest autorka.

I HETEROTOPIE ||

Jak wymyślić heterotopię. Gra towarzyska

OD KILKU LAT NĘCI MNIE idea napisania powieści, w której świat funkcjonowałby inaczej. Nie działałyby w nim pewne oczywiste założenia. Wierzę, że uznawanie czegoś za oczywiste wcale nie wiąże się z kwestią faktów, lecz raczej umowy społecznej i przyzwyczajeń naszego umysłu, tym samym należy bardziej do dziedziny psychologii niż fizyki.

Fascynuje mnie przyglądanie się chwilom historii, które zmieniały myślenie ludzi, i zmianom w rzeczywistości, które po nich następowały. Kiedy wierzono, że świat jest płaski, był on płaski: nie podróżowało się za morza, nie wykraczało poza krańce. Dla geocentrycznego Układu Słonecznego zrobiono całkiem przekonujące rachunki matematyczne, które miały pragmatyczne zastosowanie – można było przewidywać zaćmienia i sprawnie konstruować kalendarze. Nasz umysł za wszelką cenę wspiera to, w co wierzymy. Właśnie dlatego tak trudno jest zmienić świat.

U podstaw każdej utopii leży niezadowolenie. Skoro jednak w ogóle powstaje myśl, że może być lepiej, to znaczy, że już jest lepiej. Gdybyśmy tylko byli otwarci na zmiany i nie tkwili sztywno przy tych wszystkich bezwładnych przyzwyczajeniach. Gdybyśmy spokojnie, pokojowo umieli zmieniać paradygmaty i nie zajmowałoby nam to więcej czasu niż życie jednego, najwyżej dwóch pokoleń – nie byłyby nam potrzebne żadne krwawe katastrofy.

Nie mam wątpliwości, że każda wizja lepszego świata rodzi się w wyobraźni. Właściwie wszystko rodzi się w wyobraźni i aż dziw bierze, że szkoły nie prowadzą specjalnych kursów kształcących tę umiejętność, a na uniwersytetach nie ma poświęconych jej fakultetów.

Heterotopia to po prostu miejsce inne niż świat, który znamy. Coś w rodzaju rzeczywistości alternatywnej, która mogła mieć wspólne źródło z tą naszą gdzieś głęboko w przeszłości, ale potem radykalnie się oddzieliła. Albo atopia. Atopos znaczy „inny”, „odbiegający od reszty”, „niezwykły” – tym właśnie słowem w Uczcie Platona Alcybiades charakteryzuje Sokratesa. Nietypowy świat, co bynajmniej nie znaczy gorszy. To raczej to, co typowe, które zawsze jest oczywiste, wcale nie musi być dobre.

Nasz świat powstaje z inercji myślenia. Można założyć, że istnieje wiele sposobów rozumienia rzeczywistości, a może jest ich nawet nieskończona liczba. Jednak tylko niektóre stają się dominujące, uparcie wbijane są nam do głów albo trwają dzięki sile bezwładności.

Gra polega na wybraniu paru stwierdzeń na temat świata, które wydają się oczywiste i nieredukowalne. Następnie należy poddać je podejrzliwym oględzinom, szukając dziur i pęknięć. Trzeba starać się być nieufnym i jednocześnie pozwolić pracować wyobraźni. I pamiętać, co powiedział Blake: wszystko, co jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jest jakimś rodzajem prawdy.

Oto kilka oczywistych tez inercyjnych i przeciwstawionych im antytez heterotopijnych.

1. Człowiek należy do pewnych wspólnot i struktur, których zadaniem jest go wspierać i chronić, ale dla których musi zrezygnować z części swojej wolności: na przykład z wolności przemieszczania się.

Pierwszy artykuł Konstytucji Heterotopii powiada jasno, że podstawowym prawem człowieka jest prawo do swobodnego przemieszczania się. Nie ma granic, paszportów ani płotów. Idea wiz wprawiłaby Heterotopian w takie rozbawienie, że na samo słowo „wiza” wybuchaliby śmiechem.

2. Istnieje postęp w wiedzy – dziś wiemy więcej niż kiedyś. Rozwój nauki jest nieprzerwany i rok po roku znikają coraz większe obszary nieznanego.

Powszechne na przykład jest przekonanie, że za rok zbadamy cały genom, że będziemy wiedzieli, jak leczyć niektóre choroby, że poznamy przeszłość wszechświata i sposób rozchodzenia się jakichś tam fal. Opisując mierny stan wiedzy, mówimy, że coś jest „dziewiętnastowieczne”.

W Heterotopii ludzie wprawdzie nie upierają się, że jest zupełnie odwrotnie, że postępu nie ma, a złoty wiek zamienił się w żelazny. Uważają natomiast, że postęp wiedzy dokonuje się szczególnie wyraźnie w jednych dziedzinach, a w innych nie. Przede wszystkim jednak podkreślają, że wraz z wiedzą wzrasta nieustannie obszar niewiedzy. Więcej wiedzy bynajmniej nie oznacza, że wiemy więcej, co jest zarówno paradoksalne, jak i logiczne.

Mieszkańcy Heterotopii uważają na przykład, że odkrycie nieświadomości było jednym z najbardziej doniosłych w historii i zaczęło jej nowy etap. Człowiek i cały świat są tajemnicą. Heterotopianie przyjęli więc coś w rodzaju strategii świadomej niewiedzy. Zakładają, że istnieją rzeczy, których nigdy nie będziemy wiedzieć, które nam tylko zamigocą i pozostaną nierozpoznawalne. Dlatego nie używają wiedzy i nauki do formułowania jednostronnych tez mających odpowiedzieć, jak jest i co to znaczy. Wydaje się, że to niewiele znacząca zmiana, ale Heterotopianie, uzgadniając między sobą ważne kwestie, stawiają sprawę tak: „Nie wiemy, jak jest, ale spróbujmy przez jakiś czas zachowywać się, jakby było tak i tak; zobaczymy, co z tego wyniknie. Potem możemy zacząć myśleć inaczej”. Wszelkie redukcjonistyczne teorie tracą w ten sposób rację bytu, niewytłumaczalność budzi szacunek. Stymuluje to do stawiania pytań, fantazjowania, przyjmowania nieoczekiwanych perspektyw.

W naszej Heterotopii wszystkiego uczy się jako hipotez. Nieustannie ćwiczy się różne punkty widzenia na to samo, trenuje się zmienianie poglądu, broni się przeciwstawnych sądów. Skoro poznanie zmysłowe i intelektualne okazuje się tak niepewne, rośnie znaczenie innych jego rodzajów – wyobraźni i empatii. Osoby, które wychodzą z takich szkół, widzą raczej procesy, nie stany. Nie istnieje nic takiego jak stała i monolityczna osobowość. Ludzie zmieniają imiona w ciągu swojego życia i wciąż inaczej interpretują własną biografię. W sensie metafizycznym panuje tutaj zupełnie nowy rodzaj holistycznej, panteistycznej duchowości, przy czym duchowość rozumiana jest jako nieustanne i faktyczne (nie zaś rytualne) konfrontowanie się z niepoznawalnym.

3. Motorem ewolucji jest mechanizm doboru naturalnego. Polega on na współzawodniczeniu żywych stworzeń w określonych warunkach nieożywionego środowiska.

W Heterotopii uważa się raczej, że teza ta, pomimo pozorów rozsądku, jest irracjonalna i często przeczy naszemu doświadczeniu. Równie dobrze można by przyjąć inne systemowe wyjaśnienia procesu ewolucyjnego.

Heterotopianie opowiadają na przykład taką, znaną także w naszym świecie, historię: w czasach Darwina żyła pewna uczona, która przygotowała odmienną i bardzo ciekawą interpretację danych przywiezionych z podróży tego przyrodnika. Niestety, jak to często bywa z uczonymi kobietami, jej imię nie dotrwało do naszych czasów, a poza tym jej praca była tak ekscentryczna, że zupełnie ją zignorowano. Upierała się, że logika ewolucji działałby równie dobrze, gdyby w miejsce nieustannego współzawodnictwa podstawić inne czynniki, takie jak na przykład wspieranie się i altruizm, niejako wmontowane w mechanizmy przyrody. Z tego powodu Heterotopianie wolą przyjrzeć się przyrodzie raz jeszcze i dostrzec, jak wszelkie życie wspiera się na sobie, jak poszczególne gatunki dzielą się habitatem, wodopojem, jak stosują międzygatunkowe rytuały pojednawcze – wiele przykładów tego typu zachowań znajdziemy w literaturze. Także poświęcania się dla siebie istot żywych.

Inną wariacją tego samego tematu jest teza postawiona przez Elaine Morgan. Tutaj mechanizmem alternatywnym wobec współzawodnictwa jest thymos, potrzeba popisywania się, błyszczenia, imponowania. To ona prowadzi do nietypowych, ekscentrycznych i zarazem twórczych zachowań, wynajdowanych, żeby zwrócić na siebie uwagę samca czy samicy albo zyskać prestiż w grupie. Wiele przykładów takich zachowań opisano wśród małp.

Istnieje także teoria Lynn Margulis, znanej amerykańskiej biolożki, która mówi, że źródłem ewolucyjnych innowacji są nie tylko przypadkowe mutacje, lecz również symbiogeneza, czyli symbiotyczne scalanie się łańcuchów komórek bakteryjnych. Margulis twierdzi, że do powstania nowych gatunków doprowadziły endosymbioza szeregowa oraz połączone przetrwanie – przykładem są mitochondria, które kiedyś funkcjonowały jako osobne organizmy i które zostały wcielone do komórek lub połączyły się z nimi, odtąd pracując na ich rzecz. Margulis pokazuje, że organizmy żywe nie tylko walczą i współzawodniczą, ale także oddziałują na siebie i łącząc się, wspierają wzajemnie. Oto alternatywna wizja łagodniejszej formy ewolucji, w której współpraca i pomoc stają się równie istotnymi mechanizmami zmian.

Jest więc wiele hipotez, i to się bardzo podoba Heterotopianom. Odbiera oręż wszelkim darwinistom i neodarwinistom, którzy swoje jedynie słuszne prawa biologii tak chętnie przenoszą do innych dyscyplin wiedzy – ekonomii czy socjologii.

Nie słyszałam, żeby Heterotopianie bronili szczególnie kreacjonistów, ale dla uczciwości intelektualnej należy pamiętać, że teoria doboru naturalnego jest tylko jedną z wielu interpretacji faktów, nie zaś jedyną. Tymczasem, mówią Heterotopianie, stała się ona fundamentem wielu innych teorii, ekonomicznych czy politycznych, lub zwyczajnie służy tchórzliwej legitymizacji przemocy. Jeżeli tylko poddamy tę teorię szlachetnemu zwątpieniu, ujrzymy świat w innym świetle. Nagle mechanizmy altruistyczne, wspierające, przestaną być dziwactwem organizmów nieprzystosowanych i skazanych na wymarcie, ale staną się równie „naturalne”.

Heterotopianie tak właśnie widzą przyrodę. Dzięki temu nie traktują innych istot jako użytecznych przedmiotów i nigdy nie wykorzystują ich dla własnych korzyści. Nie ma mowy o zabijaniu i zjadaniu. To są partnerzy, bliscy. Inni i czasem kłopotliwi, ale jednak bliscy. Heterotopianie zakładają raczej wzajemny szacunek i koegzystencję niż współzawodnictwo i naturalną sprzeczność interesów (przypomina to stosunek do świata przyrody dawnych kultur paleolitycznych). To oczywiście powoduje, że od najwcześniejszych lat dzieci uczą się języków innych gatunków, a na uniwersytetach istnieją katedry psychologii międzygatunkowej.

4. Ropa naftowa oraz inne surowce kopalne są podstawowym, w zasadzie jedynym źródłem energii i podlegają obrotowi handlowemu. Alternatywne źródła są zbyt drogie, niewydajne i podejrzane.

Nawet jeżeli pojawiają się coraz nowsze, ciekawe pomysły na alternatywne pozyskiwanie energii, to towarzyszy temu zadziwiający opór przed wprowadzeniem ich do powszechnego użytku. Opinia publiczna zaraz słyszy, że są one na dłuższą metę nieopłacalne, zbyt trudne do wdrożenia albo zbyt skomplikowane w eksploatacji. Wielu specjalistów utrzymuje, że jesteśmy już technologicznie gotowi na wykorzystanie zupełnie nowych źródeł energii (albo stosowanie wielu) i że to nie technologia, lecz raczej polityka kurczowo trzyma nas w anachronicznym świecie ropy, węgla i gazu, które na dodatek – traktując jako dobra prywatne – można sprzedawać. Na tym polega cała siła naszego systemu. Kiedyś uznaliśmy, iż takie podstawowe dobra jak paliwa kopalne można mieć na własność, a potem za pieniądze odstępować je innym. Ten absurdalny układ zapewnia ogromną władzę niewielkiej liczbie ludzi, którzy dyktują swoje warunki. Opór, z jakim spotyka się idea korzystania z innych źródeł energii, każe podejrzewać, że stary system, choć rażąco niesprawiedliwy, jest częścią jakiegoś szerszego porządku społecznego.

Heterotopianom wydaje się absolutnie logiczne, że skoro woda i powietrze niejako w oczywisty sposób są wspólne, skoro Himalaje należą do ludzkości i nie można sprzedawać rzek, to podobnie ogólnie dostępne powinny być inne „dary ziemi”. Mieszkańcy Heterotopii uważają za szaleństwo, że daliśmy sobie wmówić, iż ludzie mogą zakupić na własność kawałek ziemi i w ten sposób stać się posiadaczami tego, co głęboko pod ziemią. To tak, jakby ktoś ogłosił, że jest właścicielem promieni słonecznych.

Oni