Misterium życia zwierząt - Karsten Brensing - ebook + książka

Misterium życia zwierząt ebook

Karsten Brensing

4,3

Opis

ZWIERZĘTA LĄDÓW I OCEANÓW ŚWIATA OD WIELKICH SSAKÓW I DOMOWYCH PUPILI, PRZEZ EGZOTYCZNE RYBY I PTAKI, AŻ PO OWADY I BAKTERIE

Delfiny nawołują się po imieniu, a orki żyją w kulturze liczącej ponad 700 000 lat. Szympansy prowadzą wojny strategiczne, a małpy bonobo uwielbiają sprośne pogaduszki. Pisklęta kaczek zdają skomplikowane testy na abstrakcyjne myślenie, a ślimaki z własnej woli robią rundki w kołowrotkach dla  chomików. Owady używają narzędzi, a ryby bawią się termometrami. Szczury uwielbiają imprezować, a kruki zjeżdżać na sankach po ośnieżonych dachach. Mrówki rozpoznają się w lustrze i stroją przed powrotem do domu. Psy karzą za nielojalność, ale potrafią wybaczyć, jeśli się przeprosi. Pająki wybierają zawód odpowiadający ich osobowości i osobistym preferencjom. A my ludzie nie przestajemy się dziwić...

Od wielorybów śpiewających co roku nowe pieśni, po orangutany eksperymentujące z erotycznymi gadżetami i sex-lalkami własnej roboty doktor Karsten Brensing ukazuje fascynujące bogactwo przeżyć i emocji zwierząt: o czym marzą, jak tworzą wspólnoty, jakich obyczajów przestrzegają, jakie obrzędy odprawiają i jakie zasady moralne wyznają. Odsłania świat, którego nigdy wcześniej nie widzieliśmy – zdumiewająco podobny do naszego.

Na podstawie najnowszych badań naukowych i własnych obserwacji Karsten Brensing, biolog morski i doktor etologii, odkrywa przed nami niezbadane tajemnice życia zwierząt.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 476

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (10 ocen)
6
2
1
1
0

Popularność




Redaktor ‌prowadzący

Małgorzata Cebo-Foniok

Konsultacja naukowa

doktor ‌nauk przyrodniczych ‌Mikołaj Golachowski

Redakcja ‌stylistyczna

Ryszard Turczyn

Korekta

Barbara Cywińska

Joanna ‌Złotnicka

Projekt graficzny ‌okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie ‌na okładce

© DVilfer/Essentials/iStockphoto

Zdjęcie ‌autora

© Milena Schlöster

Tytuł oryginału

Das ‌Mysterium ‌der ‌Tiere. Was ‌sie ‌denken, was sie fühlen

Karsten ‌Brensing: DAS MYSTERIUM ‌DER TIERE.

Was ‌sie denken, was sie ‌fühlen

Copyright ‌© Aufbau ‌Verlag GmbH & Co. ‌KG, Berlin 2017

All ‌rights ‌reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część ‌tej ‌publikacji ‌nie może być ‌reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek ‌formie zapisu

bez ‌zgody właściciela praw autorskich.

For ‌the Polish edition

Copyright ‌© 2018 by Wydawnictwo ‌Amber Sp. z ‌o.o.

ISBN 978-83-241-6702-9

Warszawa 2018. Wydanie ‌I

Wydawnictwo AMBER Sp. ‌z o.o.

ICO ‌MNIE ZADZIWIA…(lub po prostu: ‌Prolog)

Delfiny nawołują ‌się po imieniu, ‌orki żyją ‌w kulturze ‌liczącej ponad 700 000 ‌lat. Szympansy ‌prowadzą wojny ‌strategiczne, ‌a ‌małpy ‌bonobo uwielbiają sprośne pogaduszki. ‌Humbaki podążają za ‌modą, ryby używają ‌narzędzi i bawią się ‌termometrami. Szczury uwielbiają imprezować, ‌a kruki ‌urządzają ‌sobie saneczkowe zjazdy ‌po zaśnieżonych ‌dachach. Mrówki rozpoznają się ‌w lustrze ‌i stroją ‌przed ‌powrotem do ‌domu. Pisklęta ‌kaczek ‌zdają skomplikowane testy na ‌abstrakcyjne myślenie, ‌a ślimaki z ‌własnej nieprzymuszonej ‌woli ‌robią rundki ‌w kołowrotkach dla chomików. Psy karzą za nielojalność, ale potrafią wybaczyć, jeśli się przeprosi. Pająki wybierają zawód odpowiadający ich osobowości i osobistym preferencjom. Wszystko to jest dla nas, ludzi, jedną wielką zagadką.

Jak to właściwie jest z tymi zwierzętami? Nie ma tygodnia, by w mediach nie pojawiła się informacja o ich zdumiewających umiejętnościach. Zadziwia nas to i zaskakuje ciągle od nowa. Ale zagadka, co zwierzęta myślą i jakie procesy w nich zachodzą, wciąż pozostaje nierozwiązana.

Najlepszym przyjacielem, jakiego dotąd miałem, był pies. O, rany, jakie to smutne, pomyślicie sobie pewnie, i muszę przyznać, że istotnie brzmi to trochę smutno i nie świadczy najlepiej o moim życiu społecznym. Na szczęście nie ja jestem tematem tej książki, lecz zwierzęta oraz ich nieprawdopodobne wprost czasem życie społeczne, w którym jest miejsce na kolegów, przyjaciół, krewnych, wrogów i toczone między nimi walki terytorialne, zaplanowane jak przez najlepszych strategów. Misterium, którym będziemy się zajmować, jest właściwe jedynie zwierzętom, a dokładnie rzecz biorąc, dzieje się w zwierzęcej tkance nerwowej, i przez to nie mamy możności postrzegać go bezpośrednio. Oczywiście możemy z powodzeniem obserwować zachowanie zwierząt, możemy na podstawie tych obserwacji wyciągać wnioski, nie możemy jednak zapytać zwierząt, czy nasze przypuszczenia są słuszne.

Prawdopodobnie nasze wyobrażenia mają raczej niewiele wspólnego z rzeczywistością. Dowodzi tego zresztą poniższy, dla mnie dość wstydliwy, przykład. Wychowywałem się na serialu o delfinie Flipperze i moim największym dziecięcym marzeniem było pływanie z delfinami. Dlatego właśnie moja praca doktorska z biologii behawioralnej dotyczyła interakcji między ludźmi a delfinami podczas wspólnego pływania oraz tak zwanej delfinoterapii. W pilotażowych badaniach, które przeprowadza każdy szanujący się naukowiec, żeby nie popełnić jakiejś fundamentalnej pomyłki, napisałem zgodnie z tym, co zaobserwowałem, że delfiny podczas pływania z ludźmi szukają w wodzie bliskości z człowiekiem. Twierdzą tak w końcu w swoich reklamach wszyscy organizatorzy podobnych imprez. Po roku oglądania nagranych na wideo pokazów z delfinami prawdą okazało się jednak coś dokładnie przeciwnego. Otóż delfiny próbowały – i to z wyraźnie uchwytną statystycznie częstotliwością – unikać pływających, co w basenie wielkości brodzika dla dzieci nie było wcale łatwe. Oznaczało to koniec nie tylko moich dziecięcych marzeń, lecz również mojej ówczesnej naukowej tezy. Jak mogłem się tak strasznie pomylić?

Kilka dekad temu schwytano trzy orki dla delfinarium w Kolumbii Brytyjskiej. Karmiono je, jak wszystkie inne, rybami, jednak odmawiały one ich spożywania. Opiekunowie zwierząt mieli do wyboru: poczekać i zobaczyć, co się stanie, albo wypuścić orki na wolność. Poczekali. Jedno zwierzę padło z głodu, a to skłoniło pozostałą dwójkę do zaakceptowania rybnego pożywienia. Czy zwierzęta nie jadły w proteście przeciw uprowadzeniu, czy po prostu nie lubiły ryb? W tej samej okolicy katastrofa tankowca „Exxon Valdez” doprowadziła do niemal całkowitej zagłady kilku populacji orek. Mimo to zwierzęta nie próbowały się rozmnażać z innymi orkami, które pojawiały się w ich akwenie. Zachowanie sprzeczne z jakąkolwiek logiką teorii ewolucji, zgodnie z którą zwierzęta powinny z radością rzucić się na gości, by powiększyć swoją pulę genów. Dzisiaj wiemy więcej: orki żyją w kulturze liczącej ponad 700 000 lat i narzucającej kodeks zachowań, który jednym zakazuje zadawania się z orkami mordercami pożerającymi ssaki, a drugim – jedzenia ryb. Kryzys finansowy i zachowanie graczy giełdowych zbulwersowały świat, nie mówiąc już o tym, że niewłaściwe zachowania niewielkiej grupy nieomal zrujnowały gospodarkę wielu krajów. Najbardziej zaskakuje jednak to, że przyczyną kryzysu nie jest, jak próbuje się nam to wmówić, pazerność pojedynczych osobników, lecz irracjonalne, liczące ponad 30 000 000 lat wzorce zachowań, które dzielimy z innymi naczelnymi.

Owady używają narzędzi. Ryby żyją we wspólnocie. Delfiny nadają sobie imiona, a słonie chowają swoich zmarłych. Zwierzęta zachowują się uczciwie lub z premedytacją oszukują, leczą się antybiotykami i zmuszają ludzi, by ci dla nich pracowali. Jak jednak odnieść się do tego, że jeden kruk potrafi wczuć się w innego kruka, aby przewidzieć jego działanie, że sroka rozpoznaje się w lustrze lub że, mówiąc jak najogólniej, zwierzęta w testach na myślenie abstrakcyjne wypadają równie dobrze jak my, ludzie? Jak zaklasyfikować te zdolności? Jak sytuują one zwierzęta w stosunku do ludzi? W jaki sposób i kiedy zwierzęta nabyły te zadziwiające umiejętności?

Na te i podobne pytania postaram się odpowiedzieć, posiłkując się niezliczonymi obserwacjami poczynionymi przez naukowców. Po przeczytaniu książki prawdopodobnie zadacie sobie pytanie: Czy coś nas w ogóle odróżnia od zwierząt? Otóż niewiele. Na razie mogę zdradzić tylko tyle, że nas, ludzi, cechuje pewna maleńka właściwość, warunkująca nasz sukces jako gatunku, i nie chodzi tu o umiejętność posługiwania się mową. Ta książka nie wstrząśnie więc tronem, na którym zasiada człowiek, sprawi jednak, że już nigdy nie będziecie mieli poczucia, że jesteście na tym świecie tylko wy i inni ludzie, ale będziecie go dzielić z innymi czującymi i świadomymi swojego istnienia istotami. Może więc warto już teraz pomyśleć nieco cieplej o tym czy innym kruku w waszej najbliższej okolicy.

II WYUZDANY SEKS

Jakiś czas temu byłem zafascynowany wszystkim, co wiąże się z rozszerzeniem świadomości, i w swoich poszukiwaniach kamienia filozoficznego natknąłem się na tantrę. No wiecie, chodzi o te indyjskie praktyki seksualne, dziwaczne pozycje, powstrzymywany orgazm i płynące z niego oświecenie. Pewnego razu, będąc w jednej z wielkich berlińskich księgarni, zdecydowanym ruchem sięgnąłem do właściwej tematycznie półki. I chociaż naprawdę interesowały mnie jedynie aspekty tantry związane z rozszerzeniem świadomości, mój wzrok automatycznie szukał w spisie treści czegoś o seksie. Co zaskakujące, znalazłem go dopiero w rozdziale 5 na stronie 83. No i zgadnijcie, jakimi słowy powitał mnie autor? „Też bym zaczął czytać od tego miejsca!” Ups! Zostałem przyłapany na gorącym uczynku!

Choć autor włożył wiele wysiłku, by ukazać tantrę w neutralnym świetle i osłabić zachodni, skupiony na seksie punkt widzenia, to i tak właśnie fragmenty o seksie przyciągały mnie w sposób iście magiczny. Seks podnosi sprzedaż! I obojętne, czy to na okładce gazety z programem telewizyjnym, czy to na masce SUV-a – nagie ciało zachęca do patrzenia i nie tylko do patrzenia. Seks jest niezwykle silnym źródłem wewnętrznej motywacji i po prostu sprawia radość. I to dobrze, bo w przeciwnym razie nasi praprzodkowie siedzieliby leniwie na drzewach i, dłubiąc w nosie, gapili się w niebo, a my nigdy nie przyszlibyśmy na ten świat.

Jednak zanim zajmiemy się sprośnymi pogaduszkami i zwierzęcymi gadżetami erotycznymi u naczelnych, a także niewiarygodnymi praktykami seksualnymi uprawianymi w niemieckich przydomowych ogródkach oraz nieprawdopodobnymi dokonaniami delfinów w zakresie osiągania satysfakcji, musimy wyjaśnić pewne podstawowe pojęcia.

Seks to jeden z najstarszych i przypuszczalnie najważniejszych wynalazków matki natury, starszy nawet niż wynalezienie płci, i ma właściwie tylko jedną wadę: śmierć.

Ale po kolei. Proste organizmy jednokomórkowe rozmnażają się przez podział. Podczas mitozy powstaje identyczna kopia materiału genetycznego, który jest przekazywany do komórki-córki, będącej właściwie klonem. Oznacza to, że jest to pełny, nieprzerwany łańcuch życia, mający swój początek u źródła tego życia. W tym przypadku słusznie można by mówić o czymś w rodzaju nieśmiertelności. Może więc przy kolejnym kuflu jasnego piwa lub kieliszku merlota z szacunkiem pomyślicie o pracowitych, liczących sobie miliony lat komórkach drożdży, które zadbały o to, żeby wasz napój miał w sobie to coś.

Organizmy wielokomórkowe stosunkowo wcześnie zorientowały się, że wymiana materiału genetycznego z innymi „indywiduami” może mieć sens. Pierwsze z nich, w okresie, gdy jeszcze trudno było nawet mówić o podziale na rośliny i zwierząta, zdublowały swoją informację genetyczną i wyprawiły ją w podróż. Jednokomórkowe gamety miały jasne zadanie: połączyć się z innymi jednokomórkowymi gametami tak, by wymieszał się ich materiał genetyczny. I tak oto wynaleziono seks. Jednak przemieszanie materiału genetycznego przecięło łańcuch nieśmiertelności, bo każdy nowy organizm był odrobinę inny niż jego rodzice. Dlatego właśnie seks należałoby uznać za jedyny prawdziwy grzech śmiertelny.

Jednocześnie nowa strategia niosła ze sobą wielkie korzyści. Przez kombinację różnych genów dochodziło do licznych mutacji, a więc do zmiany pierwotnego materiału genetycznego. W ten sposób odkryto klucz do rozkwitu życia na Ziemi w całym jego przepychu i w całej jego bioróżnorodności. Trzeba jednak oddać honor również bakteriom. Także one uprawiają swoisty rodzaj seksu zwany koniugacją. Poprzez pilusy wymieniają małe fragmenty materiału genetycznego. Jeśli zakodowana informacja genetyczna, która odpowiada za konkretną cechę, jest korzystna, zostaje podczas podziału przekazana klonowi. Jeśli nie, to albo nic się nie stanie, albo będzie to koniec danej bakterii. Jak to mówią: bez ryzyka nie ma zabawy.

Jednak przez początkowych kilka milionów lat seks nie był jeszcze w pełni dojrzały. Spokojnie mogło się zdarzyć, że komórki nasienne pierwotnego organizmu skrzyżowały się same ze sobą i cały trud szedł na marne. W zasadzie i dzisiaj wszystko kręci się wokół tego, żeby takiej sytuacji zapobiec, a spektrum zastosowanych przez naturę środków sięga od wynalezienia płci poprzez wstydliwe zakrywanie nasion przez rośliny, aż po skomplikowany system społecznych reguł określających, komu z kim wolno, a komu z kim nie wolno. To ostatnie jest częścią składową nie tylko naszej ludzkiej kultury, lecz również siłą napędową powstania złożonych sieci społecznych, które można zaobserwować w królestwie zwierząt. Jeszcze do niedawna uważano, że tworzenie przymierzy trzeciego stopnia to jedynie domena ludzi, aż poznano lepiej zachowania delfinów żyjących u zachodnich wybrzeży Australii. O tym jednak później.

1. Seks kosmitów

Zacznijmy od czegoś bliskiego: od życia seksualnego naszych sąsiadów i lokatorów.

Patrzę właśnie z okna mojego gabinetu na ogród. Założę się, że nie macie pojęcia, jakie wyuzdane praktyki seksualne uprawiają w ogródkach czy skrzynkach na kwiaty bezpośrednio na waszych oczach te chyba najbardziej niesamowite na naszej planecie zwierzęta. Chodzi o niesporczaki, słodkie zwierzątka o wielkości 0,5 milimetra, żyjące właściwie wszędzie na ziemi, w wodzie i nawet na niskiej orbicie okołoziemskiej. Podobnie jak strunowce, do których należą ludzie, a także ryby, ptaki i gady, tworzą one własny typ, do którego należy około 1000 różnych gatunków.

Okiem mikroskopu moglibyście od czasu do czasu zaobserwować, jak kochanek podpełza skrycie do samiczki, by ją uwieść. Adoruje ją jakiś czas, po czym głęboko całuje. To jednak coś znacznie więcej niż tylko prototyp „pocałunku z języczkiem”, bo jest to zarazem akt płciowy. Badacze przypuszczają, że podczas tego aktu jest przekazywane męskie nasienie. Być może samiczka przechowuje je aż do kolejnego linienia i składa je razem z jajeczkami do swojego zrzuconego egzoszkieletu, który od tej pory chroni potomstwo. Być może jednak po prostu połyka spermę. Istnieją również gatunki dwupłciowe (obojnacze), w których jeden i ten sam osobnik jest zarówno samcem, jak i samiczką. Niestety nie wiadomo, czy i jak całują one same siebie. Oprócz tych łagodnych wariantów istnieją również znacznie brutalniejsze praktyki. W ramach jednej z nich pan młody rozrywa pannie młodej nie suknię, lecz brzuch i wpycha do środka nasienie. Koniec, kropka.1 No cóż, to też jakaś forma zapłodnienia wewnętrznego. Pomyślicie zapewne, że w waszym łóżku z pewnością coś takiego nie może mieć miejsca. Jesteście jednak w wielkim błędzie. Zwykła pluskwa domowa, klasyczny pasożyt ludzki, postępuje bardzo podobnie. Ostry, przypominający igłę penis samczyka, wbija się w brzuch samiczki i wpompowuje spermę do jej krwiobiegu.2 Biorąc pod uwagę wielość rodzajów zabaw seksualnych, nie dziwi fakt, że niektóre gatunki niesporczaków poprzysięgły po wsze czasy abstynencję seksualną i rozmnażają się przez partenogenezę, czyli dzieworództwo. Samiczki po prostu same się zapładniają, nie będąc przy tym obojnakami. Aby było to możliwe, za pomocą hormonów stwarza się organizmowi iluzję, że nosi zapłodnione jajeczko. Tę samą sztuczkę potrafią wykonać niektóre gady i robaki. Z punktu widzenia ewolucji stanowi to oczywiście pewien problem, a dla samczyków jest to dość frustrujące. Jeśli jednak jest się samiczką, żyjącą samotnie gdzieś na odludziu, to możliwość samodzielnego wydania na świat potomstwa i stworzenia całej populacji wydaje się niezwykle kusząca. Zwłaszcza że jeśli populacja stanie się wystarczająco liczna, mogą pojawić się w niej też samczyki, co oznacza powrót do seksu.

Winny jestem jeszcze rozwiązania zagadki, w jaki sposób prawdziwe wielokomórkowe zwierzę, obdarzone systemem nerwowym, mięśniami i układem trawiennym, jest w stanie udać się na orbitę okołoziemską i na niej przeżyć. Niesporczaki to mistrzowie przetrwania. Można je podgrzewać do temperatury ponad 250°C, wystawiać na działanie ciśnienia w morskich głębinach lub wystrzelić w kosmos, nie narażając ich przy tym na śmierć. Dowiódł tego Bob Goldstein, biolog z Uniwersytetu Karoliny Północnej, wysyłając te zwierzątka w kosmos w rakiecie Sojuz, gdzie przez 10 dni były wystawione na działanie próżni oraz promieniowania kosmicznego. Po powrocie rakiety zdołał ożywić znaczną część tych nietypowych astronautów zwykłą kropelką wody. Sztuczka polega na tym, że te zabawne zwierzątka, gdy zaczynają wysychać, otaczają się czymś w rodzaju kapsuły, która je chroni i w której praktycznie zatrzymaniu ulegają ich funkcje życiowe. Nic dziwnego, że niektórzy uważają, że przybyły na Ziemię wraz z meteorytami.

Jeśli chodzi o życie seksualne, są też gatunki, które dostarczają w tym względzie prawdziwie wybuchowych niespodzianek. Znamy to wszyscy: w najgorętszym momencie aktu obydwie strony wydają z siebie pełne satysfakcji stęknięcie. Na szczęście nie jest to równoznaczne z wydaniem ostatniego tchnienia jak u biednych trutni, czyli samców pszczół. Powszechnie wiadomo, że trutnie giną po akcie seksualnym. Czy wiecie jednak, jak to się dzieje? Eksplodują! W dodatku ich samobójczy akt ma też walor sygnału. Trutnie bez reszty podporządkowują się wydzielanemu przez królową feromonowi, czyli zapachowi o wabiącym działaniu. Gdy truteń go poczuje, odwraca się pod wiatr i podąża za swoim „nosem” w kierunku kusząco pachnącej, gotowej do zapłodnienia królowej. Rzuca się na nią w locie, a jego organ płciowy wczepia się w jej ciało. W tym momencie jest już po nim. Całe jego ciało tężeje, a królowa przyciąga go do siebie, kurcząc mięśnie odwłoka. Czyni to z takim zapamiętaniem, że biedny truteń pęka ze słyszalnym nawet często trzaskiem.3 Pozostaje po nim jedynie narząd płciowy, który tkwi w odwłoku królowej. Niektóre gatunki, jak na przykład krety, i niektóre gryzonie zakładają samicy swoisty pas cnoty, mianowicie zaklejają kleistym czopem jej otwór płciowy. W przypadku naszego trutnia jest jednak dokładnie na odwrót. Jego endophallus, który dla nas ma kolor pomarańczowy, a w dodatku emituje niewidoczny dla ludzkiego oka ultrafiolet, jest w dosłownym tego słowa znaczeniu latarnią morską dla innych trutni chętnych do zapłodnienia królowej. A ta podczas kolejnych aktów zapłodnienia zbiera ilość nasienia wystarczającą jej do końca życia.

Istnieje jednak wśród pszczół także bardziej pokojowo nastawiony wyjątek. Mowa tu o Apis mellifera capensis, pszczole miodnej żyjącej jedynie w Afryce Południowej. Ta radzi sobie doskonale bez samców. Robotnice tego gatunku składają jaja, a z nich wykluwają się kolejne robotnice. To zagadka, nad której rozwiązaniem łamią sobie głowy biolodzy, bo stoi ona w sprzeczności z logiką rozmnażania płciowego.4 Z drugiej jednak strony to chyba w pełni zrozumiałe, że samce, nie mając ochoty eksplodować podczas zapłodnienia, po prostu wzięły nogi za pas.

Tak samo zadziwiające zachowanie zaobserwowałem w dzieciństwie w naszym akwarium. Jak tylko znowu miałem szlaban na telewizję, siedziałem godzinami, oglądając parkę afrykańskich pielęgnic Pseudocrenilabrus nicholsi. Zafascynowany patrzyłem, jak młode rybki, czując zagrożenie, znikają w pyszczkach swoich rodziców. Za każdym razem zamierałem z przerażenia, że maluchy zostaną po prostu pożarte. Jednak po kilku sekundach młode wyskakiwały z pyszczków i całkowicie zdrowe pływały sobie spokojnie dalej. Pielęgnice te inkubują ikrę w pyszczkach, co stanowi prawdziwe wyzwanie. W zależności od gatunku robią to samiczki, samczyki lub obie płcie. Jak się później dowiedziałem, rybki przez cały czas inkubowania ikry nie pobierają żadnych pokarmów, aby koszmar prześladujący mnie w dzieciństwie nie stał się straszną rzeczywistością. Jednak, jak to w życiu bywa, takie oddanie i miłość są często wykorzystywane. I tak na przykład giętkoząb cętkowany niczym kukułka podrzuca pielęgnicom swoje jajeczka „na wychowanie”.

Nie tylko samczyki pielęgnic wzruszająco troszczą się o swoje młode. Samczyki koników morskich przewyższają troskliwością niejedną samiczkę. Ich nasienie jest zapładniane przez komórki jajowe samiczek. Samczyki inkubują zapłodnione zygoty w brzuchu, a następnie wydają na świat żywe młode.

Po omówieniu różnorodnych praktyk seksualnych takich jak rozmnażanie płciowe i bezpłciowe, partenogeneza i hermafrodytyzm przenieśmy się ku lepiej nam znanym obszarom, zaczynając od gadżetów erotycznych.

2. Gadżety erotyczne

Niedawno pewien dziennikarz spytał mnie, czy słyszałem, żeby zwierzęta używały sztucznych penisów. Faktycznie wśród szympansów istnieje coś takiego jak gadżety erotyczne, oczywiście w przenośnym tego słowa znaczeniu, ale o sztucznych penisach nie słyszałem. Nie chciałem jednak tak od razu zaprzeczyć, bo nie jest to przecież całkiem wykluczone. Udzieliłem więc wymijającej odpowiedzi i poszperałem trochę w Internecie. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu okazało się, że zadziwiająco wielu ludzi w dosłownym tego słowa znaczeniu kocha zwierzęta. Internet jest pełen gumowych atrap zwierzęcych penisów. Można chyba założyć, że ani orki, ani konie nie robią zakupów w Internecie, więc za tym wielkim popytem na męskie atrybuty innych gatunków stoją raczej ludzie. Nie znalazłem natomiast sztucznych penisów, które robiłyby sobie zwierzęta w celu samozaspokajania się. Nie odkryłem niemal nic, poza kilkoma anegdotami i dziwacznymi obrazkami. Tylko jeden naukowy artykuł z 1978 roku wspominał coś na zbliżony temat. Pisano w nim, że orangutany na Sumatrze ocierają się o liany i gałęzie, a być może wprowadzają je do pochwy.5 To jednak nie to samo co sztuczne penisy czy inne gadżety erotyczne. Przynajmniej nie w ludzkim rozumieniu, bo sztuczny penis to, najogólniej rzecz ujmując, narzędzie, i w tym właśnie tkwią drobne, lecz, jak jeszcze zobaczymy, znaczące różnice.

Ocieranie się o lianę to w rzeczy samej masturbacja, a ta jest w świecie zwierząt bardzo rozpowszechniona. Uprawiają ją niezliczone zwierzęta i mają po temu powody. Wiele gatunków zwierząt rozmnaża się tylko sezonowo. Gatunki te, gdyby nie masturbacja, prawdopodobnie już by wyginęły. Męskie nasienie, w przeciwieństwie do komórek jajowych, jest stale produkowane od nowa. Ma to jednak z kolei tę wadę, że szybko się starzeje i staje się powolne. Samozaspokajanie przynosi tę wielką korzyść, że stymuluje tworzenie nowego, świeżego nasienia, które podczas rzadko nadarzających się okazji do reprodukcji gwarantuje pełen sukces. Ponadto masturbacja odpręża i redukuje agresję.6 Zaobserwowano również inne zadziwiające zachowania. Sfilmowano kapucynkę, która gwałciła kaczkę,7 oraz szympansa, uprawiającego seks oralny z żabą.8 Także niejeden amator pływania z delfinami miał okazję poczuć się jak gumowa sekslalka. Znajoma treserka delfinów przez wiele tygodni po takim miłosnym ataku miała na udzie wielkiego siniaka. Ludziom, którzy znajdą się w podobnej sytuacji, mogę poradzić tylko, żeby nie brali pierwszych prób dotknięcia za oznakę sympatii. Delfin was nie zna i nie może czuć do was sympatii. Jeśli zwierzę, czy to w niewoli, czy na wolności, zachowuje się w ten sposób, znaczy to jedynie, że czuje, że może to robić, bo człowiek znajdujący się w wodzie jest wobec niego bezbronny. Należy takiemu zachowaniu natychmiast położyć kres, wykonując jednoznaczne gesty i wycofując się na z góry upatrzone pozycje. Poza tym, drodzy czytelnicy płci męskiej: na tego rodzaju molestowanie narażone są nie tylko kobiety. W tej kwestii delfiny nie są zbyt wybredne.

Skoro teraz wiecie więcej o prawdziwych przyczynach masturbacji, będziecie z pewnością nieco bardziej wyrozumiali dla psów, które masturbują się za pomocą poduszki, co szczerze mówiąc, wygląda dość idiotycznie. Poza tym jest na to rada: dla znudzonych zwierząt domowych można znaleźć w sklepach prawdziwe zwierzęce gumowe sekslalki, jak chociażby te firmy Hotdoll.9

W tym miejscu muszę się rozprawić z bardzo rozpowszechnionym uprzedzeniem, które my, etolodzy, zawdzięczamy minionemu stuleciu. Seks postrzegano mianowicie jako popęd, który miał służyć jedynie zachowaniu gatunku. Choć to prawda, to nie można na tej podstawie wyciągać wniosku, że zwierzęta uprawiają go wyłącznie w tym celu i nie czerpią z seksu żadnej przyjemności. W rzeczywistości przyjemność lub inne miłe odczucia wiążące się z seksem są jego zasadniczym elementem, a masturbacja jest ważnym etapem pośrednim na drodze do skutecznej reprodukcji. W rozdziale Rozrywkowe towarzystwo oraz w części Uczuciowość będzie jeszcze mowa o kryjących się za tym mechanizmach, jednak jedno można powiedzieć już teraz: przyjemne odczucia, które sprawiają, że seks jest dla nas atrakcyjny, wyraźnie podnoszą wewnętrzną motywację, by go powtarzać. Motywacja ta jest z dużym prawdopodobieństwem właściwa nam i wszystkim kręgowcom, u których dochodzi do zapłodnienia wewnętrznego. Przecież kobieta czy mężczyzna musi dopuścić partnera naprawdę blisko, musi nawet liczyć się z ryzykiem, że wraz z wymianą płynów ustrojowych dojdzie do zarażenia chorobą. Poza tym kobieta i mężczyzna pozostają podczas stosunku praktycznie bezbronni wobec niebezpieczeństw. Tak wielkie ryzyko podejmuje się jedynie wtedy, kiedy motywacja jest wystarczająco silna. A co nas motywuje? To koktajl z uwolnionych hormonów i neuroprzekaźników każe nam zapomnieć o wszelkim ryzyku. Na tym poziomie sterowania zachowaniem jednakowo funkcjonują wszystkie ssaki, a przypuszczalnie również ptaki. I możemy spokojnie założyć, że podczas stosunku seksualnego hipopotam, wieloryb i świnia czują się podobnie jak my.

Jednak odczuwanie to tylko jeden z aspektów. Im bardziej złożony jest mózg i im bardziej różnorodne bodźce i informacje może przetwarzać, w tym bardziej aktywny i dominujący sposób może ingerować w procesy sterowane hormonami. Nasze biedne trutnie nie mają takiego wyboru. I nawet jeśli wygląd królowej pszczół zupełnie nie ma na nie wpływu, to są całkowicie bezbronne wobec jej zapachu. Dla nas ludzi zapach również jest ważny, jednak dzięki złożonemu mózgowi możemy mu się oprzeć. Bardziej niż zapach interesuje nas atrakcyjność zewnętrzna partnera. Nasz gust jest jednak wytworem kultury. Piękności Rubensa we współczesnym świecie nie miałyby nawet cienia szansy. Dotychczas znanych jest jedynie kilka gatunków, u których kultura ma wpływ na życie seksualne. W części Nieznane kultury dowiemy się na przykład, że orki żyją w kulturze liczącej kilkaset tysięcy lat, która zabrania seksu z określoną grupą innych orek, i że humbaki, dokładnie jak my, poddają się dyktatowi mody. Powróćmy jednak do pierwotnego pytania o sztucznego penisa. Nawet jeśli nie udało się odnaleźć jego odpowiednika w świecie zwierząt, to może mają one inne gadżety erotyczne? Odpowiedź brzmi: „tak”. William McGrew, profesor uniwersytetu Cambridge, w swoim artykule o wykorzystywaniu technologii u naczelnych wspomina o szczególnej formie narzędzi służących celom seksualnym.10 W wywiadzie dla pisma „New York Times”11 przytoczył jako przykład odkrycie z roku 198012 opisane w następujący sposób: szympansy płci męskiej siedzą z szeroko rozłożonymi nogami oraz penisem w wzwodzie i szeleszczą wokół niego liśćmi…

No i co z tego, powiecie. A kiedy w końcu przejdziemy do seksu i gadżetów erotycznych? No więc wszystko zależy od punktu widzenia. Po pierwsze trzeba ustalić, czym właściwie jest narzędzie. Za narzędzie uważa się obiekt, który nie jest częścią ciała i który służy osiągnięciu pewnego celu.13 Przyjrzyjmy się dokładniej liściom. Leaf-clipping,14 a więc łamanie i rozkruszanie suchych liści, wywołujące charakterystyczny dźwięk, to zachowanie, którym szympansy próbują przyciągnąć uwagę. Odnosząc to do świata ludzi, to tak, jakby w lesie szum liści podpowiadał nam, że w krzakach siedzi ptak. Nadstawiamy uszu i patrzymy w kierunku krzewów. Nie inaczej reagują szympansice. A obraz, jaki widzą, wywołuje określone reakcje. Wystawiony na widok publiczny i gotowy do akcji instrument przyjemności pomiędzy nogami samca przemawia jednoznacznym językiem. Jednak nie ma czego zazdrościć. Efekt nie jest natychmiastowy i czasem biedny samiec z nabrzmiałym penisem musi dość długo szeleścić liśćmi, aż samica zbliży się lubieżnie i zaprezentuje mu swoją tylną część ciała. I w tej chwili mamy już wszystko, by móc mówić o narzędziu. Obiekt, który nie jest częścią ciała, został użyty w określonym celu.

Szympansy płci męskiej w Parku Narodowym Taï na Wybrzeżu Kości Słoniowej obwieszczają swoje potrzeby poprzez wyłamywanie palców (knuckle-knock).15 Jednak nie zawsze zapowiada to sceny dozwolone od lat osiemnastu. U szympansów z kolonii w Bossou palce wyłamują również młode osobniki i stanowi to jedynie zachętę do zabawy.

Wyłamywanie palców nie może być jednak uznane za gadżet erotyczny (narzędzie), bo palce są przecież częścią ciała. Tyle że szympansy z Taï również rozkruszają liście. Robią to, gdy chcą zwrócić na siebie uwagę. Najczęściej po szeleszczeniu następuje jakaś ważna informacja.

W językach mlaskowych bardzo rozprzestrzenionych w Afryce mlaski brzmią podobnie jak rozkruszane liście. Rozważa się nawet, czy ten dźwięk nie był elementem pierwszego języka.16 Fascynująca jest myśl, że zgniatanie liści i ich rozkruszanie były być może pierwszymi naprawdę symbolicznymi elementami w rozwoju naszej mowy. W tym świetle chrupanie smakowitych czipsów nabiera całkiem nowego znaczenia. Proponuję podczas kolejnej imprezy sięgnąć po opakowanie pringlesów. Ciekawe, co się stanie, gdy, głośno chrupiąc, spojrzycie na przedmiot swojego pożądania. Być może rozpali to pradawne, głęboko zakorzenione zwierzęce instynkty? Ale to już temat kolejnego rozdziału.

3. Gwałt

Randy Thornhill i Craig Palmer, dwaj biolodzy ewolucyjni, intensywnie zajmowali się tematem gwałtu w królestwie zwierząt. W swojej książce Eine Naturgeschichte der Verwaltigung17 (Historia naturalna gwałtu) na podstawie licznych przykładów wyjaśnili logikę, jaka kryje się za tą strategią. Ich książka nie zyskała przychylności ani w prasie niemieckiej, ani międzynarodowej. Największym problemem było to, że autorzy na podstawie obserwacji w królestwie zwierząt wyciągali wnioski co do zachowań ludzkich. Niezwykle spójny i konsekwentny opis biologicznych faktów nazbyt kojarzył się z próbą usprawiedliwienia przemocy seksualnej wśród ludzi.

Nie ma tu miejsca, by zajmować się argumentami przemawiającymi za tą prowokacyjną książką i przeciw niej. Ale może spodoba się wam poniższy przykład, który pokazuje, że ewolucja ma w zanadrzu najróżniejsze środki i możliwości, pozwalające zaspokoić nawet najbardziej ekstremalne męskie potrzeby. Mowa tu o zwierzęciu, które mamy w pamięci zazwyczaj z umazanym krwią łbem, pożerające odstręczającą padlinę. Niestety materiały dokumentujące życie hien cętkowanych nie przysparzają im sympatyków. Niesłusznie, bo hieny prowadzą godne podziwu życie społeczne (więcej na ten temat w części Zmysł wspólnoty) i wynalazły chyba najdziwniejszy akt płciowy spośród wszystkich ssaków. Samce odgrywają w hierarchii grupy niewielką rolę, są często mniejsze niż samice i nawet najniższa rangą samica może im pokazać, gdzie ich miejsce.

Ranga nie chroni jednak przed gwałtem, ponieważ samce mogłyby zastosować sprawdzoną skądinąd strategię, polegającą na łączeniu się w grupy i zbiorowym gwałceniu samic (patrz rozdział Seks grupowy). W przypadku hien jest to jednak skazane na niepowodzenie, bo samice noszą pas cnoty. Wygląda niezwykle fachowo i dynda w formie penisa z moszną między ich nogami. U samic powstał mianowicie z łechtaczki zdolny do erekcji niby-penis, a z warg sromowych wypełniony komórkami tłuszczowymi worek przypominający mosznę.18

Cała ta konstrukcja z powodzeniem wytrzymuje porównanie z męskim odpowiednikiem. Zamyka ona całkowicie zewnętrzne wejście do pochwy. Jedyna możliwość, by penis samca dostarczył gdzie trzeba swój cenny ładunek, to wniknięcie do pseudopenisa samic, będącego również w stanie wzwodu. W tym celu samiec musi wślizgnąć się od tyłu niemal całkowicie pod samicę i oboje muszą skoordynować ruchy swoich penisów tak, by jeden wszedł w drugi. Ta niemal doskonała ochrona przed gwałtem ma tylko jedną wadę: potomstwo, przychodząc na świat, musi pokonać tę samą drogę. Dlatego poród u hien jest wyjątkowo bolesny, nierzadko penis zostaje podczas porodu rozerwany i trzeba tygodni, by się wygoił.

Penis, lub jak kto woli pseudopenis, pełni jednak jeszcze inną funkcję. Wzajemne pozdrawianie się jest u hien do pewnego stopnia zrytualizowane. Osobniki stają obok siebie tak, że łeb jednego styka się z zadem drugiego. Zwierzę stojące niżej w hierarchii podnosi nogę w taki sposób, by dominujący osobnik mógł je obwąchać. Penis, czy też pseudopenis, znajduje się wtedy w stanie erekcji, co dodatkowo podkreśla uległość.19 Jak widać, kłopoty z potencją mogą u hien pociągać za sobą dość nieoczekiwane problemy.

Łatwiej mają samice węży pończoszników (Thamnophis sirtalis infemalis), żyjących w Ameryce Północnej. Ich pas cnoty to niezwykle silny mięsień umiejscowiony przed waginą i uniemożliwiający dostanie się do środka.20 Ponieważ samice wolą starsze osobniki, używają tego mięśnia jedynie wobec młodych pończoszników. Zagadką pozostaje dla mnie, jak są w stanie odróżnić jednych od drugich, bo na jedną samicę rzuca się wielu samców i ostatecznie kopulujące węże tworzą jedno wielkie kłębowisko, tzw. mating ball. W przeciwieństwie do większości gadów, które składają jaja, pończoszniki są żyworodne.

Istnieją również pasy cnoty skonstruowane ze słomy i innych materiałów. Wyglądają zachwycająco, są też dodatkowo przyozdobione. I, kto by pomyślał, że konstruują je samce. Więcej na ten temat w rozdziale Architekci w królestwie zwierząt.

4. Seks grupowy

Widzieliście już pewnie niejednokrotnie, jak biedne kaczki są napadane jednocześnie przez kilka kaczorów i zmuszane do seksu. Również wśród uroczych pingwinów białookich nierzadko zdarza się, że na wyczerpaną polowaniem samicę czeka na lądzie grupa lubieżnych samców. Pewien gatunek żaby (Rhinella proboscidea) żyjącej w Amazonas sięgnął pod tym względem szczytów. Biedne samiczki są napastowane tak długo, aż stracą życie. Samce skaczą następnie po brzuchach martwych samic, wyciskając z nich w ten sposób jajeczka, które pozaustrojowo zapładniają. Badacze mają na to zjawisko specjalną nazwę. Jest to functional necrophilia, czyli nekrofilia funkcjonalna.21

Jednak, jak pokazuje życie miłosne małp bonobo, seks grupowy nie musi być z założenia nieprzyjemny. Na pierwszy rzut oka bonobo wyglądają tak samo jak szympansy. Dokładnie rzecz ujmując, bonobo są szympansami, bo ten rodzaj obejmuje dwa gatunki: szympansy zwyczajne oraz właśnie bonobo. Niesłusznie nazywa się je również szympansami karłowatymi, skoro przecież oba gatunki mają niemal te same rozmiary. Oba te gatunki szympansów są zresztą bliżej spokrewnione z nami niż z orangutanami, które również zaliczają się do człowiekowatych. Najłatwiej rozróżnić je po czole. U bonobo czoło jest przecięte na pół bruzdą i w przeciwieństwie do szympansów zwyczajnych – nieowłosione. Bonobo w przeciwieństwie do często agresywnych szympansów zwyczajnych należy uznać raczej za pokojowo nastawionych hipisów wśród małp człowiekowatych. Wielu uważa bonobo za wegetarian, ale istnieją tu również wyjątki.22 Różnorodność życia seksualnego bonobo jest niemal niewyobrażalna. Samice robią to z samicami, samce z samcami, samice z samcami, osobniki stare z młodymi – jednym słowem każdy z każdym. Również techniki są bardzo urozmaicone, obok wariantu standardowego („na pieska”) istnieje pozycja misjonarska oraz kilka innych trudnych do opisania, w których zwierzęta wiszą na drzewie. Bonobo całują się z języczkiem, a i seks oralny jest mile widziany.23 Jednak najbardziej imponującą cechą bonobo jest pokojowe nastawienie do świata, które zwierzęta te zawdzięczają bez wątpienia intensywnemu życiu seksualnemu.

Wyobraźcie sobie, że wybraliście się na wędrówkę z przyjaciółmi. Wędrówka jest wyczerpująca, a na dodatek przyjaciele waszych przyjaciół wkurzają was bezsensownym marudzeniem. A jakby tego było mało, na dodatek burczy wam w brzuchu. Macie szczęście, bo oto widać schronisko. Niestety, przez marudzenie waszych przyjaciół przybywacie o wiele za późno i nie ma już prawie nic do jedzenia. Nastrój sięga dna. U bonobo byłoby zupełnie inaczej. Nasi najbliżsi krewni mieliby najpierw wzwód, a i samice myślałyby w pierwszej kolejności o seksie. Z całkowitym pominięciem hierarchii rozpoczęłaby się odprężająca orgietka. Osoba, która w tak wkurzający sposób marudziła, świadoma tego, jakim była obciążeniem dla grupy i jak ją wszyscy znielubili, podeszłaby i jednoznacznym gestem wykazała wyraźne zainteresowanie waszymi zewnętrznymi narządami płciowymi. Po skończonym „bara-bara” trudno byłoby nadal okazywać złość i wszystkie żale poszłyby w zapomnienie.

Inaczej niż mają to w zwyczaju szympansy, u których dochodzi do bójek o pożywienie, bonobo po relaksującym seksie dzielą się jedzeniem w całkowicie pokojowy sposób. Zachowanie to zaobserwowano wśród zwierząt żyjących zarówno na wolności, jak i w zoo.24 Poza tym udowodniono również, że samce bonobo, na długo zanim przejdą do konkretów, starają się utrzymywać ze swoją wybranką przyjazne relacje.25 Samce budują więc najpierw związek, a dopiero potem przystępują do jednoznacznych działań związanych z reprodukcją. W dodatku u bonobo panuje równouprawnienie płci. Żadna płeć nie dominuje nad drugą, jak to ma miejsce u ludzi i u innych małp człowiekowatych.

Każdy z nas wie, jak zdecydowane potrafią być działania motywowane seksem. Chociaż nie przynosi to żadnych korzyści materialnych czy społecznych, nawet ludzie, mimo wysoko rozwiniętej świadomości i zdolności strategicznego myślenia oraz przewidywania skutków własnego zachowania, podejmują ryzyko, jakie wiąże się z dokonaniem na kimś gwałtu. Robią to sami lub w grupie, lub też jedynie w wyobraźni.

Nawet jakże kochane przez wszystkich delfiny nie patyczkują się w doborze środków, jeśli chodzi o sprawy związane z seksem. Z naszej ludzkiej perspektywy można by nawet uznać ich zachowanie za wyjątkowo obrzydliwe. Zdarza się, że grupa samców uprowadza samicę, aby zabawiać się z nią przez dłuższy czas, niekiedy nawet przez kilka dni. Wielu miłośnikom delfinów trudno pogodzić się już choćby z faktem, że delfiny są drapieżnikami, a nie wegetarianami, a gdyby wiedzieli o zbiorowych gwałtach, pewnie ich uczucia do tych miłych ssaków uległyby diametralnej zmianie. Zostawmy jednak etykę i uprzedzenia przez moment na boku, bo żeby osiągnąć swój cel, delfiny tworzą najbardziej kompleksową sieć społeczną, jaką udało się dotąd zaobserwować w naturze.

Tu muszę jednak nieco odbiec od tematu, by opowiedzieć więcej o życiu delfinów. W przeciwieństwie do sytuacji znanych z ogrodów zoologicznych i delfinariów, kiedy to męski osobnik zawsze dominuje grupę samic, na wolności samce i samice żyją osobno i spotykają się tylko okresowo co kilka lat, aby uprawiać seks. Jak widać, seks z delfinami odmiennej płci jest raczej wyjątkiem niż regułą. Zazwyczaj dziewczyny miziają się z dziewczynami, a chłopaki z chłopakami. Jednak raz do roku potrzeba zbliżenia z przedstawicielem odmiennej płci staje się nieodparta i samce, które zazwyczaj jako zadeklarowani geje we dwóch lub we trzech przemierzały głębiny oceanu, tworzą większe grupy. Dzięki przewadze liczebnej udaje im się odizolować od grupy pojedyncze płodne samice i uprowadzić je na kilka dni, by kolejno je pokryć. Wyjaśnijmy jednak pokrótce, jak w ogóle dochodzi do tej sytuacji, którą zaobserwować można zwłaszcza wśród delfinów żyjących u zachodnich wybrzeży Australii.

Noworodki delfinów przychodzą na świat, podobnie jak my ludzie, jako istoty stosunkowo głupiutkie. Poza oddychaniem i pływaniem maluchy muszą się wszystkiego dopiero nauczyć, w związku z czym przez długie lata są skazane na swoje matki. Trzeba wiedzieć, że u delfinów rodzi się mniej więcej tyle samo samców co samic. Jednak samice, które przez kilka lat zajęte są młodymi, nie biorą udziału w reprodukcji. Tak więc potencjalne partnerki seksualne to albo młode samiczki, albo takie, które mają już odchowane dzieci. W tej sytuacji na jedną potencjalną samicę przypada pięciu lub więcej chętnych panów. Innymi słowy, konflikt jest nieunikniony. Przestrzenie oceanu, inaczej niż w przypadku życia na lądzie, są trójwymiarowe i nie mają kantów, rogów czy ograniczeń. Z tego powodu dość trudno jest odciągnąć od grupy pojedynczą kandydatkę, bo po prostu jest zbyt wiele możliwych kierunków ucieczki. Jeśli jednak na polowanie udaje się grupa licząca 8 lub 15 samców, szanse wyglądają już znacznie lepiej. Jurni młodzieńcy muszą stworzyć zespół, na którym można polegać. Ostatecznie nie chodzi przecież tylko o to, by skutecznie uprowadzić samicę, trzeba mieć jeszcze pewność, że pozostali będą się trzymać z daleka, gdy przyjdzie ich kolej. Sam akt jest znacznie mniej brutalny, niż można by sobie wyobrażać na podstawie powyższego opisu. Samicy nie da się w żaden sposób przytrzymać, woda także nie daje oparcia. W trójwymiarowej przestrzeni seks jest aktem, w którym oboje partnerzy muszą brać aktywny udział i w którym z byle powodu łatwo o porażkę. Chaotyczne kłębowisko napalonych „byczków”, z których każdy boi się, że inni go wykołują, to raczej nie jest przepis na sukces. Nie potrafię ani nie chcę mówić za dużo o samicy, która bierze w tym akcie udział, może tylko tyle, że w przyrodzie nie wszystko do końca jest zgodne z naszym wyobrażeniom o moralności. Ale zjawisko łączenia się samców w grupy było obserwowane przez dziesięciolecia i jest dobrze zbadane, a opublikowane wyniki stanowią coś więcej niż jedynie sensację. Są one pierwszym dowodem na istnienie wśród zwierząt sojuszu trzeciego stopnia.26 Co to takiego, dowiecie się w rozdziale Facebook inaczej.

5. Hormony – władcy absolutni

Działania hormonów zazwyczaj nie dostrzegamy świadomie i nie jesteśmy w stanie go kontrolować. A czasem ich wpływ jest tak silny, że nawet jeśli zdajemy sobie z niego sprawę, to i tak nie możemy zachować się inaczej, niż nakazują nam hormony. Każdy, kto słyszał kiedyś o zespole napięcia przedmiesiączkowego, wie, jakie katastrofalne skutki mogą mieć wahania poziomu hormonów dla samopoczucia kobiety oraz dla harmonii w związku. Może być jednak jeszcze gorzej. Kalmary są bardzo przyjaznymi stworzeniami. Lubią pływać w grupach, a wzajemna agresja jest rzadka bądź nie występuje wcale. Jeśli jednak samce dotkną świeżo złożonego jaja, w tym samym momencie wpadają w furię. Za tę gwałtowną zmianę nastroju odpowiedzialne jest niepozorne białko o angielskiej nazwie feromon b-MSP-like. Produkują je samice i przyklejają na zewnętrznej powierzchni jaj. Jeśli samiec dotknie tak spreparowanego jaja, to koniec ze spokojem.27 Natychmiastowy wybuch agresji jest tym dziwniejszy, że agresywne zachowania są zazwyczaj wywołane przez bodźce docierające do zmysłów. By wpaść we wściekłość, trzeba przeciwnika zobaczyć, usłyszeć bądź ewentualnie boleśnie poczuć. Poza tym agresja sama w sobie to dość kompleksowe zachowanie. Inaczej niż przy substancji wabiącej, kiedy to wystarczy płynąć w określonym kierunku, kalmary muszą najpierw zidentyfikować wroga, odróżnić na przykład samice od samców oraz skoordynować złożone działania wojenne.

Sterowanie przez hormony uwidacznia się szczególnie wyraźnie w zachowaniu różnych płci. Wszyscy jesteśmy skonstruowani według określonego genetycznego planu i na początku jesteśmy raczej płci żeńskiej. Dopiero na późniejszym etapie rozwoju embrionalnego powstają osobniki męskie.

Może być także odwrotnie, jak na przykład u błazenka (Amphiprion percula), którego wszyscy pokochaliśmy wielką miłością jako filmowego Nemo. Te małe rybki ukwiałowe rodzą się bez wyjątku jako samczyki i żyją w poliandrii. Rządzi nimi samica, władczyni ukwiału, z którym żyją w symbiozie. Ale rachunek się nie zgadza: skoro rodzą się tylko samczyki, to skąd wzięła się samiczka? Jeśli samiczka padnie lub lekkomyślnie opuści swój rodzinny ukwiał i zostanie pożarta, u najsilniejszego samczyka rozpoczyna się proces zmiany płci. Po zaledwie tygodniu w ukwiale panuje nowa władczyni, i choć jest to ciągle to samo zwierzę, to całkowicie zmienił się repertuar jego zachowań.28 Warunki środowiskowe i mechanizmy epigenetyki mogą jednak spowodować, że samiczka przemieni się z powrotem w samczyka, jak dzieje się to na przykład u tropikalnej talasomy sinogłowej czy u wargacza tęczaka, żyjącego u wybrzeży wyspy Helgoland.

Zmiana zachowania przy stłumieniu działania hormonów lub ich dodatkowej produkcji jest w najróżniejszy sposób wykorzystywana zarówno u zwierząt, jak i u ludzi. Jeśli na przykład w delfinarium jakiś samiec zachowuje się nazbyt po męsku, podaje mu się preparat o nazwie megestat, czyli żeński hormon, i w ten sposób zmienia jego zachowanie. Z pewnością pojawi się pytanie, po co w ogóle robić coś takiego. Otóż z powodów praktycznych: dzięki temu można w niewoli trzymać grupę delfinów w mniejszym basenie, nie dopuszczając jednocześnie do wybuchów agresji. Problemem tym, znanym mi z ogrodu zoologicznego w Norymberdze, zajmiemy się dokładniej w rozdziale Facebook inaczej. Bardziej swojska jest kastracja u zwierząt domowych i użytkowych. Posłużmy się przykładem ogiera. Po wykastrowaniu staje się on posłusznym, przyjaznym, mniej upartym wałachem o nieco mniejszej sile mięśni. To przyjazne nastawienie ma w warunkach hodowlanych wiele zalet także z punktu widzenia zwierzęcia, bo najczęściej udaje mu się dzięki temu stworzyć więzi społeczne. Wielu ogierom uniemożliwia się to i jedynymi osobnikami tego samego gatunku, z którymi mogą nawiązać kontakt, są klacze, które mają pokryć.

Z ewolucyjnego punktu widzenia kastracja jest oczywiście mniej pożądana, jednak w określonych warunkach hodowlanych lub w systemie społecznym tak znacząca ingerencja w osobowość może mieć nawet u ludzi pozytywne skutki. Eunuchowie, czyli wykastrowani mężczyźni, byli w wielu kulturach, jak na przykład w Chinach czy imperium osmańskim, wybitnymi osobistościami. W naszej zachodniej kulturze przychodzi nam na myśl od razu okazały harem i jego korpulentny, owinięty w kolorowe szaty strażnik. Historyczna rzeczywistość była jednak zupełnie inna. Eunuchowie nie mieli zbyt wybujałych ambicji, poza tym z oczywistych względów nie mogli również podrzucić jaja do królewskiego gniazda. Nie stanowili więc dla władcy żadnego zagrożenia. Wprost przeciwnie: cieszyli się sławą doskonałych urzędników i mądrych wojskowych o niebywałych zdolnościach strategicznych.

U naszych kuzynów orangutanów, jednym z czterech gatunków człowiekowatych mieszkających w południowo-wschodniej Azji, sprawy mają się podobnie, choć w tym przypadku chodzi jedynie o kamuflaż. Istnieją tam dwie płcie męskie. Mniejsze osobniki wyglądają jak samice i zatrzymały się niejako w rozwoju. Często trwają w tym stadium przez całe życie. Jeśli duży osobnik zwolni miejsce, to zachodzi u nich zmiana hormonalna: zaczynają rosnąć i zyskują również wyraźne cechy swojej płci, jak na przykład podgardle oraz okazałe talerze policzkowe.

Jest to tylko kamuflaż, bo w przeciwieństwie do naszych eunuchów są to osobniki, które osiągnęły dojrzałość płciową i tylko czekają na swoją szczęśliwą godzinę. Wprawdzie nie cieszą się szczególnym powodzeniem u samic, nie przeszkadza im to jednak, żeby, gdy szef odwróci wzrok, rozsiewać swoje geny.29

Jeśli samiec ssaków zostanie wykastrowany, to w zależności od wieku, kiedy to miało miejsce, a więc przed okresem dojrzewania czy po nim, ma to mniej lub bardziej istotne skutki dla jego osobowości. Samo usunięcie jąder redukuje jedynie poziom testosteronu. Mężczyzna nie staje się przez to kobietą. Z jednej strony testosteron jest produkowany również w nadnerczach, a z drugiej strony subtelne różnice w zachowaniu pomiędzy ssakami płci żeńskiej i męskiej bazują na kompleksowym oddziaływaniu wielu hormonów jednocześnie. Teza, że zachowania specyficzne dla płci są jedynie kwestią wychowania, wydaje się z dzisiejszego punktu widzenia całkowicie absurdalna. Niezliczone próby przeprowadzone na ludziach i ssakach wskazują na nieprzerwany łańcuch rozwoju ról płciowych, a wiele sposobów zachowań, zależnych rzekomo od wychowania, jest charakterystycznych również dla naszych najbliższych zwierzęcych krewnych. Oto prosty eksperyment, który przynajmniej dla mnie jest niezwykle przekonujący. Wyobraźcie sobie, że jesteście 6-miesięcznym niemowlęciem. Leżycie cały dzień na plecach i nie możecie się poruszyć. Wasza głowa i całe ciało są zbyt ciężkie dla słabych mięśni. Jedyne co możecie zrobić, to pomachać trochę rączkami, i oczywiście z najmilszą chęcią z tej możliwości korzystacie. Jeśli cokolwiek pojawi się w polu waszego widzenia, próbujecie to złapać. Szczególnie fascynujący jest duży, okrągły, czerwony balon. Ale niestety jesteście przedmiotem eksperymentu. Balon zostaje nagle zabrany, a wy gapicie się w dwa monitory. Na jednym osoba dorosła trzyma czule balon obiema rękami, na drugim – podbija balon tak, że ten wesoło podskakuje we wszystkie strony. Po pewnym czasie monitory gasną, a wy dostajecie balon z powrotem. Gdybyście byli chłopcem, to z dużym prawdopodobieństwem znacznie dłużej patrzylibyście na monitor z podskakującym balonem, a także sami próbowalibyście go podbijać rączkami. Ale jeśli bylibyście dziewczynką, trudno byłoby wam podjąć decyzję i zachowywalibyście się raz tak, raz tak.30 Gdy pamięta się o tej zasadniczej różnicy, to nie dziwi fakt, że chłopcy chętniej bawią się ruchomymi zabawkami, jak na przykład samochodzikami, a dziewczynki – lalkami. Pewnie zdziwi was, że podobne wyniki można uzyskać, gdy samochodziki i lalki da się do zabawy małym rezusom.31 Badania przeprowadzano oczywiście na zwierzętach żyjących w niewoli i jak najbardziej słusznie nasuwa się pytanie, na ile jest to naturalne, żeby zwierzęta bawiły się ludzkimi zabawkami. Dlatego zbadano, czy także wśród zwierząt żyjących na wolności można zaobserwować różnice w sposobach bawienia się. Okazało się, że wśród szympansów samce używały kijów częściej jako broni, a samice – jako partnerów do kontaktów społecznych.32 Zainteresowanym tego rodzaju faktami naukowymi polecam książkę The Blank Slate (Pusta tablica)33 Stevena Pinkera, jednego z najbardziej wpływowych współczesnych badaczy. Innym wybitnym badaczem silnie, w moim mniemaniu, związanym z rolą hormonów jest Alan Turing. Był homoseksualistą w czasach, gdy było to karalne, miał więc wybór między więzieniem a żeńskimi hormonami. Zdecydował się na pozornie mniejsze zło – estrogen. Pod jego wpływem zachorował na depresję i ostatecznie popełnił samobójstwo, zażywając truciznę. Panu Turingowi zawdzięczamy nie tylko pomysły stanowiące podstawę konstrukcji pierwszych komputerów oraz przełomowy eksperyment dotyczący interakcji człowiek–maszyna, nazwany od jego nazwiska testem Turinga. Dzięki złamaniu szyfru niemieckiej Enigmy uratował setki tysięcy istnień ludzkich i jak żadna inna osoba wpłynął na wynik II wojny światowej. Podanie estrogenu zmieniło jednego z najbardziej kreatywnych myślicieli minionego stulecia w przygnębionego samobójcę. Otóż to: hormony – władcy absolutni.

Z jaką siłą działają hormony, pomoże nam zrozumieć również przypadek Davida Reimera. Urodził się on wraz ze swoim bratem bliźniakiem, Brianem, w 1962 roku w Kanadzie. W niemowlęctwie na skutek błędu lekarskiego został pozbawiony penisa. Za radą bardzo wówczas znanego seksuologa Johna Moneya rodzina chłopca zdecydowała się na niezwykle radykalną ingerencję w jego życie. Jako 2-latkowi usunięto mu jądra z moszny i uformowano z niej chirurgicznie waginę. Zmieniono mu imię na Brenda i wychowywano go jak dziewczynkę. Ponieważ przypadek ten był dobrze udokumentowany i miał dowodzić, że zachowania specyficzne dla danej płci są kwestią wychowania, był przez długi czas uważany za przełomowy. W 1975 roku wspomniała o nim na przykład prekursorka niemieckiego feminizmu Alice Schwarzer w swojej książce Der kleiner Unterschied und seine großen Folgen (Mała różnica i jej wielkie konsekwencje) i wykorzystała go jako dowód na poparcie szeroko wówczas dyskutowanej hipotezy, że mężczyźni i kobiety, pomijając możliwość wydawania na świat dzieci, niczym się od siebie nie różnią. Biologiczna prawda, jak wspomniano już powyżej, jest jednak inna. Dlatego eksperyment z bliźniakami nie mógł skończyć się szczęśliwie. W 1980 roku wychowywany jako Brenda David dowiedział się, że urodził się jako chłopiec, i zdecydował się na zmianę płci. Ożenił się, zaadoptował troje dzieci swojej żony, rozwiódł się i ostatecznie popełnił samobójstwo.34

Istnieją jednak nie tylko hormony właściwe dla danej płci. U niektórych ssaków, w tym ludzi, związki pomiędzy osobnikami również są kontrolowane przez hormony. Może brzmieć to mało romantycznie, ale nawet takie uczucia jak miłość35 dadzą się wyjaśnić oddziaływaniem hormonów, na przykład oksytocyny.

Gdy pisałem pracę doktorską i zajmowałem się intensywnie delfinoterapią, hormon ten miał być odpowiedzialny za domniemany sukces tej formy pracy z dziećmi. Oksytocyna odpowiada bowiem za tworzenie się więzi i poczucie zaufania.36

Teraz czas na krótką podróż do Ameryki Północnej. Tam właśnie żyją norniki preriowe, znienawidzone jako szkodniki. Te małe, śmiesznie zachowujące się zwierzątka zdobyły niemałą sławę, bo ich akt miłosny może trwać nawet ponad dwa dni. Zwróciło to uwagę badaczy zajmujących się powstawaniem więzi. Seks przez ponad 40 godzin możliwy jest tylko na haju. Ponadto trzeba wiedzieć, że większość zwierząt laboratoryjnych, np. myszy lub szczury, nie tworzy bliskich więzi międzyosobniczych i nie żyje w monogamii, lecz w większych wspólnotach. Być może zauważyliście już kiedyś, że większość ssaków w przeciwieństwie do wielu ptaków, nie jest monogamistami. Dokładnie rzecz ujmując, od czasu wynalezienia karmienia piersią my, mężczyźni, staliśmy się zbędni w procesie wychowania potomstwa. Monogamia wśród ssaków zdaje się mieć sens jedynie wtedy, gdy „mężczyzna” swoją wiernością zapobiega zabiciu potomstwa przez konkurentów, bo straciwszy małe, samica jest szybciej gotowa do ponownego zapłodnienia.37

U ptaków sprawy mają się zupełnie inaczej, bo udział samców i samic w wysiadywaniu jaj i karmieniu potomstwa jest równy. Stąd powstawanie więzi, przynajmniej na czas chowu piskląt, jest dość częste. Tak więc naukowcom nie było łatwo znaleźć pośród ssaków gatunek, który żyje w monogamii i może ewentualnie stanowić model życia w jednym związku aż po kres dni. Udało się to jednak, bo norniki preriowe, w przeciwieństwie do naszych norników górskich, są monogamiczne.

Gdy badacz interesuje się działaniem jakiejś substancji, to zablokowuje ją chemicznie i sprawdza, co się dzieje. Bingo! Z nieczynną oksytocyną nasze norniki zachowywały się jak ich kuzyni z gór: o dożywotnim partnerstwie nie było mowy. W opublikowanej niedawno pracy udowodniono nawet, że oksytocyna odpowiada nie tylko za monogamiczne partnerstwo, lecz również za wywoływanie zachowań służących podtrzymywaniu związku, bo stymulowane nią gryzonie pocieszały drugą stronę, gdy źle się jej działo.38