14 osób interesuje się tą książką

Opis

Nie można zadzierać z przeznaczeniem, a teraz także z Alex.
Dziewczyna od zawsze obawiała się dwóch rzeczy: utraty siebie podczas przebudzenia i poddania działaniu eliksiru. Miłość jednak jest silniejsza niż los, a Aiden St. Delphi gotowy jest pójść na wojnę z bogami, jak i samą Alex, aby przywrócić jej rozsądek.
Bogowie zgładzili tysiące osób, gotowi są zetrzeć w proch całe miasta, aby powstrzymać Setha przed przejęciem mocy Alex, dzięki której może stać się wszechpotężnym zabójcą boga. Zerwanie połączenia między dwoma apolionami nie jest jedynym problemem. Niby nie można ich pokonać, jednak w całej tej historii występuje kilka luk. W dodatku jedyna osoba, która może powstrzymać destrukcję, od stuleci jest martwa.
Nie będzie łatwo przebić się przez bariery strzegące Zaświatów, odszukać jedną duszę pomiędzy miliardami i bez uszczerbku wrócić na ziemię. Alex może uchronić Setha przed rolą zabójcy boga albo sama się nim stać.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 473

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przyjaciołom, którzy pomagają zachować zdrowy rozsądek, gdy bawię się w wyimaginowanych światach

 

 

 

 

 

 

Rozdział 1

 

 

 

 

Krew domagała się walki. Mięśnie rwały się do działania. Myśli skąpane były w ciężkiej, bursztynowej mgle mocy. Byłam apolionem. Sprawowałam kontrolę nad czterema żywiołami, a także piątym, najpotężniejszym, akaśą. Napędzałam zabójcę boga. Byłam jego akumulatorem, asem w jego rękawie. Stanowiłam początek, a on koniec. Razem byliśmy wszystkim.

Mimo to mogłam jedynie chodzić tam i z powrotem. Byłam bezradna przez więżące mnie znaki wyryte w betonie nade mną i kraty wykonane przez boga.

– Alex.

Oczywiście nie byłam sama. O nie. W moim piekle znalazło się miejsce na jeszcze jedną osobę. Cóż, właściwie to był pewnego rodzaju trójkąt… a nawet czworokąt. Brzmiało jednak fajniej niż w rzeczywistości. Głosy… w mojej głowie było tak wiele głosów.

– Pamiętasz?

Obróciłam się w prawo, czując, jak napinają mi się mięśnie i usłyszałam chrupnięcie w karku. Powtórzyłam ruch w lewą stronę, poruszyłam kilkakrotnie palcami – małym, środkowym, wskazującym.

– Wiem, że mnie słyszysz, Alex.

Spojrzałam przez ramię i skrzywiłam przez to, co zobaczyłam. Rety, ależ miałam problem z tym czystokrwistym. Aiden St. Delphi stał po drugiej stronie krat. Pozostawał niewzruszoną siłą. Jednak bez ochrony Hefajstosa czy Apolla mógł szybko stać się niczym.

Nie. Nie. Nie.

Moja dłoń samoistnie uniosła się do kryształowej róży, poczułam opuszkami palców jej gładkie, delikatne krawędzie. Była wszystkim.

Ostry ból rozgorzał w moich skroniach i warknęłam. Posłałam Aidenowi nienawistne spojrzenie i popatrzyłam na nagą, betonową ścianę.

– Powinieneś nadal podawać mi eliksir.

– Nigdy nie powinienem ci go podać – odparł. – W ten sposób nie zdołam do ciebie dotrzeć.

Roześmiałam się chłodno.

– Och, dotarłeś.

Nastała chwila ciszy.

– Wiem, że wciąż tam jesteś, Alex. Pod połączeniem nadal jesteś sobą. Kobietą, którą kocham.

Otworzyłam usta, ale nie padły żadne słowa. Napłynęły do mnie wspomnienia chwili, gdy mówiłam Aidenowi, że go kocham, po czym pojawił się nieskończony strumień skupionych na nim myśli i działań. Miesiące, jeśli nie lata krążenia wokół siebie, aż nie potrafiłam rozróżnić przeszłości, teraźniejszości i tego, co miało stać się moją przyszłością.

Jakby wyczuwając, dokąd podążyły moje myśli, powiedział:

– Akilka dni temu mówiłaś, że mnie kochasz.

– Akilka dni temu, dzięki tobie, byłam naćpana i ukrywałam się w szafach. – Obróciłam się na czas, by zobaczyć, że się wzdrygnął. Dobrze. – Napoiłeś mnie eliksirem.

Aiden sapnął ostro, ale nie odwrócił wzroku z powodu wstydu czy wyrzutów sumienia. Popatrzył mi głęboko w oczy, których według mojej wiedzy nienawidził każdą komórką swojej istoty.

– Tak.

Odetchnęłam ciężko.

– Wkońcu stąd wyjdę, Aidenie. I cię zabiję. Powoli.

– Izamordujesz wszystkich moich bliskich. Wiem. Przerabialiśmy to już. – Oparł się o kraty. Na jego twarzy nie było ani cienia zarostu. Miał na sobie uniform protektora – czarny strój. Jednak pod oszałamiającymi oczami miał ciemne worki.

– Wiem, że mnie nie skrzywdzisz, jeśli wyjdziesz – ciągnął. – Wierzę w to.

– Smutne.

– Co takiego?

– Że ktoś tak przystojny jest tak niesamowicie głupi. – Uśmiechnęłam się, a on zmrużył oczy. W chwili, gdy zabłyszczały srebrem, wiedziałam, że zalazłam mu za skórę. Przez całe trzy sekundy miałam z tego ubaw, po czym zdałam sobie sprawę, że wciąż znajdowałam się w przeklętej klatce. Wkurzanie Aidena pomagało zabijać czas, ale niczego nie zmieniało.

Istniały lepsze rzeczy, które mogłam robić.

Musiałam jedynie poczekać i wyczuć chwilę. W mojej głowie nie ustawał cichy szum. Był ciągły. Musiałam jedynie nim zawładnąć, ale w chwili, w której Aiden stwierdził, że o tym myślę, zaczął mówić.

Podeszłam do leżącego na podłodze materaca, usiadłam i podciągnęłam kolana do piersi. Patrzyłam na przyglądającego mi się Aidena. I próbowałam uciszyć głos, który pojawiał się, ilekroć był przy mnie protektor. Nie lubiłam i nie rozumiałam tych myśli.

Aiden przeczesał włosy palcami, następnie odsunął się od krat.

– Wiesz, co się teraz dzieje na zewnątrz?

Wzruszyłam ramionami. Miałam się tym przejmować? Zależało mi jedynie na wydostaniu się stąd i połączeniu z Sethem. Następnie, jeśli mój ojciec nadal był więziony w Catskills, mieliśmy go uwolnić. Mój Seth mi to obiecał.

– Pamiętasz, co zrobił Posejdon z Boską Wyspą?

Jak, u licha, miałam o tym zapomnieć? Posejdon zburzył całe Przymierze.

– Cóż, będzie gorzej, Alex. Połowa Olimpijskiej Dwunastki pragnie wojny z Sethem i Lucianem – ciągnął. – I jestem pewien, że on o tym wie. Może właśnie tego chce, ale czy ty tego pragniesz? Wiesz, ile niewinnych osób straci życie, ile już je straciło? Zarówno śmiertelników, jak i półkrwistych? Czy możesz z tym żyć?

Wtej chwili nie żyłam naprawdę, biorąc pod uwagę to więzienie.

– Ponieważ w głębi duszy wiem, że nie mogłabyś ze sobą wytrzymać, wiedząc, że przyczyniłaś się do śmierci tysięcy, jeśli nie milionów, a zwłaszcza tych półkrwistych. Kwestionowałaś stanie się protektorem, przez to, jak byli traktowani. Jeśli ziści się plan Setha, wielu zginie. – Przekonanie w jego głosie było denerwujące. Tak jak i pasja, która napędzała jego słowa. – Caleb… Pamiętasz, jak czułaś się po tym, gdy Caleb…

– Nie mów o nim!

Uniósł ciemne brwi. Na jego twarzy pojawiło się zdziwienie, po czym protektor rzucił się ku tym przeklętym kratom i zaczął za nie szarpać.

– Tak, Caleb, Alex! Pamiętasz, jak się czułaś, gdy zginął? Jak się za to obwiniałaś?

– Zamknij się, Aidenie.

– Pamiętasz, że byłaś tak rozdarta, że przez pięć dni nie wychodziłaś z łóżka? Jak bardzo bolało cię serce, gdy go straciłaś? Uważasz, że chciałby widzieć, jak to sobie robisz? Zmarł, ponieważ znalazł się w złym miejscu o złym czasie, ale to? To będzie oznaczać śmierć tysiąca Calebów, ale tym razem z twojej winy.

Przycisnęłam czoło do kolan i zatkałam uszy dłońmi. Nie powstrzymało to jednak fali emocji, która we mnie uderzyła, ani pulsowania w skroniach, które szybko zmieniło się w ostry ból.

I jego to nie powstrzymało.

– Aco z twoją mamą, Alex?

– Zamknij się! – krzyknęłam.

– Nie tego pragnęła! – Kraty zagrzechotały, gdy w nie uderzył, jak zgadywałam, pięściami. To musiało boleć. – Zmarła, aby cię przed tym chronić. Jak śmiesz się poddawać i pozwalać mu…

Całe moje ciało strzeliło jak zbyt naciągnięta gumka.

– Zamknij…

Brzęczenie w uszach wzmogło się, tłumiąc Aidena i wszystko inne. W tej chwili on tam był, prześlizgując się moimi żyłami jak ciepły, bogaty miód.

Posłuchaj. To słowo było w moich myślach, kojąc jak łagodne, letnie powietrze. Posłuchaj mnie, Alex. Pamiętaj, co zrobimy, gdy się połączymy. Uwolnimy półkrwistych i twojego ojca.

– Alex – warknął Aiden.

Na bogów, nie ma nic lepszego do roboty? Rozdrażnione westchnienie Setha wstrząsnęło moim ciałem. Załatw go. Jest nieistotny. My się liczymy.

Zacisnęłam palce we włosach.

– Jest tam teraz, prawda? – Gniew pogłębił się w głosie Aidena. Kraty znów zagrzechotały. W tym tempie jego knykcie staną się poranione. Tak jak mój mózg. – Nie słuchaj go, Alex.

Śmiech Setha odczułam, jakby wbiły się we mnie kawałki lodu.

Wchodzi tam? Powal go, aniołku. I pobiegnij. Nikt nie będzie w stanie cię powstrzymać.

Ciągnęłam za włosy, aż zamrowiła skóra czaszki.

– Alex, spójrz na mnie. – Desperacja w głosie Aidena ponownie dotarła do tej części mnie, którą nie do końca znałam. Uniosłam powieki i popatrzyłam mu w oczy. Były srebrne, niczym poświata księżyca. Piękne. – Razem możemy zerwać więź pomiędzy tobą a Sethem.

Powiedz mu, że nie chcesz jej zrywać.

Niesamowite… i przerażające, jak wyraźnie Seth mógł widzieć i słyszeć, gdy byliśmy połączeni. Jakby w moim wnętrzu żyła inna osoba.

– Alex – powiedział Aiden. – Nawet jeśli do niego pójdziesz, wyssie z ciebie energię jak daimon. Może nawet nieumyślnie, ale to zrobi.

Moje serce przyspieszyło. Kilka miesięcy temu ostrzegała mnie przed tym matka. Stanowiło to jeden z powodów, dla których chciała przemienić mnie w daimona. Popieprzony powód, pełen pokrętnej logiki, a mimo to…

Nigdy bym ci tego nie zrobił, Alex. Chcę jedynie zadbać o twoje bezpieczeństwo i dać ci szczęście. Chcesz przecież uwolnić tatę, prawda? Razem możemy tego dokonać, ale tylko we dwoje.

– Nie zrezygnuję – powiedział Aiden. Na chwilę zapadła błoga cisza. – Słyszysz, Seth? Nigdy tego nie zrobię.

Wkurzający.

Obaj jesteście wkurzający. Następne słowa wypowiedziałam na głos:

– Nie ma nic, z czego mógłbyś zrezygnować, Aidenie.

Zmrużył oczy.

– Jest wszystko.

Uznałam to za dziwne.

„Wszystko” było duchem tego co było i nigdy nie mogło być. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy połączyłam się z Sethem. Trudno to było wyjaśnić. Miesiące temu, kiedy miałam kłopoty ze snem i połączenie koiło moje ciało i umysł? Cóż, to właśnie tak, ale sto razy mocniej.

Ale nie było w tym mnie. Tak jak nie było Setha przed przebudzeniem. Rozumiałam to teraz. Jak bardzo walczył w moim towarzystwie, aby nie zostać wciągniętym w to, co się ze mną działo. W tej chwili byliśmy jedną istotą w dwóch różnych ciałach. Jedną duszą podzieloną na dwie części. Solaris i Pierwszy…

Wmojej głowie eksplodował silny ból.

Nie. Szept poniósł się moimi żyłami. Nie myśl o nich.

Zmarszczyłam brwi.

Mój Seth nadal mówił. Tak samo jak i Aiden. Ale ten drugi nie był na tyle głupi, by wejść do celi. Nawet zmęczona i przetrzymywana przez znaki na ścianach byłam pewna, że mogłabym go pokonać. Mijały minuty, może godziny, gdy ci dwaj zarzynali moje szare komórki.

Kiedy było po wszystkim, opadłam na materac. Mocno bolała mnie głowa. Aiden wyszedł, ponieważ ktoś – mój wuj – otworzył na górze drzwi, co oznaczało, że coś się działo. Przewróciłam się na bok i powoli się przeciągnęłam.

Wkońcu, westchnął Seth.

Rozprostowałam palce. Stawy bolały.

Protektor zaraz przyjdzie.

Nie mamy wiele czasu, aniołku. Musimy tylko wykombinować, gdzie jesteś. I będziemy mogli być razem.

Uśmiechnęłam się lekko. Kiedy mocniej się skoncentrowałam, mogłam wyczuć Setha po drugiej stronie wibrującego sznura, który zawsze był obecny. Czasami apolion się przede mną ukrywał, ale nie teraz.

Zpamięci wyłonił się jego obraz. Złota cera i lekko wygięte brwi. Silna, pragnąca dotyku żuchwa i pełen zadowolenia z siebie uśmiech. Na bogów, jego twarz była nieziemsko piękna – zimna i twarda, jak marmurowe posągi, które otaczały budynek Przymierza.

Ale tam, na Boskiej Wyspie, nie było już pomników. Nie było nic. Posejdon wszystko zniszczył i wciągnął do oceanu. Budynki, posągi, piasek i ludzie… Wszystko przepadło.

Straciłam obraz Setha.

Zaniepokoiłam się. Aiden wcześniej miał rację – tak jakby. Coś w całej tej sytuacji mnie dręczyło, sprawiało, że czułam się bezradna, a przecież to nieprawda.

Byłam apolionem.

Wróć do myślenia o tym, jak dobrze wyglądam. Podobało mi się.

Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniały. Ego mojego Setha było tak wielkie, jak zawsze.

Ale obraz mojego Setha stanął mi przed oczami. Jego włosy kręciły się przy skroniach, ich barwa to czyste złoto. Przypominał mi obrazy Adonisa. Jednak Adonis nie był blondynem. Dzięki wspomnieniom poprzednich apolionów wiedziałam, że był brunetem.

Gdzie jesteś?, zapytałam.

Udaję się na północ, aniołku. Ty jesteś na północy?

Westchnęłam.

Nie wiem, gdzie jestem. Otaczają mnie lasy. Jest też potok.

Nie pomagasz. Nastąpiła przerwa i wyobraziłam sobie jego dłoń na moim policzku, gdy mnie głaskał. Zadrżałam. Tęsknię za tobą, aniołku. Te tygodnie, gdy ukryto cię przede mną, doprowadzały mnie do szału.

Nie odpowiedziałam. Nie tęskniłam za moim Sethem. Kiedy byłam zamroczona eliksirem, nie wiedziałam nawet, że istniał.

Zaśmiał się.

Wyczyniasz cuda z moją samooceną. Miałaś powiedzieć, że również za mną tęskniłaś.

Obróciłam się na plecy, próbując rozruszać ścierpniętą nogę.

Jak to będzie, gdy przeleję ci swoją moc?

Nastała chwila ciszy i zaczęłam się denerwować.

Nie będzie bolało, szepnął. Będzie tak, jak wtedy gdy wcześniej się dotykaliśmy, kiedy pojawiały się runy. Podobało ci się.

Tak.

Trzeba będzie wypowiedzieć kilka słów, nic wielkiego, po czym przejmę twoją moc. Nie wysuszę cię, Alex. Nigdy tego nie zrobię.

Wierzyłam mu, więc odetchnęłam.

Jaki jest plan, Seth?

Wiesz, jaki jest.

Chciał zgładzić Olimpijską Dwunastkę, zanim znajdą sposób, by nas zabić. Legenda głosiła, że byliśmy podatni tylko na atak innego apoliona, ale żadne z nas nie miało stuprocentowej pewności. Luki i mniej znane fakty były tym, co próbowali rozwikłać ci przed nami. Jednak gdy pozbędziemy się bogów, to my będziemy rządzić. Albo Lucian. Nie wiedziałam i miałam to gdzieś. Chciałam być jedynie przy moim Secie. Dostawałam świra z powodu rozłąki.

Nie. Jaki jest plan, byśmy mogli być razem?

Zadowolenie Setha opłynęło mnie niczym letnie słońce. Pławiłam się w nim jak mały szczeniaczek z pełnym brzuszkiem.

Wkońcu przeciwnicy okażą słabość. Jak zawsze. Zwłaszcza St. Delphi. Ty jesteś jego słabością.

Skuliłam się.

Jestem.

Akiedy pojawi się szansa na ucieczkę, skorzystaj z niej. Nie powstrzymuj się, aniołku. Jesteś apolionem. Kiedy się uwolnisz, nie zdołają cię powstrzymać. Uwierz w to. I kiedy dowiesz się, gdzie jesteś, przybędę po ciebie.

Ufałam mojemu Sethowi.

Znów pojawiła się ta przyjemna, mocna mgła.

Widziałaś ostatnio Apolla czy jakiegoś innego boga?

Nie.

Nie odkąd przestałam być na haju od eliksiru, a to dziwne. Apollo pilnował mnie od przebudzenia, ale nie czułam go, ani nie widziałam. I żadnego innego boga też nie.

Otworzyłam oczy i spojrzałam na kraty. Czy Hefajstos musiał wkrótce wzmocnić pręty? Na bogów, miałam nadzieję. Gdyby osłabły, to samo stałoby się ze znakami. Mogłabym wyjść.

Seth powiedział coś, co sprawiło, że podwinęły mi się palce u stóp, by zwrócić moją uwagę.

Dokąd odpłynęłaś?

Pokazałam mu kraty i moje myśli. Wątpił. Prace Hefajstosa rzadko słabły, ale miałam nadzieję… przez chwilę. Ta więź… była do bani. Nawet jeśli mój Seth był we mnie, tak naprawdę go nie było. Byłam sama. Samotnie siedziałam w celi.

On mnie nigdy nie wypuści. Aiden nigdy nie pozwoli mi się do ciebie zbliżyć. Łzy napłynęły do oczu, gdy poczułam ogrom beznadziei. Nigdy nie spotkam się z ojcem.

Spotkasz się. Nie ma znaczenia to, co zrobi protektor. Wydostanę cię. Bogowie twierdzą, że może istnieć tylko jeden apolion, ale się mylą. Poczułam dziwne napięcie, po czym odprężenie. Jesteś moja, Alex. Zawsze byłaś i zawsze będziesz. Zostaliśmy do tego stworzeni.

Coś rozgrzało się we mnie na tę odpowiedź. Jednocześnie jednak źródło głosu, który odzywał się, ilekroć w pobliżu był Aiden, wycofało się i ukryło przed moim Sethem, gdy dotknęłam kryształowej róży na szyi.

 

 

 

 

 

 

Rozdział 2

 

 

 

 

Jakiś czas późnej – choć nie wiedziałam, czy był dzień, czy noc, ani jak długo spałam – wciąż byłam sama. Aiden nie siedział na krześle i nie przyglądał mi się. Seth nie znajdował się po drugiej stronie bursztynowego sznura. Wyśmienicie.

Byłam spokojna.

Wstałam i podeszłam do krat. Wyglądały normalnie. Były zrobione ze srebrnego tytanu – ale problem stanowiła siatka znajdująca się na prętach.

Łańcuch Hefajstosa był nie do przerwania.

Odetchnęłam głęboko, chwyciłam za kraty i ścisnęłam. Przez pręty przepłynęło niebieskie światło, kłębiąc się przy suficie nad znakiem jak pełen brokatu dym.

– Cholera – mruknęłam i się wycofałam.

Próbowałam wezwać akaśę. Nic się we mnie nie przebudziło, nic nawet nie zamigotało. Uniosłam dłoń, pragnąc czegoś mniejszego. Cóż, mniejszego dla mnie.

Przyzwałam ogień.

Iii… nadal nic.

Kiedy przeszłam przebudzenie, moc, która się otworzyła, zalała pospiesznie moje żyły, a haj był tak wspaniały, że mogłam chodzić po suficie. Zrozumiałam, dlaczego daimony tak pragnęły eteru. Właśnie go posmakowałam. I nie poczułam więcej, odkąd Apollo znokautował mnie swoim boskim strzałem.

Palant.

On również znajdował się na mojej liście osób do zabicia.

Poszłam do łazienki, by się umyć. Świeżo wykąpana i przebrana, wróciłam, aby poddać kraty testowi. Błyszczące niebieskie światło było ładne. Przynajmniej miałam na co patrzeć.

Westchnęłam, gotowa walić głową w ścianę. Szukałam mojego Setha na końcu sznura, ale mojego przyjaciela wciąż nie było. Mogłam go zawołać i odpowiedziałby, ale miałam pewność, że próbował mnie uwolnić. Kiedy nie pozostało nic do roboty, wróciłam do sprawdzania krat.

Kilka godzin później otworzyły się drzwi na górze. Usłyszałam głosy. Jeden z nich należał do Aidena, ale drugi…

– Luke? – zawołałam.

– Wyjdź – rzucił ostro Aiden.

Drzwi się zamknęły, po schodach poniosło się echo pojedynczych ciężkich kroków. Na bogów, dźwięk, który wydostał się z mojego gardła przypominał zwierzęcy skowyt.

Zobaczyłam Aidena, który na plastikowym talerzu przyniósł mi jajka i boczek. Uniosłam ze zdziwienia brwi.

– Naprawdę uważasz, że dopuszczę do ciebie półkrwistego?

– Zawsze można mieć nadzieję. – Ci posiadający mieszaną krew byli bardziej podatni na urok, a ja miałam teraz sporo mocy.

Przytrzymał talerz przy dziurze w prętach. Ostatnio, gdy próbowałam głodówki, nie wyszło. Chciałam się zagłodzić, więc podano mi przez to eliksir. Tym razem zamierzałam skorzystać z jedzenia.

Sięgnęłam po talerz.

Aiden wsunął wolną rękę i złapał mnie za przedramię. Jego dłoń była tak wielka, że pochłonęła cały mój nadgarstek. Nie odezwałam się, ale jego burzliwe oczy skłaniały mnie do działania. Pamiętasz nas razem? Pamiętasz, jak bardzo pochłaniał myśli? Jak bardzo za nim tęskniłaś? Czy chciał, żebym pamiętała chwilę, gdy powiedział mi o ataku daimonów i masakrze jego rodziny? I jak to było, gdy znajdowałam się w jego ramionach i mnie kochał?

Wszystko to pamiętałam ze szczegółami.

Ale emocje, które się z tym wiązały, odeszły. Zostały wymazane. Przeminęły z wiatrem przeszłości… A Aiden był moją przeszłością.

Nie. Nie. Nie. Włączył się ten cichy głosik. Aiden był przyszłością. Z jakiegoś powodu przyszła mi na myśl ta cholerna wyrocznia – babunia Piperi. Istnieje różnica pomiędzy miłością a potrzebą, powiedziała. Ale nie było różnicy. Czy próbowała mnie nauczyć, jak się wydostać zza tych krat?

Aiden puścił, jego spojrzenie było twarde jak te betonowe ściany. Cofnął się o krok, a ja wzięłam jedzenie i udałam się do materaca. Co zaskakujące, pozwolił mi zjeść w ciszy.

Później już nie dał spokoju.

Dziś chciał porozmawiać o naszym pierwszym treningu i o tym, jak bardzo go wkurzałam, bo nie potrafiłam zamilknąć. Kiedy doszedł do tego, że go przedrzeźniałam, uśmiechnęłam się. Był zirytowany i niepewny tego, jak sobie ze mną poradzić.

Oczy Aidena rozbłysły w tej samej chwili, gdy uniosły się kąciki moich ust.

– Powiedziałaś, że gadam jak ojciec.

Tak mówiłam.

– Mówiłaś też, że będziesz musiała porzucić prochy, gdy rozwodziłem się nad zasadami. – Uśmiechnął się.

Moje usta niemal same na to odpowiedziały. I nie spodobało mi się to. Czas na zmianę tematu.

– Nie chcę o tym rozmawiać.

Oparł się o metalowe, składane krzesło, które zapewne było strasznie niewygodne.

– Ao czym chcesz rozmawiać, Alex?

– Gdzie podziewa się Apollo? Skoro jest jakimś tam moim krewnym, czuję się niekochana.

Skrzyżował ręce na piersi.

– Apolla tu nie będzie.

O, ciekawe. Nadstawiłam uszu.

– Adlaczego nie?

Popatrzył mi w oczy.

– Naprawdę uważasz, że ci powiem, skoro zaraz wyśpiewasz wszystko Sethowi?

Położyłam nagie stopy na zimnej betonowej posadzce i wstałam.

– Słówka nie pisnę.

Aiden posłał mi wymowne spojrzenie.

– Nazwij mnie wariatem, ale ci nie wierzę.

Podeszłam do krat, cały czas na niego patrząc. Kiedy się zbliżyłam, spiął się. Zacisnął usta, jakby zgrzytał zębami. Patrzył ostrzej. Dotknęłam krat, ale światło było słabe. W jakiś sposób poznawały różnicę pomiędzy tym, gdy ich po prostu dotykałam, a tym gdy chciałam uciec. Sprytny ten łańcuch.

– Co robisz? – zapytał Aiden.

– Jeśli mnie teraz wypuścisz, przysięgam, że nie dotknę ciebie ani twoich bliskich.

Nie odzywał się przez chwilę.

– Ale zależy mi na tobie, Alex.

Przechyliłam głowę na bok.

– Przecież nic mi się nie stanie.

– Nie. Nie będziesz bezpieczna. – W jego oczach pojawił się smutek, nim przysłoniły je gęste rzęsy.

Mój żołądek skurczył się ostrzegawczo. Przypominając sobie o tym, czego się dowiedziałam, będąc poddana działaniu eliksiru, wiedziałam, że w jego słowach było drugie dno.

– Aco ty tam wiesz, Aidenie?

– Jeśli stąd wyjdziesz, nadal połączona z Sethem… umrzesz – głos załamał mu się na ostatnim słowie.

Parsknęłam śmiechem.

– Kłamiesz. Nic nie skrzywdzi… – Mity i legendy, Alex. Heloł. O czym wcześniej myślałam? Zawsze była pewnego rodzaju równowaga. Właśnie dlatego stworzono apoliona. – O czym mi nie mówisz?

Uniósł powieki i odsłonił srebrne oczy.

– Nieważne. Musisz mieć jedynie świadomość tego, że to prawda.

Otworzyłam usta, ale zaraz je zamknęłam. Aiden starał się mnie wkurzyć. I tyle. Jeśli Tanatos i jego Zakon przez wieki nie znaleźli pięty achillesowej apolionów, nie uda się to również czystokrwistemu. Zakon nie…

Amoże?

Jednak się nie liczyli. Mój Seth i jego protektorzy systematycznie pozbywali się ich z powierzchni ziemi.

Uniosłam wzrok i odkryłam, że Aiden mi się przyglądał. Ciężko było przeciwstawić się głupiej potrzebie pokazania mu języka.

– Mogę cię o coś zapytać?

Wzruszyłam ramionami.

– Jeśli odmówię i tak zadasz to pytanie.

– No tak. – Posłał mi sztywny uśmiech. – Kiedy byłaś z Lucianem przed zebraniem rady, on przetrzymywał cię u siebie w domu bez twojej zgody, prawda?

– Tak – odparłam powoli, nie czując się komfortowo.

– Jak się wtedy czułaś?

Zacisnęłam palce na kratach.

– Teraz bawisz się w psychologa?

– Po prostu odpowiedz na pytanie.

Zamknęłam oczy i oparłam się o kraty. Mogłam skłamać, ale nie było sensu.

– Nie podobało mi się. Próbowałam zabić Luciana nożem do kotletów. – Oczywiście nie poszło zgodnie z planem. – Ale wtedy nie rozumiałam. Teraz jest inaczej. Nie mam się czego bać.

Zaległa cisza, po czym Aiden stanął przede mną, dotykając czołem krat po drugiej stronie. Ułożył duże dłonie nad moimi i kiedy się odezwał, jego oddech był ciepły. Nie odsunęłam się i nie wiedziałam dlaczego. Przebywanie tak blisko niego było niefajne z wielu względów.

– Nic się nie zmieniło – powiedział cicho.

– Ja się zmieniłam.

Westchnął.

– Wcale nie.

Otworzyłam oczy.

– Znudzi ci się to kiedyś? W końcu będzie musiało.

– Nigdy – odparł.

– Ponieważ nie poddasz się, bez względu na to, co ci powiem?

– No właśnie.

– Jesteś niesamowicie uparty.

Posłał mi krzywy uśmieszek.

– Niegdyś to samo myślałem o tobie.

Zmarszczyłam brwi.

– Ateraz już tak nie myślisz?

– Czasami nawet nie wiem, co powiedzieć. – Sięgnął ręką przez kraty i samymi opuszkami palców dotknął mojego policzka. Chwilę później przyłożył do niego całą dłoń. Wzdrygnęłam się, ale się nie odsunął. – A czasami wątpię we wszystko, co robię. – Odchylił mi głowę, bym popatrzyła mu w oczy. – Ale przez sekundę nie wątpiłem, że to, co teraz robię, jest właściwe.

Przyszło mi na myśl wiele odpowiedzi, ale szybko zniknęły, gdy odezwał się w mojej głowie cichy głosik. Oddałbym za ciebie wszystko…

Poczułam ucisk w gardle. Nagle cela stała się za mała. Piwnica się zwężała i zaczęłam się dusić w niewielkiej odległości od Aidena. Serce mocniej zabiło, gdy szukałam sznura…

– Nie – szepnął Aiden. – Wiem, co chcesz zrobić. Nie rób tego.

Odsunęłam się, zrywając z nim kontakt.

– Skąd wiesz, co robię?

Jego ręka pozostała wyciągnięta, jakby nadal czuł mój policzek.

– Po prostu wiem.

Wzrósł gniew, napędzany frustracją i sporą dawką dezorientacji.

– Czyż nie jesteś wyjątkowy?

Kręcąc głową, Aiden opuścił rękę. Przyglądał się, jak wycofałam się do materaca i na nim usiadłam. Wpatrywałam się w rozmówcę ostro, życząc mu wszystkiego, co najgorsze. I wiedziałam, że mogłam zranić go słowami, że zdołałabym pozbawić go nimi panowania i połamać na małe kawałki. Rzeczy, które mój Seth szeptał mi do ucha, i to, co pragnęłam z nim zrobić. Mogłam wybuchnąć – o tak, bardzo spektakularnie zniszczyć Aidena. Ale kiedy otworzyłam usta, te bolesne, złe rzeczy utknęły w moim ściśniętym gardle.

Siedząc, czułam się źle z samą sobą, jakbym tak naprawdę nie brała w tym wszystkim udziału. Doznawałam spokoju jedynie wtedy, gdy byłam połączona z moim Sethem. Bez niego pragnęłam zrzucić swoją skórę lub po prostu ją rozerwać.

Miałam ochotę w coś przywalić. Mocno.

Odetchnęłam płytko i skupiłam wzrok na znaku na suficie. Były to dwa zazębiające się księżyce. Ponieważ tak wielu bogów powiązanych było z tym wzorem, nie wiedziałam, co reprezentował ten symbol, ani w jaki sposób odbierał mi moc.

– Co to? – zapytałam, wskazując na sufit.

Częściowo nie chciałam, by Aiden mi odpowiadał, ale to zrobił.

– Symbol Febe.

– Febe? Chyba nie przebierałeś w środkach.

Prychnął.

Wow. Wytoczył naprawdę ciężkie działa. Czułam się wyjątkowa, patrząc zmrużonymi oczami na znaki. Jaśniały niebieskawą czerwienią.

– Awięc tytani…

– Tak.

– Ato ich krew, prawda? – Spojrzałam na Aidena. – Zechcesz wyjaśnić, jakim cudem krew tytanów znajduje się na tym suficie? Olimpijczycy trzymają ją w słoikach?

Aiden parsknął oschłym śmiechem.

– Kiedy olimpijczycy obalili rządy tytanów, większość została uwięziona w Tartarze. Ale Febe tam nie trafiła. I dba o swoje dzieci.

Przeszukałam umysł, ale nic nie znalazłam.

– Kto?

– Leto – odparł. – Która urodziła Apolla i Artemidę.

Jęknęłam.

– Oczywiście. Dlaczego nie? Zatem Apollo poprosił babcię o trochę krwi? Świetnie. Ale nie rozumiem, jak to działa. – Wskazałam na siebie. – Jak to zmniejsza moją moc.

– Krew tytanów jest potężna. Wiesz, że ostrza zanurzone w niej mogą zabić apoliona? – Kiedy posłałam mu wymowne spojrzenie, zacisnął na chwilę usta. – Wymieszaj to z krwią własnego rodu, a zdoła powstrzymać cię przed zrobieniem sobie krzywdy.

– Albo przed zrobieniem krzywdy tobie – warknęłam.

Wzruszył ramionami.

Gniew w moich żyłach był jak trucizna, nie potrafiłam się go pozbyć i zaraz naprawdę miałam wpaść w szał. Wyciągnęłam nogi, potem ręce. Wyobraziłam sobie, że podbiegam i kopię Aidena w goleń.

Po drugiej stronie krat rozległo się westchnienie.

Czasami zastanawiałam się, czy protektor potrafił czytać w myślach.

– Nie znoszę tego – przyznał tak cicho, że nie byłam nawet pewna, czy go usłyszałam. – Obrócił się, pokazując mi plecy. – Nie podoba mi się, że Seth się tobą bawi, że cię okłamuje, a ty mu ufasz. Nienawidzę, że to wasze połączenie jest dla ciebie ważniejsze niż wszystko inne.

Miałam się kłócić, ale Seth przecież mnie oszukał. Zapewne bawił się mną od chwili, gdy odkrył, że jestem drugim apolionem. Bez wątpienia robił to Lucian.

Zaniepokoiłam się i zadrżałam.

– To teraz nieważne – powiedziałam.

Aiden się do mnie obrócił.

– Tak?

Popatrzyłam mu w oczy.

– To, że Seth mnie okłamał. Nieważne, ponieważ pragnie tego, co ja. Jeśli…

– Zamknij się – warknął.

Zamrugałam zdziwiona. Nie pamiętałam, by wcześniej kiedykolwiek tak ostro się do mnie zwrócił. Wow. Nie spodobało mi się to z wielu powodów.

Oczy protektora zalśniły srebrem.

– Nie pragniesz tego, czego chce Seth, ponieważ ciebie w tym nie ma. Jest tylko on.

Szok sprawił, że zniknęły wszystkie odpowiedzi, jakich mogłam udzielić. Nie było w tym mnie. Byliśmy my. Ten cichy głosik w moim wnętrzu ryknął z wściekłością, po czym powtórzył: Nie było w tym mnie.

 

 

 

 

 

 

Rozdział 3

 

 

 

 

Kiedy mój Seth postanowił pojawić się po drugiej stronie tęczy, byłam zrzędliwa i cóż… cierpiałam. Powiedział przez nasze połączenie bardzo niewłaściwe rzeczy.

Rozpraszające uwagę? Tak.

Akceptowalne w nastroju, w którym byłam? Nie.

Chcę stąd wyjść, powiedziałam, mentalnie próbując go spławić. Nie wytrzymam dłużej. Aiden… On…

Dezaprobata Setha była jak brzytwa tnąca moją czaszkę.

Aiden, co?

Co mogłam powiedzieć mojemu Sethowi? Że Aiden zmuszał mnie do myślenia?

Za dużo gada.

Jego śmiech połaskotał mnie w kark.

Rzeczywiście. Ale, aniołku, to już nie potrwa długo. Lucian wyświadczył nam sporą przysługę.

Zkim? Z przewodniczącym jakiegoś kółka?

Znów poczułam pełen zadowolenia śmiech.

Powiedzmy, że dał mi niekończącą się przynętę i przewagę.

Przewróciłam w duchu oczami.

Nie rozumiem.

Nastąpiła cisza, wiedziałam, że Seth czekał. Był w wesołym nastroju, ale ta rozmowa była zbyt poważna, by się wygłupiać. W końcu odpowiedział:

Czystokrwiści, którzy się nam sprzeciwili, okazali się przydatni.

Jak to?

Pamiętasz, jak Telly nie chciał zaakceptować, że daimony mogą ze sobą współpracować, aby przeprowadzić spójne ataki na Przymierza?

Tak… A Marcus nie wierzył, że tylko one same działają przeciwko nam.

Ija też nie. Na nadzwyczajnym zebraniu rady, które zwołał Lucian, nim mój Seth zgładził niektórych jej członków, podejrzewałam, że być może ojczym stał w jakiś sposób za atakami daimonów, ale nie miałam dowodu. Poza tym do tej myśli doprowadziła mnie zapewne nienawiść do tego mężczyzny.

Cóż, najwyraźniej racja jednak znajdowała się po stronie Telly’ego. Przy odpowiedniej motywacji, powiedzmy, niekończących się zapasach eteru, zadowolą się prawdopodobnie każdym czystokrwistym, który wpadnie im w ręce.

Znów nastała cisza, a intensywność tego, co czuł i czego pragnął, przepłynęła przez nasze połączenie. Przez chwilę naprawdę mi się wydawało, że go czuję, a ogarniające emocje wymazały wszelkie myśli i wypełniły mnie błogością.

Alex, powiedział wesoło z zadowoleniem. Jesteś skupiona?

– Tak. Daimony… eter… inne rzeczy…

Dobrze. Pozwól, że o coś cię zapytam, aniołku. Naprawdę uważasz, że daimony zorganizowały wszystkie te ataki samodzielnie?

Część cudownej mgły stworzonej przez Setha zniknęła, gdy lodowaty wiatr owiał mój kark.

Co? O co ci chodzi?

Nawet bardzo rozsądne daimony nie zdołałyby przygotować tego, co stało się w Catskills. Nie uważasz, że musiały otrzymać pomoc?

Nie mogłam myśleć, gdy serce mi przyspieszyło. Miałam więc rację? Poczułam gorycz w ustach.

Nie denerwuj się, aniołku. Lucian potrzebował waśni, aby doszło do tego wszystkiego.

Próbowałam sobie przypomnieć, gdzie był Lucian, gdy wybuchł chaos w Catskills. Założyłam, że znajdował się w sali balowej z pozostałymi czystokrwistymi, ale go nie widziałam. Wiedziałam jedynie, że mój Seth się z nim skontaktował…

Wszyscy ci martwi półkrwiści słudzy, strażnicy, protektorzy… Wszystkie niewinne osoby…

Wzdrygnęłam się, niemal tracąc połączenie z moim Sethem.

Aniołku, jak według ciebie daimony weszły na teren Przymierza w Catskills? Widziałaś tamtejszą ochronę. A sala balowa? Były do niej tylko dwa wejścia, oba pilnie strzeżone. Jedno obstawiał strażnik Luciana.

Podejrzewanie, że ojczym stał za tymi atakami to jedno – nic by mnie nie zdziwiło w przypadku tego człowieka – ale mój Seth? Nie mógł się godzić na coś takiego. Gdybym uwierzyła, że przyczynił się do śmierci tych niewinnych osób, musiałabym zaakceptować tę straszną tragedię. Pragnęłam tego, czego mój Seth, ale daimony… zawsze były i zawsze powinny być wrogiem.

Wróg naszego wroga może być na wojnie naszym przyjacielem, aniołku.

Na bogów. W wielkiej, ogromnej części nie potrafiłam przetworzyć tego, co mówił. Walczyłam z przypływem jego emocji, wynurzając się, jakbym w nich tonęła, i chwytając powietrze.

Tam było tak wielu niewinnych, argumentowałam. Wróciły przerażające obrazy rzezi – słudzy w korytarzu z rozerwanymi gardłami, protektorzy i strażnicy, którzy zostali złapani i wyrzuceni przez okna.

Oni się nie liczą, aniołku. Tylko my mamy znaczenie, tylko to, czego pragniemy.

Ale te osoby były ważne.

Mogliśmy zginąć, Seth. Mój ojciec mógł zostać zabity.

Ale nie został, a ja nigdy nie pozwoliłbym, by coś ci się stało. I nic ci nie jest.

Zostaliśmy rozdzieleni podczas ataku. Jeśli dobrze pamiętałam, niemal mnie zdeptano. Nie wspominając o tym, że samodzielnie musiałam walczyć z furiami. Nie byłam pewna, jak dokładnie zapobiegł mojej śmierci.

Aniołku, potrzebowaliśmy tego. Daimony pomogły mi zbliżyć się do ciebie. Nie chcesz tego? Żebyśmy byli razem?

Tak, ale…

Więc mi zaufaj. Chcemy tego samego, aniołku!

Wróciły do mnie słowa Aidena i zrobiło mi się niewygodnie we własnej skórze.

Seth? Nie wymuszasz na mnie żadnych swoich pragnień, co? Nie wpływasz na mnie?

Nie odpowiedział od razu, przez co moje serce zgubiło rytm.

Mógłbym, aniołku, gdybym chciał. Wiesz o tym, ale tego nie robię. Po prostu pragniemy tych samych rzeczy.

Przygryzłam wargę. Chcieliśmy tego samego, poza sprawą z daimonami… Zatrzymałam te myśli. Jakby dwie wielkie ręce nacisnęły na moje ramiona, przewróciłam się na plecy. I nagle znów zaczęłam tonąć w uczuciach Setha.

***

Aiden wrócił z jedzeniem i przyprowadził ze sobą towarzysza – mojego wuja Marcusa. Obecnie mężczyzna traktował mnie przyzwoicie. O ironio.

Zjadałam posiłek i wypiłam wodę, jak dobry więzień.

Inawet nie wykrzyczałam nic obraźliwego.

Uznałam, że zasłużyłam na nagrodę, jak wyjście z celi lub coś w tym stylu, ale to by było zbyt wiele. Zamiast tego Marcus poszedł sprawdzić, co porabiali inni. Kiedy drzwi zamknęły się na górze, Aiden usiadł, opierając się plecami o kraty.

Odważny facet… albo naprawdę głupi. Podpuszczał mnie. Z łatwością mogłabym wsunąć prześcieradło między kraty i zarzucić mu na szyję, nim miałby szansę zareagować.

Siedziałam jednak, opierając się plecami niemal o niego. Niebieski blask z łańcuchów wydawał się słabszy. Przeciągała się dziwnie komfortowa cisza. Minuty mijały, a napięte mięśnie moich pleców zaczęły się rozluźniać. Nim się spostrzegłam, również opierałam się o kraty i… plecy Aidena.

Wcześniejsza rozmowa z Sethem pozostawiła po sobie dziwny posmak w ustach i żołądek ściśnięty na supeł. Może dlatego nie wcieliłam w życie morderczych zapędów z prześcieradłem i szyją Aidena. Przypuszczałam, że straciłam tę okazję.

Opuściłam głowę i westchnęłam. Pragnęłam tego, co mój Seth, ale żeby daimony… Potarłam dłońmi ugięte kolana i ponownie westchnęłam – głośniej, jak wkurzone dziecko.

Aiden drgnął i obrócił głowę.

– Co jest, Alex?

– Nic – mruknęłam.

– Wcale nie. – Oparł się i położył głowę na kratach. – Mówisz tym tonem.

Zmarszczyłam brwi, patrząc w ścianę.

– Jakim tonem?

– Takim, gdy chcesz coś powiedzieć, ale uważasz, że nie powinnaś – odparł z odrobiną wesołości. – Dobrze go znam.

Kurde. Opuściłam wzrok na swoje dłonie. Palce miałam w porządku, ale paznokcie były krótkie, połamane. Ręce protektora, który zabijał daimony. Podciągnęłam rękaw swetra. Prawą rękę pokrywały białe ślady po zębach. Półksiężycowe blizny trudno było ukryć, a miałam je na obu rękach i szyi. Były okropnie brzydkie i stanowiły przypomnienie pojmania.

Ibez względu na to, jak bardzo się starałam, nie mogłam wymazać z umysłu twarzy półkrwistych zarżniętych w Catskills… ani zapomnieć wyrazu twarzy Caleba, gdy dostrzegł wystające z własnej piersi ostrze – sztylet wbity tam przez daimona.

Byłby tak bardzo… Słowo „rozczarowany” nawet by tego nie oddało, gdybym nic nie powiedziała.

Ale mój Seth byłby wkurzony. Szperał w moich wspomnieniach, a pragnęłam, by był szczęśliwy. Chciałam…

Nie chciałam współpracować z daimonami. Był to policzek dla tych, którzy zginęli z ich rąk – mamy, Caleba i niewinnych sług. I dla moich blizn.

Mój Seth… musiał to zrozumieć. Pojmie to, ponieważ mnie kocha.

Podjęłam decyzję i odetchnęłam głęboko.

– Nie mówię ci tego, bo ma to z tobą związek, okej?

Parsknął ponurym śmiechem.

– Nigdy nie pomyślałbym o czymś tak szalonym.

Skrzywiłam się.

– Mówię ci o tym tylko dlatego, bo nie wydaje mi się to właściwe. Jest to sprzeczne z czymś… w moim wnętrzu. Muszę coś powiedzieć.

– Co takiego, Alex?

Zamknęłam oczy i ponownie odetchnęłam głęboko.

– Pamiętasz, jak Marcus myślał, że ktoś pomagał daimonom w ataku, zwłaszcza w Catskills?

– Tak.

– Myślałam, że to Lucian, zwłaszcza po spotkaniu rady. Było to logiczne. Stworzenie chaosu i czegokolwiek, co ułatwi przejęcie kontroli. – Powiodłam palcem po bliźnie po wewnętrznej stronie łokcia. – Tak czy inaczej, ataki daimonów najwyraźniej zostały zorganizowane przez Luciana i… Setha.

Aiden zesztywniał przy mnie. Milczał tak długo, że się obróciłam.

– Aidenie?

– Ile z nich? – spytał ochryple.

– Chyba wszystkie – powiedziałam z wyrzutami sumienia. Zdradzałam Setha, ale nie mogłam pozostać cicho. – Znaleźli sposób, by kontrolować daimony.

Zwiesił głowę i się zgarbił.

– Jak?

Uklękłam i chwyciłam kraty, ignorując słabe niebieskie światło.

– Używają czystokrwistych jako motywacji. Tych, którzy są przeciwko nim… Nam. To znaczy nam.

Aiden obrócił się tak szybko, że puściłam kraty i poleciałam do tyłu. Jego oczy jaśniały srebrem.

– Wiesz, gdzie trzymają tych czystokrwistych?

Pokręciłam głową.

Opuścił powieki.

– Dlaczego mieliby zrobić coś takiego?

Niesmak w jego głosie był zrozumiały. Potarłam dłońmi o uda. Dlaczego oni to robili? Wywołanie niezgody było oczywiste. Z atakami daimonów na prawo i lewo najwyższa rada była rozproszona. Bogowie wątpili w zdolność czystokrwistych do kontrolowania hord daimonów i w rezultacie wysłali furie. A teraz miało to posłużyć jako odwrócenie uwagi, bym mogła uciec. Nie wiedziałam jeszcze dokładnie jak, ale jeśli blaknące niebieskie światło było jakąś wskazówką, nie będzie to konieczne.

– Nie. Nie wiem.

Popatrzył mi w oczy.

– Dlaczego mi o tym powiedziałaś? Jestem pewien, że Sethowi się to nie spodoba.

Odwróciłam wzrok.

– Mówiłam, to nie w porządku. Ci czystokrwiści…

– Są niewinni?

– Tak, a Caleb… został zabity przez daimona. Moja matka została przemieniona. – Odetchnęłam i wstałam. – Chcę tego, co Seth, ale nie mogę stać za czymś takim. Zrozumie.

Aiden odchylił głowę.

– Na pewno? Wiesz, że przekażę tę informację dalej. Utrudni mu to plany.

Objęłam się w pasie.

– Zrozumie.

Posmutniał i zwiesił głowę.

– Dziękuję.

Zjakiegoś powodu się zdenerwowałam i wrzasnęłam:

– Nie chcę twoich podziękowań. To ostatnia rzecz, jakiej pragnę.

– Ale masz moją wdzięczność. – Wstał płynnie. – I to większą niż zdajesz sobie sprawę.

Wpatrywałam się w niego zdezorientowana.

– Nie rozumiem.

Posłał mi sztywny uśmiech, zabarwiony zawsze obecnym smutkiem, jakbym była nieszczęsnym stworzeniem, które wywoływało żałość, gdziekolwiek poszło. Jednak za tym nieszczęściem kryła się desperacja.

– No co? – zapytałam, gdy nie odpowiedział.

– Dałaś mi nadzieję, której potrzebowałem.

***

Mój Seth nie był zły, że się wygadałam. Nawet nie starałam się tego przed nim ukryć. Kiedy tylko się połączyliśmy, powiedziałam mu, co zrobiłam. Jeśli już, wydawało się, że się tego spodziewał. Nie rozumiałam tego, ale tak czy inaczej, nie chciał o tym mówić.

Kiedy opowiadał mi o swoim dzieciństwie, był innym Sethem – rzadko widywałam tę jego stronę. Gdy opowiadał o matce, przez więź czułam jego wrażliwość, jakby bolało go samo mówienie o niej.

Jak miała na imię?, zapytałam.

Callista.

Ładnie.

Była piękna. Wysoka blondynka, wyglądała jak bogini. Urwał na chwilę. Biorąc pod uwagę czas przeszły w jego wypowiedziach, wnioskowałam, że nie żyła. Ale nie była dobra, aniołku. Była zimna i niedostępna, a przede wszystkim, gdy na mnie patrzyła, w jej oczach zawsze malowała się nienawiść.

Wzdrygnęłam się, gdy moje podejrzenia się potwierdziły i chciałam poprawić mu humor.

Jestem pewna, że cię nie nienawidziła, tylko…

Nienawidziła mnie. Ostra odpowiedź była jak wiadro zimnej wody. Stanowiłem nieustające przypomnienie jej złego postępku. Spróbowała zakazanego owocu, po czym tego żałowała.

Hematoi i półkrwistym nie wolno mieć żadnych relacji. Dopiero niedawno odkryłam, że to dlatego, ponieważ potomstwem półkrwistego mężczyzny i czystokrwistej kobiety był apolion.

Kiedy ponownie się odezwał, jego głos był niczym miękki koc.

Nie była podobna do twojej matki, aniołku. W jej przypadku nie istniał żaden płomienny romans. Mówiła mi, że zatrzymała mnie tylko dlatego, że po moich narodzinach odwiedził ją bóg. Najpiękniejszy mężczyzna jakiego w życiu widziała. Powiedział jej, że musi mnie chronić za wszelką cenę, że pewnego dnia stanę się potęgą.

Kiedy mówił, przypomniałam sobie przebłyski jego przeszłości, które zobaczyłam podczas przebudzenia. Gdy był dzieckiem o złotej skórze i jasnych lokach bawiącym się nad strumieniem czy pochylonym nad zabawką w wielkim pokoju wypełnionym meblami wyglądającymi na niewygodne. Zawsze był sam. Nocami budził się z koszmaru i nikt nie przychodził, by go uspokoić. Za dnia widywał tylko niańkę, która była równie nieczuła jak jego matka. Nigdy nie poznał ojca. Po dziś dzień nie znał nawet jego imienia.

Serce mi się ścisnęło.

Wwieku ośmiu lat został postawiony przed najwyższą radą, aby ustalić, czy zostanie przyjęty do Przymierza. Jego doświadczenia nie przypominały moich. Nie było badania, szczypania. Nie kopnął prezydenta. Wystarczyło spojrzenie i członkowie rady wiedzieli, kim będzie.

Miał to w oczach.

Wbursztynowych tęczówkach, które zawierały mądrość, jakiej nie posiadało żadne dziecko. Tęczówkach apoliona.

Wszystko poprawiło się, gdy został posłany do Przymierza w Anglii, a później do Nashville. Dziwne, że byliśmy tak blisko siebie przez tyle lat, a nigdy się nie spotkaliśmy.

Ale coś tu nie grało. Po przebudzeniu poznałam całą wiedzę poprzednich apolionów i to, co odkryli podczas swojego życia, jakbym została podłączona do komputera i załadowano mi odpowiedni program. Żaden wcześniejszy apolion nie urodził się z bursztynowymi oczami. Ich tęczówki stawały się złote po przebudzeniu.

Mój Seth był inny.

Ale w tej chwili mocny ból w piersi pożerał go żywcem.

Gdzie się urodziłeś?, zapytałam, mając nadzieję, że zmiana tematu poprawi mu nastrój. Nigdy mi nie powiedziałeś.

Zaśmiał się, a ja się uśmiechnęłam. Wesoły Seth był lepszy.

Nie uwierzyłabyś, ale wiesz, jak los uwielbia drwić, prawda?

Rety, wiedziałam o tym z własnego doświadczenia.

Urodziłem się na wyspie Andros.

Zadrżałam. O ironio. Nie trzeba było wielkiej wiary, by założyć, że moi przodkowie również pochodzili z tej wyspy, zważywszy na fakt, że wielu z nich przyjmowało nazwisko od miejsca, w którym się urodzili. Lub w niektórych przypadkach wyspę nazywano na pamiątkę założycielskiego rodu.

Tak czy inaczej była to wielka ironia. Przypomniałam sobie o czymś ważnym. Andros miała trzysta osiemdziesiąt kilometrów kwadratowych.

Sądzisz, że jesteśmy spokrewnieni?

Co? Parsknął śmiechem. Nie.

Skąd ta pewność? Jeśli zachowujemy się jak Luke i Leia, zacznę rzygać.

Moja rodzina nie jest powiązana z twoją w żaden sposób. Poza tym twoim przodkiem jest Apollo.

Atwoim kto jest?

Nie podał odpowiedzi, zapadła tylko arogancka cisza.

Dlaczego to zatajasz?

Westchnął.

Powiem ci, gdy będziemy razem. Wszystko ci pokażę, aniołku. Dostaniesz odpowiedzi na wszystkie swoje pytania.

 

 

 

 

 

 

Rozdział 4

 

 

 

 

Następnego dnia po lunchu zostałam w celi sama. Coś działo się na górze – drzwi otwierały się i zamykały z hukiem, słychać było tupanie i radosne krzyki.

Zaciekawiona, podeszłam do krat i nadstawiłam uszu. Rozmowa była zbyt stłumiona, aby cokolwiek usłyszeć lub w ogóle domyślić się, kto mówił, ale najwyraźniej ktoś przyjechał. I nie był to bóg. Wiedziałabym, gdyby było inaczej. Ich eter był silny, więc poczułabym go w swoim wnętrzu.

Dotykając krat, obserwowałam ich odpowiedź. Jasne światło niknęło. Co ty na to, Seth? Czy oznaczało to również, że znak na suficie tracił swoją moc? Na bogów, miałam nadzieję. Sięgnęłam do sznura, pragnąc dać znać o nowym odkryciu. Seth był obecny po drugiej stronie, ale się nie odzywał. Przebywał z Lucianem, przynajmniej tyle wiedziałam. O czymkolwiek rozmawiali, było to przede mną wyciszone.

Wodpowiedzi na obecność ojczyma natychmiast wzrosła moja niechęć. Oczywiście musiałam się z tym pogodzić, ale miało to być trudne. Nigdy nie zamierzałam zostać fanką tego człowieka.

Odłączyłam się od sznura i zaczęłam się zastanawiać, co porabiał Aiden. Zazwyczaj przez większość dnia siedział na składanym krześle, zadręczając mnie.

Dałaś mi nadzieję, której potrzebowałem.

Nadzieję, ale na co? Na szczęśliwe zakończenie dla nas?

Poszłam do małej białej łazienki i spojrzałam w zawieszone nad umywalką plastikowe lustro. Było niemal przycementowane do ściany i stworzone z lekkiego tworzywa sztucznego, bym go nie rozbiła i nie przekształciła w broń.

Oparłam się o zlew i otarłam twarz. Moje odbicie było pofalowane, ale dostrzegłam swoje oczy.

Były bursztynowe, jak u innych apolionów po przebudzeniu. Dziwnie było je takimi widzieć, ale odczuwałam, że to dobre. Jakbym stała się wreszcie czymś, co mi przeznaczono. Co, oczywiście, było.

Przechyliłam głowę na bok. Co pomyśli mój Seth, gdy mnie zobaczy – naprawdę dostrzeże? Będzie zadowolony w przeciwieństwie do Aidena, któremu nie podobały się moje oczy…

Poczułam nagłe ukłucie w piersi. Kurde… zakręciło mi się w głowie, więc przytrzymałam się umywalki. Nie był to fizyczny ból, bardziej jakby ziemia uciekała mi spod stóp. Albo gdy dostawało się naprawdę złe wieści.

Było to odczucie pękającego serca, którego nie dało się już naprawić.

Wciągnęłam gwałtownie powietrze. To uczucie nie miało sensu. Moje serce nie było złamane. Było całe i należało do Setha, który też mnie kochał. Nie powiedział mi o tym nigdy, ale musiał mnie kochać. Byliśmy sobie przeznaczeni, a połączeni, będziemy idealni. Będziemy rządzić zarówno Olimpem, jak i światem śmiertelników.

– Będziemy bogami – szepnęłam.

– O, Alex, nawet ja jestem zdziwiony jak napompowane zostało twoje ego. Na bogów, gdybym był cielesny, skopałbym ci teraz tyłek.

Obróciłam się z myślą, że w łazience ujrzę Caleba, ponieważ był to jego głos. Jednak nikogo tu nie było. Z mocno bijącym sercem wyjrzałam do celi. Pusta.

– Caleb?

Cisza.

Wyszłam z łazienki, pragnąc, aby pojawił się Caleb, jeśli naprawdę tu był. Cisza się przedłużała, a kiedy gotowa byłam przyznać, że postradałam zmysły, poczułam ciepło.

Czy Caleb… przeszedł przeze mnie?

– Ech…

Za moimi plecami rozległ się cichy śmiech. Obróciłam się i mogłam tylko patrzeć.

Przyjaciel stał tu, w boleśnie znajomy sposób unosząc brązowe brwi. Miał na sobie koszulę przypominającą tunikę i białe, lniane spodnie. To był Caleb, a jednak… nim nie był.

Całkowicie widziałam przez niego kraty. Dziwne.

– Caleb?

Spojrzał po sobie.

– Tak, to ja, ale dla twojego dobra w postaci cienia.

– Naprawdę tu jesteś, czy oszalałam?

Uśmiechnął się powoli.

– Jestem tu. Cóż, tak, jak tylko mogę być.

Odetchnęłam, ale powietrze ugrzęzło mi w gardle.

– Mogę cię dotknąć? – Poruszyłam się gwałtownie, nie było w tym gracji apoliona. – Mogę cię uściskać?

Zmarszczył brwi.

– Nie, Alex, nie możesz. Przejdziesz przeze mnie. – Uśmiechnął się. – Choć wydawało się, że za pierwszym razem ci się podobało.

Roześmiałam się, nie dotykając go.

– Na bogów, tak bardzo pragnę cię uściskać.

– Wiem. – Uśmiech spełzł mu z twarzy. – Ale nie mamy za wiele czasu.

Nigdy nie mieliśmy. Zakołysałam się na piętach, uśmiechając się.

– Przybyłeś, by mnie uwolnić, prawda?

– Onie. Nie jestem tu, by cię uwolnić.

Przestałam się szczerzyć.

– Dlaczego? Nie rozumiem. Muszę się stąd wydostać. Mój Seth potrzebuje…

– Jestem tu, aby po raz ostatni spróbować, Alex. – Wyciągnął dłoń, by mnie dotknąć, ale zamarł. – Przysłał mnie Apollo.

Skrzyżowałam ręce na piersi i się skrzywiłam.

– Co on ma z tym wspólnego?

– Ma nadzieję, że do ciebie dotrę, Alex.

– Wiesz, że uderzył we mnie boską energią?

Caleb się skrzywił.

– Tak, słyszałem. Wszyscy w Zaświatach o tym słyszeli, ale Alex, sama to na siebie sprowadziłaś. – Kiedy otworzyłam usta, uciszył mnie. – Apollo sam by tu przybył, gdyby mógł.

– Adlaczego nie może? – Obróciłam się, próbując zdusić gniew, co było jak zamykanie wieka pudełka, jednak zupełnie nie zdawało to egzaminu. – Obawia się mnie, prawda? Powinien. Apollo znajduje się na mojej liście.

– Czy ty słyszysz samą siebie? Bóg ma się ciebie obawiać? – Brzmiał na oszołomionego. – Apolla nie ma tu przez Aidena, miłość twojego życia, który zakazał mu tu wstępu.

Obróciłam się, mrużąc oczy.

– Nie jest miłością mojego życia.

Caleb pokręcił głową.

– Zawsze był twój, Alex. A ty zawsze byłaś jego.

Skrzywiłam się, jakbym posmakowała czegoś kwaśnego.

– Właśnie dlatego przybyłeś z Zaświatów? Aby pogadać o miłości mojego życia?

– Cóż, miłości twojego życia, która przegnała Apolla z tego domu, bo obawiała się, że bóg zrobi ci krzywdę. – O tak, Caleb widział mój szok. – A Apollo posłał jedną ze swoich nimf w Zaświaty, aby wyciągnęła mnie sprzed nosa Hadesa, żebym ci pomógł. Obaj, znaczy Aiden i Apollo, wyprawiają cuda, by cię ocalić.

– Ale… nie potrzebuję ocalania.

– No właśnie! – Wyrzucił ręce w górę. – Tak też powiedziałem!

Okej, ale nie nadążałam za tą rozmową.

– To dlaczego nie pomagasz mi w ucieczce? Mógłbyś przepłynąć do miejsca, w którym są klucze. Jestem pewna, że ma je Aiden.

Przewrócił oczami i zniknął na chwilę. Rety.

– Sama możesz siebie ocalić. Ty i tylko ty, i musisz się skupić.

Zacisnęłam usta. Mój najlepszy przyjaciel – mój martwy najlepszy przyjaciel, ale nieważne – którego nie widziałam od bardzo dawna, był tutaj, ale się kłóciliśmy. Nie chciałam się z nim spierać.

– Co ty wyprawiasz, Alex? To nie ty. Nigdy czegoś takiego nie chciałaś.

Odetchnęłam.

– Ale tego właśnie teraz chcę.

Caleb jęknął. Wyglądał, jakby zamierzał mnie udusić.

– Twoje postępowanie doprowadzi do śmierci twojej i Setha. Tak, właśnie, nie jesteś niezwyciężona. On też nie! Na Olimpie trwa wojna, przez którą na ziemi rozpęta się piekło. Chcesz być za to odpowiedzialna?

Zacisnęłam dłonie w pięści i spojrzałam na niego wilkiem.

– Chcemy zmienić kilka rzeczy! Szczególnie ty powinieneś to zrozumieć! Razem z Sethem uwolnimy sługi i mojego ojca! Obalimy najwyższą radę. Zdołamy…

Parsknął szaleńczym śmiechem oznaczającym, że zaraz wepchnie mnie do kąta.

– Naprawdę sądzisz, że to właśnie będzie miało miejsce, gdy uda wam się zlikwidować najwyższą radę? Że Lucian uwolni półkrwistych i wszyscy będą się kochać?

Otworzyłam usta, ale nie dopuścił mnie do głosu.

– Udawajmy, że to nie jest absurd i wszyscy będziemy szczęśliwi na prochach. Bogowie nigdy na to nie pozwolą. Zaryzykują objawienie się całemu światu śmiertelników, aby cię powstrzymać. Zginą niewinni. I ty.

Moje serce zgubiło rytm.

– To powinnam siedzieć z założonymi rękami?

– Nie. Nie wiesz? Najwyższą sztuką wojenną jest ujarzmienie przeciwnika bez walki.

– Ktokolwiek to stwierdził, był kompletnym idiotą. Aby wygrać wojnę, przeciwnik musi zostać obdarty z mięsa do kości i zniszczony.

Zmrużył oczy.

– Jesteś kretynką.

Drgnęły kąciki moich ust.

– Zamknij się.

Podpłynął do mnie.

– Alex, musisz złamać więź z Sethem. Uwolnij się z niej, a wszystko zrozumiesz.

– Nie – warknęłam, biorąc się pod boki. – Mówiłeś, że mam się nie poddawać w sprawie Setha, a teraz twierdzisz, że mam to zrobić?

– Nie mówiłem, że masz się nie poddawać w jego sprawie. – Jego głos nabrał błagalnego tonu. – Wciąż jest dla niego nadzieja, ale tylko jeśli prawdziwie do niego dotrzesz. A bycie przewodniczącą jego fanklubu w niczym nie pomoże.

Parsknęłam śmiechem.

– Tak, to totalnie do ciebie podobne, gdy byłeś… no wiesz, tutaj. Zauroczyłeś się nim.

– Wciąż mi się podoba. Jest niesamowity, ale w tej chwili jest naćpany mocą. Jak narkoman i to taki wieloletni. Nie panuje nad tym. Na bogów, współpracuje z daimonami! A jeśli stąd wyjdziesz i się z nim skontaktujesz, przelejesz mu swoją moc? To będzie koniec, Alex. Wysuszy cię i to nawet niecelowo.

Sapnęłam.

– Nigdy by tego nie zrobił.

– Nie będzie nad tym panował. Ale to zrobi. A kiedy będzie po wszystkim, stanie się zabójcą boga, a ty nie będziesz nikomu potrzebna. – Pokręcił ze smutkiem głową. – Tak będzie, jeśli się do niego zbliżysz. Lecz Apollo cię powstrzyma. Każdy bóg zejdzie na ziemię, by do tego nie dopuścić.

Kręcąc głową, nie chciałam mu uwierzyć. Mój Seth nigdy nie wysuszyłby mnie z mocy. Potrzebował mnie jak ja jego. Razem staniemy się niepokonani. Mogliśmy zmienić panujący porządek. Jako apolion nie miałam tracić bliskich, jak Caleba i mamę.

Ponownie pokręciłam głową.

– Alex – błagał cicho.

– Nie. Nie! Ponieważ będę wystarczająco silna, nikt z moich bliskich już nie zginie!

– Alex…

Głupie łzy napłynęły mi do oczu.

– Gdybym była apolionem w chwili, gdy cię zaatakowano, mogłabym cię uratować!

Zamigotał.

– Nie, Alex. Nie zdołałabyś mnie ocalić.

– Nie mów tak. Nigdy tak nie mów. – Serce mi się ścisnęło. Jego postać nieco wyblakła. – Co się dzieje?

– Muszę iść. – Wyglądał na zdziwionego. – Zerwij połączenie, Alex. To jedyny sposób, by ocalić was oboje.

Pokręciłam głową tak szybko, że włosy uderzyły mnie w policzki. Zanim zdołałam coś powiedzieć, zamigotał i zniknął. Stałam przez jakiś czas, który wydawał się godzinami, wpatrzona w miejsce, gdzie znajdował się przyjaciel, walcząc ze łzami i rozważając jego słowa. Nie wierzyłam w to, co powiedział.

Caleb nie rozumiał. Nie stracił nikogo tak jak ja. Kiedy był w Zaświatach i grał na konsoli, ja pozostałam tutaj pogrążona w bólu i tęsknocie za nim i mamą. Zmagałam się z tym, że mój ojciec był przeklętym sługą.

ACaleb nie rozumiał!

Połączenie z moim Sethem było jedynym, co mogło nas ocalić. Do czasu, gdy skończymy, nie będzie więcej bólu.

 

 

 

 

 

 

Rozdział 5

 

 

 

 

Po odejściu Caleba miałam niejasne wrażenie, że przyjaciel zawiódł, lecz wierzyłam w to, że nie zostanie ukarany. Nie sądziłam, by Apollo coś mu zrobił, ale co ja tam mogłam wiedzieć?

Wizyta Caleba sprawiła, że byłam roztrzęsiona. Zdenerwowana, bez możliwości wyładowania złej energii, chodziłam w kółko po celi. Częściowo chciałam wrzeszczeć i się rzucać. Jednocześnie miałam ochotę usiąść i płakać jak małe dziecko. Spotkanie z Calebem było darem, a my tylko się kłóciliśmy. Pozostawiło ono w moim wnętrzu kamień, który ciągnął mocno w dół.

Kiedy pojawił się Aiden z torbą żarcia na wynos, niemal nią w niego rzuciłam, choć umierałam z głodu. Miałam… dziwną potrzebę opowiedzenia mu o Calebie.

– Kto przyjechał? – zapytałam pomiędzy gryzami tajemniczego mięsa i miękkich bułek.

Nie odpowiedział.

Przewróciłam oczami i dokończyłam burgera. Zajrzałam do torby i wyjęłam bardzo dużą porcję frytek. Nie miałam tu ruchu, więc moja ucieczka stąd miała się równać wytoczeniu.

– Wiem, że ktoś tu jest.

Wrzuciłam kilka frytek do ust, zaraz to ponowiłam. Sól i tłuszcz oblepiły mi palce. Mniam.

– Nie będziesz mówił? Będziesz tam tylko siedział i się gapił jak jakiś zbok?

Aiden posłał mi krzywy uśmiech.

– Raz mnie tak nazwałaś.

– Tak, bo jesteś zbokiem. – Zmarszczyłam brwi na niemal pusty kartonik. Nigdy nie było dość frytek.

– Właściwie, przyglądałem ci się wtedy, by mieć pewność, że nie wymkniesz się z wyspy.

Pamiętałam. Noc z domówką u Zaraka, kiedy wszystko wydawało się o wiele prostsze. Zastanawiałam się, co się stało z tym chłopakiem. Nie sądziłam, by był na wyspie, gdy Posejdon ją zniszczył, ale nie miałam pewności.

Dokończyłam frytki, oblizałam słone palce i uniosłam wzrok.

Oczy Aidena błyszczały srebrem i coś ciepłego rozkwitło w moim brzuchu. Włożyłam drugi palec do ust…

Na małe daimonki, co ja robiłam? Wzięłam serwetkę i gwałtownie wytarłam ręce. Ze stojącego naprzeciwko Aidena bił żar.

Kiedy ponownie na niego popatrzyłam, znów był opanowany – mistrz obojętności. Uniósł brwi. I dobrze. Nieważne. Rozpracował mnie, ale teraz wiedziałam, kto był na górze – Laadan i Olivia. Przypomniałam sobie chwilę, gdy byłam pod wpływem eliksiru, a Deacon mówił bratu, że jadą. Schowałam się potem w szafie, bo Aiden podniósł głos.

Naprawdę ukryłam się w szafie.

– Wyglądasz na zadowoloną – powiedział, odwijając kanapkę z kurczakiem.

Rety, kto ściągał majonez i jadł mięso na tylko jednej bułce? Aiden, oto kto.

– Och, przypominałam sobie grę w szachy i chowanie się w szafie.

Zjadł tylko dwa kęsy, resztę wrzucił do torebki. Zacisnął na chwilę usta.

– Alex, nie podobałaś mi się w tamtym stanie, tak jak nie podobasz mi się teraz. Jeśli pragniesz wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia, już tam są. Jeśli pragniesz, bym nienawidził samego siebie za podjęcie tamtej decyzji, już tak jest.

Powinnam odtańczyć taniec zwycięstwa czy coś, ponieważ udało mi się zaleźć mu za skórę, ale zamiast tego się przygarbiłam. Na końcu języka miałam słowa, których nie mogłam wypowiedzieć. Milczałam więc. Resztę dnia spędziliśmy w ciszy. Kiedy protektor wyszedł, nie sięgnęłam do sznura, by połączyć się z Sethem. Pomiędzy niespodziewaną wizytą Caleba i rozmową z Aidenem, byłam zbyt wyczerpana.

Jakiś czas później, może nawet kilka godzin, usłyszałam, że drzwi otworzyły się i zamknęły szybko – nawet zbyt szybko i cicho, by był to Aiden, który zawsze schodził na dół, jak gotowy do bitwy wojownik.

Podniosłam się z materaca, wstrzymując oddech.

Zobaczyłam dwie smukłe, odziane w jeansy nogi, potem białą bluzkę wciśniętą z przodu do spodni. Kozaki zdradziły mi tożsamość gościa. To były naprawdę świetne buty.

Olivia.

Okazja sama zapukała do moich drzwi.

Dziewczyna zatrzymała się na końcu schodów, odgarnęła loki z twarzy. Jej karmelowa cera była piękna, gdy Olivia bladła. Wyglądała w tej chwili, jakby wpatrywała się w hordę daimonów.

– Alex – szepnęła i przełknęła ślinę.

Powoli, żeby nie uciekła stąd z krzykiem, podeszłam do krat. Wiedziałam, kiedy dostrzegła moje oczy, ponieważ cofnęła się, aż uderzyła o ostatni stopień.

– Nie idź – powiedziałam, chwytając się krat. Zamigotało niebieskie światło. – Proszę, nie odchodź.

Znów przełknęła ślinę, zerknęła za siebie, nim wróciła wzrokiem do mnie.

– Na bogów, to prawda. Twoje oczy…

Zaśmiałam się oschle.

– Trzeba się przyzwyczaić.

– Nie wątpię. – Odetchnęła głęboko i się zbliżyła. – Aiden mnie zabije, gdy się dowie, że tu zeszłam, ale chciałam się przekonać. Mówił, że musisz tu zostać, że jesteś niebezpieczna.

Choć raz czyjaś impulsywność miała przynieść mi korzyść.

– Nie jestem niebezpieczna.

– Ponoć groziłaś, że zrobisz sobie koronę z klatki piersiowej Deacona.

Oj, rety…

– Niczego nie zrobiłam.

Wyglądała, jakby powątpiewała.

– Okej. Znasz mnie. Mówię wiele rzeczy, gdy jestem wkurzona.

Drgnęły jej usta.

– Tak, wiem. Alex… – Spojrzała na kraty. – Kurde…

Musiałam zastanowić się nad sytuacją, ale nie miałam wiele czasu. Któż mógł wiedzieć, ile nam go zostało nim Aiden uświadomi sobie, że Olivia tu przyszła, i zepsuje mi zabawę? Użycie uroku byłoby łatwym i najszybszym sposobem uporania się z tą sytuacją, ale… częściowo – choć to głupie – chciałam pogadać z moją przyjaciółką.

Wcześniej nie miałam szansy przekazać jej czegoś ważnego.

Olivia przysunęła się do celi.

– Wyglądasz… okropnie.

Zmarszczyłam brwi.

– Tak?