Mity II wojny światowej. Część 2 - Jean Lopez, Olivier Wieviorka - ebook

33 osoby właśnie czytają

Opis

Czy Niemcy mogli wygrać bitwę o Anglię?
Czy marynarka wojenna Japonii miała szansę w walce z Amerykanami?
Czy Hitler był nieomylnym wodzem, a Stalingrad jego decydującą klęską?
Czy Patton był najlepszym amerykańskim generałem?
Czy przewaga liczebna Sowietów zdecydowała o ich zwycięstwie?

Tematyka II wojny światowej wciąż budzi wielkie emocje i jest wdzięcznym polem dla  kultury masowej. Obraz tej wojny został nam zaszczepiony jeszcze w jej końcu głównie przez propagandę zwycięskich aliantów. Jednak nie był to obraz jednolity, wersje aliantów zachodnich i Rosjan znacznie się od siebie różniły, nie mówiąc już o punktach widzenia państw przegranych – Niemiec i Japonii. Po 1989 roku nastąpiła weryfikacja wielu faktów, jednak z fałszywymi mitami borykamy się do dziś.
Po doskonałym przyjęciu pierwszej części, autorzy bestsellera „Mity II wojny światowej”, wybitni historycy, postanowili zająć się jej kontynuacją.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 374

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Wstęp

Niezwykłe zainteresowanie czytelników pierwszym tomem Mitów II wojny światowej spowodowało, że postanowiliśmy wydać tom kolejny. I choć tematy w nich omówione różnią się, to jednak drugi został utrzymany w tym samym duchu — rzecz w tym, by rozprawić się z mitami, legendami, przyjętymi koncepcjami, które przepełniają i deformują postrzeganie konfliktów oraz są bardzo rozpowszechnione. Jak to możliwe, że nieprawda tak mocno dominuje? Co robią historycy? Wykonują swoją pracę. Ale tak jak społeczeństwo, o czym należy pamiętać, są zakładnikami swoich czasów, wyzwań, uprzedzeń i poglądów, które unoszą się w powietrzu niby pyłki i przed którymi bardzo trudno jest się uchronić. Czy głos, który zabierają, jest zawsze słuszny, czy nie jest jednak jednym spośród wielu? Jakże mogłoby być inaczej? Nie tylko pamięć i interpretacja II wojny światowej, ale również jej prosty opis stanowią olbrzymie zamknięte pole, na którym ścierają się od zakończenia działań wojennych, a nawet przed ich zakończeniem, najróżniejsze informacje, również te najbardziej sprzeczne, oraz najróżniejsi ich nadawcy.

Pierwszym nadawcą informacji była propaganda czasów wojny lub raczej propaganda każdego obozu, który miał własną powieść napisaną czy to w Waszyngtonie, Londynie, Moskwie, czy w Berlinie, Rzymie lub Tokio. Po wojnie wygrani narzucili swój obraz historii. Ale namalowali go oddzielnie: z jednej strony Sowieci ze swoimi państwami satelickimi z obozu socjalistycznego, a z drugiej Zachód. Zarówno na jednym, jak i na drugim obrazie historii pasożytowały nowe wyzwania epoki zimnej wojny. Również inne czynniki miały wpływ na te dwa obozy polityczne, które tworzyły historię. Każdemu narodowi trzeba było napisać jego własną powieść, czyli historię jego postawy w czasie wojny, traktowaną jako jedną z najważniejszych kwestii dotyczących materialnej i moralnej odbudowy. Można tu przytoczyć przykład pamiętników wojennych Churchilla i De Gaulle’a. Ta odbudowa rozprzestrzeniała się również w Europie Wschodniej, aż do lat 1990–2017, ponieważ trzeba było oczyścić historię z pięćdziesięciu lat komunistycznej historiografii oraz bardzo często odmalować wszystko w kolorach wschodzącego nacjonalizmu, bez względu na to, czy chodziło o pakt Ribbentrop–Mołotow, o Holokaust czy o kolaborację.

Aby wszystko skomplikować, Amerykanie zaprosili do pisania historii II wojny światowej swojego dawnego wroga — Niemcy (Zachodnie), które dzięki zimnej wojnie stały się ich nowym sprzymierzeńcem. To u nich szukali recept, a niekiedy i motywów w walce z nowym wrogiem — Związkiem Sowieckim. Niemieccy generałowie zebrani przez ich dawnego dowódcę — szefa sztabu generalnego armii lądowej, Franza Haldera, sprzedali Amerykanom swój własny opis wydarzeń. W latach 50. każde wydanie książki dawnego oficera Wehrmachtu stawało się światowym bestsellerem. Jeszcze dziś, jeżeli wpiszemy w wyszukiwarkę internetową nazwiska: Guderian, von Manstein, Rudel czy von Mellenthin, to zostajemy zasypani lawiną wielojęzycznych wznowień ich książek.

Dodajmy, że kultura masowa tworzona przez mass media zbudowana została na wydarzeniach z II wojny światowej. W większości przypadków ignoruje ona dorobek badań akademickich, tworząc w ten sposób konkurencyjne podejście do pamięci o wydarzeniach wojennych. Łatwo można zrozumieć, dlaczego II wojna światowa jest świetnym tematem i pozostanie nim jeszcze długo. Wydarzenia wojenne są związane z licznymi przygodami, prawdziwymi lub fałszywymi tajemnicami, wszelkiego typu zbrodniami, zdradami, bohaterskimi czynami, wyjątkowymi osobowościami, czarnymi charakterami… Scenarzysta nie przejmuje się ostatnimi publikacjami Sorbony. Być może przypominają sobie państwo o spustoszeniu, jakie wywołała w latach 60. i 70. literatura książki kieszonkowej, w której wyróżniają się takie nazwiska jak Paul Carell, Guy Sayer lub Sven Hassel. Producenci filmowi nie byli wcale lepsi: wyprodukowali tysiące fikcyjnych historii o II wojnie światowej we wszystkich językach. W latach 80. i 90. wydawcy gier wojennych, a później gier wideo, dołączyli do tego oddziału razem z rekonstruktorami, twórcami alternatywnej historii, blogerami, autorami licznych stron w niezmierzonym oceanie internetu.

Ale na środku tego hałaśliwego placu budowy, na którym fałszywe idee, legendy i mity bez przerwy podlegają przetwarzaniu, badacze zawsze wtaczali na szczyt góry swój syzyfowy głaz. Dwadzieścia przedstawionych w książce opracowań zostało napisanych w przekonaniu, że można zakorzenić odpowiednie poglądy w części lub w całości społeczeństwa i poprzeć je pracami historyków. Pozostawiamy do oceny czytelników to spotkanie twarzą w twarz z wojną, której błędne interpretacje, mamy tego pełną świadomość, nieprędko znikną.

Jean Lopez i Olivier Wieviorka

Rozdział 2

MIĘDZY ROKIEM 1940 A 1944 REŻIM VICHY CHRONIŁ FRANCUZÓW

Bénédicte Vergez-Chaignon

Między 17 a 25 czerwca 1940 roku marszałek Pétain, nowy szef rządu, zwrócił się czterokrotnie do Francuzów, informując ich, że zaproponował Niemcom rozejm. Wyjaśnił, skąd taka decyzja, i ogłosił jego wejście w życie. W tym samym czasie podał główne punkty swojego programu politycznego: ratować to, co się da, a następnie podźwignąć kraj z kryzysu. W formie, która mogłaby być skierowana do potomnych, ten, który został obwołany obrońcą, a następnie zwycięzcą spod Verdun, ogłosił, że składa Francji dar z własnego życia, by ulżyć jej cierpieniom. Słowa wypowiedziane przez taki autorytet brzmiały niczym wiarygodne zobowiązanie. Zresztą cztery lata później, gdy nadszedł czas bilansu jego rządów, Henri Massis, jeden z jego ostatnich doradców, przypisał mu wypowiedź, która z czasem stała się nad wyraz znana: „Lojalnie, ale bez kompromisów miałem tylko jeden cel: chronić Francuzów od najgorszego. A wszystko to, czego dokonałem, co zaakceptowałem, na co dałem przyzwolenie, co przeżyłem, było zrobione z własnej woli lub pod przymusem wyłącznie po to, by chronić Francuzów. Bowiem jeśli nie mogłem być już waszym mieczem, to chciałem pozostać waszą tarczą”[12].

Pochlebcy Marszałka utrzymują, że jego rząd i on sam dotrzymali zobowiązań z czerwca 1940 roku i zmagając się z przeciwnościami losu, ochronili Francję i Francuzów. Najbardziej znany z jego obrońców, mecenas Isorni, uczynił z tego osiągnięcia motyw przewodni swojej obrony podczas procesu w roku 1945, w której uzasadniał, jak bolesną politykę musiał prowadzić Philippe Pétain:

„Marszałek w swojej polityce chronił i bronił Francuzów oraz uzyskiwał dla nich korzyści materialne, ale często za cenę rozterek moralnych. […] Był to zatem rząd, który dążył w ramach prawa do chronienia Francuzów […] przed wejściem do gry Niemców i do powstrzymywania wszelkimi środkami ich wysiłków, a następnie, gdy Niemcy weszli do gry, do zachowania możliwości opieki nad francuskimi pracownikami, którzy znaleźli się poza granicami Francji.

[…] Marszałek nigdy nikogo nie wydał. Podlegając twardemu prawu wroga, zawsze szukał środków zaradczych […]. Jak wielkie by nie było cierpienie francuskich Żydów — nie mam tu na myśli cierpienia jednostek, ale cierpienie zbiorowości — to jednak czy można je porównać z olbrzymią tragedią polskich Żydów? Nie sądzę. To wyłącznie działania rządu Marszałka chroniły ich, być może słabo, ale jednak”[13].

W procesie przewijali się świadkowie udzielający absolutorium reżimowi Vichy i podkreślający, jak to Pétain, jego ministrowie i administracja po największej katastrofie III Republiki, pod jarzmem niesłychanych niemieckich żądań i sami zagrożeni aresztowaniem, stale minimalizowali straty i budowali przyszłość kraju, a nawet przyczynili się do ostatecznego zwycięstwa aliantów. „To, co można powiedzieć o polityce Marszałka, bez względu na to, co się o tym myśli, to to, że była jedyną mądrą i humanitarną polityką. Na co pozwoliła? […] Pozwoliła Francji przetrwać, żyć i dobrze, i źle przez te cztery lata; pozwoliła również naszym aliantom przygotować ich armie. Spowodowała, że wyzwolenie było możliwe”[14], wyjaśniał choćby generał Héring.

Od tego czasu, od sensacyjnych twierdzeń związanych z porównaniami liczbowymi i od pojawiających się co i rusz historii alternatywnych, które kwestionują „historię oficjalną”, temat ten pozostaje ciągle żywy, prowokując co pewien czas pytania i wywołując oburzenie, tak bardzo bowiem zdaje się przeczyć zdrowemu rozsądkowi, moralności i faktom.

MARSZAŁEK KONTRA GAULEITER

Jeżeli weźmie się pod uwagę twierdzenie, zgodnie z którym reżim Vichy miał ochraniać Francję, wówczas należy zastanowić się, o jakich ludziach mówimy. Francja Vichy to sam marszałek Pétain, jego rząd, ludzie, którym powierzył kierownicze stanowiska — Pierre Laval, admirał Darlan, wszyscy jego ministrowie, w tym Philippe Henriot, Marcel Déat czy Joseph Darnand symbolizujący kolaborację, a także armia, administracja, urzędnicy wysokiego i niskiego szczebla. Każde rozpatrywanie pojedynczej postaci, każde uwzględnienie szczegółów postępowania może wystarczyć do sformułowania określonych wniosków i wnosi więcej pytań, niż daje odpowiedzi. Na przykład Fernand de Brinon, generalny pełnomocnik rządu Vichy na terytoria okupowane, ma duże szanse zostać, pod względem arytmetycznym, człowiekiem, który uratował najwięcej Francuzów między rokiem 1940 a 1944, ponieważ ciągle wstawiał się u władz niemieckich za osobami zatrzymanymi lub skazanymi. Jednocześnie był człowiekiem, który walczył aż do maja 1945 roku o utrzymanie sojuszu z Niemcami. René Bousquet, sekretarz generalny policji, zajmował się przywracaniem francuskiej suwerenności na całym terytorium, prowadząc negocjacje za cenę wolności, bezpieczeństwa i życia obcokrajowców oraz żydowskich bezpaństwowców, których zatrzymywały jego siły porządkowe. Pierre Puchen, minister spraw wewnętrznych, utrzymywał, że uratował życie wielu dobrych Francuzów znajdujących się na listach zakładników, proponując zastąpienie ich komunistami. Za każdym razem, gdy szef rządu, minister, urzędnik centralnego szczebla administracji państwowej czy urzędnik administracji terenowej zastępował okupanta w celu określenia odpowiednich zasad administrowania państwem, wyboru ofiar, zastosowania środków ochrony publicznej zgodnie z prawem i za pomocą sił porządkowych, to czy rzeczywiście ochraniał on wszystkich Francuzów, czy tylko ich część? Czy ratował to, co mogło być nadrzędnym interesem państwa, za cenę poświęcenia ludzi? Czy musiał wybierać między ludzkim życiem a zasadami? Marszałek Pétain, na którym podczas poprzedniej wojny spoczywała odpowiedzialność jako na jednym z głównych generałów, brzmiał w czasie II wojny światowej jak najbardziej logicznie, gdy mówił, że nieuniknionymi ubocznymi skutkami wojny są strach, cierpienie lub śmierć Żydów, w tym francuskich Żydów, lub gdy wspominał o wywozie młodych ludzi na prace przymusowe do Niemiec, lub gdy wielokrotnie odrzucał prośby o zwolnienie z obowiązku noszenia żółtych gwiazd, który wymusiło SS i który był skrupulatnie wdrażany przez Brinona.

Fakt istnienia administracji państwowej i francuskiego rządu był wówczas przedstawiany jako gwarancja dla żywotnych interesów Francji, zwłaszcza w porównaniu z bardzo trudną sytuacją, w której znalazły się kraje administrowane bezpośrednio przez nazistowskich gauleiterów lub przez kreatury z III Rzeszy. Porównanie z Polską, w której prawie jedna piąta ludności zginęła w czasie wojny, lub z Czechami i Morawami rządzonymi żelazną ręką przez „protektora”, generała SS Heydricha, zdaje się przyznawać rację tym, którzy twierdzą, że żadna cena nie jest zbyt wysoka, by zachować tę korzyść. „Przypuśćmy, że w tej chwili doszliby do władzy ludzie, których Marszałkowi nie udało się powstrzymać. […] Wówczas bez cienia wątpliwości ani jeden Francuz nie mógłby kroczyć do przodu. Francja stanęłaby dęba, ruch oporu nie mógłby się rozwijać, a okropności wojny byłoby coraz więcej”[15].

W rzeczywistości Hitler w czerwcu 1940 roku wybrał opcję częściowego zachowania niezależności Francji w celu intensywnej eksploatacji jej zasobów przy zminimalizowanych kosztach i był zadowolony z możliwości utrzymania przy władzy marszałka Pétaina do tego stopnia, że fikcja niezależności rządu Vichy była przedłużana, aż do momentu zdobycia przez aliantów niemieckiego miasta Sigmaringen, gdzie schronili się francuscy kolaboranci. Jest wątpliwe, by Hitler chciał lub mógł powierzyć kierowanie państwem bezpośrednio niemieckiej administracji lub ekipie kolaborantów zależnych od Berlina, ponieważ ci ostatni służyliby mu jedynie w charakterze sił pomocniczych. Natomiast istnienie francuskiego rządu i francuskiej administracji państwowej, stwarzające pozory normalności i cieszące się pewnym zaufaniem oraz korzystające z wielkiej popularności samej osoby marszałka Pétaina, ułatwiało okupację, eksploatację zasobów kraju oraz represje. Zamieszkujący Francję Żydzi zostali spisani, a ich dokumenty tożsamości oznakowane z troski o praworządność uzasadnioną faktem, że mieli zwracać się do francuskich urzędów, a nie do niemieckiej administracji.

Podczas ucieczki do przodu, w której wcale nie uwzględniono otrzymanej lekcji, rząd i administracja państwowa wielokrotnie uczestniczyli w prześladowaniach, aresztowaniach i wydawaniu wyroków śmierci, motywując to tym, że pod przymusem lub z poświęcenia strzegą żywotnych interesów ojczyzny.

STATUS WIELKIEGO MOCARSTWA

Czy Francja Vichy chroniła stan posiadania, zasoby, pozycję państwa w relacjach międzynarodowych? Czy dzięki reżimowi Vichy została zaliczona w poczet zwycięzców II wojny światowej, czy stała się stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych, czy nie dostała się do strefy wpływów sowieckich w Europie, czy szybko odbudowała się po wojnie i znalazła się w 1950 roku wśród krajów o największym na świecie produkcie krajowym brutto?

W kontaktach z niemieckim okupantem rząd Vichy przedstawiał wielokrotnie sprzeczne stanowiska. Na początku chciał lojalnie wprowadzić w życie warunki rozejmu — co wydaje się najmniejszym złem — ale nic poza tym. Bardzo szybko nieoczekiwane przedłużenie tego absurdalnego status quo, który okupant rozgrywał na swój sposób, doprowadziło do rozpoczęcia negocjacji w celu ograniczenia przymusów, które utrudniały zarówno codzienne życie, jak i funkcjonowanie gospodarki. Rząd wierzył — co jest godne pożałowania lub nie — w niemieckie zwycięstwo i długą supremację III Rzeszy na kontynencie europejskim. Zamierzał być bardzo roztropny, próbując antycypować skutki tej supremacji dla przyszłego miejsca Francji w tym, co nazywano wtedy „Nową Europą”, nawet jeśli kraj musiałby zadowolić się podrzędną pozycją, którą wszechpotężny zwycięzca zechciałby mu wyznaczyć. Musiałby również pogodzić się z nieuniknioną aneksją terytoriów i przyszłością, w której byłby krajem o charakterze rolniczym i turystycznym.

W końcu, po rozpoczęciu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 roku, strach przed komunistyczną zarazą spowodował, że rząd Vichy modlił się, by nazistowskie Niemcy wygrały wojnę na kontynencie, a przynajmniej jej nie przegrały. Wszystko było lepsze od bolszewizmu.

Poglądy te, często sprzeczne lub korygowane przez szybko następujące po sobie wydarzenia związane z wojną, doprowadziły do przyjęcia polityki, którą uważano za zręczną, ale która w końcu okazała się chaotyczna i ryzykowna. Czy istotnie Francuzom, którzy chcieli kontynuować walkę z Niemcami, uniemożliwiano opuszczanie Francji i czy byli skazywani, jeśli już to robili? Ustawa z 27 lipca 1940 roku mówiła o zbrodni współpracy z wrogiem — podlegającej karze śmierci — w przypadku każdego Francuza, który zaciągnął się do obcej armii lub w tym procederze pomagał. Pomimo tego rząd Vichy zezwolił, wspierał i w końcu zalegalizował rekrutację do jednostek pod dowództwem niemieckim, chodziło tu o Legion Francuskich Ochotników do Walki z Bolszewizmem (Légion des volontaires français contre le bolchevisme — LVF) i o Waffen SS.

Kolonie, które nie znalazły się w niemieckiej strefie wpływów, nie były „platonicznie” bronione przed Wolną Francją i aliantami, ale podlegały zazdrosnemu strzeżeniu, stanowiły bowiem zarówno gest dobrej woli, jak i atut w tak wyczekiwanych negocjacjach z Niemcami. Chęć znalezienia rozmówców na wysokim szczeblu w III Rzeszy oraz pragnienie zaoferowania im czegoś w ramach oczekiwanych pertraktacji spowodowała, że rząd Vichy znalazł się na drodze, która kilkakrotnie doprowadziła go wprost na granicę współpracy wojskowej z Niemcami. Tak więc Pierre Laval, od lata 1940 roku gotowy do ustępstw wobec Niemców, rozważał na początku grudnia ryzyko wojny z Anglią, mającej na celu odbicie francuskiej Afryki Równikowej, która dopiero co została przyłączona do Wolnej Francji. Wiosną roku 1941 admirał Darlan otworzył syryjskie lotniska dla niemieckiego lotnictwa, zezwolił na dostawy samochodów ciężarowych i na użytkowanie linii kolejowej Tunis–Gabés oraz na wykorzystanie portu w Bizerte, by w ten sposób ułatwić działania wojenne przeciwko Brytyjczykom na Bliskim Wschodzie. W zamian za to Niemcy wprowadzali w życie, według własnego uznania, zapisy warunków rozejmu i przedstawiali rządowi Vichy, dyplomatom i francuskim wojskowym mieszaninę mglistych obietnic, kłamstw i zapewnień. W Tunezji to dzięki francuskiemu poparciu Niemcy, a następnie Włosi szybko przerzucili swoje oddziały, które stanęły do walki z aliantami po ich lądowaniu w Afryce Północnej. Armia Francji Vichy zaangażowała się w walkę z Brytyjczykami, Wolnymi Francuzami i Amerykanami w Syrii i w Afryce Północnej. Polityka rządu, zaślepiona ideologią i zaostrzona z powodu braku zdolności reakcji na bezprecedensowy przebieg wydarzeń doprowadziła do tego, że Francja straciła połowę sił marynarki wojennej, która była jednym z jej największych skarbów. W wyniku walk w Afryce w latach 1942–1943 państwo straciło swoje afrykańskie kolonie, całą armię na Czarnym Lądzie oraz zostało zdyskredytowane w oczach zachodnich aliantów i jeszcze bardziej zdeprecjonowane przez Niemców, którzy jak nigdy wcześniej obciążyli jego gospodarkę i zaczęli dyktować, jaką politykę ma prowadzić. Tymczasem w Indochinach francuska administracja lawirowała między werbunkiem żołnierzy a nęceniem miejscowej ludności, faworyzując tradycyjne elity i walcząc z komunistami w nadziei na zahamowanie rosnącej japońskiej dominacji oraz wyrażając zgodę na zmniejszenie ilości rekwizycji, które bardzo dawały się we znaki cywilom. Ostatecznie Japończycy zawiesili działanie francuskiej administracji i zadali dawnemu mocarstwu kolonialnemu cios, po którym już się nie podniosło.

Poniesione przez Francję koszty finansowe były olbrzymie. I to nie tylko z powodu okupacji, ale również dlatego, że reżim Vichy zachęcał francuskie firmy, by pracowały dla najeźdźcy, i wydawał bardzo liczne koncesje, podążając za mirażem prowadzenia negocjacji ze słabszej pozycji. Tak oto francuski skarb państwa finansował eksport do Niemiec, a niektóre firmy przechodziły pod niemiecką kontrolę w zamian za marne odszkodowanie, płacone zresztą też przez francuskiego podatnika. Wkład finansowy Francji w wojenny wysiłek Niemiec wyniósł 217 miliardów euro. Wysiłki te ciągle pogarszały sytuację gospodarczą zniewolonej Francji. Polityka ta miała swoje reperkusje przez następne kilkadziesiąt lat, na przykład wtedy, gdy Francja nie zgodziła się na podpisanie ze Stanami Zjednoczonymi umowy, według której miała zgodzić się na wypłacenie odszkodowań ofiarom Holokaustu deportowanym Państwowymi Francuskimi Liniami Kolejowymi (SNCF), co spowodowało, że linie te zostały wykluczone z amerykańskiego rynku.

Wydaje się, że rząd Vichy nie brał pod uwagę powtarzającej się taktyki Niemców: ci bowiem wykorzystywali każdą francuską prośbę, nie odpowiadając na nią, ale formułując kolejne żądania. Reżim Vichy wywiązywał się ze swojej polityki kolaboracji, ale III Rzesza, która nigdy nie traktowała go jak jakiegokolwiek partnera, wykorzystywała go niczym zwodniczy argument propagandowy, zasłonę dla narzucanych przez siebie żądań, bezwstydny środek do wywierania presji.

Niemniej jednak, pomimo pokus i wyboistej drogi, rząd Vichy nie wmieszał Francji w wojnę po stronie państw Osi, przestrzegając jednej z zasad, którą przyjął marszałek Pétain w momencie podpisania rozejmu: wola zachowania, na tyle, na ile było to możliwe, fizycznej integralności terytorium państwa i ludności. Dlatego właśnie w 1944 roku Pétain spontanicznie ubolewał nad stratami poniesionymi przez Francję na skutek bombardowań aliantów, był „przerażony” wizją, w której obce państwa miały walczyć na francuskiej ziemi, i gdy tylko rozpoczęła się inwazja w Normandii, zaapelował do swoich rodaków, aby pozostali neutralni, zalecając im podporządkowanie się „specjalnym zarządzeniom” wydanym przez dowództwo niemieckiej armii w strefach walk. Pierre Laval miał również głęboko pacyfistyczne poglądy i za wszelką cenę szukał możliwości uniknięcia wojny. W swoim słynnym przemówieniu z czerwca 1942 roku, w którym życzył Niemcom zwycięstwa, powiedział również: „Powinniśmy wykorzystać wszelkie środki tak, aby znaleźć podstawy ostatecznego pojednania. Co do mnie, to nie chcę widzieć, co dwadzieścia pięć lub trzydzieści lat, jak francuska młodzież ginie na polach bitewnych”.

WOJNA DOMOWA

Propaganda Francji Vichy i sam Philippe Pétain mówili ciągle o jedności, integralności, ojczyźnie, kraju, narodzie. Ale gdy tylko Marszałek doszedł do władzy, zaczęły się poszukiwania osób odpowiedzialnych za klęskę, wskazywanie złych Francuzów, zaczęto ścigać dysydentów, dokonywać czystek w urzędach państwowych oraz piętnować naturalizowanych Francuzów i Żydów. Do podziałów wprowadzanych na mocy rozkazów i ustaw wliczyć należy również internowania, represje i aresztowania. Powstała milicja, która specjalizowała się w przeprowadzaniu represji. Zarządzenia, wezwania do zachowania posłuszeństwa i dyscypliny były rozwiązaniami narzuconymi przez reżim Vichy, który odrzucając wartości republikańskie, w zamian nie proponował niczego wiarygodnego i mylił prawo do wnoszenia petycji z prawem konstytucyjnym. Pozyskując siłę roboczą na potrzeby okupanta i w ten sposób doprowadzając do pojawienia się grup buntowników, rząd Vichy nadawał im miano terrorystów i ścigał nierzadko we współpracy z Niemcami. Rządowa milicja chełpiła się, że jest szpicą walki z „terrorystami” i że w ten sposób wykuwa nową Francję. Głośno potępiając ludzi dążących do podziału państwa, zdrajców i morderców, reżim Vichy stał się najważniejszą stroną w wojnie domowej, która tliła się i stanowiła, nie ma co do tego żadnej wątpliwości, jedno z największych niebezpieczeństw zagrażających bezpieczeństwu i przyszłości państwa, licząc od końca 1943 roku.

Nie przestrzegano lub ignorowano zasady w imię politycznego realizmu, który jednak w końcu zawiódł. Gdy rząd Vichy zabrał się z całych sił za stanowienie prawa dotyczącego „arianizacji” majątków żydowskich, to nie chodziło wówczas o udaremnianie niemieckich rozkazów, o uniemożliwianie ich zajęcia lub rabunku przez III Rzeszę, ale o wyeliminowanie Żydów z gospodarki, o zwielokrotnienie liczby oportunistów, którzy staną się gorliwymi pomocnikami w tym dziele z racji swojego antysemityzmu i z chęci udziału w zyskach. W istocie przepisy te doprowadziły do ograniczenia trudności, które okupant mógłby napotkać w związku z grabieżą mienia żydowskiego, oraz spowodowały jeszcze większą bezradność Żydów w procesie ich społecznego wykluczenia, co miało skutkować ich śmiercią.

Gdy w październiku 1941 roku dowództwo armii Francji Vichy na rozkaz Hitlera kazało rozstrzelać dziewięćdziesięciu ośmiu zakładników w ramach represji za zamachy na niemieckich oficerów i zapowiedziało drugą falę egzekucji, wówczas kilka osób w rządzie naciskało na marszałka Pétaina, aby sam ofiarował się w roli zakładnika lub jeńca wojennego, i zaproponowało, że oddadzą się w ręce Niemców wraz z nim. Fakt ten stanowi dosłowne zastosowanie w praktyce słów o darze z samego siebie i o tarczy obronnej. Ale Marszałek odrzucił tę możliwość, gdy tylko zorientował się, że w ten sposób mógłby naprzykrzać się Niemcom. Zresztą czyż Marszałek właśnie nie wysłał do Führera pełnego kurtuazji listu, by w ten sposób uczcić pierwszą rocznicę ich spotkania w Montoire i przypomnieć o swojej gotowości do kolaboracji?

W 1950 roku Gilbert Renault, noszący pseudonim „Rémy”, który kierował wywiadem Wolnej Francji, uzupełnił slogan, który czynił z Pétaina tarczę, tam gdzie de Gaulle był mieczem: obaj stanowili jedną całość bez której nie udałoby się uratować Francji[16]. W ten sposób wzbudził wielkie niezrozumienie wśród dawnych działaczy ruchu oporu. A jest to tylko epizod w historii bolesnej traumy, jaka pozostała po reżimie Vichy, traumy, której nikt nie usiłuje pokonać, rehabilitując lub usprawiedliwiając tamten rząd.

Ale reżimowi Vichy, wbrew początkowym założeniom, nie udało się ochronić Francji. Rząd i administracja państwowa w pewnych momentach chroniła niektórych Francuzów, niektóre terytoria i niektóre gałęzie gospodarki. Ale za cenę porzucenia lub ucisku innych Francuzów poprzez przymus, wybraną ideologię lub przyjętą taktykę. Bilans intencji jest tak samo mało przekonujący jak bilans wyników: rząd powstały 17 czerwca 1940 roku i późniejsze rządy Francji Vichy nigdy nie chciały ulżyć ciężkiej sytuacji materialnej Francuzów i nigdy nie próbowały zahamować skutków okupacji. Od razu dokonały wyboru, który polegał na wykorzystaniu okoliczności w celu zmiany ustroju i przeprowadzenia głębokich reform, co było możliwe tylko po otrzymaniu od okupanta i przyszłego zwycięzcy zgody na współpracę, która prowadziłaby do ustępstw i w krótkim czasie do trudnych kompromisów.

WYBRANA BIBLIOGRAFIA

Cointret Jean-Paul, Hitler et la France, Paryż, Perrin, 2014.

Costagliola Bernard, Darlan, La collaboration à tout prix, Paryż, CNRS Éditions, 2015.

Marrus Michael R. i Paxton Robert O., Vichy et les Juifs, Paryż, Calmann-Lévy, 2015.

Vergez-Chaignon Bénédicte, Pétain, Paryż, Perrin, 2014.

Vergez-Chaignon Bénédicte, Les Secrets de Vichy, Paryż, Perrin, 2015.

[12] „Francuzi, mówię dziś do was po raz ostatni” [około 15 sierpnia 1944 roku] (AN-3 W282).

[13] Obrona prowadzona przez mecenasa Jacques’a Isorni. Rozprawa z 14 sierpnia 1945 roku. Albin Michel, Le procès du maréchal Pétain. Compte-rendu sténographique, t. 2, Paryż, 1945.

[14]Déposition du général Héring. Audience du 1er aout 1945, ibid., t. 1.

[15]Déposition de Jean Tracou. Audience du 9 août 1945, ibid., t. 2.

[16]Rémy, La justice et l’opprobre, Éditions du Rocher, 1950.

Rozdział 3

NIEMCY O MAŁO CO NIE WYGRALI BITWY O ANGLIĘ

Jean-Christophe Noël

Do końca swojego życia Air Chief Marshal Keith Park był przekonany, że Niemcy o mało co nie wygrali bitwy o Anglię na początku września 1940 roku[17]. Dowodził wówczas grupą 11 Fighter Command[18], w skład której wchodziły myśliwce stacjonujące w południowo-wschodniej Anglii. Były one najbardziej narażone na niemieckie ataki i od dwóch tygodni stanowiły jeden z najważniejszych celów podniebnych rajdów wroga. Według Parka poważne straty spowodowane bombardowaniami zaczęły niebezpiecznie osłabiać obronę lotniczą tej strefy. Tymczasem 7 września Hitler pozostawił lotniska grupy 11 ich własnemu losowi i rzucił Luftwaffe do ataku na Londyn. Zamierzał odpowiedzieć na nocne bombardowania Niemiec zarządzone przez Churchilla 25 sierpnia w odwecie za przypadkowe zbombardowanie stolicy Wielkiej Brytanii dzień wcześniej. W ten sposób rozpoczął się drugi etap bitwy. Pod presją znaleźli się nie tylko lotnicy grupy 11, ale również mieszkańcy Londynu. Piloci Fighter Command walczyli z przeciwnikiem ze zdwojoną siłą i w końcu go pokonali. Niemcy stracili wspaniałą okazję do dominacji na angielskim niebie, okazję, która już nigdy więcej się nie powtórzyła. Royal Air Force (RAF) wygrało, ale uzyskało „niską marżę”[19].

Obraz ten stopniowo zakorzeniał się w pamięci ludzi, zwłaszcza po premierze filmu The Battle of Britain („Bitwa o Anglię”), która miała miejsce pod koniec lat 60.[20] Oglądając sceny pokazujące kłótnie głównych dowódców RAF-u pod koniec sierpnia 1940 roku dotyczące sposobu prowadzenia wojny, brytyjskich pilotów myśliwców będących na skraju wyczerpania nerwowego, a nawet parę pilotów — odgrywanych przez Susannah York i Christophera Plummera — którzy raczej częściej formułują krytyczne opinie, niż oddają się swojej pasji, widzowie mogli odczuć napięcie i poznać wątpliwości, które targały całym brytyjskim obozem rządzącym. Następnie kamera pokazuje sceny ukazujące Niemcy. Bombardowanie Berlina stanowi pewien przełom. Hitler, w publicznym przemówieniu, wybucha i grozi, że rozkaże zbombardować angielskie miasta. W kolejnej scenie marszałek III Rzeszy Herman Göring, głównodowodzący Luftwaffe — którego rolę gra Hein Riess — dociera z wielką pompą na wybrzeże kanału La Manche. Przypatruje się z radością przelotowi bombowców kierujących się nad Londyn. Przerażeni widzowie filmu stają się świadkami zniszczeń, jakie nastąpiły w mieście na skutek bombardowań i cierpienia jego mieszkańców. Ale zaczynają rozumieć, że przebieg bitwy zmienił się, gdy Air Chief Marshal Hugh Dowding, dowódca Fighter Command — w tej roli Laurence Olivier — stwierdza w następnej scenie, że „wściekłe rzucenie się na Londyn jest być może największą głupotą Niemców”[21].

Ten klasyczny opis bitwy o Anglię był jednak wielokrotnie kwestionowany na przestrzeni lat. W latach 50. Peter Fleming rozpatrywał rzeczywisty potencjał wojskowy Brytyjczyków i ich wroga, podkreślając niemieckie braki i proponując inny obraz wydarzeń z 1940 roku[22]. Bliżej naszych czasów kolejni historycy przyjęli jego tezę i ją dopracowali. Pokazali, że Luftwaffe nigdy nie była w stanie pokonać Fighter Command i że RAF zwyciężył, uzyskując „wysoką marżę”[23]. Mając swoje własne problemy, Park nie wiedział o słabościach Luftwaffe i o trudnościach, z którymi się borykała. Niemieccy lotnicy rzucili się w starcia podczas bitwy o Anglię bez wcześniejszego planowania, zwiadu i całego potencjału logistycznego, które były konieczne do pokonania dużo lepiej przygotowanego nieprzyjaciela.

NIEPEŁNE PLANOWANIE

Bitwa o Anglię jest etapem wojny, którego granice czasowe są niewłaściwie określone. Niemieckie samoloty latały nad Wielką Brytanią przed lipcem 1940 roku i kontynuowały nocne bombardowania brytyjskich miast w roku kolejnym. Ale zgodnie z oficjalną historią zapisaną przez zwycięzców bitwa o Anglię trwała od 10 lipca (od ataku na konwój morski płynący przez kanał La Manche) do 31 października 1940 roku (znacznego zmniejszenia się liczby ataków z powietrza w stosunku do poprzednich tygodni).