Wydawca: Poradnia K Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2016

Mój wróg, moja miłość. Pamiętnik dziewczyny z okupowanej Warszawy ebook

Hanka Zach  

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Mój wróg, moja miłość. Pamiętnik dziewczyny z okupowanej Warszawy - Hanka Zach

Historia pełnej życia nastoletniej dziewczyny, która mimo okupacji niemieckiej czerpie z życia pełnymi garściami.

 

Znaleziony przypadkiem w antykwariacie na Krakowskim Przedmieściu przez varsavianistę i historyka Krzysztofa Jaszczyńskiego dziennik jest niezwykłym dokumentem czasów II wojny światowej. Wraz z reżyserem filmowym Krzysztofem Langiem odkrył on autorkę dziennika, poszukując dziewczyny wśród dawnych  mieszkańców kamienicy na rogu Lwowskiej i Koszykowej w Warszawie.

 

Autorka zaczęła pisać pamiętnik 19 maja 1940 roku – wojna trwała wtedy dopiero od kilku miesięcy. Mieszkańcom Warszawy trudno było jeszcze przewidzieć, do czego będą zdolni okupanci. Wszyscy starali się żyć na tyle normalnie, na ile się da. Relacja nastolatki z tamtych dni znacznie różni się od znanych nam opisów lat późniejszych. Może to budzić zdziwienie.

 

Czytanie pamiętników Hanki Zach jest jak zajrzenie pod podszewkę historii. Znamy fakty, ich konsekwencje, najważniejsze wydarzenia, ludzi, którzy wywarli wpływ na historię. Ale znacznie rzadziej możemy dostać do ręki świadectwo zwykłego człowieka. A w tym przypadku -  inteligentnej, zbuntowanej i trzpiotowatej nastolatki.

Opinie o ebooku Mój wróg, moja miłość. Pamiętnik dziewczyny z okupowanej Warszawy - Hanka Zach

Fragment ebooka Mój wróg, moja miłość. Pamiętnik dziewczyny z okupowanej Warszawy - Hanka Zach

Redaktor ‌prowadzący: ‌BOGUSŁAWA KOTOWSKA
Opracowanie i redakcja: SYLWIA ‌CHUTNIK, KRZYSZTOF JASZCZYŃSKI
Tłumaczenie ‌fragmentów niemieckich: ‌BARBARA ‌JASZCZYŃSKA, ‌MAGDALENA MAJEWSKA
Komentarz ‌historyczny: dr DOBROCHNA ‌KAŁWA
Korekta: ‌TAMARA KSIĄŻCZAK-PRZYBYSZ, JOANNA MORAWSKA
Projekt ‌okładki i stron ‌tytułowych, opracowanie ‌graficzne ‌i typograficzne, łamanie ‌| manufaktu-ar.com
Copyright © for ‌this edition by Poradnia ‌K, 2016
Wydanie I, ‌Warszawa 2016
Wydawnictwo dołożyło ‌wszelkich ‌starań w celu ‌odnalezienia podmiotu ‌autorskich praw majątkowych. ‌Jeśli ‌jednak ‌znajdą się osoby, ‌którym ‌przysługują autorskie ‌prawa ‌majątkowe do utworu, prosimy ‌je ‌o nawiązanie kontaktu z wydawcą.
W książce zamieszczono ‌zdjęcia ze ‌zbiorów ‌Iwony Gorączki, Joanny ‌Zawadzkiej, Roberta Marcinkowskiego, ‌Krzysztofa Langa, ‌Narodowego Archiwum Cyfrowego, ‌Archiwum Państwowego ‌w Warszawie
ISBN 978-83-63960-68-1
Poradnia K sp. z o.o.ul. Wilcza 25 lok. 6, 00-544 Warszawae-mail: ‌poradniak@poradniak.plwww: ‌www.poradniak.plksięgarnia internetowa: sklep.poradniak.pl
Konwersja: eLitera ‌s.c.

Pamięci dr. Krzysztofa Jaszczyńskiego, ‌wybitnego ‌varsavianisty i historyka, dzięki ‌któremu mogliśmy ‌poznać tekst pamiętnika ‌Hanny Zach.

PAMIĘTNIK ‌HANKI,CZYLI ‌JAK TO SIĘ WSZYSTKO ‌ZACZĘŁO

Krzysztof Jaszczyński

„Panie Krzysztofie, mam ‌dla ‌pana ‌coś ciekawego” – usłyszałem ‌w telefonie głos ‌znajomego antykwariusza. Kilka godzin ‌później trzymałem w rękach stukartkowy ‌zeszyt ‌oprawiony w czerwoną skórkę, z wytłoczonym ‌złotymi ‌literami napisem „Pamiętnik”. ‌Nie jest to jedyny ‌oryginalny pamiętnik, ‌jaki trafił w moje ręce. ‌Tak się złożyło, że wszystkie one pochodziły z okresu okupacji niemieckiej w Warszawie. Pierwszy z nich,Dziennik czasu wojny Małgorzaty Hrebnickiej, to zapis okupacyjnej rzeczywistości widziany oczami żony i matki, której głównym zmartwieniem było zapewnienie normalnego bytowania swojej rodzinie. Kolejny, pamiętnik „Cezara”, dziewiętnastoletniego żołnierza AK – pisany od stycznia do czerwca 1944 roku – to, poza rejestracją przygotowań jego oddziału do Powstania, opis codziennego życia i rozterek młodego chłopaka. Wreszcie pamiętnik „Supera” – technika oddziału megafonowego – pisany w czasie Powstania Warszawskiego. Znakomitym uzupełnieniem tego zbioru są wspomnienia żołnierza AK „Wołłowicza”, spisane w październiku 1944 roku i zawierające bardzo dokładne informacje o działaniach w konspiracji i walce w czasie Powstania.

Pamiętnik Hanki (Haliny Zach) jest w tym zbiorze czymś wyjątkowym, a zarazem szokującym. To obraz okupacji widziany oczami nastolatki, jakże daleki od utrwalonego w naszej świadomości obrazu heroiczno-martyrologicznego. Pełne ludzi kawiarnie, kina, teatry i wydawałoby się normalne życie miasta, w którym niemieccy żołnierze są czymś naturalnym. To z nimi Hanka umawia się na randki, to młodziutki niemiecki żołnierz Günther jest jej pierwszą wielką miłością. Chociaż targają nią wątpliwości, czy „dobra Polka” powinna spotykać się z Niemcami, to jednak zawsze zwycięża jej, podkreślane kilkakrotnie w pamiętniku, credo: „Haneczko, jesteś młoda, tobie wszystko wolno”. Szokuje również stwierdzenie: „Jest mi wszystko jedno, kto wygra tę wojnę, ja jestem młoda i chcę się bawić, chcę żyć”.

Trudno jednak do końca potępiać Hankę. Lata 1941–1942 to przecież okres, gdy niemieckie podboje rozciągały się od Atlantyku po Ural i tylko wyjątkowi optymiści mogli spodziewać się rychłej klęski Hitlera. W wielu wspomnieniach można znaleźć opis tego czasu w Warszawie jako próby dostosowania się do okupacyjnych warunków na dłużej. Wszyscy próbują „jakoś żyć”, a ulice miasta zapełniają się „złotą młodzieżą” pogodzoną niejako z okupacyjną rzeczywistością.

Przełomem w świadomości warszawiaków (również Hanki) jest niewątpliwie jesień 1942 roku, a zwłaszcza początek 1943 roku, gdy niemiecki terror osiągnął niespotykaną dotąd skalę, a łapanki i publiczne egzekucje stały się głównymi sposobami zastraszania miasta. Wtedy też Hanka przestaje właściwie pisać pamiętnik, a karty brulionu zapełnia opowiadaniami i krótkimi scenkami, niebędącymi opisami otaczającej ją rzeczywistości czy bieżących zdarzeń, a oddającymi raczej jej stan ducha. Możliwe też, że zaprzestała pisania pamiętnika, bo po prostu brakowało jej czasu zajętego rozpoczętymi tajnymi studiami medycznymi. A może, jak by to sugerował jeden z ostatnich zapisów, wstąpiła do którejś z organizacji podziemnych i nie mogła się już tym, co robiła, dzielić z nami na kartach pamiętnika.

Żałuję, że pamiętnik przeleżał na mojej półce kilka lat, zanim, po spotkaniu z reżyserem Krzysztofem Langiem, postanowiłem poszukać jego autorki. Odnaleźliśmy jej dalekich krewnych, przez nich dotarliśmy do jej córki (a dzięki niej do jeszcze jednej, pierwszej części pamiętnika z roku 1940). Poznaliśmy powojenne losy Hanki.

Studia medyczne w Łodzi na wydziale stomatologii, nieudane pierwsze małżeństwo, wyjazd do NRD na kontrakt, spotkanie z Kurtem Wogeckiem i ponaddwudziestoletnie szczęśliwe małżeństwo. Wreszcie w lutym 2012 roku Krzysztof odwiedził z kamerą Hankę (Halinę Zach-Wogeck) w jej mieszkaniu w Dessau. Chętnie opowiadała o swoim dzieciństwie w Łomży, o powojennych losach i spełnionych młodzieńczych marzeniach: podróżach po świecie. Jednak na pytania o czas okupacji i zapisane w pamiętniku wydarzenia odpowiadała często: „Nie pamiętam”. Nie wiadomo, czy faktyczne wyrzuciła je z pamięci, czy też nie chciała się otworzyć przed obcą osobą i to do kamery. Nie zdołaliśmy zadać jej wielu pytań, nie było już następnego spotkania, bo uniemożliwiła je postępująca choroba 86-letniej autorki pamiętnika. Halina Zach-Wogeck zmarła w Dessau 1 października 2013 roku.

Nie udało się również ustalić, jak ten brulion trafił do obcej osoby, która sprzedała go później w antykwariacie. Nie odnaleźliśmy też zeszytu z zapiskami od czerwca 1940 roku do lipca 1941 roku. Halina Zach nie potrafiła powiedzieć, jaki był powojenny los jej brulionów, do których już więcej nie zaglądała. Nie pamiętała też, czy pisała pamiętnik w roku 1944.

Historycy zadają sobie pytanie, w jakim stopniu pamiętniki można traktować jako źródło historyczne. Jak bardzo pogłębiają one naszą wiedzę o czasach, w których były pisane. Jeśli pamiętnikarz był jedynym świadkiem jakiegoś wydarzenia, to na pewno jest to cenne źródło. Jego zapiski jednak są zwykle subiektywnym obrazem danego czasu, nieraz powielającym pogłoski czy plotki. Pamiętnik często stawał się powiernikiem, w którym zapisywane były wydarzenia, odczucia czy przemyślenia, którymi autor nie chciał się wtedy dzielić z innymi. Pamiętnik to często zapis stanu ducha piszącego, a nie rejestracja zdarzeń.

Halina Zach chciała się podzielić z kimś tym, co się z nią i wokół niej działo. I tym kimś był właśnie pamiętnik. Czytając wielokrotnie jej zapiski, zastanawiałem się, co z tego, co napisała, zdarzyło się naprawdę. Czy możemy wierzyć w porwanie do Niemiec? Czy przypadkiem niektóre miłosne podboje nie są jednak wytworem jej wyobraźni i próbą umiejętności literackich, tak jak chęcią pogłębiania znajomości języka jest pisanie części pamiętnika po niemiecku? Oczywiście zdecydowana większość jej zapisków to opis prawdziwych miejsc i wydarzeń.

Spytałem kilku znajomych, o czym jest pamiętnik Hanki. Odpowiedź była zawsze taka sama: o wolności. Tego Hanka pragnęła najbardziej i faktycznie o tym jest ten pamiętnik. Jest jednak zarazem ciekawym obrazem okupacyjnej Warszawy, tak różnym od obrazu, do którego zostaliśmy przyzwyczajeni.

HANIA, TO NIE WYPADA

Sylwia Chutnik

Dlaczego pamiętniki Hanki

Zdajemy sobie sprawę, że wydawanie pamiętnika nastoletniej Hanki Zach jest ryzykowne, i to z dwóch powodów. Pierwszy to odstawanie od dominującej w Polsce narracji o czasach wojennych jako okresie oporu wobec okupanta, i to oporu w każdej dziedzinie życia. Dotyczy on aktów sabotażu i nieposłuszeństwa, wywierania nacisku na opinię publiczną, podtrzymywania narodowej kultury i wreszcie jednomyślności w kontaktach prywatnych. Drugi powód ewentualnych kontrowersji to nasze wyobrażenie o życiu ludzi w okresie okupacji. Przeglądając wspomnienia, dzienniki, listy i inne formy dokumentów z tamtych lat, widzimy nieustającą troskę o losy kraju i bagatelizowanie trudów życia codziennego. Nigdy nie było równowagi między prozą powszedniości a romantycznymi zrywami, a w kontekście tragicznego finału wojennego wydaje się, że i współcześnie nie ma szans, aby ją przywrócić. Dość wspomnieć o pierwszych recenzjach najbardziej chyba znanego dzieła deheroizującego postawę mieszkańców stolicy w czasie drugiej wojny, czyliPamiętnika z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego. Autorowi wydanej w 1970 roku książki zarzucano postawę asekurancką, a wręcz tchórzostwo oraz pokazywanie fałszywego obrazu mieszkańców miasta. Inny tytuł natomiast, który jest już bardziej zbliżony do proponowanego przez nas tekstu, czyliDziennik Anne Frank, odbierany był jako jednoznaczne świadectwo nazistowskiego okrucieństwa. Narratorka, trzynastoletnia Holenderka żydowskiego pochodzenia, opisywała swoje życie w Amsterdamie pod hitlerowską okupacją. Pamiętnik pisała, ukrywając się z rodziną przez dwa lata, i często odnosiła się w nim do wewnętrznego świata wspomnień i przemyśleń. Podobnie jest i u Zach, która miesza realizm z wyobrażonymi przygodami, fragmentami lektury i poezji, co pozwala jej lepiej eksplorować swoją wrażliwość, rozwijać zdolności lingwistyczne oraz twórczo spędzać czas okupacji. Ale Hanka nie żyje w ukryciu – wręcz przeciwnie. Stara się chodzić po Warszawie możliwie swobodnie i korzystać z tego, co życie miejskie oferuje nastoletniej dziewczynie. Kawiarnie, wycieczki za miasto, tajna szkoła i spacery. Wszystko to sprawia, że stoją przed nią nowe możliwości i pokusy, którym, zważywszy na podejście do życia, ulega. Jedną z tych pokus jest flirtowanie z wrogiem.

Jak traktować takie zachowanie?

Jeśli przyjęlibyśmy definicje kolaboracji czy zdrady, to żadna z nich nie pasuje do zachowania Hanki. Historyk Jacek Andrzej Młynarczyk opisuje następujące formy kolaboracji w Generalnej Guberni[1]: na płaszczyźnie politycznej, paramilitarnej i militarnej, w instytucjach publicznych i administracji cywilnej, w sztuce i kulturze oraz indywidualne donosicielstwo. Za każdym razem chodzi tu o kolaborację określaną jako „współpraca z władzą okupacyjną, która wyraźnie godzi w interesy podbitej ludności lub podbitego państwa”[2]. W ramach takiego definiowania zachowanie naszej bohaterki stanowi inną kategorię. Wydaje się niewinne, tak jak niewinne są dziewczęce zaloty, ale zarazem wprawia nas w zakłopotanie, ponieważ łamie tabu nieutrzymywania żadnych kontaktów z okupantem. W pewnym sensie łamie przyjęty podział na kata i ofiarę, na najeźdźcę i najeżdżanego. Na Polaka i Niemca. Z drugiej strony jeszcze bardziej uwypukla te podziały poprzez niefrasobliwość opisu: Hanka brnie w kolejne zauroczenia niemieckimi pilotami, jednocześnie ganiąc się za takie zachowanie. Usprawiedliwia się młodością, która jest niezależna od wojny, czuje doskonale, że zachowuje się „niestosownie” w oczach rodaków i całkowicie w porządku wobec samej siebie. To rozdarcie kwituje stwierdzeniem: „Jestem przecież młoda”. A przecież tak samo mówili ludzie w jej wieku, którzy szli do Powstania w 1944 roku. Swoje wybory życiowe tłumaczyli właśnie młodym wiekiem i chęcią zmiany. Tę chęć czuła również Hanka, chociaż walczyło w niej na przemian poczucie niestosowności zachowania oraz fascynacja: mężczyznami i działaniem wbrew normom. Jak pisze przy okazji jednej z rozmów z Niemcami: „Byłam oburzona, a jednak śmiałam się w głos i nie ukrywałam mego humoru”.

Dziewczyńskość

Jak zauważa Catherine Driscoll w książce Girls. Feminine adolescence in popular culture and cultural theory[3] sama idea „dziewczyny” ma swoją specyfikę historyczną i jest zestawem kulturowych narracji zakorzenionych w historii. Autorka przygląda się zmieniającym się definicjom dojrzewania w nowoczesności, rozwija i interpretuje „wynalazek” kobiecej młodości poddanej dyskursowi publicznemu. Jednocześnie zwraca uwagę na instytucjonalizację norm względem dziewcząt w odniesieniu do takich określeń jak „normalna”, „histeryczna” czy „odmienna” (deviant). Analizując teorie psychoanalityczne, przedstawienia w literaturze i kulturze wiktoriańskiej, dochodzi do wniosku, że określenie: „dziewczyna” nie odnosi się do żadnej konkretnej grupy wiekowej, ale traktowane być powinno jako idea i element niedokończonego procesu rozwoju osobistego. Rozumieć więc można tę kategorię jako element procesu zmiany i stan nieukonstytuowanego światopoglądu. Koncepcja „dziewczyny”, w szczególności „dziewczyńskości”, jeszcze w fazie teoretycznej może sprawiać wrażenie pewnego rodzaju pułapki. Polegać ona może między innymi na infantylizmie wykluczającym, czyli przekonaniu społeczeństwa czy obszaru kulturowego, w którym żyjemy, że przekraczanie lub negowanie swojego wieku i nieprzykładanie do niego odpowiedniego zachowania czy wyglądu jest próbą podkreślenia swojej niedojrzałości i regresu. Rola wykluczająca tego procederu rozumiana być może jako wykluczenie osoby z pola wpływów społecznych. Skoro bowiem nie wiadomo, ile naprawdę ma lat i do jakiej kategorii ją przypisać, to lepiej zmarginalizować; odrzucić i pozbawić możliwości pełnej partycypacji w „teatrze życia codziennego”[4]. Jej rola jest przecież płynna, nieoczywista i sprzeczna z wcześniej rozdanym scenariuszem. Byłoby to więc samowykluczaniem się z dyskursu społecznego. Ale pozornie niefrasobliwe postępowanie, owe „dziewczyńskie wybryki” przynoszą nieoczekiwanie pozytywny skutek. Hankę Zach za, jak to określała „głupotę i szaleństwa za niektórymi aktorami” wyrzucono z gimnazjum w Łomży, gdzie przed wojną mieszkała jej rodzina. Pewnego razu zerwała bowiem fotosy z ukochanymi aktorami: Garym Cooperem i Shirley Temple z gabloty mieszczącej się w kinie. Dowiedział się o tym dyrektor szkoły i za karę kazał ją skreślić z listy uczniów. Jej rodzina postanowiła przeprowadzić się do Warszawy, a młoda Hanka trafiła do znanego gimnazjum imienia Narcyzy Żmichowskiej. Uważa potem, że to dzięki niej uratowała się cała rodzina, ponieważ resztę krewnych, którzy zostali w Łomży, wywieziono do Kazachstanu.

W filmie dokumentalnym Krzysztofa Langa poświęconym Hannie Zach na pytanie o to, dlaczego obraz okupacji w jej pamiętnikach jest tak odmienny od dotychczas znanych opowieści, autorka odpowiada, że to dzięki dobrobytowi w domu – ojciec jako były właściciel fabryki wyprzedawał części urządzeń i tym samym zdobywał fundusze na jedzenie i dość dobre życie w czasie wojny. Ale podkreśla również, że jej pamiętniki są tak beztroskie, bo nikt z jej bliskich nie zginął. Wychowywana w szczęśliwym i niegłodującym domu mogła skupiać się na tym, co chciała robić. Na byciu dziewczyną, której los kazał dojrzewać w czasie wojny.

I jeszcze osobiste refleksje

Jak postrzegam postać Hanki kreowaną w jej pamiętnikach? (Bo że nie zawsze trzymają się prawdy, to pewnik). Jako walczącą o swoje szczęście, coraz bardziej świadomą siebie i otaczającego ją świata osobę. Wyobrażam sobie, jak wstaje i mówi: „A właśnie, że będę szczęśliwa i żaden Hitler mi tego nie zabroni”. Hanka opisuje w pamiętniku swoje mniej lub bardziej wiarygodne przygody, jakby czas okupacji był jednym wielkim poligonem młodości. Z jej wszystkimi przywarami: lekkomyślnością, niekonsekwencją i szczęściem niezmąconym tak zwanymi obiektywnymi okolicznościami. Jakie to dziewczyńskie, szczere, witalne. Jakie to zarazem smutne, melancholijne: oto młoda Polka chwyta się desperacko każdej formy wizerunku typowej dla swojego wieku. Kolorowej, beztroskiej, prowadzonej na przekór.

Wbrew okupacyjnej atmosferze niepewności i stanu wojny – ludzie pragnęli żyć. Chciałoby się napisać: normalnie, ale nikt nie miał złudzeń, że będzie to raczej zabawa w zwykłe życie. Pewnego rodzaju odtwarzanie gestów, rytualne zapewnianie siebie, że się przecież żyje i ma swoje potrzeby. Potrzebę zjedzenia czegoś pysznego, pójścia na tańce, robienia psikusów i nieodpowiedniego zachowania. Tak po prostu, dla hecy i dla samych siebie. Żeby nie zwariować. Kiedy człowiek przestaje zauważać pojedyncze chwile i momenty, zaczyna pogrążać się w otchłani beznadziei. W czasie wojny dobrze było przyjąć jakąś strategię przetrwania, zastosować psychologiczną pułapkę, w którą samemu można było siebie złapać. Te wszystkie paradoksy szczęścia i resztek złudzeń budowały mosty, przez które można było ewakuować się z koszmaru Warszawy tamtych czasów. W czasie konfliktów zbrojnych każdy odgrywa z góry napisane role, ale przecież gdzieś ponad schematami walczy o przeżycie. Nie tylko fizyczne, nie tylko związane z myślą powtarzaną jak mantra: „nie zginąć, nie dać się zabić”. Chodzi również o psychiczne wytrzymanie okropieństwa okupacji i wojny, o zwykłą chęć korzystania z życia.

Hanka w swoim pamiętniku wciąż powtarzała: „Nie zapominaj, że jesteś młoda i masz prawo do zabawy i śmiechu”. I dalej: „Możesz się śmiać, gdyż tylko tobie to wypada. Możesz śpiewać, mimo że jest żałoba narodowa, bo kto ma szesnaście lat, to wszystko wypada”. Czy chodzi tu tylko o prawo do błędów młodości, czy raczej ludzkie prawo do czerpania radości z życia? Hanka nie chciała po prostu żyć, ona chciała z życia brać to, co w warunkach pokoju byłoby czymś naturalnym. Randkowanie, chodzenie do szkoły, drobne przyjemności wpisywane w czas wolny. Nie zgadzała się z tym, żeby ktoś za nią decydował, jak ma się zachowywać i co robić. Czy była lekkomyślna i naiwna? Cóż, miała prawo taka być i nikomu nic do tego.

Obżerała się więc Hanka ciastkami, które były dla niej jak słodka deklaracja niepodległości. Napcham się deserami na złość Hitlerowi. Umówię się z okupantem na złość Polakom. Na złość rodzicom i temu, co należy robić.

Kim w ogóle byli ci chłopcy, którzy chcieli z nią chodzić na spacery – nieludzkimi bestiami czy wcielonymi do armii młodziakami? Powiecie, że te dwa wcielenia wzajemnie się nie wykluczają. Ale lepiej niech się tacy żołnierze wałęsają po mieście, niż zajmują wypełnianiem rozkazów. Nie jest winą tych młodych ludzi, że ich najlepsze lata upływają w ogniu i strachu. Że się ich siłą wpycha w podziały narodowe i nienawiść. Trudno to przyjmować z pokorą, kiedy właśnie odkrywa się przyjemność życia.

Bo też czym jest ta pokora – czy to bezwolne godzenie się na cudze scenariusze, czy raczej pogodzenie z otaczającym nas światem? Zginając kark przed wielką historią, nie można zapominać o swoim człowieczeństwie. Oczywiście, potrzebni są nam bohaterowie, którzy z uśmiechem na ustach rzucą się na barykady. Ale równie potrzebni są ci, którzy będą próbować żyć po swojemu. Być na przekór powadze sytuacji. Hanka pisała o sobie i koleżance: „Siadłyśmy [...] na balkonie i rzucałyśmy na przechodniów papierki od zjedzonych krówek. Łobuzy”. Czasami dobrze przecież połobuzować, zaszaleć. Puścić oko do wroga i nie dać się złapać. Bo Hanka wojnę przeżyła. Nie wiemy właściwie nic o jej losach z czasów postępującego terroru okupantów w 1943 roku ani z czasów Powstania Warszawskiego. Dziewczyna przestała wtedy pisać pamiętnik, skupiła się na fikcji literackiej, trochę tak, jakby w nią uciekała i nawet jej – filuternej pannicy – nie wystarczało sił na „rzucanie na przechodniów papierków”. Jakby język realizmu wyczerpał się i nie odgrywał już opisującej roli. Należało więc sięgnąć do imaginacji. To przykry moment, o wiele bardziej przygnębiający niż szokujące randki. Bo wtedy widać, jak gaśnie młodość i wszelka nadzieja.

Ale słowo, które kończy pamiętnik Hanki brzmi: „Cudownie” i nie kojarzy się z wojną. Zgrzyta więc w zestawieniu z opisami coraz większej trwogi. Jakby na przekór okropieństwom dotyczy pięknego widoku promieni słońca prześwitujących przez gałęzie. Jest jak pocztówka z innego świata. Tego, w którym zawsze wszystko wygląda tak, jak powinno. Leśna droga. Dzięcioły na drzewach. Grzyby czekające na zebranie. Dziewczyna pragnąca śmiać się głośno i donośnie. Dla samej siebie i ku pokrzepieniu świata.

PAMIĘTNIK HANKI

ZESZYT PIERWSZY

Rok 1940

19 V niedziela

Bardzo mi szkoda, że nie mogę pisać mojego pamiętnika na ładnym papierze i w przyzwoitym notatniku, ale czasy są takie, że teraz nie bierze się takich drobiazgów pod uwagę. Dzisiejszy dzień niedzielny jest nudny i deszczowy i dlatego łatwiej jest zasiąść do pisania z lekkim sercem. Tak, dziś dzień ma atmosferę przygnębiającą – pada beznadziejny jesienny kapuśniak. Przez okno mego pokoju widać wyraźnie stan pogody.

Miałam na dzisiejszą niedzielę wiele wesołych i miłych planów, które przez niepogodę spełzły na niczym. Niestety często w życiu składa się inaczej, niż się z początku przypuszcza. Miałam jechać na Bielany do stryjenki Nowak. Przygotowałam walizkę z jedzeniem, bo teraz goście są miło widziani tylko z zapasami żywności. Przepadła dzisiejsza niedziela, jak i wiele innych minie mi niepomyślnie, zawsze do niedziel mam takie szczęście. Pocieszam się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mam doświadczenie, że to przysłowie szczególnie ma swoje głębokie zastosowanie w losach mego życia.

Teraz życie układa się wszystkim jednostajnie, toteż w moim pamiętniku nie będzie wielu urozmaiconych zdarzeń i wypadków smutnych i wesołych. Minęło życie beztroskie i lekkie w Łomży, teraz Warszawa, a chociaż pokochałam ją od razu i podoba mi się układ życia jej mieszkańców, to jednak przyniosła mi ona wiele zmian na gorsze. Przede wszystkim dręczy mnie niepewność wiadomości z „Zachodu”. Wiem dobrze tylko, że zmiany są bardzo duże i krwawe, ale jakie? Na to proste, godne głębokiego zastanowienia pytanie znajdują odpowiedź liczni mieszkańcy Warszawy w plotkach, przypuszczeniach i domysłach. Jednak teraz człowiek nauczył się nie wierzyć w nie, pomimo że chciwie i z napięciem oczekuje wiadomości, choćby nawet kłamliwej.

Tak, pogoda dzisiejsza jest dopasowana do całości ram polityki i jednostajności życia, ponura, chmurna i beznadziejna. Deszcz wzmógł się i większymi kroplami uderza o szyby pojedynczego okna mego pokoju. Jak smutno. Świat staje się coraz mniej widoczny, bo gęste krople osiadły na szybach i ściekając, zasłaniają widok na ulicę.

Mała Hania w stroju łowiczanki

Dziś po przebudzeniu się wiele myśli chodziło mi po głowie, miedzy innymi wspomnienia naszego domu i życia w Łomży przy ul. Polnej 3. Jak w rzeczywistości widziałam mój pokój i kaktusy na oknie, buduar i radio na mahoniowym stoliku (które teraz zostało oddane Niemcom), stołowy pokój z wielkim stołem, na którym stały zawsze nasze ulubione przysmaki. Przypomniało mi się, jak zawsze wychodząc na miasto, mamusia chowała klucz od zachowanka pod ten stół. Później sypialnia mamusi z czeczotowymi jasnymi meblami, a później nasz ukochany ogródek, w którym bawiłam się już gdy miałam 5 lat. Ławeczka biała, żelazna, na której w wiosenne dni wygrzewając się na słońcu czytałam z zapartym tchem książki. Tyle miłych wspomnień, które nie dadzą się wypisać z takim uczuciem i widzeniem (wdziękiem[5]), jak się je widzi w myśli, leżąc z przymkniętymi oczami. Wspomnienia to jak błyskawica, przychodzą i uciekają daleko, tak daleko, że nie można ich złapać, nie wróci to, co już przeszło. Nie wróci życie łomżyńskie. Czas jest bez litości. Jednak fortuna kołem się toczy, może być jeszcze lepiej, niż dotąd bywało.

21 V wtorek

Od dnia 19 maja, w którym zaczęłam pisać mój pamiętnik, nie zaszedł żaden wypadek godny szczególnej uwagi. Wczoraj była ładna pogoda toteż korzystając z tego pojechałyśmy z mamusią na ulicę Chłodną kupić podeszwy do drewniaków. Jak na ironię losu dzisiaj miałam jechać na Bielany, kiedy znów spadł olbrzymi wiosenny kroplisty deszcz. Moje plany znów się nie ziściły, zdmuchnięte zostały jak domek z kart. Dziś mam kupić farby, aby pomalować drewna kupione wczoraj.

Spotkałam wczoraj Dankę Krukównę, od której się dowiedziałam, że komplety znów się rozpoczną po świętach Bożego Ciała. Znów będę musiała większą część dnia poświęcać pracy nad nauką. A wiem, że nauka to moja przyszłość i pomimo że kompletów dotąd nie było, czytałam pożyteczne książki i odrabiałam lekcje. Szczególnie ciekawi mnie geografia i niemiecki i dlatego większość czasu poświęcam tym przedmiotom. W tych dniach skończyłam czytać „Czerwonego diabła”, a teraz wypożyczyłam z czytelni „Tajemniczy ogród w pustyni” Juliusza Verne’a, który jest dalszym ciągiem „Wyprawy w głąb Afryki” tegoż autora. Od Basi Paszkiewicz pożyczyłam „Kocham cię, Lonny” Courths-Mahlerowej, której teraz nie czytam, bo pożyczył ją nasz lokator z „gabineciku” p. Wróblewski. Jednak jeszcze większą sympatią darzę p. Wyszniewskiego. Jest to rozmowny, miły człowiek i dobry lokator. Pożycza on nam widoki i pamiątki z Węgier, które chętnie oglądam. Szalenie podobał mi się wielki album z widokami Węgier, Budapesztu i strojów ludowych p.t. „La Hongrie”. Pan Wyszniewski chętnie rozmawia z mamusią i tatą o swoich podróżach do Palestyny i po całej Europie. Rozmawiają zawsze wieczorami w stołowym pokoju.

Dziś jest znów jak w niedzielę „ein fürsterer Tag, welcher wirkte unangenchm”[6]. Mam jednak jedną wesołą wiadomość, która naprawdę wzmocniła i zahartowała mego ducha, a to taką, że tatuś dostał małą robótkę i jeżeli nie będzie strat, będą to pierwsze zarobione pieniądze w wojnę. Jutro jadę do Janki Grabowskiej i zapytam się jej, czy która z jej koleżanek kompletowych nie potrzebuje korepetytorki, bo ja chętnie wzięłabym jakąś uczennicę z pierwszej klasy do nauki. Uczyć bym ją mogła bez obawy polskiego, geografii, matematyki i niemieckiego, gorzej by było z łaciną, ale przypuszczam, że ogólnie biorąc, potrafiłabym dorównać profesorce pierwszej klasy, którą zresztą bębniłam bardzo[7].

Wczoraj, będąc na Koszykach[8]