Wydawca: MT Biznes Kategoria: Biznes, rozwój, prawo Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 181 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 5 godz. 24 min Lektor: Robert Michalak

Opis ebooka Moje przygody z marketingiem - Philip Kotler

Philip Kotler uznawany jest za ojca nowoczesnego marketingu. To geniusz, który zdecydował się na studia z rachunkowości, a potem postanowił obronić doktorat z ekonomii. Obecnie to jeden z najważniejszych myślicieli w obszarze marketingu. Jest autorem wielu książek, które stanowią podwaliny marketingu, i twórcą modeli marketingowych wykorzystywanych przez marketerów i biznesmenów na całym świecie. To on wprowadził do dziedziny takie koncepcje jak marketing społeczny czy demarketing.
Obecnie, w wieku 84 lat, ma na swoim koncie ponad 50 książek o tematyce marketingowej i nadal wykłada w Kellogg School of Management. Napisany przez Kotlera podręcznik marketingu został po raz pierwszy wydany w roku 1961, a niedawno ukazało się jego 14. wydanie. Wciąż jest pozycją obowiązkową dla studentów marketingu.
Moje przygody z marketingiem to pierwsza publikacja, w której Kotler opowiada o swoim życiu i tłumaczy, jakie zdarzenia inspirowały go do pracy nad kolejnymi książkami.  Pisze na temat różnych zastosowań marketingu: w muzeach, w świecie polityki, w organizacjach non profit, w miastach, szpitalach oraz w kontekście społecznej odpowiedzialności firmy.
Dzięki lekturze tej książki nie tylko poznasz kilka faktów z życia prawdziwego entuzjasty tej dziedziny, ale również dowiesz się co nieco na temat fundamentalnych zasad marketingu i zrozumiesz, jak możesz udoskonalić swoją firmę.
***
Po raz pierwszy piszę coś, co ma charakter autobiograficzny.  Jeśli choć trochę mnie kojarzysz, pewnie słyszałeś o 4P. Za tym skrótem kryje się miks marketingowy, czyli produkt (product), cena (price), dystrybucja (place) i promocja (promotion). Na miks marketingowy, stworzony w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, składały się najważniejsze elementy procesu marketingowego. Moja książka Marketing, w której zajmuję się koncepcją 4P, stała się najpopularniejszym podręcznikiem na studiach z tej dziedziny na całym świecie. Obecnie na rynku znajduje się jej czternaste wydanie. Opublikowałem również 55 innych książek traktujących o marketingu, ale poruszających także inne tematy. Moje badania zaowocowały różnymi nagrodami, jak również 14 tytułami doktora honoris causa.
Drogi Czytelniku, chciałbym podzielić się z tobą podróżą mojego życia.
Philip Kotler

Opinie o ebooku Moje przygody z marketingiem - Philip Kotler

Fragment ebooka Moje przygody z marketingiem - Philip Kotler

Tytuł oryginału: MY ADVENTURES IN MARKETING

Przekład: Dorota Gasper

Redakcja: Anna Żółcińska

Korekta: Maria Żółcińska

Projekt okładki: Michał Duława | michaldulawa.pl

Koncepcja graficzna: Wladzimier Michnievič

Skład: Studio Magenta, Nadzieja Michnievič

Opracowanie wersji elektronicznej:

Copyright © 2013 by Philip Kotler. All rights reserved.

Polish translation by arrangement with Graal Agency through International Editors’ Co Agency, Barcelona.

Copyright © for the Polish edition by MT Biznes Ltd.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione. Wykonywanie kopii metodą elektroniczną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym, optycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Niniejsza publikacja została elektronicznie zabezpieczona przed nieautoryzowanym kopiowaniem, dystrybucją i użytkowaniem. Usuwanie, omijanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Warszawa 2017

MT Biznes sp. z o.o.

ul. Jutrzenki 118, 02-230 Warszawa

tel. (22) 632 64 20

www.mtbiznes.pl

e-mail: sekretariat@mtbiznes.pl

ISBN 978-83-8087-303-2 (format e-pub)

ISBN 978-83-8087-304-9 (format mobi)

 Przedmowa

W roku 2013 poproszono mnie, abym przygotował 30 krótkich felietonów mających ukazać się w japońskiej gazecie „Nikkei”. Felietony miały być publikowane w grudniu, po jednym każdego dnia.

Zostałem również poinformowany, że gazeta już od wielu lat zaprasza do współpracy różnych wybitnych ludzi. Wśród nich są między innymi założyciel firmy Panasonic Konosuke Matsushita, założyciel Sony Akio Morita, uwielbiany przeze mnie Peter Drucker oraz Tony Blair.

Do tej pory pisałem książki i artykuły i nie widziałem siebie w roli felietonisty. Kiedy myślałem o tej profesji, przed oczami stawały mi takie osoby jak Thomas Friedman, David Brooks albo Paul Krugman, którzy zajmują się tym etatowo i dostarczają gazecie „New York Times” po dwa felietony na tydzień. Jestem pod ogromnym wrażeniem ich umiejętności – co trzy, cztery dni przekazują nowy interesujący tekst.

Zaproszenie bardzo mnie jednak zaintrygowało i zdecydowałem się je przyjąć. Tak mnie poniosło, że napisałem 50 felietonów, a decyzję, które z nich opublikować, pozostawiłem gazecie. Zgodziliśmy się jednak, że byłoby szkoda, gdyby pozostałe felietony w ogóle nie ujrzały światła dziennego. W związku z tym postanowiliśmy opublikować wszystkie felietony w formie książki w języku japońskim. „Nikkei” zgodziła się, bym miał prawa do publikacji książki w języku angielskim, jak również możliwość sprzedaży praw do tłumaczenia poza granicami Japonii.

W felietonach dzieliłem się z czytelnikami opowieściami o swoim życiu, rodzinie, przyjaźniach, cennych doświadczeniach, jak również swoimi poglądami na temat biedy, pokoju, religii, budowania narodu i miast, muzeów i sztuk pięknych, innowacji, pokolenia dobrobytu, rywalizacji, korupcji, prawa, teorii ekonomicznych, marketingu, odpowiedzialności korporacyjnej, marketingu społecznego, transformacji, zakłóceń, organizacji non profit, brandingu, celu biznesowego oraz szczęścia.

Za każdym razem, gdy wpadłem na pomysł nowego felietonu, czułem się skrępowany jego niewielkim rozmiarem – około 600–800 słów. Moje niektóre zapiski rozrastały się do 1000–1500 słów i potem musiały być skracane. Zacząłem rozumieć, jakiego talentu wymaga i ile satysfakcji daje pisanie felietonów – w pełni doceniłem naszych znanych felietonistów, którzy potrafią zawrzeć ważkie spostrzeżenia lub wspomnienia w zaledwie kilku słowach. Doceniam też pracę blogerów, którzy parają się podobnym rzemiosłem – dostarczaniem ciekawych tekstów często i regularnie.

Drogi Czytelniku, mam nadzieję, że moje zapiski będą dla ciebie interesujące i stymulujące.

Philip Kotler

pkotler@aol.com

www.pkotler.org

Opowieść 1Spojrzenie wstecz

Na polu marketingu jestem obecny w roli wykładowcy, konsultanta oraz autora książek i artykułów od 50 lat. Uwielbiam marketing. To gałąź ekonomii stosowanej, do której – mam nadzieję – wniosłem swój wkład. Opublikowałem ponad 50 książek na temat różnych aspektów marketingu i wprowadziłem własne koncepcje, takie jak marketing społeczny oraz demarketing, które wzbogaciły tę dyscyplinę. Moja praca została doceniona – otrzymałem 15 tytułów doktora honoris causa i kilka innych nagród.

Gdy pada pytanie: „Czym jest marketing?”, co przychodzi ci do głowy? Jestem przekonany, że jest to „sprzedaż”. Chodzi o takie wykorzystanie reklamy, direct mailingu, promocji sprzedaży, public relations, by sprzedać produkt. A jednak te działania są jedynie niewielką częścią marketingu. Z zasady marketing powinien pomagać w zdecydowaniu, jakie produkty stworzyć, jak je wycenić, jak je dystrybuować i, oczywiście, jak je wypromować. To dyscyplina praktyczna, której celem jest zwiększenie sprzedaży i zysków firmy oraz poprawa życia ludzi poprzez tworzenie wartości dla klienta i budowanie jego satysfakcji. Od chwili, gdy zająłem się tą dziedziną, minęło już pół wieku. W tym czasie miałem możliwość współuczestniczenia w jej rozwoju, nauczania przedmiotu na kilku uniwersytetach i pracy jako konsultant pomagający przedsiębiorstwom i agencjom rządowym w różnych krajach. 27 maja 2014 roku skończyłem 83 lata. Myślę, że to dobry moment do refleksji nad swoim życiem i zebranymi doświadczeniami. Mam to szczęście, że jestem zdrowy, pełen ciekawości i chęci do nauki i podejmowania nowych wyzwań. Moje ciało i umysł są sprawne i czuję się tak, jakbym miał dopiero 60 lat. Nie myślę o emeryturze.

Właściwie to pracuję obecnie nad kilkoma nowymi projektami. Między innymi przygotowuję się do kolejnych Światowych Szczytów Marketingowych. Poprzednie miały miejsce w Dhaka w Bangladeszu (w roku 2012) oraz w Kuala Lumpur w Malezji (w roku 2013). Następny szczyt ma się odbyć w Tokio w dniach od 24 do 25 września 2014 roku. To dwudniowe wydarzenie skupia renomowanych mówców i specjalistów z dziedziny marketingu, którzy będą próbowali odpowiedzieć na pytanie: „Jak stworzyć lepszy świat poprzez marketing?”. Wśród tematów pojawi się dyskusja na temat zdrowego wzrostu gospodarczego, sprawiedliwości społecznej oraz zrównoważonej planety. Będziemy skupiać się na tym, jak przedsiębiorstwa, rządy i organizacje non profit mogą ze sobą współpracować na rzecz poprawy życia i dobrostanu siedmiu miliardów ludzi i ich potomków.

Moje obecne badania skupiają się na roli megamiast w rozwoju krajowych gospodarek. Kraj, który może pochwalić się silnymi i kwitnącymi ekonomicznie miastami, jest krajem silnym i stabilnym. Ukończyłem też pracę nad manuskryptem mojej nowej książki Reconsidering Capitalism: Strengths, Shortcomings and Solutions, w której zajmuję się czternastoma słabościami kapitalizmu i tym, jak sobie z nimi poradzić.

Jestem pewien, że rozumiesz, iż marketing jest zarówno metodologią koncentrującą się na służeniu klientom, jak i zbiorem działań i umiejętności, dzięki którym można rozwiązać problemy gospodarcze i społeczne. Prawie każdy próbuje coś komuś sprzedać. Może to być młody chłopak starający się o względy swej wybranki, dyrektor ubiegający się o kontrakt w firmie, pracownik liczący na awans – przykłady można mnożyć. Sądzę zatem, że wielu czytelników jest żywo zainteresowanych marketingiem.

Po raz pierwszy piszę coś, co ma charakter autobiograficzny. Jeśli choć trochę mnie kojarzysz, pewnie słyszałeś o 4P. Za tym skrótem kryje się miks marketingowy, czyli produkt (product), cena (price), dystrybucja (place) i promocja (promotion). Na miks marketingowy, stworzony w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, składały się najważniejsze elementy procesu marketingowego. Moja książka Marketing[1], w której zajmuję się koncepcją 4P, stała się najpopularniejszym podręcznikiem na studiach z tej dziedziny na całym świecie. Obecnie na rynku znajduje się jej czternaste wydanie.

Drogi Czytelniku, chciałbym podzielić się z tobą podróżą mojego życia.

Opowieść 2Moja rodzina

Pozwolę sobie zacząć od historii mojej rodziny. Urodziłem się w Chicago, w stanie Illinois, 27 maja 1931 roku. Były to czasy wielkiego kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Mój ojciec Maurice Kotlerevsky urodził się w Niżnym Nowogrodzie w Rosji. W wieku lat 17 opuścił Rosję wstrząsaną rewolucją październikową i wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Wylądował na wyspie Ellis bez grosza przy duszy. Komisarze przyjmujący emigrantów skrócili mu nazwisko, które teraz brzmiało Kotler. Niedługo potem dzięki pomocy krewnych osiedlił się w Chicago.

Moja matka Betty Bubar urodziła się w Berdyczowie na Ukrainie. Wyemigrowała w wieku lat 12 do Kanady. Wkrótce przeniosła się do Chicago. Minęło dobrych parę lat i mama spotkała Maurice’a Kotlera. Para zakochała się w sobie i pobrała. Oboje znaleźli pracę. Matka pracowała jako sprzedawczyni w dużym domu towarowym. Ojciec pracował w pralni, a po jakimś czasie zaoszczędził wystarczająco dużo, by otworzyć swój własny sklep rybny.

Moja mama urodziła troje dzieci. Ja jestem najstarszy, mój brat Milton jest ode mnie 5 lat młodszy, a najmłodszy brat Neil – 10 lat.

Choć różnimy się od siebie fizycznie i emocjonalnie, coś nas łączy. Każdy z nas wybrał karierę akademicką i pragnął zmienić świat na lepsze.

Milton, Neil, Phil oraz Maurice i Betty

Chicago, nasze rodzinne miasto, zmagało się z rosnącą przepaścią pomiędzy bogaczami a biedotą oraz ze spadającym poziomem bezpieczeństwa publicznego. Choć byliśmy tylko dziećmi, zdawaliśmy sobie sprawę z różnic społeczno-gospodarczych. Sami uważaliśmy się za stosunkowo biednych, choć niczego nam nie brakowało w zakresie podstawowych potrzeb do godnego życia.

Philip na krześle (Gotów do wygłoszenia mowy)

Mój młodszy brat Milton zainteresował się lewicowymi poglądami i wstąpił na Uniwersytet Chicagowski w wieku 16 lat. Po ukończeniu studiów pracował w lewicowym instytucie badawczym w Waszyngtonie. Opublikował ważną książkę pod tytułem Neighborhood Government, w której przedstawiał pomysł zakładania lokalnych instytucji rządzących, których zadaniem byłoby określenie, co każda lokalna społeczność winna produkować, eksportować i importować. Z biegiem lat jego polityczne zapatrywania stopniowo się zmieniały, aż stał się żarliwym konserwatystą. Nic w tym dziwnego – nierzadko ludzie tak diametralnie zmieniają poglądy. Milton jest świetnym przedsiębiorcą. W roku 2004 postanowił wykorzystać otwierające się przed Chinami możliwości rozwoju i założył tam Kotler Marketing Group. Jego niewielka pięćdziesięcioosobowa firma zajęła ostatnio pierwsze miejsce w rankingu firm konsultingowych w Chinach, pokonując wielkie zachodnie korporacje, takie jak McKinsey. Nie tak dawno temu wraz z Miltonem opublikowałem dwie książki: Przez marketing do wzrostu. 8 zwycięskich strategii[2] orazWinning Global Markets: How Businesses Invest and Prosper in the World’s Top Cities.

Mój najmłodszy brat Neil obrał inną ścieżkę kariery. Ukończył politologię na Uniwersytecie Wisconsin-Madison, a następnie uzyskał tytuł doktora z tej samej dziedziny na Uniwersytecie Chicagowskim. Oddał się studiom nad demokracją oraz badaniom nad początkami Ameryki. Zgłębiał możliwe sposoby działania idealnego rządu. Z czasem swoje badania zwrócił w kierunku muzeów i innych organizacji non profit. Wraz z Neilem napisałem książkę pod tytułem Museum Strategy and Marketing: Designing Missions, Building Audiences, Generating Revenue and Resources, opublikowaną w roku 2003. Niektórzy zwą ją biblią na temat strategii i marketingu muzeów. Niestety brat zmarł na białaczkę w wieku zaledwie 72 lat. Był to dla mnie ogromny cios – straciłem cudownego i utalentowanego brata w kwiecie wieku.

Milton, Phil i Neil KOTLEROWIE

Nie mam pojęcia, jak to się stało, że w rodzinie niewykształconych imigrantów urodziło się aż trzech intelektualistów. Nasz ojciec miał smykałkę do piłki nożnej i widział nas jako sportowców. My jednak nie byliśmy zbyt zainteresowani sportem. Znacznie bardziej pociągały nas możliwości intelektu. Pod koniec swego życia ojciec wyznał mi z uśmiechem na twarzy: „Nigdy nie byłem bardziej dumny ze swoich synów niż teraz”.

Opowieść 3Wczesna edukacja, Great Books i Uniwersytet Chicagowski

Już w dzieciństwie, gdy usłyszałem, że ktoś dokonał czegoś wspaniałego, pragnąłem osiągnąć coś podobnego. Kiedy wpadł mi w ręce artykuł o astronautach, chciałem być jednym z nich. Kiedy przeczytałem o Einsteinie, chciałem zostać naukowcem i matematykiem. Gdy poznałem biografię Abrahama Lincolna, marzyłem o karierze politycznej. Jestem jak tytułowy bohater z filmuZelig Woody’ego Allena. On też podziwiał ludzi wokół i marzył, by stać się jak oni.

Oprócz moich fantazji na temat różnych ścieżek kariery duży wpływ miały na mnie również książki, które czytałem w dużych ilościach. Byłem poruszony Moby Dickiem Hermana Melville’a, Czarodziejską górą Thomasa Manna oraz Zbrodnią i karą Fiodora Dostojewskiego. Gdy czytałem te i inne wspaniałe powieści, prag­nąłem zostać pisarzem portretującym złożone postaci zmagające się z moralnymi dylematami.

Moje zainteresowanie pisarstwem objawiło się w szkole średniej. Pisywałem artykuły do szkolnej gazetki. Komentowałem aktualne wydarzenia i wyrażałem krytyczną opinię na ich temat. Twierdziłem, że uczniowie poświęcają zbyt dużo czasu na sport, że w radiu i telewizji nie ma zbyt dużo dobrych programów, że wiele amerykańskich filmów nie jest zbyt wysokich lotów. Jako przewodniczący koła dyskusyjnego prowadziłem debaty poruszające aktualne tematy. Próbowaliśmy między innymi odpowiedzieć na takie pytania, jak te, czy robotnicy powinni mieć prawo do zrzeszania się w związkach zawodowych oraz czy ONZ winno dysponować własną armią. Skończyła się wojna i w owych czasach tworzono nowy porządek świata.

Zostałem również wybrany na redaktora naczelnego przygotowującego coroczny album klasowy zwany „Dziennikiem”.

Wśród redaktorów pracujących nad „Dziennikiem” znalazł się Shel Silverstein, który później objawił się jako utalentowany poeta, kompozytor i piosenkarz oraz rysownik. Jego liczne talenty nie pozostały niezauważone już w czasach szkolnych.

Phil po lewej

W szkole średniej zacząłem rozmyślać nad swoją przyszłością. Dzieci żydowskich imigrantów często zachęcane były do obrania jednej z trzech ścieżek kariery – lekarza, prawnika lub inżyniera. Mnie jednak nie pociągały te profesje. Zdecydowałem, że zostanę księgowym. Uznałem, że dzięki temu posiądę sporą wiedzę ekonomiczną, a potem zapewnię sobie stały i godziwy dochód.

Robert Maynard Hutchins, Uniwersytet Chicagowski

Wysłałem papiery na prestiżową uczelnię w Chicago – DePaul University. Uniwersytet zaoferował mi pełne stypendium. Miałem w planach ukończenie rachunkowości i prawa, gdyż ta kombinacja specjalizacji była wysoko ceniona w świecie biznesu. Jednakże po roku studiów stwierdziłem, że czegoś mi brakuje. Pomyślałem sobie, że powinienem zdobyć szersze wykształcenie, a nie tylko skupiać się na praktycznych zagadnieniach z zakresu rachunkowości i prawa.

Mortimer Adler, założyciel Great Books

W owym czasie usłyszałem o ruchu Great Books, który za cel obrał sobie zidentyfikowanie najważniejszych książek w całej historii ludzkości. Założycielem Great Books był Mortimer Adler, który ściśle współpracował z Robertem Hutchinsem, słynnym rektorem Uniwersytetu Chicagowskiego.

Ruch zapoznawał czytelników z ideami największych światowych myślicieli. Adler i jego zespół opracowali listę stu najlepszych książek oraz prowadzili koła dyskusyjne, w których omawiali podstawowe problemy stojące przed ludzkością. Ze względu na fakt, że aktywność ruchu koncentrowała się głównie na Uniwersytecie Chicagowskim, po dwóch latach w DePaul University zdecydowałem się ubiegać o przyjęcie na ten pierwszy. Otrzymałem stypendium i miejsce na wydziale ekonomii. Tam dalej zapoznawałem się z myślą takich wielkich ludzi jak Platon, Arystoteles czy Machiavelli. Dzięki tym lekturom wyostrzyło się moje myślenie krytyczne. Wtedy też rozwinęło się moje zainteresowanie „budowaniem lepszego społeczeństwa”.

Oczywiście nie ma wątpliwości co do tego, że nie nauczymy się od Platona matematyki, ekonomii czy inżynierii. Poza tym w dobie internetu studenci są bardziej zainteresowani przedsiębiorczością, innowacjami i technologią. Mimo to nadal uważam, że poznanie wielkich idei z przeszłości może uzbroić nas w pomysły i dostarczyć inspiracji, by budować lepszy świat.

Opowieść 4Z Uniwersytetu Chicagowskiego do MIT

Milton Friedman, Uniwersytet Chicagowski

Atmosfera panująca na Uniwersytecie Chicagowskim była niezwykle stymulująca, a wydział ekonomiczny był wybitny. Miałem możliwość uczenia się na temat gospodarki wolnorynkowej i konkurencji od profesorów z Chicago School of Economics, między innymi od Miltona Friedmana, Franka Knighta i wielu innych znakomitych ekonomistów. W roku 1976, dwieście lat po publikacji Bogactwa narodów Adama Smitha[3], Milton Friedman otrzymał Nagrodę Nobla. Był orędownikiem indywidualizmu i wolnego rynku, a swoim przekonaniom dał wyraz w książkach Kapitalizm i wolność[4] (z roku 1962) oraz Wolny wybór[5] (z roku 1979).

Gdy miałem 14 lat, przeczytałem Manifest komunistyczny Karola Marksa[6]. Odebrałem go jako uzasadnioną polemikę z kapitalizmem. Sam wychowałem się w biednej rodzinie i czułem gniew, gdy słyszałem o luksusach, w jakie opływały rodziny Rockefellerów i Carnegiech. „Dlaczego dystrybucja przychodu jest tak nierówna?”, zadawałem sobie pytanie. Już w tamtych czasach wiedziałem, że chcę uczestniczyć w niwelowaniu nierówności społecznych poprzez lepsze wykorzystanie teorii ekonomicznej.

Byłem wtedy zbyt młody, by zrozumieć, że marksistowska teoria równości zostanie wykrzywiona przez ludzi żądnych władzy i w tej wykrzywionej formie legnie u podstaw autorytarnych reżimów. Wykłady wybitnych ekonomistów na Uniwersytecie Chicagowskim wpłynęły na zmianę moich zapatrywań i powoli coraz bardziej fascynowała mnie teoria kapitalizmu.

Na uniwersytecie nauczało również wielu znamienitych profesorów specjalizujących się w innych naukach społecznych. Dowiedziałem się od nich wiele na temat psychologii, socjologii, antropologii i politologii. Fakt, że mogłem zgłębić inne nauki społeczne, miał ogromny wpływ na moje myślenie.

Kiedy miałem dwadzieścia parę lat i otrzymałem tytuł magistra ekonomii na Uniwersytecie Chicagowskim, ścieżka kariery stała się dla mnie jasna. Moim celem było stanie się szanowanym ekonomistą na jakimś czołowym uniwersytecie.

Kolejnym krokiem było zatem uzyskanie doktoratu. W owych czasach do uniwersytetów z najlepszymi wydziałami ekonomicznymi oprócz Uniwersytetu Chicagowskiego należały Harvard, Massachusetts Institute of Technology (MIT) oraz Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley. Zdecydowałem się ubiegać o miejsce w MIT. Ku mojej ogromnej radości przyznano mi stypendium naukowe Westinghouse. Nie pozostało mi nic innego jak wyruszyć do Bostonu, miasta stymulującego intelekt.

Paul Samuelson

Robert Solow

I tu miałem szczęście zgłębiać ekonomię pod okiem wybitnych profesorów. Jednym z nich był Paul Samuelson, który napisał niezliczoną ilość artykułów naukowych i opub­likował dziesięć wydań swojego słynnego podręcznika Ekonomia[7], czytanego na całym świecie. W roku 1970 Samuelson otrzymał Nagrodę Nobla z ekonomii. Dzięki spotkaniu z nim zmieniłem swoje zapatrywania na gospodarkę. Miejsce gospodarki wolnorynkowej zajęła teoria keynesizmu. Doszedłem do wniosku, że w czasach recesji państwo musi aktywnie stymulować gospodarkę, nawet za cenę krótkoterminowego zwiększenia krajowego długu.

Franco Modigliani

Na wydziale ekonomicznym MIT pracowali również Franco Modigliani, który wniósł wiele do teorii finansowej, oraz Robert Solow, który przyczynił się do rozwoju teorii na temat roli innowacji w gospodarczym wzroście. Modigliani otrzymał Nagrodę Nobla z ekonomii w roku 1985, a Solow w roku 1987.

Gdy ukończyłem rozprawę doktorską, pozostało mi jeszcze zdanie egzaminu przed komisją wydziału. W jej skład wchodzili profesorowie Paul Samuelson, Robert Solow oraz Charles Myers. Pamiętam, że Samuelson zadał mi pytanie: „Co pan sądzi o marksistowskiej teorii wartości opartej na pracy?”. Wyjaśniłem wtedy: „Wartość tworzona jest nie tylko przez pracę, ale również przez kapitał. A zatem jest to koncepcja, której należy szukać w umysłach klientów opierających się na swoim doświadczeniu konsumenckim”. Gdy teraz wspominam moją odpowiedź, widzę, że nie była ona daleka od koncepcji wartości wykorzystywanej w marketingu. Po półgodzinnym zadawaniu pytań poproszono mnie o opuszczenie sali i zaczekanie na zewnątrz na wynik. Oczywiście bardzo się denerwowałem.

Wtedy przypomniałem sobie pewną anegdotę. Słyszałem, że gdy Samuelson przystępował do swojego egzaminu doktorskiego, w komisji siedzieli profesorowie Joseph Schumpeter oraz Alvin Hansen. Gdy Samuelson opuścił salę egzaminacyjną, profesorowie spojrzeli na siebie nawzajem, a następnie Schumpeter spytał: „Zdaliśmy?”.

Po pięciu minutach Samuelson, Solow i Myers wyszli do mnie i rzekli: „Gratulacje, panie Kotler. Zdał pan”.

Opowieść 5Spotkanie najlepszej przyjaciółki i miłości mego życia – Nancy

Nancy Kotler

Każdy powinien w swym życiu spotkać przyjaciela i zakochać się. Moja żona, Nancy, jest dla mnie zarówno najlepszym przyjacielem, jak i miłością mego życia. Swoim uczuciom do niej dałem wyraz w dedykacji zamieszczonej w książce Marketing (począwszy od pierwszego wydania z roku 1967 aż po najnowsze, czternaste): „Tę książkę dedykuję mojej żonie i najlepszej przyjaciółce – Nancy, z płynącą z głębi serca miłością i wdzięcznością”.

To niesłychane, że udało mi się poznać Nancy bez pomocy swatki albo internetowego portalu randkowego. Miałem wtedy 23 lata. Pewnego dnia w akademiku MIT dostrzegłem plakat informujący o nieformalnej zabawie organizowanej w Radcliffe College. Była to żeńska szkoła wyższa należąca do Harvardu.

„Cóż to za zabawa?”, spytałem znajomego. Poinformował mnie, że „to zabawa organizowana przez studentki Radcliffe w celu poznania odpowiednich młodych mężczyzn”.

Postanowiłem udać się na nią.

Zabawa odbywała się w akademiku Radcliffe College. Gdy tam wszedłem, zobaczyłem około trzydziestu młodych kobiet i większą liczbę studentów. Byli tam studenci Harvardu. Ubrani w marynarki wyglądali świetnie. Byli też studenci MIT. Ci w większości nosili wielkie zegarki z kalkulatorem, a niektórym z kieszeni wystawał suwak logarytmiczny.

Rozejrzałem się wokół i zauważyłem piękną czarnowłosą dziewczynę o ślicznych głębokich oczach. Podszedłem do niej i poprosiłem do tańca. Zgodziła się z uśmiechem. W czasie tańca powiedziałem jej: „Wyglądasz jak Kleopatra”. Odparła: „Ja jestem Kleopatrą”. Tak właśnie rozpoczęła się nasza znajomość.

Pod koniec zabawy poprosiłem ją o kolejne spotkanie. Mieliśmy żeglować po rzece Charles, która przepływała obok zabudowań MIT. Zgodziła się. Był tylko jeden mały problem. Nigdy wcześniej nie pływałem żaglówką. Nadszedł dzień naszego spotkania. Poszedłem po Nancy. Była zaskoczona moim wyglądem, miałem bowiem na nogach czarne skórzane półbuty. Nie takie obuwie noszą prawdziwi żeglarze. Pogoda była piękna, a nasza żaglówka sunęła po rzece. Niestety nagle wiatr zupełnie zamarł i nasza łódź stanęła w miejscu. W efekcie musieliśmy skorzystać z pomocy straży przybrzeżnej, która dociągnęła nas do brzegu. Nancy zdawała się zdrowo ubawiona całą sytuacją i moją nieudolnością.

Nasza znajomość, która rozpoczęła się w roku 1953, zaowocowała małżeństwem, które trwa już 59 lat. A wszystko to dzięki plakatowi reklamującemu zabawę. Zostałem obdarzony przez łaskawy los piękną żoną, trzema córkami i dziewięciorgiem wnucząt.

Żona wniosła do mojego życia nie tylko piękno, miłość i wyrafinowanie. Ukończyła prawo, a jej zdyscyplinowany umysł i bystrość pozwoliły na sprawne nawigowanie przez życie i finalizowanie wielu umów na chociażby domy i książki. Poza tym urodziła nasze trzy córki: Amy, Melissę i Jessikę.

Córki: Amy, Jessica i Melissa

Nasze córki wyszły za mąż, założyły własne rodziny i dały nam dziewięcioro wnucząt. Amy jest mamą Jordana, Jamie’ego, Ellie i Abby. Melissa urodziła Olivię i Sama. Shaina, Sapphire i Dante to dzieci Jessiki.

Na świecie małżeństwa zawierane są z różnych przyczyn i na różnych zasadach. Przywiązuje się wagę do tego, czy przyszli małżonkowie pochodzą z tej samej klasy społecznej i czy panna młoda wniesie odpowiedni posag, a tak fundamentalna sprawa, jak miłość pomiędzy młodymi, jest często pomijana. Odnalezienie swojej połówki w dużej mierze zależy też od szczęścia. Rynek małżeński jest jednym z najmniej efektywnych rynków na świecie.

Wnuki

Choć ów rynek nie jest idealny, powstaje wiele serwisów randkowych, dzięki którym mężczyźni i kobiety mają szerszy wybór i łatwiejszy dostęp do istotnych informacji. Mimo że tego typu serwisy nie istniały za mojej młodości, udało mi się poznać Nancy, z którą wiodę szczęśliwe życie.

Opowieść 6Wyprawa do Indii

Dlaczego w czasie obrony pracy doktorskiej profesor Samuelson zadał mi pytanie dotyczące teorii wartości opartej na pracy? Ponieważ w czasie studiów doktoranckich zainteresowałem się poważnie ekonomią pracy.

Zawsze miałem wiele empatii dla klasy pracującej, skąd wywodzili się moi rodzice. Czułem nawet gniew ze względu na ogromną przepaść pomiędzy bogatymi i biednymi, która zdawała się rosnąć z roku na rok. Miałem wątpliwości, czy robotnicy są godziwie wynagradzani. Większość z pewnością nie dostawała wystarczająco dużo, by wieść godne życie. Zdecydowałem, że poświęcę swoje badania tym kwestiom. Chciałem również zająć się rolą związków zawodowych w naprawianiu nierównej dystrybucji przychodów. To, w jaki sposób traktowani są pracownicy przez kierownictwo, to temat rzeka. Spójrzmy chociażby na pracowników McDonald’sa, którzy zdecydowali się na protest, gdyż firma kupuje kolejny prywatny samolot zamiast podnieść wynagrodzenia.

Moim mentorem w MIT był Charles A. Myers, który był autorytetem w kwestiach ekonomii pracy i ekonomii przemysłowej. Myers pracował w owym czasie nad dużym projektem badawczym finansowanym przez Fundację Forda. Badał faktyczne warunki pracy i wynagrodzenia pracowników, jak również rolę związków zawodowych w krajach rozwijających się. Przy projekcie współpracował z trzema innymi szacownymi profesorami: Clarkiem Kerrem z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, Fredem Harbisonem z Uniwersytetu Chicagowskiego oraz Johnem Dunlopem z Harvardu.

Wiosną 1955 roku Myers poprosił mnie, bym dołączył do projektu i udał się do Indii, gdzie przez rok, począwszy od jesieni, miałem prowadzić badania. Martwiłem się jedynie reakcją Nancy na te plany, gdyż byliśmy świeżo po ślubie, który odbył się 30 stycznia 1955 roku.

Nancy nadal studiowała w Radcliffe College. Miała zaczynać trzeci, ostatni rok studiów. Wyjazd w takim momencie mógł nie być po jej myśli. Postanowiłem od razu przedyskutować z nią daną mi szansę. Na szczęście Nancy była po lekturze wielu książek na temat Indii, między innymi Drogi do Indii E.M. Forstera, i stwierdziła, że jest zachwycona tym pomysłem. Będzie to idealne miejsce na podróż poślubną. Złożyła podanie o roczny urlop dziekański i wyruszyliśmy do Indii.

Lecieliśmy z Bostonu do Bombaju przez Londyn i Karaczi. Odkrywaliśmy nowe zakątki świata. Wcześniej tylko raz wyjechałem poza granice kraju. Było to w roku 1954. Moja podróż trwała 60 dni i zwiedziłem wtedy samodzielnie 20 europejskich miast, między innymi Londyn, Paryż, Rzym, Kopenhagę, Wiedeń, Budapeszt i Cannes.

Zawędrowaliśmy z Nancy w taki rejon świata, gdzie zobaczyliśmy rzeczy, na które nie byliśmy gotowi. Był to tygiel rzeczy pięknych, ale i głęboko zasmucających. Żebrzące dzieci, ludzie śpiący na ulicach, spacerujące wszędobylskie krowy i zapachy egzotycznych przypraw uderzające w nozdrza.