Wydawca: Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2012

"Moja żydowska dusza nie obawia się dnia sądu." Mordechaj Chaim Rumkowski. Prawda i zmyślenie ebook

Monika Polit

3.8125 (16)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka "Moja żydowska dusza nie obawia się dnia sądu." Mordechaj Chaim Rumkowski. Prawda i zmyślenie - Monika Polit

 

"Ja jednak chciałbym posłuchać, 
co będzie się o mnie mówić pół godziny po wojnie… 
Przecież czegoś się jednak dokonało”.

Mordechaj Chaim Rumkowski

Książka ukazuje sylwetkę szefa łódzkiego Judenratu, oficjalnie zwanego Przełożonym Starszeństwa Żydów w Liztmannstadt – Mordechaja Chaima Rumkowskiego. Przez wiele lat z pasją zgłębiano dzieje jego głupoty, małości, pychy i chorobliwych ambicji, które uczyniły go współpracownikiem nazistów i mordercą niewinnych współbraci. Stał się emblematem wynaturzonego żydowskiego okrutnika i zdrajcy. Obwołano go czarnym charakterem historii Zagłady. Kulminacją opowieści o nim była figura jego śmierci – miał spłonąć żywcem w krematoryjnym piecu, wrzucony weń w sierpniu 1944 r. przez szukających pomsty łódzkich Żydów. Przez lata ani zawodowi historycy, ani literaturoznawcy nie mierzyli się z utrwaloną w przekazach i dość ubogą wersją zdarzeń, nie szukali też nowych interpretacji działań i postaw MCHR. Autorka weryfikuje dotychczasowe ustalenia biograficzne dotyczące Rumkowskiego. Jej bohater przestaje być postacią banalną, jednowymiarową, prostacką. Z pracy wyłania się obraz osoby niejednoznacznej, nieco zagadkowej w sensie psychologicznym. Tekst jest poprawny metodologicznie, oparty na solidnej podstawie źródłowej oraz ukazuje bogate tło historyczne.

"Składając w całość zarys przedwojennej biografii Mordechaja Rumkowskiego, przypominałam sobie wielokrotnie słyszane i czytane o nim opinie, które chyba nie tylko mnie głęboko zapadły w pamięć. Opinie te, pochodzące zarówno z poważnych opracowań, jak i z tekstów literackich (osiągające swoje ekstremum w Kupcu łódzkim Adolfa Rudnickiego i niestety powielane w najnowszych beletrystycznych próbach opracowania historii Rumkowskiego, czyli Fabryce muchołapek Andrzeja Barta i Biednych ludziach z miasta Łodzi Steve'a Sem-Sandberga), ukształtowały wręcz odpychający wizerunek człowieka, który miał odegrać główną rolę w historii łódzkiego getta. Przyznaję, że pod ich wpływem MChR długo jawił mi się, jak pewnie większości zaznajomionych z tematem osób, jako figura marginalna i dość nikczemna. Widziałam w nim raczej targanego wygórowanymi ambicjami ledwo piśmiennego, bełkotliwego i popędliwego starca (notabene był tylko o trzy lata starszy od Adama Czerniakowa, któremu chyba nikt nigdy nie zarzucał „starczości”), niźli energicznego i oddanego społecznika oraz zaprawionego w polemikach szermierza świetnego, bo litwackiego, żydowskiego słowa. Tymczasem to, co udało mi się ustalić, zmieniło moją perspektywę."

ze wstępu Moniki Polit

 


*       *

*

Postać Mordechaja Chaima Rumkowskiego jest zjawiskiem niezwykłym, łączącym sprzeczne żywioły, wieloznacznym – i w zasadzie nie podlegającym ocenom prostym i jednowymiarowym. W tym przypadku nie ma miejsca ani na apologie, ani na potępienia, nie ma – inaczej mówiąc – miejsca na jakąkolwiek jednoznaczność, gdyż każda ocena wyłącznie pozytywna czy wyłącznie negatywna byłaby uproszczeniem, a w wielu wypadkach nawet zafałszowaniem jedynej w swoim rodzaju, krańcowo w wielu wymiarach skomplikowanej rzeczywistości.

Autorka unika jednoznacznych ocen, odrzuca jednoznacznie negatywne, ale jednoznacznie pozytywne, widoczne w pewnych gettowych dokumentach, traktuje jako świadectwo, nie poddaje ich kryteriom prawdy i fałszu, nie pyta, czy odpowiadają rzeczywistości, dostrzega w nich świadectwo czasów, w jakich powstawały, a także bierze pod uwagę cele, jakim miały służyć.

Książkę Moniki Polit "Moja żydowska dusza nie obawia się dnia sądu" Mordechaj Chaim Rumkowski – prawda i zmyślenie uważam za studium ze wszech miar udane, nie waham się przed użyciem przymiotnika „wybitne”.

/Prof. dr hab. Michał Głowiński/


*     *
*

Książka Moniki Polit, bazująca na jej rozprawie doktorskiej jest absolutnie nowatorska, a ponadto jest dziełem przemyślanym, uporządkowanym, i doskonale napisanym. Getto łódzkie było z wielu powodów wyjątkowe na tle innych gett w okupowanej Polsce, nie tylko dlatego, że trwało najdłużej, ale przede wszystkim ze względu na postać Mordechaja Chaima Rumkowskiego, przewodniczącego Starszeństwa Żydów. Postać ta, wzbudzająca wiele pytań, kontrowersji i wątpliwości, obrosła legendą i przeszła do historii. Z tą legendą mierzy się w swojej książce Monika Polit. Już choćby z tego powodu jej praca jest niezwykła i stanowi zasadniczy przełom w badaniach nad historią getta łódzkiego oraz w interpretacjach postaci Przełożonego Starszeństwa łódzkich Żydów.

Autorka wykonała ogrom pracy, by dotrzeć do źródeł nowych, zapoznanych, a także by zweryfikować dotychczas używane dokumenty i zasoby wiedzy na temat swojego bohatera. Wywiązała się z tego zadania znakomicie – książka jest fascynująca, świetnie napisana, nowatorska, odkrywcza.

Wielokrotnie dostajemy świadectwa ogromnej wiedzy Autorki i jej błyskotliwej inteligencji. Jej erudycja i kompetencja pozwalają raz jeszcze zmierzyć się z obowiązującymi stereotypami, kliszami i uogólnieniami dotyczącymi Prezesa, obecnymi w większości literackich kanonów. Weryfikuje ona dotychczasowe ustalenia biograficzne dotyczące Mordechaja Chaima Rumkowskiego, a jej bohater przestaje być postacią banalną, jednowymiarową, prostacką. Z pracy wyłania się obraz osoby niejednoznacznej, nieco zagadkowej w sensie psychologicznym.

/dr hab. Barbara Engelking, prof. IFiS PAN/

Opinie o ebooku "Moja żydowska dusza nie obawia się dnia sądu." Mordechaj Chaim Rumkowski. Prawda i zmyślenie - Monika Polit

Fragment ebooka "Moja żydowska dusza nie obawia się dnia sądu." Mordechaj Chaim Rumkowski. Prawda i zmyślenie - Monika Polit

Publikacja została zrealizowanaprzy udziale środków finansowych

Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowegow ramach programu operacyjnego„Promocja czytelnictwa”, Priorytet 2 „Literatura i czytelnictwo” zarządzanego przez Instytut Książki

Redaktor prowadzący:

Jakub Petelewicz

Redakcja:

Dorota Białas

Korekta:

Maria Aleksandrow

Indeks:

Beata Bińko

Projekt okładki i skład:

Marianna Cielecka

Copyright © by Monika Polit

and Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów, 2012

ISBN: 978-83-63444-21-1

Wydanie pierwsze, Warszawa 2012

Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów

ul. Nowy Świat 72, pok. 120

00-330 Warszawa, POLAND

e-mail: stowarzyszenie@holocaustresearch.pl

www.holocaustresearch.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Wstęp

Celem tej książki nie jest przedstawienie historii getta łódzkiego. Zainteresowany czytelnik znajdzie na ten temat wiele znakomitych tekstów, takich jak źródłowa Kronika getta łódzkiego1 czy też artykuły Danuty Dąbrowskiej2. Pozwolą mu one prześledzić dzieje utworzonej przez Niemców w lutym 1940 r. i zlikwidowanej w sierpniu 1944 r. drugiej pod względem wielkości zamkniętej dzielnicy żydowskiej na ziemiach polskich, a także zapoznać się ze skomplikowaną strukturą administracji getta, podzielonej na liczne wydziały i resorty (zakłady pracy). Ja zajmę się przede wszystkim przedstawieniem sylwetki zwierzchnika tej rozbudowanej struktury — szefa łódzkiego Judenratu, oficjalnie zwanego Przełożonym Starszeństwa Żydów w Getcie Litzmannstadt — Mordechaja Chaima Rumkowskiego (MChR). Poświęcono mu hasła w kilkunastu słownikach i encyklopediach. Rekapitulacją jego czynów wypełniono długie ustępy w monograficznych opracowaniach na temat getta łódzkiego. Napisano o nim cztery powieści i kilka opowiadań. Z pasją zgłębiano dzieje jego głupoty, małości, pychy i chorobliwych ambicji, które uczyniły go współpracownikiem nazistów i mordercą niewinnych współbraci. Stał się emblematem wynaturzonego żydowskiego okrutnika i zdrajcy. Obwołano go czarnym charakterem historii Zagłady. Kulminacją opowieści o nim była figura jego śmierci — miał spłonąć żywcem w piecu krematoryjnym, wrzucony weń w sierpniu 1944 r. przez szukających pomsty łódzkich Żydów3. Przez lata ani zawodowi historycy, ani literaturoznawcy nie mierzyli się z utrwaloną w przekazach i dość ubogą wersją zdarzeń, nie szukali też nowych interpretacji działań i postaw MChR. Sama zrozumiałam konieczność rewizji jego historii zainteresowana tekstami, które MChR zostawił po sobie jako Przełożony Starszeństwa Żydów. Teksty te notabene nigdy wcześniej nie stały się przedmiotem uważnego namysłu badaczy historii getta łódzkiego. W trakcie pracy nad nimi doszłam do wniosku, że bez odtworzenia kolei jego życia, szczególnie z okresu przedwojennego, nie będę mogła pojąć motywów jego późniejszych zachowań ani też właściwie interpretować pozostawionych zapisów. Dlatego pierwszy rozdział tej książki poświęciłam uporządkowaniu danych biograficznych, które zilustrowałam przedwojennymi tekstami MChR, odnalezionymi w polskich i zagranicznych archiwach i bibliotekach. Korzystając z poczynionych ustaleń, w trzech kolejnych rozdziałach podjęłam próbę nowego odczytania i zinterpretowania zapisów gettowych, których Rumkowski był autorem (mowy do ludności4 oraz teksty prasowe z „Geto-Cajtung”), inspiratorem (Biuletyn Kroniki Codziennej, Notatnik Szmula Rozensztajna) lub adresatem (listy ludności getta)5. Na końcu zrekonstruowałam literacki obraz MChR wyłaniający się z różnojęzycznych utworów powstałych w czasie wojny i po jej zakończeniu. O tym, czy swoim wysiłkiem rzeczywiście wzbogaciłam wiedzę i zmieniłam wyobrażenie o postaci i roli MChR, będzie mógł teraz zdecydować czytelnik.

Pragnę gorąco podziękować za pomoc, wsparcie i życzliwość tym, bez których ta książka nigdy by nie powstała: Magdalenie Bendowskiej, Eleonorze Bergman, Barbarze Engelking, Weronce (Wardzie) Heled, Marcinowi Kolanowskiemu, Arturowi Kuciowi, Jackowi Leociakowi, Lusi (Pninie) Navon-Elkan, Jakubowi Petelewiczowi, Cécile Pilverdier, Romanowi Rumkowskiemu, Adamowi Sitarkowi, Michałowi Trębaczowi, Ewie Wiatr, Maciejowi Wójcickiemu, Ewie Zysman, Rodzicom i Bratu.

Rozdział ILegenda o królu Chaimie.Przedwojenne losyMordechaja Chaima Rumkowskiego

Przez kilka lat kolekcjonowałam teksty pisane w getcie łódzkim. Szczególnie interesowały mnie te, które poświęcone były postaci Mordechaja Chaima Rumkowskiego6. Kwerendę prowadziłam naiwnie, przekonana o tym, że pisanie o tekstach, śledzenie pojawiających się w nich twarzy ich bohatera MChR, wyłuskiwanie z nich jego kolejnych kreacji zwalnia mnie z obowiązku konfrontowania się z jego biografią, z określoną liczbą danych składających się na jego pozatekstowe życie i na jego prawdziwą egzystencję. Pytana o cel mojej pracy, zawsze odpowiadałam, że nie piszę jego biografii, tylko analizuję dostępne mi zapisy, że dociekam jak, a czasem i po co, zostały skonstruowane. Tymczasem kolejne lektury, dokumenty, przede wszystkim zapisy mów Rumkowskiego zaczęły mi uzmysławiać konieczność zwrotu ku jego biografii oraz wskazywać na nieodzowność dokonania pewnych podstawowych ustaleń dotyczących kolei jego życia, szczególnie losów przedwojennych, których rozpoznanie wydało mi się niezwykle pomocne w rozumieniu jego historii w getcie. Zaczęłam więc przeglądać pod tym kątem dostępną literaturę na temat MChR. Szukałam w słownikach, encyklopediach i opracowaniach historycznych. Przewertowałam jeszcze raz najważniejsze teksty na jego temat, jakie ukazały się od zakończenia wojny do dziś. Moją uwagę zwróciły przede wszystkim dwa najwcześniejsze i klasyczne dziś opracowania monograficzne poświęcone gettu łódzkiemu. Oba powstały w jidysz. Mam tutaj na myśli pracę Wolfa Jasnego Di geszichte fun Jidn in Lodż in di jorn fun der dajczer jidn-ojsrotung7(Historia niemieckiej eksterminacji Żydów w Łodzi, Tel Awiw 1960) i Jeszai Trunka Lodżer geto (Getto łódzkie, Niu Jork 1962).

Wolf Jasny, przedwojenny dziennikarz, łodzianin8, zastrzegł we wstępie, że jego tekst nie rości sobie pretensji naukowych, ma być jedynie spopularyzowaniem tematu. Wykonał niesolidną i wymagającą dziś wielu uzupełnień i korekt pracę kwerendalną. Bardzo krytycznie, w skrzywionej ideologicznie (lewicowo) perspektywie przedstawił przedwojenne losy Rumkowskiego (notabene nie podając ani daty, ani miejsca jego narodzin), szczególnie dzieje jego syjonistycznego i społecznego zaangażowania, uwikłane w rzekomą współpracę z — jak to określał — „faszystowskim rządem II Rzeczypospolitej”. Próbował też podać mentalno-intelektualną charakterystykę Rumkowskiego. Kłopot polega na tym, że aby osiągnąć swój cel, posłużył się wyłącznie zapiskami Janiego Szulmana9. Szulman był także łodzianinem, dziennikarzem, działaczem społecznym, który z Rumkowskim miał współpracować na niwie opiekuńczo-charytatywnej. Mimo wielu zastrzeżeń Szulman podziwiał jego niespożytą energię, talenty organizatorskie oraz determinację i ambicję samouka, którego — jak podawał — oficjalna edukacja obejmowała cheder i kilka klas szkoły państwowej. Jasny, wykorzystując świadectwo Szulmana, częstokroć przeinaczał jego słowa. Nakreślił postać Rumkowskiego jako „prostego Żyda, łódzkiego fabrykanta” (choć o żadnej prostocie Szulman nie wspominał), posługującego się „kupiecko-fabrykanckim łódzkim «dajcz-jidysz»”, to jest prymitywną mieszaniną niemieckiego i jidysz (Szulman tymczasem wyraźnie pisał o Rumkowskim jako o kimś, kto posługiwał się „jidysz i «lodżer dajcz»”10).

Wydana dwa lata później, naukowa w zamiarze, ponad pięćsetstronicowa synteza Jeszai Trunka poświęciła biograficznemu rysowi Rumkowskiego półtorej karty. Trunk w wielkim skrócie powtórzył ustalenia Jasnego (zapożyczone od Szulmana). Do charakterystyki Rumkowskiego dodał, że przeciętnie inteligentnego Rumkowskiego wyróżniały „wybitna umiejętność szybkiego pojmowania rzeczy, wspaniała pamięć i ogromne pragnienie zaszczytów”11. Obie prace cytowane są do dziś. Ze względu na pionierskość i niepodważalną wartość faktograficznych ustaleń dotyczących dziejów getta łódzkiego zajmują zasłużone miejsce w kanonie literatury poświęconej temu tematowi. Zastanowiło mnie jednak to, że od lat sześćdziesiątych żaden badacz nie podjął wysiłku nowych ustaleń, nie rzucił wyzwania kwerendzie Jasnego dotyczącej biografii Rumkowskiego. Nikt nie dotarł do przechowywanego dziś w Lochamej ha-Getaot oryginału zapisków Szulmana, tak eksploatowanego przez Wolfa Jasnego. Nie zrobili tego w latach siedemdziesiątych ani autor bardzo popularnego, niemal kanonicznego eseju King Chaim Leonard Tushnet12, ani Danuta Dąbrowska, autorka hasła „Rumkowski” w Encyclopaedia Judaica13 (podstawą tego hasła, co wydaje się dość zdumiewające, są dwa niespecjalistyczne artykuły: Salomona F. Blooma Dictator of the Lodz Ghetto. The Strange History of Mordechai Chaim Rumkowski14 i Leonarda Tushneta King Chaim15, oparte na wypisach z powojennej monografii Trunka i na wspomnieniach Izraela Tabaksblata16). W dwóch najnowszych, pochodzących z początku XXI w. opracowaniach — odważnym w podsumowującym zamierzeniu artykule izraelskiej badaczki Michal Unger17 i niemieckiej monografii Juden im Getto Litzmannstadt Andrei Löw18 — autorki znów powołują się na jedynego świadka (Janiego Szulmana), co gorsza, opierając się na fragmentarycznej postaci jego tekstu, przełożonej z jidysz i wydrukowanej po hebrajsku19. Jedyną próbę poszerzenia wiedzy o Mordechaju Chaimie Rumkowskim podjął w latach osiemdziesiątych Icchak Henryk Rubin, który w swojej monografii skierował uwagę czytelnika m.in. na pewne wzmianki o Rumkowskim obecne w przedwojennej prasie20. Czując niedosyt informacji, spróbowałam odtworzyć koleje życia MChR do roku 1939, kiedy to mianowano go Przełożonym Starszeństwa Żydów (PSŻ) w Łodzi.

Rumkowski urodził się 27 lutego21 1877 r. w miasteczku Ilino w guberni witebskiej. Trunk był przekonany, że do zapisu zakradł się błąd i podał w swojej pracy nazwę Wilno jako miejsce urodzenia późniejszego PSŻ22. Czy maleńkie Ilino nie zdało się Trunkowi dość godne, by wydać nawet tak negatywną w jego ocenie postać jak Rumkowski? Trudno to jednoznacznie stwierdzić. Dość, że badacz zlekceważył lub przeoczył oficjalną notę biograficzną, którą w 1938 r. zamieścił w Almanach Lodzer Gezelszaftlechkajt23 współredaktor tomu, sam Mordechaj Chaim Rumkowski. O pomyłce zatem raczej nie ma mowy. Dla dalszych rozważań jego przyjście na świat w prowincjonalnym Ilinie, któremu Jewriejskaja Encikłopiedija poświęciła trzy wersy24, czy też w dumnym i pięknym Wilnie opisywanym w encyklopedii na kilku stronach, nie ma aż tak wielkiego znaczenia, gdyż zarówno Ilino, jak i Wilno były, wprawdzie odległymi, ale punktami na mapie jednej, wielkiej i ważnej pod względem geograficzno--kulturowym krainy, zwanej żydowską Litwą — po żydowsku Lite. Najlepszy znawca tego regionu, litwak z wychowania25, jidyszysta oraz autor map Lite Dovid Katz wyznacza następująco przebieg jej granic: „Żydowskie społeczności w Europie wcześnie wytworzyły ścisłe podziały geograficzne, kierując się wewnętrznymi żydowskimi kryteriami, niezależnymi od tego, «która armia wygrała ostatnią wojnę». Limesy KULTURALNYCH TERYTORIÓW żydowskich bardzo rzadko pokrywają się ze współczesnymi granicami politycznymi. Litwa (w jidysz Lite, we wschodnioeuropejskiej odmianie hebrajskiego Lito) albo żydowska Litwa to obszar, który dzisiaj obejmuje tereny Republiki Litewskiej, Łotwy, Białorusi, część północno-wschodniej Polski, północną Ukrainę, a nawet skrawki zachodniej Rosji”26. Mieszkańców tej krainy nazywano litwakami. Różnili się oni od Żydów z innych terenów dialektem jidysz, obyczajem, formacją religijną, a także mentalnością. Największy wpływ na ukształtowanie ich odmienności miał XVIII w., kiedy to w Wilnie promieniującym nie tylko na najdalsze zakątki Litwy żył i działał Gaon Elijahu27, wybitny talmudysta, przywódcamisnagdów, czyliprzeciwników chasydzkiej herezji. Gaon i jego uczniowie ze szczególną niechęcią traktowali metodę studiów talmudycznych, zwaną pilpulem (złożona, szkolna postać hermeneutyki). Zamiast niej proponowali zachowywanie zdrowego rozsądku i odkrywanie podstawowego sensu każdego studiowanego tekstu (pszat). Postulowali też wprowadzenie zmian w tradycyjnym nauczaniu żydowskich dzieci, to znaczy gruntowną naukę hebrajskiego i Tory (zamiast powierzchownej znajomości hebrajszczyzny i lektury jedynie Pięcioksięgu z podstawowym komentarzem Rasziego) oraz — za swoim mistrzem — uznawali za dopuszczalne, a nawet pomocne studiowanie tak zwanej „zewnętrznej wiedzy”, czyli nauk świeckich28. Zakładane przez nich jesziwy, w których uczono swobodnego i krytycznego myślenia, cieszyły się wielkim powodzeniem w całej Europie Wschodniej29. Pisząc o misnagdach i ich zasługach, nie sposób nie wspomnieć o endemicznej litewskiej odmianie chasydyzmu, która kształtowała religijny i kulturowy obraz tej krainy. Był to, żywy do dziś, Chabad (akronim utworzony z pierwszych liter trzech słów: Chochma [mądrość], Bina [rozumienie], Daat [wiedza]), łączący rzetelne studia talmudyczne z egzaltowaną formą modlitwy i kultem chasydzkiego rebbego. Twórcą Chabadu był Szneur Zalman z podwitebskiej Łoźny.

Na tak przygotowanym, głównie przez misnagdów, intelektualnym gruncie dość łatwo kiełkowało ziarno żydowskiego oświecenia — haskali. Oświecenie to różniło się jednak od swego berlińskiego wzorca. Jak pisze Alina Cała, charakteryzowało się ono na terenie Litwy (czy w ogóle zachodnich guberni Cesarstwa) umiarkowaniem, to znaczy „[haskala] nie zwalczała tak zawzięcie ortodoksji, kładła większy nacisk na wychowanie w judaizmie i kultywację obu żydowskich języków [tj. hebrajskiego i jidysz — M.P.]30”. Jednocześnie, jak wynikało z pracy maskila Izaaka Bera Lewinsona zatytułowanej Teuda be-Israel31, uznanej przez litewskich zwolenników haskali za rodzaj duchowego przewodnika, tamtejsza myśl oświeceniowa zalecała, by nauczać dzieci języków obcych i przedmiotów świeckich, oraz szczególnie podkreślała potrzebę zapoznawania ich z rzemiosłem i przedmiotami praktycznymi32. Wszystko to jednak miało być wprowadzane w życie tak, by nie uchybiało nakazom Tory. Rzecz jasna, nie wszystkie rzeczywiste działania maskili spotykały się z aprobatą bardziej zachowawczych kręgów religijnych33. Tak było na przykład z powstałymi z maskilowskim wsparciem chederami reformowanymi oraz z ich zaangażowaniem w rządowy projekt zmiany tradycyjnego żydowskiego stroju na europejski. Osiągnęli jednak bardzo wiele. Dovid Katz nazywa ich dzieło „niezwykłym przypadkiem zderzenia się dwóch przeciwnych sobie kulturowych sił, które dały początek trzeciej — nowej i twórczej. Miast wybierać między jidysz a hebrajskim jako językiem oficjalnym […] uczynili z nich nowoczesne narzędzia wyrazu, sprawne zarówno w obróbce materii awangardowej prozy czy poezji, jak i proklamacji politycznej. Po mistrzowsku połączyli żydowskie dziedzictwo z nowoczesnością Europy”34. Spośród niezliczonych nazwisk urodzonych na Litwie żydowskich twórców wystarczy wymienić Mojszego Kulbaka, Chaima Gradego, Awroma Suckewera. Warto wspomnieć, że litwakiem był Lejzer Perlman, lepiej znany jako Ben Jehuda, słusznie czczony jako twórca nowoczesnej hebrajszczyzny. Na żyznej litewskiej glebie wzrosły też dwa wielkie ideologiczne ruchy — syjonizm i jidyszyzm. Szczególne przywiązanie litwaków do ziemi Izraela sięga czasów Gaona, który choć sam musiał zaniechać wyprawy do Erec, stał się wzorem dla swoich uczniów. Niektórzy z nich, dotarłszy tam na początku XIX w., stali się ważnymi przywódcami osiedli żydowskich w Palestynie. W drugiej połowie XIX w. emigracja z Litwy bardzo się nasiliła dzięki cieszącemu się tam wielkim poparciem ruchowi Chibat Syjon i Chowewej Syjon. Po proklamacyjnym wystąpieniu Teodora Herzla wielu członków tego ruchu dołączyło do struktur syjonistycznych. Wśród współtwórców syjonizmu w Europie Wschodniej byli m.in. urodzeni na Litwie Peretz Smolenskin i Shmuel Mohilever. Również najnowszą historię syjonizmu w państwie Izrael tworzyli litwacy: Chaim Weizmann, Zalman Shazar, Menachem Begin i Shimon Peres.

Jidyszyzm, który tak jak syjonizm budował poczucie narodowej jedności ludu bez ziemi (stateless nationhood), zawdzięcza Litwie najwięcej. To w Wilnie w 1913 r. został wydany pierwszy poświęcony jidyszystyce tom naukowy zatytułowany Der pinkas. Jorbuch far der geszichte fun der judiszer literatur un szprach, far folklor, kritik un bibliografie. Zredagował go słynny potem krytyk Szmuel Niger. W tomie znalazły się dwie prace Bera Borochowa (bardziej znanego jako założyciel Poalej-Syjon, urodzonego na Ukrainie, wychowanego w pobliżu Połtawy, leżącej w granicach żydowskiej Litwy). W jednej z nich zatytułowanej Di ufgabn fun der jidyszer filologie (Zadania żydowskiej filologii) arbitralnie, lecz skutecznie uczynił dialekt litewski podstawą standardowego jidysz35. W tym samym eseju Borochow wyrażał nadzieję na powstanie w przyszłości instytutu jidysz, który byłby akademią tego języka w Europie Wschodniej. Marzenie młodo zmarłego wizjonera spełniło się w 1925 r., kiedy to jeden z pierwszych profesjonalnych akademików języka jidysz, pochodzący z Goldingen na Łotwie Max Weinreich36, założył w Wilnie Żydowski Instytut Naukowy (Jiwo)37. Do 1939 r. prowadzono w nim prace w dziedzinie żydowskiej filologii, historii, ekonomii, wydawano też naukowy periodyk „Jiwo Bleter”38.

Tak oto, rzecz jasna kreślony zamaszyście, a nie cyzelowany piórkiem, wyglądał kulturowo-religijny krajobraz Lite, krainy, w której na świat przyszedł Mordechaj Chaim Rumkowski. Niestety, o jego rodzinnym mieście Ilinie, poza wspomnianymi wcześniej trzema liniami tekstu w encyklopedii, nie udało mi się znaleźć więcej wiadomości. W czasie poszukiwań przyszło mi do głowy, że ponieważ w podobnym, leżącym w tej samej witebskiej guberni miasteczku Łoźna wychowywał się urodzony dziesięć lat później (w 1887 r.) Marc Chagall, to będę mogła się posłużyć jego świadectwem — opisem dzieciństwa zawartym na kartach jego autobiografii zatytułowanej Moje życie39. Niestety, z tej poetycko--onirycznej narracji trudno wyłuskać elementy, które choć trochę przybliżyłyby nas do ówczesnych realiów. Pozostają więc tylko drobiny informacji i suchy przekaz dokumentu poświadczającego, że „Rumkowski Chaim Morduch syn Romana (Ruwena) i Dyny” urodził się 27 lutego 1877 r. w Ilinie40. W biogramie sporządzonym na potrzeby wydawnictwa Almanach Lodzer Gezelszaftlechkajt41 Rumkowski napisał jedynie, że przyszedł na świat w „ahawediszer familie” — w kochającej rodzinie. Również pozostali zasłużeni dla Łodzi społecznicy, których biogramy znalazły się na kartach Almanachu, jednoprzymiotnikowo charakteryzowali swe pochodzenie, ale najczęstszymi określeniami były „chsidiszer” (chasydzkie), „sojcheriszer” (kupieckie) czy „farmeglecher” (zamożne). Wyjątkowość sformułowania użytego przez Rumkowskiego dowodzi, że jego rodzinny dom był ubogi, nie wyróżniał się także tak cenionym w kulturze żydowskiej jiches, czyli — jak to dość nieudolnie przekłada się na inne języki — duchowym szlachectwem uczoności i pobożności. Jedyne, co mógł ofiarować czworgu dzieciom, to wzajemne poszanowanie i miłość. Bratanek Mordechaja Roman Rumkowski, mieszkający od lat trzydziestych w Erec Israel, podczas naszej rozmowy latem 2009 r.42 zwracał uwagę na niezwykłą więź Mordechaja z jego bratem Józefem43, rzadką i ogólnie podziwianą w Łodzi braterską miłość i lojalność. Byli właściwie nierozłączni. Mieszkali w jednej kamienicy44, odwiedzali się, jadali razem. Józef miał zrezygnować z planu osiedlenia się w Palestynie z powodu niechęci, jaką wobec tego zamiaru zdradzała jego zasymilowana żona Helena, oraz właśnie ze względu na brata Mordechaja, którego nie chciał opuszczać45. Obaj bardzo przeżywali, jak się miało potem okazać, ostateczną rozłąkę ze swoimi siostrami Rozą i Bertą46, które znalazły się w Rosji i tam założyły rodziny. Wiadomo o nich niewiele więcej. Mordechaj i Józef utrzymywali z nimi kontakt telefoniczny do lat dwudziestych. Potem, po wojnie polsko-bolszewickiej, i ten okazał się niemożliwy. Krótkie świadectwo o Rozie, a zarazem o atmosferze, jaka panowała w łódzkim mieszkaniu Rumkowskiego, pozostawiła dziennikarka gazety „Najer Folksblat” Tania Fuks: „[Rumkowski] był naszym, Lajzera [Fuksa, męża Tani, dziennikarza i współzałożyciela „Najer Folksblat” — M.P.] i moim dobrym przyjacielem z czasów naszej młodości. Jego siostra Roza była naszą klasową koleżanką. Przychodziliśmy do niego do domu, bo Roza mieszkała u niego, a potem, kiedy Roza wyjechała do Moskwy, to mieszkanie kojarzyło się nam wciąż z ciepłem dziecięcych przeżyć, obchodzeniem urodzin, egzaminami i tym podobnymi”47.

Niezamożny, ale — jak wiele na to wskazuje — bardzo ciepły rodzinny dom wpoił też Rumkowskiemu i jego rodzeństwu litwacką oświeconą pobożność, bliższą raczej misnagdom niż chasydyzmowi w jego chabadowskiej odmianie, co notabene zadziwia, bo w Ilinie, wokół którego kwitły chasydzkie ośrodki nauczania, musiała to być rzadkość48. Być może rodzina Rumkowskich oparła się wpływom chasydzkiej większości, dlatego że — jak sugeruje Roman Rumkowski — jego dziad Roman (Ruwen) przybył z Rygi będącej w XIX w. wielkim ośrodkiem żydowskiego oświecenia. Wedle samego Mordechaja Chaima, jego formalna edukacja religijna zakończyła się na chederze, potem kształcili go jeszcze prywatni melamedzi. Ponieważ działo się to w krainie Lite, nie była to na pewno nauka powierzchowna. Zresztą dowody dobrego opanowania Tanachu i Talmudu Rumkowski dawał nie raz w swoich oficjalnych, zgoła świeckich wypowiedziach49. Jego przywiązanie do religii wyrażało się też w po litwacku zdystansowanym, ale regularnym sobotnim nawiedzaniu głównej synagogi oraz synagogi syjonistów Ojhel Jankiew przy ul. Gdańskiej 18, w których — wedle informacji jego bratanka — łożył na swoje stałe miejsce50. Prowadził także rygorystycznie koszerny dom51.

Czy MChR prócz religii uczył się jakichś przedmiotów świeckich? On sam o tym nie wspomina52. Zdaje się, że kiedy jako piętnastolatek opuszczał Ilino, kierując się do Królestwa Polskiego, jedyną jego praktyczną umiejętnością była, powszechna przecież w Cesarstwie, znajomość rosyjskiego. Nie był jedynym, który ruszał do Królestwa. Słaby w porównaniu z Polską kongresową rozwój gospodarczy spowodował, że wielu Żydów z zachodnich guberni emigrowało, szukając tam łatwiejszego życia. Jak pisze niemiecki historyk François Guesnet, w latach 1897–1913 do Polski kongresowej przybyło 250 tys. litwaków53. Głównymi celami ich emigracji były Warszawa i Łódź. Dzięki dobremu rozeznaniu w specyfice rosyjskiego rynku oraz znajomości języka urzędowego (lepszej niż panująca wśród polskich Żydów) często osiągali na wygnaniu sukces finansowy. Żywiołowo powoływali do życia litwackie instytucje życia kulturalnego i religijnego, takie jak domy modlitwy czy bractwa. Litwackich imigrantów charakteryzowała rzutkość, przedsiębiorczość i obrotność. Nie obywało się przy tym bez konfliktów z „miejscowymi”. Alina Cała tak charakteryzuje wzajemne relacje obu grup: „Przezywani54 [litwacy — M.P.] odwdzięczali się nieprzychylnymi sądami o współwyznawcach z Polski centralnej. Mówili o nich, że byli głupi i niewykształceni, bezkrytyczni, fanatyczni, impulsywni i emocjonalnie niezrównoważeni; im z kolei wystawiono opinię nieokrzesanych, zarozumiałych, niesympatycznych, oziębłych i skąpych, przeintelektualizowanych”55. Dodatkowym i często niesprawiedliwie stawianym litwakom przez polskich56 Żydów zarzutem było ich asymilowanie się do odrzucanej w Królestwie kultury rosyjskiej oraz bycie jej niebezpiecznym rozsadnikiem57.

Czy młody Rumkowski w 1892 r. był narażony w Łodzi na jakieś szykany? Czy było mu się trudno zaaklimatyzować? Jego bratanek wspomina go jako „poważnego, surowego, nieustraszonego, umiejącego przekonywać, obdarzonego jednak poczuciem humoru”. Czy te jego litwackie przymioty58 nastręczały mu wielu trudności? Trudno powiedzieć. O pierwszych latach spędzonych przez Rumkowskiego w mieście z jego przekazu wiadomo tylko tyle, że otrzymał posadę, którą zajmował przez pięć lat59. Następnie, jak podaje w Almanachu, założył fabrykę. I rzeczywiście, jej istnienie potwierdzają dokumenty. W 1898 r. przy ul. Wólczańskiej 29 w Łodzi zaczęła funkcjonować Tkalnia Pluszu, Spółka z o.o. zarejestrowana przez Rumkowskiego Chaima i Ejmana Natana. Kapitał zakładowy tego przedsięwzięcia wynosił 500 zł. Tkalnia zatrudniała 15 robotników, posiadała silnik gazowy 8 HP60. Czy to, że dwudziestojednoletni wówczas ubogi emigrant z guberni witebskiej otwierał niewielką co prawda, ale fabrykę, było zasługą litwackich cech prymarnych, o których tak wiele pisze Dovid Katz — a zatem żelaznej konsekwencji i uporu61 — czy też niezwykłej atmosfery łódzkiej „ziemi obiecanej”62? Zapewne była to wypadkowa obu tych czynników.

Z Akt Starszego Inspektora Fabrycznego Guberni Piotrkowskiej wynika, że kilka lat później, w 1904 r., Rumkowski z innym wspólnikiem Abem Nejmanem otworzył fabrykę pluszu. Mieściła się przy ul. Piotrkowskiej 116 i zatrudniała 32 osoby63, wszystkie pochodzenia żydowskiego, zgodnie z wyznawaną przez Mordechaja zasadą narodowej solidarności64. W 1905 r. liczba robotników w fabryce zmniejszyła się do 16 osób, ale wspólnicy zatrudnili za to 20 innych w nowo otwartej tkalni przy ul. Średniej 8165. W latach 1907–1909 fabryka Rumkowskiego i Nejmana mieściła się pod adresem Wólczańska 29 i zatrudniała od 10 do 25 osób66. Wspólnicy dotrwali w tandemie do 1911 r. Po ich rozstaniu właścicielem fabryki został Rumkowski67, który do wybuchu pierwszej wojny światowej produkował w niej plusz. W 1914 r. wraz z żoną Itą z domu Bender (poślubioną przez niego w Łodzi w 1902 r.68) wyjechał do Moskwy, dokąd przeniósł też produkcję. Jego nieźle prosperujący w Rosji interes pozwolił mu się angażować w działalność społeczną.

W 1915 r. z inicjatywy Rumkowskiego69 zorganizowano w Moskwie konferencję na temat pomocy Żydom w Królestwie, na której narodził się pomysł powołania Ogólnego Komitetu Pomocy Polskim Żydom (Algemejner Hilf-Komitet far Pojlisze Jidn). MChR został jego aktywnym członkiem, pomagając zarządzającemu Komitetem, znanemu w przedwojennej Łodzi fabrykantowi i filantropowi, Berowi Wachsowi70 zdobywać fundusze dla żydowskich ofiar okupacji niemieckiej71. Do Łodzi powrócił w roku 1919. Zdaje się (piszę „zdaje się”, bo nie dotarłam do żadnych dokumentów na ten temat), że Rumkowski przestał się już wtedy zawodowo zajmować produkcją, a zaczął się utrzymywać z prowadzenia agentury ubezpieczeniowej. Jak wspomina jego bratanek, pracował dla angielskiej spółki Prudential72 i dla Towarzystwa Silesia. Był dyrektorem łódzkiego oddziału Towarzystwa73. Wedle ogłoszenia pochodzącego z lat trzydziestych oferował ubezpieczenia „wszelkiego rodzaju dla różnych firm ubezpieczeniowych”74. Agenturę prowadził jeszcze w 1938 r.75 Znacznie więcej wiemy natomiast o jego działalności społecznej w niepodległej Polsce. Angażował się w nią, jak wielu innych litwaków, pod egidą partii syjonistycznej. W szeregi Organizacji Syjonistycznej w Łodzi wstąpił w 1919 r.76 Partyjne druki i prasowe notatki, które się zachowały, wskazują, że od 1928 r. był członkiem jej lokalnych władz, czyli łódzkiego Komitetu Syjonistycznego (Ha-waad ha-ironi) i pozostał nim do roku 1938. Zasiadał także w Radzie Partyjnej Organizacji Syjonistycznej w Polsce77. Jak podaje Jacek Walicki w swojej znakomitej, poświęconej syjonizmowi pracy, Rumkowski czynnie popierał Icchaka Grünbauma w walce toczącej się w łonie Ogólnych Syjonistów między grünbaumowską frakcją Al Hamiszmar78 i Et Liwnot. Jednak gros swojego czasu musiał poświęcać sprawom syjonistycznych instytucji filantropijnych. Z Almanachu dowiadujemy się bowiem, że był członkiem Towarzystwa Herclija (Ochronki „dla dzieci rodziców pracujących poza domem i (pół)sierot”79), wspierał hebrajską szkołę Jabne80 oraz freblówkę im. Szolema Alejchema, a także pracował na rzecz Domu Sierot (Pasaż Szulca 20)81. Skądinąd wiadomo też, że w latach dwudziestych MChR wraz z żoną Itą działał w Łódzkim Żydowskim Stowarzyszeniu Niesienia Pomocy Położnicom i Niemowlętom przy Klinice Ginekologiczno-Położniczej przy ul. Sterlinga 15. Ita Rumkowska znalazła się w 1924 r. w składzie pierwszego zarządu stowarzyszenia. Jej mąż Mordechaj figurował w składzie komisji rewizyjnej82. Z innych dokumentów wynika, że jako przewodniczący łódzkiego oddziału Jointu (American Jewish Joint Distribution Committee)83 angażował się również w sprawy „Ochrony Małżeństwa Hertzów”, której budynek w czasie letnich wakacji 1920 r. Wojsko Polskie zarekwirowało na szpital. W listopadzie 1921 r. (sprawa ciągnęła się bardzo długo) Mordechaj Rumkowski wraz z kilkoma innymi osobami podpisał się ponownie pod petycją skierowaną do gminy żydowskiej, by ta jak najrychlej odzyskała zajętą nieruchomość84. Piastował też funkcję przewodniczącego Ogólnego Komitetu Miejscowych Domów Dziecka oraz był członkiem, a w 1937 r. wiceprezesem, oddziału łódzkiego Centralnego Komitetu Pomocy Sierotom w Polsce (CENTOS). W 1938 r. zasiadał w prezydium centrali CENTOS-u85. Dzięki jego pomocy organizowano dla dzieci żydowskich letnie kolonie w Ciechocinku i Rabce. Jako członek Społecznej Ochrony (Gezelszaftleche Szuc) wymógł, by żydowscy podopieczni dostawali tam koszerne posiłki. Współtworzył Związek Żołnierzy Rekonwalescentów oraz Malbesz Arumim (jid. okrywający nagich). W latach 1932–1938 wchodził w skład komisji rewizyjnej łódzkiego oddziału TOZ (Towarzystwo Ochrony Zdrowia), a w czerwcu 1938 r. wybrano go do zarządu tej organizacji86.

Ukoronowaniem87 pracy Rumkowskiego na niwie społecznej było założone w listopadzie 1922 r. Stowarzyszenie „Internat dla Dzieci Żydowskich i Ferma w Helenówku”. Wedle zachowanych dokumentów fundatorami Internatu (wtedy jeszcze pod nazwą Łódzki Żydowski Dom Sierot) byli Joel Aleksander, Wigdor Glantz, Maks Rozental i Emanuel Hamburski. Nazwisko Rumkowskiego pojawia się w nich w 1925 r., kiedy to został prezesem zarządu placówki, by nieprzerwanie sprawować tę funkcję do 1939 r.88 Pełne interesujących szczegółów na temat życia tej instytucji jest pisemko zatytułowane „Helenówek 3-Chojdesz-Żurnal Arojsgegebn durch Internat un Ferme far Jidysze Kinder in Helenówek” (Helenówek. Kwartalnik Wydawany przez Internat i Fermę dla Dzieci Żydowskich w Helenówku). Jedyny zachowany i jak się wydaje w ogóle jedyny wydany numer „Helenówka” z marca 1931 r. znajduje się w zbiorach Biblioteki Narodowej. Ciekawe, że przygotowano jego dwie, różniące się zawartością i objętością wersje. Pierwsza89 ma 20 stron, z których 12 zawiera wyłącznie ogłoszenia i reklamy (nawet na stronie tytułowej; na drugiej stronie tego numeru widnieje zredagowane w języku jidysz ogłoszenie o usługach ubezpieczeniowych oferowanych przez Mordechaja Chaima Rumkowskiego). Na pozostałych stronach zamieszczono artykuły głównie w języku polskim. Redaktorem odpowiedzialnym był MChR. Z pozostałych informacji umieszczonych w stopce wynika, iż „nakładcą” był „Internat i Ferma w osobach Lejb Uryson, Szmuel Rajchman, I. Izraelita”. Druga90 wersja numeru pierwszego z marca 1931 r. liczy 16 stron, w tym dwie strony reklam (również tutaj, tym razem po polsku, znajduje się reklama usług Rumkowskiego; wyroby swej fabryki — w jidysz — polecał też inny członek zarządu Internatu, Pinkus Gerszowski). Dominuje w niej język jidysz, zamieszczono również zredagowane po polsku artykuły z pierwszej wersji. Brakuje nazwiska redaktora.

Wydaje mi się, że wskazane różnice należałoby tłumaczyć odmiennością kręgów czytelniczych, do których kierowany był „Helenówek”. Wersja z dominującym językiem polskim (również w reklamach) miała zapewne trafić do żydowskich kręgów zasymilowanych oraz do rdzennie polskich odbiorców, bo i wśród tych ostatnich placówka mogła budzić zainteresowanie91. Wersja w jidysz przeznaczona była dla czytelników języka żydowskiego i to właśnie w niej zamieszczone zostały najistotniejsze dla pełnego rozeznania się w celach i osiągnięciach Internatu teksty. Na trzeciej stronie numeru znalazł się reasumujący artykuł pióra Rumkowskiego zatytułowany Internat „Helenówek” un di szwester institucjes „Pomoc” i „Burse far jinglech”. Wos hobn mir ojfgeton un wos iz unz noch geblibn ojfcufirn (Internat „Helenówek” i siostrzane instytucje „Pomoc” i „Bursa dla Chłopców”. Co osiągnęliśmy i co jeszcze zostało do zrobienia). Rumkowski przedstawia w nim ideę powołania Helenówka jako nowoczesnej instytucji opiekuńczej, w której celowo zrezygnowano z używania nazwy „dom sierot”, tak by nie obciążać wychowanków placówki negatywnym skojarzeniem92 (notabene zmianę nazwy zaproponował Rumkowski93) oraz by nie zamykać dostępu do Internatu dzieciom nieosieroconym, pochodzącym z trudnych rodzin. Zlokalizowanie placówki na wsi miało wyrwać jej podopiecznych z nieprzyjaznego, wręcz „degenerującego” miasta i osadzić je na łonie natury, a to, jak pisze Rumkowski, umożliwiało realizację idei syjonistycznych zawierających się m.in. w hasłach „iberszichtung” (przewarstwowienie) i „iberbojung” (przebudowa).

W skupiającym 120 dzieci Helenówku miał się kształcić „żydowski rolnik”, „nowy chaluc”, a samo miejsce chciano uczynić kopią „kwar jeladim” (hebr. wioska dziecięca) z Erec Izrael94. Jak podkreślają autorzy innych tekstów, udało się to zrobić w ciągu zaledwie sześciu lat. Ze „skarłowaciałego ogródka i pochylonego domku drewnianego”, które zastał w Helenówku w 1925 r. dyrektor gimnazjum żeńskiego Towarzystwa Żydowskich Szkół Średnich Michał Brandstatter95, głównie dzięki „fantazji i idée fix”96 oraz „inicjatywie i silnemu charakterowi”97 Rumkowskiego (jeśli chodzi o pochwałę jego zasług, to zgodni są wszyscy obecni na łamach „Helenówka”) wyrosła „wzorcowa”98 i „jedyna w swoim rodzaju w Polsce instytucja wychowawcza”99. Rzeczywiście, duże wrażenie na czytelniku robi następujące wyliczenie: cztery budynki (w tym dwupiętrowa willa, zbudowana zgodnie z najnowszymi ówczesnymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi fundacji małżeństwa Gerszowskich100, mieszcząca sypialnie dla dzieci, jadalnię, salę koncertową, przedszkole), własna elektrownia, piekarnia, łaźnia, biblioteka, szkoła, w której — jak deklarowano — uczono wedle programu Tarbutu (wykładowy hebrajski; miał on też być językiem codziennym, w tak zwanym „obejściu”, można jednak założyć, że częściej mówiono w jidysz lub po polsku, ponieważ były to pierwsze języki zarówno dzieci, jak i nauczycieli101), warsztaty ślusarskie i stolarskie (dzieci w wieku 10–12 lat pracowały w nich w godzinach popołudniowych, ucząc się fachu), własny dom modlitwy (jako ideologiczny cel wyznaczono w Helenówku syjonistyczne wychowanie narodowo-religijne i walkę z asymilacją; dzieci otrzymywały koszerne posiłki). Do Internatu należało też 12 mórg ziemi, które zagospodarowano na ogród warzywny, owocowy i kwiatowy, uprawiano zboża, hodowano krowy, kozy, kaczki, kury, indyki, gołębie oraz pszczoły (hodowle i uprawy prowadzono przy wydatnej pomocy dzieci z Internatu). W 1931 r. planowano ukończenie oranżerii (otwarto ją w 1932 r.)102 oraz dokupienie kolejnych połaci ziemi pod uprawy. Te dwa ostatnie przedsięwzięcia miały, wedle słów Rumkowskiego, zapewnić Helenówkowi ostateczną samowystarczalność finansową103 i dzięki temu umożliwić jego wychowankom zrealizowanie ideału „alejnojshaltung” — samodzielności, w której Rumkowski dostrzegał potężną wychowawczą i formującą siłę. Odrzucenie „filantropijnego” charakteru placówki i poleganie wyłącznie na pracy własnych rąk miało wychowanka Helenówka, owego „fizycznego robotnika z pewnym bagażem intelektualnym”, pozostającego potem w Polsce, czy też jadącego do Palestyny, nauczyć „miłości do wykonywanych zajęć, pracy, która jest przyjemnością, a nie ciężarem”, czerpania satysfakcji z własnej użyteczności.

Rumkowski, tak jak i pozostali członkowie zarządu Helenówka, nie mogąc zdobyć w trudnym czasie kryzysu lat trzydziestych wystarczających środków, zdecydował się na „proklamowanie ogólnej mobilizacji” wszystkich tych, którzy sympatyzowali już wcześniej z ośrodkiem lub chcieli go wesprzeć w tamtej trudnej chwili104. Zapewne dlatego powstał „Helenówek”. Już pierwszy jego numer miał zilustrować osiągnięcia Internatu i zdobyć przychylność przyszłych donatorów. Pisemko wydano w liczbie 15 tys. egzemplarzy i prawdopodobnie rozprowadzano je według imiennej listy, widnieją w nim bowiem komunikaty o następującej treści: „Odwiedzi Państwa nasz inkasent, przyjmijcie go Państwo przyjaźnie!”. Inkasent oraz kancelaria Stowarzyszenia „Internat dla Dzieci Żydowskich i Ferma w Helenówku” przy ul. Pomorskiej 41a przyjmowały od łaskawych darczyńców wpłaty po 6 zł (równowartość 100 „cegieł” Helenówka) i po 1,50 zł (równowartość 25 „cegieł”). Każdemu, kto przyczynił się do rozbudowy instytucji, obiecano wpis do „specjalnej, nowo ufundowanej złotej księgi (Pinkas Helenówek)”, a także udział w losowaniu nagród, wśród których były m.in.: „pokój w Helenówku imieniem wybrańca losu”, „10 uli pszczelich imieniem wybrańców losu” oraz pochodzące z helenowskiej hodowli sztuki bydła, drób, miód, doniczki kwiatów oraz miesięczny letni pobyt dziecka w Internacie105. W tym kontekście łatwa do wytłumaczenia staje się ogromna, szczególnie w „polskojęzycznej wersji” numeru, liczba reklam. Zarząd Internatu chciał i w ten sposób zarobić pieniądze. Dając przykład, umieścili tam swoje anonse Rumkowski i Gerszowski. Z zamieszczonej taryfy wynika, że obaj musieli wpłacić na konto Helenówka co najmniej po 140 zł, w obu wersjach numeru widnieją bowiem ich ogłoszenia w formacie 1/8, za który żądano 70 zł.

Akcje subskrypcyjne, loterie i publiczne wezwania do solidarności z sierotami nie zawsze pomagały. Z doniesień prasowych wynika, że w 1938 r. Internat znajdował się w opłakanym stanie. Gazeta „Najer Folksblat” pisała, że Helenówkowi potrzeba było natychmiastowego wsparcia finansowego i młodych zaangażowanych społeczników, którym wystarczyłoby sił i pomysłów na zdobywanie niezbędnych do trwania placówki środków. Starsi działacze i dobroczyńcy przyznawali się do porażki. Członek zarządu Pinchas Gerszowski mówił: „Helenówek działał z fantastycznym rozmachem, który przerósł [nasze] możliwości; popełnione zostały wielkie błędy, które doprowadziły do tej sytuacji”106. W artykule zabrakło wypowiedzi MChR. Wspomniano wprawdzie „wybitnego działacza Mordechaja Chaima Rumkowskiego”, ale go nie zacytowano. Prawdopodobnie nie chciał komentować tej kwestii. Przecież jeszcze kilka lat wcześniej tak entuzjastycznie pisano o jego wizjonerskim rozmachu i o twórczej fantazji. Wiele udało mu się zrealizować. A teraz doświadczał upadku dokonań i klęski swoich marzeń. Był bezsilny wobec rosnącego zadłużenia i braku widoków na uzdrowienie placówki. Wedle doniesień „Najer Folksblat”107 i „Hajnt”108 udało się znaleźć grupę energicznych młodych działaczy. Nie wiem, czy to właśnie ich starania pomogły Helenówkowi przetrwać. Nie zachowały się na ten temat ani dokumenty, ani notatki prasowe. Na pewno wiadomo, że finansowa zapaść Internatu nie odebrała Rumkowskiemu stanowiska prezesa. 31 grudnia 1938 r. wybrano go na to stanowisko ponownie109.

Czy, pomijając nakreślone kłopoty ekonomiczne, Helenówek był unikatowy w skali kraju, czy wychowywał wyjątkowo szczęśliwe i dobrze przygotowane do sprostania nowym wymaganiom życiowym dzieci? Czy konsekwentnie realizował nowe idee wychowawcze, głosząc konieczność fundowania instytucji odtwarzających warunki domowe — „domowego milieu zamiast koszar”110? Ze wspomnień nie zawsze przecież wiarygodnego Janiego Szulmana czerpię i tę wiadomość, że Rumkowski kształcił się na specjalnych kursach pedagogicznych, prowadzonych m.in. przez Janusza Korczaka. Nie udało mi się zweryfikować osobistego w nich udziału Chaima Rumkowskiego. Jednak na pewno ich słuchaczami byli przedstawiciele środowiska łódzkiego111. Artykuł Karola Jurczaka, studenta Studium Pracy Społeczno-Oświatowej przy Wolnej Wszechnicy Polskiej (Korczak miał tam wykłady), który 20 lutego 1931 r. odwiedził Helenówek, zbierając materiały do pracy naukowej, wyraźnie potwierdza to, że placówka działała wedle metody warszawskiego pedagoga: „W wychowaniu stosuje się system dr. Korczaka […] Wyrabia się w dziecku swobodę, zdrową ambicję i chęć służenia dla dobra społeczności. W sprawach bezpośrednio go [tak w tekście — M.P.] obchodzących dziecko ma głos, który wypowiada w swoim samorządzie, na zebraniu ogólnym, na sądzie, w gazetce”112. Pani Marta Ciesielska z ośrodka Korczakianum, która służyła mi nieocenioną pomocą, zwróciła uwagę, iż Helenówek został najprawdopodobniej urządzony na wzór Korczakowskiego sierocińca-fermy we wsi Czaplowizna pod Warszawą (1921 r.).

Pisząc o Internacie w Helenówku, nie sposób pominąć milczeniem pewnej intrygującej publikacji. O jej istnieniu donosił Filip Friedman w 1953 r. w studium Goalej-szeker be-getaot Polin113. Twierdził w nim, że czytał przed wojną pewną broszurę, której autor — niejaki dr Peker lub dr Preger — punktował niemoralne czyny Rumkowskiego popełniane w Internacie. Pisał: „Opublikowano ją [książkę] w jidysz w Łodzi lub w Warszawie […] Nie pamiętam, czy Rumkowski pozwał autora do sądu”114. Tropiąc zatarte wspomnienia Friedmana, doszłam do wniosku, że owym autorem mógł być tylko doktor Majer Peker, lekarz, redaktor miesięcznika „Dos Kind”, syjonista, członek zarządu CENTOS-u, którego Rumkowski bardzo ostro atakował115. Mimo wysiłków długo nie mogłam odnaleźć książki Pekera. Wiele pozycji napisanych przez niego przed wojną, a także już w Palestynie, do której dostał się w 1940 r., przechowuje w swoich zbiorach Biblioteka Narodowa Izraela. Książki o MChR wśród nich nie było. Nie figurowała też ani w polskich, ani w amerykańskich katalogach. Majer Peker zmarł w latach siedemdziesiątych. Szukałam jego relacji w Yad Vashem. Najprawdopodobniej żadnej nie pozostawił. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego po wojnie, jeśli rzeczywiście miał podstawy, by oskarżać Rumkowskiego, nie wrócił do tej sprawy.

W sukurs przyszedł mi dr Sean Martin z The Western Reserve Historical Society, który szukając materiałów do swej pracy o instytucjach pomocy społecznej w przedwojennej Polsce, natknął się na 64-stronicową broszurę Jechiela Kaca zatytułowaną Dercijung oder farbrechn. Funem togbuch fun a dercijer (Wychowanie czy przestępstwo. Z dziennika wychowawcy). Opublikowało ją w 1933 r. wydawnictwo Dos Kind (należące do miesięcznika o tej samej nazwie). Jechiel Kac zawarł w niej datowane, choć nieułożone chronologicznie, relacje z czasu swojej pracy wychowawcy w Helenówku. Doktor Majer Peker opatrzył książeczkę przedmową. I to właśnie jego nazwisko, a nie nazwisko autora, utkwiło w pamięci Filipa Friedmana, stając się później przyczyną kłopotów z odszukaniem jej na bibliotecznych półkach116. Z umieszczonych w książeczce dat wynika, że Jechiel Kac był zatrudniony w Helenówku od 1929 do 1930 r. Jeszcze w roku 1930 opublikował na łamach miesięcznika „Dos Kind” trzy neutralne w tonie artykuły — zapiski z dziennika wychowawcy. W jednym z nich szczegółowo przedstawiał Internat, jego nowoczesną organizację, a o MChR pisał: „Demokrata-syjonista, który w ostatnich latach, tj. trzydziestych, chce przejść od filantropii do samodzielności instytucji”117. Kolejne, pochodzące z lat 1931–1932 artykuły Kaca (przedrukowane potem w broszurze) mają już wyraźnie demaskatorsko-oskarżycielski charakter. Kac nie pracował wówczas w Helenówku. Odszedł lub został zwolniony. Za swoją powinność uznał wtedy poinformowanie opinii publicznej o nadużyciach w Internacie. Nie chciano go jednak drukować. Odmówiły mu prasowy organ CENTOS-u „Unzer Kind” oraz wszystkie łódzkie dzienniki118. Łamy pisma udostępnił mu, a potem w 1933 r. zaoferował druk broszury tylko dr Peker, naczelny „Dos Kind”. Zbiegiem okoliczności w tym samym 1933 r. Peker stracił stanowisko samodzielnego redaktora119. Czego jednak dotyczyły oskarżenia Kaca kierowane przede wszystkim pod adresem „Prezesa R.” (w książeczce nie pada pełne nazwisko MChR; do inicjału ogranicza się też nazwa Helenówka)? Jako zwierzchnikowi placówki Kac zarzucał Rumkowskiemu nieznajomość zasad pedagogiki, lekceważenie kompetencji wykwalifikowanego personelu, zatrudnianie przypadkowych i wiekowych ludzi oraz brak dbałości o wyżywienie i stan zdrowotny dzieci. Wieloletnie zaangażowanie Rumkowskiego w opiekę nad sierotami Kac postrzegał jako zaspokajanie osobistej próżności i drogę do kariery. Twierdził też, że imponująca architektoniczna nowoczesność Helenówka kryła stare, barbarzyńskie metody wychowania, wśród których prym wiodła przemoc fizyczna. Zdarzać się miało tam m.in. karne morzenie głodem. Przypadki wymierzania siarczystego policzka czy też okrutnego bicia nieposłusznych dzieci przez Rumkowskiego i poszczególnych wychowawców opisywało kilkoro innych byłych pracowników Helenówka oraz same dzieci, które uciekły z Internatu. Jechiel Kac włączył ich relacje do swojej broszury. O biciu w Internacie, jak również o podawaniu dzieciom „trefnego”, tj. niekoszernego, jedzenia donosiła gazeta „Dos Jidisze Togblat”120. Ten organ ortodoksów, z którymi Rumkowski przez lata walczył zaciekle w łódzkiej gminie, z wyraźną satysfakcją odnotowywał upadek „samozwańczego ojca sierot”. W świetle późniejszej gettowej historii Rumkowskiego, w której nie raz pojawia się obraz Przełożonego Starszeństwa Żydów łatwo wpadającego w gniew i wymierzającego razy, zarzuty Kaca wydają się wielce prawdopodobne. Rumkowski zapewne karał dzieci fizycznie. Czy jednak było to, jak relacjonował Kac, sadystyczne znęcanie się nad nimi? Czy Kac i jego informatorzy nie zagalopowali się? Nie sposób tego dziś ocenić.

Warto pamiętać o jednym — bicie było niestety zjawiskiem wówczas dość powszechnym. Kilka lat przed ukazaniem się broszury Kaca, w 1929 r. zakończył się słynny proces studzieniecki, w którym kierownictwo i personel społecznego zakładu poprawczego oskarżono o znęcanie się nad wychowankami. Studzieniec stał się emblematem wychowawczych nadużyć. W prasowej dyskusji wokół tego problemu wziął udział Janusz Korczak. I on w swoich wypowiedziach przyznawał się do chwil słabości, w których bił podopiecznych. W jednym z tekstów napisał: „Jestem wychowawcą internatu: trudniej niż w szkole. Gdy raz na parę miesięcy uderzę, zawsze niesłusznie, zawsze ze szkodą dla dziecka i dla siebie […]”121, a w innym: „Byłem z dziećmi na koloniach. Trafiła mi się bardzo trudna grupa. Przed przystąpieniem do pracy postanowiłem sobie: «Nie, nie podniosę ręki, nie uderzę dziecka». I rzeczywiście, dotrzymywałem słowa. Minęły trzy tygodnie i żadnego dziecka nie uderzyłem, choć było po temu wiele okazji. Pewnego dnia wyglądałem przez okno i co widzę: mały dzikus, który zwykł był dręczyć dzieci, uderzył pracowite, spokojne, nikomu nie wadzące dziecko i bił je dalej ze szczególnym okrucieństwem. Moja cierpliwość skończyła się, ledwie ze skóry nie wyskoczyłem, wybiegłem i «stłukłem» agresora”122. Być może owa powszechność mniejszych lub większych pedagogicznych porażek w zakładach opieki nad dziećmi zadecydowała o tym, że nie wszczęto żadnego dochodzenia w sprawie doniesień Kaca. On sam twierdził, że działacze i instytucje nie chcą mu dawać wiary, bo zręcznie manipuluje nimi Rumkowski, oszołamiając ich rozmachem Helenówka. Ja dostrzegam w relacji Kaca pewną przesadę. Nie odrzucam całości, ale odmalowany przez niego obraz Helenówka jako li tylko dziecięcej gehenny nie przekonuje mnie. Tu i ówdzie, zapewne wbrew intencjom autora, wyziera z opisu normalność i poprawność. Dzieci udają się na wycieczki, obchodzą święta religijne, sprawnie działają instytucje samorządu dziecięcego. Również zarzut dotyczący braku wykwalifikowanych sił w Internacie wymagałby dokładnego zbadania. Niestety, nie dysponuję listą nauczycieli i wychowawców Helenówka z okresu, w którym pracował Kac. Natomiast zachował się wykaz z roku 1935123. Na sześcioro nauczycieli troje to magistrowie Uniwersytetu Jagiellońskiego, jeden zdobywca absolutorium uniwersytetu w Wiedniu, dwoje pozostałych to absolwenci państwowych seminariów nauczycielskich. Najstarsza osoba z grona pedagogicznego miała 37 lat. Czy możliwe jest, że dopiero po odejściu Kaca tak odmłodzono kadrę w Internacie, dbając przy tym o bardzo wysoki, jak na instytucję opieki społecznej, poziom wykształcenia nauczycieli?

W broszurze Kaca jest jeszcze jeden wątek. Dotyczy on gorszących, niemoralnych, a nawet występnych zachowań prezesa Rumkowskiego. O jego zamiłowaniu do erotycznych kontaktów z młodymi kobietami — pracownicami Helenówka oraz pozostałych instytucji opiekuńczych, którym przewodniczył124, opowiedziała Kacowi piętnastolatka z Internatu „Pomoc”. Inna, panna X (tak pseudonimowana przez autora), siedemnastoletnia dziewczyna przysłana na wakacje do Helenówka, miała paść ofiarą molestowania. Jak wiemy, dochodzenia nie przeprowadzono. Kac wspomina, nie podając jednak szczegółów, że Rumkowski dopuścił się wielu podobnych przestępstw. Czy należy dawać tym doniesieniom wiarę? Dysponuję pochodzącym z getta świadectwem, którego autor, wówczas szesnastoletni goniec w sekretariacie przy ul. Dworskiej 1, miał wraz z kolegami podglądać przez dziurkę od klucza erotyczne zabawy Prezesa z młodymi i urodziwymi sekretarkami125. Nie chcę przy tej okazji przywoływać na świadka Lucille Eichengreen, jej książka bowiem to wyjątkowo nieudolnie spreparowany pseudodokument126. Słabość Prezesa do pełnoletnich, pięknych młodych kobiet można mu wybaczyć, ale jeśli nie umiał się pohamować wobec niebędących już wprawdzie dziećmi, ale wciąż jego podopiecznych, trudno się nie wzdragać… W całej tej niejasnej historii przedstawionej przez Kaca pewne jest tylko to, że zachowania seksualne Rumkowskiego nie dotyczyły dzieci, jak potem sugerowano, imputując mu pedofilię127. Warto też, moim zdaniem, zwrócić uwagę na słowa pokrzywdzonej panny X, która nawet w swym dramatycznym świadectwie powiedziała o Prezesie: „Kochałam go — prawdziwy ojciec, który troszczył się o nas”128. Czy tak potwierdzone szczere zaangażowanie Rumkowskiego w losy setek sierot mogło odkupić jego winy wobec kilku, może kilkunastu nastoletnich dziewcząt?

Jak już wspomniałam, społeczna aktywność Rumkowskiego nie ograniczała się do murów Helenówka. Doprowadził do utworzenia „Bursy dla Chłopców” przy ul. Pomorskiej 41a, w której mieszkali, pracując w warsztatach lub łódzkich fabrykach (stołowały się tam też dziewczęta, wychowanki Helenówka), oraz — zgodnie z zasadami doktora Korczaka — stworzenia w Internacie „Pomoc” namiastki domu dla tych dziewcząt, które wykazywały nieprzeciętne zdolności i chciały się kształcić w łódzkich szkołach średnich, przede wszystkim polskojęzycznych.

W tym miejscu warto zatrzymać się przez chwilę nad historią „Pomocy”. Było to również bardzo ważne przedsięwzięcie Rumkowskiego, realizowane już od 1921 r.129 Najwięcej informacji na temat tej instytucji dostarcza redagowana po polsku „Gwiazdka Przewodnia. Jednodniówka. Pismo Dzieci z Internatu «Pomoc», Narutowicza 7”. Jak się wydaje, numer z marca 1924 r., zachowany w Bibliotece Narodowej Izraela130, nie doczekał się kontynuacji w postaci planowanego kwartalnika, którego sprzedaż miała wspierać fundusz Internatu. Redaktorem „Gwiazdki…” był współpracownik Rumkowskiego Lejb Uryson. Mordechaj Chaim, prezes zarządu Internatu131, miał odpowiadać za dystrybucję pisma i przyjmowanie wpłat darczyńców. Gros tekstów zamieszczonych w „Gwiazdce…” napisały same wychowanki „Pomocy”, sygnując je inicjałami. Wśród nich znalazła się autentyczna opowieść osieroconej dziewczynki „Moja biografja”, kilka scenek z życia Internatu, m.in. z wakacji w Krynicy, oraz fabuły, których bohaterami były sieroty. Zarówno w dziecięcych opisach życia w Internacie, jak i w słowie wstępnym (najprawdopodobniej autorstwa Urysona) postaci Rumkowskiego (zwanego tu Maksem Rumkowskim, bo tak brzmiało jego imię w publikacjach polskojęzycznych) nie szczędzono słów wdzięczności i uznania: „Pan Maks Rumkowski, który od lat poświęca się niezmordowanej pracy w zarządzie kilku ochronek dla bezdomnych dzieci i domów sierót, nosił się od dłuższego czasu z zamiarem założenia Internatu dla dziewcząt--sierót w wieku od 12 do 16 lat […] Miała to być instytucja, która utorowałaby wychowankom domów sierót drogę do pożytecznej pracy w społeczeństwie”132. Wychowanka „Pomocy” podpisana „Ż.H. uczennica V klasy gimnazjum p. Jaszuńskiej”, wspominając trudne początki instytucji, pisała z podziwem: „W pierwszych czasach spałyśmy bez kołder, bez poduszek […] zamiast stołów i krzeseł były tylko ławki, zamiast talerzy — miski, jadłyśmy bez talerzy i nożów […] A któż temu wszystkiemu zaradził? Tylko Nasz Opiekun [tj. MChR — M.P.] […] Jedynym człowiekiem, który umie odczuć każde pragnienie dusz biednych, osieroconych przez los, jest nasz drogi Opiekun, który gdy przychodził do nas — a przychodził często — po kilka razy dziennie — nie okazywał nam litości, nie wzdychał nad nami, tylko starał się zapełniać nasze braki. Wieczorami, gdy czas mu pozwalał, siadywał na tychże co i my ławkach i rozmawiał z nami, jak dobry ojciec, który dba o swe dzieci […] I tak dzięki staraniom pana Rumkowskiego pusta «Pomoc» bardzo szybko zmieniła się na przyzwoite, prywatne mieszkanie”133.

Wielu z podopiecznych Rumkowskiego zdecydowało się opuścić Polskę i zostać chalucami w Erec. W 1938 r. Rumkowski pojechał na miesiąc do Palestyny i spotkał się tam z dawnymi wychowankami134. Zapraszał także grupy ochotników chaluców na fermę w Helenówku, by odbyli tam hachszarę (przysposobienie rolnicze). Druga, żydowskojęzyczna wersja „Helenówka” na dwunastej stronie prezentuje zdjęcie, na którym widnieje m.in. MChR. Podpis pod zdjęciem głosi: „Starsze dzieci z Helenówka z wychowawcami i grupą chaluców odbywających tam hachszarę”.

„Helenówek” nie był jedynym wydawnictwem Internatu i jedynym prasowym forum, które współtworzył i na którym się wypowiadał Rumkowski. Kilka lat wcześniej, w czerwcu 1926 r. w Łodzi zaczął się ukazywać miesięcznik o bardzo długim i szczegółowym tytule: „Der Jusem. Cajtszrift Gewidmet di Inionim fun: Josem-Ferzorgung, Kinder-Ercijung un Frojen-Szuc mit a Bazundern Informatiwn Tejl wegn der Jidyszer Socjaler Hilf Arbajt Bichlal Arojsgegebn durch di Ferwaltungen: funem Internat far Jidysze Kinder un Ferme in Helenówek un funem Jidyszyn Frojen Szuc Farejn in Lodż” (Sierota. Czasopismo Poświęcone Zagadnieniom: Opieki nad Sierotami, Wychowaniu Dzieci i Ochronie Kobiet z Osobną Częścią Informującą Ogólnie o Żydowskiej Pomocy Społecznej Wydawane przez Internat dla Dzieci Żydowskich i Fermę w Helenówku i przez Żydowski Związek Ochrony Kobiety w Łodzi). Dziesięć numerów (z lat 1926–1927) „Sieroty” zachowało się w Bibliotece Narodowej Izraela. Jak się zdaje, nie ma go w swoich zbiorach żadna polska biblioteka. Nie dotarłam też do żadnych bliższych informacji o periodyku (nie wiem, czy tych 10 numerów to całość numerów wydanych, czy też tylko ich część). Nie notuje go w ogóle Bibliografia prasy łódzkiej 1863–1944135, a przecież był czytany i kolportowany w całej Polsce, dotarł nawet do Palestyny (bardzo prawdopodobne, że możliwość jego dzisiejszej lektury w izraelskiej bibliotece zawdzięczamy powstałemu w 1922 r. Towarzystwu Przyjaciół Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, które przesyłało do Palestyny do tworzącej się tam uczelni 80 tytułów prasowych136).

Redaktorem odpowiedzialnym „Sieroty” był wymieniany również w stopce „Helenówka” Lejb Uryson. Na pierwszej stronie pierwszego numeru w ramce umieszczono 44 nazwiska pisarzy i działaczy, którzy „obiecali swą dobrowolną współpracę”. Była to lista doprawdy imponująca i zaskakująca różnorodnością środowiskową. Znaleźli się na niej m.in. legendarny łódzki redaktor gazet żydowskich Jeszaja Unger (vel Uger), awangardowy poeta i dramaturg Mojżesz Broderzon, współtwórca grupy Jung Jidysz, historyk i krytyk literatury polskiej Wilhelm Fallek, historyk i poseł na sejm Icchak Sziper, doktor Henryk Goldszmidt (który nie używał jeszcze konsekwentnie pseudonimu Janusz Korczak) oraz adwokat i poseł na sejm Icchak Grünbaum. Ten ostatni w swoich wspomnieniach poświęcił Rumkowskiemu kilka akapitów. Napisał, że znał go przed wojną jako syjonistę i działacza na rzecz opieki nad dziećmi137. Również w rozmowie z Antkiem Cukiermanem potwierdził, że „doskonale go pamiętał”138, ale nie podał żadnych szczegółów tej znajomości (w każdym razie nie odnotował ich Cukierman). Jak wspomniałam wcześniej, Rumkowski wspierał Grünbauma w jego politycznej walce w okresie rozłamu w łonie partii syjonistycznej. Pewne jest, że Grünbaum bywał w Helenówku (zapamiętał to Roman Rumkowski). Z jednej z takich wizyt zachowało się zdjęcie. Była to zapewne oficjalna wizytacja placówki, w tle kroczących z przodu, zatopionych w dyskusji postaci Rumkowskiego i Grünbauma widnieje bowiem grupa odświętnie ubranych kobiet i mężczyzn139. Wśród nich jest też przebywający z wizytą w Polsce bratanek lorda Samuela Herberta — pierwszego brytyjskiego komisarza w Palestynie pochodzenia żydowskiego. Był on także wśród witających Rumkowskiego w Erec w 1938 r. Do Helenówka chętnie zaglądali również inni wielcy tamtych czasów: Nachum Sokołow, Chaim Nachman Bialik, rzeźbiarz Nachum Aronson140.

MChR odgrywał w miesięczniku „Sierota” dwojaką rolę. Po pierwsze wraz z Huldą Kloc (przewodniczącą Żydowskiego Związku Ochrony Kobiety w Łodzi) sprawował patronat oraz pieczę nad publikowanymi treściami, po drugie treści te sam tworzył. Anonsowane na tytułowej stronie jego „nonster batejlikung” (najintensywniejsze zaangażowanie) w istnienie pisma zaowocowało dziesięcioma obszernymi artykułami. Wśród nich znajdują się dwa ściśle dotyczące programu i wychowawczej pracy Helenówka (wtedy, w latach 1926–1927 bardzo młodej instytucji). W Richt linien141 Rumkowski z całą mocą podkreślał dwie kwestie. Pierwszą z nich był cel opieki nad sierotami określany przez niego nie jako „filantropijna «retungs-akcje»”, ale świadome i planowe wychowanie żydowskiego rolnika i rzemieślnika, drugą — konieczność zadbania o los wychowanków opuszczających Internat po ukończeniu 14. roku życia (w tej ostatniej kwestii postulował nawet, by kosztem łożenia na utrzymanie sierot do ich 18. roku życia ograniczyć liczbę przyjmowanych do ośrodka młodszych dzieci). Ze wspomnianej wcześniej publikacji „Helenówek” wynika, że w ciągu kilku lat udało się Rumkowskiemu w znacznej mierze zrealizować te postulaty. W artykule Wos hobn mir in unzer Internat gewolt szafn, wos iz dort biz ict geton geworn un wos brojch noch geton cu wern lehabe (Co chcieliśmy stworzyć w naszym Internacie, co do tej pory zrobiono i co należy zrobić w przyszłości)142, opatrzonym dowcipno-ironicznym podtytułem „Zamiast mowy na walnym zebraniu, na które, jak to zwykle bywa w społecznych instytucjach pomocy, nie przyszedł nikt poza zarządem…”, Rumkowski podsumowywał początkowe trudności Internatu związane z często bardzo wolną adaptacją miejskich dzieci do wiejskich warunków Helenówka oraz ze znalezieniem odpowiedniej kadry nauczycielskiej, a także zdawał relację z roku budżetowego 1926 i przedstawiał preliminarz budżetowy na rok 1927, pozwalając, jak to ujął, mówić i przekonywać „liczbom”143. W obu wyżej wymienionych tekstach zabierał głos przede wszystkim jako referent spraw dotyczących Internatu, którego zarządu był prezesem. W artykuleFarwos kon dos niszt un darf ict niszt geszen (Dlaczego nie może i nie powinno się to teraz stać)144 również z wysokości swego prezesowskiego urzędu, niezwykle przy tym krytycznie i emocjonalnie, wypowiedział się w kwestii dotyczącej ogółu sierocińców w Łodzi, ściślej projektu całkowitego połączenia wszystkich łódzkich domów dziecka. Nie mniej subiektywny, wręcz zajadły w tonie był jego tekst145 poświęcony wyborom