Moja Grace. Dziedzictwo #1 - Melanie Moreland - ebook

Moja Grace. Dziedzictwo #1 ebook

Melanie Moreland

5,0
44,90 zł

Opis

Grace VanRyan uważała, że życie trzeba sobie dobrze zaplanować. I konsekwentnie realizować swoje zamierzenia. Jej plan był ambitny i realny: najpierw studia prawnicze, później staż, który pozwoli na zdobycie bogatego doświadczenia zawodowego, a potem, już jako cenny pracownik, będzie rozwijać karierę w ABC i podążać wprost w świetlaną przyszłość. W końcu była piękną, mądrą dziewczyną, otoczoną przyjaciółmi, których traktowała jak rodzinę.

Tym, czego Grace absolutnie nie planowała, było wdawanie się w jakiekolwiek relacje z nowym szefem. Jaxson Richards był starszy i niewiarygodnie seksowny. Jako szef - chłodny, stanowczy, od podwładnych żądał ciężkiej pracy. Jednak było w tym mężczyźnie coś takiego, co wprawiało serce Grace w zupełnie nieprofesjonalne drżenie. Właściwie już podczas pierwszego spotkania Jaxson wywarł na niej o wiele silniejsze wrażenie, niż powinien.

Staż, który Grace odbywała pod okiem Jaxsona, zaczął się zupełnie normalnie. Zgodnie z jej planem. Jaxson był cierpliwym i wymagającym mentorem, a Grace dawała z siebie wszystko, bez żadnej taryfy ulgowej. Niepostrzeżenie jednak coś się zaczęło zmieniać. Kiedy Jaxson zrozumiał, że jego nowa stażystka zauroczyła go jak żadna inna kobieta, było już za późno.

Oboje zmierzali tam, skąd nie było powrotu. Prosto ku katastrofie...

Jak bardzo zakazana jest twoja namiętność?

Posłuchaj audiobooka:

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 413

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0

Popularność




Melanie Moreland

Moja Grace

Dziedzictwo #1

Przekład: Agnieszka Górczyńska

Tytuł oryginału: My Saving Grace (Vested Interest ABC Corp #1)

Tłumaczenie: Agnieszka Górczyńska

ISBN: 978-83-283-8441-5

Copyright © 2020. MY SAVING GRACE: VESTED INTEREST by Moreland Books, Inc.

Polish edition copyright © 2022 by Helion S.A. All rights reserved.

All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording or by any information storage retrieval system, without permission from the Publisher.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lubfragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci — żyjących obecnie lub w przeszłości — oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest czysto przypadkowe.

Drogi Czytelniku! Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adreshttps://editio.pl/user/opinie/mogrd1_ebook Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.

Helion S.A. ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice tel. 32 231 22 19, 32 230 98 63 e-mail: [email protected] WWW: http://editio.pl (księgarnia internetowa, katalog książek)

Poleć książkęKup w wersji papierowejOceń książkę
Księgarnia internetowaLubię to! » nasza społeczność

Dedykacja

Dla moich Minionków

Wiecie za co

Dziękuję, że pozwalaciemi się śmiać

Kocham Was wszystkich

Prolog

Grace

Obudziłam się z bólem głowy, kompletnie rozbita. Miałam wrażenie, że moje nogi i ręce ważą z tonę. W ustach kompletna Sahara. Wszystko dookoła było zupełnie nieznane, obce. Dopiero po dłuższej chwili przypomniałam sobie, że byłam w pokoju hotelowym wLas Vegas.

Dlaczego ta cholerna głowa tak mnie boli?

Rozpaczliwie próbowałam sobie przypomnieć, co takiego wydarzyło się poprzedniego dnia. W końcu rozwiązałam zagadkę znaku towarowego i praw autorskich. Spędziłam beztroskie popołudnie wLas Vegas. Granie na automatach, włóczenie się po pubach, degustacja kilku drinków. Zwiedzanie. Później, przed wyjazdem na lotnisko, otrzymałam telefon z informacją, że mój lot został odwołany z powodu jakiejś usterki mechanicznej, a najbliższy termin odlotu jest dopiero następnego dnia. To jest długi lot z mnóstwem międzylądowań w całych Stanach, zanim wreszcie dotrę do Kanady. Jednocześnie to jedyny lot, dzięki któremu wrócę do domu jeszcze przed ślubem Addi. Nie chciałam jechać w tę podróż w tak bliskim terminie jej zaślubin, a jednak to zrobiłam. Jaxson mnie poprosił, no i się zgodziłam. To tylko potwierdza, jaką byłam idiotką.

Fakt, że zaraz po przebudzeniu pomyślałam właśnie o nim, zdaje się to tylko potwierdzać.

Co do diabła mi się stało po tym telefonie?

Starałam się ze wszystkich sił przypomnieć sobie, uchwycić najdrobniejsze szczegóły wczorajszego dnia. Jednak jedynym wyraźnym wspomnieniem było tylko spotkanie z nim sprzed kilku miesięcy.

Byłam na rozmowie kwalifikacyjnej w firmie Smith i Hodges, po której zaproponowano mi stanowisko aplikantki. W rzeczywistości chodziło o articling, pojęcie, jak dowiedziałam się na studiach prawniczych, występujące jedynie w Kanadzie. W istocie byłabym kimś wrodzaju stażystki otrzymującej wynagrodzenie i zdobywającej doświadczenie pod czujnym okiem mentora. Po zakończonej rozmowie zostałam odesłana do biura Jaxsona Richardsa. Jego gabinet był pusty, więc zapukałam do drzwi i poczekałam, aż mnie poprosi do środka. Gdy tam weszłam, siedział za swoim wielkim biurkiem. W chwili, gdy nasze oczy się spotkały, mój świat zawirował.

Wysoki i postawny, surowy i gwałtowny, spojrzał na mnie, wstając zza biurka.Jego oczy były jakdwa zastygłe płomienie lodu,żywoniebieskieiwyraźne.Włosy miałtak ciemne, że prawie czarne, zaczesane do tyłu i błyszczące.Garnitur leżał na nim jak ulał, a kiedy podszedł domnie, dostrzegłam jeszczejego umięśnione uda, duże ręce i szerokąklatkę piersiową. Wyciągnął do mnie rękę, unosząc w uśmiechu kącikust, co uwydatniło dołek w brodzie. Nigdy wcześniej nie widziałamtak przystojnego mężczyzny. Zatem jeśli wziąć pod uwagę liczbę otaczającychmnie facetów, to naprawdę był komplement.

— Grace VanRyan, jak mniemam?

Wsunęłam dłoń w jego i potrząsnęłam nią. Dreszcz, który mnieprzeszył pod wpływem jego dotyku, zupełnie mnie zaskoczył. Na chwilęzaniemówiłam, zaschło mi w gardle, a wypowiadane słowa były dośćniejasne. Potrząsnęłam głową i odzyskując głos, zaczęłam się zastanawiać, dlaczegoulichabyłam tak zdenerwowana.

— Tak, panie Richards. Jestem Grace —odchrząknęłam, amoje słowabrzmiały jakoś dziwnie, jakby mi brakowałotchu. — Miło mi pana poznać.Nie mogę się doczekać naszejwspółpracy.

Przechylił głowę.

— Ja również.

Odprowadził mnie do krzesła naprzeciwkoniego i poczekał, aż usiądę. Dopierowtedy zdałam sobie sprawę, że wciąż trzyma mnie za rękę. Zwolnił uścisk i usiadłna swoim fotelu, opierając łokcie na biurku. A potem zadałmi przedziwnepytanie:

— Proszę opowiedzieć mi o Grace VanRyan.Oczywiście wszystkopoza tym, że jest aplikantką.

Spodziewałam się, żezapyta mnie o studia. O to, czego chciałabym się nauczyć,pracującw jego firmie. O plany na przyszłość. Ale nieo mnie.

— Nie mam zbyt wiele do powiedzenia, naprawdę. Jestemcałkiem zwyczajna, wręcz nudna.

— Trudno mi w to uwierzyć. —Uśmiechnął się, unosząc jedną brew. — Byćmoże jest pani napoczątku swojej drogi i dopiero tworzy własną historię, pani VanRyan.Mimo tego wątpię, że jest pani nudna.

— Gracie. Przyjaciele mówiądo mnie Gracie — wymknęło mi się, zanimzdążyłam się powstrzymać.

Skinął głową, a maleńki uśmiech pojawił się na jego twarzy.

— Gracie — powtórzył.

Usiadł wygodnie, nie kontynuując już tematu. Mówiło firmie, jego własnejhistorii oraz o tym, czego oczekujeode mnie. Omówiliśmy też kilka kwestii, nadktórymi pracował.

— Dlaczegokorporacje? — zapytał.

— Zawsze byłam nimi zafascynowana — przyznałam. — Mój tata zajmuje się marketingiem, zatem od zawsze w naszym domu rozmawiałosięoznakach handlowych i prawach autorskich. Uwielbiałam chodzić znimdo biura i zawsze zakradałam się do działu prawnego,by zadać tysiące pytań.

— VanRyan, VanRyan — powtórzył. — Richard VanRyan?

—Tak.

— Wiem, czym się zajmuje.

Uśmiechnęłam się niepewnie, nie wiedząc,co odpowiedzieć.

Omówiliśmy jeszcze godziny, w których miałam pracować, iudzielił miodpowiedzi na wszystkie moje pytania. Uśmiechnął się promiennie,co zmieniłojego surową twarz w ciepłą i całkiem przyjemną.

— Twój entuzjazm jest godny pochwały. Już nie mogę się doczekać, kiedy będzieszpode mną.

Szeroko otworzyłam oczy ze zdziwienia, aon szybciutko się poprawił inieco uściślił swą wypowiedź.

—Będziesz pracować pode mną. To znaczy ze mną. Mam przeczucie,że stworzymyniezły zespół.

Musiałam odsunąć na bok myśl obyciu pod nim. O tym, jak jego potężneciało czułobysię przy moim. O przyjemności, jaką te potężne dłonie mogłybymi sprawić. Poczułam, że się rumienię, i musiałam szybko spuścićwzrok, zanim tozauważył. Zapadła niezręczna cisza. Odchrząknął i zadałmi jeszcze kilka pytań.

Potrząsnęłam głową, żeby jak najszybciej oczyścićją z myśli, których niepowinnam mieć o tym człowieku,prawdopodobnie moim przyszłym szefie. Zareagowałam we właściwy sposób, skupiając sięjuż tylko na pracy.

W końcu wstał, zapinając guziki marynarkii jednoznacznie dając mi do zrozumienia, że mój czas sięskończył.

Po ustaleniu godzin pracy wyszłam, podekscytowana samą myślą opracy z nim.I o tym, czego mogę się odniego nauczyć.

Nie miałam pojęcia, że największą lekcją dla mniebędzie złamane serce.

Skuliłam się jeszcze mocniej, próbując stłumić bolesne wspomnienia.

O tym, jak podekscytowanie doprowadziło mnie do agonii. I jak odkryłam, że jego urok skrywał tak naprawdę samolubnego mężczyznę myślącego tylko o własnej przyjemności. Z przerażeniem zdałam sobie sprawę, że zakochałam się w kimś, kto nie jest w stanie odwzajemnić tej miłości i kto okłamywał mnie swoimi słodkimi słówkami i gestami. Świetlana przyszłość, której się spodziewałam, okazała się niczym więcej, jak tylko niespełnionym marzeniem.

Twarz, którą pokazywał światu, była kłamstwem.

Nie miałam wyboru, musiałam z nim pracować i oglądać go codziennie, ukrywając głęboko swoje cierpienie. Zastanawiając się, jak szybko miłość może zamienić się w nienawiść. Za punkt honoru postawiłam sobie, aby nie zobaczył, co tak naprawdę działo się wewnątrz mnie. Jaki panował tam chaos i zamęt. Byłam zdeterminowana, aby ukończyć ten staż, a potem odejść i już nigdy więcej nie zobaczyć Jaxsona Richardsa. Nie chciałam jechać w tę podróż, jednak partnerzy — i sam Jaxson — nie dali mi wyboru.

Jęknęłam, kiedy tylko się poruszyłam. Ból w głowie zmienił się ztępego w pulsujący. Gdy ponownie się przesunęłam, cała zesztywniałam. Zdałam sobie sprawę, że ciężar na moim biodrze to nie koc, aczyjaś dłoń.

Mój żołądek wywrócił się na drugą stronę, gdy tylko zdałam sobie sprawę z czyjejś obecności. Ktoś był ze mną w łóżku. Spałam znieznajomym. Upiłam się w Las Vegas i przespałam z obcym facetem. Jakie to banalne.

Ignorując ból głowy, wyskoczyłam z łóżka, ciągnąc za sobą koc. Pomacałam ręką przestrzeń wokół mnie w poszukiwaniu jakiegoś włącznika światła i go nacisnęłam. Zmrużyłam oczy, gdy ból przeszył moje skronie, i westchnęłam na widok mężczyzny leżącego w łóżku. Nie wyglądając ani trochę na zdenerwowanego, Jaxson usiadł na łóżku i bezczelnie się do mnie uśmiechnął.

— Nie jestem nieznajomy — powiedział, dając mi do zrozumienia, że najwyraźniej wypowiedziałam swoje myśli na głos. — Jak się czujesz, kochanie?

— Co ty tu u licha robisz?

— Jeszcze przed chwilą spałem. Za to ty potrzebujesz jakiegoś lekarstwa na kaca. Pozwól, że coś ci zaaplikuję.

— Obejdzie się. Chodziło mi o to, co ty do diabła robisz w moim łóżku?

Uśmiechnął się, podnosząc jedną nogę do piersi i odchylając się dotyłu z rękoma pod głową. Wyglądał zdecydowanie zbyt przystojnie i był za mocno wyluzowany w tej sytuacji.

— Ale to jest mój pokój i to ty jesteś w moim łóżku.

Rozejrzałam się, sprawdzając, czy ma rację.

— Co tu się do diabła stało?

— Myślę, że to oczywiste — wskazał na podarte opakowania poprezerwatywach. — Uprawialiśmy seks.

Gapiłam się na niego.

— Dlaczego miałabym pójść z tobą do łóżka? Przecież nawet cię nie lubię!

Pochylił się do przodu, a jego niebieskie oczy błyszczały w przytłumionym świetle. Na jego twarzy zagościł złośliwy uśmieszek, który miałam ochotę zetrzeć pięścią.

— Zeszłej nocy naprawdę mnie lubiłaś. Przynajmniej trzy razy.

Kochaliśmy się trzy razy?

— Przynajmniej — powtórzył. — Nie liczę orgazmu w samochodzie i myślę, że przegapiłem jeszcze jeden numerek. Chyba pod ścianą.

Byłam oszołomiona. Patrzyłam na niego z przerażeniem. Spałam z moim szefem. Znowu.

— Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłam — wymamrotałam, chwytając koc.

— To nie jest jedyna rzecz, którą zrobiłaś, kochanie.

— Czy może być coś gorszego?

Przyjrzał mi się uważnie. Później wskazał na moją dłoń trzymającą koc.

— Wyszłaś za mnie.

Cienka, zbyt ciasna obrączka zdobiła mój serdeczny palec. Podniósł swoją rękę, pokazując mi jego obrączkę.

— I co powie pani na taki banał, pani Richards? — zaśmiał się.

Pokój zawirował, a żołądek wykonał przewrót w tył.

Ostatnią rzeczą, jaką pamiętam, był jego krzyk, zanim podłoga ruszyła w moim kierunku.

Utrata przytomności była najbardziej pożądanym stanem. Nic lepszego nie mogło mi się w tym momencie przytrafić.

Rozdział 1.

Wczesna jesień — Grace

Obudziłam się wcześnie, gotowa, aby zacząć nowy dzień. Mój pierwszy dzień na stażu. Miałam wrażenie, jakby od mojej rozmowy kwalifikacyjnej w firmie Smith i Hodges, która dała mi szansę na podjęcie z nimi współpracy, minęły już wieki, choć to było zaledwie kilka miesięcy. Bardzo chciałam przejść przez ten etap mojej kariery i jak najszybciej wykorzystać w praktyce wszystko, czego się nauczyłam. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej dowiedziałam się, że przez rok mojego stażu będę pracować z dwoma prawnikami, aby jak najwięcej się nauczyć i maksymalnie wykorzystać ten czas. Wiedziałam, że studenci prawa często bywają zatrudniani w firmach, w których odbywają staż. Ja jednak planowałam swoją karierę nieco inaczej. Najpierw chciałam pracować z prawnikami w BAM i niemalże zjeść na tym zęby, a dopiero później zatrudnić się w ABC. Bill posiadał ogromną wiedzę i chciałam ją niemalże pochłonąć, zanim odejdzie na emeryturę i jego miejsce zajmie ktoś młodszy.

Kiedy podczas rozmowy kwalifikacyjnej padło nazwisko Jaxsona Richardsa, byłam naprawdę podekscytowana.

A po spotkaniu z nim, wręcz niespokojna.

Jaxson Richards zdecydowanie wykraczał swoją osobowością icharyzmą poza ramy tylko zawodowe i ku mojemu przerażeniu od czasu naszego pierwszego spotkania nie mogłam przestać o nim myśleć. Był nieziemsko przystojny i pewny siebie, a jego niebieskie oczy wręcz porażały inteligencją. Nie mogąc się oprzeć, musiałam przekopać internet w poszukiwaniu jakichś informacji na jego temat. Zdziwiłam się liczbą dostępnych artykułów. Okazało się, że miał trzydzieści osiem lat, był singlem i miał za sobą zatrudnienie w dwóch innych firmach prawniczych. Każda zmiana pracy windowała go o kolejny szczebel w jego prestiżowej i błyskotliwej karierze. W firmie Smith i Hodges był zatrudniony od pięciu lat. Poza typowo prawniczymi artykułami i profesjonalnymi informacjami na stronie firmy natknęłam się na masę jego zdjęć z różnymi kobietami. I to nie byle jakimi — po prostu pięknościami. Gdy dokładniej przyjrzałam się datom, zauważyłam, że żadna z tych relacji nie trwała zbyt długo. Pokręciłam głową, zamykając laptop. Prawdopodobnie będzie moim szefem i jego życie osobiste to nie moja sprawa. Zamierzałam przez ten rok w Smith i Hodges nauczyć się najwięcej, jak to tylko możliwe, aby móc później z powodzeniem piąć się po szczeblach kariery. Nic więcej.

Gdybym tylko jeszcze umiała przekonać własną głowę, aby łaskawie zechciała przestać mi przypominać, jak czułam się, gdy moja dłoń leżała w jego.

I oto teraz nadszedł ten długo wyczekiwany dzień. Następny etap mojej podróży.

Wyślizgnęłam się z łóżka, wsunęłam stopy w pantofle, które zawsze wiernie przy nim stały, i poczłapałam do kuchni. Włączyłam ekspres do kawy i podreptałam pod prysznic. Pół godziny później siedziałam przy moim niewielkim stole, popijając gorący, aromatyczny napój z filiżanki. Rozejrzałam się po mieszkaniu, ta przestrzeń niezmiennie mnie uszczęśliwiała.

Mieszkałam w małym budynku położonym w samym centrum Toronto. Zaledwie pięciominutowy spacer dzielił mnie od zgiełku tętniącego życiem miasta. Jednak ulica, na której mieszkałam, była stosunkowo zaciszna. Mieszkanie miało dwie sypialnie, pełne uroku i charakteru. Podłogi z prawdziwego, twardego drewna skrzypiały pod moimi stopami. Gipsowe ściany, wysokie sufity, okna wykończone kryształowym szkłem, które cudnie błyszczały w słońcu i otwierały się z trudem. W kuchni były prawdziwe drewniane szafki, zaś stojąca w łazience wspaniała wanna na nóżkach była wręcz idealna do długich kąpieli i nadawała niesamowity klimat. Kochałam każdy centymetr tego mieszkania.

Ojciec był przerażony moim wyborem.

— Twoi wujowiesą właścicielami jednego z najbardziej luksusowych kompleksów mieszkaniowych w Toronto— argumentował. — Twój wybór. Ale co ty właściwie sobie u lichawyobrażasz, Gracie, dziewczyno? — zapytał, rozglądając się wokół i patrząc przytym na mnie z ukosa.

Przesunęłam palcem po poręczy krzesła, poczułam drewno niczym jedwab.

— Podoba mi się tutaj.

— Ichbudynki mają ochronę, klimatyzację i są nowocześnie urządzone. Jeśli jużnalegasz na tę okolicę, to pięć przecznic stąd jest takinowoczesny wieżowiec. Zadzwonię zaraz do Mad Doga i wszystko zorganizuję— powiedział, wyciągając telefon z kieszeni. — Nie możesz tutaj mieszkać.

Położyłamdłoń na jego ramieniu.

— Podoba mi się tutaj, tato.Okolica jest świetna. Budynek bezpieczny. Woknie sypialni jest jedenklimatyzator, a ja kupię jeden z tych przenośnych. Wchodzenie natrzecie piętro nie stanowi dla mnie problemu. — Spotkałam jego oczy,unosząc brwi w cichym przypomnieniu.

— Jestem pewien, że można gdzieśtutaj znaleźć jakieś inne miejscabez windy — prychnął.

— Nie. Podobami się właśnie tutaj. Rozsądny czynsz, blisko do komunikacji miejskiej. W pobliżu mnóstwo małych sklepików. Niedaleko szkoła.

Przeczesał dłonią włosy.

— Pieniądze nie stanowią problemu, Gracie.

Mama, która się do tejpory nie wtrącała i milczała, pociągnęła go zaramię.

—Richard, kochanie, daj spokój. Gracie jest dorosła i to jestjej decyzja. Zgadzam się, tutaj jest uroczo.

Wymieniłyśmy między sobąporozumiewawcze spojrzenia. Mój tato byłnadopiekuńczy i nie przepadał zamoją niezależnością. Zarobiłam na studiaprawnicze, a on nalegał, żebymkoncentrowała się na nauce, a nie na pracy,co mizupełnie nie pasowało. I tak zatrudniłam się w małej kawiarnina pół etatu. Może nie zarobiłam kokosów, ale byłam bardzozadowolona z siebie. Ta praca dała mi szansę bycia sobą,po prostu Grace. Dzięki niej poznałamtakże niesamowitych ludzi, którzyzostali moimi przyjaciółmi, a także zarobiłam swoje własne pieniądze. Mamarozumiała, jakie to było dla mnie ważne, ponieważbyła niecoinaczej wychowana od taty. On z kolei był niezadowolony, jednakjak zwykle uszanował moją decyzję.

Gdy nadszedł czas wyboru ścieżkikariery, zawahałam się. Wiedziałam, jak skrycie ojciec marzył, żebym dołączyłado niego w świecie marketingu.Studiowałam już dwa lata, gdywreszcie wyznałam prawdę — marketing nie był moją pasją. Nie miałamani zapału, ani talentu mojego ojca w tej dziedzinie. Smykałkędo tego rodzaju projektów posiadała Heather. Wdniu, wktórymim to powiedziałam, rodzice wydawali się zszokowani. Jednak ojciecnalegał,abym przestała się zastanawiać nad tym, czego by on dlamnie chciał, a skupiła na tym, czego ja pragnęłam. Rzeczywiście,był przerażony, aleraczej tym, że robiłam coś, aby gouszczęśliwić, zamiast skupić się na sobie iwłasnychmarzeniach. Dlategodałam sobie trochę czasu na wgląd w głąb siebie,posłuchanieswojej duszy i intuicji, a następnie zapisałam się na studiaprawniczew Toronto i już nigdy nie oglądałam się zasiebie.

Nie chciałam mieszkać na osiedlu studenckim i zakochałam sięw tym właśnie miejscu. Ojciec uwielbiał nowoczesne, eleganckie budynki. Jawolałam stare wiktoriańskie domy z duszą i charakterem. Tata kochałluksus oraz wszystkie blaski i cienie związane z bogactwem. Miałamszczęście,dorastając w takim, a nie innym domu, doceniałam lekkośći łatwość, z jaką mi się żyło, oraz to, żenigdy nie musiałam się martwić o pieniądze. Jednak nigdyniebrałam tego za pewnik. Doceniałam, jak ciężko tata musiał pracować,żeby zapewnić nam takie życie. Jego etyka pomogła mi ukształtowaćkręgosłup moralny i chociaż ojciec narzekał na moją niezależność, wiedziałam,że był ze mnie dumny.

Tata najpierw namawiał, potem błagał,a nawet groził, po czym ostatecznieprzyjął i uszanował mojedecyzje. Jednak ja też musiałam poddać się kilkujego żądaniom —żadnego chodzenia po zmroku, użycie zmodyfikowanego systemubezpieczeństwa, który nakazywałzainstalowanie BAM, imeldowanie się dwa razy w tygodniu, dopókion się nie przyzwyczai do tej całej sytuacji i niepoczuje się komfortowo. Wiele lat później to wciąż działało.

Kilkalat po tym, gdy się wyprowadziłam z domu, mama przyznałasię mi, że miała nadzieję, że zmienię zdanie. Ale taksię nie stało. Nadal mieszkałam w moim przytulnym mieszkanku, któredarzyłam tą samą miłością, ku rozczarowaniu mego ojca.

Jakby przeczuwał, że o nim myślę, właśnie zadzwonił. Z uśmiechem odebrałam telefon.

— Cześć, tato.

Jego głęboki baryton wypełnił moje mieszkanie.

— Witaj, Gracie, dziewczyno. Podekscytowana swoim pierwszym dniem?

Zachichotałam, popijając kawę.

— Tak. I do tego zdenerwowana.

— Niepotrzebnie. To oni wygrali los na loterii.

— W Kolumbii Brytyjskiej jest trzecia nad ranem, tato. Jeszcze nie śpisz czy tak wcześnie wstałeś?

— Nie śpię. Chciałem ci tylko życzyć powodzenia, córeczko. Chcę, żebyś wiedziała, że myślę o tobie i jestem z ciebie dumny.

Uśmiechnęłam się, słysząc te słowa. Nawet z takiej odległości czułam jego miłość. Zawsze potrafił nam okazywać uczucia. Ja i on byliśmy bardzo blisko. Gdy dorastałam, był moim bohaterem. Nadal tak o nim myślałam. Był silny i czuły, a przede wszystkim zawsze był wspaniałym ojcem. Wytrawny biznesmen, którego kariera w branży marketingowej była niemalże legendarna. Nazwisko to synonim doskonałości i perfekcjonizmu, a reputacja — nieskazitelna. Znany był również ze swojej arogancji i pewności siebie — to był człowiek, zktórym nie warto było zadzierać. Ale dla nas, swojej rodziny, był po prostu tatą. Kochającym, surowym, czułym i zabawnym. Uwielbiał moją mamę. Jego miłość do niej była widoczna w każdym spojrzeniu i na każdym kroku, a szczególnie wtedy, gdy stawiał ją na pierwszym miejscu przy podejmowaniu wszystkich decyzji. Biorąc pod uwagę ich trudne początki, to całość tej historii wraz ze szczęśliwym zakończeniem byłaby świetnym materiałem na niezłą powieść.

Wysoko postawili poprzeczkę i trudno sprostać temu zadaniu.

Uzmysłowiłam sobie, że tata coś powiedział i czekał na moją odpowiedź.

— Przepraszam, tato. Co powiedziałeś?

— Pytałem, czy czegoś potrzebujesz.

— Nie, wszystko jest w porządku.

— Spotkałaś już swojego szefa, prawda?

— Tak.

— Ma niezłą reputację w dziedzinie prawa własności intelektualnej.

— Tak. Był bardzo, hmm, zasadniczy. Bardzo poważny. Ale i tak jestem podekscytowana. Wygląda na to, że chce się podzielić ze mną swoją wiedzą. Bardzo wyraźnie sprecyzował swoje oczekiwania.

— Nie mam żadnych wątpliwości, że sprostasz wszelkim wyzwaniom, córeczko. Możesz robić wszystko, na co masz ochotę.

— Dziękuję, tato.

— Jeśli przekroczy granicę, daj mi znać.

Zaśmiałam się.

— Jest starszy ode mnie, tato. Szczerze wątpię, że studentka prawa odbywająca staż w tej firmie znajduje się w kręgu jego zainteresowań. Szczególnie ja.

— Jesteś o wiele piękniejsza, niż ci się wydaje. Mówię tylko, żebyś była czujna. Miej na nich oko.

— Mają dość rygorystyczną klauzulę o niespoufalaniu się. Nie mam się czym martwić.

Prychnął.

— Dobrze, w porządku. W każdym razie pamiętaj o tym, czego cię uczyłem.

— Aiden mnie nauczył — poprawiłam go, starając się ukryć rozbawienie w moim głosie.

— Byłem tam. Pomagałem.

— Kocham cię, tato.

— Też cię kocham. Miłego pierwszego dnia.

— Na pewno taki będzie.

— Gracie? — wymamrotał, zanim zdołałam się rozłączyć.

— Tak?

— Kocham cię, moja córeczko — powtórzył. — Zawsze tutaj jestem.

— Wiem, tato. Też cię kocham.

Rozłączył się, a ja wiedziałam, że wrócił do łóżka, szukając pocieszenia w uścisku mojej mamy. Pomimo szorstkiej powierzchowności, którą niejako wymusił na nim świat biznesu, gdzieś głęboko był bardzo wrażliwy, a rodzina była całym jego światem. Wiedziałam, że gdybym go kiedykolwiek potrzebowała, byłby gotowy do obrony i ochrony.

Uśmiechnęłam się, przygotowując się na ten dzień.

Rozdział 2.

Grace

Przybyłam do biura wcześnie, gotowa na rozpoczęcie nowego rozdziału mojego życia. Kiedy przyjechałam, w budynku panowała jeszcze cisza, tylko w biurze ochrony siedział starszy mężczyzna, szeroko się uśmiechając. Gdy tylko podałam mu swoje nazwisko, sprawdził listę i skinął głową, wręczając mi przepustkę.

— Tak będzie, dopóki nie zostanie pani tutaj zatrudniona na stałe. Winda jest po prawej stronie i przyda się, aby się pani dostała na swoje piętro.

— Hm, a czy są tutaj jakieś schody?

— Są. Tylko to szóste piętro — poinformował mnie.

— Tak, wiem.

Zachichotał.

— Czyli jest pani jedną z tych fit kobiet, prawda?

Ulżyło mi, że wpadł na ten pomysł.

— Tak. To świetne ćwiczenie.

— Koniec korytarza. Żeby wejść, należy użyć przepustki.

— Świetnie.

Wspięłam się po schodach, mając w duchu nadzieję, że Jaxson nie będzie miał zbyt wielu spraw do załatwienia na parterze. Weszłam na korytarz i skierowałam się do jego biura. Nie byłam szczególnie zdziwiona tym, że drzwi były otwarte. Odkładając torbę, słyszałam, jak porusza się w swoim gabinecie. Zauważyłam też nowe biurko i krzesło w zewnętrznym pokoju. Zatrzymałam się w drzwiach, przez chwilę obserwując go w ciszy. Przeglądał plik dokumentów, mówiąc coś pod nosem. W ręku trzymał kubek kawy na wynos. Jeszcze parowała, gdy podnosił ją do pełnych ust i popijał. Naprawdę, nie dało się nie zauważyć, jaki był przystojny. W świetle promieni porannego słońca okalających go z tyłu jego sylwetka wydawała się wręcz imponująca. Wysoki i szeroki w ramionach, stał tam wyprostowany, mocno skupiony. Miał na sobie grafitowy garnitur i śnieżnobiałą koszulę, świetnie prezentującą się na ciemnym tle. Jedynym kolorowym akcentem na jego imponującej klatce piersiowej był krawat we fioletowe, szare i czarne paski. Gdy tak studiował dokumenty, marszczył lekko czoło, a włosy lśniły mu w słońcu. Dołek na jego brodzie był naprawdę głęboki, azaskoczył mnie nagły i przypadkowy pomysł zanurzenia tam języka. Potrząsnęłam głową, żeby szybko odrzucić od siebie tę przedziwną myśl, i podniosłam rękę, aby zapukać do drzwi.

Podniósł wzrok i oboje zamarliśmy. Nasze oczy się spotkały — jego intensywny błękit z moim delikatniejszym odcieniem. Poczułam w powietrzu nagłą zmianę aury. Stała się ostra, gęsta, potężna. Tak jakby cały świat przestał istnieć i zostaliśmy tylko on i ja. Moje serce przyspieszyło, a oddech się zatrzymał. Zamrugał, przechylając głowę, jakby chciał mi się przyjrzeć.

Potem cofnął się i przemówił obojętnym głosem:

— Pani VanRyan. Dzień dobry.

Byłam zaskoczona nagłą zmianą nastroju. Na szczęście odzyskałam głos.

— Panie Richards.

— Jest pani dość wcześnie.

— Nie chciałam się spóźnić.

— Nie słyszałem windy.

— Och, tak. Weszłam po schodach.

Spuścił wzrok i zaczął przyglądać się moim stopom w butach na niskim obcasie, który preferuję. Jego oczy leniwie przesuwały się po moich nogach powłóczystym spojrzeniem. Poczułam gulę w gardle, gdy nagle zaczęłam cała drżeć. Czułam się tak, jakby dotykał mnie wzrokiem, torując sobie drogę w górę mojego ciała. Mocniej przytrzymałam się framugi drzwi, czując, jak przeszył mnie subtelny dreszcz. Tego ranka ubrałam się niezwykle starannie. Miałam na sobie prostą bluzkę w kolorze królewskiego błękitu i spódnicę do kolan w kontrafałdy. Gdy szłam, pięknie się poruszały i bardzo mi się to podobało. W skrócie, byłam ubrana profesjonalnie, ale bardzo ładnie. Włosy miałam upięte, a jedyną biżuterią, którą miałam na sobie, była para kolczyków. To prezent od rodziców na ukończenie szkoły. Proste perły z jedynie drobnym diamentowym akcentem. Moje ulubione i często je nosiłam. Miałam nadzieję zrobić dobre wrażenie.

Nic nie powiedział, podniósł kubek z kawą do ust i popił aromatyczny płyn.

Nasze oczy znów się spotkały i mogłabym przysiąc, że zauważyłam cień uśmiechu na jego ustach, gdy przełykał.

Przeszedł przez pokój do biurka, rzucając tam stertę akt, a pusty kubek po kawie do kosza na śmieci. Odchrząknął, a gdy się odezwał, jego głos był już przyjemniejszy.

— Uważaj, stawiając trzeci krok na dole. Obszycie zwykle się tam zawija i unosi. Nie chciałbym, żebyś się potknęła.

— Zanotowano — odpowiedziałam niemalże bez tchu.

Uniósł rękę, wskazując, żebym usiadła. Szybkim ruchem podciągnął rękaw i zauważyłam na jego nadgarstku ciężki srebrny zegarek, który odbijał światło słoneczne.

— Proszę usiąść, pani VanRyan. Mamy mnóstwo pracy.

***

Trzydzieści minut później moja głowa dosłownie parowała. W jednej chwili, gdy tylko usiadłam, głos pana Richardsa znów się zmienił i powiało znajomym chłodem. Określił szczegółowo swoje oczekiwania, opowiedział o prowadzonych przez siebie sprawach, a także poinformował, że biurko, które wcześniej zauważyłam, jest moje.

— Będzie pani dzielić pokój z moim asystentem, Michaelem.

— W porządku.

— Nie było go podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Będzie się pani mogła przedstawić, gdy tylko się pojawi. Zaprowadzi panią do działu kadr i wszystko pokaże.

— Dobrze.

— Będę wymagał od ciebie ciężkiej i wytężonej pracy, pani VanRyan. Mam wysokie wymagania. Poprzedniego studenta znosiłem tutaj przez miesiąc i poprosiłem o przeniesienie. Mam nadzieję, że pani pójdzie lepiej.

Spojrzałam mu w oczy. Jego wzrok był intensywny i poważny, bez śladu wcześniejszego ciepła. Może to sobie zresztą wymyśliłam. Wyprostowałam ramiona, nie chcąc mu pokazać, jak bardzo byłam zdenerwowana.

— Tak — odpowiedziałam stanowczo.

— Skąd ta pewność? — zapytał, przechylając głowę i bacznie mi się przyglądając.

Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który zagościł na moich ustach.

— Ponieważ, jak powiedziałaby moja mama, jestem nieodrodną córką swego ojca. Zatem jestem znana ze swej wytrwałości.

Uniósł brwi, ale milczał.

— Mam zamiar dać z siebie wszystko, panie Richards. Chcę to robić. Nauczyć się jak najwięcej. Nie boję się ciężkiej pracy. Nie uzyskałabymocen,któreotrzymałam,próżnując.Będędrążyćizgłębiaćtemat, aż właściwie wykonam zadanie. — Przerwałam na chwilę. — I będę to robić nie dla pańskiej satysfakcji, ale dla swojej. I gwarantuję panu, że bez względu na to, jakie są pańskie standardy, moje są równie wysokie, jeśli nie wyższe.

Wyglądał na zdziwionego moimi słowami, a po chwili skinął głową, jakby zadowolony. Wręczył mi plik akt.

— Proszę się z nimi zapoznać, dopóki nie dotrze Michael. Jeśli chce pani kawy, kuchnia jest na końcu korytarza.

— Pan też chce?

Potrząsnął głową.

— Nie jest pani moją dziewczyną na posyłki. Nie trzeba mi przynosić kawy.

— Byłam po prostu miła. Nie zamierzam się panu podlizywać.

Zaśmiał się.

— Okej, pani VanRyan. Kawa jest mile widziana.

— Ale dlaczego „pani VanRyan” i „pan Richards”? — zapytałam szybciej, niż zdołałam się zastanowić, co wygaduję. — Przecież mówił już pan do mnie „Grace”, gdy się poznaliśmy.

— Ustalam granice.

— Czy Michael zwraca się do pana „panie Richards”?

— On się sprawdził — stwierdził, tylko potwierdzając moje przypuszczenia.

— Czyli muszę na to sobie zasłużyć?

Jego twarz na chwilę pociemniała.

— Tak.

— Zatem nie mogę się doczekać wyzwania.

Odeszłam i usiadłam przy małym biurku w rogu. Nie było na nim nic z wyjątkiem lampy i kubka z długopisami. Odłożyłam akta i podnosząc wzrok, spotkałam spojrzenie mojego nowego szefa. Biurko zostało ustawione w taki sposób, żeby mógł mnie widzieć, gdy tylko drzwi były otwarte. Będzie mógł mnie obserwować.

Poszłam po kawę, potrzebując chwili oddechu. Jaxson, pan Richards, jakkolwiek chciał, aby go nazywać, zbił mnie z tropu i spowodował, że byłam roztrzęsiona. Był zupełnie nieprzewidywalny, ajego zachowania skrajne. Raz ciepły i ujmujący, a po chwili tylko uprzejmy nieznajomy, dający mi jasno odczuć, że nie jestem nikim ważnym. Miałam mieszane uczucia. Jednak nie było innego wyjścia i musiałam się do tego przyzwyczaić. Nie zamierzałam się poddać, a wręcz przeciwnie — miałam zamiar udowodnić jemu i każdemu innemu, kto kwestionuje moją wartość, że się myli. Grace VanRyan nie boi się wyzwań i się nie cofa. Nigdy w życiu i przed niczym. Właśnie tego ojciec uczył mnie przez całe życie.

Nawet przed niebieskimi oczami mężczyzny, który zasiał taki zamęt w moim umyśle i powodował, że moje serce dziwnie się zachowywało.

Ale panuję nad tym.

***

Kiedy wróciłam do biura, Michael już siedział przy swoim biurku. Był mniej więcej w moim wieku, wysoki, szczupły, z zaczesanymi do tyłu blond włosami i twarzą rozpromienioną szerokim uśmiechem. Był naprawdę przystojnym mężczyzną. Świetnie ubranym, a sądząc po jego stanowisku pracy, również schludnym i zorganizowanym. Miał też ciepłe orzechowe oczy, mocny uścisk dłoni i przyjazny głos.

— Grace, jestem Michael. Bardzo się cieszę, że będziemy razem pracować.

Uścisnęłam jego dłoń, odpowiadając na okazane mi ciepło.

— Ja również, Michael. — Zerknęłam na zamknięte drzwi, a potem z powrotem na niego. — Czy możemy sobie mówić po imieniu?

Uśmiechnął się figlarnie.

— O, czyli już przeszłaś etap z panem Richardsem i gadkami typu „Musisz sobie zasłużyć, aby mówić mi Jaxson”?

Potaknęłam.

Pochylił się do mnie.

— Jest jak stary niedźwiedź. Czasem zrzędliwy i upierdliwy, ale to tylko pozory. To porządny facet, a ty po prostu rób swoje.

Drzwi otworzyły się i wyszedł przez nie Jaxson. Zatrzymał się, gdy tylko nas zobaczył. Zmarszczył brwi, widząc nas szepczących blisko siebie.

— Już przerwa na kawę?

— Nawet jeszcze do tego nie doszliśmy — odpowiedział lekko Michael.

— Nie ma teraz na to czasu, Michael. Mam dzisiaj okropnie pracowity dzień. Potrzebuję pani VanRyan dosłownie na wczoraj.

— Mam tego świadomość. W końcu prowadzę twój kalendarz. Tylko witałem Grace w naszym biurze — prychnął. — Ktoś tu musi być miły.

Jaxson spojrzał tylko na mnie gniewnie i wręczył mi stos akt.

— Zapoznaj się z tymi sprawami i omówimy je po obiedzie — powiedział, a następnie spojrzał na Michaela. — Pokaż jej wszystko. Upewnij się, że jej harmonogram pozwala też na naukę. Zabierz ją do kadr i wszystko ureguluj. Dział IT powinien przygotować jej laptop. Zajmij się tym. Potrzebuję więcej informacji o Drake’s Manufacturing. Akta są niekompletne.

— Ja mogę się tym zająć. Jestem świetna w wyszukiwaniu informacji — wtrąciłam się.

Niebieskie oczy Jaxsona przeszyły mnie.

— Świetnie. Potrzebuję to na dziś — powiedział i znów spojrzał na Michaela. — Załatw jej komputer. Jak najszybciej.

— Jeśli nie ma komputera na moim biurku, to jestem pewna, że wbibliotece znajdę wolny, z którego mogę skorzystać. To żaden problem. Mogę pracować wszędzie.

Jaxson obrócił się na pięcie, zatrzymując przy drzwiach.

— Poproszę o kawę, Michael — powiedział, po czym spojrzał na mnie. — Przeciwnie, to jest problem. Chcę, żeby siedziała pani przy tym biurku, a nie w bibliotece. — Przerwał na chwilę. — I proszę nie używać telefonu komórkowego w biurze. Chyba że podczas przerwy.

Zniknął, a mnie znowu wymknęło się, zanim zdążyłam się powstrzymać.

— Przy tym biurku, aby mógł mnie obserwować i sprawdzać, czy nie łamię zasad — mruknęłam. — Jezu.

Jego głowa ponownie pojawiła się w drzwiach.

— Tak. Na zaufanie trzeba sobie zasłużyć, pani VanRyan. Nie ma nic za darmo.

Poczułam rumieńce na policzkach, ale nie mogłam się już wycofać.

— Tak samo jest z szacunkiem, panie Richards.

Uniósł brwi, jednak nic nie odpowiedział. Drzwi od jego gabinetu głośno się zamknęły, a ja spojrzałam na Michaela z grymasem zażenowania na twarzy.

— To byłoby na tyle w kwestii zrobienia dobrego wrażenia.

Roześmiał się.

— Dziewczyno, już cię kocham. Tylko nie mów tego mojemu mężowi. Brutal jest wielkim zazdrośnikiem. — Wskazał na zdjęcie wramce stojące na jego biurku, a ja próbowałam powstrzymać śmiech. Mąż Michaela był od niego niższy, nieco pucołowaty i miał najsłodszy wyraz twarzy, jaki kiedykolwiek miałam okazję oglądać. Był wpatrzony w Michaela jak w obrazek.

— Właśnie widzę.

Michael zachichotał.

— Okej, ruszajmy, zanim szef wróci i zrobi aferę. Zaprowadzę cię do działu kadr, a jemu kupię kawę i babeczki jagodowe. Codziennie rano zjada dwie. Cukier poprawia mu nastrój. Zwykle potem nie jest już taki zrzędliwy.

Zapamiętałam, ta informacja może się kiedyś przydać. Jak również to, że Jaxson Richards ma świetny słuch. Muszę to zapamiętać i zostawić swoje mądre monologi wewnętrzne dla siebie. Uśmiechnęłam się do Michaela. — Podobnie jak mój tata. Zawsze miał lepszy humor, gdy pochłonął z rana bajgla. Mama mówi, że wcześniej jest nie do zniesienia.

Michael uśmiechnął się, otwierając drzwi i puszczając mnie przodem.

— Masz doświadczenie w kontaktach z despotycznymi mężczyznami. To bardzo dobra umiejętność.

Odniosłam wrażenie, że miał rację.

Rozdział 3.

Grace

Wygładziłam włosy, wyprostowałam ramiona i zapukałam do drzwi Jaxsona. Przez cały dzień ciągle wchodził i wychodził, odbywał spotkania z klientami, wisiał na telefonie, nieustannie zajęty. Dostarczono mi komputer, wypełniłam stos dokumentów w dziale kadr, a resztę dnia spędziłam na wertowaniu akt leżących na moim biurku iprzekopaniu internetu w poszukiwaniu informacji dotyczących Drake’s Manufacturing.

— Wejść — zawołał.

Weszłam, zamykając za sobą drzwi. Nauczyłam się dzisiaj kilku rzeczy. Pan Richards był niezwykle zajętym facetem. Zajmował się nie tylko sprawami korporacyjnymi, ale też, dzięki znajomości z zakresu prawa autorskiego i znaków towarowych, był wręcz rozrywany. Sprawy, którymi się zajmował, były bardzo zróżnicowane i obszerne, zatem czasem konsultował się z innymi prawnikami z zespołu. Lubił przeprowadzać sprawy w określony sposób i dlatego nalegał, aby dokumentacja w aktach była prowadzona zgodnie z jego wytycznymi i specyfikacjami. Był skrupulatny i precyzyjny. Poważny i niedający się wyprowadzić z równowagi ani zbić z tropu. Wprawdzie po zjedzeniu ulubionych babeczek nastrój trochę mu się poprawiał, ale i tak był daleki od przyjaznego. Zachowywał dystans w stosunku do niektórych osób i był wręcz zimny dla pozostałych. Dużo mamrotał pod nosem. Miał niesamowicie dobry słuch i lubił, gdy drzwi do jego gabinetu były otwarte. No chyba że rozmawiał przez telefon z klientem. Często się krzywił, zwłaszcza przy kawie.

Jednak udało mi się dwa razy zobaczyć go z zupełnie innej strony. Usłyszałam, jak pytał o zdrowie córki Michaela, Abby, która była przeziębiona. Dopytywał, czy już czuje się lepiej. Dowiedziałam się, że wysłał jej pluszaka — którego uwielbia — aby rozjaśnić jej dzień. Wydawał się ucieszony, słysząc, że dziewczynka czuje się lepiej, i uradowany faktem, że jego prezent spotkał się z tak wielkim zachwytem. Innym razem przyniosłam stertę korespondencji, gdy on rozmawiał przez telefon. Mimo tego zerknął na mnie, gdy weszłam. Niepewna, czy nie przeszkadzam, zatrzymałam się w połowie drogi. Ale tylko machnął do mnie ręką.

— Śmiało, wyciszyłem telefon.

Niektóre z akt, które mi wcześniej przyniósł, położyłam na brzegu jego biurka. Ustosunkowałam się do jego wszystkich notatek i pytań, dodając kilka własnych przemyśleń, ponieważ doszłam do wniosku, iż jest człowiekiem, któremu spodoba się taka inicjatywa.

— Przepraszam, że przeszkadzam — powiedziałam cicho.

Uśmiechnął się, nagle wyglądając figlarnie.

— Nie ma sprawy. Będzie tak trąbił z godzinę o nowym przedsięwzięciu biznesowym. Robi tak co tydzień. — Wskazał na otwarte akta na swoim biurku. — Mogę w tym czasie się nieźle obrobić.

— I nie zorientuje się?

— Nie. Wtrącam co jakiś czas jakieś mądre „uhmm” lub jakieś komentarze, po czym pozwalam mu, aby sam sobie wyperswadował ten pomysł. Następnie on się rozłącza, a ja polecam Michaelowi wystawić mu rachunek. I wszyscy jesteśmy wygranymi.

Nie mogłam się powstrzymać, żeby się do niego nie uśmiechnąć. Wyglądał wręcz chłopięco, rozbawiony własnymi wybrykami. Odwzajemnił uśmiech i zaparło mi dech w piersiach. Był oszałamiająco przystojny z tym pogodnym wyrazem twarzy. Jego seksowna dziurka na brodzie pogłębiła się, a czoło wygładziło. Stopniał lód w oczach. Był odurzający, a ja chciałam się zatopić w tym uśmiechu. Zdając sobie sprawę z tego, co działo się w mojej głowie, musiałam szybko się odwrócić, zanim mógłby zdołać coś zauważyć i się wszystkiego domyślić. Na szczęście musiał teraz wtrącić swoje „uhmm”, więc nie zauważył zdenerwowania na mojej twarzy.

Teraz szłam do jego biurka niepewna, który mężczyzna mnie przywita. Tego popołudnia wyglądał bardziej swobodnie, miał luźno zawiązany krawat i marynarkę powieszoną na oparciu krzesła. Podwinięte rękawy koszuli odsłaniały umięśnione przedramiona, a końcówki włosów odbijały światło. Poza ciężkim zegarkiem na nadgarstku nie nosił innej biżuterii. Jego ręce były duże i męskie. Musiałam gdzieś odwrócić wzrok, bo z jakiegoś nieznanego powodu fascynowały mnie. Zauważyłam, że wyglądał na zmęczonego, ale jego oczy były spokojne, gdy mnie przywitał.

— Pani VanRyan.

Usiadłam i wręczyłam mu akta firmy Drake.

— Mam wszystkie informacje, których pan szukał.

— Wszystkie? — zapytał sceptycznie.

— Tak.

Przejrzał akta, powoli kiwając głową.

— Dobra robota.

— Dziękuję.

Popukał również w inne akta znajdujące się na biurku.

— Tutaj też nieźle. Widziałem notatki na temat konfliktu w aktach sprawy znaku towarowego Greyson. Bardzo celne.

— Dziękuję — powtórzyłam.

Zacisnął usta.

— Jak uprzejmie, kurtuazyjnie.

— Po prostu dostosowuję się do panującej tutaj atmosfery, proszę pana.

Na jego ustach pojawił się uśmieszek.

— Trochę przesadziłem dziś rano, prawda?

— Nie mam pojęcia. To mój pierwszy dzień tutaj. Być może tak pan przesadza codziennie. Na pewno jest pan zrzędliwy. — Szeroko otworzyłam oczy z przerażenia, gdy tylko zdałam sobie sprawę z tego, co powiedziałam. Zanim jednak zdołałam go przeprosić, zaśmiał się.

— A pani ma troszkę niewyparzony język, prawda?

— Zazwyczaj nie.

Po chwili zmienił temat.

— Czy Michael oprowadził panią? Czy papierkowa robota jest zrobiona? Firmowy telefon ogarnięty?

— Tak. — Machnęłam mu przepustką. — Teraz już jestem tutaj oficjalnie.

Dziwny grymas pojawił się na jego twarzy.

— Cóż, świetnie. — Postukał palcami w teczki leżące obok niego. — Niech pani trzyma tak dalej, a wszystko będzie dobrze.

— Nie próżnuję, panie Richards. Będę tutaj ciężko pracować.

Zacisnął usta, a po chwili je otworzył, żeby coś powiedzieć, jednak zrezygnował.

— Jestem pewien, że tak będzie. Dobrej nocy, pani VanRyan.

Mój czas zdecydowanie dobiegł końca. Wstałam, kierując się do wyjścia.

— Wzajemnie.

Wyszłam, zastanawiając się, dlaczego nienawidziłam tego protekcjonalnego traktowania.

***

Tydzień był szalony. Wszystkie dni miałam wypełnione po brzegi pracą. Przeprowadzałam badania, wykonywałam różne zadania zlecone przez pana Richardsa, brałam udział w spotkaniach i ślęczałam nad kontraktami. Byłam zafascynowana sposobem, w jaki pracował. Nienawidził jałowych rozmów, prowadzących donikąd. Ani rozmów o niczym. Był uprzejmy dla swoich klientów, jednak od razu przechodził do rzeczy. Dzięki temu spotkania były krótkie i bardzo owocne.

—Czas to pieniądz, pani VanRyan. A ja nie lubię marnowaćani jednego, ani drugiego.

Przy tym bardzo chętnie dzielił się swoją wiedzą. Wyczerpująco odpowiadał na moje pytania i nawet zmienił nieco swój rozkład dnia, abym mogła jak najwięcej się uczyć. Polegało to na tym, że każdego ranka znajdowałam na swoim biurku karteczkę z jakąś hipotetyczną sytuacją. Miałam cały dzień na przemyślenie wszystkiego i rozwiązanie tej kwestii, a pod koniec dnia, jeszcze przed wyjściem z biura, omawialiśmy to razem. Jeżeli się myliłam, nigdy nie tracił cierpliwości,azamiast tego cierpliwie wyjaśniał, gdzie popełniłam błąd. Kiedy z kolei miałam rację, jego pochwały były oszczędne, ale szczere.

— Świetnie.

— Doskonała dedukcja.

Raz czy dwa zasłużyłam na jeden z jego rzadkich uśmiechów. To sprawiło, że chciało mi się pracować jeszcze ciężej.

Pewnego dnia spóźniłsię i nie zostawił mi żadnej notatki. Zamiast tego wezwałmnie do swojego gabinetu.

— Zaproponowano mi zasiadanie w radziedyrektorów firmy zewnętrznej. Czy powinienem to rozważyć? — zapytał.

Zdałam sobiesprawę, że to była dzisiejsza lekcja. On chciał poznać mojąpierwszą intuicyjną odpowiedź — bez czasu na badania i przygotowywania.

Prawnicyczęsto byli proszeni o zasiadanie w różnych radach firm zewnętrznych.Rozmawiałam kiedyś na ten temat z Billem.

— Nie.

Uniósł brew,niemo prosząc mnie, abym kontynuowała. Poukładałam więc sobie skrupulatnie słowaw głowie, próbując udzielić jak najwłaściwszej odpowiedzi. Ponieważ Jaxson lubiłszczerość, zdecydowałam się właśniena nią.

— Przede wszystkim tojest ogromna odpowiedzialność, z którą wiąże siętylko kilka korzyści,o ile w ogóle pojawią się jakiekolwiek. Wymagająca ogromu pracyi bardzo czasochłonna. Dodatkowo dochodzą jeszcze kwestieprawne, spore niebezpieczeństwona pozew oraz kwestie związane z określeniem obowiązków i lojalności.To jest po prostu gra niewarta świeczki. Chybaże chodzio firmę, której jest się w stu procentach pewnym igotowym ponieśćwszelkie konsekwencje. W przeciwnym razie — to zwykły hazard.Szkodasobie szargać nerwy. To tylko podbudowanie własnego ego dlakaprysu, który ostatecznie będzie zwykłą stratą czasu. Szczerze mówiąc, niesądzę, aby miałpan na tyle cierpliwości, aby to wszystkoznosić. Szybko kazałby pan imspadać.

Przez chwilę nic nieodpowiedział. Widziałam, jak walczy z uśmiechem, a następnie pokiwał głową.

—Bardzo… elokwentnie, Grace. W samo sedno.

Poczułam, że się rumienię.

Wskazał na drzwi.

— Możesz odejść. Dobra robota.

Kiedy wychodziłam, poprosiłmnie, żebym zamknęła drzwi. Przysięgam, że słyszałam jego śmiech, gdydotarłam do mojego biurka.

Postanowiłam potraktować to jako moje małezwycięstwo.

Byłam tak zajęta, że nigdy nie miałam okazji wykorzystać przydzielonego mi przez firmę czasu na naukę. To była wielka zaleta pracy tutaj, i tak uczyłam się ogromnie dużo każdego dnia. Jaxson był świetnym nauczycielem. Jednak wiedziałam, że muszę się uczyć. W piątkowe popołudnie byłam na spotkaniu, w którym nie musiałam uczestniczyć. Michael z kolei pakował się, aby wyjść wcześniej do domu, ponieważ Abby miała umówioną wizytę na szczepienie.

— Larrysię rozsypał. Myślę, że płacze bardziej od niej — powiedział domnie. — Muszę tam być i podtrzymać ich oboje na duchu.

Zatrzymał się przy drzwiach.

— Jaxson już nie wróci. Takie spotkania ciągną się całe popołudnie. Też powinnaś się zbierać.

— Myślę, że wykorzystam ten czas na naukę.

— Och, świetny pomysł. Masz swoją przepustkę. Drzwi zamykają się o osiemnastej, więc miej ją przy sobie, jeśli wyjdziesz z pokoju.

— Dobrze.

Po jego wyjściu poszłam do biblioteki, żeby się pouczyć. To był wygodny pokój z kilkoma stołami i krzesłami oraz ogromną ilością światła. Rozłożyłam się z moim laptopem i zaczęłam naukę. Fakty, przypadki i ludzie całkowicie wypełniały moją głowę. Zapisałam kluczowe notatki, wypełniając stronę po stronie na moim tablecie, którego dostałam od taty. To mój najlepszy prezent. Zauważyłam, że zapisywanie sobie ważnych informacji bardzo ułatwiało mi ich zapamiętywanie, a tablet bardzo mi w tym pomagał. Pozwalał również na kopiowanie obrazków i zdjęć. Fantastyczna sprawa.

Nagle czyjeś odchrząknięcie oderwało mnie od nauki.

Spojrzałam w górę i zobaczyłam pana Richardsa stojącego przed stołem, przy którym się uczyłam.

— Pani VanRyan, co pani tutaj robi?

— Uczę się.

— Jest dwudziesta pierwsza w piątkowy wieczór.

Zamrugałam. Była już dwudziesta pierwsza? Czas tak szybko płynął. Spojrzałam na książki rozłożone wokół mnie. Licznik stron na moim tablecie. Zdecydowanie byłam bardzo zajęta.

Zmarszczył brwi.

— Czy nie wykorzystała pani czasu przeznaczonego na naukę w ciągu dnia?

— Uhm, nie.

Jeszcze bardziej zmarszczył czoło.

— Nie oczekuję, żeby zostawała pani po pracy i się uczyła. Na to jest czas w ciągu dnia. Proszę z niego korzystać.

— Po prostu byłam zbyt zajęta w tym tygodniu. A praca jest taka fascynująca. Tyle się tutaj uczę…

Przerwał mi.

— Mimo wszystko. Proszę wykorzystywać swój czas na naukę. Bez dyskusji. Rozumiemy się?

— Tak.

— Dlaczego pani się nie pakuje do domu?

— Zaraz to zrobię.

— Zakładam, że parkuje pani w garażu podziemnym? Jest już późno i zaczyna padać.

— Nie, nie. Jeżdżę autobusem, nie samochodem.

Widząc jego zszokowaną minę, pospieszyłam z wyjaśnieniem.

— To znaczy mam prawo jazdy i potrafię prowadzić samochód. Jednak nie tutaj, w Toronto jest zbyt wielki ruch. Wolę jeździć komunikacją miejską.

— A co z metrem?

Na samą myśl o tym miałam dreszcze.

— Nie. Nie lubię metra.

Przeszył mnie wzrokiem, jakby się zastanawiał, czy ma się odnieść do mojej uwagi, czy też nie.

— Dobrze, pani VanRyan. Proszę się spakować, odwiozę panią do domu.

— Och, nie, nie. Dam sobie radę. Pojadę autobusem.

— Jest późno i pada. Odwiozę panią — powiedział to tonem nieznoszącym sprzeciwu. Pochylił się nad krzesłem i zatrzasnął książki. — Wystarczająco już się pani napracowała. Proszę zabrać torebkę i płaszcz. Czekam przy windzie.

— Nie! — wykrzyknęłam, wstając tak szybko, że aż moje krzesło się przewróciło. — Naprawdę, proszę nie robić sobie kłopotu. Wezmę taksówkę.

— Odwiozę panią — wycedził przez zaciśnięte zęby. — Będzie pani całkowicie bezpieczna.

— Wiem o tym. Chodzi o to, że potrzebuję jeszcze kilku chwil inie chcę, aby pan czekał.

Wyglądał na skonsternowanego.

— Zatem poczekam w samochodzie w garażu i odpiszę na kilka wiadomości e-mail. Czy tak może być?

Odpuściłam.

— Dobrze. Dziękuję. I doceniam to.

Wyszedł, a ja szybko odłożyłam książki i zabrałam płaszcz i torebkę z biura. Zbiegłam po schodach i z łatwością dostrzegłam jego samochód, ponieważ był jedynym jeszcze stojącym na prywatnym parkingu. Eleganckie i seksowne czarne audi tylko cicho mruczało. Kiedy podeszłam i zapukałam w okno, zanim wsiadłam, Jaxson siedział za kierownicą z nosem utkwionym w telefonie.

Zmarszczył brwi, gdy zapinałam pasy.

— Nie widziałem, kiedy wychodziła pani z windy.

— Och, tak, ponieważ zeszłam po schodach. Po całym dniu za biurkiem musiałam rozprostować nogi.

Poczułam tylko jego ukradkowe spojrzenie, ale niczego więcej już nie powiedziałam i na szczęście odpuścił.

— Dokąd jedziemy? — zapytał.

— Ulica Jamison.

— Od St. Clair?

— Tak.

— Moje dawne tereny.

— Naprawdę?

— Mieszkałem w Coventry.

— O tak. To tylko kilka ulic dalej.

Przez moment jechaliśmy w milczeniu, a ja delektowałam się jazdą tym samochodem. Skórzane fotele były mięciutkie, a muzyka delikatnie sącząca się w tle uspakajała. Samochód pachniał jak Jaxson — ciepły, bogaty, charakterystyczny. Lubiłam ten zapach.

A potem zaburczało mi w brzuchu. Głośno i przeciągle.

Jaxson odwrócił się w moją stronę.

— Przepraszam — wymamrotałam zawstydzona.

— Nie jadłaś obiadu, prawda?

— Byłam zajęta.

— No to się nie dziwię. Nie da się przeżyć dnia na jabłku i kawałku sera zjedzonego podczas lunchu.

Odwróciłam się, gapiąc się na niego. Skądwiedział, co zjadłam na lunch?

Zanim zdążyłam zapytać, już skręcił kilka przecznic od mojego mieszkania.

— Czy zna pani Rocking Ramen?

— Przechodziłam czasem obok.

— Lubi pani zupę? Kluski?

— Tak.

Zatrzymał się obok małego budynku.

— To świetne miejsce. Było i ciągle jest moją ulubioną knajpką. — Wyłączył silnik i odpiął pasy.

— Co pan robi?

— Nakarmię cię.

— Ale to zupełnie zbędne! Zjem w domu.

— Nie. Zjemy tutaj.

— Czy to rozsądne?

Spojrzał na mnie i uniósł brwi.

— Idziemy tylko na zupę, Grace. Nie proponuję ci przecież igraszek.

Oblałam się rumieńcem po tych słowach, a mała część mnie zaprotestowała. Pomyślałam sobie, że igraszki byłyby bardziej satysfakcjonujące. Pokręciłam głową.

— To teraz jestem Grace?

— Nie możemy jeść posiłku i mówić sobie per pan, pani. Poza tym zasłużyłaś sobie. A teraz wysiadaj z samochodu. Umieram z głodu.

Po tych słowach wysiadł i zamknął drzwi. Nie miałam wyboru, musiałam zrobić to samo.

Rozdział 4.

Grace

Nie ulegało wątpliwości, że pan Richards — lub też Jaxson, jak teraz wolno było mi do niego mówić — doskonale wiedział, co lubi, i uwielbia decydować o wszystkim. Gdy weszliśmy do prawie pustej restauracji, wskazał mi stolik w rogu i polecił tam usiąść. Sam poszedł złożyć zamówienie. Wrócił do stolika, niosąc dwa piwa Tsingtao oraz butelkę wody. Usiadł, wskazując na zimne napoje.

— Nie byłem pewny, czy lubisz Tsingtao.

— Lubię.

Przesunął butelkę w moją stronę i podniósł własną, czekając, aż zrobię to samo. Stuknęliśmy się szyjkami, a następnie podniósł napój do ust i zaczerpnął porządnego łyka. Musiałam odwrócić wzrok. Jak on to robił, że nawet popijając piwo, wyglądał tak seksownie?

Również wzięłam do ust łyk zimnego napoju, który wręcz zmroził moje gardło. Zamruczałam z uznaniem.

— Zamówiłem dużą zupę popisową i kilka sajgonek.

— Popisową?

Zaśmiał się.

— Jest fenomenalna. Robią tu własny makaron ramen i dodają do boskiego bulionu. A później dorzucają jeszcze warzywa oraz posypują chrupiącym kurczakiem i wieprzowiną.

— Brzmi pysznie.

— Bo takie jest.

Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, popijając piwo i się relaksując. Później pojawiła się parująca i aromatyczna zupa. Obok postawiono talerz sajgonek, a przed nami mniejsze miseczki.

Odetchnęłam głęboko i nagle poczułam głód. Jaxson podniósł moją miskę i nałożył mi konkretną porcję, dodając mięso i warzywa.

— Jedz — polecił.

Nie protestowałam. Rosół był esencjonalny i aromatyczny, a sajgonki z pikantnym sosem do maczania — smaczne i chrupiące. Kurczak rozpływał mi się w ustach przy każdym kęsie, a ja wydawałam ciche jęki zadowolenia, doceniając niepowtarzalny smak tego prostego dania. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Jaxsona wpatrującego się we mnie z pałeczkami zastygniętymi w połowie drogi do jego ust.

— Co takiego?

— Rozumiem, że ci smakuje?

— Tak.

— Przypomniało mi to pewną scenę z filmu Kiedy Harry poznałSally.

Przez chwilę byłam nieco zdezorientowana, po czym przypomniałam sobie ten fragment filmu, gdy Meg Ryan udawała orgazm w restauracji. Wybuchnęłam śmiechem, a Jaxson mrugnął i dołączył do mnie.

— No może nie aż tak dobre. Blisko, ale nie aż tak.

Uniósł brwi.

— Rozumiem.

Zmieniłam temat.

— Jak było na spotkaniu?

Wzruszył ramionami, wciągając trochę makaronu. Przeżuwał ipołykał, wycierając usta.

— Nudy. Raz w miesiącu mamy takie spotkanie, mające na celu integrowanie zespołu. Chodzę tam, ponieważ się tego ode mnie oczekuje.

— Nie lubisz tych spotkań?

Wypił większy łyk piwa i bacznie mi się przyjrzał.

— Szczerze mówiąc, Grace, zazwyczaj nie jestem zbyt towarzyską osobą ani łatwo nawiązującą kontakty.

Próbowałam ukryć uśmiech i poległam.

— Z wszystkimi ludźmi czy tylko z prawnikami?

— Wszystkimi.

— Nawet przyjaciółmi?

Wzruszył ramionami.

— W towarzystwie robię za dupka.

— Och.

Zaśmiał się ponuro.

— Żartowałem — jego głos się obniżył. — Nie mam zbyt wielu prawdziwych przyjaciół.

Tylko zamrugałam. Z tonu jego głosu wiedziałam, że mówi poważnie.

— A rodzina?

Jego twarz pociemniała.

— Nie posiadam.

— Och.

Zapadła nieprzyjemna cisza i wiedziałam, że poruszyłam bardzo czułą strunę, bardzo osobistą.

— Czyli nie chcesz trzymać nawet z innymi prawnikami? Nie podoba ci się kwestia budowania wzajemnego zaufania?

Parsknął.

— Nie mógłbym zaufać żadnemu z nich. I nie mam potrzeby znikim trzymać, jak to ujęłaś.

— Czy to z powodu stanowiska, które zajmujesz? Myślę, że zależałoby ci na partnerze.

Pokręcił głową.