Wydawca: Edipresse Książki Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 196 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Moda lepsza niż seks - Krzysztof Łoszewski

Każdy z opisanych w tej książce elementów garderoby damskiej: mini, dżinsy, sukienki, wysokie obcasy, klasyczny kostium, ciemne okulary i czerwona szminka na ustach – to sprytnie wybrany argument w miłosnej grze, jaką prowadzą ze sobą kobieta i mężczyzna. To dzięki nim kobiety czują się sexy, a my patrząc na nie – mamy ochotę zabawić się w zdobywców. Niestety, jest pewne ALE… Przyznajecie, że nowe, modne ciuchy dają wam więcej rozkoszy niż seks. Czysta prowokacja, ale czego kobieta nie zrobi, żeby postawić na swoim!

Opinie o ebooku Moda lepsza niż seks - Krzysztof Łoszewski

Fragment ebooka Moda lepsza niż seks - Krzysztof Łoszewski

Okładka

Strona tytułowa

” Elegancja to jedyne piękno, które pozostaje na zawsze.”

Audrey Hepburn

Wstęp

Kiedyś mężczyźni z czułością mówili o kobietach, że są atrakcyjne. Dziś patrząc na nie i na to co mają na sobie posługują się właściwie wyłącznie określeniem… sexy: wyglądają sexy, poruszają się sexy, sposób, w jaki rozmawiają i uśmiechają się – także jest sexy. Dla większości mężczyzn taka ocena to rzecz naturalna. Okazuje się jednak, że hasło sexy to także wyznacznik atrakcyjności według samych kobiet.

Każdy z opisanych w tej książce elementów garderoby damskiej: mini, dżinsy, sukienki, wysokie obcasy, klasyczny kostium, ciemne okulary i czerwona szminka na ustach – to sprytnie wybrany argument w miłosnej grze, jaką prowadzą ze sobą kobieta i mężczyzna. To dzięki nim kobiety czują się sexy, a my patrząc na nie – mamy ochotę zabawić się w zdobywców. Niestety, jest pewne ALE…

Czy tytuł MODA LEPSZA NIŻ SEKS brzmi zaskakująco? Wbrew pozorom nie jest to złota myśl rzucona światu przez jedną ze sławnych kobiet, o których mówimy: ikony mody. Nigdy nie mówiła tak o modzie ani Coco Chanel, ani Madonna (choć pewnie i jedna, i druga były o tym przekonane). W książce dużo opowiadam o gwiazdach, dla których mężczyźni byli gotowi na różne głupstwa, ustępstwa czy poświęcenia. Cytuję wiele powiedzonek znanych kobiet, ale wśród tych wypowiedzi rzeczywiście nie ma mowy o tym, że moda jest lepsza niż seks.

Skąd więc wzięło się to hasło? To proste – życie podsunęło kobietom takie spostrzeżenia… Główna bohaterka serialu „Seks w wielkim mieście”, Carrie Bradshaw, którą uwielbiają i naśladują kobiety na całym świecie, mówiła o słynnych szpilkach od Manolo Blahnika, że są lepsze niż seks i w dodatku przyjemność z ich posiadania trwa dłużej niż ta związana z seksem. Poza tym szpilek z czerwoną podeszwą od Christiana Louboutin zazdroszczą kobietom nawet serdeczne i oddane przyjaciółki, a to kręci je tysiąc razy bardziej niż sam na sam z facetem, choćby był najprzystojniejszy. Niestety panowie, one tak właśnie myślą. Są nawet przekonane, że to prawda. Czy to możliwe, że nie interesujemy je bardziej niż jakaś nowa, banalna spódnica z falbankami? Wystarczy je spytać, ale uprzedzam – z kpiącym uśmiechem potwierdzą, że tak właśnie jest!

Kobiety na całym świecie kupują rocznie miliony szminek – powinno to nam, facetom, dać do myślenia. To znaczy, że panie przedkładają wypróbowanie nowej szminki, nowego zapachu, przymierzenie nowych okularów i choćby przejrzenie się w lustrze sklepu z bardzo drogą torbą nad spotkanie z mężczyzną. To dlatego zagraniczne firmy kosmetyczne piszą na opakowaniach, że ich produkty są lepsze niż seks. Kto to wymyślił? Przecież nie mężczyzna! Na pewno wpadła na to kobieta, testując przy okazji nowy tusz do rzęs.

Dżinsy skinny, bardzo dopasowane, opinające pośladki i podkreślające długie nogi są jak erotyczne wyzwanie. Modne i w dodatku sygnowane znaną marką sukienki, lekko dotykające ciała dodają pewności siebie. Z tego się nie rezygnuje. Nie mówiąc o kaszmirowych swetrach, które zawdzięczają swój sukces właśnie kobietom otulającym się z rozkoszą (prawie seksualną) w miękki kaszmirowy puch i głoszącym wyższość mody nad seksem.

SAME PRZYZNAJECIE, ŻE NOWE, MODNE CIUCHY DAJĄ WAM WIĘCEJ ROZKOSZY NIŻ SEKS. CZYSTA PROWOKACJA, ALE CZEGO KOBIETA NIE ZROBI, ŻEBY POSTAWIĆ NA SWOIM!

01

Mini

Pierwsze moje mini było jeszcze w szkole podstawowej, 7 cm przed kolano. Wychowawczyni, stara panna, mierzyła linijką, bo pierwsze paryskie mini, które można było obejrzeć w „Filipince”, sięgało do pół uda i było prawie porno. Chwile, kiedy moda zakrywa ładne uda, są bardzo smutne dla ich posiadaczek, do których należę.

HANNA BAKUŁA// malarka i pisarka

W jednym z programów telewizji Doda śpiewała:

(…) krótką spódniczkę mam!

Dekolt pokażę Wam!

Babcia z dziadkiem nie czują już bazy, gubią się (…)

Sala wyła, bo czuła bazę bardzo dobrze. Młode podgolone chłopaki z poważnymi minami, z uznaniem biły brawo, a dziewczyny śpiewały razem z Dodą. To jasne, że znały tekst. Niejedna śpiewa o swojej mini wybranemu, choćby tylko przez chwilę byłby jej chłopakiem. Opięte i zaledwie przykryte pośladki, długie nogi, wysokie obcasy, wyprostowana, szczupła sylwetka młodej dziewczyny – to znakomita promocja minispódniczki. Takie dziewczyny w mini lubimy i za takimi oglądamy się na ulicy. Prawie wszystkie dziewczyny o niej marzą i – bez względu na trendy narzucone przez stylistów – zawsze mają taką wersję spódnicy w swojej szafie. Im krótsza, bardziej błyszcząca i udziwniona, tym większą przyciąga uwagę. Nigdy nie wiadomo, jakie szczęście przyniesie swojej właścicielce…

Do tej pory nie rozstrzygnięto sporu wymyślonego przez dziennikarzy – kto pierwszy wpadł na genialny pomysł pokazania światu kobiety w mini? Mówi się o dwóch projektantach; zabawne, że prawdopodobnie niewiele o sobie wiedzieli. Żyli i pracowali w dwóch oddalonych od siebie miastach. Dzielił ich kanał La Manche, pod którym wtedy nie jeździł jeszcze żaden pociąg.

DO TEJ PORY NIE ROZSTRZYGNIĘTO SPORU WYMYŚLONEGO PRZEZ DZIENNIKARZY – KTO PIERWSZY WPADŁ NA GENIALNY POMYSŁ POKAZANIA ŚWIATU KOBIETY W MINI?

Brunetka w czarnej sukience to sławna angielska projektantka Mary Quant z dziewczynami ubranymi w jej modele.

Pierwsza to nadzwyczaj utalentowana brytyjska projektantka Mary Quant. Niewysoka, szczupła brunetka, za to wielka postać świata mody lat 50. i 60. Kiedy tworzyła styl młodych dziewczyn tamtych czasów, sama miała zaledwie dwadzieścia kilka lat. Przyglądała się swoim rówieśniczkom, a raczej zapoczątkowanej przez nie nowej stylizacji ubrań wyszukanych w second handach. Miała wyczucie, była dobrym obserwatorem, rozumiała, czego potrzebowały dziewczyny w jej wieku i tak jak one – chciała się podobać. Wymyśliła dla nich nową modę: z niedrogich tkanin przygotowała kolekcje dostępne dla dziewczyn, które nie wychowały się w bogatych brytyjskich domach. Wśród proponowanych przez nią modeli była spódnica mini. Na początku zaledwie odsłaniała kolana, co i tak sprowokowało lawinę negatywnych komentarzy. Późniejsza mini w swojej bardzo wyśrubowanej długości (a raczej jej braku) była konsekwencją szaleństwa, jakie nowa długość wywołała w środowisku buntującej się młodzieży.

Druga osoba, której przypisuje się autorstwo tej popularnej spódnicy, to André Courrèges. Francuski projektant był zdania, że ubranie ma służyć kobiecie, zapewnić jej komfort, swobodę poruszania się, a nie opinać ją ciasno jak gorset, który krępuje ruchy. Słusznie, ale czy dlatego wpadł na pomysł minispódnicy? Dlatego skrócił ją i pokazał długie nogi? Pewnie podczas rysowania projektów kolekcji ta nowa długość wydała mu się czymś absolutnie naturalnym. Między Mary Quant a André Courrègesem nigdy nie było wojny o prawa do tytułu twórcy minispódniczki. Pracowali osobno, ona w Londynie, on w Paryżu – i po prostu w tym samym czasie wpadli na ten sam pomysł. Zdarza się… Mary Quant twierdzi, że to dziewczyny mijane codziennie na ulicy wymyśliły tę długość. Ona tylko pomogła zrealizować ich marzenia. Zrobiła coś, czym dziś profesjonalnie zajmują się tak zwani prognostycy trendów. Obserwują i analizują nowe zjawiska, tworząc przyszłe trendy. Oczywiście, dla tych, którzy interesują się modą.

W pierwszych latach po wojnie modę spontanicznie lansowała ulica, a młodzi projektanci podchwytywali jej pomysły, rozwijali je i nadawali im wyjątkowy kształt. Ulica inspirowała do kreowania nowych trendów – było to nowe zjawisko, które dopiero za kilka dekad stało się absolutnie naturalne. Czy ci projektanci byli świadomi, że to, co robią, jest początkiem rewolucji estetycznej? Na pewno nie. Do tej pory, to znaczy do lat 50., nikt nie projektował z myślą o młodych kobietach i młodych mężczyznach. Nie istniała zintegrowana grupa społeczna świadoma swojej wartości, którą później nazwano młodzieżą. Christian Dior, tworząc rewolucyjne projekty dla haute couture, kierował je do bogatych i dojrzałych kobiet. Młoda, szczupła dziewczyna nie inspirowała go, zwłaszcza że zwykle dość wcześnie stylem przypominała swoją matkę, natomiast młodzi chłopcy od najmłodszych lat ubierali się tak jak ich ojcowie. Nie było więc sensu i potrzeby (według projektantów) tworzyć dla tej grupy osobnych projektów.

Mary Quant twierdzi, że to dziewczyny mijane codziennie na ulicy wymyśliły tę długość.

Młode powojenne pokolenie miało jednak dość modelu życia proponowanego przez rodziców. Chciało odciąć się od środowiska dorosłych, żyć po swojemu z tymi, z którymi się identyfikowali. W szukaniu siebie, swojego stylu pomogła im niespodziewanie… nowa muzyka. Rock’n’roll grany przez Elvisa Presleya i Billa Haleya (czyli mieszanka bluesa i country) był nowym, nieznanym do tej pory stylem muzyki. Typowy dla rock’n’rolla dynamiczny sposób śpiewania, mocne dźwięki gitary, rytm akcentowany perkusją, głos Presleya i jego styl poruszania biodrami na scenie zelektryzowały młodych ludzi, którzy bardzo szybko i bezwarunkowo zaakceptowali ten gatunek muzyki oraz związany z nim styl życia. Zwłaszcza że Presley w swoich piosenkach wyrażał to, co czuli jego młodzi słuchacze. Na młodzież tamtych lat podobny wpływ mieli również bohaterzy amerykańskich filmów grani przez Marlona Brando i Jamesa Deana. Oni też się buntowali, też nie akceptowali ówczesnych reguł życia narzucanych przez nudnych mieszczuchów – takie postawy szybko zyskały naśladowców w realnym świecie. W ten sposób rozpoczęła się prawdziwa rewolucja popkultury.

Pierwsza powojenna kolekcja Christiana Diora – New Look – zrewolucjonizowała sylwetkę kobiet. Przez następne lata ewoluowała, ale spódnice nadal przykrywały kolana i opierały się na halkach. Talię zaznaczały małe, kolorowe dopasowane sweterki, wysokie szpilki nadal były obowiązkowe i dopełniały całości. Dziewczyny po pierwsze chciały się podobać, a po drugie odróżnić strojem od własnych matek. To, co proponowali projektanci haute couture, nie było więc dla nich. Ulica wprowadzała nowy styl ubierania się. Potrzebowała jednak innego spojrzenia, jakiejś nowej propozycji, czegoś zupełnie świeżego. Dlatego Mary Quant zaproponowała proste, tanie ubrania dla młodych dziewczyn, a John Stephen otworzył pierwszy butik ze strojami dla facetów. Ich sukces sprawił, że Paryż przestał się liczyć. Londyn stał się nową stolicą światowej mody. W takiej właśnie atmosferze narodziła się minispódniczka.

Szerokie spódnice powoli robiły się coraz krótsze i wreszcie odkryły łydkę. W latach 50. Brigitte Bardot, Sophia Loren i sławne modelki w sesjach dla „Vogue’a” nadal nosiły spódnice za kolana. Szesnastoletnie dziewczyny z Londynu odsłoniły je, a w następnych latach skróciły spódnice jeszcze bardziej. Właściwie nie tylko spódnice – sukienki również zmieniały swoją długość. W okresie tak zwanego swinging London, czyli w połowie lat 60., Mary Quant zaprojektowała nowy hit – prostą, krótką sukienkę bez rękawów. Zakładając do niej różne bluzki i sweterki, odnosiło się wrażenie całkiem nowego stroju. Uniwersalne i praktyczne kolekcje Mary Quant stawały się coraz bardziej seksowne. W 1965 roku długość spódnic i sukienek sięgnęła połowy uda. Zrobiło się bardzo krótko i bardzo gorąco… Na widok tak eksponowanych kobiecych nóg mężczyźni tracili głowy. Powstał nowy typ kobiety zwany baby doll. Minispódniczka zaledwie przykrywała pośladki, długie włosy z lokami tapirowano, oczy podkreślano czarną linią, a duże usta malowano na różowo. Pastelowe baby doll kipiały seksem i robiły furorę. Zmienił się diametralnie model dziewczyny. Teraz one inspirowały projektantów haute couture, a matki robiły wszystko, żeby wyglądać jak córki. Mini o prostym kroju lub w kształcie trapezu, z gładkich lub drukowanych materiałów szybko znalazły się w sklepach centrów handlowych, były więc dostępne dla wszystkich. W kolorowych pismach zdjęcia gwiazd w mini (Brigitte Bardot, Jeanne Moreau czy Jacky Kennedy na spotkaniu z Onasisem) prowokowały do komentarzy. Bo mini nie miała wyłącznie zwolenników. Zdarzało się, że krytykowano kobiety, które nosiły mini, zarzucano im zbytnią zuchwałość i nierespektowanie dobrych obyczajów. Dziś trudno wyobrazić sobie, jak wielkim wstrząsem obyczajowym była w gomułkowskiej Polsce moda mini. Wielkie zgorszenie wywoływały nawet niewinne stroje z końca lat 50., o czym świadczy histeryczna reakcja czytelniczki „Kobiety i Życia”, pisma, które podobnie jak „Przekrój”, przedrukowywało fotografie z zachodnich żurnali: „Toż te dziewczyny nie starają się nic zakryć swoim ubraniem, a przeciwnie: jak najwięcej pokazać, uwydatnić swoje wszystkie wdzięki i kusić nimi mężczyzn. Takie bezwstydne stroje pobudzają zmysły, nasuwają lubieżne myśli i dają okazję do grzechu.[1] Feministki zdecydowanie sprzeciwiały się pokazywaniu nóg i traktowaniu kobiet jak przedmiotu pożądania. Nie uznawały argumentu, że mini jest modna, ponieważ podoba się mężczyznom.

Czas mini powoli się jednak kończył. Nastała epoka hippisów, a z nią spódnice do kostek. Długość maxi obowiązywała prawie do końca lat 70. Spódnice maxi, a potem midi, udawały, że teoretycznie wszystko jest zakryte, ale wystarczył najmniejszy ruch, by w rozcięciu spódnicy (z przodu lub z boku) widać było prawie całe nogi. Był to sprytny zabieg na eksponowanie nóg mimo długości spódnicy, jednocześnie taka długość zdecydowanie odmłodziła sylwetkę.

Moda lat 80. znów odsłoniła nogi. Dzięki włóknom lycry spódnice opinały biodra, pośladki i uda. Szerokie ramiona żakietów i podkreślona talia tworzyły zupełnie nowy typ kobiety (optycznie mniejsze biodra i wysmuklone nogi na wysokich obcasach).

Obowiązujące trendy szybko się jednak znudziły i to, co przed chwilą było modne, zaczęło być oceniane jako passé. Machina mody musi przynosić pieniądze, bez nich nie powstaną nowe kolekcje. Tak zwana nowa długość zaproponowana przez projektantów w latach 90. znów przykryła kolana i ten styl z różnym powodzeniem utrzymuje się do dziś. Mini nie daje jednak za wygraną. Wraca tak często, jak tylko się da. Dziś nikt już nie komentuje odkrytych nóg. Wiek kobiety noszącej mini też nie ma już większego znaczenia, nie ogranicza ich i niczego im nie zabrania. Szczupłe i zadbane sześćdziesięciolatki bez skrępowania noszą krótkie spódnice.

PROPONUJĘ

Nowych trendów nie należy traktować zbyt serio. Bawmy się nimi i modnym ubraniem. Jedynym warunkiem jest umiejętność uważnego i krytycznego spojrzenia na siebie: prawidłowa ocena sylwetki, umiejętność panowania nad jej proporcjami pozwala bowiem wykorzystać to, co w modzie najciekawsze, nawet ekstrawaganckie propozycje projektantów. Ale to już kwestia stylu. Jeżeli jednak nie potrafisz ocenić, czy dana stylizacja jest dla ciebie, lepiej nie ryzykuj i ubierz się klasycznie, stosownie do swojego wieku, figury i obowiązków zawodowych.

UWAGA

Dojrzałe kobiety powinny uważać z długością mini podczas komponowania stroju w upalne dni. Natomiast jesienią i zimą mini w połączeniu z ciemnymi rajstopami można nosić bez ograniczeń. Warto założyć do niej buty na obcasach. Zyska na tym cała sylwetka, a nogi wydadzą się szczuplejsze i smuklejsze.

Jak wiadomo, zbyt obcisła mini podnosi się podczas chodzenia. Ciągłe poprawianie jej jest nieeleganckie i na niewiele się zdaje. Bo mini nie stanie się nagle dłuższa. Kupując nową spódnicę, przyjrzyj się więc sobie uważnie, zrób w niej kilka kroków, usiąść na chwilę. Sprawdź, jak się układa i dopiero wtedy zdecyduj o zakupie.

Pamiętaj, dopasowana mini przyciąga wzrok – mężczyzn na pewno uszczęśliwi ten widok, ale kobiety mogą skomentować zbyt opięte pośladki w dużo mniej przyjazny sposób…

WARTO WIEDZIEĆ

Czy istnieją zasady, które zabraniają kobietom noszenia mini? Tak. I nie chodzi tu o wiek, a raczej o konkretne sytuacje – formalne, zawodowe, gdy wymagana jest klasyczna długość spódnicy, gdy ubranie jest wizytówką firmy, którą reprezentujemy. Odpowiednio dobrany strój świadczy bowiem o znajomości zasad savoir vivre’u, respektowaniu współpracowników, o wiarygodności pracownika, a także o jego elegancji.

MODNA KOBIETA NOSI UBRANIA, A NIE JEST PRZEZ NIE NOSZONA

– MAWIAŁA MARY QUANT.[2]

Przypisy

[1] P. Szarota, Od skarpetek Tyrmanda do krawata Leppera, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, Warszawa, 2008, s. 64.

[2] P. Saltari, Magia stylu. Portrety dziesięciu kobiet, które zmieniły świat mody, Wydawnictwo Olesiejuk, 2011, s. 212.

Strona redakcyjna

Copyright for the Polish Edition © 2016 Edipresse Polska SA

Copyright for text © 2016 by Krzysztof Łoszewski

Edipresse Polska SA

ul. Wiejska 19

00-480 Warszawa

Dyrektor ds. książek: Iga Rembiszewska

Redaktor inicjujący: Natalia Gowin

Produkcja: Klaudia Lis

Marketing i promocja: Renata Bogiel-Mikołajczyk

Digital i projekty specjalne: Katarzyna Domańska

Dystrybucja i sprzedaż: Izabela Łazicka (tel. 22 584 23 51), Beata Konik (tel. 22 584 25 73), Andrzej Kosiński (tel. 22 584 24 43)

Redakcja: Iwona Sośnicka

Korekta: Anna Godlewska

Projekt graficzny okładki i makiety, skład i łamanie: Maciej Szymanowicz

Biuro Obsługi Klienta

www.hitsalonik.pl

mail: bok@edipresse.pl

tel.: 22 584 22 22

(pon.-pt. w godz. 8:00-17:00)

www.facebook.com/edipresseksiazki

Druk i oprawa: Skleniarz, Kraków

ISBN: 978-83-7945-297-2

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kodowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych w całości lub w części tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.