Mój agent Masa - Piotr Pytlakowski - ebook
lub
Opis

Poznaliście wersję Masy, teraz poznacie prawdę!

Piotr Wróbel, jeden z najsłynniejszych polskich gliniarzy, ujawnia, jak pozyskał najcenniejszego agenta w świecie gangsterskim, Jarosława Sokołowskiego, pseudonim Masa, i tłumaczy, dlaczego jego informator nigdy nie powinien dostać statusu świadka koronnego. Nie może bowiem być koronnym człowiek, który kierował własną grupą przestępczą, wydawał polecenia i egzekwował ich wykonanie. Czy Masa kłamał? I jak przekonał śledczych, że zasługuje na darowanie mu kar za czyny, które popełnił? To opowieść o Masie, który donosił na kumpli, ale też i o innym byłym gangsterze, który doniósł na Masę. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 253


Okładka

Karta tytułowa

„Rzecz w tym, że każdy człowiek inteligentny (...) marzy, żeby zostać gangsterem i panować nad społeczeństwem jedynie dzięki przemocy”.

Albert Camus, Upadek

(przeł. Joanna Guze)

Wstęp

Jarosław „Masa” Sokołowski nazywany jest polskim świadkiem koronnym numer jeden i chyba sam czuje się jak superstar wśród tzw. skruszonych przestępców. Uchodzi za nieustraszonego pogromcę bandytów, człowieka, który w pojedynkę rozprawił się z mafią. A jak jest naprawdę?

Masa wcale nie był na czele listy przestępców, który uzyskali bezkarność w zamian za obciążanie wspólników. Sięgnięto po niego w dalszej kolejności. Kiedy pierwsi świadkowie koronni składali zeznania, on wciąż jeszcze był kapitanem w gangu pruszkowskim i kierował własną grupą przestępczą, tzw. młodym „Pruszkowem”. Zanim przyjął status świadka koronnego, wszystko dokładnie przeliczył i dopiero jak mu wyszło, że to się opłaca, zgodził się.

To prawda, że dzięki jego zeznaniom rozbito gang pruszkowski, ale wyroki, jakie zapadły w sprawach, w których zeznawał, nie były specjalnie wysokie. W wielu procesach z udziałem innych świadków koronnych sądy skazywały oskarżonych na znacznie surowsze kary. Budżet państwa po sprawach z ręki Masy nie przejął majątków gangsterów, chociaż pochodziły z przestępstw. Z nielegalnych źródeł pochodził także niemały majątek Masy, ale dużą część tych dóbr Sokołowski uratował. Można dyskutować, czy rzeczywiście jest najważniejszym świadkiem koronnym w Polsce, ale poza dyskusją pozostaje fakt, że wśród polskich koronnych jest najbogatszy. Kto jak kto, ale to właśnie on najlepiej pasuje do znanego powiedzenia o pierwszym ukradzionym milionie, który staje się podstawą fortuny.

Jarosław Sokołowski jest nie tylko najbardziej majętnym ze świadków koronnych, ale też i najpopularniejszym. Wyrósł na prawdziwego celebrytę. Chętnie udziela wywiadów, jest aktywny na Facebooku, pokazuje się w programach telewizyjnych, a dziennikarzom tabloidów i portali internetowych jawi się niemalże jak wyrocznia. Masa powiedział to albo tamto, więc na pewno tak było. A mówi dużo i chętnie.

Kiedy go poznałem ze dwanaście lat temu, też mówił chętnie i dużo, ale był trochę skromniejszy, mniej pewny siebie. Już wtedy jednak dawało się zauważyć, że w wielu swoich opowieściach, delikatnie mówiąc, on szedł w jedną stronę, a prawda w przeciwną. Nie wynikało to z jego złej woli, a przynajmniej chciałbym, aby tak było. Po prostu miał nieposkromioną skłonność do obrzucania błotem każdego, kto wszedł mu w drogę. Obciążanie bliźnich tak mu weszło w krew, że chętnie i całkowicie bezinteresownie podrzucał dziennikarzom newsy kompromitujące znane postaci. Z trudem uniknąłem procesu o zniesławienie, kiedy zawierzając Masie, napisałem w artykule, że były komendant główny policji stał na bramce w jednej z dyskotek Sokołowskiego. Znana dziennikarka przegrała proces z pewną sportsmenką, ponieważ zacytowała Masę, który twierdził, że ta zawodniczka dawała schronienie poszukiwanemu Ryszardowi N., zabójcy Pershinga, bo była jego kochanką. Ostatnio wziął na cel swojego dawnego znajomego Andrzeja Gołotę, ogłaszając światu, że bokser brał udział w ustawionej walce, na której najwięcej zarobił Pershing. Nikt tego już nie sprawdzi, a zaprzeczenia Gołoty giną we wrzawie, jaką czyni Sokołowski, przekonując, że tak właśnie było, on to wie od samego Pershinga. A ten już przecież od lat nie żyje.

W książce o pieniądzach polskiej mafii Sokołowski opowiada o dealu z obrazami starych mistrzów, jaki on i inni gangsterzy przeprowadzili z krakowskim biskupem: „Szybko znaleźliśmy wspólny język. Dostojni duchowni nawijali taką kminą, że momentami traciłem poczucie, gdzie ja tak naprawdę jestem – w rezydencji arcybiskupa czy pod celą. Okazało się, że w krakowskiej kurii pracują naprawdę równi goście, gadający po ludzku, i robienie z nimi interesu to czysta przyjemność”. Kolekcję gangsterzy zakupili za 350 tysięcy dolarów – tak twierdzi Masa. Kłamie czy coś jest na rzeczy? Nie wiemy, ale kuria krakowska milczy, co daje jednak do myślenia.

Masa realizuje się w roli skandalisty. Ewidentnie sprawia mu przyjemność kąsanie wszystkich wokół i naruszanie świętości. Bulwersuje, ale i moralizuje. W wywiadach chętnie przypomina, że kiedyś był bandytą zdolnym do najgorszych rzeczy, ale od kiedy przeszedł na uczciwą stronę, nie ma sobie nic do zarzucenia. Walczy o prawdę, a że jest w tej walce bezkompromisowy, to chyba dobrze.

Prawda w wykonaniu Masy to rzecz względna. Jeden z byłych przestępców odmówił Sokołowskiemu, kiedy ten namawiał go, aby opowiedział jakieś fajne historie z gangsterskiej Polski lat 90. Masa chciał użyć tych wspomnień w swojej kolejnej książce i przekonywał rozmówcę, że nie musi kurczowo trzymać się prawdy. Śmiał się, że ma już taką pozycję, iż może wymyślać fakty i nikt mu nic nie zrobi, bo ma zielone światło od prokuratury. Osiągnął wreszcie to, o czym od dawna marzył – działa jako marka pod nazwą Masa, a to przynosi dochody. Kiedy wiele lat temu realizowaliśmy cykl telewizyjny Alfabet mafii, Masa niby w żartach snuł plany, że zostanie kucharzem telewizyjnym, celebrytą od gotowania. W końcu o co chodzi, lubi dobrze zjeść, to i ugotować potrafi. Program z jego udziałem nosiłby tytuł Gotuj z Masą. Kto wie, może telewidzów to jeszcze czeka.

Udział w Alfabecie mafii był dla niego debiutem telewizyjnym. Żonie opowiedział, że będzie pozytywnym bohaterem filmu niemalże hagiograficznego, czyli zostanie pokazany jako nowożytny święty. Po emisji pierwszego odcinka rozczarowany przez pół nocy obsobaczał realizatorów cyklu, że go oszukali. Chodziło o scenę, kiedy siedzi z Kiełbasą na jakimś tarasie, piją piwo i bluzgają. „Zrobiliście ze mnie wulgarnego pijaka. Co ja teraz żonie powiem?” – żalił się.

Na kanwie Alfabetu mafii powstał serial fabularny Odwróceni, byłem jego współscenarzystą. Rolę gangstera, który został świadkiem koronnym, czyli tak naprawdę rolę Masy, zagrał Robert Więckiewicz. Masie aktor nie przypadł do gustu. „Dlaczego mnie zagrał ten ciota, przecież ja jestem twardy i męski” – denerwował się.

„Ciota” to w jego ustach najczęstsza obelga. Ciotą był dla Masy Sylwek Latkowski, bo go kiedyś nagrał z ukrytej kamery. Potem się pogodzili i Masa chętnie udzielał Sylwkowi wywiadów.

Ciotą nazwał byłego amerykańskiego gangstera Lou Ferrantego, który nawrócił się na uczciwą drogę w więzieniu. Lou był bohaterem dokumentalnego cyklu telewizji Discovery. Jeździł po całym świecie, spotykał się z gangsterami z różnych krajów i z nimi rozmawiał. Jeden z odcinków poświęcony był Polsce. Na prośbę realizatorów z Discovery skontaktowałem ich z Masą. Ten chętnie się zgodził wystąpić w ich filmie, w końcu to międzynarodowa stacja i będzie oglądany na całym świecie. Po emisji tego odcinka zadzwonił z pretensjami. „Kogo ty mi podesłałeś, co to za gangster, mały i wredny. Ciota, nie gangster”. Nie wiedziałem, o co mu chodzi, bo filmu nie obejrzałem. Zrozumiałem, kiedy przeczytałem jeden z wywiadów z Ferrantem, który tak wspominał spotkanie z Masą: „W odcinku, który nakręciliśmy w Polsce, rozmawiałem z gangsterem, który był policyjną wtyczką w mafii pruszkowskiej. Twierdził, że wydał policji 1750 ludzi. To niemożliwe, skąd mógłby znać tylu ludzi? Powiedział mi również, że przekazał policji informacje o 11 morderstwach. Zadałem mu pytanie: «Musiałeś sam kogoś zabić, skoro wiedziałeś o 11 morderstwach. Jeślibyś tego nie zrobił, nie wiedziałbyś tego». Taka jest gangsterska zasada obowiązująca na całym świecie. Odpowiedział mi: «Nigdy nikogo nie zabiłem, po prostu wiedziałem o tych morderstwach». Nie wierzę w to. Nie jest łatwo im mnie oszukać. Wiem, jakie reguły panują na ulicy. Mam tę przewagę, że mówię ich językiem, znam ich zachowania, rozumiem, jak funkcjonują. Po prostu jestem z nimi szczery”.

Być z Masą szczerym to trudne zadanie, bo człowiek naraża się na to, że zostanie mianowany ciotą. Mówi się trudno, od przeznaczenia nie ma ucieczki. Ta książka nie ma zadania rozliczenia Masy, ale jest szczera. Opowiada o człowieku, który zanim został bohaterem mediów, prowadził życie w gangu i obracał ogromnymi, jak na polskie warunki, pieniędzmi. Kradł, bił, napadał. Czytelnik musi sam osądzić, czy zło, jakie wtedy wyrządzał, mogło zostać odkupione przez jego późniejsze wybory. I czy te wybory rzeczywiście wynikały wyłącznie ze szlachetności.

Gdyby policjant Piotr Wróbel wiedział, jak zakończy się jego współpraca z policyjnym informatorem Jarosławem Sokołowskim, pseudonim Masa, pewnie by w ten biznes nie wchodził. Przez sześć długich lat prowadził Sokołowskiego jako osobowe źródło informacji, a potem nagle zamienili się rolami. Gangster wszedł w skórę uczciwego obywatela, który walczy o sprawiedliwość, a policjant trafił do celi. Pomówił go właśnie Masa. Wróbel od piętnastu lat walczy przed sądami o oczyszczenie. Już raz został uniewinniony, ale prokuratura się odwołała i proces ruszył od nowa.

Kiedyś uważano go za prawdziwą gwiazdę wśród gliniarzy pracujących na najtrudniejszym odcinku, czyli rozpracowujących przestępczość zorganizowaną. Miał zostać szefem warszawskiego zarządu Centralnego Biura Śledczego, które właśnie powstało. Otaczali go liczni przyjaciele, był chwalony i nagradzany. A potem spadł w przepaść. Przyjaciół zostało niewielu. Odszedł z policji, ale jeszcze długo po nocach śnił, że jest policjantem. Był nim kiedyś, i to nie zwykłym funkcjonariuszem, jakich wielu, ale prawdziwym policyjnym psem, postrachem złoczyńców.

Piotr Wróbel wspomina Masę bez zapiekłości. Nie mści się na nim za doznane krzywdy. Mówi prawdę i kiedy uważa za stosowne, podkreśla zasługi Jarosława Sokołowskiego w rozbijaniu gangsterskiej ośmiornicy. Dlatego jego opowieść należy traktować poważnie. Tak było, on to dobrze pamięta. Taka była w tamtych latach policja, słaba, niemrawa i przegrywająca kolejne starcia z bandytami. Tacy byli wówczas gangsterzy, brutalni i tryumfujący.

Jeden z tych gangsterów, Roman O., pseudonim Sproket, bliski współpracownik Masy, opowiedział mi o swoim mentorze i wspólnych z nim poczynaniach w czasie, kiedy Sokołowski był już świadkiem koronnym. Sproket też został świadkiem koronnym i złożył obszerne zeznania dotyczące Masy. Gdyby kłamał, groziłaby mu odpowiedzialność karna. Według Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie nie kłamał, dlatego wszczęto śledztwo w sprawie faktów, o których zeznawał. Zacytowana w epilogu relacja byłego wspólnika Masy to nie jest laurka.

Ta książka powstała po to, aby czytelnicy mogli spojrzeć na postać Jarosława „Masy” Sokołowskiego nie wyłącznie przez pryzmat jego barwnych wspomnień i autokreacji, ale też trochę z innej strony. Medal można docenić, oglądając jego awers i rewers. Inaczej okaże się fałszywy.

Piotr Pytlakowski

Rozdział 1

Werbowany i werbujący

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 2

Mafia od kulis

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 3

Policjanci i kapusie

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 4

Przełożeni i podwładni

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 5

Praca pod przykryciem

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 6

Rozmowy z gangsterami

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 7

Jedni stukają, inni strzelają

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 8

Życie codzienne z Masą

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 9

Nieoczekiwana zmiana miejsc

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 10

Konfrontacja

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Epilog

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Text copyright © by Piotr Pytlakowski and Piotr Wróbel, 2015

All rights reserved

Copyright © for the Polish e-book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2015

Informacja o zabezpieczeniach

W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Redaktor: Krzysztof Tropiło

Projekt i opracowanie graficzne okładki oraz fotografia na okładce: Zbigniew Mielnik

Wydanie I e-book

(opracowane na podstawie wydania książkowego:

Mój agent Masa, wyd. I, Poznań 2015)

ISBN 978-83-7818-958-9

Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel. 61-867-47-08, 61-867-81-40; fax 61-867-37-74

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com