Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 90 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Moja firma portretowa - Hanna Bakuła

Ta unikalna książka o portretach, rysowaniu, pozowaniu, rozmowach z modelami, których od lat rysuje Hanna Bakuła, pełna jest humoru i anegdot oraz zabarwionych dużą dozą sympatii opisów portretowanych postaci. Artystka maluje tylko tych, których zna i lubi lub obce osoby, które jej się podobają. Tworzone przez nią portrety – kolorowe, charakterystyczne, w dużej mierze psychologiczne – można zobaczyć na całym świecie. Żyją swoim życiem i wędrują z właścicielami.

Lata temu, w setną rocznicę urodzin Mistrza, media nazwały Hannę Bakułę „Witkacym w spódnicy” i tak już zostało. Ich prace łączy wiele, choć portrety Hanny Bakuły są bardziej malarskie i zawierają fowistyczną nutę. Jest w nich wiele emocji. Witkacy jest bardziej monochromatyczny, modernistyczny. Ale na pewno tę dwójkę artystów łączy to, że są piszącymi malarzami, co nie zdarza się często.

Książka jest opisem osób i ich portretów, rysowanych pastelami w różnym czasie i różnych miejscach. Niniejszy tom, nazwany „pierwszym kręgiem”, to portrety osób z bliskiego otoczenia artystki. Liczne teksty do tego zbioru były od dawna gotowe. Wiele ważnych reprodukcji przepadło w czasie przeprowadzek i wraz z ukradzionymi komputerami. Ale przybywa nowych portretów i autoportretów autorki, które ona sama ceni najbardziej.

Opinie o ebooku Moja firma portretowa - Hanna Bakuła

Fragment ebooka Moja firma portretowa - Hanna Bakuła

Redakcja: JOANNA GRZEŚKOWIAK-STEPOWICZ
Korekta: ANNA MARIA THOR
Okładka, skład i łamanie: MACIEJ SZYMANOWICZ
Redaktor prowadząca: MAŁGORZATA ZEMSTA
Redaktor techniczny: MARIUSZ TELER
Tekst i ilustracje © 2013 Hanna Bakuła Copyright: © 2013 G+J Gruner+Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie, w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
Wydanie I elektroniczne
Warszawa 2013
ISBN 978-83-7778-567-6
G+J Gruner+Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa ul. Marynarska 15, 02-674 Warszawa Dział handlowy: tel. (48 22) 360 38 38, 360 38 42; fax (48 22) 360 38 49www.gjksiazki.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Kania Polska, 15 lipca 2013

O konstrukcji książki

Jest to książka napisana przez osobę kontrowersyjną, tak mam na wizytówce. Jestem dyplomowaną artystką malarką, graficzką, kostiumologiem, dziennikarką i pisarką. Uważam, że to upoważnia mnie do robienia lekkiego bałaganu konstrukcyjnego.

Portretowałam osoby, które dobrze znałam, ale są setki modeli, z którymi spędziłam jednorazowo cztery godziny, nic o nich nie wiedząc, kiedy przychodzili, a wiedząc wszystko, kiedy wychodzili. Modele są gadatliwi i z radości, że pozują, zapominają, że ja pracuję. Przypomina to seans u psychoanalityka. Ktoś uważnie się nam przygląda, mówi, jak wyglądamy, pyta. Model czuje, że jest teraz najważniejszy dla artysty i nagle pęka tama. Zmienia się sytuacja. Jest oswojony, przyjmuje moje wskazówki, współpracuje i staje się sobą. Ponieważ robię portrety psychologiczne, bardzo ważne jest, żeby niczego nie udawał i udawać przestaje.

Agata Młynarska z Autorką

Malowałam, a głównie rysowałam, osoby ważne, utalentowane, uznane, przyjaciółki i przyjaciół, o których wiedziałam wszystko. Zwykle były to magiczne seanse. Nadlatywała muza i siadała na moim ramieniu, to od jej wskazówek zależał rezultat. Historyjki o portretach będą swego rodzaju wspomnieniami tych niezwykłych, magicznych chwil.

Moja Firma Portretowa

Powstała, kiedy miałam osiem lat i po raz pierwszy dostałam zamówienie na portret. Pani Maruszek kazała się dzieciom narysować. Było co. Dla mnie raj. Wielki nos, ogromny skudlony, kasztanowy kok, długa twarz, szare oczy pod krzaczastymi brwiami starego bacy, usta wąskie, wyraźne. Pamiętam ją dokładnie, bo starałam się wszystko zatrzymać w oczach, aby popracować w domu. Siadłam od razu. Za oknem wrzesień gubił kasztany, a ja do pracy. Rodzina była zdumiona, bo nie chciałam iść na rower. Format A4, papier z bloku rysunkowego. Kredki czeskie Koh-i-noor. Duży komplet, sztuk 72, w tym biała, co było rzadkością. Prezent gwiazdkowy. Najpierw rysunek ołówkiem miękkim HB, potem kolorowanie. Trwało krótko, bo mi się pani podobała. Wyszedł bardzo ładny koń. Uczesanie w płomienny kok wcale nie psuło efektu. Pani Maruszek była tak podobna, że rodzina pokładała się ze śmiechu i dostałam dodatkową porcję odsmażanego makaronu.

Następnego dnia w szkole była wystawa. Każdy kładł na pulpicie swój rysunek, a zadowolona pani cmokała z zachwytu jak woźnica, bo głównie występowała jako królewna albo wróżka.

O ile ktoś miał mniejszy talent, była szczupłą złotowłosą Brigitte Bardot albo Łowiczanką (była też wersja krakowska). Wokół niej fruwały motyle i inne świństwa, z patykowatych rąk zwisały banalne miotełki kwiatów. Na żadnym rysunku nie była podobna. Polacy nie mają drygu do malowania. W mojej rodzinie, choć trochę, rysowali wszyscy, poza babcią i tatusiem wojskowym.

Autoportret z whisky

Zwykle siedziałam w ostatniej ławce pod oknem. Zadowolona nauczycielka stanęła koło mnie i zawyła. Byłam zdumiona, portret jak ulał, kolory wesołe, pani ładna, moja rodzina zachwycona, bo dorysowałam kilka sznurów korali, po niedawnym pobycie w Sali Kongresowej na występach zespołu Mazowsze, gdzie chwilowo postanowiłam zostać tancerką i zażądałam korali na imieniny.

Pani złapała rysunek, pofrunęła pod tablicę, podniosła go i zapytała klasę, czy jest podobna.

– Tiaaak – wrzasnęły małe nutrie, które myślały, że właśnie o to jej chodzi, a nie chodziło.

Pani pogrążała się jak tonący w gliniankach.

– A co mam podobnego? – zapytała sina. Kokzaskrzypiał złowrogo.

Tu nastąpił dwugłos. Połowa piszczała: „Bu-uuzię!!!”, a druga połowa: „Nooos!!!”.

A ja stałam spokojnie jak Matejko na wernisażu Bitwy pod Grunwaldem.

Dopiero po chwili zrozumiałam, że jestem artystą niedocenionym, miałam jutro przyjść z mamusią. Wróciłam do domu smutna jak van Gogh, który nie mógł nic sprzedać, więc obciął sobie ucho. Takie rzeczy wiedziałam od dorosłych i uwielbiałam słuchać o kłopotach artystów, przeczuwając swoje. Gdy opowiedziałam o mojej porażce przy obiedzie, wszyscy bardzo się śmiali i twierdzili, że portret jest wspaniały pomimo drobnych mankamentów technicznych. Mianowicie szyja nie wychodzi z żuchwy, tylko zaczyna się za uszami. Do teraz sobie to przypominam, gdy mam wątpliwości. Dostałam dokładkę makaronu.

Wezwaną do szkoły mamusię zastąpiła babcia, powiedziała twardo, że rysunek jest podobny, a tak naprawdę to jest mój pierwszy portret, nie licząc niedużej podobizny naszego wilczura Marsa. Poza tym idę na ASP, co postanowiła rodzina, gdy miałam cztery lata. Stąd moje studia artystyczne.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki